W londyńskim metrze doszło do eksplozji lub pożaru
Jak informuje londyński dziennik „Metro” w piątek rano około godziny 8:20 w wagonie metra District Line w południowo-zachodnim Londynie doszło do eksplozji lub pożaru.
Według nieoficjalnych informacji zapalił się przewożony w wagonie na stacji Parsons Green biały pojemnik przypominający plastikowe wiadro. Policja bada jego zawartość, a także to, jak przedmiot znalazł się w pociągu.
Na miejscu są służby ratunkowe, straż pożarna i policja. Wstrzymano ruch pociągów na linii metra District Line, między stacjami Earls Court i Wimbledon.
Świadkowie mówią o panice wśród pasażerów, którzy tratowali się nawzajem, wybiegając z metra. Pasażerowie, którzy podróżowali wagonem, zostali poparzeni – donoszą media.
Londyńskie pogotowie wydało krótkie oświadczenie dotyczące wydarzeń na stacji Parsons Green. Podkreślono, że pierwsi medycy dotarli na miejsce zdarzenia w mniej niż 5 minut. Poinformowano również, że lekko rannych jest 18 osób i nie ma zagrożenia życia żadnego z poszkodowanych. Brytyjskie media informowały o rannych z poparzeniami twarzy; część osób miała także odnieść obrażenia w wyniku chaotycznej ewakuacji.
#parsonsgreen pic.twitter.com/0OUV819EtE
— Sylvain Pennec (@sylvainpennec) September 15, 2017
Brytyjska policja poinformowała, że traktuje poranne zdarzenie w metrze jako akt terrorystyczny. Dodała jednak, że jest za wcześnie, by potwierdzić przyczynę pożaru. Śledztwo prowadzi jednostka antyterrorystyczna.
Armed Police, paramedics and firefighters all on the scene after an explosion on the Tube in west London https://t.co/TJWAWWQB5n pic.twitter.com/NaBU5zSquz
— Daily Mail U.K. (@DailyMailUK) September 15, 2017
People left station covered in „blood and dirt” – eyewitness on explosion on train at Parsons Green in London https://t.co/K4rfFA6epP pic.twitter.com/mle0sQGOiM
— BBC News (UK) (@BBCNews) September 15, 2017
Zdjęcie z miejsca zdarzenia opublikowane przez londyńskich strażaków.
We have a number of resources and specialists officers in attendance at the incident at #ParsonsGreen tube station https://t.co/GYOEv6kMua pic.twitter.com/bdiCr4hWcZ
— London Fire Brigade (@LondonFire) September 15, 2017
Świadkowie mówią o panice wśród pasażerów, którzy tratowali się nawzajem, wybiegając z metra.
Reporterka BBC, która dotarła na miejsce relacjonuje, że wśród poszkodowanych widziała kobietę z poważnymi poparzeniami dużej powierzchni ciała.
.@sophieraworth saw woman taken to ambulance with burns „from top to toe” after explosion on train at Parsons Green https://t.co/bCKuWdNiZj pic.twitter.com/RvTnHq0T7E
— BBC Breaking News (@BBCBreaking) September 15, 2017
(df) thefad.pl źródło: Metro
Korea Północna przeprowadziła kolejną próbę rakietowa. Pocisk przeleciał nad Japonią
W piątek rano czasu lokalnego Korea Północna przeprowadziła kolejną próbę rakietową. Rząd w Tokio poinformował, że pocisk przeleciał nad północną Japonią i spadł do Pacyfiku.
Rakieta, prawdopodobnie została wystrzelona z poligonu w pobliżu Pjongjangu – stolicy Korei Północnej,
„Not the kind of return to history that Japan ever expected”: @willripleyCNN re: North Korea’s latest missile launch https://t.co/7UB43mzA7z
— CNN (@CNN) September 14, 2017
O próbie rakietowej poinformowało m.in. dowództwo armii Korei Południowej.
— Wystrzelona przez Koreę Północną rakieta od 07:04 do 07:06 przeleciała nad terytorium Japonii i spadła w odległości 2000 km od Przylądka Erimo na Hokkaido – poinformował sekretarz generalny rządu Japonii Yoshihide Suga. na konferencji prasowej.
(df) thefad.pl
Luxemburski polityk przestrzega: Jeśli Polska chce pozostać członkiem UE to musi respektować decyzje Trybunału
Minister spraw zagranicznych i migracji Luksemburga Jean Asselborn podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami odpowiedział polskim dziennikarzom na pytanie pytanie, co się może się wydarzyć, jeśli Polska nie będzie respektowała decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i nie przyjmie uchodźców.
