Anonimowy darczyńca rozdawał pieniądze. Teraz szuka go policja

Pieniądze leżały za wycieraczką samochodu lub w skrzynce pocztowej. Anonimowy darczyńca chciał uszczęśliwić mieszkańców Konstancji. Teraz szuka go policja.

Źródło: dw.de

Mieszkańcy Konstancji (Niemcy) znajdowali w czasie świąt wielkanocnych pieniądze za wycieraczką samochodu lub w skrzynce pocztowej. Zwykle banknoty o nominale 20 lub 50 euro. Kto był hojnym darczyńcą? – nie wiadomo.

Świadkowie poinformowali policję, a ta zebrała najpierw banknoty, by sprawdzić ich pochodzenie.

– Interesuje nas, kto i dlaczego podarował ludziom pieniądze – mówi rzecznik miejscowej policji. – Na razie nic jednak nie wskazuje na to, by pochodziły z rabunku – dodał. Obdarowani mieszkańcy mają zatem szansę, że banknoty do nich wrócą.

Impuls darczyńcy

– Sposób, w jaki nieznana osoba podarowała pieniądze w Konstancji jest niecodzienny i dziwny – stwierdza politolog i historyk Rupert Graf Strachwitz, przewodniczący zarządu Fundacji Maecenata, zajmującej się m.in. badaniami społeczeństwa obywatelskiego.

– Impuls darczyńcy tkwi w każdym człowieku. Często mówi się, że człowiek hołduje tylko własnym interesom, ale to nieprawda – wiemy o tym z historii, biologii i antropologii kulturowej – mówi Graf Strachwitz. Fenomen ten znany jest także w świecie zwierząt.

– Motywem darowania nie musi być koniecznie altruizm – zaznacza Graf Strachwitz. – Być może taka osoba chciałaby sama zostać obdarowana – dodaje. Jednak w przeciwieństwie do kupna czy wymiany, nie ma pewności, że do tego dojdzie. – Kiedy coś komuś podaruję, nie wiem, czy spotka mnie to samo, co dostanę, od kogo i kiedy? – wylicza.

Chęć darowania ma podłoże kulturowe. Nie zawsze muszą to być pieniądze lub prezenty, chodzi także o zaangażowanie obywatelskie, czyli darowanie swego czasu i dobrych pomysłów. – Spoglądając na to całościowo, nie jest to takie dziwne, że ktoś anonimowo wykorzystuje swoje predyspozycje – stwierdza historyk.

Z osobistym liścikiem

Darczyńca z Konstancji nie jest pierwszym, który anonimowo okazał swą hojność. Podobny przypadek miał miejsce w Kaiserslautern w Nadrenii-Palatynacie (Niemcy).

W marcu br. anonimowy mężczyzna wręczał przechodniom po 50 euro lub ukrywał pieniądze w żywopłotach i krzakach.

Również Buende (Nadrenia Północna-Westfalia) miało takiego darczyńcę.

Na początku 2016 roku pracownicy i klienci jednego z supermarketów znaleźli koperty zawierające po 50 euro. Do każdej dołączona była kartka z życzeniami i biblijnym cytatem. Gastronom, któremu wybito szybę w samochodzie, znalazł cztery takie koperty z osobistym liścikiem.

– Przy takich anonimowych prezentach brakuje podziękowania, pochwały i uznania dla darczyńcy – mówi Graf Strachwitz. Dodaje jednak, że szczególnie wśród młodych ludzi przybywa osób, których motywy wynikają z pobudek wewnętrznych. – Samorealizacja, spełnione życie, radość wewnętrzna – to też odgrywa ważną rolę i nie potrzebuje wsparcia z zewnątrz – ocenia Graf Strachwitz.

 

dpa/ Katarzyna Domagała / Redakcja polska

 

POLECAMY:

Polskie społeczeństwo obawia się izolacji Polski

Postępująca dyskredytacja Tuska. „Kaczyński musi odzyskać poparcie”


Czy wybór nowego prezydenta we Francji zmieni Unię i jaki może mieć to wpływ dla Polski

Melenchon, Macron, Fillon i Le Pen. Kto wygra? Jedenastu kandydatów walczy, by zostać kolejnym prezydentem Francji, ale realne szanse ma tylko czwórka – Marine Le Pen, Emmanuel Macron, Francois Fillon i Jean-Luc Melenchon. Każdy z kandydatów ma inną wizję Francji, bo polityczny przekrój poglądów kandydatów mieści się między skrajną prawicą a skrajną lewicą.

