Korea Północna. Skąd bierze się nienawiść Koreańczyków do USA?
Społeczeństwo Korei Płn. od 60 lat żyje w nienawiści do USA. Propaganda działa, ponieważ wciąż żywa jest pamięć wojny koreańskiej, zakonserwowana w latach 50.
Korea Płn. to kraj niewyobrażalnego, notorycznego niedostatku. Ale jedno, co bezbłędnie tam działa, to skuteczna maszyneria propagandowa. Już w przedszkolu i podręcznikach szkolnych podsyca się nienawiść do Stanów Zjednoczonych połączoną ze strachem przed „imperialistycznym agresorem” z Waszyngtonu. Skutecznie pomaga to propagandzie opierającej się na kolektywnym doświadczeniu wojny koreańskiej. Wojna ta wyciska piętno na realiach życia i świadomości ludzi w Korei Płn. do dziś, także z tego względu, że wcale się nie skończyła. Nigdy nie zawarto traktatu pokojowego. Na 38. równoleżniku od ponad 60 lat mówi się tylko o zawieszeniu broni.
Ale wracając do początków trzeba podkreślić, że wojna ta została wywołana przez Północ Korei. Wojska północnokoreańskie 25 czerwca 1950 przekroczyły 38. równoleżnik. Pjongjang chciał w ten sposób wymusić zjednoczenie półwyspu podzielonego od czasów II wojny światowej. Jeżeli obecnie amerykański prezydent Donald Trump grozi Korei Płn. „ogniem, gniewem i nieokiełznaną potęgą”, podkreślając że z Koreą Płn. „mogą stać się rzeczy, których nawet sobie nie wyobraża”, to słowa te wpisują się zarówno w narrację Pjongjangu jak i w historyczne doświadczenia tego państwa.
Kiedy amerykański szef departamentu obrony James Mattis ostrzega północnokoreańskich przywódców przed „wyniszczeniem własnego narodu”, zrozumiałe jest, że odnawia się podsycana przez propagandę narodowa trauma.
Naloty dywanowe
Wyniszczenie narodu Północni Koreańczycy już raz przeżyli w latach 1950-53. Były to trzy lata nalotów dywanowych. Korea Płn. była bezustannie atakowana z powietrza przez amerykańskie myśliwce, bez cienia litości dla ludności cywilnej – jak podkreśla amerykański historyk Bruce Cumings, klasyfikujący te działania jako zbrodnię wojenną. W tamtym czasie na Koreę Płn. Amerykanie zrzucili więcej bomb i napalmu niż w II wojnie światowej w walce z Japończykami w regionie Pacyfiku. Na skutek tych ataków zginęło około 20 proc. ludności. Te dane szacunkowe pochodzą od generała Curtisa LeMaya, który w czasie wojny koreańskiej kierował strategicznym dowództwem sił powietrznych. Jak sam powiedział w wywiadzie z 1984 r., „bombardowaliśmy każde miasto na ten czy inny sposób, także kilka miast w Korei Płd. Przez pomyłkę zniszczyliśmy nawet Pustan w Korei Płd.”.
Ówczesny szef departamentu stanu Dean Rusk, który w czasie wojny koreańskiej w departamencie stanu odpowiedzialny był za Azję Wschodnią, stwierdził, że pomiędzy 38. równoleżnikiem i chińska granicą bombardowaliśmy każdą cegłę i wszystko co się poruszało. Mieliśmy totalną przewagę sił powietrznych i zrównaliśmy Koreę Płn. z ziemią”.
MacArthur chciał rzucić bombę atomową
Północni Koreańczycy słyszeli także już groźby użycia broni atomowej z ust amerykańskiego generała Douglasa MacArthura.
Głównodowodzący wojsk alianckich w obszernym wywiadzie z 1954 r. wyraził rozczarowanie faktem, że nie pozwolono mu zrealizować planu zakończenia wojny w ciągu 10 dni. Plan ten przewidywał użycie 30 do 50 bomb atomowych. Dodatkowo jeszcze MacArthur chciał na granicy Korei Płn. z Chinami zrobić zakazaną strefę. W pasie szerokości 5 km na granicznej rzece Yalu chciał rozrzucić radioaktywny kobalt, co miało powstrzymać Chiny przed dalszym wspieraniem Korei Płn. Departament Stanu i ONZ udaremniły jednak ten plan.
