Rusza Przystanek Woodstock. Bez niemieckich strażaków. Komu przeszkadzali?
W Kostrzynie nad Odrą rusza Przystanek Woodstock. Po raz pierwszy od lat do zabezpieczenia imprezy nie zaproszono strażaków z Niemiec. Dla wielu osób to niezrozumiała decyzja.
Przystanek Woodstock to największy festiwal muzyczny w Polsce. Każdego roku na imprezę, organizowaną przez Jurka Owsiaka, przyjeżdżają setki tysięcy gości. Wśród nich tysiące Niemców. Festiwal odbywa się bowiem w Kostrzynie nad Odrą – mieście leżącym na polsko-niemieckiej granicy.
Dla wielu mieszkańców Berlina i Brandenburgii Przystanek Woodstock to stały punkt na festiwalowej mapie. Od lat impreza była też okazją do współpracy dla straży pożarnych po obu stronach granicy. Niemieccy strażacy pomagali polskim kolegom w zabezpieczeniu festiwalu. W tym roku jest jednak inaczej. Niemcy – mimo gotowości do pomocy – nie zostali do Kostrzyna zaproszeni. Dla wielu osób to niezrozumiała decyzja.
Symbol współpracy
Krzysztof Dobies – rzecznik Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która organizuje festiwal, powiedział w rozmowie z niemieckim dziennikiem Deutsche Welle, że bardzo chciałby myśleć o całej sprawie w kategoriach nieporozumienia.
– Być może centrala Państwowej Straży Pożarnej nie do końca miała świadomość tego, jakie znaczenie ma współpraca z niemiecką strażą na tym festiwalu – ocenił.
Krzysztof Dobies podkreślił, że nie chodzi o to, iż WOŚP nie ufa polskiej straży pożarnej.
– Wręcz przeciwnie, uważamy, że polska straż jest bardzo profesjonalna i doskonale przygotowana do zabezpieczenia Przystanku. Polska straż angażuje ogromne środki i my to doceniamy. Natomiast udział strażaków niemieckich traktujemy jako symbol współpracy i przyjaźni polsko-niemieckiej, współpracy transgranicznej. I chcemy, żeby ten symbol był zachowany – powiedział.
Dobre doświadczenia z lat ubiegłych
Braku zaproszenia dla niemieckich strażaków nie rozumie kierownik Urzędu ds. zabezpieczenia przeciwpożarowego i klęsk żywiołowych we Frankfurcie nad Odrą Helmut Otto. Jak mówi, osłabia to współpracę polskich i niemieckich służb ratowniczych, która w jego ocenie rozwijała się dotychczas doskonale.
– W ostatnich latach współpraca w ramach Przystanku Woodstock przebiegała bardzo pozytywnie, w konstruktywnej, profesjonalnej i przyjaznej atmosferze. Dlatego ubolewamy nad tym, że tym razem nie możemy w tym uczestniczyć – powiedział.
Helmut Otto zaznaczył, że Polacy poradzą sobie bez niemieckiej pomocy.
– Polska straż to absolutni profesjonaliści od których możemy się także uczyć i w przeszłości wiele się nauczyliśmy. Ale tu chodzi też o symbolikę, kiedy tego typu imprezy są zabezpieczane razem. Zwłaszcza kiedy obecnych jest tylu gości z Niemiec – stwierdził.
MSWiA: proszę pilnować granicy
Argument symboliki polsko-niemieckiej współpracy i dobrych doświadczeń z lat ubiegłych najwyraźniej nie przemawia jednak do polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Po interwencji ze strony premiera Brandenburgii Dietmara Woidkego, wiceszef resortu Jakub Skiba napisał, że Przystanek Woodstock odbywa się na terytorium RP i podlega procedurom ustanowionym w polskim prawie. Skiba podkreślił, że w tym roku, choćby ze względu na zagrożenie terrorystyczne, zabezpieczenie imprezy będzie bazować na krajowym systemie ratowniczym, który jest spójny i odpowiednio profesjonalny. MSWiA dało też do zrozumienia, że wspomniane zagrożenie terrorystyczne może napływać z Niemiec, dlatego poprosiło o lepsze zabezpieczenie granicy.
