Niemieccy myśliwi rozpętali kryzys polityczny. Zastrzelili i odcięli łeb zabłąkanemu żubrowi z Polski
Żubr z Polski zabłąkał się do Brandenburgii. Niemieccy myśliwi zastrzelili go i odcięli mu łeb. Incydent ten ma wszelkie przesłanki ku temu, by rozpętać kryzys polityczny – pisze niemiecki „Sueddeutsche Zeitung”.
Historia mogłaby być banalna, gdyby nie chodziło o objętego ścisłą ochroną żubra, do tego o „żubra wędrowniczka”, który miesiącami spokojnie przemierzał Polskę, by wreszcie na swoje nieszczęście przepłynąć Odrę i w połowie września paść ofiarą nadgorliwych niemieckich myśliwych.
Tę niemiłą historię, znaną już w Polsce i w Niemczech, a zwłaszcza na polsko-niemieckim pograniczu, opisuje w reportażu „Zwierzęcy konflikt” monachijski dziennik „Sueddeutsche Zeitung” (5.10.2017). Nie chodzi przy tym tylko o sąsiedzki konflikt: „dla niemiecko-polskich stosunków to katastrofa” – cytuje gazeta Manfreda Kuerzera, lokalnego polityka z przygranicznej miejscowości Lebus, która w ostatnich trzech tygodniach zyskała tak złą sławę, że „ludzie wolą już tam milczeć, żeby nie narobić jeszcze więcej bałaganu”.
„Po drugiej stronie, dokładnie naprzeciw miasteczka Lebus nad Odrą, w środku wału przeciwpowodziowego stoi transparent z jasnego płótna. (…) «Żubr jest zwierzęciem objętym ochroną» – głosi tekst po niemiecku, a na samym dole widnieje napis «mordercy»” – pisze autorka reportażu Renate Meinhof. I wyjaśnia, co się stało.
Król lasów
„Tak, naprawdę, w Polsce są jeszcze żubry, potężne prawoły, które każą człowiekowi myśleć o prehistorycznych malowidłach jaskiniowych. W Polsce żubr jest uważany za króla lasów. Jeden z nich wędrował od dobrego roku przez zachód kraju, tarzał się w lasach, człapał po nadodrzańskich wsiach i ludzie cieszyli się, kiedy udało im się zrobić zdjęcie albo nagrać wideo. Niektórzy mówili na niego «żubr wędrowniczek». To, że po niemieckiej stronie nikt o nim nie wiedział, nie świadczy akurat o tym, że wymiana między Polakami i Niemcami na tak zwanym pograniczu jest szczególnie żywa” – konstatuje SZ.
13 września żubr przepłynął Odrę i wypadki potoczyły się błyskawicznie. Zobaczył go na łące niemiecki emeryt Wolfgang H.: „Pojawiło się coś ze świata, który już nie istnieje” – skomentował. Komentarz autorki reportażu: „Może świat, który już nie istnieje, jest jeszcze Polakom bliższy niż Niemcom”.
„Obraz żądnego krwi Niemca”
Wolfgang H. pobiegł do rolnika, ten zadzwonił na policję, policja zawiadomiła panią burmistrz, burmistrz dyrektora urzędu i straż pożarną. Żubr wędrował tymczasem wzdłuż ogrodzonego pastwiska. Nadchodził już zmierzch, kiedy ściągnięto dwóch myśliwych, którzy nie mieli odpowiedniej broni do uśpienia wędrowniczka. A że obawiano się, że wejdzie on do miasta, gdzie będzie „zagrożeniem dla zdrowia i życia”, dyrektor urzędu podjął decyzję o jego zastrzeleniu. Dwie minuty przed godziną dwudziestą myśliwi zastrzelili żubra i poćwiartowali.
„Telewizja pokazała wiadro pełne jelit i głowę z rogami na wózku widłowym. Spiker powiedział, że głowa powinna trafić do lokalnego muzeum jako trofeum, a następna okazja do grilla na pewno się jeszcze nadarzy” – pisze SZ. „Brzmiało to ot tak, mimochodem, ale w Polsce obrazy te i słowa spikera rozpętały huragan, zwłaszcza w sieciach społecznościowych. Żubr wędrowniczek jest tym, który wydobywa teraz z historycznej pamięci obraz żądnego krwi Niemca” – komentuje dalej gazeta.
Autorka reportażu zauważa, że oczywiście kto może, próbuje teraz naprawić błąd, pojawiły się dementi, przeprosiny, włączył się brandenburski parlament, ale „szkody zostały wyrządzone”.
Dwaj protagoniści reportażu, radny Lebus Manfred Kuerzer i myśliwy Frank Guderian „wstydzą się, stoją na brzegu Odry, patrzą na transparent z napisem «mordercy» i zastanawiają, dlaczego tak mało znają ludzi stamtąd. – Jeżeli się nawzajem nie zna, nie mówi językiem sąsiada, łatwo twierdzić coś złego” – mówi Frank Guderian. Manfred Kuerzer uśmiecha się: „cóż, Polska jest jeszcze bardziej podzielona niż my” – podsumowuje.
„Trzeba rozmawiać”
Lokalni politycy robią teraz wszystko, by uratować sytuację. Wysłali do Polski list z przeprosinami, wkrótce ma się odbyć spotkanie polskich i niemieckich strażaków, żeby „omówić fachowe tematy”. Przez Odrę i Nysę przechodzą też łosie i wilki. „Trzeba z sobą rozmawiać” – cytuje SZ starostę powiatu marchijsko-odrzańskiego Gernota Schmidta: „Kiedy zobaczyłem zdjęcia obciętej głowy żubra, wiedziałem, że będzie katastrofa. Powiedziałbym, że praca mediów nie była optymalna i teraz mamy konflikt na skalę polityki zagranicznej”.
Monachijski dziennik przytacza też słowa nauczycielki i ekolożki Ewy Drewniak z Owczar, położonej na północ od Lebus wioski po polskiej stronie Odry. SZ wytłuszcza je jako charakterystyczne dla wzajemnych relacji, zwłaszcza na polsko-niemieckim pograniczu: „Dla nas Polaków zdjęcia wywożonej głowy żubra były szokujące. Nie mam nic przeciwko Niemcom, ale ich zachowania w tej sytuacji nie zrozumiałam”.

Elżbieta Stasik
Redakcja polska
Eliminacje Mistrzostw Świata 2018: Polacy pokonali Armenię 6:1
Reprezentacja Polski pokonała w siódmej kolejce eliminacji Mistrzostw Świata Armenię 6:1.
