iPhone 6: Najgorszy iPhone w historii? – Okiem serwisanta

Łukasz Wiekiera

Łukasz Wiekiera

Miał być hitem, ale okazał się jedną z największych wpadek Apple. iPhone 6, mimo nowoczesnego designu, szybko stał się synonimem problemów – wyginająca się obudowa, awarie ekranu, błędy systemowe i problemy z łącznością. Czy to najgorszy iPhone w historii? Oto analiza usterek, które sprawiły, że serwisanci znienawidzili ten model.

Czy iPhone 6 to największa porażka Apple?

Miał być hitem, ale stał się koszmarem. W 2014 roku Apple zaprezentowało iPhone’a 6 i iPhone’a 6 Plus, obiecując przełomowe zmiany. Nowoczesny design, większy ekran i smukła obudowa miały zrewolucjonizować rynek smartfonów. Niestety, użytkownicy szybko odkryli liczne wady tego modelu. Serwisanci zgodnie przyznają – iPhone 6 to jeden z najbardziej awaryjnych smartfonów w historii Apple.

Co poszło nie tak? Oto analiza, która wyjaśnia, dlaczego ten model do dziś budzi negatywne emocje.

Wyginający się korpus – początek problemów

Najbardziej znanym problemem iPhone’a 6 była jego słaba konstrukcja. Aluminiowa obudowa, choć elegancka, okazała się zbyt cienka i podatna na wyginanie. Telefon mógł ulec deformacji nawet w kieszeni spodni, co w konsekwencji prowadziło do uszkodzeń wewnętrznych.

Apple próbowało bagatelizować ten problem, ale użytkownicy szybko zaczęli publikować w sieci zdjęcia wygiętych urządzeń. Zjawisko to, nazwane „Bendgate”, stało się jednym z największych skandali w historii firmy.

Problemy z płytą główną i uszkodzone układy

Wyginająca się obudowa to dopiero początek problemów. Z czasem użytkownicy zaczęli zauważać, że ich telefony przestają reagować na dotyk lub całkowicie tracą zasięg. Przyczyną była awaria płyty głównej, a dokładniej – uszkodzenie kluczowych układów:

Awaria dotyku

Jednym z najczęstszych problemów była tzw. „Touch Disease” – uszkodzenie układu odpowiedzialnego za działanie ekranu dotykowego. Ekran albo nie reagował, albo działał z opóźnieniem, co czyniło telefon praktycznie bezużytecznym.

Problemy z zasięgiem

Niektórzy użytkownicy zauważyli nagłe rozłączanie z siecią, a w niektórych przypadkach telefon przestawał widzieć kartę SIM. Problem ten wynikał z uszkodzenia układu baseband, który odpowiada za łączność z operatorem.

Podświetlenie ekranu – kolejna usterka

Kolejną wadą iPhone’a 6 były problemy z podświetleniem ekranu. Wiele urządzeń miało uszkodzony układ sterujący jasnością, co powodowało całkowitą utratę podświetlenia.

Awaria ta często była wynikiem wadliwej konstrukcji elektroniki – nieodpowiednio dobrane kondensatory i cewki sprawiały, że ekran nagle gasł. Naprawa wymagała wymiany kilku elementów, co było kosztowne i czasochłonne.

Błędy 9 i 4013 – klątwa aktualizacji

Wielu użytkowników napotkało problemy podczas próby wgrania nowego oprogramowania przez iTunes. Podczas aktualizacji systemu iOS często pojawiały się błędy 9 i 4013. W większości przypadków oznaczały one poważne problemy sprzętowe:

Błąd 9 – problem z aktualizacją

Telefon nagle rozłączał się podczas instalowania nowego systemu, a proces aktualizacji zostawał przerwany.

Błąd 4013 – uszkodzenie pamięci lub procesora

Niektóre egzemplarze miały uszkodzone kości pamięci NAND, co uniemożliwiało poprawne zainstalowanie systemu. W skrajnych przypadkach telefon nie dawał się w ogóle przywrócić do życia.

Przycisk Home i problemy z Touch ID

iPhone 6 był jednym z pierwszych modeli, w których Apple wprowadziło zaawansowany czytnik linii papilarnych Touch ID. Niestety, przycisk Home w tym modelu okazał się wyjątkowo podatny na uszkodzenia.

Uszkodzenie taśmy łączącej przycisk z płytą główną

Wielu użytkowników zgłaszało, że ich Touch ID przestał działać, a przycisk Home reagował z opóźnieniem lub wcale. Problem wynikał z delikatnej taśmy łączącej przycisk z płytą główną, która często ulegała uszkodzeniu.

Błąd 53 – blokada Apple

Apple dodatkowo utrudniło życie użytkownikom – jeśli wymieniono przycisk Home w serwisie nieautoryzowanym, telefon mógł zostać trwale zablokowany z błędem 53.

Problemy z Wi-Fi i Bluetooth

Kolejną powszechną usterką w iPhonie 6 były awarie modułu Wi-Fi i Bluetooth. Wiele telefonów miało problemy z utrzymaniem stabilnego połączenia z siecią bezprzewodową.

Słaby zasięg Wi-Fi

Użytkownicy skarżyli się na słaby sygnał Wi-Fi lub jego całkowity brak. Problem często wynikał z wadliwego układu anteny, który łatwo ulegał uszkodzeniu nawet po lekkim upadku telefonu.

Problemy z Bluetooth

Niektóre urządzenia miały trudności z łączeniem się z zestawami słuchawkowymi, głośnikami i innymi akcesoriami Bluetooth. Naprawa zazwyczaj wymagała wymiany układu komunikacyjnego, co było kosztowną operacją.

