Tylko w Krakowie 134 nauczycieli straci pracę w związku z reformą oświaty rządu Beaty Szydło
134 nauczycieli z ponad 10 tys. zatrudnionych w szkołach samorządowych w Krakowie otrzyma wypowiedzenia – takie są szacunkowe dane na koniec maja zebrane od dyrektorów placówek w związku z reformą oświaty.
Część z tych osób przejdzie na emeryturę, część znajdzie zatrudnienie w innych szkołach, ale około 50 może pozostać bez pracy – szacuje magistrat.
Od 1 września w Krakowie będzie funkcjonować 110 samorządowych szkół podstawowych i 80 ponadpodstawowych, w tym 12 nowych podstawówek i cztery licea powstałe z przekształcenia gimnazjów.
– Według szacunków na koniec maja będziemy potrzebować dodatkowo około 127 etatów nauczycielskich. Niemniej jednak ta liczba może ulec zmianie w związku z tworzeniem nowych oddziałów i zmianami w arkuszach organizacyjnych – powiedziała PAP wiceprezydent Krakowa ds. edukacji Katarzyna Król.
To wyliczenia mniej optymistyczne niż na początku roku, gdy władze miasta podawały, że w związku z reformą potrzebnych będzie ok. 200 dodatkowych etatów nauczycieli.
Jak będzie w rzeczywistości, okaże się po zakończeniu naboru do placówek utworzonych z dawnych, samodzielnych gimnazjów. Wydział Edukacji Urzędu Miasta poinformował już dyrektorów, że jeśli kandydatów będzie zbyt mało, klasy pierwsze tam nie powstaną. Wtedy w szkołach tych pozostaną jedynie kontynuujące naukę dwa roczniki gimnazjalistów.
Z informacji, które dyrektorzy szkół przekazali do Urzędu Miasta wynika, że wypowiedzenia zostaną wręczone 134 nauczycielom. Z tego 51 osób przejdzie na emeryturę, dziewięć w stan nieczynny, a 11 na wcześniejszą emeryturę. Najwięcej umów o pracę – 61 zostanie rozwiązanych w gimnazjach oraz w zespołach szkół – 43; najmniej – dziewięć w podstawówkach.
Zgodnie z art. 20 Kartą Nauczyciela, jeśli z powodu zmian organizacyjnych w szkole doszło do zmniejszenia liczby klas lub zmian planu nauczania i dyrektor placówki nie może dalej zatrudniać nauczyciela w pełnym wymiarze godzin, to: nauczyciel może zgodzić się na pracę na część etatu, poprosić o przeniesienie w tzw. stan nieczynny lub dochodzi do rozwiązania umowy. W tym ostatnim przypadku zwalnianemu nauczycielowi mianowanemu przysługuje sześciomiesięczna odprawa. Z tej możliwości skorzystają w Krakowie 74 osoby, przy czym u części osób odprawy te będą się dublowały z odprawami emerytalnymi, co jest zgodne z przepisami prawa. Na ten cel samorząd musi zarezerwować ok. 1,2 mln zł, na odprawy emerytalne dla 51 nauczycieli ponad 675 tys. zł.
Źródło: Kurier PAP
Katowice będą gospodarzem szczytu klimatycznego ONZ
Jak poinformowało Ministerstwo Środowiska, w 2018 r. Polska będzie gospodarzem 24. sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Miastem, w którym odbędzie się szczyt klimatyczny, będą Katowice.
O organizację szczytu klimatycznego ONZ ubiegały się dwa miasta: Katowice i Gdańsk. Pracownicy Sekretariatu UNFCCC, którzy odbyli misję techniczną do obu miast, w swoim raporcie ocenili, że oba miasta posiadają potencjał pozwalający na zorganizowanie konferencji. Wskazali mocne i słabsze strony obu lokalizacji. Ocenie poddano centra konferencyjne i wystawiennicze, w tym zakres koniecznej rozbudowy z wykorzystaniem tzw. „struktur tymczasowych” tzw. lekkich pawilonów budowanych wyłącznie na potrzeby COP24, czas dojazdu do Centrum Konferencyjnego z hoteli, sieć transportu lotniczego, dojazd z lotnisk itd.
„Władze obu miast wykazały bardzo dobre przygotowanie organizacyjne do przyjęcia delegatów, uczestników spotkania wysokiego szczebla – szefów państw, rządów, ministrów, a także przedstawicieli mediów i obserwatorów. W wyniku wszechstronnej analizy zapadła decyzja o wyborze Katowic jako gospodarza tego prestiżowego wydarzenia” – podsumował raport minister środowiska Jan Szyszko.
MŚ przypomina, że czwarta w historii prezydencja Polski w konwencji klimatycznej obejmie okres od końca 2018 do końca 2019 roku. Przypadnie więc na czas przygotowania i przyjęcia ram prawnych wdrażających Porozumienie paryskie, a także konkretnych polityk i działań na rzecz osiągnięcia Celów Zrównoważonego Rozwoju, przyjętych przez Narody Zjednoczone we wrześniu 2015 roku. Ma to zapewnić niskoemisyjny rozwój odpornych na zmiany klimatu gospodarek we wszystkich krajach.
