Skąd bierze się Polska frustracja historią? Kaczyński, który ją kreuje, nie jest antysemitą, jest nacjonalistą
Skąd biorą się u tak wielu Polaków emocjonalne reakcje na „ustawę o Holokauście”?. Na to pytanie odpowiada w najnowszym wydaniu tygodnik „Der Spiegel”.
„Polska znów ma na całym świecie katastrofalną prasę z powodu ustawy o Holokauście swego konserwatywnego rządu – pisze Jan Pohl w najnowszym numerze hamburskiego „Spiegla”.
Jan Pohl tłumaczy, że ustawa ta zabrania nie tylko nazywania niemieckich obozów zagłady na terenie Polski „polskimi obozami”, ale ma też nie dopuścić do przypisywania Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie. – I tu zaczyna się cały problem — pisze komentator. – Byli bowiem Polacy, którzy donosili do gestapo na żydowskich sąsiadów albo organizowali pogromy takie jak w 1941 roku w Jedwabnem, gdzie zamordowali 350 Żydów. Ale Polacy także uratowali niezliczoną liczbę Żydów i żaden inny naród nie ma tylu odznaczeń Instytutu Jad Waszem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” co Polska – pisze „Spiegel”.
Kaczyński chce ratować dobre imie rodaków
Niemiecki dziennikarz wyjaśnia, że prezes prawicowej partii PiS Kaczyński „nie jest antysemitą, za to jest namiętnym nacjonalistą”. Pohl zaznacza, że „nie chodzi mu o to, aby tą nową ustawą przeczyć wykroczeniom polskich sprawców, lecz o ’ratowanie’ dobrego imienia polskiego narodu.
„Spiegel” wylicza, co charakteryzuje nacjonalistów:
„Wiąże ich wspólnota losów z żyjącymi i zmarłymi Polakami. A to, że wśród nich są sprawcy, zakłóca im tylko identyfikowanie się z ideą wspólnoty i jest dla nich nieznośne”. Dlatego też jest zrozumiałe, że Polaków drażni wyrażenie „polskie obozy”, którego niedbale użył nawet prezydent Barack Obama — pisze Pohl.
Niemiecki dziennikarz wyjaśnia, że „wielu ludzi w Polsce wyciąga z tego wniosek, że świat rzeczywiście wierzy w to, że Polacy byli współwinni temu, co się stało, a przecież większość z nich cierpiała w czasie niemieckiej okupacji”. Dlatego coraz bardziej powszechne staje się wśród Polaków odczucie, że „świat nie wie, jak wielkich cierpień w swoich dziejach doznał ten kraj, i że nie ceni się go tak, jak na to zasłużył”.
W konkluzji komentarza Jan Pohl tłumaczy czytelnikom, że „za pomocą nowej ustawy Kaczyński chce wybawić swoich rodaków”. Ale, jak zauważa, „rozumienie historii kształtuje się przecież w nieskrępowanej debacie, a nie pod groźbą kary”. Tymczasem „rząd osiągnął na arenie międzynarodowej dokładne przeciwieństwo tego, co zamierzał dokonać”.
Poród naturalny a cesarskie cięcie – specyfika oraz zagrożenia
Czas wydania dziecka na świat przez matkę nazywa się porodem. Prawidłowy poród powinien przebiegać siłami natury, aczkolwiek zdarzają się przypadki, że potrzeba interwencji chirurgicznej, czyli tak zwanego cesarskiego cięcia. Poznajmy specyfikę oraz zagrożenia przy porodzie naturalnym oraz cesarskim cięciu.
Poród jako czas rozwiązania
Poród to czas trwający przeważnie od kilku do kilkunastu godzin. W tym czasie dziecko zostaje wydane na świat przez matkę. Dzieje się to jednak etapami. Najpierw kobieta dostaje skurczy, które pojawiają się coraz częściej i trwają coraz dłużej, w efekcie czego odchodzą wody płodowe. Następnie dochodzi do właściwego porodu, czyli matka rodzi dziecko. Wreszcie matka rodzi też łożysko, już niepotrzebne w jej organizmie. Poród zakańcza ciążę, dlatego nazywa się go niekiedy po prostu czasem rozwiązania.
Poród naturalny
Poród naturalny to rodzaj porodu, przy którym kobieta rodzi siłami natury. Dziecko zostaje wydane na świat przez matkę. Porodu naturalnego się nie planuje, przychodzi na niego czas, gdy kobieta dostaje skurczów macicy. Poród ten przebiega bez znieczulenia. Wymaga on od matki większego nakładu sił, niekiedy nawet sporego. Kobieta pozostaje podczas niego jednak w pełni przytomna i świadoma.
Po porodzie naturalnym nie zostają żadne blizny.
Co ważne, podczas porodu naturalnego dziecko wzmacnia swój układ immunologiczny i nabywa swojej pierwszej odporności.
Cesarskie cięcie
Cesarskie cięcie to rodzaj powodu, przy którym kobieta rodzi z pomocą interwencji chirurgicznej. Dziecko zostaje wydobyte na świat przez lekarzy.
Cesarskie cięcie nie musi, ale może zostać zaplanowane, bo podaje się wówczas kobiecie substancje wywołujące skurcze macicy. Poród ten przebiega ze znieczuleniem. Wymaga on od matki mniejszego nakładu sił, a niekiedy wręcz żadnego. Kobieta pozostaje jednak podczas niego również mniej przytomna i świadoma.