Podsumowanie – czy iPhone 6 to najgorszy model Apple?

iPhone 6 zapisał się w historii Apple jako jedno z najbardziej awaryjnych urządzeń. Wyginający się korpus, problemy z płytą główną, awarie ekranu i niestabilność systemowa sprawiły, że wielu użytkowników szybko straciło do niego cierpliwość.

Z perspektywy serwisantów ten model to prawdziwy koszmar naprawczy. Zbyt delikatna konstrukcja i liczne wady sprzętowe sprawiły, że iPhone 6 stał się synonimem problemów.

A jakie były Twoje doświadczenia z tym modelem? Podziel się opinią w komentarzu!

Łukasz Wiekiera, Chill Serwis


Zamach stanu czy polityczna manipulacja? TV Republika wywołuje panikę wśród zwolenników PiS

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar odniosi się do śledztwa w sprawie domniemanego „zamachu stanu”. Skierował ostrą krytykę w stronę prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego i zastępcy prokuratora generalnego Michała Ostrowskiego, nazywając ich „wiernymi żołnierzami” Zbigniewa Ziobry. Jego zdaniem sprawa ma wyłącznie charakter polityczny i służy destabilizacji obecnych rządów.

Fot. Dariusz Frach, thefad.pl

Bodnar: To działania polityczne, nie śledztwo

Adam Bodnar poinformował, że o sprawie „zamachu stanu” dowiedział się z mediów, a jedyne, co otrzymał oficjalnie, to „skromne jednolinijkowe pismo” od Michała Ostrowskiego. Podkreślił, że tak istotne zawiadomienie powinno zostać mu przedstawione w sposób formalny i zgodny z procedurami.

„Wierni żołnierze Zbigniewa Ziobry, czyli Bogdan Święczkowski oraz pan Michał Ostrowski, realizują bardzo konkretne polityczne zadania” – powiedział Bodnar. – „Nic nie zatrzyma prokuratury przed działaniami na rzecz obywateli, przed odpowiedzialnością na rzecz społeczeństwa i przed po prostu rozliczaniem tych wszystkich nieprawidłowości, które miały miejsce w ciągu ostatnich lat.”

Minister sprawiedliwości zapowiedział, że najpierw dokładnie zapozna się z treścią zawiadomienia dotyczącego „zamachu stanu” i oceni, jakie dalsze kroki należy podjąć w tej sprawie.

Zamach stanu czy polityczna rozgrywka?

Sprawa śledztwa w sprawie rzekomego „zamachu stanu” budzi ogromne kontrowersje. Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski twierdzi, że obecne władze działają „w zorganizowanej grupie przestępczej” i dążą do zmiany ustroju RP. Wśród oskarżonych wymienia premiera Donalda Tuska, marszałków Sejmu i Senatu, prezesa Rządowego Centrum Legislacji oraz wybranych sędziów i prokuratorów.

Michał Ostrowski, zastępca prokuratora generalnego, który wszczął postępowanie, został powołany na to stanowisko przez Mateusza Morawieckiego jeszcze w czasie rządów PiS. Bodnar oraz przedstawiciele rządu wskazują, że Ostrowski działa w interesie politycznym swoich poprzedników, próbując utrzymać wpływy dawnego obozu władzy.

Śledztwo nabiera tempa, ale co dalej?

Według Bogdana Święczkowskiego odebranie śledztwa prokuratorowi Ostrowskiemu byłoby dowodem na wiarygodność jego zawiadomienia. W rozmowie z mediami powiedział: „Jeżeli obecna władza nie ma nic do ukrycia, to powinna pozwolić na rzetelne przeprowadzenie postępowania w sprawie zamachu stanu.” Tymczasem były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień uważa całą sprawę za próbę stworzenia „równoległego państwa”.

„To już nawet nie jest sianie chaosu. To zabawa w państwo równoległe” – skomentował Stępień. – „Pewna grupa prawników, polityków, sędziów i prokuratorów na każdym kroku łamie prawo z powodów czysto politycznych i dla swoich karier.”

TV Republika wywołało panikę wśród zwolenników PiS

Po licznych apelach na antenie TV Republika, pracownicy stacji zaczęli odbierać telefony od zaniepokojonych odbiorców. W porannym programie, który do emisji trafił 6 lutego 2025 roku, głos w tej sprawie postanowiła zabrać Monika Borkowska. – To jest bardzo ważne, żeby też ludziom uświadamiać, naszym widzom, na czym polega różnica, żeby nie bagatelizować tej sprawy – mówiła.

Podkreślała, że sytuacja szczególnie wstrząsnęła seniorami. – Po tej wczorajszej konferencji odbierałam telefony od starszych osób, które były wystraszone, bo usłyszały o tym, że jest zamach stanu i wyglądały za okno w poszukiwaniu czołgów – relacjonowała.

Podkreśliła też, że w Polsce nie ma zgody na łamanie prawa, a śledztwo dotyczy destabilizacji państwa. – To jest próba zmiany naszego ustroju bez legalnych procedur – skwitowała.

Paweł Śliz: postępowanie wszczyna prokurator związany z Ziobrą

Szef Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Paweł Śliz (Polska 2050-TD) ocenił, że zawiadomienie prezesa TK to „skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie prowadzące do pogłębienia wewnętrznego chaosu w Polsce”. Jak dodał, przykre jest to, że Święczkowski znając przepisy, „pisze takie bzdury i zawiadamia organy ścigania”.

Giertych: śledztwa się rozkręcają, oni to interpretują jako zagrożenie

Poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych skomentował: „Wszystkie śledztwa powoli się rozkręcają, mamy decyzję o wznowieniu postępowania w sprawie dwóch wież. To wszystko powoduje, że następuje pewne przełamanie psychologiczne, które oni interpretują jako zagrożenie dla swojej egzystencji.”

