Specjalny sprawozdawca ONZ o polskim wymiarze sprawiedliwości: Potrzebuje modernizacji i wzmocnienia

Niemiecki portal welt.de pisze o wizycie specjalnego sprawozdawcy ONZ w Polsce, który badał niezależność polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Specjalny sprawozdawca ONZ o polskim wymiarze sprawiedliwości: Potrzebuje modernizacji i wzmocnienia

Fot. Źródło; dw.de

Ekspert ONZ uważa, że polskie sądownictwo wymaga reform, musi być zmodernizowane i wzmocnione. Był to wniosek po jego 5-dniowej wizycie w Polsce, którą podsumował w piątek (27.10.2017).

Jak zaznacza portal welt.de, Diego Garcia-Sayan, były minister spraw zagranicznych i minister sprawiedliwości Peru, przebywał w Polsce jako specjalny sprawozdawca ONZ. W przyszłym roku, w czerwcu przedłoży on Radzie Praw Człowieka ONZ swój końcowy raport.

Ekspert ONZ jest zdania, że poprzez plany reform rządu PiS praworządność w Polsce jest wysoce zagrożona. Niezależność wymiaru sprawiedliwości i inne demokratyczne standardy, jak trójpodział władzy są w Polsce obecnie zagrożone – powiedział Garcia-Sayan w Warszawie.

„Rządowe plany reform mają na celu poważne zagrożenie sądownictwa. Rząd RP odrzucił tę krytykę” – pisze niemiecki portal.

Ekspert ONZ zaznaczył, że Polski wymiar sprawiedliwości wymaga reform – musi zostać zmodernizowany i wzmocniony. Plany rządu idą jednak w błędnym kierunku. „Każdej reformie wymiaru sprawiedliwości powinien przyświecać cel podniesienia jego wydolności, a nie zagrażanie jego niezależności czy legitymacji”.

Diego Garcia-Sayan był ministrem spraw zagranicznych i ministrem sprawiedliości Peru

Fot. Źródło: dw.de

Jak pisze portal welt.de minister spraw zagranicznych RP Witold Waszczykowski odrzucił te twierdzenia, określając je mianem „osobistego zdania”.

– Garcia-Sayan jest ekspertem, który ma prawo mieć własne zdanie, a my mamy prawo się z nim nie zgadzać – powiedział Waszczykowski.

Portal przypomina niemieckim czytelnikom, że rząd PiS po objęciu władzy w listopadzie 2015 r. zainicjował szereg kontrowersyjnych reform wymiaru sprawiedliwości, między innymi nie zaprzysiężył pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego mianowanych przez poprzedni rząd. Wydał ponadto ustawę, na podstawie której minister sprawiedliwości może mianować lub zwalniać wszystkich prezesów sądów. W kręgach polskich sędziów, w kręgach opozycji i w Unii Europejskiej te reformy napotykają na ostrą krytykę – pisze welt.de.
Komisja Europejska uważa, że zagrożona jest niezawisłość polskich sądów. PiS broniąc swoich reform argumentuje, że chodzi mu o położenie kresu „bezkarności skorumpowanej kasty sędziowskiej”.

 

 


29 października, odbędą się uroczystości zaduszne na cmentarzu Polskich Lotników w Newark w Wielkiej Brytanii

Jak co roku w ostatnią niedzielę października, na największym cmentarzu Lotników Polskich w Newark on Trent odbędą się uroczystości zaduszne.  Tegoroczne obchody uhonorowania Polskich Lotników w dniu 29 października, planowane są na godzinę 15.00,  kaplica na cmentarzu otwarta będzie od godziny 12.00.

Uroczystości zaduszne na cmentarzu Polskich Lotników w Newark. Fot. thefad.pl

Uroczystości organizowane przez Newark Town Council przy współudziale kombatantów każdego roku gromadzą wiele osób z różnych części Wielkiej Brytanii.

W przemarszu na polskie kwatery wojenne uczestniczą przedstawiciele władz miasta, kombatanci, rodziny poległych żołnierzy, angielscy kadeci, grupy rekonstrukcyjne oraz wielu Polaków mieszkających na Wyspach, pragnących uczcić pamięć polskich żołnierzy walczących w czasie II Wojny Światowej.

Na cmentarzu znajdują się również groby Władysława Sikorskiego (w 1993 roku jego ciało przeniesiono na Wawel) oraz Władysława Raczkiewicza i innych prezydentów Polski na uchodźstwie.

Cmentarz w Newark-on-Trent jest jedną z największych polskich nekropolii w Wielkiej Brytanii (łącznie 440 pochowanych Polaków), a także największym polskim cmentarzem lotniczym na świecie.

Spoczywa na nim łącznie 353 lotników Polskich Sił Powietrznych (w tym 8 zmarłych w trakcie służby w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia).

Poza lotnikami na cmentarzu pochowano trzech prezydentów RP na uchodźctwie, sześć ofiar katastrofy gibraltarskiej (Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski został ekshumowany 13 września 1993 r. na Wawel) oraz 45 żołnierzy armii, których gros stanowią spadochroniarze.

W Newark-on-Trent leży również ok. 130 żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej.