Mecz z Armenią zaczął się dla nas bardzo dobrze. Wynik już w drugiej minucie otworzył Kamil Grosicki. W 18. minucie szans Ormiańskiemu bramkarzowi nie dał Robert Lewandowski, który pewnie wykonał rzut wolny sprzed linii pola karnego.
W 25. minucie jeden z piłkarzy gospodarzy w zamieszaniu pod bramką podał piłkę własnemu bramkarzowi. Za to niedozwolone zagranie sędzia podyktował rzut wolny pośredni w odległości zaledwie pięciu metrów od linii bramkowej. Ormianie ustawili szczelny mur, ale Lewandowskiemu udało się umieścić piłkę w siatce.
Przy wyniku 3-0 wyróżniał się piłkarz Manchesteru United Henrich Mchitarjan w 39. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Howhannes Hambardzumjan zdobył bramkę dla gospodarzy.
W 58. minucie czwartą bramkę dla biało-czerwonych strzałem sprzed pola karnego zdobył Kuba Błaszczykowski.
Zaledwie sześć minut później hat-tricka skompletował Lewandowski, zdobywając tym samym 50. bramkę w reprezentacji.
Szóstą bramkę dla reprezentacji zdobył Rafał Wolski.
Bohaterem spotkania został Robert Lewandowski, który dzięki swojemu hat-trickowi wyprzedził w klasyfikacji wszech czasów Włodzimierza Lubańskiego i i stał się najlepszym strzelcem w historii polskiej reprezentacji.
Świetny mecz rozgrywał Kuba Błaszczykowski, urządzający sobie slalomy między rywalami.
#WCQ | FT
Group C
🇦🇿Azerbaijan 1-2 Czech Republic🇨🇿
Group E
🇦🇲Armenia 1-6 Poland🇵🇱https://t.co/SpQDWJHJUY pic.twitter.com/rNJCigvh4B— #WCQ ⚽️🏆 (@FIFAWorldCup) October 5, 2017
Nasza drużyna z dorobkiem 22 punktów umocniła się na prowadzeniu w grupie E. Na Mistrzostwa Świata możemy awansować już dzisiaj. Wszystko zależy od wyniku meczu Czarnogóra – Dania.
(df) thefad.pl
Uprawa roślin w tunelu receptą na zdrowie
Samodzielna uprawa warzyw, ziół i owoców pod tunelem może być źródłem ogromnej satysfakcji. Jest to też pokaźne źródło zdrowia – wszak mamy tutaj całkowitą kontrolę nad nawożeniem i podlewaniem roślin. Jeśli nie chcemy uzyskać żywność całkowicie wolną od nawozów syntetycznych, ogródkowa uprawa we własnym tunelu staje się właściwie koniecznością.
Zalet, jakie niesie ze sobą prowadzenie upraw w tunelu jest jednak zdecydowanie więcej. Przede wszystkim, uprawy tunelowe są pewne: nie zagraża im grad, deszcz, atak ptaków czy gruntowe przymrozki. Dzięki bardzo stabilnym warunkom panującym w szklarni, roślinki rosną w niej wolniej niż na gruncie. To z kolei przekłada się na ich kondycję: są mocniejsze, bardziej rozwinięte, żyją dłużej, a zbiory z nich są większe.
Kiedy rozpocząć uprawę?
Uprawę w tunelu można rozpocząć już w pierwszej połowie lutego – oznacza to, że zbiory będą przyspieszone średnio o jeden miesiąc w stosunku do sytuacji, gdybyśmy wysiali nasiona lub sadzonki w gruncie. Natomiast najlepszym momentem na rozłożenie tunelu jest…jesień. Ziemia wówczas nie jest jeszcze zamarznięta i można z powodzeniem zakotwiczyć w niej folię. Nie zostawiajmy tego do początków wiosny: czekając, aż rozmarznie ziemia, łatwo możemy doprowadzić do sytuacji, gdy niepostrzeżenie nadejdzie moment stwierdzenia, że na rozsady tunelowe jest już za późno.
Na zdjęciu powyżej: tunel foliowy. Powierzchnia: 18 m². (stelaż z białych rurek PCV, 4-sezonowa folia UV4). Fot. Ogrodosfera
Jak sadzić rośliny w tunelu?
Uprawę tunelową powinniśmy zaplanować tak, aby rośliny, wzrastając, nie wchodziły sobie w drogę. Dotyczy to szczególnie pomidorów, które już po krótkim czasie od wysiania wypuszczają długie łodygi, a w wielu przypadkach będą też potrzebowały podwieszenia przy suficie tunelu. Nic nie powinno ich wówczas blokować. Istotne jest też, aby rośliny zachowywały odpowiednią odległość od ścianek tunelu: musi być to minimum 15 cm przestrzeni. Duże rośliny natomiast powinnismy sadzić w odległości ok 25-30 cm od ścianek tunelu. Wspomniane pomidory (i rośliny im podobne: ok. 40 cm).
Każdy sadownik powinien być też świadomy podstawowych zasad allelopatii, czyli wzajemnego oddziaływania na siebie poszczególnych gatunków roślin. Na przykład, pomidorów lepiej nie sadzić w bezpośrednim sąsiedztwie ogórków i ziemniaków. Dobrze natomiast będą rosły w pobliżu pietruszki i sałaty. Podczas planowania grządek, zachowywanie tych i tym podobnych zasad może okazać się kluczowe dla powodzenia przyszłych upraw.

Tunel ogrodniczy powleczony folią wyposażoną w sznurki służące do naprężania poszycia. Fot. Ogrodosfera.pl
Skąd wziąć tunel foliowy?
O ile nie brakuje amatorów samodzielnie tworzonych tuneli ogrodniczych, to jednak najbardziej polecaną opcją jest zakup tunelu w sklepie. Gotowy tunel, z gwarancją producenta, z idealnie wymierzoną folią, to komfortowe rozwiązanie: oszczędzające nasz czas, dające dobre widoki na przyszłość (bo taki tunel nie tylko wytrzyma dłużej, ale też można go wymienić, gdy przedwcześnie się rozerwie) i przede wszystkim: estetyczne. Gotowe tunele foliowe często są na tyle dobrze wykonane, że mogą stanowić ozdobę ogrodu, szczególnie gdy zadbamy o aranżację ich otoczenia. Warto zauważyć, że ogrody, w których tunel otoczony jest roślinami ozdobnymi, wygląda lepiej niż ten, w którym tunele stanowią przypadkowy element architektury ogrodowej.