Kaczyński: Ostrowski może prowadzić tego rodzaju śledztwa

W ocenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego prokurator Ostrowski jako „wiceszef Prokuratury Krajowej może prowadzić tego rodzaju śledztwa”. Kaczyński napisał na platformie X: „Z satysfakcją przyjmuję inicjatywę Prezesa Trybunału Konstytucyjnego i fakt wszczęcia śledztwa przez Zastępcę Prokuratora Generalnego na podstawie zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu przestępstwa zamachu stanu”.

 DF, thefad.pl / Źródło: ONET, TOK FM, Poland Daily 24, TV Republika

 


Duda w sprawie domniemanego zamachu stanu: Naruszenia konstytucji i działania poza granicami prawa

Andrzej Duda odniósł się do zawiadomienia prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego o domniemanym zamachu stanu. W wywiadzie dla Kanału Zero stwierdził, że obecna władza wielokrotnie narusza prawo. Jego zdaniem problemem są powtarzające się przypadki łamania konstytucji, zwłaszcza art. 7, który nakazuje działanie organów władzy publicznej w granicach prawa.

Fot. screen shot / youtube

Śledztwo w sprawie zamachu stanu

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski, wcześniej prokurator, zgłosił do prokuratury podejrzenie popełnienia zamachu stanu przez rząd. W jego ocenie władza podważa status Trybunału i Sądu Najwyższego oraz blokuje publikację orzeczeń TK. Według Święczkowskiego takie działania przekraczają ramy konstytucyjne państwa.

„Pan prezes jest bardzo doświadczonym prokuratorem i myślę, że jeśli chodzi o znamiona czynu zabronionego, to nie miał problemu, żeby sformułować taki wniosek” – powiedział Duda odnosząc się do decyzji Święczkowskiego.

    Zdaniem Dudy dokument złożony przez prezesa TK odnosi się m.in. do nieuznawania Trybunału przez rząd, blokowania jego orzeczeń i podważania statusu Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.

    Co dzieje się wokół Trybunału?

    Sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego budzi wiele emocji. Święczkowski twierdzi, że rząd działa wbrew prawu i zmierza do zmiany ustroju państwa. Prawnicy i komentatorzy wskazują jednak, że zarzuty mogą mieć bardziej polityczny niż prawny charakter. Niektórzy zastanawiają się, czy prokuratura powinna w ogóle zajmować się tą sprawą, czy to jedynie element politycznej rozgrywki.

    Andrzej Duda poparł Święczkowskiego, ale przyznał, że nie widział treści zawiadomienia. Podkreślił, że ignorowanie wyroków TK i statusu Sądu Najwyższego może mieć poważne skutki dla porządku prawnego w Polsce.

    Polityczna walka o Trybunał Konstytucyjny

    Nie tylko Sejm podważa legalność działań Trybunału Konstytucyjnego. W marcu 2024 roku Sejm przyjął uchwałę, w której stwierdzono, że wyroki TK wydane z naruszeniem prawa nie powinny być uwzględniane w działalności organów państwowych. Od tego czasu niektóre orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego nie są publikowane w Dzienniku Ustaw. Na przykład, wyrok z 4 czerwca 2024 roku dotyczący tzw. wcześniejszych emerytów nie został opublikowany przez ponad cztery miesiące.

    Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że udział tzw. „sędziów-dublerów” w składzie TK narusza prawo do sądu, co podważa wiarygodność części jego orzeczeń. Komisja Europejska wszczęła postępowanie wobec Polski w związku z reformami sądownictwa wprowadzonymi od 2017 roku, które zdaniem Brukseli podważały niezależność sędziów i Trybunału Konstytucyjnego. W szczególności KE sprzeciwiła się funkcjonowaniu Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, uznając ją za narzędzie nacisku politycznego. W 2021 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nałożył na Polskę karę finansową za niewykonanie decyzji dotyczącej jej likwidacji. W maju 2024 roku Komisja ogłosiła zakończenie procedury z art. 7 wobec Polski, doceniając podjęte przez rząd działania na rzecz przywrócenia praworządności. Również Helsińska Fundacja Praw Człowieka wielokrotnie krytykowała sposób funkcjonowania Trybunału, wskazując na naruszenia standardów demokratycznych.

    Dodatkowo, Rzecznik Praw Obywatelskich w swoim stanowisku wskazał na brak organu upoważnionego do ustalania wiążącej wykładni Konstytucji, podkreślając, że nawet Trybunał Konstytucyjny nie posiada takiej kompetencji.

    Duda i Święczkowski uznają te działania za złamanie zasad państwa prawa. Rząd przekonuje, że to próba uporządkowania sytuacji po latach chaosu.

    DF, thefad.pl / Źródło: TVN24, Onet, Business Insider, Rzeczpospolita

     


    Prezes TK atakuje rząd Tuska: „Wszczynamy śledztwo w sprawie zamachu stanu”

    Śledztwo w sprawie zamachu stanu budzi ogromne kontrowersje. Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski poinformował, że prokurator Michał Ostrowski wszczął dochodzenie dotyczące działań premiera Donalda Tuska, marszałków Sejmu i Senatu, szefa Rządowego Centrum Legislacji oraz wybranych sędziów i prokuratorów. W zawiadomieniu podkreślono, że od 13 grudnia 2023 roku osoby te miały działać w zorganizowanej grupie przestępczej, zmierzając do podważenia statusu Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego.

    Bogdan Święczkowski. Fot. screen shot, youtube

    Śledztwo w sprawie zamachu stanu – skąd te zarzuty?

    Bogdan Święczkowski wskazuje, że liczące 60 stron zawiadomienie opisuje działania rządu i parlamentu, które miały na celu zmianę ustroju RP. Wśród kluczowych argumentów pojawia się uchwała Sejmu z 6 marca 2023 roku, która według Święczkowskiego stanowi element usuwania skutków kryzysu konstytucyjnego z lat 2015-2023. Jego zdaniem, podjęte przez rząd i parlament decyzje stanowią przestępstwo.