Dyskusja telewizyjna z udziałem wszystkich kandydatów na prezydenta Francji. Fot. Źródło: dw.de

Emmanuel Macron wzywa do głębszej integracji europejskiej, na co rzadko zdobywają się politycy głównego nurtu w Europie. Ale myśli o Unii mocno podzielonej na dwie „prędkości”. Krytykuje Polskę oraz Węgry.

Centrysta Emmanuel Macron prowadzi w ostatnim sondażu przed niedzielną pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji (ma 24,5 proc. poparcia), ale jego niewielka przewaga nad Marine Le Pen (23 proc.) oraz François Fillonem i Jean-Lukiem Mélenchonem (po 19 proc.) utrudnia prognozy, kto ostatecznie wejdzie do drugiej tury. Największa europejska międzynarodówka Europejska Partia Ludowa, która zrzesza m.in. niemieckie partie CDU i CSU, polską PO i francuskich Republikanów, oficjalnie popiera Fillona. Jednak to Macron cieszy się obecnie największą sympatią w Brukseli, bo nie tylko broni Unii (jak Fillon), ale też – co jest teraz rzadkie – uparcie wzywa do pogłębienia unijnej integracji.

Entuzjazm Macrona dla UE

Ta unijna „kontrofensywa” Macrona to pewna nowość. W ostatnich latach wielu polityków głównego nurtu w Europie broniło Unii głównie poprzez straszenie czarnymi scenariuszami „co stałoby się bez UE” (np. przeciwnicy Brexitu w Wlk. Brytanii ), albo starało się omijać unijną tematykę w kampaniach wyborczych (np. podczas marcowych wyborów parlamentarnych w Holandii). Natomiast Emmanuel Macron sam dążył do eksponowania spraw Unii na swoich wiecach. A jego zwolennicy często skandowali „Europa! Europa!”. – To swoisty eksperyment. Macron pokaże politykom w innych krajach, czy w naszych czasach można wygrywać wybory, wymachując unijną flagą i nawołując do pogłębienia integracji – mówi jeden z zachodnich dyplomatów w Brukseli.

Entuzjazm Macrona dla UE nie oznacza braku krytycyzmu. „Przyglądamy się, jak Węgry i Polska nie przejmują się wartościami europejskimi. I nic z tym nie robimy. Wzajemna niezdolność, by zaproponować naszym obywatelom coś ambitnego w kwestii UE, wypala europejskie marzenie” – narzekał w marcowym wywiadzie dla „Der Spiegel”.

Polska poza unijną awangardą

W Unii w ostatnich miesiącach odżyły dyskusje o różnicowaniu tempa integracji dla różnych grup w ramach w UE (czyli o różnych „prędkościach”). Ale nawet na tym tle Macron przedstawia się jako wyjątkowo zagorzały zwolennik mocnego podziału na unijną „awangardę” (skupioną wokół euro) oraz resztę Unii spoza eurolandu. To scenariusz, którego boi się m.in. Polska z obawy przez polityczną marginalizacją „drugiej prędkości”.

Macron chce odrębnego budżetu strefy euro finansowanego m.in. przez wspólną emisję euroobligacji (euroobligacje to jednak czerwona linia dla kanclerz Angeli Merkel). Uboższe kraje UE boją się takich pomysłów z obawy, że eurobudżet uszczupliłby wspólną kasę całej UE – jej głównym beneficjentem jest teraz Polska. Ponadto Emmanuel Macron proponuje integracyjne przyspieszenie m.in. w kwestach polityki obronnej oraz polityki klimatycznej.

