Posłanka do Parlamentu Europejskiego zdradza kulisy negocjacji ws. Brexitu
Dzisiaj ciągle mamy ogromną niepewność i właściwie nie wiadomo jak będą wyglądały przyszłe relacje – mówi newsrm.tv o negocjacjach ws. Brexitu prof. Danuta Huebner, posłanka do Parlamentu Europejskiego. Zgodnie z harmonogramem negocjacje powinny trwać dwa lata. Rozmowy podzielona na etapy. W pierwszym z nich poruszone zostaną tematy dotyczące ochrony obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii.
– Ten pierwszy etap to będą negocjacje o ochronie obywateli Unii Europejskiej, tych z 27 państw członkowskich, którzy znajdują się na Wyspach Brytyjskich, bo podjęli prace, są połączenie więzami rodzinnymi, studiują. Negocjacje dotyczą także obywateli brytyjskich w tych 27 państwach Unii Europejskiej. Już widać, że dwa stanowiska negocjacyjne to europejskie i to brytyjskie są bardzo daleko od siebie. To będzie taka pierwsza próba. Już w lipcu zaczną się negocjacje. Zobaczymy czy uda się rzeczywiście znaleźć wspólne pole dla kompromisu – mówi Danuta Huebner.
W lipcu poruszony także zostanie temat finansów. Unia i przedstawiciele Wielkiej Brytanii będą rozmawiali o zobowiązaniach takich jak emerytury. – Te negocjacje również będą bardzo trudne. Zaczynamy rzeczywiście mocnym uderzeniem. Do końca tego roku mamy nadzieję osiągnąć postęp w tych negocjacjach dotyczących obywateli i finansów, ale także granicy na wyspie Irlandia. Wtedy jeżeli ocenimy, że zaawansowanie jest dostateczne rozpoczniemy także myślenie o przyszłości, ale dzisiaj przyszłość jest zupełnie nieznana – dodaje Danuta Huebner.
Rozbrat Wielkiej Brytanii z Unią Europejską niesie ze sobą też obawy o przyszłość działania firm. Przedsiębiorcy już teraz obawiają się, że będą musieli np. płacić cło. Kolejny problem to podatki: czy VAT pozostanie bez zmian i jak będzie wyglądał jego zwrot. Wielka Brytania i Unia Europejska mają także wspólny system patentowy i ochrony znaków towarowych. Przedsiębiorcy obawiają się czy zostanie to utrzymane czy może jeszcze raz będą musieli swoje znaki zastrzegać.
– Są obawy o to, że w momencie rozpoczęcia wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej to przedsiębiorcy będą mieli utrudnione kontakty z partnerami w Wielkiej Brytanii. To będzie oznaczało nie tylko wzrost kosztów ale także wydłużanie się całego procesu współpracy biznesowej z Wielka Brytanią a to będzie oczywiście wpływać na wyniki finansowe – dodaje dr. Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.
Jak wynika z danych Konfederacji Lewiatan najbardziej zaniepokojone są branża samochodowa, kosmiczna, kosmetyczna oraz sektor telekomunikacji satelitarnej.
newsrm.tv
Mężczyzna może nosić wszystko – nowe trendy i kolekcje
W stolicach mody od Mediolanu po Paryż prezentowano kolekcje mody dla mężczyzn na sezon wiosna – lato 2018.
Obowiązują różnorodne trendy, ale niektóre z nich będą potrzebowały czasu, by się upowszechnić.
Ubiór do pracy
Odzież dla zwykłego robotnika w wydaniu Haute Couture robi dziwne wrażenie. Kombinezony dla zamożnej klienteli nie pochodzą ani ze sklepu z ubraniem roboczym, ani ze sklepów dyskontowych z modą, lecz od Prady i Kwona. Czyżby chciano w ten sposób zatrzeć granicę między „my ” i „wy”?
Ogromne logotypy
Wielkie i jaskrawe logotypy stały się ulubionym motywem męskiej mody. Swą popularność zdobyły w latach 90-tych i zadomowiły się na dobre nawet w modzie z najwyższej póki. Sami producenci też chętnie sięgają do kombinacji w różowym kolorze, jak w przypadku Versace (na zdjęciu).
Odwaga przy wzorzystych tkaninach
Klasyczna firma Burberry (po lewej) oczekuje w tym wydaniu letnim niemało odwagi. W końcu wszystko jest jednolite w kratkę. Versace (zdjęcie w środku) oraz Dolce & Gabbana zdecydowały się najwidoczniej na styl postsowiecki lat 90-tych z materiałami w duże wzory oraz estetyką nawiązującą świadomie do klasy robotniczej.
