Krajobraz po bitwie. Prezydent Niemiec Frank-Walter z wizytą w Hamburgu: „To, co zobaczyłem, wprawiło w osłupienie”
Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier w towarzystwie burmistrza Hamburga Olafa Scholza wizytował miejsca starć policji z przeciwnikami szczytu G20. To, co zobaczył, wprawiło go w osłupienie.

Olaf Scholz (po lewej) i Frank-Walter Steinmeier podczas spotkania z policjantami (09.07.2017). Fot. Źródło: dw.de
– To, co zobaczyłem, wstrząsnęło mną do głębi i wprawiło w osłupienie – oświadczył prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, który w towarzystwie burmistrza Hamburga Olafa Scholza odwiedził miejsca starć policji z przeciwnikami szczytu G20. Takiego natężenia przemocy i wrogości demonstrantów wobec policji Niemcy nie widziały od lat. Część zadymiarzy działała „bez skrupułów i przejawiała ślepą furię i żądzę niszczenia wszystkiego dookoła”, dodał.
Steinmeier goręco podziękował policjantom za ich starania o zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom szczytu G20 i utrzymania porządku w mieście. Jak powiedział, „zasługują oni nie tylko na uznanie, ale także wdzięczność”. Prezydent RFN zdecydowanie opowiedział się za dalszym organizowaniem przez państwo niemieckie takich ważnych spotkań międzynarodowych na najwyższym szczeblu jak szczyt G20. Jest to oczywiste i opiera sią na właściwym rozumieniu, jak to ujął dosłownie, „demokratycznej pewności siebie”.
Burmistrz Hamburga broni policji
Socjaldemokratyczny burmistrz Hamburga Olaf Scholz ponownie wziął w obronę policję, która, jak podkreślił, działała niezwykle sprawnie i skutecznie. Stanowczo odrzucił twierdzenia, jakoby policja prowokowała demonstrantów do starć i przejawiała nadmierną brutalność. Policja, powiedział Scholz, „zrobiła wszystko tak, jak należy” i zachowywała się w akcji „bohatersko”.
Spytany przez reporterów pierwszego programu telewizji publicznej ARD, czy w związku z zamieszkami, które często przybierały formę regularnych walk ulicznych, myśli o wyciągnięciu wobec siebie konsekwencji politycznych, czego domagają się jego krytycy, Scholz uchylił się od odpowiedzi. Podobne stanowisko zajęła jego zastępczyni z partii Zielonych Katharina Fegebank, która na pytanie, czy w rządzącej w Hamburgu koalicji SPD-Zieloni „pojawiły się rysy” na tle przebiegu szczytu G20 odpowiedziała, że „ta koalicja wykonuje dobrą robotę”.
Krytycy nie dają za wygraną
Działania hamburskiej policji, którą dowodził Hartmut Dudde, skrytykował związek zawodowy policjantów PolizeiGrün. Jak powiedział w wywiadzie dla stowarzyszenia wydawców RND przewodniczący tego związku, zbliżonego do partii Zielonych, Armin Bohnert: „W Hamburgu policji udało się wprawdzie ochronić, z pewnymi wyjątkami, szczyt G20, ale w żadnym wypadku nie osiągnęła ona głównego celu, jakim było zapewnienie w mieście bezpieczeństwa, ładu i porządku”.
Z jego opinią nie zgodził się szef Związku Zawodowego Policji Niemieckiej (GdP) Oliver Malchow, który zwrócił uwagę, że zamieszki w dzielnicy Schanzenviertel były „starannie zaplanowane” i konsekwentnie wprowadzane w życie, i że nie można twierdzić, że postawa najbardziej wojowniczych demonstrantów stanowiła, jak niektórzy utrzymują, ich reakcję na brutalne, jakoby, działania policji.
W ocenach zamieszek w Hamburgu powtarza się opinia, że głównodowodzący policyjną operacją Hartmut Dudde od dawna znany jest jako zwolennik twardego kursu wobec demonstrantów i postawienie go na czele policji ochraniającej szczyt G20 dawało z góry odpowiedź na pytanie, jak w razie demonstracji na masową skalę, przechodzących w starcia z siłami porządkowymi, będzie zachowywać się policja. Zdecydowanie, twardo i brutalnie. Sama policja stanowczo odrzuca zarzut o przekroczenie przez nią uprawnień i nadużywanie siły.
Co mówią organizatorzy protestów?
Ci, jak można było oczekiwać, zdecydowanie odrzucają każdą próbę obarczenia ich odpowiedzialnością za walki uliczne, zdemolowane i splądrowane sklepy, spalone samochody i poturbowanych policjantów. Ich zdaniem winni są politycy, którzy nie zgodzili się na pokojowe demonstracje przeciwników szczytu i dali wolną rękę policji. Rzeczniczka organizacji „Grenzenlose Solidarität statt G20” („Solidarność bez granic zamiast G20”), Emily Laquer oświadczyła, że „jako organizatorzy cywilnego nieposłuszeństwa i demonstracji nie damy sobie narzucić takiej interpretacji wydarzeń”.