Fillona pomysł na Unię

François Fillon stanowczo broni Unii, ale jednocześnie jest rzecznikiem wzmacniania władz krajów członkowskich (kosztem unijnych instytucji) w podejmowaniu wspólnych decyzji w UE. Pod tym względem można odnaleźć zbieżności Fillona z postulatami Polski czy Węgier, choć Francuz myśli głównie o strefie euro i powołaniu jej „politycznego dyrektoriatu”, czyli osłabieniu brukselskich technokratów w określaniu jej priorytetów. Fillon obiecywał w kampanii wyborczej radykalną reformę unijnych przepisów o „pracownikach delegowanych” (ich modyfikacja jest już teraz negocjowana w Brukseli), co na pewno uderzyłoby w wielu Polaków na francuskim rynku pracy. Chodzi o pracowników, którzy są oddelegowani do pracy zagranicą, ale składki społeczne (np. na ZUS) płacą w swym kraju macierzystym.

Stosunki z Rosją

Pomysły skrajnie prawicowej Le Pen i skrajnie lewicowego Mélenchona prowadziłyby – gdyby im udało się wprowadzić je w życie – do ryzyka szybkiej erozji Unii Europejskiej, czyli utraty zachodniej kotwicy przez kraje Europy środkowej. Mélenchon grozi rychłym zawieszeniem wpłat francuskich składek do budżetu UE. Le Pen chce wyprowadzić Francję ze struktur wojskowych NATO, a z kolei Mélenchon jest za zupełnym wyjściem z Sojuszu. Nadzwyczaj ugodowe zapatrywania Le Pen i Mélenchona na relacje Francji z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem uderzyłyby w solidarność UE w tej kwestii. Tylko Macron zapowiada mniej więcej kontynuację obecnej linii. Fillon jest zwolennikiem szybkiej odwilży z Rosją. Ale raczej bez rewolucji. Podkreśla, że debaty o znoszeniu sankcji UE wobec Rosji muszą uwzględniać porozumienia mińskie z 2015 r. (o rozejmie w Donbasie). Kijów podkreśla, że Rosja sabotuje wypełnianie tych porozumień.

 

Tomasz Bielecki, Bruksela / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

⇒ Wybory prezydenckie we Francji: „Przygotujmy się na niespodzianki”

Postępująca dyskredytacja Tuska. „Kaczyński musi odzyskać poparcie”

 


Roger Waters po niemal 25 latach powraca z nowym albumem: „Is This The Life We Really Want?”

Były lider Pink Floyd, Roger Waters, zapowiedział nowy, pierwszy rockowy album od ponad dwóch dekad!

Jeśli nie liczyć operowego „Ca Ira” z 2005 roku, to nowa płyta będzie pierwszym rockowym projektem Rogera Watersa od wydanego w 1992 roku „Amused To Death”.

Waters oficjalnie zaprezentował okładkę płyty, pełną tracklistę materiału, obsadę i muzyków, którzy pomogli stworzyć nowy album, wskazał datę wydanie i podzielił się z fanami nową kompozycją.

„Is This The Life We Really Want?” bo o tej nowej płycie mowa ma się ukazać 2 czerwca. Jej zapowiedzią jest ujawniony właśnie utwór „Smell The Roses”.

Fani już zacierają ręce, bo choć Roger Waters we wrześniu skończy 74 lata, to po pierwszym zaprezentowanym utworze czuć, że nie stracił on swojego brzmienia znanego z takich albumów Pink Floyd jak „The Wall” czy „The Dark Side Of The Moon”.

 

(df) thefad.pl

 


Witold Pyrkosz nie żyje

Witold Pyrkosz, znany aktor teatralny i filmowy, nie żyje. Tę smutną wiadomość przekazał w sobotę oficjalny fanpage serialu „M jak miłość”.

„Odszedł cudowny Człowiek, nasz wspaniały Mistrz i wielki Przyjaciel. A wraz z nim odeszła cząstka każdego z nas… Pozostaje ogromna pustka, nieopisany smutek i żal. Dziękujemy Ci Witku za każdą piękną chwilę. Będziemy bardzo tęsknić i nigdy nie zapomnimy.”

