Ceny mieszkań w Warszawie – gdzie najdrożej, a gdzie najtaniej?

Warszawa znajduje się na szczycie listy najdroższych mieszkań w całym kraju. Gdy chcemy zakupić lokum w stolicy, musimy przygotować się nawet na trzykrotnie wyższy wydatek niż w innych częściach Polski. Oczywiście, różnice cenowe dotyczą też poszczególnych obszarów Warszawy. Gdzie możemy kupić swoje „M” najtaniej, a gdzie najdrożej?

Ceny mieszkań w stolicy oscylują wokół 6-7 tysięcy za metr kwadratowy. To znacznie więcej niż w innych miastach w kraju. Podobne ceny dotyczą tylko wybranych miejscowości wypoczynkowych. Co ciekawe, w Warszawie więcej zapłacimy za mieszkania z drugiej ręki niż za te nowe. Wynika to głównie z faktu, że w centrum miasta znajdują się najczęściej mieszkania wybudowane przed laty. To właśnie w tej lokalizacji nieruchomości kosztują najwięcej. Nowe mieszkania powstają głównie w nieco dalszych dzielnicach, a co za tym idzie, ceny są tam także niższe.

Gdzie zapłacimy najwięcej za mieszkanie w Warszawie?

Zgodnie z danymi zebranymi przez BIQdata.pl najwięcej zapłacimy za mieszkania położone wzdłuż pierwszej linii warszawskiego metra, a także na Powiślu, które ostatnio cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Wysokie koszty dotyczą również Saskiej Kępy, Ochoty oraz Miasteczka Wilanów.

Widać również rosnące ceny mieszkań położonych wzdłuż drugiej linii metra. Coraz więcej zapłacimy za mieszkania na Pradze oraz pobliżu Dworca Wileńskiego. Warto przy tym wskazać, że ceny rosną także przez rozbudowę tak zwanej bliskiej Woli, gdzie powstają nowe inwestycje biznesowe.

Gdzie mieszkania w Warszawie są najtańsze?

Gdy zależy nam na tym, aby zapłacić za mieszkanie w Warszawie mniej, przede wszystkim powinniśmy poszukiwać lokali na obszarze takich dzielnic jak Wesoła, Targówek czy Wawer. Jeżeli nie odpowiada nam prawobrzeżna Wisła, w takim przypadku powinniśmy zapoznać się z mieszkaniami położonymi w dzielnicy Ursus, która ma najtańsze lokale położone na lewym brzegu Wisły.

Jeżeli interesują cię aktualne ceny mieszkań Warszawa, możesz sprawdzić je już teraz na portalach ogłoszeniowych lub bezpośrednio u deweloperów.

 

 


Jeśli Polacy chce być częścią UE, to trzeba im wyjaśnić, że polityka PiS prowadzi w przeciwnym kierunku

Jeśli większość Polaków chce być częścią UE, to trzeba wyjaśnić społeczeństwu, że polityka PiS prowadzi w przeciwnym kierunku, i że PiS chce modelu państwa, który panował przed rokiem 1989: z elementami gospodarki planowej, państwowymi monopolami, samorządami pod kontrolą państwa, państwem centralnym z Warszawy i uległymi sądami. – mówi w wywiadzie dla „Zeit Online“ Borys Budka, były minister sprawiedliwości i wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Borys Budka: Niezawisłe sądy i wolne media to fundament demokracji. Fot. Źródło: dw.de

Portal informacyjny „Zeit Online“ zamieścił wywiad z Borysem Budką, byłym ministrem sprawiedliwości i wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej. Budka, pytany o nadzieje jakie wiąże z poprawkami prezydenta Andrzeja Dudy do zawetowanych ustaw, nie kryje sceptycyzmu.

– Jestem zaniepokojony, że Duda podpisał trzeci projekt ustawy podporządkowującej prezesów sądów prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze, który jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości. To absolutnie niedopuszczalne, by w tej funkcji decydował on o powoływaniu sędziów – uważa Budka, dla którego planowana reforma jest ciosem w państwo prawa.

Były minister sprawiedliwości sugeruje także, jakie powody mógł mieć Duda, stawiając podwójne weto.

