Adam Mazguła: W czarną środę idziemy po godność naszych kobiet

Adam Mazguła
W środę odbędzie się czarny protest - środowiska demokratyczne, a szczególnie kobiety ze Strajku Kobiet Marty Lempart i Inicjatywy Polskiej Barbary Nowackiej organizują protesty we wszystkich miastach w kraju. Do tych protestów dołącza się również Stowarzyszenie Tarcza
Każdy prawy mężczyzna pragnie być rycerski. Nawet jeśli o tym nie mówi, to jego postawę ocenia się przez historycznie ugruntowane ideały rycerskości.
Rycerskość polega nie tylko na mężnym ramieniu, prawości czynów i honorze w sercu. Nasza rycerskość – to przede wszystkim szacunek dla kobiet.
Chociaż ciągle myślimy o swoich kobietach, to wobec zła, które gotuje im PiS-owska władza i Kościół katolicki, one wszystkie są na straconej pozycji. Kolejna represja, kolejna buta władzy, kolejne kłamstwo i kolejna hipokryzja dopadła chore umysły ludzi, którzy chcą narzucić swoją wolę innym.
Kościół katolicki uważa, że ma prawo wymusić na wszystkich Polakach jego sposób pojmowania życia. Tymczasem każdy obywatel cywilizowanego świata ma jedną niezbywalną wolność od religii. Właściwie – to wolność wiary i wyznawanej religii. Dlaczego więc w Polsce nie szanuje się tego prawa i skazuje się wszystkich na narrację jednego Kościoła?
Dlatego, że od początku przejęcia władzy przez PiS głównym jego celem jest zabieranie wolności i praw obywatelskich.
„Władcy Polski” ostentacyjnie demonstrują swoją wiarę; choć krzyczą medialnie, że Polska musi wstać z kolan, to jest akurat odwrotnie. Zdjęcia rządu czy prezydenta na kolanach – to widok powszechny. Bezprawne przekazywanie środków finansowych dla Kościoła pod byle pretekstem, rozpoczynanie wszystkich uroczystości państwowych w kościele lub mszą polową, to następne dowody na podporządkowywanie władzy w Polsce hierarchom tej instytucji.
W środę odbędzie się czarny protest – środowiska demokratyczne, a szczególnie kobiety ze Strajku Kobiet Marty Lempart i Inicjatywy Polskiej Barbary Nowackiej organizują protesty we wszystkich miastach w kraju. Do tych protestów dołącza się również Stowarzyszenie Tarcza.
To nie jest tylko sprawa kobiet, to sprawa całego narodu.
Nie padamy na kolana przed księdzem czy biskupem.
Wstajemy z kolan i mówimy im: dość tego!
Chcecie narzucać swoją wolę, to narzucajcie swoim wyznawcom. Zostawcie w spokoju polskie prawo!
Odczepcie się od naszych kobiet!
Nie zostawiajmy kobiet samym sobie. Postępujmy rycersko. Idźmy z nimi do walki z ciemnotą, kłamstwem i zacofaniem. Idźmy po wolność nie tylko dla kobiet, ale i dla nas wszystkich. Nie składajmy parasolek i aktywnie walczmy z państwem wyznaniowym, „państwem Talibów” i dewotów religijnych.
Nie klękamy, wstajemy z kolan razem z naszymi kobietami i idziemy po własną godność!
Adam Mazguła
Unia Europejska musi reagować na autorytarną politykę Kaczyńskiego. Nie wolno jednak dopuścić do „Polexitu”
Unia Europejska powinna reagować na autorytarną politykę Jarosława Kaczyńskiego unikając jednak karania Polski, gdyż mogłoby to doprowadzić do fatalnego w skutkach „Polexitu” – uważa dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ).
Autor komentarza „Nie wolno dopuścić do Polexitu” opublikowanego w poniedziałek (15.01.2018) na pierwszej stronie konserwatywnej gazety, jej warszawski korespondent Konrad Schuller zaznacza na wstępie, że polscy narodowi konserwatyści pod kierownictwem Jarosława Kaczyńskiego wymienili co prawda ostatnio kilku ministrów, jednak polityczny kurs Polski „pozostał bez zmian”.
„Polska demontuje niezawisłość swoich sądów, odmawia zrealizowania decyzji UE o przyjęciu małej grupy uchodźców, a ponieważ Komisja Europejska skierowała sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, premier Morawiecki poddaje w wątpliwość, czy jego kraj uzna orzeczenie” – pisze autor zaznaczając, że wszystko to jest „nie do zaakceptowania”.
Fatalny dylemat UE
Jego zdaniem w tym roku Unia może stanąć przed „fatalnym dylematem: wyborem pomiędzy integralnością swoich wartości, a integralnością terytorialną”. Schuller podkreśla, że artykuł 2 unijnych traktatów jest jednoznaczny: „do wartości, na których opiera się Unia”, należą demokracja i praworządność. „Jeżeli UE godzi się z tym, że jakiś kraj nie respektuje tych fundamentalnych zasad, to rezygnuje z tego, co ją jednoczy” – ostrzega niemiecki dziennikarz.
