Ranking szkół 2018. Najlepsze Licea i Technika w Polsce. Czy Twoja szkoła jest wśród najlepszych?

XIII LO w Szczecinie i Technikum nr 7 w Zespole Szkół Elektryczno-Mechanicznych im. gen. Józefa Kustronia w Nowym Sączu – to najlepsze szkoły według rankingu miesięcznika „Perspektywy”.

Ranking szkół 2018. Najlepsze Licea i Technika w Polsce. Czy Twoja szkoła jest wśród najlepszych?

– W epoce powszechnego narzekania na szkołę, kiedy patrzę na moich nauczycieli i uczniów, widzę, że uczenie może bawić, cieszyć, dawać głęboką satysfakcję obu stronom tego procesu – mówił Cezary Urban, dyrektor LO nr XIII w Szczecinie, które zwyciężyło zarówno w tegorocznym rankingu, jak i w klasyfikacji 20-lecia.

– Sukcesu uczniów nie byłoby bez znakomitych nauczycieli. W naszej szkole skład osobowy jest od lat stabilny, większość zespołu pracuje tu od 5-10 lat. To ludzie, którzy świadomie wybrali zawód nauczyciela, wiedząc, że ani status społeczny zawodu, ani wynagrodzenie nie jest wysokie” – dodaje.

Dla Walentego Szarka, dyrektora zwycięskiego technikum, pierwszym filarem sukcesu było stworzenie i utrzymanie jak najlepszej atmosfery, zarówno wśród kadry, jak i wśród młodzieży.

– Kolejne filary to dbałość o jak najbardziej efektywne wykorzystanie każdej jednostki lekcyjnej (dosłownie!), możliwie jak najwyższa frekwencja uczniów na lekcjach – mówi Szarek.

– Szczególną rolę nadałem wychowawcom każdego oddziału: to wychowawca jest koordynatorem procesu dydaktycznego w swojej klasie, który na bieżąco reaguje na wszystkie zjawiska – wyjaśnia.

W tegorocznym badaniu wzięto pod uwagę dane 2195 liceów ogólnokształcących i 1744 techników, które spełniły tzw. kryterium wejścia: maturę w maju 2017 r. zdawało w nich minimum 12 maturzystów, a wyniki średnie z języka polskiego i matematyki, zdawanych obowiązkowo, były nie niższe niż 0,75 średniej krajowej.

Kryteria brane pod uwagę to sukcesy w olimpiadach, wyniki matury z przedmiotów obowiązkowych oraz wyniki matury z przedmiotów dodatkowych. W przypadku liceów uwzględnione zostały również osiągnięcia w olimpiadach międzynarodowych, a przy technikach – wyniki egzaminu zawodowego.

Wszystkie rankingi, obejmujące łącznie ponad 1500 najlepszych szkół ponadgimnazjalnych w Polsce, opublikowane zostały na portalu edukacyjnym: www.licea.perspektywy.pl, www.technika.perspektywy.pl.

 

Źródło: kurier PAP


Bruksela. Juncker – Morawiecki. Miło, ale bez przełomu. Morawiecki nie zaproponował żadnych rozmów w sporze o praworządności

Premier Mateusz Morawiecki nie zaproponował w Brukseli żadnych rozmów o zmianach w ustawach o sądownictwie. Spór o praworządność miałoby złagodzić lepsze tłumaczenie, jak uczciwe intencje stoją za reformami PiS.

Mateusz Morawiecki i Jean-Claude Juncker w Brukseli, 9.01.2018. Fot. Źródło: dw.de

Mateusz Morawiecki spotkał się we wtorek wieczorem z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem oraz jego I zastępcą Fransem Timmermansem.

Po trwającej grubo ponad dwie godziny kolacji Juncker i Morawiecki przez około 20 minut rozmawiali w cztery oczy – bez Timmermansa, ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego i bez szefa gabinetu przewodniczącego Komisji Europejskiej.

„Przewodniczący i premier ustalili, że do końca lutego spotkają się ponownie, by kontynuować dyskusję mającą przynieść postępy. Kolacja przebiegła w przyjaznej atmosferze” – ogłosili potem we wspólnym komunikacie.

Jednak „postępy”, które miałyby być tematem lutowego spotkania Morawieckiego i Junckera, nie muszą dotyczyć praworządności, lecz – jak tłumaczyli przedstawiciele polskiej delegacji – wszystkich omawianych we wtorek kwestii, od cyfryzacji po energię.

– Pewnie będziemy rozmawiać, jak będę w Brukseli. Bardzo chętnie się spotkam z przewodniczącym Junckerem – powiedział potem Morawiecki. Objaśniał, że spotkanie odbędzie się przy „okazji” jego przyjazdu na szczyt UE planowany na 23 lutego, co umniejsza rangę ponownych rozmów z Junckerem.

Próba ocieplenia, ale spór o sądy bez zmian

Przed wtorkowym spotkaniem celem zarówno Junckera, jak i Morawieckiego było zapoczątkowanie choćby niewielkiej odwilży między Komisją Europejską i rządem Polski, skąd – z części kluczowych ministerstw – nadchodziły w ostatnich kilkunastu miesiącach wręcz frontalne ataki polityczne na Komisję, jej kompetencje oraz miejsce w ustroju UE. Także dla załagodzenia tych relacji Juncker i Morawiecki rozmawiali o kwestiach, w których Warszawę i Komisję wiele łączy (np. reformy cyfryzacyjne i rozmowy o brexicie) lub w których spór można utrzymać w granicach zwykłego konfliktu negocjacyjnego (np. energia, koszty walki ze zmianą klimatu).

– Chemia tych rozmów była dobra – przekonywali potem polscy dyplomaci.

