Giertych o sprawie Igora Stachowiaka: Może być tak, że mamy do czynienia z mataczeniem osób z ministerstwa

W „Kropce nad i” były wicepremier, mecenas Roman Giertych komentował sprawę śledztwa i okoliczności śmierci Igora Stachowiaka z 15 maja 2016 roku.

Stopklatki z nagrania z paralizatora. Fot. Źródło: TVN24

Przypomnijmy, reporter TVN dotarł do nagrań i informacji, które wskazują, jak wyglądała policyjna interwencja. Na nagraniach widać między innymi leżącego na ziemi w toalecie we wrocławskim komisariacie, skutego kajdankami rozbierającego się 25-letniego Igora Stachowiaka, którego jeden z policjantów razi paralizatorem. Igor Stachowiak zmarł chwilę później. W sprawie trwa śledztwo, a okoliczności śmierci mężczyzny wciąż nie zostały wyjaśnione.

– Żeby torturować związanego człowieka, to trzeba być psychopatą. Trzeba mieć skażoną psychikę, żeby zadawać ból i radować się tym – mówił Roman Giertych w „Kropce nad i”.

Ktoś mataczył w sprawie

Jak ocenił, prokurator, który widząc film z paralizatora, nie postawił zarzutów policjantom, „którzy dopuścili się tego przestępstwa” sam popełnił przestępstwo. Giertych podkreślił przy tym, że nie ma żadnych wątpliwości, że „ktoś mataczył w sprawie i ten ktoś powinien ponieść odpowiedzialność”.

– Jeżeli było tak, że informację o tym mataczeniu miało ministerstwo, to mamy do czynienia z mataczeniem osób z ministerstwa – powiedział – A może być tak, że prokurator generalny w jakiś sposób oddziaływał na to śledztwo, a może być tak, że minister spraw wewnętrznych.

Honor policji

Zaznaczył, że sytuacja ta powinna być wyjaśniona ze względu na honor polskiej policji. – Tego typu czarne owce powinny być natychmiast eliminowane, a nie są, bo to zrobiłoby jakiś kłopot władzy. Zieliński (wiceminister spraw wewnętrznych i administracji – przyp.red.) wiedząc takie rzeczy, nie eliminując tych osób, zaszkodził polskiej policji, nadwyrężył zaufanie obywateli do policji – stwierdził Giertych.

Wiceminister Zieliński być może popełnił przestępstwo

Jeżeli wiceminister Zieliński, mając świadomość, że w komisariacie we Wrocławiu nielegalnie użyto paralizatora, dopuścił tych policjantów do dalszej służby, na pewno popełnił wykroczenie dyscyplinarne, a być może nawet przestępstwo. Na miejscu opozycji złożyłbym zawiadomienie w tej sprawie – powiedział były wiceminister.

 

(df) thefad.pl / Źródło: TVN24


Polska może skończyć w „drugiej prędkości” unii obronnej

Unia Europejska chce mocno przyspieszyć w sprawie zacieśniania współpracy obronnej, ale Polska wcale się do tego nie pali. Warszawa nie wyklucza, że wybierze peryferyjny, drugi krąg nowej „unii obronnej”.

Kwatera główna NATO w Brukseli. Fot. Źródło: dw.de

Komisja Europejska dyskutowała w środę 24 maja o nowej unijnej polityce obronnej i już w czerwcu ogłosi wstępne propozycje kolejnych reform w tej kwestii.

– Europejscy obywatele oczekują od nas większej współpracy w sprawach bezpieczeństwa i obronności. Mówią to politycy i pokazują to sondaże – powiedziała po środowych obradach szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

Bruksela zarzeka się, że UE nie chce konkurować, lecz uzupełniać NATO. To bowiem ostra krytyka prezydenta Donalda Trumpa, że Europa za mało łoży na obronę w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, mocno przyspieszyła prace nad „unią obronną” w UE. Europejczycy już w ten czwartek na miniszczycie NATO w Brukseli chcą przekonywać Trumpa, że bardzo rzetelnie łożą na własne bezpieczeństwo.

Berlin szybciej, Paryż ambitniej

– Unia jako całość jest na świecie druga po USA pod względem wydatków obronnych. Tyle, że wydajemy połowę tego, co Amerykanie, a wychodzi z tego równowartość tylko 15 proc. amerykańskich zdolności obronnych – powiedziała Mogherini. Problemem jest m.in. fragmentacja europejskiego rynku obronnego. – W tej dziedzinie wspólny rynek UE w zasadzie nie istnieje. Około 80 proc. zakupów dokonuje się w ramach tego samego państwa. Wspólne zamówienia publiczne na broń przyniosłyby ogromne oszczędności – tłumaczył w środę wiceszef KE Jyrki Katainen.