Przyznała jednak, że „źle się stało, że wskutek demonstracji ucierpieli mieszkańcy Hamburga, i że niektórzy stracili samochody, bo my tego nie chcieliśmy”. Zapewniła, że jej organizacja nie planowała zamieszek i walk z policją.
W ekscesach w nocy z piątku na sobotę (7-8.07.17) uczestniczyli, jak stwierdziła Laquer, różni ludzie reprezentujący różne postawy. To, co się wtedy wydarzyło, wymaga starannej analizy. – Będziemy rozmawiali o tym ze wszystkimi. Z tymi, którzy popierają obywatelskie nieposłuszeństwo, ale także z poszkodowanymi mieszkańcami Hamburga.
Emily Laquer ponownie oskarżyła policję o ponoszenie współwiny za zamieszki uliczne:
– Przed szczytem stale apelowaliśmy do policji, żeby unikała wszystkiego, co może doprowadzić do eskalacji i ostrzegaliśmy ją, że do Hamburga przyjadą także ludzie, którym puszczą nerwy na widok kordonów policjantów szykujących się do akcji.
Ucierpiał wizerunek Niemiec
Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel obawia się, że uliczne zamieszki w Hamburgu zaszkodzą wizerunkowi Niemiec i opinii o nich za granicą. Jak napisał w artykule zamieszczonym w dzisiejszym (09.07.2017) wydaniu „Bild am Sonntag”: „wskutek wydarzeń w Hamburgu obraz Niemiec w oczach społeczności międzynarodowej doznał poważnego uszczerbku”. Zaapelował przy tym o pomoc i współpracę międzynarodową w celu wykrycia i ukarania wszystkich, którzy złamali prawo podczas demonstracji i starć z policją.
Gabriel przyznał, że na razie nie wiadomo jeszcze, czy wśród nich byli zawodowi zadymiarze z innych krajów, i czy są oni jakoś powiązani ze skrajną lewicą skłonną do przemocy.
Na postawę policji poskarżyli się niektórzy akredytowani przy szczycie G20 dziennikarze. Jak się okazało, podczas walk na ulicach policjanci atakowali także dziennikarzy, fotografów i reporterów nie odróżniając ich w tłumie od zadymiarzy.
Rzecznik hamburskiego oddziału Związku Dziennikarzy Niemieckich (DJV) okazał zrozumienie dla „policjantów działających w skrajnie stresujących warunkach, ale muszą oni zrozumieć, że dziennikarze wykonują swoje obowiązki w takich samych warunkach” i na tym tle nie powinno dochodzić do nieporozumień. W odpowiedzi na te zarzuty rzeczniczka hamburskiej policji zwróciła się z apelem do poturbowanych przez policję dziennikarzy, żeby „zgłosili się do odpowiedniej komórki w komendzie hamburskiej policji i złożyli oficjalne zażalenie na policję, jeśli są zdania, że zostali przez nią potraktowani w niewłaściwy sposób”.
Andrzej Pawlak / Redakcja polska ![]()
Lech Wałęsa trafił do szpitala z powodów kardiologicznych
Lech Wałęsa trafił do szpitala. O swoim pobycie w szpitalu były prezydent poinformował na swoim profilu na Facebooku. Nie napisał co mu dolega i ile czasu może spędzić w szpitalu, ale pochwalił personel szpitala, pisząc „miła obsługa”.
Lech Wałęsa trafił w sobotę na oddział kardiochirurgii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Jego zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo, ale jego obecność na poniedziałkowej kontr-miesięcznicy w Warszawie może stanąć pod dużym znakiem zapytania.
Informacje o kłopotach ze zdrowiem Lecha Wałęsy zamieściła także Magda Dobrzańska-Frasyniuk, żona Władysława Frasyniuka. Przekazała przy tym apel od męża do publicznej publikacji i potwierdziła, że 10 lipca były prezydent pójdzie w proteście przeciwko obecnemu rządowi.
„Jak mawiał Lech Wałęsa, miała być demokracja, a widzę głosy przeciwne… To przyprawia o ból serca, pewnie nie tylko Lecha Wałęsę. 10 lipca idziemy razem z Lechem Wałęsą, będziemy za, a nawet przeciw: za demokracją i państwem prawa, przeciw rządom bezprawia. Plusy dodatnie Waszej obecności to wolna i nowoczesna Polska XXI wieku. Plusy ujemne: mandat 500+ za, wedle pisowskiego kodeksu wykroczeń, prawo do wolności zgromadzeń. Do zobaczenia na Krakowskim Przedmieściu.
Władysław Frasyniuk”
(df) thefad.pl
Żadne ze spotkań w ramach szczytu G20 nie było oczekiwane z takim napięciem. Donald Trump: „To dla mnie honor“
Żadne ze spotkań w ramach szczytu G20 w Hamburgu nie było oczekiwane z takim napięciem: w piątek po południu prezydenci USA i Rosji rozmawiali osobiście. „To dla mnie honor” – powiedział Trump.

Żadne ze spotkań w ramach szczytu G20 w Hamburgu nie było oczekiwane z takim napięciem. Fot. Źródło: dw.de
Prezydent USA i Rosji wyrazili podczas tego długo oczekiwanego spotkania nadzieję na lepsze stosunki bilateralne. Donaldowi Trumpowi i Władimirowi Putinowi towarzyszyli ministrowie spraw zagranicznych Rex Tillerson i Siergiej Ławrow.
