Kukiz: Przykro, że pozycja prezydenta w „Uchu prezesa” jest bliska realiów. Siedzi i czeka przed drzwiami

– Ja próbowałem z prezydentem rozmawiać kilkakrotnie na początku kadencji Sejmu obecnej i po objęciu przez pana prezydenta Dudy urzędu. Niestety, przykro mi, bo to bardzo sympatyczny prezydent, natomiast jest mi ogromnie przykro i smutno, że rzeczywiście jego pozycja w „Uchu prezesa”, w tym serialu jest bardzo bliska realiów. Siedzi i czeka przed drzwiami. – mówił w rozmowie w RMF FM Paweł Kukiz.

Ucho prezesa. Fot. screenshot, źródło: youtube

Kukiz przestrzega przy tym Andrzeja Dudę, że jeśli nie pokaże swojej odrębności, to nie ma szans w kolejnych wyborach prezydenckich. W jego ocenie powinien on „Wejść do środka i powiedzieć: Panie prezesie, ale tak to chyba daleko nie zajedziemy.” Powinien „Zapukać do drzwi pana prezesa i powiedzieć: Panie prezesa, zróbmy chociaż pozory tego rozdziału władz.”

 

(df) thefad.pl / Źródło: RMF24

 


W PiS nie spodobały się wczorajsze wypowiedzi minister Streżyńskiej. Są pierwsze reakcje

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek w środę w porannej rozmowie z programie Gość Radia ZET odniosła się do wypowiedzi minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej, która w tym samy studio dzień wcześnie krytykowała niektóre posunięcia rządu.

Również minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak w „Jeden na jeden” w TVN24 skomentował wypowiedzi minister cyfryzacji.

Minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Fot. mc.gov.pl

– Bardzo często się nie zgadzam fundamentalnie z przyjętym podejściem do konkretnych rozwiązań gospodarczych, czy do konkretnych rozwiązań związanych z infrastrukturą, cyberbezpieczeństwem. – mówiła we wtorkowym programie Gość Radia ZET Anna Streżyńska.

Minister cyfryzacji skrytykowała rónież posunięć rządu w sprawach wydatków socjalnych:

– Uważam, że bardziej powinniśmy stawiać na rozwój, niż na wydatki socjalne. Tutaj często nie zgadzam się z kolegami z rządu – przekonywała minister – Nie możemy, jako rząd, dawać sygnału, że najważniejsze jest zrealizowanie obietnic wyborczych, a mniej ważne prowadzenie racjonalnej gospodarki finansowej – oceniła.

Ponadto zdaniem minister Streżyńskiej obniżenie wieku emerytalnego było przedwczesne, ponieważ Polski jeszcze na to nie stać. – Najpierw powinniśmy zarobić na te wydatki, a dopiero potem dokonywać zmian. To ma bardzo ważny aspekt pedagogiczny. Ludzie powinni wiązać fakty, że żeby wydać pieniądze trzeba je najpierw mieć – mówi Anna Streżyńska.

Dziwię się, że jedną z twarzy tego rządu

Beata Mazurek: Jeżeli pani minister nie akceptuje tego, co robi polski rząd, to dziwię się, że jest jedną z twarzy tego rządu. Fot. Radio ZET

– Jeżeli pani minister nie akceptuje tego, co robi polski rząd, to dziwię się, że jest twarzą, jedną z twarzy tego rządu, to po pierwsze. Po drugie ja pozwoliłam sobie sprawdzić aktywność na radzie ministrów pani minister Streżyńskiej i okazuje się, że ona nigdy żadnych uwag, co do zmian, które my wprowadzamy na radzie ministrów nie miała. Więc dziwię się, dziwię się…- mówiła w Radiu Zet rzecznika PiS Beata Mazurek.

Zapytana w jaki sposób sprawdziła aktywność minister Streżyńskiej na posiedzeniach rady ministrów skoro są tajne, odpowiedziała: „No zapytałam po prostu jedną z moich koleżanek, która w tym rządzie jest.”

– Więc powiedziano mi, że pani minister aktywna specjalnie nie była i nigdy żadnych uwag do programu, do planów, do tego, co my proponujemy, czy realizujemy nie miała. – mówiła rzeczniczka rządu powołując się na wypowiedzi koleżanki – I jest mi przykro, bo jest ministrem konstytucyjnym rządu pani premier Szydło. I jeżeli, ja uważam, że uczciwość jest taka, że jeśli się z czymś nie zgadzam, to się zastanawiam czy w tym czymś dalej tkwić. – dodała

– Ja bym się na pewno tak nie zachowała, bo uważam, że to wymaga lojalność wobec premiera polskiego rządu, jeśli jestem ministrem, gramy w jednej drużynie, ja rozumiem, że możemy mieć różne zdania… – mówiła Beata Mazurek – Nie chodzimy z tym do mediów i nie mówimy, że się nie zgadzamy.

Co innego pani minister mówi w mediach, a co innego na Radzie Ministrów

Mariusz Błaszczak. Fot. Źródło: TVN24

Wypowiedzi minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej skomentował również w „Jeden na jeden” w TVN24 minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak.

Streżyńska we wtorkowej rozmowie w Radiu Zet. Powiedziała, że „Bardzo często się nie zgadzam fundamentalnie z przyjętym podejściem do konkretnych rozwiązań gospodarczych, czy do konkretnych rozwiązań związanych z infrastrukturą, cyberbezpieczeństwem.”

