Ile zarabiają Polacy? GUS zbadał strukturę wynagrodzeń

4346,76 zł – tyle wynosiło przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto według ostatniego raportu GUS.

Ile zarabiają Polacy? GUS zbadał strukturę wynagrodzeń

Główny Urząd Statystyczny zbadał strukturę wynagrodzeń według zawodów w październiku 2016 roku. Jak wynika z raportu, przeciętne miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto wyniosło 4346,76 zł, przy czym mężczyźni zarabiali przeciętnie o 18,5 proc. (o 734,50 zł) więcej od kobiet.

Okazuje się też, że więcej zarabiali pracownicy zatrudnieni w jednostkach sektora publicznego niż ci z sektora prywatnego. W sektorze publicznym przeciętne miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto (4565,09 zł) było o 7,5 proc. (tj. o 318,50 zł) wyższe niż w prywatnym oraz o 5 proc. wyższe od średniego w skali kraju.

Jak podaje GUS, wynagrodzenia powyżej średniej krajowej otrzymują przedstawiciele władz publicznych, wyżsi urzędnicy i kierownicy oraz specjaliści (w obydwu sektorach własności). Przeciętnie wyżej od średniego zarabiali też technicy i inny średni personel.

Jak to wygląda w stawkach godzinowych? Przeciętne godzinowe wynagrodzenie ogółem brutto wyniosło 26,37 zł (mężczyzn było o 3 zł wyższe niż w przypadku kobiet).

Przeciętne godzinowe wynagrodzenie wynosiło od 12,39 zł dla np. fryzjerek do 81,93 zł w odniesieniu do dyrektorów generalnych i wykonawczych.

„W sektorze publicznym przeciętne godzinowe wynagrodzenie ogółem brutto (26,11 zł) było wyższe niż w prywatnym – o 19,9 proc. (tj. o 4,97 zł) oraz o 13,3 proc. wyższe od średniego w skali kraju” – poinformował GUS.

Ponadto w sektorze prywatnym na jednego pracownika „wyższego szczebla” przypada trzech pracowników techniczno–wykonawczych; w sektorze publicznym proporcja ta wynosi 1:1.

 

Kurier PAP

 


Ks. Wojciech Lemański: Należało z odwagą zmierzyć się z prawdą o historii Holokaustu. Tymczasem rząd, parlament, prezes, partia rządząca…

Ks. Wojciech Lemański

Ks. Wojciech Lemański

Rząd, parlament, prezes, partia rządząca, TVP, media prawicowe, polska dyplomacja - przemówili jednym głosem. To był, to jest głos, którego będziemy się wstydzić przez kolejne pokolenia

 

Należało z odwagą i otwartością zmierzyć się z prawdą o mało znanej i głęboko niejednoznacznej historii Holokaustu na polskiej ziemi.

Zabrakło i odwagi i otwartości. W ich miejsce wyszły na trybuny,: arogancja, antysemityzm, polski mesjanizm, niechęć do obcych, ogromne braki wiedzy historycznej, populizm, prostactwo i chamstwo.

Rząd, parlament, prezes, partia rządząca, TVP, media prawicowe, polska dyplomacja – przemówili jednym głosem. To był, to jest głos, którego będziemy się wstydzić przez kolejne pokolenia.

Kościół, jak to ma w zwyczaju, schował głowę w piasek i nabrał wody w usta. Dzień judaizmu odprawiony i sprawy Żydów można odłożyć do przyszłego roku. A co zrobić, gdy teraz głos zabierają „łowcy nazistów”, historycy, rodziny zamordowanych lub zadenuncjowanych przez Polaków?

Dostaliśmy kilka dziesięcioleci, by zmierzyć się z trudną przeszłością. Wyglądało na to, że ostatnimi laty podążamy powoli w dobrym kierunku. I oto „podłą zmiana” zafundowała nam wszystkim katastrofę. Aż strach pomyśleć, co będzie jutro.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Facebook / Wojciech Michał Lemański

 

 


Zmarł Wojciech Pokora, miał 83 lata

Z głębokim bólem zawiadamiamy, że dziś nad ranem (4.02.2018 r.) w wieku 83 lat odszedł nasz wielki przyjaciel, wybitny aktor pan Wojciech Pokora. Składamy kondolencje i łączymy się w bólu ze wszystkimi widzami i wielbicielami talentu pana Wojciecha. Fundacja Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury – tę smutną wiadomość przekazano dzisiaj na profilu Och Teatru na Facebooku.

Wojciech Pokora nim stał się sławnym aktorem, ukończył Technikum Budowy Silników Samolotowych we Wrocławiu, pracował w warszawskiej Fabryce Samochodów Osobowych. 