– Z jednej strony prezydent widział, że plany PiS mają charakter antykonstytucyjny i znoszą trójpodział władzy. Z drugiej strony była to polityczna kalkulacja – odpowiedział Budka, mając na myśli lipcowe protesty, jakie towarzyszyły reformie sądownictwa. Duda wie, że do reelekcji potrzebuje poparcia i teraz może być „opcją dla umiarkowanych wyborców”.

Warszawa: protesty przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości (lipiec 2017). Fot. Źródło: dw.de

Unia: przeciwko rządowi, a nie Polakom

Dziennikarz zapytał polityka także o to, jak UE powinna zareagować.

Unia – zdaniem Budki – powinna zająć jasną pozycję. – UE musi postawić Polsce ultimatum. Tylko wtedy, kiedy UE pozostanie nieustępliwa, rząd pójdzie na ustępstwa – mówi były minister sprawiedliwości, wyjaśniając, że sankcje dotyczyłyby w pierwszej linii społeczeństwa, które jest bardziej proeuropejskie niż obywatele innych krajów UE.

– UE musi pokazać bezwzględność, ale jednocześnie dać do zrozumienia, że nie jest ona skierowana przeciwko Polakom, tylko przeciwko rządowi – stwierdził polityk PO. Dodał, że rząd PiS chętnie „tworzy rzeczywistość, w której najwięksi wrogowie kraju pochodzą z zewnątrz, z Brukseli, Berlina, Moskwy”. – To osłabia pozycję Polski w UE – uważa Borys Budka.

„Wyjątkowa propaganda”

Poseł wyjaśnia także wysokie notowania PiS w sondażach, upatrując przyczyn w „wyjątkowej propagandzie”, jaką partia realizuje przy pomocy narodowych mediów, oraz w bardzo dobrej koniunkturze gospodarczej.

– Co wobec tego powinna zrobić opozycja? – pyta niemiecki dziennikarz.

– Jeśli większość Polaków chce być częścią UE (…), to trzeba wyjaśnić społeczeństwu, że polityka PiS prowadzi w przeciwnym kierunku, i że PiS chce modelu państwa, który panował przed rokiem 1989: z elementami gospodarki planowej, państwowymi monopolami, samorządami pod kontrolą państwa, państwem centralnym z Warszawy i uległymi sądami.

Kolejnym krokiem zdaniem Budki, który będzie „atakiem na wolność”, jest ustawa o mediach, za pomocą której – jak zaznacza polityk – rząd chce decydować, kto ma w Polsce prerogatywę interpretacji i co zostanie opublikowane.

– Jeśli w Polsce znikną wolne media, będzie to ostateczny powrót do czasów komunizmu. Niezawisłe sądy i wolne media to fundament naszej demokracji – konkluduje Borys Budka w wywiadzie dla portalu „Zeit Online”.

 

Redakcja polska 

 

 


Manualna czy automatyczna skrzynia biegów? – Fakty i mity

Odpowiedź na tytułowe pytanie to jedna z ważniejszych decyzji, którą podejmuje się przy zakupie nowego samochodu. Za wyborem manualnej lub automatycznej skrzyni biegów mogą przemawiać argumenty czysto pragmatyczne, jednak równie często motywy decyzji są subiektywne, a każde z rozwiązań ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników.

Toyota Auris HSD

Największą zaletą skrzyni manualnej jest przede wszystkim niższa cena wyposażonego w nią samochodu oraz wynikające ze względnej prostoty niższe koszty ewentualnych napraw. Pomimo, że do automatycznej skrzyni biegów najczęściej trzeba dopłacić podczas konfiguracji kupowanego w salonie samochodu coraz więcej Polaków wybiera właśnie takie rozwiązanie.

Czy samochód z automatem pali więcej?

Zwolennicy konwencjonalnych skrzyń biegów podkreślają, że wyposażone w nie samochody zużywają mniej paliwa, niż te same modele z klasycznym automatem. Kierowcy cenią sobie również bezpośrednie, mechaniczne sprzężenie silnika z kołami, pozwalające lepiej wyczuć samochód. Krytycy manualnych skrzyń biegów jako główną wadę wymieniają uciążliwość ciągłego wciskania sprzęgła i przestawiania lewarka podczas jazdy w korkach. Wskazują też na ryzyko włączenia biegu nieodpowiedniego dla danej prędkości.