Błaszczak przyznała, że MON próbuje rozszerzyć swoje władztwo. – Uważam, że nie wszystko mu podlega i jest wiele takich zadań, które związane są z ochroną przeciętnego obywatela, które po prostu nie będą nigdy w gestii ministerstwa obrony.

Błaszczak mówił również, że nie słyszy krytycznych głosów ze strony minister cyfryzacji na posiedzeniu Rady Ministrów. – Wczoraj byłem na Radzie Ministrów i pani minister Streżyńska nie wypowiadała się, nie zabierała głosu. Odnoszę takie wrażenie, że co innego pani minister mówi w mediach, a co innego na Radzie Ministrów. To jest taki dysonans – mówił. Podkreślił, że jest przeciwnikiem Polski resortowej. Dodał, że ze słów Streżyńskiej pobrzmiewa mu myślenie: – Moje władztwo musi być szersze.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Radio ZET, TVN24


Minister cyfryzacji Anna Streżyńska, krytykuje poczynania rządu i nie wyklucza współpracy z PO

– Jeden z polityków opozycji, siedzący w studiu w programie Gość Radia ZET, powiedział: „Gdybyśmy kiedyś przejęli władzę, a oby stało się to jak najszybciej, to minister Streżyńska powinna pozostać w naszym rządzie.” – przypomniał Konrad Piasecki w rozmowie z minister cyfryzacji Anną Streżyńską.

Minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Fot. mc.gov.pl

– To miło. (…) Ja dużo świadomego wysiłku włożyłam w to żeby pokazywać, że jestem ponad tymi sporami, które uważam, za niepotrzebne i odwracające naszą uwagę od celów głównych, czyli od rozwoju i od tego żeby obywatelom stworzyć wygodne warunki życia w ich własnym państwie. – mówiła Anna Streżyńska.

Wyobrażam sobie współpracę z każdym

– Wyobrażam sobie współpracę z każdym, kto jest uczciwym człowiekiem, ponieważ sama jestem po prostu technokratą, fachowcem do wynajęcia. – odpowiedziała na pytanie czy potrafiłaby pracować w przyszłości w rządzie PO. – Podobnie, jak w każdym przypadku, jak i w tym rządzie, w którym obecnie jestem, za każdym razem pytam na jakich warunkach i z kim w towarzystwie. I co będę mogła zrobić przede wszystkim, bo to jest najważniejsze. – mówiła minister.

– Firmowanie wielu rzeczy swoją twarzą jest problematyczne. – dodaje Anna Streżyńska – Ale jak jest główny cel istotny i można go spełniać, to nawet jeżeli się nie zgadzam fundamentalnie, nie mówię w tej chwili o konkretnych przypadkach, ale równie często mi się zdarza nie zgadzać fundamentalnie z opozycją, co z rządzącymi, to jest normalne, bo jesteśmy ludźmi, którzy mają różne poglądy i w tym tyglu poglądów się wycierają nasze, czy ucierają nasze decyzje.

„Nie zgadzam się z niektórymi rozwiązaniami”

– Bardzo często się nie zgadzam fundamentalnie z przyjętym podejściem do konkretnych rozwiązań gospodarczych, czy do konkretnych rozwiązań związanych z infrastrukturą, cyberbezpieczeństwem. – mówiła odpowiadając na na pytanie czy podoba jej się to, co dzieje się dzisiaj na zapleczu rządu PiS. – Nie zgadzam się oczywiście z niektórymi rozwiązaniami, przy czym przyjmuję również do wiadomości, że w konkretnych dziedzinach, takich bardzo wyspecjalizowanych mogę nie mieć racji, działam na instynkt, wydaje mi się.

Rozwój, nie wydatki socjalne

– Uważam, że bardziej powinniśmy stawiać na rozwój, niż na wydatki socjalne. Tutaj często nie zgadzam się z kolegami z rządu – powiedziała minister cyfryzacji Anna Streżyńska,

– Nie możemy, jako rząd, dawać sygnału, że najważniejsze jest zrealizowanie obietnic wyborczych, a mniej ważne prowadzenie racjonalnej gospodarki finansowej – krytykowała politykę rządu .

Zdaniem minister Streżyńskiej obniżenie wieku emerytalnego było przedwczesne, ponieważ Polski jeszcze na to nie stać. – Najpierw powinniśmy zarobić na te wydatki, a dopiero potem dokonywać zmian. To ma bardzo ważny aspekt pedagogiczny. Ludzie powinni wiązać fakty, że żeby wydać pieniądze trzeba je najpierw mieć – mówi Anna Streżyńska.

 

(df) thefad.pl / Źródło: Radio ZET


Witold Waszczykowski: Plotki o mojej dymisji są przedwczesne

– Są przedwczesne – tak skomentował medialne doniesienia o swojej dymisji minister Spraw Zagranicznych Witold Waszczykowski w rozmowie w RMF FM.

Witold Waszczykowski: Plotki o mojej dymisji są przedwczesne. Fot. Źródło: MSZ

– Gazety mogą spekulować. Media mają tę swobodę, żeby spekulować, ja nie mogę, ja mam plany dłuższe. – powiedział.

Na przełomie czerwca i lipca ma się odbyć kongres Prawa i Sprawiedliwości.