Trzech spoczywających niegdyś w Newark-on-Trent polskich lotników zostało przeniesionych do prywatnych grobów: kpr. naw. Jan Bychowski z 300 dywizjonu (poległy nocą z 22 na 23 maja 1944 r., ekshumowany 24 kwietnia 1974 r.), szer. ucz. pil. Edmund Rewers z 16 SFTS w Newton (poległy 19 września 1942 r., ekshumowany 16 listopada 1949 r.) oraz ppor. bomb. Michał Wiśniewski z 1662 HCU w Blyton (poległy nocą z 11 na 12 listopada 1944 r., ekshumowany 24 stycznia 1964 r.).

dbimage-ashx

Pierwsze groby polskich lotników na cmentarzu pojawiły się w październiku 1940 r. Z upływem czasu mogił robiło się coraz więcej, aż w końcu zapadła decyzja, by cmentarz otrzymał miano Cmentarza Lotników Polskich.

Uroczystość poświęcenia dużego krzyża stojącego w centralnym punkcie miała miejsce 15 lipca 1941 r. Na krzyżu umieszczono tablicę z cytatem z Pisma Świętego:

„Toczyłem dobry bój, zawodu dokonałem, wiarym dochował”, a poniżej napis „Za wolność”.

Odsłaniającym był Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, zaś błogosławieństwa udzielał ks. bp. Józef Gawlina.

Na cmentarzu znajdują się groby przede wszystkim lotników z jednostek bombowych:

300 Dywizjonu „Ziemi Mazowieckiej”,

301 Dywizjonu „Ziemi Pomorskiej”,

304 Dywizjonu „Ziemi Śląskiej” oraz

305 Dywizjonu „Ziemi Wielkopolskiej”.

Sporą część stanowią również lotnicy z jednostek szkolnych, głównie jednostki szkolenia bojowego 18 OTU w Bramcote (potem Finningley), polskiej szkoły pilotażu podstawowego 16 SFTS w Newton oraz jednostki przeszkalania na sprzęt ciężki 1662 HCU stacjonującej w Blyton.

Spacerując alejkami cmentarza spotkać można także pojedyncze groby lotników z polskich dywizjonów myśliwskich oraz brytyjskich squadronów.

Po 1947 r. w Newark-on-Trent chować zaczęto także weteranów Polskich Sił Powietrznych zmarłych w cywilu, już po wojnie.

W sekcji tej, zwanej sekcją Stowarzyszenia Lotników Polskich, spoczęło dotychczas 36 lotników (stan na grudzień 2009 r.). Wśród najbardziej znanych są: mjr Roman Czerniawski (pilot i równocześnie jeden z najbardziej zasłużonych oficerów polskiego wywiadu), płk Wacław Makowski (pierwszy dowódca 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”), gen. bryg. Aleksander Gabszewicz (as i dowódca I oraz II Skrzydła Myśliwskiego) oraz kpt. Józef Jeka (as i dowódca 306 Dywizjonu Myśliwskiego „Toruńskiego”).

 

(af) thefad.pl


Roman Giertych: Dowody albo hańba

Roman Giertych

Roman Giertych

Apeluję do Prokuratury Wojskowej o pilne wezwanie członków Podkomisji, a w imieniu reprezentowanych członków rodzin ofiar katastrofy złożę stosowny wniosek w poniedziałek. Nie wyobrażam sobie, aby Prokuratura odmówiła przeprowadzenia tego dowodu

 

W poniedziałek złożę wniosek o przesłuchanie członków tzw. podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej oraz Antoniego Macierewicza.

Ostatnią ich „rewelacją” jest, że znaleźli dowód na zapis „wybuchu” na taśmie rejestratora danych.

Po teorii o dwóch wybuchach, bombie termobarycznej, mgle etc. podkomisja po raz pierwszy powiedziała, że ma jakiś dowód, a nie teorię.

Są dwie możliwości: albo mamy do czynienia ze zwykłym łgarstwem albo z niebywałą wręcz kompromitacją prokuratury, która przez siedem lat śledztwa (w tym ostatnie 2 lata pod rządami PiS) nie znalazła żadnego „śladu wybuchu” na rejestratorze.

Ponieważ dotychczasowe działania podkomisji sprowadzały się do wygłaszania teorii, które potem porzucano, to uważam, że tym razem Panowie powinni pójść do Prokuratury Wojskowej i zeznać pod groźbą odpowiedzialności karnej co „nowego” „ustalili” na temat zapisu rejestratora. I przedstawić dowody na swoje słowa. Zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy podlega karze do 8 lat pozbawienia wolności.

Apeluję do Prokuratury Wojskowej o pilne wezwanie członków Podkomisji, a w imieniu reprezentowanych członków rodzin ofiar katastrofy złożę stosowny wniosek w poniedziałek. Nie wyobrażam sobie, aby Prokuratura odmówiła przeprowadzenia tego dowodu.

 

Roman Giertych


Katalonia ogłosiła niepodległość!

Katalonia chce się odłączyć od Hiszpanii i być niepodległym państwem. W odpowiedzi w piątek wieczorem, premier Hiszpanii Mariano Rajoy oświadczył, że postanowił odwołać rząd Katalonii i rozwiązać kataloński parlament.

Kataloński parlament w tajnym głosowaniu opowiedział się tego dnia za ustanowieniem niezależnej od Hiszpanii Republiki Katalonii. Ugrupowania opozycyjne – socjaliści, centroprawicowa Partia Ludowa i liberałowie z Ciudadanos – zbojkotowały głosowanie.

Również w piątek hiszpański Senat zatwierdził przedstawione w ubiegły weekend propozycje rządu centralnego w Madrycie, które zawieszają autonomię Katalonii w celu zahamowania procesu odrywania się tego regionu od reszty kraju.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy oświadczył, że szef katalońskiej policji zostanie zwolniony. Poinformował też, że zamyka kataloński resort spraw zagranicznych i dymisjonuje jego delegatów w Brukseli i w Madrycie.

