Koniec trójpodziału władzy w Polsce. Sejm głosami PiS uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa

Sejm głosami PiS uchwalił nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Ustawa, którą marszałek Sejmu w ostatniej chwili wpisał do harmonogramu obrad oznacza m.in., że wygaszone zostaną kadencje 15 członków KRS będących sędziami.

Za nowelizacją ustawy o Radzie opowiedziało się 227 posłów, a pięciu było przeciw. W głosowaniu nad ustawą o KRS nie brali udziału posłowie opozycji, którzy próbowali zerwać kworum (minimalną liczbę posłów – 230), co się jednak nie udało. 

Projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, autorstwa rządu, przewiduje, że zostaną wygaszone kadencje 15 członków Rady, którzy nie są sędziami. Dodatkowo nie wybierałyby ich środowiska sędziowskie – tak jak jest teraz – tylko Sejm.

Opozycja zgodnie krytykowała ustawę. Przedstawiciele PO, Nowoczesnej, PSL i Kukiz’15 podkreślali m.in., że zapisy prowadzą do „upartyjnienia KRS”, prowadzą do powrotu PRL i są sprzeczne z konstytucją.

„Dzisiaj o 16:41 roku pańskiego 2017 zakończył w Polsce życie trójpodział władzy” – skomentował Michał Stasiński z klubu PO.

Zdaniem Zbigniewa Ziobro zaproponowane przez PiS rozwiązanie stawy zobiektywizuje tryb wyboru kandydatów. – Polski system powoływania sędziów jest skrajnie niedemokratyczny (…) KRS to korporacyjna spółdzielnia, która sama o wszystkim decyduje – powiedział.

PiS podkreśla, że projekt służy obiektywizacji rozpatrywania spraw i jest kolejnym krokiem w reformie wymiaru sprawiedliwości. Według opozycji projekt „wywraca konstytucyjny porządek, oparty na klasycznym trójpodziale władzy”.

O co chodzi w nowelizacji PiS ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa

Krajowa Rada Sądownictwa, to konstytucyjny organ stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Składa się z 25 członków. W jej skład wchodzą: Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, osoba powołana przez Prezydenta RP, Minister Sprawiedliwości, czterech posłów, dwóch senatorów, dziesięciu sędziów będących przedstawicielami sądów powszechnych, dwóch sędziów Sądu Najwyższego, dwóch sędziów sądów administracyjnych i sędzia sądu wojskowego. Tak jak w większości innych krajów europejskich, skład polskiej Krajowej Rady Sądownictwa jest mieszany, przy czym sędziowie stanowią większość.

Nowela przewiduje m.in. powstanie w KRS dwóch izb oraz wygaszenie, po 30 dniach od wejścia noweli w życie, kadencji jej członków: zarówno 15 sędziów, jak i 6 parlamentarzystów. Nowi członkowie Rady-sędziowie byliby wybrani na wspólną 4-letnią kadencję (tylko raz można byłoby być wybranym do KRS ponownie).

Kandydatów na członków KRS-sędziów marszałkowi Sejmu zgłaszałoby prezydium Sejmu lub co najmniej 50 posłów. Mogą oni wybierać kandydatów wyłącznie spośród sędziów zarekomendowanych przez środowiska prawnicze. Prawo do tego miałyby stowarzyszenia sędziów lub prokuratorów, grupy co najmniej 25 sędziów lub prokuratorów, Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych i Krajowa Rada Notarialna.

W skład Pierwszego Zgromadzenia KRS mieliby wejść: I prezes SN, prezes NSA, minister sprawiedliwości, osoba powołana przez prezydenta, czterech posłów i dwóch senatorów. Drugie Zgromadzenie ma utworzyć 15 sędziów wszystkich szczebli, wybieranych przez Sejm.

Według noweli, jeżeli obie izby będą miały różne opinie o kandydacie na sędziego, wówczas ta, która wydała o nim opinię pozytywną, może wnioskować o decyzję Rady w pełnym składzie. Wówczas za kandydatem musiałoby się opowiedzieć 2/3 składu całej Rady.

 

(df) thefad.pl


Katarzyna Lubnauer: PIS właśnie przejmuje KRS i władzę nad sądami

To czarny dzień dla Polek i Polaków, nie dosyć, że PIS chce podnieść koszty życia wprowadzając dwa nowe obciążenia, wyższe opłaty za wodę paliwo, uderzając w ich bezpieczeństwo ekonomiczne, to jeszcze uderzają w najważniejsze bezpieczeństwo dla każdego obywatela wynikające z życia w państwie prawa.