 

Witold Pyrkosz miał 90 lat. Karierę aktorską zaczynał w latach 50. Nazywany był „królem polskich seriali” – to pamiętny Pyzdra z „Janosika”, Wichura z „Czterech pancernych i psa”, Balcerek z „Alternatyw 4”, senior rodu Mostowiaków w „M jak miłość” i Duńczyk z filmów „Vabank” i „Vabank 2”.

Witold Pyrkosz urodził się 24 grudnia 1926 r. w Krasnymstawie, choć w jego dokumentach jako data urodzenia figuruje 1 stycznia 1927 r. W swoich wspomnieniach „Podwójnie urodzony”, opublikowanych w roku 2009, aktor opowiedział m.in. o swej babce Bronisławie, która nie mogąc pogodzić się z faktem, że jej wnuk przyszedł na świat w Krasnymstawie, a nie we Lwowie, dokonała zmiany w akcie urodzenia. W rezultacie aktor we wszystkich dokumentach ma wpisany Lwów i datę 1 stycznia 1927 r.

– Urodziłem się 24 grudnia 1926 roku w Krasnymstawie, tutaj mieszkał i pracował mój ojciec. – wspominał Witold Pyrkosz – Gdy byłem jeszcze niemowlęciem, matka wyjechała ze mną do Lwowa, do swojej matki, czyli mojej babki Bronisławy Kałahurskiej, która spytała:

„Gdzie się urodził mój wnuk?”

Mama odpowiedziała: „W Krasnymstawie”.

„Co to za wieś?! Gdzie ta wieś?!” – krzyknęła babka i oznajmiła: „Wykluczone, mój wnuk nie mógł się urodzić w jakimś Krasnymstawie, on się musiał urodzić we Lwowie”.

I tak zmieniono mi miejsce urodzenia. Ale została jeszcze ta niefortunna (…) data. Babka (…) stwierdziła: „Niedobrze, przez te kilka dni do wojska pójdzie wcześniej. Nie, lepiej, żeby urodził się we Lwowie 1 stycznia 1927 roku”. I tak mam zapisane w papierach

Na szklanym ekranie Witold Pyrkosz zadebiutował u Jerzego Kawalerowicza, w filmie „Cień” (1956) gdzie wcielił się w Malutkiego, dowódcę oddziału Narodowych Sił Zbrojnych.

Następnie zagrał m.in. muzyka Kardasa w trzeciej części „Eroiki” (1957) Andrzeja Munka i Błażeja w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” (1965) Wojciecha J. Hasa.

Witold Pyrkosz zagrał niemal we wszystkich wielkich polskich w serialach.W 1966 r. jako kapral Wichura znalazł się w serialu „Czterej pancerni i pies” Konrada Nałęckiego i Andrzeja Czekalskiego, a rok później zagrał w komedii Sylwestra Chęcińskiego pt. „Sami swoi” (1967).

Następnie pojawiał się w „Stawce większej niż życie”, „Kopernik”, „Daleko od szosy”, „Dom”, „Kariera Nikodema Dyzmy”.

Wielką popularność zdobył grając zbójnika Jędrusia Pyzdrę w serialu „Janosik” (1974) Jerzego Passendorfera, w którym w tytułową rolę wcielił się Marek Perepeczko.

– Istnieje miasto Pyzdry, którego mieszkańcy obdarowali mnie tytułem honorowego obywatela i wręczyli mi drewniany klucz do bram – wspominał aktor w jednym z wywiadów.

 

(df) thefad.pl

 

 


Roman Giertych: Bajka o Pigmejach i lwie

Roman Giertych

Roman Giertych

W każdej bajce jest mądrość jakaś. Każdy pewnie już ją zrozumiał. Mieszkańcom dżungli morał ten wyjaśnię jednak w skrócie: jesteś Pigmejem, to nie budź lwa.

 

Dawno, dawno temu w dzikich ostępach dżungli kongijskiej rządziło plemię Pigmejów. Polowali na króliki, jedli dziki miód, a ich wódz odziewał się w skórę tajemniczego okapi.

Trwałaby zabawa w najlepsze, gdyby nie to, że ich wodza bolało, że ciągle wszyscy mówili, że królem dżungli nie jest ON, tylko lew. Strasznie go to wkurzało. Więc zaczął opowiadać, że lwa trzeba znaleźć i ubić. Bo lew to ludojad pijący ludzką krew i dom swój zdobiący czaszkami.