Szkopuł w tym, że głównym przedmiotem sporu między Polską i Komisją Europejską jest od 2016 r. praworządność – zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, a potem w sądownictwie. A w tej kwestii nie było we wtorek żadnych zaskoczeń – Morawiecki nawet nie próbował zwodzić Junckera i Timmermansa, że możliwe są jakieś zmiany w nowych ustawach.

– Nie rozmawialiśmy o tym – powiedział Morawiecki na konferencji prasowej.

Komisja złożyła w grudniu do Rady UE (ministrowie krajów Unii) wniosek o przyjęcie oficjalnej deklaracji o „wyraźnym ryzyku” złamania praworządności w Polsce oraz o zatwierdzenie zaleceń naprawczych Rady UE dla Warszawy. To pierwszy krok w ramach dyscyplinującego art. 7.1 Traktatu o UE. Komisja byłaby gotowa wycofać swój wniosek w ramach art. 7., gdyby władze Polski do marca posłuchały jej zaleceń w sprawie sądów i Trybunału Konstytucyjnego. Jednak już bodaj nikt w Brukseli w to nie wierzy.

Orbán szedł na ustępstwa, Polska – nie

Morawiecki jest gotów – jak się wydaje – naśladować taktykę premiera Viktora Orbána co do licznych spotkań z Komisją Europejską. Ale nie chce naśladować Węgra w kwestii drugiego elementu jego taktyki – częściowych (czasem zupełnie małych) ustępstw w kontrowersyjnych reformach, na które Orbán zwykł godzić się pod presją Brukseli, by rozganiać czarne unijne chmury gromadzące się nad jego głową.

– Opisaliśmy nasze intencje. A jest to system sądownictwa sprawniejszy, sprawiedliwszy, bardziej obiektywny. Wierzę, że przedstawienie naszego całościowego patrzenia na system sprawiedliwości trafi, w jakimś kontekście, do naszych rozmówców – przekonywał we wtorek Morawiecki.

Najwcześniejszy możliwy termin dyskusji Rady UE o Polsce w ramach artykułu 7. to posiedzenie ministrów 27 lutego. A głosowanie – jak obecnie sugeruje bułgarska prezydencja w Radzie UE – raczej nie odbędzie się przed kwietniem. Do przyjęcia deklaracji o zagrożonej praworządności w Polsce trzeba większości 22 krajów UE (i uprzedniej zgody Parlamentu Europejskiego). Polska dyplomacja zamierza teraz objaśniać krajom Unii, że zmiany w sądownictwie nie stanowią „systemowego” zagrożenie dla państwa prawa.

Unijne fundusze i praworządność

Morawiecki i Juncker rozmawiali też o nowym budżecie wieloletnim UE na okres po 2020 r. Szef Komisji Europejskiej regularnie deklaruje, że jest przeciw karnemu odbieraniu funduszy krajom Unii. W Komisji i wśród krajów Unii nie ma poważnych dyskusji w sprawie „kar” budżetowych za nieprzyjmowanie uchodźców – po prostu spora część nowego budżetu może zostać przeznaczona na politykę migracyjną i być dostępna tylko dla krajów gotowych do wspólnej unijnej polityki w tej dziedzinie.

Natomiast za uzależnieniem wypłat od spełniania wymogów praworządności („to nie kara” – przekonują rzecznicy tego rozwiązania) opowiadają się kluczowi płatnicy do budżetu UE.

W tym tygodniu francuska minister ds. europejskich Nathalie Loiseau publicznie poparła w Brukseli wprowadzenie praworządności jako jednego z warunków wypłat funduszy. Niewykluczone, że Komisja Europejska – jak wynika z naszych informacji – już w maju ogłosi pierwsze dokumenty dyskusyjne w tej sprawie.

 

 


Co po mastektomii? Poradnik doboru bielizny i protezy dla amazonek

Rak piersi jest chorobą, która dotyka coraz większą ilość kobiet. Według statystyk na raka piersi choruje co czternasta Polka, a umieralność wynosi aż czterdzieści procent.

Wczesne wykrycie choroby pozwoli zdecydowanie zwiększa szansę na przeżycie osoby chorej, dlatego prowadzi się kampanie zachęcające kobiety do przeprowadzenia mammografii. Kobiety, które przeszły mastektomię, zwane często amazonkami, potrzebują specyficznej bielizny, która pozwoli im poczuć się kobieco i wygodnie.

Bielizna dla amazonek – ogólne cechy

W okresie tuż po operacji kobieta będzie potrzebowała bielizny na tyle delikatnej, by nie podrażniać bardzo wrażliwej wówczas skóry – dlatego warto sięgać po specjalistyczną bieliznę pooperacyjną, taką jak dostępna w sklepie dlaamazonek.pl, która została zaprojektowana z myślą o kobietach po mastektomii i uwzględnia potrzeby gojącej się skóry oraz komfort codziennego noszenia. Wtedy warto założyć biustonosz pooperacyjny, zaprojektowany w taki sposób, by przyśpieszyć gojenie się rany. Tego rodzaju biustonosz posiada istotne ułatwienie, jakim jest zapięcie z przodu – jest to ważne, ponieważ tuż po operacji zapinanie biustonosza od tyłu mogłoby sprawić spory problem.

Osoby, które zdecydowały się na rekonstrukcję powinny zadbać o utrzymanie implantu we właściwym miejscu, w czym pomaga zaopatrzenie się w pas kompresyjny do biustonosza lub bandaży. Po zakończeniu rekonwalescencji będą mogły zakładać już standardową bieliznę.

Jaką protezę zakupić, jeżeli nie zdecydujemy się na rekonstrukcję?