Działania Unii zmierzające do powstrzymania Kaczyńskiego „jazdy pod prąd” mogą doprowadzić do utraty Polski. „Niebezpieczeństwo zerwania, którego nie da się naprawić, jest realne” – uważa Schuller.
Prezydent Francji Emmanuel Macron chce przezwyciężyć kryzys Europy poprzez wzmocnienie strefy euro – „bez nieliberalnych krajów Polski i Węgier oraz nękanych korupcją Bułgarii i Rumunii” – czytamy w FAZ.
Po zakończeniu rozmów sondażowych koalicji w Niemczech wydaje się, że Berlin może poprzeć to stanowisko.
Zmagania o przyszły budżet
Do zerwania (Polski z UE) może zdaniem Schuller dojść podczas zmagań o przyszłe ramy finansowe, które rozpoczynają się w tym roku. Jak zaznacza, rozważana jest możliwość zwiększenia unijnych środków na uchodźców i migracje. „Niektóre kraje zastanawiają się nad uzależnieniem ogromnych finansowych transferów z dawnej UE do biedniejszych krajów wschodnioeuropejskich od przestrzegania praworządności” – tłumaczy autor dodając, że na takiej zależności najbardziej ucierpiałaby Polska. „Gdyby Kaczyński w tej sytuacji zdecydował się na sięgnięcie po ostateczną broń, jaką jest weto, (dla Unii) nadszedłby dzień prawdy” – pisze Schuller.
W przypadku blokady, UE zostałaby bez budżetu, kraje członkowskie musiałyby ratować się uchwalając być może własne budżety w ramach eurolandu – przedstawia możliwy scenariusz Schuller i stawia tezę, że mogłoby wówczas dojść do wyjścia Polski z UE. Następstwa takiej sytuacji byłyby katastrofalne – uważa Schuller ostrzegając przed powstaniem „niestabilnej Międzyeuropy” pomiędzy UE a Rosją.
By zapobiec takiej sytuacji, UE musi wypracować politykę, która „odpowie na autorytarny kurs Kaczyńskiego, lecz nie zapoczątkuje dekompozycji na Wschodzie” – pisze Schuller. W tym celu należy jego zdaniem pomimo gniewu „pożegnać się z myślą o ukaraniu (Polski)”.
Europa dwóch prędkości
Francja, Niemcy i inne podobnie myślące kraje powinny natomiast szybko pogłębić współpracę, nie czekając na „zwlekających” ze wschodu. „Migracja, uchodźcy, granice, obrona: wszystko to nie może czekać na prezesa Kaczyńskiego” – wyjaśnia autor.
„Nowe otwarcie” w mniejszym gronie będzie dużo kosztować i zmniejszy strumień pieniędzy, z których Polska i Węgry w minionej dekadzie finansowały swój rozwój” – czytamy w „FAZ”. Spowoduje to osłabienie europejskiej integracji na Wschodzie, jednak dopóki z UE będą płynęły jakieś środki finansowe na kosztowne programy socjalne Kaczyńskiego, dopóty Polska będzie się bała doprowadzić do „totalnego zerwania” z Unią – czytamy w „FAZ”.
„Rdzeń Europy będzie mógł przyspieszyć, a Polska i być może także inne kraje będą powoli pozostawały w tyle. Trzeba się z tym pogodzić. Chodzi tylko o to, by mogły doszlusować (do reszty) wtedy, gdyby jednak pewnego dnia ich mieszkańcy mieli Kaczyńskich i Orbanów dosyć” – konkluduje Konrad Schuller na łamach „FAZ”.
Chcesz kupić auto z zagranicy, niezarejestrowane w Polsce? Sprawdź jego historię on-line
Chcesz kupić auto z zagranicy, które nie jest zarejestrowane w Polsce? Zanim się zdecydujesz, sprawdź jego historię. Od dziś, dzięki rozszerzonej usłudze Ministerstwa Cyfryzacji – Historia Pojazdu, możesz to zrobić bez wychodzenia z domu.
Na portalu historiapojazdu.gov.pl od niemal miesiąca nabywcy i właściciele samochodów importowanych z rynku wtórnego wybranych krajów europejskich oraz USA i Kanady mogą sprawdzić ich przeszłość.
Pamiętaj o eGO
Do tej pory jednak w systemie widoczne były pojazdy sprowadzone z zagranicy i już zarejestrowane w Polsce. Od dzisiaj usługa zostaje rozszerzona o zagraniczne auta, które jeszcze nie znalazły się w Centralnej Ewidencji Pojazdów, a np. już są oferowane do sprzedaży.
Usługa jest bezpłatna. Aby z niej skorzystać musisz zalogować się za pomocą profilu zaufanego (eGO). Chodzi o to, by zabezpieczyć zewnętrzny system przed hurtowym pozyskiwaniem z niego danych, a jednocześnie zapewnić dostęp indywidualnym kupującym. Przygotuj też numer rejestracyjny oraz VIN interesującego Cię auta, a także datę pierwszej rejestracji.
