Jak przed wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego zasłaniano tablicę z nazwą lotniska w Gdańsku
Były prezydent Lech Wałęsa opublikował na swoim profilu na jednym z portali społecznościowym kilka zdjęć z lotniska w Gdańsku, jak przed wizytą ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego zasłaniano napisy z nazwą portu lotniczego.

Na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku przed wizytą ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego zasłaniano tablicę z nazwą lotniska. Fot. Źródło: Lech Wałęsa / facebook.com/lechwalesa
Prezydent Lech Wałęsa nie ujawnił daty wykonania zdjęć, napisał jedynie: Tak przed wizytą prezydenta LECHA KACZYŃSKIEGO zasłaniano napisy na lotnisku w Gdańsku.







Internauci nie kryją oburzenia. Pod publikacją w ciągu krótkie pojawiło się kilkaset komentarzy popierających Lecha Wałęsę:
(df) thefad.pl / Źródło: Lech Wałęsa / facebook.com/lechwalesa
Prof. Środa: Niedawno był marionetką Prezesa, teraz nie schodzi z mównicy i mówi coraz bardziej przerażające rzeczy
Do niedawna był marionetką Prezesa, a swoją samodzielność przejawiał wyłącznie upajaniem się własnym głosem (prezes tego nie robi, bo retorem jest kiepskim, prezes upaja się nienawiścią), ostatnio jednak prezydent uaktywnił się „intelektualnie” i wyraźnie wybiega przed szereg.
Jako rycerz antykomunizmu. Pragnie zapewne być bardziej gorliwym i aktywnym w słuzbie prezesa. Doskwierała mu rola pana A. siedzącego w przedpokoju u prezesa (z „Ucha prezesa”) a więc wstał z klęczek, na których spędzał dotąd większość uroczystości kościelnych (bo innych nie uznaje) i ruszył do boju.
Teraz prezydent nie będzie bierny, teraz będzie walczył z antykomunistami, ich dziećmi, wnukami, prawnukami. Będzie badał krew, genealogie, dokumenty, będzie śledził, tropił i osądzał, kto jest dobrym Polakiem a kto niegodnym tego miana.
Właśnie nazwał naszą konstytucję..”postkomunistyczną”, powiedział to otoczony pisowskimi wielbicielami, bo prezydent zwykłych ludzi się boi. Do ludu nie przemawia, tylko do swoich i to głównie tych w sutannach i purpurach.
Taki to i 3 maja w autorytarno-fundamentalistycznym państwie.
Tylko po co tu w ogóle konstytucja?
Bruksela żąda szczególnej ochrony praw dla Polaków po Brexicie, na unijnych zasadach i przez ich całe życie
Prawa Polaków, którzy wyjechali bądź dopiero wyjadą do Wlk. Brytanii przed jej wyjściem z UE, mają być chronione na unijnych zasadach przez ich całe życie. – To jedno z trudniejszych żądań dla Londynu.
Michel Barnier, unijny negocjator ds. Brexitu, ogłosił w środę projekt mandatu negocjacyjnego Komisji Europejskiej, który zapewne bez większych zmian zostanie zatwierdzony 22 maja przez unijnych ministrów w Radzie UE.
Mandat obejmuje I fazę negocjacji dotyczącą gwarancji praw obywateli UE w Wlk. Brytanii (i Brytyjczyków w Unii), finansowych zobowiązań Londynu wobec budżetu UE i granicy między Irlandią oraz brytyjską Irlandią Płn. Unia chciałaby zakończyć tę fazę rokowań z Londynem tej jesieni.
Polska o Polakach, a Holandia i Niemcy o budżecie UE
– Niektórzy stworzyli iluzje, że negocjacje można zakończyć szybko i bezboleśnie. Ale tak nie będzie. Potrzebujemy prawniczej precyzji, a do tego trzeba czasu – powiedział w środę Barnier.