– Jeśli Polska odmówi wykonania wyroku, to przestanie być członkiem Unii i tyle. – mówił luxemburski polityk – Jeśli nie respektujemy reguł UE, to nie jesteśmy jej członkiem. – podkreślił
(df) thefad.pl / Źródło: polsatnews
Netflix zapowiedział produkcję pierwszego polskiego serialu. Wyreżyseruje go Agnieszka Holland
Netflix zapowiedział produkcję pierwszego polskiego serialu. Za kamerą stanie nominowana do Oscara Agnieszka Holland, którą wesprze córka Kasia Adamik. Pierwszy polski serial Netflixa zostanie sfilmowany w różnych regionach Polski i ma być osadzona w konwencji thrillera politycznego opowiadającego alternatywną historię świata, w którym żelazna kurtyna nigdy nie opadła.
Pomysłodawcą, twórcą i autorem scenariusza serialu jest Joshua Long. Jak informuje Netflix, serial, którego tytuł nie jest jeszcze znany ma zamykać się w ośmiu odcinkach.
Według Netflixa akcja serialu ma się toczyć w 2002 r., 20 lat po ataku terrorystycznym, który „pogrzebał polskie nadzieje na wyzwolenie. Bohaterami serialu będą student prawa i skompromitowany oficer śledczy. Razem odkryją tajny plan reżimu, który radykalnie odmieni Polskę i cały świat.”
(df) thefad.pl
„Die Zeit“: Od publicznego dawania nauczek Kaczyńskiemu za demontowanie polskiej demokracji jest Bruksela
Michael Thumann pisze w najnowszym numerze „Die Zeit“, że roszczenia reparacyjne Polski „pojawiły się nieoczekiwanie jak duchy z przeszłości“ 72 lata po zakończeniu II wojny światowej.
„To jest zapowiedź walki: przeciwko dobremu sąsiedztwu, jak i opozycji we własnym kraju“ – podkreśla autor artykułu. Wyjaśnia przy tym, że w tym wszystkim „nie chodzi o zmagania się z historią czy o pamięć o niej, ale o odrzucenie zasady, co do której przed dziesiątkami lat porozumieli się Polska i Niemcy: przyjaźń i dobre sąsiedztwo nie powinny być mierzone w pieniądzach. Pojednania nie da się kupić, można je jedynie urzeczywistniać w życiu”.
Pojednanie jest czymś kruchym i „nikogo w Niemczech nie powinno dziwić, jeśli w Polsce jeszcze obecnie straszliwe niemieckie zbrodnie wzbudzają emocje wśród wielu ludzi” – przypomina dziennikarz. Pisze też o blisko 6 mln ofiar „niemieckiej niszczycielskiej wojny w Polsce” w latach 1939-1945. „A rząd w Warszawie odwołuje się do tych emocji” – czytamy.
Kruche pojednanie i atak na Niemcy
„Die Zeit” szczegółowo informuje o tym, jak została załatwiona po wojnie kwestia reparacji i odszkodowań także indywidualnych po 1990 r.
„Nie płatności były decydujące o pojednaniu, lecz gesty i wymiana, od wymiany listów biskupów w 1965 r., poprzez historyczny gest kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Willy’ego Brandta pod pomnikiem Bohaterów Getta podczas wizyty w Warszawie 7 grudnia 1970, będącej pierwszą oficjalną wizytą kanclerza Niemiec Zachodnich w powojennej Polsce, po bliską polsko-niemiecką przyjaźń od 1990 r.”.
Więc dlaczego „rząd populisty Jarosława Kaczyńskiego zrywa z tą tradycją”? – pyta Michael Thumann.
I odpowiada: „Faktem jest, że nie przeszłość kraju go nurtuje. Jemu chodzi o jego własną przyszłość. Kaczyński czuje się osaczony przez wrogów w kraju i szczególnie w UE”.
Roszczenia reparacyjne wobec Niemiec pojawiły się akurat w tym momencie, kiedy Komisja Europejska uruchomiła mechanizm wykrywania naruszeń prawa wspólnotowego przez polski rząd – zauważa autor artykułu w „Die Zeit”. „Dlatego Kaczyński grzmi i atakuje państwo, które podejrzewa, że to ono za tym stoi – Niemcy. Kaczyński wie, że roszczenia reparacyjne od Berlina są w Polsce chwytliwym tematem.
Nacjonalistyczne namiętności
Kaczyński wie też, że wzbudzając nacjonalistyczne namiętności może przywołać do porządku wszystkich odszczepieńców i sceptyków” – pisze Michael Thumann.
Jednakże opór rośnie – zauważa dziennikarz i przypomina o opublikowanym kilka dni temu liście polskich biskupów w sprawie reparacji, w którym przypominają oni o dziedzictwie pojednania między obydwoma krajami.