Zalety przekładni automatycznej to przede wszystkim wygoda, zwłaszcza podczas jazdy w mieście – częste zatrzymywanie się i ruszanie wymaga operowania jedynie pedałami hamulca i gazu. Automat jest również bardzo tolerancyjny dla niewprawnych kierowców – nie dopuszcza do zgaśnięcia silnika przy ruszaniu i z definicji eliminuje problemy z niedopasowaniem obrotów do wybranego biegu. Przeciwnicy przekładni automatycznych krytykują zwiększone zużycie paliwa, wynikające ze strat energii w przekładni hydrokinetycznej, a także niemożliwość wykorzystania pełnej dynamiki silnika, spowodowaną przez zbyt wczesną zmianę biegów przez automat zoptymalizowany pod kątem oszczędności oraz powolne przełączanie przełożeń.

Okazuje się jednak, że te obiegowe opinie są w przypadku nowoczesnych automatycznych skrzyń biegów nieaktualne – wspomniane wady były przez konstruktorów stopniowo eliminowane. Zastosowanie elektronicznego sterowania sprawiło z czasem, że automaty trafiły do samochodów wyczynowych, zapewniając dynamikę jazdy lepszą, niż skrzynie manualne.

Przykładem może być legendarna Toyota AE86 „Hachi-Roku”, w której zastosowano czterobiegowy automat z blokowaniem przekładni hydrokinetycznej, pozwalającym wyeliminować jej „poślizg” i związane z tym straty. Czterobiegowa przekładnia Aisin A340E, opracowana dla flagowej limuzyny Lexusa – LS 400, trafiła również do sportowej Toyoty Supry.

Automatyka trafia również do przekładni manualnych

W miarę rozwoju przekładnie automatyczne zyskują coraz większą liczbę biegów, co umożliwia utrzymywanie silnika przez coraz dłuższy czas w zakresie optymalnych obrotów i przyczynia się do dalszej oszczędności paliwa. W roku 1998 Lexus LS 400 zyskał pięciobiegową skrzynię Aisin A650E z automatyczną redukcją przełożenia podczas zjazdu ze zbocza. Pięć lat później do Lexusa LS 430 trafiła sześciobiegowa przekładnia A761E z trybem sekwencyjnym i systemem AI-SHIFT, dopasowującym tryb zmiany biegów do stylu jazdy kierowcy. W roku 2007 w LS 460 zastosowano pierwszą w świecie przekładnię automatyczną o ośmiu przełożeniach AA80E o czasie zmiany biegów zaledwie 350 milisekund, którą wykorzystano również z wyczynowych Lexusach RC F i GS F. Rekordzistką pod względem liczby przełożeń jest dziesięciobiegowa automatyczna przekładnia flagowego coupe Lexus LC 500.

Tymczasem automatyka wkracza również do… manualnych skrzyń biegów. Toyota złożyła w USA wniosek patentowy, opisujący manualną przekładnię wyposażoną w urządzenie umożliwiające automatyczne wyłączanie sprzęgła i przełączanie na „luz”, gdy pojazd swobodnie toczy się po jezdni (co może zmniejszyć zużycie paliwa) oraz inteligentną blokadę, uniemożliwiającą włączenie biegu nieodpowiedniego dla danej prędkości.

Ile trzeba dopłacić do automatycznej skrzyni biegów?

Rozwój technologiczny sprawia, że automatyczne skrzynie biegów są coraz lepsze, bardziej niezawodne i dostępne praktycznie w każdej klasie oferowanych na rynku samochodów – od pojazdów miejskich, aż po limuzyny i SUV-y klasy premium. W przypadku tych ostatnich producenci poszli krok dalej i coraz rzadziej oferują możliwość wyboru manualnej skrzyni biegów.

Ile trzeba dopłacić do automatycznej skrzyni biegów? Biorąc pod uwagę najpopularniejszy w Polsce segment C cenniki przewidują wzrost bazowej ceny danego modelu o około 5 do 10 tys. zł (przy cenie samochodu na poziomie 50 – 80 tys. zł). Warto przy tym dodać, że w przypadku coraz bardziej popularnych w Polsce samochodów z napędem hybrydowym automatyczna skrzynia biegów nie wymaga dopłaty, a samochód kosztuje przy tym tyle, co analogicznie wyposażony egzemplarz z silnikiem diesla.