Plemię radziło, radziło i radziło, aż wreszcie postanowiło wykląć lwa spośród stworzeń dżungli i ogłosić na niego polowanie.

Przygotowali łuki, pułapki i oszczepy i ruszyli w dżunglę.

Polowali, polowali i polowali. Aż wreszcie wódz znalazł lwa leżącego pod wielkim drzewem i śpiącego. Podniósł do góry włócznię, rozpędził się, zamierzył z całej siły i … uderzył. Włócznia złamała się jak zapałka na skórze zwierzęcia, a obudzony i wkurzony lew wodza pożarł.

W każdej bajce jest mądrość jakaś. Każdy pewnie już ją zrozumiał. Mieszkańcom dżungli morał ten wyjaśnię jednak w skrócie: jesteś Pigmejem, to nie budź lwa.

Roman Giertych

 

 


Roman Giertych: Afera Macierewicza

Afera Macierewicza

 

No i doczekaliśmy się ujawnienia afer. Wiele lat PiS wskazywał na groźbę istnienia afer, w których lobbyści obcych, zagranicznych podmiotów mogą wpływać na decyzję polskich władz w celu zwielokrotnienia swoich zysków. I jak zwykle diagnoza była słuszna. Taka groźba zawsze istniała. Teraz jednak przerodziła się w rzeczywistość. Podsumujmy fakty.

B. członek PZPR pan Wacław Berczyński od zawsze lubił podróżować. W okresie komunizmu latał na wakacje do Libanu, Afganistanu, Włoch, Grecji i Turcji. Należał do egzekutywy partyjnej, czyli szczebla kierowniczego partii komunistycznej. Następnie tuż przed stanem wojennym w roku 1981 wyjeżdża z kraju i osiedla się w USA. Tam zostaje zatrudniony w firmie Boeing.

Po katastrofie smoleńskiej Macierewicz robi go szefem Zespołu Ekspertów do badania katastrofy. Razem z Macierewiczem Berczyński snuje różnorakie brednie na temat katastrofy. Rozpowiada o sztucznej mgle, elektromagnesach, rozpylaniu helu, dobijaniu rannych, trotylu, aby wreszcie w tym miesiącu ogłosić jako przyczynę katastrofy wybuch bomby termobarycznej. Na pytania o przyczynę braku nagrania wybuchu odpowiada, że był on szybszy niż dźwięk. Na pytanie o to dlaczego przed rzekomym wybuchem słychać uderzenie w drzewo i krzyki pasażerów nie odpowiada. Następnie ogłasza publicznie, że doprowadził do anulowania przetargu na caracale, czyli do zerwania relacji z koncernem airbus i znaczącego pogorszenia relacji z Francją.

Ponieważ firma w której pracował to boeing czyli światowy konkurent airbusa wybucha skandal.

MON zaprzecza udziałowi Berczyńskiego w przetargu na śmigłowce.

Ze względu na reputację Berczyńskiego jako człowieka kompletnie niewiarygodnego wydaje się, że sprawa jest wyjaśniona. Po kilku dniach okazuje się jednak, że informacja ta była prawdziwa i że szef podkomisji smoleńskiej na polecenie Macierewicza otrzymał dostęp do dokumentów przetargowych i że rzeczywiście były pracownik boeinga i były aparatczyk komunistycznej partii doprowadził do anulowania kontraktu z airbusem na zakup niezbędnie potrzebnych Polsce helikopterów bojowych, których pierwsza dostawa miała przyjść w tym roku.

Następnie w związku z wybuchem afery i złożeniem wniosków do prokuratury p. Berczyński podpisuje w Warszawie rezygnację z funkcji szefa podkomisji smoleńskiej i ucieka z Polski.

W związku z całą aferą należy postawić pytania prawne:
– czy pan Berczyński w chwili uzyskania dokumentacji przetargowej posiadał przyznany przez polskie ( z naciskiem na polskie) służby dostęp do informacji tajnych i ściśle tajnych?
– jaką klauzulę miały dokumenty przekazane p. Berczyńskiemu?