Od dziś przestajemy żyć w państwie demokratycznym, bo bez niezależność sądów konstytucja przestaje obowiazywać.

 

Katarzyna Lubnauer

 


36 proc. Polek nie akceptuje swojego ciała. Kobiety zbyt często porównują się do wystylizowanych modelek

W opinii ekspertów kampanii Wybieram Siebie brak samoakceptacji i niezadowolenie ze swojego wyglądu w dużej mierze są spowodowane tym, że kobiety zbyt często porównują się do innych, wzorują na osobach z pierwszych stron gazet i wyretuszowanych zdjęciach z sieci. Same nie maja jednak zbyt dużej motywacji do wprowadzenia korzystnych zmian, a przede wszystkim do osiągnięcia równowagi. Wciąż dużo łatwiej przychodzi nam dostrzeżenie zalet sylwetki u koleżanki niż u siebie.

pixabay

Badanie przeprowadzone na potrzeby kampanii Wybieram Siebie pokazuje, że w temacie samoakceptacji Polki mają jeszcze sporo do nadrobienia. Aż 38 proc. kobiet przyznaje, że przejmuje się opinią innych na swój temat, a 1/3 w efekcie porównywania czuje się gorsza.

– Okazuje się, że aż 36 proc. kobiet nie akceptuje swojego ciała. Cały czas patrzymy na siebie, porównując się do obrazów, które widzimy w mediach, w prasie i telewizji. Gonimy za niedoścignionymi, komputerowo wygenerowanymi obrazami i nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że nie jesteśmy takimi samymi pierniczkami wyciętymi z tej samej foremki, tylko jesteśmy różnorodne, mamy dłuższe czy krótsze nogi, większe i mniejsze biusty, krótsze lub dłuższe włosy – mówi agencji Newseria Ewa Kurowska, dietetyk, ekspert kampanii Wybieram Siebie.

Często dokonujemy porównań nie z przeciętną, statystyczną kobietą w tym samym wieku co my, a z mityczną „modelką z okładki” – dziewczyną, której codzienną pracą jest dbanie o efektowny wygląd i którą do sesji przygotowuje sztab specjalistów. W mediach społecznościowych atakowane jesteśmy ogromem pięknych, idealnie upozowanych zdjęć i powoli zaczyna nam się wydawać, że właśnie tak wygląda świat.

Każda z nas jest piękna, ma w sobie coś pięknego, ale przez tą dużą presję płynącą głównie z mediów, próbujemy dopasować się do kanonu piękna, który według nas jest ideałem. To powoduje, że nieracjonalnie podchodzimy do aktywności fizycznej i do diety, traktujemy ją jako proces, który ma doprowadzić nas do wymarzonego celu, czyli szczupłej lub wysportowanej sylwetki – mówi Ewa Kurowska.

By osiągnąć wymarzoną sylwetkę, najczęściej stosujemy nieracjonalne diety bądź niskokaloryczne głodówki. Do tego często dołączamy bardzo intensywne treningi na siłowni.

– Nie przyjmujemy do świadomości tego, że aby chudnąć, trzeba jeść, wchodzimy w tryb, w którym nie jemy nic i będziemy bardzo dużo ćwiczyć, aby w jak najkrótszym czasie zrzucić te dodatkowe kilogramy. Najczęściej dzieje się tak przed wakacjami, kiedy chcemy pokazać nasze ciało na plaży, tudzież przygotowujemy się do ślubu lub innej ważnej uroczystości rodzinnej. Dajemy sobie krótki deadline, ciśniemy się na maksa i często osiągamy ten cel – tłumaczy Ewa Kurowska.

Gdy jednak presja mija i daje o sobie znać zmęczenie, odchodzimy od narzuconego sobie rygoru i wracamy do starych nawyków – często ze zdwojoną siłą. Wtedy szybko może pojawić się efekt jo-jo.

– Odpuszczamy, ponieważ to, co robiliśmy, nie było czymś, co możemy na stałe wkomponować w nasze życie, było czymś nienaturalnym dla naszego organizmu, dla naszej psychiki i nie jesteśmy w stanie w tym wytrwać – mówi Ewa Kurowska.