Inaczej wygląda kwestia, jeżeli nie zdecydujemy się na rekonstrukcję. Wówczas stajemy przed wyborem właściwej protezy, a pod tym względem możliwości jest naprawdę dużo. Nie brakuje modeli bardzo zaawansowanych, opracowanych w sposób pozwalających uzyskać jak największą wygodę, w jak najmniejszym stopniu ograniczających oddychanie skóry.

Szczególnie komfortowym rozwiązaniem są protezy samoprzylepne, które idealnie przylegając do skóry zwiększają komfort codziennego życia – nie trzeba się bowiem martwić, że proteza wypadnie podczas wykonywania codziennych czynności. Ich zaletą jest również fakt, że zmniejszają obciążenie ramion i można ich używać praktycznie z każdym biustonoszem. Posiadają jednak jeden mankament – przylegając do skóry są nieco duszące, dlatego nie powinny ich używać kobiety skarżące się na nadmierną potliwość.

Biustonosze dla kobiet z protezą

Kobiety, które zdecydowały się na protezę muszą poświęcić nieco czasu na wybranie odpowiedniego biustonosza. Powinien on posiadać:

– kieszonkę na protezę – należy zwrócić uwagę, po której stronie biustonosza się znajduje,

– ramiączka – trzeba zwrócić uwagę, czy są odpowiednio szerokie, ponieważ od tego zależy, czy ściągnięte ciężarem protezy nie będą wżymać się w ciało, co mogłoby spowodować wytworzenie się obrzęku limfatycznego,

– zapięcie na przynajmniej trzy haftki, które pozwoli na odpowiednie rozłożenie ucisku,

– zabudowane wycięcie, które jest niezbędne, by zabezpieczyć protezę

Co oprócz bielizny i protezy?

Oprócz kupna właściwej bielizny i protezy po zabiegu będzie trzeba zadbać o odpowiednią rekonwalescencję ręki po stronie piersi, która została amputowana. O to powinni oczywiście w dużym stopniu zadbać lekarze, lecz warto również w domowym zaciszu przeprowadzać masaż limfatyczny z użyciem specjalnego kremu, co pomoże zapobiec wytworzeniu się obrzęku limfatycznego. Lekarz powinien wytłumaczyć, w jaki sposób wykonywać ten zabieg.

W przygotowaniu artykułu pomogła intimiti.pl

 


Zachodnie media komentują rekonstrukcję rządu w Polsce: kontynuacja czy zmiana?

Niemieccy komentatorzy różnią się w ocenie skutków zmian w polskim rządzie: część spodziewa się kontynuacji konfrontacji z Brukselą, inni widzą w rekonstrukcji sygnał odprężenia i umocnienie pozycji Morawieckiego.

Zachodnie media komentują rekonstrukcję rządu w Polsce: kontynuacja czy zmiana?

Premier Mateusz Morawiecki. Fot. Źródło: dw.de

„Sueddeutsche Zeitung”: „Młode wino w starych bukłakach”

Zdaniem autora komentarza Floriana Hassela „mocno zmieniony rząd nadal stawia na konfrontację”. „Polski rząd został mocno przebudowany: przed świętami Bożego Narodzenia na nowego premiera mianowany został Mateusz Morawiecki, teraz doszło kilku nowych ministrów” – pisze Hassel – warszawski korespondent liberalno-lewicowej gazety.

Autor zastrzega, że zmiany (personalne) nie oznaczają zmiany kursu – „ani w polityce wewnętrznej Polski, ani w podejściu do Europy”. Silny człowiek Polski – Jarosław Kaczyński, pozwolił jedynie, by potoczyły się głowy szczególnie nielubianych ministrów i wzmocnił swoją kontrolę nad rządem, samemu nie wchodząc w światła reflektorów i nie przejmując nielubianej przez niego codziennej pracy rządowej – tłumaczy Hassel.

„Gdyby Kaczyński chciał zmienić swoją konfrontacyjną politykę w kraju i wobec zagranicy, mianowałby na ministrów spraw wewnętrznych i obrony uznanych reformatorów. Wyrzuciłby ponadto występującego w roli grabarza polskiego wymiaru sprawiedliwości ministra Ziobro lub powierzyłby resort spraw zagranicznych prawdziwemu dyplomacie o odpowiednim znaczeniu. Nie zrobił jednak nic z tych rzeczy” – czytamy w „SZ”.

“Rząd kierowany nominalnie przez nowego szefa Morawieckiego będzie nadal szukał konfrontacji. Ataki na niezawisłość sądów będą nadal trwały” – przewiduje Hassel. Komentator przypomina, że z pierwszą podróżą zagraniczną Morawiecki udał się nie do Berlina czy Paryża, lecz do Budapesztu, do premiera Viktora Orbana. „To pokazuje, że w konflikcie z Brukselą Warszawa nie ustąpi. Liczy na to, że Węgry zapobiegną za pomocą weta odebraniu Polsce prawa głosu” – kończy komentator „Sueddeutsche Zeitung”.

Zachodnie media komentują rekonstrukcję rządu w Polsce: kontynuacja czy zmiana?

Były szef MSZ Witold Waszczykowski był dla wielu ucieleśnieniem konfliktu Polski z UE. Fot. Źródło: dw.de

„Frankfurter Allgemeine Zeitung”: „Puste gesty?”

„Jarosław Kaczyński zdjął ze sceny teatru kukiełek dwie postaci polskiego rządu, które ucieleśniają konflikt Polski z UE: ministra spraw zagranicznych Waszczykowskiego, który niedawno zaproponował, by odpowiedzieć na europejskie postępowanie dotyczące praworządności przeciwko jego krajowi ‘negatywną’ polityką blokady, oraz ministra obrony Macierewicza, który poświęcił lata swojego życia na walkę przeciwko UE” – pisze autor komentarza podpisujący się inicjałami „ul”.