Dlatego nowa „unia obronna” ma otrzymać dwa wymiary – pierwszy to coraz mocniej zacieśniana współpraca w dziedzinie przemysłu (głównie na bazie Europejskiego Funduszu Obronnego), a drugi to umocowana w nowych strukturach współpraca polityczno-wojskowa chętnych krajów Unii (PESCO). – Mam nadzieję, że PESCO zostanie uruchomione w tym roku – powiedziała Mogherini.

Jak wynika z naszych rozmów w Brukseli, Berlin chciałby unijnej decyzji o PESCO już tego lata, nawet jeśli miałaby być dość ogólnikowa i wymagała uzupełnienia w kolejnych miesiącach.

– Dla Niemców to byłby dowód, że Unia Europejska się rozwija, co chcieliby pokazać jeszcze w swej kampanii wyborczej – mówi wysokiej rangi zachodni dyplomata.

Natomiast Francuzi naciskają, by PESCO od samego początku było nakreślone jako projekt ambitny zarówno pod względem zdolności operacyjnych w misjach wojskowych, jak i wspólnych projektów zbrojeniowych.

– Zgodnie z traktatem lizbońskim PESCO zawiązuje się jeden raz. A zatem będzie to decyzja na długie lata. Musi być ambitna – przekonują Francuzi.

O ile Berlin chciałby włączenia się do PESCO przez jak największą grupę krajów Unii, to dla Paryża właściwszy jest „klub mniejszy, lecz ambitniejszy”. Paryż prze do przodu, bo hamulcowym PESCO nie są już Brytyjczycy – niegdyś bardzo sceptyczni wobec unijnej polityki obronnej, a teraz szykujący się do Brexitu.

Francja i Niemcy różne podejście do unii obronnej. Fot. Źródło: dw.de

Druga prędkość być może dla Polski

Zaledwie sześć, osiem miesięcy temu wielu politykom w Brukseli wydawało się, że władze Polski będą w awangardzie prac nad PESCO oraz Europejskim Funduszem Obronnym.

– Ale stało się zupełnie przeciwnie. Polska jest bardzo ostrożna. Zachowuje duży dystans – słyszymy od dyplomatów z kilku różnych państw Europy Zachodniej.

W brukselskich negocjacjach o PESCO na stole leży teraz struktura oparta na dwóch kręgach – twardym rdzeniu podejmującym główne decyzje oraz peryferyjnym „drugim kręgu”, do którego mogłaby należeć i Wielka Brytania po Brexicie i kraje UE, które nie zdecydowałyby się na pełną unię obronną.

Na doraźnych zasadach peryferia i twardy trzon PESCO mogłyby współfinansować wspólne projekty obronne np. w kwestii cyberobrony.

Polska nie wyklucza pozostania w „drugiej prędkości” unii obronnej, a jednocześnie na tych peryferiach widzą ją niektóre państwa Zachodu. Dyplomaci w Brukseli domyślają się kilku motywów

– Polacy mają być niechętni czysto wojskowemu wymiarowi PESCO, bo „Francuzi będą chcieli prowadzić unijne misje w Afryce”. A Polska skupia się na europejskim wschodzie. Ponadto polskie władze boją się głębszej integracji na rynku obronnym, bo stworzyłaby trudną konkurencję dla polskiego przemysłu ze strony Francuzów, Włochów czy Hiszpanów.

– Metodą na osłabienie groźby tej konkurencji mógł być – zerwany już – kontrakt na śmigłowce Caracall, bo Polacy weszliby w łańcuch dostawczo-produkcyjny z Francuzami – przekonują zachodni rozmówcy. Warszawa uznaje to za zwykły lobbing przemysłowy.

Unia obronna to pieniądze z budżetu UE

Decyzja, by pozostać poza PESCO może utrudnić Polsce sięganie po pieniądze z Europejskiego Funduszu Obronnego.

– Idea jest taka, by istniało ścisłe powiązanie między projektami PESCO oraz ich finansowaniem przez ten Fundusz Obronny – powiedziała Mogherini.

Fundusz do 2020 r. ma wydać 90 mln euro na dotowanie badań i rozwoju w dziedzinie obronności (np. nad dronami). Ale już po 2020 r. budżet UE – wedle obecnych planów – miałby na te cele wydawać aż po pół miliarda euro rocznie.

Opowieści Macierewicza o mistralach za dolara

Nad rokowaniami o unii obronnej ciążą także dyplomatyczne swary – do niedawna ministrem obrony Francji był Jean-Yves Le Drian, który od kilku dni jest francuskim szefem dyplomacji. A opowieści ministra Antoniego Macierewicza, że Paryż dostarczył Rosjanom okręty desantowe Mistral za dolara (za pośrednictwem Kairu), tak swego czasu rozeźliły Francuza, że – według naszych rozmówców – od kilku miesięcy nawet nie witał się z Macierewiczem podczas obrad ministrów obrony w ramach UE i NATO.