To aluzja do brytyjskich pomysłów, by kwestię m.in. Polaków na Wyspach Brytyjskich rozwiązać prostą deklaracją polityczną i zdać się w tej kwestii na jurysdykcję sądów brytyjskich. KE od początku odrzucała takie pomysły, ale – jak wynika z naszych rozmów z wysokimi urzędnikami UE – zaostrzono w ostatnich tygodniach pod naciskiem krajów członkowskich. Mocno zabiegała o to Polska i inne kraje młodszej części Unii, ale także Hiszpania oraz Włochy.
Unia chce, by brexitowa umowa z Londynem zawierała szczegółowy katalog praw obywateli UE (w tym Polaków) w Wlk. Brytanii, które mają zachować także po Brexicie. Nie chodzi tylko o prawo pobytu i legalnej pracy (tak wąski zakres sugeruje teraz wielu brytyjskich polityków), ale również do zasiłków społecznych, pełnego dostępu do służby zdrowia i wypracowanej na Wyspach emerytury na zasadach równych z Brytyjczykami. Polak z brytyjskim zasiłkiem dla bezrobotnych mógłby – nie tracąc go – wyjechać do UE w poszukiwaniu pracy. A jego dzieci nawet wiele lat po Brexicie powinny mieć m.in. prawo do studiowania za opłatą równą czesnemy płaconemu przez Brytyjczyków.
– I żadna brytyjska ustawa nie może w przyszłości zmienić tych uprawnień. Jeśli obywatel UE np. w 2050 r. stwierdzi, że jest dyskryminowany przy naliczaniu brytyjskiej emerytury, musi mieć prawo do odwołania się do prawodawstwa unijnego. Gwarancje praw obywateli UE nabyte w Wlk. Brytanii przed Brexitem nie mogą wygasnąć przez ich całe życie – tłumaczą urzędnicy UE.
Zdaniem Brukseli rozstrzygającą datą dla obywateli UE jest finalizacja Brexitu (najpóźniej w 2019 r.), a nie moment, kiedy rząd Theresy May oficjalnie poinformował Unię o zamiarze jej opuszczenia (marzec 2017 r.). W rezultacie nawet ci Polacy, którzy wyjechaliby do Londynu w 2018 r., powinni być w pełni chronieni brexitową umową między Unią i Londynem. A zatem nabywać prawo stałego pobytu w Wlk. Brytanii po – jak stanowi prawo UE – pięciu latach zamieszkania, czyli 2023 r., choć to już cztery lata po Brexicie.
Niemcy i Holandia podczas rozmów o mandacie negocjacyjnym to – wedle naszych rozmówców w Brukseli – kraje, której najmocniej domagały się zaostrzenia sformułowań o zobowiązaniach finansowych Londynu wobec UE.
– Nie ma opłaty za Brexit, ale są rachunki do uregulowania – powiedział w środę Barnier. Unia uważa, że Londyn musi wywiązać się ze wszystkich zobowiązań podjętych parę lat temu w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020. To warunek, by nie zmniejszyły się fundusze z polityki spójności m.in. dla Polski, bo najwięksi płatnicy do budżetu UE nie mają teraz ochoty na zalepiania ewentualnej dziury po brytyjskich wpłatach w obecnej siedmiolatce.
Brytyjczycy zdaniem Brukseli nie mają żadnych praw do „udziałów” w majątku unijnym, przede wszystkim w budynkach. Dziennik „Financial Times’ wyliczył, że przy tak ostrych kryteriach brytyjski dług wobec Unii może wynieść ok. 100 mld euro.
– Wielka Brytania nie zapłaci 100 mld euro za opuszczenie Unii Europejskiej – zdążył już zadeklarować David Davis, brytyjski minister ds. Brexitu.
Francuski językiem negocjacji
Wlk. Brytania przygotowuje się teraz do czerwcowych wyborów, więc część unijnych dyplomatów przypisuje ostry język rządu Theresy May wymogom kampanii wyborczej. Z drugiej strony przebieg spotkania May z szefem KE Jean-Claude Junckerem i Michelem Barnierem w zeszłym tygodniu, który na podstawie przecieków opisał „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, pokazuje ogromną różnicę między UE i Wlk. Brytanią w sprawie negocjacji.