„Powód: Warszawa zrozumiała, że jego (Macierewicza) wrogość wobec UE nie pomaga w uzyskaniu od tej Unii kolejnych miliardów transferowych, na których opiera się polski rozwój” – tłumaczy niemiecki dziennikarz. Zmiany personalne mogłyby zdaniem „FAZ” pomóc Warszawie i Brukseli w uniknięciu wciągnięcia w wir konfliktu, jednak tylko wtedy, gdyby nowe twarze prowadziły nową politykę. „Ze względu na przeprowadzony przez Kaczyńskiego pucz w sądownictwie jest to niemal niemożliwe. Ustawy podporządkowujące (wymiar sprawiedliwości) są uchwalone, postępowanie UE jest w toku” – ocenia autor.

„Nic by się nie stało, gdyby Polska przyjęła przynajmniej kilku uchodźców z tych, do których przyjęcia zobowiązała się w 2015 roku. To minimum – w przeciwnym razie nowe twarze pozostaną pustym gestem” – konkluduje komentator „FAZ”.

„Die Welt”: „Polska wysłała UE sygnał odprężenia”

„Polska wysłała UE sygnał odprężenia” – czytamy na stronie tytułowej dziennika „Die Welt”. Nowy premier Morawiecki po czterech tygodniach na stanowisku przeforsował obszerną zmianę w rządzie, co powoduje, że „nie wygląda już na marionetkę swojego szefa partii Jarosława Kaczyńskiego” – pisze autor relacji z Warszawy Gerhard Gnauck.

„Rząd chce najwidoczniej w ten sposób zneutralizować krytyków zarówno w Brukseli, jak i w kraju” – uważa autor. Nawiązując do dymisji Waszczykowskiego, Gnauck pisze, że jego miejsce zajmie „występujący ostrożnie 61-latek, który udzielał się w ruchu obywatelskim ‘Wolność i Pokój’ i był przez rok aresztowany”.

„Tageszeitung”: „Radykalna przebudowa rządu”

Lewicowy dziennik „TAZ” pisze, że największym wygranym rekonstrukcji rządu jest prezydent Andrzej Duda, który do końca zabiegał o zwolnienie ministra obrony Antoniego Macierewicza. „Z wyjątkiem ministra sprawiedliwości odejść musieli wszyscy kontrowersyjni ministrowie. UE zasygnalizowała jeszcze tego samego dnia gotowość do dialogu” – ocenia Gabriele Lesser.

Autorka zaznacza, że na razie nie wiadomo, czy Morawieckiemu i jego nowemu gabinetowi uda się „wyprowadzić Polskę na spokojniejsze wody”. Powodzenie zainicjowanego dzięki rekonstrukcji rządu nowego rozdania zależy od postawy szefa partii Kaczyńskiego. Jej zdaniem nic nie wskazuje na to, by Jarosław Kaczyński był gotów do oddania chociaż minimalnej części swojej władzy.

Sytuację w Polsce komentują także media elektroniczne.

Radio Deutschlandfunk: „Cała władza dla Morawieckiego”: „Mateusz Morawiecki jest nowym silnym człowiekiem polskiego rządu. Gospodarka rozwija się, sondażowe wyniki jego prawicowo-konserwatywnej partii PiS szczytują. To skłoniło szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego do przekazania Morawieckiemu znacznie większej władzy” – ocenia Florian Kellermann.

Pierwszy program radia i telewizji ARD: „Przesuwanie krzeseł bez zmiany kursu”: Autor Jan Pallokat pisze, że rekonstrukcja rządu ujawniła konkurencyjne nurty w PiS, sprawiającym na pierwszy rzut oka wrażenie monolitu. Osobą, która jest zwornikiem całości jest szef partii Jarosław Kaczyński.

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Nie wierzę w to, że naprawdę coś się w Polsce od dzisiaj zmieni

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Ktoś mądry, myślący kategoriami państwa, którego oszukano już tak wiele razy, i któremu każda kolejna władza obiecywała, że ten zakręt będzie ostatnim, ma podstawy, a nawet prawo wątpić

 

Mamy nowy (w większości jednak stary) rząd, który nie stanie się antidotum na nasze problemy. Mamy nowy rząd, ale starą – jednoosobową – nowogrodzką władzę, której jedyną i najważniejszą emanacją jest prezes. Nic, według mnie nie wskazuje na to, aby „pod nowym makijażem” stara twarz nabrała blasku młodości, a zwietrzałe oraz myślące jeszcze, po peerelowsku mózgi, zaczęły myśleć w nowych, tak potrzebnych dzisiejszej Polsce i Europie kategoriach. Zmienił się jedynie skład ekipy, ale nie łudźmy się, że z dnia na dzień zmieni się polska rzeczywistość.

Ktoś mądry, myślący kategoriami państwa człowiek (takich jest u nas wielu), którego oszukano już tak wiele razy, i któremu każda kolejna władza obiecywała, że „ten zakręt będzie ostatnim”, ma podstawy, a nawet prawo wątpić. Szczególnie tej władzy.

Kiedy w 2005 r., rządząca dziś partia po raz pierwszy objęła rządy, wydawało się wielu, że oto nadszedł czas, kiedy w kraju poprawie ulegnie to, co szwankuje. PiS nie rządził jeszcze wówczas samodzielnie, a przy pomocy tzw. przybudówek. Nie mniej już wtedy pokazał swoją inklinację do zapewnienia sobie rządów niezależnych od nikogo.

Cały szereg intryg i działań podjętych w stosunku do przeciwników politycznych PiS-u kończyło się czasem nawet tragicznie. Ucierpiało też społeczeństwo. Przykłady można by mnożyć.