– Szykowano mnie do zawodu inżyniera. Skończyłem technikum budowy silników samolotowych. Podobnie jak prawie wszyscy dostałem trzyletni nakaz pracy do fabryki samochodów osobowych – opowiadał w rozmowie z TVN w 2015 roku – Był nabór do szkół oficerskich, co łączyło się z dobrym wykształceniem, samochodem, mieszkaniem. Frapujące! Usiedliśmy z (Jerzym) Turkiem i mówię: „Słuchaj, albo zostaniemy oficerami. Albo nie wiem” – wspominał.

Ostatecznie obydwoje wybrali amatorskie kółko teatralne działającego przy tym zakładzie, gdzie poznał aktorów Teatru Powszechnego.

– Oni nam powiedzieli: „Idźcie do szkoły teatralnej! Z was lepsi będą aktorzy, niż oficerowie” – mówił Wojciech Pokora.

W 1958 ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Był aktor warszawskich teatrów: Teatru Dramatycznego (1958–1984), Teatru Nowego (1984–1990) i Teatru Kwadrat (1990–2001)[2][1]. Występował w spektaklach Teatru Telewizji, a także w kabaretach Owca (1966–1968) czy Dudek. W latach 1990–2005 był aktorem Kabaretu Olgi Lipińskie.

Wojciechowi Pokorze największą popularność przyniosły występy w filmach. Był jednym z ulubionych aktorów Stanisława Barei. W 1960 roku po raz pierwszy pojawił się w jego filmie w komedii „Mąż swojej żony”, potem w „Zezowatym szczęściu”, w „Małżeństwie z rozsądku”. W 1972 roku zagrał w filmie „Poszukiwany, poszukiwana” w którym zagrał młodego inteligenta, historyka sztuki, Stanisława Marię Rochowicza, który na skutek różnych życiowych perypetii zmuszony jest podjąć pracę gosposi domowej i w kobiecym przebraniu funkcjonować jako Marysia.

– Zgodziłem się na tę rolę pod przymusem. Zmusiła mnie żona! Nie mówiąc o reżyserze, scenografie, operatorze, którzy mnie nachodzili, mówili: „Wojtek, tylko ty, tylko ty” – wspominał wiele lat później Pokora. W rozmowie z dziennikarzem gazeta.pl w 2015 roku przyznał, że „posiadając obecną wiedzę, na pewno nie przyjąłby tej roli.”

– Ta rola na długo zapisała się w pamięci Polaków, ale i sprawiła, że nie mogłem się uwolnić od łatki „Marysi”. Wielokrotnie ludzie krzyczeli za mną na ulicy: – Te, Maryśka! Albo wołali na plaży: – Marysiu, zupa ci kipi! To była etykietka, której nie mogłem się pozbyć. I zresztą nigdy na dobre jej się nie pozbędę. Niechaj będzie i tak.

Wojciech Pokora występował głównie w repertuarze komediowym, choć ma za sobą również role w produkcjach dramatycznych, takich jak, film wojenny ”Kiedy miłość była zbrodnią – Rassenschande” Jana Rybkowskiego, „Palace Hotel” (1977), „Szczęśliwym brzegu” (1983), czy serialu „Więzy krwi” (2001).

22 września 2015 roku ukazała się książka „Z Pokorą przez życie” – pierwszy wywiad rzeka z Wojciechem Pokorą, przeprowadzony przez Krzysztofa Pyzię.

Wraz z żoną Hanną, mieli dwie córki. Wnuczką aktora jest aktorka Agata Nizińska.

Popkulturalny Egoista: wywiad z Wojciechem Pokorą

 

(df) thefad.pl

 


Dariusz Stokwiszewski: Zamiast „Polski Jagiellońskiej” pustka i osamotnienie!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Zamiast restytucji wymarzonej „Polski Jagiellońskiej” pikujemy w dół jak zestrzelony samolot. Zamiast dotychczasowych przyjaznych, niemal wszędzie wokół, relacji i silnej pozycji lidera przemian demokratycznych, staczamy się po równi pochyłej, tworząc sobie wrogie środowisko, w którym przetrwać długo się nie da

 

W mojej monografii, wydanej przez Akademię Obrony Narodowej w 2014 r., pisałem:

Coraz częściej mówi się o tym, że Polska powinna wśród państw Europy Środkowo -Wschodniej, będących w strukturach zachodnich i dążących do nich, zajmować pozycję lidera. Wielu badaczy uważa, (według mnie błędnie), że polskie ambicje powinny iść w kierunku uzyskania pozycji i znaczenia, jakie Rzeczpospolita miała w XIV, XV, XVI wiekach. Mówi się o Polsce Jagiellońskiej XXI wieku i marzy o powrocie do dawnej wielkości. Wydaje się, że nie jest to dziś ani możliwe, ani potrzebne.

