Adam Mazguła: List otwarty do Żołnierzy Wojska Polskiego z okazji rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego. „Wzywam Was!”

Adam Mazguła
Władzę demokratycznie przejęła partia Prawo i Sprawiedliwość, która pod hasłem dobrej zmiany zdecydowała się na rewolucję w kraju
Z okazji rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego, dokładnie rok temu, opublikowałem poniższy list otwarty. Z żalem odnotowałem, że oprócz personaliów dowódców, nic się przez ten czas, na lepsze, nie zmieniło. Sprawdźcie to sami.
List otwarty
Szef Sztabu Generalnego WP
generał Mieczysław Gocuł (obecnie gen. broni Leszek Surawski),
Dowódca Generalny RSZ
gen. broni Mirosław Różański (obecnie gen. dywizji Jarosław Mika),
Generałowie, Oficerowie, Podoficerowie i Żołnierze Wojska Polskiego!
Nocą 29 listopada 1830 roku słuchacze Szkoły Podchorążych Piechoty zdobyli Belweder, siedzibę rosyjskiego dowódcy polskiej armii – Wielkiego Księcia Konstantego.
Rocznica tej nocy, która rozpoczęła Powstanie Listopadowe, obchodzona jest we wszystkich wojskowych uczelniach jako Dzień Podchorążego. Obchodzimy dzień chwały niepodległej ojczyzny i polskości. Dzień dumy, że nawet grupa podchorążych, niekoniecznie wysokich oficerów, może dać sygnał do niepodległego zrywu zrzucenia kajdan w drodze do wolności.
Dzisiaj sytuacja w Polsce wcale nie jest dobra. Władzę demokratycznie przejęła partia Prawo i Sprawiedliwość, która pod hasłem „dobrej zmiany” zdecydowała się na rewolucję w kraju. W ciągu zaledwie roku, pod hasłami reformy, dokonano zamachu na wolności i prawa obywatelskie. Niebywałe upolitycznienie wszystkiego co się da upolitycznić, zwalnianie ludzi kompetentnych dla zastąpienia ich tzw. „misiewiczami”, zamach na szkolnictwo, na historię, w tym również Sił Zbrojnych Wojska Polskiego, histeria smoleńska, zniszczenie służby cywilnej i wiele innych działań budzi niepokoje społeczne.
Najważniejsze jednak jest to, że przy Panów cichej zgodzie dokonuje się zamach na Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, na którą przysięgali wszyscy służący w Polsce żołnierze.
Pozwolę sobie przypomnieć, że przysięgaliście Narodowi Polskiemu i Konstytucji. Tymczasem, wybrane władze nie mają prawa niszczyć dokumentu podstawowego naszego państwa, zgodnie z którym przejęli tę władzę.
Na dodatek wojsko bierze czynny udział w zakłamywaniu historii, poprzez odrzucenie jej w częściach niepasujących do oficjalnej propagandy partii rządzącej.
Wojsko pod Panów dowództwem kierowane jest w stronę „obłędu smoleńskiego”, który staje się przy waszym udziale religią narodową, skierowaną przeciw wszystkim, kto nie w partii rządzącej lub Kukiz15.
Za Waszym przyzwoleniem w Polsce odradza się faszyzm i nacjonalizm. Pozwalacie wyprowadzić, kosztem wojsk operacyjnych 50 tysięczną armię spod kontroli wojska do celów wiadomych tylko ministrowi, który jak wierzyć przekazom medialnym, jest od lat zdrajcą polskich wartości narodowych. Stworzyliście system niepewności służby dla żołnierzy. Kpicie sobie z ich praw, majstrujecie przy ustawach emerytalnych wojska, upokarzając swoich żołnierzy. Osobną sprawę stanowi całkowita uległość wobec klerykalizacji armii. Minister, przy Waszej obecności, deklaruje, że wojsko ma być wyznaniowe i do obrony chrześcijaństwa, a Wy bez słowa przytakujecie i fotografujecie się dumnie w mundurach Polskiej Armii z tym nie wiadomo komu służącym człowiekiem.
Szanowni Panowie!
Rozumiem, że czekacie, aby odezwał się zwykły żołnierz dla ochrony swojego honoru. Tak jak kiedyś zrobili to podchorążowie, bo oficerom nie chciało się przestać brylować wśród panienek rosyjskiej arystokracji Księcia Konstantego.
Ja, zwykły żołnierz rezerwista, w Dniu Podchorążego,
Wzywam Was, do okazywania szacunku dla każdego Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawiciela Narodu Polskiego, któremu przysięgaliście – każdego, bez względu na sort i czas, w którym się urodził!
Wzywam do przeciwstawienia się łamaniu Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, w tym do ochrony Trybunału Konstytucyjnego, jako gwaranta jej przestrzegania.
Wzywam Was do interwencji w sprawie obrażania munduru, do poszanowania naszej historii i umacniania wojska.
Wzywam Was do odrzucenia ideologii wiary smoleńskiej i zachowania świeckości armii!
Z żołnierskim pozdrowieniem!
Adam Mazguła
Na koniec zagadka. Czyj może być ten nowy sztandar?
1. Sekcji Polskiej Papieskiej Gwardii Watykanu.
2. Koła parafialnego garnizonu w Wadowicach.
3. Klubu Gazety Polskiej z Torunia.
4. Członków klubu Radia Maryja i telewizji TRWAM.
5. Ordynariatu Polowego WP.
6. Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej- prywatnej armii Antoniego Macierewicza, zawsze dziewicy.
Adam Mazguła
Socjologia Jarosława Kaczyńskiego – nowy przedmiot proponowany przez UW
Studenci Uniwersytetu Warszawskiego od nowego semestru akademickiego będą mogli uczyć się nowego przedmiotu – socjologii Jarosława Kaczyńskiego. 30-godzinny kurs będzie prowadził profesor Paweł Śpiewak.
Na zajęcia będzie można uczęszczać od lutego, a kończyć się będą zaliczeniem na ocenę. Chętni muszą się jednak spieszyć – dla studentów przewidziano tylko 10 miejsc.
Czego studenci będą mogli się nauczyć?
– Warto poznać socjologiczny obraz Polski Kaczyńskiego i zobaczyć Kaczyńskiego (i jego formację) jako przedmiot socjologicznej obserwacji. Zasadnicze pytania zajęć to: kim i z jaką wizją świata szef PiS zdobył i utrzymuje władzę. Wymaga to sięgnięcia do czasów początku transformacji, jego analizy przyspieszenia i natury konfliktu z dominującymi wówczas formacjami – postkomunistami, Unią wolności oraz Gazetą wyborczą. Osobno warto zobaczyć czym był pomysł tzw. IV Rzeczpospolitej i wreszcie, jakie idee i poglądy pojawiły się w trakcie kampanii wyborczej 2015 i w kolejnych latach. Oczywiście musi się pojawić kwestia mitu smoleńskiego. Szczególnej wagi nabrała problematyka obecności Polski w Unii Europejskiej. Kolejne pytanie: co sprawia, że mimo wielu krytyk utrzymuje jego formacja bardzo wysoki poziom społecznego poparcia i wreszcie, co stanowi o języku czy wręcz ideologii PiS tak, jak bywa przedstawiania przez liderów partii; który z elementów mowy publicznej ma decydujący charakter. Chodzi nie tylko o treść wypowiedzi, ale również przyjrzenie się technikom retorycznym stosowanym przez lidera partii. Po drodze oczywiście musi się pojawić pytanie o słabość opozycji politycznej, choć nie to ma być kluczowym przedmiotem naszego zainteresowania. – czytamy w opisie przedmiotu.