Zacznę od początku:

  • populistyczny plan PiS „mieszkania dla młodych” okazał się ustawowym bublem, doprowadzając polskie budownictwo nawet nie do stanu zadyszki, a astmy;
  • w trakcie jego (nieudanej, jak mówię) realizacji, dorobiły się za to banki;
  • podniosło to dwukrotnie ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym;
  • w efekcie, bogate banki stały się jeszcze bogatsze, a deweloperzy zaczęli budować głównie dla ludzi bogatych;
  • Zbigniew Ziobro (dzierżący wtedy funkcje: ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego) „zreformował” prokuraturę;
  • nastąpiły zatrzymania (zdarzało się też niewinnych) ludzi, których nie lubił prezes Jarosław Kaczyński;
  • nastąpił paraliż pracy prokuratur w kraju;
  • Ktoś groził sędziom, uniewinniającym zatrzymanych i umarzającym też polityczne, w większości, sprawy;
  • nieodpowiedzialne działania PiS sparaliżowały także polską transplantologię;
  • w efekcie, miały miejsce setki zgonów, gdyż z klucza politycznego ścigano (jak się później okazało) także niewinnych lekarzy;
  • rządzący rozwalili telewizję publiczną oraz trzy programy Polskiego Radia (chodzi tu o „sławetną” już, nocną ustawę, i trwająca dobę wymianę KRRiT, na ludzi, z pisowskiego klucza partyjnego.

To jedynie przykłady, które pamiętam, ale przypuszczam, że było tego znacznie więcej. Dlatego powtarzam to, o czym pisałem na początku: dziś, moje zaufanie do PiS w skali od 1 do 10 wynosi – 2 (minus dwa).

Konsekwentnie, zatem nie wierzę w to, że ta władza:

  • przestanie ograniczać wolności obywatelskie;
  • przestanie łamać zasady demokracji;
  • przywróci rangę i znaczenie Trybunału Konstytucyjnego i niezależne sądy;
  • przestanie łamać Konstytucję RP;
  • najwyższe władze państwowe przestaną wykonywać polecenia wydawane im przez Prezesa PiS – nieponoszącego za swe decyzje odpowiedzialności (natomiast nie widzę przeszkód, aby pan ten stanął na czele rządu, zamiast chować się za innymi);
  • będzie procedować w Sejmie i Senacie (ma w nich większość) zgodnie z zasadami przyjętymi w demokracjach zachodnich (myślę, że będzie, jak dotąd — nocne obrady trwające po kilkanaście godzin — z myślą o zmęczeniu adwersarzy);
  • przestanie swoimi działaniami ośmieszać RP na arenie międzynarodowej i obniżać tym, jej znaczenie w świecie (też raczej nie bo lubi samowolę);
  • zakończy niszczenie przyrody (wycinka Puszczy Białowieskiej i innych obszarów cennych z przyrodniczego punktu widzenia i naprawi uczynione szkody;
  • przestanie forować lobby łowieckie, a także zmieni swoje decyzje w kwestii ustawy Prawo łowieckie, która jest zwyczajnym barbarzyństwem i zamachem na wolność;
  • przestanie promować energetykę opartą na węglu i chronić środowisko;
  • przestanie dzielić społeczeństwo na podgrupy, „na lepszy i gorszy sort” – to hańba;
  • zakończy seanse nienawiści, jakimi są „miesięcznice smoleńskie”, ale nie tylko:
  • przestanie używać języka nienawiści wprowadzanego do debaty publicznej;
  • skończy z zawłaszczaniem TVP/radia i robienia z nich tub propagandowych PiS;
  • dokona rzeczywistej reformy służby zdrowia w Polsce;
  • odetnie się od wpływów toruńskiego redemptorysty, którego nazbyt hojnie wspiera finansowo pieniędzmi pochodzącymi z budżetu państwa (brak przeciwwskazań do przekazywania prywatnych dotacji z kieszeni polityków, w tym ministrów).

Można byłoby wymienić więcej jeszcze rzeczy w zrobienie, których nie wierzę tzw. dobrej zmianie. Jednak tak samo, jak piszący przede mną, chcę móc liczyć na opamiętanie, które może jeszcze wszystko odwrócić. Chcę, ale nie wiem, czy warto jeszcze w to wierzyć…

 

 


Magdalena Środa: Rekonstrukcja rządu, czyli polityczny makijaż

Magdalena Środa

Magdalena Środa

Rządzi Nowogrodzka i jest tylko jedno pytanie: czy to, że udało się pogonić Macierewicza jest dowodem na osłabienie roli Rydzyka czy na osłabienie Kaczyńskiego

 

Słynna rekonstrukcja rządu okazała się zwykłą rekonstrukcją rządu. Taki polityczny makijaż, by przesłonić nieco Nowogrodzką i dać pokarm mediom.

Jedni ponurzy panowie w garniturach zostali wymienieni na innych ponurych panów w garniturach, ich poglądy nie mają znaczenia (a mają je?), gdyby wśród ministrów znalazł się spisiały macho Leszek Miller lub diva reżimowej propagandy Magdalena Ogórek nie zdziwiłabym się; bo to naprawdę wszystko jedno.

Rządzi Nowogrodzka i jest tylko jedno pytanie: czy to, że udało się pogonić Macierewicza jest dowodem na osłabienie roli Rydzyka (chciał przejąć narodowy budżet?) czy na osłabienie Kaczyńskiego (i w związku z tym przejęcia wpływów przez np. Ziobro?). Ale to też szczegół.

