MON ostrzega posłów PO: Fałszywe zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa jest karane

– Jeśli PO zawiadomi prokuraturę w sprawie rzekomego przekroczenia uprawnień przez przez szefa MON Antoniego Macierewicza w związku z ujawnieniem tajemnic wojska, ministerstwo złoży wniosek o ściganie posłów PO za złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa – poinformowała w poniedziałek wieczorem rzecznik prasowy MON Mjr Anna Pęzioł- Wójtowicz.

MON ostrzega: Jeśli PO zawiadomi prokuraturę ministerstwo złoży wniosek o ściganie posłówza złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Fot. Źródło: mon.gov.pl

W poniedziałek posłowie Platformy Obywatelskiej zapowiedzieli, że dają prokuraturze 48 godzin, aby z urzędu zajęła się sprawą przekroczenia uprawnień w pełnieniu obowiązków przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, w związku z ujawnieniem tajemnic wojska.

Posłowie Platformy podkreślają, że do akt związanych z postępowaniem na śmigłowce caracale dostęp miały osoby nieuprawnione: Wacław Berczyński, Kazimierz Nowaczyk i Bartłomiej Misiewicz.

W poniedziałek w oficjalnym komunikacie informacjom tym zaprzeczyło Ministerstwo Obrony Narodowej:

W nawiązaniu do doniesień prasowych dotyczących działań podejmowanych przez parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej w zakresie rzekomego przekroczenia uprawnień przez Ministra Obrony Narodowej w zakresie dostępu do informacji niejawnych przez Panów Bartłomieja Misiewicza, Kazimierza Nowaczyka i Wacława Berczyńskiego, uprzejmie informuję, co następuje

Zgodnie z art. 34 ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych m. in. Minister Obrony Narodowej może wyrazić pisemną zgodę na udostępnienie informacji niejawnych o klauzuli „tajne” lub „ściśle tajne” osobie, wobec której wszczęto poszerzone postępowanie sprawdzające.

Rzecznik MON Mjr Anna Pęzioł – Wójtowicz podpisując się pod komunikatem zaznaczy również, że:

Wymienione osoby w chwili zapoznawania się z dokumentami dotyczącymi przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii posiadały stosowne upoważnienia, a poszerzone postępowania sprawdzające były prowadzone przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego.

Zgodnie z art. 34 ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych m. in. Minister Obrony Narodowej może wyrazić pisemną zgodę na udostępnienie informacji niejawnych o klauzuli „tajne” lub „ściśle tajne” osobie, wobec której wszczęto poszerzone postępowanie sprawdzające.

Rzeczniczka podkreśla przy tym że: „żadna ze wskazanych osób nie miała dostępu do dokumentacji offsetowej, ani nie brała udziału w rozmowach na ten temat.”

„Jednocześnie pragnę przypomnieć, że zgodnie z art. 238 Kodeksu karnego fałszywe zawiadamianie o popełnieniu przestępstwa jest penalizowane. Jeżeli zatem posłowie Platformy Obywatelskiej podtrzymają stanowisko w zakresie złożenia zawiadomienia do prokuratury w niniejszej sprawie, Ministrowi Obrony Narodowej nie pozostanie nic innego, jak złożyć wniosek o ściganie za złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.” – napisała mjr Pęzioł-Wójtowicz.

Przypomnijmy, że w kwietniu były szef podkomisji smoleńskiej dr Wacław Berczyński w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” powiedział, że to on „wykończył” caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali jednak, że Barczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi, które rozpoczęły się we wrześniu 2015 r. i zakończyły w atmosferze skandalu bez podpisania umowy w październiku 2016r.

 

(df) thefad.pl / Źródło: mon.gov.pl


Macron wygrał francuskie wybory prezydenckie. Pawłowicz komentuje

– Polityka zagraniczna PiS poniosła fiasko we Francji. Kaczyński, Waszczykowski, Duda, Szydło, Szczerski i inni pożal się Boże architekci naszej (?) polityki zagranicznej doprowadzili do tego, że każdy wynik wyborów prezydenckich we Francji jest dla Polski szkodliwy. – napisał dziennikarz, dyplomata, wieloletni felietonista tygodnika społeczno-politycznego Polityka i ambasador RP w Chile Daniel Passent dla „Polityki”.

