Pomoc prawna
Pomoc prawna jest potrzebna zarówno klientom indywidualnym jak i przedsiębiorcom. Warto znaleźć sobie kancelarię, która będzie kompleksowo obsługiwać nasze sprawy.
Po co prawnik?
Na co dzień prawnik nie jest osobą, o której się myśli. Pomocy zaczynamy szukać raczej dopiero wtedy gdy pojawiają się problemy, z których nie umiemy wybrnąć. Niestety, do profesjonalisty udajemy się kiedy już sytuacja staje się bardzo skomplikowana.
Jeśli jednak zdecydowalibyśmy skorzystać z porady prawnej wcześniej, problemy mogłyby się wcale nie namnożyć, a co za tym idzie – koszta, jakie w związku z nimi musielibyśmy ponieść byłyby zdecydowanie mniejsze. Dotyczy to zarówno osób indywidualnych, małych i średnich przedsiębiorstw jak i dużych korporacji. Na przykład w nadchodzącym roku w życie wchodzą poważne zmiany dotyczące prawa pracy – będąc przedsiębiorcą zatrudniającym pracowników, warto wiedzieć na czym te zmiany będą polegały. Dotyczą one urlopów, a więc bardzo istotne aspektu, zarówno z punktu widzenia pracownika, jak funkcjonowania firmy.
Zmiany w prawie pracy będą istotne między innymi w momencie podpisywania umów z nowymi osobami – dobrze, żeby na ich wzór zerknął prawnik i ocenił je pod kątem zgodności z wprowadzanymi przepisami.
Prawnik w firmie
Wiele firm tworzy u siebie wewnętrzne działy prawne. Jeśli natomiast przedsiębiorcy decydują się na zewnętrzną obsługę prawną wszystkie kwestie zazwyczaj powierzają jednej kancelarii. Jest to dobre rozwiązanie, ponieważ daje prawnikom możliwość przeprowadzenia dokładnej analizy sytuacji w firmie i zaproponowania rozwiązań, które długofalowo pozwolą sobie radzić z zaistniałymi problemami.
Czasem potrzebny jest na przykład audyt prawny, który pozwoli ocenić zgodność z prawem działań podejmowanych w firmie. Do tego przyda się właśnie pomoc wykwalifikowanego zespołu prawników. Warto też ich doświadczeniu powierzyć umowy z pracownikami i kontrahentami, regulaminy, sprawy podatkowe i kwestie związane z prawami autorskimi do twórczości, która powstaje w ramach stosunku pracy.
Prowadząc przedsiębiorstwo znacznie lepiej jest załatwić pewne sprawy na bieżąco, niż później musieć przejmować się ewentualnym procesem sądowym.
Gdzie znaleźć dobrego prawnika
Obecnie oferta na rynku prawniczym jest szeroka, szczególnie w dużych miastach, na przykład w Poznaniu.
Warto sprawdzić w Internecie i zapoznać się z ofertami kancelarii. Istotna w tej branży jest renoma – jeśli powierzamy komuś tak istotne sprawy, dobrze jest znaleźć osobę, która cieszy się świetną opinią.
Warto przyjrzeć się zespołowi kancelarii Grzybowski Guzek Jackowski w Poznaniu. To kancelaria, która od niemal 30 lat zdobywa zaufanie klientów na rynku prawniczym. Kompetencje i doświadczenie zespołu łączą się z multidyscyplinarnością prawników.
Jeśli mamy wątpliwości, dostaliśmy niepokojące pismo, nasza sytuacja zawodowa jest niepewna – dobrze jest umówić się na spotkanie z adwokatem, który doradzi nam co zrobić i jak poradzić sobie z zaistniałym problemem.
Jeśli zdarzy się tak, że będziemy mieli przed sobą proces sądowy, możemy umocować prawnika do zastępstwa w tej sprawie. Najgorszym bowiem rozwiązaniem jest samodzielne reprezentowanie się przed sądem lub organami. Kiedy emocje biorą górę, łatwo stracić umiejętność chłodnego patrzenia na sprawę, która w przypadku problemów prawnych jest nieodzowna.
Artykuł powstał we współpracy: Kancelaria adwokacka Grzybkowski Guzek Jackowski
Zmiany w Kodeksie pracy. Dla firm mogą oznaczać wzrost kosztów zatrudnienia, dla pracowników – dłuższe urlopy i likwidację śmieciówek
Wyrównanie urlopów do 26 dni dla wszystkich pracowników niezależnie od stażu oraz likwidacja umów cywilnoprawnych, które zastąpi całkiem nowa forma zatrudnienia – to najważniejsze założenia proponowanych zmian w Kodeksie pracy. Projekt ma być gotowy w marcu i powiela rozwiązania stosowane w wielu innych krajach Europy. Nowe przepisy mają szansę wejść w życie jeszcze w tym roku. To dobra wiadomość zwłaszcza dla osób zatrudnionych na śmieciówkach.
– Najbardziej istotne zmiany w Kodeksie pracy, planowane do wprowadzenia w przyszłym roku, dotyczą po pierwsze urlopów, a po drugie całkowitej likwidacji zatrudnienia na podstawie umów cywilnoprawnych – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Bagieńska-Petryka, radca prawny.
Nad zmianami, które mają się znaleźć w nowym Kodeksie pracy, od ponad roku pracuje komisja kodyfikacyjna. Projekt ma być gotowy w marcu. Jedno z głównych założeń to 26 dni urlopu w roku dla wszystkich pracowników, niezależnie od stażu pracy. W tej chwili taka liczba wolnych dni przysługuje wyłącznie osobom, które mają przepracowane co najmniej 10 lat (poniżej 10 lat stażu pracy przysługuje 20 dni urlopu w roku). Na tej zmianie skorzystają głównie osoby, którym okres wypracowany na umowie-zlecenie lub o dzieło nie wlicza się do stażu pracy lub osoby, które prowadziły dotychczas własną firmę.
– Idea, która przyświeca autorom projektu, to zrównanie praw osób zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych i prowadzących działalność gospodarczą, bo oni również nie mają doświadczenia, które wlicza się do stażu pracy. Kolejna istotną zmianą ma być to, aby urlop został wykorzystany w roku, w którym pracownik nabył do niego prawo. Teraz ograniczają nas wyłącznie przepisy dotyczące przedawnienia, czyli mamy 3 lata na wykorzystanie urlopu wypoczynkowego. Natomiast idea jest taka, aby urlop z danego roku został wykorzystany do końca I kwartału kolejnego roku – mówi Agnieszka Bagieńska-Petryka.
