Internet w rewolucyjnej technologii Li-Fi wykorzystującej działanie światła nawet 100-krotnie szybszy od Wi-Fi

Technologia Li-Fi, wykorzystująca działanie światła widzialnego, pozwala przesyłać dane z prędkością ponad 200 gigabitów na sekundę, czyli niemal stokrotnie większą niż w przypadku Wi-Fi. Sygnał przekazywany jest za pomocą np. żarówek LED. Sieci Li-Fi są odporne na ataki hakerów i zakłócenia elektroenergetyczne. Nowa technologia może znaleźć zastosowanie między innymi w szpitalach, kopalniach i służbach specjalnych.

Technologia Li-Fi

Obecnie w przesyłaniu danych wykorzystuje się fale radiowe. Technologia Li-Fi działa podobnie jak sieć Wi-Fi, ale zamiast na falach radiowych, opiera się na świetle widzialnym. Dzięki temu oferuje rewolucyjnie dużą szybkość przesyłu danych. Podczas gdy w powszechnym dziś standardzie Wi-Fi możemy przesyłać dane z prędkością 300 megabitów na sekundę, Li-Fi może osiągać wartość sięgającą nawet 224 gigabitów na sekundę. Jedynym ograniczeniem nowej technologii może się okazać jej zasięg.

– Komunikacja światła białego to nic innego jak transmitowanie i odbieranie sygnału pochodzącego ze źródła światła odpowiednio zmodulowanego przez dowolnie wybrane urządzenie modulujące. Możemy to sobie wyobrazić na przykładzie inteligentnego domu, gdzie zastosowalibyśmy oświetlenie z funkcjonalnością sieci bezprzewodowej. Taka modulacja nie jest szkodliwa dla zdrowia i nie jest odbierana przez ludzkie oko. Pamiętać jednak musimy, że jest ona silnie ograniczona do pomieszczenia, w którym się znajduje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Podniesiński z Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME w Warszawie.

Do wykorzystania technologii Li-Fi niezbędny jest punkt dostępowy, który pełni rolę nadajnika sygnału. Za pomocą kabla ethernetowego sygnał przekazywany jest do żarówki LED, wyposażonej w kontroler odpowiedzialny za bezprzewodową komunikację. Sygnał wysyłany przez żarówkę będzie odbierany i dekodowany przez fotodetektor w urządzeniu – komputerze, laptopie czy smartfonie.

Odporność na zakłócenia

Oprócz prędkości ogromną zaletą sieci Li-Fi jest jej odporność na zakłócenia elektromagnetyczne. To znaczący problem, z jakim mierzą się użytkownicy sieci Wi-Fi. Dzięki temu nowa technologia może znaleźć zastosowanie w szpitalach, kopalniach, samolotach – pomieszczeniach o silnych zakłóceniach elektroenergetycznych, a także w służbach specjalnych.

– Sieć Li-Fi ma ograniczenia dotyczące zakresu przestrzeni oddziaływania do pomieszczenia, w którym jest realizowana, ale też dzięki temu, że możemy stosować komunikację między urządzeniami nadawczo-odbiorczymi za pomocą bezpośredniej transmisji albo transmisji odbitej od ścian, ma dodatkową zaletę, jest bardziej odporna na zakłócenia hakerskie, dlatego możemy ją stosować w różnych pomieszczeniach mieszkalnych i specjalnych – twierdzi Dariusz Podniesiński.

Technologia Li-Fi przesyła sygnał za pomocą nadajników, którymi mogą być żarówki LED. Nie są one jednak odbiornikami, więc komunikacja zwrotna, która mogłaby posłużyć np. do ataków hakerskich, nie jest możliwa.

Technologia Li-Fi jest aktywnie rozwijana przez kilka firm i organizacji na całym świecie. Pionierem jest estońska firma Velmenni. Według prognoz firmy badawczej Research and Markets globalny rynek Li-Fi w 2021 roku ma być warty 80 mld dol.

newseria


Manuela Gretkowska: Rysia Pysia chcą wyrzucić ze stanowiska w Parlamencie. Kto pomoże usunąć resztę PiSiorów z polityki?

Manuela Gretkowska

Manuela Gretkowska

Żeby facet przestał być agresorem nie musi zostać kobietą. Jednak powinien przestać być kretynem

 

PISOWSKI BINGBANG I POLSKA BUKAKA
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ

 

1. Nie do końca jest tak, jak na wczorajszej okładce Wyborczej, że Catherine Deneuve przeprasza ofiary gwałtów za swój list w obronie seksualności.