W interesie Polski nie leży tworzenie wokół siebie „kręgu wasali” z państw bałtyckich, Białorusi, Czech, Litwy, Łotwy, Słowacji czy też Ukrainy. Sytuacja, która w okresie świetności I Rzeczypospolitej była, z punktu widzenia jej pozycji, szczególna nie ma raczej szans na powtórzenie. Wynika to zresztą z wielu czynników: integracji w Europie oraz wynikających z niej szans, demokratyzacji państw czy spadku zagrożeń światowego pokoju, przynoszącej wszechstronne korzyści liberalizacji handlu, a nade wszystko wciąż postępującego procesu globalizacji, jak też wspólnego dla wszystkich zagrożenia, związanego z terroryzmem i przestępczością.

Polsce powinno zależeć raczej na kreowaniu jak najlepszych relacji z tymi państwami opartych zwłaszcza na wzajemnym szacunku i poszanowaniu. Tylko taka postawa może przynieść pozytywne efekty. Natomiast istotne jest, co też trzeba podkreślić z całą mocą, działanie na rzecz zapewnienia Polsce jak najsilniejszej pozycji w regionie.

Jednak pozycji rozumianej, jako zdolność do takiego oddziaływania, które sprawi, że Polska stanie się nieformalnym liderem przemian. Liderem, którego pozycja Primus Inter Pares będzie wynikiem powszechnej akceptacji przez państwa regionu Europy Środkowo – Wschodniej, nie zaś narzucania „na siłę” swego „przywództwa, które nie jest poparte potencjałem ani możliwościami do takiego działania na arenie światowej.

Jak pisałem cztery lata wcześniej, przeciwstawiając się utopijnym (ale i niebezpiecznym chyba) wizjom ludzi, którzy RP chcieliby widzieć w roli europejskiego mocarstwa, do bycia którym, nie ma żadnych argumentów poza wydumaną wielkością w porównaniu z innymi, chyba według nich – gorszymi. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, domyślam się, że siebie samych, chcieliby widzieć ci ludzie w roli „panów świata” – różnej maści „imperatorów”. Gdy tymczasem jedynie partnerstwo i pokojowa współpraca, z naszymi sąsiadami oraz nie tylko, może zapewnić Polsce wszystko, co do życia w pokoju jest niezbędne.

W historii swojej Polska wydała wielu demagogów „opętanych szalonymi marzeniami”, które nigdy nie zostały zrealizowane. Jako przykład niech posłuży to, że (jak to wynika z pewnej popularnej kreskówki), na Madagaskarze mieszkają pingwiny, nie zaś Polacy! Dziś nasze władze, słuchając podobnych i równie nieroztropnych podszeptów postępują, jak ktoś, komu nie zależy na życiu ani tym bardziej na własnej przyszłości. Z jednej też strony mówią niektórzy, aby nie zważać na nic, bo „nasze musi być na wierzchu”, stąd trzeba przeć naprzód wbrew wszystkim. W innym miejscu podkreślają, że tylko dzięki gwarancjom bezpieczeństwa i potędze militarnej USA, nasza część Europy bezpieczna z tego właśnie względu może żyć w pokoju.

Widzę tu pewien brak konsekwencji, co szczególnie wyraża się w fatalnej skądinąd, postawie polskiego rządu, który lekceważy ostrzeżenia Departamentu Stanu, robiąc to, co robi.

Reasumując, stwierdzić można, iż zamiast restytucji wymarzonej „Polski Jagiellońskiej” pikujemy w dół jak zestrzelony samolot. Zamiast dotychczasowych przyjaznych, niemal wszędzie wokół, relacji i silnej pozycji lidera przemian demokratycznych, staczamy się po równi pochyłej, tworząc sobie wrogie środowisko, w którym przetrwać długo się nie da. Dlaczego? Dlatego, że ktoś ma „chrapkę” na bezmyślny autorytaryzm, a otaczające go towarzycho myśli kategoriami „schedy/michy”, chcąc przejąć stery Titanica, którym się stajemy, o ile już nim nie jesteśmy.

To wszystko musi przerażać każdego, kto myśli racjonalnie i propaństwowo, a więc jest człowiekiem kochającym swoją Ojczyznę i pokój. Nie jest dla mnie w tej chwili ważne to, że za ileś lat, ktoś będzie chciał pociągnąć do odpowiedzialności tego, bądź innego, starego już wówczas szaleńca/ów! Co nam to da, jeśli Polska nie będzie już należeć do demokratycznego świata, albo jej może nie będzie wcale (?!).