Resort podkreśla, że jeszcze 25 lat temu symbolem Katowic były fabryczne kominy. Dzisiaj symbolem miasta jest strefa kultury, z jednym z najnowocześniejszym w Polsce centrum kongresowym, Muzeum Śląskim i jedną z najlepszych i najpiękniejszych sal koncertowych na świecie – siedzibą Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Katowice jako pierwsze miasto w tej części Europy zostało nagrodzone prestiżowym tytułem „Miasta Kreatywnego UNESCO jako Miasta Muzyki” i tym samym dołączyły do prestiżowej Sieci Miast Kreatywnych UNESCO.
Przez ostatnie lata Katowice dokonały wielkich zmian, dzięki którym poprawia się jakość powietrza, stan środowiska naturalnego, a dzięki temu również jakość życia mieszkańców. Dzisiejsze Katowice, to nowoczesna metropolia, pełna nowych, zrównoważonych inwestycji, miasto z bogatym doświadczeniem w corocznym organizowaniu wydarzeń masowych o zasięgu krajowym i międzynarodowym, w których uczestniczy kilkadziesiąt tysięcy osób – podało MŚ w komunikacie.
Kurier PAP
Macierewicz chce by w szkołach szkolenie wojskowe znalazło się wśród przedmiotów obowiązkowych
– Szkolenie wojskowe powinno wrócić do szkół, najpóźniej od 2019 roku; rozmawiam na ten temat z minister edukacji Anną Zalewską – powiedział w piątek szef MON Antoni Macierewicz.

Antoni Macierewicz na pokazie sprzętu przeznaczonego dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Fot. mjr. Robert Siemaszko/CO MON
Macierewicz powiedział w piątek w TVP1, że szkolenie wojskowe powinno wrócić do szkół gimnazjalnych, czy też licealnych. -Tak. Powinno wrócić – oświadczył.
Pytany, od kiedy to się stanie, powiedział, że rozmawia na ten temat z minister edukacji Anną Zalewską.
– Mam nadzieję, że (szkolenie wojskowe wróci) najdalej od 2019 roku – zaznaczył.
W czwartek w Ostródzie podczas Targów Pro Defence, Macierewicz zapowiedział powrót szkoleń wojskowych do szkół.
– Młodzież musi poznawać podstawowe zasady związane z obronnością, zarówno z myślą taktyczną, jak i zachowaniami bezpośrednimi. Musi być szkolona, po to by była zdolna w razie niebezpieczeństwa umieć się zachować, niezależnie od tego, kto później (z młodych ludzi – PAP) będzie w armii – wyjaśnił szef MON.
(df) thefad.pl / Źródło: Kurier PAP
„Czapek & Cie”, szwajcarska luksusowa marka z polskim rodowodem wraca na rynek po 100 latach
Po 100 latach nieobecności na polski rynek wraca Czapek & Cie – szwajcarska manufaktura z polskim rodowodem, która wytwarza jedne z najbardziej cenionych na świecie czasomierzy. Wspólnie ze specjalizującą się w dobrach luksusowych firmą Wealth Solutions wprowadza do Polski liczącą zaledwie 15 sztuk kolekcję zegarków Warszawianka, która ściśle nawiązuje do powstania listopadowego i polskich tradycji patriotycznych.
– Po raz pierwszy przedstawiamy zegarek, który nawiązuje do polskiej historii. Mowa tu o zegarkach z najwyższego segmentu, z małych niezależnych manufaktur szwajcarskich. Ta kolekcja mocno nawiązuje do polskiej historii z racji osoby Franciszka Czapka. Ma polską duszę, więc jest to projekt unikalny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Morozowicz z Wealth Solutions.
Specjalizująca się w rynku dóbr luksusowych firma Wealth Solutions, która w tym roku obchodzi swoje 10. urodziny, postanowiła je uczcić, wprowadzając na rynek limitowaną edycję zegarków podkreślającą jej polskie korzenie i odwołującą się do polskiej historii. Do realizacji tego pomysłu zaprosiła do współpracy szwajcarską manufakturę Czapek & Cie, której założycielem był Franciszek Czapek – zegarmistrz i weteran powstania listopadowego. Po upadku zbrojnego zrywu wyemigrował do Szwajcarii i we współpracy z Antonim Patkiem zajął się ręczną produkcją zegarków. Poza Genewą manufaktura miała swoje salony w Paryżu i Warszawie oraz zaopatrywała dwór cesarza Napoleona III.
Teraz, po 100 latach nieobecności, luksusowa marka Czapek & Cie wraca na polski rynek z liczącą zaledwie 15 sztuk kolekcją zegarków Warszawianka, która jest efektem kooperacji z Wealth Solutions. Czasomierze nawiązują do polskich tradycji patriotycznych i założyciela marki, który pomimo emigracji zawsze umieszczał w swoich wyrobach polskie motywy.