Emmanuel Macron. Fot. Źródło: dw.de

– Gdyby prezydentem została Marie Le Pen, to by oznaczało kurs pro-rosyjski, Kreml rozmawiałby ponad naszymi głowami z Pałacem Elizejskim, a ksenofobiczna polityka Frontu Narodowego nie oznacza niczego dobrego dla Polaków (i innych cudzoziemców) we Francji. – ocenił publicysta.

– Sukces Emanuela Macron to dla rządu PiS fatalna wiadomość. – zauważa Daniel Passent -Następny prezydent Francji jednym tchem wymienił Orbana, Putina i Kaczyńskiego. – przypomniał – Jeśli chodzi o wartości, to Macron wyraźnie odciął się od polskiego rządu, posunął się daleko. – dadaje.

Krystyna Pawłowicz również oceniła francuskie wybory prezydenckie. Na swoim profilu na Facebooku nie tylko stwierdziła, że „Francuzi giną…”, ale i, że „prezydentowi Macronowi też „DamyRadę”.”

FRANCUZI nie mieli już sił walczyć o Francję.
W porównaniu z nimi Polacy to mocarze ducha,oddali pełną
władzę polskim patriotom.
My się odradzamy,Francuzi giną…
Bez Boga,ani do proga,
Bez wiary na mary.
A prezydentowi Macronowi też „DamyRadę”.

 

(df) thefad.pl / Źródło: polityka.pl / facebook.com/KrystynaPawlowicz 


Co prezydentura Macrona oznacza dla Polski?

Zwycięstwo Macrona to świetna wiadomość również dla Polski, ale nowy prezydent to spore wyzwania dla Warszawy w UE. Myśli głównie o reformach strefy euro. I chce bronić Francuzów przed „dumpingiem socjalnym”.

Emmanuel Macron. Fot. Źródło: dw.de

Centrysta Emmanuel Macron zdobył wedle wstępnych szacunków ponad 60 proc. głosów. Następca prezydenta François Hollande’a już teraz musi szykować się do – jak nazywają to francuskie media – swej „trzeciej tury wyborów”, czyli czerwcowych wyborów parlamentarnych. Od ilości mandatów zdobytych przez ruch „En Marche!” Macrona będzie zależeć, czy ten będzie miał przyjaznego sobie premiera. A bez bliskiej współpracy z szefem rządu nie mógłby realizować co ambitniejszych punktów swego programu.

„Pierwsza prędkość” bez Polski

Najśmielsze reformy postulowane przez Macrona wobec UE dotyczą strefy euro (i dlatego będzie musiał z nimi poczekać do wyborów w Niemczech). Macron chce stworzenia odrębnego budżetu eurolandu, co zapewne dokonałoby się kosztem – obecnie bardzo hojnego dla Polski – wspólnego budżetu UE po 2020 r. A także domaga się powołania „ministra finansów strefy euro”, co mogłoby stać się np. połączenie funkcji komisarza UE ds. walutowych i gospodarczych (obecnie Pierre Moscovici) z funkcją szefa eurogrupy (obecnie Jeroen Dijsselbloem). To nie wymagałoby zmieniania traktatów UE.

Dla Polski takie zacieśnianie integracji „pierwszej prędkości” UE (czyli strefy euro) oznaczałoby jeszcze większe ryzyko spychania na decyzyjne peryferia Unii. – Ale jeśli ta „pierwsza prędkość” będzie miała się dobrze, to w przyszłości przynajmniej będziemy mieli do czego doszlusowywać – przekonywała nas niedawno europosłanka Róża Thun (PO). Zresztą, dla pozycji Polski w Europie obecnie najpilniejszym wyzwaniem jest nie tyle nowy porządek instytucjonalny UE, co codzienna praktyka polityczna – gdzie i do których stołów negocjacyjnych jest i będzie dopraszana Warszawa. Po prezydencie Macronie trudno spodziewać się wielkiej życzliwości.

– Wszyscy znacie przyjaciół i sojuszników pani Le Pen. To reżimy panów Orbána, Kaczyńskiego i Putina. To nie są zwolennicy otwartej i wolnej demokracji – powiedział Macron na jednym ze swych wieców w Paryżu.