Tomasz Bielecki, Bruksela / Redakcja polska 

POLECAMY:

⇒ Niemcy szukają rąk do pracy. Rekordowo dużo wakatów

⇒ W USA narasta antysemityzm


Pożyczasz pieniądze rodzinie? Sprawdź co musisz wiedzieć i pamiętaj: Umowy pisze się na złe czasy

Pożyczanie od rodziny lub znajomych to wciąż bardzo popularny sposób uzupełniania braków finansowych. W skali całego społeczeństwa odsetek osób korzystających z pożyczki w rodzinie wynosi 11,3%.

Fot. źródło: .pexels.com

Badania wykazują, że skłonność do pożyczania od bliskich maleje wraz z wiekiem. Grupą najmniej zapożyczoną wśród rodziny lub znajomych (zaledwie 6,6%) są osoby powyżej 60 lat. Na przeciwnym biegunie znajdują się ludzie młodzi – aż co piąty (19,6%) Polak przed trzydziestką ma u swoich bliskich finansowy dług – wynika z badań Kantar Millward Brown wykonanych dla GetBack S.A

– Najnowsze badania potwierdzają, że pożyczanie pieniędzy od rodziny i znajomych pozostaje drugą, po zakupie na raty, najczęściej stosowaną przez Polaków metodą uzupełnienia dziur w osobistym budżecie. Z hojności bliskich korzystamy prawie tak często, jak z pożyczek gotówkowych czy kart kredytowych ­– mówi Paweł Trybuchowski, Wiceprezes Zarządu GetBack S.A. – Pożyczanie pieniędzy w rodzinnym gronie to przede wszystkim przejaw chęci pomocy i współpracy w ramach najważniejszej komórki społecznej. Należy jednak brać pod uwagę możliwość, że osoba prosząca o materialne wsparcie bliskich mogła wcześniej spotkać się z odmowną decyzją banku lub innej profesjonalnej instytucji finansowej. Najprawdopodobniej istniały więc ku temu słuszne powody. Prawie 7% badanych, którzy deklarowali pożyczkę w rodzinie lub od znajomych przyznało, że miało duże problemy ze spłatą tego długu. Dlatego zanim pożyczymy pieniądze rodzinie, warto skorzystać z naszego katalogu zasad odpowiedzialnego pożyczania w rodzinie.