Dietmar Woidke, który jest zarazem koordynatorem rządu Niemiec ds. kontaktów z Polską, pytany o całą sprawę nie krył zaniepokojenia. Jak powiedział, współpraca polskich i niemieckich służb ratunkowych w regionie przygranicznym jest normalnością od ćwierćwiecza. – Dlatego niepokoi mnie, że teraz próbuje się tej współpracy przeszkodzić – stwierdził. Woidke dodał, że najwyraźniej w Warszawie jest ktoś, komu ta współpraca się nie podoba.
Komu przeszkadzali niemieccy strażacy?
Krzysztof Dobies z WOŚP dodaje, że każdego roku na Przystanek Woodstock przyjeżdża kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi z Niemiec.
– Jest to jedno z największych, jeśli nie największe, spotkanie młodzieży polskiej i niemieckiej. I nie jest to spotkania oparte na konfrontacji, tylko czas kiedy się rozmawia, jest ze sobą. Często wspominamy wspólną wizytę prezydentów Bronisława Komorowskiego i Joachima Gaucka na Woodstocku, która też podkreślała ten polsko-niemiecki wymiar tej imprezy – powiedział.
Zamieszania wokół udziału niemieckiej straży nie rozumieją sami mieszkańcy Kostrzyna nad Odrą.
– Strażacy z Niemiec zawsze byli na Przystanku i nikomu to nie przeszkadzało – mówią spacerowicze w parku w centrum miasta. Co ciekawe, także sami lubuscy strażacy żałują, że tym razem nie będą mieli wsparcia od niemieckich kolegów. – To jasne, że by się przydali, potrzebne są wszystkie siły – mówią w nieoficjalnych rozmowach.
Wojciech Szymański / Redakcja polska ![]()
Dlaczego rząd polski chce domagać się reparacji wojennych jedynie od Niemiec, a nie od Rosji?
Dlaczego rząd polski chce – po raz kolejny – domagać się reparacji wojennych jedynie od Niemiec, a nie od Rosji?

Winston Churchill, Franklin Delano Roosevelt i Józef Stalin na konferencji w Jałcie (1945). Fot. wikipedia.org
Szkody wojenne wyrządzone Polsce przez Niemcy były oczywiście dużo większe, ale Polska przecież otrzymała już ok. 100 tysięcy kilometrów kwadratowych „Ziem Odzyskanych” należących wcześniej do Rzeszy. Z miastami i fabrykami. Plus całe mienie prywatne, komunalne i państwowe należące do Niemców tak na tych terenach, jak i w przedwojennej Polsce. Ponadto konferencja w Poczdamie ustaliła, że niemieckie reparacje wojenne dla Polski będą wypłacane z części reparacji przypadającej na ZSRR, którego prawnym kontynuatorem jest współczesna Rosja.
Natomiast od ZSRR Polska nigdy nie otrzymała rekompensaty tak za ziemie zagarnięte przez to państwo w wyniku II wojny światowej, jak i za mienie prywatne ludzi, którzy tam wcześniej mieszkali. Na mocy układów z republikami sowieckimi z 1944 r. państwo polskie wzięło na siebie wypłacanie odszkodowań swoim obywatelom.
No to może czas zażądać za to choćby przekazania udziałów w Gazpromie i Rosniefcie? 😉
Jasne, że Putin odrzuci takie roszczenia. Ale Niemcy zrobią to samo, więc co za różnica?
Jacek Sierpiński
Donald Tusk: Nie ma w Polsce telewizji publicznej
W Prokuraturze Krajowej stawił się o godzinie 10 były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Zostanie przesłuchany w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej.
– Będę przesłuchiwany w sprawie smoleńskiej – powiedział Donald Tusk w drodze do prokuratury w Warszawie podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami. – To jest sprawa, z którą muszę się uporać. Muszę to wziąć na swoje barki – mówił.
Były premier przypomniał, że zeznawał już przed prokuraturą po katastrofie smoleńskiej. – Bardzo szczegółowo wszystko wyjaśniałem. Moim zdaniem nie ma takiej potrzeby, ale jestem obywatelem, więc mam swoje obowiązki – ocenił przy tym, że nie sądzi, iż dysponuje wiedzą, która może cokolwiek zmienić w śledztwie
Nie ma w Polsce telewizji publicznej
– Dlaczego zabroniliście otwierać trumien po katastrofie w Smoleńsku? – wypalił nagle dziennikarz, który przedstawił się jako Łukasz Sitek z gdańskiej TVP.