(df) thefad.pl / newsrm.tv


Prezerwatywa jest starsza niż myślisz

Mogłoby się wydawać, że prezerwatywa  wrażenie, że skoro dopiero wtedy doszło do tak ogromnego wzrostu seksualnej wolności, wcześniej jego najważniejszy atrybut, jakim jest zabezpieczenie po prostu nie był obecny.

Tymczasem metody zabezpieczenia analogiczne do współczesnej prezerwatywy istniały już w starożytności, zaś prezerwatywa we współczesnym rozumieniu tego słowa zaczęła być wykorzystywana w Europie już pod koniec XV w. Warto przyjrzeć się rozwojowi prezerwatywy, dzięki któremu dzisiaj możemy cieszyć się bezpiecznym seksem.

Starożytne prezerwatywy

Jak było już wspomniane powyżej, prezerwatyw używano już w czasach starożytnych, a konkretnie Egipcie faraonów. Używano wówczas zabezpieczenia stworzone z naoliwionych pęcherzy zwierzęcych lub delikatnego papirusu. Wydaje się jednak, że wówczas użycie zabezpieczenia nie było powszechne. Był to raczej środek bezpieczeństwa w sytuacji, gdy istniały ryzyko zarażenia chorobą lub spłodzenia dziecka z kochanką. Podobnych wyrobów używali również starożytni Grecy i Rzymianie.

Panika matką wynalazku

Dalszy rozwój prezerwatywy dokonał się w nowoczesnej Europie. Był on konsekwencją wyprawy do Nowego Świata, ponieważ żeglarze Kolumba przywieźli ze sobą do Europy zarazę kiły. Nieuleczalność choroby, jej szybkie rozprzestrzenianie się i powodowane przez nią deformacje ciała spowodowały wytworzenie się powszechnej paniki. Nic dziwnego więc, że dużo myślało się o sposobach na ochronę przed nią. Dlatego w latach 60. XVI wieku Gabrielle Fallopia napisał traktat, w którym przedstawił pomysł lnianego pokrowca na członek, który miał oferować ochronę przed epidemią.

Rozpowszechnienie prezerwatywy było zjawiskiem, które ze zrozumiałych powodów wzbudziło w części społeczeństwa moralną panikę. O ile bowiem celem opracowania współczesnej prezerwatywy miała być ochrona przez zarazą, dosyć szybko zauważono, że oferuje ona również ochronę przed niechcianą ciążą. Tak naprawdę jednak zabezpieczenie przed ciążą było przez wiele wieków mocno wątpliwe, ponieważ dopiero w pierwszej połowie XX w. zaczęła być wprowadzana technologia testowania kondomów.

Prezerwatywy w obecnym kształcie

Czytając o starszych technologiach wytwarzania prezerwatyw, łatwo zauważyć brak jednego istotnemu elementu, którym jest… guma. Chociaż obecnie korzysta się w produkcji prezerwatyw również z innych materiałów, współcześnie kondom kojarzy nam się wciąż przede wszystkim z lateksem. Guma została wynaleziona dopiero w pierwszej połowie XIX w. i niedługo po jej pojawieniu się zaczęła być wykorzystywana do produkcji kondomów.

Nie oznacza to jednak, że prezerwatywy produkowane w XIX w. mogą zostać uznane za zabezpieczenie dorównujące współczesnej technologii. Jak było już wspomniane powyżej, nie było wówczas jeszcze wprowadzone testowanie prezerwatyw i wczesne prezerwatywy nie były ani szczególnie wygodne, ani skuteczne. Co wydaje nam się dzisiaj absurdalne, prezerwatywę uważało się wówczas za produkt wielokrotnego użytku.

Co ciekawe, wprowadzenie lateksowych prezerwatyw miało miejsce dzięki pracy urodzonego w Polsce chemika Juliusa Fromma. W następnych dekadach dokonało się znaczne udoskonalenie technologii produkcji, dzięki czemu lateksowe prezerwatywy stawały się coraz bardziej bezpieczne i wygodne. Obecnie zaś ostatnim krzykiem mody są prezerwatywy wykonane z poliprozenu czy poliuteranu, materiałów cieńszych niż lateks, a przez to w mniejszym stopniu ograniczających doznania. Wygląda na to, że w nadchodzących dekadach prezerwatywa będzie wciąż rozwijała się w bardzo interesujące sposoby!