Spór z Polską nie wchodzi w rachubę
Czy to polsko-niemieckie pojednanie rzeczywiście było „tylko szermowaniem frazesami”, jak twierdzi „partyjny przyjaciel” Kaczyńskiego Mularczyk? – pyta dziennikarz. „Stawka dla Niemiec jest wysoka” – podkreśla. Chodzi o stosunki z największym sąsiadem, a także przyszłość UE z Polską.
I mimo tego, że w takiej sytuacji „pokusa polityków do artykułowania ostrzeżeń jest wielka”, autor artykułu w „Die Zeit” twierdzi, że „nie powinni wpadać w tę pułapkę”.
Dlatego „otwarty spór z Polską nie wchodzi w rachubę”, a od publicznego dawania nauczek Kaczyńskiemu za demontowanie polskiej demokracji jest Bruksela, a nie Berlin – czytamy w „Die Zeit”.
Bo jak tłumaczy autor artykułu, „kto głośno się spiera, ten już dał się wciągnąć w grę Jarosława Kaczyńskiego”.
Jak przyrządzić wyjątkową kawę? Zdradzamy podstawowe zasady baristów
W zaciszu własnego domu można przyrządzić wyjątkową kawę, tak jak profesjonalny barista. 90 proc. smaku zyskujemy świeżym zmieleniem. Co zresztą? Wystarczy przestrzegać kilku podstawowych zasad.
– Nie ma jednego przepisu na idealną kawę, bo każdy z nas jest inny i mamy różne preferencje smakowe, ale są ogólne zasady, które należy stosować. Bardzo dobrze jest zmielić kawę bezpośrednio przed zaparzeniem. Musimy mieć te odrobinę wiedzy np. jaką grubość mielenia do jakiej metody parzenia. Taka ogólna zasada mówi, że im dłuższy kontakt z wodą podczas parzenia tym grubsze może być mielenie – mówi newsrm.tv Agnieszka Rojewska, trener baristów.
Kolejna zasada dotyczy kawy z mlekiem. Najpierw powinno się zaparzyć kawę a dopiero później dodać mleko. Czemu taka kolejność jest ważna i co się stanie jeżeli zrobimy to odwrotnie? – Jest to dozwolona technika. trzeba pamiętać tylko, że mleko najlepszą konsystencję i smak ma póki piana i mleko są ze sobą wymieszane. Jeżeli wlewamy odwrotnie, pozwalamy mleku się rozwarstwiać. Tworzymy warstwę piany i mleka i tracimy tą fajną piankową konsystencję. To jest oczywiście kwestia wyboru – wyjaśnia Agnieszka Rojewska.
Każde inne dodatki poza mlekiem dodajemy do kawy na końcu. Znaczenie ma też temperatura wody, w której parzymy kawę. Powyżej 95 stopni naszą kawę spalimy, poniżej 90 stopni będzie niedoparzona i może być cierpka i kwaśna.
Newsrm.tv
Adam Mazguła w liście do Kaczyńkiego: Nie po drodze nam z panem na tę wyspę wolności. Dajcie żyć normalnie!

Adam Mazguła
Nie mógłby Pan z tym swoim elektoratem, tak gremialnie, na tę wyspę wolności, ale bez nas? Może tam będzie ta Wasza ziemia obiecana…? A nam dajcie żyć normalnie!
Panie Jarosławie Kaczyński,
Z niepokojem przyjąłem wiadomość o chęci zabrania mnie na Pańską odizolowaną wyspę wolności i ogólnego szczęścia. Proszę, aby Pan tego nie robił, bo będzie miał Pan tam ze mną same kłopoty.
Pochodzę ze zwykłej rodziny, z ojca AK-owca i mamy robotnicy. Nie było w domu kokosów. Skromne wojskowe mieszkanko i czterech braci, wychowywanych na patriotycznych wzorcach AK. Nie to, co Pan – arystokrata żoliborski.
Mógł się Pan cieszyć kontaktami z niezwykłymi ludźmi, którzy podpisywali wyroki śmierci na polskich bohaterów. Przy tak mocnych osobach opływał Pan ptasim mleczkiem.
Mieszkał Pan w wygodnej willi, odebranej rodzinie bohatera wojny z bolszewikami. Korzystał Pan z luksusów, stworzonych ludziom, będącym na usługach władzy – dyktatury proletariatu. Nawet, gdy zbrzydła Panu nauka, sam kurator oświaty najwyższej władzy PZPR pomógł; wprawdzie trzeba było szkołę zmienić, ale promocję do klasy maturalnej Pan otrzymał (czyt. więcej Jarosław Kaczyński nie zdałby do klasy maturalnej, gdyby nie pomoc aparatczyka PZPR?)
Potem chłopaki szły do wojska. U mnie było łatwo, ciągle w mundurze harcerskim, do szkoły oficerskiej poszedłem jakby z marszu, naturalnie.