Po cesarskim cięciu pozostają blizny, które można zlikwidować za pomocą chirurgii plastycznej.
Co ważne, podczas cesarskiego cięcia dziecko nie wzmacnia swojego układu immunologicznego i nie nabywa w ten sposób swojej pierwszej odporności.
Poród naturalny czy cesarskie cięcie
Wiele kobiet, zwłaszcza tych przy nadziei, na pewno się zastanawia w jaki sposób lepiej rodzić – siłami natury czy z pomocą chirurgiczną. Opcję między porodem naturalnym a cesarskim cięciem przeważnie wybiera się w prywatnych klinikach, bo w publicznych szpitalach nie decyduje o tym kobieta, a jej stan.
Poród naturalny to, jak sama nazwa wskazuje, naturalny, a co za tym idzie najlepszy rodzaj porodu. Jeśli nie występują żadne komplikacje, to powinniśmy decydować się na niego przede wszystkim z jednego ważnego względu. Otóż jak już wspomniano powyżej dziecko nabywa wówczas swojej pierwszej odporności, a to naprawdę ważne.
Do cesarskiego cięcia dochodzi przykładowo gdy dziecko leży w łonie matki w niewłaściwy sposób. Inny przykład to gdy matka na coś zakaźnego choruje i trzeba wydobyć dziecko, aby go nie zarazić. Zabieg wykonuje się też w przypadku osłabienia kobiety lub zagrożenia życia matki czy dziecka. Jeśli rodzi się nie jedynaka a bliźniaki, to przeważnie pierwsze dziecko porodem naturalnym, a drugie i kolejne za pomocą cesarskiego cięcia.
Artykuł powstał we współpracy z BabyBoom
11 lutego 2013 papież Benedykt XVI nieoczekiwanie ogłosił swoją decyzję o abdykacji
Powiedzieć „sensacja” to za mało. To był właściwie wstrząs. Kiedy 11 lutego 2013 roku 85-letni papież Benedykt XVI oznajmił, że przechodzi na emeryturę, na Rzym zwrócone były oczy całego świata.
Pierwszy niemiecki papież po ponad 500 latach wywołał furorę. Jakby na nowo, bardziej po ludzku, zdefiniował urząd papieża. Jeszcze pod koniec swojego pontyfikatu jego schorowany poprzednik Jan Paweł II oświadczył, że papież nie ustępuje ze swojego urzędu. Jak wspominał jego wieloletni sekretarz, kardynał Stanisław Dziwisz, Jan Paweł II mawiał, że nie można zstąpić z krzyża.
Ale to nie papież wisi na krzyżu, lecz Ktoś inny. Dla wierzących Ktoś o wiele większy. Benedykt zdecydował inaczej niż jego poprzednik. W ten sposób „uziemił” posługę papieży. I w ten sposób dobrze przysłużył się temu urzędowi — w czasach globalizacji, mobilności, coraz większej roli watykańskiej dyplomacji. Jeśli papież dochodzi do wniosku, że względem fizycznym, psychicznym i duchowym nie jest w stanie sprostać wypełnianiu swoich obowiązków, to ma prawo, a nawet w pewnych okolicznościach także i obowiązek, rezygnacji – powiedział Benedykt już w 2010 r. w jednym z książkowych wywiadów. I tylko tak rzeczywiście wielki teolog, jak papież Benedykt, Józef Ratzinger, mógł odważyć się wykonanie takiego kroku.
Także pięć lat później wiele kwestii związanych z ustąpieniem papieża specjaliści od prawa kościelnego uważają za niewyjaśnione. Jak zwracać się do papieża, który ustąpił (zwrot „emerytowany papież”, papa emerito, uważany jest za kontrowersyjny)? Jak powinien się ubierać – w papieską biel czy raczej w kardynalską czerwień, bo do tej rangi powraca? I miejsce zamieszkania w klasztorze w papieskim ogrodach jest w przypadku Benedykta pięknym rozwiązaniem, ale przecież nie jest określone przepisami. Żadne prawo kościelne nie nakazuje też spędzania jesieni życia w ukryciu.
Niektórych irytowało na przykład, że pomimo deklaracji Benedykta, że poświęca się on życiu modlitewnemu „w służbie świętego Kościoła Bożego”, od czasu do czasu słychać było bardzo krytyczne wypowiedzi z jego strony.
Umożliwił wybór następcy
Swoją decyzją Benedykt umożliwił wybór (dość konserwatywnego) następcy-reformatora. Franciszek został wybrany jako papież przejściowy, ale do historii Kościoła przejdzie jako ktoś znacznie większy. Żaden inny krok ostatnich stuleci, także ogłoszenie dogmatu o nieomylności papieża, nie zmienił tak bardzo tego urzędu. A Benedykt zmienił też cały Kościół. Jak bardzo – tego z dzisiejszej perspektywy jeszcze ocenić nie można.
