Roman Giertych: Apel do Komisji Śledczej ds. Amber Gold
Wyszło szydło z worka!
Dzisiaj w „Gazecie Wyborczej” ujawniono wstrząsające rozmowy podsłuchane pomiędzy Marcinem P., a właścicielem „Wprost” Michałem Lisieckim.
Wynika z nich, że operacja uwikłania medialnego Michała Tuska w sprawę Amber Gold została ustalona pomiędzy właścicielem grupy medialnej „Wprost”, a właścicielem Amber Gold. Czyli w czasie, gdy prokuratura i służby dobierały się do skóry oszustowi zaczął on spiskować z właścicielem „Wprost”, aby odsunąć w czasie zabezpieczenie przez organy państwa jego majątku.
Sposobem, który Panowie przedsięwzięli było przygotowanie przez dziennikarzy „”Wprost” uderzenia w Donalda Tuska poprzez uwikłanie w sprawę jego syna pracującego w OLT Express. W tym celu Marcin P. dostarczył wszystkie e-maile, umowy, bilingi odnoszące się do pracy M. Tuska, a ten podjął się realizacji zadania.
Jak wynika z informacji GW w tym samym czasie „Wprost” realizował za pieniądze z Amber Gold olbrzymią kampanię reklamową.
Uderzenie w M. Tuska dało oddech medialny właścicielowi Amber Gold. Jak wynika z podsłuchów właściciel „Wprost” wiedział o wpisaniu Amber Gold na listę ostrzeżeń KNF i organizował na prośbę Marcina P. medialną nagonkę na ten organ państwa, który ostrzegał Polaków przed lokowaniem pieniędzy w tej firmie.
W tej sytuacji apeluję do członków Komisji Śledczej ds. Amber Gold o przesłuchanie właściciela „Wprost” na okoliczność organizowanej wspólnie z Marcinem P. nagonki na KNF oraz nagonki na mojego Mocodawcę – Michała Tuska.
Brak realizacji mojego apelu oznaczałby otwarte przyznanie się przez członków komisji, że w ogóle nie interesuje ich prawda i, że wyłącznym celem działania komisji jest chęć uderzenia w Donalda Tuska.
Roman Giertych
PiS oszukuje Polaków, którzy podpisali się pod referendum
PIS oszukuje suwerena, oszukuje Polaków, którzy podpisali się pod referendum. Wrzucając projekt do komisji odsyła go w niebyt, w zamrażarkę, w której zostanie na lata.
Katarzyna Lubnauer
Macron zarzucił wschodnioeuropejskim przywódcom „cyniczne podejście” do UE, zdradę Europy i zagroził konsekwencjami
Prezydent Francji Emmanuel Macron w wywiadzie dla prasy europejskiej zarzucił przywódcom krajów Europy Wschodniej „cyniczne podejście” do UE i zdradę Europy. Zagroził konsekwencjami, zastrzegł jednak, że nie widzi konfliktu między Wschodem a Zachodem Europy.
Ważnym wątkiem w wywiadzie udzielonym przez Emmanuela Marcona jest problem autorytarnej władzy w Warszawie i Budapeszcie. Jak zaznacza dziennik „Süddeutsche Zeitung”, prezydent Francji nie dostrzega jednak „konfliktu między Wschodem i Zachodem”. Prezydent powołał się przy tym na zmarłego ministra spraw zagranicznych Bronisława Geremka, który ”wierzył w Europę oświecenia”.
Prezydent przypomniał słowa polskiego polityka z czasów, kiedy polski rząd prowadził negocjacje ws. akcesji do UE. Geremek skarżył się – mówił Macron – że Europa Zachodnia nie rozumie, iż ma historyczny dług wobec wschodnich Europejczyków, zniewolonych przez dziesięciolecia przez Związek Radziecki.
– Kiedy jednak słucham niektórych wschodnioeuropejskich przywódców, zdradzają oni Europę i odwracają się do niej plecami. To cyniczne podejście do UE służy rozdzielaniu pieniędzy bez respektowania europejskich wartości – stwierdził prezydent.
Europa nie jest supermarketem, lecz wspólnota
Macron powiedział też z naciskiem, że „Europa nie jest supermarketem, lecz wspólnotą”.
– Sama siebie osłabia, gdy godzi się na to, by odrzucano jej zasady. Kraje europejskie, które ich nie przestrzegają muszą ponieść polityczne konsekwencje – mówił Macron.
Jak pisze „Süddeutsche Zeitung”, Macron nie wymienił konkretnie ani Polski, ani Węgier, ani rządów innych krajów. Dziennik podkreśla, że prezydent nie groził sankcjami.
Problem emigracji zarobkowej
W kontekście emigracji zarobkowej prezydent Francji domagał się surowszych reguł dla pracowników Europy Wschodniej oddelegowanych do Francji, stanowiących tanią konkurencję dla Francuzów.
W opinii Macrona przyczyną Brexitu był napływ pracowników z Europy Wschodniej, którzy odebrali pracę Brytyjczykom.
– Nie oszukujmy się, wielcy obrońcy ultraliberalnej i niezrównoważonej Europy właśnie na tym się potknęli – wyjaśniał prezydent.