Według nowego Kodeksu pracy niewykorzystanego urlopu w danym roku kalendarzowym nie będzie można wziąć w kolejnym, a wolne dni przepadną.
– Ta propozycja jest absolutną nowością na gruncie polskiego prawa. Jednak nie jest to rozwiązanie nieznane w Europie. Tak dzieje się na przykład we Francji, gdzie niewykorzystany urlop wypoczynkowy z danego roku przepada. Co więcej, we Francji istnieje rozwiązanie, wedle którego 12 dni urlopu wypoczynkowego trzeba wykorzystać między majem a październikiem. Z tego punktu widzenia polskie rozwiązania w zakresie urlopów są bardzo korzystne dla pracowników – ocenia Agnieszka Bagieńska-Petryka.
Kolejną nowością w Kodeksie pracy ma być całkowita likwidacja umów cywilnoprawnych. W ich miejsce pojawi się zupełnie nowa forma zatrudnienia – odpowiednik rozwiązania stosowanego w Wielkiej Brytanii.
– Ustawodawca proponuje nam wyłącznie zatrudnienie na podstawie umowy o pracę, czyli mamy albo zatrudnienie etatowe, które odpowiada dotychczasowym umowom o pracę, albo zatrudnienie nieetatowe, które jest odpowiednikiem kontraktu zero godzin w Wielkiej Brytanii. Przykładowo, młody pracownik, który dopiero zaczyna pracę i nie chce pracować regularnie 40 godzin w tygodniu, podpisuje kontrakt zero godzin, na podstawie którego może pracować maksymalnie 16 godzin w tygodniu – wyjaśnia Agnieszka Bagieńska-Petryka.
Zatrudnienie nieetatowe ma zapewnić elastyczność obu stronom. Pracownik może podjąć pracę w niepełnym wymiarze, zyskując przy tym wszystkie świadczenia, takie jak chronione wynagrodzenie, składki i prawo do urlopu. Nie musi się też stawiać do pracy na wezwanie, chyba że wcześniej się na to zgodzi. Z kolei pracodawca nie ma obowiązku zapewniania mu tej pracy. Jest to bardziej liberalna forma zatrudnienia, która ma zastąpić umowy cywilnoprawne.
– Pojawią się też obwarowania związane z działalnością gospodarczą. Intencją ustawodawców jest to, żeby działalność była wykonywana przez osoby, które świadczą usługi lub pracę na rzecz wielu podmiotów. Niedopuszczalna będzie sytuacja, w której pracownik – zamiast być zatrudnionym na podstawie umowy o pracę – zakłada działalność gospodarczą i świadczy usługi na rzecz jednego zleceniodawcy. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – mówi Agnieszka Bagieńska-Petryka.
Radca prawny zauważa, że takie rozwiązanie również jest popularne w krajach europejskich. Nie budzi ono jednak entuzjazmu wśród pracodawców, ponieważ dla nich wiąże się ze znaczącym wzrostem kosztów zatrudnienia.
Lumberseksualista – mężczyzna dziki i brodaty
Czasami ciężko nadążyć za modowymi trendami. Ledwo przyzwyczajamy się do jednego, a zaraz nadchodzi kolejny. Istnieje jednak unikalny styl, który od dłuższego czasu cieszy się ogromną popularnością wśród męskiego grona, a mianowicie styl lumberseksualny. Długa broda, dzika fryzura oraz wszystko co pozwala upodobnić się do klasycznego drwala. Postaramy się dokładniej przybliżyć sylwetkę lumberseksualisty oraz omówić niezbędne kosmetyki miejskiego drwala.
Styl lumberseksualny – co to jest?
Ówczesny lumberseksualista to osoba płci męskiej, która charakteryzuje się przede wszystkim nadmierną ilością testosteronu. To nic innego jak nazwa stylu, trendu, a także sposoby zachowania.
O lumberseksualiście można powiedzieć, że jest ewidentnym przeciwieństwem metroseksualisty. W przeciwieństwie kreacji mężczyzny na ślicznego, młodego zadbanego chłopca, styl lumberseksualny cechuje dojrzałość oraz męskość.
Osoba, która chce upodobnić się do miejskiego drwala musi zwrócić uwagę na kilka kluczowych elementów. Istotą jest odpowiedni ubiór, maniery oraz odpowiedni dobór kosmetyków do stylizacji brody i włosów.
Ubiór miejskiego drwala
Lumberseksualista powinien ubierać się w sposób, który w pełni pozwoli mu upodobnić się do klasycznego drwala. Podstawową zasadą jest odrzucenie dopasowanych, taliowanych ubrań, ponieważ trzeba pamiętać, że ten styl jest przeciwieństwem stylu metroseksualnego.
Począwszy od dolnej części ciała warto zadbać o odpowiednie obuwie. Idealnym wyborem mogą okazać się klasyczne, górskie trapery, najlepiej wyższe, zakrywające kostkę. Doskonale podkreślają profil mężczyzny radzącego sobie w trudnych warunkach.
Odnosząc się do spodni, które podkreślą styl lumberseksualny najlepiej jest postawić na klasyczne, niebieskie jeansy, bądź jednolite sztruksy.
Jeśli chodzi o górną część ciała, powinien to być zwykły biały lub czarny T-shirt. Z bez rękawkiem dobrze komponują się flanelowe koszule w kratkę. Na chłodniejsze dni dobrze założyć grubą, puchową kurtkę lub wełniany sweter.
Ostatnim elementem, który pełni rolę akcesorium jest masywny zegarek na szerokiej bransolecie.
Długa broda, zadbane włosy – kosmetyki do pielęgnacji
Styl lumberseksualny to nie tylko odpowiedni ubiór. Miejski drwal zazwyczaj nosi długą brodę oraz włosy zaczesane na bok lub związane w krótką kitkę. Niekoniecznie musi się to kojarzyć z zaniedbaniem.
Warto dlatego zadbać o dobór odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji brody i włosów. Pomady do włosów zapewnią fryzurze odpowiedni połysk i wytrzymałość na cały dzień. A odpowiednia receptura pozwala uformować praktycznie dowolną fryzurę.
Styl lumberseksualny to dość ciekawy wizerunek osobisty. Należy do trendów, które najprawdopodobniej pozostaną w modzie na długo.