Same pozytywy
Władimir Putin powiedział, że zależało mu na omówieniu najbardziej palących kwestii bilateralnych i międzynarodowych. Wyraził nadzieję na „pozytywne wyniki” tej rozmowy. Podkreślił znaczenie osobistego spotkania, bo chociaż obydwaj politycy prowadzili już wcześniej rozmowy telefoniczne, „nigdy nie są one wystarczające” – podkreślał prezydent Rosji. „Cieszę się, że mogę spotkać Pana osobiście” – zwrócił się do Trumpa.
Donald Trump ze swojej strony stwierdził, że spotkanie z Putinem, to dla niego honor. Omówił z prezydentem Rosji „różne sprawy” dodając: „myślę, że wszystko idzie dobrze”. Zapowiedział, że chciałby kontynuować wątki rozmowy.
Trump odporny na pytania dziennikarzy
Stosunki rosyjsko-amerykańskie od dziesięcioleci nie były tak złe jak obecnie. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w rozmowie obydwu prezydentów miały zostać też poruszone kwestie wojny w Syrii i na Ukrainie.
Prezydenci siedzący w białych fotelach raz po raz pochylali się w swoim kierunku. Dopóki jednak w pomieszczeniu byli dziennikarze, Donald Trump robił wrażenie spiętego. Na pytanie reporterów, czy chce rozmawiać o rzekomym wpływie Rosji na wybory prezydenckie w USA, Trump nie reagował. Według rozeznania amerykańskiego wywiadu rosyjscy hakerze kradzieżą danych Partii Demokratycznej próbowali wpłynąć na wynik wyborów.
Dzień przed rozmową z Władimirem Putinem, podczas wizyty w Warszawie Donald Trump zaostrzył ton wobec Moskwy zarzucając jej „destabilizujące działania”.
Elżbieta Stasik / Redakcja polska ![]()
W Hamburgu w tle protestów antyglobalistów rozpoczął się szczyt G20
W Hamburgu rozpoczął się szczyt G20. Gospodynię spotkania, niemiecką kanclerz Angelę Merkel, oczekują trudne rozmowy. Z powodu protestów antyglobalistów wiele delegacji przybyło z opóźnieniem.
Na zewnątrz kordon policji z armatkami wodnymi, a w Centrum Targowym, gdzie odbywa się spotkanie G20 ściskanie dłoni, zdjęcia z powitania najważniejszych światowych przywódców. Rano kanclerz Angela Merkel spotkała się na roboczych rozmowach z Donaldem Trumpem, Władimirem Putinem i Xin Jinpingiem, przywódcami USA, Rosji i Chin.
Donald Trump poklepał niemiecką kanclerz po ramieniu a fotografom pokazał zaciśniętą pięść. Znacznie dyskretniej zachował się nowy francuski prezydent Emmanuel Macron, który po raz pierwszy bierze udział w spotkaniu 19 najważniejszych państw uprzemysłowionych i nowo uprzemysłowionych oraz UE. Macron przywitał się z Merkel całując ją przy powitaniu w policzek.
Trudna rola moderatora
Spotkanie G20 zainaugurował temat zwalczania terroryzmu. W tej kwestii konieczne są wspólne działania i dlatego ważne było, aby zapewnić konstruktywną atmosferę dla rozmów na ten temat. Jest ona bardzo potrzebna, gdyż w dalszej kolejności przewidziano obrady nad takimi wielkimi wyzwaniami jak ochrona klimatu i polityka handlowa.
W tych obszarach Stany Zjednoczone odcięły się od porozumień pozostałych państw G20, które opowiadają się za wolnym handlem a przeciwko protekcjonizmowi.
Czy wpływy Angeli Merkel wystarczą do osiągnięcia jednomyślności w ramach G20? – Merkel będzie musiała rzucić na szalę cały swój autorytet – powiedział przed rozpoczęciem szczytu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i dodał. – Ale pani Merkel wie, że nie może tego dopiąć sama i samodzielnie nie musi tego robić.
Unia Europejska wspiera przewodnictwo Niemiec w G20 poprzez ogłoszenie przed szczytem porozumienia o wolnym handlu z Japonią, które ma być przykładem partnerstwa gospodarczego i wolnego handlu z UE.
Dzięki temu porozumieniu unijny eksport do Japonii zwiększy się o jedną trzecią – prognozował Juncker, który jasno odrzucił „proste narzędzia izolacjonalizmu”. – To byłaby niewłaściwa droga – zaznaczył. Juncker groził też, że Unia Europejska będzie „adekwatnie reagować” na zapowiadane cła na import stali z innych państw.
Czy to oznacza, że między Stanami Zjednoczonymi i Europą otworzy się nowa przepaść? Ocena przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska jest w tej kwestii – poza sprawą wolnego handlu – ostrożnie optymistyczna, po tym jak Donald Trump podczas wystąpienia w Warszawie potwierdził, że Stany Zjednoczone będą się wywiązywać ze swoich zobowiązań określonych w art. 5 traktatu NATO.