Jeżeli okaże się, że dokumenty były klauzulowane (jako b. szef komisji ds. służb specjalnych jestem prawie pewien, że tak) i że p. Berczyński nie posiadał nadanego dostępu do klauzulowanych dokumentów (wątpię, czy zdążono mu ją nadać, bo procedury trwają długo) to osoby, które przekazały mu dokumenty i te które to przekazanie poleciły popełniły przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej.

Nadto, jeżeli p. Berczyński otrzymuje lub otrzymywał jakiekolwiek wynagrodzenie od grupy boeing to mamy do czynienia z podejrzeniem sytuacji korupcyjnej. Tym bardziej, że MON wbrew przepisom ustawy i bez przetargu podpisał umowę na zakup boeingów dla VIP za kwotę 3 mld złotych. Pieniądze te pochodziły z oszczędności wynikających z braku zakupu helikopterów airbusa.

Jeżeli nie jest to jedna, wielka afera to co nią jest?

Teraz Prokuratura zamiast głupotami może zająć się poważnymi przestępstwami. (Tylko błagam, żeby szybciej przesłuchiwać Macierewicza i ludzi związanych z przetargiem nie protokołujcie ręcznie i kupcie sobie jakiś komputer, a jak mnie poprosicie to wam dam stary z kancelarii.)

Brawo PiS! Wreszcie ujawniła się jakąś poważna afera!

 

Roman Giertych


Atak na piłkarzy Borussii to nie zamach terrorystyczny. Sprawca chciał zarobić na spadku cen akcji na giełdzie

Zdaniem prokuratury nie był to zamach terrorystyczny. Wszystko wskazuje na to, że sprawca chciał wzbogacić się na krachu akcji Borussii na giełdzie. Podejrzany trafił do aresztu.

Fot. Źródło: dw.de

Zamach bombowy na autobus Borussii Dortmund (11.04.2017) raczej nie miał związku z terroryzmem islamskim. Prokuratura federalna w Karlsruhe poinformowała, że domniemany sprawca chciał doprowadzić do gwałtownego spadku cen akcji Borussii na giełdzie i w ten sposób zarobić duże pieniądze. Podejrzany to 28-letni Siergiej W., mający obywatelstwo niemieckie i rosyjskie. Mężczyzna został zatrzymany w piątek nad ranem (21.04.2017) w okolicach Tybingi na południu Niemiec. W akcji brała udział elitarna jednostka antyterrorystyczna GSG 9. – Na ślad mężczyzny naprowadziły nas podejrzane transakcje finansowe – powiedziała rzeczniczka prokuratury Frauke Köhler. Z jej relacji wynika, że mężczyzna nabył dużą liczbę tak zwanych derywatów, które przyniosłyby mu znaczny zysk w przypadku poważnego spadku cen akcji Borussii. Köhler dodała, że mężczyzna zaciągnął kredyt na kilkadziesiąt tysięcy euro, aby sfinansować zakup derywatów.

Prokuratura: mamy mocne dowody

Z ustaleń śledczych wynika ponadto, że w dniu zamachu mężczyzna przebywał w tym samym hotelu, w którym piłkarze Dortmundu przygotowywali się do meczu w Lidze Mistrzów. 28-latek miał pokój z widokiem na miejsce, w którym doszło do eksplozji. Transakcja zakupu derywatów została zaś przeprowadzona za pośrednictwem hotelowej sieci internetowej. – Mamy wiele dowodów wskazujących na winę podejrzanego – oceniła rzeczniczka prokuratury. Początkowo śledczy zakładali, że atak na piłkarzy Borussii był zamachem terrorystycznym. Na miejscu zdarzenia znaleziono bowiem trzy listy, których treść wskazywała na islamistyczny charakter ataku. Prawdopodobnie zostały one podłożone, aby zmylić policję i prokuraturę.