(df) thefad.pl / Źródło: usosweb
Błaszczak pozywa Ryszarda Petru. „Błaszczak szczuje na mnie prokuraturę”
Mariusz Błaszczak złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Ryszarda Petru. Błaszczak zwrócił się też o wszczęcie z urzędu postępowania w sprawie zniesławienia ministra spraw wewnętrznych i administracji. Zapowiedział, że zamierza również wytoczyć przeciwko Ryszardowi Petru powództwo o ochronę dóbr osobistych, w ramach którego domagać się będzie zamieszczenia stosownych przeprosin, a także zapłaty kwoty 50 tys. zł na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.
Jak informuje MSWiA znieważenie Mariusza Błaszczaka nastąpiło poprzez opublikowanie przez Ryszarda Petru, na jednym z portali społecznościowych, w dniu 19 listopada 2017 roku, obraźliwego wpisu o treści:
„Po 6 miesiącach, kiedy nie ma wyjaśnień i konsekwencji czas na Ministra Błaszczaka. To z jego winy policja torturowała i zabiła niewinnego człowieka – Igora Stachowiaka”.
Nie zastraszycie nas!
Na zawiadomienia Błaszczaka Ryszard Petru odpowiedzia na Twitterze. „Najpierw straszyli @BojanowskiW. Teraz M.Błaszczak szczuje na mnie prokuraturę za poniższe tweety.” – napisał.
Jak informuje MSWiA znieważenie Mariusza Błaszczaka nastąpiło poprzez opublikowanie przez Ryszarda Petru, na jednym z portali społecznościowych, w dniu 19 listopada 2017 roku, obraźliwego wpisu o treści:
Najpierw straszyli @BojanowskiW. Teraz M.Błaszczak szczuje na mnie prokuraturę za poniższe tweety.
Przewinienia podwładnych zawsze obciążają przełożonego. Błaszczak nie poczuwa się do odpowiedzialności za działania policji. To po co jest ministrem?
Nie zastraszycie nas! – napisał były szef Nowoczesnej
Najpierw straszyli @BojanowskiW. Teraz M.Błaszczak szczuje na mnie prokuraturę za poniższe tweety.
Przewinienia podwładnych zawsze obciążają przełożonego. Błaszczak nie poczuwa się do odpowiedzialności za działania policji. To po co jest ministrem?
Nie zastraszycie nas! pic.twitter.com/CfrRStxzsR
— Ryszard Petru (@RyszardPetru) 28 listopada 2017
(df) thefad.pl / Źródło: mswia
Polscy naukowcy bliscy wynalezienia leku na raka płuc? W ciągu roku mają być znane pierwsze wyniki badań na zwierzętach
Lubelscy naukowcy poinformowali, że w ciągu roku mają być znane wyniki badań przeprowadzonych na myszach, które mają potwierdzić działanie płynu celomatycznego dżdżownic, wykazującego aktywność przeciwnowotworową. To nowy wynalazek, na bazie którego może powstać lek na raka. W testach in vitro substancja ta niszczyła komórki raka płuca w 80 proc., nie oddziałując negatywnie na prawidłowe komórki organizmu. W kolejnych badaniach naukowcy zamierzają sprawdzić skuteczność płynu także na inne linie komórek nowotworowych m.in. raka piersi i jajnika.
Wypełniający ciało dżdżownic płyn celomatyczny pełni rolę szkieletu hydraulicznego i bierze aktywny udział w procesie poruszania się zwierzęcia. Substancja ta wykorzystywana jest od lat w medycynie ludowej wielu kultur świata. Lubelscy naukowcy postanowili natomiast zbadać jej działanie przeciwnowotworowe.
Badania rozpoczęły się pięć lat temu. W tym czasie naukowcy z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej we współpracy z badaczami lubelskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadzili szereg doświadczeń mających na celu określenie rodzaju nowotworu, na który płyn celomatyczny dżdżownic oddziałuje w najbardziej optymalny sposób, oraz znalezienie warunków, w których płyn działałby na komórki rakowe, nie niszcząc przy tym prawidłowych komórek organizmu.
Badania na różnych liniach komórek nowotworowych ze strony Uniwersytetu Medycznego prowadziła prof. dr hab. Jolanta Rzymowska, natomiast badania związane z pozyskaniem i odpowiednim przygotowaniem preparatu ze strony Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej prowadziła dr hab. Marta Fiołka.
– Badaliśmy aktywność płynu na różne typy nowotworów, raka piersi, jajnika, szyjki macicy i płuca. Były to linie, na których prowadzono badania pilotażowe, później skupiliśmy się na badaniu aktywności tylko na raka płuca A549, gdyż trzeba było wybrać typ linii, na którą płyn celomatyczny działa najlepiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Marta Fiołka z Instytutu Biologii i Biotechnologii UMCS.
Płyn celomatyczny badany był wielokierunkowo. Naukowcy próbowali rozdzielać go na frakcje i sprawdzać aktywność przeciwnowotworową poszczególnych składowych płynu, stosowali zróżnicowane metody pobierania płynu oraz określali jego działanie na kilka linii nowotworowych. W ostateczności zdecydowali się na całościowe badanie płynu, dochodząc do wniosku, że pojedyncze frakcje cechuje znacznie słabsze działanie.
Badacze ustalili, że do pobrania płynu potrzebne jest działanie słabego bodźca elektrycznego, natomiast do jego odpowiedniego przygotowania – wysoka temperatura inkubacji. Badania molekularne potwierdziły antynowotworową aktywność płynu celomatycznego dżdżownic Dendrobaena veneta na poziomie in vitro.
– Udało nam się znaleźć warunki, w których płyn działa w 80 proc. na komórki nowotworu płuca A549, natomiast nie działa toksycznie na komórki prawidłowe. Sprawdzaliśmy różne typy komórek prawidłowych, komórki prawidłowe nabłonka drzewa oskrzelowego, komórki fibroblastów skóry ludzkiej i komórki krwi – wymienia dr Marta Fiołka.
Na wynalazek pt. „Płyn celomatyczny dżdżownicy Dendrobaena veneta do zastosowania w leczeniu raka płuc” został przyznany patent, jego autorzy natomiast przygotowują się do kolejnego etapu badań, czyli doświadczeń na zwierzętach. Badania na myszach prowadzone będą we współpracy z wyspecjalizowanymi w tego typu doświadczeniach ośrodkami badawczymi. Dopiero, gdy na tym etapie zostaną osiągnięte dobre wyniki, naukowcy będą mogli przystąpić do współpracy z lekarzami onkologami i firmami farmaceutycznymi w ramach badań klinicznych.
– Równolegle musimy prowadzić analizę chemiczną płynu celomatycznego, gdyż jest to preparat złożony i dlatego te badania są bardzo trudne. Wiele związków działa synergistycznie, aktywność całego płynu potęguje się, gdy traktujemy go całościowo. Musimy prowadzić analizy w wielu różnych ośrodkach, żeby zdefiniować, co tak naprawdę działa w tym płynie w tak efektywny sposób – mówi dr Marta Fiołka.
Dżdżownice do badań in vitro zostały wyhodowane w uniwersyteckim laboratorium. Naukowcy będą kontynuować hodowlę w warunkach laboratoryjnych, gdyż tylko ściśle kontrolowane warunki mogą zapewnić powtarzalne wyniki badań. Płyn może być pobierany wielokrotnie, ponieważ dżdżownice regenerują się po upływie kilku tygodni.
Projekt na badania na myszach przeszedł ocenę formalną. Naukowcy czekają na finansowanie z Narodowego Centrum Nauki, decyzję poznają w połowie stycznia. W ciągu kilku miesięcy mają być znane wyniki badań prowadzonych na myszach. Następnym krokiem będą badania przedkliniczne.
Newseria
Andrzejkowe wróżby
Pochodzenie wróżb andrzejkowych nie jest do końca znane, ale pierwsza wzmianka w polskich źródłach pojawiła się w roku 1557 za sprawą poety i pisarza – Marcina Bielskiego.