– Kluczowym pytaniem jest: Czy było to coś jednorazowego czy jest zwrot polityczny? – skomentował Tusk.
Takie pytanie na pewno zadadzą sobie też uczestnicy G20 w Hamburgu, kiedy przyjdzie do redagowania komunikatu końcowego, a musi być on przyjęty jednogłośnie.
W kwestiach ochrony klimatu nie osiągnięto dotychczas porozumienia, po tym jak USA wycofały się z porozumień paryskich. Będą one przedmiotem obrad w piątek (07.06.2017) po południu – na których ma nie być Donalda Trumpa i Władimira Putina. W tym czasie zaplanowano jest bowiem pierwsze spotkanie polityków na osobistą rozmowę. Ze względu na napięcia między obydwoma krajami, spotkanie to uważane jest za jedno z najważniejszych na G20 w Hamburgu. Jak na razie po przybyciu do Centrum Targowego Trump i Putin podali sobie ręce na przywitanie.
Nina Werkhäuser / Barbara Cöllen / Redakcja polska ![]()
Posłanka Pawłowicz przed wystąpieniem Trumpa zachęca tłum do skandowania: „Platforma złodzieje”
W czwartek na placu Krasińskich w Warszawie, gdzie przemówił prezydent USA Donald Trump zgromadziły się tłumy warszawiaków, przyjezdnych, a także zaproszeni goście.
Część zgromadzonych osób przyjechała podstawionymi przez Prawo i Sprawidliwość autokarami. Do wyjazdu na przemówienie Donalda Trumpa politycy PiS zachęcali m.in. na Facebooku.
„Istnieje możliwość wzięcia udziału w tym wielkim wydarzeniu po uprzednim zgłoszeniu się do mojego Biura Poselskiego Poselskiego. Mile widziane dzieci i młodzież wraz z rodzinami. Z Elbląga wyruszą w pełni opłacone autobusy, który zawiozą mieszkańców na miejsce” – zapraszał Jerzy Wilk
„Zarząd Okręgowy Prawa i Sprawiedliwości w Częstochowie serdecznie zaprasza wszystkich zainteresowanych , na bezpłatny wyjazd do Warszawy, 6 lipca 2017 roku, aby uczestniczyć w wydarzeniu, jakim będzie wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Po oficjalnych wystąpieniach prezydentów :Stanów Zjednoczonych i Polski organizatorzy zapraszają na Piknik Patriotyczny przy Stadionie Narodowym.” – zachęcał Prezes Zarządu Okręgowego PiS w Częstochowie Szymon Giżyński.
Zgromadzony tłum przywitał polityków PiS brawami. Z kolei parlamentarzyści PO, PSL i Nowoczesnej, zostali powitani przez część zgromadzonych na placu osób gwizdami i buczeniem. Skandowano też „złodzieje, złodzieje”. Część ludzi na widok byłego prezydenta Lecha Wałęsy skandowała: „Bolek”.
W oczekiwaniu na przemówienie Donalda Trumpa również Krystyna Pawłowicz posłanka Prawa i Sprawiedliwości żywiołowo zagrzewała tłum do skandowania. Z ruchów jej ust można wyczytać okrzyki „Platforma złodzieje”.
Posłanka @pisorgpl Pawłowicz jak zwykle w formie, jak zwykle z ustami pełnych miłości do @Platforma_org zagrzewa tłum: „Platform, złodziej!” pic.twitter.com/ICr0Ge9TQD
— Darek Frach (@DarekFrach) 7 lipca 2017
„Plebs, dowieziony autokarami na Plac Krasińskich i wrzeszczący “Do-nald-Trump!” a chwilę przedtem, w kierunku Lecha Wałęsy „Bo-lek!” i „Precz-zko-mu-ną!”, to był ten sam plebs, choć może pokoleniowo późniejszy, co ten, który wrzeszczał na polskich placach „Po-mo-że-my!” a nieco wcześniej „Sy-jo-niś-ci do Sy-ja-mu!” – ocenił z kolei zachowanie zgromadzonego tłumu w swoim wpisie na blogu w natemat.pl prof. Wojciech Sadurski.
Na Pl. Krasińskich przybyli już działacze PiS i kluby Gazety Polskiej #TRUMPwPOLSCE pic.twitter.com/IOwIhqaJe1
— Jan Grabiec (@JanGrabiec) 6 lipca 2017
(df) thefad.pl / Źródło: TVN24
Międzynarodowe kryzysy tematem rozmowy Merkel i Trumpa
U progu szczytu G20 kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Donald Trump omówili główne tematy zaplanowane na dwudniowe spotkanie w Hamburgu.
W ponad godzinnym spotkaniu w czwartek wieczorem (6.07.2017) w nobliwym hamburskim hotelu „Atlantic” kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Donald Trump rozmawiali o centralnych kwestiach, które mają być poruszone na rozpoczynającym się w piątek szczycie G20.
– Tematem rozmowy były ponadto międzynarodowe punkty zapalne, takie jak Korea Północna, sytuacja na Bliskim Wschodzie i konflikt we wschodniej Ukrainie – poinformował rzecznik rządu w Berlinie.