Do kłopotliwych historycznych prawd, o których na Zachodzie chętnie się zapomina, należy pamięć, która żywa jest w Korei Płn., m.in. o masakrach dokonywanych przez amerykańskich żołnierzy w No Gun Ri. Świat dowiedział się w roku 1999, że pod mostem rozstrzelano tam setki uciekających ludzi.
Jednak jeszcze gorsze były antykomunistyczne czystki w południowokoreańskiej armii. Tuż po rozpoczęcie wojny w południowej części Korei dokonywano egzekucji prawdziwych lub domniemanych komunistów i sympatyków Korei Płn. – Za wiedzą i na oczach amerykańskich oficerów. Relacje i zdjęcia dokumentujące te zbrodnie przez całe dziesięciolecia były trzymane pod kluczem. Udostępniono je dopiero w roku 2008 r. Komisja Prawdy i Pojednania powołana przez byłego prezydenta Roh Moo-Hyuna, który był wcześniej działaczem obrony praw człowieka, oszacowała liczbę ofiar tych czystek na prawie sto tys. Niektóre z tych masakr przypisywano Północnym Koreańczykom, którzy sami też dokonywali brutalnych czystek.
Małgorzata Matzke / Redakcja polska ![]()
Magdalena Środa: Kaczyński i Macierewicz dobrze czuliby się w spektrum możliwości lidera Korei Północnej
Uważnie przyglądam się wieściom z Korei Północnej. Jak w soczewce bowiem skupiają się tam wszelkie cechy ustrojów despotycznych. Można by nawet powiedzieć, że to śmieszna karykatura takich ustrojów, gdyby nie to, że sytuacja jest wybitnie niebezpieczna.
Korea Północna jest dobrą okazją dla refleksji o tym co jest obecnie (i zawsze) zagrożeniem dla świata.
Bynajmniej nie są to globalne kryzysy, lecz pewien typ mężczyzny: narcystycznego, wylęknionego (bo rozdęty militaryzm jest z reguły wynikiem tchórzostwa jakiegoś lidera), psychopatologicznego, kogoś, kto nie ma żadnej potrzeby komunikacji z innymi ludźmi lub panicznie się ich boi. Boi się też realnego życia, dlatego żyje w świecie mitów lub utopii. I zawsze marzy o własnej nieśmiertelności.
Gdy tak patrzę na Kim Dżong Una myślę o Polsce.
Macierewicz i Kaczyński dobrze czuli by się w spektrum możliwości, które daje dziś liderowi Korea Północna. Z nikim nie trzeba rozmawiać, nikt niczego nie kontroluje, media w jednym ręku, wydatki na wojsko – nieograniczone, podziw ludu zapewniony no i ten czerwony guziczek, który można wcisnąć gdy ego przywódcy nie jest dość doceniane…
Magdalena Środa
Roman Giertych: Dlaczego pomimo katastrofalnych wpadek, nie spada poparcie dla PiS?
O Wielką Polskę
Mając na urlopie czas, zastanawiałem się jakie są przyczyny tego, że pomimo katastrofalnych wpadek wizerunkowych, które doświadcza PiS każdego praktycznie dnia, nie spada dla nich poparcie.
Oczywiście można wiele spekulować odnośnie wad liderów opozycji, którzy nie potrafią przyciągnąć wyborców. Jednakże przyczyna musi być głębsza, skoro nawet takie oczywiste błędy jak wejście J. Kaczyńskiego na mównicę i wykrzykiwanie obelg do przeciwników, nie zmieniają ogólnego poparcia dla PiS.
Co jest więc tym czynnikiem, który powoduje, że olbrzymia część Polaków nadal chce głosować na PiS, pomimo ich nieudacznictwa, arogancji, buty, skłonności do dyktatury etc.?
Moim zdaniem tym czynnikiem jest to, że PiS, jako jedyna partia w Polsce, proponuje jakąkolwiek odpowiedź na rosnące narodowe aspiracji Polaków.