Pożyczki rodzinne – dekalog dobrych praktyk

  • Upewnij się, że pożyczający wie, iż oczekujesz zwrotu pieniędzy. Być może pod prośbą o „pożyczkę” w rzeczywistości kryje się nadzieja na darowiznę.
  • Gdy pożyczasz więcej niż 1000 zł – zachowaj dokumentową formę umowy. Jeśli tego nie zrobisz, w przypadku sporu w sądzie nie będziesz mógł powoływać świadków ani składać zeznań, które dowodziłyby, że faktycznie doszło do pożyczenia pieniędzy. Ponadto łatwiej będzie ustalić jasne zasady i termin spłaty pożyczki, a druga strona poważniej podejdzie do tematu. Uwaga – forma dokumentowa to nie to samo co forma pisemna. Zgodnie z aktualnymi przepisami, wystarczające jest zawarcie umowy np. przez e-mail lub SMS. Ważne, by został po niej jakikolwiek ślad.
  • Upewnij się, że Twoja sytuacja finansowa jest wystarczająca na udzielenie komukolwiek pożyczki. Zawsze kieruj się zasadą: nie pożyczaj więcej, niż Cię na to stać. Nie bój się odmówić bliskim, kiedy wiesz, że prośba przekracza Twoje możliwości. Ewentualne problemy finansowe mogłyby wówczas odbić się źle na kondycji całej Twojej rodziny.
  • Oceń „zdolność kredytową” osoby, która prosi Cię o pożyczkę. Dopytaj o jej dochody i wydatki. Postaw się w sytuacji osoby pożyczającej i oszacuj, czy spłata jest realna. Określ też ryzyko niezwrócenia pieniędzy. Jeżeli szczerze porozmawiasz z członkiem rodziny o jego sytuacji finansowej, będziesz mógł też skuteczniej mu pomóc, wskazać często popełniane błędy, zaproponować inne rozwiązania i zapobiec dalszemu zadłużaniu się.
  • Jasno określ termin zwrotu pieniędzy. Weźcie pod uwagę różne czynniki, np. czy termin nie wypadnie przed świętami lub wyjazdem na wakacje. Jeśli tak – poruszcie ten temat i ewentualnie wybierzcie dogodniejszą datę. Nie bój się też odezwać do pożyczkobiorcy, jeśli termin nie zostanie dotrzymany. Inaczej dłużnik może pomyśleć, że zrezygnowałeś z dochodzenia pożyczki.
  • Zapewnij sobie świadka lub dowód potwierdzający udzielenie pożyczki. Przekaż pieniądze w czyjejś obecności lub za pomocą przelewu bankowego, którego tytuł będzie jednoznacznie wskazywał na fakt pożyczki. Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, jest pożyczenie pieniędzy w biegu, pod presją, bez poświęcenia czasu na przemyślenia i rozmowę, bez wyznaczenia reguł spłaty oraz bez potwierdzenia przekazania kwoty pożyczki.
  • Pożyczaj odpowiedzialnie i ucz odpowiedzialności. Jak wynika z badań Millward Brown dla GetBack S.A., co piąty młody człowiek w wieku 18-29 lat w okresie ostatnich 24 miesięcy zdecydował się na pożyczenie pieniędzy od rodziny. Najprawdopodobniej dla większości z nich była to pierwsza pożyczka w dorosłym życiu. Nie należy traktować tej sprawy pobłażliwie. Jeżeli Twoje dziecko pożycza od Ciebie pieniądze, postaraj się wykorzystać to jako szansę na życiową lekcję, która pomoże mu sumiennie i odpowiedzialnie podchodzić do podejmowanych zobowiązań. W przyszłości młodzi ludzie mogą potrzebować pożyczek na znacznie wyższe kwoty, np. przy zakupie mieszkania czy samochodu. Dlatego pożyczka rodzinna może i powinna być szkołą odpowiedzialnego pożyczania i gospodarowania pieniędzmi; szkołą, która pozwoli uniknąć wielu finansowych problemów w przyszłości.
  • Zwróć uwagę, że pożyczki i kredyty oferowane na rynku wiążą się z dodatkowym kosztem i marżą (zarobkiem) po stronie pożyczkodawcy. Pożyczenie pieniędzy na 0% to znacząca pomoc finansowa – pamiętaj jednak, że nie zyskasz odsetek, a w przypadku inflacji pieniądze stracą na wartości. Miej to zawsze z tyłu głowy.
  • Prawnicze przysłowie mówi, że umowy pisze się na złe czasy. Wyobraź sobie najgorszy możliwy scenariusz i przeanalizuj, czy jeśli wydarzenia przyjmą pesymistyczny obrót, będziesz w stanie odzyskać swoje pieniądze bez odwoływania się do sądu i komornika. Pamiętaj, że z tych względów ważne jest spełnienie wymogów prawnych odnośnie formy pisemnej i podatków.
  • Ucz się na błędach. Jeżeli nie znałeś powyższych zasad, kiedy udzielałeś komuś pożyczki i straciłeś swoje pieniądze, wykorzystaj to doświadczenie, by nie doprowadzić ponownie do takiej sytuacji. Nie bój się odmówić komuś, kto już wcześniej nie wywiązał się ze swoich zobowiązań.

 

newsrm.tv


Zamach w Manchesterze. Wśród ofiar są Polacy. Na Wyspach obowiązuje najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego

Wśród ofiar śmiertelnych poniedziałkowego zamachu w Manchesterze znajduje się co najmniej dwoje obywateli RP, a jeden został ranny. – poinformowało polskie MSZ. Tymczasem w Wielkiej Brytanii zwiększono poziom zagrożenia terrorystycznego do krytycznego, a służby próbują ustalić czy 22-letni Salman Abedi działał w ramach organizacji. W ataku zginęły 22 osoby, w tym dzieci.

W ataku terrorystycznym w Manchesterze zginęły 22 osoby, w tym dzieci.Fot. Independent / Ben Birchall/PA

 

Najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego

Brytyjska premier Theresa May poinformowała we wtorek wieczorem o podniesieniu poziomu zagrożenia terrorystycznego do najwyższego, piątego poziomu, który formalnie oznacza, że kolejny atak jest nie tylko bardzo prawdopodobny, ale może dojść do niego w każdej chwili.

Theresa May powiedziała, że o zmianie poziomu ryzyka zdecydowała ocena służb i śledczych, ponieważ nie wiadomo czy nieżyjący już zamachowiec, 22-letni Salman Abedi, działał sam czy w ramach organizacji. Jeśli mężczyzna nie był tzw. samotnym wilkiem, istnieje więc zagrożenie dalszymi atakami. May zaapelowała do mieszkańców Wysp, aby nie czuli się „nadmiernie zaniepokojeni”, podkreśliła jednak, że to „proporcjonalna i rozsądna odpowiedź” na obecną sytuację.

W wyniku tej decyzji wdrożono w życie przygotowywany na wyjątkowe sytuacje plan określany jako „Operacja Temperer”, w ramach której nawet kilka tysięcy żołnierzy i personelu wojskowego zostanie skierowanych do wsparcia policji w działaniach na rzecz bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii.