Początkowo, andrzejkowe wróżby miały charakter ściśle matrymonialny – niezamężne dziewczęta, dzięki wróżbom, mogły się dowiedzieć kiedy wyjdą za mąż. Wróżby traktowane były bardzo poważnie i odbywały się indywidualnie to znaczy w odosobnieniu.

Fot. Anna Frach/ TheFad.pl
- Dziewczyny wysiewały w garnkach lub na skrawku pola ziarna lnu i konopi, które zagrabiano męskimi spodniami, w nadziei, że sprowadzi to do domu kandydata na męża (Kresy Wschodnie).
- Jeśli dziewczyna pościła przez cały dzień i modliła się do świętego Andrzeja, to we śnie mógł ukazać się jej przyszły ukochany (powszechne).
- Jeśli ucięta przez pannę w dniu świętego Andrzeja gałązka wiśni lub czereśni zakwitła w wigilię Bożego Narodzenia, dziewczyna mogła liczyć na rychłe pójście za mąż (powszechne).
W czasach późniejszych, andrzejkowe wróżenie, przyjęło formę grupowej zabawy panien a obecnie odbywają się w grupach mieszanych – z udziałem mężczyzn.
- Losowanie przedmiotów o symbolicznym znaczeniu np. listek oznaczał staropanieństwo, obrączka lub wstążka z czepka – bliski ślub, różaniec – stan zakonny.
- Wylewanie wosku na zimną wodę (często przez ucho od klucza) i wróżenie z kształtu zastygłej masy lub rzucanego przez nią cienia sylwetki przyszłego wielbiciela, akcesoriów związanych z jego zawodem itp. (zob. też ceromancja).
- Ustawianie od ściany do progu jeden za drugim butów zgromadzonych panien: ta której but pierwszy dotarł do progu miała jako pierwsza wyjść za mąż.
- Strona od której zaszczekał pies miała być tą, z której nadejdzie przyszły oblubieniec.
- Dziewczyny rzucały psu kulki z ciasta oznaczające wybranych chłopców i czekały, którą zje jako pierwszą.
- Panny ustawiały się w koło i wpuszczały do środka gąsiora z zawiązanymi oczami; dziewczyna do której gąsior najpierw podszedł (albo skubnął) – jako pierwsza miała wyjść za mąż (wróżba znana na Kujawach i w Małopolsce).
- Dziewczyny kładły na ławie placki posmarowane tłuszczem i sprowadzały psa; ta dziewczyna, której placek został najpierw zjedzony jako pierwsza miała wyjść za mąż (wróżba znana na Mazowszu).
- Uczestnicy zabawy pisali imiona na dwóch kartkach: imiona dziewczyn na jednej, a chłopców na drugiej. Potem dziewczyna przekłuwała z czystej strony kartkę z imionami chłopców tak, by ich nie widzieć. Dziewczyna miała potem wyjść za mąż za chłopca o imieniu, które przekłuła. Chłopcy natomiast przekłuwali kartkę z imionami dziewczyn. (wróżba nowoczesna, znana w całej Polsce)
Współczesne zabawy andrzejkowe
Lanie wosku
Lanie wosku jest najpopularniejszą wróżbą andrzejkową. W dawnych czasach do tego celu używano ołowiu, który był uważany za symbol trwałości związku. Dzisiaj andrzejkowa noc kojarzy się jednoznacznie – z laniem wosku ze stopionej świecy, zwykle do miski z wodą, niekiedy przez dziurkę od klucza.
Wosk należy umieścić w blaszanej misce lub garnku i podgrzewać, aż się rozpuści. Potem każdy z uczestników zabawy przelewa go przez dziurkę od klucza do miski z zimną wodą. Zastygając, lany wosk tworzy dziwne kształty. Zapaloną świecę stawiamy w pobliżu ściany. Woskowe kształty umieszczamy przy ścianie tak, żeby rzucały na nią cień. To on właśnie wskazuje nam, co czeka nas w nadchodzącym roku. Czasem kształty kojarzą się w sposób oczywisty i wróżący sobie nie ma problemu z ich odczytaniem. Ale należy wziąć pod uwagę, że oczywistość może nas zawieść. We wróżeniu najistotniejsze są symbole. Jak więc interpretować najpopularniejsze woskowe symbole?
Anioł
Jeśli wypatrzymy w naszym wosku anioła, to możemy mieć pewność, że w nadchodzącym roku wszystko, co nas spotyka, zapisane jest w planie karmicznym, czyli najprościej – jest nam pisane. Ludzie, którzy staną na naszej drodze, będą nam znani z poprzednich wcieleń, sytuacje, które nas spotkają będą po to, żeby pomóc nam przepracować naszą karmę. Nie powinniśmy jednak martwić się tym, że nie mamy na nic wpływu. Mamy opiekę i wsparcie z góry, kogoś, kto nad nami czuwa. To czas, który będzie miał wpływ na całe nasze życie. Sytuacje zmienią nas i wzmocnią, ludzie będą nas wspierać i zostaną naszymi przyjaciółmi. To bardzo dobra wróżba.
Motyl
Wywróżony motyl zapowiada wielkie zmiany nie tylko w naszym życiu, ale przede wszystkim w nas samych. Pokochamy siebie i uwierzymy we własną siłę, talenty i możliwości. Wyzwolimy się z toksycznych związków i trudnych dla nas relacji z innymi ludźmi. Zrozumiemy, że powinniśmy stawiać na siebie oraz że jeśli sami nie zadbamy o własne szczęście, to nikt tego za nas nie zrobi. Wiara w siebie jest kluczem do naszego szczęścia. Dzięki niej możemy przeistoczyć się z poczwarki w pięknego motyla. Mimo iż większość z nas nie lubi zmian i się ich boi, to czasem warto zostawić za sobą to, co nas ograniczało. Tylko wtedy możemy osiągnąć to, co nas satysfakcjonuje.
Koło
Koło jest oznaką doskonałości i spełnienia. Jeśli do tej pory zaczynaliśmy wiele rzeczy, lecz ich nie kończyliśmy lub nie przynosiły one spodziewanych rezultatów, to teraz przyszedł czas na zmiany. Wszystkie rozpoczęte sprawy znajdą swoje zakończenie. Nasze działania przyniosą efekt. Jeśli jesteśmy z kimś od dawna skłóceni, to koło zapowiada wielkie pojednania. Pary, które się rozstały, mają szansę na odbudowanie związku. Powróci przeszłość i od nas zależy, co z nią zrobimy – czy weźmiemy z niej to, co najlepsze czy powtórzymy te same błędy. Koło zapowiada również podróże za pracą. Możliwa jest zmiana miejsca zamieszkania, a nawet emigracja. To koniec czasu stagnacji i nadejście czasu działania. Wszystko będzie się działo błyskawicznie.
But
But jest symbolem realizacji w życiu. Jeśli do tej pory nie byliśmy pewni, jak miałoby wyglądać nasze życie, chcieliśmy realizować się, lecz nie wiedzieliśmy jak, to w nadchodzącym roku znajdziemy klucz do samorealizacji. But najczęściej oznacza odkrywanie nowych obszarów życia, ale również wiedzy. Możliwe, że będziemy dużo podróżować, poznawać inne kultury i tradycje. Możliwe, że odnajdziemy dziedzinę wiedzy, której zgłębianie będzie nas satysfakcjonowało. Może odnajdziemy receptę na sukces zawodowy – założymy firmę czy znajdziemy pracę zgodną z naszymi zainteresowaniami. But oznacza również powodzenie w życiu osobistym – uczuciowym, ale również erotycznym. Może będziemy eksperymentować, poznawać, przekraczać granice. Wszystko to sprawi, że nadchodzący rok może być przełomowy w naszym życiu.