Polska w ciągu ostatnich kilkunastu lat bardzo się wzbogaciła. Grupy establishmentu o przekonaniach lewicowych uznały więc, że naturalnym procesem społecznym wzrostu zamożności będzie wzrost konsumpcjonizmu i idąca za tym liberalizacja społeczeństwa w kierunku indywidualizmu.
Proces ten bowiem można było obserwować w większości społeczeństw Europy Zachodniej. Wzrost dobrobytu oznaczał w tych społeczeństwach wzrost indywidualnych aspiracji. Dlatego też liberalne gazety uznały, że nadszedł czas na realizację rewolucji kulturowej na wzór tej, która ogarnęła Europę w 1968 roku.
Pamiętamy dobrze jak wielu dziennikarzy atakowało Donalda Tuska za to, że nie realizował postulatów ideowych środowisk LGTB. Tymczasem społeczna odpowiedź Polaków na wzrost bogactwa była i jest zupełnie różna od tej, która nastąpiła w Europie Zachodniej.
Rozwiązanie podstawowych problemów egzystencjalnych u większości ludzi nie zamieniło się w dalszy wzrost aspiracji konsumpcyjnych, lecz we wzrost aspiracji narodowych!
Polska różni się w sposób zdecydowany od krajów Europy Zachodniej. I ta różnica ma dwojaki wymiar.
Po pierwsze nie jesteśmy krajem tak zsekularyzowanym, a po drugie (i to może jest ważniejsze) Polacy mają częściowo duszę zachodnią, ale częściowo duszę wschodnią.
Pamiętajmy, ze w Rosji w ogóle sukces osobisty nie wpływa na poparcie dla władz. Liczy się tylko kwestia realizacji aspiracji narodowych. Putin mógł obniżyć poziom życia, byle przywrócił Rosji Krym. I ma zapewnione poparcie.
Dlatego też w Polsce (która społecznie jest hybrydą wschodu i zachodu) nastąpił po wzroście dobrobytu wzrost aspiracji narodowych. Obserwujemy wybuch postaw patriotycznych: marsze patriotyczne, kult weteranów, grupy rekonstrukcyjne, odbudowa zamków, stroje patriotyczne etc.
Narracja PiS, która nawiązuje do tych nastrojów jest jedyna jaka istnieje. Wstawanie z kolan, reparacje od Niemców, lekceważenie Brukseli, obrona terytorialna, dekomunizacja ulic, wywalanie pomników sowieckich, stawianie portu centralnego etc. są to wszystko w większości głupie lub płytkie formy tej narracji stanowiącej odpowiedź na wzrost aspiracji narodowych, ale jedyne jakie istnieją w przestrzeni publicznej.
Jaka jest na to rada? Opozycja, aby wygrać następne wybory musi zaproponować mądry program realizacji aspiracji narodowych. Program, który będzie nie tylko pustą wydmuszką, tak jak w przypadku PiS, ale programem realnym, zdolnym w rzeczywistości zrealizować częściowo uzasadnione aspiracje narodowe.
Jaki to może być program?
Przykładowo: wzrost eksportu towarów na cały świat (gwarancje kredytowe), zbudowanie potężnego narodowego przewoźnika, który latałby do prawie wszystkich krajów świata, program przyjęcia i nadania obywatelstwa milionom emigrantów ze wschodu, stworzenie możliwości dla polskiej bandery morskiej, aby rejestrować znacznie więcej statków, budowanie potężnej armii zdolnej do samodzielnej obrony w oparciu o najnowocześniejsze technologie etc., stworzenie uniwersytetów zdolnych konkurować z najlepszymi uczelniami zachodu itd.
Musi być to program realny i realizowany w oparciu o opcję prozachodnią, a nie antyzachodnią.
Zwróćcie Państwo uwagę, że w ciągu ostatnich dwóch lat jeden tylko raz PiS utracił rolę lidera w sondażach. Zdarzyło się to wtedy, gdy przy okazji wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję stało się jasne, że wstawanie z kolan zakończyło się spektakularnym upadkiem. Naruszyło to dumę narodową i chwilowo doprowadziło do spadku poparcia dla partii rządzącej.
Jednak po kilku miesiącach, brak oferty dla wzmożonych aspiracji narodowych spowodował, że ludzie wrócili do popierania jedynej partii, która w swej narracji o te aspiracje dba.