Także decyzja Benedykta o wycofaniu się z życia publicznego od zakończenia jego pontyfikatu wieczorem 28 lutego 2013 mówi coś więcej. Coś, co niekoniecznie ma związek z Kościołem i władzą, lecz bardziej z kwestiami egzystencjalnymi. Tu chodzi o godność i trud wieku. Kilka dni temu Benedykt odpisał czytelnikom jednej z włoskich gazet, wzruszony tym, jak wielu z nich chce wiedzieć, „jak spędzam ostatnią fazę mojego życia. Mogę tylko powiedzieć, że podczas gdy powoli nikną moje siły fizyczne, wewnętrznie znajduję się na pielgrzymce do domu. To dla mnie wielka łaska, że na tym ostatnim odcinku mojej dość trudnej drogi jestem otoczony miłością i dobrocią, której wcześniej nie mogłem sobie wyobrazić”.
Kto kiedykolwiek towarzyszył człowiekowi w jego zbliżaniu się do śmierci, ten wie, co to znaczy.
Papież Benedykt XVI pozostaje wielkim teologiem. Jest do dziś, w sędziwym wieku, głęboko wierzącym człowiekiem.
Są ludzie, dla których stworzono iluzję, że nie ma alternatywy do Putina – mówi Aleksiej Nawalny
41-letni bloger i prawnik Aleksiej Nawalny jest uważany za najbardziej wpływowego polityka antyputinowskiej opozycji w Rosji. Jego kandydatura na prezydenta nie została uwzględniona ze względu na wcześniejszy wyrok skazujący za przestępstwa gospodarcze. Europejski Trybunał Praw Człowieka określił ten mianem „arbitralnego”. „Nie jestem jedynym, który może wyprowadzić ludzi na ulicę. Jest wielu wspaniałych ludzi, którzy prowadzą działania w różnych regionach. Po drugie, to nie ja wyprowadzam ludzi na ulice, ale myśl o niesprawiedliwości. Sam Putin wyprowadza ludzi na ulice korupcją i niekompetentnym zarządzaniem krajem. – mówił w rozmowie z niemieckim Deutsche Welle.
Deutsche Welle: 28 stycznia został pan aresztowany podczas demonstracji w Moskwie, na którą władze nie wyraziły zgody. Czy dzień wyborów 18 marca spędzi pan na wolności, czy za kratkami?
Aleksiej Nawalny: Najprawdopodobniej dzień „wyborów” spędzę w specjalnym więzieniu. To jest ich plan, jak sądzę. 28 stycznia zostałem aresztowany i zaraz zwolniony. Ale do dziś nie oddano mi dokumentów. Mam do odsiadki jeszcze 30 dni. Prawdopodobnie władze chcą zamknąć mnie 17 lutego, by zwolnić mnie 18,19 czy 20 marca.
DW: Jakie są konsekwencje demonstracji, które miały miejsce w całym kraju 28 stycznia?
AN: Obecna władza może występować przeciwko protestującym na dwa sposoby: Po pierwsze mogą zakazać wszystkich tych akcji, a po drugie mogą próbować wymierzać przykładne kary. Aresztowano co najmniej 40 osób. Niektóre z nich zostały już wypuszczone na wolność, a niektóre nadal przebywają w areszcie.
Najważniejsze dla mnie jest to, że ludzie nie pozwalają się już tak zastraszać. Zdają sobie sprawę z tego, czym ryzykują. Zdają sobie też sprawę, że jeżeli będziemy się bać, to zamkniemy sobie jedyną drogę, jaka pozostała nam do wyrażenia naszych poglądów politycznych, czyli wychodzenie na ulice.
DW: 29 stycznia Departament Skarbu USA przedstawił Kongresowi raport na temat rosyjskich oligarchów i najwyższych urzędników, sklasyfikowanych według ich majątku i bliskości do Kremla. Jak ocenia pan tzw. raport Kremla?
AN: Lista powinna być znacznie dłuższa. To jest rdzeń korupcji, ludzie, którzy są głównymi beneficjentami korupcji w Rosji. Chciałbym, aby wszystkie te osoby podlegały indywidualnym sankcjom. Dobrze byłoby, gdyby nie mogły mieszkać za granicą, przyjeżdżać do was do Niemiec, a potem wracać i mówić nam, jak straszna jest „gayropa” i że powinniśmy pójść trzecią drogą.
DW: Jaki sens ma bojkot tych wyborów prezydenckich, do którego pan wezwał? Czy uważa pan, że wybory mogą w ogóle zmienić autorytarny reżim w Rosji?
AN: Ależ oczywiście, że tak uważam. Dlatego też zgodziłem się kandydować. Jeździłem po całym kraju. Przemawiałem. Występowałem też w regionach uznanych za absolutnie „pro-putinowowskie”, takich jak Kemerowo. Przemawiałem też w Nowokuźniecku. Doskonale wiem, że można wygrać wybory przeciwko Putinowi. Szczerze mówiąc, on sam to wie. Dlatego nie dopuścił mojej kandydatury.
DW: Zawsze mówi się, że Rosja nie potrzebuje Majdanu i rewolucji. Jednocześnie mówi się, że tylko pan potrafił wyprowadzić tłumy na ulice. Gdzie przebiega granica pokojowych protestów?
AN: Przede wszystkim nie jestem jedynym, który może wyprowadzić ludzi na ulicę. Jest wielu wspaniałych ludzi, którzy prowadzą działania w różnych regionach. Po drugie, to nie ja wyprowadzam ludzi na ulice, ale myśl o niesprawiedliwości. Sam Putin wyprowadza ludzi na ulice korupcją i niekompetentnym zarządzaniem krajem.