 

 

Źródło: świat-prezerwatyw.pl

 


Magdalena Środa: Troll to osobowość, uwielbia przykładać słabszym. A „żyd”, w języku polskim dla trolla to wyzwisko

Nawet jeśli troll to jest ktoś, kto zarabia na tym, że jest chamski (taka jego praca) to zarazem jest kimś, kto taki sposób zarabiania wybiera.

Fot. pixabay

Można usprawiedliwiać trolla, że to konieczność, „każdy z czegoś musi żyć!”; ludzie kiedyś żywili wszy żeby zarobić, tyle że dzisiaj mamy nieco więcej możliwości.

Sądzę więc, że troll to nie praca, ale osobowość. Ludzie rodzą się trollami i dopiero internet umożliwia im samopoznanie. Niektórzy po prostu lubią pluć i zapewne w niczym nie są tak dobrzy. Trollowanie daje więc pieniądze i poczucie dumy, że się trafnie opluło.

Najbardziej martwi mnie to, że wśród trolli (wszystko jedno czy zawodowych czy „z natury” lub z przekonania) są również kobiety. Nie dlatego, żebym myślała, że kobiety są łagodniejsze, ale dlatego, że przez setki lat były grupą wykluczoną (z edukacji, pracy, polityki, nawet we własnym domu nie miały praw), więc powinny być bardziej wrażliwe na opresję innych i mniej ich opresjonować.

Gdy czytam post, jakiejś zapewne miłej, pani, która nie wiedząc jak mnie obrazić nazywa mnie „żydówką” (Żydzi to grupa chyba najbardziej opresjonowana w dziejach ludzkości) to sobie myślę czy ona w ogóle myśli?

Bo to, że przeciętny troll uwielbia przykładać słabszym – to raczej normalne. Ale trollica?! Słabsza jeszcze słabszym?? Bo „żyd”, w języku polskim to nie przynależność etniczna czy kulturowa ale wyzwisko.

Jak już ktoś nie ma wyobraźni lub – przeciwnie – ma resztki poczucia wstydu (trolle z reguły nie znają tego uczucia) to używa innych dosadnych określeń odnoszących się z reguły do opresjonowanych kobiet takich jak k… czy dziwka, ale jak już jest na samym trollim dnie to korzysta z chwytów nazistowskiej propagandy. Brrr…

Ciekawe ilu trolli pracowało lub współpracowało z gestapo?

 

Magdalena Środa


Rysa w polskim obozie rządowym

Podwójne weto prezydenta zniszczyło jedność w obozie rządowym. Umiarkowani deputowani już sondują szanse dla własnej partii prezydenckiej – pisze warszawski korespondent DW Paul Flückiger.

Andrzej Duda. Fot. Źródło: dw.de

Prawie tydzień po nawałnicach na północy kraju wciąż jeszcze 3,5 tys. gospodarstw domowych było bez prądu. Zanim pierwsi przedstawiciele rządu spotkali się z ofiarami nawałnic, musiały minąć trzy dni. Szkody są ogromne: sześć osób straciło życie, zniszczonych zostało ok. 4 tys. domów i 38 tys. hektarów lasu. Dopiero we wtorek 15 sierpnia do akcji przystąpiło wojsko, wcześniej szkody usuwali miejscowi strażacy.

Późna reakcja Warszawy i fakt odcięcia od prądu stały się kwestią polityczną. Dla wielu powodem opóźnienia jest wewnętrzna walka w PiS. Po tym, jak pod koniec lipca prezydent Andrzej Duda zawetował dwie ustawy reformy sądownictwa partią Jarosława Kaczyńskiego wstrząsają niepokoje. Przez prawie 20 miesięcy nikt przecież nie odważył się sprzeciwić Kaczyńskiemu.