Puste zapowiedzi w sprawie sankcji

Macron – nawiązując do „nierespektowania praw i wartości UE” przez władze Polski – opowiedział się w niedawnym wywiadzie prasowym za nałożeniem na Polskę sankcji przewidzianych prawem UE. Jednak to raczej pusta zapowiedź Macrona. Do tego trzeba by jednomyślności pozostałych krajów Unii, na którą się nie zanosi w bliskiej przyszłości. Berlin jest teraz przeciwny stawianiu na ostrzu noża sprawy Polski, praworządności i grożeniu restrykcjami. Wprawdzie unijni ministrowie ds. europejskich będą w połowie maja rozmawiać o Polsce w kontekście Trybunału Konstytucyjnego, ale poza formalnymi ramami dyscyplinującego artykułu z traktatu o UE grożącego sankcjami.

Natomiast w sprawie NATO, Rosji i Ukrainy po Macronie można się spodziewać mniej więcej kontynuacji linii prezydenta Hollande’a. To, jak na Francję, polityka dość twarda i korzystna z punktu widzenia Polski.

Znowu polski hydraulik

– Możliwe, że Macron już przed wyborami parlamentarnymi będzie musiał przyspieszyć w sprawie „dumpingu socjalnego” dla podbicia popularności „En Marche!”. Musi udowodnić, że odpowiedzią na kłopoty francuskich pracowników jest Unia, a nie zamykanie granic. Polacy mogą stać się jednym z tematów wyborczych – mówi jeden z unijnych dyplomatów w Brukseli. Macron zwalczał antyunijną Le Pen argumentami, że prawdziwa suwerenność Francji opiera się na silnej roli Paryża w UE. „Musi pokazać, że Francja w Unii to skuteczne narzędzie do zajęcia się negatywnymi siłami globalizacji” – pisze Robin Huguenot-Noël, ekspert brukselskiego European Policy Centre.

„Polski hydraulik”, symbolizujący strach Francuzów przed konkurencją taniej siły roboczej, okazał się jednym ze skuteczniejszych straszaków we francuskiej kampanii w sprawie (przegranego) referendum co do traktatu konstytucyjnego UE w 2005 r. Teraz solą w oku (i przykładem „złej globalizacji”) zarówno francuskiej prawicy, jak i lewicy są unijni „pracownicy delegowani”. Chodzi np. o Polaków wysyłanych przez polskie firmy do świadczenia usługi we Francji (głównie w budownictwie). W Unii jest ponad 1,9 mln takich pracowników, z czego blisko 430 tys. to Polacy wysyłani przede wszystkim do Niemiec (57 proc.), Francji (12 proc.) i Belgii (9,5 proc.).

Macron obiecał reformę „delegowania”, choć w rzeczywistości Komisja Europejska zaproponowała ją już w 2016 r. Teraz Polakowi delegowanemu do Francji trzeba płacić francuską płacę minimalną, lecz – to obniża koszty francuskiego zleceniodawcy – składki społeczne, zdrowotne, emerytalne są opłacane w Polsce (Francuzi nazywają to „dumpingiem socjalnym”). Natomiast wedle projektu KE „delegowani” podlegaliby wszystkim zasadom wynagradzania w przyjmującym kraju, czyli zarabialiby więcej, co obniżałoby ich konkurencyjność. Polska zwalcza tę reformę popieraną m.in. przez Francję i Niemcy, ale zwłaszcza za prezydentury Macrona będzie trudno ją złagodzić.

Ponadto Macron oskarżył Polskę, w kontekście planowanych przenosin fabryki Whirpoola z Amiens do Łodzi, o „rozgrywanie różnic kosztów podatkowych, społecznych w ramach UE”. Macron jeszcze jako minister gospodarki w latach 2014-16 opowiadał się za określeniem wspólnego minimum praw socjalnych (np. praw bezrobotnych) w UE, by kraje Unii nie mogły tak prosto konkurować kosztami pracy. Polska jest przeciwnikiem takich reform, ale do ich uzgodnienia w UE jest bardzo odległa droga.

 

Tomasz Bielecki, Bruksela /  Redakcja polska 

 

POLECAMY:

Po Orbanie cała krytyka spłynęła jak woda po kaczce

Budapeszt na cenzurowanym w Brukseli. Ale mniej niż Polska


Niemiecka prasa o marszu wolności w Polsce: Poparcie dla PiS się kurczy

„Süddeutsche Zeitung“ pisze w sobotnim wydaniu o Marszu Wolności w Polsce i zagrożeniach, jakie ten protest uliczny może stanowić dla rządzącego PiS.

„Marsz Wolności” zorganozowany przez PO. 06 maj 2017. Fot. Źródło: dw.de

Jeszcze niedawno „panowanie narodowo-populistycznego rządu PiS wydawało się być trwałe” – pisze Florian Hassel w opiniotwórczej „Süddeutsche Zeitung”.