To dość jasne, gdzie przebiega linia. Tam, gdzie pojawia się przemoc, tam zaczyna pachnieć rewoltą lub rewolucją. Jednak w Rosji mamy obecnie tylko absolutnie pokojowe akcje. Widzimy, że nastrój demonstrantów jest o wiele bardziej pokojowy niż nastrój władz, które przekształcają każdą demonstrację w operację wojskową.
DW: Czy w ogóle realistyczne jest przekształcenie większości Putina w większość za zmianami?
AN: Nie ma większości Putina. Są ludzie, dla których stworzono iluzję, że nie ma alternatywy do Putina. Rozmawialiśmy z ludźmi z całego kraju. Najważniejsza rzecz, którą mówią ludzie, kiedy pytasz ich: „Dlaczego głosujesz na Putina? Oni mówią: „Bo nie ma nikogo innego. Nie lubimy Putina, ale nie ma wyboru”. I właśnie na tym opiera się reżim Putina. Nie ma on większości.
Możemy zyskać większość, właśnie dlatego, że pracujemy naprawdę i mamy rzeczywisty program. Mówimy o ubóstwie, niesprawiedliwości, niesprawiedliwym podziale bogactwa i rosnących kosztach opieki zdrowotnej i edukacji. Stanowimy faktyczną większość, która już obecnie stanowi około 30 procent mieszkańców największych miast. Jeśli nadal będziemy nad tym pracować, będzie ich o wiele więcej. To jest nasze zadanie. Jest to możliwe.
DW: Czwarta kadencja Putina nieuchronnie nadejdzie. Wielu wierzy, że po wyborach represje staną się jeszcze ostrzejsze, również wobec pana i pańskich zwolenników. Czy jesteście do tego przygotowani?
AN: Putin jest u władzy nie tylko od roku lub dwóch, ale od 1999 r. i po każdym ponownym wyborze zaobserwowaliśmy ogólną intensyfikację represji. Nie może on inaczej utrzymać władzy. Dlatego też represje z pewnością wzrosną. Ale jesteśmy gotowi, nie boimy się. Nie poddajemy się.
Adam Mazguła: Nie ma wroga, a tak by się przydał…

Adam Mazguła
Świadomie czy też nie, zastraszona opozycja czeka, nie ma pomysłu na porwanie mas i aktywny sprzeciw. Paradoksalnie to rozbija władzę. Opozycja, nie podejmując walki, zawiodła PiS. Nie ma wroga, a tak by się przydał… Jak teraz władza ma przekonać swoich wyznawców, że te pokojowe protesty i białe róże - to śmiertelny wróg narodu?
Nie przekonuj durnia! Żeby zrozumiał, co masz mu do przekazania, musisz się zniżyć do jego poziomu…
– Tak mniej więcej brzmi myśl jednego z filozofów, którą nam wszystkim polecam.
Pełzający zamach stanu zmienił oblicze Polski.
Wydaje się to niemożliwe, że 30 tys. członków PiS zabiera konstytucję prawie 40-milionowemu narodowi, ale wygląda na to, że już przyzwyczailiśmy się do nowego status quo. Władza robi, co chce, pozoruje legalność działań i ustanawia swoje standardy. Zawłaszcza wszystko, co potrzebne jest jej do panowania nad ludźmi. Okłamuje i nawet nie stara się tego ukryć, szczuje na opozycję, rozdaje swoim i pieniądze, i stanowiska. PiS panuje nad prokuraturą, sądami, służbami specjalnymi, policją i skutecznie rozbraja wojsko.
Dla utrzymania butnej władzy potrzebny jest wspólny wróg, który zjednoczy wyznawców. Dlatego dzisiaj obserwujemy odwoływanie się do rzekomego zamachu na aktywistów PiS-u, na ich biura, a nawet stanowiska, pozycje i myśli. Zawłaszcza się słowo „Polska” i „ojczyzna” tylko do swoich partyjnych interesów. Wspiera się ruchy rasistowskie, faszystowskie, przestępcze, grupy gromadzące się przy drużynach sportowych, zwane „kibolami”. Indoktrynuje się młodzież szkolną perspektywą służby ojczyźnie, co w praktyce oznacza służbę partii. Robi się to tylko po to, by jednoczyć środowiska w poczuciu zagrożenia najbardziej podstawowych wartości naszego bytu narodowego. Nieugięty PiS wywołuje wojny wewnętrzne i zewnętrzne z całym postępowym światem. Szczując na wszystkich, wskazuje: patrzcie – to oni nam zagrażają! Musicie walczyć w imię naszego Boga, honoru i ojczyzny!
Najśmieszniejsze jest jednak to, że tego zagrożenia nie widać.
Świadomie czy też nie, zastraszona opozycja czeka, nie ma pomysłu na porwanie mas i aktywny sprzeciw. Paradoksalnie to rozbija władzę. Opozycja, nie podejmując walki, zawiodła PiS. Nie ma wroga, a tak by się przydał… Jak teraz władza ma przekonać swoich wyznawców, że te pokojowe protesty i białe róże – to śmiertelny wróg narodu?