Ona wiedziała co pisze przeciwstawiając się „purytanizmowi” #metoo. Jest za wolnością słowa i charmem (nie haremem kochanek) Francuzów. Przepraszała, za podczepiające się do treści listu komentarze 100 współsygnatariuszek. Między nimi pisarki Catherine Millet. Twierdzącej z własnego doświadczenia, że gwałcona może doznać orgazmu. No bo co, zwykłym kobietom może radzić w sprawach seksu wyzwolona Paryżanka (Millet) chadzająca z mężem do klubów swingersów, gdzie szczytuje podczas bingbangów z obcymi facetami.

#me too było nieuchronne. To zderzenie społecznego Titanica z górą lodową patriarchatu. Nowoczesnego pokładu dobrych chęci z naturą męskiego libido. Mamy jednak XXI wiek i nowoczesność nie musi tonąć, a instynkty nie muszą być niszczące. Kiedy dochodzi do zderzenia słychać: Ratuj się kto może. U nas „Ratujmy kobiety”.

Dziennikarka CNN wygłosiła apel: „Kobiety odróżniajcie molestowanie (doznała go) i gwałt od nieudanej randki. Zostałyście skrzywdzone fizycznie, popełniono przestępstwo idźcie natychmiast na policję. W innym przypadku, shut up i więcej się z typem nie spotykajcie”. Dobra rada, po kiepskim seksie nie idzie się na policję.

Nie radzimy sobie z seksualnością. Coś co ma być pieszczotą zostawia siniaki, a spodziewana rozkosz gwałtem. Doświadczenia Catherine Millet, są wyjątkowe i dlatego niereprezentatywne.

Libido, trudne do opanowania już za Freuda, nakłada się na postęp społeczny i równouprawnienie. Nadchodzi największa zmiana, już nie obyczajowa, ale cywilizacyjna. Orająca jaskiniową podświadomość prawami kobiet, mniejszości, słabszych.

Od czego w tej zmianie zacząć? Od sprawiedliwego postrzegania przeciwnej płci? Nie wszystkie kobiety to blachary, nie wszyscy mężczyźni to świnie. I błagam nie piszcie: „mam dobrego męża, albo kocham żonę”. Bo to tak, jak z akcją ograniczająca hodowlę rasy agresywnych psów. Wiadomo, są trudne do opanowania, ale zawsze się znajdzie właściciel który uzna, że jego jest łagodny a w dodatku to jedyny żywiciel rodziny. Mówimy o średniej statystycznej seksualnych oczekiwań i naruszeniu godności. Wystarczy poczytać #metoo. To co dla jednych należy do flirtu dla innych do nieakceptowalnych zachowań. Odmowa jest traktowana jako zachęta.

Nie chodzi o to żebyśmy triumfalnie obcięły im kutasy i w słoikach zaniosły na ołtarz feminizmu. Ale mężczyźni muszą się zmienić, bo płyniemy na tym samym pokładzie społecznych zasobów. Zderzyliśmy się z fallusem- symbolem patriarchatu. Żeby facet przestał być agresorem nie musi zostać kobietą. Jednak powinien przestać być kretynem. Katastrofalnym w skutkach dla kobiet, dzieci, całej społeczności.

***

2. Kiedyś napisałam: „Mężczyzna jest najłatwiejszą maszyną w obsłudze, bo ma jedną dźwignię”.

Nie pomyślałam, że to może dotyczyć też państwa. Że jeden człowiek stanie się hamulcowym rozwoju. Gdy zechce przekręci wajchę i w jedną noc Polska z faszyzującej staje się umiarkowanie proeuropejska.

U nas nie ma #metoo, jest orgia na polu buraków: półanalfabetyzm (mniej niż 1 książka rocznie na łeb, a więc zaledwie 1 na półgłówka), oddychanie smogowym syfem, średniowieczna religia i wieczne stawanie z kolan, żeby nie chodzić na rzęsach.

Który z europejskich polityków (myślę o przewodzącej UE elicie) chciałby rozmawiać z Rysiem Czarneckim? Rysiem Pysiem moszczącym się na sarmackiej słomie przy każdym żłobie. Śmieje się przy tym rubasznie bu ha ha, a robi polityczną bu ka kę nazywając Różę Thun szmalcownikiem (tego typu bukaka polega nie na spuszczaniu się na twarz jednej osobie, ale na twarz Polsce, chociaż niektórzy nazywają to jej oblicze, zdradziecką mordą). Dla europejskiego demokraty to nieakceptowalne zachowanie. Dlatego Rysia Pysia chcą wyrzucić ze stanowiska w Parlamencie.