– Zwolennicy UE przegrali, ponieważ brytyjska klasa średnia powiedziała „stop” – dodał. Jednocześnie za przykład podał rozmowę, jaką przeprowadził podczas kampanii wyborczej w swoim rodzinnym mieście Amiens z pracownikami pewnej firmy, którzy oburzali się z powodu planowanego przeniesienia produkcji do Polski.
– Jak mam Francuzom wytłumaczyć, że zamykane są we Francji zakłady pracy, bo produkcja w Polsce jest tańsza i równocześnie francuskie przedsiębiorstwa budowlane zatrudniają Polaków ze względu na niższe koszty. To się nie może dobrze skończyć – ostrzegał Emmanuel Macron.
Prezydent zamierza też wymusić na wschodnich Europejczykach ustępstwa, by powstrzymać ofensywę antyeuropejskich populistów – pisze „Süddeutsche Zeitung”.
„Europa, która chroni”
Macron podkreślił również znaczenie UE w kwestiach bezpieczeństwa, społecznej sprawiedliwości i ochrony praw człowieka. Zdaniem prezydenta Francji lekarstwem na kryzys może być „Europa, która chroni”, co należy rozumieć w szerszym także klimatycznym kontekście.
Macron zaznaczył też, że pogłębienie strefy euro, która zgodnie z jego wizją dysponowałaby wspólnym budżetem oraz demokratycznie kontrolowanym rządem, jest nieuniknione. Prezydent Francji, jak pisze „Süddeutsche Zeitung”, zwrócił przy tym uwagę na znaczenie współpracy niemiecko-francuskiej oraz nową rolę Niemiec w EU w kwestiach bezpieczeństwa i obronności.
– Niemcy potrzebują Francji, by chronić siebie i Europę – powiedział. A narodowe egoizmy są trucizną osłabiającą demokratyczne systemy.
(df) thefad.pl / opr. Alexandra Jarecka / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Trump zostanie wkrótce usunięty z urzędu? Możliwe, ale mało realistyczne
⇒ Czarne chmury nad Białym Domem. Będzie śledztwo ws. Trumpa
Dlaczego krwawią dziąsła? Poznaj 9 przyczyn opuchniętych i krwawiących dziąseł
Zbyt mocne szczotkowanie zębów to nie jedyny powód krwawienia z dziąseł. Objaw ten, choć przez wielu lekceważony, może nieść duże konsekwencje. Dowiedz się, jakie są najczęstsze źródła opuchniętych i krwawiących dziąseł.

1. Paradontoza
– Krwawienie z dziąseł nigdy nie jest normalne, nawet jeśli zęby są dokładnie szczotkowane. Możemy to porównać do krwawienia skóry głowy podczas mycia włosów. Najczęstszym powodem krwawienia dziąseł obok urazów mechanicznych jest paradontoza – mówi lek. stom. Monika Stachowicz.
Paradontoza to zakaźna infekcja bakteryjna, która atakuje dziąsła i okalające zęby tkanki. Jeśli nie jest leczona niszczy dziąsła, powoduje zanik kości oraz ruchomość i utratę zębów.
Jej przyczyną są zazwyczaj nieodpowiednia higiena jamy ustnej i niezdrowe nawyki. Nieusuwany z zębów biofilm bakteryjny narasta i zamienia się w płytkę, potem kamień nazębny, który napiera i podrażnia tkanki przyzębia. W efekcie doprowadza to do przewlekłego stanu zapalnego dziąseł. Im dłużej utrzymuje się stan zapalny, tym większe ryzyko rozwoju chorób ogólnoustrojowych, poczynając na alergii na nowotworze kończąc.
2. Zła higiena jamy ustnej
Niewystarczająca higiena jamy ustnej to inaczej mówiąc nieregularne lub niedokładne szczotkowanie i nitkowanie zębów. W efekcie powstaje płytka nazębna i dochodzi do opuchlizny oraz krwawienia dziąseł. Jak pokazują badania, proces ten postępuje dość szybko – na zdrowych dziąsłach może dojść do stanu zapalnego w ciągu 24 – 36 godzin od momentu niedbałego wyszczotkowania zębów.
– Najlepszą metodą na uniknięcie problemów jest przykładanie się do domowej higieny jamy ustnej oraz regularne przeglądy u dentysty. Warto również zaopatrzyć się w pomocne akcesoria m.in. elektryczną szczoteczkę, której technika szczotkowania nie wymaga tyle wprawy co szczoteczka manualna, antybakteryjne płyny do płukania ust oraz nić dentystyczna – doradza stomatolog.
3. Papierosy
Według badań, wśród palaczy występuje znacznie większe prawdopodobieństwo rozwinięcia się stanów zapalnych dziąseł i paradontozy, zaś w trakcie samej choroby nikotyna może utrudnić jej leczenie i spowodować wiele komplikacji. Substancje zawarte w papierosach powodują stany zapalne, zmniejszają reakcję odpornościową organizmu, sprawiają, że dziąsła są gorzej ukrwione, podrażnienia wolniej się goją, zaś samo palenie zwiększa suchość w jamie ustnej oraz ilość gromadzącej się płytki nazębnej. – Kiedy bakterie osiadają między zębami a dziąsłami, poprzez rany mogą wnikać do krwioobiegu skąd przenikają do wszystkich organów i tkanek organizmu. To może spowodować groźne konsekwencje zdrowotne m.in. dla serca i naczyń krwionośnych, którego skutkiem może być nawet zawał serca lub udar mózgu.