Istotne jest, aby nie mylić miejskiego drwala z osobą zaniedbaną. Warto jest zadbać o to, aby broda oraz włosy wyglądały przyjaźnie.
Artykuł został przygotowany we współpracy z Beardman
Kiedy udać się do ginekologa?
Ginekolog jest osobą, która najlepiej doradzi kobietom w wielu ważnych dla nich sprawach, o których wstydzą się mówić.
Kiedy powinno się iść do ginekologa?
Wiele młodych dziewczyn boi się pierwszej wizyty u ginekologa, ponieważ na temat wizyt w poradni ginekologicznej krążą różne mity. Na pewno nie należy się nimi sugerować – faktem jest to, że ginekolog jest lekarzem, do którego powinno się mieć największe zaufanie. W końcu trzeba porozmawiać z nim o sprawach niekiedy wstydliwych i bardzo intymnych, o których z nikim innym się nie rozmawia. Wiadomo, że taka sytuacja zawsze będzie trochę stresująca, jednak naprawdę nie ma czego się obawiać. Ginekolog jest profesjonalistą, który najlepiej doradzi nam, jak zadbać o zdrowie miejsc intymnych czy antykoncepcję.
Jak przebiega pierwsza wizyta?
Jeśli chodzi o to, kiedy warto jest się wybrać na pierwszą wizytę do ginekologa, przyjmuje się, że najlepszym czasem jest okres dojrzewania – między 14. a 16. rokiem życia. Pierwsze badanie będzie profilaktyczne. Lekarz zapewne skorzysta z ultrasonografu, dzięki czemu badanie odbędzie się bezboleśnie i dość szybko. Możliwe, że podczas wizyty zostanie też wykonane badanie palpacyjne narządu płciowego, które wygląda tak, że lekarz kładzie ręce na brzuchu pacjentki i uciska powłoki brzuszne, w celu zbadania jej organów wewnętrznych. Można liczyć również na badanie piersi.
Kiedy trzeba udać się do ginekologa?
- W przypadku ciąży – lekarz sprawdzi, czy ciąża rozwija się prawidłowo oraz zleci badania biochemiczne z krwi i moczu, które należy wykonać przed 10. tygodniem.
- Jeśli planuje się ciążę – co prawda, w tym przypadku zgłoszenie do ginekologa przed zajściem w ciążę nie jest konieczne, jednak z pewnością jest mile widziane. Można wykonać badania profilaktyczne, takie jak cytologia czy klasyczne badanie ginekologiczne.
- Kiedy regularnie stara się o poczęcie, jednak do niego nie dochodzi – obecnie zaleca się, aby rozpocząć diagnostykę po roku nieudanych starań o dziecko.
- W celu przepisania środków antykoncepcyjnych – większość kobiet stosuje tabletki hormonalne, jednak warto wiedzieć, że nie jest to jedyna możliwa forma antykoncepcji. Ginekolog pomaga pacjentkom wybrać odpowiednią dla nich formę.
- Profilaktycznie – jeśli nic niepokojącego się nie dzieje, to jedna wizyta na rok wystarczy. Z pewnością jest to rozsądne podejście, ponieważ pozwala wcześnie wykryć ewentualne nowotwory dróg rodnych, dzięki czemu zwiększa się szansa na ich wyleczenie.
- W przypadku infekcji intymnej (upławy, świąd, pieczenie sromu) – nie należy się wstydzić tego, że ma się infekcję intymną, jeśli idzie się do ginekologa. To właśnie odpowiednia osoba, która może nam w tym przypadku pomóc. Infekcje pochwy są zresztą popularnym i nawracającym problemem, ponieważ wynikają z mikroflory pochwy, która często bywa zachwiana.
- W przypadku niepokojących zmian w okolicy sromu i krocza – na pewno nie powinno się lekceważyć wszelkich brodawek czy ranek, które pojawiają się w tych okolicach.
- Jeśli miewa się bolesne miesiączki – prawidłowa miesiączka nie powinna być bolesna, a na pewno nie po podaniu leków przeciwbólowych. Jeśli to nie pomaga – trzeba umówić się do ginekologa.
- Przy nieregularnych miesiączkach, krwawieniach lub plamieniach w różnych fazach cyklu – każde plamienie, które występuje w środku cyklu, powinno być skonsultowane z ginekologiem.
- Przy zmianie charakteru miesiączek (np. dawniej były obfite, a teraz są skąpe).
- Przy bólach podbrzusza – nie musi to być problem problem narządu rodnego, jednak lepiej jest skonsultować się z lekarzem, jeśli taki ból się utrzymuje kilka dni.
- W razie problemów ze współżyciem seksualnym – ból podczas stosunku oraz problemy z nawilżeniem pochwy powinny być skonsultowane z ginekologiem.
- Jeśli podejmowało się ryzykowne zachowania seksualne – jeśli kobieta odbyła niezabezpieczony stosunek z nowym partnerem lub wie o zdradzie swojego stałego partnera, powinna zgłosić to ginekologowi, który zleci badania w kierunku chorób przenoszonych drogą płciową.
Artykuł powstał we współpracy z Centrum Medycznym Prima-Med z Krakowa.
Dariusz Stokwiszewski: Niszczenie państwa idzie pełną parą, ale pokazało się małe światełko w tunelu

Dariusz Stokwiszewski
Sejm wczoraj zdecydował o tym, że obywatelski projekt komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”, zakładający liberalizację obowiązujących przepisów w sprawie odgrzewanej, co jakiś czas, sprawie aborcji nie będzie procedowany. Tu szczególne gratulacje kierują do tych gnuśnych posłów opozycji
Jak już pisałem nie tak dawno temu, Antoni Macierewicz nie odejdzie w niebyt. Teraz będzie miał dużo czasu, aby wyjaśnić przyczyny i przebieg „zamachu smoleńskiego”, tym razem, jako szef podkomisji działającej w tej sprawie. Potwierdziło to Ministerstwo Obrony Narodowej. Myślę, że teraz będzie mieć jeszcze lepiej; ogromne funduszy oraz żadnych konkretnych zobowiązań. Tak więc, do liczonych w milionach kosztów za 93. miesięcznice dojdą jeszcze te, na carpe diem byłego ministra, ON, a także jego pomagierów od puszek, parówek, bomb termobarycznych i innych bzdur.