Akty oskarżenia dla liderów Katalonii

Prokuratura Generalna Hiszpanii zamierza ogłosić w poniedziałek akt oskarżenia przeciwko politykom, którzy przygotowali Deklarację Niepodległości Katalonii uchwaloną przez kataloński parlament. Jeśli czyny, których będzie dotyczył akt oskarżenia, zostaną zakwalifikowane jako „rebelia”, oskarżyciele mogą zażądać do 30 lat więzienia. Może to dotyczyć nie tylko premiera katalońskiego rządu regionalnego Carlesa Puigdemonta.

 

(df) thefad.pl


Żywe pochodnie. Samospalenie jako manifest polityczny

Śmierć w płomieniach jest jedną z najbardziej dramatycznych form protestu. Może odmienić los całych społeczności. O tym, co z aktu samospalenia wyniknie, decyduje opinia publiczna.

Miejsce przed Pałacem Kultury i Nauki, gdzie w którym 19 października 2017 podpalił się Piotr S.  Fot. Źródło: dw.de

„Mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób” – napisał Piotr S., który podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie w proteścieprzeciwko rządzącym.

„Chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach” – napisał Piotr S., który uciekł się do jednego z najbardziej drastycznych środków politycznego protestu: samospalenia, środka zapewniającego uwagę opinii publicznej.

Mnich z Wietnamu

Jeden z najbardziej znanych, politycznie motywowanych przypadków samospalenia miał miejsce w Wietnamie w 1963 r.

Przez kilka miesięcy buddyjscy mnisi eksperymentowali z różnymi łatwopalnymi płynami. W końcu znaleźli ten, który nadawał się najlepiej i poinformowali prasę.

11 czerwca 1963 mnich Thich Quang Duc w dawnym Sajgonie oblał się łatwopalną cieczą i podpalił. Był to protest przeciwko represjonowaniu buddyzmu w Wietnamie. Mnisi i mniszki tarasowali drogę służbom ratowniczym.

11 czerwca 1963 w Sajgonie podpalił się mnich Thich Quang Duc. Był to protest przeciwko represjonowaniu buddyzmu. Fot. Źródło: dw.de

Fenomen medialny

Przez samospalenie Thich Quang Duc i jego wspólnicy postawili konsekwentnie na najważniejszy element dobrowolnej śmierci w płomieniach – opinię publiczną. Bez niej akt samospalenia trafiłby w próżnię. Jeśli nie trafi do opinii publicznej, nie będzie przedmiotem dyskusji, politycznie motywowane samobójstwo nie będzie miało politycznych następstw.

Wraz z rozwojem mediów publicznych w XX wieku wzrosła liczba publicznych samospaleń. Po samobójstwie mnicha w Sajgonie tylko do 1970 roku doszło do 101 przypadków samospaleń – 17 razy więcej niż w latach 1919-1962.

Między podziwem a dezaprobatą

– Jednak stawianie na opinię publiczną jest ryzykowne. Dramatyczny akt samospalenia wywołuje różne reakcje – wyjaśnia kulturoznawczyni Sabine Stach z Niemieckiego Instytutu Historycznego, autorka pracy badawczej poświęconej samospaleniom w krajach Układu Warszawskiego. – Akt taki nie tylko wywiera presję na społeczeństwie, ale też pod względem politycznym nie jest jednoznaczny. Można go interpretować jako wyraz odwagi i nieustępliwości albo jako akt desperacji.

– Ta dwuznaczność – dodaje Stach – wywołuje różne reakcje. Podziw z jednej strony i dezaprobatę z drugiej – wyjaśnia. – Między tymi dwiema reakcjami istnieje cała gama odcieni szarości. Do tego niepewność, wątpliwość, niezdecydowanie co do oceny – mówi. Dlatego wiele zależy od pojmowania ofiary: – Czy jest dla nas pasywną ofiarą ideologii czy też samodzielnym aktem w sensie świadomego poświęcenia, czynem męczeńskim – wyjaśnia Sabine Stach.

Jan Palach: „Pochodnia nr 1”

W swojej istocie samospalenie jest również aktem politycznej komunikacji, ale takim, na który osoba dokonująca samospalenia nie ma już żadnego wpływu.

Jan Palach: "Pochodnia nr 1". Fot. Źródło: dw.de

Samobójczy akt służy projekcji najróżniejszych politycznych interpretacji. Tak było w przypadku Czecha Jana Palacha, „Pochodni nr 1” – jak sam siebie nazywał. Podpalił się 16 stycznia 1969 roku na Placu Wacława w Pradze, tuż przed Muzeum Narodowym. Zmarł trzy dni później. Chciał, jak zadeklarował w pożegnalnym liście, „wyrwać mieszkańców swego kraju z apatii”.

Pogrzeb Jana Palacha w Pradze (1969). Fot. Źródło: dw.de

Udało mu się to nie tylko w Czechach, ale i poza granicami. Nawet na Zachodzie dyskutowano o Janie Palachu, ale – jak podkreśla Sabine Stach – tylko przez krótki czas.

Po dziś dzień różnie interpretuje się jego śmierć. Od 1989 przeważa „uniwersalny obraz bohatera”, który poświęcił się dla demokracji.