Styl japoński podbija świat
Designerskie propozycje odzieży męskiej nie mają nic wspólnego z codziennością. Niemniej jednak to właśnie na modowych wybiegach zapadają teraz decyzje, jakie trendy obowiązywać będą w przyszłym sezonie. W czerwcu wszechobecne są luźne kimona oraz odzież inspirowana motywami japońskiej kultury, które mogą stać się hitami mody na wiosnę 2018.
Jak nosić garnitur
Trudno wyobrazić sobie męską modę bez garnituru. Jednak dzisiaj nosi się go bardziej na luzie bez sztywnych zasad. Marynarki, koszule, kamizelki i spodnie poddane zostały przeróbkom i nosi się je z elementami odzieży sportowej lub tej na czas wolny, zakładając tenisówki i nosząc plecak zamiast aktówki. Modny mężczyzna sięga też po garnitury we wzory.
Najważniejsze to zdrowo wyglądać
Świat mody chętnie czerpie zewsząd korzyści. Zalicza się do nich również zdrowy styl życia. Odzież sportową nosi się nie tylko w studiu fitnesu. Szorty, leginsy, syntetyczne topy sportowe stały się częścią miejskiej subkultury i dotarły już także do sieci tanich sklepów. Dla projektantów są one nieustającym źródłem inspiracji.
Redakcja polska
Wałęsa wspomina Kohla: „Był luzakiem”
Raczej był przyjacielem. Jak byliśmy gdzieś razem na obiedzie i tam zawsze się wygłasza jakieś mowy to mówił: “Daj spokój, nie będziemy tego robić, pogadajmy“. A więc był luzakiem. Nazwałbym go luzakiem i to mu też dostarczało sympatii. Także ja go lubiłem i lubiłem jego proste zagrywki – wspomina Lech Wałęsa.
Deutsche Welle: Czy Helmut Kohl był dla Pana Prezydenta bardziej przyjacielem czy raczej politycznym partnerem?
Lech Wałęsa: Raczej był przyjacielem. Jak byliśmy gdzieś razem na obiedzie i tam zawsze się wygłasza jakieś mowy to mówił: “Daj spokój, nie będziemy tego robić, pogadajmy“. A więc był luzakiem. Nazwałbym go luzakiem i to mu też dostarczało sympatii. Także ja go lubiłem i lubiłem jego proste zagrywki.
DW: A pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie? Albo takie, które szczególnie zapadło Panu w pamięć?
LW: Jedno pamiętam i do końca życia nie zapomnę. Jest ono opisane w książce „Poker prezydencki“ przez Purzyckiego. Ja jeszcze byłem związkowcem, ale już był rząd Tadeusza Mazowieckiego i Kohl z delegacją rządową przyjechał do Polski z oficjalną wizytą, no i nie można było nie spotkać się z Wałęsą.
Było spotkanie gdzieś tam na Parkowej, ponieważ byłem już zmęczony i miałem mało czasu, od razu zacząłem z wysokiego „c“. Mówię: „Proszę panów, za chwilę upadnie mur berliński, za chwilę rozpadnie się Związek Radziecki. Czy panowie, jako największa siła w Europie, jesteście przygotowani na te okoliczności?” I wtedy mi odpowiedział – mnie się wydawało, że odpowiedział mi Genscher, minister spraw zagranicznych, ale Genscher mówił, że to jednak Kohl odpowiedział mi tak: „Proszę pana, chcielibyśmy mieć takie kłopoty. Za naszego życia to się nie zdarzy. Na naszych grobach wyrosną wielkie drzewa zanim to się wydarzy”. No i musieli przerwać oficjalną wizytę, bo mur berliński upadł.
DW: Kohl przerwał wizytę i wrócił do Niemiec…
LW: Tak, mało tego, to było ciekawiej. Otóż bali się wracać niemieckim samolotem. Poprosili prezydenta USA, by dał im swój samolot i ten samolot przyleciał do Polski i tym samolotem dopiero wrócili do Niemiec.
DW: Panie prezydencie, a co Panów politycznie dzieliło, a co łączyło? Były punkty sporne?
LW: Problem polegał na tym, że jednak Kohl był ostrożny. Zwracał uwagę na sytuację niemiecką, co oczywiste – był kanclerzem Niemiec. Jeśli chodzi o zjednoczenie Niemiec, które się wtedy rysowało to miał trochę wątpliwości. Natomiast znów te moje spotkania, które mu udowadniały rzeczy, w które on nie wierzył, a które się układały.
W pewnym momencie Genscher powiedział na którymś spotkaniu następnym: „Panie, ja się boję z Panem rozmawiać, bo co Pan powie to wszystko się sprawdza”.
