Tomasz Lis: Pani Beata Szydło ordynarnie kłamie

Pani Beata Szydło ordynarnie kłamie. Obraża setki tysięcy, a biorąc pod uwagę popierających, miliony Polaków kłamiąc, że protesty lipcowe były opłacane. To jest najgorsza komunistyczna retoryka – mówił w Poranku Radia TOK FM Tomasz Lis.

Beaty Szydło. Fot. P. Tracz / KPRM

W lipcu przez ulice polskich miast przetoczyły się wielotysięczne protesty w obronie niezależnego sądownictwa z udziałem opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Manifestowano między innymi przed sądami, gmachem Sejmu, Pałacem Prezydenckim. Demonstrujący apelowali do prezydenta o zawetowanie wszystkich trzech ustaw przygotowanych przez PiS.

Kilka dni temu Beata Szydło zapytana podczas rozmowy z „Gazetą Polską”, czy jej zdaniem fala protestów „była kreowana, czy może był to autentyczny protest społeczeństwa”, oceniła, iż „trudno zaakceptować tezę, że ostatnie protesty były spontaniczne”. – Tak samo jak słynny już pucz w Sejmie w grudniu ubiegłego roku.

Jej zdaniem „To była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja, mająca na celu uderzyć w Polski rząd”.

Wypowidzi Beaty Szydło wywołały oburzenie wśród polityków i komentatorów. Dzisiaj w Poranku Radia TOK FM do sprawy wrócił Tomasz Lis.

– Pani Beata Szydło, która ordynarnie kłamie. – powiedział w Poranku Radia TOK FM Tomasz Lis.

– Pani premier Beata Szydło – zwrócił uwagę Jacek Żakowski.

– Pani Beata Szydło, która ordynarnie kłamie, jak zostanie premierem, na razie jest marionetką, tak będę ją tytułował. – zaznaczył Tomasz Lis – Pani Beata Szydło, która ordynarnie kłamie, obraża setki tysięcy, a biorąc pod uwagę popierających miliony Polaków i ordynarnie obraża tych Polaków kłamiąc, że protesty lipcowe były opłacane. To jest najgorsza komunistyczna retoryka. Kłamie także wtedy, gdy mówi, że Polska jest krajem demokratycznym i kłamie ordynarnie także wtedy, gdy mówi, że Polska jest krajem praworządnym.

– Pani Beata Szydło od ponad 500 dni łamie konstytucję, bo powinna ogłosić wyroki Trybunału Konstytucyjnego, podobnie jak Andrzej Duda, który od ponad 500 dni łamie konstytucję, razem z panem Kaczyńskim niszczą polską demokrację, niszczą polska pozycję Polski w Europie. – dodał Tomasz Lis.

– Przykro mi to powiedzieć, ale dziś obrońcą polskiej demokracji jest pan Timmermans, a niszczycielem polskiej są najważniejsi ludzie w Polsce. – stwierdził redaktor naczelny Newsweeka.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Tok FM


Roman Giertych: W 1939 Polską rządziła ekipa, którą obecna nasza władza czci. Warto więc się tej ekipie przyjrzeć

Roman Giertych

Roman Giertych

Wszyscy liczą, że PiS jest tymczasową chorobą, która minie za dwa lata. I oby się oni nie mylili, bo niestety historia lubi się powtarzać...

 

Już za parę godzin kolejna smutna rocznica wybuchu wojny. W 1939 rządziła Polską ekipa, którą obecna nasza władza czci i szanuje. Warto może się więc tej ekipie przyjrzeć, aby wyciągnąć naukę na chwilę obecną. Warto również porównać ówczesne nasze osamotnienie, z obecną sytuacją. Analogie są wprost porażające.

Sanacja do której duchowej spuścizny odwołuje się PiS doszła w Polsce do władzy w wyniku zamachu stanu, w którym zginęło pół tysiąca osób. Obalono zbrojnie demokratyczny rząd, który posiadał niekwestionowany mandat do sprawowania władzy.

Dyktatura wprowadziła szybko system fałszowania wyborów, cenzurę mediów, zależność od władzy sądów (choć opanowanie sądów trochę trwało), podsłuchy, masowe i fałszywe oskarżenia, obóz koncentracyjny dla swoich przeciwników politycznych, wielokrotne morderstwa wrogów reżimu, masowe przetrzymywanie przeciwników politycznych w więzieniach etc.

Ekipa sanacji opanowała wszystkie urzędy państwowe tworząc klikę, w której jedynym kryterium uzyskiwania urzędów było zwykłe lizusostwo wobec władzy. Kwitła korupcja, nepotyzm, kolesiostwo i niekompetencja. W ciągu kilkunastu lat z kraju, który jeszcze w roku 1920 był w stanie pokonać samodzielnie Sowiety, staliśmy się zacofanym wojskowo i gospodarczo obszarem.

Osiągnięcia gospodarcze premiera Grabskiego z czasów demokratycznych były częściowo fundamentem trwałości tego systemu, ale wraz z funkcjonowaniem rządów sanacyjnych się wyczerpywały.

Sanacja wyprowadziła nas z sojuszu z krajami Zachodniej Europy, aby sprzymierzyć się z Hitlerem. Razem z nim wzięliśmy udział w rozbiorze Czechosłowacji.

