Jaka jest faktyczna różnica między pościelą hotelową a sklepową?

Jakość pościeli sprzedawanej w sklepach znacznie odbiega od hotelowej. Różnice dostrzega się nie tylko w ich wyglądzie, ale też w wytrzymałości mechanicznej, wykazywanych parametrach technicznych, trwałości. Czym odznacza się każdy z produktów?

Jaka jest faktyczna różnica między pościelą hotelową a sklepową?

1. Materiał

Zarówno pościel dla hoteli, jak i tę dostępną w sklepach najczęściej szyje się z bawełny, z tym że hotelową robi się z wysokogatunkowej tkaniny o gramaturze ok. 160 g/m2, natomiast zwykła powstaje z materiału o gramaturze ok. 125 g/m2. Pościel hotelowa jest grubsza, masywniejsza w dotyku i wytrzymalsza, a to za sprawą wyrobu materiału z długich, cienkich i gładkich włókien czesankowych. Dobrze znosi wzmożoną eksploatację. Nie zużywa się zbyt szybko. Do jej produkcji używa się też jedwabiu, modalu, policottonu, czasem adamaszku, z czym raczej rzadko można się spotkać w przypadku ogólnodostępnej pościeli.

2. Konserwacja

Konfekcja hotelowa jest produktem przemysłowym, odpornym na agresywne zabiegi konserwujące oraz pranie w wysokiej temperaturze (najczęściej w 95°C) przy zastosowaniu silnych środków chemicznych. Można ją suszyć w suszarkach bębnowych. Świetnie znosi dezynfekcję, pilingowanie, maglowanie, wywabianie, czego nie da się powiedzieć o standardowej pościeli. Tę, z której korzystamy w domu, należy prać w niskich temperaturach, stosując delikatne detergenty i suszyć w stanie rozwieszonym. Nie powinno się jej poddawać wybielaniu, które może osłabiać strukturę włókien.

3. Wygląd

Pościel do hoteli, podobnie jak ręczniki hotelowe, najczęściej wykonuje się w uniwersalnym kolorze białym. To praktyczne rozwiązanie pozwalające na bezproblemowe wywabianie plam i dopasowanie tekstyliów do każdego wystroju wnętrza. Co więcej, śnieżnobiała pościel kojarzona jest ze sterylnością, higieniczną czystością, elegancją, dlatego spotyka się z bardzo dobrym odbiorem ze strony gości. Jeżeli zaś chodzi o pościel ogólnodostępną, to występuje ona w bogatej gamie odcieni. W sprzedaży pojawiają się też modele z wzorami, motywami, postaciami z bajek, co sprawia, że możliwości wyboru są niemal nieograniczone, jednak kosztem niższej odporności tekstyliów na działanie wybielacza oraz gorszego wyglądu po wielokrotnych praniach (niestety kolory blakną).

4. Wykończenie

Różnice między oboma produktami dostrzega się także w sposobie oraz jakości wykończenia. Pościel dla hoteli szyje się nićmi rdzeniowymi, odpornymi na działanie wysokiej temperatury. Ponadto stosuje się zagęszczony ścieg i rygle wzmacniające, a poszewki zamyka zakładką hotelową. Natomiast przy produkcji standardowej pościeli używa się zwykłych, bawełnianych nici. W dodatku zamiast zakładek mają one zamek błyskawiczny lub guziki.

Jaka jest faktyczna różnica między pościelą hotelową a sklepową?

 

 


Adam Mazguła: Dzicza kpina z wojska

Adam Mazguła

Adam Mazguła

Nowe zadanie wojska? 16 Dywizja Zmechanizowana otrzymała zadanie poszukiwania po lasach padłych dzików. I, jak twierdzą dziennikarze, otrzymała gumofilce oraz środki na kleszcze i poszła w las. Prasa kpi, że są bez map, że się boją, że się zgubią, że nie trzymają w lesie tyraliery itd. Ja więc pytam, kto, do cholery, wziął łapówę albo może po prostu upadł głową na grabie zanurzone w szambie, żeby wymyślić takie zadania, takie traktowanie żołnierzy

 

Podła zmiana prześciga się w pomysłach na wykorzystanie wojska niezgodnie z jego przeznaczeniem. Pomysły polityków partii rządzącej na upodlenie żołnierzy nie mają końca. Problem w tym, że ich dowódcy nie protestują i ochoczo spełniają fanaberie odlotów smoleńskich.

Po wojnie, po wielkim boju o Polskę, który wygraliśmy tylko połowicznie, wojsko zostało skierowane do prac polowych, do odbudowy kraju, bo taka była potrzeba chwili.

Po pierwszych wolnych wyborach pełniłem funkcję szefa sztabu 25 Pułku Zmechanizowanego w Opolu. Władza postanowiła reformować tę jednostkę, bo, według niej, nie było sensu inwestowania w jej zdolność bojową; wysłano więc żołnierzy do półrocznych prac na rzecz gospodarki narodowej w rejon Konina. W praktyce pracowali fizycznie w gospodarstwach rolnych i firmach budowach za jakieś grosze, czyli stanowili darmową siłę roboczą na rozkaz, dla rzutkich przedsiębiorców.

Potem nastał czas normalności, tylko środków do szkolenia oraz pieniędzy na sprzęt było ciągle mało.

Dzisiaj wojsko znowu wykonuje prace za wiele formacji, które nie dają sobie rady, mimo że nie należy to do jego obowiązków. Zabezpieczanie logistyczne katolickich pielgrzymek, przewozy pomników, koncerty dla oligarchy Rydzyka, zbiórki pieniędzy dla Caritasu, robienie tła z generałów do zdjęć polityków, niezliczone pokazy dla wszystkich, kto tylko sobie tego zażyczy, to już obecny obraz stały naszej armii. Jednak to nie koniec.

Ostatnio moją uwagę przykuło nowe zadanie wojska. Tą atrakcją jest poszukiwanie po lasach padłych dzików. 16 Dywizja Zmechanizowana otrzymała takie zadanie i, jak twierdzą dziennikarze, otrzymała gumofilce oraz środki na kleszcze i poszła w las. Prasa kpi, że są bez map, że się boją, że się zgubią, że nie trzymają w lesie tyraliery itd.