Więc to wszystko pomogło mi w przekonywaniu, że się szykuje nowa sytuacja, że się szykuje zjednoczenie Niemiec i zjednoczenie Europy, o czym powiedziałem w 1981 roku na pierwszym spotkaniu z Genscherem, który przyjechał do mnie, jak byłem z oficjalną wizytą we Francji. Przyjechał, był zamaskowany, nie chciał, żeby KGB go rozszyfrowało. Zrobił to tajne spotkanie ze mną i jak mu tam powiedziałem, że zjednoczymy Niemcy, że rozwalimy Związek Sowiecki, że zjednoczymy Europę, on na mnie patrzył i pomyślał „co ten elektryk pieprzy za głupoty, co on opowiada“.
No bo to był 81 rok, a więc nie wierzył, nie wierzył w żadnym wypadku. Uważał mnie za nawiedzonego, jakiegoś tam człowieka niepoważnego, ale jak zaczęło to się sprawdzać, a zaczęło, to mówi: “Panie, ja się boję z Panem rozmawiać. Co Pan mi tu powie znów”.
DW: Helmut Kohl w Niemczech bardzo polaryzował. Jaki był jego odbiór w Polsce?
LW: Trudno powiedzieć, bo Genschera na pewno uważaliśmy wtedy za największy umysł tamtego czasu, największy intelekt. Kohla raczej za sprytnego przywódcę.
DW: A pamięta Pan sytuację uznania granicy na Odrze i Nysie. Jak przebiegały te rozmowy? Kohl zwlekał z podjęciem decyzji…
LW: Tak, on miał wątpliwości i te moje spotkania i to, że przewidywałem, że Polska wiedziała, co robi, dokąd to zmierza, pozwalało mu iść jednak za polskim widzeniem i koniecznością uznania granic. Bo jeśli ja mówiłem, że zlikwidujemy wszelkie granice, to o co mu chodzi? Więc ja tak ich przekonywałem. Zresztą to prawda. Znosimy w ogóle granice w Europie, to po co mu granica polsko-niemiecka? Więc to było już widać wtedy i praktycy-politycy to widzieli.
DW: A trudno go było przekonać?
LW: Można go było przekonać, ale trzeba było popracować nad tym.
DW: Chyba raz widziałam Kohla na żywo i kiedy wchodził do jakiegoś pomieszczenia to sama jego fizyczność powodowała, że trochę przyćmiewał otoczenie…
LW: Tak, ale ja byłem ponad tym, żeby ktokolwiek mógł mnie przyćmić. Ja miałem zawsze ułożone to, co mam zrobić i niezależnie od tego musiałem zawsze osiągnąć to, co zaplanowałem. Zawsze jak się spotykał ze mną, mówił: „Już ósmą kawę wypiłem to mogę rozmawiać“. Strasznie dużo kawy pil, żeby się rozruszać. Taki wielki, masywny człowiek żeby się rozruszać, to potrzebował takiego pobudzenia. To rzeczywiście był kawał człowieka. Ale jakoś ta siła była pokojowo ustawiona, tak mi się wydawało.
DW: Panie prezydencie, dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Magdalena Gwóźdź-Pallokat / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Więcej uczniów na lekcjach polskiego w Brandenburgii
⇒ Niemcy: migranci i przestępczość
Katarzyna Lubnauer: Nie mogę pozbyć się wrażania, że Puszcza Białowieska i jej tragedia, to Polska w pigułce
„I nie mogę pozbyć się wrażania, że Puszcza Białowieska i jej tragedia, to Polska w pigułce. Tam, na Podlasiu, jak w soczewce widać wszystkie problemy Polski rządzonej przez PiS. Nieumiejętność korzystania z zasobów, nacechowane ideologią działania, przekonanie o własnej nieomylności i absolutna odporność na opinie z zewnątrz i niedopuszczanie myśli, że ktoś inny może wiedzieć lepiej.”
Puszcza jak Polska, Polska jak puszcza
Wraz z grupą posłów Nowoczesnej byliśmy ostatnio w Białowieży i w Puszczy Białowieskiej. Miejsce to od miesięcy przewija się w debacie publicznej. Co chwila relację na żywo nadają stamtąd rozmaite media. Niby wszyscy wiemy, co się tam dzieje, ale żadna relacja żadnego reportera nie jest w stanie pokazać dramatu, jaki odbywa się w Puszczy Białowieskiej. Muszę dodać, że służby graniczne i służby leśne zrobiły wszystko, żebyśmy nie mogli zobaczyć miejsca ścinki i spotkać się z pracującymi tam ekologami. Pierwszy raz widziałam też, jak wykorzystuje się służby państwowe, żeby zablokować, niczym w krajach totalitarnych, dostęp opozycji do informacji. Pretekstem było, mimo okazania przez nas wszystkich dokumentów, ustalanie naszej tożsamości. Przez ponad godzinę! Ale dotarliśmy na miejsce, i dopiero zobaczenie tego na własne oczy pozwala rozumieć tragizm sytuacji. Ja to widziałam i jestem przerażona.