4. Predyspozycja genetyczna
Według statystyk ok. 35 proc. ludzi rodzi się z większą tendencją do występowania chorób przyzębia.
– Paradontoza to nie kwestia jednego genu, natomiast wiadomo, że posiadacze genów odpowiadających za zwiększoną produkcję interleukiny-1, białka biorącego udział w reakcjach zapalnych, mogą być bardziej narażeni na rozwój paradontozy. Dziedziczna jest więc nie choroba, co podatność na jej rozwój – wyjaśnia dr Stachowicz.
Testy genetyczne badające nasze DNA np. pozyskanego ze śliny informują o obecności danych szczepów bakteryjnych i mogą być istotnym wsparciem dla pacjentów w profilaktyce i leczeniu chorób przyzębia.
5. Ciąża
Huśtawka hormonalna, którą zapewnia kobiecie ciąża jest kolejnym czynnikiem ryzyka stanów zapalnych i krwawienia dziąseł. Szacuje się, że nawet połowa wszystkich ciężarnych może zmagać się z ciążowym zapaleniem dziąseł, które najczęściej pojawia się między 2. a 8. miesiącem ciąży. Tkanki dziąsłowe są wtedy czułe na dotyk, przerośnięte, wrażliwe na gorące i zimne temperatury, mogą krwawić przy szczotkowaniu i nitkowaniu.
– Przyczyną są bezpośrednio hormony, a w szczególności wpływ progesteronu. Jego zwiększona ilość wpływa na większe ukrwienie dziąseł, które stają się rozpulchnione i przerośnięte. Dodatkowo, wzmacnia on reakcję dziąseł na obecność bakterii osadzających się w płytce nazębnej. Poza tym zwiększone wydzielanie estrogenów powoduje wzmożoną podatność na urazy błon śluzowych jamy ustnej – mówi ekspert.
Zazwyczaj problemy mijają po porodzie, natomiast warto monitorować ich stan podczas ciąży, ponieważ nieleczone stany zapalne mogą skutkować niebezpiecznymi powikłaniami dla zdrowia matki i płodu. Nieleczone choroby dziąseł w zaawansowanej postaci mogą doprowadzić do stanu przedrzucawkowego, przedwczesnego porodu lub niskiej masy urodzeniowej noworodka.
– Większa podatność w ciąży na infekcje dziąseł wymaga szczególnej troski o higienę jamy ustnej. Pamiętajmy o ich regularnym myciu szczoteczką z miękkim włosiem oraz nitkowaniu. Ważne są również kontrole u dentysty oraz usuwanie kamienia nazębnego, który jest głównym czynnikiem ryzyka stanów zapalnych i krwawienia dziąseł. Ciąża może zaostrzać objawy i pogłębiać schorzenie, więc bądźmy podwójnie czujni – mówi specjalista.
6. Zła dieta
Jadłospis pełen przetworzonych produktów jest nie tylko zły dla naszej sylwetki, ale również dziąseł. Specjaliści doradzają spożycie co najmniej 6-8 porcji owoców i warzyw dziennie, dbanie o odpowiednią podaż witaminy D i C, wapnia, magnezu oraz kwasów omega zawartych m.in. w rybach, które wykazują działanie przeciwzapalne. Dieta stanowi bardzo ważny element właściwie funkcjonującego systemu odpornościowego i dzięki temu pozytywnie wpływa na dobrą kondycję tkanek miękkich, które są najbardziej podatne na infekcje.
7. Stres
Ciągły stan napięcia emocjonalnego oraz lęku utrudnia zdolność układu immunologicznego do obrony przed chorobami dziąseł. W związku z tym stres może odbić się na kondycji naszych dziąseł – tak twierdzi m.in. amerykańska Academy of General Dentistry. Stres powoduje również skurcz naczyń krwionośnych i utrudnia zdolność do gojenia się ran.
8. Wpływ leków
Niektóre leki wpływają na przepływ krwi lub redukują produkcję śliny, czego skutkiem ubocznym jest suchość w ustach. To czyni dziąsła bardziej bezbronnymi na atak bakterii. Bez odpowiedniej ilości śliny tkanki przyzębia są bardziej narażone na podrażnienia oraz stany zapalne, objawiające się m.in. opuchlizną i krwawieniem dziąseł.
Suchość w ustach, inaczej kserostomia, może powodować nawet 400 leków m.in. leki przeciwhistaminowe, przeciwdepresyjne, leki stosowane w leczeniu chorób Parkinsona, Alzheimera, leki przeciwwymiotne i redukujące mdłości, niektóre leki stosowane na nadciśnienie lub choroby serca. Dlatego też specjaliści doradzają albo zmianę leków albo metody zaradcze – przy stosowaniu tego typu leków zawsze warto mieć ze sobą butelkę wody, by nawilżyć błony śluzowe jamy ustnej oraz gumę do żucia z ksylitolem, która stymuluje produkcję śliny. Dodatkowo, niektóre leki mogą też powodować tzw. lekopochodny przerost dziąseł objawiający się m.in. bolesnością, zaczerwienieniem, opuchlizną dziąseł, które nachodzą na zęby. Dolegliwość ta może również skutkować paradontozą.