Warto, abyśmy jako opozycja szybko tę prawdę zrozumieli, gdyż w przeciwnym wypadku żadna siła w następnych wyborach z PiS nie wygra.
Roman Giertych
Rośnie liczba wniosków Ukraińców domagających odszkodowań i zwrotu przedwojennych majątków w Polsce
Polskie Archiwa Państwowe odnotowują dużą liczbę wniosków od obywateli Ukrainy w sprawie wydania poświadczonych dokumentów potwierdzających własność nieruchomości i majątków z okresu II RP. Według ustaleń serwisu Kresy.pl „chodzi o dokumenty poświadczone urzędowo, które mogłyby być wykorzystywane np. w sprawach sądowych i procesach administracyjnych, w tym dotyczących odszkodowań za pozostawione w Polsce mienie”.
Jak wynika z ustaleń serwisu kresy.pl, który powołuje się na Archiwum Państwowe w Przemyślu, Ukraińcy jako powód pozyskania stosownych poświadczeń podają konieczność doszukania się dokumentów potrzebnych do ubiegania się o Kartę Polaka (także Kartę stałego pobytu), których celem jest potwierdzenie obywatelstwa polskiego.
Nieoficjalnie jednak mówi się, że obywatele Ukrainy od kilku lat składają sporą liczbę wniosków o wydanie dokumentów archiwalnych, potwierdzających własność nieruchomości w okresie międzywojennym. Przy czym – jak twierdzą kresy.pl – uzyskanie Karty Polaka wydaje się być tylko pretekstem.
Z dokumentów pozyskanych przez serwis wynika jednak, że wnioski te najczęściej składają potomkowie Ukraińców wysiedlonych po wojnie do ZSRR.
Powołując się na zaufanego informatorora, serwis twierdzi, że masowe działania Ukraińców nie są przypadkowe i mogą być koordynowane przez ośrodek we Lwowie i nie jest przypadkiem, że Ukraińcy zaczęli masowo składać tego rodzaju wnioski.
Ukraińcy zaczynają składać wnioski nie prywatnie, ale poprzez działające w Polsce wyspecjalizowane w tym zakresie kancelarie prawne. Wnioskując z pisma jednej z kancelarii adwokackiej w Polsce za pośrednictwem której przeszukiwane są dokumenty archiwalne, o odszkodowania mają starać się m.in. rodziny ofiar akcji „Wisła”, przesiedlonych z Polski na Ukrainę w 1945 roku, którzy nie otrzymali żadnej nieruchomości zamiennej.
Akcja „Wisła”
Przyjmuje się, że „Akcja Wisła” rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku. W ciągu trzech miesięcy przeniesiono przymusowo ponad 140 tysięcy Ukraińców. Ludność ukraińska zmuszana była do opuszczania swoich domów w ciągu 2-3 godzin. Pozwalano jej zabrać jedynie 25 kilogramów bagażu. Wysiedlone wsie rabowano, a następnie palono. Ukraińców niejednokrotnie bito i torturowano.
Przeprowadzano również selekcje w celu wykrycia członków UPA i jej sympatyków. Podejrzanych kierowano do obozu koncentracyjnego w Jaworznie. W sumie trafiło tam blisko 4 tysiące osób, w tym ponad 700 kobiet i dzieci. 160 Ukraińców poniosło w nim śmierć, której przyczyną był głód, choroby i stosowane w obozie tortury.
Akcję „Wisła” zakończono 31 lipca 1947 roku. Wg danych Sztabu Generalnego WP w jej ramach wysiedlono 140 575 Ukraińców, Łemków i członków rodzin mieszanych. Równolegle z wysiedleniami prowadzono działania przeciwko UPA. W ich wyniku rozbita została ukraińska partyzantka. Zginęli prawie wszyscy jej dowódcy.
Warto wspomnieć, że w 1990 woku Akcję „Wisła” potępił Senat Rzeczypospolitej Polskiej, w 2002 roku ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski wyraził ubolewanie z powodu przeprowadzenia tej akcji. W styczniu 2007 Światowy Kongres Ukraińców zażądał od Polski oficjalnych przeprosin za akcję „Wisła”, jak również wypłacenia odszkodowań dla jej ofiar.