Specjaliści radzą, by spojrzeć na siebie łaskawszym okiem i próbować zaakceptować swój wygląd, a jeśli już koniecznie chcemy coś zmienić, najpierw trzeba się właściwie zmotywować. Blisko połowa pań deklaruje, że chciałaby na przykład zrzucić zbędne kilogramy i wymodelować sylwetkę, ale nie są w stanie podjąć żadnej aktywności fizycznej. Dane te pokazują, że mimo świadomości, co może wpłynąć na lepsze samopoczucie, nie możemy znaleźć w sobie siły, by wprowadzić do swojego życia korzystne zmiany.

– Niestety, cierpi na tym nasze zdrowie i nasza psychika, ponieważ same na sobie wywieramy presję, jesteśmy swoimi największymi krytykami, stajemy się swoimi największymi wrogami w osiągnięciu balansu i równowagi, a tym samym szczęścia – mówi Ewa Kurowska.

Zamiast więc nieustannie walczyć ze sobą, warto się skupić na swoich walorach i je podkreślać.

– Jeśli żyjemy w równowadze, akceptujemy siebie, trochę od siebie wymagamy, ale jednocześnie dajemy sobie trochę wolności, wtedy jesteśmy w stanie znaleźć złoty środek, być zadowolone z siebie i swojego ciała. To przekłada się na funkcjonowanie w rodzinie i pracy, jesteśmy lepszymi pracowniczkami, partnerkami i mamami. Fajna i szczęśliwa kobieta emanuje energią w swoim otoczeniu – dodaje Ewa Kurowska.

Eksperci kampanii Wybieram Siebie, której inicjatorem jest firma Coca-Cola, zachęcają, aby przestawić myślenie i dać dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi. Zrównoważona i różnorodna dieta oraz aktywność fizyczna powinny być naturalną i przyjemną częścią naszej codzienności, a nie uciążliwością.

newseria


Dziennikarz Polskiego Radia na wylocie za wywiad z premier Szydło

Wojciech Dąbrowski dziennikarz radiowej Jedynki został poproszony przez przełożonych o wzięcie nieplanowanego urlopu z sugestią, że do pracy w PR nie ma już powrotu. Powodem takiej decyzji jest wywiad z premier Beatą Szydło w piątkowych „Sygnałach dnia”.

Wojciech Dąbrowski dziennikarz radiowej Jedynki, Fot. PolskieRadio.pl

Informację o tym, że Wojciech Dąbrowski został wysłany na urlop, podała 300polityka.pl. Dziennikarz w trakcie rozmowy zadał pytanie: „Jak to się stało pani premier, że nie było pani w tej grupie, która spotkała się z amerykańskim prezydentem?”. Zapytał także dlaczego nie było jej w grupie, która spotkała się z prezydentem USA praz poruszył temat decyzji UNESCO zakazującą dalszej wycinki w Puszczy Białowieskiej.

Dziennikarz w rozmowie z wPolityce przyznał, że poproszono go by wziął nieplanowany dwutygodniowy urlop już od poniedziałku. – Potem poproszono żebym od razu wykorzystał swój zaplanowany urlop do 6 sierpnia – mówił Wojciech Dąbrowski.

– Następnego już dnia przekazano mi, że nie mam szans na powrót do „Sygnałów Dnia” i że właściwie powinienem szukać sobie pracy, a sprawy formalne, rozwiązanie umowy o pracę, załatwimy po urlopie — powiedział Dąbrowski.

Posłuchaj rozmowy Wojciecha Dąbrowskiego z Beatą Szydła za który został odsunięty od pracy w Polskim Radiu:

 

(df) thefad.pl / Źródło: polskieradio.pl, wpolityce.pl


Prasa niemiecka: Wiceszef MON Bartosz Kownacki utrzymywał w przeszłości podejrzane kontakty z prorosyjskimi kręgami

Wiceszef polskiego MON utrzymywał w przeszłości kontakty z krytycznymi wobec NATO, prorosyjskimi kręgami – twierdzi Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ).

Wiceszef MON Bartosz Kownacki. Fot. Źródło: dw.de

Zdaniem autora artykułu Konrada Schullera, Antoni Macierewicz „przez wiele lat otoczony był siecią prorosyjskich działaczy”.