Nie da się zniszczyć bezprawia zgodnie z prawem, zwłaszcza wtedy, gdy bezprawie osiąga rozmiar narodowy, a organy ścigania są w rękach przestępców. Wtedy jest to w ogóle niemożliwe!
Tak umiera polska cywilizacja. Po cichu, bo mądra i nie chce ofiar; z pokorą, bo daje szanse na opamiętanie rządzącym; cierpliwie, bo liczy na aktywność innych i nowe wybory.
Nie tracimy jednak ducha!
Nie zniżajmy się do poziomu tej partii i jej władzy. Nie rozmawiajmy z PiS-em ich językiem. Trzymajmy standardy życia społecznego wszędzie, gdzie jest to możliwe.
Władza rozbestwia, demoralizuje i niesie za sobą pogardę dla innych ludzi. Władza absolutna demoralizuje absolutnie.
Upadek PiS-u jest pewny. Chodzi tylko o czas i koszty.
Im bardziej będziemy radykalizować swoje postępowanie, tym jego upadek będzie szybszy, ale więcej krwi się poleje.
Im jesteśmy spokojniejsi i cierpliwsi, tym większe są szanse na zmęczenie agresorów władzą, zagubienie czujności i konsolidacji szeregów. To także zaoszczędzi ofiar. Zawsze można liczyć na konflikty wewnątrz obozu władzy na tle nowych przywilejów i łatwych wpływów. Kościół też zaczyna dyskutować nad słusznością wybranej drogi wsparcia dla PiS-u.
Tymczasem świat patrzy na nasz kraj z politowaniem, ale i z niepokojem. Tracimy szacunek, zaufanie, pozycję i wiarygodność. W oczach PiS – to się nazywa przywracanie szacunku, samodzielności, pozycji i dumy narodowej.
Musimy wskazywać te paradoksy i przestępstwa władzy, uczyć, uświadamiać, przekonywać. Nie walczyć na ulicach, ale pokojowo ujawniać nasze zdanie w celu jednoczenia naszego środowiska. Musimy się kontaktować i rozmawiać, chociaż na pozór nic z tego nie wynika. Jednak musimy wszyscy wiedzieć, komu w naszym środowisku można ufać i kto jest naprawdę z nami.
PiS swoją butą, oszustwem i chamstwem nie wygra z rozumem. Nie wygra, bo nie może szczuć na agresywnych ludzi, a tylko na niewinną białą różę.
Adam Mazguła
Yerba Mate – alternatywa dla kawy oraz herbaty
Yerba Mate to napój sporządzany z liści ostrokrzewu paragwajskiego. Zawiera w sobie mateinę. Uchodzi za cudowną alternatywę dla kawy oraz herbaty.
Początki Yerba Mate
Udokumentowana geneza Yerba Mate sięga siedemnastego stulecia. Wówczas to misjonarze zakonu jezuitów dotarli na zamieszkiwane przez plemię Guarani tereny dorzecza rzeki Parany w Ameryce Południowej. Odkryli oni, że tamtejsze ludy piły napar z liści ostrokrzewu paragwajskiego, który stanowił wręcz niemal ich ulubioną używkę. Efektem tego można stwierdzić, że nieudokumentowana geneza Yerba Mate sięga czasów o wiele wcześniejszych. Dzieje Yerba Mate jawią się niezwykle interesująco. Zakon jezuitów sprowadził go do Europy jako alternatywę sprowadzanej z Azji herbaty, a z czasem nawet jako sprowadzanej z Afryki kawy. Napój ten stał się na tyle popularny, iż zaczął funkcjonować jako narodowy napój Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju, czyli krajów, skąd sprowadza się liście ostrokrzewu paragwajskiego. Istnieje też legenda o Yerba Mate, która głosi, iż to napój przyjaźni. Według niej boginie Księżyca i Chmury zstąpiły na Ziemię, aby ją zwiedzić, ale zostały zaatakowane przez jaguara, uratował je jednak starzec. W zamian co dostał od nich nowy gatunek rośliny, mianowicie ostrokrzew paragwajski.
Yerba Mate a herbata i kawa
Yerba Mate nazywa się niekiedy rodzajem herbaty, lecz to zdecydowanie niepoprawna nomenklatura. Otóż tak jak kawę sporządza się z ziaren kawowca, czy czekoladę z ziaren kakaowca, tak też herbatę sporządza się z liści krzewu herbacianego. Yerba Matę przyrządza się natomiast z liści ostrokrzewu paragwajskiego. Stanowi więc on zupełnie inny napój. Utożsamianie Yerba Mate z herbatą wynika z dwóch czynników. Po pierwsze gdy sprowadzono z Ameryki do Europy Yerba Mate stała się ona alternatywą sprowadzanej z Azji herbaty. Po drugie Yerba Mate zawiera mateinę, czyli odpowiednik zawartej w herbacie teiny i zawartej w kawie kofeiny.
Rodzaje Yerba Mate
Yerba Mate występuje w wersji elaborada i despalada. Pierwszy rodzaj, zwany też sin palo, nie zawiera dodatkowych gałązek. Drugi rodzaj, zwany też con palo, dodatkowe gałązki zawiera. Gałążki te, nazywane patyczkami, zmniejszają poziom mateiny, sprawiając że Yerba Mate pozostaje łagodniejsza w smaku.