Rządy sanacyjne opierały się na prymitywnym nacjonaliźmie połączonym z przeświadczeniem o mocarstwowości: ” Silni, Zwarci, Gotowi!”. Tymczasem siła była marnowana w korupcji, głupocie i niekompetencji.

Wybitnych generałów takich jak Rozwadowski, Zagórski i wielu innych albo mordowano, albo więziono, albo wywalano z wojska. Na ich miejsce wstawiano dawnych bojowców PPS, których jedyną zasługą była wierność Wodzowi. Wprowadzono kult Marszałka Piłsudskiego – największe kuriozum w ówczesnej Europie, gdzie za brak do niego szacunku można było być osadzonym w więzieniu. Po jego śmierci pochowano go na Wawelu, co miało potwierdzać jego wielkość.

Ekipa sanacji, po początkowym sojuszu z Hitlerem, w końcu się od niego odwróciła. We wrześniu 1939 zaatakowali nas prawie wszyscy nasi sąsiedzi. W naszej obronie nie stanął nikt. Państwo załamało się już w kilka dni po ataku niemieckim. Rządy sanacyjne wraz z dobytkiem uciekły po dwóch tygodniach do Rumunii.

Ekipa tych zbrodniarzy i nieudaczników nigdy nie została rozliczona, gdyż czas wojny i komunizmu skutecznie przyćmił pamięć o tych zbrodniach. Jedynie premier Sikorski próbował zbierać dowody zbrodni, ale w warunkach potrzebnej w czasie wojny jedności, nie było takiej możliwości.

Dzisiaj rządzi nami człowiek, który pragnął, aby jego brat spoczął przy trumnie Piłsudskiego. To nie tylko przypadek, to świadomy wybór. Obydwaj bracia Kaczyńscy byli zawsze do szpiku kości piłsudczykami. I dzisiaj według tego samego wzoru rządzi nami jeden z nich.

Mamy konflikt z Rosją (strategiczny), żądamy reparacji od Niemiec, obrażamy Francuzów (caracale, bojkoty, pouczenia Macrona), jesteśmy na wojnie z Komisją Europejską, która reprezentuje 27 krajów Europy, mamy konflikt z Ukrainą i Litwą o paszporty, rozwaliliśmy relację w ramach grupy Wyszehradzkiej. Obraziliśmy Włochów ostentacyjnym brakiem solidarności w sprawie uchodźców (sam nie jestem zwolennikiem błędów w polityce imigracyjnej państw europejskich, ale można było robić przynajmniej drobne gesty). Z otwartych sojuszników mamy tylko Węgrów, ale oni wolą Rosję od nas. No i przyjaźnimy się z Białorusią.

Relacje z USA są poprawne, ale opierają się wyłącznie na dobrych układach z prezydentem USA, który wygląda coraz bardziej osamotniony w USA. Przyjaźń z Donaldem Trump kosztuje nas utratę dobrego wizerunku w USA, gdyż wszyscy jego wrogowie w Stanach nas atakują. A jest ich coraz więcej i posiadają większość w amerykańskich mediach.

Tak wygląda nasza obecna sytuacja międzynarodowa. Tylko szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, że nie mamy żadnej zawieruchy wokół nas, zawdzięczamy fakt, że nie przekłada się ona na poważne kłopoty polityczne, gospodarcze etc.

Dlaczego to się jeszcze nie przekłada na konkretne decyzję krajów, które obrażamy? Bo wszyscy liczą, że PiS jest tymczasową chorobą, która minie za dwa lata. I oby się oni nie mylili, bo niestety historia lubi się powtarzać…

 

Roman Giertych


Nie przeszkadza, jeśli Kaczyński jest gejem. Problem, że ukrywając swą orientację staje się podatnym na szantaż

Przypomnę, że jedna z największych afer szpiegowskich w XX wieku, tzw. afera Redla, wzięła się stad, że pułkownik wojsk austro-węgierskich był homoseksualista, co ukrywał, bo w owym czasie i otoczeniu, oznaczało to śmierć cywilna, załamanie kariery etc.

Jarosław Kaczyński. Fot. Źródło: print screen / TV Trwam

Wywiad rosyjski latami go szantażował, a że Redl miał dostęp do najtajniejszych wojskowych planów Austro-Węgier, to w efekcie Rosja znała je lepiej niż sztab Franza Jozefa II.

Gdy w końcu Austriacy się zorientowali, „poprosili” Riedla by strzelił sobie w łeb, aby uniknąć procesu i towarzyszącego mu skandalu. Redl posłuchał.

Reasumując – nie przeszkadza mi, że Kaczyński jest gejem, jeśli jest. Problem w tym, że ukrywając swa orientacje czyni się automatycznie bardzo podatnym na szantaż – tak ośrodków zagranicznych, jak i polskich (stad być może „niezatapialność” niektórych ministrów w obecnym rządzie…?).

Kaczyński jako osoba prywatna niech sypia z kim/czym chce, póki nie narusza to prawa, nic mi do tego. Ale jako polityk – winien się jasno i otwarcie określić. Bo to już w tym momencie nie tylko jego sprawa.

 

J.P.