– Zegarki marki Czapek & Cie nawiązują stylistycznie do tych z XIX wieku, są więc przedłużeniem pracy Franciszka Czapka z tamtego okresu. Pomysł na zegarek Warszawianka zaczął kiełkować w naszych głowach już kilka lat temu. Tworzymy rzeczy wyjątkowe w skali światowej, ale chcieliśmy trochę zwrócić uwagę zainteresowanych na nasz kraj. My, Polacy, kochamy tradycję i historię. Stąd też pomysł, by stworzyć wyjątkowy, kolekcjonerski zegarek, który nawiązuje do tej trudnej, ale jakże romantycznej polskiej historii. Prawdopodobnie każdy miłośnik zegarków zna historię Franciszka Czapka i Antoniego Patka, więc był to dla nas naturalny partner do rozmów – tłumaczy Paweł Morozowicz.
– Jeżeli spojrzymy na wszystkie te zegarki, to wyglądają one klasycznie, ale mają w sobie pewien haczyk. Do piękna nie wystarczy sama klasyka, potrzebny jest jeszcze element zaskoczenia. Klasyka jest oczekiwana, a to, co oczekiwane jest banalne, a w banale nie ma piękna. W każdym zegarku Czapka widać, że tarcza jest zintegrowana z całością. Staramy się ożywić to poszukiwanie piękna. To dowód, że te zegarki czymś się wyróżniają. Chcemy odtworzyć współpracę z najlepszymi rzemieślnikami w Szwajcarii tak, by zegarek łączył w sobie najlepsze tradycje szwajcarskiego zegarmistrzostwa z pięknem – dodaje Xavier de Roquemaurel ze szwajcarskiej manufaktury Czapek & Cie.
Na tarczy zegarka znalazł się wers „Żyj, swobodo, Polsko, żyj” – inskrypcja z refrenu pieśni patriotycznej „Warszawianka”, od której wziął nazwę cały projekt. Na godzinie 12 umieszczone zostało godło Królestwa Polskiego z okresu powstania listopadowego. Natomiast szóstka w odróżnieniu od pozostałych cyfr na tarczy nie jest czarna lecz czerwona – w ten sposób zaznaczono godzinę, o której generał Piotr Wysocki zainicjował wybuch powstania listopadowego. Natomiast w kaboszonie zegarka Warszawianka znalazł się tradycyjnie kojarzony z Polską bursztyn.
– Dodatkowo mamy typowo polski element, jakim są chociażby skróty nazw tygodnia po polsku, co w zegarku szwajcarskim z najwyższej półki jest dosyć wyjątkową rzeczą – mówi Paweł Morozowicz. – Brakuje takich artefaktów, które możemy przekazać z ojca na syna, właśnie z racji na tę trudną polską historię. Chcieliśmy stworzyć coś, co jest taką czystą inwestycją emocjonalną. Zegarek, który będzie można przekazać synowi, wnukowi, dzieciom, zostawić coś po sobie, a co nawiązuje jasno do polskiej historii – dodaje.
Premiera Warszawianki odbyła się w ostatnim dniu maja w stołecznym hotelu Bellotto. Limitowana kolekcja zegarków liczy zaledwie piętnaście egzemplarzy (5 w kopercie złotej i 10 w stalowej) i jest dostępna wyłącznie za pośrednictwem Wealth Solutions.
– Kiedy Czapek stworzył własne przedsiębiorstwo, ku zaskoczeniu wszystkich odniósł natychmiastowy sukces. Kilka lat później był oficjalnym dostawcą zegarków dla Napoleona III. Otworzył butiki w Genewie i w Paryżu. To pokazuje poziom, na który się wspiął, był prawdziwą legendą XIX-wiecznego zegarmistrzostwa – mówi Xavier de Roquemaurel.
Wraz z powrotem marki Czapek & Cie na rodzimy rynek, w Polsce dostępne będą również inne zegarki, które znajdują się w regularnej ofercie manufaktury. Ich dystrybucją zajmie się Jubiler Pluciński – polskie, rodzinne przedsiębiorstwo o ponad 60-letniej historii.
Czapek & Cie
Warszawski zegarmistrz, uczestnik Powstania Listopadowego Franciszek Czapek, urodził się 2 kwietnia 1811 w Semonicach, obecnie część Jaroměřa (Czechy). 1 lipca 1832 roku przybył do Genewy. Wkrótce potem założył firmę Czapek & Moreau.

Patek, Czapek & Co. (1839-1845)
1 maja 1839 roku wraz z Antonim Patkiem stworzył spółkę produkującą zegarki. Już w lipcu 1840 roku firma zatrudniała pół tuzina robotników. Większość pracujących była Polakami: Lilpop z Warszawy, Henryk Majewski ze Lwowa, Siedlecki i Friedlein z Krakowa. Rocznie firma produkowała ponad 200 zegarków.
W 18 kwietnia 1845 firma Patek, Czapek & Cie została zlikwidowana. Antoni Patek założył własną firmę Patek & Co, która później przekształciła się w znaną na całym Świecie firmę Patek Philippe.
Patek Philippe
W 1851 roku na wystawie światowej w Londynie firma Patek Philippe odniosła spektakularny sukces zdobywając złoty medal za swoje wyroby. Na dodatek królowa brytyjska Wiktoria kupiła zegarek Patek Philippe i odtąd nosiła go jako broszkę przy sukni. Patka nabył również książę Albert i zamówiła królowa duńska Luiza na prezent dla męża Christiana IX z okazji 25. rocznicy ślubu. Do grona klientów firmy dołączali możni tego świata: papież Pius IX (1867), książę egipski Hussein Kamal (1884), król Włoch Wiktor Emanuel III (1897) i wielu innych władców. Spowodowało to, że zegarki zyskały miano króla wśród marek i marki królów.