– Nie ma telewizji publicznej w Polsce, także pozwoli pan, że nie będę odpowiadał na pana pytanie – odpowiedział Donald Tusk.
„Ma się czego obawiać”
Donald Tusk odniósł się do słów Jarosława Kaczyńskiego cytowanych przez Madio Maryja. Prezes PiS miał powiedzieć:
„Ma się czego obawiać. To jest jedna sprawa, są inne. Ja lojalnie powiedziałem pani Merkel w Warszawie, że może być różnie z Donaldem Tuskiem, żeby jednak brała to pod uwagę, jeśli go popiera na przewodniczącego Rady Europejskiej. To nie zostało przyjęte do wiadomości”
– To potwierdza obawy bardzo wielu ludzi, że Jarosław Kaczyński marzy o takim wymiarze sprawiedliwości, który będzie wobec niego dyspozycyjny – powiedział Donald Tusk.
J.Kaczyński – „D.Tusk ma sie czego obawiać” – subtelny sygnał dla prokuratury?
— Rafał Trzaskowski (@trzaskowski_) 3 sierpnia 2017
(df) thefad.pl
„Zjadamy” naszą planetę. W ciągu 8 miesięcy zużyliśmy zasoby, które powinny wystarczyć na cały rok
W 2017r. już 2 sierpnia przypada Dzień Długu Ekologicznego, w którym zużyjemy zasoby Ziemi, na których odtworzenie nasza planeta potrzebuje całego roku. „Zjadamy” naszą planetę w zastraszająco szybkim tempie.
Ziemia nie będzie w stanie nas utrzymać
W ciągu 8 miesięcy zużyliśmy zasoby, które powinny wystarczyć na cały rok – od dziś żyjemy zatem na ekologiczny kredyt, „pożyczając” zasoby od przyszłych pokoleń. Jeśli nie ograniczymy naszej konsumpcji oraz nie zmienimy naszych codziennych nawyków, Ziemia nie będzie w stanie nas utrzymać.
WWF regularnie mierzy ślad ekologiczny ludzkości, który określa wpływ człowieka na środowisko naturalne. Wskazuje on, ile zasobów naturalnych z lądu i wody ludzie potrzebują, by zaspokoić swoje potrzeby oraz ile potrzebuje natura, żeby zaabsorbować wyprodukowany przez nas dwutlenek węgla (CO2). Wielkość śladu ekologicznego zależy m.in. od wzrostu liczby ludności, poziomu konsumpcji na osobę i sposobu wykorzystania zasobów naturalnych. Dominującym składnikiem naszego śladu ekologicznego (60%) jest dwutlenek węgla, który pochodzi ze spalania paliw kopalnych.
Dzień Długu Ekologicznego przypada coraz wcześniej
– Wycinamy lasy w szybszym tempie, niż są w stanie się odtworzyć, przeławiamy populacje ryb, które się nie odradzają i emitujemy więcej dwutlenku węgla do atmosfery, niż lasy są w stanie pochłonąć. – mówi Jakub Skrzypczyk z WWF Polska – Już w tej chwili zużywamy o 70% zasobów więcej, niż Ziemia jest w stanie zregenerować. Każdego roku, Dzień Długu Ekologicznego przypada coraz wcześniej – w 1993 r. był to 21 października, a w 2003 r. 22 września. Jeśli podtrzymamy ten trend w 2020 roku będziemy potrzebowali 2 planet, żeby utrzymać obecny styl życia.
Zmiany klimatyczne, zmniejszanie się powierzchni lasów, degradacja gleby, kurczenie się zasobów wody pitnej i wymieranie gatunków to tylko niektóre efekty rosnącego śladu ekologicznego. W ciągu ostatnich 45 lat całkowita liczebność gatunków zwierząt kręgowych spadła o 58%. Coraz częstsze nagłe zmiany pogodowe powodują także, że życie w wielu miejscach świata staje się coraz trudniejsze.