Trwają konsultacje z krajami UE w sprawie użycia artykułu 7 wobec Polski. Bruksela czeka na projekty prezydenta Dudy

– Jesteśmy otwarci na dialog z Polską, ale zarazem zdecydowani użyć wszelkich dostępnych nam narzędzi – powiedział Frans Timmermans w europarlamencie. Konsultuje się z krajami UE w sprawie użycia artykułu 7. wobec Polski.

Frans Timmermans odpowiada w Brukseli za procedurę sprawdzania praworządności w Polsce. Fot. Źródło: dw.de

Frans Timmermans, I wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, uczestniczył w czwartek (31.08.2017) w obradach europarlamentarnej komisji LIBE (ds. wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) na temat Polski.

Komisja Europejska wystosowała w lipcu br. już swe trzecie zalecenie w ramach postępowania na rzecz praworządności w Polsce, które dotyczy PiS-owskich zmian w sądownictwie. Rząd Beaty Szydło odpowiedział Brukseli w tym tygodniu.

– Nie ma w tym piśmie konkretnych odpowiedzi na nasze zarzuty. Ale uważnie zajmiemy się analizą przedstawionych motywów – powiedział Timmermans. Podkreślał, że w sprawie Polski – wbrew wysuwanym wobec niego oskarżeniom – reprezentuje nie samego siebie, lecz całą Komisję Europejską.

– Nie mogę dzisiaj powiedzieć, jakie będą kolejne kroki wobec Polski. Najpierw potrzebujemy dyskusji w Komisji Europejskiej oraz w ramach Rady UE – powiedział Timmermans.
Niewykluczone, że estońska prezydencja zdecyduje o wprowadzeniu tematu praworządności w Polsce do programu posiedzenia Rady UE ds. Ogólnych już 25 września. Kraje UE są w tej Radzie reprezentowane przez ministrów ds. europejskich bądź szefów dyplomacji.

– Komisja nie jest sama. Podczas debaty Rady UE o Polsce w maju duża większość krajów Unii poparła nasze działania w sprawie praworządności w Polsce – podkreślał Timmermans.

Jeśli artykuł 7., to bez sankcji

Podczas dyskusji w LIBE wielu europosłów wzywało Komisję do jak najszybszego sięgnięcia po dyscyplinujący artykuł 7. z Traktatu UE.

Do stwierdzenia „wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” podstawowych wartości UE (to pierwszy etap art. 7) trzeba większości 22 z 28 krajów UE. Natomiast do decyzji o sankcjach wobec Polski trzeba jednomyślnego stwierdzenia „poważnego i stałego naruszenia” tych wartości (to etap drugi) przez Radę Europejską. Polska nie brałaby udziału w głosowaniu i głosy wstrzymujące się nie łamałyby konsensusu, ale premier Viktor Orban od dawna obiecuje węgierskie weto.

Obecnie w Komisji Europejskiej i wśród dyplomatów z krajów UE rozmawia się wyłącznie o pierwszym etapie artykułu 7.

Macron i Merkel z Junckerem

– Z naszych nieformalnych wyliczeń wynika, że zebranie 22 głosów dla poparcia wniosku Komisji w ramach artykułu 7. jest coraz bardziej prawdopodobne – mówi zachodni dyplomata z Brukseli. Twardą linię wobec rządu Beaty Szydło od czerwca głośno deklaruje francuski prezydent Emmanuel Macron.

Timmermans był przed kilku dniami w Paryżu, a w ostatnią środę (30.08.2017) szef Komisji Jean-Claude Juncker rozmawiał m.in. o Polsce z Angelą Merkel w Brukseli. Wedle przecieków w niemieckich mediach kanclerz Merkel miała zapewnić o swym poparciu dla działań Komisji Europejskiej wobec Warszawy.

Komisja prowadzi nieformalne konsultacje również z innymi stolicami UE, by upewnić się, czy w razie potrzeby miałaby za sobą potrzebną większość 22 krajów Unii.

Gdyby prezydent Andrzej Duda nie zawetował w lipcu ustawy o Sądzie Najwyższym, bardzo szybkie uruchomienie artykułu 7. przez Komisję Europejską byłoby pewne. Jednak teraz Bruksela wyczekuje zapowiedzianych przez Dudę prezydenckich projektów ustaw o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa. Jeśli miałby skrócić kadencje sędziów Sądu Najwyższego (jak w zawetowanym projekcie), Komisja zamierza sięgnąć błyskawicznie po artykuł 7. Jeśli nie, decyzja Brukseli co do dalszych kroków wobec Polski (w tym ewentualnego użycia art. 7.) raczej nie zapadnie przed oficjalnymi konsultacjami Timmermansa z Radą UE, czyli nie przed ostatnim tygodniem września.

Dzisiaj upływa termin, w którym rząd Polski powinien odpowiedzieć na zastrzeżenia Komisji Europejskiej w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych w ramach – odrębnej wobec postępowania na rzecz praworządności – procedury dyscyplinującej („w sprawie naruszenia obowiązków kraju członkowskiego”) wszczętej pod koniec lipca. Ta procedura może skończyć się skargą Komisji na Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Ten jest władny do nakładania olbrzymich grzywn.

Gwarantowana większość w europarlamencie

Decyzje Rady UE w ramach artykułu 7. wymagają zgody Parlamentu Europejskiego.