– To będzie prawie 2 lata naszych rządów. Trzeba to podsumować, trzeba ocenić plusy i minusy, to, co się udało, i to, co można zrobić przez następne dwa lata – mówił – Paroma rzeczami będziemy się chwalić, ale być może parę rzeczy sobie wytkniemy i może się inaczej ułożymy, żeby wygrać następne wybory – powiedział

Szef polskiej dyplomacji nie wyklucza rekonstrukcji rządu jeszcze przed przed czerwcowym kongresem PiS – To jest decyzja władz politycznych Prawa i Sprawiedliwości. – zaznaczył. Nie wie jednak, czy jego kariera będzie trwała pomimo rekonstrukcji czy skończy się wraz z nią:

– Nie umiem na to odpowiedzieć, natomiast mam plany prowadzenia polskiej dyplomacji na wiele miesięcy albo nawet i lat.

 

(df) thefad.pl / Źródło: RMF24


Tajna wizyta Kaczyńskiego u Merkel. Prezes PiS musiał się przemóc

Latem 2016, w Meseberg pod Berlinem miał miejsce jeden z osobliwszych epizodów w 12-letnim okresie rządów Angeli Merkel. Ta wizyta unaocznia polityczny dylemat Jarosława Kaczyńskiego. ANALIZA

Angela Merkel i Jarosław Kaczyński jako premier RP – 30.10.2006. Fot. Źródło: dw.de

W ukryciu przed wszędobylską prasą 12 lipca 2016 pod zamek Meseberg, jednej z rządowych rezydencji, podjechały dwie ciemne limuzyny na polskich rejestracjach. W jednej z nich siedział prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Potajemna wizyta polskiego polityka u Angeli Merkel, była próbą nowego startu w trudnych niemiecko-polskich relacjach. Jednocześnie uwidocznia ona przedziwny rozdźwięk między zakulisowymi próbami zbliżenia i publicznie podsycanymi konfliktami.

Kaczyński musiał się przemóc

Aby zrozumieć, dlaczego akurat Kaczyński, który w roku 2011 jeszcze zarzucał Niemcom, że chcą tworzyć nowe imperium, udał się z tak niezwykłą wizytą do Niemiec, nie trzeba nawet sięgać daleko w przeszłość.

Impulsem wyzwalającym ten zwrot był 23 czerwca ubiegłego roku, kiedy to większość Brytyjczyków zagłosowała w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej. To było dla Polaków szokiem i skłoniło prawicowy rząd do zmiany sposobu myślenia – uważa jeden z niemieckich dyplomatów. Od tego czasu bowiem w całej UE jak w polu magnetycznym od nowa ustala się polityczne bieguny.

Jeszcze do czerwca 2016 rząd w Warszawie na forum UE chował się zawsze za hamującą integrację unijną Wielką Brytanią. A teraz nagle polskiemu rządowi groziło, że zostanie we wspólnocie bez partnera.

Wtedy właśnie Kaczyński kazał wysondować, czy Merkel przystałaby na spotkanie z nim. Niemiecka strona, ze względów bezpieczeństwa, odmówiła takiego potajemnego spotkania w Polsce, tym bardziej, że Kaczyński nawet nie piastuje żadnego stanowiska w rządzie. Dlatego 67-letni polityk musiał się przemóc i przyjechać do Mesebergu. Towarzyszyli mu zaufani doradcy: Adam Bielan i Zdzisław Krasnodębski.

Co do celu misji, Kaczyński szybko wyłożył karty na stół. Jako bardzo osobisty prezent przywiózł szefowej niemieckiego rządu obraz przedstawiający dom, w którym urodziła się matka Angeli Merkel – tak jak wygląda on dziś.

Odejście od antyniemieckiego kursu?

Zbliżenie z Berlinem i bezpośredni, osobisty kontakt z szefową niemieckiego rządu zdają się być w tym czasie absolutnie niezbędne, ponieważ od czasu przejęcia rządów przez PiS w 2015 r., dwustronne relacje Polski i Niemiec pogorszyły się. PiS wdrożył reformę sądownictwa i mediów, które przyniosły mu wciąż jeszcze ciągnący się konflikt z Unią Europejską. Wiele dwustronnych kooperacji nawiązanych z rządem Tuska obumarło ze względu na nowy kurs Warszawy, nacechowany sceptycyzmem wobec Niemiec i UE.

Ogrody Meseberg. Fot. Źródło: dw.de

Jeszcze w kwietniu 2016 Kaczyński krytykował, że w Niemczech panuje bez mała dyktatura. Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski stwierdził, że współpraca z Niemcami i Francją w ramach tak zwanego Trójkąta Weimarskiego jest przestarzała. Przy czym rząd Niemiec, biorąc wzgląd na trudne zaszłości historyczne, zawsze starał się, by stroną w konflikcie na temat deficytu praworządności w Polsce była UE. W żadnym wypadku nie może stać się on sporem niemiecko-polskim – mówiono wtedy w berlińskich kołach rządowych. Zaznaczano, że trzeba przetrzymać wszelkie prowokacje prawicowych hardlinerów, którzy dążą do takiego przedstawiania tego sporu, by podgrzewać narodowe uczucia.

Angela Merkel ze swej strony, krytykę pod adresem polskiego rządu sprzedawała jako podszytą trucizną pochwałę. Jako wychowana w NRD Niemka zawsze z podziwem patrzyła na rozwój sytuacji w sąsiedzkim kraju – opowiadała podczas spotkania z premier Beatą Szydło.