Autor komentarza zatytułowanego „Poparcie się kruszy” przypomina, że poprzednia partia rządząca, a teraz opozycyjna PO była „tak bardzo osłabiona, że wielu przepowiadało jej szybki rozpad”. Obecnie jest odwrotnie. PO pnie się w sondażach w górę, PiS spada.

– Dla opozycji jest jeszcze za wcześnie na radość – zauważa Florian Hassel. I nie dlatego, że wybory w Polsce odbędą się dopiero za dwa lata – podkreśla. Sęk w tym, że „opozycja korzysta nie na własnych, nowych pomysłach czy głowach, tylko na błędach rządu” – wyjaśnia.

Bardziej kluczowe jest jednak to, że „nawet zwolennicy PiS zauważają, że coś nie jest tak, jeśli cała UE popiera Polaka Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej, a jego kraj jest temu przeciwny, po czym PiS chce robić z tej sromotnej klęski bohaterski czyn. Także masowe wyrzucanie poważanych generałów i przeprowadzana z pośpieszną arogancją reforma szkolna wpłynęły na wykruszanie się szeregów zwolenników rządu”- wyjaśnia Hassel.

Milion podpisów pod petycją ws. referendum o reformie szkolnej jest „sygnałem niezadowolenia, który niedawno byłby nie do pomyślenia” – pisze SZ. Autor zauważa w konkluzji, że jeśli uda się zorganizować w tę sobotę największy od roku protest uliczny, to „dla opozycji będzie to zwiastun parcia do przodu”.

 

Opr. Barbara Cöllen / Redalcja polska 

POLECAMY:

Waszczykowski: Musimy bronić naszych interesów

FAZ o Schetynie: „Człowiek trików i okrucieństwa”


Jak Krystyna Pawłowicz próbowała zniechęcić uczestników Marszu Wolności?

Krystyna Pawłowicz nie od dziś znana jest z ostrych, wręcz niewybrednych komentarzy publikowanych na Facebooku.

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz

Tym razem zwróciła się z apelem do uczestników warszawskiego Marszu Wolności.

W jej ocenie uczestnicy marszu popierają m.in. ponowne podniesienie wieku emerytalnego, likwidację IPN, likwidację programu 500+. 

Ponadto jak twierdzi Pawłowicz uczestnicy chcą zatuszowania afer i skandali, nieograniczonej ilości imigrantów w Polsce, zatrzymania reformy sądownictwa a także podwyższenia podatków aby „PO mogła wrócić do tego, jak było”

Oceny posłanki PiS jednych oburzają, innych śmieszą, a jeszcze inni całkowicie je popierają. Po jej wpisem natychmiast pojawiły się również niewybredne jak je wypowiedzi komentarze:

 

(df) thefad.pl


Jarosław Kaczyński przemówił do uczestników Marszu Wolności: Idziecie w przeciwnym kierunku niż sądzicie

– Dzisiaj w Warszawie, jak zapowiadają, bardzo wiele osób ma maszerować w Marszu Wolności. Otóż, ta wolność dzisiaj w Polsce jest – powiedział Jarosław Kaczyński w czasie przemówienia w Szczecinie do uczestników warszawskiego Marszu Wolności.

W sobotę Jarosław Kaczyński odwiedził Szczecin, gdzie wygłosił krótkie oświadczenie, poświęcone przede wszystkim rozwojowi miasta i regionu. Przy okazji jednak odniósł się do „Marszu Wolności” organizowanego przez opozycję.

– Tylko ktoś, kto w ogóle nie dostrzega rzeczywistości, może to kwestionować. Ten marsz będzie przecież zabezpieczany przez policję i z całą pewnością nasze władze uczynią wszystko, żeby nie było żadnych prowokacji, żadnych przeszkód – oświadczył.

– Jak zapowiadają, bardzo wiele osób ma maszerować dziś w Warszawie w Marszu Wolności. Otóż ta wolność w Polsce jest. Tylko ktoś, kto w ogóle nie dostrzega rzeczywistości może to kwestionować – mówił prezes PiS

– Dzisiaj wolność istnieje, we wszystkich wymiarach. We wszystkich wymiarach, które są, można powiedzieć, praktykowane w państwach demokratycznych – stwierdził – Tylko kompletne niedostrzeganie rzeczywistości może kogoś doprowadzić do wniosku, że dzisiaj wolność jest zagrożona.