(df) thefad.pl / Źródło: kresy.pl
Niemcy kochają nagość i ma to długą tradycję

Redakcja polska
Nagość nie musi być automatycznie utożsamiana z seksem. Ten, kto korzysta z sauny, może potwierdzić, że golizna bywa czasem wręcz aseksualna.
Niemcy w porównaniu z Francuzami czy Włochami uchodzą raczej za nieprzystępnych i zasadniczych. Jednak w jednej kwestii nie mają sobie równych. Niemcy słyną z tego, że w określonych miejscach czy sytuacjach, niezależnie od figury, wieku czy stopnia sprawności fizycznej rozbierają się do naga. I nie odczuwają przy tym wstydu czy zażenowania. Nie czeka ich też za to żadna kara czy wyszydzanie.
Sauny koedukacyjne
Ulubionym sposobem spędzania przez Niemców wolnego czasu są sauny i łaźnie parowe. Wg danych Niemieckiego Związku Saunowego do sauny chodzi regularnie 30 mln Niemców, w tym 17 mln mężczyzn i 13 mln kobiet. W całych Niemczech można się doliczyć 2300 saun. Kto zajrzy do środka, może stwierdzić, że korzystanie z sauny koedukacyjnej nie sprawia nikomu różnicy. Mało kto chowa się za ręcznikiem, bo Niemcy przywykli do nagości i na nikim nie robi wrażenie oponka tłuszczu na brzuchu czy wymyślny piercing w okolicach intymnych.

Na goło na balkonie lub w ogrodzie
W Niemczech można teoretycznie opalać się nago w ogrodzie lub na balkonie. Jednak najlepiej w czasie, kiedy sąsiedzi są w pracy. W innym wypadku mogą złożyć oficjalne zażalenie. Od 2006 r. obowiązuje w Niemczech przepis, który zezwala na zamontowanie na balkonie lub w ogrodzie ścianki, która chroni przed wścibskimi spojrzeniami. Pod warunkiem, że pasuje ona stylistycznie do charakteru budynku.
FKK – kultura wolnego ciała
Nago na rowerze, na korcie tenisowym, na plaży – tak żyją w Niemczech wyznawcy FKK (Freie Koerper Kultur), narodzonej pod koniec XIX wieku kultury wolnego ciała w myśl zasady „w zdrowym ciele zdrowy duch”. W latach 30 – 40-tych ubiegłego wieku ruch ten został mocno ograniczony przez narodowy socjalizm, gdyż nudystów traktowano jak degeneratów. Jednak z czasem naziści stwierdzili, że promowany kult ciała pasuje do ich ideologii. Ruch rozkwitł ponownie po II wojnie światowej i rzesze amatorów FKK można było spotkać zarówno w Niemczech Zachodnich jak i w NRD. Niemieccy zwolennicy nagości podkreślali i nadal podkreślają, że ich styl życia nie ma nic wspólnego z seksem czy pornografią, lecz chodzi o fitness i niczym nieograniczoną swobodę ruchu. W 1963 r. Niemieckie Stowarzyszenie Kultury Wolnego Ciała przyłączyło się nawet do Niemieckiego Związku Olimpijskiego
Trzeba dodać, że władze NRD sprzyjały ruchowi FKK, jako dowodowi na wolność obywateli i ruch ten praktycznie przetrwał głównie dzięki Niemcom Wschodnim.
Aczkolwiek Związek FKK cierpi obecnie na brak młodzieży, liczy wciąż 40 tys. członków w różnych grupach wiekowych. Naturyści spotykają się organizując wędrówki, turnieje siatkówki, pływania – naturalnie nago.
Plaże nudystów
Pierwszą plażę nudystów stworzono w 1920 r. na północno-fryzyjskiej wyspie Sylt. Dzisiaj takie plaże można znaleźć na wyspach Borkum, Norderney, Amrum jak i na wyspie Uznam czy na wyspie Rugii. Plaże dla nudystów są zawsze dobrze oznaczone. I rzadko zagląda tam ten, kogo razi nadmiar golizny.