Rządzą garnitury (jeśli spódniczki to w roli usługowej). A od dawna powtarzam: jedyną sensowną zmianą w polityce będzie zmiana płci. The time is up! Właśnie Oprah Winfrey zapowiedziała start w następnych wyborach prezydenckich…

 

Magdalena Środa

 

 


Dariusz Stokwiszewski: Ile dla J. Kaczyńskiego znaczy prezydent oraz dlaczego dla prezesa ważniejszy jest Antoni Macierewicz?!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Macierewicz prawdopodobnie okaże się zapewne niezatapialny, dlatego iż bez względu na to, czy go prezes odwoła z MON, czy nie, to i tak nie poniesie za nic konsekwencji

 

Jeszcze dziś (10.01.2017) trwają spekulacje na temat „niby” zmian w rządzie PiS, na co niektórzy czekają, jak pewne „objawienie”, mogące mieć (zwykła bzdura!) jakikolwiek wpływ na kierunki polskiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Według nieoficjalnych informacji, którymi to dysponowali dziennikarze jeszcze wczoraj, Antoni Macierewicz ma pozostać na stanowisku. I to pomimo tego, że (jak się mówi) nawet premier Mateusz Morawiecki, wspierany po cichu (tak to z „odwagą” niektórych bywa) przez Andrzeja Dudę — prezydenta Najjaśniejszej, chciałby Antoniego Macierewicza odwołać.

Macierewicz prawdopodobnie okaże się zapewne niezatapialny, dlatego iż bez względu na to, czy go prezes odwoła z MON, czy nie, to i tak nie poniesie za nic konsekwencji.

Oczywiście, cała reszta zmian w rządzie także nie wniesie nic nowego, gdyż tajemnicą poliszynela (cały świat się z tego śmieje) jest to, że w Polsce tak już jest, że to nie osoby pełniące oficjalne funkcje państwowe decydują tutaj o czymkolwiek. Jednak tym, co dla nich będzie tragiczne, to przyszła odpowiedzialność — za to wszystko, pod czym się dziś tak ochoczo podpisują — przed Trybunałem Stanu. Dziwne jest tylko to, że wydają się oni tego jakby nie zauważać. Czy rzeczywiście warto dla chwili posiadania iluzorycznej władzy robić z siebie komedianta?!

Niemal wszyscy „zachodzą w głowę”, dlaczego Macierewicz jest nietykalny, choć nie ma, co powszechnie wiadomo indyjskich korzeni. Chyba że jest efektem reinkarnacji, o której w Polsce nie wiemy. Ta teza ma nawet sens, przyjmując za hindusami, że karma powraca już w następnym wcieleniu. Zastanowić by się należało nad tym, co minister „nawywijał” w swoim ewentualnym, poprzednim bycie!

Czy karma wraca?
Buddyści głoszą, że u podłoża każdego działania leży jakaś intencja, która może być szkodliwa albo korzystna. Te niekorzystne intencje to: gniew, niewiedza oraz pragnienie (żądze). Działania u podłoża, których leżą złe intencje będą dawać z kolei niekorzystne plony/efekty.
Z kolei do tych drugich – pozytywnych należą: brak pragnień (żądz), dobroć i mądrość. Efekty zachowań związanych z takimi właśnie intencjami są podobno pozytywne.

Żarty żartami, ale nam nie może być do śmiechu, bo człowiek dysponujący ponad 30 miliardami złotych i dowodzący polską armią musi być przygotowany i odpowiedzialny za wszystko, co robi. Skoro według większości Polaków Macierewicz taki nie jest to, co jest przyczyną jego nietykalności?

Nie wiem i nie chcę spekulować na ten temat, ale na pewno musi być jakieś drugie dno w całej tej sprawie. Trudno uwierzyć w to, że Jarosław Kaczyński (co myśli reszta, nie ma dla prezesa żadnego znaczenia) nie jest zorientowany, w kwestii tak newralgicznej dla każdego państwa, jak bezpieczeństwo narodowe.

Piszę te słowa z troską, z pozycji politologa, zajmującego się tą problematyką od lat, ale także, czy może przede wszystkim, jako obywatel mego państwa — RP. Jestem w miarę dobrze zorientowany w zakresie tego, co myślą żołnierze o sytuacji w wojsku. Pisałem już o tym, że wśród moich studentów zwykle było wielu żołnierzy i policjantów. Moje przerażenie jest tym większe, że mam świadomość tego, co Polsce może grozić.

Kiedy prezydentem został Andrzej Duda, uwierzyłem, że takiej osoby nie da się złamać temu czy innemu prezesowi, tej czy innej partii, bo ma tak silny mandat, jakiego żaden prezes czy inny partyjny kacyk nie ma i mieć nie może. Na pewno prezydentem nie ma i nigdy nie miał szans zostać pan Jarosław Kaczyński, który przed wyborami zazwyczaj łagodnieje, i stroni (wraz z Antonim Macierewiczem) od publicznych wystąpień.

Tłumaczono mi, że wierząc w Andrzeja Dudę, błądzę i to bardzo mocno. Do głowy, mi bowiem, nie przychodziło, że człowiek ze stopniem naukowym, prawnik na dodatek, pozwoli na to, aby ktoś odebrał mu (dla mnie to szok) „instrumenty polityczne”, które ma do dyspozycji. A tak właściwie pan Duda sam oddał to, czym dysponuje i to chyba uczynił z radością, bo ta, wraz z jakąś nieuzasadnioną dumą bije z jego oblicza przy okazji każdego jego przemówienia. Zastanawiam się; czy ja „śnię na jawie” czy może z moją percepcją coś jest nie tak?

Nie wiem sam, a przyznam, że w wielu sytuacjach nie do uwierzenia, nie tylko się sam szczypałem, aby to sprawdzić, ale nawet prosiłem moich sąsiadów, aby pozwolili psu, którego posiadają na to, by mnie odrobinę pogryzł dla oprzytomnienia. Wiem, że jestem tylko zwykłym, prostym doktorem politologii, ale daję słowo, że mnie na taką uległość, czy też wręcz serwilizm do kogokolwiek, nie byłoby „stać”. Za bardzo cenię sobie swą niezależność, zdobyty przez lata szacunek innych oraz to, że mogę sobie bez zmrużenia oka patrzeć w lustro przy goleniu.