Ja więc pytam, kto, do cholery, wziął łapówę albo może po prostu upadł głową na grabie zanurzone w szambie, żeby wymyślić takie zadania, takie traktowanie żołnierzy?

Koła łowieckie płacą dzierżawy za obwody, na których mają prowadzić gospodarkę łowiecką, a zatem w imieniu państwa zarządzają zwierzyną, która jest własnością tego państwa. Lasy Państwowe i służby weterynaryjne są w tej dziedzinie jak najbardziej właściwe. Znalazłyby się również w tym zakresie zadania dla samorządów i organizacji pozarządowych. Ale wojsko?!

Tak więc myśliwi są od strzelania i zabijania, dokarmiać już nie muszą, bo pogoda pomaga, a do poszukiwania zwierzyny są posłuszni „niewolnicy w mundurach”. Jak się nie ma pomysłu ani środków na szkolenie wojska, to trzeba mu znaleźć zajęcie.

Oceniam to przedsięwzięcie władz jako kompromitację dla nich samych, ale i dla dowódców wojskowych. Każdy z wysłanych tam żołnierzy wykonuje polecenia jakichś strażników leśnych, cywilnych nadzorców w myśliwskich mundurach; jest to przedmiotem kpin – dla wszystkich, w tym i dla prasy.

Ta kpina i odzieranie polskiego wojska z honoru – to specjalność podłej zmiany.

Panowie generałowie! Dość tej kompromitacji!

 

Jeśli nie umiecie dowodzić, jeśli nie umiecie dbać o wojsko i jego dobre imię, o wizerunek każdego żołnierza, to nie nadajecie się na dowódców.

Zapiszcie się do PiS-u, będziecie wtedy mogli poniżać ludzi do woli.

Jednak dopóki nosicie mundury żołnierza polskiego, to albo stańcie na straży jego honoru, albo, do cholery, wynocha!

 

Adam Mazguła

 

 


Pierwszy polski serial Netflixa w reżyserii Agnieszki Holland jeszcze w tym roku

W Warszawie ruszają zdjęcia do pierwszego polskojęzycznego serialu Netfliksa. Za kamerą stanie nominowana do Oscara Agnieszka Holland, którą wesprze córka Kasia Adamik. W filmie mają zagrać między innymi Michalina Olszańska, Maciej Musiał, Andrzej Chyra i Robert Więckiewicz.

Pierwszy polski serial Netflixa w reżyserii Agnieszki Holland jeszcze w tym roku

Agnieszka Holland. Fot. youtube

Pomysłodawcą, twórcą i autorem scenariusza serialu jest Joshua Long. Jak informuje Netflix, serial, którego tytuł nie jest jeszcze znany, ma zamykać się w ośmiu odcinkach.

Akcja filmu ma się toczyć w 200r. i prezentuje alternatywną historię świata, w którym żelazna kurtyna nigdy nie upadła. Dwadzieścia lat po straszliwym ataku terrorystycznym z 1982 roku, który pogrzebał polskie nadzieje na wyzwolenie, student prawa i skompromitowany oficer śledczy odkryją tajny plan reżimu, który radykalnie odmieni Polskę i cały świat.

Serial będzie miał premierę jeszcze w tym roku.

 

(df) thefad.pl


Bruksela. Parlament Europejski podejmie decyzję ws. odwołania Czarneckiego ze stanowiska wiceszefa europarlamentu

Kierownictwo Parlamentu Europejskiego 1 lutego podejmie decyzję ws. głosowania nad odwołaniem Ryszarda Czarneckiego ze stanowiska wiceszefa europarlamentu. Przewodniczący izby wcześniej wysłucha Czarneckiego i Róży Thun.

Ryszard Czarnecki (PiS): Lojalność wobec Polski jest dla mnie ważniejsza od stanowiska. Fot. Źródło: dw.de

Ryszardowi Czarneckiemu (PiS), jednemu z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, grozi odwołanie ze stanowiska za niedawne komentarze o europosłance Róży Thun (PO). Porównał ją do „szmalcowników”, czyli do Polaków wymuszających szantażem pieniądze od Żydów ukrywających się podczas wojny bądź wydających ich Niemcom dla własnych korzyści.

– Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein – oznajmił Czarnecki w rozmowie z serwisem Niezalezna.pl. W taki sposób skomentował wypowiedzi Thun o sytuacji w Polsce pod rządami PiS dla francusko-niemieckiej telewizji ARTE. Jego zdaniem „wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj”.

O odwołanie Czarneckiego już w zeszłym tygodniu pisemnie zaapelowali szefowie czterech frakcji europarlamentarnych – centroprawicowa Europejska Partii Ludowa (do której należy Thun), socjaldemokraci, liberałowie i zieloni.

„To niewyobrażalne, by Ryszard Czarnecki z takimi oświadczeniami nadal reprezentował Parlamentu Europejski i pana osobiście” – napisali do szefa izby Antonia Tajaniego.

„Ten komentarz przekracza granice politycznego dyskursu. Nie godzimy się, by taka osoba reprezentowała Parlament Europejski” – dodatkowo zadeklarował Manfred Weber (CSU), szef frakcji centroprawicy.

Dziś te same cztery frakcje – jak wynika z naszych informacji – stanowczo potwierdziły chęć odwołania Czarneckiego podczas zamkniętych dla mediów obrad Konferencji Przewodniczących Parlamentu Europejskiego (przewodniczący europarlamentu plus szefowie frakcji). Jego słowa wobec Thun – prócz wymiaru znieważającego – są odbierane jako atak na istotę europarlamentaryzmu, czyli m.in. na zasadę otwartej dyskusji (i krytyki) o sprawach krajowych „na zewnątrz” czy też „zagranicą” – czyli na forum UE.