Franciszek Czapek
Franciszek Czapek założył własną firmę w 1851 roku pod nazwą ” Czapek & Cie „. Wszedł we współpracę z Juliuszem Gruzewskim, bohaterem powstania listopadowego i głównym dostawcą broni dla powstańców.
W 1854 roku Czapek miał firmę w Warszawie, a 1860 roku założył spółkę zależną na ulicy Vendôme w Paryżu. Francuski cesarz Napoleon III (1852/70) pomógł firmie stać się dostawcą dla dworu cesarskiego. Z nieznanych przyczyn firma została zlikwidowana w 1869 roku.
W 1895 roku Franciszek Czapek zmarł w skrajnej biedzie.
(df) thefad.pl / newseria.pl
Roman Giertych: Prokurator Krajowy ściga mnie za listy na Facebooku
Pan Prokurator Krajowy złożył na mnie kolejne zawiadomienie o popełnionym przewinieniu dyscyplinarnym. Chodzi mu o to, że w odpowiedzi na jego poprzednie zawiadomienie, gdzie zarzucał mi „przekroczenie granic wolności słowa” poprzez krytykę sposobu prowadzenia śledztwa smoleńskiego oraz okazywane powątpiewanie w ustalenia Podkomisji Smoleńskiej pana Berszyńskiego, zamieściłem list z samokrytyką (poniżej go przypominam).
Pan Prokurator Święczkowski uznał, że cały ten list przekracza również swobodę wypowiedzi (szczególnie potępił ostatnie zdanie). Domaga się więc ścigania mnie dycyplinarnie. (Już wiemy dlaczego PiS chce dobrać się do SN, który jest ostatnią instancją w postępowaniach dyscyplinarnych).
Informuję o tym fakcie, gdyż oznacza on że przechodzimy do następnego etapu budowania państwa totalitarnego, gdzie władza za szyderstwo, kpinę i żart z siebie, zaczyna organizować nagonki.
To ciekawe, że pan Święczkowski nie miał czasu aby odpowiednio nadzorować śledztwo, w którym przez rok nie stawiano policjantom zarzutu za tortury na chłopaku, a ma czas pisać pisma w sprawie moich listów na fb.
Ja ze swojej strony jako komentarz do kolejnego zawiadomienia powtórzę:
Wolałbym rowy kopać na Syberii niż być adwokatem według waszego wzoru – żałośni kłamcy.
A oto cały list za który Prokuratura Krajowa mnie ściga.
List do I Zastępcy Prokuratora Generalnego z samokrytyką.
Szanowny Panie Ministrze!
Gdy dowiedziałem się, że napisał Pan na mnie zawiadomienie dyscyplinarne w pierwszej chwili zrobiło mi się przykro.
Na mnie? Ja przecież tylu dobrych rad udzielam pańskim kolegom. Tyle listów już napisałem w ich obronie (szczególnie bronię min. Macierewicza – to mój ulubieniec!), a Pan pisze na mnie zawiadomienie?
Ale później gdy przeczytałem uważniej, o co Panu chodzi, to zrozumiałem swój błąd. Dlatego postanowiłem niniejszym listem ogłosić publiczną samokrytykę i przyznać się do wielkiej niegodziwości, że oczerniłem Ministra Obrony Narodowej jakoby przez 6 lat głosił kłamstwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Niniejszym ogłaszam, że będę już teraz wierzył we wszystkie jego tezy, a więc iż:
- w Smoleńsku był zamach
- zamach dokonał się poprzez: wybuch trzech ładunków trotylu i/lub poprzez rozpuszczenie sztucznej mgły i/lub poprzez zakłócenia pracy urządzeń pokładowych działaniem fal elektromagnetycznych i/lub poprzez rozpuszczenie helu osłabiającego właściwości nośne powietrza
- katastrofę przeżyło kilka osób, które następnie dobito.
Wierzę również, że brzoza nie mogła uszkodzić samolotu, gdyż jak wiadomo samoloty bez problemu latają pomiędzy drzewami. Fakt ten dowiodła Podkomisja smoleńska przeprowadzając eksperyment z brzozą rozpędzoną na samochodzie, która zderzyła się z lecącym Tu-154 i nikomu nic się nie stało. A nawet jeżeli takiego eksperymentu nie było, to tylko dlatego, że nie można było znaleźć prawdziwych pilotów-patriotów gotowych na niewielkie ryzyko.
Generała Błasika nie było w kokpicie, a nawet jeżeli był to jego słowa „Zmieścisz się śmiało!” należy interpretować jako zaproszenie dla kolejnego gościa wchodzącego do zatłoczonego kokpitu. Słowa dyr. Kazany, że „Prezydent jeszcze nie podjął decyzji” odnoszą się do nagród dla pilotów, a nie do kwestii lądowania.