Francuz Barnier prowadził dotąd wszelkie rozmowy z Brytyjczykami po angielsku, ale rezerwuje sobie prawo do francuskiego, co pozbawiłoby Brytyjczyków przywileju negocjowaniu tylko w ich własnym języku.
Tomasz Bielecki, Bruksela / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Niemiecka prasa: Izolacja czy silna Francja w silnej UE?
⇒ Francja przed wyborami: Le Pen chce „wytępić” islamistów
Pawłowicz w obronie Kaczyńskiego atakuje Macrona. Ale dlaczego łamanym rosyjskim?
Przemawiając w poniedziałek podczas wiecu pierwszomajowego w Paryżu, zwycięzca I tury wyborów we Francji Emmanuel Macron uznał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za „przyjaciela i sojusznika” swej rywalki, przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen. Postawił go w jednym szeregu z premierem Węgier Viktorem Orbanem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem.
– To reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina. To nie są ustroje otwartej i wolnej demokracji. Codziennie łamane są tam liczne swobody, a wraz z nimi nasze zasady – cytowała słowa Emmanuela Macrona PAP.
Na drugi dzień na wypowiedź kandydata na prezydenta Francji zareagowało polskie MSZ.
Oświadczenie #MSZ w związku z wypowiedzią Emmanuela Macronahttps://t.co/0rMIOZOnPL
— MSZ RP🇵🇱 (@MSZ_RP) 2 maja 2017
„Z żalem odnotowujemy, że po raz kolejny w czasie kampanii prezydenckiej we Francji, kraju sojuszniczym, należącym tak jak Polska do NATO i Unii Europejskiej, kandydat ubiegający się o najwyższy urząd w państwie, używa niedopuszczalnych porównań i skrótów myślowych, które wprowadzają w błąd opinię publiczną.” – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Pawłowicz broni Jarosława Kaczyńskiego
W swoim stylu, w obronie Jarosława Kaczyńskiego stanęła również znana z wysokiej kultury osobistej posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.
Na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych Francję nazwała Islamską Republiką Francuską, kandydata na prezydenta Emmanuela Macrona porównała do Hitlera i Mussoliniego a jego styl wypowiedzi nazwała „nazistowskim”
„Ten cały E. MACRON,kandydat na kolejnego prezydenta Islamskiej Republiki Francuskiej, gestykuluje i wrzeszczy w czasie swych przemówień – wypisz wymaluj – jak niezapomniani ADOLF i BENITO.”
To urocze ,energiczne wymachiwanie rączkami,mimika i końcowa ekstaza po wykrzyczeniu słów „reżim” i „Kaczyński”.I,że w trzy miesiące ten mydlany kandydat,nieuk „zrobi z Polską porządek”.
A patom, burnyje apładismienty prochadziaszczyje w awacju,wsie wstajut i pajut internacjonał !
No,biorąc pod uwagę nazistowski styl wypowiedzi,to chyba w Europie znów wyrasta nowe pokolenie zamordystów.
„Edukowanych” m.in. przez polską targowicę nieustannie skarżącą się tam,że lewacy przegrali w Polsce wybory. – (pisownia oryginalna) napisała posłanka PiS.
Pawłowicz obraża Tuska: tchórz smoleński, współczesny Nikodem Dyzma
Kilka dni temu od Krystyny Pawłowicz oberwało się Donaldowi Tuskowi. Posłanka publicznie zadała pytanie czy Donald Tusk powinien zostać polskim prezydentem?
Donald Tusk polskim prezydentem?! Porzucił funkcję premiera dla wysokopłatnej funkcji ciecia. Skompromitowany jako tchórz smoleński, kłamca, współczesny Nikodem Dyzma polskiej polityki, klepany po gębie przez wrogich Polsce unijnych chlebodawców – miałby pohańbić urząd polskiego prezydenta? – pytała z oburzeniem posłanka PiS Krystyna Pawłowicz na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych.