Magia mateiny
Mateina to psychoaktywna substancja pochodzenia organicznego. W rzeczywistości stanowi tę samą substancję co kofeina i teina. Różni się nazwą ze względu na różne źródło pochodzenia – kofeina w kawie, teina w herbacie, mateina w Yerba Mate. Różni się też jednak nieco działaniem, bo jedne działają słabiej, a drugie mocniej.
Wyższość mateiny nad teiną oraz kofeiną
Yerbę Matę uznaje się za o wiele lepszą alternatywę dla kawy oraz herbaty. Wszystko przez to, że zawarta w niej mateina działa podobnie do kofeiny i teiny, czyli dodaje sił witalnych i podnosi ciśnienie, ale jednocześnie nie wypłukuje magnezu. A warto wiedzieć, że magnez, zwany pierwiastkiem życia, bierze udział we wszystkich fizycznych i psychicznych procesach życiowych. Bez niego drżą mięśnie, bolą kości i stawy, samopoczucie ulega ekstremalnemu osłabieniu, a dodatkowo pojawiają się stany nerwowe i lękowe.
Artykuł został przygotowany we współpracy z kawaczyherbata24.pl.
Igrzyska otwarte. W Pjongczangu rozpoczęły się XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie
W samo południe polskiego czasu rozpoczęła się ceremonia otwarcia XXIII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu. Polską flagę w defiladzie sportowców niósł panczenista Zbigniew Bródka.
Hello #POL #POR #PUR #FRA #PyeongChang2018 #Olympics pic.twitter.com/W69ZIvdMK2
— Olympics (@Olympics) February 9, 2018
Defiladę tradycyjnie rozpoczęła reprezentacja Grecji, kolebki igrzysk olimpijskich. Wspólnie maszerowali sportowcy obu państw koreańskich, a ekipa biało-czerwonych pokazała się jako 83. w kolejności.
W igrzyskach wystartuje blisko 3 tys. sportowców z 94 krajów. Do 25 lutego będą walczyć o 102 komplety medali w 17 dyscyplinach sportu. Reprezentacja Polski jest najliczniejsza w historii – liczy 62 zawodników.
Oficjanie XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczangu otworzył prezydent Korei Południowej Mun Dze In . „Ogłaszam igrzyska za otwarte” – oświadczył podczas trwającej na stadonie ceremonii.
Znicz Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu zapaliła łyżwiarka figurowa, mistrzyni olimpijska z Vancouver, 27-letnia Kim Yu Na.
역시 김연아다 pic.twitter.com/gwcnSjPQGn
— 귤🐥 (@ToHeavenU) February 9, 2018
Kim Yu Na jest jedną z najpopularniejszych sportsmenek Korei Południowej. Karierę sportową zakończyła w 2014 roku po wywalczeniu srebrnego medalu igrzysk w Soczi.
(df) thefad.pl
Europosłowie wzywają do zniesienia corocznej zmiany czasu
Europosłowie wzywają do przeprowadzenia dogłębnej oceny zmiany czasu dokonywanej dwa razy do roku i jeśli to konieczne, do zmiany przepisów, w rezolucji przyjętej w czwartek.
Inicjatywa obywatelska pokazała, że pojawiają się obawy, dotyczące zmian czasu dokonywanymi dwa razy w roku, na rozpoczęcie oraz zakończenie trwania czasu letniego. Obecnie godzinę zmienia się w ostatni weekend marca i października.
Liczne badania nie przyniosły jednoznacznych rezultatów, ale wskazują na negatywne skutki dla ludzkiego zdrowia, stwierdzili posłowie.
Wzywają oni Komisję Europejską do przeprowadzenia dogłębnych badań nad dyrektywą w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego i jeśli to okaże się konieczne, do przygotowania propozycji jej zmiany.
Rezolucję przyjęto 384 głosami za, przy 153 głosach przeciw i 12 wstrzymujących się od głosu.
W Parlamencie Europejskim działa grupa robocza ds. zniesienia zmiany czasu. Przewodzi jej czeski europoseł EPL Pavel Svoboda, szef komisji prawnej PE.
– Po raz pierwszy Parlament Europejski głosuje rezolucję, wzywającą do skończenia ze zmianami czasu. W krajach członkowskich jest wiele inicjatyw apelujących o skończenie z tym procederem — mówił na konferencji prasowej poprzedzającej głosowanie w Strasburgu europoseł Pavel Svoboda.
Obecna dyrektywa w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego, która weszła w życie w 2001 r., przewiduje zharmonizowaną datę i godzinę rozpoczęcia i zakończenia okresu czasu letniego w całej UE w celu wsparcia skutecznego funkcjonowania rynku wewnętrznego.
Źródło: Parlament Europejski
Moda na vintage, czyli 6 przykazań stylu vintage
W rodzinnym domu stoją szafy pełne ubrań po babci i mamie, których nikt nie ma serca wyrzucić? Świetnie się składa, bo styl vintage – czyli stylizacje oparte na trendach powstałych minimum 20 lat temu – przeżywa swój rozkwit. Chcesz się wyróżnić w tłumie i wyglądać oryginalnie? To idealny trend dla Ciebie. Oto 6 przykazań, aby dobrze wyglądać w stylu vintage.