Chmura
Jeśli nasz wosk rzuca na ścianę cień w kształcie chmury, jest to dla nas sygnał, że obraz rzeczywistości, jaki mamy, nie jest prawdziwy i mylimy się w ocenie faktów, ludzi i uczuć. Nadchodzący rok może być dla nas bolesnym czasem pozbywania się złudzeń i twardym zderzeniem z rzeczywistością. Ludzie, którym ufaliśmy, mogą nas zawieść i rozczarować. Możemy poczuć się oszukani i zranieni. Warto uważnie przyjrzeć się naszej sytuacji, ponownie ją ocenić, zejść z chmur i spojrzeć na wszystko realnie. Jeśli to zrobimy, może uda nam się złagodzić czekające nas rozczarowania. Niestety, nie zawsze wszystko dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli, a ignorując fakty możemy pozbawić się możliwości wprowadzenia w naszym życiu korzystnych zmian. Nie zadowalajmy się półśrodkami, przecież za rogiem może na nas czekać coś o wiele ważniejszego i lepszego.
Dziecko
Jeśli w cieniu na ścianie dopatrzymy się dziecka, to możemy być pewni, że w nadchodzącym roku będziemy dążyć do zmian w życiu, które zapewnią nam stabilizację. Dziecko oznacza, że psychicznie wyszliśmy już z beztroskiego dzieciństwa, dojrzeliśmy i jesteśmy gotowi do wzięcia odpowiedzialności za nasze życie. Dla większości z nas będzie to oznaczało stworzenie silnej, pełnej relacji partnerskiej lub zawarcie związku małżeńskiego. Osoby niezależne poczują potrzebę stanięcia na własnych nogach i uniezależnienie się od pomocy innych. Wprawdzie woskowe dziecko może oznaczać powiększenie rodziny, to jednak może być to dość symboliczne – przygarnięcie psa lub kota. Dla niektórych oznaczać to będzie rozwój nowych idei i pomysłów na życie, dojrzałość i wizję swojej przyszłości.
Dom
Dom kojarzy nam się z poczuciem bezpieczeństwa. I taką też wróżbę nam przynosi. Najbliższy rok będzie czasem rodziny. Być może założymy własną i doczekamy się dzieci. Jeśli już mamy rodzinę, to poświęcimy jej więcej czasu i uwagi. Wszystkie inne sprawy zejdą na drugi plan. Czas spędzony z najbliższymi będzie dla nas najcenniejszy. Należy zastanowić się, czy jakieś relacje nie wymagają poprawienia. Może zbyt mało uwagi poświęcaliśmy dzieciom, może jesteśmy skonfliktowani z rodzicami lub rodzeństwem. To najlepszy czas na naprawienie tych relacji. Rodzina daje prawdziwe wsparcie nawet w najtrudniejszych czasach. Wywróżony dom może również oznaczać czekającą nas przeprowadzkę.
Góra
Wiele osób jest zasmuconych, kiedy w cieniu na ścianie zobaczą górę. Tak, to jest znak, że w nadchodzącym roku o wszystko trzeba będzie walczyć, nic nie przyjdzie nam lekko i bez trudu. Aby osiągnąć cel, trzeba będzie się nagimnastykować. Jednak wbrew pozorom to jest dobra wróżba. Nie poddamy się przeciwnościom losu, przeszkody będą nas wzmacniać i dodawać hartu ducha. Uda nam się osiągnąć sukces, a będzie on tym cenniejszy, że sami na niego zapracujemy. Cierpliwość i konsekwencja doprowadzą nas do wymarzonego celu. Dlatego nie warto się poddawać. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. A możemy mieć pewność, że trudności nas nie zabiją.
Gwiazda
Gwiazda wypatrzona w cieniu na ścianie jest gwarantem powodzenia i szczęścia. Kolejny rok będzie dla nas niekończącym się pasmem sukcesów we wszystkich sferach życia. Poczujemy się spełnieni i szczęśliwi. Znikną wszystkie lęki i niepowodzenia. Wszystko będzie układać się po naszej myśli. Otoczy nas miłość i przyjaźń. Ludzie będą wobec nas pozytywnie nastawieni, a i my sami odpowiemy im tym samym. W miłości czekają nas same radosne, pełne czułości dni. Nasza praca i starania zostaną docenione i nagrodzone. Czekają nas wielkie i pozytywne zmiany. Możemy liczyć na niespodziewany spadek po nieznanym krewnym lub wygraną w loterii pieniężnej. Czekają nas podwyżki, awanse i nagrody. Spełnią się nasze marzenia.
Obrączka lub pierścionek
W niektórych przypadkach interpretacja woskowych cieni jest dość dosłowna. Tak jest w przypadku pierścionka lub obrączki. Ich pojawienie się oznacza, że w przyszłym roku zaręczymy się lub zmienimy stan cywilny. Wydźwięk tej wróżby jest bardzo pozytywny dla niezamężnych panien i kawalerów. Zupełnie inaczej sprawia ma się w przypadku mężatek czy żonatych. Znaczenie pozostaje to samo – zmiana stanu cywilnego. Niestety może to oznaczać rozwód, bolesne rozstanie, a nawet wdowieństwo. W niektórych przypadkach obrączka może być również symbolem utraty wolności. Jest to szczególnie ważne dla osób pozostających w toksycznych relacjach lub dla samotników. Jeszcze jedno – wprawdzie pierścionek i obrączka symbolizują ślub, lecz nie gwarantują miłości.
Symbol z wosku: Serce
Serce o gładkich, równych brzegach mówi o powodzeniu w miłości. Jeśli jesteśmy aktualnie w związku, to możemy wiązać z partnerem naszą przyszłość. Jeśli zaś jesteśmy singlami, to wkrótce trafi w nas strzała Amora. Serce o nierównych brzegach i nieregularnym kształcie jest sugestią, żeby przemyśleć nasz związek. Może jest w nim coś, co nam nie odpowiada i o czym należałoby porozmawiać z partnerem. Być może tkwimy w związku, który nie przynosi nam satysfakcji lub nie czujemy się szczęśliwi. Warto zastanowić się, dlaczego akceptujemy ten stan rzeczy. Dla singli wróżba ta oznacza, że w najbliższym roku mogą nie trafić na swoją drugą połowę, a tworzone przez nich związki nie będą należały do udanych.
Inne zabawy andrzejkowe
Papierowe serduszka
Jest to zabawa na Andrzejki, w którą bawią się przede wszystkim dzieciaki. Polega na wycięciu z papieru albo wycinanki specjalnego serca, a potem napisaniu po jednej stronie imion mężczyzn, a po drugiej kobiet. Następnie bierzemy szpilkę i przekłuwamy ją tak, by nie widzieć imion płci przeciwnej, które napisaliśmy. W co trafimy szpilką – odczytujemy. Zgodnie z wróżbą tak właśnie będzie miała na imię nasza druga połowa, z którą weźmiemy ślub.
Skóki z jabłek
Bardzo prosta zabawa na Andrzejki. Obieramy ten owoc, a skórki wyrzucamy za siebie. Następnie staramy się zgadnąć inicjały, jakie obrane skórki pokazują nam, leżąc na podłodze. Śmiech gwarantowane, chociaż często zgadnięcie wcale nie jest takie proste!
Gra w kubki
Przygotowujemy sobie co najmniej cztery kubeczki, a pod nie wkładamy tradycyjne symbole – monetę (wzbogacenie się), kluczyk (nowe mieszkanie), pierścionek (szybkie wesele), resoraka (nowe auto) czy bilet (ciekawa podróż). Następnie mieszamy kubki, a co nam wyjdzie, to w niedługim czasie nas spotka. Istnieje wersja zabawy, w którym pod jeden z kubków nie wkładamy nic. Wylosowanie oznacza zgubę i wiecznego pecha. Ale pamiętajcie… to tylko zabawa!