To oznacza, że uzbrojeni policjanci odpowiedzialni za takie zadania, jak chronienie kluczowych obiektów będą zastąpieni przez przedstawicieli sił zbrojnych. Można będzie zauważyć wojsko skierowane na niektóre wydarzenia, takie jak na przykład koncerty i wydarzenia sportowe, wspierające policję w dbaniu o bezpieczeństwo

Zamachowiec samobójca

Atak przeprowadził zamachowiec samobójca, 22-letni Salman Abedi, który urodził się w Manchesterze w rodzinie imigrantów z Libii.

Do ataku przyznało się Państwo Islamskie, jednak oświadczenia kalifatu jeszcze nie zweryfikowano. Poniedziałkowy zamach jest najtragiczniejszym od ataków bombowych w Londynie w 2005 r., w których zginęło 56 osób, a 784 zostały ranne.

 

(df) thefad.pl


„Bild”: U bram Europy czeka 6,6 mln uchodźców

Liczba migrantów, którzy chcieliby przedostać się do Europy, wzrosła w ciągu trzech miesięcy z 5,95 mln do 6,6 mln.

Fot. Źródło: dw.de

Niemiecki tabloid „Bild”, powołując się na dane niemieckich służb bezpieczeństwa, podaje, że od początku br. znacznie wzrosła liczba uchodźców z państw południowego i wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, którzy chcieliby przedostać się do Europy.

Tabloid powołuje się przy tym na poufny dokument niemieckich służb bezpieczeństwa.

W państwach Afryki Północnej, Jordanii i Turcji czeka około 6,6 mln osób, które chciałyby przedzierać się dalej do Europy (dane z końca kwietnia 2017). Pod koniec stycznia mowa była o niespełna 6 mln. (5,95 mln), co oznacza wzrost do końca kwietnia o prawie 12 proc. Według informacji niemieckich władz, na tzw. szlaku bałkańskim przebywa 79 tys. uchodźców (styczeń 2017: 78 tys.), z czego 62 500 jest w Grecji.

Do wybrzeży Włoch wciąż przybijają łodzie z uchodźcami z Północnej Afryki. Do końca kwietnia 2017 przybyło tam 37 300 osób; dla porównania: w całym roku 2015 było to 181 500.

Jak podaje „Bild”, ponad połowa z nich (55 proc.) pochodzi z Nigerii, Bangladeszu, Gwinei, Wybrzeża Kości Słoniowej i Gambii.

Walka z przyczynami imigracji tematem kampanii wyborczej

Tabloid informuje także, że partia Angeli Merkel (CDU), w reakcji na tę sytuację chce jednym z tematów swojej kampanii wyborczej uczynić walkę z przyczynami uchodźstwa.

W projekcie programu wyborczego przed wyborami powszechnymi 2017, w rozdziale „Bezpieczne i swobodne życie w Niemczech”, zapisano, że chadecy dążyć będą do zawarcia podobnych porozumień jak z Turcją w sprawie retencji uchodźców, także z państwami Afryki Północnej.

Życzeniem CDU jest, by łodzie z uchodźcami były zawracane do wybrzeży Afryki, gdzie, wedle zawartych umów z władzami odpowiednich krajów, roztaczano by opiekę nad uciekinierami.

Małgorzata Matzke / Redakcja polska 

POLECAMY:

⇒ Niemcy szukają rąk do pracy. Rekordowo dużo wakatów

⇒ W USA narasta antysemityzm

 


Roger Moore nie żyje. Słynny Bond i legenda brytyjskiego kina zmarł w wieku 89 lat

W wieku 89 lat zmarł brytyjski aktor Roger Moore. Wiadomość o śmierci legendarnego odtwórcy roli Jamesa Bonda opublikowała rodzina Rogera Moore’a na jego profilu na Twitterze po południu 23 maja. Jego dzieci napisały „Dziękujemy ci Tatku, za to, że byłeś sobą, że byłeś tak wyjątkowy dla tak wielu ludzi”.

 

„Z ciężkim sercem musimy poinformować, że nasz kochany ojciec, sir Roger Moore, odszedł dzisiaj w Szwajcarii po krótkiej, ale dzielnej walce z nowotworem” – napisała trójka dzieci Moore’a, Deborah, Geoffrey i Christian.

„Dziękujemy ci Tatku za to, że byłeś sobą, że byłeś tak wyjątkowy dla tak wielu ludzi” – Dzieci w komunikacie poinformowały, że zgodnie z ostatnią wolą ich ojca Roger Moore zostanie pochowany podczas prywatnej uroczystości w Monako.

Roger Moore urodził się 14 października 1927 roku. Najbardziej znany był z roli brytyjskiego agenta Jamesa Bonda w siedmiu filmach serii o agencie 007. Popularność przyniosły mu także seriale: „Święty”, gdzie zagrał współpracującego z policją eleganckiego złodzieja Simona Templara oraz „Partnerzy”.