I nie mogę pozbyć się wrażania, że Puszcza Białowieska i jej tragedia, to Polska w pigułce.
Tam, na Podlasiu, jak w soczewce widać wszystkie problemy Polski rządzonej przez PiS. Nieumiejętność korzystania z zasobów, nacechowane ideologią działania, przekonanie o własnej nieomylności i absolutna odporność na opinie z zewnątrz i niedopuszczanie myśli, że ktoś inny może wiedzieć lepiej.
Puszcza Białowieska to perła w Europie. Jedyny taki obszar dziewiczego lasu, bogactwo przyrody. To miejsce jest jedną z największych atrakcji turystycznych Polski. Nie trzeba być przecież mistrzem biznesu turystycznego, by wiedzieć, że ludzie z całego świata zawsze będą chcieli tam przyjechać, aby na własne oczy zobaczyć ten niezwykły las. A turyści, to realne pieniądze. Dla Puszczy, dla Podlasia, dla Polski. PiS tego nie wie? Minister Szyszko tego nie wie? Chyba nie.
Tam w ogóle nie powinno się usuwać chorych drzew, bo taki las potrafi się uzdrowić, ale jeśli nawet zdecydowali się na wycinkę części zaatakowanych przez kornika drzew, to mogli robić to mniej inwazyjnymi metodami. Pozwolić zarobić lokalnym mieszkańcom, stosować metody tradycyjne, a nie wielkie maszyny, które nie tylko wycinają drzewa, ale niszczą wszystko wokoło. Działania, które podjął minister Szyszko to oczywisty dowód na całkowitą nieumiejętność mądrego, nowoczesnego myślenia gospodarczego. Minister Szyszko w Puszczy widzi podkłady kolejowe i deski. Jest ślepy na jej majestat, który należy chronić, którym należy się chwalić i na którym dodatkowo można zarobić. Ta krótkowzroczność się zemści. Zamiast zainwestować w turystykę minister Szyszko dezawuuje te tereny, zniechęca turystów, tłumaczy im, że to nic niewarty las wyhodowany przez człowieka. To wygląda jak celowa, absurdalna antyreklama Polski.
PIS nie szanuje dóbr narodowych w szerokim ich rozumieniu. Tak jak nie szanuje państwa prawa, jego instytucji, naszej kształtującej się wciąż demokracji – tak nie szanuje środowiska naturalnego. Tak jak niszczy kolejne instytucje państwa, tak chce zniszczyć charakter i urok Puszczy. Brutalnymi narzędziami, zarówno tymi tradycyjnymi, jak i politycznymi, niszczy dziedzictwo, które powinno być przekazane kolejnym pokoleniom.
Skrót PiS moglibyśmy rozszyfrować jako Przemoc i Siła. Bo to przemoc, siła, upór i ideologia determinują działania partii rządzącej. W słowniku PiS nie ma słów rozmowa, kompromis, negocjacje, porozumienie. A to musi doprowadzić do konfliktu i porażki. Już raz PiS przejechało się na Rospudzie, sprawa Puszczy Białowieskiej jest podobna. Wtedy świat patrzył, teraz również przygląda się ze zdziwieniem.
To kolejny obszar naszej klęski na arenie międzynarodowej. Nominaci PiS rozsiani po przeróżnych instytucjach niszczą wizerunek Polski, idą na czołowe zderzenie z kolejnymi podmiotami międzynarodowymi. W przypadku Puszczy Białowieskiej wyrąb drzew ma miejsce w przeddzień szczytu UNESCO w Polsce! Jan Szyszko zamiast być dumnym z faktu, że Puszcza Białowieska jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO, twierdzi, że znalazła się tam nielegalnie i chce złożyć w tej sprawie wniosek do prokuratury. Zamiast dumy z ostatniego naturalnego lasu w Europie, PiS wmawia światu, że to wynik działań ludzi. A to wszystko po to, żeby usprawiedliwić kuriozalną wycinkę. To wbrew interesowi Polski i Polaków. Nie wyobrażam sobie, by na podobne działania zdobyli się ministrowie innych rządów w Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Taki minister zostałby natychmiast odwołany za działanie na szkodę gospodarki i wizerunku własnego kraju. Nasz minister Szyszko ma się świetnie…
Przyroda polska przeżyła pokolenia korników, ale może nie przeżyć jednej kadencji szkodników politycznych. Lex Szyszko to 3 mln ściętych drzew, a obecna wycinka Puszczy Białowieskiej to nieodwracalna ingerencja w dziką przyrodę. Te zniszczenia przyjdzie nam odrabiać najdłużej, o ile w ogólne będą od odrobienia. Bo tak samo, jak nie można odtworzyć dzieła sztuki zniszczonego przez barbarzyńców, tak nie można na nowo posadzić lasu pierwotnego. Puszcza jest w stanie się odrodzić, ale trudno będzie odrodzić jej charakter.