Kto pomoże usunąć resztę PiSiorów z polityki? 

Ich zwykłe zachowania zasługują na skargę do Trybunału Europejskiego a prywatnie do #me too. Prezydent proponuje przecież wpisać dręczenie fizyczne i psychiczne kobiet do kodeksu – zakazem przerywania ciąży w przypadku uszkodzeń płodu. PiS gwałci demokrację. Molestuje obywateli, wykorzystuje na przedwyborczych randkach. Używa zabronionych, przemocowych pieszczot. Nie szanuje opozycji, nęka ofiary prześladowań politycznych.

Zazdroszczę Catherine Deneuve i jej 100 Francuzkom, broniącym podrywu w starym stylu, według nich francuskiej galanterii. Naszą tradycją jest zakuty sarmatyzm.

Amen.

 


Rewolucyjne metody wykrywania raka. Proste badanie krwi może ujawnić 8 nowotworów

Amerykańcy badacze pracują nad metodą, która pozwoliłaby na wczesne wykrycie nowotworów i określenie jego rodzaju. Wystarczyłoby tylko jednorazowe badanie krwi.

Rewolucyjne metody wykrywania raka. Proste badanie krwi może ujawnić 8 nowotworów

Fot. Źródło: dw.de

Na wykrycie nowotworu jajników, wątroby, żołąda, trzustki, płuc, piersi czy jelita grubego we wczesnym stadium, kiedy nie ma jeszcze żadnych objawów, ani przerzutów i można go zoperować, miałoby wystarczyć jedno badanie krwi. Brzmi to zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe? Okazuje się jednak, że od wielu lat naukowcy pracują nad tzw. „płynną biopsją”, która pozwoliłaby wykryć komórki nowotworowe we krwi, zanim jeszcze u pacjenta pojawią się pierwsze objawy choroby. Idealnie byłoby, gdyby do tego doszło podczas kompleksowego badania stanu zdrowia. Badacze z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa School of Medicine w Baltimore przedstawili ostatnio w magazynie fachowym „Science” wyniki testu na nowotwory CancerSEEK.

Kod DNA raka

Kiedy komórki ciała zmieniają się w komórki nowotworowe, zmienia się także ich materiał genetyczny. Przyczyną niekontrolowanego wzrostu komórek są niejednokrotnie określone mutacje. Jeśli z jakiegoś powodu dojdzie do obumarcia komórki rakowej, jej elementy dostają się do krwi. Można to nie tylko stwierdzić, ale ustalić także genom nowotworu. I właśnie w oparciu o tę zasadę działa test CancerSEEK, który ustala osiem białek i szesnaście typowych dla nowotworów mutacji DNA we krwi. Przy tym, jak wyjaśnia Joshua Cohen, który jako pierwszy zajął się testami, chodzi jednak o poprzestanie na grupie najbardziej specyficznych markerów nowotworowych, by „ograniczyć do minimum błędne pozytywne wyniki testu oraz jego koszt dla pacjenta”. Naukowcy mają nadzieję, że cena testu wyniesie 500 dolarów. Ale zanim trafi on do laboratoriw, upłynie jeszcze sporo czasu, gdyż potrzebne są dalsze badania.

Złe wyniki w przypadku raka piersi

Rewolucyjne metody wykrywania raka. Proste badanie krwi może ujawnić 8 nowotworów

Komórki raka płuc. Fot. Źródło: dw.de

Test CancerSEEK przeprowadzono dotąd na grupie 1005 pacjentów z chorobą nowotworową w różnym stadium. Test zadziałał w 70 procentach, nie rozpoznając jednej trzeciej przypadków. Szczególnie negatywnie CancerSEEK wypadł w przypadku raka piersi, rozpoznając jedynie co trzeci przypadek.

W przypadku nowotworu jajników i wątroby CancerSEEK wykrył je u 98 proc.pacjentów. Okazało się też, że test wykazał z dużą dokładnością pięć rodzajów raka, na które nie ma jak dotąd metod wczesnego wykrywania. Omylność wyników testu CancerSEEK jest niewielka i wyniosła mniej niż jeden procent. Do mylnej diagnozy, kiedy stwierdzone zostały pomyłkowo komórki rakowe, doszło tylko u siedmiu osób z 800 badanych zdrowych pacjentów.