***
Dochodzę do konkluzji, że wszystkich ludzi, trzymających się „jak tonący brzytwy” wersji Antoniego Macierewicza o zamachu, zaatakował jakiś nietypowy i nieuleczalny „wirus”, odpowiedzialny za blokadę percepcyjno – intelektualną. To już staje się jakąś, swoistą plagą, w instytucjach państwa. Czy przyjdzie kiedyś jeszcze czas na refleksję oraz opamiętanie Jarosławie Kaczyński?! To już staje się czymś wstydliwym dla Polski!
Nie traćmy jednak ducha, bo jest niewielkie światełku w tunelu: otóż członkowie i zwolennicy PiS (co prawda tylko nieliczni) wyrazili otwarcie swój sprzeciw, kierując ostre słowa do samego prezesa PiS. Zrobiła to też (jakaś enigmatyczna) młodzieżówka pana Rydzyka w imię obrony niejakiego Jana Szyszki.
Nie wiedziałem, że taki twór istnieje, choć z drugiej strony wiadomo, że „dryblasta” ochrona redemptorysty Tadeusza jest podobno, (jak ćwierkają toruńskie wróble) bardziej skuteczna i bezkompromisowa (nerwowa) od papieskiej, kiedy „broni” naszego „dobroczyńcę” i „duchowego ojca narodu” przed jego (głuchymi i ślepymi na wszystko) wielbicielami. Jednak to akurat można dość łatwo wytłumaczyć, bo gdzie biednemu jezuicie, Franciszkowi do ojca Rydzyka (niesamowita arogancją i pycha tego ostatniego „obywatela i guru świata chrześcijańskiego, ale tylko w naszym zaścianku”) zapewnić mu muszą według mnie (jeśli istnieje jakaś pozaziemska sprawiedliwość), dno czeluści piekielnych.
Zawsze się zastanawiałem czy nie popełniam bałwochwalstwa i, co jeszcze gorsze, herezji lub świętokradztwa (bo imperium o. Tadeusza kojarzy mi się ze złotym cielcem), nazywając go ojcem duchownym.
Wracając do meritum, powiem, że to chyba pierwszy przypadek, kiedy prezes PiS został publicznie wygwizdany i zwyzywany nieco, podczas miesięcznicy. Czyżby „rysa na szkle partii” stawała się tak wielka, że może okazać się początkiem końca „jedności zjednoczonej prawicy”? TRZYMAM ZA TO KCIUKI!!!
***
Nie mniej powalająca jest wiadomość o tym, że pani Beata Mazurek została wybrana na wicemarszałka Sejmu, na którym zastąpiła szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego. Muszę stwierdzić, że do najbardziej spolegliwego Marszałka Sejmu po 1989 r., (Marka Kuchcińskiego – absolwenta pomaturalnego studium ogrodniczego – sic!) dołączyła myśląca (ale jedynie i wyłącznie według schematów prezesa), nowa pani wicemarszałek. Dobrze, że choć ta podwładna Marka Kuchcińskiego ma studia (socjologia w KUL), bo kompromitacja byłaby większa. Ta dwójka jest o tyle „wyjątkowa” na tle innych ludzi z PiS, że ich serwilizm w stosunku do prezesa jest niepodważalny!
***
Sejm wczoraj zdecydował o tym, że obywatelski projekt komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”, zakładający liberalizację obowiązujących przepisów w sprawie odgrzewanej, co jakiś czas aborcji, nie będzie procedowany. Tu szczególne „gratulacje” kieruję do tych gnuśnych posłów opozycji, którzy nie mieli czasu bądź chęci na wzięcie udziału w głosowaniu.
To SKANDAL drodzy „wybrańcy Narodu”, i to, tym bardziej że w ten sposób zniweczyliście wysiłki opozycji pozaparlamentarnej, która w swoistym „pocie czoła”, wykonując „czarną robotę” za was, zbierała w całej Polsce podpisy za przyjęciem uchwały. Uważam, że nie ma i nie może dla was jakiegokolwiek wytłumaczenia. ROZLICZYĆ WSZYSTKICH WAS POWINNI WYBORCY PRZY URNACH W 2019 ROKU!
***
Na koniec wspomnę tylko o przesądzonym losie poprawek do ustawy samorządowej czy ustawy o Prawo leśne (o ile się nie mylę). TO JEDEN WIELKI SKANDAL!!! Co na to ta niby opozycja?!!! Czy wy też tak bardzo ufacie prezesowi „drogie” posłanki i „drodzy” posłowie?!!!
Kto się boi pułkownika Mazguły?
No właśnie. Że PiS to wiadomo, ale jak zauważyłem również tak zwana „opozycja” i to zarówno parlamentarna jak i ta nieparlamentarna.
Długo się zastanawiałem z czego to wynika. I w końcu wiem. To wstyd. Tak WSTYD. Spotkali człowieka, który działa, walczy i jednocześnie nie odnosi z tego żadnych osobistych korzyści.
Jest jeszcze jeden powód. Pułkownik został oszkalowany przez PiS jakoby popierał stan wojenny a wręcz nazywany jest jego oprawcą. I choć to całkowita bzdura to na zasadzie „nieważne” czy on ukradł rower, czy jemu ukradli, to był zamieszany w kradzież roweru, lepiej nie pokazywać się z nim. Zyskać wiele nie można, a potencjalnie stracić. Czysta polityka i kalkulacja, zero przyzwoitości.
WSTYD, WSTYD. Naprawdę macie się czego wstydzić „opozycjo”.
Dziś dodatkowo wstydźcie się po wczorajszym głosowaniu w sejmie nad ustawą „Ratujmy kobiety”
Wszyscy jesteście tacy sami, choć są nieliczne wyjątki.
Skończę już. Oszczędzę Wam więcej wstydu.

Jacek Drożyński
Kto się boi pułkownika Mazguły? PiS to wiadomo, ale jak zauważyłem również tak zwana opozycja. Spotkali człowieka, który działa, walczy i jednocześnie nie odnosi z tego żadnych osobistych korzyści. Jest jeszcze jeden powód. Pułkownik został oszkalowany przez PiS jakoby popierał stan wojenny a wręcz nazywany jest jego oprawcą
Brexit: Status obywateli Unii Europejskiej zamieszkałych w Wielkiej Brytanii: co należy wiedzieć

Brexit
Informacje dla obywateli Unii Europejskiej zamieszkałych w Wielkiej Brytanii
Aktualizacja: 28 luty 2018
Podczas negocjacji dotyczących opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię rząd brytyjski zawarł porozumienie dotyczące praw obywateli UE. Porozumienie zagwarantuje pewną przyszłość milionom obywateli UE oraz ich rodzinom w Wielkiej Brytanii. Co najważniejsze, pozwoli im na pozostanie w Wielkiej Brytanii po opuszczeniu przez nią Unii Europejskiej 29 marca 2019 r. z zachowaniem dostępu do funduszy i usług publicznych.