1. Wybieraj tylko rzeczy z historią
Moda na vintage to moda na rzeczy z duszą. Aby coś mogło być określone tym mianem musi liczyć sobie minimum 20 lat, bądź być stylizowane na rzecz z tak zamierzchłych czasów. Przy wyborze takich ubrań zwróć uwagę na ich jakość i stan. Warto przyjrzeć się metce ze składem, a potem ewentualnym dziurom, przetarciom, plamom. Zależy nam na looku staromodnym, ale nie powinien on mieć w sobie nic niechlujnego.
2. Nie mieszaj stylów
W vintage ważna jest konsekwencja. Jeśli mamy w swojej szafie seksowne sukienki w stylu lat 50, podobne do tych, które nosiła Marylin Monroe, nie zestawiajmy ich z plastikową biżuterią lat 80. Bądźmy konsekwentni w swoich wyborach. Stawiajmy albo na pełną stylizację w danym trendzie, albo na charakterystyczne dla danej epoki dodatki. W tym przypadku mniej znaczy więcej.
3. Zainteresuj się ubraniami z drugiej ręki
Najlepsze perełki w tym stylu znajdziecie w second handach. Odwiedzanie lumpeksów już dawno przestało być powodem do wstydu, teraz najważniejsze blogerki modowe i trendsetterki otwarcie chwalą się rzeczami kupionymi z drugiej ręki. Nikogo to nie dziwi, skoro można tam znaleźć markowe rzeczy dobrej jakości za grosze. Jeśli ta opcja nie jest dla Was, to w sieciówkach również jesteście w stanie znaleźć rzeczy stylizowane na minione lata.
4. Wszystko z umiarem
Osoby zaczynające swoje eksperymenty z modą vintage powinny uważać na przestylizowanie. Jeśli dopiero wkraczamy w ten świat i nasza szafa to przede wszystkim współczesne ubrania, stawiajmy na akcenty, nie starając się od początku tworzyć całych stylizacji. Uczmy się powoli, ponieważ pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, na przykład tego, że vintage zdecydowanie nie lubi się z popularną teraz sportową elegancją czy modą uliczną. I chociaż mieszanie styli nie jest całkowicie zabronione, to jednak bardzo łatwo popełnić błąd i się przestylizować.
5. Zwróć uwagę na detale
Styl vintage kryje się przede wszystkim w szczegółach. Paski, apaszki, chusty, biżuteria, finezyjne nakrycia głowy, buty czy torebki potrafią sprawić, że nasza stylizacja nabierze charakterystycznego rysu minionych lat. Dla tych z Was, którzy nie odnajdują się w buszowaniu po second handach – co niejednokrotnie bywa bitwą na śmierć i życie – znalezienie tam takich dodatków będzie o wiele łatwiejsze, niż przeszukiwanie wieszaków z ubraniami.
6. Eksperymentuj
Osoby interesujące się stylem vintage to w większości osoby kreatywne, poszukujące innowacyjnych rozwiązań dla swojej szafy. Jeśli jesteś jedną z takich osób warto spróbować swoich sił w krawieckich eksperymentach z ubraniami vintage. Spróbuj nadać nowe życie marynarce znalezionej w maminej szafie. Doszyj do niej guziki, poduszeczki, albo poszarp na dole, wszystko zależy od Twojej kreatywności. Plusem takich eksperymentów jest fakt, że robisz to na starych ubraniach – jeśli coś nie wyjdzie, nikt nie będzie narzekał, że zniszczyłaś nową rzecz.
| Artykuł przygotowano we współpracy z DecoBazaar |
Liczba chorych na nowotwory będzie wzrastać – dlatego ważna jest profilaktyka
Nowotwory, według statystyk Eurostatu, są drugą przyczyną zgonów w Unii Europejskiej. Polska obecnie plasuje się na czwartym miejscu w Europie, pod względem liczby chorych na nowotwory. Lekarzy i statystyków niepokoją wskaźniki, które pokazują, iż we wszystkich częściach naszego globu, liczba chorych na nowotwory wzrasta i będzie wzrastać. Czy można pokonać chorobę nowotworową i dlaczego tak rzadko słyszymy o wygranych walkach z nowotworem – na to pytanie opowiada onkolog, dr n. med. Łukasz Rajchert, Salve Przychodnie.
Czym właściwe jest nowotwór?
dr n. med. Łukasz Rajchert, Salve: – W naszym organiźmie codziennie powstają miliony komórek nowotworowych skutecznie eliminowanych przez układ odpornościowy toteż zaburzenia tejże odporności są też jednym z czynników sprawczych choroby nowotworowej. Musimy zdawać sobie sprawę, iż nowotwory to zmutowane komórki, które budują nasz organizmy. To komórki naszego ciała, które w wyniku działania różnych czynników fizycznych i chemicznych doznały mutacji. Komórka, która doznała degeneracji w swej budowie i funkcji, rozmnażając się powoduje wzrost liczby zmutowanych, uszkodzonych komórek. W następstwie z czasem w naszym ciele powstaje nowotwór.
To dość skomplikowany, książkowy opis, jak można to opisać prostszym językiem?