–„Solidarność” wycisnęła piętno także na moim życiu” – przyznała kanclerz. – Z tamtego okresu wiemy, jak ważne jest pluralistyczne społeczeństwo i niezależne sądownictwo oraz media. Wtedy tego wszystkiego było brak.

Osobisty kontakt dla budowania nowych mostów

Rozbieżności wyszły na światło dzienne także pamiętnego 12 lipca, kiedy Merkel i Kaczyński spacerowali po ogrodzie w Mesebergu. Podczas kolacji dyskusje toczyły się dalej przy niemieckim i włoskim winie. – Wyobrażenia Kaczyńskiego w kwestiach europejskich są naprawdę inne, a jego spojrzenie skierowane raczej wstecz – ubolewał jeden z unijnych dyplomatów. Jednak bezpośredni kontakt rozluźnił chociaż trochę atmosferę. Obecny w Mesebergu prof. Krasnodębski określił potem to spotkanie nawet jako „ciepłe”. Szef PiS-u chce i potrzebuje bowiem poukładanych relacji z Niemcami.

Dlaczego są one potrzebne, o tym pisała premier Szydło na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”:

„Przyszłość Unii Europejskiej w wysokim stopniu zależy od dobrego porozumienia między Warszawą i Berlinem”.

A Polska, pomimo całej krytyki, potrzebuje Unii Europejskiej już choćby ze względu na to, że jest największym odbiorcą środków z brukselskiego budżetu. A teraz właśnie rozpoczynają się następne negocjacje finansowe ze wspólnotą.

Tuż po objęciu funkcji premier przez Beatę Szydło z jej cotygodniowych konferencji zniknęły flagi UE. Fot. źródło: dw.de

– Szydło jednak nie wspomniała o tym, że Niemcy są już od dawna największym partnerem handlowym Polski. Poza tym Polacy, ze względu na Rosję, coraz bardziej obawiają się o swoje bezpieczeństwo – zaznacza Nicolai von Ondarza, ekspert ds. europejskich z Fundacji Nauka i Polityka (SWP). Nawet polski rząd ma obecnie wątpliwości, jak dalece można polegać na nowej administracji Donalda Trumpa jako sojuszniku w kwestiach obronności. Dlatego Warszawa próbuje prowadzić podwójną strategię tzn. chce zagwarantować sobie bezpieczeństwo jako prymus w NATO, jednocześnie silniej wspierając europejską politykę bezpieczeństwa. Takie postępowanie znów ustawia Warszawę u boku Niemiec.

Skutkiem tego jest absurdalna zgoła przepaść: w polityce wewnętrznej rząd PiS w dalszym ciągu pielęgnuje antyeuropejskie i antyniemieckie resentymenty i w wewnątrzpolitycznym kursie nie dokonuje żadnych korekt. Ale na płaszczyźnie Unii Europejskiej zmiany nastroju są zauważalne. Już kiedy Merkel w sierpniu 2016 po decyzji Brytyjczyków o Brexicie, w ramach podróży po Europie Wschodniej przybyła do Warszawy, widoczny stał się jeden mały, ale wymowny szczegół: podczas konferencji prasowej z premier Szydło nagle w tle znów widać było unijne flagi.

Merkel jednocześnie krytykowana i chwalona

W stanowisku Polski można zaobserwować też merytoryczną przepaść: Warszawa okazuje wprawdzie regularnie swoją irytację na temat planowanego gazociągu Nord Stream II, którym gaz z Rosji ma popłynąć przez Bałtyk do Niemiec i z którego niemiecki rząd nie ma zamiaru zrezygnować. Ale także polscy dyplomaci przyznają, że nawet dla konserwatystów Merkel jest właściwie faworyzowaną niemiecką i europejską partnerką, najpóźniej od kryzysu rosyjsko-ukraińskiego. Bo nie tylko angażuje się tam energicznie na rzecz pokoju, ale też mimo szkód dla niemieckiej gospodarki, napiera na sankcje UE wobec Rosji.

Sprzeczności te widać też u samego Kaczyńskiego: jeszcze w lutym 2016 krytykował, iż „Pani Merkel jest w Europie absolutnym numerem jeden i to nie jest zdrowa sytuacja”. Jednocześnie opowiada się za jej ponownym wyborem w wyborach do Bundestagu we wrześniu 2017, bo nigdy nie wypowiadała się antypolsko. Wręcz przeciwnie: odkrycie w 2013 roku jej polskich korzeni ze strony ojca było w Polsce sensacją.

Kiedy w lutym 2017 Merkel ponownie przyjeżdża do Warszawy, tym razem wita ją nie tylko premier Szydło, ale też całkowicie oficjalnie Kaczyński – ku zaskoczeniu wszystkich nawet zarejestrowanym przez kamery pocałunkiem w rękę. Po rozmowie w dobrym nastroju chwali przed polskimi dziennikarzami polepszenie stosunków z Niemcami. Przy czym w decydującym dla niego punkcie nie ruszył się ani na krok: Merkel odmówiła mu spełnienia życzenia – zapobieżenia drugiej kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

– Ale nie można przeceniać tematu Tuska – ostrzega ekspert Fundacji Nauka i Polityka Nicolai von Ondarza. Chodzi tu o prywatną wojnę Kaczyńskiego, który obarcza Tuska współwiną za śmierć swojego brata bliźniaka. W rzeczywistości także ten polski rząd w większości tematów bez problemu współpracuje z Brukselą. Co jeszcze bardziej znamienne: rząd PiS bez szemrania zaakceptował deklarację UE ws. przyszłości Wspólnoty przyjętą w 60. rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich. A zawarty w niej zapis o woli ściślejszej współpracy i o Europie różnych prędkości jest przeciwieństwem tego, czego oficjalnie ciągle domaga się Kaczyński – ograniczenia kompetencji UE.