W chwili obecnej obywatele Unii Europejskiej nie muszą podejmować żadnych działań. Do czasu opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, status obywateli UE zamieszkałych na jej terenie nie ulegnie zmianie.
Umowa dotycząca praw obywateli Unii Europejskiej oraz ich rodzin
- Osoby, które do 29 marca 2019 r. będą nieprzerwanie i legalnie przebywać na terenie Wielkiej Brytanii przez okres 5 lat, będą mogły ubiegać się o pobyt stały uzyskując „status osoby osiedlonej”. Oznacza to, że będą mieć prawo do zamieszkania z dostępem do funduszy i świadczeń publicznych oraz ubiegania się o obywatelstwo brytyjskie.
- Osoby, które przybędą do Wielkiej Brytanii przed 29 marca 2019 r., a które do tego czasu nie będą nieprzerwanie i legalnie zamieszkiwać na jej terenie przez okres 5 lat, po opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię będą mogły złożyć wniosek o prawo do pozostania do upływu 5-letniego okresu progowego. Wtedy będą mogły ubiegać się o status osoby osiedlonej.
- Członkowie rodzin obywateli Unii Europejskiej zamieszkali na terenie Wielkiej Brytanii oraz ci, którzy dołączą do nich przed 29 marca 2019 r. również będą mogli ubiegać się o status osoby osiedlonej, zwykle po 5 latach pobytu.
- Członkowie najbliższej rodziny (małżonkowie, partnerzy niezamężni lub pozostający w związkach cywilnych oraz dzieci, wnuki, rodzice i dziadkowie pozostający na utrzymaniu) będą mogli dołączyć do obywateli Unii Europejskiej po jej opuszczeniu przez Wielką Brytanię, jeśli będą pozostawać w takim związku w dniu 29 marca 2019 r.
Obywatele Unii Europejskiej posiadający status osoby osiedlonej lub zezwolenie na pobyt tymczasowy będą mieć niezmieniony dostęp do opieki zdrowotnej, emerytur oraz pozostałych świadczeń na terenie Wielkiej Brytanii.
Analiza przypadków demonstruje, w jaki sposób opuszczenie przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej wpłynie na status indywidualnych obywateli UE zamieszkałych na terenie Wielkiej Brytanii.
Ocena wniosków o status osoby osiedlonej
O status osoby osiedlonej będą mogli ubiegać się obywatele państw Unii Europejskiej lub członkowie ich rodzin. Uzgodniono, że warunki uzyskania statusu osoby osiedlonej w Wielkiej Brytanii przez obywateli UE oraz członków ich rodzin będą takie same lub korzystniejsze, niż istniejące obecnie w ramach Dyrektywy w sprawie prawa do swobodnego przemieszczania się. W większości przypadków wymagany będzie 5-letni nieprzerwany i legalny pobyt w Wielkiej Brytanii. Kryteria zostaną przedstawione w umowie wystąpienia zawartej pomiędzy Unią Europejską i Wielką Brytanią.
Osoby, które spełnią kryteria i złożą ważny wniosek, uzyskają status – z wyjątkiem następujących przypadków osób, które:
- nie mieszkały w Wielkiej Brytanii przed 29 marca 2019 r. (Osoby będące członkami najbliższej rodziny obywatela UE zamieszkałego na terenie Wielkiej Brytanii, które mieszkały poza jej terenem, kiedy Wielka Brytania opuściła Unię Europejską)
- uzyskały odpowiedź odmowną ze względu na wcześniejsze wyroki skazujące za poważne przestępstwa lub ze względów bezpieczeństwa
Umowa wystąpienia stanie się częścią prawa brytyjskiego, w związku z czym Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (Home Office) nie będzie mogło odrzucić wniosku z powodu nieuwzględnionego w umowie.
Składanie wniosków o status osoby osiedlonej
Obywatele UE oraz członkowie ich rodzin zamieszkali na terenie Wielkiej Brytanii będą musieli uzyskać dokument potwierdzający ich status. Uzyskanie statusu będzie stanowić potwierdzenie (na przykład dla pracodawców lub usługodawców publicznych), że posiadają oni pozwolenie na dalszy pobyt i pracę na terenie Wielkiej Brytanii.
Opłata za złożenie wniosku nie będzie przekraczać wysokości opłat pobieranych od obywateli brytyjskich za brytyjski paszport. Osoby posiadające ważny dokument potwierdzający prawo stałego pobytu będą mogły złożyć wniosek bezpłatnie.
Proces składania wniosków będzie na tyle uproszczony, szybki i przyjazny użytkownikowi na ile to możliwe. Aby zredukować ilość wymaganych dokumentów, zostaną w nim wykorzystane dane posiadane obecnie przez administrację państwową. Na przykład dokumentacja Brytyjskiego Urzędu Celno-Skarbowego (HMRC) wykaże historię zatrudnienia danej osoby na terenie Wielkiej Brytanii.
Obywatele UE ubiegający się o ten status będą musieli:
- przedstawić dokument tożsamości wraz z aktualnym zdjęciem w celu potwierdzenia tożsamości i narodowości
- zgłosić wszelkie wyroki za popełnione przestępstwa
Nie będą musieli:
- rozliczać się z każdej podróży poza teren Wielkiej Brytanii
- przedstawiać dowodów na posiadanie rozszerzonego ubezpieczenia na wypadek choroby
- mieć pobieranych odcisków palców
Elektroniczny formularz wniosku zostanie najprawdopodobniej udostępniony pod koniec 2018 r.
Brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych będzie służyć pomocą, aby zapobiegać odrzuceniu wniosku z powodu prostych błędów lub przeoczeń. W razie drobnych przeoczeń Ministerstwo będzie kontaktować się z daną osobą, udzielając pomocy w ich skorygowaniu. W razie konieczności dostarczenia dodatkowych dowodów informacje na ten temat będą przekazywane przed podjęciem decyzji.