(df) thefad.pl
Konsul honorowy odmówił przyjęcia odznaczenia z rąk Dudy, w konsekwencji MSZ odwołano go ze stanowiska
Konsul honorowy w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski odmówił przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej z rąk prezydenta Andrzeja Dudy. W konsekwencji czego, teraz MSZ odwołało go ze stanowiska.
Kilka dni temu Konsul Honorowy RP w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski, w czasie wizyty prezydenta Dudy w Meksyku, miał otrzymać Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Odmówił jednak przyjęcia odznaczenia podkreślając, że jego działanie to forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce oraz z powodu „malejącego prestiżu Polski na arenie międzynarodowej, skutkiem posunięć obecnego rządu polskiego”.
W konsekwencji czego, teraz MSZ odwołało go ze stanowiska. Informację o odwołaniu jako pierwszy podał Polsat News. Kilka godzin później Rzeczospolita powołując się na komunikat Biura Rzecznika Prasowego MSZ przesłany PAP potwierdziło tę informację:
„Informujemy, że decyzją Ministra Spraw Zagranicznych Pan Alberto Stebelski-Orlowski z dniem 30 kwietnia br. został odwołany z funkcji Konsula Honorowego RP w Tulancingo. W imieniu Ministra Spraw Zagranicznych decyzję o odwołaniu konsula honorowego podpisał Sekretarz Stanu ds. parlamentarnych, konsularnych, Polonii i dyplomacji publicznej Jan Dziedziczak” – poinformowało w przesłanym PAP komunikacie Biuro Rzecznika Prasowego MSZ.
(df) thefad.pl / Źródło: Rzeczpospolita
Giertych: Prezydent mówiąc o „potomkach zdrajców” mocno uderza w rząd Szydło
Prezydenta Andrzej Duda w niedzielę w wywiadzie dla TVP Historia mówił o konieczności prowadzenia twardej polityki historycznej.
– Ci, którzy są potomkami zdrajców, nigdy nie będą chcieli tego przyznać. Będą walczyli z prawdą historyczną. Miejmy świadomość tego, że dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską zajmują wiele eksponowanych stanowisk. W różnych miejscach – w mediach, w biznesie. Oni nigdy nie będą chcieli się zgodzić, by prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną. Będą zawsze przeciwko temu walczyli. I w tym znaczeniu tej jedności nie będziemy mieli nigdy. – powiedział Duda.
„Trzeba mieć świadomość, że ci, którzy są potomkami zdrajców, nigdy nie będą chcieli tego przyznać, że są potomkami zdrajców” – #PAD.
— KancelariaPrezydenta (@prezydentpl) 30 kwietnia 2017
Rozmowa prezydenta dla TVP Historia wywołała serię negatywnych komentarzy i złośliwości. Wielu ważnych członków PiS należało np. do PZPR.
Czyli jednak prezydent wypowiada wojnę PiS. Na pierwszy ogień towarzysze Piotrowicz i Jasiński. Brawo! Wreszcie mamy głowę państwa! https://t.co/p2wCSqCNEy
— Borys Budka (@bbudka) 30 kwietnia 2017
Roman Giertych komentując w „Faktach po Faktach” TVN24 słowa Dudy stwierdził, że:
– Dzisiaj mówienie tego typu słów w kontekście byłych członków PZPR, do której należało ponad trzy miliony osób, to jest budowanie mocnego podziału społecznego.
– Zwracam uwagę na to – dodał Roman Giertych – że jest to mocne uderzenie w rząd Beaty Szydło. Jest przecież wielu prominentnych ministrów, którzy przynajmniej publicznie od losów swoich przodków z PZPR-u się nie odcięli. Więc myślę, że jest to jakaś gra wewnętrzna w ramach PiS-u. Być może na użytek tej gry pan prezydent powiedział te słowa – ocenił.
(df) thefad.pl / Źródło: TVN24
Giertych: Inicjuję wielki program budowy pomnika: „Wieś Kaczyńskim stoi!”
Szanowny Panie Jarosławie!