Trudne tematy – klimat i handel
Czy tematem rozmowy była także konfliktowa kwestia ochrony klimatu, rzecznik rządu nie powiedział. Kanclerz Merkel zwróciła przedtem uwagę, że rozmowy na temat klimatu „nie będą łatwe” wskazując na zamierzane przez USA wycofanie się z paryskiego porozumienia klimatycznego. Jako gospodyni szczytu będzie jednak szukała możliwości znalezienia kompromisów.
Równie problematyczne mogą być rozmowy na temat handlu. USA i większość z pozostałych państw G20 reprezentują w dalekim stopniu rozbieżne poglądy.

W piątek i niedzielę w hamburskich halach targowych omawiane będą najbardziej palące problemy współczesności. Fot. Źródło: dw.de
Jedyny konkretny efekt szczytu?
Oprócz Merkel i Trumpa w spotkaniu wzięli udział szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel i minister spraw zagranicznych USA Rex Tillerson oraz córka Trumpa Ivanka i jej mąż Jared Kushner, doradca ds. umów handlowych i Bliskiego Wschodu w gabinecie Donalda Trumpa. Obecni byli także szef rady gospodarczej w tymże gabinecie Gary Cohn i minister finansów Steve Mnuchin.
Angela Merkel i Ivanka Trump powołały wiosną br. inicjatywę wspierającą w krajach rozwijających się kobiety, które chcą się usamodzielnić gospodarczo. Planowany w ramach tej inicjatywy i wspierany przez niemiecką kanclerz międzynarodowy fundusz może być jednym z niewielu konkretnych efektów szczytu w Hamburgu.
G20, nieformalny klub skupiający 19 największych gospodarek świata i Unię Europejską rozpoczyna się w piątek i potrwa do soboty. Niemcy, które sprawują obecnie przewodnictwo G20, są jego gospodarzem.
Elżbieta Stasik / Redakcja polska ![]()
Twoja kariera stoi w miejscu? Oto najczęstsze przyczyny zawodowej stagnacji
Twoja kariera stoi w miejscu? A może dopiero zaczynasz zawodową drogę i nie chcesz popełnić błędu? Oto najczęstsze przyczyny zawodowej stagnacji i podpowiedzi, jak sobie z nimi poradzić.
Każdy popełnia błędy, szczególnie na początku. Jednak błędy błędom nierówne. Są takie, które nie wyrządzą nam wielkiej szkody. Ale są i takie, przez które nasza kariera może ucierpieć. Najgorzej, kiedy ich popełnianie wejdzie nam w nawyk – mówi Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl i radzi, jakich błędów unikać:
Błąd 1: O jeden deadline za daleko
Nawet najpilniejszemu pracownikowi czasem powinie się noga. W natłoku zadań trudno utrzymać terminy. Jeśli obsuwa zdarzy się raz, pewnie nic wielkiego się nie stanie. Jednak jeśli ciągle pracujemy np. nad kwartalnym raportem sprzedażowym, który od dwóch tygodni powinien leżeć na biurku szefa, mamy problem. Takich wtop kariera nie udźwignie.
Podpowiedź: Popracuj nad organizacją pracy
Ustal, gdzie leży przyczyna problemu. Czy zależy od czynników zewnętrznych, na które nie mamy wpływu? Czy od nas? Jeśli to drugie, trzeba wziąć się za siebie i swoje umiejętności organizacyjne. Jeśli mamy problem z zarządzaniem czasem, warto podzielić go (np. ten, który pozostał do zakończenia projektu) na mniejsze części. W ten sposób narzucimy sobie dyscyplinę i łatwiej ogarniemy zadanie. Kariera najczęściej wymaga pracowitości i uporządkowania.
Błąd 2: O pieniądzach nie rozmawiam
Co piąty Polak nie potrafi rozmawiać o pieniądzach (wynika z badań TNS Polska). Uważamy, że to temat tabu, nie potrafimy negocjować ani zarobków, ani podwyżek. Tymczasem nie podejmując rozmowy o pieniądzach, zostawiamy je na stole.
Podpowiedź: Nie bój się negocjować stawek
Nie negocjujemy z różnych powodów – boimy się odrzucenia, nie wiemy jak, brakuje nam pewności siebie. Trzeba się więc do tego przygotować. Pomoże dobry research – spróbujmy się dowiedzieć, ile zarabia się na podobnym stanowisku, np. na portalu Pensjometr.pl. Warto też poćwiczyć – np. odegrać negocjacyjną scenkę z zaufanym współpracownikiem. Kiedy poczujemy się komfortowo „sprzedając” siebie, łatwo wynegocjujemy lepsze stawki, a nasza kariera nabierze rozpędu.
Błąd 3: Mam pracę, więc się nie integruję
Kariera bez ludzi się nie uda. Tak modny dziś networking – czyli nawiązywanie i utrzymywanie sieci zawodowych kontaktów – to warunek niemal konieczny do zawodowego rozwoju. Niestety, wielu z nas przestaje o to dbać, kiedy tylko znajdzie pracę.