Na zdjęciu: tunel ogrodniczy o powierzchni 18 m² (wymiary: 3m x 6m), zbudowany na stelażu z metalowych rurek. W folię wszyto zamki błyskawiczne, ułatwiające korzystanie z tunelu. Fot. Ogrodosfera
Tunel: metalowy, czy z PCV?
Najpopularniejsze są tunele z konstrukcją metalową. Doświadczeni ogrodnicy jednak nie pozostawiają na nich suchej nitki: są bardzo mocne, ale nieproporcjonalnie w stosunku do zalet drogie. Trudno się je rozkłada, mocno dociążają grunt. Dlatego coraz bardziej są traktowane jako dobre rozwiązanie dla osób, które mają górzysty i wystawiony na wiatry teren. Tunel PCV jest wystarczający dla prawie każdego rozmiaru tunelu: wszak folia nie jest obciążającym poszyciem. Ponadto, tworzywo sztucznie nie koroduje. Kupując tunel z plastikowym stelażem powinniśmy jednak unikać tych produktów, w których rurki zostały pomalowane. Farba, zwłaszcza ta o niewiadomym i potencjalnie szkodliwym składzie, pod wpływem temperatury wydziela do wnętrza szklarni szkodliwe dla zdrowia toksyny.
Szukamy odpowiedniego rozmiaru tunelu foliowego
Po przejrzeniu ofert sklepów ogrodniczych szybko przekonamy się, że możemy bez problemu uzyskać taki rozmiar tunelu, jakiego potrzebujemy. Najbardziej popularne wymiary dla tuneli to podstawa 2 x 3 m, jednak z łatwością znajdziemy też tunel o niestandardowych wymiarach: na przykład ekstremalnie długi i wąski kanał.

Na zdjęciu powyżej: tunel o wymiarach 4 x 10 m, o metalowym stelażu, wyposażony w folię UV2. Fot. Ogrodosfera.pl
Gotowe tunele ogrodnicze kupujemy zwykle w zestawach: dostaniemy więc nie tylko folię i rurki, ale też wszystkie elementy potrzebne do złożenia konstrukcji w całość, a następnie: do komfortowego użytkowania. W paczce więc będą też zawiasy, łączniki, kolana, trójniki, czwórniki, a także rzepy, zapinki i szpilki. Sama folia zaś w dzisiejszych czasach nie jest już tylko zwykłą płachtą z tworzywa sztucznego. Obecnie standardem staje się folia, która jest bardzo dobrze „obrobiona na krawędziach”, wyposażona w sznurki ściągające, wgrzane w strukturę takiej płachty. Również sposób, w jaki rozwiązano w takich „gotowcach” drzwi i okna daje dużo komfortu: są to już nie tylko dziury z powiewającymi kawałkami folii, ale zgrabnie wykonane wygodne, szczelne i wyposażone w uchwyty i zamknięcia elementy niewiele różniące się od tych, które spotkamy w szklarniach.
Czy tunel ogrodowy trzeba przestawiać?
Wśród ogrodników temat tego, jaka częstotliwość przestawiania tunelu jest optymalna, jest kontrowersyjny. Nie ma tutaj prawdopodobnie reguły, bo różne zachowania ogrodnicze, jak i różne rośliny w odmiennym tempie zubażają glebę. Nie da się jednak zaprzeczyć regule, że tunel w końcu musi zostać przeniesiony: warunki panujące wewnątrz, czyli wysoka wilgotność, ciągłe czerpanie przez rośliny substancji odżywczych – to powoduje, że glebie wewnątrz trzeba raz na jakiś czas pozwolić się odrodzić, a tunel przenieść w inne miejsce. Mimo że trudno o regułę, to powinno się przyjmować, że czteroletni okres czas używalności jednego miejsca to absolutne maksimum. Zdarza się też również, że gleba jest już całkowicie wyeksploatowana po jednym sezonie – wówczas należy reagować natychmiast.
Wybierając odpowiedni model dla siebie, powinniśmy zwrócić uwagę na to, aby był to model możliwie jak najlżejszy i taki, który będzie sprawiał jak najmniej problemów podczas przenoszenia. Dodatkowo, okaże się to bardzo istotne w momentach chowania tunelu na zimę.
Podsumowanie
Jak widać, podczas zakładania własnej uprawy tunelowej napotkamy na niemałą ilość kwestii do rozważenia. Warto jednak nie obawiać się trudności i założyć przydomową plantację – uzyskując źródło świeżych, nieskażonych warzyw i owoców, zyskujemy lepsze zdrowie.
Na filmie zobaczymy symulację składania tunelu foliowego ogrodowego:
Promieniotwórczy ruten dotarł nad Polskę. Nie wiadomo skąd się wziął w powietrzu
Na terenie Europy, w tym w Polsce, wykryto niewielkie ilości izotopu promieniotwórczego ruten-106. Aktualne wskazania krajowych stacji pomiarowych potwierdzają obecność tego izotopu w powietrzu, jednak w ilościach nie mających żadnego wpływu na zdrowie ludzkie.
Czy należy podejmować działania?
– Nie należy podejmować żadnych działań, a w szczególności przyjmować preparatów z jodem. Najwyższe stężenie rutenu wstępnie oznaczone na terenie Polski wynosi 6,4 mBq/m3. Jest to bardzo niewielka ilość. Oznacza to, że człowiek musiałby wdychać powietrze z wykazanym stężeniem rutenu-106 przez okres wielokrotnie przekraczający czas życia ludzi, aby otrzymać roczną dawkę promieniowania jonizującego uznawaną za bezpieczną (tj. 1 milisievert).
Do czego wykrzystuje się ruten-106?
– Ruten-106 jest izotopem promieniotwórczym wykorzystywanym m.in. w leczeniu nowotworów, często podczas zabiegu brachyterapii oka. Zabieg polega na tym, że źródło zawierające ten izotop zostaje umieszczone w pobliżu guza nowotworu (na przykład na oku pacjenta w postaci specjalnej płytki-aplikatora) i swoim oddziaływaniem uszkadza komórki rakowe.
Skąd wziął się ruten-106 w powietrzu w Polsce?
– Źródło emisji rutenu pozostaje nieznane. Ze względu na bardzo niskie stężenie substancji, określenie miejsca uwolnienia będzie trudne. Obecność w próbkach wyłącznie rutenu-106, wyklucza jego pochodzenie z elektrowni jądrowej (w takiej sytuacji w powietrzu wykrywalne byłyby także inne izotopy promieniotwórcze). Prawdopodobnym źródłem może być laboratorium lub instalacja produkująca ruten-106 albo nieprawidłowa utylizacja tej substancji (np. spalenie).