Nie piszę tych słów do władzy, bo trudno przekonać kogoś, kto nie myśli racjonalnie. Natomiast mam wielką nadzieję na to, że choć nie używam tu pojęć przykuwających uwagę – „radujących kolorystyką ich brzemienia” – to znajdzie się, choć niewielka grupa ludzi, którzy potraktują to moje pisanie, jak rzecz do przemyślenia i być może poddania rewizji swojego spojrzenia na naszą smutna rzeczywistość, gdyż tu chodzi o „być albo nie” Polski. Życzę jednocześnie głębokiej refleksji i właściwych decyzji przy urnach, w tym i następnym roku. Polska jest warta tego, aby rządzili nią ludzie mądrzy, kochający ją ponad wszystko!

 


Prasa niemiecka: Bundestag, prezydent lub kanclerz Niemiec powinni ponownie potwierdzić niemiecką winę za zbrodnie

Bundestag, prezydent lub kanclerz Niemiec powinni potwierdzić niemiecką winę za zbrodnie wojenne, przyczyniając się w ten sposób do rozwiązania sporu między Izraelem a Polską o nowelizację ustawy o IPN – napisano w niemieckim FAZ.

Fot. Źródło: dw.de

– W polsko-izraelskim sporze o uwikłanie niektórych Polaków w przestępstwa nazistów brakuje jednego głosu – głosu Niemiec – pisze Konrad Schuller w niedzielnym wydaniu FAZ – „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”.

– Argumenty podnoszone w sporze zarówno w Warszawie, jak i w Jerozolimie wskazują w tym samym kierunku: na Berlin — zaznacza niemiecki dziennikarz.

– W Izraelu tli się podejrzenie, że Polska chce zatuszować to, że niektórzy jej obywatele (przy całym oporze wobec nazistów) kolaborowali z Niemcami przy Holokauście — pisze autor.

Pomoc Polaków

Schuller podkreśla, że wielu Żydów zdaje sobie sprawę, że ich przodkowie nie przeżyliby wojny, gdyby nie pomoc ze strony Polaków. Jednak wiedza oni także, że istnieli Polacy, którzy „szantażowali lub mordowali Żydów”.

Nowelizacja ustawy o IPN, która wprowadza karę grzywny lub karę do trzech lat pozbawienia wolności za określenia w rodzaju „polski obóz koncentracyjny” interpretowana jest w Izraelu jako „próba odżegnania się przez Polskę od wszelkiej odpowiedzialności”.

W Polsce natomiast istnieje obawa, że zbrodnie niemieckich nazistów mogą z upływem czasu zacząć być przypisywane Polsce, ponieważ niemieckie obozy zagłady znajdowały się na polskiej ziemi.

– Wielu Polaków jest przekonanych, że taka reinterpretacja jest celem niemieckiej polityki historycznej — pisze Schuller. Autor przyznaje, że ze względu na bestialstwo niemieckiej okupacji, Polakom trudno jest uwierzyć w szczerość niemieckiej odpowiedzialności za winy. – Na prawicy obowiązuje wręcz dogmat, że Berlin chce uczynić ze sprawców ofiary – dodaje niemiecki dziennikarz.

Schuller podkreśla, że źródłem „gniewu i lęku” w obu krajach – Izraelu i Polsce — są Niemcy, dlatego Berlin mógłby odegrać pomocną rolę w rozwiązaniu konfliktu pomiędzy ofiarami III Rzeszy.

Ponowny gest

Autor uważa, że powinno to nastąpić w formie ponownego potwierdzenia przez Niemcy odpowiedzialności za zbrodnie. Wzorem jest według niego gest kanclerza Willy Brandta, który w grudniu 1970 roku ukląkł przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie.

– Nowe potwierdzenie niemieckiego sprawstwa zwróciłoby uwagę na fakt, że kolaboracja niektórych Polaków była zjawiskiem drugorzędnym w całości niemieckiego terroru — pisze Schuller.

Właściwe dobrane słowa mogłyby też złagodzić polskie obawy przed „pełzającym fałszowaniem historii”, które miałoby jakoby prowadzić do przedstawienia Polaków jako winnych. Zdaniem Schullera powstałaby wówczas szansa na ponowne przemyślenie przez stronę polską przyjętej ustawy.

„Jedno słowo Bundestagu, kanclerz czy prezydenta mogłoby pomóc – tak jak wówczas pomógł wielki gest Willy’ego Brandta” – kończy Schuller swój komentarz.

W sobotę wieczorem (3.02.2018) głos zabrał szef MSZ Niemiec Sigmar Gabriel. Polityk SPD oświadczył, że nie ma żadnych wątpliwości, że obozy były niemieckie.

„Nasz kraj popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci niczego tutaj nie zmienią” – powiedział Gabriel.