Merkel i Szydło w Hanowerze (23.04.17). Fot. Źródło: dw.de

Polska wyizolowana w UE

Zmianie nastawienia pomaga też najwyraźniej to, że w obecnie nawet w klubie państw Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) Polska wydaje się wyizolowana.

Panuje wprawdzie zgoda co do oporu wobec unijnych kwot relokacji uchodźców, ale od Brexitu nastroje w innych wschodnioeuropejskich państwach UE diametralnie się zmieniły. Nagle także premierzy Czech i Węgier opowiadają się za wspólną armią unijną.

W sporze wokół ponownego wyboru Tuska na szefa RE partnerzy zostawili rząd w Warszawie samemu sobie i nie zgłosili sprzeciwu.

Przebywający nieco później w Berlinie premier Słowacji Robert Fico był jeszcze bardziej dobitny:
– Słowacja nie widzi się w przyszłości w pierwszym rzędzie jako część Grupy Wyszehradzkiej, tylko jako część Unii Europejskiej.

Kraje bałtyckie i tak już od dawna podkreślają, że nie chcą mieć nic, absolutnie nic wspólnego z antyeuropejskim kursem Polski.

Dotyczy to też innych w UE. Przed szczytem w Rzymie spotkały się cztery duże kraje UE: Francja, Hiszpania, Niemcy i Włochy, żeby rozmawiać o przyszłości UE. Polska, też czująca się dużym państwem unijnym, nie została zaproszona. A wskazywanie na Europę różnych prędkości również jest jasną zapowiedzią w stronę Warszawy, że nikt nie ma zamiaru dać się powstrzymać jej antyintegracyjną retoryką. We Francji trzech z czterech wiodących kandydatów na prezydenta przyjęło zdecydowanie prorosyjskie i raczej krytyczne wobec Polski stanowisko. Pewnie dlatego polscy partnerzy podkreślają w rozmowie z agencją Reuters, że przede wszystkim Szydło, ale też prezydent Duda, wstawiają się u Kaczyńskiego za zbliżeniem z Berlinem. W przeciwieństwie do mało podróżującego szefa PiS, dzięki regularnym podróżom dobrze znają atmosferę na arenie międzynarodowej.

Wszystko to może sprawiać, że tuż przed wizytą w Niemczech polska premier domagała się silnej UE. Polska jej potrzebuje już choćby po to, by w negocjacjach z Wielką Brytanią ws. Brexitu mogły być chronione interesy wielu polskich emigrantów żyjących na Wyspach. – Bez niemieckiej pomocy nie da rady – podkreśla unijny dyplomata. W niedzielę Merkel i Szydło otworzyły wspólnie targi w Hanowerze, których krajem partnerskich jest w tym roku Polska.

Ryzykowna uprzejmość wobec Berlina

Z punktu widzenia polityki wewnętrznej próba zbliżenia się do Berlina jest dla szefa PiS jednak ryzykownym posunięciem. – Pracujemy nad poprawą stosunków z Niemcami, ale musimy mieć ścisłą kontrolę nad tym, co może być upublicznione, a co nie – opisuje ten dylemat polski polityk. Przez lata PiS dostarczał pożywki antyniemieckim uczuciom starszych Polaków. – Polacy i Niemcy braćmi? Mam naprawdę nadzieję, że pan Kaczyński na to nie pozwoli, w przeciwnym wypadku straci moje zaufanie – ostrzega na przykład Wanda Lewandowska, 74-letnia zwolenniczka PiS, której rodzina zginęła w II wojnie światowej z rąk Niemców. Nie myślą tak co prawda wszyscy, bo według sondażu CBOS od 1993 r. liczba Polsków pozytywnie nastawionych do Niemiec podwoiła się, wzrastając do 50 procent. Ale zdanie Wandy Lewandowskiej podziela znaczna część elektoratu PiS.

W polskich kręgach rządowych patrzono więc krytycznie, kiedy w lutym Kaczyński sam wspomniał o tajemnym spotkaniu z Merkel – nie wnikając w szczegóły. – Nie można tak po prostu powiedzieć, że spotkanie miało miejsce, ale było tajne – zwłaszcza wobec bardzo konserwatywnego elektoratu, który nie ufa Niemcom i którego wsparcie PiS zawdzięcza właśnie zdystansowaniu się od Niemiec – słychać z kręgów zbliżonych do Prawa i Sprawiedliwości.

 

Andreas Rinke, Lidia Kelly (RTRD) / Elżbieta Stasik / Redakcja polska 

POLECAMY:

Niemiecka prasa: Izolacja czy silna Francja w silnej UE? 

Francja przed wyborami: Le Pen chce „wytępić” islamistów

 

 

 


Konsul honorowy w Meksyku odmówił przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta Dudy. Powód?

Konsul honorowy w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski odmówił przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej z rąk prezydenta Andrzeja Dudy.