Nie kupuj złomu
Możliwość sprawdzenia pojazdu sprowadzonego z zagranicy to kolejne udogodnienie dla obywateli w ramach Programu CEPiK 2.0. Jeśli wybrany przez nas samochód jest w bazie zagranicznej, to w zakładce „Dane zagraniczne” zobaczymy informacje w siedmiu kategoriach:
- Kradzież,
- Złomowanie,
- Powypadkowy,
- Uszkodzony,
- „Przekręcony” licznik,
- Niedopuszczony do ruchu,
- Służył jako taxi.
W przypadku potwierdzenia danej kategorii, w systemie pojawi się alert zaznaczony czerwonym wykrzyknikiem. Jeśli pojazdu nie ma w bazie zagranicznej, system również nas o tym poinformuje – na ekranie wyświetli się stosowna informacja tekstowa.
Zaufaj historii
Obecnie historia pojazdu umożliwia sprawdzenie aut pochodzących z wybranych krajów europejskich (m.in. z Francji, Belgii, Holandii, Włoch, Szwecji) a także z USA i Kanady.
Serwis historiapojazdu.gov.pl wystartował w czerwcu 2014 r. i od momentu uruchomienia cieszy się ogromną popularnością wśród potencjalnych nabywców używanych aut, którzy weryfikują ich przeszłość.
Źródło: kurier PAP
Manuela Gretkowska: Wsadźcie sobie w dupe wasz kompromis. Zostaje nam Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy dla kobiet

Manuela Gretkowska
Prawa kobiet pogrzebano w 1993, razem z zakazem aborcji (wsadźcie sobie w dupe wasz kompromis, nawet stosunki analne mogą się skończyć niechcianą ciążą)
SŁOWO NA NIE/DZIELĘ: HODOWLA POLEK
Nie wystarczy pójść na manifestację przeciw prawu antyaborcyjnemu. Żeby załatwić wszystkie nasze sprawy musiałybyśmy chodzić codziennie pod sejm. Skuteczniej będzie do niego wejść na stałe, nie kilkuosobową reprezentacją, ale silną partią. Nikt inny oprócz nas nam nie pomoże. Nie wierzcie żadnym obietnicom polityków, wierzcie tylko sobie.
Nieważne czy Matka Polka przeżyje, czy ma ochotę być matką. Wszechwładza nad kobietami dla Wszechpolaków. Podobnie jest w pierwotnych wspólnotach, gdzie kobiety i dzieci są odsuwane na bok, a decyzje podejmuje rada plemienna obradująca pośrodku wioski, u nas w samym środku Europy. Nie powinno to dziwić, tak samo jest od kilkunastu lat, obojętnie czy rządzi lewica czy prawica.
Jesteśmy najbardziej przedsiębiorcze w Europie, a zarazem najbardziej upokarzane. Możemy wszystko i nie mamy nic oprócz wewnętrznego sprzeciwu. Zróbmy chociaż tyle – zorganizujmy się. Zawalczmy o siebie, bo Polska to nie oni, POLSKA JEST KOBIETĄ !!!
1. Powyżej, to fragmenty manifestu.
Napisałam go w 2006 roku i powstała po nim Partia Kobiet.
Nie chodziłam do szkoły prorockiej, tylko do zwykłej na Bałutach. Ale widząc co się dzieje w 2006 nie miałam złudzeń, że politycy w polskim sejmie nigdy nie pomogą kobietom, ani wtedy ani w 2018, czy 2100. Nie pomogą, póki nie zrozumieją, że macica należy do demokracji, a nie Kościoła.
Prawa kobiet pogrzebano w 1993, razem z zakazem aborcji (wsadźcie sobie w dupe wasz kompromis, nawet stosunki analne mogą się skończyć niechcianą ciążą).
Nie da się zakłamywać rzeczywistości gnijącymi kompromisami. Wcześniej czy później wybuchną demolując politykę, rozwalając partie.
Najzabawniejsze, po sejmowej klęsce głosowania nad „Ratujmy kobiety”, wydaje się samozawieszenie trójki posłów z Nowoczesnej. Ich gest przypomina samowyciąganie się z bagna za własne włosy barona Munchhausena. Baron był największym łgarzem, jak i nasi politycy.
2. To, że opozycja nie podąża za rozumem, jest normą.
Upadek następuje, gdy nie nadąża za sondażami. Pokazywały rosnące poparcie dla praw kobiet.
3. Posłowie PO i Nowoczesnej nie znają sondaży ani poglądów ludzi z własnej partii.
Nic dziwnego, że głosowanie 10 stycznia to katastrofa. W naszym anachronicznym państwie podziały polityczne są meandrami. Mając liberalne poglądy na gospodarkę, ktoś jednocześnie jest ciołem obyczajowym, ale ateistą.