Podpowiedź: Networking potrzebny jest stale
To jest nieodzowny element budowania wizerunku – bycie w kontakcie z ludźmi z branży, stałe zdobywanie nowych znajomości. Nie przebywając z ludźmi, przegapiamy szanse. Nie wystarczy obecność na portalach społecznościowych – nie odpuszczajmy branżowych konferencji i spotkań. Warto też pomyśleć o zapisaniu się do jakiejś zawodowej organizacji.
Błąd 4: Palenie mostów
Zdarza się, że jesteśmy tak sfrustrowani pracą, że rzucamy ją w złości. Trudno też zachować zimną krew, gdy jesteśmy zwalniani. Zdarza się wreszcie, że błąd leży po naszej stronie. W żadnym z tych przypadków awanturowanie się nie jest dobrym pomysłem. Może się na nas zemścić. Nie wiadomo kiedy i z kim znowu skrzyżują się nasze zawodowe drogi.
Podpowiedź: Dowiedz się, co poszło nie tak
Dlaczego doszło do tak napiętej sytuacji? To kluczowe pytanie, na które trzeba znaleźć odpowiedź. Jeśli namierzymy błąd, nie popełnimy go drugi raz. A może to kwestia charakteru? Wtedy trzeba próbować nauczyć się panowania nad emocjami.
Błąd 5: Zaniedbanie własnego rozwoju
Kariera nie znosi stagnacji. By mieć szanse na rozwój, trzeba ciągle działać. Łatwo wpaść w rutynę i zapomnieć o rozwoju, zwłaszcza gdy nasz pracodawca o to nie dba.
Podpowiedź: Stwarzaj sobie możliwości
Kurs online, udział w seminarium, zrobienie kolejnego certyfikatu – to rzeczy, których nie można odpuszczać. Zanim się zapiszemy, zapytajmy szefa – może pochwalić nasz zapał i pokryć koszty wybranych szkoleń.
newsrm.tv
Magdalena Środa – Trump w Polsce: mamy spektakl przy którym „Klątwa” w Teatrze Powszechnym to bajka dla dzieci
Dziś mamy spektakl przy którym „Klątwa” w Teatrze Powszechnym to bajka dla dzieci.
Oto Trump spotka się z… awatarami (przypominam: w hinduizmie awatar to reprezentacja bóstwa) Kaczyńskiego. Są nimi prezydent Duda, premier Szydło i inni (być może minister Macierewicz wystawi również swojego awatara, bo temu bóstwu strach z bliska popatrzeć w oczy).
Będzie to więc spotkanie dwóch polityków, z których jeden jest liderem pełną gębą, drugi – wieloma gębami.
Pod względem stylu nie różnią się jednak od siebie: są populistyczni i despotyczni. Każdy z nich ma „wielką wizję” i na wizji jedzie (jechać można też bez wizji, co pokazał Donald Tusk).
Wizja dotyczy nie tylko własnego (nieśmiertelnego) przywództwa, choć to jest najważniejsze, nie tylko politycznych korekt zastanego systemu, ale całości: to znaczy całego kraju, wszystkich obywateli (obywatelki zostają i tak w domu), ustroju, współczesności, całego świata oraz kosmosu (którym ostatnio zainteresował się Trump, czekamy na ruch Kaczyńskiego). To żałosne…
6xP
Przyleciał.
Pospał.
Pojadł.
Popił.
Popieprzył.
Poleciał do pracy. #TrumpinPoland #TrumpinPoland— KREW BOGA (@krewboga_) 6 lipca 2017
(df) thefad.pl
Trump w Warszawie wzbudza mieszane uczucia u naszych zachodnich sąsiadów
Polska i Niemcy mocno różnią się w podejściu do Donalda Trumpa. Jego wizyta w Warszawie budzi obawy o powrót dawnych podziałów.
– Wizytę amerykańskiego prezydenta w demokratycznym, europejskim kraju należy przyjąć z zadowoleniem – mówił niedawno szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel pytany o przyjazd Donalda Trumpa do Warszawy. Żartobliwie dodawał nawet, że życzyłby sobie, aby Trump najpierw odwiedził Polskę, a dopiero potem Arabię Saudyjską, gdzie był kilka tygodni temu, a nie odwrotnie.
W swojej wypowiedzi, skierowanej do prasy zagranicznej w Berlinie, Gabriel przemycił jednak także inne przesłanie. Jak mówił, Europa nie może dać się podzielić, a takie potęgi jak USA, Rosja czy Chiny nie powinny uprawiać różnej polityki wobec poszczególnych europejskich krajów, tylko traktować Europę jako całość.
Dlatego nie ma wątpliwości, że Berlin będzie dokładnie przyglądał się warszawskiej wizycie Trumpa, a także sygnałom jakie, przy jej okazji, będą wysyłać władze Polski i przywódcy innych krajów regionu przebywający w tym czasie w polskiej stolicy. Czy prezydent Andrzej Duda będzie adwokatem tak zwanego Trójmorza, starając się wykorzystać ten format jako przeciwwagę dla niemiecko-francuskiego motoru w Unii Europejskiej? Czy też będzie bronił Unii jako całości, co z pewnością przyjęto by z zadowoleniem za Odrą?
Próba przeciwwagi?