Konsul Albert Stebelski-Orlowski (pierwszy z lewej). Fot. źródło: TVN24

Alberto Stebelski-Orlowski, w czasie wizyty prezydenta w Meksyku, miał otrzymać Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. – informuje TVN24 powołując się na donieienia Kancelarii Prezydenta RP.

„Pan Albert Stebelski-Orlowski odmówił przyjęcia orderu od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W związku z tym Kancelaria Prezydenta RP przyjęła do wiadomości stanowisko Pana Alberta Stebelskiego-Orlowskiego i postępowanie zostało zakończone bez nadania orderu” – informuje TVN powołując się na pismo przesłane przez Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta RP.

– Odmowa przyjęcia przez konsula Stebelskiego-Orlowskiego odznaczenia od prezydenta to forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce – poinformowała portal tvn24.pl działaczka polonijna z Meksyku Jolanta Nitosławska-Romer, wnuczka legendarnego polskiego dyplomaty i ministra spraw zagranicznych w rządzie Mikołajczyka, Tadeusza Romera.

Zdaniem Jolanty Nitosławskiej-Romer, konsul Stebelski-Orlowski skierował 9 kwietnia do Kancelarii Prezydenta pismo, w którym oświadczył, że odmawia przyjęcia orderu z powodu „malejącego prestiżu Polski na arenie międzynarodowej, skutkiem posunięć obecnego rządu polskiego”.

Posunięcia te, które konsul Stebelski-Orlowski, uznaje za godzące w prestiż Polski to w jego ocenie: naruszanie niezawisłości sądów i niezależności mediów; podważanie praworządności i budzenie w obywatelach strachu przed narażaniem się władzy; osłabianie reputacji Polski, jako odpowiedzialnego partnera m.in. poprzez działanie obecnego rządu przeciw ponownemu wyborowi Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Unii Europejskiej.

 

(df) thefad.pl / Źródło: TVN24


Wypadek Golloba. Hołowczyc: To wielki wojownik i tym razem też wyjdzie z tej walki zwycięsko!

– Tomasz Gollob przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii medycznej i będzie przez kilka dni, ze względu na stłuczenie płuc, prowadzony na respiratorze i w znieczuleniu. Stąd będzie trudno ocenić jego stan neurologiczny. Dopiero po tym okresie będziemy w stanie rozpocząć rehabilitację i powiedzieć coś na temat ewentualnej poprawy oraz stwierdzić czy pojawiły się lub będą pojawiały się jakieś ruchy i czucie – powiedział PAP profesor Harat.

– Stan jest bardzo poważny i istnieje zagrożenie, że do kariery sportowej już nie wróci. Jest to poważny uraz rdzenia kręgowego, ale nie możemy jeszcze przesądzić czy wróci do pełnej sprawności. Dopiero po kilku tygodniach będziemy mogli powiedzieć coś więcej – powiedział tuż po operacji profesor Harat. Dr n. med. Cezary Rybacki, który od ponad 20 lat zajmuje się żużlowcem.

Tomasz Gollob w niedziele przedpołudniem 23 kwietnia podczas treningu przed zawodami uległ wypadkowi, po którym natychmiast został przewieziony do miejscowego szpitala, a następnie śmigłowcem został przetransportowany do szpitala w Bydgoszczy. Tam trafił pod opiekę neurochirurga, profesora Marka Harata, który w trakcie kariery żużlowca nie raz zajmował się nim, po wypadkach na torze i nie tylko.

W szpitalu okazało się, że Tomasz Gollob doznał złamania kręgu w części piersiowej kręgosłupa. Doszło również do uszkodzenia rdzenia kręgowego. Bardzo ważne jest to, że w skutek upadku, mimo uszkodzenia rdzenia kręgowego, nie został on przerwany. To daje cień szansy na powrót do sprawności ruchowej, choć jak podkreślają lekarze, proces ten będzie długotrwały.

Obecnie utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej i oddycha przy pomocy respiratora. Taki stan rzeczy nie zmieni się w przeciągu najbliższych dni, ponieważ obok urazu kręgosłupa sportowiec doznał także silnego obustronnego stłuczenia płuc. To właśnie obrzęk płuc spowodował, że w oddychaniu musi wspierać go aparatura.

Sportowcy i kibice wspierają Golloba

Kciuki za powrót Golloba do zdrowia trzymają wszyscy kibice i znani polscy sportowcy.

„Nawet jeśli nie jesteście fanami żużla to trzymajcie kciuki za Tomasz Gollob” – napisał Adam Małysz

„To wielki wojownik i mam nadzieję, że i tym razem wyjdzie z tej walki zwycięsko!” – podkreślił Krzysztof Hołowczyc.

Tomek Gollob !! Trzymaj się byku !!! –

 

 

 

(df) thefad.pl


Wybory prezydenckie we Francji: Emmanuel Macron i Marine Le Pen weszli do II tury wyborów

Emmanuel Macron i Marine Le Pen weszli do II tury wyborów we Francji. Kto z nich jest lepszy dla Polski? Kandydatka, która chce wyprowadzić Francję z NATO nie może być dla nas dobra – mówi europoseł Ryszard Czarnecki.