Przepraszam, ale nie słyszałem, gdzie Pan służył, prawdopodobnie prasa tego nie zauważyła, ale powszechny obowiązek obrony ojczyzny zapewne był Panu nieobcy i odsłużył Pan te dwa obowiązkowe lata dla ojczyzny, żeby, jak wtedy mawiano, stać się mężczyzną.
Pewnie podziela Pan mój pogląd, że trudno było się od wojska wymigać, chyba że ktoś ręki lub nogi nie miał albo na tzw. żółte papiery, bo wariatom wtedy broni nie dawali, prawda?!
To kiedy stał się Pan mężczyzną? Ludzie mówią, ale nie wierzę, że to prawda, że nadal trudno Panu zrobić cokolwiek samemu.
Z pisaniem pracy inżynierskiej czy magisterskiej też nie miałem problemów. Pamiętam jednak to stukanie jednym palcem na maszynie, bo maszynistka była zbyt droga.
Przepraszam, ale nie doczytałem, czy pisał Pan jakąś pracę magisterską? Niektórzy mówią, że wtedy można się było od razu doktoryzować, szczególnie gdy pisało się na temat umacniania władzy i samorządów w socjalistycznym państwie. Mówią też, że szczególnie trudno było, gdy się miało wymagających promotorów, rodem z kraju ojczyzny socjalistycznych przemian. Oni to się znali na rzeczy.
Kiedy zostałem oficerem, szkoliłem wojsko od rana do późnej nocy, od pobudki do capstrzyku w jednostce. Wolnych sobót nie było, a służby w niedziele dla młodych oficerów były jakby przypisane. Ale było świetnie, można się było wylegiwać w drodze na poligon w bydlęcym wagonie eszelonu nawet przez całą dobę. Ale, co tam, wiele wspomnień zostało…
Słyszałem, że Pan wtedy też służył, jako TW Balbina… Ciekaw jestem, czy ma Pan jakieś fajne wspomnienia z tego okresu. Wiem, że jest Pan ode mnie dużo starszy, ale zapytam: czy nadal Pan służy?
Słyszałem, że chciał Pan do Solidarności, ale się Pan nie zapisał. Szkoda, bo teraz mówią, że był Pan tam przywódcą i tylko przez nieuwagę nie internowano Pana w czasie stanu wojennego. A to ci dopiero nieodpowiedzialni partacze.
W stanie wojennym zajmowałem się zwykłym zabezpieczaniem Sztabu 2 Dywizji i nawet na żaden patrol mnie nie wysłano. Moi koledzy wspominali, że ludzie przynosili im gorące napoje w siarczysty mróz. Wszyscy mówili, że to nie ich wojna.
Panie Kaczyński, a Pana internowali albo bili?
W. Frasyniuk opowiadał, że ci, z którymi Pan współpracował, jako TW Balbina, podobno robili ścieżki zdrowia. Niech Pan przyzna, naprawdę spał Pan do 12.00 i zawiódł Pan zarówno jednych, jak i drugich? Nie wierzę!
Byłem kilka razy w Warszawie. Widziałem, jak modli się Pan na ulicy. Proszę mi wybaczyć, ja tego nie robię i kompletnie tego nie rozumiem. Każe Pan tysiącom policjantów, wspieranych zasiekami i wysokimi płotami, pilnować siebie w tym akcie religijnym i pacyfikować tych, którzy stoją i przyglądają się z boku. Czy wszystkich tych policjantów też Pan zabierze na tę wyspę dobrobytu?
Jako ateista nie wszystko muszę rozumieć, ale widzę, jak bardzo długo trwają te modły… Modlicie się najpierw w kościele, potem w zamkniętej wydzielonej strefie w czasie procesji, a na zakończenie tej ceremonii – ogłasza Pan rzeczy najważniejsze. To kto jest tam Bogiem?
Nie będę się dużej rozpisywał, bo wiem, że nie ma Pan czasu, ale sam Pan widzi – nie pasujemy do siebie, więc niech Pan nie zabiera mnie na tę swoją wyspę.
Chcę budować nasz świat wspólnych wartości z tą niegłosującą na Pańską partię 82% częścią Polaków. Świat wspólnych wartości!
Jestem spokojnym obywatelem kochającym moją ojczyznę, która żyje w zgodzie z innymi narodami.
Szanuję prawo i ludzi, wymagam, żeby inni szanowali i moje prawa oraz wolności. Przysięgałem, że będę bronił ojczyzny bez warunków wstępnych i stał na straży konstytucji i honoru żołnierza. Z tego właśnie powodu nie jest mi z Panem po drodze, na tej osamotnionej wyspie szczęśliwości nie będzie więc ze mnie pożytku.
A tak w ogóle, to nie mógłby Pan z tym swoim 18-procentowym elektoratem wyborców, tak gremialnie, na tę wyspę, ale bez nas?