Jego śmierć można też interpretować zupełnie inaczej – jako orędowanie za reformami wewnątrz istniejącego systemu politycznego, jako poświęcenie za ideały Praskiej Wiosny. Według tej interpretacji Palachowi nie chodziło o rewolucję, tylko o reformy.

– Według powszechnej narracji uważany jest za uniwersalnego bohatera walczącego o wolność i demokrację – wyjaśnia Stach. – Idąc tym śladem, można powiedzieć, że jego dziedzictwo zostało zrealizowane w 1989 r. Zakładając jednak, że podpalił się jako zwolennik reform komunizmu (co ostatecznie jest prawdą, bo Palach był członkiem ruchu studenckiego popierającego Aleksandra Dubczeka), wtedy musielibyśmy stwierdzić, że poniósł klęskę – mówi Sabine Stach.

Wieloznaczny przekaz

Ta podwójna interpretacja była mało znana na Zachodzie. Dominował za to obraz bezkompromisowego bojownika o wolność i rewolucjonisty. Palach przyczynił się – nie wiedząc o tym – do zaostrzenia ideologicznej konkurencji między Wschodem a Zachodem, między komunizmem a kapitalizmem.

Wieloznaczny był także przekaz, który Tunezyjczyk Mohamed Bouazizi wysłał światu w grudniu 2010 r. Podpalił się w proteście przeciwko samowoli władz. Jego apel zrozumiało wielu Tunezyjczyków – korupcję i bezprawie znali z własnych doświadczeń.

Mohamed Bouazizi nie przypuszczał, że jego protest ruszy falę protestów w wielu krajach arabskich. Fot. Źródło: dw.de

Bouazizi sam nawet nie podejrzewał, że swoim aktem wprawi w ruch arabską wiosnę – wielki ruch przebudzenia i walki o swobody obywatelskie.

Polityczne przesłanie samospalenia jest wieloznaczne. Wybierający ten rodzaj śmierci nie działa sam. O tym, co z jego czynu wyniknie, decyduje opinia publiczna. Dotyczy to także Piotra S. Jego samopodpalenie budzi mieszane uczucia. Wielu Polaków nie wie, jak to ocenić. I woli milczeć.


Trump udostępnia część tajnych dokumentów w sprawie zabójstwa Kennedy’ego

Narodowe Archiwa Stanów Zjednoczonych ujawniły prawie 3 tysiące dokumentów związanych z dochodzeniami przeprowadzonymi po zamordowaniu Johna F. Kennedy’ego. Odtajnienie niektórych materiałów zostało w ostatniej chwili zablokowane przez Donalda Trumpa, który w notatce służbowej napisał, że „nie miał innego wyjścia”.

Trump udostępnia część tajnych dokumentów w sprawie zabójstwa Kennedy'ego

John F. Kennedy, Dallas, Texas, 22 listopada 1963. Fot. wikipedia.org

22 listopada 1963 r., rozpoczynając swoją kampanię wyborczą John F. Kennedy udał się wraz z żoną Jackie do Dallas, w stanie Teksas. Podczas przejazdu otwartym samochodem oddano do niego kilka strzałów z karabinu. Rannego Kennedy’ego odwieziono do szpitala w Dallas, gdzie zmarł.

45 minut po zabójstwe Kennedy’ego 24-letni Lee Harvey Oswald, były żołnierz US Marines, znany z marksistowskich sympatii zastrzelił na oczach świadków policjanta J.D. Tippit’a. Oswald został zatrzymany i po kilkunastu godzinach oskarżony również o zamordowanie J.F. Kennedy’ego. On sam przekonywał jednak, że jest „kozłem ofiarnym” i nie zastrzelił prezydenta.

Lee Harvey Oswald. Fot. wikipedia.org

Dwa dni później, 24 listopada 1963, Oswald, gdy wyprowadzano go z budynku policji w Dallas, został śmiertelnie postrzelony przez Jacka Ruby’ego, właściciela klubu nocnego w Dallas, człowieka mającego powiązania z mafią. Ruby, skazany na śmierć, zmarł w na raka płuc w więzieniu w roku 1967.

W niedzielę, 24 listopada 1963 roku Lee Harvey Oswald został zastrzelony przez Jacka Ruby'ego gdy wyprowadzano go z budynku policji w Dallas. Fot. wikipedia

Spisek na Kennedy’ego

Mimo, że śledztwa przeprowadzone przez CIA, FBI, policję z Dallas i dwie niezależne, specjalne komisje Kongresu wykazały, że Oswald działał w pojedynkę, aż 60 proc. Amerykanów nadal uważa, że zamach na Kennedy’ego był rezultatem spisku.

Trump odtajnia dokumenty

Donald Trump zgodził się na ujawnienie kolejnej partii odtajnionych dokumentów na temat zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. Prezydent we wpisie zamieszczonym w sobotę na Twitterze potwierdził, że pozwoli na to „pod warunkiem otrzymania dalszych informacji”.

Dokumenty miały zostać udostępnione przez Amerykańskie Archiwa Narodowe 26 października.

Trump zmienił zdanie w sprawie części dokumentów

W ostatniej chwili Donald Trump zablokował ujawnienie ponad tysiąca z 3815 dokumentów związanych z zamachem na Kennedy’ego.

Jak informują media powołując się anonimowego przedstawiciele Białego Domu, w notatce służbowej adresowanej do swych najbliższych doradców Trump przyznał, że „nie miał innego wyjścia”, jak utrzymać klauzulę tajności wobec ponad tysiąca dokumentów, które miały być ujawnione przez Narodowe Archiwa Stanów Zjednoczonych w czwartek.