W Polsce zużywamy więcej zasobów, niż przeciętnie na świecie
– W Polsce zużywamy więcej zasobów, niż przeciętnie na świecie. – tłumaczy Jakub Skrzypczyk z WWF Polska – W trosce o nasze własne bezpieczeństwo, dobrobyt i zdrowie musimy podjąć działania zmierzające do ograniczania naszego śladu ekologicznego. Ziemię mamy tylko jedną, więc musimy nauczyć się mieścić w granicach jej możliwości regeneracyjnych.
Źródło: WWF
Polskie drogi należą do najbardziej niebezpiecznych w Europie
Doroczny raport Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu wykazał, że w Polsce liczba osób, które w 2016 r. poniosły śmierć w wypadku drogowym w przeliczeniu na miliard przejechanych kilometrów, jest największa w Europie. Polska ma również jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności w wypadkach drogowych na milion mieszkańców. Zdaniem autorów raportu poprawa bezpieczeństwa na europejskich drogach postępuje zbyt wolno.
Polska osiągnęła najwyższy wynik w zestawieniu krajów z największą liczbą śmiertelnych ofiar wypadków na miliard przejechanych kilometrów – rezultat ten jest ponad dwukrotnie gorszy od europejskiej średniej. W zeszłym roku Polska słabo wypadła także pod względem wskaźnika śmiertelności w wypadkach drogowych, który wyniósł 78,7 na 1 mln mieszkańców. To o wiele więcej niż europejska średnia (51).
W 2016 r. życie na europejskich drogach straciło 25 670 osób. Według Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu najczęstszymi przyczynami śmiertelnych wypadków są nadmierna prędkość, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, rozproszenie uwagi kierowcy, np. z powodu korzystania z telefonu w czasie jazdy, oraz nieużywanie pasów bezpieczeństwa.
(df) thefad.pl / Źródlo: newsrm
Macierewicz: Niemcy mogę jedynie zadośćuczynić i spłacić straszliwy dług, jaki zaciągnęły wobec narodu polskiego
– Nie jest prawdą, że państwo polskie zrzekło się reparacji należnych nam ze strony Niemiec. To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się tej części reparacji, które związane były z obszarem państwa też marionetkowego, sowieckiego NRD. – mówił w TVP Info minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.
W ocenie Macierewicza że PRL, zrzekła się części reparacji tylko w charakterze „pewnego aktu publicystyczno-politycznego” – Zresztą nigdy formalno-prawnie nieprzeprowadzone – stwierdził.
– Zbrodnie niemieckie przekraczały sam wymiar rzezi i ludobójstwa przez nich dokonywanych – mówił – Niemcy mogę teraz jedynie zadośćuczynić i spłacić straszliwy dług, jaki zaciągnęły wobec narodu polskiego i ludzkości.
(df) thefad.pl / Źródło: TVP Info
Decyzje Andrzeja Dudy jedynie chwilowo cofają nas znad przepaści. Jest to tylko antrakt czyli krótka przerwa
Sezon ogórkowy i wakacyjny wypoczynek przerwały działania Prawa i Sprawiedliwości. Partia rządząca myślała, że letnie rozprężenie sprawi, iż Polacy nie będą się interesować tym, co działo w Sejmie. Polacy się zainteresowali. I to tak, jak PiS na pewno się nie spodziewało. To Polacy i ich obywatelska postawa sprawiły, że Prezydent Duda powiedział „nie” dwóm z trzech, fatalnych dla wymiaru sprawiedliwości, ustaw. Ale weta Prezydenta niczego nie kończą.
Decyzje Andrzeja Dudy jedynie chwilowo cofają nas znad przepaści. Jest to tylko antrakt czyli krótka przerwa. Tuż po niej, gdy tylko PiS zdoła zaleczyć rany i przegrupować siły, partia rządząca wróci do swojego dzieła zniszczenia. Tej ponad miesięcznej przerwy prezes PiS potrzebuje na zorientowanie się w sytuacji wewnątrz obozu „dobrej zmiany”, ale przede wszystkim Jarosław Kaczyński chce się dać wykrwawić prezydentowi. Niech głowa państwa przygotuje zapowiedziane propozycje dotyczące reformy sądownictwa, a może zrobi to nawet współpracy z opozycją, która już zgłosiła się do pomocy. Niech te propozycje trafią do Sejmu, gdzie PIS w parlamencie tak je skrytykuje i podrasuje, by znowu ich było na wierzchu, by sądy podporządkowane były Zbigniewowi Ziobrze lub jego następcy.