    – Mówimy tutaj o przestępstwie zamachu stanu – powiedział Święczkowski na konferencji prasowej.

    Reakcje na śledztwo – polityczne napięcia i wątpliwości prawne

    Premier Donald Tusk nie odniósł się wprost do oskarżeń, lecz opublikował w mediach społecznościowych nagranie, na którym gra w ping-ponga. Gdy jeden ze współpracowników wspomina o zarzutach, Tusk z uśmiechem odpowiada: „Daj spokój, my tu mamy poważne sprawy”.

    W obozie opozycji natomiast głosy poparcia dla decyzji Święczkowskiego wyraził Jarosław Kaczyński, twierdząc, że „od dawna było wiadomo, że mamy do czynienia z próbą nielegalnego przejęcia władzy”.

    Prawnicy mają jednak wątpliwości, czy prokurator Ostrowski miał prawo do samodzielnego wszczęcia takiego śledztwa. Pojawiają się opinie, że cała sprawa może mieć podłoże polityczne, a legalność podjętych działań wymaga głębszej analizy. Wątpliwości budzi również przyszłość tego postępowania i jego potencjalne konsekwencje dla układu sił na polskiej scenie politycznej.

    DF, thefad.pl / Źródło: PAP, TVN24, Onet, Business Insider, Rzeczpospolita

     


    Sikorski ostro o Błaszczaku: „Kryminalny oportunizm”

    Prokurator Generalny Adam Bodnar skierował do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu b. ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka. Zarzuty dotyczą przekroczenia uprawnień poprzez odtajnienie i publiczne ujawnienie fragmentów Planu Użycia Sił Zbrojnych RP WARTA-00101, który opisuje strategię obrony Polski przed potencjalnym atakiem Rosji.

    Fot. gov.pl / licencja Creative Commons

    Co powiedział Radosław Sikorski?

    Szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski, w ostrych słowach skomentował całą sprawę.

    „Trzeba być kryminalnym oportunistą, żeby zdradzić plany Wojska Polskiego na obronę ojczyzny, byle zapunktować w kampanii wyborczej” – powiedział w Brukseli.

    Dodał, że jako były minister obrony jest oburzony faktem, że dokumenty dotyczące obronności zostały upublicznione dla korzyści politycznych. Wyraził nadzieję, że „niezawisły sąd da Błaszczakowi i innym pseudopatriotom nauczkę na całe pokolenie”.

    Zarzuty wobec Mariusza Błaszczaka

    Wniosek do Sejmu o uchylenie immunitetu Błaszczakowi dotyczy jego decyzji o ujawnieniu w lipcu 2023 r. fragmentów Planu Użycia Sił Zbrojnych RP WARTA-00101. Dokument ten powstał w 2011 r. i przedstawiał koncepcję obrony Polski w razie rosyjskiej inwazji.

    Były minister zarzucał poprzednim rządom PO-PSL, że planowali obronę na linii Wisły, co – według niego – oznaczało oddanie połowy kraju przeciwnikowi. Jednak ujawnienie takich informacji budzi poważne kontrowersje pod kątem bezpieczeństwa państwa.

    Czy Błaszczak stanie przed Trybunałem Stanu?

    Zapytany o możliwe konsekwencje dla Mariusza Błaszczaka, Radosław Sikorski odparł:

    „Zwykły sąd kryminalny tu wystarczy.”

    Obecnie decyzja o uchyleniu immunitetu należy do Sejmu. Jeśli zostanie uchylony, Błaszczak może stanąć przed sądem za przekroczenie uprawnień i ujawnienie tajnych dokumentów.

    Sprawa kar dla Polski i orzeczenie Sądu UE

    W tej samej wypowiedzi Sikorski odnosił się również do decyzji Sądu Unii Europejskiej, który potwierdził zgodność z prawem potrącenia Polsce 320 mln euro przez Komisję Europejską. Kara dotyczyła niezawieszenia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

    „To jest część tego olbrzymiego rachunku, jaki płacimy za bezprawie i złodziejstwo Zjednoczonej Prawicy” – podsumował Sikorski.

    Reakcja PiS i samego Błaszczaka

    Mariusz Błaszczak nie zamierza rezygnować z immunitetu i uważa, że jego działania były uzasadnione. Twierdzi, że odtajniony dokument miał charakter historyczny i jego ujawnienie było w interesie publicznym.

    Z kolei prezes PiS, Jarosław Kaczyński, nazwał całą sprawę „czysto polityczną akcją”. Stwierdził, że Błaszczak miał prawo do odtajnienia dokumentu, a obecne działania wymierzone w niego są odwetem politycznym.

    Co dalej?

    Sejm zdecyduje w najbliższych tygodniach, czy uchyli immunitet Błaszczaka. Jeśli tak się stanie, były minister będzie musiał zmierzyć się z zarzutami przed sądem.

    DF, thefad.pl / Źródło: gov.pl, onet.pl, tvn24.pl, pap.pl

     


    50-tka? No i super! Życie dopiero się rozkręca

    Pięćdziesiątka na karku? Świetnie! Bo to moment, kiedy wiesz już, czego chcesz, a jednocześnie masz mnóstwo energii, żeby działać. Ktoś mówi, że 50 to wiek, żeby zwolnić? Nuda. To czas, żeby w końcu robić rzeczy po swojemu i czerpać życie pełnymi garściami. Jak? Na własnych zasadach.