– Nie ma najmniejszej wątpliwości, kto ponosi winę za obozy zagłady, kto nimi zarządzał i mordował w nich miliony europejskich Żydów, a mianowicie Niemcy – czytamy w oświadczeniu niemieckiego MSZ. Nasz kraj i nikt inny popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci niczego tutaj nie zmienią – dodał Gabriel.

Przyjęta przez obie izby polskiego parlamentu nowelizacja ustawy o IPN wprowadza kary grzywny lub więzienia m.in. za przypisywanie polskiemu narodowi, lub państwu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką.

 


Manuela Gretkowska: To, co dla kogoś jest religią – dla innych jest kulturą. To, co kogoś jest kulturą dla innych okazją do uprawiania zboczeń

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Wszystko się w tym świecie za drzwiami pomieszało. Posługując się logiką udowodnisz Pisowcom kłamstwo, a wtedy oni powiedzą za swoim wodzem: „Bo suweren tak chce”. Argument bachora z piaskownicy. Prezes pręży mózgułki w tej piaskownicy, przerobioną na narodową kuwetę

Słowo na Nie/dzielę: ŚWIAT, ZA DRZWI!

WSTĘP:

Nudziły mnie drzwi i przestraszały. Z jednej strony numer kwatery, czasem jeszcze nazwisko, od drugiej, od środka nic. Trochę jak nagrobek. Udekorowałam więc je sobie malarstwem włoskim.

Fot. Źródło: Facebook / Manuela Gretkowska

Budowlaniec z puszczy knyszyńskiej, który stawiał mój dom, widząc na desce drzwiowej „święte figury” odruchowo się przeżegnał. To było dawno, kilkanaście lat temu, kiedy wyraźnie zobaczyłam, że trudno uzgodnić jedną rzeczywistość, nawet z ludźmi których się lubi i szanuje.

ROZWINIĘCIE:

Nic już nie wiadomo. Otwierać okno, zamykać bo smog, w ogóle nie oddychać? W domu wszyscy zdrowi i cycki też, czy silikonowe? Pompowane usta służą jeszcze do mówienia, czy są tylko uszczelką na penisa?

Infantylne chamki uczą manier, a szanowana profesor Staniszkis opowiada, że ceniła Macierewicza. Zwłaszcza za obronę terytorialną. Różne rzeczy mówi, gdyż jak sama twierdzi: nie rozumie uczuć. Wybitna humanistka uprawia socjologię, naukę o ludziach nie wiedząc co te istoty czują?

Kto oglądał „Social Network”, ten wie – Zuckerberg też potrzebuje korepetycji z emocji. Tak bogaty i cwany, że przemówienia motywacyjne w Facebooku wygłasza czasem po łacinie. Nie rozumie uczuć, ale pewnie się z tym lepiej czuje wśród nerdów niekumających już nic. Na tym polega nasz świat?

Polska celebrytka niszcząca podlegające jej kobiety, oskarżana o mobbing i wreszcie wyrzucona, reklamuje własne wykłady o wspieraniu kobiecych karier?

Ile godzin trzeba uzgadniać podstawowe pojęcia w TV, żeby zacząć dyskutować? I po co? Posługując się logiką udowodnisz Pisowcom kłamstwo, a wtedy oni powiedzą za swoim wodzem: „Bo suweren tak chce”. Argument bachora z piaskownicy. Prezes pręży mózgułki w tej piaskownicy, przerobioną na narodową kuwetę.

Widząc kłamliwe paski zastanawiam się kiedy w sejmie PiSowcy założą podobne o-paski na czoła. W przerwach reklamowych między bredniami wyświetlać się im będzie megakłamstwo „Nie jestem idiotą”.

Zioprokurator sprawiedliwości uprawia taką sprawiedliwość jak jego Misiewicz czyli Patryk Jaki. A ten, tak kręci jak Patryk Vega filmy moralnego niepokoju.

Wszystko się w tym świecie za drzwiami pomieszało. Światowe kino, do którego aspiruje Vega i reszta naśladowców mistrza Tarantino, okazuje się kliką przestępców. Uma Thurman pokazała kilkanaście sekund filmu wydobytego wreszcie od Miramaxu. Widać na nim jej wypadek samochodowy. Mimo próśb, by w scenie zastąpiła ją kaskaderka, reżyser zmusił ją do jazdy uszkodzonym wozem. Thurman oskarża Tarantino o próbę morderstwa. Działo się to na planie Kill Billa, producentem był Weinstein, próbujący ją wcześniej zgwałcić.

To co dla kogoś jest religią, dla kogoś kulturą. To co jedni uważają za kulturę dla innych jest pokątną okazją do uprawiania zboczeń.

W polskich agencjach aktorskich zrobiło się gorąco, na tapecie nazwiska niewysokich aktorów. Tarantino szykuje film o rzezi Mansona. Szuka podobno u nas kogoś o warunkach Polańskiego. Pedofila?