Roża Thun już zapowiedziała pozew sądowy przeciw Czarneckiemu. Fot. Źródło: dw.de

Tajani z Czarneckim tym razem nie o futbolu

Jednak szef izby Antonio Tajani oraz sekretarz generalny europarlamentu Klaus Welle najpierw mają – jak zdecydowała dziś Konferencja Przewodniczących – przeprowadzić odrębne rozmowy z Ryszardem Czarneckim i Różą Thun. Taki jest zwyczaj przy wszystkich decyzjach karnych wobec europosłów (np. przy odbieraniu diet za rażące łamanie regulaminu). Tajaniemu, z racji urzędu, przypada teraz zadanie mediacji, czyli – w co ponoć nie przestaje wierzyć Włoch – nakłonienia Czarneckiego do przeprosin. Z drugiej strony odsunięcie decyzji Konferencji Przewodniczących na luty to także czas dla konserwatywnej frakcji Czarneckiego (dwie główne grupy to brytyjscy torysi i PiS), by zaczęła myśleć nad swym nowym kandydatem na fotel wiceprzewodniczącego po ewentualnym odwołaniu Czarneckiego.

I Thun, i Czarnecki są jednymi z najbardziej znanych europosłów w Strasburgu i Brukseli. Awantura o „szmalcowników” stawia Tajaniego (z europarlamentarnej frakcji Thun, a we Włoszech z partii Forza Italia Silvia Berlusconiego) w dość niezręcznej sytuacji, bo dość powszechnie znana jest jego serdeczna znajomość z Czarneckim – zwłaszcza na kibicowskim. Europosłowie PiS przed rokiem poparli Tajaniego w wyborach na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (po Martinie Schulzu) m.in. dlatego, że Włoch – w poufnych rozmowach zapośredniczonych przez Czarneckiego – obiecywał wówczas bardzo dużą powściągliwość w krytykowaniu władz Polski. I bardzo długo dotrzymywał swej obietnicy – zwłaszcza jeśli porównać go do poprzednika Schulza bardzo śmiało i ostro krytykującego PiS.

Przewodniczący PE Antonio Tajani będzie rozmawiał z Ryszardem Czarneckim i Różą Thun Fot. Źródło: dw.de

Roża Thun już kilka dni temu zapowiedziała pozew sądowy przeciw Czarneckiemu.

– Wypowiedzi polityków opozycji, którzy korzystają z kamer zachodnich stacji telewizyjnych i umiędzynarodawiają nasze wewnętrzne sprawy zasługują na krytykę. Lojalność wobec Polski jest dla mnie ważniejsza od stanowiska – zadeklarował dziś Czarnecki w Polskim Radiu.

Dyskusje wokół Czarneckiego w Brukseli nie wyszły – przynajmniej na razie – poza Parlament Europejski, czyli w ogóle nie słychać ich w innych instytucjach. Natomiast pracownicy biur europoselskich opowiadają o licznych mejlach w obronie Czarneckiego – niektórzy mówią o „spamie”, ale nie sposób zweryfikować skali tej korespondencji. „To oczywiste, że działania przeciw Rayszardowi Czarneckiemu to forma nowych sankcji wobec Polski” – głosi jeden z listów, z którymi zapoznaliśmy się w tych dniach.

Głosowanie w lutym?

Kolejne posiedzenie Konferencji Przewodniczących odbędzie się 1 lutego i na wtedy jest planowana decyzja co do Czarneckiego. Kierownictwo europarlamentu może zdecydować o wprowadzeniu do porządku obrad głosowania nad jego odwołaniem, jeśli chcą tego przedstawiciele co najmniej trzech frakcji dysponujących 3/5 głosów. Sygnatariusze apelu do Tajaniego spełniają ten wymóg. Natomiast podczas głosowania plenarnego w Parlamencie Europejskim do odwołania Czarneckiego potrzeba większości 2/3 oddanych głosów stanowiących ponad połowę składu izby. Także tę większość – przy pełnej mobilizacji – mają cztery kluby, których szefowie wzywają do ukarania Czarneckiego.

Najbliższe posiedzenie planarne europarlamentu zaczyna się 5 lutego.

 

 

 


Czym właściwie jest kreatywność? Sprawdź, czy jesteś kreatywny

Kreatywność urzędnika jest gwarancją, że jego stanowisko nie zostanie w przyszłości zastąpione przez automat – mówi dr Joanna Kwaśniewska z Uniwersytetu SWPS.

Serwis Samorządowy PAP: Spotkała Pani kreatywnego urzędnika?

Dr Joanna Kwaśniewska, psycholog twórczości z Uniwersytetu SWPS w Warszawie: Rzadko bywam w urzędach, ale trafiłam kiedyś na urzędniczkę, która skróciła dla mnie uciążliwą procedurę. Zgodziła się, żebym wysłała maila w mojej sprawie, dzięki czemu nie musiałam ponownie przychodzić do urzędu z wypełnionym odręcznie formularzem.

Czym właściwie jest kreatywność?

– W definicji kreatywności ważne jest to, żeby efekty naszej pracy spełniały dwa kryteria – nowości i wartości. Ta nowość nie musi być bezwzględna; może to być adaptacja czy modyfikacja rozwiązań, które już istnieją. Jeżeli pracujemy w jakimś departamencie i wdrażamy pomysł, który funkcjonuje w pokoju obok, to nadal będzie to kreatywne, ponieważ rozwiązanie będzie nowe w naszym środowisku pracy. Aktywności kreatywne powinny też nosić znamię wartości – być użyteczne, przynosić korzyści finansowe, usprawniać naszą pracę lub przynosić większą satysfakcję klientów. Dopiero kiedy te dwa trzony są zrealizowane, możemy powiedzieć, że działamy kreatywnie.

Stereotypowy urzędnik jest zaprzeczeniem kreatywności. W Pani ocenie jest miejsce na kreatywność w urzędzie?

– Różne zawody wymagają różnego poziomu tej kreatywności. Kiedy robiłam parę lat temu badania, okazało się, że rzeczywiście w instytucjach państwowych, w urzędach, poziom kreatywności był znacząco niższy niż w sektorze prywatnym. Ale to jest w porządku, jeżeli porównujemy pracę urzędnika i projektanta w agencji reklamowej. Wiadomo, że trzonem pracy projektanta jest generowanie pomysłów. W urzędzie wygląda to już nieco inaczej, ale to nie oznacza, że urzędnik nie powinien być kreatywny wcale.