Mamy tylko jedną Polskę. Mamy tylko jedną taką Puszczę. Polska to nie skład desek. Nowoczesność i odpowiedzialność to dbałość o dziedzictwo, myślenie o przyszłości, a nie skupianie się tylko na tu i teraz.
Kto wydaje więcej na utrzymanie samochodu? Kobiety czy mężczyźni są bardziej rozrzutni?
Kobiety nie są tak rozrzutne jak mężczyźni? Okazuje się, że tak jest w przypadku wydatków na samochód. Kobiety wydają na utrzymanie samochodu średnio dwukrotnie mniej niż mężczyźni – wynika z raportu „Polak w drodze 2.0 – wydatki kierowców”, opublikowanego przez Santander Consumer Bank.
Odejmując koszt paliwa, mężczyźni wydają do 500 zł, zaś kobiety do 200 zł miesięcznie. O ile wydatki na naprawy, serwis opon i zakup materiałów eksploatacyjnych, to bolączka wszystkich kierowców, o tyle w przypadku pań mocno odczuwalne są koszty płatnego parkowania. Dwukrotnie więcej kobiet (23 proc.) niż mężczyzn (12 proc.) deklaruje, że wydatki te są dotkliwe dla ich budżetów.
12 proc. ankietowanych kierowców przyznało się do otrzymania mandatu w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Koszty z tym związane stanowią istotną pozycję w budżecie kierowców, zwłaszcza młodych. Główne wykroczenia to nadmierna szybkość (56 proc.) i nieprawidłowo wykonywane manewry (16 proc.). Co ciekawe, to kobiety mają większe problemy z powodu przekraczania prędkości – 71 proc. mandatów, które otrzymały to wynik zbyt szybkiej jazdy. Nieustąpienie pierwszeństwa skończyło się mandatem w przypadku 12 proc. ankietowanych kobiet. Z kolei mężczyznom kłopoty sprawiają zarówno manewry, jak i przestrzeganie pierwszeństwa przejazdu częściej otrzymywali mandaty (50 proc.) za nieprzepisowe zachowania w takich sytuacjach niż za przekroczenie prędkości (45 proc.).
Z badań wynika, że kobiety o wiele chętniej niż mężczyźni (45 proc. do 28 proc.) rozważają zastąpienie posiadanego auta nowszym modelem. Jednocześnie, częściej preferują kredyt (26 proc.) niż mężczyźni (19 proc.).
– Dla 1/3 kierowców wymiana samochodu średnio co 4-5 lat jest koniecznością. Dlatego warto sprawdzać dostępne na rynku możliwości. Ponad 70 proc. naszych Klientów, którzy skorzystali w przeszłości z kredytu, ponownie wybiera ten sposób zakupu nowszego auta. To przede wszystkim korzystna oferta, elastyczne warunki finansowania i dopasowanie się do potrzeb klienta zachęcają do skorzystania z tej formy finansowania zakupu auta – podkreśla mówi Paweł Florkiewicz, Rzecznik Prasowy Santander Consumer Banku.
newsrm.tv
Rekordowa liczba obcokrajowców w Niemczech. Mieszka już ich..
W Niemczech mieszka tak dużo cudzoziemców, jak nigdy dotąd. Według Federalnego Urzędu Statystycznego jest ich ponad 10 milionów.

Wg Federalnego Urzędu Statystycznego w Niemczech mieszka ponad 10 milionów cudzoziemców. Fot. Źródło: dw.de
Liczba obcokrajowców w Niemczech wzrosła w ostatnich dwóch latach (2015-2016) o 1,9 mln (23 procent) i aktualnie w Centralnym Rejestrze Cudzoziemców (AZR) jest ich ponad 10 mln – poinformował Federalny Urząd Statystyczny z Wiesbaden. To od momentu powstania rejestru w 1967 roku najwyższa liczba zarejestrowanych w Niemczech cudzoziemców. W statystykach uwzględnione zostały wyłącznie osoby posiadające inne niż niemieckie obywatelstwo.
Za główną przyczynę wzrostu liczby obcokrajowców podaje się napływ uchodźców. W roku 2015 w szczycie kryzysu uchodźczego przybyło do Niemiec 1,5 miliona ludzi, w tym 520 tys. Syryjczyków, 178.100 tys. Afgańczyków i ponad 138 tys. osób z Iraku. Napływ ludzi z państw spoza UE wyniósł w 2015 roku 1,3 mln, podczas gdy w okresie między 2007 i 2014 rokiem wynosił on tylko 880 tys. osób.
W porównaniu z wcześniejszymi latami niewielką rolę odegrała tym razem migracja z dotkniętych kryzysem euro unijnych krajów basenu Morza Śródziemnego: Grecji, Włoch, Portugalii i Hiszpanii.