– Ja wiem, że zdarzają się takie osoby, które gdyby im w telewizji wmawiano długo, że w środku mroźnej zimy jest lato, to by wyszły na dwór ubrane w lekką koszulkę. Bo by w to w końcu uwierzyły (…)

– Tylko szanowni państwo, i zwracam się także do tych, którzy maszerują, pamiętajcie, że nie wolno sobie dawać tego rodzaju rzeczy wmawiać. Wy maszerujecie właśnie dlatego, maszerujecie bez żadnych przeszkód, że wolność w Polsce istnieje – stwierdził.

– Mamy demokrację, każdy może mieć swoje poglądy, każdy może demonstrować, każdy może głosować jak chce, każdy może pisać co chce. My to całkowicie zapewniamy – powiedział Kaczyński. – Dzisiaj jest czas wolności i chciałabym żebyście wiedzieli o tym – zwracam się do uczestników marszu – że uczestnicząc w tym marszu i twierdząc, że dziś wolność jest zagrożona, w gruncie rzeczy idziecie w przeciwnym kierunku niż sądzicie – podkreślił.

 

(df) thefad.pl / Źródło: TVN24


Wiceszef Komisji Europejskiej: Jeśli zwycięży pogląd, że ten, kto ma większość, może wszystko, nie będzie Unii

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans ostro skrytykował rząd Polski za reformę sądownictwa. UE może funkcjonować tylko wtedy, gdy państwo prawa respektuje demokrację i na odwrót – powiedział w „Die Zeit”.

Frans Timmermans odpowiada w Brukseli za procedurę sprawdzania praworządności w Polsce. Fot. Źródło: dw.de

Zdaniem Timmermansa w Polsce demokracja wykorzystywana jest do demontażu państwa prawa.

– Sędziowie mają robić to, czego chce polityczna większość. Jeśli w naszych europejskich społeczeństwach zwycięży pogląd, że ten, kto ma większość, może wszystko, to nie będzie już Unii Europejskiej – stwierdził Timmermans podkreślając, że „to, co dzieje się w Polsce, stanowi fundamentalne zagrożenie dla państwa prawa”.

Jego zdaniem wtedy, kiedy wymiar sprawiedliwości nie jest już niezależny, kiedy podporządkowany jest rządowi, stanowi problem nie tylko dla praw człowieka w Polsce, ale i dla europejskiego wspólnego rynku. – Cały nasz system bazuje na tym, że prawo unijne stosowane jest w państwach członkowskich na tych samych zasadach.

Timmermans stwierdził też, że trudno wyobrazić sobie przedsiębiorstwa, które będą inwestować w państwie UE, w którym sędziowie nie są niezawiśli.

Wiceszef Komisji Europejskiej zapowiedział jednocześnie, że sytuacją w Polsce zajmie się w maju unijna rada ministrów ds. europejskich.

Timmermans przyznał jednak, że wśród państw członkowskich panuje pogląd, by nie mieszać się do spraw innych państw członkowskich, a instrumenty, którymi dysponuje Bruksela są niedoskonałe. – Możemy wprawdzie apelować i wysuwać żądania, ale bądźmy szczerzy, nie jesteśmy w stanie z Brukseli powstrzymać państwa członkowskiego od podążania w określonym kierunku politycznym.

„Europa to nie tylko wspólny rynek”

Pochodzący z Holandii eurokomisarz dostrzega jednocześnie oznaki powrotu europejskich społeczeństw do fundamentów Unii Europejskiej.

– Europa to nie tylko wspólny rynek, waluta i swobodne przemieszczanie się, Europa to także nasze wartości. Ludzie, którzy w Warszawie, w Budapeszcie, ale i w Bukareszcie demonstrują, nie robią tego przecież dla swobody przemieszczania się czy dla Komisji Europejskiej – dodał Timmermans.

Zapytany o wybory prezydenckie we Francji wiceszef Komisji Europejskiej powiedział, że bez względu na wynik populizm nie zniknie, ponieważ ten fenomen jest czymś trwałym w europejskich społeczeństwach.