Donald Trump przedłużył niejawny status tych dokumentów na razie o sześć miesięcy, zapowiedział jednak, że po tym sześciomiesięcznym przeglądzie tylko nieliczne, bardzo rzadkie dokumenty będą nadal objęte tajemnicą państwową.

Odtajnione dokumenty

Odtajnione dokumenty, które zastały opublikowane w czwartek późnym wieczorem czasu miejscowego, obejmują ok. 400 dokumentów archiwalnych, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne i ponad ok. 3 tys. dokumentów, które w przeszłości były tylko częściowo odtajnione.

Z ujawnionych dokumentów wynika, że FBI obawiało się teorii spiskowych. Hoover nie był pewien, czy Amerykanie uwierzą, że Oswald był zabójcą prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza, gdy ten został zabity przez gangstera. Szef FBI twierdził, że Biuro potrzebuje twardych dowodów na to, że Oswald był zamachowcem.

 

(df) thefad.pl 

 


Radosław Sikorski: Szanse na uzyskanie reparacji są jeszcze mniejsze niż szanse na zwrot wraku

Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski ostrzega przed marginalizacją Polski w Europie. W rozmowie z niemieckim dziennikiem Deutsche Welle zarzucił rządowi PiS prowadzenie prowincjonalnej polityki zagranicznej. Skrytykował też antyniemiecką retorykę Warszawy. –  Myślę, że szanse na uzyskanie reparacji są jeszcze mniejsze niż szanse na zwrot wraku – ocenił.

Radosław Sikorski. Fot. Źródło: dw.de

Wojciech Szymański (DW): Mijają dwa lata od wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborów w Polsce. Jak Pana zdaniem zmieniła się w tym czasie polska polityka zagraniczna?

Radosław Sikorski: Politykę zagraniczną czasami trudno wymierzyć, bo jest kwestią opinii, ale są takie momenty, gdy widzimy rezultat. Na przykład przy wyborze przewodniczącego Rady Europejskiej, gdzie rezultat był 27:1. W ostatnich dniach także w sprawie pracowników delegowanych, gdzie przegraliśmy 26:2, więc można powiedzieć, że wsparcie dla polskiego stanowiska, w żelaznym sojuszu z Węgrami, wzrosło o 100 procent… Czyli trend jest dobry, być może uczą się. Być może będzie lepiej…

DW: Przedstawiciele partii rządzącej twierdzą, że w ostatnich latach Polska odzyskała podmiotowość i godność na arenie międzynarodowej. Sugeruje się, że polska dyplomacja, kierowana m.in. przez Pana, była na kolanach. Jak Pan to ocenia?

Radosław Sikorski: Myślę, że nie warto walczyć o to, co już się ma. [Polska – przyp. red.] ma zdolność do decydowania za siebie. Ja nie pamiętam, aby prezydent Lech Kaczyński, kiedy negocjował traktat lizboński, dostawał jakieś instrukcje z Paryża albo Berlina. Kiedy negocjowaliśmy trudny budżet europejski i wynegocjowaliśmy największy budżet w historii Unii, Polska podejmowała decyzje za siebie. Na tym polega praktyczna podmiotowość. A reszta to taka godnościowa publicystyka ludzi, którzy mają kompleksy, bo nie mówią językami albo są nieobyci w świecie.

DW: Rozmawiamy w Berlinie, czyli w stolicy jednego z najważniejszych krajów Europy, kraju który jest najważniejszym partnerem politycznym i gospodarczym Polski. Jak Pana zdaniem rozwinęły się stosunki polsko-niemieckie w ostatnich latach, czy się polepszyły czy pogorszyły?

Radosław Sikorski: Dyplomacja PiS zaczęła od nazwania Wielkiej Brytanii głównym partnerem Polski w UE. Przy całym moim szacunku i sympatii dla Wielkiej Brytanii było to błędem, bo kraj ten wychodzi z Unii. Niepotrzebnie zaczęliśmy retorykę antyniemiecką. Teraz pojawiają się nierealistyczne żądania reparacji, co nie polepsza stosunków. A widzimy, że one są ważne, bo na przykład nie chcemy, aby Niemcy z Rosją rozmawiały ponad naszymi głowami. Mówiłem o tym parę lat temu w Berlinie, że chcemy, aby Niemcy włączały Polskę do przywództwa i wszystkie ważniejsze decyzje europejskie z nami konsultowały.

DW: Żądania reparacyjne są obecnie jednym z głównych tematów w stosunkach polsko-niemieckich. Czy słusznie Polska dyplomacja wraca do tej sprawy? Czy są szanse na reparacje?

Radosław Sikorski: To jest jedna z klasycznych spraw, w których mamy tysiąc procent racji, ale bardzo małe szanse na sukces. Myślę, że to bardziej kolejny akt polityki wewnętrznej i mobilizowania własnego elektoratu wobec historycznych resentymentów niż polityki zagranicznej. Myślę, że szanse na uzyskanie reparacji są jeszcze mniejsze niż szanse na zwrot wraku…

DW: Po wyborach w Niemczech wszystko wskazuje na to, że w szefem MSZ będzie przedstawiciel partii Zielonych. Angela Merkel pozostanie kanclerzem na czwartą kadencję. Jak może przełożyć się to na stosunki polsko-niemieckie?