Emmanuel Macron i Marine Le Pen weszli do II tury wyborów we Francji. Fot. Źródło; dw.de

Centrysta Emmanuel Macron wygrał I turę wyborów prezydenckich we Francji. Wedle wstępnych szacunków dostał 23,7 proc. głosów i zawalczy 7 maja w II turze z antyunijną Marine Le Pen z Frontu Narodowego (21,9 proc.). Macron prowadził swą kampanię wyborczą pod silnie prounijnymi hasłami. Jest zwolennikiem dużego przyspieszenia integracji europejskiej oraz wzmacniania instytucji UE. Te punkty jego programu są sprzeczne z linią obecnych władz Polski, które chcą w Unii wzmocnienia roli rządów krajów członkowskich – kosztem instytucji wspólnotowych.

Macron – sceptyczny wobec Rosji

Kto jest zatem kandydatem lepszym dla Polski? – To będzie odpowiedź – „krótka piłka”. Emmanuel Macron jest sceptyczny wobec Rosji i to jest jego wielkim atutem. A kandydatka zmierzająca do wyprowadzenia Francji z NATO po prostu nie może być dobra dla Europy oraz Polski. Stanowczo priorytetem są tu kwestie naszego bezpieczeństwa – odpowiada Ryszard Czarnecki (PiS), wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Mocno prokremlowska Le Pen obiecywała w kampanii wycofanie Francji ze struktur dowódczych i wojskowych NATO, co m.in. oznaczałoby wycofanie francuskich żołnierzy z NATO-wskich batalionów rozmieszczanych w tym roku na flance wschodniej Sojuszu Północnoatlantyckiego (w krajach bałtyckich i Polsce). Obecnie żołnierze z Francji stacjonują w Estonii.

Ryszard Czarnecki: lepszy Macron. Fot. Źródło: dw.de

Europa dwóch prędkości

„Uff! Francja zaoszczędzi nam wyboru między dżumą a cholerą. Rok 2017 rokiem politycznej trzeźwości! Cdn…” – zatwitował w niedzielę wieczorem Janusz Lewandowski (PO), szef polskiej delegacji w klubie centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim.

– Nie mów „hop”, zanim nie przeskoczysz… Jednak już teraz mamy małe „hop”. Jestem przekonana, że Macron zostanie prezydentem. Drżałam cały dzień, ale teraz spokojniej położę się spać – mówi europosłanka Róża Thun (PO).

Macron postuluje najszybsze zacieśnianie integracji w unijnej „awangardzie” skupionej wokół strefy euro. To oznacza wzmocnienie podziału Unii na „dwie prędkości”. – To nie jest przeciwko Polsce. Macron nie chce, by hamowano integrację. Ale każdy chętny może dołączyć. Dla Polski to o tyle dobre, że w przyszłości – jak już się zdecydujemy – będziemy mieli do czego doszlusowywać w Unii Europejskiej – tłumaczy Thun.

Róża Thun: Europa dwóch prędkości dobra dla Polski. Fot. Źródło: dw.de

„Francuzi opowiadają się za Unią”

Europejska Partia Ludowa (m.in. PO oraz niemiecka CDU i CSU) oficjalnie popierała Françoisa Fillona (zajął trzecie miejsce z ok. 19,8 proc. głosów), bo jego ugrupowanie – Republikanie – jest członkiem tej centroprawicowej międzynarodówki. Pomimo to wielu członków Europejskiej Partii Ludowej kibicowało Macronowi. Ten centrysta w debatach przedwyborczych popierał unijne reguły korzystne dla młodszej części UE. – Nawet Fillon wzywał do głębokich zmian w przepisach o pracownikach delegowanych. Tylko Macron popierał obecne reguły – mówi Thun. Chodzi o pracowników, którzy są oddelegowani do pracy w innym kraju, ale składki społeczne (np. na ZUS) płacą w swym kraju macierzystym. Wielu Francuzów krytykuje to jako „dumping socjalny”. Polacy są największą grupą wśród pracowników delegowanych w UE.

– Na każdym spotkaniu w Polsce pytają mnie, czy UE się rozpadnie. Jakie „rozpadnie”? Austriacy wybrali prounijnego prezydenta. Holendrzy w marcu nie oddali władzy eurosceptykom. A teraz Francuzi opowiadają się za Unią – mówi Thun.

 

Tomasz Bielecki, Bruksela / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

Niemiecka prasa: Izolacja czy silna Francja w silnej UE? 

Francja przed wyborami: Le Pen chce „wytępić” islamistów


Te wybory mogą zadecydować o przyszłości Unii. Rozpoczął się wyścig do Pałacu Elizejskiego

Te wybory mogą zadecydować o przyszłości UE. We Francji rozpoczął się wyścig do Pałacu Elizejskiego. Czworo kandydatów ma szansę przejść do drugiej rundy.

Fot. źródło: dw.de

W pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji uczestniczy 11 kandydatów. Lokale wyborcze czynne są od ósmej rano. Na pierwsze, oficjalne wyniki musimy poczekać do ósmej wieczorem.

Wybory w stanie wyjątkowym

Ze względu na utrzymujące się wciąż zagrożenie terrorystyczne tegoroczne wybory po raz pierwszy przeprowadza się w warunkach stanu wyjątkowego. Nad ich przebiegiem czuwa ponad 50 tys. policjantów i 7 tys. żołnierzy. Ostatni atak terrorystyczny na Polach Elizejskich w czwartek 20 kwietnia, w którym zginął jeden policjant, a dwóch zostało rannych, dodatkowo zaostrzył i tak już napiętą sytuację.