Aby zapewnić odpowiednią ilość czasu na złożenie wniosku, program będzie aktywny przez długi okres, co najmniej 2 lat po opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. W tym okresie prawa obywateli UE będą chronione na terenie Wielkiej Brytanii. Osoby, które złożą wniosek w ramach obowiązującego programu, ale nie uzyskają odpowiedzi przed upływem tego okresu, będą mogły pozostać na terenie Wielkiej Brytanii do podjęcia decyzji w ich sprawie.
Prawo do stałego pobytu zgodnie z prawem Unii Europejskiej
Do końca członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej nie będzie potrzeby ubiegania się o dokument stwierdzający prawo do zamieszkania na jej terenie, chyba że dana osoba:
- jest członkiem dalszej rodziny osoby pochodzącej z Europejskiego Obszaru Gospodarczego (ang. European Economic Area – EEA) lub Szwajcarii
- chce ubiegać się o obywatelstwo brytyjskie
- chce sponsorować wniosek wizowy swojego partnera zgodnie z zasadami prawa imigracyjnego
Zezwolenie na stały pobyt potwierdza uprawnienia posiadane na mocy prawa europejskiego. W przyszłości, prawo Unii Europejskiej nie będzie mieć zastosowania, a migracja i status obywateli UE będą podlegać prawodawstwu Wielkiej Brytanii.
Zamiana na dokument potwierdzający status osoby osiedlonej będzie prostym procesem niepodlegającym opłatom, a prawo do stałego pobytu nie będzie poddawane ponownej ocenie.
Wymagane będzie:
- przedstawienie dokumentu tożsamości wraz z aktualnym zdjęciem w celu potwierdzenia tożsamości i narodowości
- potwierdzenie zamieszkania na terenie Wielkiej Brytanii
- zgłoszenie wszelkich wyroków za popełnione przestępstwa
Prawo stałego pobytu
Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię nie będzie mieć wpływu na posiadane prawo stałego pobytu.
Po uruchomieniu programu ubiegania się o status osoby osiedlonej, zamiana posiadanego pozwolenia na dokument potwierdzający status osoby osiedlonej będzie prostym procesem niepodlegającym opłatom dla osób, które zechcą skorzystać z umowy wystąpienia. Prawo do stałego pobytu nie będzie poddawane ponownej ocenie.
Wymagane będzie:
- przedstawienie dokumentu tożsamości wraz z aktualnym zdjęciem w celu potwierdzenia tożsamości i narodowości
- potwierdzenie zamieszkania na terenie Wielkiej Brytanii
- zgłoszenie wszelkich wyroków za popełnione przestępstwa
Osoby pragnące uzyskać aktualny dokument potwierdzający prawo stałego pobytu mogą ubiegać się o biometryczne zezwolenie na pobyt stały.
Obywatele Unii Europejskiej, którzy przybędą do Wielkiej Brytanii po opuszczeniu przez nią Unii Europejskiej
Osoby, które przybędą do Wielkiej Brytanii po 29 marca 2019 r., będą mogły zamieszkać, pracować i studiować na jej terenie, podlegając okresowi rejestracji. Ten „okres wdrożeniowy”, wraz z określeniem jego długości, jest obecnie negocjowany z Unią Europejską.
Ustalenia imigracyjne, które będą mieć zastosowanie w tym okresie oraz po jego zakończeniu nie zostały jeszcze uzgodnione. Szczegółowe informacje w tej sprawie zostaną opublikowane najszybciej jak to możliwe, aby zapewnić wystarczającą ilość czasu na opracowanie planu i przygotowania.
Pracodawcy brytyjscy oraz pracownicy będący obywatelami Unii Europejskiej
Obywatele UE pracujący na terenie Wielkiej Brytanii oraz firmy brytyjskie zatrudniające obywateli UE nie muszą podejmować obecnie żadnych działań.
Znajdujące się na tej stronie informacje dotyczące statusu obywateli Unii Europejskiej (UE) oraz ich rodzin w Wielkiej Brytanii będą aktualizowane
(df) thefad.pl / Źródło: gov.uk
Czy obowiązkowe zwiedzanie obozu w Oświęcimiu może być sposobem na antysemityzm?
Czy antidotum na antysemityzm, także wśród uchodźców, może być obowiązkowe zwiedzanie byłych miejsc hitlerowskiej zagłady?

Niemiecki, nazistowski obóz zagłady Auschwitz, to najbardziej znane z miejsc Holocaustu. Fot. Źródło: dw.de
Wobec coraz częstszych przejawów antysemityzmu w Niemczech, także wśród młodych uchodźców, eksperci zastanawiają się, czy nie należałoby ich zobowiązać do zwiedzania byłych hitlerowskich obozów zagłady.
Historyk Matthias Heyl ma co do tego poważne zastrzeżenia.
– Nie można oczekiwać, że zwiedzenie takiego miejsca pamięci stanie się pedagogicznym „objawieniem maryjnym” i że 2,5 godziny takiej poglądowej lekcji pomoże w zwalczaniu prawicowego ekstremizmu czy antysemityzmu.
Historyk Heyl kieruje działem pedagogicznym Fundacji Brandenburskie Miejsca Pamięci i ma długoletnie doświadczenie z grupami odwiedzającymi miejsca pamięci w Ravensbrück i innych byłych obozach koncentracyjnych.
W rozmowie z Deutsche Welle ostrzega przed tym, by zwiedzanie miejsc przypominających o zbrodniach hitlerowców uczynić obowiązkowym punktem w programie edukacji.
Własne doświadczenia wojny i ucieczki
Debatę na temat obowiązkowego zwiedzania miejsc pamięci zagłady hitlerowskiej wznieciła berlińska sekretarz stanu Sawsan Chebli (SPD). W wywiadzie udzielonym w ubiegły weekend stwierdziła, że byłoby rozsądne, gdyby „każdy, kto żyje w tym kraju, został zobowiązany do zwiedzenia choć raz w życiu takiego miejsca pamięci”. Odniosła to także do przybyłych do Niemiec uchodźców. Uważa ona, że zwiedzenie miejsc pamięci powinno stać się elementem kursów integracyjnych.