9. Zakażenie się od kogoś
Paradontoza jest infekcją bakteryjną, a co za tym idzie istnieje prawdopodobieństwo, że zostanie przeniesiona z jednej osoby na drugą. W jaki sposób? Używanie przez 2 osoby tej samej szczoteczki lub nawet pocałunki z osobą chorującą na paradontozę mogą być zagrożeniem. To nie żart.
– Choroba dziąseł może być przenoszona z jednej osoby na drugą przez ślinę np. poprzez jedzenie z tego samego talerza, picie z tego samego kubka, używanie tych samych sztućców czy używanie tej samej szczoteczki. U jednej osoby konkretny szczep bakteryjny może nie wywołać infekcji, ale już u innej tak – ostrzega stomatolog.
newsrm.tv
Roman Giertych: Rachunek Suskiego
Szanowny Panie Pośle!
Zastanawiał się Pan wczoraj o jaki rachunek Pan pyta. Pozornie (ja też ze wstydem przyznaje nie od razu wpadłem na prawdziwą odpowiedź i Panu tego nie podpowiedziałem) wydawałoby się, że to idiotyzm pytać o rachunek, ale nie wiedzieć o jaki.
Jednak Pan miał pewną myśl!
W Pańskiej skupionej, szlachetnej twarzy jawiła się pewna koncepcja, ale nie śmiał Pan jej wypowiedzieć, bo się Pan boi Prezesa.
Ja Panu pomogę. To był rachunek za wasze rządy! Rachunek który zapłaci Polska.
Za niszczoną armię.
Za demolowany system edukacji.
Za rozwalane szpitale.
Za wycięte puszcze i drzewa w miastach.
Za popsute relacje międzynarodowe.
Za 27:1.
Za największe w historii zadłużania państwa.
Za mianowanie kuzynów, pociotków, kolegów bez żadnych kompetencji do spółek skarbu państwa.
Za niszczoną Konstytucję.
Za anarchię prawną.
Za brutalizację Policji.
Za podzielenie społeczeństwa.
Za upartyjniane sądy.Ten rachunek pewnie się Panu śni po nocach i stąd to wczorajsze nieudolne pytanie.
Roman Giertych
Przed wami poseł #Suski w 47 akcie sztuki o wykorzystaniu ludzkiego intelektu w procesie poznania prawdy o #AmberGold.
😎
via:@PolsatNewsPL pic.twitter.com/dibJvGILyK— Phil Backensky 🇪🇺 (@Phil_Backensky) 21 czerwca 2017
Ringier Axel Springer wydawca ”Faktu” i „Newsweeka”: Pomimo milionowych strat nie wycofamy się z polskiego rynku
Marc Walder, członek rady nadzorczej międzynarodowej spółki mediowej Ringier Axel Springer Media AG (właścicielami Ringier Springer Media AG są: niemiecki koncern mediowy Axel Springer SE, posiadający 50% udziałów i szwajcarska spółka mediowa Ringier AG – 50% udziałów) dementuje pogłoski o wycofaniu się z polskiego rynku medialnego.
Marc Walder, przedstawiciel join-venture Ringier Axel Springer Media (RASM AG) w Europie Wschodniej, w rozmowie z „Neue Zuricher Zeitung” mówi o stratach firmy w Polsce, idących w miliony euro. Stwierdza również, że media przychylne rządowi w Polsce „rozgłaszają nieprawdę“ o koncernie, oraz o członkach zarządu w Polsce, którzy mieliby rzekomo „prowadzić kampanię przeciwko PiS-owi i jego członkom”.
– To nieprawda: Ringier i Axel Springer nie są przeciw jakiejkolwiek partii, po prostu trzymamy się zasad niezależnego dziennikarstwa – zarzeka się Walder. – Tej zasady przestrzegamy z żelazną konsekwencją – dodaje.
Powodem słabych wyników spółki ma być zdaniem Waldera wstrzymanie przez polski rząd publikowania płatnych ogłoszeń w mediach należących do koncernu Ringier Axel Springer Media.
Preuropejskość cierniem w oku PiS
Zdaniem Waldera problem tkwi w narodowo-konserwatywnym charakterze polskiego rządu, podcza gdy Ringier i Axel Springer „reprezentują linię przyjazną UE i trzymają się wartości liberalnych, wysoko ceniących prawa i wolności”. – Polska jest mocno spolaryzowana. Po jednej stronie stoją ludzie opowiadający się za integracją europejską, a po drugiej ludzie o światopoglądzie nacjonalistycznym, którzy pragną tak zwanej „repolonizacji” – wyjaśnia.
Na pytanie, czy wydawnictwo nie ma zrozumienia dla potrzeby „repolonizacji” mediów po tym, jak po upadku muru (berlińskiego) media w Europie Wschodniej zostały niejako „skolonializowane” przez media zachodnie, Walter wyjaśnił, że najważniejsze jest, aby pństwa (…) miały niezależne media.
– Wykazaliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu lat, że zdecydowanie i przekonująco się do tego przyczyniliśmy – powiedział – Jednak rządy próbują monopolizować media. Widzimy to w Serbii, Polsce i na Węgrzech, częściowo w Słowacji. Jesteśmy przekonani, że w tych społeczeństwach niezależne przedsiębiorstwa przyczyniają się do rozwoju i są potrzebne. Dlatego też nie mogę zaakceptować, że walczy się z niezależnością mediów – dodał.