ZAKOŃCZENIE:

Można się tylko przeżegnać, ze strachu przed wyjściem za próg jak Dawid Kubacki na belce przed skokiem, albo przed malarstwem włoskim.

Amen

Manuela Gretkowska


Wiele wskazuje na to, że mimo embarga ONZ Kim Dzong Un zarabia setki milionów na nielegalnym handlu

Północnokoreańskiego dyktatora mało obchodzą sankcje ONZ nałożone na jego kraj. Reżim w Pjongjang eksportuje węgiel, rudy żelaza i broń.

Wiele skazuje na to, że mimo embarga ONZ Kim Dzong Un zarabia setki milionów na nielegalnym handlu

Kima Dzong Una mało obchodzą sankcje ONZ. Fot. Źródło: dw.de

Między styczniem a wrześniem 2017 r. komunistyczny reżim w Pjongjang zarobił prawie 200 mln dolarów USA na nielegalnym eksporcie – stwierdza ONZ w swoim najnowszym raporcie. Oprócz węgla i rud żelaza Korea Płn. handlowała także bronią z Mjanmą i Syrią.

Sprytny przerzut węgla

Korea Płn. omija przy tym wszelkie zakazy – stwierdzili eksperci ONZ w analizie dla Rady Bezpieczeństwa ONZ. Korea Płn. eksportuje w dalszym ciągu prawie wszystkie towary objęte sankcjami.

Eksperci wyjaśniają między innymi strategię nielegalnego wywozu węgla. Okręty płynące pod fałszywą banderą wiozą węgiel, który na morzu przeładowywany jest na inne frachtowce. Przy pomocy sfałszowanych dokumentów zataja się pochodzenie surowców i towarów. Węgiel z Korei Płn. trafia w ten sposób do portów w Rosji, Chinach, Korei Płd., Malezji i Wietnamu.

Ze względu na północnokoreański program atomowy i testy rakietowe Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła na Koreę Płn. ostre sankcje, co jednak na reżimie w Pjongjang nie zrobiło większego wrażenia. Testy rakiet odbywają się w dalszym ciągu. We wrześniu ubiegłego roku przeprowadzono szóstą i jak do tej pory największą próbę atomową.

Test rakietowy można było obejrzeć w programie telewizyjnym. Fot. Źródło: dw.de

Ambasada jako placówka handlowa

Jak stwierdził niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji (BfV), władze Korei Płn. wykorzystują swoją ambasadę w Berlinie do zakupu elementów potrzebnych do budowy i eksploatacji swoich systemów rakietowych i jądrowych.

– Stwierdziliśmy, że właśnie stamtąd prowadzone są działania służące zakupowi tych elementów – powiedział szef BfV Hans-Georg Maassen w rozmowie z rozgłośnią NDR. Chodzi przy tym o tzw. towary „dual use”, czyli podwójnego zastosowania, które mogą być wykorzystywane zarówno dla celów cywilnych, jak i wojskowych. Przyjmujemy, że artykuły te kupowane są na innych rynkach lub przez podstawionych ludzi. BfV ma informacje o dyplomacie z Korei Płn., który w roku 2014 chciał nabyć analizator gazowy, przydatny w badaniu emisji gazów przy produkcji broni chemicznej.

 

 

 


Szef MSZ Niemiec: Obozy były niemieckie. Nasz kraj popełnił to zorganizowane masowe morderstwo

– Nasz kraj popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci niczego tutaj nie zmienią – powiedział szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel.

Fot. Źródło: dw.de

– Nie ma najmniejszej wątpliwości, kto ponosi winę za obozy zagłady, kto nimi zarządzał i mordował w nich miliony europejskich Żydów, a mianowicie Niemcy – powiedział w Berlinie szef niemieckiego MSZ Sigmar Gabriel. – Nasz kraj, i nikt inny, popełnił to zorganizowane masowe morderstwo. Pojedynczy kolaboranci niczego tutaj nie zmienią – dodał Gabriel.

Szef dyplomacji Niemiec nawiązał do przyjętej przez obie izby polskiego parlamentu nowelizacji ustawy o IPN, która wprowadza kary grzywny lub więzienia m.in. za przypisywanie polskiemu narodowi lub państwu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką.

Nieprzypadkowo były w Polsce

W swoim oświadczeniu Gabriel zaznaczył, że on sam przez 15 lat organizował i prowadził wyjazdy młodzieży do miejsc pamięci na terenie byłych obozów zagłady Auschwitz i Majdanek.