– Nie będziemy popierać procedury, która kończyłaby się sankcjami wobec Polski – zadeklarował europoseł Janusz Lewandowski, szef delegacji PO-PSL w Parlamencie Europejskim, po obradach LIBE. Jak precyzował Michał Boni (PO), to nie oznacza braku poparcia dla pierwszego etapu art. 7. Komisja Europejska, z głosami PO czy bez, w sprawach praworządności w Polsce ma niemal gwarantowaną większość w europarlamencie.

Europoseł Marek Jurek, przemawiający w imieniu klubu konserwatystów (m.in. torysi i PiS), przypomniał, że zdaniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego (orzeczenie z 2010 r.) zróżnicowany wiek emerytalny kobiet i mężczyzn nie jest dyskryminacją. Przywrócenie takie zróżnicowania w ustawie o ustroju sądów powszechnych jest jednym z zarzutów Komisji, ale – jak powiedział Timmermans – w tej kwestii chodzi o niezawisłość sędziów. Istotnie, zgoda na pracę sędziów na emeryturze zależy teraz od ministra sprawiedliwości.

Podczas debaty w komisji LIBE często nawiązywano do rocznicy Sierpnia 1980 r. – Nie ma wolności bez praworządności – powiedział Michał Boni.

 

Redakcja polska / 

 


Szydło: Ostatnie protesty to dobrze opłacona akcja. Adam Mazguła: Pani to sowicie opłaca! Szczuje policją i służbami

W lipcu przez ulice polskich miast przetoczyły się wielotysięczne protesty w obronie niezależnego sądownictwa z udziałem opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Manifestowano między innymi przed sądami, gmachem Sejmu, Pałacem Prezydenckim. Demonstrujący apelowali do prezydenta o zawetowanie wszystkich trzech ustaw.

Beaty Szydło. Fot. P. Tracz / KPRM

Beata Szydło zapytana podczas rozmowy z „Gazetą Polską”, czy – jej zdaniem – fala protestów „była kreowana, czy może był to autentyczny protest społeczeństwa”, oceniła, iż „trudno zaakceptować tezę, że ostatnie protesty były spontaniczne”. – Tak samo jak słynny już pucz w Sejmie w grudniu ubiegłego roku.

Jej zdaniem „To była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja, mająca na celu uderzyć w Polski rząd”.

„To Pani szczuje policją i służbami”

Adam Mazguła, fot. Facebook

Wypowidzi premier Szydło z oburzeniem skomentował na swoim profilu na Facebooku pułkownik dyplomowany rezerwy Wojska Polskiego, harcmistrz, działacz społeczny i polityczny Adam Mazguła:

Reżyserem tych protestów jest Mariusz Błaszczak i Pani rząd. Pani to sowicie opłaca. Mało tego, pokojowe protesty są pretekstem do inwigilacji uczestników. To Pani szczuje policją i służbami pokojowo demonstrujących i wspiera agresywnych kiboli, ONR-owców i innych faszyzujących grup i organizacji. Oczernia Pani wszystkich, którzy nie popierają PiS-u.

Tak samo w grudniu. Urządziła Pani propagandową nagonkę na opozycję, określając ją puczem. Nie zabraniam Pani tęsknić za rozumem, ale pucz – to bunt wojskowy; tymczasem to Pani zorganizowała tysiące policjantów i zakwaterowała w Sejmie RP, więc kto wzywał mundurowych do działania?

Oszustwo i kłamstwo paruje z Pani głowy. Gdyby nie była Pani premierem polskiego rządu – pewnie nawet bym Pani nie zauważył. Ale Pani odpowiada za mój kraj i moje, moich bliskich i przyjaciół, bezpieczeństwo.

Szczerze Pani radzę: niech Pani idzie w niebyt i więcej się nie popisuje łgarstwem i oszustwem propagandowym, rodem ze stalinowskiej Rosji.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Adam Mazguła / Facebook


Berlin: Merkel i Juncker rozmawiają o praworządności w Polsce

Przestrzeganie przez Polskę praworządności będzie jednym z tematów, które omówią dzisiaj podczas poufnej rozmowy w Berlinie kanclerz Niemiec Angela Merkel i szef KE Jean-Claude Juncker.

Merkel i Juncker rozmawiają o praworządności w Polsce. Fot. Źródło: dw.de

Tygodnik „Der Spiegel” informował w swoim najnowszym wydaniu, że Juncker chce odebrać Polsce prawo głosu w Radzie Europejskiej, jeśli rząd w Warszawie nie wycofa się z kontrowersyjnych reform wymiaru sprawiedliwości. Jean-Claude Juncker miał nawet poprosić członków Komisji Europejskiej, aby w czasie przerwy wakacyjnej zabiegali w swoich krajach o poparcie dla takiego kroku. Z informacji „Spiegla” wynika, że Juncker mówił o tym na ostatnim posiedzeniu Komisji. Tygodnik podawał jednocześnie, że rząd w Berlinie jest przeciwny tak radykalnym krokom wobec Polski. Niemiecka kanclerz miała zasygnalizować Komisji, że nie chce awantury z Warszawą.