Diabeł tkwi w szczegółach
Na sugestie dziennikarza, że w innych krajach także ograniczany jest limit obcego kapitału w mediach, na co może powoływać się Polska, wydawca stwierdził, że diabeł tkwi w szczegółach:
– Istnieją na przykład kwestie udziałów firm w rynku albo koncentracji diagonalnej, która dotyczy łączenia kapitału w różnych gałęziach medialnych, takich jak prasa, radio, telewizja oraz Internet. To jest sprawa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który powinien mieć możliwość działania niezależnie od polityki – ocenił. Zdaniem Waldera kolejna nacjonalizacja mediów byłaby „fatalna dla każdej demokracji”.
W artykule „Neue Zuricher Zeitung” wspominana jest reakcja na newsletter Marka Dekana, menedżera w Europie Wsch. Wzbudził on podejrzenia o próbę uprawiania polityki, czemu Walder kategorycznie zaprzeczył, oceniając interpretację tych słów jako „celowo błędną i tendencyjną”.
„Jesteśmy również gotowi zaakceptować konsekwencje ekonomiczne”
Walder przyznaj, że pojawiające się pogłoski o wycofaniu się z Polski koncern interpretuje jako „element gry politycznej”:
– Są bezpodstawne, częściowo wypływające z kręgów zbliżonych do rządu. Zaprzeczam kategorycznie, temu, jakobyśmy chcieli sprzedać nasze gazety, czasopisma i portale internetowe w Polsce. – Zdaniem Waldera firma nie może zrobić nic więcej, niż im „zaprzeczyć i wyjaśniać, że jesteśmy niezależnym i długofalowym inwestorem.”
– Jesteśmy również gotowi zaakceptować konsekwencje ekonomiczne w ciągu kilku lat. Co jakiś czas doświadczamy takich ataków – dodał.
Walder wykluczył możliwość dołączenia do spółki RASM AG kolejnego partnera, np. z Polski.
– Nasz joint venture funkcjonuje znakomicie – powiedział, wskazując na doskonałe prognozy dla firmy, gdzie rynek cyfrowy stanowi już 40 proc. portfolio i generuje 60 proc. zysków. – Pod tym względem jesteśmy liderem w Europie – chwali się szwajcarski menedżer. – Przedsiębiorstwo ma zatem zapewnioną przyszłość. Dla nas istnieje wyłącznie jeden kierunek: naprzód.
(df) thefad.pl / Oprac.: Agnieszka Rycicka / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Komentarz: Klęska na własną prośbę
⇒ Brytyjska prasa: May się przeliczyła
Barykada na autostradzie pod Calais. Kierowca vana zarejestrowanego w Polsce spłonął w wypadku samochodowym
Kierowca polskiego samochodu spłonął w wypadku samochodowym do którego doszło z powodu barykada ustawionej przez imigrantów na autostradzie pod Calais.
#Calais : un mort dans un accident provoqué par un barrage de #migrants sur l’A16, la circulation perturbée https://t.co/WlYlI2n946 pic.twitter.com/gNzSza3H4X
— La Voix Calais (@VDNCalais) 20 czerwca 2017
We Francji na autostradzie w pobliżu Calais doszło do wypadku furgonetki zarejestrowanej w Polsce. W wyniku zdarzenia pojazd doszczętnie spłonął, a jego kierowca zginął.
Do wypadku doszło przed godziną 4 rano w rejonie miasta Guemps, około 15 kilometrów od Calais. Jak informujá francuskie media powodem były blokady ustawione na drodze przez imigrantów. Trzy ciężarówki gwatownie zwolniły, próbując ominąć drogową zaporę, wówczas zarejestrowany w Polsce Renault Master, który jechał z tyłu, uderzył w jeden z samochodów ciężarowych i stanął w płomieniach.
Kierowca nie żyje, jego tożsamość w tej chwili pozostaje nieznana. Polskie MSZ na razie nie ma informacji, by w tym wypadku zginął Polak.
W sprawie wszczęto śledztwo. Aresztowanych zostało 9 obywateli Erytrei.
Jak ocenia „Le Figaro”, blokada drogi niedaleko Calais oznacza, że migranci wrócili na ten teren mimo zlikwidowania nielegalnego obozowiska.
(df) thefad.pl
Brexit: Unia narzuca Londynowi rytm negocjacji
Brytyjczycy zgodzili się, by negocjacje z Unią Europejską rozpocząć od rozmów na temat gwarancji praw obywateli Unii (w tym Polaków) w Wielkiej Brytanii, długu wobec UE oraz Irlandii Północnej. Londyn do niedawna odrzucał taką kolejność.
Pierwsza runda negocjacji w sprawie Brexitu zakończyła się w poniedziałek wieczorem (19.06.2017) w Brukseli.
– Chcę pracować z Wielką Brytanią, a nie przeciw. Z naszej strony nie będzie żadnej wrogości. Rzetelne porozumienie o Brexicie jest możliwe. I jest lepsze od braku porozumienia – powiedział po zakończeniu tych rozmów Michel Barnier, główny negocjator ze strony Unii Europejskiej. Natomiast David Davis, brytyjski minister ds. Brexitu, zapewniał w Brukseli, że jest „zdeterminowanym optymistą”.