Przyjdą po media, uczelnie, Facebooka i NGO-sy
Jarosław Kaczyński idzie w zaparte, to było widać w wywiadzie dla Telewizji Trwam. I w przypadku sądów i w przypadku mediów czeka nas kolejna bitwa. Niektórzy obawiają się że obecny konflikt PiS z ministrem Gowinem oznacza również atak na uczelnie wyższe. Bo z preludium ataku na NGO-sy mieliśmy do czynienia jeszcze przed wakacjami.
Niewątpliwie jesienią PiS dopełni dzieła. Sposoby działania będą rożne i dopasowane do instytucji.
Można będzie – jak w przypadku uczelni – przejmować władzę, można będzie – jak w przypadku mediów – kontrować, nakładać dodatkowe podatki, atakować, obniżać zyski, a potem złożyć propozycję odkupienia części udziałów.
Można będzie – jak w Turcji – próbować blokować media społecznościowe, by przypadkiem nie okazało się, że „niepokorni” obywatele zwołają się na antyrządowe manifestacje przez Facebooka, czy Twittera.
Można wreszcie będzie – jak w przypadki NGO-sów – ograniczać finansowanie, czy wprowadzać komisarza. I niewątpliwe te wszystkie utrudnienia PiS zastosuje.
Mamy ciszę przed burzą, wakacje przed kolejną ofensywą.
Jarosław Kaczyński nie rozumie Polaków, nie rozumie Nas, skoro myśli, że poddamy bez oporu i walki o swoje podstawowe prawa, że abdykujemy z bycia wolnymi obywatelami wolnej Rzeczpospolitej, że wyrzekniemy się swojego miejsca w Europie.
Nasz ostatni połowiczny sukces zawdzięczamy też Prezydentowi, nie wiemy z jakich pobudek, ale tym razem okazał się strażnikiem Konstytucji. Ważne, żeby w kolejnych sporach też stanął po naszej, jasnej stronie mocy.
Musimy mu to jesienią i przypominać, i ułatwić. A możemy zrobić to w jeden tylko sposób. Musimy ciągle pokazywać nasz brak zgody. Brak zgody na kolejne przypadki łamania konstytucji, brak zgody na przejmowanie wolnych mediów, brak zgody na ograniczanie swobody uczelni, brak zgody na niszczenie organizacji pozarządowych i brak zgody na ograniczanie naszych praw osobistych, w tym praw kobiet. I brak zgody na powolne wprowadzanie państwa autorytarnego i wyznaniowego równocześnie.
Politycy są nikim bez Obywateli
Jeśli nie zawalczymy o nasze prawa, nikt za nas ich nie obroni. I nie liczcie na nas, polityków opozycji, bo bez Was jesteśmy tylko mniejszością w parlamencie, jak to zwykle opozycja. My mamy swoje zadanie i musimy być jak gęsi kapitolińskie. Musimy być czujni i alarmować, ostrzegać przed zagrożeniem. Sami nic nie zrobimy, bo nie mamy tej mocy. To Wy zwyciężyliście i możecie zwyciężać, bo tylko w masie jest siła. I o tym wie, i tego boi się Jarosław Kaczyński.
Wykorzystajmy więc ten antrakt na odpoczynek, ale też na mobilizację i rozmowy z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, którzy jeszcze nie zauważyli na co się zanosi. I wszyscy bądźmy gotowi na jesień. Wszyscy na protesty, a my na walkę w Sejmie, bo jesteśmy i zawsze będziemy Waszą reprezentacją w Sejmie RP.
A wolność jest wartością, dla której zawsze warto spacerować.
Katarzyna Lubnauer
Kradli luksusowe samochody przy pomocy tabletu
Policjanci zatrzymali w Tarnowie na gorącym uczynku kradzieży luksusowego BMW X5 3 mężczyz w wieku od 25-34 lat. Trudnili się oni kradzieżami luksusowych samochodów przy pomocy tabletu.
Trzech mieszkańców Małopolski wyspecjalizowało się w kradzieżach luksusowych samochodów. Przy pomocy urządzeń elektronicznych pokonywali zabezpieczenia drogich pojazdów. W zeszłym tygodniu w Tarnowie usiłowali ukraść samochód BMW X5 o wartości około 300 tys. zł.