Takich kombinacji i partii można by u nas stworzyć ze 20. Wtedy nie byłoby nieporozumień podczas głosowania i klauzuli sumienia.
Najwięcej głosów zebrałaby Partia Leków, bo to kraj hipochondryków, nie kobiet. Dlatego Polsce, ale światu przydałby się żeński Soros. Miliarderka pompująca kasę w nowoczesność i wolność kobiet. Albo prośmy o wsparcie Melindę Gates zajmująca się na razie antykoncepcją dla trzeciego świata, Polska mentalnie do niego dąży preferując kalendarzyk małżeński. Taki kalendarz ma dni, ale zamiast roku 2108 ma na okładce wypisane: Średniowiecze.
4. W 2018 – obchody stulecia Niepodległości podwójnej, tej od Piłsudskiego i Kaczyńskiego.
Co więc rząd stulecia wymyśli nowego?
Losy ustawy antyaborcyjnej są raczej do przewidzenia, pisałam o tym kilka tyg. wcześniej. Tym bardziej, że ministrem zdrowia został facet przysięgający na szariat. Udowodni nam, że pigułkę dzień po, należy zakazać, nawet na recepty dla dobra nadużywających jej kobiet. Za to viagra na życzenie, ponieważ mężczyźni z jej zapasów, robią sobie przed stosunkiem różańce, modląc się o poczęcie.
Dożyjemy czasów, gdy w tym fanatyzmie rozrodczym kościoła toruńskiego, kołtuńskiego Prostata zostanie uznana za świętą i zakaże się jej usuwania. Serdecznie tego klerowi życzę, zwłaszcza podstarzałemu.
5. Polityka przypomina produkcję filmu.
Ludzie na to pójdą albo nie. Schetyna nie jest w stanie nawet napisać dobrego scenariusza. Mówi, że PIS głosując za „Ratujmy kobiety” chciał rozbić opozycję. A co innego politycy mają robić jak nie politykować? Kaczyński o scenariusz się nie martwi, on już od dawna kręci. Zmienia obsadę kolejnych odcinków tworząc nowe rządy. Jemu należy się nie tylko „Korona królów” ale władcy totalnego. Przecież głosując za „Ratujmy kobiety” zajął miejsce totalnej opozycji.
6. Nowy rząd nie obalił Macierewicza.
Według sondaży, obłąkany minister był na dnie zaufania społecznego, podobnie jak jego szef. I podobnie jak Ziobro był w konflikcie z Dudą.
Macierewicz ma za sobą Rydzyka i haki na innych. Jest idealnym kandydatem na pusty tron Kaczyńskiego. I to jest być może cena za jaką ustąpił.
Prezes myśli długofalowo. Nie twierdzę, że na poziomie wytrawnego szachisty. To raczej wymagająca tylko zręczności gra w bierki. Tak odrzucić, wybrać żeby nie naruszyć układu, żeby konstrukcja PiS-u się nie rozsypała.
7. Czy ktoś zauważył cud feministyczny?
Po raz pierwszy na świecie zrównano zarobki mężczyzn i kobiet, wyrównano ich ekonomiczną siłę. Dokonała tego oczywiście kobieta, islandzka premier. Na pewno było to w jakichś wiadomościach, ale zakryte celebrycką kiecką, Lewandowskim kopiącym piłkę albo Zamachowskim patrzącym na alimenty jak „Biedni Polacy na getto” (z wiersza Miłosza.)
8. Nie sądzę żeby stworzenie partii kobiet w tej sytuacji było możliwe,
co nie znaczy, że nie ma sensu. Ma, ale jest to trudne bez pieniędzy. Brak nam polskiej Soros, czy Melindy Gates. Żadna polska milionerka, ani zamożna biznesmenka (menka, nie bizneswomen) nie dorzuci grosza. Tak było za czasów Partii Kobiet, a teraz porobiło się jeszcze gorzej na linii polityka – biznes.
9. Jest „Razem”, jest Basia Nowacka,
w której Timmermans widzi polityczkę na poziomie europejskim, zdolną stawienia tamy zalewowi czarnego szlamu w Polsce. Kilka miesięcy temu w Brukseli zaprosił ją do stołu europejsko parlamentarnej śmietanki. Ręczę i słyszę, że to prawda, siedziałam stolik obok podsłuchując.
Jeśli nie partia, zawsze zostaje nam orkiestra. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy dla kobiet. To w Polsce skutkuje. Zrywy i solidarność raz do roku. Tylko trzeba się wzajemnie zgrać i nie fałszować, że jedna jest za wolnością, a druga za kompromisem. Na kompromisy za późno. Chcą znowu nas zamknąć. Dla nich życie Polek, to hodowla kobiet w otwartych klatkach (znacie akcję „Otwarte klatki” dla zwierząt hodowlanych). Kompromis je uchyla, ale lepiej zamknąć. A nam chodzi o wolność.
Jurek Owsiak: I ruszyliśmy! Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy!

Jurek Owsiak
Dziękuję za wsparcie - Sie ma
Jurek i Fundacja!