Radosław Sikorski: Nie znam aż tak dokładnie niemieckiej polityki wewnętrznej, ale partia Zielonych może stworzyć Polsce trudności w sprawach energetyczno-klimatycznych. Ale z drugiej strony mamy kontynuację w polityce Niemiec. Mamy najbardziej propolską kanclerz, przywódcę Niemiec, od tysiąca lat zresztą o polskich korzeniach. Więc powinniśmy mieć z nią jak najlepsze stosunki, a nie psuć je wokół spraw sprzed 70 lat.

DW: Unia Europejska się zmienia, prezydent Francji bardzo nalega na to, aby zreformować Wspólnotę, aby zacieśnić unijny rdzeń. Czy istnieje ryzyko, że Polska wyląduje gdzieś na peryferiach? Że podział na Europę kilku prędkości się pogłębi?

Radosław Sikorski: Takie ryzyko jest bardzo realne i uważam, że byłaby to katastrofa dla naszej pozycji międzynarodowej. Ale tak to jest, gdy prowadzi się antyeuropejską, samolubną i prowincjonalną politykę zagraniczną. Miejsce Polski jest w grupie trzymającej władzę w UE. Traktatowo jesteśmy zobowiązani do przyjęcia euro, oczywiście dopiero wtedy, gdy strefa euro się zreformuje. Mam nadzieję, że rząd wyciągnie wnioski z tych porażek, które ponosi w polityce europejskiej i wreszcie zacznie prowadzić politykę skutków, a nie tylko emocji.

DW: Ale co dokładnie zrobić, aby nie dać wypchnąć się na europejski margines?

Radosław Sikorski: Po pierwsze włączać się w te inicjatywy europejskie, które służą polskim interesom. Na przykład unia obronna jest ewidentnie polską racją stanu. Polska, w tym ja osobiście, zabiegaliśmy o to od wielu lat. I teraz, kiedy, dzięki brexitowi, ona ma szanse stać się kolejnym ważnym projektem unijnym, trzeba przypilnować, aby współpraca przemysłowa w jej ramach obejmowała także polski przemysł obronny. I aby zdolność do prowadzenia operacji wojskowych była nie tylko na południu, w byłych koloniach francuskich, ale też na wschodzie. Dla polski jest lepiej mieć dwie polisy ubezpieczeniowe niż jedną – natowską. I Polska od początku powinna entuzjastycznie brać w tym projekcie udział, także trochę jako rekompensata tego, że jeszcze nie jesteśmy w strefie euro.

 

 


Pierwsza pełnowymiarowa kapsuła hyperloop już w 2018 roku

Hyperloop, to projekt nowego środka transportu finansowany przez miliardera Elona Muska. Głównym celem projektu jest stworzenie systemu, który byłby szybki jak transport lotniczy i tani jak drogowy. Według założeń kapsuła zabierająca do 28 osób poruszałaby się w specjalnej rurze z obniżonym ciśnieniem (do 1% ciśnienia atmosferycznego), co zmniejszyłoby opory powietrza i pozwoliłoby osiągnąć prędkość dźwięku (ok. 1200 km/h).

Pierwsza pełnowymiarowa kapsuła hyperloop już w 2018 roku

Hyperloop w Polsce

Zespół Hyperloop One w ramach konkursu Global Challenge wybrał 9 lokalizacji w Europie, w których w przyszłości mogą powstać trasy super-szybkiej kolei próżniowej Hyperloop. Na liście znalazła się również Polska.

Hyperloop to idea super nowoczesnego transportu zbiorowego, dzięki któremu pasażerowie będą poruszali się w kapsułach umieszczonych w tubach. W Polsce pierwszą kapsułę hyperloop buduje zespół Hyper University Poland, który już skonstruował niepełnowymiarowy prototyp takiego pojazdu. We Francji trwają już prace nad pierwszą na świecie pełnowymiarową kapsułą, która mierzy 30 m długości, waży 20 ton i ma rozpędzać się do 1223 km na godzinę. Francuska firma HTT planuje oddać ją do użytku w 2018 roku.

– Musimy mieć na początku koła do jazdy przy małych prędkościach, natomiast później są plany, aby zacząć lewitować magnetycznie lub unosić się na poduszce powietrznej, w związku z czym redukujemy opory tarcia, możemy w ten sposób osiągać dużo większe prędkości, a dodatkowo ponieważ poruszamy się w rurze redukujemy do minimum opory powietrza, to pozwala na osiągnięcie bardzo wysokich prędkości, szacuje się, że hyperloop powinien móc jechać z prędkością 1000 km/h lub nawet więcej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Światek, członek zespołu Hyper Poland University Team.

We Francji Hyperloop Transportation Technologies (HTT) ruszyło z budową pierwszej na świecie pełnowymiarowej kapsuły hyperloop. Kapsuła ma mierzyć 30 metrów długości, 2,7 m szerokości, a ważyć ma 20 ton. Francuzi twierdzą, że kapsuła będzie w stanie podróżować z prędkościami dochodzącymi do 1223 km/h, czyli ponad dwukrotnie większymi, niż dotąd najszybszy pociąg na świecie – japoński pociąg Maglev MLX01 (603 km/h, wpisane do Księgi Rekordów Guinessa). Kolej magnetyczna porusza się na poduszce magnetycznej, zatem podobnie jak hyperloop – lewituje.