Policjantom udało się zatrzymać sprawców na gorącym uczynku, dodatkowo uzyskali informację i na posesji ujawnili skradzionego lexusa. Zatrzymanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
(df) thefad.pl / Źródło: KWP w Krakowie
W nagrzanym samochodzie zostawiła dwie małe córeczki i poszła robić zakupy
Nieodpowiedzialna matka zostawiła w poniedziałek po południu na parkingu w nagrzanym samochodzie dwie małe córeczki i poszła robić zakupy. Temperatura na zewnątrz około godziny 16.00 osiągnęła ponad 30 stopni. Wewnątrz zaparkowanego samochodu z przyciemnionymi szybami z pewnością była wyższa. Zaalarmowani płaczem dzieci przypadkowi przechodnie zadzwonili na numer alarmowy 112.
Wyjątkowym brakiem rozsądku wykazała się wczoraj, matka dwóch małych dziewczynek. Po południu na parkingu jednego z centrów handlowych w Zielonej Górze pozostawiła zaparkowany samochód, a wewnątrz swoje dwie małe córeczki w wieku 1 roku i 4 lat. Przypadkowi przechodnie zaalarmowani płaczem dzieci zawiadomili służby ratunkowe. Na miejscu pojawili się strażacy, policjanci i pogotowie ratunkowe. Poszukiwania matki nie przyniosły rezultatu, strażacy zdecydowali się więc wybić szybę w pojeździe.
Zielonogórska Policja prowadzi postępowanie dotyczące narażenia dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że dzieci przebywały w nagrzanym samochodzie ponad pół godziny. Policjanci prowadzą czynności wyjaśniające w sprawie narażenia dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Matce grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
O zdarzeniu powiadomiono także Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Zielonej Górze oraz Ośrodek Pomocy Społecznej.
(df) thefad.pl / KWP w Gorzowie
Nie masz pieniędzy na wakacje? Ponad 40 proc. Polaków nie stać nawet na tygodniowy wyjazd poza dom
Ponad 40 proc. badanych Polaków deklaruje, że nie stać ich na tygodniowe wakacje poza domem; nasz kraj znalazł się na 17. miejscu w UE – wynika z poniedziałkowego zestawienia Eurostatu.
Unijny urząd statystyczny sprawdził, jak wyglądają deklaracje mieszkańców poszczególnych państw członkowskich jeśli chodzi o możliwość sfinansowania tygodniowego urlopu poza domem jeden raz w roku. „Dla wielu osób w UE lato oznacza wakacje i podróże. Jednak około 1/3 populacji UE (32,9 proc.) nie może sobie pozwolić na tygodniowy pobyt poza domem” – czytamy w raporcie.
Sytuacja jest nieco gorsza w przypadku gospodarstw domowych z dzieckiem (34,6 proc. z nich deklaruje, że nie stać ich na tygodniowy wyjazd) niż osób samotnych lub bezdzietnych (31,3 proc. deklaracji). Ciekawsze wnioski wynikają jednak z zestawienia tego, jaki odsetek populacji danego kraju deklaruje brak środków, by sfinansować 7-dniowy pobyt poza domem. Nie do końca pokrywa się ono z zamożnością krajów UE.
Na pierwszym miejscu w tabeli jest bogata Szwecja, gdzie 8,2 proc. ankietowanych twierdzi, że nie stać ich na tygodniowy wyjazd. Na drugim miejscu jest Luksemburg (13,1 proc. – najbogatsze państwo w UE), dalej Dania (13,7 proc.), Finlandia (14,2 proc.) i Austria (15,4 proc.).
Poniżej średniej unijnej znalazły się jednak takie kraje jak Estonia (ok. 30 proc. społeczeństwa nie stać na tygodniowy urlop), Czechy (28,9 proc.) i Słowenia (26,9 proc.).
Z kolei gorzej niż Polacy (41 proc.) swoją sytuację pod względem możliwości spędzania urlopów widzą Irlandczycy (42 proc.), Włosi (45,2), Portugalczycy (47,2), czy Grecy (53,7 proc.)
Na szarym końcu zestawienia znaleźli się Rumuni, Chorwaci i Bułgarzy.
Kurier PAP