Usłyszałem dzisiaj od Pana, że „każdy polski patriota pragnie, aby w każdym polskim mieście stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego”. I od razu wiedziałem, że to jest ta chwila i ten moment, w którym ja – doradca i piewca dobrej zmiany muszę się odezwać. Bo wyobraziłem sobie już te szydercze głosy zdrajców, synów zdrajców i wnuków zdrajców, którzy z tej chwili Pana słabości do brata zrobią wielkie halo (Jakby 923 pomniki dla najlepszego syna Narodu Polskiego po jednym w każdym z 923 miast to było za dużo!).
I dlatego potrzebne jest teraz Panu moje wsparcie w tych zbliżających się chwilach szydery i kpin. Ale najlepszą obroną jest atak i dlatego ja dzisiaj inicjuję wielki program budowy pomnika pana, panie prezesie w każdej polskiej wsi! Pomniki Lecha w mieście, a Jarosława na wsi! Program mój chciałbym nazwać „Wieś Kaczyńskim stoi!”. (Pogadam z moim jednym klientem to może fundusze europejskie na budowę załatwi.A jak się nie zgodzi to pan go znowu wezwie, tym razem na 20 godzinne przesłuchanie!).
Otóż tak: w każdej polskiej wsi na centralnym placyku, czy obok spożywczaka, a jak nie ma spożywczaka to obok remizy, a jak nie ma remizy to obok sołtysa postawilibyśmy pana spiżowy pomnik (Jak akcje KGHM urosną! Tyle będzie miedzi potrzeba.)
Ponad 43 tysiące pomników, które będą stanowiły centralny punkt polskości każdej osady. Byłyby to jednak pomniki wielofunkcyjne. W każdym z tych pomników ukrylibyśmy zapasy dla obrony terytorialnej (butelki z benzyną i broń białą). Z ust pana prezesa natomiast na całą wieś transmitowalibyśmy program radia O. Rydzyka (oczywiście z przerwą na ciszę nocną od północy do 4 nad ranem). W dłoniach pana prezesa umieścilibyśmy nadajnik telewizyjny, z którego leciałoby TVP Info (jakby się oglądalność zwiększyła!). Natomiast tego co byśmy zainstalowali w uszach nie mogę publicznie napisać, bo to ściśle tajne oczywiście.
Tylko mam jedną prośbę, niech pan powie, że kto przeciw planowi Giertycha ” Wieś Kaczyńskim stoi” to zdrajca, sprzedawczyk, gnida, wesz, menda, a na pewno nie Polak, czy patriota. Jak Pan to zrobi panie prezesie to daję słowo, że nikt już więcej z minimalistycznego planu budowy pomnika tylko w każdym mieście, nie będzie się śmiać.
Zawsze panu życzliwy,
PS A nie chciałby Pan zobaczyć swojego pomnika w Chobielinie obok domu Sikorskiego? To chyba pana przekona, co?
Prezes #PiS J. #Kaczyński odsłonił pomnik śp. Pary Prezydenckiej w #BiałaPodlaska. pic.twitter.com/x7iuYawyhz
— PrawoiSprawiedliwość (@pisorgpl) 2 maja 2017
Jeśli będą dotacje, postawię w mojej wsi pomnik obu braci Kaczyńskich. Z napisem na cokole, ku przestrodze: TERRAIN AHEAD! PULL UP! https://t.co/2sTjPCcZt5
— Radosław Sikorski (@sikorskiradek) 2 maja 2017
MSZ odpowiada Macronowi na jego wypowiedź „reżimy Orbana, Kaczyńskiego i Putina to nie są ustroje wolnej demokracji”
Z żalem odnotowujemy, że po raz kolejny w czasie kampanii prezydenckiej we Francji, kraju sojuszniczym, należącym tak jak Polska do NATO i Unii Europejskiej, kandydat ubiegający się o najwyższy urząd w państwie, używa niedopuszczalnych porównań i skrótów myślowych, które wprowadzają w błąd opinię publiczną. – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych w odpowiedzi na wypowiedź kandydata na prezydenta Francji.