Był zaangażowany w działalność charytatywną, pełnił rolę Ambasadora Dobrej Woli UNICEF. W 2003 roku otrzymał z rąk królowej Elżbiety II tytuł szlachecki.

 


Zamach w Manchesterze. 22 osoby zginęły, 59 rannych na koncercie w Manchester Arena

Brytyjska policja w Manchesterze potwierdziła, że co najmniej 22 osoby zginęły, a 59 zostało rannych. Służby traktują zdarzenie jako akt terroru przeprowadzony przez zamachowca-samobójcę.

Co najmniej 22 osoby zginęły, a 59 zostało rannych w wyniku samobójczego zamachu bombowego w Manchesterze.

Do ataku doszło późnym wieczorem lokalnego po koncercie piosenkarki Ariany Grande w hali koncertowej „Manchester Arena”. Amerykanka jest popularna szczególnie wśród dzieci i młodzieży, stąd wśród ofiar jest wiele młodych osób.

– To była prawdziwa masakra – cytuje „Daily Telegraph” naocznego świadka eksplozji. Według jego realacji wokół niego leżało około 30 zakrwawionych osób. Były wśród nich dzieci i osoby niepełnosprawne. Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert pisał w pierwszej reakcji na Twitterze o „przerażających wiadomościach z Manchesteru”.

Amerykańska gwiazda Ariana Grande w pierwszym oświadczeniu po wybuchu po jej koncercie w Manchesterze, w północno-zachodniej Anglii, napisała, że jest „rozbita” i że jest jej bardzo przykro z powodu tego, co się stało.

„Rozbita. Z głębi mojego serca, jest mi bardzo, bardzo przykro. Nie mam słów” – napisała 23-letnia wokalistka na Twitterze.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przerwała kampanię wyborczą i zwołała nadzwyczajne posiedzenie gabinetu.

 

(df) thefad.pl 


Niemcy i Francja: Chcemy ściślejszej integracji w polityce gospodarczej i podatkowej strefy euro

Niemcy i Francja chcą ściślejszej integracji w polityce gospodarczej i podatkowej w ramach strefy euro – ogłosili dziś w Berlinie ministrowie finansów obu państw.

W dobrych humorach: Schäuble i Le Maire na konferencji prasowej (Berlin, 22.05.17). Fot. Źródło: dw.de

Wolfgang Schäuble i jego francuski odpowiednik Bruno Le Maire uzgodnili, że utworzą specjalną grupę roboczą, która ma do lipca 2017 przedstawić propozycje wspólnych przedsięwzięć. Mowa jest nawet o wspólnym prawie podatkowym. Jak oświadczył Le Maire, Francja dąży do utworzenia nowych instytucji europejskich: wspólnego rządu gospodarczego strefy euro, ze wspólnym ministrem finansów oraz europejskim funduszem walutowym.

Schäuble mówił o „szerokim, wspólnym, fundamentalnym porozumieniu” między niemieckim, a nowym francuskim rządem. Chodzi przede wszystkim o wzmocnienie eurostrefy. – Jesteśmy przekonani, że Francja i Niemcy mają tu szczególną odpowiedzialność w zakresie przywództwa – powiedział Schäuble. Niemiecki polityk podkreślił jednocześnie, że ani Francja, ani Niemcy nie chcą dzielić Europy, lecz działać jak jej napęd.

Czy francusko-niemiecki motor znowu będzie napędzał Europę? Fot. Źródło: dw.de

Ambitne cele

Le Maire, który na konferencji prasowej w Berlinie mówił biegle po niemiecku, oświadczył, że Francja i Niemcy wyznaczają sobie ambitne cele i wspólnie je osiągną. Dodał, że w ścisłej współpracy obu największych państw unijnych leży wielka szansa dla Europy i dla obu krajów. Razem z Wolfangiem Schäuble chce on „nadać eurostrefie nowej dynamiki”.

Zdaniem francuskiego polityka integracja eurolandu posuwa się zbyt wolno. Według niego potrzebna jest harmonizacja polityki podatkowej oraz koordynacja europejskiej polityki gospodarczej. Grupa robocza zająć się ma także konkretnymi projektami inwestycyjnymi, które nadać mają impulsów do rozwoju gospodarczego i wzrostu zatrudnienia w państwach strefy euro.

La Maire oświadczył także, że Francja wywiąże się z obietnicy redukcji zadłużenia państwa. Zapowiedział, że francuski rząd oprócz reform strukturalnych wprowadzi także uproszczenie prawa pracy. Poprzez odciążenie przedsiębiorstw w zakresie kosztów dodatkowych mają powstać nowe miejsca zatrudnienia. – Chcemy poprawić gospodarczą sytuację Francji. Jesteśmy skazani na sukces – powiedział.