Powściągliwe reakcje

Reakcje ekspertów na CancerSEEK są jeszcze powściągliwe. Według Holgera Sueltmana, kierownika grupy roboczej ds. badań genomu raka w Niemieckim Centrum Badań nad Rakiem w Heidelbergu CancerSEEK jest kamieniem milowym w procesie wczesnego rozpoznania nowotworów. Jednak w nieco mniej niż połowie przypadków wczesnego stadium choroby test niczego nie wykazał. „Rozpoznanie wczesnego stadium jest decydujące, bo daje możliwość zastosowania wczesnej terapii ratującej życie” – stwierdził Klaus Pantel z Centrum Medycyny Eksperymentalnej przy klinice uniwersyteckiej w Hamburgu-Eppendorf. Jego zdaniem wyniki testu zachęcą na pewno do dalszych badań, ale „ukazują także trudności, które mimo wyjątkowo metodycznych działań nadal istnieją”. To właśnie Klaus Pantel wraz z Cathrine Alix-Panabieres wprowadził w 2010 r. pojęcie płynnej biopsji.

Obiecujący

„Aby test był przydatny, nie musi być perfekcyjny” – powiedział magazynowi „Nature” kierownik badań nad CancerSEEK Nickolas Papadopoulos. Opinię tę podziela także współautor Bert Vogelstein, mówiąc: „jeśli chcemy robić postępy w rozpoznaniu raka we wczesnym stadium, musimy zacząć być realistami”.

Obecnie trwa kolejna faza badań nad testem CancerSEEK. Uniwersytet Johns-Hopkin wspólnie z Geisinger Health System z Pensylwanii rozpoczął przy użyciu tego testu badanie 50 tys. kobiety w wieku od 65 do 75 lat, które nigdy nie miały chorób nowotworowych. Kwestią otwartą jest, czy test zdoła w ciągu pięciu lat wysortować takie pacjentki, które mają raka, ale wcześniej o tym nie wiedziały. Gdyby się to udało, byłoby to w przypadku testu CancerSEEK nie tylko wielkim sukcesem, ale także szansą na szerokie zastosowanie w praktyce.

 

 


Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein. Kim jest Europosłanka, którą obraził Czarnecki i jak wymówić jej nazwisko?

Ryszardowi Czarneckiemu (PiS), jednemu z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, grozi odwołanie ze stanowiska za niedawne komentarze o europosłance Róży Thun (PO). Porównał ją do „szmalcowników”, czyli do Polaków wymuszających szantażem pieniądze od Żydów ukrywających się podczas wojny bądź wydających ich Niemcom dla własnych korzyści.

Róża Thun. Fot. facebook.com/rozathun

– Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohensteinoświadczył Czarnecki w rozmowie z serwisem Niezalezna.pl. W ten sposób skomentował wypowiedzi swojej koleżanki z Parlamentu Europejskiego Róży Thun o sytuacji w Polsce pod rządami PiS dla francusko-niemieckiej telewizji ARTE. Jego zdaniem „wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj”.

Kim jest Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein?

Europosłanka PO Róża Thun jest córką hrabianki Marii Karoliny Plater-Zyberk oraz prof. Jacka Woźniakowskiego, historyka sztuki, żołnierza AK, inicjatora wydawnictwa „Znak” i byłego prezydenta Krakowa. Jej przodkiem jest m.in. Emilia Plater. Róża Maria Graefin von Thun und Hohenstein ma nazwisko po mężu, który jest dalekim kuzynem z książęcego austro-niemieckiego rodu zamieszkującego Morawy.

Róża Thun nie obnosi się ze swoim arystokratyczno-inteligencko-artystycznym pochodzeniem. W 2009 roku apelowała do Państwowej Komisji Wyborczej by na listach wyborczych przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, znalazła się krótsza wersja jej nazwiska. PKW nie zgodziła się, a Thun nie chce zmieniać nazwiska, bo jej mąż jest bardzo przywiązany do swoich korzeni.

– Zawsze używałam nazwiska Thun, a wcześniej Woźniakowska, ewentualnie Woźniakowska-Thun. Ludzie znają mnie właśnie pod tym nazwiskiem – zaznaczyła przed wyborami do europarlamentu w 2009 roku. – Jest jeszcze inny problem. Z tego, co wiem, ono nie mieści się w jednej linijce na karcie do głosowania. Tak więc nie wiem, czy karty będą dodrukowane dłuższe. Czy będzie wydrukowane mniejszymi literami i będę musiała prosić wyborców, żeby zabrali ze sobą okulary, by je odczytać – mówiła.

Dlatego przed kolejnymi wyborami Thun zawczasu postanowiła zadbać o to, by wyborcy mogli odnaleźć ją na listach, o czym teraz przypomina na swoim profilu na Facebooku.