– Lewitacja magnetyczna zależy od masy oraz ilości magnesów które zastosujemy. Przy większej masie potrzeba więcej magnesów, a dodatkowo jeśli zastosujemy przy tej samej masie jeszcze większą ilość lub mocniejsze magnesy, możemy zacząć lewitować już przy mniejszej prędkości. W naszej kapsule przy magnesach, których użyliśmy, zaczynamy lewitować przy prędkości około 70 km/h i lewitujemy cały czas aż do tych obliczonych 430 km/h, ponieważ do takiej prędkości liczyliśmy tę kapsułę – twierdzi Grzegorz Świątek.

Hyperloop ma uzupełnić lukę między samolotem a pociągiem. Połączy zalety obu tych środków transportu. Szybkością będzie konkurował z samolotem, ale, podobnie jak pociąg, będzie mógł rozpoczynać kurs z centrów miast. Będzie wymagał stałej infrastruktury, jak pociąg i będzie łączył odległe miejscowości nie zatrzymując się po drodze, podobnie jak samolot.

– Konstrukcja ma jakieś elementy samochodu, ma koła, jest to poniekąd pociąg, porusza się po jednej szynie, na niej także hamuje za pomocą systemu hamującego. Jest to też trochę samolot, bo lewituje, jest to tzw. lewitacja magnetyczna, ma po trochu wszystkiego. Jako transport, idea hyperloopa ma wskoczyć w lukę pomiędzy pociągami a samolotami – twierdzi Mikołaj Siwek z Hyper Poland University Team.

Hyper Poland University Team zaprojektował też wstępną siatkę połączeń. Wynika z niej, że trasę Wrocław – Łódź moglibyśmy pokonać w 17 minut, a z Krakowa do Warszawy dojechać w ciągu 20 minut. Z kolei podróż z Warszawy do Gdańska zajęłaby nam 23 minuty. Z Poznania do Berlina dojechalibyśmy w ciągu 18 minut, a zaledwie godzinę później moglibyśmy zwiedzać Paryż. Koszt budowy kilometra trasy hyperloop ma być porównywalny z kosztem budowy kilometra autostrady w średnio trudnym terenie. Obecnie trwają jednak prace nad samą kapsułą.

– Poszycie kapsuły jest wykonane z kompozytu szklano-epoksydowego, w strukturze przekładkowej z pianką. Podzieliliśmy bryłę na dwa prostsze elementy. Przód, który ma bardziej skomplikowaną geometrię, wyfrezowaliśmy i oblaminowaliśmy szklano-epoksydowym laminatem, a tył z kolei uprościliśmy do geometrii, która jest rozwijalna, zrobiliśmy płaską płytę, którą potem wygięliśmy na kształt kapsuły tak, aby potem złączyć te dwa elementy i otrzymać pełną kapsułę – tłumaczy Joanna Patejuk z Hyper Poland University Team.

Komfort podróżowania hyperloop ma być podobny do komfortu jazdy innymi współczesnymi środkami transportu. Przy tak dużych prędkościach, o jakich mówią entuzjaści tej technologii, pojawiają się pytania o zdrowie pasażerów i przeciążenia.

– Przeciążenia jakim będzie poddany pasażer będą takie same, jakie mamy w samolotach czy w szybkiej kolei, japońskiej czy chińskiej, nie ma tu żadnego strachu jeśli chodzi o zdrowie, ponieważ będzie to 1 lub 1,5 G czyli najbardziej typowe przeciążenie samolotowe, które nie robi nam żadnej krzywdy ani nie wywołuje specjalnego dyskomfortu – podsumowuje Grzegorz Świątek z Hyper Poland University Team.

Pierwsza pełnowymiarowa kapsuła francuskiego HTT ma być gotowa w 2018 roku.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Newseria

 


Mamuty powrócą? Szalony eksperyment rosyjskich naukowców

Naukowcy na uniwersytecie w Irkucku planują przeprowadzić niezwykły eksperyment reaktywowania mamuta z żywych komórek, jakie zachowały się w zamrożonej padlinie.

Samica Juka żyła 34 tysiące lat temu w tak zwanym królestwie wiecznej zmarzliny. Rosyjskie muzeum od czasu do czasu prezentuje ją turystom.

Zainteresowanie jest duże, tym bardziej, że osobnicy tego gatunku może już wkrótce znów będą biagać po tundrze.

Właśnie dzięki genom Juki, której ciało zachowało się w bardzo dobrym stanie.

Mamut włochaty

Mamut włochaty, był jedynym gatunkiem mamuta, który miał gęstą sierść. Pojawił się ok. 250 tysięcy lat temu i szybko rozprzestrzenił w Europie i Azji, potem również w Ameryce Północnej. Na tereny Północnej Ameryki gatunek ten wkroczył stosunkowo późno, zaledwie ok. 100 tysięcy lat temu i zasiedlił jedynie najbardziej na północ wysunięte tereny stepowe.

Szkielet mamuta włochatego w Muzeum Geologicznym Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. Fot. Wikimedia Commons

Mamuty włochate były wyłącznie roślinożerne, żywiły się głównie roślinami stepowymi.

Ciosy mamutów osiągały do 5 metrów długości i służyły do odkopywania roślin spod śniegu podczas zimy.

Mamut włochaty osiągał rozmiary lekko przewyższające dzisiejszego słonia indyjskiego, który jest jego najbliższym żyjącym krewniakiem. Miał 2,75 do 3,4 m wysokości i 4 do 6 ton masy.