Wrocław protesty przeciwko reformie sądownictwa. Fot. Źródło: dw.de

Podział w partii

Po stronie Dudy stanął wicepremier i minister edukacji Jarosław Gowin. Z kolei minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ostro skrytykował prezydenta. Również inni deputowani, chcąc przypodobać się Kaczyńskiemu, nie szczędzą ataków na Dudę.

Oficjalnie nie ma żadnej wojny na szczycie partii – podkreśla PiS. W partii jednak wrze, a niepokój wzmaga nieobecność Kaczyńskiego, który przebywa na urlopie. – Weto było wielkim błędem – powiedział Kaczyński przed wyjazdem, ale wyraził nadzieję, że będzie to jedyne takie posunięcie Dudy.

Emancypacja Dudy

Prezydent zapowiedział, że do jesieni przedstawi Sejmowi propozycje legislacyjne dotyczących ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Pałac Prezydencki podkreśla odtąd co kilka dni, że reforma jest potrzebna i prezydent chce dążyć w tym samym co rząd kierunku. Ale już w połowie sierpnia w tradycyjnym przemówieniu w Święto Wojska Polskiego Duda publicznie poruszył spór z ministrem obrony Antonim Macierewiczem, zarzucając mu traktowanie wojska jako swojej prywatnej armii.

Kaczyński: podwójne weto prezydenta było błędem. Fot. Źródło: dw.de

Odżył także długo ukrywany konflikt o ambasadorów z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim. Jako prezydent państwa Duda jest nie tylko dowódcą w czasie pokoju, ale ma także coś do powiedzenia w polityce zagranicznej. Do tej pory nie kwestionował jednak poczynań ministrów Kaczyńskiego.

Nowa „Partia Prezydencka”?

W kręgach liberalnej opozycji odżyły już nadzieje na rozłam w obozie rządowym i powstanie „Partii Prezydenckiej”. Ta – jak donoszą polskie media – mogłaby powstać we współpracy z Kukiz’15. Rozmowy z przywódcami różnych obozów miały już miejsce – piszą przychylne rządowi media.

Dla Andrzeja Dudy jego silniejsza pozycja jest ważna także przez pryzmat kolejnych wyborów prezydenckich. Duda ma nadzieję na reelekcję w 2020. Do tej pory poparcie PiS dla jego drugiej kadencji uchodziło za pewne. Teraz jednak w obozie Kaczyńskiego pojawiają się wątpliwości. Hardlinerzy chcą naciskać na prezydenta groźbami, by ponownie działał na modłę Kaczyńskiego.

Na razie nie wiadomo, jak będą wyglądały legislacyjne propozycje Dudy i jak PiS na nie zareaguje. A ponieważ nie ma żadnych terminów głosowania, w Warszawie spekuluje się, czy jego poprawki nie trafią do szuflady. Kaczyński z kolei ma nadzieję, że w następnych wyborach parlamentarnych zapewni sobie większość konstytucyjną, którą dysponuje na Węgrzech Viktor Orban. Wtedy nie byłby już zdany na dobrą wolę prezydenta.

 

Redakcja polska / 


Cuchnący patriotyzm

Handlują narodowymi symbolami. Zrobili jarmark z Powstania. Zawłaszczyli i zbeszcześcili pamięć o bohaterach. To jest ich patriotyzm: krzykliwy, na pokaz, do zarabiania pieniędzy i nic nie znaczący.

Ten patriotyzm cuchnie nacjonalizmem i faszyzmem, jakąś „dumą narodową”, która jest odwrotnie proporcjonalna do inteligencji, wiedzy, kultury, otwartości, tolerancji, przyzwoitości.

Ten ich patriotyzm dziś to faszystowskie marsze pod flagami antysemityzmu, homofobii, ksenofobii, nietolerancji, przemocy, chamstwa i złego smaku.

Ten patriotyzm trwający tak długo jak długo wypite piwo płynie w żyłach. To nieznajomość polskiej historii, kultury, literatury, poezji, tego co stanowi duszę kraju i narodu. To nieczytatnie nawet jednej książki w roku. To nienawiść do elit, to skrywana chęć palenia książek, to wielbienia osiłkostwa, prawa pięści, karabinów i faszystowskich rytuałów z pochodniami.