Kontrowersyjna reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce będzie jednym z tematów dzisiejszych rozmów Merkel i Junckera w Berlinie. O tym, że szef KE prezentuje w tej sprawie twarde stanowisko, może świadczyć jego wczorajsza wypowiedź, w której wezwał kraje UE do przestrzegania europejskich wartości. – Myślę, że musimy bardziej nalegać na dochowywanie w pełnym wymiarze wartości Unii Europejskiej – powiedział we wtorek (29.08.2017) przy okazji dorocznej konferencji unijnych ambasadorów w Brukseli. Wartości te muszą być przestrzegane „co do milimetra”. W niektórych przypadkach kraje są tymczasem oddalone od tego „raczej kilometry niż milimetry”, stwierdził Juncker. Nie wymieniając wyraźnie Polski zaznaczył, że „zadbamy, żeby to się zmieniło”.

Poufna rozmowa

Tymczasem także sama Angela Merkel zaostrza ton wobec Polski. Na wczorajszej konferencji prasowej w Berlinie nadzwyczaj otwarcie skrytykowała obchodzenie się polskiego rządu z zasadami państwa prawa. – Jest to poważny temat, bo zasady praworządności stanowią warunek kooperacji w Unii Europejskiej – powiedziała Merkel. Zastrzegła, że Niemcy życzą sobie dobrych stosunków z Polską, ale „nie mogą po prostu milczeć”. Nie chodzi bowiem o rozważanie między współpracą państw UE a zasadami państwa prawa. Zachowanie spójności UE przy rezygnacji z praworządności oznaczałoby koniec Unii Europejskiej, stwierdziła Merkel. Niemiecka kanclerz dodała, że podczas dzisiejszego spotkania z Junckerem wyczerpująco omówi ten temat. Podkreśliła też, że bardzo poważnie traktuje to, co Komisja ma do powiedzenia w tej kwestii.

Rozmowa Merkel i Junckera w Berlinie została zakwalifikowana jako „poufna”. Spotkania z dziennikarzami nie przewidziano. Bruksela poinformowała tylko, że szef KE i kanclerz zamierzają omówić aktualne kwestie polityczne. Oprócz sytuacji w Polsce ważnymi tematami są m.in. utrzymujący się kryzys migracyjny w Europie i negocjacje z Wielką Brytanią ws. Brexitu. Rozmowa może się też toczyć na temat stosunków z Turcją. Niemcy zamierzają zablokować rozmowy UE z Turcją dotyczące rozszerzenia unii celnej. W przeddzień spotkania kanclerz zapowiedziała, że w środę poinformuje o tej decyzji Junckera i szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska

KE „starannie zbada” odpowiedź Polski

Polska ponownie odrzuciła w poniedziałek zalecenia Brukseli ws. przestrzegania praworządności argumentując, że zarzuty KE są bezpodstawne.

Komisja Europejska nie chciała komentować we wtorek stanowiska Warszawy. Rzeczniczka KE stwierdziła tylko, że odpowiedź Polski zostanie poddana „starannej analizie”, po czym Komisja Europejska podejmie decyzję o dalszym postępowaniu. Zdecydowanie odparła natomiast zarzut Polski, iż Bruksela nie jest kompetentna, by jak wyraził się szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski „ingerować w wewnętrzne kwestie polskiego wymiaru sądowniczego”. – Jeśli chodzi o brak kompetencji, to jest to coś, co zdecydowanie odrzucamy – powiedziała rzeczniczka KE.

Stwierdzenie poważnego naruszenia wartości Unii Europejskiej może doprowadzić na mocy art. 7 Traktatów Europejskich do odebrania państwu prawa głosu w Radzie Europejskiej. Krok ten byłby precedensem w historii UE. Ostateczną decyzję o odebraniu Polsce prawa głosu w Radzie musiałyby podjąć jednogłośnie państwa członkowskie UE. Węgry już zapowiedziały weto.

 

Redakcja polska / 

 


Rząd PiS utrzymuje obowiązek meldunkowy. Zdaniem ministerstwa państwo musi wiedzieć, gdzie mieszkamy

Rząd PiS przyjął we wtorek projekt nowelizacji ustawy o ewidencji ludności, który zakłada utrzymanie obowiązku meldunkowego, co oznacza, że od 1 stycznia 2018 r. obowiązek ten będzie nadal istniał.

Flickr

Zaproponowano jedynie uproszczenia przy jego realizacji – od 1 stycznia 2018 r. przewidziano możliwość elektronicznego meldunku, czyli bez konieczności osobistej wizyty w urzędzie. W tym celu ma powstać specjalna e-usługa, za pomocą której każda osoba posiadająca profil zaufany ePUAP albo kwalifikowany podpis elektroniczny będzie mogła się zameldować.

Państwo musi wiedzieć gdzie mieszkamy

Zdaniem ministerstwa państwo musi wiedzieć, gdzie mieszkamy, gdyż dane te są istotne ze względu na funkcjonowanie i bezpieczeństwo państwa.

Jak czytamy w uzasadnieniu, „utrzymanie obowiązku meldunkowego nie tylko usprawni działanie administracji, ale jest też bardzo ważne dla bezpieczeństwa naszego kraju ze względu na zagrożenie terroryzmem w Europie.”

MSWiA twierdzi równie, że „zachowanie obowiązku meldunkowego przyniesie też liczne korzyści obywatelom – m.in. głosowanie w wyborach bez potrzeby zgłaszania się do spisu wyborców czy sprawne załatwianie spraw związanych z zabezpieczeniem społecznym, takich jak 500+, emerytury, renty, czy opieka społeczna. Wiedza o faktycznej liczbie mieszkańców pomoże też lokalnym samorządom w lepszym planowaniu usług publicznych i komunalnych. Należy do nich np. zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach.”