Szef MSW: zatrzymanie to duży sukces

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere ocenił, że zatrzymanie podejrzanego jest dużym sukcesem, a zebrane dowody są konkretne. Szef MSW dodał, że to „obrzydliwe”, iż ktoś gotów był zabić, aby zarobić na spadku cen akcji. Zdaniem prokuratury Siergiej W. działał w pojedynkę. Na razie nie wiadomo skąd wziął materiały wybuchowe wykorzystane do zamachu. Prokuratura zarzuciła mu próbę zabójstwa, uszkodzenia ciała i przeprowadzenie zamachu z użyciem ładunków wybuchowych.

Do ataku na zawodników Borussii doszło 11 kwietnia w Dortmundzie. Obok klubowego autobusu, którym piłkarze jechali na mecz z AS Monaco, eksplodowały trzy ładunki wybuchowe. Jeden z piłkarzy, obrońca Marc Bartra, został ciężko ranny i musiał być operowany. Zdaniem ekspertów, gdyby bomby eksplodowały nieco wcześniej, atak mógłby skończyć się tragedią. Ładunki wybuchowe miały dużą siłę rażenia, ponadto wypełnione były metalowymi elementami.

Z Berlina Wojciech Szymański / Redakcja polska 

POLECAMY:

Waszczykowski: Musimy bronić naszych interesów

Postępująca dyskredytacja Tuska. „Kaczyński musi odzyskać poparcie”


Ambasador Polski w Niemczech: Winę za pogorszenie stosunków polsko-niemieckich ponoszą Niemcy

– Polska zasłużyła sobie na coś lepszego niż traktowanie jej jak pionka – stwierdził Ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski na łamach „Neue Osnabrücker Zeitung”. Podkreślił przy tym, że wina za pogorszenie się stosunków polsko-niemieckie leży po stronie niemieckiej.

Ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski. Fot. Źródło: dw.de

Ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski ubolewa nad pogorszeniem się stosunków między rządami w Warszawie i Berlinie, ale według niego odpowiedzialne za to są Niemcy. Polska zasłużyła sobie na coś lepszego niż „traktowanie jej jak pionka” – powiedział dziennikowi „Neue Osnabrücker Zeitung” (20.04.2017).

Dominacja Niemiec w Unii Europejskiej

Polski dyplomata skrytykował Niemcy zarzucając im dominację w Unii Europejskiej. – Wiem, że Niemcy się bronią, jeżeli się wskazuje na tę dominację – zaznaczył Przyłębski. – Ale byłoby lepiej, gdyby decyzje UE, tak jak w przypadku reelekcji przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, nie były zapowiadane w Berlinie – dodał.

Dominację w UE zarzucił już Niemcom wcześniej minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski (PiS). Jak stwierdził po wyborze Tuska, objął on swoją funkcję „w ramach niemieckiej strefy wpływów” i jest „elementem niemieckiej dominacji w Unii Europejskiej”.

W marcu br. na szczycie w Brukseli Donald Tusk został wybrany na drugą kadencję przewodniczącym Rady Europejskiej, czemu Polska się sprzeciwiała.

 

afp / Elżbieta Stasik / Redakcja polska 

POLECAMY:

Waszczykowski: Musimy bronić naszych interesów

Postępująca dyskredytacja Tuska. „Kaczyński musi odzyskać poparcie”

 


Giertych: Długie przesłuchiwanie Tuska ma podkreślić, jakie to są ważne materiały, skoro 8 godz. przesłuchiwano

Po godz. 20-stej zakończyło się przesłuchanie Donalda Tuska w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gdzie przebywał od godz. 12.00, zeznając jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

Donald Tusk zeznawał jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Fot. Źródło TVN24

Donal Tusk 8 godzin w prokuraturze

Pełnomocnik Donalda Tuska mecenas Roman Giertych w „Kropce nad i” po przesłuchaniu przewodniczącego Rady Europejskiej powiedział:

– Nie pomagał fakt, iż przesłuchanie było protokołowane ręcznie. To z pewnością przyczyniło się do wydłużenia – mówił Giertych o czasie przesłuchania Donalda Tuska.

– Jeżeli mam powiedzieć jako obywatel, nie jako pełnomocnik Donalda Tuska, to w moim przekonaniu sprawa dlatego jest traktowana politycznie, że Donald Tusk jest traktowany przez obecną władzę jako poważne polityczne zagrożenie. Z tego powodu, ta sprawa ma charakter polityczny – powiedział Roman Giertych.