REDAKCJA POLECA
Piotr Fronczewski zabrał głos przeciwko reformie sądownictwa. Pawłowicz: Stanął tam, gdzie dawniej stało ZOMO
Na fali protestów przeciwników reform sądownictwa wprowadzanych przez PiS, powstał na Facebooku profil #WolneSądy. W ramach tej akcji kilka dni temu pojawi się film nagrany przez Piotra Fronczewskiego.
Wybitny aktor zdecydował się zabrać głos, w obronie sądów i przeciwko reformie sądownictwa.
– Niezależne od władzy sądy i niezawiśli sędziowie mają nas chronić, zwykłych obywateli, przed opresją ze strony władzy. Mają kierować się prawem, a nie lojalnością wynikającą z partyjnego nadania – mówi Piotr Fronczewski.
– Naprawdę nie interesuje Cię polityka? Nie interesuje Cię sprawa niezależności sądów i trybunałów? Uważasz, że polityczne sterowanie sądami i nominowanie sędziów nie ma wpływu na twoje życie? – pyta w nagraniu.
„Piotr Fronczewski i kolejny przykład historii, która może przytrafić się każdemu z nas. Posłuchajcie i zastanówcie się sami – jak mogłaby w tej sytuacji wyglądać rozprawa przed sędzią, zależnym od polityków? #WolneSądy”
Fronczewski stanął tam, gdzie dawniej stało ZOMO
Do apelu Piotra Fronczewskiego odniosła się posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.
Pan Piotr Fronczewski, bardzo dobry aktor właśnie świadomie/?/ przyłączył się do oficerów byłej SB, mazgułów od „kulturalnego stanu wojennego”, bojówek zadymiarzy nienawidzących modlących się ludzi i „wyjątkowej kasty”, której „sprawiedliwości” najwyraźniej jeszcze w swym życiu miał szczęście nie poznać. – oceniła postawę Piotra Fronczewskiego Pawłowicz i stwierdziła, że dziś aktor stanął tam, gdzie dawniej stało ZOMO.
Można jeszcze jakoś zrozumieć niektóre rozhisteryzowane emerytowane i przedemerytalne koleżanki ze sceny pana Fronczewskiego. Ale jego – szkoda, bo w pamięci o nim pozostanie już – jak plama – ta jego ostatnia, niestety, antypolska „rola”. – napiasała.
Scena jednak bardzo odgradza od realnego życia, a izolowanymi łatwo ,jak widać, TVN-owi, gazWyb.(Gazecie Wyborczej – przyp red.), różnym piątym kolumnom, histerykom i cwaniakom manipulować. – stwierdziła Pawłowicz.
Oto mój coming out: uwielbiam Piotra Fronczewskiego. Jest dobrem narodowym. I proszę uprzejmie Go nie obrażać, to niezwykle niestosowne.
— Maciej Orlos (@MaciekOrlos) 12 sierpnia 2017
(df) thefad.pl / Źródło: facebook.com/WolneSady, facebook.com/KrystynaPawlowicz
Co Niemcy powinni zrobić ze spuścizną Hitlera? Zniszczyć czy zachować nazistowskie symbole?
70 lat po śmierci Adolfa Hitlera w wielu miejscach w Niemczech nadal można napotkać ślady jego działalności. I nie ustaje debata o tym, czy tę spuściznę należy zniszczyć czy zachować.
Sigrid Peters jest organistką w 1000-letnim kościele we wsi Herxheim am Berg w południowo-zachodnich Niemczech. Była oburzona, gdy odkryła, że jeden z kościelnych dzwonów ma wygrawerowaną pokaźną swastykę i napis upamiętniający Hitlera.
– Nie może być tak, że podczas chrztu dziecka rozbrzmiewa taki dzwon – mówi emerytowana nauczycielka muzyki.
„Dzwon Hitlera” został umieszczony w kościele w 1934 roku. Sigrid Peters nie chce wierzyć, że nikt w okolicy nie wiedział o umieszczonych na nim nazistowskich symbolach.
Złe brzmienie bez swastyki?
Burmistrz Ronald Becker chciałby jednak pozostawić dzwon na swoim miejscu.
– Skoro coś funkcjonuje, to dlaczego mamy to zastępować czymś innym? – pyta. – Poza tym po usunięciu swastyki i napisu dzwon stałby się lżejszy i brzmiałby inaczej. – Dzwon to zdaniem burmistrza „część lokalnej historii i wioska powinna się z tym zmierzyć”.