I ruszyliśmy!
Ogromna moc w studio, a w moim telefonie już przepiękne SMSy z Berlina i Nowego Jorku! Wszędzie emocje i fantastyczne nastawienie wszystkich ludzi! Trzymajcie kciuki, wspierajcie nas mocno i dbajcie o to, żeby cały ten dzień był pięknym świętem naszej polskiej solidarności.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra dziś po raz 26. Po raz pierwszy zagrała w 1993 roku. Od tamtej pory dzięki środkom zebranym przez Fundację WOŚP wyposażono w najnowocześniejszy sprzęt medyczny setki szpitali w całej Polsce. W tym roku gra dla najmłodszych – „dla wyrównania szans w leczeniu noworodków”.
W zbieraniu pieniędzy uczestniczy ponad 1700 sztabów w całej Polsce i 73 sztaby na świecie. Na ulice z puszkami wyjdzie 120 tysięcy wolontariuszy.
(df) thefad.pl
Dariusz Stokwiszewski: Konsekwentny i uczciwy sędzia protestuje – chapeau bas!

Dariusz Stokwiszewski
Biorąc pod uwagę aktualną sytuację w Polsce, patriotyczna postawa sędziego Igora Tulei wydaje się tą, z kategorii heroicznych, czemu w swej wielkiej skromności sam sędzia zaprzecza.
Do warszawskiej Prokuratury Okręgowej wpłynęło dzisiaj zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa polegającego na składaniu fałszywych zeznań przez wskazanych w piśmie posłów na Sejm RP.
Zawiadomienie złożył sędzia warszawskiego SO Igor Tuleya. Sprawa dotyczy śledztwa odnoszącego się do obrad Sejmu RP, z 16 grudnia 2017 roku, kiedy to, przyjęto ustawę budżetową na 2018 r.
Pod koniec ubiegłego roku SO uchylił decyzję tej prokuratury o umorzeniu śledztwa w przedmiotowej sprawie, Według rozpatrującego sprawę, prokuratura w uzasadnieniu nie wyjaśniła sądowi, co było powodem, tego kto podjął decyzję o przeniesieniu obrad do Sali Kolumnowej Sejmu oraz kiedy decyzję tę podjęto. Dla sprawy ma to kluczowe znaczenie według prowadzącego tę sprawę sędziego, którym był właśnie Igor Tuley’a. Sędzia stwierdził w grudniu, że istnieją poważne sprzeczności w zeznaniach posłów PiS, które muszą być wyjaśnione!
Jako przykład można tu podać wyjaśnienia Krystyny Pawłowicz, która w prokuraturze przyznała, że plan głosowania w Sali Kolumnowej, był gotowy już od rana. Kolejnym, przykładem, potwierdzającym podejrzenie przestępstwa, polegającego na „ustawieniu” wszystkich tych działań są też zeznania, wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego. Ten z kolei potwierdził celowe blokowanie sali obrad, rzędami krzeseł, po to, aby na nią nie wpuścić posłów parlamentarnej opozycji i (co też prawdopodobnie zaszło) przegłosować bez quorum, przygotowaną przez PiS i jego koalicjantów, ustawę budżetową. Na dodatek, do liczenia głosów wyznaczeni zostali nieobecni posłowie spoza PiS, a na sali obrad znajdowali się działacze tej partii, niebędący jej posłami. Skandal!
Bezpośrednią „iskrą na prochy” było bezpodstawne wykluczenie z obrad posła Michała Szczerby z klubu parlamentarnego PO.
Biorąc pod uwagę aktualną sytuację w Polsce, np. w zakresie łamania zasad Konstytucji, niszczenia niezależności i niezawisłości sądów powszechnych, ale też Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, policji, wojska oraz większości, niezależnych w każdym państwie demokratycznym instytucji, patriotyczna postawa sędziego Igora Tulei wydaje się być tą, z kategorii heroicznych, czemu w swej wielkiej skromności sam sędzia zaprzecza.
Proszę wszystkich sędziów, wraz ze wszystkimi polskimi oraz europejskimi autorytetami prawniczymi, aby nie uczestniczyli w hucpie oraz „psuciu” państwa. Proszę o to, co było treścią jednej z moich poprzednich publikacji – o zachowania etyczne, bo tylko to może uratować Polskę i utrzymać jej, tak nadszarpniętą dziś, pozycję międzynarodową.
Dariusz Stokwiszewski
Co Bułgaria kierująca teraz Radą UE zrobi z Polską w sprawie artykułu siódmego?
Bułgaria, kierująca teraz Radą UE, zamierza 27 lutego przeprowadzić pierwszą debatę o praworządności w Polsce. Ma nadzieję, że Warszawa ustąpi i to zatrzyma postępowanie.
Uroczysta inauguracja półrocznej prezydencji Bułgarii w Radzie UE odbyła się w czwartek (11.01.2018), a już nazajutrz Komisja Europejska obradowała w Sofii wspólnie z rządem Bojka Borisowa.