Mimo wszystko praca urzędnika nie kojarzy się powszechnie z kreatywnością…

– Są trzy poziomy kreatywności: “mini c creativity”, „small c creativity” i „big c creativity”. Kreatywność przez duże „k” to wytwarzanie pomysłów, dzieł, idei, które są niezwykłe na skalę świata – jak Beethoven czy Picasso. Kreatywność przez małe „k” opiera się na tworzeniu pomysłów o mniejszym zasięgu – dla naszej firmy albo naszej rodziny. Jest wreszcie poziom „mini”, który polega niekoniecznie na wytwarzaniu jakichś dzieł, ale na radzeniu sobie ze zwykłymi codziennymi kłopotami, z którymi nie możemy poradzić sobie w sposób schematyczny. One nas zaskakują swoją nowością i wtedy potrzebna jest nasza kreatywność. W urzędach poziom „mini c” i „small c” jest potrzebny i przez wiele urzędników realizowany.

Coraz więcej samorządów, głównie dotyczy to większych miast, w corocznych ocenach pracowniczych ocenia właśnie kreatywność.

– Bardzo dużo zależy od osoby zarządzającej daną placówką. Jeżeli urzędnik wpadnie na pomysł usprawnienia jakiejś procedury, skrócenia czasu obsługi klienta w jakiś fajny sposób, a w organizacji jest odpowiednia kultura, wtedy jest też przestrzeń, żeby te usprawnienia zaakceptować. Jeżeli w urzędzie kreatywność nie jest wartością, pomysłowość urzędników jest blokowana, a ich praca jest sprowadzona do całkowicie mechanicznej. To nie jest dobre, bo człowiek żeby mieć satysfakcję ze swojej pracy, nie może działać jak robot. Istota ludzka potrzebuje mieć poczucie wpływu na rzeczywistość. Klimat w organizacji, który jest otwarty na różne pomysły urzędników, podnosi też ich satysfakcję z pracy.

Jak ta otwartość wygląda w firmach?

– W niektórych firmach są systemy informatyczne, które umożliwiają pracownikom wpisanie propozycji ulepszenia, w innych są skrzynki na pomysły – każdy może tam wrzucić swoją sugestię. Czasami skrzynki są niepotrzebne, bo można bezpośrednio porozmawiać z przełożonym. Ważne, że pomysły nie muszą dotyczyć tylko własnego stanowiska.

Pracuję na uczelni, gdzie jedne z drzwi automatycznych otwierają się za każdym razem, gdy ktoś schodzi lub wchodzi po sąsiadujących schodach, a nie ma zamiaru opuszczać klatki schodowej. Pomysł zmiany zakresu pracy czujnika zmniejszyłby znacznie zużycie prądu. Tak funkcjonują najlepsze firmy – są cały czas otwarte na pomysły pracowników, usprawnienie działalności całej organizacji.

Człowiek niekreatywny to zły pracownik?

– Nie spotykam osób całkowicie niekreatywnych. Ludzie są w większym lub mniejszym stopniu twórczy. Czy pracownik mało kreatywny to zły pracownik? Niekoniecznie. Ważne, żeby jego umiejętności były dostosowane do stanowiska, na którym pracuje.

 

 

Pełny wywiad na www.samorzad.pap.pl

Źródło: kurier PAP

 


96-letni były esesman „księgowy z Auschwitz” prosi o ułaskawienie, nie chce odsiedzieć kary

96-letni Oskar Groening prosi o ułaskawienie. „Księgowy z Auschwitz” nie chce odsiedzieć czteroletniej kary.

96-letni były esesman „księgowy z Auschwitz” prosi o ułaskawienie, nie chce odsiedzieć kary

Oskar Groening ma iść na cztery lata do więzienia. Teraz ma nadzieję na ułaskawienie. Fot. Źródło: dw.de

Były esesman Oskar Groening złożył w Ministerstwie Sprawiedliwości w Hanowerze prośbę o ułaskawienie.

96-letni Groening, zwany „księgowym z Auschwitz”, został w lipcu 2015 roku skazany przez sąd w Lueneburgu na cztery lata pozbawienia wolności. Uznano go winnym współudziału w zamordowaniu 300 tys. osób. W Auschwitz Groening był odpowiedzialny za opróżnianie bagażu przywożonych więźniów z pieniędzy i przekazywanie ich do Berlina. Sędziowie argumentowali, że poprzez swoje czynności Groening przyczyniał się do śmierci setek tysięcy osób.

Może odbyć karę

Wyrok uprawomocnił się we wrześniu 2016. Sąd w Lueneburgu, a następnie sąd wyższej instancji w Celle orzekły, że stan zdrowia byłego esesmana pozwala mu na odbycie kary. Innego zdania jest adwokat Groeninga, który przed Trybunałem Konstytucyjnym zabiegał o kasację wyroków. Nieskutecznie. W grudniu 2017 r. Trybunał Konstytucyjny oddalił wniosek.

96-latek jeszcze na wolności

Teraz prośbę Groeninga o ułaskawienie rozpatrzy prokuratura w Lueneburgu. Prośba ta nie przyczyni się jednak do odroczenia wykonywania kary – wynika z informacji prokuratury w Hanowerze. Na razie jednak były esesman nie przekroczył progu więziennej celi. Jak zapewniała pod koniec grudnia 2017 r. rzeczniczka hanowerskiej prokuratury, ma to nastąpić „w najbliższym czasie”.

Jeśli Groening ostatecznie trafi do więzienia, będzie odsiadywał wyrok w Uelzen (Dolna Saksonia).

Jest decyzja ws. ułaskawienia byłego esesmana

Prokuratura w Lueneburgu odrzuciła prośbę Groeninga. Były esesman skazany za współudział w zamordowaniu 300 tys. osób, nie zostanie ułaskawiony. 