Jak wynika dalej z danych Federalnego Urzędu Statystycznego, w latach 2015 i 2016 odnotowano wśród obcokrajowców w Niemczech o 100 tys. więcej narodzin niż zgonów. A od początku 2015 r. z rejestru AZR usunięto dane ok. 230 tys. osób, bo otrzymały one niemieckie obywatelstwo.
POLECAMY:
⇒ Więcej uczniów na lekcjach polskiego w Brandenburgii
⇒ Niemcy: migranci i przestępczość
Germany’s Bundestag passes bill on same-sex marriage
Homosexual couples in Germany will now be able to marry and adopt children under a new law passed by parliament. The move brings Germany into line with several other European countries.

PARLIAMENTARIANS REACT TO 'HISTORIC’ VOTE IN FAVOR OF GAY MARRIAGE
'Yes’ vote prompts kisses in the public gallery
Moments after parliament endorsed 'marriage for all,’ with 393 in favor, 226 against and four abstentions, same-sex couples in the chamber’s public gallery openly kissed and hugged one another. Those voting in favor included 75 members of Chancellor Angela Merkel’s conservative CDU-CSU bloc. For. źródło: dw.de
The German parliament, or Bundestag, on Friday passed a bill legalizing same-sex marriages in a snap vote that made it onto the agenda before the summer break after a surprise shift by Chancellor Angela Merkel.
The bill passed by 393 to 226, with four abstentions. Merkel herself voted against the bill, although her comments helped bring it about.

Openly gay Green politician Volker Beck celebrated a success on his last day in parliament. Fot. Źródło: dw.de
However, more than 70 members of Merkel’s conservative bloc must have voted in favor of the bill for it to pass.
Merkel later explained her „no” vote by saying that she understood the definition of marriage in the German constitution as referring solely to unions between men and women. She said, however, that she hoped the vote to approve gay marriage would lead to „more social peace.”
Although she voted against homosexual marriage, she said that after long reflection, she had come to the conclusion that same-sex couples should be able to adopt children, which is something the new bill will legalize.
The German Parliament approved same-sex marriage. Congratulations to all gay couples who have been waiting to get married! #Lovewins 🏳️🌈👬👫👭 pic.twitter.com/naRnJYFfxC
— GermanForeignOffice (@GermanyDiplo) 30 czerwca 2017
Volker Beck of the Green party, who has long advocated legalizing same-sex marriage, called the vote „a success for democracy,” citing opinion polls showing that 80 percent of Germans were in favor of allowing homosexual couples to marry and adopt children.
Ahead of the vote, Gerda Hasselfeldt from the CSU, which has vehemently opposed the measure, said heterosexual marriage that could produce children was the basis of society, adding that she could not understand „how people could simply put aside something that went to constitute our state.”
Germany’s approval of homosexual marriages adds it to the growing list of Western countries that allow such unions. Fourteen European countries have now made gay marriage legal, with the Netherlands leading the way in 2001.
Campaign ploy?
The way was paved for a vote on Monday night when Merkel said she wanted the issue to become one of „conscience,” suggesting that she would allow a free vote among her own divided party. Her Social Democrat rival for the role of chancellor, Martin Schulz, pounced on Merkel’s comments the next day, advocating an immediate vote in parliament, before September’s elections.
The bill was put on the agenda for the last day before the summer break by the center-left Social Democrats (SPD), the Greens and the Left party. Merkel’s CDU/CSU bloc had criticized the SPD’s move, saying that they had previously agreed not to hold a parliamentary vote on the issue during their coalition.
Schulz was quick to hail the outcome of the vote, saying that marriage for all meant „unity, justice and freedom” for all Germans who love each other, quoting from the German national anthem.
Die Ehe für alle ist beschlossen. Damit gibt es Einigkeit und Recht und Freiheit in Deutschland jetzt für alle, die sich lieben.
— Martin Schulz (@MartinSchulz) 30 czerwca 2017
Schulz’s SPD ally, Justice Minister Heiko Maas, celebrated the decision more playfully on Twitter, mimicking Chancellor Merkel’s signature hand gesture:
Die #Ehefüralle wird Gesetz. Endlich gleiches Recht für gleiche Liebe. #pride #lovewins #CSD pic.twitter.com/dhap8Ab549
— Heiko Maas (@HeikoMaas) 30 czerwca 2017
Responses poured in around the country. Bundesliga football club Hertha Berlin set a clear signal in the capital, hoisting a rainbow flag and posting video footage of the event.
Hertha BSC zeigt Flagge! 🏳️🌈 #ehefuerralle #prideweekend #hahohe pic.twitter.com/S2dQbElLnP
— Hertha BSC (@HerthaBSC) 30 czerwca 2017
Germany currently allows civil partnerships, but not full marital rights, which would include the possibility to jointly adopt children.