Z jej niemiecko-brzmiącym nazwiskiem na krótkim filmie spróbowały zmierzyć się znane osoby: Krzysztof Zanussi, Grzegorz Turnau, Janina Ochojska, Anna Czartoryska.

 

(df) thefad.pl 

 


Adam Mazguła: Idea faszyzmu kwitnie w Polsce za sprawą PiS-owskiej polityki i parlamentarnych wpływów partii Kukiz15

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Panie Jarosławie Kaczyński, jak Pan może łączyć polski patriotyzm z faszystowskimi hasłami? Czy dlatego ci, którzy walczyli z faszyzmem są dla Pana „bandziorami”? Popierając faszystów, staje się Pan podłym zdrajcą milionów Polaków zamordowanych przez skrajny nacjonalizm

 

Panie Jarosławie Kaczyński,

dlaczego nie chce Pan zauważyć tego, co wszyscy inni widzą wyraźnie? Idea faszyzmu w Polsce, za sprawą PiS-owskiej polityki i parlamentarnych wpływów partii Kukiz15, kwitnie na grobach i prochach zamordowanych przez faszyzm sześciu milionach Polaków.

Panie Prezesie Jarosławie Kaczyński,

czy mógłby mi Pan wytłumaczyć, jak Pan może łączyć polski patriotyzm z faszystowskimi hasłami? Czy dlatego ci, którzy walczyli z faszyzmem są dla Pana „bandziorami”?

Dlaczego Pański współpracownik, Z. Ziobro tak bardzo angażuje się w sprawy umarzania przez prokuraturę wszelkich procesów związanych z działalnością faszystów w Polsce?

Kto by śmiał, jeśli nie uzgodniłby tego z Panem, prześladować przeciwników marszów faszystowskich w Polsce? Dlaczego policja (do tej pory M. Błaszczaka, a obecnie pana „Jojo”) nie jest w stanie znaleźć żadnego faszysty? Maszerują oni publicznie z rasistowskimi hasłami, a zabezpiecza ich policja. Dlaczego do tej pory nie potępił Pan faszystów, a ich rasizm gloryfikują prominentni członkowie PiS-u, tacy jak B. Mazurek, Z. Ziobro, P. Jaki, M. Błaszczak i wielu innych?

Panie J. Kaczyński,

popierając faszystów, staje się Pan podłym zdrajcą milionów Polaków zamordowanych przez skrajny nacjonalizm.

To Pan rozwija propagandę nienawiści nie tylko wśród Polaków, ale przede wszystkim w stosunku do innych narodowości, wyznań i koloru skóry. To Pan umacnia przyzwolenie na odwracanie historii i pamięci pokoleń o wielkiej tragedii narodowej.

Panie J. Kaczyński,

zastąpił Pan w swojej narracji politycznej zbrodniarzy ludobójstwa – funkcjonariuszami PRL-u. To jest tak, jakby Pan sam siebie oskarżył, PRL- owski pseudonaukowcu, o zbrodnie, którą popełnili naziści.

Oglądałem program w stacji telewizyjnej, której Pan tak nie lubi. Była to audycja o polskim faszyzmie, o polskich faszystach i Pańskich „przedszkolakach”. Tak faszyści określają polskie służby specjalne. Służby – kierowane przez uniewinnionego, chociaż jeszcze nieosądzonego Pańskiego urzędnika, M. Kamińskiego. Tak kpią z państwowych służb specjalnych, unosząc ręce w faszystowskim pozdrowieniu i gloryfikując swastykę. Pańskie zaangażowanie po stronie zła powoduje, że pojawia się wielu prawników, polityków i urzędników, którzy dbają o to, aby faszystom nie stała się krzywda.

Przypomnę wiec Panu, że Konstytucja RP w artykule 13 mówi:

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Jeśli bliższy jest Panu Kodeks Karny, to dedykuję Panu artykuł 256.

§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej. (utracił moc, w części obejmującej wyrazy „albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej).

Panie J. Kaczyński,

zamiast karmić Polaków kłamstwami smoleńskimi, kłamstwami historycznymi, propagandą sukcesu i Pańską wyspą szczęśliwości – zajmij się, Pan, prawdziwym problemem, który Pan sam wywołał. Tym problemem jest nienawiść i dzielenie ludzi.

Jeśli Pan uważa, że ta nienawiść go wspiera, to się Pan głęboko myli. Pobudzona – może i Panu wymknąć się spod kontroli; to niezwykle trwałe i emocjonalne uczucie, jeśli zostanie rozgrzane, a robi to Pan bez przerwy, może zabijać i niszczyć.