Dyrektor berlińskiego biura German Marshall Fund Thomas Kleine-Brockhoff mówi, że to niedobrze, iż w ogóle stawia się takie pytania. Jego zdaniem nie można dopuścić do tego, aby Polska czuła się zmuszona, nawet teoretycznie, do wybierania między wielkim sojusznikiem w postaci USA, a średnio-dużymi sąsiadami.
– To przypomina podział na „starą i nową” Europę, który był bardzo szkodliwy, dlatego nikt nie chce jego powtórki – ocenia.
Brockhoff dodaje jednak, że szczyt państw „Trójmorza” z udziałem prezydenta Trumpa jest odbierany przez niektórych niemieckich polityków jako próba budowania przeciwwagi.
– W Berlinie dostrzeżono też fakt, że Trump przyjeżdza właśnie do Polski, czyli do kraju, w którym trwa konfrontacja z praworządnością. To sygnał podkopujący zasadę trójpodziału władzy – mówi.
Trump ostrzejszy wobec Rosji
Analityk ośrodka American Academy w Berlinie Jan Techau ocenia, że Trump przyjeżdza do Polski, bo chce osiągnąć dwie rzeczy.
– Po pierwsze chce pokazać partnerom w NATO, że Stany Zjednoczone pozostają sojusznikiem, na którym można polegać. Po drugie, chce pokazać Rosji, że Waszyngton nie zamierza oddać Moskwie pola gry w Europie – mówi.
Techau zauważa, że Trump dokonał zwrotu w swojej polityce wobec Rosji i stał się wobec Kremla dość krytyczny. – Także przez wzgląd na politykę wewnętrzną USA Trump musi pokazać, że jest twardy wobec Moskwy – ocenia.
Zdaniem analityka nie można wykluczyć, że w Warszawie Trump powie to, co nie przeszło mu przez gardło w Brukseli. A mianowicie jasno wesprze NATO i obowiązującą w nim zasadę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Trump nie jest lubiany w Niemczech
Stosunek do Donalda Trumpa to, obok sprawy uchodźców czy pomysłów na przyszłość Unii Europejskiej, jeden z najważniejszych punktów, w którym rozbiegają się polityczne sympatie Berlina i Warszawy.
W Niemczech Trump poddawany jest bezlitosnej krytyce, od której nie stronią nawet czołowi politycy.
Szerokim echem odbiło się niedawne przemówienie kanclerz Angeli Merkel, wygłoszone podczas wiecu wyborczego w Bawarii, w którym mówiła, że Europa musi wziąć swój los we własne ręce, bo skończyła się epoka, w której można było polegać na innych, w domyśle na USA. Słowa niemieckiej kanclerz interpretowano wręcz jako zerwanie z powojennym porządkiem w naszej części świata.
Thomas Kleine-Brockhoff przyznaje, że tego typu wypowiedzi mogą wywoływać w Polsce zaniepokojenie, ale – jego zdaniem – nie powinno się przypisywać im zbyt dużej wagi. – Merkel, czyli protestancka córka pastora, na pewno nie ogłosiłaby strategicznego resetu powojennej polityki zagranicznej przemawiając znad kufla piwa w katolickiej Bawarii, to wykluczone – mówi.
Brockhoff dodaje, że Warszawa byłaby dla Donalda Trumpa doskonałym miejscem do wyraźnego opowiedzenia się za tymi sprawami, które łączą Polskę i Niemcy – czyli sprawami NATO i stosunku do Rosji. – Trump może skierować uwagę właśnie na te, ważne dla regionu tematy. Z kolei polski rząd mógłby nadać temu spotkaniu charakter natowsko-europejski, zamiast stawiać w centrum polską, specjalną perspektywę. Wtedy obawy przed tym szczytem okazałyby się nieuzasadnione – mówi.
Wojciech Szymański, Berlin / Redakcja polska ![]()
Specjaliści Trumpa od PR wszystko przemyśleli. Przed wielkim szczytem w Hamburgu mają powstać w Polsce ładne zdjęcia
„Specjaliści prezydenta USA od PR wszystko dokładnie przemyśleli. Przed wielkim szczytem w Hamburgu mają powstać ładne zdjęcia” – piszą Daniel Broessler i Florian Hassel w artykule pt. „Przyjaciel, dobry przyjaciel” w opiniotwórczej „Sueddeutsche Zeitung” naświetlając tło wizyty amerykańskiego prezydenta, związane z nią nadzieje Polski, nastroje wśród państw inicjatywy Trójmorza i obawy UE.
„Przemówienie Donalda Trumpa przed wielkim tłumem ma pokazać, że nowy lokator w Białym Domu nie tylko w swoim kraju, ale także w Europie, może liczyć na poparcie wielu zwolenników” – piszą na autorzy relacji z Warszawy.
„Sueddeutsche Zeitung” przypomina, że jest to już drugie wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowej przed wielkim wydarzeniem na skalę międzynarodową.
W 2009 r. przed kilkutysięcznym tłumem wystąpił w Pradze Barack Obama, przyrzekając świat bez broni atomowej. Dopiero potem udał się na spotkanie na szczycie szefów państw i rządów UE. Teraz w czwartek 06 lipca, zanim rozpocznie się w Hamburgu szczyt G20, przed tłumem w Europie Środkowej będzie przemawiał Donald Trump.