Zamachu dokonali nieznani sprawcy, ale powiązani z pewnością z Tuskiem, który zrobił to bo nienawidzi polskości. A pomagał mu Putin, który zrobił to dlatego, że się bał profesora Lecha Kaczyńskiego.
Dowody na te wszystkie tezy są tak tajne, że tylko najtajniejsze służby MON mają je zgromadzone. Ale wierzę że są.
Teraz już jako nowy, wierny władzy adwokat liczę na odpuszczenie win.
PS. Wolałbym rowy kopać na Syberii niż być adwokatem według waszego wzoru – żałośni kłamcy.
SN: Prezydent nie mógł ułaskawić Kamińskiego. Prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych
W środę Sąd Najwyższy rozpoznał pytanie prawne dotyczące konstytucyjnego prawa łaski jako uprawnienia Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. SN wydał uchwałę w której uznał, że prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych.
Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów rozpoznał w środę zagadnienie prawne:
– Czy przewidziany w zdaniu pierwszym art. 139 Konstytucji RP zakres normowania zwrotu „prawo łaski” obejmuje również normę kompetencyjną do stosowania abolicji indywidualnej?
– W przypadku negatywnej odpowiedzi na pytanie pierwsze, jakie skutki wywołuje przekroczenie powyższego zakresu normowania dla dalszego toku postępowania karnego?
Sąd Najwyższy wydał uchwałę, zgodnie z którą prezydent może realizować prawo łaski wyłącznie wobec prawomocnie skazanych.
– Prawo łaski, jako uprawnienie Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, określone w art. 139 zdanie 1. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej może być realizowane wyłącznie wobec osób, których winę stwierdzono prawomocnym wyrokiem sądu, czyli osób skazanych – mówił sędzia Jarosław Matras.
Działanie PAD było złamaniem Konstytucji. Nie miał prawa ułaskawić Mariusza Kamińskiego. Potwierdził to dziś Sąd Najwyższy.
— Kinga Gajewska (@gajewska_kinga) 31 maja 2017
„Zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych” – podkreślił Sąd Najwyższy. Sędzia ogłaszający treść uchwały przyznał, że była to bezprecedensowa sprawa.
Obawiam się, że dzisiejsze orzeczenie #SądNajwyższy będzie stanowiło pretekst do kolejnego ataku PiS na niezależne sądy #SN #Konstytucja
— Borys Budka (@bbudka) 31 maja 2017
(df) thefad.pl / Źródło: PAP, Sąd Najwyższy
Zatrzymano 17-letniego Syryjczyka. Planował samobójczy zamach w Berlinie
Policja zatrzymała w brandenburskim Uckermark (Niemcy) 17-letniego Syryjczyka podejrzanego o planowanie zamachu samobójczego w Berlinie.
Podejrzany o terroryzm 17-letni Syryjczyk został zatrzymany we wtorek (30.05.2017) w Uckermark na północy Brandenburgii. Jak poinformował w Poczdamie szef brandenburskiego MSW Karl-Heinz Schröter, Syryjczyk miał planować dokonanie w Berlinie zamachu samobójczego.
Na ślad podejrzanego naprowadziły policję wskazówki z innych krajów związkowych Niemiec – powiedział Schröter. W wiadomości przekazanej matce za pomocą komunikatora WhatsApp Syryjczyk jednoznacznie mówił o planowaniu zamachu. Podobnie miał się wypowiadać w rozmowie z innymi osobami. Inne źródła mówią, że na ślad podejrzanego naprowadziły policję infomacje z kręgu jego rodziny.
Rzecznik brandenburskiej policji Klaus Lampe powiedział rozgłośni Berlin-Brandenburg (rbb), że podejrzany pożegnał się z matką informując ją, że przyłączył się do dżihadu.
Nielegalny pobyt
Według informacji brandenburskiej policji, młody mężczyzna przyjechał nielegalnie do Niemiec w 2015 r., jego pochodzenie nie jest jeszcze ostatecznie wyjaśnione. W międzyczasie zarejestrował się jako ubiegający się o azyl. Od 2016 r. przebywa w schronisku dla nieletnich uchodźców w Uckermark, w miejscowości Gerswalde, na zachód od autostrady Berlin-Szczecin.
Podczas aresztowania przez jednostki specjalne policji nie odniósł obrażeń. Obecnie jest przesłuchiwany, przeszukiwane są też pomieszczenia schroniska w Gerswalde.
Reuters, rbb / Elżbieta Stasik / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Bruksela chce szczegółowego katalogu praw Polaków po Brexicie
Niepewność w obliczu Brexitu odstrasza obywateli Europy. Brytyjskie firmy poszukują pracowników
Niepewność w obliczu Brexitu odstrasza przede wszystkim obywateli Europy Wschodniej. Opuszczają Wyspy z kilku powodów.
Sytuacja na brytyjskim rynku pracy coraz bardziej się zaostrza. Pisze o tym m.in. niemiecki dziennik „Die Welt”, podając przykład Marca Vlessinga, przedsiębiorcy budowlanego, który ma poważny problem: trzy czwarte pracujących na jego budowach ludzi pochodziło z Europy Wschodniej. Vlessing jest szefem zarządu Pocket Living, brytyjskiej firmy budowlanej, która odnosi sukcesy na rynku budując z modularnych prefabrykatów tanie mieszkania. Tyle, że ma coraz mniej pracowników: prawie 30 proc. z nich odeszło po referendum ws. Brexitu. I jak przyznaje przedsiębiorca: inaczej niż kiedyś, nie przyjeżdżają żadni nowi.