Wyścig butów
Oj grało się w szkole w to, grało! Ale to także popularna zabawa andrzejkowa dla starszych. I bardzo łatwa. Wybieramy moment startu oraz metę wyścigu, a następnie układamy buty swoje i gości przodem do kierunku końca wyścigu. Następnie przenosimy buty z końca kolejki do początku i tak, póki nie zastanie nas meta. Osobie, której buty wygrają, ziści się ważne marzenie.
(af)
Narodowcy symbolicznie „powiesili” europosłów Platformy
W sobotę 25 listopada, w Katowicach na pl. Sejmu Śląskiego, narodowcy zorganizowali „spontaniczną” akcję, której celem miało być wyrażenie sprzeciwu wobec działań europosłów Platformy.
Narodowcy wieszają zdrajców w Katowicach. Dziś wieszają zdjęcia a jutro…?? pic.twitter.com/bB1gvXhuOi
— Grzegorz Furgo (@GrzegorzFurgo) November 25, 2017
Jak informuje portal katowice24.info, narodowcy z Ruchu Narodowego na Śląsku „powiesili na szubienicach zdjęcia polityków, bo chcą ukarać, zdrajców. Przekonywali przy tym, że nawet jak minister Szyszko wytnie wszystkie drzewa w Polsce, to szubienic nie zabraknie”.
PiS obudził faszyzm, ustrój morderców, dla których szubienica-to narzędzie pracy, obozy koncentracyjne-to fabryki, a pogarda dla ludzi to obowiązek.
Dziś narodowcy na szubienicach wieszają publicznie portrety ludzi, skandują i obiecują śmierć. Śpijcie dalej-będziecie tak żyć. pic.twitter.com/rFkEMZHz5X— Adam Mazguła (@amazgula) November 26, 2017
Zdaniem śląskich narodowców, w całej akcji chodziło o „wyrażenie sprzeciwu wobec pomówień przede wszystkim zachodnich demoliberałów i ich mediów przeciwko Polakom wyrażającym swoją dumę w trakcie Marszu Niepodległości.
Narodowcy „powiesili na szubienicach zdjęcia tych polityków Platformy. „którzy głosowali przeciwko Polsce w rezolucji w Parlamencie Europejskim”
Narodowcy na Śląsku wieszają portrety posłów na szubienicach. Panie ministrze @mblaszczak, co zamierza Pan z tym zrobić?! https://t.co/0KLw84tCzp
— Andrzej Rozenek (@ARozenek) November 26, 2017
(df) thefad.pl / Źródło: katowice24.info
Jak nauczyć psa reagowania na przywołanie
Reakcja na przywołanie, to jedna z najważniejszych umiejętności, jakie powinien posiąść nasz pies. Nauczenie psa przybiegania na komendę przywołania, zapewni mu bezpieczeństwo a nam miłą i niekłopotliwą codzienność spacerową, która nam i psu daje dużo satysfakcji i poczucia bezpieczeństwa.
W mieście
O ile w warunkach wiejskich/podmiejskich można by było jeszcze tolerować to, że pies nie do końca nas słucha i przychodzi, kiedy mu się podoba, o tyle w mieście jest to sytuacja niedopuszczalna. Raz, że naszego psa mogą spotkać różne zagrożenia, zwłaszcza związane z ruchem ulicznym, a dwa, że w mieście jest takie zagęszczenie różnych psów i ludzi, że czasem lepiej, aby nasz pies do niektórych nie podbiegał.
Drugim ważnym czynnikiem jest potencjalne zagrożenie/obawa, jakie może wywoływać nasz pies – nie każdy życzy sobie, aby podbiegało do niego obce zwierzę, nawet w przyjacielskich zamiarach. Ktoś może mieć chorego/agresywnego/lękliwego psa na smyczy, a samowolne podejście naszego może zniweczyć wielotygodniowy proces pracy nad psem problemowym. Jeśli dodatkowo mamy dużego psa, może on niechcący zrobić krzywdę osobie starszej czy dziecku tylko poprzez ekspresyjne wyrażanie radości.
Mając świadomość, że możemy psa psa odwołać w każdej sytuacji sprawia, że ufamy naszemu zwierzęciu, w związku z czym ma ono więcej wolności i swobody. Otoczenie także lepiej odbiera psiaka, który słucha swojego właściciela: matki czują się bezpieczne o swoje pociechy, staruszki nie boją się, że pies podetnie im nogi, a ludzie z zasmyczonymi psami odetchną z ulgą, kiedy biegnący wprost na nich taran nagle zawróci w miejscu i pomknie do właściciela po jednym zawołaniu.
Na wsi i w okolicach podmiejskich
Jak już napisałam, na wsi, gdzie nie ma aż takiego zagęszczenia mieszkańców, a samochód przejeżdża raz na godzinę, przywołanie nie jest już tak bezwzględnie wymagane. Wiemy, że jest mała szansa, aby naszemu psu coś groziło lub on groził komuś/czemuś, więc nie czujemy trwogi, gdy pies ignoruje nasze wołanie.
Sytuacja zmienia się jednak znacznie, kiedy weźmiemy pod uwagę okolicę zalesioną lub z polami uprawnymi/łąkami, na których często można spotkać dziką zwierzynę: sarny, dziki i zające, czy chociażby hałaśliwe bażanty.
Większość psów ma w różnym stopniu wykształcony instynkt pogoni, a co za tym idzie, pies jest w stanie zapamiętale gonić zwierza przez dość długi odcinek, brnąc przez krzaki i ciernie. Nawet jeśli zwierzyny nie dogania, to sama pogoń jest szalenie wzmacniająca oraz potencjalnie niebezpieczna dla psa – biegnąc, nie zważa na ostre krzewy, gałęzie, zagłębienia w terenie czy rozstawione w lesie sidła.
Drugim niebezpieczeństwem jest to, że pies zapędza się nie raz w nieznaną okolicę, pokonując pełnym biegiem nierzadko kilka-kilkanaście kilometrów. Powrót może sprawić mu problem, co jednak wcale nie zniechęci go do ponowienia takiej „przygody”.
Jednak najbardziej drastycznym skutkiem leśnych ucieczek naszego psa jest możliwość odstrzelenia go przez myśliwych, opiekujących się danym terenem. Zazwyczaj nikt nie dochodzi do tego, czy pies jest czyjś, czy to półdziki osobnik. Liczy się to, że regularnie straszy zwierzynę i jeśli nie zagraża jej bezpośrednio, to pośrednio już tak. Takie zwierzęta jak sarny są bardzo wrażliwe na stres i ciągłe gonitwy naszego psa mogą przyczynić się do zmniejszenia płodności zwierząt, wymuszonych migracji na inne tereny czy nawet ich śmierci.
Sposoby nauki
Są różne sposoby na naukę psa przychodzenia na zawołanie, postaram się tutaj jak najbardziej zrozumiale je opisać. Jednakże recepty i techniczna strona nie wystarczą, żeby pies przychodził chętnie. Przede wszystkim psiak musi nam ufać, musi nas lubić i musi nas kojarzyć z przyjemnościami, a nie ich końcem.
Najlepszym sposobem na to, by pies po naszym zawołaniu uciekł jeszcze dalej, jest zapinanie go znienacka na smycz, gdy tylko pojawi się w zasięgu naszej ręki. Drugim najlepszym sposobem jest robienie psu wymówek i udzielanie reprymendy, jak już w końcu do nas przyjdzie.
- Graj fair w przypadku smyczy – niech pies wie, że zostanie zapięty na smycz, ale niech ten moment kojarzy mu się miło i nie oznacza straty wolności.
W tym celu często zapinajmy psa podczas spaceru po to, aby go za parę kroków odpiąć. Po każdym zapięciu na smycz powinniśmy go sowicie chwalić oraz nagradzać pysznościami lub zabawą – pokażmy psu, że ten moment jest fajny, a widok smyczy łączy się z samymi przyjemnościami. Mało tego, za parę kroków znowu może biegać dalej.