Jak PAA monitoruje poziom mocy dawki oraz stężenia izotopów promieniotwórczych?
– PAA dysponuje siecią stacji pomiarowych (Permament Monitoring Station) stale analizujących moc dawki promieniowania gamma na terenie Polski. Pozwala ona na bieżąco wychwycić zwiększone promieniowanie i podejmować działania adekwatne do sytuacji. Stężenie rutenu-106 jest zbyt niskie, by zostało wykryte na tych stacjach.
Ruten-106 został wykryty w powietrzu atmosferycznym za pomocą krajowej sieci stacji poboru aerozoli.
– Stacje te gromadzą aerozole znajdujące się w powietrzu na specjalnym filtrze. Jest on w warunkach normalnych wymieniany i poddawany szczegółowej analizie co tydzień. Filtry z tych stacji, po analizie w laboratorium, pozwalają na wykrycie nawet śladowych stężeń izotopów promieniotwórczych w powietrzu. To właśnie te stacje wykazały obecność minimalnych ilości rutenu-106 na terenie Polski.
Źródło: kurier PAP
Pułkownik Mazguła w Liście do abp. Gądeckiego: Mam wrażenie, że stanowicie rodzaj biura politycznego jednej partii

Adam Mazguła
Obserwuję wspólnotę ludzi jednego wyznania w Polsce, kierowaną przez Księdza Biskupa i widzę, jak cały wysiłek intelektualny kościoła poświęcany jest agresji światopoglądowej, skierowanej na obywateli, a szczególnie na kobiety, przy współudziale partii Prawo i Sprawiedliwość
Do Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, abp. Stanisława Gądeckiego, Metropolity Poznańskiego
Jeśli Bóg jest miłością, to gdzie jest Bóg, Wasz Bóg?
Kiedy byłem mały, mama prowadzała mnie na niedzielne msze. Była to wtedy dla mnie niesłychana trauma.
Potężny kościół z tysiącami mniejszych i większych postaci – ludzi umierających na krzyżu, ogromne obrazy rzezi niewiniątek, jakieś wielkie oko wyłaniające się zza chmur, piękne aniołki na tle nieba…
Ksiądz z ambony krzyczy na ludzi niezrozumiałymi dla mnie słowami, a echo potęguje wrażenie, że głos ów pochodzi z zaświatów; ludzie, na kolanach, biją się w piersi, a ja muszę, w pewnej chwili, mój pieniążek, otrzymany wcześniej od mamy, położyć na tacę. Nawet śpiewane pieśni dość mocno przygnębiają uczestników tej dziwnej, dla mnie – dzieciaka – ceremonii.
Żadnych uśmiechów i żadnej radości z faktu „obcowania” z p. Bogiem, który podobno jest miłością, który wybacza, jest wyrozumiały, jest prawy i sprawiedliwy… Mam wrażenie, że dla naszych biskupów jest on przede wszystkim partyjny – Prawy i Sprawiedliwy.
Człowiek ma cztery niezbywalne prawa do wolności, w tym jedno mówi o wolności wiary i religii. Wolność, rozumiana przeze mnie, oznacza, że każdy wierzy w to, co jest mu bliskie i że nie można nikogo pozbawiać tej wolności, nakazując mu wyznawanie jednie słusznej wiary, która dominuje w danym państwie, czy narzucając mu jej ideologię w formie obowiązku i prawa.
Nie będę się zagłębiał w historię i rozważał łacińskiej sentencji „Cuius regio, eius religio”, czyli „Czyj kraj, tego religia”, bo nie taki jest cel mojej wypowiedzi. Pragnę podkreślić jedynie, że państwa demokratyczne, które szanują wolności swoich obywateli, oddzielają to, co państwowe od tego, co boskie.
Panie Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, piszę o tym, bo to dla mnie prawda tak oczywista, że nie jestem w stanie pojąć Waszego zamachu na wolności obywateli naszej ojczyzny. Dyrygujcie sobie swoimi wyznawcami, jak tylko się Wam podoba, lecz nic mi do Was, ale i nic Wam do mnie!
Tymczasem obserwuję tę wspólnotę ludzi jednego wyznania w Polsce, kierowaną przez Księdza Biskupa i widzę, jak cały wysiłek intelektualny kościoła poświęcany jest agresji światopoglądowej, skierowanej na obywateli, a szczególnie na kobiety, przy współudziale partii „Prawo i Sprawiedliwość’.
Mam wrażenie, że stanowicie wręcz rodzaj biura politycznego tej partii. Jedyny potencjał wiedzy i doświadczenia, za cenę ciągle to nowych przywilejów i korzyści finansowych, kierujecie na partyjne upadłe miernoty moralnie i intelektualnie. Zapewniacie im władzę i wpływy, manipulujecie faktami i tworzycie przecież atmosferę i warunki do akceptacji absolutnie antychrześcijańskich wartości. Pomijam już Wasze uwielbienie, wręcz skłonności, do pławienia się w luksusach… – w katolickich grzechach głównych.
Nie mnie oceniać zasady jakiejkolwiek wiary. Nie ma tu sensu opisywanie, co i jak robicie. Bóg Was osądzi!
Pozwoli jednak Ksiądz Biskup, że zapytam wprost:
Gdzie jest ta chrześcijańska miłość bliźniego, gdzie szlachetność czynów, gdzie wzajemna pomoc?
Dlaczego ludzie na ulicach nie uśmiechają się wcale, dlaczego nie uśmiechają się do siebie nawzajem?
Dlaczego w kościele tworzy się wylęgarnię kłamstwa i obelg na innych ludzi?
Dlaczego nie interweniujecie w sprawach ekshumacji czy wykorzystywania, przez „rozmodloną” partię, Waszego kościoła do niebywałej agresji podczas miesięcznic smoleńskich?
Dlaczego nie interweniujecie w sprawach krzywdy, jaką niesie ludziom „dobra-podła zmiana”.
Dlaczego tolerujecie agresję najwyższych władz naszego państwa do wszystkich ludzi?
Dlaczego przyjmujecie ciągle nowe „podarki” od rządzących?
Jak nie ustawa o ziemi, to dotacje na kościoły; w praktyce obowiązujące już lekcje religii, obowiązkowe chrzty, prawo wyłączności do pochówku na oddanych w Wasze władanie cmentarzach; poświęcanie czołgów, radiowozów, karetek, a nawet klap i włazów kanalizacyjnych…???