A może przeprowadzi Pan ten swój lud smoleński przez Morze Czerwone? Może tam będzie ta Wasza ziemia obiecana…? A nam dajcie żyć normalnie!
Adam Mazguła
W niedzielę wieczorem 10 września, podczas 89. miesięcznicy smoleńskiej, Jarosław Kaczyński tradycyjnie już wygłosił przemówienie.
– Mimo różnic zdań idziemy razem. To zapewnia, że pewnego dnia będziemy mogli powiedzieć, że mamy IV Rzeczpospolitą, że Polska została naprawiona – powiedział prezes PiS – I bądźcie pewni, że będziemy mieli taką Polskę. Nikt nam nie narzuci woli z zewnątrz. Nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii. Powtarzam: zwycięstwo jest blisko, tylko musimy dalej cierpliwie, z pełną determinacją iść do przodu. Jak w tych pochodach.
(df) thefad.pl
Juncker wygłosił orędzie: Jedność Unii, ale na fundamencie wspólnej waluty – euro
Szef KE chce, by Unia oddychała „oboma płucami” – zachodnim i wschodnim. Ale priorytetem jest strefa euro, która powinna mieć swą osobną kasę w budżecie UE. Polska, choć niewymieniona z nazwy, znów na cenzurowanym.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wygłosił w środę doroczne „orędzie o stanie Unii” w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Podkreślał, że praworządność – obok wolności i równości szans – musi pozostać fundamentem UE.
– Kraje członkowskie zdecydowały, że Trybunał Sprawiedliwości UE jest ostateczną instancją. – zaznaczył.
.@MaxHofmann: If a country disrespects the decision by the European Court of Justice, it is taking away fundamental rights from its citizens pic.twitter.com/6bdcLebWSk
— DW | Europe (@dw_europe) September 13, 2017
– Członkostwo w Unii oznacza poszanowanie wyroków sądów. Podważanie ich niezależności to odbieranie obywatelom ich praw – powiedział Juncker. Nie wymienił Polski z nazwy, ale to było jednoznaczne nawiązanie do PiS-owskich zmian w sądownictwie oraz do – pierwszego w historii Unii – otwartego bojkotowania decyzji Trybunału Sprawiedliwości, czyli kontynowania wycinki Białowieży wbrew doraźnemu nakazowi jej wstrzymania.
Ponadto Juncker, także bez wymieniania krajów, krytykował „nierówny stopień solidarności” w kryzysie uchodźczym.
Ryzyko zaognienia się podziałów między unijnym Zachodem i młodszą częścią Unii (z Polską i Węgrami jako najbardziej kłopotliwymi graczami) uchodzi teraz w UE za jedno z najgorszych zagrożeń politycznych. Dlatego Juncker podkreślał w Strasburgu potrzebę jedności między zachodnią i wschodnią częścią UE, posługując się przenośnią o „dwóch płucach Europy” wprowadzoną do języka europejskiej polityki przez Jana Pawła II. Juncker apelował o szybkie przyjęcie Bułgarii i Rumunii do strefy Schengen.
Kolejny raz obiecał walkę z odmiennymi standardami towarów tej samej marki (np. mniej detergentów w proszkach do prania, mniej ryby w paluszkach rybnych) w różnych krajach UE, co jest tematem szczególnie głośnym w Czechach i na Słowacji. Symbolizuje tam „dyskryminację” młodszej Unii.
.@JunckerEU: „Państwa członkowskie UE powinny być równe. W Europie równości nie może być mowy o obywatelach drugiej kategorii”.#SOTEU 🇪🇺 pic.twitter.com/PBAYaCQLS6
— Parlament Europejski (@Europarl_PL) September 13, 2017
Euro jest walutą Unii
Orędzie Junckera było znacznie optymistyczniejsze, niż poprzednie – wygłoszone we wrześniu 2016 r. niedługo po wygranej Brexitu w brytyjskim referendum i z niewiadomą co do wyniku wyborów prezydenckich we Francji.
– Unia znów czuje wiatr w żaglach. Teraz jest czas na budowę bardziej zjednoczonej, silniejszej i bardziej demokratycznej Europy – powiedział Juncker.
.@JunckerEU #SOTEU „Our future cannot remain a scenario. We have to prepare the Union of tomorrow, today.” pic.twitter.com/WLOQv1uQtU
— Mina Andreeva (@Mina_Andreeva) September 13, 2017
Absolutnym priorytetem Junckera jest reforma strefy euro.
– To nie oznacza Europy różnych prędkości, bo wszystkie kraje Unii powinny przystąpić do eurolandu – tłumaczy jego doradca.