Asumptem do wysunięcia takiego żądania są coraz częstsze incydenty antysemickie. W ubiegłym roku głośna stała się m.in. sprawa ataków na ucznia jednej z berlińskich szkół, będącego wyznawcą judaizmu, który nawet zdecydował się opuścić szkołę. Komitet Żydów Amerykańskich (AJC) naświetlił ten temat w większym badaniu.
Przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Josef Schuster popiera postulat, by młodzież zobowiązać do zwiedzania byłych obozów koncentracyjnych. Po odpowiednim przygotowaniu uczniowie wyższych klas powinni, jego zdaniem, zobaczyć takie miejsca.
– Odnosi się to także do migrantów przybywających do Niemiec – powiedział Schuster w rozmowie z rozgłośnią Deutschlandfunk. – Kto sam doświadczył ucieczki i wypędzenia, ten może lepiej pojąć, dokąd prowadzą prześladowania i nienawiść.
Ryzyko retraumatyzacji
Ale akurat z tym twierdzeniem nie zgadza się historyk Matthias Heyl. W rozmowie z Deutsche Welle zwracał on uwagę na ryzyko retraumatyzacji u osób, które przywiozły ze sobą bagaż strasznych doświadczeń wojennych. Dla nich zwiedzanie byłego obozu zagłady nie jest dobre. Pracownicy podległych mu placówek tego typu wcześniej już niejednokrotnie mieli do czynienia z młodymi ludźmi z rodzin, które przyjechały do Niemiec uciekając przed wojną z byłej Jugosławii. W nich te miejsca pamięci przywracały obrazy własnego cierpienia.
On sam częstokroć przekonywał się, że wizyty grup młodzieży nie były odpowiednio przygotowane.
– Nie wystarczy tylko powiedzieć, że ci, którzy chcą tu żyć, powinni poznać także naszą straszną historię. To nie jest właściwe podejście – wyjaśnia historyk.
W podobnym tonie wypowiadają się także pracownicy innych placówek. Niektórzy wskazują na doświadczenia z czasów enerdowskich, kiedy wszyscy zobowiązani byli do zwiedzania byłych obozów koncentracyjnych. Niektórzy podnoszą obawy, że na miejsca pamięci przerzuca się zadania należące właściwie do kursów integracji i szkół, czyli przekazanie szerokiego kontekstu historycznego i przyporządkowanie tego, co się wydarzyło.
– Tego nie można dokonać tylko zwiedzając muzeum przez 2,5 godziny. W niektórych przypadkach bardzo szybko wyraźna staje się intencja, aby przez zwiedzanie byłych obozów koncentracyjnych wytrzebić z uchodźców wszelkie antyizraelskie i antysemickie nastawienia.
Przymus nic nie daje
Możliwe jest jednak, że cała ta debata będzie miała wpływ na programy edukacyjne. Przewodniczący konferencji krajowych ministrów kultury i oświaty (KMK), minister oświaty Turyngii Helmut Holter (Lewica) opowiada się za dobrowolnością postępowania w tym względzie, ponieważ jego zdaniem wszelki przymus rzadko przynosi pożądane efekty. Jego zdaniem najlepiej byłoby stworzyć warunki, w których młodzież sama odkryłaby dla siebie ten temat i się nim zajęła.
Dariusz Stokwiszewski: PiS i Kaczyński po raz 93. na Krakowskim Przedmieściu

Dariusz Stokwiszewski
Jak można poddać się tak prymitywnej indoktrynacji? Jak można wielokrotnie słuchać tych samych bzdur o wybuchach i o tym, że idziemy właściwą drogą do prawdy? Do jakiej pytam prawdy?!
– Chwała tym, którzy specjalnie przyczynili się do tego, by sprawa Smoleńska nie zniknęła, aby, jak to chciał Komorowski, emocje opadły, a tragedia została – Tłum w odpowiedzi zaczął skandować: Antoni! Antoni!
I dalej:
– To pierwszy marsz w 2018 roku. Roku, w którym — jestem o tym przekonany — dojdziemy do celu. To było, w dalszym ciągu jest, wielkie dzieło. Sądzę, że niedługo będziemy mogli powiedzieć, że ten finał nastąpi. I te marsze, wszystko, co przez te osiem lat robimy, to wpisywanie się w tę drogę. Nie mogliśmy przejść do porządku dziennego nad tym, co stało się w Smoleńsku.
Ode mnie: NIE MOGĘ JUŻ NA TO PATRZEĆ I TEGO SŁUCHAĆ. NIE MOGĘ!!!
Nie wiem już sam; sen to czy jawa? Nie wiem czasami, w jakim kraju żyję: normalnym czy paranoicznym. Nie chce się po prostu wierzyć (i to jest racjonalny odruch), że takie rzeczy są możliwe w Polsce, II dekady XXI w. Nie chce mi się też wierzyć, iż żyjemy w kraju, leżącym w środku cywilizowanej Europy, w której inni ludzie żyją normalnie, tak jak tego wymaga rozum i przyzwoitość.
Nie chce mi się wierzyć, że jeden człowiek, (co jednak można racjonalnie wytłumaczyć traumą, tu pełne współczucie), albo jakimś poczuciem winy, pociągnął za sobą tłumy, które w jakimś zbiorowym amoku wrzeszczą dziwne i wręcz straszne chwilami hasła, w które chyba już sami nie wierzą. Bo ja z kolei nie wierzę, że można w to wierzyć i tak się zachowywać. Przecież to nie jest Średniowiecze, kiedy to ludzie wierzyli w gusła i czarownice. Przyczyny katastrofy logicznie i naukowo wyjaśniono. Taką mamy wiedzę na ten temat. Reszta to póki co, to raczej wymysły!
A może jeszcze powinniśmy na Krakowskim Przedmieściu, (ale też na innych polskich przedmieściach, placach, rynkach i ulicach), postawić stosy dla niewierzących, nie tylko w Pana Boga, (do czego mają prawo), ale i dla tych wątpiących w „religię smoleńską” i wręcz „boską nieomylność” i swoisty „profetyzm” przywódcy PiS?! Nie wiem, jak Wy drodzy Państwo – mnie na to nie pozwala moja logika człowieka myślącego. Według mnie takie działania są do zaakceptowania, ale przez ludzi zwyczajnych do milczenia i uginania nieustannie karku, ale ubliżają inteligencji przeciętnego Polaka.