Eurokomisja: każde państwo decyduje samo

Tymczasem Komisja Europejska sprostowała doniesienia „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Niemiecka gazeta cytowała francuskiego eurokomisarza ds. gospodarczych Pierre’a Moscovici, który miał powiedzieć, że wszystkie państwa Unii Europejskiej powinny wprowadzić walutę euro do 2025 roku. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Valdis Dombrovskis podkreślił w poniedziałek (22.05.17) w Brukseli, że nie może być mowy o żadnej obowiązkowej dacie, a Komisja Europejska pozostawia decyzję w tej sprawie każdemu państwu członkowskiemu.

Formalnie w traktatach europejskich przewidziane jest przystąpienie wszystkich państw UE do strefy euro. Wyjątki przewidziano tylko dla Wielkiej Brytanii i Danii. W przypadku Polski i pozostałych sześciu państw pozostających poza strefą euro albo nie ma woli politycznej do przyjęcia wspólnej waluty, albo państwa te nie spełniają kryteriów konwergencji.

 

Reuter / Bartosz Dudek / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

⇒ Niemcy szukają rąk do pracy. Rekordowo dużo wakatów

⇒ W USA narasta antysemityzm

 


Unia kończy z roamingiem, ale Polacy w niektórych sieciach wciąż będą za niego płacić

Zgodnie z unijnymi przepisami od połowy czerwca we wszystkich krajach Wspólnoty zostaną zniesione opłaty roamingowe za SMS-y i połączenia wykonywane z zagranicy. Na razie nie dotyczy to jednak Polski, ponieważ większość telekomów nie zgadza się na zlikwidowanie dodatkowych opłat.

Jedyną siecią, która zastosowała się do unijnych wytycznych, jest Orange. Pozostali najwięksi operatorzy – Play, Plus i T-Mobile – zdaniem regulatorów nie zaproponowali cenników zgodnych z zasadą „roaming jak w kraju”. Sprawie uważnie przygląda się Komisja Europejska, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej, które grożą operatorom karami finansowymi.

– Operatorzy komórkowi w całej Unii Europejskiej dostosowali się do nowych zasad dotyczących zniesienia opłat za roaming. Wiele osób dostało powiadomienia SMS-em, że od teraz podróżując, będą płacili za granicą takie same stawki. Niestety, w Polsce część operatorów jeszcze nie dostosowała się do nowych przepisów i dają takie sygnały, jakby wcale nie zamierzali tego robić. Przedstawiają cenniki wyjęte nie wiadomo skąd. Według mojej wiedzy Polska jest jedynym krajem w UE, w którym nie wszyscy operatorzy dostosowali się do nowego prawa europejskiego – mówi agencji informacyjnej Róża Thun, eurodeputowana do Parlamentu Europejskiego.

Decyzją Unii Europejskiej od 15 czerwca we wszystkich państwach członkowskich zostaną zniesione dodatkowe opłaty za rozmowy i SMS-y naliczane podczas pobytu za granicą. Koszty połączeń będą naliczane według krajowego cennika operatora. Użytkownicy ofert no-limit zyskają możliwość korzystania z nich także za granicą. Dzięki unijnej zasadzie „Roam Like at Home” obniżone zostaną też koszy połączeń z internetem i komórkowego transferu danych.

Przyjęta w lutym regulacja była efektem długich negocjacji przedstawicieli państw członkowskich, unijnych negocjatorów i operatorów telefonii komórkowej, którzy dotychczas czerpali z roamingu sporą część swoich przychodów.

– Mieszkańcy całej Unii zyskają dużo na zniesieniu dodatkowych opłat i nie będą „karani” za przemieszczanie się. Promujemy mobilność, możliwość podróżowania, studiowania i pracowania za granicą, ale do tej pory każdy wyjazd za granicę był odczuwalny w kieszeni. Od teraz mieszkańcy UE będą ponosić takie same opłaty, jak u siebie w kraju – mówi Róża Thun.

Chociaż nowe prawo obowiązuje już niemal we wszystkich krajach Wspólnoty, wciąż nie dostosowali się do niego polscy operatorzy telefonii komórkowej. Jedyną siecią, która zniosła w praktyce opłaty za roaming, jest Orange Polska, która zapewnia je w cenie zwykłego abonamentu.

Pozostali operatorzy, czyli Play, T-Mobile i Plus, przedstawili cenniki, z których wynika, że SMS-y i połączenia zagraniczne nadal będą płatne. Jednak Polkomtel, operator sieci Plus, poinformował dziś w komunikacie przesłanym Newserii, że jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji w tej kwestii.

Operatorzy podkreślają, że usługi telefonii komórkowej w Polsce są już teraz dużo tańsze niż w pozostałych krajach UE, a zlikwidowanie opłat za roaming spowoduje, że będą ponosić straty i dopłacać do klientów. Innego zdania jest jednak Komisja Europejska.