– Nacjonaliści i populiści mają wspólny cel: chcą zniszczyć Unię Europejską, o to walczą. W tym konflikcie naprzeciw siebie stoją politycy, którzy wierzą w otwarte społeczeństwa i tacy, którzy chcą społeczeństwa zamkniętego. My, Europejczycy, też musimy zacząć walczyć – podsumował Timmermans w wywiadzie dla hamburskiego tygodnika „Die Zeit”.

opr. Bartosz Dudek / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

Po Orbanie cała krytyka spłynęła jak woda po kaczce

Budapeszt na cenzurowanym w Brukseli. Ale mniej niż Polska

 


Książę Filip wycofuje się z życia publicznego. Brytyjczykom będzie go brak

Książę Filip nawet w części nie był tak popularny jak królowa Elżbieta, ale stale dostarczał rozrywki popełniając liczne gafy towarzyskie.

Książę Filip przechodzi na emeryturę od królewskich obowiązków. Fot. Źródło: dw.de

W czerwcu b.r. książę Filip pół krwi Niemiec będzie obchodzić 96 urodziny. Inni mężczyźni w jego wieku, jeśli jeszcze żyją, przebywają już od dawna w domu seniora. Tymczasem książę Filip, co Brytyjczycy ogromnie lubią, od wielu lat trzyma klasę i poziom. Pozostał wierny wojennemu powiedzeniu: „Keep calm and carry on” (zachowaj spokój i rób swoje) i narzekanie nigdy nie było jego specjalnością.

Mimo swego sędziwego wieku nadal dobrze wyglądający książę pozostawał od blisko 70 lat w cieniu brytyjskiej monarchini podążając niezmiennie jeden krok za nią. Książę Filip wypracował swój własny niepowtarzalny styl bycia: lekko ironiczny, niejednokrotnie impertynencki i często niezręczny, stał się on zaprzeczeniem wszelkiej politycznej poprawności.

Niewyparzony język, nienaganna postawa

Jego docinki były wręcz legendarne. Brytyjskie gazety przytaczają regularnie rozliczne przykłady aktualnych książęcych bon motów. W Paragwaju książę Filip przywitał byłego dyktatora Alfredo Stroessnera słowami, że jest chętnie ponownie w kraju, którego naród nie ma nic do powiedzenia.

„Czy nadal posługujecie się oszczepem” – pytał książę Filip Aborygenów w 2002 r. Fot. Źródło: dw.de

A jego uwaga podczas wizyty w szkockiej fabryce pod adresem gniazdka elektrycznego, że „zostało ono na pewno zamontowane przez Hindusa” była tylko o krok od zwykłej dyskryminacji. Nie sposób też zapomnieć słów powitania wobec byłego kanclerza Niemiec Helmuta Kohla: „Dzień dobry panie kanclerzu Rzeszy”.

Obojętne czy w przypadku, kiedy chodziło o dowcip polityczny czy mocne o nadużywanie granic towarzyskiej przyzwoitości, dwór królewski zawsze dyplomatycznie wygładzał liczne potknięcia księcia Filipa. A jednocześnie to właśnie on doprowadził do rozluźnienia wyjątkowo sztywnych zasad dworskiego protokołu wprowadzając w brytyjską etykietę dworską odrobinę lekkości i nieobliczalności.

Sfrustrowany książę

Książę Filip odczuwał zawsze wielką frustrację z powodu drugorzędnej roli, jak przypadła mu na królewskim dworze, stwierdziła przed laty psycholog Dorothy Rowe, analizując nieokrzesane powiedzonka królewskiego małżonka. Pełniły one jednak konieczną funkcję wentyla. Agresywne i niejednokrotnie raniące uwagi Filip podawał w formie dowcipu, by nie ponosić za nie odpowiedzialności.

Wtajemniczeni wiedzą, że książę często wrzeszczy na królową, ale jednocześnie jest on jedyną osobą w otoczeniu Elżbiety, która nie ugina przed nią karku.

Wiódł życie w cieniu królowej Elżbiety. Na zdjęciu oboje w Edynburgu w 2002 r. Fot. Źródło: dw.de

A przecież nikt nie przewidział, że młodziutka księżniczka Elżbieta tak szybko zostanie zmuszona do przejęcia władzy w 1952 r., kiedy zmarł jej ojciec król Jerzy VI. Filip znalazł się nieoczekiwanie w centrum życia królewskiego, a etykieta dworska zaczęła odtąd mieć nieustanny wpływ na jego życie.

Babka królowej Elżbiety Mary wraz z premierem Winstonem Churchillem dopięli tego, że młoda para królewska mogła zachować rodowe nazwisko brytyjskiej dynastii Windsorów. Filip zrzekł się tym samym swojego nazwiska Mountbatten.