Narzucacie swoje wpływy, nawołując do podporządkowania się Wam coraz to szerszym grupom społecznym i zawodowym, zobligowanym do podpisywania klauzuli sumienia. To często religijny pretekst do odmowy pomocy ludziom i uzasadnienie dla bierności i dominowania przekonań religijnych nad obowiązkami publicznymi.
Szczujecie nienawiścią również do kobiet.
Żaden, powtarzam żaden! normalny mężczyzna nie walczy z kobietą. Robią to tylko psychopaci i dewianci, którzy mają problem z własną męskością. Całe zastępy katolickich księży „lubują się” w nierządzie i pedofilii, którym w Waszym gronie nikt nie zapobiega i nie piętnuje!
Krzywdzicie dzieci na całe ich dorosłe życie, krzywdzicie również kobiety. Podobno 60% księży żyje w związkach z kobietami. Prawidłowo, bo to naturalne, ale po co Wam to kłamstwo?
Kolejne pytanie: skąd i po co wstecznictwo naukowe? Dlaczego zabraniacie zapłodnienia in vitro? Dlaczego chcecie unieszczęśliwiać ludzi, którym Wasz, podobno, miłosierny i wszechmogący Bóg odebrał możliwość posiadania potomstwa?
Krzyże na każdym podwórku, przy ulicach, drogach i placach, w klasach lekcyjnych, w biurach i w sejmie. Czy naprawdę myślicie, że przez to jesteście lepsi czy więksi?
Apelujecie, żeby nie zdejmować krzyża, bo to symbol Polski. Moim symbolem jest orzeł biały na czerwonym tle, a wizerunek umierającego człowieka na krzyżu bardziej kojarzy się z męczeńską śmiercią, a nie z miłością.
Drogi Panie Biskupie, wiem niestety, że zasadnicze umacnianie wiary następuje dopiero po tragediach poszczególnych osób i całych narodów. Wiem też, że w obliczu śmierci, a to uczucie nie jest mi obce, modlimy się goręcej i księża stają się nam bliżsi. Czy, wykorzystując rząd zakompleksionych prostych ludzi, gwałcąc naszą wolność wiary i wyznania, chcecie doprowadzić do tragedii narodowej? Li tylko w celu umocnienia Waszej wiary! Przecież ta wiara osiągnęła już swoje apogeum. Dalsza wasza agresja wyznaniowa wiąże się ze stosami dla czarownic, machinami do tortur i państwem śmierci ( ISIS)…
Panie Biskupie, piszę do Pana, dlatego że naprawdę kocham ludzi, bez względu na ich wiarę, kolor skóry, światopogląd czy przynależność partyjną. Kocham, bo stawiam wyżej miłość od nienawiści, wolę uśmiech od złości, daję pierwszeństwo wolności i radości, a przeciwstawiam się niewoli i łzom.
Dlatego ośmielam się ponowić pytanie: gdzie teraz jest ten Pana Bóg, który ponoć jest miłością?
Żyjcie i dajcie innym żyć, ze swoją wiarą i ze swoimi ideami. Jeśli tego nie robicie, to stajecie się wrogami znacznej części narodu, który nie akceptuje Waszych zasad w obowiązującym prawie państwowym, często w postaci represji światopoglądowych.
Adam Mazguła, obywatel
W czym do biura, czyli dress code dla kobiet 30, 40 i 50+
Chcesz wyglądać elegancko, ale zarazem kobieco? Co założyć, gdy w pracy obowiązuje sztywny dress code? Oto najlepsze propozycje na sezon jesień/zima dla 30-sto, 40-sto i 50-latek. Takie kreacje sprawdzą się świetnie w biurze oraz podczas oficjalnych spotkań.
Pragniemy wyprowadzić z błędu te Panie, które nie widzą dla siebie innej alternatywy niż spodnie w kant i koszula z kołnierzykiem. Jest to oczywiście klasyczna propozycja, jednak są modowe rozwiązania, które pozwolą czuć się i wyglądać bardziej kobieco, cały czas pozostając w konwencji oficjalnych, eleganckich strojów. Każda z nas może wybrać to, w czym czuje się najlepiej w zależności od wieku czy sylwetki.
KOBIETY 30+
Dla 30-latek proponujemy elegancką sukienkę w kolorze stonowanej zieleni od Gabriél. Wyróżnikiem kreacji o klasycznym kroju może być niekonwencjonalny kołnierz i dekolt. Pamiętajmy, że strój formalny, nie znaczy nudny! Czarne szpilki i kopertówka, zawsze dodadzą dodatkowej elegancji oraz klasy każdej kreacji. Nie zapominajmy o delikatnym upięciu włosów, które dodaje stylizacji wysokiej estetyki. Całość prezentuje się elegancko, ale nie jest przesadzona, ani mdła.
KOBIETY 40+
Czterdziestolatka dobrze wyglądać będzie w czerni, szarości, kremach i beżach. W tym wieku stawiać można na niebanalne, choć bardziej stonowane połączenie klasycznych odcieni szarości i czerni. Te kolory zawsze wyglądają bardzo elegancko i „bogato”. Sukienka lekko podkreślająca figurę, dzięki kwiecistym wzorom ożywia stylizację i sprawia, że nawet prosty krój wygląda po prostu interesująco. Najprostszy dekolt w serek sprawdzi się idealnie, wygląda schludnie i elegancko. Do tego dobrać można klasyczne czarne szpilki, choć dla bardziej odważnych Pań polecamy buty w odcieniach czerwieni, które idealnie współgrałyby z niedużą listonoszką w takim samym kolorze.
KOBIETY 50+
Panie po pięćdziesiątce mogą sięgnąć po bardzo elegancki model z lekko rozszerzonym dołem sięgającym za kolano. Czerń, która nigdy nie wychodzi z mody, idealnie wpasowuje się w klimat biurowej pracy. Warto tu dodać lekko połyskującą kopertówkę w najmodniejszych kolorach tej jesieni; m.in.: bordo, granat, khaki. Koniecznie szpilki w takim samym odcieniu, które wydłużą nogę oraz dodadzą stylizacji pięknego wykończenia i ożywią ją. Sukienka ze stójką sprawdzi się idealnie, jeśli nie chcemy pokazywać dekoltu. Do takiej sukienki nie potrzebujemy już żakietu, więc jest to prosty wybór, gdy nie mamy czasu do namysłu.
newsrm
Wymiar przemocy w czasie niemieckiej okupacji Polski przekracza wszelką wyobraźnię
Wymiar przemocy w czasie niemieckiej okupacji Polski w latach 1939-1944 „przekracza wszelką wyobraźnię, a następstwa terroru są w Polsce odczuwalne do dziś” – pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ).
Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) zamieszcza obszerny artykuł niemieckiego historyka dr Jochena Boehlera – pracownika Kollegium im. Imre Kertésza w Jenie i wykładowcy Sorbony.
Na wstępie Boehler opisuje źródła, do jakich może sięgnąć historyk, który chce zbadać skutki II wojny światowej w Polsce. To m.in. archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, zawierające dokumenty sporządzone po wojnie przez Główną Komisję Badań Zbrodni Niemieckich w Polsce.
– Setki tysięcy stron liczą akta Głównej Komisji, na których w standardowych protokołach niewyobrażalne rzeczy zostały zapisane z biurokratyczną skrupulatnością. Ta ostatnia sprawia – jak zaznacza autor artykułu – że trudno z tych „rzeczowych” i „formalnych” dokumentów wyczytać prawdziwe cierpienie ludzi. Podobnie ma się rzecz z raportami przechowywanymi w Żydowskim Instytucie Historycznym, spisanymi według jednego wzoru – zauważa Boehler. – Dlatego niektóre z wcześniejszych publikacji polskich i żydowskich historyków, którzy przeżyli wojnę, czyta się raczej jak napisane w formie książki tabele śmierci niż jak opowiadania.
Są też wyjątki – wczesne publikacje polskich i żydowskich historyków, którzy przeżyli II wojnę światową. Jedną z nich jest historyczno-prawnicza analiza Mariana Pospieszalskiego – członka Komisji Głównej.
Ofiary i sprawcy
– Wymagało czasu, by w Polsce uświadomono sobie nie tylko wymiar, ale i implikacje niemieckich zbrodni wojennych – zauważa historyk z Jeny. Dodając, że obecnie temat ten jest jednym z dobrze zbadanych. Jako przykład wymienia po stronie polskiej m.in. popularno-naukowe opracowania Władysława Bartoszskiego, a po stronie niemieckiej Martina Broszata, dyrektora Instytutu Historii Współczesnej w Monachium.
Broszat był do początku lat 90. prawie jedynym ekspertem w tej dziedzinie w Niemczech. Od tego czasu jednak niemieckie uniwersytety odkryły temat dla siebie i prowadzą badania w tym zakresie. Powstałe opracowania mają wspólną cechę – pisze Jochen Boehler – a mianowicie to, że uwzględniają i porównują dostępne po obu stronach źródła, a zatem źródła sprawców i ofiar.
„To, że w Niemczech tak mało wiadomo o linii i następstwach niemieckiej okupacji w Polsce – powodowane jest nie tylko brakiem informacji” – pisze historyk.
Nieznane zbrodnie
„Z nastaniem wojny Polacy stali się w ciągu jednej nocy łatwym łupem” – pisze historyk z Jeny i porównuje I i II wojnę światową.
Z dokumentów Komisji Głównej, ale i niemieckiej armii wynika, że w ciągu niecałych trzech tygodni oddziały Wehrmachtu spaliły ponad 500 miejscowości i miast. W płomieniach ginęły dzieci, ojcowie byli rozstrzeliwani.
„Szok był dlatego tak duży, bo takich zbrodni ze strony niemieckich czy austriackich wojsk nie znano z I wojny światowej” – stwierdza autor, zauważając, że zniszczenie Kalisza w 1914 pozostało tu wyjątkiem.
W czasie II wojny światowej było inaczej. Spustoszenie siały Wehrmacht i Gestapo, wspierane przy mordowaniu miejscowej inteligencji przez paramilitarne formacje złożone z mniejszości niemieckiej Volksdeutscher Selbstschutz.
Rasistowska ideologia
„Bezlitosna niemiecka polityka okupacyjna w Polsce po 1939 była zatem zupełnie inna niż polityka po 1914” – pisze Boehler i wyjaśnia, dlaczego: jej podstawa nie była już „imperialistyczna”, tylko „rasistowska”, a Niemcy działali w Polsce w „nieuregulowanej prawnie” przestrzeni i nie musieli obawiać się kar za zbrodnie popełnione na Polakach i Żydach.
„Jako Polak można było w każdej chwili stracić dom, dobytek i majątek, trafić do obozu koncentracyjnego, pracować jako robotnik przymusowy, być deportowanym do Trzeciej Rzeszy albo w akcie zemsty zostać rozstrzelanym”, a owa nieuchronna rzeczywistość okupacyjna dotyczyła (mimo lokalnych różnic) całego kraju – pisze FAZ.
Zbrodnicze raporty
Historyk przytacza także niemieckie źródła informujące o okupacyjnej rzeczywistości, spisane „z dumą” przez niemieckich przywódców. Takim dokumentem jest Raport Stroopa, opisujący powstanie w getcie warszawskim czy raport przywódcy SS Friedricha Katzmanna – dokumentujący eksterminację ludności żydowskiej z dystryktu Galicja.
Historyk wyjaśnia jeszcze niemieckiemu czytelnikowi, że Polacy od początku wojny reagowali na okupacyjny terror. Pod niemiecką okupacją w Generalnej Gubernii, tworząc państwo podziemne z własnym systemem prawnym, edukacyjnym, Armią Krajową i rządem w Londynie, który już w 1942 ostrzegał, że „celem niemieckiego okupanta w Polsce jest zniewolenie, a ostatecznie zagłada narodu polskiego”. „Tragedią narodu polskiego jest to, że takie ostrzeżenia pozostały niezauważone przez opinię publiczną – o czym świadczy raport Jana Karskiego, którego tłumaczenie ukazało sią w Niemczech dopiero w 2011 roku.
Rozliczenie po latach
Różnorodne doświadczenia po wschodniej i zachodniej stronie granicy można odczytać z biografii historyków – konstatuje autor artykułu w FAZ. Niemiec Broszat był w hitlerowskiej młodzieżówce, Polak Bartoszewski był więźniem Auschwitz. Fakt, że mimo wszystko Bartoszewskiego łączyła głęboka przyjaźń z prezydentem Niemiec von Weizsaeckerem, który w 1939 brał czynny udział w inwazji na Polskę, świadczy o jego „osobistym formacie” – pisze historyk z Jeny. Podobnym aktem był dla niego list polskich biskupów do niemieckich z prośbą o przebaczenie.