Jeśli udało nam się już skutecznie zrazić psa do smyczy i teraz na jej widok pies ucieka, a my musimy go gonić przez pół osiedla, ćwiczenia ze smyczą warto zacząć w domu – niech smycz będzie obowiązkowym akcesorium przy każdym posiłku, zabawie i innych miłych czynnościach. Gdy tylko smycz znika – znikają przyjemności. Stopniowo ćwiczymy odpinanie i zapinanie coraz dalej od domu: na klatce schodowej (w przypadku wyjątkowo opornych psów można spróbować najpierw w windzie – mniejsza powierzchnia do ucieczki 😉 ), w przydomowym ogrodzonym ogródku, itp.
Dopóki nie nauczymy psa, że smycz jest fajna i że na zawołanie warto przyjść, powinniśmy ze względów bezpieczeństwa prowadząc naszego pupila na 15-20-metrowej lince.
- Ciesz się za każdym razem, gdy pies do Ciebie przyjdzie po zawołaniu – i to nie tak o sobie byle jak, tylko tak, jakby nasz pies przybiegł wprost spod kół rozpędzonej ciężarówki!
Chwalmy go, czochrajmy, obdarowujmy smaczkami, bawmy się i co tylko pies jeszcze uwielbia. To go utwierdzi, że ZAWSZE jest miło wracać do właściciela, że nawet jak pies się zawąchał czy „udał głuchego”, to niepotrzebnie zwlekał, bo tutaj takie cuda!
- Bądź nieprzewidywalny i zawsze miej asa w rękawie – jeśli nasz pies za każde przyjście na zawołanie dostaje psie ciasteczka, w końcu może nauczyć się zastanawiać – czy aby na pewno opłaca się pójść do Pańci po ciasteczko..? A może lepiej zostać z psimi kumplami? O, a co tam tak ładnie pachnie?
Jeśli zawsze stosujemy jeden typ nagrody, stajemy się dla psa przewidywalni i nudni, co z kolei pociąga za sobą ryzyko, że pies przyjdzie, jak mu się zechce albo w ogóle przestanie przychodzić, bo dana nagroda przestanie nią być. Dlatego powinniśmy się starać jak najbardziej urozmaicać nagradzanie naszego psiaka: raz zabawa, raz coś dobrego, raz wspólne szukanie fajnych zapachów, czasem wspólne bieganie czy zapasy, czasem pozwolenie pobiegnięcia do psiego kumpla, a czasami… tylko dobre słowo 🙂
Im większą różnorodność wprowadzimy, tym chętniej nasz pies przybiegnie, bo zawsze będzie ciekaw, co tym razem dlań mamy. Zdarza się co prawda, że bywają psiaki o jednorodnych upodobaniach – np. nie interesuje ich nic innego, niż zabawa. Albo jedzenie – tylko smaczki i nic więcej! Tu także mamy możliwość urozmaicać nagrody – zmieniajmy co jakiś czas rodzaj smakołyków/zabawek. Czasem miejmy dla naszego psiaka żółty serek, czasem śmierdzący żwacz wołowy, czasami pasztet do lizania, a jeszcze innym razem suchą karmę. Można zaszaleć i co jakiś czas ugotować psu wątróbkę lub serca, które w każdym mięsnym można dostać albo jeśli jesteśmy miłośnikami pieczenia, możemy upiec psu świetne ciasteczka wątróbkowe 🙂
Tak samo sprawa ma się z zabawkami – raz piłeczka, raz szarpak, raz piłka na sznurku, a czasem po prostu stary poczciwy patyk, a może niekiedy ukochany pluszowy misio naszego psa, z którym śpi?
Bywają i psy, których ani jedzenie specjalnie nie rusza, ani zabawki, czasem ucieszą się z naszego „dobry pies” i raz machną ogonem, gdy je głaszczemy, z kolei mogłyby wąchać w nieskończoność. Królestwo zapachów ma dla nich największą wartość i nic jej nie przebije. To dobrze! 🙂 Pies ma nos po to, aby wąchać. Naszą rolą jest jednak pokazać psu, że może to robić z nami i nawet jest fajniej – jeśli wąchacz do nas przyjdzie, pobiegnijmy w jakąś stert liści i pokażmy mu „a co tu pachnie?”, palcem rozgarniając liście. Pies powinien zaraz żywo zainteresować się „znaleziskiem”. Możemy nauczyć się układania śladów i tropić wspólnie z psem.
- Niech to pies pilnuje Ciebie, a nie odwrotnie – żeby to psiak zwracał baczną uwagę na to, gdzie jesteśmy, powinniśmy wprowadzić nutę niepewności na nasze spacery.
Gdy psiak się zawącha lub biega sobie beztrosko, my znienacka się schowajmy – za drzewem, murkiem, krzaczkiem, itp. Poczekajmy chwilę, aż pies się zorientuje, że nas nie ma – pozwólmy mu chwilę nas poszukać, niech nasz pies się zmartwi. Jednak nie czekajmy, aż wpadnie w panikę – nie chcemy, żeby odłączył myślenie, a by tylko poczuł się lekko niepewnie. Jeśli pies dłuższą chwilę biega w tę i z powrotem, pomóżmy mu, wołając go – mamy jak w banku, że przybiegnie najprędzej, jak umie – wtedy oczywiście się cieszymy, nagradzamy, chwalimy, bawimy, po czym idziemy sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Sposób działa, gdy nie jest powtarzany co chwilę – pies ostatecznie głupi nie jest i dość szybko zorientuje się, że znowu mu się schowaliśmy, przez co zmaleje jego motywacja do szukania.
UWAGA!
To ćwiczenie przeprowadzamy tylko i wyłącznie na terenie bezpiecznym – z dala od ulicy, placów zabaw, zagród zwierząt (konie, krowy, itp) czy jakiegokolwiek miejsca, gdzie naszemu psu mogłaby stać się krzywda. Najlepiej na pierwszy test wybrać teren ogrodzony, bo gdyby okazało się, że nasz pies od razu wpada w panikę, nie będzie problemu, by go złapać i nic mu się nie stanie.
Nieco bezpieczniejszą metodą jest po prostu nieoczekiwane zmienianie kierunku marszu – wszystko wskazuje na to, iż pójdziemy prosto, a my CYK! i w lewo schodząc z parkowej ścieżki. Nie mówimy nic do psa, nie wołamy go, nie pokazujemy, że zaraz pójdziemy gdzie indziej. Jeśli pies zdziwiony podchodzi do nas, chwalimy go wtedy i sowicie nagradzamy.
Po wprowadzeniu powyższych ćwiczeń w życie, z pewnością po jakimś czasie zauważymy, że nasz pies częściej na nas zerka, trzyma się bliżej i nim odbiegnie upewnia się, że idziemy tam, gdzie on uważa, że idziemy.
A teraz techniczna strona przywołania. Podam parę przepisów, jak rozpocząć naukę komendy oraz jak tę komendę wprowadzić w życie i utrwalić:
PRZYWOŁANIE UWARUNKOWANE KLASYCZNIE
Poniższe opracowane w oparciu o metodę Shirley Chong (tłum. i opracowanie Barbara Waldoch, źródło: http://dogs.gd.pl/kliker dostęp do: 2010r).
Klasyczne uwarunkowanie przywołania ma na celu nauczenie psa ‚pamięci mięśniowej’, tak żeby po wydaniu komendy mięśnie ‚same’ zwracały się w kierunku przewodnika (refleks), zanim pies będzie się miał czas nad tym zastanowić. Pozornie zabiera to bardzo dużo czasu, ale tylko pozornie. Sesje mogą być krótkie i w każdej można swobodnie zrobić 100-150 powtórek. Jeżeli zrobi się to 3 razy dziennie, to w przeciągu tygodnia mamy już 3150 przywołań!