Polacy są widoczni na Wyspach, ale czują się mniej pewnie i nie czują w Wielkiej Brytanii mile widziani. Fot. Źródło: dw.de
„Urażeni, niechciani…”
W minionych miesiącach takie historie często słyszał Paul Drechsler, szef zrzeszenia przemysłowego Confederation of British Industrie. Wskazuje na dwie przyczyny takiej sytuacji. Niższy kurs funta sprawia, że dochody ludzi mają mniejszą siłę nabywczą. A poza tym pracownikom z innych państw UE nie podoba się, że prawie rok po decyzji o Brexicie wciąż jeszcze nie ma jasności co do ich prawa pobytu.
Przedsiębiorca Vlessing zwraca uwagę na jeszcze jeden powód. Jak cytuje go gazeta „Die Welt”:
– Byłem na wszystkich naszych budowach, rozmawiałem z ludźmi. Oni odchodzą, bo czują się urażeni, niechciani. Poza tym wiedzą, że są inne, atrakcyjniejsze dla nich opcje. Żaden z nich nie chce wracać do Polski czy do Słowacji, bo wiedzą, że znajdą pracę na budowach w Szwecji, Niemczech czy Holandii.
W ocenie specjalistów, problemy brytyjskich pracodawców z werbowaniem pracowników z zagranicy w następnych tygodniach i miesiącach będą się jeszcze dalej zaostrzać. Na brytyjskimi rynku pracy już dziś nie ma dość ludzi, by obsadzić wakujące stanowiska. Aktualne liczby branżowego zrzeszenia pośrednictwa pracy REC wskazują na deficyt specjalistów w ponad 60 dziedzinach: od inżynierów, przez informatyków i wychowawców aż po inspektorów finansowych.
Grozi katastrofa
Gazeta pisze w szczegółach o nowym przedwyborczym programie Partii Konserwatywnej, w którym podkreśla się cel, by imigrację netto do Wielkiej Brytanii utrzymać poniżej 100 tys. osób rocznie. „Na tym poziomie notowano imigrację ostatnio przed 20 laty”.
Think tank Global Future w swoim najnowszym raporcie, wskazując na starzejące się społeczeństwo i niski wzrost produktywności, stwierdza, że Wielka Brytania potrzebowałaby imigracji na poziomie 200 tys. osób rocznie, by zapobiec katastrofalnym następstwom gospodarczym.(…) W globalnym wyścigu o talenty i innowacje Wielkiej Brytanii grozi, że utkwi w blokach startowych ze względu na nierozsądne nastawienie do imigracji.
Eksperci wskazują, że niedobór rąk do pracy występuje przede wszystkim w branżach mało atrakcyjnych dla młodych Brytyjczyków, jak handel, hotelarstwo czy gastronomia. Wiele firm tych branży chciałoby się dowiedzieć, jak mogłyby zatrzymać pracowników czy rekrutować nowych.
Jednak mile widziani
Zaznacza się przy tym, że taka sytuacja będzie miała poważne reperkusje gospodarcze. „Die Welt” podaje przykład z branży budowlanej, gdzie brak robotników przeciągać będzie oddanie mieszkań do użytku. Walka o deficytowe ręce do pracy spowoduje też, że będą rosły ceny mieszkań. W branży budowlanej te niedobory powodują, że przedsiębiorcy zaczynają podkupywać sobie nawzajem pracowników.
„Przedsiębiorcy próbują nawet już na własną rękę zapobiec przykremu uczuciu, jakie mają imigranci, nie czujący się mile widziani na Wyspach. Michael Moszyński, szef agencji reklamowej London Advertising chce na początku czerwca opublikować duże ogłoszenie w polskich mediach – i to na własny koszt. Jego przesłanie: Polacy także po Brexicie są bardzo mile widziani na Wyspach”.
opr. Małgorzata Matzke / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Bruksela chce szczegółowego katalogu praw Polaków po Brexicie
⇒ UE gotowa do rokowań o Brexicie
Bp Pieronek: Mamy obowiązek być gościnnymi dla uchodźców. A politycy PiS czynią wszystko, żeby zastraszyć ludzi
Były sekretarz generalny Episkopatu Polski biskup Tadeusz Pieronek w „Kropce nad i” apelował o przyjmowanie uchodźców.
– Mamy moralny obowiązek jako chrześcijanie w Polsce być gościnnymi dla tych, którzy uciekają przed śmiercią, przed nędzą, przed wszelkimi prześladowaniami, które tam mają miejsce (…) A państwo ma obowiązek, także prawny, z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Przecież jako członek Unii Europejskiej zobowiązaliśmy się do przyjęcia uchodźców – mówił biskup i krytykował polityków za wykorzystywanie uchodźców w walce politycznej.