Skazany ma teraz szybko trafić do więzienia i zacząć odsiadywać wyrok. Prokuratura w Hanowerze zapowiedziała, że w „najbliższym czasie” wezwie Groeninga do odbycia kary.

W grudniu 2017 r. Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę, jakoby stan zdrowia nie pozwalał mu na odsiedzenie wyroku.

 

 

 


Salon samochodowy w Detroit. Nowe trendy. W tym roku są nimi elektromobilność i autonomiczność

Salon samochodowy w Detroit w USA jest ważną imprezą na rynku i równie ważnym wyznacznikiem trendów w motoryzacji. W tym roku są nimi elektromobilność i autonomiczność.

Prezentacja kultowego mercedesa klasy G w Michigan Theater w Detroit Fot. Źródło: dw.de

Producenci samochodów, nie tylko z Niemiec, zdecydowali się pójść pod prąd i w odpowiedzi na słabnącą koniunkturę na rynku amerykańskim przystąpili do akcji zabiegania o względy konsumentów w USA oferując im nowe modele pojazdów. Z tego względu na największym w USA salonie samochodowym w Detroit prezentują szereg ciekawych nowości.

Volkswagen pokazuje w Detroit nową wersję popularnej Jetty, Daimler wystawia odświeżoną terenówkę klasy G, a BMW liczy na dobre wyniku sprzedaży zmodernizowanego SUV-a X2. Amerykańscy wytwórcy stawiają głównie na potężne i cieszące się niesłabnącym wzięciem na tamtejszym rynku pickupy, takie jak nowy Ford Ranger.

Nadzieje i rzeczywistość

Wszyscy liczą na sukces na ważnym rynku amerykańskim, ale eksperci przestrzegają przed nadmiernym optymizmem. W ich ocenie rok 2018 będzie w sumie taki sobie, a dla niemieckich eksporterów gorszy od ubiegłego. Przewidują, że w roku bieżącym łączna sprzedaż nowych samochodów w USA wyniesie 16,7 mln pojazdów, w porównaniu z 17,55 mln w roku 2017. Ta ocena wydaje się wiarygodna, tym bardziej, że już w grudniu ub. roku sprzedaż nowych modeli wyraźnie spadła. Dotyczy to m.in. koncernu Volkswagena, General Motors, Toyoty i Fiata Chryslera.

Volkswagen w USA i Chinach

Volkswagenowi wciąż odbija się czkawką afery spalinowa. Koncern z Wolfsburga usilnie stara się odzyskać utracony teren i ma nadzieję na wzrost sprzedaży w tym roku. Głównym atutem VW w USA mają być nowe modele pojazdów i wielomiliardowe inwestycje.

– Ameryka Północna odgrywa coraz większą rolę w naszej strategii biznesowej – powiedział szef marek popularnych w koncernie Volkswagena Herbert Diess. Volkswagen chce uzyskać 5-procentowy udział na rynku amerykańskim, co oznaczałoby wzrost o 3 procent. Nie będzie to jednak łatwe. Diess przyznał otwarcie, że w ostatnich latach nie udało się VW wyjść w USA z pozycji producenta niszowego. Do roku 2020 koncern chce zainwestować w USA 3,3 mld dolarów. Lwia część tej sumy przypadnie na produkcję nowego modelu popularnej Jetty.

Volkswagen liczy na sukces rynkowy w USA nowego modelu Jetty. Fot, Źródło: dw.de

O wiele lepiej idzie Volkswagenowi na rynku chińskim. W dużym stopniu właśnie dzięki niemu zamknął ubiegły rok rekordowym wynikiem 6,23 mln sprzedanych samochodów osobowych. To wzrost o 4,2 procent w porównaniu z rokiem 2016. W Niemczech natomiast Volkswagen sprzedał tylko nieco ponad 531 tys. samochodów, o ok. 5 procent mniej niż w roku 2016.

Schwarzenegger wspiera Daimlera

Stany Zjednoczone odgrywają także ważną rolę w strategii koncernu Daimlera. Jego szef Dieter Zetsche pokazał w historycznym budynku Michigan Theater w Detroit kultowy model mercedesa klasy G, produkowany przez koncern Daimler-Benz bez większych zmian od 1979 roku w Grazu w Austrii.

Dieter Zetsche (po lewej) i Arnold Schwarzenegger wspólnie reklamowali mercedesa klasy G. Fot. Źródło: dw.de

Obok niego wystąpił popularny aktor i były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger, który żartował na temat faceliftingu, „równie ważnego w przemyśle samochodowym, co w branży filmowej”. Obaj panowie wystąpili w kowbojskich kapeluszach.

A co nowego planują Amerykanie?

Koncern Forda, drugi pod względem znaczenia amerykański producent samochodów, chce zainwestować do roku 2022 ponad 11 mld dolarów w samochody o napędzie elektrycznym i hybrydowym. Na razie udział takich pojazdów na rynku amerykańskim jest minimalny, ale sukcesy firmy Tesla wskazują, że to może się szybko zmienić. Szef Forda ds. rynków międzynarodowych Jim Farley zapowiedział, że do roku 2022 Ford zamierza wypuścić na rynek 40 modeli pojazdów o takim napędzie. Wcześniej ma się pojawić elektryczna wersja popularnego pickupa F-150.

Chevrolet, należący do koncernu General-Motors, uruchamia produkcję nowej wersji konkurencyjnego wobec Forda Rangera, pickupa Silverado, który od lat cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Dzięki nowym materiałom nowa wersja tego samochodu jest nieco lżejsza od poprzedniej.

Amerykańska sekretarz transportu Elaine Chao, która odwiedziła salon w Detroit, powiedziała, że łączy duże nadzieje z rozwojem samochodów autonomicznych. W jej przekonaniu podniosą one zdecydowanie poziom bezpieczeństwa na drogach, bo „znakomitą większość wypadków powodują kierowcy”. Plany Forda i jej wypowiedź świadczą o tym, że także Amerykanie powoli otwierają się na elektromobilność i autonomiczność w transporcie.