- Wybieramy sobie komendę. Mechaniczny dźwięk jest najlepszy, bo jest zawsze taki sam, ale ciężko mieć zawsze przy sobie gwizdek. Używa się tej komendy (DO MNIE lub WRÓĆ lub CHODŹ lub COME – zależy, co masz teraz i na co już on nie reaguje. Musi być nowa komenda) początkowo wyłącznie wtedy, kiedy wiemy że pies ją wykona (na co dzień możemy mieć inną – Twoja „spalona”, którą pies nie zawsze wykonuje)
- Wybieramy NAJLEPSZY możliwy smakołyk.
- Zaczynamy w najnudniejszym miejscu w domu. Zwykle w łazience. Dajemy komendę(np. WRÓĆ) i dajemy smakołyk.
- Ponieważ jesteśmy w bardzo nudnym miejscu, pies zrobi co chcemy (w dodatku dajemy mu za darmo pyszne smakołyki). Powtarzamy to 150 razy 3 razy na dzień.
- Smakołyki muszą być MALUTKIE.(najlepiej pierwsze 3 sesje zrobić na głodnym psie, czyli jedynym jedzeniem w tym dniu będzie pasztet wydawany w sesjach)
- Wołamy podobnie do tego, jak będziemy wołać na dworze, tylko nieco ciszej. Nie oczekujemy od psa siadu czy jakiejkolwiek innej konkretnej czynności po tej komendzie, ale bycia przy nas.
- Idziemy do drugiego najnudniejszego miejsca w domu i powtarzamy punkt 4. Przez następny tydzień idziemy do wszystkich pomieszczeń w domu po kolei i powtarzamy to samo.
- Bierzemy psa na długą smycz i wychodzimy poza dom, najpierw do najspokojniejszego miejsca jakie możemy znaleźć. Powtarzamy punkt 4. Robimy podczas tego tygodnia przynajmniej dwie sesje dziennie na dworze na smyczy i jedna w domu (bez smyczy).
- Z psem na smyczy jak poprzednio, chodzimy codziennie ćwiczyć do nowego miejsca na dworze. Początkowo pies może być rozproszony, ale potem się skupi na nas. Jeżeli pies jest bardzo rozproszony w nowych miejscach, podnosimy wartość smakołyków i przegładzamy psa – jedynym dostępnym jedzeniem są smakołyki wydawane w sesjach.
- Ćwiczymy ciągle też w domu, używamy różne nagrody, zwiększamy odległość z której wołamy psa (przynajmniej pierwszy raz, bo po pierwszym przywołaniu pies i tak nas nie odstąpi).
- Zakładamy psu smycz jak poprzednio, ale w domu i ćwiczymy bardzo rozpraszające sytuacje. Np. miska z jedzeniem na podłodze, ktoś rzucający piłeczkę, jedzenie itp. Im więcej wymyślimy rozproszeń, tym solidniejsze będzie przywołanie.
- Rozproszenia najpierw w większej odległości, potem obok psa. Kiedy pies nie zwraca uwagi na rozpraszanie w domu, wychodzimy z tym na dwór. Jeżeli pies jest rozproszony i nie zwraca na nas uwagi, mamy kilka opcji na tym etapie.
- Zwiększamy odległość od rozpraszacza i przeczekujemy. Pies jest na smyczy i nigdzie nie pójdzie. Jeżeli w ‚rozsądnym’ czasie się odwróci i przyjdzie, klik/smakołyk. Jeżeli nie, odciągamy go lekko smyczą od rozpraszającej sytuacji, tak żeby się odwrócił i odchodzimy jeszcze kawałek.
- NIGDY NIE SZARPIEMY ZA SMYCZ jeżeli pies jest rozproszony. Jeżeli nie odnosimy sukcesów na tym etapie, to oddalamy się od tej rozpraszającej sytuacji, bo jesteśmy za blisko.
- Zakładamy psu długą linkę(15m), ale nie trzymamy w ręku (żeby psu się nie wytworzył obraz przewodnika z linką). Warto założyć rękawiczki, żeby sobie nie ‚poparzyć’ rąk w razie czego.
- Kiedy pies się LEKKO zainteresuje czymś innym niż nami, dajemy komendę. Jak tylko się do nas zbliża, wydajemy wesoły okrzyk DOBRY PIES!).
- Powtarzamy WIELE razy. Zmieniamy miejsca ćwiczeń, rozpraszające sytuacje. Im więcej wybierzemy rożnych miejsc do ćwiczeń, tym lepsze będzie przywołanie psa.
- Zaczynamy od znanych miejsc i mniej rozpraszających. Jeżeli daliśmy komendę i pies to zignorował, stajemy na linie i idziemy po niej bliżej psa, udając, że nic nie robimy. Pies zauważa, że nie może się poruszać do przodu, ale to nie ma nic wspólnego z nami.
- Kiedy jesteśmy bliżej, dajemy znowu komendę (kiedy jesteśmy pewni, ze pies ja wykona – komenda bez reakcji psa może się pojawić TYLKO RAZ) – jak wykona, chwalimy „dobry pies”.
- Chwalimy i nagradzamy zawsze.
- Celowo aranżujemy rozpraszające sytuacje (np. obecność innych psów, zwłaszcza bawiących się). Umawiamy się z kimś, czyje psy warują na każdą komendę. Jeżeli nasz pies nie przyjdzie na pierwsza komendę, tamte psy dostana komendę ‚waruj’, co je czyni od razu nudnymi.
- Ćwiczenia z innymi psami zaczynamy na krótszej smyczy, z większej odległości, potem bliżej, potem na lince z dala, potem na lince bliżej.
- Kiedy mamy opanowane przychodzenie na lince, powtarzamy całość zaczynając od niewielkich rozproszeń bez linki.
Ten przepis przeprowadzony od początku do końca, według instrukcji gwarantuje u psa idealne przywołanie.
Wydaje się być czaso- i pracochłonny, ale to tak naprawdę tylko 15 minut dziennie(3 sesje po ok. 5min) w okresie w domu, a potem mniej więcej tyle samo na każdym spacerze.
ZABAWA W PRZYWOŁANIE
- Zabawę w przywołanie organizujemy w kilka osób – mogą to być członkowie rodziny, z która pies mieszka na co dzień albo po prostu nasi znajomi.
Każdy jest zaopatrzony w pyszne smakołyki lub zabawki i staje w pewnej odległości od siebie mniej więcej w okręgu. Po kolei każdy woła komendę na przywołanie, a zadaniem psa jest podbiec do tej osoby, która go wołała – wtedy następuje nagradzanie, chwalenie, itp. Gdy woła następna osoba, wtedy nagradzanie się kończy, żeby pies miał szansę odbiec i poszukać drugiego źródła nagród. Jeśli pies pomyli osoby, nie dzieje się nic. Czekamy, aż pies zacznie się skupiać na wszystkich i rozglądać, po czym można ponownie psa zawołać – teraz już nie powinien popełnić błędu.
Z czasem można wprowadzać utrudnienia – zwiększać odległość, ilość osób, można się ustawiać w szeregu lub osoba wołająca staje za kimś innym, ew. za drzewem, itp.
- Tę zabawę organizujemy w dwie osoby.
Warunek jej powodzenia jest taki, że pies lubi się bawić zabawką. Wtedy gramy z psem trochę w „głupiego Jasia”. Osoba mająca zabawkę woła psa, po czym bawi się z nim ta zabawką. Po chwili druga osoba (bez zabawki) woła psa i ta pierwsza osoba natychmiast przerywa zabawę i rzuca przedmiot tamtej wołającej, która mając już zabawkę w ręku, zachęca nią psa do przyjścia, nie powtarzając już komendy przywołania. (na początku, bo po kilku powtórzeniach pies już nie będzie zdezorientowany i zacznie biec do osoby wołającej, bo będzie wiedział, że to ona wtedy będzie w posiadaniu zabawki).