Nad poniedziałkowymi rozmowami wisiała niepewność co do ostatecznej linii brytyjskiego rządu Theresy May w sprawie Brexitu oraz przyszłych stosunków z Unią Europejską.
Program nowego rządu May ma być przedstawiony dopiero w najbliższą środę w mowie królowej Elżbiety II przed brytyjskim parlamentem, a pierwsze szczegóły stanowiska Londynu w kwestii negocjacji brexitowych powinny być przesłane za tydzień do Brukseli.
Nawet nie wiadomo, czy i jak długo minister Davis pozostanie odpowiedzialny za rozmowy z Unią. Pomimo tych wątpliwości pierwsza runda negocjacji w Brukseli przyniosła spore konkrety. Otóż Brytyjczycy zgodzili się na „dwufazowe” rozmowy z UE o Brexicie, co Bruksela postulowała od kilku miesięcy wbrew protestom Londynu.
Najpierw Polacy
„Dwufazowość” oznacza, że na pierwszym etapie rokowań o Brexicie powinna zostać rozstrzygnięta sprawa gwarancji co do zachowania obecnych praw obywateli UE w Wlk. Brytanii (i Brytyjczyków w Unii), ustalenie zasad obliczenia należności finansowych Londynu wobec UE oraz zarysowane (przynajmniej wstępnie) pomysły, jak uniknąć odbudowania po Brexicie klasycznej granicy między brytyjską Irlandią Płn. i Republiką Irlandii należącą do Unii.
W kwestii praw m.in. Polaków w Wlk. Brytanii bardzo trudne będzie ustalenie, jak nawet wiele lat po brexicie zapewnić im prawo do łączenia rodzin, emerytur, zasiłków.
Natomiast dług Londyny wobec budżetu UE jest nieoficjalnie szacowany w Brukseli na ok. 60 mld euro.
Gdy Michel Barnier uzna, że w I fazie osiągnięto „znaczący postęp”, zarekomenduje Radzie Europejskiej przejście do drugiej fazy, czyli rozmów o przyszłych, m.in. handlowych, stosunkach między Wlk. Brytanią i Unią. Na tej części rokowań bardzo zależy Brytyjczykom, ale wejście w drugą fazę rozmów przez UE będzie musiało być jednogłośnie zatwierdzone przez szczyt UE.
Brytyjczycy do niedawna nie wyrażali zgody na taki rytm rozmów. Kwestię pieniędzy chcieli negocjować łącznie z zasadami przyszłych relacji między UE i Londynem. Liczyli, że to pozwoliłoby im na twarde targowanie się – np. zwiększenie bądź zmniejszenie ich płatności do budżetu UE w zamian za umowy celne z Unią.
Czy Londyn w poniedziałek skapitulował, godząc się na dwufazowość?
– Nie zmieniliśmy stanowiska. Nic nie jest wynegocjowane, dopóki wszystko nie jest wynegocjowane – tłumaczył Davis w poniedziałek. Wyniki obu faz negocjacji mają być ostatecznie zawarte w jednej umowie o Brexicie.
Twardy brexit na razie aktualny
Unijni urzędnicy pół żartem, pół serio spekulowali w poniedziałek, że Londyn zgodził się na dwufazowość rozmów, bo teraz po prostu nie wie, jakiego kształtu stosunków chciałby po Brexicie.
Po niedawnych wyborach w Wielkiej Brytanii i osłabieniu pozycji premier May na nowo rozgorzały dyskusje o warunkach wyjścia z Unii. Minister Davis potwierdził w poniedziałek w Brukseli, że nadal rozważane jest wyjście z jednolitego rynku UE oraz z unii celnej z UE – co nazywane jest „twardym brexitem”.
Kłopot jednak w tym, że opuszczenie unii celnej z Unią wymagałoby od Londynu m.in. wynegocjowania mnóstwa nowych, dwustronnych umów handlowych z krajami spoza UE. Teraz Londyn handluje z nimi w ramach umów podpisanych przez całą Unię. A Brytyjczycy mają nikłe szanse, by zdążyć z nowymi porozumieniami do marca 2019, kiedy powinien zostać sfinalizowany Brexit. Dlatego też z Londynu już teraz docierają informacje o długich, kilkuletnich okresach przejściowych przy chęci realizacji „twardego Brexitu”.
(df) thefad.pl / Tomasz Bielecki, Bruksela / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Komentarz: Klęska na własną prośbę
⇒ Brytyjska prasa: May się przeliczyła
Ekspert: Orbán i Kaczyński testują granice członkowstwa w Unii Europejskiej
– Polska i Węgry miałyby zbyt wiele do stracenia, gdyby wystawiły na szwank swoje członkostwo w UE. Oba kraje są wielkimi beneficjentami unijnej solidarności – ocenił Anton Pelinka, prawnik, politolog, profesor Programu Studiów Nacjonalizmu (NSP) na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim (CEU) w Budapeszcie.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Viktor Orban na Forum Ekonomicznym w Krynicy (2016). Fot. Źródło: dw.de
Prof. Anton Pelinka jest współzałożycielem Wiedeńskiego Instytutu Wiesenthala Badań nad Holocaustem (VWI). Reprezentował Austrię w Europejskiej Komisji Przeciw Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI), był wykładowcą na Uniwersytecie w Innsbrucku, a także profesorem wizytującym na uniwersytetach w USA (w Stanford, Nowym Orleanie, Ann Arbor, oraz Harvarda), Indiach (New Delhi), Belgii (Brukseli) i Izraelu (Jerozolimie).