 

 


Antybiotyki – krótkie komependium wiedzy. Kiedy brać i dlaczego nie wolno popijać ich mlekiem czyli 10 faktów o antybiotykach

Antybiotyków nie wolno popijać mlekiem czy kefirem. Dlaczego w czasie antybiotykoterapii, trzeba przyjmować probiotyki i z jakiego powodu powinniśmy je brać jeszcze przez 3-4 tygodnie po zakończeniu leczenia. Serwis www.zdrowie.pap.pl przygotował krótkie komependium wiedzy na temat przyjmowania antybiotyków.

10 faktów o antybiotykach. Dlaczego nie wolno popijać ich mlekiem czy kefirem?

1. Antybiotyki są naturalne i sztuczne?

Antybiotyki są lekami stosowanymi w leczeniu wszelkiego rodzaju zakażeń bakteryjnych, ułatwiając organizmowi ich opanowanie (zabijają lub hamują wzrost bakterii i ich podziały). Używane są także profilaktycznie np. przed zabiegami chirurgicznymi i w profilaktyce bakteryjnego zapalenia wsierdzia.

Antybiotyki na początku były to tylko naturalne substancje wykazujące aktywność przeciw bakteriom. Teraz są to też substancje syntetyczne. Obecnie za leki działające na drobnoustroje uznaje się również chemioterapeutyki, czyli substancje wytworzone przez człowieka metodami chemicznymi.

– W aktualnym zestawie leków przeciwdrobnoustrojowych większość substancji nadal stanowią antybiotyki, czyli produkty pochodzenia biologicznego – mówi dr Paweł Grzesiowski, kierownik Ośrodka Badania i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie.

Dr Grzesiowski wyjaśnia, że czas leczenia nie jest wyznacznikiem siły działania leku. Dlatego jeśli otrzymamy antybiotyk na 3 lub na 7 dni, ważne jest, by terapii nie przerywać. – Czas leczenia zależy od ciężkości zakażenia oraz farmakokinetyki, czyli utrzymywania się leku w organizmie.

Są leki, które mimo, że są podawane przez 3 dni, utrzymują się w organizmie przez 7-10 dni – dodaje lekarz.

Odkrycie pierwszego antybiotyku, czyli penicyliny, zostało dokonane w 1928 r. przez Alexandra Fleminga. Ten naukowiec zauważył, że przypadkowe zanieczyszczenie podłoża bakteriologicznego pleśnią Penicillium notatum powstrzymuje wzrost hodowli gronkowca złocistego. Jednak dopiero na początku lat 40. ubiegłego wieku penicylina stała się lekiem dzięki pracom zarówno Fleminga jak i Howarda Florey’a i Ernest Chaina. Za co ci trzej uczeni otrzymali w 1945 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

2. Antybiotyki – kiedy brać?

Antybiotyki te naturalne, i te otrzymane drogą syntezy chemicznej są lekami stosowanymi w terapii zakażeń bakteryjnych.

Skuteczność antybiotyków jest bardzo duża, jednak nieodpowiednie i nadmierne stosowanie może przynieść odwrotny skutek tzn. powodować, że bakterie staną się na nie oporne tj. nie będą hamować ich rozwoju. Istnieją także antybiotyki przeciwgrzybicze i leki przeciwwirusowe.

Idealnie, by było, by najpierw wykonać posiew materiału od chorego (np. krwi, moczu, wymazu z gardła) w celu określenia jaka bakteria jest odpowiedzialna za zakażenie i jaka jest jej wrażliwość na antybiotyki. Na podstawie takiego antybiogramu, można lepiej dobrać antybiotyk.

Jednak lekarz, na podstawie stwierdzanych objawów u pacjenta i aktualnej sytuacji epidemiologicznej, jest w stanie ustalić przyczynę zakażenia i odpowiedzieć na pytanie, czy ma do czynienia z zakażeniem bakteryjnym, grzybiczym czy wirusowym. W przypadku ustalenia zakażenia wirusowego, antybiotyk nie jest potrzebny.

Zapalenie ucha u dziecka. Czy zawsze trzeba dać antybiotyk? Gdy znamy drobnoustrój wywołujący zakażenie i jego wrażliwość na antybiotyki mówimy o leczeniu celowanym, które jest najbardziej skuteczne.

– W żadnym zakażeniu wirusowym nie podajemy antybiotyków , ponieważ działają na wirusy – podkreśla dr Grzesiowski. – Czasami, nie mając pewności, co do przyczyn infekcji, gdy objawy są niespecyficzne, a przebieg ciężki, podaje się antybiotyk empirycznie, do czasu ustalenia czynnika odpowiedzialnego za zakażenie np.: w zapaleniu płuc u dziecka.

3. Czy antybiotyk zabija też dobre bakterie bytujące w jelitach?

Antybiotyk oprócz eliminowania chorobotwórczych bakterii, niszczy również drobnoustroje, stanowiące florę fizjologiczną. To one chronią człowieka przed różnymi zakażeniami bakteriami potencjalnie chorobotwórczymi.

Niekorzystnym następstwem antybiotykoterapii może też być zniszczenie naturalnej jelitowej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, na którą składają się liczne szczepy bakteryjne. Są one barierą dla bakterii chorobotwórczych. Odgrywają rolę w metabolizmie różnych substancji w przewodzie pokarmowym i wytwarzają witaminy.

– Podanie antybiotyku zaburza skład flory jelitowej na wiele tygodni, co może stać się przyczyną tzw. dyzbakteriozy, zapalenia jelita lub biegunki poantybiotykowej – dodaje dr Grzesiowski.

4. Czy antybiotyki działają na wirusy np. grypy?

W infekcjach wirusowych leczenie antybiotykami nie ma sensu, ponieważ nie działają one na wirusy i nie leczą chorób przez nie wywoływanych, dlatego antybiotykiem nie leczymy przeziębienia ani grypy. Grypa jest infekcją wirusową, podobnie jak większość przeziębień z katarem i kaszlem, a wirusy nie są wrażliwe na antybiotyki. Przeciw wirusom wynaleziono specjalne leki, które hamują ich rozwój.