Przemawiając w poniedziałek podczas wiecu pierwszomajowego w Paryżu, zwycięzca I tury wyborów we Francji Emmanuel Macron uznał prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za „przyjaciela i sojusznika” swej rywalki, przywódczyni Frontu Narodowego Marine Le Pen. Postawił go w jednym szeregu z premierem Węgier Viktorem Orbanem i rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem.
– To reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina. To nie są ustroje otwartej i wolnej demokracji. Codziennie łamane są tam liczne swobody, a wraz z nimi nasze zasady – cytuje słowa Emmanuela Macrona PAP.
Macron, który według badań opinii publicznej jest faworytem niedzielnych wyborów, nie pierwszy raz krytykuje polski rząd. Przed kilkoma dniami w rozmowie z dziennikiem „Voix du Nord” zapowiedział, że jeśli zostanie prezydentem, opowie się za sankcjami UE wobec Polski. – Naruszyła wszystkie zasady Unii – powiedział.
Polskie MSZ w wydanym oświadczeniu zaznaczyło, że rząd RP nie jest sojusznikiem pani Marine Le Pen.
Stanęło przy tym w obronie prezesa PiS, podkreślając, że „wskazywanie na rzekomy sojusz między panią Le Pen a prezesem PiS jest manipulacją.” – Zaliczanie Jarosława Kaczyńskiego do grona „łamiących liczne swobody przyjaciół Le Pen” niewłaściwe i wysoce niestosowne. – czytamy w oświadczeniu.
„Wartości i zasady wolnej demokracji są w Polsce przestrzegane. Do fundamentalnych wartości obecnych w polskiej kulturze i tradycji politycznej od kilkuset lat zaliczamy także szacunek i tolerancję dla tych, którzy mają inne poglądy polityczne lub są innego wyznania. Chcemy ponadto przypomnieć, że ktokolwiek zna historię i wewnętrzną scenę polityczną w Polsce, nie ma prawa oskarżać Polaków o sympatię wobec imperialnej Rosji.” – napisano w oświadczeniu.
„Oczekujemy, że przyszły prezydent Francji – niezależnie od tego, który z kandydatów wygra wybory – przed formułowaniem sądów dotyczących polityki innych państw dokona pogłębionej analizy, a ewentualne wątpliwości wyjaśni w kontaktach dwustronnych.” – czytamy w piśmie Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
(df) thefad.pl / Źródło: MSZ
Prof. Środa: Prezydent Duda? Zakłamany, ogłupiony, służalczy pusty człowiek
Nie lubiłam żadnego z naszych prezydentów. Żaden nie wydawał mi się godny tej roli.
Wałęsa, mimo zasług, był histerykiem i intrygantem, do Kwaśniewskiego nie miałam za grosz zaufania (ten PZPRowski styl, to picie z Głódziem, jeżdżenie papamoblie), Lech Kaczynski był poczciwym człowiekiem ale tylko cieniem swojego brata, Komorowski leniwym szlachcicem (no i zabijał bezbronne zwierzęta)… ale Duda!
Duda przerasta wszystkich w beznadziei.
Wysłuchałam jego ostatniego wywiadu, gdzie mówi o potrzebie polityki historycznej rozumiejąc przez nią propagandę PiS. Bajdurzył o polityce wstydu i wstawaniu z kolan (on, który nigdy z nich nie wstaje i chyba sam nie wie do kogo się modli: do Boga czy Prezesa, choć może dla niego, jak i dla polskiego Kościoła to wszystko jedno) bezmyślnie zachwalał żołnierzy wyklętych, powiedział „spór o żołnierzy wyklętych to spór o rząd dusz, o to czy kraj ma być nadal w rekach poskomunistów” przy czym zapewne nie chodziło mu o Czabańskiego czy Piotrowskiego i wielu innych PZPRowców w PiSie. Tylko o tych, których PiS nie lubi. Zakłamany, ogłupiony, służalczy pusty człowiek.
Na zakończenie stwierdził, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków bo nie ma takiego, który wszystkim by się podobał. W języku młodych nazywało sie to kiedyś „rżnięciem głupa”.