Juncker przekonywał w Strasburgu, że unijnym standardem powinna być „praworządność, przynależność do euro i do unii bankowej” (obecnie Polska nie spełnia żadnego z tych kryteriów). A nawet zapowiedział w Strasburgu stworzenie unijnych narzędzi (w tym finansowych) pomagających krajom UE spoza eurolandu (chodzi m.in. o Polskę, Węgry, Szwecję) w drodze do wspólnej waluty.
Eurobudżet przypudrowany
Szef Komisji wypowiedział się przeciw „równoległemu” budżetowi strefy euro, ale za „silną linią budżetową dla eurolandu” w budżecie UE. Innymi słowy chodzi o eurobudżet, ale bez odrębnych instytucji, a zwłaszcza – co Juncker wprost powiedział w Strasburgu – bez odrębnego parlamentu strefy euro (co sugerował francuski prezydent Emmanuel Macron). Sęk w tym, że nawet tak skonstruowany eurobudżet to ogromne ryzyko uszczuplenia wspólnej kasy Unii, której głównym beneficjentem jest teraz Polska.
Komisja zamierza złożyć szczegółowy projekt „linii budżetowej dla eurolandu” w najbliższych miesiącach (musi być zatwierdzony przez europarlament i kraje Unii w Radzie UE). Miałaby zostać wbudowana w pięcio- bądź siedmio- letni budżet UE na okres od 2020 r., który KE zaproponuje w maju 2018 r.
„Zrzućmy cumy, wyjdźmy z portu. Złapmy powiew pomyślnych wiatrów handlowych w żagle!”. Całe przemówienie #SOTEU @JunckerEU w linku poniżej! https://t.co/NCx6OryBjh
— Komisja Europejska (@EUinPL) September 13, 2017
Z programu prac KE, który trafił w środę do Parlamentowi Europejskiemu, pośrednio wynika, że nawet w Komisji nie rozstrzygnięto jeszcze sporu między wersjami eurobudżetu w wersji francuskiej (duża, mocno federalna kasa) i skromniejszą niemiecką. Podobnie jest z zapowiedzią Junckera co do przekształcenia funduszu ratunkowego euro w Europejski Fundusz Monetarny – to idea popierana przez niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schäuble’ego.
Ponadto Komisja zamierza zaproponować powołanie – jak powiedział Juncker – „europejskiego ministra finansów i gospodarki”, który łączyłby funkcje komisarza UE ds. gospodarczych i walutowych (obecnie Francuz Pierre Moscovici) oraz szefa eurogrupy, czyli rady ministrów finansów strefy euro (obecnie Holender Jeroen Dijsselbloem). Kwestia uprawnień takiego ministra będzie zapewne przedmiotem ostrych sporów między Paryżem, Berlinem i innymi stolicami UE.
UE jest jednocześnie unią obywateli i unią państw. Łatwiej byłoby zrozumieć Europę, gdyby za sterami stał jeden kapitan – @JunckerEU #SOTEU pic.twitter.com/bjv9dUZtoK
— Komisja Europejska (@EUinPL) September 13, 2017
Socjalny scenariusz Junckera
Komisja w marcu poddała pod publiczną dyskusję pięć scenariuszy na przyszłość Unii (od zredukowania jej do wspólnego rynku po pełną federację), a Juncker przedstawił w Strasburgu zarys swego „szóstego scenariusza” będącego miksem kilku opcji z marca i niewymagającego zmiany traktatów UE.
Zaproponował połączenie funkcji szefa Rady Europejskiej i szefa Komisji Europejskiej po zakończeniu kadencji Donalda Tuska i samego Junckera. Ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski proponował taką reformę w 2011 r.
Juncker popiera wypełnienie miejsc po brytyjskich europosłach (po Brexicie) deputowanymi wybranymi z list ponadnarodowych w 2019 r.
Ale w „szóstym scenariuszu” Junckera ważne miejsce zajmuje walka z „dumpingiem socjalnym”, czyli – znów powtórzona przezeń w Strasburgu – zasada „równe wynagrodzenie za tę samą pracę w tym samym miejscu”. To przesłanka już dyskutowanej w UE reformy zasad delegowania pracowników zagranicę, którą ostro zwalcza Polska. Uderza bowiem w Polaków konkurujących np. we Francji i Niemczech niższymi kosztami płacy – muszą dostawać tylko płacę minimalną i odprowadzają składki na zabezpieczenie socjalne w Polsce.
Komisja Europejska chciałaby powołania unijnej inspekcji pracy, która zajmowałaby się m.in. pracownikami delegowanymi.
Systemy emerytalne i ochrony zdrowia są kompetencją poszczególnych krajów UE, ale Juncker dąży do uzgodnienia w Unii, „co jest fair, a co nie jest fair” w polityce socjalnej. To już dziś pachnie ostrymi konfliktami między krajami UE promującymi bardzo hojne państwo opiekuńcze (jak Francja) i stawiającymi na skromniejszy model (zasadniczo młodsza część Unii).