    Fot. NEOM / Unsplash

    Nowy etap, nowe możliwości

    Po 50. roku życia coś się zmienia – ale niekoniecznie tak, jak myślisz. Dzieci są bardziej samodzielne, praca nie jest już jedynym priorytetem, a Ty masz więcej czasu dla siebie. Nagle zaczynasz myśleć: „A co, gdybym zrobił coś nowego?”. Może to idealny moment, żeby spełnić dawne marzenie – podróż, nauka języka, a może coś bardziej szalonego, jak taniec lub fotografia?

    Wiek nie jest przeszkodą, tylko wymówką. Ludzie zaczynają biegać maratony po pięćdziesiątce, zakładają firmy, piszą książki. Możesz wszystko – wystarczy, że uwierzysz, że to Twój czas.

    Ruch, ale bez spiny

    Nie chodzi o to, żeby katować się na siłowni albo liczyć każdą spaloną kalorię. Po prostu znajdź aktywność, która sprawia Ci frajdę. Spacer w parku, rower, joga, taniec – cokolwiek, co sprawia, że czujesz się dobrze we własnym ciele. A jeśli do tego uda się wkręcić znajomych? Tym lepiej. Sport w grupie to podwójna dawka endorfin.

    Dobre jedzenie to podstawa

    Zapomnij o dietach cud i obsesyjnym liczeniu kalorii. Po pięćdziesiątce chodzi o to, żeby jeść smacznie, ale mądrze. Warzywa, dobre tłuszcze, pełnowartościowe białko – to nie przymus, to wybór, który sprawia, że masz więcej energii i czujesz się lepiej. Poza tym, kto powiedział, że zdrowe jedzenie jest nudne? Spróbuj nowych smaków, eksperymentuj w kuchni, baw się jedzeniem jak szef kuchni.

    Ludzie, którzy dają Ci energię

    W tym wieku wiesz już, kto jest wart Twojego czasu, a kto tylko zabiera Twoją energię. Czas zacząć otaczać się tymi, którzy naprawdę coś wnoszą do Twojego życia. Rodzina, przyjaciele, nowi znajomi – to oni sprawiają, że życie smakuje lepiej. A może właśnie teraz jest moment, żeby poznać kogoś nowego? Nigdy nie jest za późno na przyjaźnie, podróże czy nowe miłości.

    Czas dla siebie, czyli najlepsza inwestycja

    W końcu możesz zainwestować czas w siebie. Kiedy ostatnio zrobiłeś coś tylko dla siebie? Przeczytałeś książkę, nauczyłeś się czegoś nowego, poszedłeś na kurs, na który zawsze brakowało Ci czasu? Życie to nie tylko obowiązki – to też pasje, chwile dla siebie, momenty, które sprawiają, że czujesz, że żyjesz.

    Najlepsze dopiero przed Tobą

    Masz 50 lat? No i super! Teraz dopiero zaczyna się najlepsza część życia – świadoma, pełna nowych możliwości i totalnie na Twoich zasadach. Możesz zwolnić, jeśli chcesz, ale możesz też przyspieszyć i przeżyć kolejne dekady tak, jak tylko masz ochotę. Wiek? To tylko cyferki. Liczy się to, jak go wykorzystasz.

    Dariusz Frach, thefad.pl

     


    Kat Warszawy, który został burmistrzem – szokująca historia Heinza Reinefartha

    Rozmawiał Wojciech Szymański

    Perke Heldt miała szesnaście lat, gdy rozpoczęła praktykę w kancelarii prawnej w swoim miasteczku. Dopiero później zrozumiała, że jej szef, Heinz Reinefarth, miał na rękach krew dziesiątek tysięcy Polaków.

    Heinz Reinefarth. Fot. Źródło: media

    Historia Heinza Reinefartha to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów braku odpowiednich rozliczeń Niemiec ze zbrodniarzami Trzeciej Rzeszy. Członek nazistowskiej NSDAP, oficer Wehrmachtu, generał SS – Reinefarth był odpowiedzialny za brutalne tłumienie Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 roku, w tym za masakrę mieszkańców Woli, gdzie oddziały pod jego dowództwem wymordowały w ciągu kilku dni od 40 do 60 tysięcy cywilów.

    Po wojnie Reinefarth, z wykształcenia prawnik, zdołał oczyścić się z wszelkich zarzutów. W 1951 roku został burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt. W latach 1958–1962 zasiadał nawet jako poseł w parlamencie landu Szlezwik-Holsztyn. Nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej, choć narastająca krytyka zmusiła go w 1963 roku do wycofania się z życia publicznego i powrotu do pracy w kancelarii prawnej. To właśnie tam, w 1969 roku, trafiła na praktykę 16-letnia Perke Heldt. Dziennikarz Deutsche Welle, Wojciech Szymański, przeprowadził z nią rozmowę.


    DW: Jest końcówka lat 60. Jako szesnastoletnia dziewczyna szuka pani praktyki w kancelariach prawnych w rodzinnym Westerlandzie na wyspie Sylt. I znajduje – w kancelarii Heinza Reinefartha, kata Warszawy. Jak do tego doszło?

    Perke Heldt: Urodziłam się i dorastałam na Sylcie. Po ukończeniu szkoły średniej trzeba było znaleźć miejsce na praktykę. Chciałam zostać asystentką notariusza, więc szukałam kancelarii prawnej. W pewnym momencie mój ojciec powiedział: „Dlaczego nie pójdziesz do kancelarii Platzbecker i Reinefarth?”. Wysłałam aplikację i udało się. Niedługo potem siedziałam w małym biurze, a obok, za ogromnym biurkiem, drobny pan Reinefarth.

    Wiedziała pani, u kogo pobiera nauki?