FAZ wymienia w tym kontekście nazwiska pułkownika Krzysztofa Gaja (rosyjską interwencję w Donbasie miał określić mianem „walki z faszystami”), oraz Mariana Szołuchy, byłego wiceszefa Polskiej Grupy Zbrojeniowej (odszedł po ujawnieniu jego kontaktów z prorosyjskim think-tankiem pod nazwą Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych – ECAG). Gazeta powołuje się przy tym na książkę Tomasza Piątka pt. „Macierewicz i jego tajemnice”.

Teraz, według ustaleń FAZ, kontakty z prorosyjskim kręgami miał także obecny zastępca Macierewicza Bartosz Kownacki. Autor artykułu twierdzi, że Kownacki w 2012 roku na zaproszenie ECAG uczestniczył jako obserwator w wyborach prezydenckich w Rosji.

Ponadto Kownacki miał należeć do „prorosyjskich struktur transeuropejskiej prawicy”, do których należą zarówno założyciel francuskiego Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen, jak i były przewodniczący brytyjskich nacjonalistów Nick Griffin.

FAZ: Antoni Macierewicz przez lata otoczony był siecią prorosyjskich działaczy. Fot. Źródło: dw.de

Według cytowanego przez FAZ wiceszefa prorosyjskiej partii „Zmiana ” Konrada Rękasa, Kownacki nawiązał kontakty z Moskwą i europejską skrajną prawicą za pośrednictwem aresztowanego pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji szefa „Zmiany” Mateusza Piskorskiego. Piskorski był obok Kownackiego jednym z czterech Polaków uczestniczących w wyborach prezydenckich w Rosji w 2012 roku w charakterze obserwatorów. Trzecim z nich był Marian Szołucha, a czwartym poseł Solidarnej Polski Andrzej Romanek, który później miał wziąć też udział w charakterze obserwatora w „referendum” na temat oderwania Krymu od Ukrainy. „W takim to towarzystwie późniejszy sekretarz stanu Macierewicza Kownacki pojechał jako obserwator z ramienia organizacji pozarządowej do Moskwy” – pisze Frankfurter Allgemeine Zeitung.

Organizatorem tej wyprawy miał być według informacji FAZ właśnie Mateusz Piskorski. Piskorski miał też wprowadzić Kownackiego w „nacjonalistyczne kręgi w Europie, które wychwalają Putina, zrzeszone w Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych (AENM)”.

Polityk Front National Bruno Gollnisch miał wymienić na swojej stronie internetowej Kownackiego jako „stowarzyszonego członka” AENM, razem z założycielem Front National Jean´em-Marie Le Pen´em oraz szefem brytyjskich nacjonalistów Nickiem Griffinem. Ten ostatni miał potwierdzić FAZ, że Piskorski pomagał AENM w Polsce i że przypomina sobie w tym kontekście także imię „Bartosz”.

Sam Kownacki nie zaprzeczał wcześniej powiązaniom z AENM, jako pośrednika wymieniał jednak nie Mateusza Piskorskiego, ale zmarłego posła Ryszarda Bendera. Polskie MON nie odpowiedziało na katalog pytań FAZ związanych z artykułem – zaznacza autor.

„Wszystkie te powiązania Kownackiego stawiają w krzywym świetle jego szefa, ministra obrony narodowej Macierewicza” – pisze FAZ wspominając, że Antoni Macierewicz jest od lat „arcykapłanem” antyrosyjskiej „religii smoleńskiej”. „Jeśli akurat ten nieubłagany krytyk rzekomych spisków Moskwy otoczony był doradcami mającymi kontakty z Rosją, to byłoby to z jednej strony niespodzianką. Z drugiej strony jest to zrozumiałe, bo antyeuropejska linia rządu, do którego należy Macierewicz, nikomu tak nie służy jak Władimirowi Putinowi” – konstatuje FAZ.

W odpowiedzi na artykuł w FAZ Bartosz Kownacki zaprzeczył, że utrzymywał jakiekolwiek kontakty z organizacjami prorosyjskimi oraz Mateuszem Piskorskim. Informacje zawarte w artykule Konrada Schullera nazwał kłamstwem i zapowiedział podjęcie kroków prawnych przeciwko FAZ.

 

opr. Bartosz Dudek / Redakcja polska 

 

Niniejszy tekst stanowi omówienie artykułu z prasy niemieckiej. TheFad.pl nie bierze odpowiedzialności za tezy autora i cytowane wypowiedzi.