– Jest też polityczne wykorzystywanie chociażby faktu długiego przesłuchiwania, aby podkreślić, jakie to są ważne i ciężkie materiały, skoro osiem godzin przesłuchiwano – dodał.

W przekonaniu Romana Giertycha można było to przesłuchanie znacznie szybciej przeprowadzić. – Sprawa w gruncie rzeczy nie ma charakteru poważnego – ocenił mecenas.

 

(df) thefad.pl / Źródło TVN24


Sprawę znęcania się byłego radnego PiS nad żoną bada Prokuratura Krajowa

– Sprawa bydgoskiego radnego, który miał znęcać się nad swoją żoną, jest w zainteresowaniu Prokuratury Krajowej od kilku tygodni – powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Fot. pixabay

Jak przypomniała, żona polityka złożyła zawiadomienie (dot. znęcania się nad nią przez męża – PAP) już w lutym br. Dodała, że tego typu sprawy, ze względu m.in. na swój charakter są monitorowane przez PK.

– To zainteresowanie zostało sformalizowane poprzez objęcie sprawy zewnętrznym nadzorem służbowym” – powiedziała prokurator Bialik.

O sprawie bydgoskiego radnego, do niedawna należącego do Prawa i Sprawiedliwości, media informują od kilku dni. Żona polityka upubliczniła w sieci nagranie, z którego wynika, że mąż znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. O przemocy, której miała doświadczyć z jego strony, opowiedziała też kilkanaście dni temu w TVP2.

W tej sprawie dochodzenie prowadzi warszawska policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Zawiadomienie, złożone w lutym przez pełnomocnika żony radnego dotyczyło podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na znęcaniu się psychicznym i fizycznym nad nią przez męża. Dodatkowo, po najściu – już w Warszawie – kobieta złożyła na policji zawiadomienie o naruszeniu miru domowego.

– Dochodzenie trwa, zostało przedłużone do 30 maja br. Wystąpiliśmy też w drodze pomocy prawnej o przesłuchanie świadków w Bydgoszczy, gdzie miało dochodzić do przemocy. Czekamy obecnie na protokoły z tych przesłuchań – powiedział PAP rzecznik prasowy praskiej prokuratury Łukasz Łapczyński. Doprecyzował, że chodzi o zdarzenia, które miały miejsce od 2006 roku do lutego 2017 r.

Wstrząsające nagranie przemocy domowej

– Udostępniam to drastyczne nagranie, by zainspirować ludzi do pomocy osobom, które znalazły się w zamkniętym kręgu przemocy domowej, z którego nie sposób się wyrwać bez pomocy otoczenia – napisała pani Karolina Piasecka, żona byłego radnego PiS Rafała Piaseckiego.

– Kłamał w mediach, że to ja jestem winna rozpadu małżeństwa. Kłamał, że się nade mną nie znęcał. Dlatego zdecydowałam się przerwać milczenie i opublikować w Internecie nagrania, które pokazują prawdziwe oblicze Rafała Piaseckiego – mówi Karolina Piasecka w rozmowie z „Expressem Bydgoskim”.

– Nigdy żony nie uderzyłem, najwyżej zatykałem jej ręką buzię, kiedy głośno krzyczała – zapewniał wcześniej Piasecki.

Tego, co działo się pomiędzy Rafałem i Karoliną Piaseckimi trudno wysłuchać w spokoju. Jeśli jednak ktoś miał wątpliwości co do sytuacji w domu państwa Piaseckich, przesłuchanie kilku minut tego nagrania nie pozostawia złudzeń.

Nagranie zaczyna się od 3 min 10 sek, a kończy się na 38 min 35 sek

Udostępniam to drastyczne nagranie, by zainspirować ludzi do pomocy osobom, które znalazły się w zamkniętym kręgu przemocy domowej, z którego nie sposób się wyrwać bez pomocy otoczenia.

Na dzień dzisiejszy udostępniam tylko jedno nagranie z kilkunastu jakie posiadam. – napisała Karolina Piasecka

 

(df) thefad.pl / Źródło: kurier PAP