To patriotyzm czarno-biały, instant, łatwo przyswajalny, bez żadnego błonnika i wartości odżywczych. To patriotyzm obojętny na zapuszczone groby Powstańców, na pomoc chorym i biedujący bohaterom. To patriotyzm sprzedawany w pakiecie pogardy dla praw kobiet, mniejszości seksualnych, religijnych, narodowościowych, losu zwierząt, stanu przyrody, czystości powietrza. To patriotyzm wywożący śmieci do lasu, wrzucający pety do jeziora i zostawiający psie kupy na trawniku.

To patriotyzm strachu. Najeżony racami, kijami i bronią, skrywający w środku lęk przed obnażeniem umysłowego skarlenia, ośmieszeniem się, ujawnieniem prawdy oczywistej. To patriotyzm zakrzykujący własny wstyd, własną małość, świadomość nieadekwatności, uproszczone myślenie i brak argumentów.

To patriotyzm dla mas, które już były, są i znowu będą. To nic nowego, te lasy rąk salutujacych Seig Heil już były. Te wyprężone ramiona zawsze wskazują gwiazdy Dawida i różowe trójkąty na ubraniach, klosze lamp i mydło z ludzkich odpadów, obozy dla zdradzieckich mord, kanalii i roznosicieli pasożytów i pierwotniaków.

To wszystko już było. Ci, którzy nie uczą się z historii, muszą ją przerabiać ponownie.

 

Jolanta Sacewicz


Córka Wałęsy komentuje postępowanie IPN sprawie zeznań swojego ojca dot. TW „Bolek”: Boli mnie serce

Po sierpniu 1980r. SB kontynuowało walkę ze mną dostarczając podrabiane materiały przeciw mnie internowanej p. Walentynowicz, czy Komitetowi Noblowskiemu. O podrabianiu materiałów informował wielokrotnie IPN i sprawcy do tego się przyznali. – podkreślił Lech Wałęsa odnosząc się do wszczętego przez IPN postępowania karnego w sprawie złożenia fałszywych zeznań dotyczących dokumentów TW „Bolek”.

Magdalena Wałęsa. Fot. Źródło: Facebook/Magdalena Wałęsa

IPN prowadzi postępowanie karne w sprawie złożenia przez Lecha Wałęsę fałszywych zeznań dot. dokumentów TW „Bolek”. Chodzi m.in. o wypowiedzi byłego prezydenta, w których zanegował autentyczność dokumentów znalezionych w domu Czesława Kiszczaka.

Lech Wałęsa kategorycznie zaprzecza, jakoby współpracował z SB.

Nigdy nie współpracowałem ze służbami PRL i nigdy nie byłem po stronie komunistycznej. – oświadczył były prezydent.

Boli mnie serce

– Boli mnie serce. Mój ojciec, którego nie miałam, jest niszczony. – skomentowała na Facebooku postępowanie IPN córka Lecha Wałęsy Magdalena Wałęsa.

– Znam mojego tatę. Można mu wiele zarzucić, ale nie to, że zdradził, że się sprzedał, że współpracował z SB. – napisała. Poprosiła też znajomych na Facebooku, którzy uważają inaczej o opuszczenie grona jej znajomych.

(df) thefad.pl 


Czy jesteśmy zagrożeni atakiem terrorystycznym? Czy Polska może znaleźć się na liście potencjalnych zamachów?

Atak w Barcelonie jest spowodowany uczestnictwem w operacji „Inherent Resolve” na Bliskim Wschodzie – oceniła w rozmowiez PAP ekspertka ds. terroryzmu z Collegium Civitas Magdalena El Ghamari. Jej zdaniem, ze względu na nasze zaangażowanie w operację, Polska także jest potencjalnie zagrożona atakiem.

Atak terrorystyczny w Nicei, 14 lipca 2016. Zamachowiec ciężarówką potrącił osoby spacerujące po Promenadzie Anglików (Promenade des Anglais). W wyniku zamachu zginęło 87 osób w tym zamachowiec, a ponad 200 osób zostało rannych. Fot. Twitter

– Al-Amak, czyli agencja prasowa Państwa Islamskiego oświdczyła, że atak w Barcelonie jest spowodowany uczestnictwem (Hiszpanii) w operacji „Inherent Resolve”, która ma miejsce na Bliskim Wschodzie – mówimy o Iraku i Syrii – powiedziała PAP kierownik Pracowni Bezpieczeństwa Kulturowego Centrum Badań nad Ryzykami Społecznymi i Gospodarczymi Collegium Civitas Magdalena El Ghamari.