Książę urodził się 10 czerwca 1921 roku na greckiej wyspie Korfu i pochodził z duńskiego rodu królewskiego Schleswig – Holstein – Sonderburg – Glücksburg.

Z powodu grecko-tureckiej wojny rodzina opuściła z półtorarocznym dzieckiem grecką wyspę i znalazła się w Paryżu. Tam doszło też do jej rozpadu, a wychowaniem księcia Filipa zajęli się brytyjscy krewni.

Zawsze lojalny

Młodzieńczy okres upłynął Filipowi w internatach w Niemczech (Salem), we Francji i Szkocji. Swojego mentora znalazł w osobie niemieckiego pedagoga Kurta Hahna. I on właśnie miał w głównej mierze wpływ na charakter księcia, jak twierdzi ekspert ds. dynastii Windsorów Andrew Marr.

Męża królowej Elżbiety charakteryzowała prowokacyjna niekonwencjonalność, ukryty intelektualizm i wielka miłość do przyrody. Cechy te stały się też niezłą podstawą do kariery w królewskiej marynarce wojennej. Już jako 18-letni kadet Filip został przedstawiony 13-letniej księżniczce Elżbiecie. Osiem lat później zostali małżeństwem.

Przedwczesna śmierć króla Jerzego VI udaremniła dobrze zapowiadającą się karierę Filipa w brytyjskiej marynarce. Dla księcia rozpoczął się etap życia, w którym przyszło mu grać już zawsze drugie skrzypce. Jednak jak zapewnia królowa Elżbieta, książę był stale lojalny. I kiedy królowa uwielbia stać w świetle rampy, on, w opinii wtajemniczonych, szef klanu Windsorów, wycofuje się teraz o jeszcze jeden krok w tył za królową. Kto by pomyślał; Brytyjczykom będzie go brakować.

Gdzie można spotkać brytyjską królową

 

 

 

Volker Wagener / tłum. Alexandra Jarecka / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

⇒ Zagraniczni dziennikarze na celowniku niemieckiego wywiadu

Otwarte powierzchnie biurowe to absurd. Rozmowy kolegów przeszkadzają w pracy

 


Pojedynek telewizyjny Macron-Le Pen. „Jest pani pasożytem”

Krótko przed II turą wyborów prezydenckich we Francji lewicowo-liberalny kandydat Emmanuel Macron zmierzył się ze skrajnie prawicową rywalką Marine Le Pen. W opinii widzów bardziej przekonywująco wypadł Macron.

Pojedynek telewizyjny Macron-Le Pen. Fot. Źródło: dw.de

„Ordynarna wymiana ciosów”

„Ordynarna wymiana ciosów”, „smutny spektakl”, „najgorszy pojedynek telewizyjny” – w ten sposób europejska prasa komentuje środową debatę kandydatów na prezydenta Francji, Marine Le Pen i Emmanuela Macrona.

Dyskusja utrzymana byłam w dość agresywna tonie. Momentami prowadzący dyskusje tracili kontrolę nad rozgorączkowanymi rywalami. Szczególnie ostro atakowała Le Pen. – Nie ma pan świadomości narodowej – mówiła pod adresem Macrona. – Niech Pani nie opowiada głupot – odparował.

Le Pen określiła go mianem „kandydata dzikiej globalizacji, lokaja wielkich koncernów”. Zwracała uwagę na jego bliskie związki z niepopularnym prezydentem Francois’em Hollande’m. Macron z kolei zarzucał Le Pen brak kompetencji na polu gospodarczym. – To działa może w telewizji, ale nie w prawdziwym życiu – podsumował wywody rywalki na ten temat.

Le Pen atakowała także Unię Europejska. – Jestem Europejką, chcę ratować Europę, wyzwolić ją z rąk Unii Europejskiej, która właśnie ją unicestwia – mówiła nie precyzując jednak, jak konkretnie miałoby wyglądać wyjście Francji ze strefy euro i UE. Macron z kolei nazwał zapowiedzi Le Pen powrotu do franka przy jednoczesnym zachowaniu euro „zabójczymi po względem siły nabywczej i konkurencyjności Francji w świecie”. Bardziej przekonująco Le Pen wypadła poruszając temat terroryzmu. Koncentrowała się tu na swoich starych hasłach deportacji nielegalnych imigrantów i zamknięciu granic.