    Nie. Na początku nie miałam pojęcia o jego przeszłości. Dopiero w trakcie praktyk, około drugiego roku, zaczęłam to dostrzegać. Kiedy mówiłam, że pracuję u Reinefartha, słyszałam: „Co? U niego? Nie wiesz, że to masowy morderca i zbrodniarz wojenny?”. Gorące dyskusje na ten temat rozgorzały później także w naszym biurze. Część kolegów i koleżanek twierdziła, że szef został uniewinniony we wszystkich postępowaniach sądowych. Inni przekonywali, że w Polsce już dawno zostałby skazany na śmierć, a postępowanie przeciwko niemu umorzono jedynie z powodu błędów proceduralnych. Ja należałam do tej drugiej grupy.

    Pamiętam, że jedna z moich koleżanek, której rodzina przybyła na wyspę jako uchodźcy z byłych terytoriów wschodnich, najostrzej oceniała Rosjan – w jej oczach to oni byli prawdziwymi złoczyńcami. Doprowadzało mnie to do szału. Mówienie, że „może i byliśmy źli pod rządami nazistów, ale Rosjanie byli gorsi”, było dla mnie nie do przyjęcia.

    Czy Reinefarth kiedykolwiek odnosił się do tych dyskusji? Czy rozmawiała pani z nim o wojnie?

    Nie. Nigdy. Byłam młoda, nieśmiała i nieporadna. Nie miałam odwagi zapytać go o te sprawy.

    Jaki był na co dzień? Jakim był szefem?

    Był bardzo zdystansowany i powściągliwy, ale potrafił rzucać cyniczne uwagi. Mieliśmy wrażenie, że powietrze w pokoju zamarzało, dlatego nikt nie próbował się do niego zbliżać. Nie chcę przez to powiedzieć, że odbierałam go jako potwora, ale dystans był ogromny.

    Jako szef na pewno nie był opiekuńczy, jak często opisywano go w Westerlandzie. Do dziś ludzie mówią, że był dobrym burmistrzem, do którego można było przyjść ze wszystkimi problemami. Ale jeśli chodzi o moją praktykę, nie interesował się nią wcale. Pamiętam, że w pewnym momencie interweniował nawet mój ojciec, bo miałam wrażenie, że za mało się uczę. Reinefarth wysłuchał go uprzejmie, ale nic się nie zmieniło.

    Jakie sprawiał wrażenie?

    Był chudy, miał charakterystycznie przystrzyżone włosy – typowa nazistowska fryzura. Dla mnie, młodej dziewczyny, wyglądał jak autorytarny dupek. Oczywiście zawsze przychodził do biura w garniturze i krawacie, był pewny siebie i mówił wyjątkowo donośnym głosem, który wyróżniał się nawet w tłumie.

    Wyobrażam sobie, jak wydawał rozkazy w czasie wojny…

    O tak, dokładnie. Można sobie to dobrze wyobrazić.

    Czy był zamożny?

    Radził sobie bardzo dobrze. Kancelaria miała wielu klientów, byliśmy zajęci przez cały dzień. Miał mały domek w Westerlandzie. Dla mnie, dziecka z klasy robotniczej, był zdecydowanie zamożny.

    Jako burmistrz Westerlandu (1951–1963) cieszył się dobrą opinią. Jak to możliwe?

    Myślę, że odnalazł się w sytuacji, w której oczyszczono go z zarzutów. Budował wokół siebie aurę bojownika ruchu oporu, twierdząc, że pod koniec wojny odmówił wykonania rozkazów Hitlera. Występował na drogę prawną przeciwko każdemu, kto kwestionował ten wizerunek.

    Wspominała pani, że jako burmistrz miał opinię dobrego opiekuna.

    Zawsze mnie to denerwuje. Kiedy mówi się, że Reinefarth był jednym z największych zbrodniarzy wojennych, ludzie dodają: „Ale był dobrym burmistrzem”. To zawsze brzmi jak usprawiedliwienie.

    W 1963 roku, pod naciskiem opinii publicznej, zrezygnował z urzędu i wrócił do kancelarii prawnej.

    Tak, chciał zostać notariuszem, ale nie dostał zgody. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych uznało, że do tej funkcji potrzeba więcej honoru. Myślę, że wywołało to w nim dużą gorycz.

    Czy to doświadczenie na panią wpłynęło?

    Tak. Pracowałam jako wolontariuszka, dokumentując historię obozu Husum-Schwesing. Nie chciałam być częścią tego, co nazywa się „drugą niemiecką winą”. Może tego nauczyło mnie spotkanie z Reinefarthem.

    Rozmawiał Wojciech Szymański 

    REDAKCJA POLECA

    script type=’text/Javascript’>

     


    Pięć lat po brexicie: większość Brytyjczyków uważa go za błąd

    Minęło pięć lat od opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Aktualne sondaże wskazują, że rosnąca liczba obywateli ocenia brexit jako błędną decyzję. Jakie są konsekwencje tej politycznej zmiany i jak wpływa ona na gospodarkę oraz społeczne nastroje w kraju?

    Fot. Franz Wender / Unsplash

    Coraz większe rozczarowanie brexitem

    Z badań YouGov wynika, że aż 55% Brytyjczyków uważa brexit za błąd, a tylko 30% jest zdania, że była to słuszna decyzja. Co więcej, 62% respondentów ocenia jego realizację jako nieudaną.

    Raport think tanku Best for Britain wskazuje, że mieszkańcy nawet najbardziej pro-brexitowych okręgów preferują obecnie bliższe więzi gospodarcze z Unią Europejską. Z kolei analiza London School of Economics wykazała, że w pierwszych dwóch latach po brexicie wartość handlu Wielkiej Brytanii z UE spadła o 27 miliardów funtów.

    Problemy gospodarcze po brexicie

    Według badań Cambridge Econometrics, gdyby Wielka Brytania pozostała w Unii, jej gospodarka byłaby obecnie o 140 miliardów funtów większa, a kraj miałby 2 miliony dodatkowych miejsc pracy. Prognozy wskazują, że do 2035 roku straty te mogą wzrosnąć do 311 miliardów funtów i 3 milionów stanowisk.