Relikt PRL

Obowiązek meldunkowy pochodzi z czasów PRL. Został wprowadzony ustawą o ewidencji ludności z 1974 r.

O zniesieniu obowiązku meldunkowego mówił rząd Donalda Tuska. Zapowiadał on wówczas zniesienie niepotrzebnej biurokracji. Projekt najbliżej realizacji był w 2013 roku. Wprowadzono wówczas szereg ustaw i ułatwień stopniowo przygotowujących do zmiany prawa.

1 stycznia 2013 roku zniesiono obowiązek zameldowania na pobyt czasowy nieprzekraczający trzech miesięcy. Dodatkowo, wydłużono termin, w którym należy się zameldować oraz zniesiono kary za niedopełnienie obowiązku meldunkowego. W 2015 roku adresy zameldowania zniknęły z dowodów osobistych.

Ostatecznie zniesienie obowiązku meldunkowego zaplanowano na 1 stycznia 2016 roku. Później datę tę przesunięto na 2018 rok.

Teraz rząd PiS postanowił utrzymać obowiązek meldunkowy. W konsekwencji czego przygotowywanie administracji państwowej na zmiany przez osiem lat idzie na marne a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji stwierdza, że państwo musi wiedzieć, gdzie mieszkamy.

 

(df) thefad.pl / mswia


Jak żyć po zdradzie męża?

Słowo “zdrada” budzi złe emocje. Na szczęście, myślisz, to ciebie nie dotyczy. To jak choroba. Spotyka innych. Nie ciebie. Twój mąż nigdy cię nie zdradzi. On gardzi zdradą. Czujesz się bezpiecznie, masz do męża zaufanie, a on nie daje ci powodów do zazdrości.

Zdradzają inni. Kobiety popełniają jakiś błąd, nie widzą, że z małżeństwem dzieje się źle. Myślisz, że gdyby tobie się przytrafiła zdrada, to natychmiast się rozwiedziesz, odejdziesz od wiarołomcy. Ale zdrada w waszym związku? Nie, niemożliwe! Bez wiary w to, że kryzysy dotykają tylko innych, a nie ciebie, nie umiałabyś zaangażować się w jakikolwiek związek.Tak już jest. Tymczasem zdrada to powszechne zjawisko. Zdradza co trzeci mąż i co szósta żona. Biura i agencje prywatnych detektywów mają pełne ręce roboty przy realizacji zleceń dotyczących udowodnienia zdrady.

Zdarzają się romanse, z których rodzą się nowe i trwałe związki, jednak wiele zdrad kończy się jednak powrotem do żony. Jeśli małżeństwo znajdzie w sobie dość sił, by sobie wybaczyć, mogą spróbować zacząć wszystko od nowa. Łatwiej wybaczyć przelotną przygodę, której mężczyzna żałuje, niż długotrwały romans, w który mężczyzna zaangażował się emocjonalnie i finansowo, zaniedbując rodzinę i planując rozstanie.

Jeśli twój mąż cię zdradził, zrób bilans zysków i strat

Jeśli twój mąż cię zdradził, zrób bilans zysków i strat, nie działaj emocjonalnie i pod wpływem chwili, daj sobie chwilę, aby ochłonąć. Jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie wybaczyć i zapomnieć, odejdź. Jeśli chcesz ratować swój związek, zrób to, bo wielu parom się udało. W pierwszej chwili będziesz czuła szok i niedowierzanie, przecież do tej pory wydawało się, że jesteście dobrym małżeństwem, a tymczasem, twój poukładany świat rozsypał się jak domek z kart.

Prywatni detektywi twierdzą, że zdradzana kobieta przeczuwa, że dzieje się coś złego z jej małżeństwem

Doświadczeni prywatni detektywi twierdzą, że zdradzana kobieta przeczuwa, że dzieje się coś złego z jej małżeństwem, ale najczęściej stara się przeczucia bagatelizować. Nie zwraca uwagi na sygnały, nie dopuszcza do świadomości podejrzeń. Dopiero w chwili, gdy zyskuje stuprocentową pewność, wszystkie elementy układanki, niczym puzzle wskakują na swoje miejsce… Koleżanka, z którą ktoś widział twojego męża w samochodzie, podwożona do domu po pracy, bo się spieszyła, późniejsze powroty z pracy, wyjazdy służbowe, zdenerwowanie i opryskliwość męża skierowana w twoją stronę…A ty chciałaś mu dać czas, chciałaś wyrozumiale dać mu miejsce, by odreagował po ciężkiej i stresującej pracy… Ty, wyrozumiała i ślepa, i on ze swoim romansem! Czasem zaczynasz w sobie szukać winy. Może rutyna was zgubiła? Może przestałam się starać? A może to ona go omotała? Usidliła? Pewnie nachalnie za nim latała, a on dał się uwieść! Zastanawiasz się, w czym jesteś gorsza od tamtej? Może po dzieciach zostało ci parę kilogramów? Może nie dbasz o siebie aż do przesady?