Źródło: alaodjazza.pl
Pieniądze od Ziobro dla organizacji katolickich w ramach „przeciwdziałania przyczynom przestępczości”
To, że ojciec Tadeusz Rydzyk jest ulubieńcem Jarosława Kaczyńskiego, nie jest tajemnicą. Po tym, jak Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę w Polsce, jego interesy znalazły się naprawdę w świetnej kondycji finansowej, a to za sprawą prawdziwego deszczu państwowych pieniędzy, które ciągle spływają do jego biznesowego imperium.
Tym razem kolejny potężny zastrzyk gotówki trafi do o. Rydzyka za sprawą ministerstwa sprawiedliwości, które rozdaje pieniądze w ramach Funduszu Sprawiedliwości
Z pieniędzy ministerstwa sprawiedliwości jeszcze dwa lata temu korzystały głównie organizacje zajmujące się pomocą ofiarom przestępstw, zwłaszcza przemocy domowej. Ale już rok temu brak pieniędzy odczuła m.in. fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, której ministerstwo odmówiło dotacji z uwagi na to, że pomaga wyłącznie dzieciom.
Teraz Ziobro poszedł jeszcze dalej. Jak zauważa oko.press lista zwycięzców „otwartego konkursu” dla organizacji pozarządowych „w zakresie przeciwdziałania przyczynom przestępczości” ogłoszona przez Ministerstwo Sprawiedliwości wygląda tak, jakby tematem konkursu było krzewienie kultury chrześcijańskiej.
Brakuje doświadczonych w tej dziedzinie fundacji, m.in. przeciwdziałających przemocy domowej – o dyskretnie ogłoszonym konkursie nawet nie wiedziały.
W tegorocznej edycji funduszu, Ziobro przyznał ponad 7 milionów złotych trzydziestu sześciu organizacjom. Dwie z nich należą do Tadeusza Rydzyka – i razem otrzymały ponad 786 tysięcy zł.
Najwięcej, bo aż 1, 338 mln zł dostała Fundacja im. Św. Cyryla Metodego, która „podejmuje wysiłki na rzecz edukacji społecznej i moralnej czerpiąc z Cyrylo-Metodiańskiej spuścizny kulturowej”.
(df) thefad.pl / Źródło: oko.press
Wolne Sądy – w całej Polsce protesty w obronie sądów
W piątek Sejm przyjął do dalszych prac prezydenckie projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. Tym samym posłowie nie zgodził się na wnioski opozycji o odrzucenie projektów w pierwszym czytaniu. Obie propozycje prezydenta trafiły do dalszych prac w komisji.
#Warszawa teraz. Krakowskie Przedmieście. #WolneSądy #wolność #Konstytucja pic.twitter.com/U3OUVylemD
— Borys Budka ✌️🇵🇱 (@bbudka) November 24, 2017
Protesty w obronie sądów
W piątek wieczorem w całej Polsce odbyły się protesty i manifestacje przed sądmami, a w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim. Hasło manifestacji brzmiało: „Bez wolnych sądów i wolnych wyborów nie ma wolnej Polski!”.
Organizatorami protestu są dwie organizacje: „Akcja demokracja” i „Wolne sądy”.
Według Akcji Demokracja na demonstracji pod Pałacem Prezydenckim mogło być nawet 10 tys. ludzi, według policji 1500. Wśród zgromadzonych widać było tylko pojedynczych policjantów.
Poza Warszawą, demonstranci zebrali się też w wielu miastach. W sumie aż 114 różnych miejscowości, w tym kilka miast za granicą.
Łańcuch światła – kontynuacja
Bydgoszcz
24.11.2017 #WolneSady pic.twitter.com/KbildR39Ze— Bialas Bogusław (@BogusBialas) November 24, 2017
Gdańsk, piątek, 24.11.17
Manifestacja pod Sądem Rejonowym w obronie wolności sądów ✌🏼🇵🇱 ✌🏽
Bądźmy tu znów w niedzielę o 18stej #WolneSądy👍🏼 pic.twitter.com/NTacAr8X4W— Magda K Gadek (@Xmagdalena) November 24, 2017
Jestem dumny ze Słupska!!! #WolneSady #WolneWybory #WolnaPolska pic.twitter.com/oUclhSmzPN
— Robert Biedroń (@RobertBiedron) November 24, 2017
Opolanie ponownie pokazują swój sprzeciw przeciwko łamaniu przez ekipę Kaczyńskiego wartości demokratycznych.#Opole #WolneSądy#WolneWybory#WolnaPolska 🇵🇱🇪🇺 pic.twitter.com/pHcTqPhCqL
— Piotr Wach (@WachPiotr) November 24, 2017
#WolneSądy są gwarantem #WolneWybory. Dlatego dziś wspólnie z @RTyszkiewicz i @PodlaskiePO protestujemy pod Sądem Okręgowym w #Białystok. Bo chcemy, aby nadal była #WolnaPolska, a prawdziwe oblicze reformy sądownictwa PiS to #PartyjneSądy. pic.twitter.com/r64xQpIJy1
— Jowita Chudzik (@jowita_chudzik) November 24, 2017
#Gliwice #WolneSądy #3xW pic.twitter.com/FO28ahy0Fg
— Bo Pawlik (@bopawlik) November 24, 2017
(df) thefad.pl
Adam Mazguła: Atrapa zwierzęcego sejmu

Adam Mazguła
Koty, szczególnie czarnej maści, z wrodzoną sobie pogardą dla innych zwierząt, zajęły najwyższe oraz najcieplejsze legowiska i mruczą ze szczęścia.
Atrapa zwierzęcego sejmu obradowała dzisiaj nad tym, co już zostało ustalone na spotkaniu u samotnego kocura.
Głosowania się odbyły i nikt ze zwierzęcych ras i gatunków nie miał złudzeń, że może mieć na cokolwiek wpływ.
Szczególnie „myszka agresorka” nie mogła liczyć na zrozumienie kotów. Piskała, a oni i tak przegłosowali wszystko jak chcieli, a ją wpisali do jadłospisu.
Nie będzie kupowania karmy i mleczka w niedziele ani po nocy. Nie będzie wpływu innych zwierząt i ras na wybory w rewirach kociego kraju. Sądzenie wszystkich spraw zwierząt będzie się odbywało tylko po kociemu i przez kocury.
Z takiego rozwiązania cieszyli się tylko jenot i świnia. Pozostali skutecznego głosu nie mieli.
Po co jest w takim razie ten sejm, jeśli decyduje tylko jeden wyleniały sierściuch.
Pewnie same zwierzęta to zrozumieją i po prostu nie będą tam przychodzić po próżnicy, bo, po co mają się narażać na regulaminowy brak żeru, za niepopieranie kotów.
Koty, szczególnie czarnej maści, z wrodzoną sobie pogardą dla innych zwierząt, zajęły najwyższe oraz najcieplejsze legowiska i mruczą ze szczęścia. I tylko pingwiny chwalą wyliniałego kocura drabinkowego.
Studiujmy atlas kotów, tam jest klucz do wiedzy!
Adam Mazguła
To nie jest śmieszne.J.Kaczynski celowo przyniósł atlas do Sejmu wiedząc ze bedzie fotka i nie z powodu ze w domu nie ma czasu tylko zeby wyrazić swą pogardę dla Opozycji i pokazać ze z Polska i Polakami moze zrobić wszystko kiedy tylko chce. On zabiera Polakow do swego grobu pic.twitter.com/9NehFAZL4g
— Miroslaw Szczerba (@MirekVoice07) November 24, 2017