Podczas rozmowy Deutsche Welle, przeprowadzonej 7 kwietnia 2017 roku podczas 26. sympozjum „Dialog pośrodku Europy”, zorganizowanym przez sudetoniemiecką Gminę Oracza (Ackermann-Gemeinde) i czeskie Stowarzyszenie imienia Bernarda Bolzano (Společnost Bernarda Bolzana), prof. Anton Pelinka został poproszony o ocenę czy polityka prowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego oraz Viktora Orbana jest zagrożeniem dla demokracji.
Deutsche Welle: Nie mogę zacząć naszej rozmowy inaczej, niż od pytania, co będzie z Pańskim uniwersytetem?
Anton Pelinka: Zasadniczo wychodzimy z założenia, że będzie można odeprzeć zamach na jego istnienie i pozostać w Budapeszcie. Gdy to się nie uda, może to jedynie oznaczać przeprowadzkę. Ale to jest plan B.
DW: Dlaczego Orbán postrzega CEU jako zagrożenie?
AP: To się wiąże w pierwszej kolejności z osobą jego fundatora, George’a Sorosa. Orbán chce zniszczyć Sorosa i dlatego chce zniszczyć założony przez niego uniwersytet. Ewidentnie nie ma żadnych prawnych zarzutów, bo w przeciwnym razie musiałby iść do sądu. Dlaczego atakuje rodowitego Węgra, który tak wiele zrobił na rzecz zbudowania demokracji w Europie Środkowo-Wschodniej, jest dla mnie niezrozumiałe.
DW: Twierdzi Pan, że demokracja jest zawsze zagrożona. Czy widzi Pan takie zagrożenie w tych dwóch krajach?
AP: Jak długo Polska i Węgry pozostają w Unii Europejskiej, zawsze będzie istniała pewna niewidzialna granica, której nie sposób zdefiniować, zanim się jej nie osiągnie. Orbán i Kaczyński próbują sprawdzić, jak daleko mogą się posunąć. Ale silnym argumentem powodującym, że jeszcze nie jestem pesymistą, jest to, że Polska i Węgry miałyby zbyt wiele do stracenia, gdyby wystawiły na szwank swoje członkostwo w Unii. Oba kraje są wielkimi beneficjentami unijnej solidarności i to je jeszcze od tego powstrzymuje.
DW: Może istnieją jeszcze inne powody? Dla Polski Rosja jest mocnym argumentem, żeby pozostać zarówno w Unii, jak i w NATO.
AP: NATO jest oczywiście dla Polski nieporównanie ważniejsze niż dla Węgier. Otwarte pozostaje pytanie, czy można myśleć o członkostwie w Sojuszu bez członkostwa w Unii. Teoretycznie jest to możliwe.
Polska jest bardzo zainteresowana pozostaniem w NATO, trochę mniej, ale jednak pozostaniem w Unii. Węgry są bardzo zainteresowane pozostaniem w Unii. Czy są równie jak Polska zainteresowane pozostaniem w NATO? Tu stawiam znak zapytania.
DW: Sądzi Pan, że ci dwaj panowie – Orbán i Kaczyński – mogliby stać się dyktatorami?
AP: Mogliby, tak, z po części różnych przesłanek. U Kaczyńskiego w tej roli widzę raczej tę bardzo staromodnie katolicką, nacjonalistyczną Polskę, która jeszcze przyjmuje Jana Pawła II, ale już nie to wszystko, co przyszło po nim. Tę Polskę z trudem przyjmującą Sobór Watykański II, który w pełni zaakceptował wolny Kościół w wolnym państwie. To zaś oznacza bardzo reakcyjną postawę w ramach samego Kościoła.
Orbán ma zaś mało wspólnego z Kościołem. To właśnie oznacza te różne przesłanki.
DW: Obaj panowie mają za sobą porażki. Obaj byli premierami, a potem przegrali wybory i uznali to.
AP: Tak.
DW: Czy to może się zmienić?
AP: To może się zmienić. Orbán, o ile umiem to ocenić, nie miał problemów z uznaniem swojej pierwszej porażki wyborczej w 2002 roku. Ale już w 2006 roku miał z tym duże trudności, wskazywał na brak uczciwości, fałszerstwa, oszustwa. Tu już można było zauważyć, że Orbán miał kłopot z uznaniem wyniku wyborów, ale w końcu jednak tak uczynił.
Jeśli to się zmieni, będzie to oznaczało punkt przełomowy dla członkostwa w Unii. Jeśli więc Orbán mimo to przegra i tego nie uzna, wtedy będzie to jego Rubikonem. To będzie oznaczało mianowicie utratę statusu minimalnej demokracji. Wówczas członkostwo w Unii rzeczywiście nie będzie możliwe.