– Nic nie było dla mnie tak jasne, jak fakt, że były to niemieckie obozy koncentracyjne, które nieprzypadkowo były w Polsce. Polska kultura miała zostać tak samo zgładzona, jak całe żydowskie życie. Trzy z ponad sześciu milionów zamordowanych Żydów pochodziło z Polski – podkreślił szef niemieckiego MSZ.

Szef MSZ Niemiec: Obozy były niemieckie.

Sigmar Gabriel podczas wizyty w byłym obozie koncentracyjnym Auschwitz (11.06.2016). Fot. dw.de

Rozliczenie z przeszłością

Niemcy są przekonani, że „tylko staranne rozliczenie się z własną przeszłością może przynieść pojednanie” – oświadczył Gabriel. Do tego zalicza się, by ci, którzy „doświadczyli nieznośnego cierpienia Holokaustu, bez ograniczeń mogli mówić o tym cierpnieniu”.

– Polska może być pewna – dodał Sigmar Gabriel – że wszelka forma fałszowania historii, jak określenie „polskie obozy koncentracyjne” będzie przez nas jasno odrzucana i ostro potępiana.

 

 


Szokująco duże zagrożenie ubóstwem wśród dzieci w Europie. Jak na tym tle wypada Polska?

Nawet w bogatej Skandynawii blisko 15 proc. dzieci jest zagrożonych biedą, w Niemczech prawie 20 proc. Polska znajduje się na 16. miejscu wśród 32 krajów. Niepokoi, że ubóstwo jest dziedziczne.

Niepokoi, że ubóstwo jest dziedziczne

Fot. Źródło: dw.de

Pojęcie ubóstwa jest względne

Bieda w Zurychu oznacza coś innego niż w Bukareszcie czy São Paulo. Mimo to międzynarodowe organizacje takie jak OECD lub UE ustaliły jednolite kryterium – zgodnie z nim za biedną jest uważana osoba, która dysponuje mniej niż 60 procentami średniego dochodu netto. W dochód ten wlicza się także dodatkowe świadczenia w danym kraju jak np. zasiłek na dziecko czy dodatek mieszkaniowy.

W Niemczech za biedną uchodzi np. czteroosobowa rodzina, która ma miesięcznie do dyspozycji od 1,978 do 2,355 euro, zależnie od wieku dzieci. Dla wielu ludzi na naszym globie byłby to majątek, w Niemczech oznacza jednak ubóstwo, przynajmniej materialne.

Większość badaczy analizujących biedę nie posługuje się jednak wyłącznie pojęciem ubóstwa materialnego, tylko traktuje je w szerszym kontekście, zwłaszcza kiedy chodzi o dzieci. Przynajmniej w wysoko uprzemysłowionych krajach dzieci rzadko cierpią biedę, która by zagrażała ich egzystencji. Nie muszą ani głodować, ani marznąć. Skutki ubóstwa nie są widoczne na pierwszy rzut oka.

Szokująco duże zagrożenie ubóstwem wśród dzieci w Europie. Jak na tym tle wypada Polska?

Fot. Źródło: dw.de

Bieda może też oznaczać na przykład brak dostępu do życia społecznego i kulturalnego. Dzieci wychowujące się w biednej rodzinie nie mogą sobie pozwolić choćby na pójście do kina, rodzice nie są w stanie finansować im lekcji muzyki czy korepetycji, dzieci te nie mogą zaprosić przyjaciół na urodziny, bo ich wyprawienie byłoby za drogie.

W wielu wypadkach takie dzieci są mniej pewne siebie, trudniej im znaleźć przyjaciół, a możliwe, że w późniejszym życiu zawodowym nie będą w stanie w pełni wykorzystać swoich możliwości. Dlatego także jako dorośli zarabiają często stosunkowo niewiele i tym samym przekazują biedę dalej, także swoim dzieciom.

Wniosek taki wynika także z badania przeprowadzonego w październiku 2017 przez Fundację Bertelsmanna. Zgodnie z nim w zamożnych Niemczech co piąte dziecko żyje przez dłuższy czas w biedzie – i często w niej zostaje, ostrzega badanie.

– Kto raz jest biedny, pozostaje nim długo. Zbyt mało rodzin jest w stanie wydostać się z biedy – mówi szef zarządu fundacji Jörg Dräger.

Bieda w skali europejskiej

Sytuacja biednych dzieci w Niemczech jest przy tym jeszcze stosunkowo dobra w porównaniu z położeniem dzieci w innych krajach Europy, nie mówiąc o ich rówieśnikach w krajach rozwijających się czy wschodzących.

Według danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat, w 2016 r. z ponad jedna czwarta wszystkich dzieci w UE była „zagrożona biedą lub powodowanym nią zepchnięciem na margines społeczeństwa”. Na szarym końcu niechlubnej skali ubóstwa znajduje się Rumunia, w której dotknięte jest nią bez mała co drugie dziecko. Zaraz za Rumunią plasuje się Bułgaria.