Juncker chwalił się dotychczasowymi projektami na budowę „unii obronnej” i zapowiedział powołanie unijnej agencji cyberbezpieczeństwa. Unia ma też pomagać w prześwietlaniu m.in. chińskich inwestycji w sektorach strategicznych (m.in. energia, porty) w Europie. Apelował, by „Europa pozostała kontynentem solidarności”, ale najbliższy migracyjny projekt Komisji (jeszcze we wrześniu) będzie dotyczył sprawniejszych deportacji migrantów, którym nie przysługuje azyl.
Odebrałeś klucze do mieszkania? Sprawdź, jak sfinansować jego wykończenie
Odbiór kluczy do mieszkania to jedna z tych chwil, które pozostają w pamięci na długie lata. Jednak zanim zamieszkamy w nowym lokum, musimy zadbać o jego wykończenie. Jak skalkulować koszty i gdzie szukać źródeł sfinansowania?
Wykończenie domu zawsze wiąże się ze sporymi wydatkami. I chociaż remontu wnętrza można dokonać niższym kosztem, nadal potrzebne są niemałe pieniądze. Od czego zależy to, ile zapłacimy? Skąd pozyskać środki finansowe? Czy kredyt zawsze jest jedynym możliwym rozwiązaniem?
Koszty wykończenia domu zależą od rodzaju nabytego mieszkania
Jak oszacować, ile zapłacimy za remont? Kalkulację zacznij od określenia, jakiego rodzaju mieszkania stałeś się właścicielem.
- kupiłeś mieszkanie w stanie surowym?
- nabyłeś lokum w stanie deweloperskim?
- stałeś się posiadaczem mieszkania w standardzie „pod klucz”?
- kupiłeś mieszkanie z rynku wtórnego?
W pierwszym przypadku zakres prac (a co za tym idzie – ich koszt) będzie naprawdę spory, przekraczający połowę wartości całej inwestycji. W mieszkaniach oddanych w stanie deweloperskim będziemy musieli się liczyć z tym, że za sobą mamy dopiero 70% wydatków. Jeśli marzy nam się przeprowadzka do mieszkania całkowicie gotowego do zasiedlenia, warto wybrać opcję „pod klucz”. Deweloperzy oferują w tym przypadku rozmaite pakiety wykończeniowe, których ceny, w zależności od oferowanego standardu (Premium, VIP itp.), rozpoczynają się od około 450 zł za metr kwadratowy. A co z mieszkaniami „z drugiej ręki”? Tu musimy liczyć się z wydatkiem rzędu nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jeśli natomiast mieszkanie wymaga jedynie odświeżenia, za jego wykończenie zapłacimy kilka – kilkanaście tysięcy złotych.
Ile kosztuje wykończenie domu?
Drugi krok to precyzyjne określenie naszych potrzeb oraz standardu, w jakim chcemy wykończyć mieszkanie. Chodzi tu o spisanie listy rzeczy, które musimy kupić (farby, drzwi, panele podłogowe itd.) oraz czynności, które należy wykonać (tynkowanie, malowanie, tapetowanie i inne).
Warto skorzystać z narzędzi, z pomocą których poznamy koszt konkretnych etapów remontu. Kalkulatory budowlane dostępne online pozwolą oszacować, ile zapłacimy za daną czynność, i przedstawią zarówno koszty materiału, jak i robocizny. Pamiętajmy jednak, że cena i stawki mogą różnić się w danym regionie kraju.
Kredyt na remont domu niekiedy bywa koniecznością
Jeżeli wykończenie mieszkania cel na który od lat gromadzimy oszczędności, wówczas znika problem pozyskiwania środków. Wystarczy wypłacić zgromadzone np. na koncie oszczędnościowym pieniądze, by pokryć koszt zakupu materiałów budowlanych czy koszty robocizny.
Jeśli właściciel domu nie posiada odłożonego kapitału, wówczas jedynym możliwym rozwiązaniem jest pożyczenie pieniędzy. W jaki sposób sfinansować wykończenie domu?
Jedną z opcji jest wzięcie kredytu. Atutem takiego rozwiązania jest możliwość rozłożenia na raty kosztów remontu, dzięki czemu nie stanowi on tak dużego obciążenia dla domowego budżetu. Elastyczne warunki umowy kredytowej sprawiają, że zobowiązanie można dopasować do swoich możliwości finansowych.
Decydując się na sfinansowanie remontu domu kredytem, należy dokładnie przeanalizować dostępne oferty. Wybór przypadkowej pożyczki może sporo kosztować. Warto zatem porównać poszczególne kredyty, uwzględniając takie kwestie jak:
- okres kredytowania
- maksymalną kwotę pożyczki
- wartość RRSO (rocznej rzeczywistej stopy oprocentowania).