Pani premier ciągle odwołuje sie do godności. Może by tak popracować nad godnością prezydenta? Bo nie ma jej za grosz.
Magdalena Środa
Książka polskiego księdza geja w niemieckich księgarniach. Zrzuca Kościołowi hipokryzję
W Niemczech ukazało się tłumaczenie książki Krzysztofa Charamsy pt. „Der Erste Stein” („Kamień węgielny”). Autor zarzuca w niej Kościołowi hipokryzję w traktowaniu osób homoseksualnych.
„Coming out Krzysztofa Charamsy, dokonany w październiku 2015 roku, jest kamieniem węgielnym w jego życiu. W pełnym rozkwicie kariery teologicznej na najwyższych szczeblach w Watykanie Charamsa zdecydował się obnażyć hipokryzję Kościoła katolickiego, instytucji, która od wieków wykorzystuje seks jako narzędzie pozwalające zapewnić jej władzę nad ludźmi. Przez nakazy, doktrynę i spowiedź Kościół reglamentuje radosne przeżywanie tego podstawowego wymiaru egzystencji. Wymusza na kobietach podporządkowanie się mężczyznom, a osoby homoseksualne dyskryminuje, traktuje jak trędowatych, wyniszcza” – takie wprowadzenie do książki Krzysztofa Charamsy znaleźć można na jego stronie internetowej.
Również w wywiadzie udzielonym niemieckiemu publicznemu radiu Deutschlandfunk (DLF) były wysoki rangą pracownik watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary i wykładowca na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie przekonuje, że Kościół katolicki potrzebuje „rewolucji homoseksualnych mężczyzn”. – Domagamy się respektu, szacunku i właściwej refleksji nad naszą tożsamością – mówił Charamsa.
W jego opinii w Kościele katolickim nie ma poważnych studiów na temat seksualności. – Mamy wiele propagandy i żadnego dialogu z rzeczywistością – stwierdził.
Polski duchowny zwrócił na siebie uwagę konferencją prasową zwołaną w Watykanie w przeddzień Synodu Biskupów na temat rodziny w październiku 2015 roku. Przedstawił siebie jako homoseksualistę i ujawnił swojego partnera. W reakcji na to wystąpienie został zwolniony z pracy w Watykanie oraz zawieszony w pełnieniu funkcji kapłańskich. Obecnie mieszka ze swoim partnerem w Barcelonie i angażuje się na rzecz praw mniejszości seksualnych.
Zdaniem Charamsy rozpowszechniona w Kościele katolickim homofobia stanowi „odwrotną stronę fobii wobec kobiet”. – Nasz Kościół kontroluje sypialnie ludzi, a nie ma pojęcia o ich całym życiu – twierdził wywiadzie dla DLF. Skrytykował także władze kościelne za brak gotowości do dialogu, czego dowodem miało być jego zwolnienie. – A więc homoseksualizm musi pozostać tabu, nie wolno nam o tym mówić. I to jest nasza homofobiczna wojna przeciwko ludziom orientacji homoseksualnej. Mają siedzieć cicho. Nie mają prawa do szacunku, respektu i prawdziwej miłości – stwierdził.
W wywiadzie dla telewizji ZDF Charamsa szacował z kolei, że połowa katolickiego duchowieństwa jest orientacji homoseksualnej. Jest on przekonany, że wielu księży, podobnie tak jak on przez wiele lat, ignoruje, bądź tłumi, w sobie swój homoseksualizm.
W swojej książce Charamsa twierdzi, że pomimo surowego stanowiska papieża w tej sprawie, „homoseksualizm rozkwitł szczególnie w Watykanie za czasów pontyfikatu Benedykta XVI, jak nigdy dotąd w czasach nowożytnych”. Jak sam konstatuje, jest szczęśliwy, że dokonał coming-outu. „Trzeba być wolnym, by móc myśleć i kochać” – zaznaczył.
Bartosz Dudek / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Niemiecka prasa: Izolacja czy silna Francja w silnej UE?
⇒ Francja przed wyborami: Le Pen chce „wytępić” islamistów