Out-foxed or pragmatic?
Schulz had forced the speedy vote, saying he would „take the chancellor at her word.”
However, while some would consider the chancellor and CDU to have been wrong-footed, an alternative theory – that Merkel wanted to remove same-sex marriage as an election issue – has been floated. After all, Monday’s comments did appear to be her laying foundations for a vote on the same issue in the next legislative period.
All three potential partners in government with the CDU – the Social Democrats (SPD), Greens and pro-business Free Demo
Deutche Welle / Redakcja polska ![]()
NIK: ZUS ma problem z obliczeniem wysokości przyszłej emerytury 2 mln Polaków
Ponad dwa miliony Polaków wciąż nie ma ustalonego kapitału początkowego, który istotnie wpływa na wysokość emerytury – alarmuje NIK.
Do obliczenia kapitału początkowego mają prawo osoby, które rozpoczęły pracę przed 1999 rokiem. Do ustalenia kapitału początkowego Zakład Ubezpieczeń Społecznych wymaga świadectw pracy i informacji o zarobkach. Te jednak w wielu przypadkach są dzisiaj albo niedostępne, albo nieuznawane przez ZUS. NIK uważnie przygląda się temu problemowi.
Reformie emerytalnej z 1999 roku towarzyszyło założenie, że wszystkie potrzebne do wyliczenia wysokości emerytury dokumenty znajdują się w teczkach osobowych pracownika. Na pracodawcy ciążył obowiązek przechowywania ich przez 50 lat. – Niestety to założenie było błędne i doprowadziło do krzywdy wielu ludzi – tłumaczy Jolanta Louchin, członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Archiwistów Polskich.
Lista błędów jest długa. Przede wszystkim nie wzięto pod uwagę, że do wyliczenia emerytury potrzebne będą nie tylko świadectwa pracy (dokumentujące okres składkowy), ale również informacje o zarobkach. Te jednak przechowywane były zazwyczaj w zbiorczej dokumentacji płacowej.
Choć i ona podlegała ochronie, trudno było jednoznacznie zinterpretować, przez jaki czas. Ponieważ była dokumentem zbiorczym, różnie obliczano długość okresu ochronnego. W konsekwencji dużym problemem pozostaje przedstawienie ZUS-owi rzetelnej informacji o zarobkach z tych miejsc pracy, które zostały zlikwidowane. Dokumentacja płacowa najczęściej w tych przypadkach po prostu przepadła. To z kolei znacząco wpływa na wysokość emerytury wielu osób, które pracowały przed 1999 rokiem.
Nie wzięto też pod uwagę astronomicznej liczby zlikwidowanych zakładów pracy. Baza ZUS, która podpowiada, gdzie szukać dokumentów potrzebnych do obliczenia wysokości emerytury, dysponuje dziś informacjami o 23 tysiącach podmiotów – zlikwidowanych lub przekształconych.
Tymczasem eksperci obliczają, że to tylko wierzchołek góry lodowej, bo są ich najmniej trzy miliony, choć niektórzy mówią o nawet o pięciu milionach. Szczególnie lata 90. były dynamiczne pod względem powstawania i upadania firm.
Co się stało ze świadectwami pracy i informacjami o zarobkach przechowywanymi w tych miejscach? W większości zostały odpłatnie przekazane tzw. przechowawcom. Jednocześnie na początku nie określono wobec nich żadnych wymagań, ciesząc się po prostu, że ktoś przejął kilometry dokumentacji. W konsekwencji przechowywanie dokumentów stało się interesem, na którym można było szybko zarobić, niekoniecznie przykładając się do tego zadania.
Teczki przechowywane były przez ludzi niewykwalifikowanych, w nieprzygotowanych miejscach. Część dokumentacji w ogóle zniknęła, część uległa nieodwracalnym zniszczeniom. Gdy dokumentacja osobowa i płacowa okazała się kluczem do obliczenia wysokości emerytury, narzucono przechowawcom określone rygory. C
zęść jednak ich nie spełniła i do dziś działa poza prawem – w konsekwencji pozyskane od nich dokumenty są przez ZUS nieuznawane. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy określone osoby są w posiadaniu dokumentacji, w posiadaniu której być nie powinny, nierzadko czerpiąc z tego zysk.
Mimo że od odzyskania tych dokumentów może zależeć godna emerytura wielu obywateli, państwo pozostaje wobec tego problemu bezradne. Bezradność może wynikać z faktu, że odzyskanie i uporządkowanie dokumentów osobowych i płacowych przez wykwalifikowanych archiwistów jest kosztowne. Trudno jednak przejść obojętnie obok oszczędności, która dotyczy w większości ludzi bezradnych i potrzebujących wsparcia.