Nad bezpiecznym przebiegiem wyborów czuwa cała armia policjantów i żołnierzy. Fot. źródło: dw.de

Wielkie partie przestały się liczyć

Po chaotycznej kampanii wyborczej obfitującej w liczne skandale i nieoczekiwane zwroty obserwatorzy polityczni zadają sobie pytanie, z jakimi niespodziankami możemy się jeszcze liczyć? Wielu wyborców wciąż nie wie, na kogo będzie głosować. Największe szanse na przejście do decydującej, drugiej tury wyborów 7 maja ma czworo kandydatów: prawicowa populistka Marine Le Pen, centrysta Emmanuel Macron, konserwatysta François Fillon i skrajnie lewicowy Jean-Luc Mélenchon. Wielkie partie francuskie – Republikanie i Socjaliści – wyraźnie straciły na znaczeniu i tym razem nie zdominowały debaty politycznej.

Wielu Francuzów wciąż nie wie, na kogo będzie głosować. Fot. źródło: dw.de

Świat z uwagą patrzy na Francję

Francuskie wybory przykuwają uwagę polityków na całym świecie. Ich wyniki mogą zmienić układ sił w UE. Marine Le Pen zapowiedziała, że w razie wygranej wyprowadzi Francję ze strefy euro i ogłosi referendum ws. członkostwa Francji w UE.

Mélenchon chce renegocjować traktaty europejskie i przeprowadzić konsultacje społeczne w tej sprawie. Chce również wyjścia Francji z NATO. Centrysta Emmanuel Macron i konserwatysta François Fillon opowiadają się za UE i pragną – jak mówią – gruntownie zreformować Francję.

Nie będzie zdecydowanego zwycięzcy

Przedwyborcze sondaże przewidują znikome różnice w liczbie głosów oddanych na poszczególnych kandydatów. Także na tych, którzy w tej chwili uchodzą za faworytów do drugiej tury. Macron idzie łeb w łeb z Le Pen, a Fillon i Mélenchon są za nimi z różnicą zaledwie kilku punktów procentowych. Wyjątkiem jest tylko kandydat Partii Socjalistycznej Benoit Hamon, który nie ma żadnych szans na odegranie jakiejkolwiek roli w wyborach. Lider Socjalistów, nielubiany prezydent François Hollande, zrezygnował z ponownego ubiegania się o urząd.

 

 

DW, dpa, afp / Andrzej Pawlak / Redakcja polska

 

POLECAMY:

Polskie społeczeństwo obawia się izolacji Polski

Postępująca dyskredytacja Tuska. „Kaczyński musi odzyskać poparcie”

 


Pawłowicz obraża Donalda Tuska: Porzucił funkcję premiera dla wysokopłatnej funkcji ciecia

Donald Tusk polskim prezydentem?! Porzucił funkcję premiera dla wysokopłatnej funkcji ciecia. Skompromitowany jako tchórz smoleński, kłamca, współczesny Nikodem Dyzma polskiej polityki, klepany po gębie przez wrogich Polsce unijnych chlebodawców – miałby pohańbić urząd polskiego prezydenta?  – pyta z oburzeniem posłanka PiS Krystyna Pawłowicz na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych.

Krystyna Pawłowicz

Porzucił funkcję premiera dla wysokopłatnej funkcji ciecia

Czy człowiek, który porzucił funkcję premiera Polski i polskie sprawy dla wysokopłatnej funkcji ciecia w zagranicznej instytucji, którą to funkcję „zdobył” robiąc z polskich interesów liczne zewnętrzne prezenty, przedłużył ją sobie wbrew stanowisku Polski i trwa tam jako przedstawiciel maltańsko-niemiecki, ma w ogóle jeszcze moralne i honorowe prawo ubiegania się, tym razem o najwyższy, najbardziej prestiżowy urząd w Polsce – urząd prezydenta RP? Do tego będąc wplątanym w zbrodnie zdrady stanu, zdrady swego państwa?

A skąd pewność, że gdyby ten urząd objął, znowu nie przehandlowałby Polski za jakieś większe srebrniki?

– zastanawia się posłanka znana z niewybrednych wypowiedzi, ciętego języka i pałaszowania z apetytem z plastikowego pojemnika plastikowymi sztućcami sałatki w czasie posiedzenia Sejmu.

Tchórz smoleński, kłamca

D. Tusk nigdy przy tym nie odwołał i nie przeprosił za swe życiowe kredo, iż „polskość to nienormalność”…

Czy Polacy powariowali, czy znikczemnieli dopuszczając w ogóle pomysł, iż ktoś tak wynarodowiony z polskości, skompromitowany jako tchórz smoleński, kłamca, jako „przywódca” polityczny porzucający swój kraj w trakcie pełnienia funkcji premiera, jako „Polak” działający na szkodę Polski, współczesny Nikodem Dyzma polskiej polityki, klepany po gębie przez wrogich Polsce unijnych chlebodawców – miałby pohańbić urząd polskiego prezydenta? – napisała Pawłowicz, która sama o sobie mówi „w rzeczywistości jestem bardzo ładna, bardzo miła dla miłych, życzliwa, łagodna i uśmiechnięta.” 

Donald Tusk? Co najwyżej haratanie w gałę, cygara, przebieżki z obstawą i samoopalacz. Na Malcie. I z zakazem zbliżania się do polskich granic. Bo w Polsce – to tylko Cela+. – grozi posłanka PiS.

 

 

 

(df) thefad.pl / Źródło: facebook.com/KrystynaPawlowicz