„Na placu Krasińskich, jednym z piękniejszych miejsc w Warszawie, zmieści się co najwyżej 15 tys. osób, dlatego gospodarze nie muszą się obawiać pustych miejsc, czy wręcz protestujących przeciwników Trumpa. Nic nie powinno zakłócać tego występu, który w znakomity sposób udowodni bardzo ścisłe związki z Polską, jednego z najbliższych przyjaciół Ameryki, jak sformułował to doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster” – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.
„W rzeczywistości kryje się za tym znacznie więcej” – podkreśla dziennik. „Z troską i po części irytacją Bruksela i Berlin przyglądają się, czy tam w Warszawie nie formuje się pewien rodzaj antyliberalnego sojuszu. W Polsce Trump będzie gościem honorowym szczytu przywódców 12 państw Trójmorza. Ta inicjatywa Warszawy ma być przeciwwagą do osi Berlin-Paryż, która znów zyskuje na znaczeniu w Europie” – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.
„Wystąpienie krytycznego wobec UE prezydenta Stanów Zjednoczonych ma pokazać, «jak ważna jest Polska w Europie i wskazać na perspektywę rozwojową inicjatywy Trójmorza»” – jak powiedział w jednym z wywiadów prezydent Andrzej Duda.
To USA dyktuje warunki wizyty
Autorzy relacji z Warszawy poruszają dość obszernie temat pomysłu wizyty Trumpa w Warszawie, wyznaczenia jej terminu i przygotowań.
Niemieccy dziennikarze piszą, że według oficjalnych informacji z Warszawy przygotowania do podróży Trumpa do Polski odbywają się od wielu miesięcy. Faktem jest jednak, że „Amerykanie jeszcze w maju wykluczali taką wizytę”.
„Sueddeutsche Zeitung” cytuje wypowiedź dyplomaty, z którym rozmawiał polski „Newsweek”. Jak donosi: „Dopiero po porażce pierwszej podróży Trumpa do Europy na szczyt NATO i G7 i po tym, jak prezydent – także w Waszyngtonie – znalazł się pod presją z powodu kontaktów osób z jego otoczenia z Rosją, Biały Dom zgodził się na wizytę w Polsce (…) widząc w tym możliwość pozyskania ładnych zdjęć do amerykańskiej telewizji śniadaniowej, zanim w Hamburgu (…) pojawią się nieprzyjemne zgrzyty”.
Termin wizyty został uzgodniony dopiero pod koniec czerwca – zaznacza niemiecki dziennik. Z tego powodu w ostatniej chwili przeniesiono nawet szczyt Trójmorza z Wrocławia do Warszawy. „Wszystko rozgrywało się w bardzo krótkim czasie”, a „Amerykanie decydowali o wszystkim – podkreśla cytowany przez „Sueddeutsche Zeitung” polski urzędnik.
Polska szuka oparcia w USA
Między Warszawą i Waszyngtonem „rzeczywiście mogłaby powstać ciekawa wspólnota interesów“. Polski rząd prawicowy „w dużym stopniu odizolowany w Unii Europejskiej szuka oparcia w potężnym sojuszniku”, a Trump czerpie z tego korzyści – zaznacza „Sueddeutsche Zeitung”. „Może po pierwsze pokazać, że nie wszędzie w Europie pogardza się nim jako niszczycielem klimatu. Z drugiej strony musi być dla niego kuszące, udzielenie wsparcia tym, którzy mogą osłabić Angelę Merkel i francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona”.
Berlinowi wszystko to przypomina znane już z czasów byłego ministra obrony USA Donalda Rumsfelda «rozróżnianie między „nową” i gorszą „starą” Europą» w sporze o wojnę w Iraku, a także format 16+1, którym Chiny chcą zacieśnić współpracę ze wschodnioeuropejskimi państwami członkowskimi UE – piszą autorzy artykułu. „Ale wrażenie, że są one poplecznikami Trumpa przy podziale Europy jest dla większości państw członkowskich Trójmorza nieprzyjemne. Wiele z nich na wszelki wypadek poinformowało niemiecki rząd o tym, że bynajmniej nie mają takich zamiarów. Głównie Austria i Rumunia. Większość nie chce też wiodącej roli Polski” – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”.
Gazeta podkreśla, że „państwa Grupy Wyszehradzkiej nie są zainteresowane osłabieniem Europy”. Wiedzą one, że „tylko razem z innymi państwami UE odniosą sukces” – powiedział w rozmowie z „Sueddeutsche Zeitung” szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim Manfred Weber.
„Jednak polski rząd nie pozostawia niczego przypadkowi. Każdy z posłów PiS ma ze swego okręgu wyborczego zorganizować 50 zwolenników, którzy będą autobusem przewiezieni do Warszawy na występ Trumpa. Koszty przejmie partia” – kończy „Sueddeutsche Zeitung”.
(df) thefad.pl / oprac. Barbara Cöllen / Redakcja polska ![]()