    Brytyjski rząd zapowiada korekty w relacjach z UE, jednak nie planuje powrotu do jednolitego rynku, unii celnej ani swobody przepływu osób. Obecny premier Keir Starmer podkreśla konieczność „lepszej współpracy” z Unią, ale wyklucza możliwość powrotu do struktur wspólnotowych.

    Społeczne nastroje i przyszłość relacji z UE

    Obywatele Wielkiej Brytanii coraz częściej opowiadają się za zacieśnieniem relacji z UE. 64% ankietowanych popiera bliższą współpracę z Unią, a 55% deklaruje chęć ponownego przystąpienia do wspólnoty.

    Eksperci przewidują, że presja społeczna oraz rosnące trudności gospodarcze mogą skłonić rząd do dalszych zmian w polityce europejskiej. Chociaż pełny powrót do UE pozostaje mało prawdopodobny, możliwe są stopniowe kroki w kierunku odbudowy relacji handlowych i politycznych.

    Zmiany nastrojów społecznych po brexicie

    Po pięciu latach od brexitu społeczne nastroje w Wielkiej Brytanii wyraźnie się zmieniły. Pogłębiające się problemy gospodarcze oraz rozczarowanie efektami brexitu powodują, że coraz więcej obywateli dostrzega potrzebę zacieśnienia więzi z Unią Europejską. Przyszłość stosunków brytyjsko-unijnych pozostaje otwarta, ale trend społeczny wskazuje na rosnącą chęć powrotu do bliższej współpracy.

    Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: YouGov, The Guardian

     


    Kontrowersyjny wniosek o areszt dla Ziobry. Czy komisja przekroczyła uprawnienia?

    Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa podjęła decyzję o wystąpieniu z wnioskiem o 30-dniowy areszt dla byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, w związku z jego niestawiennictwem na przesłuchaniach. Decyzja ta budzi pytania o jej legalność i zgodność z obowiązującymi przepisami prawa, jak czytamy w doniesieniach medialnych.

    Podstawa prawna wniosku o areszt

    Profesor Ryszard Stefański, prawnik i wykładowca na Uczelni Łazarskiego w Warszawie, wskazuje, że komisja miała prawo wnioskować o areszt dla Zbigniewa Ziobry. Powołuje się przy tym na art. 287 § 2 Kodeksu postępowania karnego, który stanowi:

    „W razie uporczywego uchylania się od złożenia zeznania, wykonania czynności biegłego, tłumacza lub specjalisty oraz wydania przedmiotu można zastosować, niezależnie od kary pieniężnej, aresztowanie na czas nieprzekraczający 30 dni”.

    Zdaniem prof. Stefańskiego, przepis ten ma zastosowanie w sytuacji, gdy osoba wielokrotnie nie stawia się na wezwanie organu prowadzącego postępowanie, co miało miejsce w przypadku Zbigniewa Ziobry. Mimo wcześniejszych wezwań i decyzji sądu o zatrzymaniu i doprowadzeniu przez policję, były minister nie pojawił się na wyznaczonym przesłuchaniu – powiedział w rozmowie z mediami.

    Przebieg wydarzeń

    W piątek o godzinie 10:30 miało się odbyć przesłuchanie Zbigniewa Ziobry przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa. Zgodnie z postanowieniem sądu, policja miała zatrzymać i doprowadzić świadka na to posiedzenie. Funkcjonariusze pojawili się wcześnie rano w miejscowości Jeruzal (woj. łódzkie) przed domem Ziobry, a następnie przed jego warszawskim mieszkaniem, jednak nie zastali go pod żadnym z tych adresów – jak wynika z relacji świadków.

    Około godziny 9:30 Ziobro udzielił wywiadu na żywo w siedzibie TV Republika w Warszawie. Po zakończeniu wywiadu, około godziny 10:30, został zatrzymany przez policję w okolicach Placu Bankowego. Mimo to nie dotarł na czas na posiedzenie komisji, która w związku z jego nieobecnością podjęła decyzję o wystąpieniu z wnioskiem o zastosowanie wobec niego kary porządkowej w postaci 30-dniowego aresztu – podają źródła bliskie sprawie.

    Reakcje i kontrowersje

    Decyzja komisji wywołała różnorodne reakcje. Zwolennicy podkreślają konieczność egzekwowania prawa i obowiązku stawiennictwa przed organami państwowymi, niezależnie od pełnionych wcześniej funkcji. Krytycy natomiast wskazują na potencjalne nadużycie władzy i polityczny charakter działań komisji.

    Sam Zbigniew Ziobro skomentował sytuację, twierdząc, że komisja „stchórzyła” i zakończyła posiedzenie, aby uniknąć konfrontacji z nim – jak donosił w swoich wypowiedziach.

    Analizując obowiązujące przepisy oraz opinię eksperta, można stwierdzić, że sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa miała prawo wnioskować o areszt dla Zbigniewa Ziobry w związku z jego uporczywym niestawiennictwem na wezwania. Niemniej jednak, decyzja ta budzi kontrowersje i podkreśla napięcia polityczne związane z działalnością komisji oraz byłego ministra.

    DF, thefad.pl / Źródło: PAP, TVN24

     


    Grenlandia między Danią a USA – skandale, kolonializm i roszczenia Trumpa

    Ines Eisele | Gunnar Köhne

    Roszczenia Donalda Trumpa wobec Grenlandii zmuszają Danię do refleksji nad własnymi grzechami wobec ludności wyspy w przeszłości, takimi jak przymusowa antykoncepcja czy próby asymilacji dzieci.