Gdybym to ja był prezydentem (to tylko takie głupie gadanie na potrzeby chwili), sam złożyłbym (z poczucia bezsilności oraz śmieszności) rezygnację nie tylko z tego urzędu, ale będąc osobą samokrytyczną, oddałbym mojej Alma Mater swój dyplom (choćby ten doktorski tylko) w ramach pokuty – takiej mojej prywatnej Canossy! Jednak schodzę na ziemię i życzę prezydentowi, aby z godnością wypełniał obowiązki Głowy Państwa.

Panie prezydencie; to, że prezes bardziej ceni pana Macierewicza czy inne, wywodzące się z PC osoby, nie oznacza jeszcze tego, że za parę lat (jak Bóg da), nie odzyska pan jego łaski i przychylności. Co prawda (to moje zdanie) prezydentem pan już przenigdy nie zostanie, ale może jakaś partyjna funkcja zrekompensuje brak tak wymagającego od każdego pretendenta, urzędu. Wspomnień i tak pan będzie mieć bez liku, a te przykre po prostu pan jakoś wyprze z pamięci, udając, że ich nie było. Tylko czy Polska i Polacy zapomną i czy kiedyś odpuszczą? Może, gorzej jednak z HISTORIĄ, bo ta jest zwykle bezlitosna.

 


Dariusz Stokwiszewski: Obrońcy Tadeusza Rydzyka na barykadach!

Dariusz Stokwiszewski

Dariusz Stokwiszewski

Myślę, że ani dobroczyńcy biznesmena z Torunia, ani on sam Nieba nie zobaczą, a w każdym razie nie tak szybko, jak by sobie życzyli. Pan Bóg nie lubi obłudników

 

Przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą Ryszard Nowak złożył jakiś czas temu do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Adama Michnika. Miało się to stać podczas wizyty dziennikarza w Gorzowie Wielkopolskim, na spotkaniu z czytelnikami. Przy okazji dyskusji o Kościele. Michnik zapytany wyraził swoje zdanie o toruńskim zakonniku — Tadeuszu Rydzyku.

Nowak powiadomił (o ile wiem, nie pierwszy zresztą raz) prokuraturę o słowach (ale też o czynach innych osób), które w jego antysekciarskiej głowie i takiej retoryce, miały być dla toruńskiego redemptorysty uwłaczające. Cytuję je za Onet.pl:

mentalność wyznawców Radia Maryja jest jak mentalność sekty, to jest Kościół w Kościele.

I dalej:

„tendencje radiomaryjne” są w polskim Kościele silne i wiążą się z kłamstwami, oszczerstwami i podłością.

Przy tym jednak (podaję za Marcinem Podolskim z Onet.pl) Michnik zaznaczył, że:

istnieje także druga strona Kościoła, ta pozytywna, i że w Polsce działa wielu uczciwych duchownych.

Jeśli mogę dodać swój komentarz, to powiem, że nie uważam tego rodzaju wypowiedzi (jak ww.) nawet za kontrowersyjne, a nie tylko za uwłaczające. Po drugie zgadzam się z tym, że Radio Maryja to „Kościół w Kościele”, bo nikt nie ma żadnego wpływu na to, co robi Rydzyk; co wiernopoddańczym zachwytem chcą nam pokazać jego wyznawcy. Ni mniej, ni więcej tylko raczej to, że chyba dla nich ów Tadeusz Rydzyk, już za życia zasługuje, co najmniej „na beatyfikację”. To jest po prostu według większości Polaków chore, tym bardziej że brak umiaru i skromności — to drugie imię dyrektora — doktora. Chore jest i to, co się robi, łamiąc zalecenia Ojca Świętego, w kwestii m.in. uchodźców, ale nie tylko. Zarzutów jest wiele; te najgorsze dotyczą bogacenia się, zamiast dzielenia z biednymi, o czym uczył Chrystus! Wiecie, kim był Chrystus, czy już niektórzy z was, pod urokiem zakonnika będąc, zapomnieli?!

Na marginesie; w Polsce są wspaniali i mądrzy księża. Postaci takie jak ksiądz Prymas, abp. Wojciech Polak, ks. bp Tadeusz Pieronek ks. Adam Boniecki, o. Paweł Gużyński, to duma naszego Kościoła, szkoda tylko, że podzielony (tak jak Polska przez PiS) nasz episkopat tego nie dostrzega.

Tadeusz Rydzyk jest żądnym władzy oraz pieniędzy pseudobiznesmenem. Dlaczego tak go określam? Otóż dlatego, że nie zdobywa mamony tak, jak robią dobrzy biznesmeni, a jedynie wykorzystuje obłudę, rządzących, którzy ślą mu „na wyścigi” państwową kasę, myśląc, że toruński kapłan pomoże im przejść przez „ucho igielne” wprost do Nieba. Nie! Przez igielne ucho przejdzie zamiast nich pierwszy lepszy wielbłąd, który zdarł swoje spracowane kopyta na ciężkiej harówce u jakiegoś Beduina!

Myślę, że ani dobroczyńcy biznesmena z Torunia, ani on sam Nieba nie zobaczą, a w każdym razie nie tak szybko, jak by sobie życzyli. Pan Bóg nie lubi obłudników; wiem po lekturze Biblii. Radziłbym ją niektórym „Katolikom” przeczytać ze zrozumieniem!

 

PS.