 


Magdalena Środa: Narcyzm Kaczyńskiego wypełnia całe jego wnętrze nie pozostawiając miejsca na serce

Na nagraniu z wystąpienia Prezesa przed Pałacem „Prezydenckim” widać, że gdy tłum skanduje „Jarosław”, Jarosław też skanduje „Jarosław” tylko cichutko, tak do siebie, jakby albo upewniał się, że o niego naprawdę chodzi, albo napawał się zwielokrotnionym brzmieniem swojego imienia albo podpowiadał tłumowi czyje imię mają skandować i prosił by robił to jak najdłużej.

Narcyzm Kaczyńskiego nie jest być może tak wyeksponowany jak na przykład Saryusza Wolskiego (ten go musi wozić na taczkach przed sobą, z trudem pakuje go do samolotu itp), jest bardziej wsobny, rzekłabym „napoleoński” ale z pewnością wypełnia całe wnętrze Prezesa nie pozostawiając miejsca ani na na serce ani na zdrowy rozsądek (według starożytnych mieścił się on w przeponie).

Politycy tak mają, ale tym despotycznym wychodzi on czasem na usta…. na co dzień zaciśnięte, nienawistne, w chwilach chwały szepczące namiętnie: „Jarosław”, „Jarosław”…

 

Magdalena Środa

 

 


Żużel. Reprezentacja Polski Mistrzem Świata!

Reprezentacja Polski obroniła Drużynowy Puchar Świata, potwierdzając światową dominację w żużlu. Ich triumf w Lesznie obejrzał komplet 17 tysięcy widzów, imprezę wsparła Enea.

Fot. media.enea.pl

W sobotę na stadionie im. Alfreda Smoczyka ścigali się żużlowcy z Polski, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Rosji. Już pierwsze wyścigi pokazały, że o trofeum im. Ove Fundina będą rywalizować między sobą Polacy i Szwedzi. Obie reprezentacje zapewniły niesamowite emocje i walkę do samego końca. W finale nie było jednak mocnych na Polaków. Ekipa pod wodzą trenera Marka Cieślaka obroniła Drużynowy Puchar Świata. Po złoto sięgnęli: Maciej Janowski (kapitan), Patryk Dudka, Piotr Pawlicki oraz Bartosz Zmarzlik. Mistrzowie zdobyli 50 punktów, dla porównania ostatnia Wielka Brytania – 15.

1. Polska – 50 punktów

2. Szwecja – 42 punkty

3. Rosja – 18 punktów

4. Wielka Brytania – 15 punktów

– Polacy w Lesznie nie zawiedli – powiedział po zawodach Sławomir Szczot, wiceprezes Enei Serwis ds. rozwoju. – To było świetne sportowe widowisko, niezapomnianą atmosferę zapewnili również kibice, którzy śpiewem i dopingiem dosłownie dodawali sportowcom mocy. Cieszę się, że w tym historycznym zwycięstwie zawodnikom i kibicom mogła towarzyszyć Enea – dodał Sławomir Szczot.

To było trzecie biało-czerwone złoto drużynowych mistrzostw świata wywalczone w Lesznie, ósme w zawodach drużynowych przeprowadzanych w tej formule od 2001 roku.

 

(df) thefad.pl / Źródło: media.enea.pl


Miliardy szerokim strumieniem wpłynęły do budżetu państwa. Ministerstwo wyjaśnia skąd tak dobry wynik

Za czerwcową nadwyżkę budżetową odpowiadają wpłata 9 mld zł z zysku NBP, a także wzrost dochodów z podatku VAT – mówi wiceminister finansów Leszek Skiba. Media podają, że nadwyżkę po sześciu miesiącach trzeba liczyć w miliardach złotych.

pixabay

„Dziennik Gazeta Prawna” poinformował we wtorek, że mamy dużą, sięgającą nawet kilku miliardów złotych nadwyżkę w budżecie. Gazeta podała, że to efekt wypłaty ponad 8,7 mld zł z zysku Narodowego Banku Polskiego za ubiegły rok i o kilkanaście procent wyższych niż przed rokiem wpływów z VAT. Jak podaje gazeta, od 1992 r., czyli od czasów gdy Ministerstwo Finansów prowadzi porównywalne budżetowe statystyki, nigdy takiego wyniku nie udało się osiągnąć na tym etapie wykonania ustawy budżetowej.