– Operatorzy muszą się dostosować do nowego prawa europejskiego, które obowiązuje we wszystkich krajach. Wszędzie zostało już wdrożone, tylko nie w Polsce. Operatorzy muszą je przyjąć i traktować klientów, którzy przebywają za granicą, tak, jakby cały czas byli w kraju – podkreśla europosłanka Róża Thun – Jak na razie tylko Orange dostosował się do nowych zasad bez żadnych dyskusji. Widzę, że Polkomtel wykonuje pozytywne ruchy i z tego, co rozumiem, też zamierza się dostosować. Liczę, że pozostali pod naciskiem opinii publicznej, ministerstw i UKE również zrobią to, co do nich należy. Nie można łamać europejskiego prawa – dodaje.

Zarówno UOKiK , jak i UKE zapowiadają, że jeżeli operatorzy do 15 czerwca bieżącego roku nie zniosą opłat za roaming zgodnie z unijnymi wytycznymi, grożą im duże kary finansowe.

Zdaniem eurodeputowanej Róży Thun klienci telekomów, którzy uchylają się od nowych przepisów, mają pełne prawo czuć się oszukani. Jeżeli stawki proponowane im przez operatorów od połowy czerwca będą wyższe niż obowiązujące w kraju, mogą zgłaszać reklamacje do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który powinien rozpatrzyć każdą taką skargę.

– Myślę, że UOKiK może się zdecydować na pozew zbiorowy i zażąda od operatorów, żeby dostosowali się do tych stawek, które zostały przyjęte na poziomie unijnym. Wiem, że w Sejmie także posłowie podejmują kroki, które mają dopilnować przestrzegania prawa. Nie ma powodu, dla którego operatorzy mieliby traktować polskich obywateli gorzej niż pozostałych mieszkańców UE – ocenia Róża Thun.

 

Źródło: Newseria

 


Zmarł Zbigniew Wodecki

W wyniku udaru, jakiego doznał na początku maja, zmarł wybitny muzyk i twórca piosenek Zbigniew Wodecki. Miał 67 lat.

W poniedziałek na oficjalnej stronie Zbigniewa Wodeckiego pojawił się wpis…

Zmarł Zbigniew Wodecki. Fot. Źródło: wodecki.pl

W piątek 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację bypass-ów. Jeszcze w niedzielę czuł się dobrze i rozmawiał z bliskimi. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. Mimo niezwykłej woli życia i staraniom lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu 22. maja w jednym z warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie. – czytamy w oświadczeniu zamieszczonym w poniedziałek na stronie internetowej Zbigniewa Wodeckiego.

Zbigniew Wodecki był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego show-biznesu. Był piosenkarzem, instrumentalistą (skrzypce, trąbka, fortepian), kompozytorem. Autorem takich przebojów jak „Chałupy Welcome to”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”, „Zacznij od Bacha”, „Opowiadaj mi tak” i „Izolda”, jak również polskich wersji utworów z filmów animowanych Pszczółka Maja oraz Rudolf czerwononosy Renifer.

 

W piątek, 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację bypass-ów. Jeszcze w niedzielę czuł się dobrze i rozmawiał z bliskimi. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. Zmarł 22 maja w jednym z warszawskich szpitali.

Archiwalny wywiad Newserii z artystą z grudnia 2016 roku

Zbigniew Wodecki: „Za jakieś 5 lat przyjdzie się żegnać z publicznością. Ale dopóki stoję i włosy mi nie wypadną, dopóty będę robił karierę”

Karierę muzyczną Zbigniew Wodecki rozpoczął pod koniec lat 60. jako muzyk związany z Piwnicą pod Baranami i zespołem Anawa. Od 1968 roku, przez pięć lat, akompaniował Ewie Demarczyk. Śpiewać zaczął dopiero w latach 70. W 1973 roku ukazała się jego pierwsza epka zatytułowana „Tak to ty”. Pierwszy album zatytułowany po prostu „Zbigniew Wodecki”, ukazał się trzy lata później.

– Jestem w tym wieku, że na wszelki wypadek co roku od 10 lat robię jubileusz. Nie wiem, kiedy zacząłem koncertować. Nie wiem, czy się liczy samo śpiewanie, czy liczyć od szkoły, gdzie grałem już w kameralnych zespołach – mówił Zbigniew Wodecki w grudniu ubiegłego roku agencji informacyjnej Newseria Lifestyle. Zapewnia przy tym, że nie zamierza kończyć kariery.

– Przyjdzie czas, żeby się żegnać z publicznością za jakieś 5 lat – mówił – Bogu dziękować jeszcze żyję i dopóki stoję, zęby i włosy mi nie wypadną, dopóty będę robił karierę – dodał muzyk.

 

(df) thefad.pl  / Źródło: wodecki.pl, Newseria.pl