Wyobraźmy sobie młodego człowieka, który rodzi się zdrowy, wychowuje się w normalnych warunkach. Ma kochających rodziców, którzy o niego dbają i zapewniają mu dom, zdrowe jedzenie, opiekę. Maluch rośnie, idzie do szkoły, ma swoich przyjaciół, hobby, pasje. Dorasta, rozpoczyna pracę i zakłada własną rodzinę. Tak zgodnie z przyjętym stereotypem, wygląda prawidłowy rozwój człowieka. Przyjmijmy, że jest to nasza zdrowa komórka. W innym miejscu na świecie, mamy młodego człowieka, który wychowywany był w warunkach patologicznych. Od dziecka był chuliganem, nie chodził do szkoły. Nie chodził do pracy. Był rozbójnikiem, robił innym krzywdę, niszczył wszystkie przyjęte w naszym społeczeństwie normy. To jest właśnie nasz obrazowy nowotwór. Degenerat, który niszczy i sieje zniszczenie wszędzie tam, gdzie się pojawi. Warunki w jakich przyszło mu dorastać, wywołały u niego zmianę zachowania i wpłynęły na jego funkcjonowanie. Ów degenerat to komórka , która straciła potrzeby pełnienia swych funkcji na rzecz szybkiego, agresywnego rozwoju i chaotycznego rozmnażania się.
Jak należy ,,wychować” nasze komórki na przykładnych obywateli, by zminimalizować ryzyko zachorowania do minimum? Jak ustrzec siebie i swoich bliskich przed nowotworem?
Powiedzmy sobie szczerze, nie da się ograniczyć ryzyka w 100%. Podobnie, jak nie ma w medycynie 100% diagnozy i 100% wyleczenia. To wszystko są składowe całego procesu, czynników zewnętrznych, czasu narażenia, naszych uwarunkowań genetycznych i odpornościowych. Jedno jest pewne, współczesna medycyna i promocja zdrowia potrafi ograniczyć ryzyko wystąpienia choroby nowotworowej. Zalecam każdemu stosowanie 11 zasad Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem. Kodeks zawiera wskazówki odnośnie diety i aktywności oraz czynności, które przyczynią się do zmniejszenia czynnika zachorowalności i wykrywalności choroby nowotworowej we wczesnym stadium.
W Polsce prowadzone się liczne programy profilaktyki chorób onkologicznych – są darmowe i szeroko dostępne, a jednak wciąż niewiele osób z nich korzysta. Dlaczego Pana zdaniem Polacy boją się badań?
Z kilku przyczyn. Pierwsza i chyba najistotniejsza to fakt, że boimy się choroby. To hipokryzja, bo boimy się nowotworów, boimy się śmierci, a jednocześnie nie dopuszczamy do siebie myśli, że możemy być chorzy. Z mojego doświadczenia wynika, że przyczyną jest dla wielu osób brak czasu. Obecnie żyjemy szybko, praca, dom, stres, wieczna gonitwa i patologiczny brak czasu, prowadzi do tego, że skupiamy się na tym, by mieć, a zapominamy o tym, by być. Kolejnym czynnikiem jest wciąż ograniczona wiedza i niski poziom edukacji naszego społeczeństwa. Przykładowo, jedna z moich ostatnich pacjentek usiłowała mnie przekonać, że na nowotwór szyjki macicy mogą zachorować tylko panie, które regularnie współżyją. To oczywiście przekłamanie, bo rak szyjki macicy nie jest indukowany przez kontakty seksualne. Zachorować mogą na niego również pacjentki abstynentki. Osobnym zagadnieniem jest również dostępność do tych badań. W dużych miastach jest zdecydowanie łatwiej niż w mniejszych miejscowościach.
Co właściwe dają nam te badania profilaktyczne?
Bardzo dużo, ponieważ im wcześniej wykryjemy zmianę, większe są szanse na całkowite wyleczenie. Dla porównania, jeśli nowotwór to pijany kierowca, który wjeżdża na drogę, to badania profilaktyczne pełnią rolę kontroli alkomatem. Wcześnie wykryty pijany kierowca nie spowoduje wypadku, a co jeśli nie podda się kontroli?
Skoro wczesne wykrycie zmiany nowotworowej minimalizuje szansę na chorobę, to znaczy, że nowotwór to nie wyrok śmierci?
I chyba teraz doszliśmy do sedna problemu. Od lat utrwalany jest określony obraz choroby nowotworowej. Już słysząc słowa takie, jak: nowotwór, rak, onkologia, widzimy straszny ból i strach pacjentów po chemioterapii. Dlaczego tak rzadko czytamy, czy oglądamy informacje o pacjentach, którzy wygrali swoją walkę z nowotworem? Bo złe wieści i katastrofy zawsze lepiej się sprzedają niż te dobre. Powiedzmy sobie szczerze, nie każdy nowotwór oznacza poważną operację, straszny ból i cierpienie. Na przykład pacjent z rakiem skóry. Rak skóry kojarzony jest z wyrokiem śmierci. Pacjent, u którego wcześnie wykryjemy zmianę z gabinetu wychodzi po 20 minutach i to na własnych nogach.
Wynika z tego, że nowotworów nie należy się bać?
Nowotwór to podstępna choroba, która często w pierwszej fazie nie daje żadnych objawów i chociażby dlatego należy się go bać. Tylko bać się w innym sensie. Żyjmy przestrzegając 11 zasad Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem. Nie demonizujmy tej choroby, współczesna medycyna potrafi podjąć walkę i pokonać niejednego ,,degenerata”.