Nie straszcie nas drodzy „święci” Sądami tu na Ziemi. Poczekajmy wszyscy na ten, pod murami Jerozolimy – Ostateczny. Wiele razy oglądałem to miejsce i mam nadzieję na to, że nie spotkam tam, w każdym razie blisko siebie, znanych mi obłudników z RP!

 

Dariusz Stokwiszewski – wierzący w Pana Boga, a nie w księdza z Torunia Katolik!


Viktor Orban: Nie uważamy tych ludzi za muzułmańskich uchodźców. Uważamy ich za najeźdźców

Ludzie, którzy próbują dostać się do Europy, to imigranci gospodarczy szukający lepszego życia – powiedział w wywiadzie dla Bild-Zeitung premier Węgier Viktor Orban.

Viktor Orban: Nie uważamy tych ludzi za muzułmańskich uchodźców. Uważamy ich za najeźdźców

Premier Węgier Viktor Orban: „Uważany, że zasługujemy na więcej szacunku”. Fot. Źródło: dw.de

Premier Węgier Viktor Orban uważa, że jego kraj postępuje słusznie broniąc się przed przyjmowaniem uchodźców. „Nie uważamy tych ludzi za muzułmańskich uchodźców. Uważamy ich za muzułmańskich najeźdźców” – powiedział Orban w wywiadzie dla największego niemieckiego tabloidu „Bild-Zeitung” (8.01.2018). Jego zdaniem ludzie, którzy próbują dostać się do Europy, to imigranci gospodarczy szukający lepszego życia.

„Czegoś takiego nie chcemy”

Jak powiedział węgierski premier, uważa, że „wysoka liczba muzułmanów siłą rzeczy prowadzi do powstania społeczeństw równoległych, bo chrześcijańskie i muzułmańskie społeczeństwa nigdy nie się połączą”. Wielokulturowość jest złudą. „Czegoś takiego nie chcemy. I nie chcemy pozwolić, żeby cokolwiek nam narzucano” – stwierdził Orban.

W centrum zainteresowania: Viktor Orban na zimowym posiedzeniu CSU.

Fot. Źródło: dw.de

W miniony weekend węgierski premier był gościem na posiedzeniu prezydium bawarskiej CSU. W wywiadzie dla „Bild-Zeitung” Orban odniósł się m.in. do krytyki wyrażonej pod jego adresem przez szefa SPD Martina Schulza zauważając, że nie życzy sobie wtrącania się w sprawy jego kraju. Była to aluzja do byłej funkcji Martina Schulza jako szefa Parlamentu Europejskiego. Według premiera Węgier, czym innym jest robienie uwag z Brukseli a czym innym „komunikowanie się z innymi państwami jako szef partii w Niemczech”. „Uważany, że zasługujemy na więcej szacunku” – podkreślił Orban.

Schulz wezwał przewodniczącego CSU Horsta Seehofera, by „pokazał Orbanowi granice”. Skrytykował przy tym „ryzykowną logikę”, którą kieruje się węgierski premier w swojej polityce imigracyjnej. To samo dotyczy kwestii wolności prasy i słowa.

W wywiadzie dla „Bild-Zeitung” Orban sprzeciwił się zwłaszcza zarzutowi, że Węgry biorą z UE pieniądze, ale nie chcą przyjąć uchodźców. Fundusz spójności wspierający węgierską gospodarkę nie jest żadnym prezentem. „Jest to sprawiedliwa rekompensata, ponieważ otworzyliśmy nasz rynek dla wolnej konkurencji. Nie ma to nic wspólnego z kwestią uchodźców” – podsumował Viktor Orban.

 

 



Niepokoje wśród zachodnich inwestorów. Polityka PiS wypycha zachodnie firmy na inne rynki, w tym do Czech

Niemieckie firmy inwestujące za granicą, w tym także w Polsce, napotykają na rosnące trudności: są dyskryminowane przez populistyczne rządy – pisze Tobias Kaiser w poniedziałkowym wydaniu „Die Welt”.

Fot. Źródło: dw.de

„Na wielu zagranicznych rynkach klimat dla niemieckich firm staje się coraz bardziej niekorzystny: populistyczne rządy izolują swoje rynki, wymiar sprawiedliwości staje się nieobliczalny, w wielu miejscach nastroje wobec zagranicznych firm pogarszają się” – pisze Kaiser, powołując się na raport Niemieckiej Organizacji Wspierania Handlu Zagranicznego – Germany Trade and Invest (GTAI).

Korespondenci GTAI informują o rosnących problemach. „W Polsce, która przez długi czas była ulubionym celem inwestujących przedsiębiorstw, klimat staje się lodowaty” – pisze Kaiser. „Coraz bardziej widoczny staje się wzrastający patriotyzm gospodarczy” – czytamy w raporcie.

Zdaniem autorów polityka gospodarcza w Polsce stała się po przejęciu władzy przez PIS „bardziej nieobliczalna”. Uszczerbku doznała także ceniona dotychczas przez niemieckie firmy polska stabilność. „Lawina ustaw, która ruszyła w końcu 2015 roku, zaniepokoiła wiele firm” – oceniają eksperci. Ich zdaniem polityczna stabilność i przewidywalność były ważnymi atutami przemawiającymi za Polską jako miejscem do inwestowania.

„Dobrze wykształceni i zmotywowani do pracy fachowcy oraz różnorodna gospodarka polska są nadal mocnymi punktami. Polityka rządu wypycha jednak inwestorów na inne rynki, w tym do sąsiedniej Republiki Czeskiej, która zdaniem ekspertów GTAI, dysponuje nadal znakomitymi warunkami do inwestowania” – czytamy w „Die Welt”.

Zdaniem autorów raportu populizm i protekcjonizm utrudniają także inwestowanie w USA. Rozczarowujący jest też bilans relacji gospodarczych z Chinami.