Znana teoria fizyki, że każda akcja powoduje reakcję – może dopaść i Pana.

Tymczasem pluje Pan na groby naszych bohaterów i wyzywa ich od zdrajców, a rozkłada parasol ochronny nad swastyką w polskim wydaniu.

Zasługuje Pan na pogardę i izolację społeczną.

Uważam, że podlega Pan ściganiu przez polskie prawo.

 

 

Adam Mazguła – żołnierz gorszego sortu

 

 

 


Co mówi o nas kolor włosów? Będziecie zaskoczeni

Blondynki to obiekt pożądania, szatynki są wiernymi żonami i dobrymi przyjaciółkami, brunetki to namiętne kucharki, a rude mają ognisty temperament – kolor włosów może o nas wiele powiedzieć. Co dokładnie?

Istnieje stereotyp, że blondynki nie grzeszą inteligencją. Jest to niezwykle krzywdzący pogląd, gdyż blondynki są towarzyskie, wygadane i niezwykle otwarte. Jednak obie płcie są niestety bardzo ufne, przez co często wpadają w kłopoty. – Kobiety z chłodnym odcieniem blondu na głowie stanowią jedynie 10% ogółu społeczeństwa, a więc jest ich niewiele. Jest to przyczyną tego, że mężczyźni szaleją za nimi. Dlatego te panuje przekonanie, że przez to przejawiają skłonności do egoizmu i narcyzmu. Złotowłose kobiety zaś kojarzą się z seksapilem podszytym niewinnością. – wyjaśnia dr Marek Borowiński, specjalista ds. psychologii koloru, Shop Doctor.

Blondynki mają dużo energii oraz charakteryzują się niezwykłą sprawnością ruchową.

SZATYNKI – WIERNE ŻONY I PRZYJACIÓŁKI

W przypadku szatynek w oczy rzuca się przede wszystkim ich werwa oraz żywiołowość, a także często słomiany zapał. Są bardzo energiczne, mają milion pomysłów na minutę, lecz większość ich projektów kończy się szybciej, niż się zaczęła. Ponadto bywają zmienne, niestałe w poglądach, a także miewają tendencje do uciekania w marzenia. – Są przy tym wymarzonymi wręcz, oddanymi przyjaciółkami. Muszą przy tym uważać, aby nie dawać się wykorzystywać, bo dla przyjaciół są w stanie zrobić naprawdę wszystko. Cechuje je także czułość, przez co często są wybierane na żony – mówi dr M. Borowiński.

BRUNETKI – NAMIĘTNE… KUCHARKI

Dzięki większej ilości melaniny, brunetki i bruneci dojrzewają wcześniej i są przez to o wiele bardziej poważni. Charakteryzuje ich bojowość, twardość charakteru oraz ponadprzeciętna inteligencja. Ten kolor włosów nie występuje w Polsce często, przez co brunetki są odbierane niezwykle ciepło. Bywają uznawane za namiętne, gdyż w bardziej wyrazisty sposób wyrażają swoje uczucia, lecz mimo to są w czołówce najwierniejszych. Na korzyść brunetek ponadto przemawiają badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, według których… potrafią najlepiej gotować. – mówi dr M. Borowiński

RUDE – Z OGNISTYM TEMPERAMENTEM

Rude nie mają najlepszej opinii. Naturalnie rudych ludzi w społeczeństwie jest niezwykle mało – zaledwie 1-2% ogólnoświatowej populacji, a owi nieliczni przedstawiciele i przedstawicielki są podejrzewani o bycie fałszywymi, wrednymi oraz mijającymi się z prawdą. Nie można jednoznacznie stwierdzić, czy to prawda. Pewnym za to jest fakt, że osoby z rudymi włosami posiadają o wiele większy temperament oraz są o wiele bardziej emocjonalne od posiadaczy i posiadaczek innych kolorów włosów. – Stereotyp, że rude są świetnymi kochankami, jest związane m.in. z naszym postrzeganiem barw. Czerwony kojarzy się z namiętnością, więc rude kobiety odbieramy jako te, które mają wysokie libido – tłumaczy dr Marek Borowiński.