Nawet bardzo złe samopoczucie czy wysoka gorączka podczas infekcji wirusowej nie są uzasadnieniem do sięgnięcia po antybiotyk. Jednak w niewielkim odsetku przypadków może dojść, po zakażeniu wirusowym, do nadkażenia bakteryjnego i wtedy antybiotyk może okazać się zasadny.

5. Jakie działania niepożądane mogą wystąpić po antybiotykach?

Najczęściej są to lekkie objawy ze strony przewodu pokarmowego takie jak: mdłości, biegunka, wymioty lub wysypki skórne o różnym stopniu nasilenia. Rzadko zdarzają się także ciężkie działania niepożądane takie jak np.: wstrząs anafilaktyczny, wysoka gorączka, bóle stawów, pogorszenie słuchu, zaburzenia czynności nerek, wątroby, szpiku, ciężka biegunka poantybiotykowa wywołana zakażeniem beztlenową bakterią Clostridium difficile, która wzmaga podania specjalnych antybiotyków do leczenia.

Większość innych objawów ustępuje po odstawieniu antybiotyku. Zawsze należy konsultować się z lekarzem. Objawem niepożądanym jest także eliminacja tzw. przyjaznych bakterii, które są częścią naszej flory fizjologicznej.

Zwiększone ryzyko działań niepożądanych istnieje u osób starszych. W tej grupie wiekowej zwiększa się liczba czynników sprzyjających kumulacji leków, stąd częściej dochodzi do przedawkowania i działań toksycznych. Zawsze należy poinformować lekarza o wszystkich przyjmowanych lekach, gdy zapisywany jest antybiotyk, bowiem może dochodzić do różnych, niebezpiecznych dla zdrowia pacjenta, interakcji między lekami.

Dlaczego alkoholu nie zaleca się w profilaktyce chorób?

6. Czy można pić alkohol podczas przyjmowania antybiotyków?

Nie powinno się pić alkoholu, gdy przyjmuje się jakiekolwiek leki. Ta zasada dotyczy też wszystkich antybiotyków. W czasie antybiotykoterapii nie wolno pic alkoholu! Połączenie antybiotyku i alkoholu może wywołać ciężkie niepożądane objawy (m.in. nudności, wymioty, bóle głowy, drgawki). Generalnie alkohol osłabia działanie większości antybiotyków, a ponadto osłabia cały organizm i dlatego wolniej wracamy do zdrowia.

7. Czy antybiotyki można przyjmować w trakcie jedzenia?

Antybiotyki mogą różnie reagować z pokarmami, z uwagi na substancje w nich zawarte. Część antybiotyków nie należy łączyć z pokarmem lub innymi lekami, ponieważ dochodzi do utrudnienia ich wchłaniania z przewodu pokarmowego. Wskazane jest zażywanie ich co najmniej godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku. Przykładami takich interakcji mogą być np.:
– tetracykliny, których wchłanianie hamowane jest w obecności pokarmów, mleka, wapnia, magnezu, glinu, preparatów alkalizujących, żelaza,
– fluorochinolony, których wchłanianie jest opóźnione przez pokarm, a hamowane przez magnez, glin, środki alkalizujące zawierające wapń, cynk i żelazo.

8. Antybiotyków nie należy popijać sokami, mlekiem lub jogurtem czy kefirem.

Zawarty w tych ostatnich produktach wapń może hamować działanie niektórych antybiotyków (np. tetracyklin). Także napoje zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola), źle wpływają na proces wchłaniania leków. Przyjmując je doustnie należy zawsze popijać leki wyłącznie wodą.

9. Dlaczego antybiotyk warto przyjmować zawsze o tej samej godzinie?

Skuteczność antybiotyku uzależniona jest od odpowiedniego stężenia w tkankach, które musi być utrzymywane przez określony czas, dlatego bardzo istotne jest przyjmowanie antybiotyków w regularnych, ściśle określonych odstępach czasu. Najlepiej o stałych porach.

Jeśli antybiotyk ma być podawany trzy bądź cztery razy dziennie (a więc odpowiednio co 8 lub sześć godzin), należy odpowiednio podzielić dobę, wliczając w to dzień i noc.

Istotne jest również, doprowadzenie kuracji do końca, bowiem przedwczesne odstawienie antybiotyku, po 2-3 dniach, gdy tylko nastąpi poprawa, sprzyja rozwojowi oporności bakterii na dany antybiotyk i nie eliminuje bakterii, które spowodowały zakażenie. Efektem tego może być brak skuteczności antybiotyku przy powtórnym zakażeniu, bądź szybki nawrót choroby.

10. Dlaczego zaleca się przyjmowanie osłonowo probiotyków wraz z antybiotykiem?

Antybiotyki niszczą fizjologiczną florę jelit umożliwiając rozwój bakterii chorobotwórczych i grzybów, dlatego, by temu zapobiegać, zaleca się przyjmowanie bakterii probiotycznych oraz pokarmów zawierających naturalne drobnoustroje probiotyczne – mówi dr Grzesiowski. – Wybierając probiotyk należy zwrócić uwagę na zawarte w nim szczepy bakteryjne, ilość bakterii w kapsułce oraz trwałość preparatu.

Spożywając preparaty probiotyczne tj. zawierające szczepy pałeczek kwasu mlekowego, ale także kefiry bądź jogurty zawierające takie szczepy, uzupełniamy naszą florę jelitową. Należy pamiętać, że gdy stosujemy je biorąc antybiotyk należy zachować kilkugodzinny odstęp między antybiotykiem a probiotykiem.

– Probiotyk należy zacząć brać na początku antybiotykoterapii i kontynuować do 3-4 tygodni po jej zakończeniu – mówi dr Grzesiowski.

Lekarz dodaje, że jeśli dziecko po podaniu przepisanego antybiotyku, zwymiotuje do 15 minut po podaniu leku, wtedy jest wskazanie do powtórzenia dawki. Jednak jeśli wymioty powtarzają się, należy zmienić antybiotyk – podkreśla dr Grzesiowski.