Zdrada to nie twoja wina

Nie obwiniaj siebie. Zdrada to jego wina, a nie twoja. Każdy kryzys można uczciwie przeżyć, rozmawiając o problemach. Skok w bok to droga na skróty, pójście na łatwiznę. Porozmawiaj z mężem, ale do rozmowy się przygotuj. Ty wiesz, a nie się domyślasz. Nie wysłuchuj jego rozterek, nie zamieniaj się w powiernicę, nie musisz być wyrozumiała, bo to właściwie od ciebie zależy przyszłość waszego związku. Mężczyzna zdradza najczęściej w okolicy czterdziestki. Wtedy włącza się kryzys wieku średniego, chęć przeżycia czegoś innego, bardziej ekscytującego, nowego. Po rozmowie będziesz wiedziała, czego on oczekuje i jak chce się zachować, aczkolwiek zapewne usłyszysz również stek kłamstw i usprawiedliwień.

Sytuacja zdrady to zmienne uczucia i skrajne emocje

Nad sytuacją zdrady trudno kobiecie przejść do porządku dziennego. Targają nią zmienne uczucia i skrajne emocje. Od chęci natychmiastowego odejścia z domu, przez poczucie żalu i straty, winy po gniew i chęć zemsty. Zdradzona kobieta zastanawia się nad tym, czy może nie jest już atrakcyjna dla partnera, czy za mało troski i serca wkłada w związek? Często jednak zdrada to wynik rozluźnienia więzi, braku komunikacji w związku, narastających konfliktów i braku porozumienia. To doskonały grunt by szukać u innych osób tego, czego nie znajduje się we własnym domu. Jednak to strona, która dopuszcza się zdrady, ponosi większą odpowiedzialność. To ona musi się postarać, aby na nowo zbudować zaufanie w związku. Zdrada to ból, depresja i często rozpad związku, a na tym szczególnie cierpią również dzieci. Groźba rozstania często uświadamia człowiekowi, jak wiele może stracić.

Receptą na wybaczenie zdrady i dalsze życie we dwoje jest przede wszystkim szczera rozmowa. Nie krytyka i wzajemne oskarżanie, ale rozmowa o tym, czego po związku oczekujemy, a także o przyczynach, które przyczyniły się kryzysu w relacji. Najtrudniej wybaczyć zdradę, na której partner został nakryty. Docenić należy szczerość, kiedy mężczyzna sam przyznał się do romansu czy zdrady. Problem należy rozwiązać wspólnie i wyciągnąć wnioski. Obydwoje musicie chcieć naprawić błędy, wyciągnąć wnioski i dołożyć wszelkich starań, aby sytuacja więcej nie miała miejsca. Związek odbudować należy na nowych, sprawiedliwych zasadach.

 

Źródło:
Pro-Tom Security

 

 


Merkel niespodziewanie ostro skrytykowała rząd PiS. Miarka się przebrała: „Tu chodzi o podstawy spójności w Unii”

Kanclerz Niemiec Angela Merkel w niespodziewanie ostrych słowach odniosła się do sytuacji politycznej w Polsce. Podczas swojej dorocznej letniej konferencji prasowej w Berlinie Merkel powiedziała, że zarzuty łamania praworządności w Polsce to poważny temat, „bo zasady praworządności stanowią warunek współpracy w Unii Europejskiej”.

Angela Merkel. Fot. Źródło: dw.de

Nie możemy milczeć

Merkel dodała, że bardzo zależy jej na dobrych stosunkach z Polską, ale nie za wszelką cenę.

– Nie możemy milczeć i nic nie mówić, tylko dlatego, by uniknąć sporu. Tu chodzi przecież o podstawy spójności w Unii – stwierdziła. Niemiecka kanclerz zaznaczyła, że dyskusji o praworządności nie powinno łączyć się z rozważaniami o jedności Europy. – Unia Europejska nie byłaby Unią, gdybyśmy mieli jedność kosztem praworządności – powiedziała.

Angela Merkel podkreśliła, że bardzo poważnie traktuje to, co na temat sytuacji w Polsce ma do powiedzenia Komisja Europejska. Dodała, że przeprowadzi szeroką dyskusję na ten temat z przewodniczącym Komisji Jean-Claudem Junckerem, który jutro (30.08.2017) przyjeżdża do Berlina.

Polska pod lupą KE

Pod koniec lipca Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce postępowanie dyscyplinujące w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych. Władze w Warszawie twierdzą jednak, że przeprowadzane reformy są zgodne ze standardami europejskimi, a Komisja nie ma kompetencji, by je oceniać.

Jeżeli sporu między Warszawą a Komisją nie uda się załagodzić, sprawa może trafić przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Zlekceważenie jego wyroku może oznaczać dla Polski duże kary finansowe. Już w ubiegłym roku Komisja rozpoczęła przeciwko Polsce postępowanie w związku z kontrowersyjną reformą Trybunału Konstytucyjnego. Może się ono skończyć uruchomieniem artykułu 7. unijnych traktatów, który przewiduje możliwość odebrania Polsce prawa głosu w Radzie.

Zmiana tonu w Berlinie

Ostry ton wypowiedzi Angeli Merkel pod adresem władz w Polsce to nowość. Dotychczas niemiecka kanclerz była dość wstrzemięźliwa w otwartej krytyce rządu Prawa i Sprawiedliwości. W urzędzie kanclerskim wiedziano bowiem, że paradoksalnie może to wzmocnić polski rząd, wyraźnie grający na niemieckich resentymentach. W ostatnich miesiącach w nieoficjalnych wypowiedziach niemieckich dyplomatów słychać było jednak coraz większe zniecierpliwienie postępowaniem PiS-u.