Pożyczka alternatywą dla kredytu na wykończenie domu
W sytuacji, gdy koszt remontu znacznie przekracza wysokość zgromadzonych oszczędności lub właściciel domu nie posiada zgromadzonych środków w ogóle, wcale nie trzeba decydować się na typowy kredyt bankowy. Warto rozważyć pożyczkę gotówkową z przeznaczeniem na dowolny cel.
Ciekawym rozwiązaniem wydaje się Pożyczka Nr 1 dostępna w ofercie Toyota Banku, która została uznana za najtańszą i najlepszą pożyczkę w rankingu przygotowanym przez TotalMoney.pl. Jest to forma finansowania, w ramach której można:
- uzyskać do 80 tys. złotych na dowolny cel
- podpisać umowę na okres od 12 do 60 miesięcy
- skorzystać z oprocentowania na poziomie 7,00%
- uniknąć kosztów z tytułu opłaty przygotowawczej.
Jest to więc opcja niezwykle korzystna – bardziej atrakcyjna niż niejeden kredyt gotówkowy.
Szczerski w Berlinie o reparacjach: Dyskusja o reparacjach nie jest PR-ową zagrywką
Krzysztof Szczerski, szef gabinetu Andrzeja Dudy, mówił w Berlinie o reparacjach. Jak powiedział reparacje to normalny instrument prawa międzynarodowego. Zastrzegał jednocześnie, że polski rząd nie zdecydował czy go użyje.
– W tej sprawie nie ma żadnego formalnego wniosku polskiego rządu – przypominał Szczerski pytany w Berlinie o reparacje, jakich Polska miałaby domagać się od Niemiec za drugą wojnę światową.
– Dlatego na gruncie formalno-prawnym warto podchodzić do tej sprawy zgodnie z jej dzisiejszym stanem – mówił do niemieckich dyplomatów, polityków i dziennikarzy zaproszonych na wykład w Niemieckim Towarzystwie Polityki Zagranicznej. Prezydencki minister dodał, że w wymiarze historycznym i moralnym sprawa ta jest oczywista. – I chciałbym żeby było to niepodważalne, żeby nie było tu żadnego niuansowania – oświadczył.
Reparacje to nie PR
Dopytywany przez polskich dziennikarzy, czy dyskusja o reparacjach może zaszkodzić stosunkom polsko-niemieckim, Krzysztof Szczerski przekonywał, że nie chodzi tu o zabieg PR-owy ze strony Warszawy.
– Reparacje to mechanizm formalno-prawny, funkcjonujący w relacjach międzynarodowych. Jeśli będą podstawy by zaistniał, to trudno udawać, że takiego mechanizmu nie ma – mówił.
Sprawa reparacji pojawiła się na samym końcu wystąpienia Szczerskiego, wywołana przez pytania publiczności.
Prezydencki minister swoje przemówienie poświęcił innym kwestiom. Ostrzegał przed protekcjonizmem i populizmem.
– W Europie nie wolno szukać przeciwników tam gdzie ich nie ma, nie wolno dzielić tych, którzy powinni działać razem, nie wolno uważać się za lepszych od innych – mówił.
Nawiązując do dyskusji o unijnej dyrektywie o pracownikach delegowanych albo debacie o kształcie integracji Szczerski powiedział, że problemem współczesnej Europy nie są pracownicy ze wschodu ani narody, które chcą działać w ramach własnych państw i we własnej kulturze.
– Pragnienie zachowania tego co własne i swoiste nie jest wrogim nacjonalizmem. Wrogi Europie jest natomiast protekcjonizm, czyli interes gospodarczy skierowany przeciwko innym – podkreślił.
Nieuczciwa ocena Polski?
Szczerski nie przepuścił okazji, aby poskarżyć się na nieuczciwe – jego zdaniem – oceny na temat Polski pojawiające się w Niemczech.
– Głos niemiecki w sprawach Polski powinien być oparty na rzetelnej analizie sytuacji, a nie na populizmie i stereotypach – powiedział. Jak ocenił, nie może być mowy o partnerskim dialogu w momencie kiedy niemieccy dziennikarze zarzucają polskiemu rządowi „erdoganizację” albo „putinizację” kraju. Krzysztof Szczerski stwierdził też, że niemieckiej polityce historycznej brakuje empatii. – Chciałbym móc złożyć w Berlinie kwiaty pod pomnikiem polskich ofiar drugiej wojny światowej, ale takiego pomnika nie ma – mówił.
Prezydencki minister zaznaczał jednak, że Polska szanuje, docenia i rozumie rolę Niemiec w Europie i znaczenie dobrych stosunków polsko-niemieckich. – I oby to przekonanie było wzajemne – powiedział.