Lokalny historyk i przewodnik Eric Hass uważa, że nazistowskie symbole powinno się zachowywać.
– Nie powinniśmy naszej mrocznej historii zamiatać pod dywan ani jej wypierać. Wprawdzie byłoby to najprostsze rozwiązanie, ale moim zdaniem to niedobry kierunek – mówi 46-latek, podkreślając, że wielu ludzi niewiele wie o nazizmie i że symbole takie jak „dzwon Hitlera” z Herxheim to dobra okazja do przekazywania wiedzy.
Takich miejsc i symboli jest w Niemczech więcej. W bawarskim mieście Hof w kościele z 1939 roku wisi obraz, na którym obok Jezusa widnieje postać o rysach Adolfa Hitlera. Pomimo kontrowersji parafia zdecydowała się pozostawić obraz na swoim miejscu.

Przed domem urodzenia Hitlera w Branau stoi tablica upamiętniająca ofiary obozu koncentracyjnego Mauthausen. Fot. Źródło: dw.de
„Nazistowski kościół” w Berlinie
W berlińskim kościele Marcina Lutra zbudowanym w latach 1933-1935 na jednej z płaskorzeźb za postacią Jezusa stoi żołnierz Wehrmachtu. Jest tam też kandelabr ozdobiony krzyżem żelaznym.
W przyszłości kościół ma być – przy zachowaniu swoich funkcji sakralnych – ośrodkiem edukacji, w którym symbole nazistowskie zostaną osobno wyeksponowane.
Dziedzictwo Hitlera jest obecne nawet w słynnej katedrze w Kolonii, która znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Można tam zobaczyć kamienie ze swastyką.
Usuwanie symboli
W tym roku minister obrony Ursula von der Leyen wydała stosowne zarządzenie, nakazujące uuwanie nazw i symboli z epoki nazizmu z koszar wojskowych. Bundeswehra ma podkreślać, że nie wywodzi się z tradycji Wehrmachtu.
W ramach powojennej denazyfikacji alianci usunęli z miejsc publicznych wiele nazistowskich symboli. Amerykanie wysadzili w powietrze gigantyczną swastykę zdobiącą teren zjazdów partii NSDAP w Norymberdze. Zburzono hotel Berghof w Alpach, gdzie Hitler przyjmował swoich gości oraz jego berlińską kwaterę.
W austriackim Branau nadal stoi dom, w którym Hitler przyszedł na świat. Decyzją sądu dom zostanie odebrany właścicielce i przebudowany w taki sposób, by nie był atrakcyjnym miejscem dla neonazistów.
(df) thefad.pl / Monika Sieradzka / Redakcja polska ![]()
Kim są kontrmanifestanci miesięcznic smoleńskich w ocenie Cejrowskiego?
Wojciech Cejrowski w „Minęła 20” w TVP Info ocenił kim są uczestnicy kontrmiesięcznicy smoleńskiej.
Jego zdaniem kontrmanifestanci „nienawidzą Polski i Polaków”, „to są czerwone pająki”, „to są ZOMOwcy”, „to są UBcy”, „to są bandyci i ich krewni”.
W. Cejrowski w #Minęła20: kontrmanifestanci nienawidzą Polski i Polaków. To są czerwone pająki, bandyci #wieszwiecej #miesiecznica pic.twitter.com/nNx7tGRufN
— TVP Info (@tvp_info) 10 sierpnia 2017
(df) thefad.pl
Kaczyński ujawnia kiedy zakończy miesięcznice smoleńskie i kiedy będzie mógł powiedzieć: Koniec!
W czwartek wieczorem tradycyjnie w archikatedrze warszawskiej odbyła się msza święta w intencji ofiar katastrofy 10 kwietnia 2010 roku. Potem uczestnicy obchodów przeszli Krakowskim Przedmieściem przed Pałac Prezydencki.
J .Kaczyński :”Póki nie zwyciężymy, to nie skończymy”.Ale perspektywa drodzy rodacy …#PolandDefendsDemocracy #DośćMiesięcznicSmoleńskich pic.twitter.com/2rcrxDsgvH
— Grzegorz Furgo (@GrzegorzFurgo) 10 sierpnia 2017
Przed Pałacem Prezydenckim prezes PiS wyraził nadzieję, że niedługo staną pomniki upamiętniające ofiary katastrofy.