Słowa Merkel o tym, że nie można dłużej milczeć i unikać konfliktu za wszelką cenę, mogą świadczyć o tym, że dla Berlina miarka się przebrała.

 

Redakcja polska / 

 


Rząd nie chce kompromisu, potrzebuje konfliktu, czyli jakie zamiary ma Beata Szydło, obrażając Emmanuela Macrona?

Jakie zamiary ma premier Beata Szydło, obrażając prezydenta Francji Emmanuela Macrona? Dlaczego PiS potęguje konflikt z KE? – zastanawia się „Süddeutsche Zeitung“.

„Rządzącym w Polsce udało się w ostatnich dniach dokonać rzeczy niemożliwej – stwierdza Daniel Brössler na wstępie komentarza „Szalone przedsięwzięcie” na łamach „Süddeutsche Zeitung” (SZ).

„Polski rząd w swojej enigmatyczności przebił nawet brytyjskich kolegów” – pisze niemiecki dziennik. „Torysi wywołują w Europie zamieszanie swoją osobliwą taktyką negocjacji i śmiałymi planami odnośnie czasu po brexicie”, ale przyświeca im jeden cel – chcą opuścić UE. Jaki cel przyświeca premier Polski Beacie Szydło, kiedy obraża prezydenta Francji Emmanuela Macrona? Dlaczego PiS zaostrza konflikt z Komisją Europejską? Przecież „nie chce opuścić UE” – zastanawia się autor. „A zatem czego chce?” – pyta SZ, wskazując, że polski rząd nie dał do tej pory europejskim partnerom „uczciwej i zrozumiałej odpowiedzi”.

Gruntowna izolacja

Zdaniem Daniela Brösslera w pierwszym rzędzie chodzi o wzmocnienie pozycji państw narodowych przy jednoczesnym ograniczeniu wpływów KE. I Polska realizując ten cel znajduje się być może w mniejszości, ale nie jest odosobniona. W rzeczywistości jednak Jarosław Kaczyński i „jego rządowi asystenci dawno już zrezygnowali z prawa do współdecydowania o kursie europejskiego statku” – konstatuje SZ.

Do tego potrzebni byliby sojusznicy, a długo już żaden rząd nie wyizolował się w UE „tak gruntownie jak polski”.

Dlatego zdaniem autora łatwo jest Emmanuelowi Macronowi pominąć Warszawę w sporze o rzekome dumpingowe płace dla pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej. SZ wskazuje, że nawet Czesi i Słowacy dystansują się od Polski, chociaż nadal są przeciwko unijnemu rozdzielnikowi uchodźców. Jedynym sojusznikiem są Węgry i Viktor Orban, który jednak w przeciwieństwie do Kaczyńskiego jest „mniej ideologiem, a bardziej cynicznym pragmatykiem”. SZ przypomina, że Orban zawiódł już Warszawę, kiedy polski rząd starał się nie dopuścić do reelekcji Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

„Kaczyński nie ma planu”

W opinii Brösslera Jarosław Kaczyński całkowicie się przeliczył, kiedy po zwycięstwie Donalda Trumpa w USA postawił na prawicowo-populistyczną falę w Europie. Porażka Marine Le Pen we Francji i Geerta Wildersa w Holandii pozostawiły Kaczyńskiego na ziemi niczyjej.

„Wydaje się, że Kaczyński nie ma planu i na pewno brakuje mu partnerów” – pisze monachijski dziennik, sugerując, że zapewne stąd bierze się osobliwa polityka szefa PiS, która ma „tak niewiele, a niekiedy nic wspólnego z realiami UE”.

„W rzeczywistości chodzi jeszcze tylko o Polskę – uważa SZ. A ponieważ Kaczyński nie będzie mógł „spolonizować Europy”, dlatego w jeszcze bardziej zdecydowany sposób realizuje swój plan „odeuropeizowania Polski”.

„To szalone przedsięwzięcie w kraju, w którym tylko 11 procent obywateli przyznaje, że ma negatywne skojarzenia z UE” – konstatuje SZ. Dodaje, że „ostatecznie Kaczyński i Szydło walczą nie przeciwko Macronowi czy Komisji Europejskiej, lecz przeciwko proeuropejskiemu nastawieniu we własnym kraju.

Przenieśli oni na płaszczyznę europejską pełen nienawiści i niejednokrotnie histeryczny ton, który Polacy dobrze znają z wewnątrzpolitycznego dyskursu”. Tym samym stają się za granicą nieznośni, ale „ta trucizna może działać we własnym kraju”.

Otoczeni rzekomymi wrogami Polacy powinni skupić się wokół własnego przywództwa. „Erozja demokracji i państwa prawa ma podwójne zastosowanie: umocnienie własnej władzy i odseparowanie od UE – pisze autor.

„Polski rząd nie chce kompromisu, potrzebuje konfliktu. I będzie on dla KE oraz państw Unii nie do uniknięcia. Muszą one jasno określić, że w UE jest miejsce tylko dla demokratycznych państw prawa” – kończy Brössler.

 

Redakcja polska /