Według „DGP” sama wpłata z NBP powinna dać budżetowi ok. 2 mld zł nadwyżki. Wiceminister Leszek Skiba potwierdził w rozmowie z TVP Info, że za nadwyżkę odpowiada wpłata z NBP (blisko 9 mld zł) i wyższe dochody z VAT. „Po czerwcu w dalszym ciągu mamy wzrost dochodów w porównaniu do ubiegłego roku. Te kilkanaście miliardów więcej to jest właśnie ta liczba, dzięki której jest zanotowana nadwyżka” – podkreślił.

Według przedstawiciela resortu finansów za lepsze dochody z VAT odpowiada m.in. pakiet paliwowy, dzięki któremu – jak zwrócił uwagę – coraz trudniej jest przemycić nielegalne paliwo. Płatników VAT dyscyplinują też sankcje finansowe za niepłacenie tego podatku – dodał.

Skiba przyznał, że tzw. luka VAT-owska nadal pozostaje, ale – jak zapewnił – ministerstwo chce ją radykalnie zmniejszyć w ciągu 2-3 lat.

Wiceszef resortu finansów dodał, że zanotowana nadwyżka „jest zjawiskiem okresowym„, a na koniec roku ministerstwo spodziewa się deficytu, choć niższego niż pierwotnie zakładano. W ustawie budżetowej limit deficytu wpisano na 59,3 mld zł.

 

Kurier PAP


Kryzys migracyjny w Niemczech. Nadciąga nowa fala

Rząd w Berlinie liczy się z napływem od 200 do 300 tysięcy Syryjczyków i Irakijczyków w ramach akcji łączenia rodzin.

Fot. Źródło: dw.de

Podstawą takiej oceny jest, z jednej strony, liczba już wydanych wiz, z drugiej zaś oczekiwana liczba wniosków o wizę wjazdową do Niemiec złożonych przez krewnych Irakijczyków i Syryjczyków, którzy otrzymali azyl w Republice Federalnej.

Poinformował o tym dziennik „Welt am Sonntag”, który zwrócił się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z pytaniem w tej sprawie. Szacunkowa liczba 200 do 300 tysięcy Syryjczyków i Irakijczyków, którzy wkrótce będą mogli przybyć do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin, opiera się także na dotychczasowych doświadczeniach z uchodźcami z Syrii, którzy wystąpili już z prośbą o zezwolenie na sprowadzenie z kraju członków najbliższej rodziny.

W tej chwili wnioskodawcy muszą liczyć się z wielomiesięcznym wyczekiwaniem na wezwanie w sprawie wizy do niemieckiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w ich kraju. W niemieckim konsulacie generalnym w Irbilu w Iraku okres wyczekiwania na wezwanie wynosi obecnie siedem, a w konsulacie w Bejrucie w Libanie od dziewięciu do dwunastu miesięcy. W Turcji natomiast na wizę rodzinną do Niemiec trzeba obecnie czekać tylko około miesiąca. Takie dane podał ostatnio przedstawiciel MSZ na posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych Bundestagu.

Na tym posiedzeniu przedstawiciel niemieckiego rządu podał do protokołu, że „historyczny wymiar migracji do Europy i Niemiec od roku 2015 stawia w sprawie łączenia rodzin MSZ przed ogromnymi wyzwaniami, których mimo wszystkich podjętych starań i wysiłków nie udało się we wszystkich przypadkach załatwić w sposób zadowalający”.

Częściowym przynajmniej wyjściem z tej sytuacji jest zatrudnienie dodatkowego personelu i uproszczenie formalności związanych z otrzymaniem wizy w ramach łączenia rodzin, co już nastąpiło. Do obsługi wniosków o wizę rodzinną dla Syryjczyków i Irakijczyków w niemieckich ambasadach i konsulatach zatrudniono ponad 100 dodatkowych urzędników.

W pierwszym kwartale 2017 roku niemieckie przedstawicielstwa dyplomatyczne wydały ok. 17 tys. takich wiz, ale zdaniem niemieckiego MSZ-tu ta liczba wkrótce się znacznie zwiększy.