To także kwestia elementarnej uczciwości państwa wobec obywateli. Dlatego NIK uważnie przygląda się systemowi przechowywania dokumentacji osobowej i płacowej.
Źródło: Kurier PAP/NIK
Posłowie Nowoczesnej odwiedzili Puszczę Białowieską. „Wykorzystano służby państwa, żeby zatrzymać posłów opozycji”
Przyjechaliśmy pociągiem do Białegostoku, ja, Ewa Lieder, nasza posłanka od ochrony środowiska, Monika Rosa, Marek Sowa, i Mirek Suchoń. Na peronie spotkaliśmy się z Krzysztofem Truskolaskim, posłem Nowoczesnej z Podlasia oraz jednym z naszych działaczy.
Pierwszym etapem naszej wyprawy było spotkanie z prezydentem Białegostoku Tadeuszem Truskolaskim oraz wiceprezydentem Białegostoku Przemysławem Tuchlińskim z Nowoczesnej. Rozmawialiśmy o problemach regionu i o turystyce.
Potem pojechaliśmy do Białowieży, tam dyskutowaliśmy z wójtem o obawach mieszkańców związanych z rozszerzeniem parku narodowego oraz o problemach samorządu.
Kolejnym etapem było spotkanie z dyrekcją Białowieskiego Parku Narodowego. Rozmawialiśmy o koncepcji rozszerzenia parku narodowego, o ochronie przyrody i turystyce.
Stamtąd pojechaliśmy do puszczy, chcieliśmy szybko dotrzeć na miejscu ścinki, gdzie protestowali ekolodzy.
Do granicy lasu dojechaliśmy samochodem, gdzie czekali już na nas, straż graniczna i straż leśna. Ponad godzinę trwała kontrola naszej tożsamości, mimo pokazanie wszystkich dokumentów. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że chodziło o to, żeby nas jak najdłużej zatrzymać.
Wykorzystano służby państwa, żeby zatrzymać posłów opozycji, żeby nie widzieli pracujących maszyn wyginających drzewa i blokujących je aktywistów. W tym czasie, gdy nas kontrolowali, służby leśne pojechały ostrzec pracujących na wycince.
Przy blokadzie straży granicznej spotkaliśmy też ekipę TVN24 i razem ruszyliśmy do miejsca protestu około 5 km.
Na polanie, gdzie już nie było drzew, zdążyliśmy spotkać się z grupą protestujących ekologów. Właśnie kończyli protest ze względu na zbliżającą się burzę i zakończenie wycinki drzew na ten dzień. Zamieniliśmy z nimi kilka zdań.
Wracać musieliśmy już dość szybko, bo po drodze spotkała nas burza z gradem. Do samochodów wsiedliśmy przemoczeni, ale zadowoleni z rozmów i spotkań. Dobrze, że mieliśmy chociaż suche koszulki na zmianę.
Ten dzień dał mam dużo nowych informacji, które pomogą nam przygotować projekt ustawy o parkach narodowych.
Williams spowodowała wypadek samochodowy ze skutkiem śmiertelnym
Venus Williams spowodowała wypadek samochodowy ze skutkiem śmiertelnym. Do zdarzenia doszło 9 czerwca w Palm Beach Gardens na Florydzie, ale dopiero teraz sprawa ujrzała światło dzienne.
37-letnia Amerykańska tenisistka, wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu i doprowadziła do zderzenia z innym samochodem, którym podróżowało starsze małżeństwo.
Skutki wypadku są tragiczne, śmierć poniósł 78-letni mężczyzna. Mężczyzna po wypadku był hospitalizowany, ale jego życia nie udało się uratować – zmarł po dwóch tygodniach. Poważnie ranna została również jego żona, która prowadziła auto.
This is the intersection where TMZ reports Venus Williams crashed on June 9: Northlake BLVD at the entrance to BallenIsles Country Club pic.twitter.com/MdU7CZIZ4P
— Charlie Keegan (@CKeeganWPTV) 29 czerwca 2017
Zdaniem policji winę za spowodowanie wypadku ponosi Williams. W organizmie byłej liderki światowego rankingu tenisistek nie wykryto żadnych zabronionych substancji. Z raportu policyjnego nie wynika aby tenisistka doznała jakiejkolwiek kontuzji.
.@TMZ reports that Venus Williams is responsible for a car crash that caused a 78-year-old man’s death: https://t.co/8B4CRwceJR pic.twitter.com/uSwNQwzl5i
— TENNIS.com (@Tennis) 29 czerwca 2017
Venus Williams to jedna z najlepszych tenisistek w historii. Ma na swoim koncie siedem tytułów wielkoszlemowych w singlu, czternaście w deblu oraz cztery złote medale igrzysk olimpijskich.
(df) thefad.pl
