– Czyni się wszystko, żeby zastraszyć ludzi tym sprowadzaniem uchodźców i migrantów, a potem cynicznie używa się tego w polityce – ocenił.
Zwrócił również uwagę, że ani premier Szydło, minister Błaszczak i Macierewicz, nie usłuchają i „wydaje mi się, że prezentują naprawdę antychrześcijańską postawę wobec ludzi.” – I to jest żałosne – stwierdził.
Biskup Pieronek odniósł się też do kwestię ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej i informacji przekazanej przez „Fakt” o tym, że w trumnie generała Bronisława Kwiatkowskiego, byłego Dowódcy Operacyjnego Sił Zbrojnych, znaleziono szczątki siedmiu innych osób.
– To była tak duża katastrofa i tak szybkie działanie, że rzeczywiście można się było pomylić i nie zbadać tych wszystkich szczątków w szczegółach, tak żeby się znalazły w całości. – stwierdził – No, stało się. To jest niedopuszczalne. Zwłaszcza dla tych, którzy oczekiwali, że otrzymają w tym bólu wielkim przynajmniej szczątki swoich bliskich – dodał. Ocenił przy tym, że ekshumacje ofiar katastrofy są wykorzystywane do celów politycznych.
(df) thefad.pl / Źródło: TVN24
Polscy przedsiębiorcy działający w Wielkiej Brytanii nie muszą się bać Brexitu
W Wielkiej Brytanii działa około 40 tys. polskich firm. Przedsiębiorcy je prowadzący nie muszą się bać Brexitu. Rząd Theresy May zamierza stworzyć korzystne warunki dla przedsiębiorców, zwłaszcza jeżeli w wyniku negocjacji Wielka Brytania straci dostęp do europejskich rynków. Dopuszcza nawet możliwość maksymalnej obniżki podatku CIT i wprowadzenia przywilejów na kształt rajów podatkowych. Powody do obaw mają za to Polacy, którzy mieszkają na Wyspach krócej niż pięć lat, mają rodziny i korzystają z dodatków socjalnych.
– Wielka Brytania stara się ugrać jak najwięcej przy twardym brexicie, żeby nie oddawać do unijnej kasy miliardów euro. Aktualnie całkowicie zamyka się na Unię i chce kontrolować przepływ zagraniczny. Ogłoszenie wcześniejszych wyborów parlamentarnych to zagranie socjotechniczne, obliczone na wywołanie chaosu i wynegocjowanie lepszych warunków wyjścia z UE. Im więcej mandatów, tym większe poparcie dla twardego, mocnego brexitu. To natomiast będzie się wiązało się z problemami dla Polaków na Wyspach – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Sadecki, finansista i analityk biznesowy, menadżer i wykładowca oraz laureat prestiżowej nagrody MDIT dla najlepszych doradców inwestycyjnych w USA.
Przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii odbędą się 8 czerwca, trzy lata wcześniej, niż wynika to z wyborczego kalendarza. W połowie kwietnia brytyjska premier Theresa May zwróciła się z taką prośbą do Izby Gmin, argumentując to potrzebą silnego przywództwa w negocjacjach dotyczących wyjścia z UE. Wygrana Partii Konserwatywnej da Theresie May silny mandat społeczny do twardych negocjacji w sprawie brexitu. Sondaże wskazują na coraz niższą przewagę torysów nad Partią Pracy, chociaż w momencie ogłoszenia przedterminowych wyborów różnica sięgała nawet 20 proc. Jednym z kluczowych punktów programu Partii Konserwatywnej jest zdecydowane ograniczenie imigracji. Partia Pracy deklaruje, że nie zamierza przeszkadzać imigrantom w pracy i życiu na Wyspach.
Negocjacje UE z Wielką Brytanią mają rozpocząć się w ciągu najbliższych kilku tygodni. Ich celem będzie uregulowanie statusu prawie 3 milionów obywateli UE na Wyspach oraz około 2 milionów brytyjskich obywateli mieszkających na kontynencie, a także wypracowanie nowych zasad współpracy handlowej, dostępu do europejskich rynków i ponad 400 mln potencjalnych konsumentów.
Jak zauważa analityk biznesowy Krzysztof Sadecki, wyborcze zwycięstwo Partii Konserwatywnej i twardy brexit będą oznaczały kłopoty dla mieszkających na Wyspach Polaków. Szczególnie tych, którzy mają rodziny albo korzystają z dodatków socjalnych.
– Sytuacja Polaków, którzy żyją z socjalu, znacznie się pogorszy. Wielka Brytania chce między innymi ograniczyć dodatki socjalne dotyczące dofinansowania na mieszkanie. Aktualnie dokłada od 30 do 70 proc. w ramach dofinansowania dla osób, które mają problem z utrzymaniem się na terenie Wielkiej Brytanii, a mają rodziny – mówi Krzysztof Sadecki.
Według zapowiedzi Theresy May Polacy, którzy mieszkają i pracują na Wyspach, nie muszą się obawiać brexitu. W marcu Izba Lordów (wyższa izba parlamentu) przegłosowała poprawkę gwarantującą zachowanie praw wszystkim imigrantom w Wielkiej Brytanii w ciągu 3 miesięcy od uruchomienia procedury wyjścia z UE. Jednak dwa tygodnie później Izba Gmin odrzuciła tę poprawkę – tym samym przyszłość Polaków mieszkających w UK wciąż pozostaje niepewna.