– Wierzę, że wtedy, tak to się składa, po 96. marszach, a ofiar było przecież 96, będziemy mogli powiedzieć „koniec”. Kończymy, bo zwyciężyliśmy, ale póki nie zwyciężymy, to nie skończymy i nikt nie zdoła nam w tym przeszkodzić – mówił Kaczyński o tym, kiedy zamierza zakończyć organizowanie marszów z okazji miesięcznic.
(df) thefad.pl
Donald Trump i Kim Dzong Un – Dwóch takich, którzy są do siebie uderzająco podobni, przynajmniej w sferze werbalnej
Niemiecka prasa komentuje wypowiedź Donalda Trumpa, który na groźby Korei Północnej chce reagować „złością i furią”. Komentatorzy dostrzegają podobieństwa obu przywóców.
„Die Welt” zastanawia się, dlaczego zapowiedź Donalda Trumpa, iż na groźby Pjongjangu gotów jest odpowiedzieć „złością i furią”, pojawiają się po uchwaleniu możliwie najsurowszych sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz dlaczego prezydent USA pisze na Twitterze o potędze nuklearnej Stanów Zjednoczonych?
Odpowiedź na te pytania wydaje się prosta: – Bo chce pokazać Chinom, że mówi poważnie. Przez Chiny przechodzi 95 proc. północnokoreańskiego eksportu, a „Trump sądzi, że Pekin mógłby Kimowi bardzo łatwo podciąć żyły”.
Opiniotwórczy „Die Welt” wątpi jednak, czy takie metody zrobią na Chinach wrażenie na tyle, by wsparły USA. „Interesy Pekinu są bowiem zupełnie inne niż interesy USA” – czytamy w dzienniku.
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze, że narastający od dłuższego czasu konflikt napawa troską z tego powodu, że także po stronie USA pojawił się element niepewności.
Impulsywny amerykański przywódca
„Impulsywny amerykański przywódca to wprawdzie nowicjusz”, jednak zaskakująco szybko przyswaja sobie północnokoreańską retorykę. Teraz należy mieć tylko nadzieję, że ktoś na polu golfowym opowie Trumpowi o kryzysie kubańskim. Zwierzchnikowi amerykańskich sił zbrojnych przydałby się także błyskawiczny kurs o znaczeniu wiarygodności w strategiach odstraszania”, – pisze w komentarzu „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Cierpliwość i współpraca międzynarodowa
„Handelsblatt” uważa, że najważniejsza będzie teraz cierpliwość i dobra współpraca międzynarodowa – dziedziny, które amerykańskiemu prezydentowi i jego ludziom pozostają obce.
Dziennik nie wyklucza jednak także pokojowego scenariusza dla Półwyspu Koreańskiego. W końcu prezydent USA zadeklarował gotowość do negocjacji z Pjongjangiem, a sekretarz stanu Tillerson szuka dyplomatycznych rozwiązań, mimo że jeszcze niedawno głosił koniec „strategicznej cierpliwości” USA wobec Korei Północnej.
„Pokój w regionie jest tak samo możliwy jak wojna”, konkluduje ekonomiczny „Handelsblatt”.
Dwóch takich, którzy są do siebie uderzająco podobni
„Frankfurter Rundschau” dostrzega podobieństwa między Donaldem Trumpem i przywódcą Korei Północnej. „Spotkało się dwóch takich, którzy są do siebie uderzająco podobni, przynajmniej w sferze werbalnej”.
Jednak, jak czytamy w komentarzu, ze słów ludzi władzy przebija przede wszystkim niepewność co do dalszego rozwoju wypadków. Kim rozwinął wprawdzie swój atomowy potencjał, jednak nie udało mu się podnieść standardu życia społeczeństwa, co ogłaszał jako swój cel. „Teraz, gdy Chiny ograniczają handel z Koreą Północną, nie może być już o tym mowy”, podkreśla dziennik.
(df) thefad.pl / Redakcja polska