Dopiero na końcu Macron przypuścił frontalny atak na swoją rywalkę. Po dwóch i pół godzinach obraźliwych ataków z jej strony Macron stwierdził, że partia Le Pen jest „partią afer i nienawiści”.

– System, który pani piętnuje, jest też pani udziałem, ponieważ z niego pani żyje. Jest pani pasożytem – powiedział. – Nie jest pani godna być naszym prezydentem. Francja zasłużyła na coś lepszego, pani oferuje tylko nienawiść, pani projekt żywi się strachem i kłamstwem. Tego nie chcemy dla Francji – dodał.

Jak wynika z błyskawicznego sondażu przeprowadzonego zaraz po debacie, opinię tę podziela większość widzów. 63% zadeklarowało, że bardziej przekonywający był Macron. Jedynie 34% palmę pierwszeństwa przyznało Le Pen.

 

Barbara Kostolnik, ARD Paryż / Redakcja polska

POLECAMY:

⇒ Zagraniczni dziennikarze na celowniku niemieckiego wywiadu

Otwarte powierzchnie biurowe to absurd. Rozmowy kolegów przeszkadzają w pracy

 

 


Roman Giertych: Donos do Jacka Kurskiego

Drogi i Wielce Szanowny Panie Prezesie!

 

Larum grają! Wróg Narodu i Państwa przeniknął do serca systemu i zaraził mieczem nienawiści najwierniejszych z wiernych – najlepszych (wydawałoby się) synów i najlepsze (wydawałoby się) córki naszego pobłogosławionego rządami Beaty Szydło kraju.

Śpieszę więc donieść, że w dniu wczorajszym o godzinie 19:30 w głównym wydaniu „Wiadomości” poddano krytyce mój Wielki Plan Budowy Pomników Jarosława Kaczyńskiego W Każdej Wsi pod nazwą: „Wieś Kaczyńskim stoi!”.

Zaprzańcy ci i sprzedawczyki nazwali przedstawienie tego planu „perfidią”, „chamstwem”, a nawet „retoryką godną Palikota”. Nie zrozumieli, że plan ten stanowi nie tylko okazję ukulturalnienia polskiej wsi, ale również jedyną szansę, aby ktoś oglądał programy TVP.

Kluczowy element planu, czyli umieszczenie ekranu w rękach Umiłowanego Przywódcy z jednym programem TVP Info wydawał się ostatnią nadzieją na zatrzymanie nieubłaganego i dramatycznego trendu spadku oglądalności naszej telewizji państwowej (ot ten niewdzięczny naród!).

I teraz co? Kto pana będzie za rok oglądał? Nie mówiąc już o tym, że entuzjazm do budowania pomników wśród prawie 600 tysięcy Czytelników mego listu był ogromny. Kobiety godziły się oddawać rodzinną biżuterię, mężczyźni ofiarowywali godziny pracy społecznej, dzieci rysowały już projekty pomników Naczelnika. Wzmożenie ducha narodowego wydawało się nieuniknione. A tymczasem uderzenie TVP cały ten entuzjazm zabiło pozostawiając entuzjastów w nieutulonym żalu.

Niech Pan ich tam w tych „Wiadomościach” weźmie do wiwatu. Bo chyba kto, jak kto, ale pan panie Prezesie nie uważa, że Jarosław Kaczyński nie zasłużył na pomnik w każdej polskiej wsi?

 

Roman Giertych

PS Korzystając z okazji pozwoli pan, że o coś zapytam. 25 kwietnia zadzwonił do mnie dziennikarz „Wiadomości” TVP, że robi materiał o kłamstwie Radka Sikorskiego w zeznaniach przed sądem i czy nie mam do niego numeru telefonu, bo się nie mogą dodzwonić. I tu nastąpiła drobna freudowska pomyłka, gdyż zamiast numeru do Radka dałem im numer do pana (tak mi się jakoś pan z kłamcą kojarzy, a Radek nie). Po pół godzinie powiedzieli mi, że wydzwaniają pod wskazany numer i nikt nie odpowiada i że wysłali SMS-em pytania i czy mógłbym spowodować, aby na nie odpowiedziano. Nie mając śmiałości nie dzwoniłem do pana w tej sprawie, ale dręczy mnie pytanie: jak już się dodzwonili co im pan powiedział? Bo jakoś później materiału o tej odpowiedzi w wydaniu „Wiadomości” nie było. (A może było tylko nie oglądam?)

 

Roman Giertych