Rzeczniczka partii Zielonych w Bundestagu ds. migrantów i uchodźców Luise Amtsberg powiedziała w wywiadzie dla „Welt am Sonntag”, że w przypadku uchodźców z Syrii i Iraku akcja łączenia rodzin wciąż przebiega zbyt opieszale i wymaga wprowadzenia nowych rozwiązań. Jej zdaniem podania o wizę mogłyby być rozpatrywane także przez personel ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie, a nie tylko niemieckie ambasady i konsulaty na miejscu.

180 tys. uchodźców w 2017

„Welt am Sonntag” podaje, że ministerstwo spraw wewnętrznych liczy się z napływem ok. 180 tys. uchodźców do Niemiec w bieżącym roku. Jak podaje MSW, w pierwszym półroczu o azyl w Niemczech wystąpiło 90 tys. 389 osób. Jeśli ten stan rzeczy się utrzyma, ich liczbę w całym roku należy szacować na wspomniane wyżej 180 tys., co tylko nieznacznie utrzymuje się poniżej liczby 200 tys. uchodźców, przyjętej przez bawarską CSU za ich górny pułap.

 

 

Andrzej Pawlak / Redakcja polska 

 

 


Roman Giertych: Kontrmiesięcznice – pierwszy owoc zamachu na Trybunał

Jutro w kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej dojdzie do kontrmanifestacji opozycji. Prawdopodobnie ludzie zdecydują się złamać ustawę, która wprowadziła ochronę cyklicznych zgromadzeń.

Przyczyną tego bezprecedensowego i oczywistego łamania obowiązującej ustawy jest to, że nie funkcjonuje zgodny z Konstytucją Trybunał Konstytucyjny.

W normalnym państwie nikt nie kwestionuje obowiązujących ustaw, gdyż istnieje konsensus społeczny, że łamanie prawa jest złe. Niestety w wyniku jawnego złamania Konstytucji konsensus ten został zerwany.

Przypomnijmy: odwołanie prawidłowo wybranych sędziów przez Sejm, odmowa zaprzysiężenia prawidłowo wybranych sędziów, podtrzymanie tej odmowy pomimo wyroku TK, który stwierdzał obowiązek Prezydenta przyjęcia przysięgi od wybranych przez Sejm sędziów, odmowa publikacji wyroku stwierdzającego ten obowiązek, zaprzysiężenie sędziów-dublerów pomimo wyroku TK, powołanie prezesa TK wybranego niezgodnie z ustawą i przez osoby nieuprawnione, powołanie na wiceprezesa TK osoby nie będącej sędzią TK.

Te działania Sejmu, Marszałka Sejmu, premiera oraz prezydenta RP doprowadziły do tego, że dzisiaj siły polityczne reprezentujące ponad połowę obywateli (zarówno w sondażach jak i w głosach w ostatnich wyborach) nie uznają istniejącego Trybunału jako organu wybranego zgodnie z Konstytucją.

Podobnie zresztą zaczynają uważać sądy powszechne kwestionując prawidłowość funkcjonowania TK. Kwestionowanie Trybunału, który w Polsce bierze udział w procesie legislacyjnym, oznacza brak akceptacji dla całego prawa stanowionego przez parlament, a przynajmniej do tej jego części, która budzi kontrowersje.

Taka sytuacja powoduje, że zaczyna się dowolność w interpretacji co jest legalnie obowiązującym prawem, a co nie. Od takiej dowolności do anarchii jest tylko jeden krok.

Zamach na TK może spowodować sytuacje, w której po obydwu stronach jutrzejszych demonstracji będą stali ludzie przeświadczeni, że działają zgodnie z prawem. A od tego już tylko krok do zamieszek.

Za tę sytuację odpowiedzialny politycznie i moralnie jest Jarosław Kaczyński, a prawnie również prezydent, premier, Marszałek Sejmu i szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Na dodatek ustawa o zgromadzeniach to dopiero pierwsza ustawa kwestionowana pod względem konstytucyjnym przez opozycję. Może ich być więcej. Każdy miesiąc braku istnienia prawidłowego Trybunału będzie oznaczać postępująca anarchię prawną. Jedynym rozwiązaniem (chociaż dzisiaj brzmi to nierealistycznie) jest usunięcie z TK dublerów, przywrócenie sędziów prawidłowo wybranych oraz prawidłowy wybór prezesa TK. Inna droga to droga prowadząca do olbrzymiego wewnętrznego konfliktu w Polsce. Niestety końcem takiego konfliktu jest często eskalacja przemocy, przed czym Bóg niech nas chroni.

 

Roman Giertych