Antyniemiecka nagonka, jaka po nim nastała, oznaczała dla historyka prawa Mariana Pospieszalskiego koniec kariery naukowej. Pospieszalski nie chciał uczestniczyć w antyniemieckiej kampanii, mimo świadomości, że Republika Federalna Niemiec „nie rozliczyła na dobrą sprawę niemieckiej okupacji w Polsce”.
„Jednym z setek przykładów” było uwolnienie od wszelkich zarzutów Heinza Reinefartha, znanego jako „rzeźnika Warszawy” i awansowanie go na burmistrza Westerlandu. Dopiero 70 lat po stłumieniu Powstania Warszawskiego w Westerlandzie pojawiła się tablica pamiątkowa informująca, że burmistrz tego miasta był jednym z odpowiedzialnych za masakrę ludności. Napis na niej głosi „Z pokorą oddajemy pokłon ofiarom Powstania Warszawskiego w nadziei na pojednanie” – pisze FAZ.
W polskich miastach Czarny Protest. Stalińska: Wierzę, że ten naród nie jest zidiociały do końca
3 października, rok po wielkim Czarnym Proteście kobiety ponownie wyszły na ulice. Pod hasłem „Dość piekła kobiet” manifestujący zbierają podpisy pod obywatelskim projektem ustawy liberalizującym przepisy aborcyjne.
Jesteśmy na #CzarnyWtorek! Prawa kobiet prawami człowieka! #CzarnyProtest #mlodzi2017 #powiedzNIE pic.twitter.com/rDIaYAdLQI
— Młodzi2017 (@mlodzi2017) October 3, 2017
Czarne Protesty odbyły się w wielu polskich miastach. W Warszawie ubrani na czarno uczestnicy wyszli na ulice trzymają transparenty z hasłami: „Piekło kobiet trwa”, „Moja wagina, nie twoja broszka”, „Brak legalnej aborcji zabija”.
– Wszyscy wiemy, co nam robi PiS. Jeżeli chodzi o kobiety, chce nas zawłaszczyć, odbiera nam prawo wolności, prawo decydowania o sobie – mówiła aktorka, uczestniczka „czarnego protestu” Dorota Stalińska w rozmowie z RMF FM.
❗️W sercu zbiórki #CzarnyWtorek gościem Popołudniowej #RozmowaRMF będzie Dorota #Stalińska! ⏳18:02. Zaprasza @marcin_zaborski. pic.twitter.com/yfERqCoo4I
— RozmowaRMF (@Rozmowa_RMF) October 3, 2017
– Gdyby były w tym rządzie jakieś prawdziwe kobiety, normalne, to nie dopuściłyby do tego, żeby zlikwidowano procedurę in vitro, nie dopuściłyby do tego, żeby zlikwidowano antykoncepcję awaryjną, (..) nie podpisano konwencji antyprzemocowej – oceniła aktorka, dodając, że wolałaby, aby ten rząd mniej pieniędzy przekazywał „permanentnie, notorycznie panu Rydzykowi”, a pieniądze te przeznaczał na „podwyższenie emerytur, na opiekę okołoporodową, którą się likwiduje w szpitalach i na bardzo wiele innych potrzebnych rzeczy”.
Znalezione na FB z dzisiejszego protestu w Zielonej Górze #CzarnyWtorek #CzarnyProtest pic.twitter.com/ayKGCDOx9O
— Katarzyna (@Katya7473) October 3, 2017
– PiS ma parę pomysłów, np. żeby kobiety zmuszać do rodzenia dzieci czy płodów okaleczonych genetycznie, chce płacić kobietom – co jest obrzydliwe – za to, żeby donosiły ciężko chore płody po tylko, żeby umarły zaraz po urodzeniu albo jeszcze tuż przed. Projekt był jakiś, żeby kobiety ciężarne odseparowywać, umieszczać w ośrodkach, żeby nie chciały dokonać aborcji. – przypomniała.
– Myślę, że ten naród nie jest zidiociały do końca i że są mądrzy ludzie i że widzą, co się dzieje tak naprawdę. Nie wierzę w to, że może rosnąć tak de facto poparcie dla działań rządu, który demontuje właściwie po kolei wszystkie instytucje demokratyczne i który w sposób absolutny cofa nas do średniowiecza. – oceniła.
– Wielokrotnie byliśmy wyzywani przez przedstawicieli rządu – od gorszych sortów, od złodziei, od bandytów, komunistów, itd. Ja sobie nie życzę, żeby być wyzywaną osobą. – mówiła z oburzeniem.
– Rząd się odgradza od narodu coraz wyższymi płotami, coraz większą ilością policjantów. Rząd daje przyzwolenie na, atakowanie często demonstrantów i obywateli, i formuje jakieś dziwne formacje dziwnych ludzi, mam tutaj na myśli ONR, który jest chyba przygotowany do tego też, żeby występować przeciwko obywatelom. To jest wszystko niebezpieczne. – dodała.
#Katowice w strugach deszczu, ale już zbierają się uczestnicy #CzarnyProtest pic.twitter.com/BU1poPtwLm
— Marek Wójcik (@marek_wojcik) October 3, 2017
Dziś #Lublin należał do kobiet☂️Chcemy wolnego wyboru❗ #StrajkKobiet #CzarnyProtest #CzarnyWtorek pic.twitter.com/SSim75yTNV
— Agata Grządka (@GrzadkaAgata) October 3, 2017
„Czarny Protest” to nie tylko marsz kobiet, ale także wspierających je mężczyzn. Rok temu symbolem sprzeciwu wobec ograniczania praw kobiet stał się parasol i czarny strój. W Czarny Poniedziałek, 3 października 2016 roku w ponad 150 miastach w Polsce i za granicą na ulice wyszło niemal 250 tys. kobiet.
(df) thefad.pl / Źródło: RMF24
Możliwości współczesnego Smartwatcha – co może nam obecnie dać inteligentny zegarek?
Era inteligentnych gadżetów rozpoczęła się na dobre. Coraz większe znaczenie zyskuje programowanie swojego otoczenia, by działało jak najsprawniej, ale też oszczędziło swojemu użytkownikowi jak najwięcej czasu. Znanym paradoksem jest dziś jednak fakt, że choć potrafi nas to odciążyć i dać wiele dodatkowego czasu, to i tak cierpimy na jego deficyt. Filozoficzne dywagacje zostawmy jednak akademikom i przejdźmy do kluczowej kwestii czyli możliwości samych elektronicznych i inteligentnych zabawek.