Na Bułgarów spada w tych miesiącach niechciane przez nich zadanie kierowania postępowaniem w ramach dyscyplinującego artykułu 7. Traktatu o UE, po który Komisja Europejska sięgnęła wobec Polski w grudniu ub.r. złożyła do Rady UE (ministrowie krajów Unii) wniosek o stwierdzenie „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”. Do jego przyjęcia trzeba co najmniej 22 z 28 krajów UE i uprzedniej zgody Parlamentu Europejskiego udzielonej 2/3 głosów.
– Gdybyśmy byli zmuszeni do głosownia, to czekałyby nas bezsenne noce wypełnione myślami, jak głosować. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – powiedział premier Borisow w czwartek w Sofii na spotkaniu z dziennikarzami.
Strach przed „niebezpiecznym precedensem”
Komisja Europejska dała Polsce trzy miesiące na dostosowanie się do zaleceń naprawczych w sprawie Trybunału Konstytucyjnego oraz sądownictwa. Gdyby tak się stało, wycofałaby swój wniosek w ramach artykułu 7.
Bułgaria nie ma ochoty na przeprowadzanie głosowania co do Polski, bo postawiłoby i Sofię, i wielu innych młodszych członków UE wobec bardzo niewygodnego dla nich konfliktu między regionalną solidarnością z Polską, a naciskami Brukseli oraz wymogami obrony wspólnych wartości UE.
Borisow mówił o „niebezpiecznym precedensie”. Bułgarska dyplomacja – jak wynika z naszych rozmów w Brukseli – szczerze liczy, że rząd premiera Mateusza Morawieckiego zacznie choćby częściowo ustępować w sporze o praworządność. W rezultacie głosowanie Rady UE w ramach art. 7. stałoby się niepotrzebne.
– Mam nadzieję, że moi polscy koledzy nie umieszczą artykułu 7. na agendzie [Rady UE] – powiedział Borisow. Premier Bułgarii zapewniał o swych nadziejach na kompromis, czyli na „znalezienie przez Polskę rozwiązania w politycznym impasie z Brukselą”.
Natomiast bułgarska minister ds. europejskich Liliana Pawłowa potwierdziła, że pierwsza dyskusja o Polsce w ramach art. 7. odbędzie się w najbliższym możliwym terminie, czyli 27 lutego na posiedzeniu Rady UE ds. Ogólnych. Pawłowa uprzedza, że całe postępowanie prowadzące do głosowania w sprawie „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia praworządności” może przeciągnąć się poza bułgarski semestr w Radzie UE, czyli do drugiego półrocza 2018 r. (pod rządami prezydencji austriackiej). Bułgarom zapewne byłoby to politycznie na rękę.
– Jednak sama deklaracja, że głosowanie może odbyć się dopiero w drugim półroczu jeszcze nie oznacza chęci sztucznego odwlekania. Nigdy wcześniej nie uruchomiono art. 7., ale już wiemy, że to postępowanie może zająć dobre kilka miesięcy – przekonuje nasz rozmówca w Radzie UE.
Wielomiesięczne grillowanie Polski w Radzie UE?
Obecnie w Radzie UE – według naszych informacji – jest rozważany wariant (decyzja jeszcze nie zapadła), w którym ministrowie najpierw przyjmują rekomendacje naprawcze dla Polski (także większością 22 krajów po zgodzie europarlamentu), następnie monitorują i oceniają ich wykonanie, a dopiero potem ewentualnie przechodzą do głosowania nad deklaracją o „ryzyku naruszenia praworządności”. Jeśli taki harmonogram nałożyć na kalendarz dla posiedzeń Rady UE ds. Ogólnych i Parlamentu Europejskiego, to w zasadzie z ogromnym trudem mieści się w tym półroczu.
– Warszawa narzekała na wielomiesięczne „grillowanie” przez Fransa Timmermansa w Komisji Europejskiej. Ale niewykluczone, że to był tylko wstęp do długiego grillowania w Radzie UE – mówi nam jeden z unijnych dyplomatów.
Polsce nie grożą sankcje nakładane w ramach kolejnego – wymagającego jednomyślności – etapu artykułu 7. m.in. dlatego, że swe weto obiecuje Budapeszt. Jednak niektórzy unijni eksperci od miesięcy przestrzegają, że niepodporządkowanie się zaleceniom Rady UE już na obecnym etapie postępowania z art. 7. może posłużyć za przesłankę do zawieszania wypłat unijnych funduszy w przyszłym unijnym budżecie na lata 2021-27.
Boją stać się „sierotami po Merkel”
Bułgaria chciałaby, aby głównym wkładem jej prezydencji w przyszłość UE stało się ożywienie przygotowań od rozszerzenia Unii na Bałkanach Zachodnich.