KOLOROWE WŁOSY – INDYWIDUALIŚCI

A co z osobami, które mają włosy w kolorach tęczy? Można zaobserwować tendencję do farbowania włosów na wszystkie możliwe kolory od fioletu, przez błękitny, aż po róż, a także często mieszanie kolorów. Ludzie, którzy farbują się w ten sposób, chcą się wyróżnić z tłumu. Często są wrażliwymi artystami, którzy w ten sposób chcą podkreślić swoją odmienność. Bywa też, że za kolorową czupryną chowa się ktoś nieśmiały, kto w ten sposób próbuje dodać sobie animuszu. Najczęściej jest to jednak przejaw mody lub decyzja podyktowana względami estetycznymi.

– Nie można zapomnieć, że kolor włosów jedynie może sugerować występowanie lub nie, pewnych cech charakteru. Nie stanowi on gwarancji, że napotkana przez nas piękna szatynka będzie wierna, a brunetka poważna. Dodatkowo coraz więcej ludzi farbuje się, co także może spowodować błędne osądy. Przede wszystkim skupmy się na tym, jak się w towarzystwie danej osoby czujemy oraz to jakie uczucia w nas wywołuje – podsumowuje dr Marek Borowiński, specjalista ds. psychologii koloru, Shop Doctor.

(df) thefad.pl / Źródło: newsrm.tv


Kamil Stoch wicemistrzem świata

Kamil Stoch, który ostatnio jest w świetnej formie został srebrnym medalistom mistrzostw świata w lotach narciarskich. Nowym mistrzem świata jest Norweg Daniel Andre Tande. Norweski skoczek wygrał z Kamilem Stochem o 13,3 punktu.

Mistrzostwa w lotach wyglądają inaczej niż konkursy Pucharu Świata. Liczą się cztery skoki, dwa oddano już w piątek, w sobotę tylko jeden, drugi, ze względu na silny wiatr został odwołany. Walter Hofer, szef światowych skoków nie pozwolił ryzykować zdrowia zawodników.

– Wiedziałem, że jestem w stanie skoczyć jeszcze dalej i zdawałem sobie sprawę, że pewne rzeczy mogłem zrobić lepiej. Przygotowywałem się na czwartą próbę i nagle dostaję informację, że jej nie będzie. Wtedy poczułem delikatny zawód. Mam jednak świadomość, że nie mogę na nic narzekać – powiedział Kamil Stoch.

Świetny start

Po piątkowych próbach, Kamil Stoch był trzeci, do lidera, Norwega Daniela-Andre Tandego tracił 17,8 punktu. Drugi był Niemiec Richard Freitag z 7 punktową przewagą. W sobotę Stoch poleciał 211,5 m. Niemiec 190,5 m, Tande 200 metrów co wystarczyło do utrzymania pierwszej pozycji.

Przed decydującą czwartą próbą Kamil Stoch tracił do lidera 13,3 punktu. Niestety szef światowych skoków, Walter Hofer ze względu na szalejący w Oberstdorfie wiatr przerwał czwartą serię, po skokach trzech zawodników.

W strugach deszczu w centrum Oberstdorfu Kamil Stoch odebrał srebrny medal mistrzostw świata w lotach. Stanął na podium obok Norwega Daniela Andre Tandego i Niemca Richarda Freitaga.

Dla Polski to dopiero drugi medal w historii z tej imprezy. Pierwszy – brązowy, w 1979 roku zdobył Piotr Fijas w Planicy.

 

(df) thefad.pl


Ks. Lemański: Uzasadnienie „kolędy”? Gdy duszpasterz stanowi uosobienie struktury, której działań nie podzielamy?

Ks. Wojciech Lemański

Ks. Wojciech Lemański

Nawet najgorliwsi obrońcy Kościoła w Polsce nie potrafią wskazać uzasadnienia tak zwanej kolędy. To powinno być spotkanie wiernych z zatroskanym o nich miejscowym duszpasterzem

 

Z Panem Waldemarem jednym razem się zgadzamy innym znów razem nie bardzo. Ale tutaj racje wyłożone zostały racjonalnie i szczerze do bólu.

Nawet najgorliwsi obrońcy Kościoła w Polsce nie potrafią wskazać uzasadnienia tak zwanej „kolędy”. To powinno być spotkanie wiernych z zatroskanym o nich miejscowym duszpasterzem.

Gdy duszpasterza nie znamy. Gdy jego troski o naszą rodzinę nie dostrzegamy. Gdy przychodzi do nas z kwestionariuszem i skarbonką. Gdy stanowi dla nas uosobienie struktury, której zwłaszcza ostatnich działań nie podzielamy. To uczciwie jest podziękować za takie spotkanie.
„Może to coś da, kto wie…”

 

(df) thefad.pl / Źródło: Facebook / Ks. Wojciech Michał Lemański

 


Adam Mazguła: Bartosz Kownacki odwołany. Czekam na zarzuty prokuratorskie dla Macierewicza oraz jego współpracowników

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Czekam na następne nazwiska i cały wachlarz zarzutów prokuratorskich dla A. Macierewicza oraz jego współpracowników

 

Jak donosi prasa, B. Kownacki został odwołany z funkcji wiceszefa resortu w MON.