Inteligentne technologie w naszym życiu
Nasze telefony są smart, nasz domy powoli również zaczynają być smart, a rewolucja w branży motoryzacyjnej cały czas trwa, fundując nam coraz to nowsze możliwości poprawy bezpieczeństwa i komfortu jazdy. A jak na tym tle wypadają tzw. Smartwatche? Czy niedopracowane i ubogie modele z początków tej technologii wreszcie się rozwinęły na tyle, by stać się produktem wartym swojej ceny i masowego zainteresowania użytkowników?
Co potrafiły na początku?
Gdy tylko Smartwatche weszły na rynek spotkały się ze sporym zainteresowaniem użytkowników. Entuzjazm ten jednak relatywnie szybko ostygł, gdy okazało się, jak skromnym rozszerzeniem możliwości są owe gadżety elektroniczne. Ich rola została sprowadzona w wielu przypadkach do „przypominajki” lub „alarmu” (oczywiście pokazywały także godzinę i można było wybrać sobie jej format). Wiedziało się więc, że przyszła wiadomość, ale nie można jej było odczytać. Widziało się, że w terminarzu jest przypomnienie, ale i tak trzeba było sięgnąć po telefon, by sprawdzić o co chodzi (tak było z reguły, choć nie we wszystkich przypadkach). Był też oczywiście kalkulator i uboga oferta aplikacji do ściągnięcia, a sama obsługa nie była zbyt wygodna, choć całkiem prosta.
Największą bolączką, jeśli jednak chodzi o to co potrafiły pierwsze Smartwatche, były możliwości ich baterii, które po całym dniu użytkowania – a czasem nawet wcześniej – trzeba było ponownie ładować.
Czy to tylko zmiany kosmetyczne?
Patrząc z perspektywy czasu na to, co działo się ze Smartwatchami różnych marek, można powiedzieć przede wszystkim, iż zmienił się ich design. Oczywiście wciąż produkuje się modele o minimalistycznym lub futurystycznym wyglądzie, jednak do tego grona dołączyły również produkty luksusowe prosto z pracowni znanych projektantów.
Tym oto sposobem współczesny inteligentny zegarek wygląda zupełnie jak klasyczny model ze złotą bransoletą lub skórzanym paskiem i często dopóki nie dotknie się jego tarczy nie da się go odróżnić od tradycyjnego modelu.
Jak wiele mogą zaoferować nam dziś?
Dzisiejszy inteligentny zegarek nie jest oczywiście pozbawiony wad i kilka rzeczy można by było w nim jeszcze ulepszyć, jednak postęp, jaki można zaobserwować w tak krótkim czasie od jego trafienia do świadomości masowej, jest całkiem obiecującym aperitifem technologicznym.
Jak wiele się zmienił i co potrafi dzisiaj dobrej jakości Smartwatch?
Są to między innymi: przelicznik kroków i kalorii, pomiar snu użytkownika, kontrola odtwarzania muzyki, wykonywanie zdjęć, możliwość zmiany estetyki cyferblatu, odbieranie rozmów telefonicznych, wiadomości SMS oraz e-mail, wyświetlacz mogący służyć również jako latarka, łatwy dostęp do aplikacji smartfona oraz sklepu z aplikacjami.
Pisząc powyższy artykuł konsultowaliśmy jego warstwę merytoryczną ze sklepem Zegarmistrz.com
Katalończycy zagłosowali za niepodległością. Nie tylko Madryt, ale i Bruksela ma problem
W referendum niepodległościowym wzięło udział około 42,3 procent z uprawnionych do głosowania 5,34 miliona Katalończyków, aż 90 procent z 2,26 miliona osób biorących udział opowiedziało się za niepodległością.
Catalan independence vote greeted with truncheons and rubber bulletshttps://t.co/QSWmeLJDWp pic.twitter.com/6iOoGq6Jxe
— Financial Times (@FT) October 1, 2017
Premier Katalonii Carles Puigdemont poinformował, że rząd, któremu przewodzi, „w najbliższych dniach przekaże do parlamentu” wyniki referendum, „by przystąpił do działania” zgodnie z określonym w Akcie Przejściowym trybem postępowania. Przyjęty we wrześniu przez kataloński parlament Akt Przejściowy, został uznany za nielegalny przez hiszpański Trybunał Konstytucyjny
Akt ten przewiduje, że ogłoszenie niepodległości przez Katalonię będzie mogło nastąpić w ciągu 48 godzin od ogłoszenia wyników, a obecny premier Katalonii Carles Puigdemont zostałby automatycznie prezydentem nowego kraju.
Puigdemont zwrócił się do Brukseli o pomoc w obronie Katalończyków. – Unia Europejska nie może dłużej odwracać od nas głowy. Jesteśmy Europejczykami, którym ograniczono prawo i wolność – mówił polityk.
Tymczasem władze w Madrycie konsekwentnie utrzymują, że żadnego referendum nie było.
Komisja Europejska nie komentuje na razie wydarzeń w Hiszpanii. – Nie mam w tej sprawie wiele do powiedzenia, respektujemy konstytucję każdego kraju członkowskiego – mówił rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas.
Catalonia referendum: EU silent after violence in Spain during Catalan independence vote https://t.co/7piGkgauCl pic.twitter.com/heaz1oaHQE
— Daily Express (@Daily_Express) October 2, 2017
Madryt i Barcelona muszą rozmawiać
Sytuacją w Hiszpanii zaniepokojeni są Niemcy. „Eskalacja w Hiszpanii budzi ogromne obawy” – napisał w niedzielę na Twitterze przewodniczący SPD i długoletni szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. „Madryt i Barcelona muszą natychmiast doprowadzić do deeskalacji i szukać dialogu”.
Die Eskalation in Spanien ist besorgniserregend. Madrid und Barcelona müssen sofort deeskalieren und den Dialog suchen.
— Martin Schulz (@MartinSchulz) October 1, 2017
Niemiecki eurodeputowany Elmar Brok w rozmowie z „Frankfurter Rundschau” powiedział, że najważniejsze jest teraz rozładowanie napięcia i przywrócenie wewnętrzego spokoju.
W jego ocenie Unia Europejska nie może stanąć po stronie Katalonii, ponieważ referendum jest niezgodne z prawem. – Trudno też twierdzić, że Katalończycy są ciemiężeni. Raczej jest tak, że nie chcą się solidaryzować ze słabszymi częściami kraju. – powiedział. Przypomniał przy tym, że autonomiczny region Katalonii wypracowuje ponad 20 procent PKB Hiszpanii.
(df) thefad.pl