Episkopacie, podobno rozumny, gdzie jesteś?! Gdzie jest zwłaszcza polska inteligencja, która wystraszona siedzi przed telewizorami czekając, aż ten bardzo „dziwny świat” się skończy? Jeśli nie ruszymy się i nie zaczniemy domagać się zakończenia tych szaleństw (myślę o działaniu pokojowym i zgodnym z Konstytucją, a nie o rebelii!), to wpędzą nas one wszystkich i Ojczyznę naszą w jakiś domowy konflikt, który zniszczy do reszty ten kraj — Polskę, która jeszcze wczoraj była cywilizowanym liderem Europy!
Jak można poddać się tak prymitywnej indoktrynacji? Jak można wielokrotnie słuchać tych samych bzdur o wybuchach i o tym, że idziemy „właściwą drogą do prawdy”? Do jakiej pytam „prawdy”?! Staliśmy się już dawno pośmiewiskiem całej niemal Europy. Myślę, że śmieje się z nas nawet nasz „strategiczny” partner znad modrego Dunaju Wiktor Orban, który będąc „władcą” państewka o populacji 10 milionów ludzi, znowu nas „wydmucha”. Ten sam Orban, który gra na dwa, a jak się da, to i na trzy fronty. Ja go rozumiem, dlatego że znam się nieco na myśli politycznej. I choć, tylko teoretycznie to wystarczy mi tego, aby zrozumieć Orbana.
Otóż były premier Wielkiej Brytanii sir Winston Churchill wypowiedział kiedyś mądre zdanie: Wielka Brytania nie ma ani wiecznych wrogów, ani wiecznych sojuszników. Ma jedynie wieczne interesy. Dlatego rozumiem Wiktora Orbana, który póki co, skutecznie robi wszystkich graczy politycznych w konia.
Przecież nie tak dawno jeszcze pan Kaczyński i PiS krytykowali tego pana. Cóż takiego się nagle stało, że Węgry, dla których (i reszty Europy Środkowo — Wschodniej) Polska chciała być liderem regionalnym, kraj zmarginalizowany nawet w UE i raczej mało wiarygodny dla Putina, ma teraz być naszym zbawcą?!!! Przecież to wszystko graniczy z jakąś ABERRACJĄ i TOTALNYM ODLOTEM!
OBAWIAM SIĘ POWAŻNIE O PRZYSZŁOŚĆ NASZEJ OJCZYZNY!!!
Dariusz Stokwiszewski: Długofalowe konsekwencje zawłaszczania państwa przez PiS

Dariusz Stokwiszewski
Kiedy ta władza odejdzie (co musi się stać wcześniej czy później – z mego punktu widzenia oby jak najszybciej), to każda następna po niej nie zmieni tego, co PiS zepsuło. Dlaczego? Dlatego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
Wcześniej już, dość wyczerpująco pisałem (pisały też inne osoby) o tym, co zrobiło PiS z tym państwem, jakiego kształt znaliśmy od 1989 roku. Nie ma sensu, zatem wyliczanie po raz kolejny tego, co sprawiło, że pozycja Polski w Europie i świecie zmalała, a samo państwo zaczęło być postrzegane, jako mało przewidywalne i znacząco odstępujące od zasad obowiązujących w całym cywilizowanym świecie, od ponad 200 lat.
Trudno z tymi faktami polemizować (nawet gdyby M. Morawiecki przekonywać chciał do tego, przy użyciu „cudownych” narzędzi i sposobów). To, co się stało z demokracją w naszym kraju, a czego efektem jest niszczenie sądownictwa, upartyjnienie prokuratur, „demolka” polskiej armii, destrukcja kadrowa w Policji (a przez to znaczące obniżenie zdolności oby tych instytucji mundurowych do działania), to tylko te najgłośniejsze sprawy.
Jak wynika z badań prowadzonych przez różne instytucje, (ale nie tylko; w ubiegłym roku sam promowałem pracę dyplomową o przestępczości zorganizowanej w Polsce, w latach 80. i 90. XX w.), za 2, a najdalej 3 lata zakłady karne opuszczą ci mafiosi, którzy spędzili tam wiele lat. Wywiad przeprowadzony przez TVN z najważniejszymi osobami w Policji tamtego czasu wskazuje jasno, że znakomita część z nich powróci do tego, co potrafi najlepiej. MYŚLĘ, ŻE WOJNY GANGÓW PRAWDOPODOBNIE STANĄ SIĘ PONOWNIE RZECZYWISTOŚCIĄ.
Piszę „prawdopodobnie”, bo nie jestem w stanie dokładnie przewidzieć rzeczywistości. Parafrazując wypowiedź mojego guru, współczesnego prekursora realistycznego nurtu teoretycznego w stosunkach międzynarodowych, Hansa J. Morgenthau’a powiem, że tylko osoby naprawdę jasnowidzące mogłyby się o to pokusić.
Szeregi WP i Policji musiały opuścić (pewne przypadki znam osobiście) najlepsi z tych, którzy byli, przynajmniej na dziś, niezastąpienie. Wiem, iż ktoś może mi powiedzieć, że nie ma ludzi niezastąpionych. Dlatego też dodałem określenie „na dziś”. Szkolenie tego rodzaju fachowców trwa tymczasem latami.
A zatem zmierzyć się nam wkrótce przyjdzie z tym, a także innymi problemami, które mogą się okazać trudnymi do przezwyciężenia. Jednak nie to leżało u podstaw tego, co miało być puentą tej krótkiej publikacji. Jej istotą jest mój najcięższy, wobec PiS zarzut, który zawarłem już w jej tytule: Długofalowe konsekwencje zawłaszczania państwa przez PiS.
Śpieszę wyjaśnić krótko i stanowczo, iż najbardziej znaczące to dla naszej przyszłości w odniesieniu do praw obywatelskich (a w zasadzie ich zawłaszczenia przez PiS) może być i zapewne będzie coś innego.
Otóż to, że kiedy ta władza odejdzie (co musi się stać wcześniej czy później – z mego punktu widzenia oby jak najszybciej), to każda następna po niej nie zmieni tego, co PiS zepsuło. Dlaczego? Dlatego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nawet jeśli teraz pretendenci do władzy wzywają nas do stawiania oporu, to później nie będzie się im chciało (chcę się mylić!) samodzielnie zrezygnować z raz zdobytych przywilejów.
Jaki z tego płynie wniosek?
JUŻ TERAZ MUSIMY DZIAŁAĆ NA RZECZ POWROTU DEMOKRACJI!!!