– Na początku szefowania Komisji Europejskiej w 2014 r. powiedziałem, że za mojej kadencji rozszerzenie nie będzie możliwe. Ale kolejna Komisja z kadencji 2019-24 musi wziąć za cel nacisk na kraje Unii oraz na opinię publiczną, by promować rozszerzenie. Na Bałkanach nie możemy ryzykować powtórki z początku lat 90. – powiedział w piątek Jean-Claude Juncker, nawiązując do wojen na Bałkanach. Tłumaczył, że Unia jest najlepszym gwarantem pokoju w tym regionie.
Zarówno w Bułgarii, jak i w Komisji Europejskiej powtarzane są apele o „przygotowanie nowej fali rozszerzenia” do 2025 r. W jej ramach do Unii miałaby zostać przyjęta Serbia i Czarnogóra. To cel nadzwyczaj ambitny, zważywszy m.in. na „zmęczenie rozszerzeniowe” na Zachodzie, wskutek którego Bułgaria i Rumunia jeszcze nie zostały przyjęte do strefy Schengen.
Bałkany wciąż mogą liczyć w Unii na baczną uwagę (i wsparcie) ze strony Niemiec, ale w regionie nie ma pewności, jak długo przetrwa to niemieckie zainteresowanie.
– Rządzący Bułgarią, Serbią, Albanią mogą stać się istnymi „sierotami po Merkel”, gdy w Berlinie władzę obejmie kolejne pokolenie, mniej zainteresowanie wzmacnianiem i rozszerzaniem Unii na Bałkanach – tłumaczył nam niedawno bułgarski politolog Iwan Krastew.
Głupota, czy ułańska fantazja? Niemiecka policja zatrzymała transport wojskowy z Polski
Polska spedycja podjęła się zadania przetransportowania sześciu amerykańskich haubic pancernych z Polski do Niemiec. Przepisy były dla niej sprawą drugorzędną.
Patrol saksońskiej policji drogowej na autostradzie A4 koło Budziszyna zatrzymał konwój ciężarówek transportujących z Polski do Niemiec amerykański sprzęt wojskowy. Polska spedycja na zlecenie amerykańskiej armii miała przetransportować sześć haubic pancernych typu M109 – są to samobieżne opancerzone działa artyleryjskie.
Jak się okazało przy dokładniejszej kontroli, ciężarówki użyte przez polską firmę były niedostosowane do transportu sprzętu o takiej wadze i gabarytach. Poza tym konwój nie miał wymaganych dokumentów do transportu i specjalnych zezwoleń. Każdy z ciągników był przeładowany, niekiedy nawet o 16 ton. Konwojowi nie towarzyszyły też żadne pojazdy pilotujące. Ponadto niektórzy z kierowców przekroczyli wymagane normy czasu prowadzenia pojazdu i odpoczynku.
Niemiecka policja zabroniła dalszej jazdy konwoju do czasu podstawienia odpowiednich pojazdów transportowych oraz przedłożenia wymaganych zezwoleń. Polska firma transportowa i jej kierowcy muszą liczyć się karami pieniężnymi za naruszenie przepisów ruchu drogowego.
Dariusz Stokwiszewski: Nowa dynamika sprawi, że prawda wyjdzie jak szydło z worka!

Dariusz Stokwiszewski
Piotr Bączek to jeden ze współtwórców Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale także bliskich współpracowników Antoniego Macierewicza. Dodać tu należy, iż ma on swoją chlubną kartę w historii parlamentarnej podkomisji – już kiedyś był także jej doradcą.
Z portalu niezależna.pl dowiadujemy się, iż Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Piotr Bączek zrezygnował ze swojej funkcji. Jak podaje red. Piotr Nisztor, Bączek ma teraz doradzać szefowi MON (dotąd stał na czele MSWiA) – Mariuszowi Błaszczakowi.
Z wypowiedzi Piotra Bączka wynika, że jego krok spowodował „imperatyw wyższy”, który to sprawił, ni mniej, ni więcej, że były szef SKW w poczuciu odpowiedzialności za państwo, przyjął zaproponowaną mu przez ministra Mariusza Błaszczaka, funkcję jego doradcy. Należy docenić patriotyzm ludzi obozu władzy, pełnego bezinteresownych patriotów, którzy kosztem możliwych do zrobienia karier, „poświęcają” je dla rzeczy czy działań, z góry skazanych na porażkę. Tak to widzę i nie dopuszczam do siebie tej, nieodpowiedzialnej retoryki niektórych złośliwców; według nie wynika, że pan Bączek miałby „patrzeć na ręce” Macierewiczowi i informować o tym Pałac Nowogrodzki.
Z oświadczenia pana Bączka wynika, że w najbliższym czasie będzie współpracować ze słynną już powszechnie, ze swej „skuteczności” podkomisją ds. katastrofy smoleńskiej, której szefem kilka dni temu został, co najmniej równie słynny — Antoni Macierewicz.
Piotr Bączek to jeden ze współtwórców Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale także bliskich współpracowników Antoniego Macierewicza. Dodać tu należy, iż ma on swoją chlubną kartę w historii parlamentarnej podkomisji – już kiedyś był także jej doradcą.