Fot. wikipedia

Pierwszy krok zrobiony. Czekam na następne nazwiska i cały wachlarz zarzutów prokuratorskich od niegospodarności począwszy, przez zabór niejawnej dokumentacji aż po udział w zbrodni ujawnienia polskich agentów i funkcjonariuszy obcym agenturom dla A. Macierewicza oraz jego współpracowników.

Tak naprawdę, Tomasz Piątek przedstawił w swojej książce zarzuty i dowody na pewne powiązania. Pozwoliłem sobie i ja w maju ubiegłego roku sprecyzować listę 40 powodów dla odsunięcia dotychczasowego ministra od stanowiska i postawienia go przed sądem.

Pycha, jaką prezentuje śnpk A. Macierewicz, i ten jego pupilek, od dawna kroczy przed upadkiem. Nawet jeśli się okaże, że ich odwołanie, to tylko wizerunkowy zabieg partii rządzącej przed wyborami samorządowymi, to i tak nie spocznę, dopóki ci niszczyciele polskiej armii nie przywitają się z ławą oskarżonych niezależnego sądu.

Tymczasem, pisałem w liście otwartym o zasługach Bartosza Kownackiego dla kraju jakiś czas temu, który pozwalam sobie ponownie zamieścić.

 

 

Adam Mazguła

 


Czy gdyby nie napływ Ukraińców, polscy pracownicy zarabialiby więcej?

Jak wynika z raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017”, już co piąta firma w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy. W większości przypadków uzupełniają oni luki, których nie da się wypełnić Polakami. Z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że napływ Ukraińców spowodował wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń w Polsce.

Głównie w dużych firmach

„Najwięcej pracowników z Ukrainy jest oczywiście w dużych firmach. Już nawet co druga z nich deklaruje, że zatrudnia Ukraińców. Nie ma się co dziwić, po prostu duże przedsiębiorstwa mają największe trudności, jeżeli chodzi o rekrutację pracowników. Najmniej Ukraińców znajdziemy w małych firmach. Zatrudnia ich tylko 13% tych firm” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Monika Banyś z biura prasowego firmy Personnel Service.

Pracownicy niewysokiego szczebla

Ukraińcy pracują w Polsce głównie na stanowiskach niskiego i średniego szczebla. W dużym stopniu wynika to z tego, że najczęściej są oni zatrudniani na podstawie uproszczonej procedury zatrudniania, co powoduje, że mogą pracować w naszym kraju jedynie przez sześć miesięcy w ciągu roku. To za krótko jak na pracę na wyższym stanowisku.

Tyle, ile Polacy

Wbrew pozorom w tej chwili Ukraińcy wcale nie zarabiają mniej niż Polacy. Jest to spowodowane tym, że polscy pracodawcy zaczęli konkurować o pracowników z Ukrainy, ponieważ jest na nich bardzo duże zapotrzebowanie. Żeby więc pozyskać Ukraińców, muszą im płacić tyle, ile Polakom.

Nie tylko pieniądze przekonują

Pracownicy z Ukrainy nie są jednak przyciągani wyłącznie wysokością wynagrodzenia. Pracodawcy czasami oferują im również różne świadczenia pozapłacowe. Zapewniają m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, dojazd do miejsca pracy czy dostęp do internetu.

Z korzyścią dla pracodawców

Jak zauważa ekspertka:

– Napływ Ukraińców na polski rynek pracy powstrzymał w pewnym stopniu presję płacową, z którą zmagali się pracodawcy w 2017 r. […]. Gdyby nie Ukraińcy, wzrosty płac prawdopodobnie byłyby wyższe. Ale z drugiej strony – pytanie, czy pracodawcy byliby w stanie sobie poradzić z tak dużymi wymaganiami finansowymi.

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

A jak podchodzą polscy pracownicy do swoich ukraińskich kolegów? 41% z nas ma do nich stosunek pozytywny. 52% – jest nastawionych neutralnie. Natomiast u 7% – Ukraińcy wzbudzają emocje negatywne, najczęściej dotyczy to tych Polaków, którzy mają najniższe wykształcenie i zarabiają najmniej. Obawiają się oni, że pracownicy z Ukrainy mogą ich pozbawić pracy.