    Fot. Annie Spratt / Unsplash

    Prawie trzy lata temu w podcaście duńskiego radia ujawniono mroczny rozdział w grenlandzko-duńskiej historii: tak zwany skandal ze spiralami. Okazało się, że w latach 60. i 70. XX wieku tysiące grenlandzkich kobiet, w tym wiele nieletnich, zostało zmuszonych do stosowania wkładek domacicznych w celu zapobiegania ciąży – na polecenie Danii.

    Grenlandia, w dużej mierze zamieszkana przez rdzennych Inuitów, oficjalnie przestała być duńską kolonią w 1953 roku. Nie uzyskała jednak niepodległości, lecz stała się duńską prowincją. Grenlandia nie miała własnego parlamentu i rządu aż do 1979 roku. Chociaż od tego czasu cieszy się pewnym stopniem autonomii, a w 2009 roku przyznano jej prawo do samorządu, to nadal należy do Danii.

    „Nigdy nie byłyśmy z chłopcami”

    W tamtym czasie celem Danii we wprowadzeniu obowiązkowej antykoncepcji było zmniejszenie odsetka dzieci urodzonych poza związkiem małżeńskim na Grenlandii, który był uważany za wysoki, a także ograniczenie ogólnego wzrostu populacji. W rozmowie z DW Henriette Berthelsen wspomina, jak ona i jej koleżanki z klasy zostały wysłane do urzędnika ds. zdrowia publicznego bez wiedzy rodziców.

    – Niektóre z dziewcząt płakały już w poczekalni. Byłyśmy jeszcze takie młode i w ogóle nigdy nie byłyśmy z chłopcami. Spirale, które nam zakładano, były duże i przeznaczone dla dorosłych kobiet. Pamiętam ten straszny ból – mówi.

    Berthelsen i inne doświadczone tymi praktykami kobiety pozwały w zeszłym roku państwo duńskie, domagając się odszkodowania i oficjalnych przeprosin. Dla wielu kobiet przymusowa antykoncepcja skutkowała problemami zdrowotnymi i traumą. – Nie otrzymujemy żadnego wsparcia psychologicznego od państwa; jeśli szukamy pomocy, musimy same za nią częściowo zapłacić – skarży się Berthelsen.

    Skandal ze spiralami, który miał miejsce wiele dekad temu, nie został jeszcze rozliczony i stanowi dodatkowe obciążenie w i tak już napiętych stosunkach między Grenlandią a Danią.

    Innym skandalem, który wyszedł na jaw pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, był eksperyment z udziałem 22 grenlandzkich dzieci, prowadzony od 1951 roku. Dzieci w wieku od sześciu do ośmiu lat, pochodzące z rodzin z problemami, zostały przewiezione do Danii do rodzin zastępczych, aby nauczyć się duńskiego języka i kultury, a następnie „modernizować” Grenlandię.

    Eksperyment społeczny nie powiódł się. Dzieci nie wróciły później do swoich rodziców, ale do sierocińców na Grenlandii; sześcioro pozostało w Danii i zostało tam adoptowanych. U wielu z nich rozwinęły się zaburzenia psychiczne, a połowa z nich zmarła w młodym wieku.

    „Aroganckie spojrzenie na grenlandzką kulturę”

    Zarówno tak zwane „dzieci z eksperymentu”, jak i skandal ze spiralami wpisują się w ówczesną politykę Danii, której celem była jak najszersza asymilacja Inuitów z duńskim stylem życia – ocenia Ebbe Volquardsen, historyk kultury z Uniwersytetu Grenlandzkiego. Kopenhaga uzasadniała przed ONZ włączenie Grenlandii do Królestwa Danii tym, że są one związane kulturalnie i historycznie oraz że chce poprawić warunki życia Grenlandczyków. – Przez długi czas strona duńska była przekonana, że ma najlepsze intencje; że trzeba pomóc Grenlandczykom. Ten arogancki pogląd na grenlandzką kulturę przewija się przez całą historię – wyjaśnia Volquardsen.

    Do dziś działania Danii i silna zależność gospodarcza od małego europejskiego kraju są postrzegane przez wielu Grenlandczyków jako kontynuacja władzy kolonialnej, a spora część z około 57 tys. Grenlandczyków domaga się rzeczywistej niepodległości państwa.

    Czy amerykańskie roszczenia mogą być szansą?

    To iskra, którą próbuje wskrzesić Donald Trump. Niedawno zaprzysiężony prezydent USA po raz kolejny wysuwa roszczenia do największej wyspy świata o geopolitycznie ważnym położeniu w Arktyce. Według Trumpa, miałoby to służyć bezpieczeństwu USA i całego świata. Pierwszy raz zaproponował zakup wyspy od Danii w 2019 roku, jeszcze w trakcie swojej pierwszej prezydentury.

    Czy zatem Grenlandia powinna należeć do USA zamiast do Danii? Niekoniecznie. Przekonania Trumpa, że Grenlandia mogłaby dobrowolnie przyłączyć się do USA, rozwiał szef rządu Grenlandii Múte B. Egede. Wyraził gotowość pogłębienia współpracy, ale oświadczył: „Nie chcemy być Duńczykami. Nie chcemy też być Amerykanami. Chcemy być Grenlandczykami”.

    Niemniej jednak według grenlandzkiego eksperta Volquardsena Grenlandia czerpie korzyści z amerykańskich roszczeń. Bowiem zmuszają one Danię do ponownego przemyślenia swoich stosunków z Grenlandczykami. Nie jest tak, że Dania dopiero teraz zaczyna postkolonialne refleksje na temat relacji z Grenlandią. Dyskusje na ten temat nasiliły się w ostatnich latach, a ponowna ocena wydarzeń, takich jak eksperyment z dziećmi i skandal ze spiralami, odegrały w tym ważną rolę.

    REDAKCJA POLECA

    script type=’text/Javascript’>