Zastanawia tylko, czy nie toczy się tu swoista „podwójna gra”, w której pionkami mają być inne, ważne w państwie osoby. Do niedawna jeszcze SKW grała niejako przeciwko Prezydentowi, ograniczając, jego ważnemu doradcy, dostęp do materiałów wrażliwych, niezbędnych do nadzoru nad tym, co działo i dzieje się w armii.
A może ta zmiana jest właśnie po to, aby nowy szef SKW, którym ma być (podaję za Piotrem Nisztorem) niejaki Maciej Materka, mógł już bez obciachu przyznać na powrót gen. J. Kraszewskiemu odebrane mu (w dziwnych okolicznościach, ale też z niejasnych powodów) przywileje, których przecież nie posiadał nawet sam minister Macierewicz?! Nie podejrzewam, że minister zrobił to z tak typowi, polskiej, zaściankowej zawiści, no bo kto, jak kto, ale osoba związana tak blisko z toruńskim oligarchą medialnym kieruje się w swoim działaniu zapewne jedynie miłością.
Jednym słowem podkomisja zyskuje coraz bardziej merytorycznych członków i zacznie jakąś galopadę w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy lotniczej Tu – 154. Osobiście, jeśli mogę, doradzałbym także „zagospodarowanie” kolejnego już: „fachowca od przyrody”, którym mógłby zostać niejaki Jan Szyszko. Człowiek niedoceniony, którego niedawno, pomimo rozkazów płynących z Torunia, „spuszczono” z urzędu.
Tenże, były już (na szczęście dla przyrody, państwa i nauki) minister mógłby objąć jeden z ważnych, czy nawet najważniejszych obszarów badania wypadku — mechanikę łamania się brzóz oraz możliwy wpływ na ten proces, szkodników (różne robactwo, na czele z kornikiem drukarzem).
Nie ulega chyba żadnej wątpliwości to, że czas nagli i należy zintensyfikować działania podkomisji smoleńskiej. Do jakiejś konkluzji trzeba wreszcie dojść, ponieważ nawet zwolennicy teorii „zamachu” zaczynają się już bardzo niecierpliwić. Ba, przecież sam prezes od lat powtarza, że prawda jest blisko, coraz bliżej, a efektów żadnych.
Dygresja: W komunizmie prześmiewcy bolszewickiej dyktatury mówili w kabaretach:
Towarzysze jeszcze niedawno było źle, bardzo źle. Jednak partia dokonuje cudów, aby uzdrowić naszą ukochaną Ojczyznę. Mogę śmiało i odpowiedzialnie stwierdzić, że od wczoraj, kiedy staliśmy nad brzegiem przepaści, zrobiliśmy duży krok do przodu!
Wracając do meritum, powiem, że sceptyk ze mnie, bo nie wierzę w to, aby jakieś realne dowody pojawiły się do 10 kwietnia. Myślę sobie jednak tak: a po co komuś, do diaska, jakieś dowody!? Ludzie, czy sama wiara w nieomylność wodzów nie wystarczy?!
Dariusz Stokwiszewski
Magdalena Środa: Gadanie o „sumieniu” jest więcej niż obrzydliwe. Opozycja, jeśli jest „totalna” to w swojej niemocy

Magdalena Środa
Gadanie o sumieniu jest więcej niż obrzydliwe, bo nie o sumienie tu szło lecz o znajomość ustawy, rozumienie znaczenia obywatelskiego projektu i dobrze pojęty interes własnej partii
Niezależnie jak będziemy interpretować ostatnie wydarzenia w sejmie (związane z odrzuceniem obywatelskiego projektu przez posłów opozycji) jedne jest pewne: te partie straciły mnóstwo potencjalnych lub aktualnych wyborców/wyborczyń.
Trudno mi sobie wyobrazić kogoś rozsądnego kto by zagłosował na partię, której członkowie z powodu tchórzostwa, obojętności, przekonań czy (to najbardziej prawdopodobne) – z polecenia lokalnego proboszcza, odrzucili obywatelski projekt zgłoszony przez „Ratujmy kobiety”.
Gadanie o „sumieniu” jest więcej niż obrzydliwe, bo nie o sumienie tu szło lecz o znajomość ustawy, rozumienie znaczenia „obywatelskiego projektu” i dobrze pojęty interes własnej partii (o kobietach nie wspomnę, bo tchórzy lub ludzi którzy słuchają się proboszczów prawa kobiet w ogóle nie interesują).
Nie ma co dłużej krytykować opozycji, jeśli jest „totalna” to w swojej niemocy, braku pomysłów i wyobraźni. Pora zakładać nowe partie i postawić krzyżyk na starych.
Adieu!
Magdalena Środa
Ponad 400 tys. osób poparło ustawę #RatujmyKobiety przywracającą kobietom godność i bezpieczeństwo. Za każdy podpis serdecznie dziękujemy! pic.twitter.com/q6VdxEWkeb
— Ratujmy_Kobiety (@RatujmyKobiety) October 24, 2017