 

Zagrożenie biedą dzieci w krajach UE i EFTA w 2016 r
Infogram

 

Na drugim, pozytywnym końcu tego rankingu znajdują się kraje skandynawskie: Dania, Finlandia i Norwegia. Dobrze wypadają też niektóre państwa Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej jak choćby Słowenia (4. pozycja) i Czechy (5.). Niemcy są na 7. miejscu, Polska – na 16. z 32 miejsc. Lista obejmuje poza krajami UE także państwa członkowskie EFTA Norwegię i Szwajcarię oraz kandydującą do UE Serbię.

Biorąc jednak pod uwagę, że nawet w zajmującej czołowe miejsce Danii prawie 14 procent dzieci jest zagrożonych biedą, wyraźnie widać, jak poważny problem muszą zwalczyć nawet najbogatsze kraje naszego kontynentu.

Wykształcenie ważniejsze niż pieniądze

Niemiecka organizacja pomocy dzieciom Kinderhilfswerk w swoim najnowszym raporcie o sytuacji dzieci „Kinderreport 2018” nie podaje żadnych nowych danych dotyczących biedy. Zamiast tego przeprowadziła szereg rozmów z dziećmi i dorosłymi, pytając ich o przyczyny ubóstwa i możliwości jego zwalczania.

Najważniejszy wniosek: dorośli i dzieci czują się zostawieni na lodzie przez państwo. Trzy czwarte z nich uważa, że państwo i społeczeństwo robią „raczej mało” lub „bardzo mało”, by zwalczać biedę. Opinię tę wyraziło o dziewięć punktów procentowych więcej respondentów niż w 2017. Wiele osób najwyraźniej uważa, że mimo szumnych zapowiedzi, rządzący nie zrobili nic.

Badane osoby uznały, że obok odczuwanego przez nie braku zainteresowania ze strony polityków, najważniejszą przyczyną biedy są „w wielu przypadkach zbyt niskie zarobki i „brak wystarczającego wsparcia matek lub ojców samotnie wychowujących dzieci”. W tym ostatnim przypadku chodzi zarówno o pomoc finansową, jak i oferty opieki nad dzieckiem.

Jeżeli chodzi o kroki, jakie byłyby konieczne do walki z biedą, w przypadku Niemiec nie oznacza to potrzeby podwyższenia świadczeń finansowych. Przynajmniej nie w pierwszym rzędzie. Ważniejsze byłoby zwiększenie możliwości opieki nad dziećmi w szkołach i przedszkolach oraz lepsze i bezpłatne oferty kształcenia.

Szokująco duże zagrożenie ubóstwem wśród dzieci w Europie

Fot. Źródło: dw.de

Jak wynika z przeprowadzonych badań, rządzący powinni wyciągną podstawowy wniosek: „dzięki pracy rodzice powinni być w stanie zapewnić swojej rodzinie ekonomiczną egzystencję”. Jeżeli tego nie mogą, „dzieci musi zabezpieczyć materialnie państwo i zapewnić im udział w życiu społecznym”.

 

(df) thefad.pl / Źródło: dw.de

 

 


Magdalena Środa: Coraz bardziej jestem przekonana, że Polskę zaatakowali kosmici

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Kiedy kosmici swoim długim ogonem rozwalali Trybunał, większość myślała, że to koniec świata, jaki znamy, ale to był dopiero początek... a co będzie, jak się okaże, że początek dopiero nadchodzi??

 

Coraz bardziej jestem przekonana, że Polskę zaatakowali kosmici. Znaleźli tu podatne na wpływy plemię oraz jego partię i teraz rządzą.

Kosmici mają radykalnie inny model racjonalności, można nawet powiedzieć, że myślą na opak (albo że w ogóle myślenie jest dla nich obcą formą istnienia), mają też radykalnie inne kody komunikacji z otoczeniem, zamiast słów wydzielają coś w rodzaju piany, metalicznego pyłu, żrącego dymu…. bo ja wiem?, wszyscy najpierw się w tym gubią, a potem duszą.

Coraz więcej osób skarży się, że nie wytrzyma dłużej w kraju zaatakowanym przez kosmitów. Ale to nie takie proste, bo gdzie się nie pojedzie, wszyscy już wiedzą, kogo mamy u siebie i trzymają się od nas z daleka. Bo to jak zaraza.

Kiedy kosmici swoim długim ogonem rozwalali Trybunał, większość myślała, że to koniec świata, jaki znamy, ale to był dopiero początek... a co będzie, jak się okaże, że początek dopiero nadchodzi?? Może kosmici traktują nas jako bazę wypadową i pole doświadczalne do zaatakowania całego świata?

 

Magdalena Środa