Trudno powiedzieć, czy to prawdopodobne. Problem polega na katastrofalnym stanie węgierskiej lewicy. W rezultacie Orbán widzi się bardziej zagrożonym przez klasyczną partię radykalnie prawicową, jaką jest Jobbik, niż przez lewicową opozycję. Dlatego też podlega pokusie podbierania tematów radykalnej prawicy, poprzez bycie lepszym radykalnym prawicowcem.
Nie widzę w tej chwili niebezpieczeństwa, że Orbán mógłby przegrać. Pokaże autorytarne rysy, ale nie będzie musiał przekraczać tego Rubikonu, jakim byłoby nieuznanie porażki wyborczej, ponieważ prawdopodobnie w następnych wyborach, w 2018 roku, jej nie dozna.
DW: A w Polsce?
AP: W Polsce brak taktycznych umiejętności dzisiejszej polskiej opozycji umożliwił PiS-owi zdobycie większości. Jeśli wszystkie partie opozycyjne powiedzą, że najważniejszą sprawą jest obalenie w sposób demokratyczny tego ukrycie autorytarnego rządu PiS, wówczas naturalnie wyborcze zwycięstwo opozycji w Polsce będzie prędzej możliwe niż na Węgrzech.
DW: A czy wtedy będzie także możliwe, że takie zwycięstwo wyborcze nie zostanie uznane przez pokonanych?
AP: Ponieważ polskie sądownictwo znajduje się pod trwałym ostrzałem i w pewnych sprawach wciąż brak decyzji, to coś tu jest jeszcze nierozstrzygnięte. Może się naturalnie zdarzyć, że rząd PiS w obliczu grożącej utraty władzy nie uzna legitymacji Sądu Najwyższego, który wówczas musiałby podjąć decyzję.
(df) thefad.pl / Rozmawiał Aureliusz M. Pędziwol / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Trump zostanie wkrótce usunięty z urzędu? Możliwe, ale mało realistyczne
⇒ Czarne chmury nad Białym Domem. Będzie śledztwo ws. Trumpa
Londyn. Furgonetka wjechała w grupę muzułmanów wychodzących z meczetu po wieczornej sunnickiej modlitwie
Jedna osoba nie żyje, a 10 zostało rannych po tym, jak w nocy z niedzieli na poniedziałek furgonetka wjechała w grupę muzułmanów w dzielnicy Finsbury Park w północno-wschodnim Londynie.
Suspect shouted 'kill me, kill me’ as he was pinned down after attack https://t.co/L7aOmt7pIp
— Evening Standard (@standardnews) 19 czerwca 2017
Około godziny 00.15 (godziny 1.15 czasu polskiego) w pobliżu lokalnego meczetu i centrum społeczności muzułmańskiej samochód wjechał na chodniku w grupę wiernych wychodzących z meczetu po wieczornej sunnickiej modlitwie (tarawih) odprawianej podczas miesiąca ramadanu.
„I saw 6 or 7 people on the floor” – Witness describes the moment a white van hit people leaving a mosque 'on purpose’ in Finsbury Park pic.twitter.com/OhWvLctek2
— Sky News (@SkyNews) 19 czerwca 2017
– Ludzie wychodzili z meczetu, a ta ciężarówka wjechała prosto w nich – opowiadał niewymieniony z imienia jeden ze świadków zdarzenia. – dodał, że „na ulicy było bardzo tłoczno”, ponieważ w meczecie zgromadziło się wcześniej wielu ludzi
Według relacji świadka zdarzenia o imieniu Khalid, z którym rozmawiała Agencja Reutera, staranowana przez furgonetkę grupa ludzi udzielała pierwszej pomocy starszemu mężczyźnie, który zasłabł.
– Wyszedł z meczetu, szedł ulicą i nagle zemdlał (…) Osunął się na chodnik, kilka osób uklęknęło przy nim, by udzielić pierwszej pomocy. Wokół niego stało sześć osób, które starały się mu pomóc, a ta furgonetka skręciła nagle w lewo, bez ostrzeżenia (…) To było celowe, skręciła i uderzyła w tych ludzi. Jedna osoba była pod furgonetką. Ludzie zgromadzili się wokół i starali się ją podnieść, żeby wydostać tego mężczyznę spod spodu – opowiadał Khalid.
– Skończyły się modlitwy w dwóch lokalnych meczetach, więc może nawet ponad tysiąc osób było w okolicy (…) To był więc bardzo celowy atak na społeczność muzułmańską. Nie mówimy o przypadku, w którym furgonetka wjechała w grupę przechodniów. To ktoś pełen nienawiści zaatakował muzułmanów po ich nocnych modlitwach – ocenił mieszkaniec Londynu Ismail Jeilani.
Brytyjska premier Theresa May poinformowała, że zajście przed meczetem jest traktowane jako „potencjalny atak terrorystyczny”.
Jak wynika ze źródeł londyńskiej policji metropolitalnej wszystko wskazuje na to, że sprawca celowo wjechał w grupę muzułmanów. W śledztwo zaangażowali się już funkcjonariusze z jednostki do zwalczania terroryzmu.
#FinsburyPark Racist attacker being arrested
Man in a white van drove into a crowd of Muslims near the mosque
Cowardly attack on innocents pic.twitter.com/kSojwbe2YN— Khalid Khan (@KhanUKIP) 19 czerwca 2017
(df) thefad.pl / Źródło: TVN24