Znaleziono bardzo wiele szczątków mamutów włochatych ze śladami użytkowania przez człowieka. Odkryto nawet pozostałości domostw zbudowanych w całości z kości mamucich. Kość mamucia stanowiła materiał do produkcji różnorodnych artefaktów: broni, narzędzi, przedmiotów kultowych. Mamut włochaty był jednym z najczęściej przedstawianych zwierząt w sztuce naskalnej. Gatunek ten przetrwał do końca plejstocenu. W Europie wymarł ok. 13 tysięcy lat temu, na Syberii prawdopodobnie ok. 10 tysięcy lat temu, a w Ameryce Północnej nie wcześniej niż 10,5 tysiąca lat temu.

Mamuty w Polsce

W Polsce największe nagromadzenie szczątków mamuta włochatego odnaleziono w 1967 na wzgórzu św. Bronisławy w Krakowie. Znaleziono tam blisko 6 tys. kości i zębów 86 mamutów, zdechłych lub zabitych, a następnie pociętych przez ludzi. Wiek kości szacuje się na 23–24 tys. lat. Inne duże znalezisko kości mamutów pochodzi z piaskowni w rejonie Pyskowic.

Na bazie materiałów z tego stanowiska zrekonstruowano szkielet mamuta stojący w Muzeum Geologicznym Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie. Mniejsze znaleziska mamutów są powszechne w całej Polsce, zwłaszcza w jej południowej i środkowej części.

 

(df) thefad.pl / Źródło: 

Redakcja polska

 


Podatek od sprzedaży nieruchomości – jak go uniknąć?

Sprzedając nieruchomość stajemy przed wieloma wyzwaniami. Musimy zadbać nie tylko o sam obiekt sprzedaży i przebieg transakcji, ale także o zabezpieczenie uzyskanych w ten sposób pieniędzy. Sprzedaż wiąże się z wieloma konsekwencjami, a jedną z nich jest konieczność zapłaty podatku od odpłatnego zbycia nieruchomości. Często jest to kwota niebagatelna, stanowiąca nawet do 20 % kwoty sprzedaży. Nie dziwi zatem fakt, że wiele osób szuka sposobu, aby uniknąć płacenia. Warto byśmy przyjrzeli się z bliska prawnie dozwolonym metodom.

Podatek od sprzedaży nieruchomości – jak go uniknąć?

Czas posiadania przedmiotu sprzedaży

Najprostsza zasada wynikająca z ustawy o zbyciu nieruchomości dotyczy czasu posiadania przedmiotu sprzedaży. Jeżeli chcemy wyzbyć się nieruchomości po upływie 5 lat od jej nabycia, to w świetle prawa jesteśmy zwolnieni z opłat podatkowych. Istotnym zastrzeżeniem jest sposób liczenia lat. Nie chodzi tu bowiem o lata w klastycznym rozumieniu, ale o lata podatkowe. W związku z tym, nieruchomości sprzedawane w 2017 roku są wolne od opodatkowania, jeżeli były nabyte najpóźniej w roku 2011.

Drugim sposobem pozwalającym uniknąć płacenia podatku jest wyliczenie dochodu ze sprzedaży. Świadczenie podatkowe naliczany jest od kwoty jaką zyskujemy wyzbywając się nieruchomości. Na dochód składa się różnica kosztów i ceny sprzedaży. Jeżeli dochód jest duży, musimy liczyć się z dziewiętnastoprocentowym podatkiem dochodowym. Jeżeli jednak nasz dochód jest równy zero złotych lub ponieśliśmy więcej wydatków, to podatek nas nie obowiązuje.

Gdy czas goni

Są jednak sytuacje, gdy śpieszy nam się ze sprzedażą, a po obliczeniu dochodu podatek zostanie naliczony. W takim wypadku jedynym rozwiązaniem jest zwolnienie związane z wydatkowaniem środków ze sprzedaży nieruchomości na nowy cel mieszkaniowy. W tym celu musimy w ciągu 2 lat od sprzedaży nieruchomości przeznaczyć zarobione środki na zakup nieruchomości mieszkalnej. W takim wypadku podatek jest pomniejszony o wielkość wydanej kwoty; analogicznie: wydanie 100 000 z 500 000 obniża podatek o 20 %. Jeżeli decydujemy się na taki krok, to należy powiadomić o tym Urząd Skarbowy. W tym celu podczas składania rozliczenia podatkowego po sprzedaży nieruchomości należy złożyć deklarację PIT-39. Aby skorzystać z tego rozwiązania należy przeznaczyć otrzymane środki na zakup mieszkania, domu, działki budowlanej lub na rozbudowę, remont, przebudowę własnej nieruchomości mieszkalnej. Istnieje również zapis pozwalający wydać pieniądze zarobione na sprzedaży na spłatę kredytu zaciągniętego na wyżej wymienione cele. Niestety, Urząd Skarbowy bardzo często nie uznaje tego sposobu, jeżeli przedmiotem sprawy jest kredyt zaciągnięty na sprzedaną nieruchomość.

Wysoki podatek od odpłatnego wyzbycia się nieruchomości może skutecznie odstraszyć potencjalnych sprzedających. Należy więc przeanalizować własną sytuację i skorzystać z jednej z opcji przewidzianych przez prawo. Przy wszelkich wyliczeniach należy jednak pamiętać, że to podatnik nalicza sobie należności i niezgłoszenie jakichkolwiek działań w tym względzie może wiązać się z koniecznością spłaty wysokich odsetek za zwłokę w spłacie. A tego w szczególności należy się wyzbywać.

 

Autor: Ilona Buchalska. Artykuł powstał we współpracy z serwisem kaliszewska.pl.