Możliwe scenariusze zakładają, że Polacy przebywający na Wyspach krócej niż 5 lat będą się musieli ubiegać o pozwolenia na pobyt i pracę. Brytyjskie urzędy mogłyby wydawać wizy pracownicze dla obywateli państw UE. Z pewnością ograniczone zostaną im też świadczenia socjalne.
Według brytyjskiego urzędu statystycznego ONS (Office for National Statistics) liczba Polaków w Wielkiej Brytanii od momentu otwarcia tamtejszego rynku w 2004 roku zwiększyła się 20-krotnie, a na Wyspach mieszka ponad 916 tys. Polaków (największa mniejszość narodowa). Część z nich, zwłaszcza bez rezydentury, może być zmuszona do wyjazdu z Wielkiej Brytanii.
Według prognoz resortu rozwoju do kraju może wrócić nawet 200 tys. Polaków. Z kolei Polski Instytut Spraw Międzynarodowych podaje liczbę dwukrotnie większą, czyli nawet 400 tysięcy. Krzysztof Sadecki prognozuje, że Polacy po brexicie nie będą masowo wracać do kraju, a jeżeli zostaną zmuszeni do wyjazdu, wybiorą inny kierunek emigracji.
– Polacy, którzy odważyli się wyemigrować z kraju i przenieśli się do Wielkiej Brytanii, poznali lepszą jakość życia, większe pieniądze i wartość ich pracy. Znają już język, są specjalistami. Albo pozostaną w Wielkiej Brytanii, albo wyemigrują do Kanady lub Australii. Do Polski nie mają po co wracać, ponieważ tutaj emerytur może wcale nie być, a poza tym są przyzwyczajeni do minimalnie 8 funtów za godzinę. Tutaj płaca minimalna wynosi 1,7 tys. zł, a taką kwotę mogą zarobić tam w kilka dni – mówi Krzysztof Sadecki.
Zdaniem eksperta powodów do obaw nie mają natomiast polscy przedsiębiorcy działający na Wyspach, ponieważ tworzą wartość dodaną dla brytyjskiej gospodarki. Dla firm, które prowadzą na ją w Wielkiej Brytanii, UK chce wprowadzić szereg przywilejów i ulg, stając się państwem na kształt raju podatkowego.
– Wielka Brytania chce stworzyć specjalny klimat gospodarczy dla małych, dużych i średnich przedsiębiorstw, co wiąże się z tym, że będzie konkurowała z Delaware, wyspą Guernsey, Manem, Maltą czy Luksemburgiem. Zamierza utworzyć specjalne strefy, które będą napędzały ich gospodarkę za pieniądze obywateli z innych krajów. Będą to między innymi preferencyjne warunki finansowania przedsiębiorstw i nowoczesne systemy tworzenia spółek gospodarczych – mówi Krzysztof Sadecki.
Według wcześniejszych zapowiedzi ministra finansów Philipa Hammonda, jeżeli Wielka Brytania straci dostęp do jednolitego europejskiego rynku, wprowadzi minimalne podatki i może się stać konkurencją dla UE. Taką możliwość potwierdziła szefowa rządu Theresa May. Podatek CIT dla firm w Wielkiej Brytanii miałby zostać obniżony do rekordowo niskiego poziomu 10 proc. Lider laburzystów Jeremy Corbyn skomentował, że taki scenariusz może zagrozić wojną handlową z Europą. Jak zauważa analityk biznesowy Krzysztof Sadecki, ulgi dla przedsiębiorców w Wielkiej Brytanii już w tej chwili są bardzo atrakcyjne.
– Ulgi podatkowe do tej pory były dość duże. Zniżka dyrektora w firmie to około 13 tysięcy funtów. Dodatkowo dochodziła jeszcze ulga z dywidendy na poziomie 35 tysięcy funtów. Łącznie to dawało około 50 tysięcy funtów ulgi podatkowej w skali roku – mówi Krzysztof Sadecki.
Według szacunków Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej na Wyspach prowadzi działalność około 40 tys. przedsiębiorstw prowadzonych przez Polaków. Z raportu, który w 2014 roku opracowały think tank Centre for Entrepreneurs i DueDil, wynika, że imigranci prowadzą 14 proc. wszystkich firm w Wielkiej Brytanii. Co siódma została założona przez osobę z innym paszportem.
Imigranci w Wielkiej Brytanii pracują w takich sektorach jak finanse, handel, gastronomia, turystyka, budownictwo i służba zdrowia. Z ubiegłorocznej analizy Resolution Foundation wynika, że w niektórych branżach stanowią nawet do 40 proc. siły roboczej. W latach 2000–2011 wkład imigrantów w brytyjski system finansów publicznych przekroczył 20 miliardów funtów (dane Centre for Research and Analysis on Migration za 2014 r.). Z kolei polski Instytut Sobieskiego wyliczył, że sami tylko Polacy dokładają do brytyjskiego PKB średnio 7 mld funtów rocznie.
Newseria