Jak wyjaśniał ekspertka, zaangażowanie Hiszpanii w operację sprowadza się do dostarczania pomocy humanitarnej i szkoleń sił irakijskich.

– Patrząc w kontekście uczestnictwa w operacji „Inherent Resolve” my jako Polska jesteśmy też mocno zaangażowani, a na pewno dużo bardziej niż Hiszpanie – powiedziała El Ghamari.

Na liście potencjalnych zamachów, według ekspertki znajdują się Włochy i Rosja. Jednocześnie El Ghamari zaznaczyła, że potencjalny atak ma nie tylko wymiar propagandowy i wymiar medialny, ale też ma na celu skłócenie społeczeństwa od wewnątrz.

– Od miesięcy widzimy, co się dzieje w kontekście kryzysu medialnego, w kontekście terroryzmu i to, jak łatwo każdego człowieka ze sobą skłócić, jeżeli chodzi o kwestie, które są związane bezpośrednio z bezpieczeństwem i narodowym, i międzynarodowym – mówiła. Jak dodała, „niestety Polska tutaj na mapie tych potencjalnych ataków byłaby celem, który uwydatniałby tę zmianę taktyki, więc trzeba to oczywiście brać pod uwagę”.

Zapytana o sposoby działania terrorystów, ekspertka podkreśliła, że dzisiaj „nie trzeba mieć materiałów wybuchowych, nie trzeba mieć broni palnej, w zasadzie można korzystać ze wszystkich elementów, które są dookoła nas”. Jak tłumaczyła, materiały propagandowe podpowiadają przyszłym terrorystom, żeby używać motocykli, używać samochodów czy furgonetek.

 

Kurier PAP


Czy Donald Trump jest przy zdrowych zmysłach?

Czy 71-letni Donald Trump jest dostatecznie „stabilny”, aby dalej sprawować swój urząd? To pytanie nurtuje wielu. Ale teraz reprezentantka Demokratów z Kalifornii naprawdę chce poznać odpowiedź.

Czy Donald Trump jest przy zdrowych zmysłach? – pyta Zoe Lofgren reprezentantka Demokratów z Kalifornii. Fot. Źródło: dw.de

Zoe Lofgren jest od 1995 r. przedstawicielką Demokratów w Izbie Reprezentantów. Teraz zamierza zmusić prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa do badania lekarskiego – także stanu jego umysłu. Odpowiedni wniosek w tej sprawie reprezentantka Kalifornii złożyła w Kongresie w Waszyngtonie

Wczesne stadium demencji?

Celem badania jest stwierdzenie, czy 71-letni Republikanin Trump jest dostatecznie „stabilny”, aby dalej sprawować swój urząd.

Gdyby się okazało, że wyniki badań wskazywałyby na to, że tak nie jest, Trump musiałby zostać usunięty z urzędu przez wiceprezydenta Mike Pence’a i członków rządu. Lofgren powołuje się na art. 25 amerykańskiej konstytucji, która przewiduje to przy określonych przesłankach.

W informacji prasowej 69-letnia reprezentantka Demokratów wskazuje na kwestie, które – w jej opinii – wymagają wyjaśnienia:

– Czy prezydent ma pierwsze objawy demencji starczej?

– Czy stres związany ze sprawowaniem urzędu pogłębił zaburzenia psychiczne wpłyłwające na kontrolę impulsów?

– Czy emocjonalne zaburzenia są tak znaczne , że nie jest on w stanie wykonywać obowiązki?

– Czy prezydent jest umysłowo i emocjonalnie stabilny?

Coraz więcej wątpliwości

W Stanach Zjednoczonych coraz więcej osób ma wątpliwości, czy Donald Trump spełnia wymagania stawiane wobec prezydenta USA.

Przed kilkoma dniami republikański senator Bob Corker podał to w wątpliwość. Do dzisiejszego dnia prezydent Trump nie dostarczył zaświadczenia o zdolności do pełnienia urzędu, stwierdził przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych.

 

Redakcja polska /