Kurier PAP


Mobbing a molestowanie seksualne – podobieństwa oraz różnice

Mobbing to zmora zakładów pracy w dwudziestym pierwszym stuleciu. Pocieszeniem okazuje się jednak fakt, że to nieszczęśliwe zjawisko tak licznie występujące w ostatnich czasach coraz bardziej się potępia i coraz dobitniej się z nim walczy. Mobbing przybiera formę fizyczną, psychiczną lub seksualną, a w tym ostatnim przypadku łączy się ponadto z innym haniebnym czynem, mianowicie molestowaniem seksualnym.

Pojęcie mobbingu

Mobbing to pojęcie wywodzące się z języka angielskiego od słowa mob. Mob oznacza tłum, natłok, bandę – rzecz jasna w jak najgorszym tego słowa znaczeniu. Prześladowanie pracownika w miejscu pracy przez pracodawcę lub współpracownika po raz pierwszy nazwał mobbingiem szwedzki naukowiec Peter Paul Heinemann. Od tej pory to negatywne zjawisko socjologiczne zyskało nazwę i zaczęto mu coraz baczniej się przyglądać, a co za tym idzie potępiać.

Klasyfikacja mobbingu

Mobbing zachodzi w pracy i zawsze dotyczy pracownika, nigdy pracodawcy. Pracownika mobbingować może jednak nie tylko pracodawca, ale również inny współpracownik. Mobbing występuje pod wieloma postaciami, jak chociażby upokarzania, czy zastraszania. W zachowaniach upokarzających wymienia się: zniesławienie, wyśmiewanie, nieuzasadniona krytyka oraz obraźliwe słowa, gesty i czyny. W zachowaniach zastraszających wymienia się z kolei: stosowanie przemocy fizycznej lub psychicznej, zagrażanie utratą pracy oraz zmuszanie do jakichś rzeczy. Mobbing dzieli się na fizyczny, psychiczny, a także seksualny. Rodzaje mobbingu nie muszą, ale mogą się wzajemnie przenikać, na przykład fizyczne molestowanie seksualne w pracy to mobbing fizyczny i seksualny, a psychiczne molestowanie seksualne w pracy to mobbing psychiczny i seksualny.

Molestowanie seksualne

Molestowanie seksualne stanowi fizyczne, psychiczne lub psychofizyczne zachowania o charakterze seksualnym, które naruszają godność jednostki i pozostają nieakceptowane przez społeczeństwo. Do przypadków molestowania seksualnego może dojść również w zakładzie pracy, co nakłada się wówczas ze zjawiskiem mobbingu. Nie liczy się wówczas ani płeć, ani orientacja seksualna, ani wszelkie inne czynniki osoby, która doświadcza molestowania seksualnego – traktuje się je zawsze tak samo bezwzględnie. Nie każdy rodzaj mobbingu stanowi molestowanie seksualne, ale każde molestowanie seksualne w pracy stanowi mobbing, w tym wypadku mobbing seksualny.

Prawo o mobbingu oraz molestowaniu seksualnym

Do mobbingu odnosi się artykuł 218 Kodeksu Karnego oraz artykuł 18 Kodeksu Pracy. Określają one, że kto narusza jakiekolwiek prawa pracownika podlega w zależności od wagi czynu karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do dwóch lat. O molestowaniu seksualnym Kodeks Karny ani Kodeks Naruszeń nie wspominają, aczkolwiek Kodeks Karny wykorzystuje wówczas artykuły 197, 198, 199, 202 i 203 traktujące o czynach zabronionych, a Kodeks Naruszeń artykuły 140, 141 i 142 traktujące o czynach godzących w obyczajność. Kodeks Pracy potępia molestowanie seksualne w artykule 18.

Artykuł powstał przy współpracy z Anczewska i Puńko Kancelaria Adwokacko – Radcowska


Dziś Blue Monday, najbardziej depresyjny dzień w roku

Blue Monday to określenie najbardziej depresyjnego dnia w roku, wprowadzone zostało przez brytyjskiego psychologa, pracownika Cardiff University Cliffa Arnalla.

Pseudonaukowy termin Blue Monday Arnall wprowadził w 2004 roku. Naukowiec wyznaczał datę najgorszego dnia roku za pomocą wzoru matematycznego uwzględniającego:

  • czynniki meteorologiczne (krótki dzień, niskie nasłonecznienie),
  • psychologiczne (świadomość niedotrzymania postanowień noworocznych) i
  • ekonomiczne (czas, który upłynął od Bożego Narodzenia powoduje, że kończą się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi).

W tym roku taki dzień przypada 15 stycznia.

Pseudonaukowa teoria

Termin Blue Monday uznawany jest za pseudonaukę. Jak odkrył Ben Goldacre, prowadzący w „The Guardian” rubrykę Bad Science, skupiającą się na opisywaniu i demaskowaniu pseudonaukowych odkryć i oszustw – przed prasową publikacją artykułu Arnalla, w którym ogłosił swoje rzekome odkrycie, agencja reklamowa Porter Novelli skontaktowała się z wieloma innymi wykładowcami uniwersyteckimi, oferując im wynagrodzenie w zamian za umieszczenie ich nazwisk w artykule dotyczącym Blue Monday.

The Guardian opublikował także oświadczenie Cardiff University, w którym uczelnia neguje związek Cliffa Arnalla z jakimkolwiek projektem naukowym i podkreśla, że Cliff Arnall jest byłym korepetytorem, który zakończył współpracę z uniwersytetem w lutym, a więc 10 miesięcy przed publikacją artykułu.

Dean Burnett, neurobiolog pracujący na wydziale psychologii Cardiff University, opisał algorytm określający Blue Monday, jako „farsę” zawierającą „bezsensowne pomiary”.

Blue Monday a marketing

Termin Blue Monday wykorzystała jako pierwsza w 2005 roku firma turystyczna Sky Travel. Przypuszcza się, że to właśnie na jej zlecenie firma PR stworzyła określenie „najbardziej depresyjny dzień w roku”.

Blue Monday miał być podobno pomysłem na rozruszanie martwego sezonu w turystyce. Wynika z tego, że do teorii Blue Monday warto podchodzić z przymrużeniem oka.

 

(df) thefad.pl