Apel Giertycha do dziennikarzy: Boicie się Kaczyńskiego? Nie lękajcie się. Ktoś kto jest podszyty strachem nie powinien być dziennikarzem

„Newsweek” opublikował wczoraj informacje jakoby prezes PiS Jarosław Kaczyński interweniował w sprawie śledztwa przeciw Marcinowi Dubienieckiemu. Tym samym tygodnik odsłania kulisy śledztwa przeciw byłemu zięciowi prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Marta Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Marcin Dubieniecki podczas kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. Lipiec 2010 roku. Fot. Adam Chełstowski. źródło: Forum / Newsweek

Przypomnijmy, na Dubienieckim ciąży zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która miała wyłudzić ponad 14 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Były zięć prezydenta spędził za kratami już 14 miesięcy.

Jak informuje „Newsweek”, po zdobyciu przez PiS władzy w Polsce w śledztwie przeciw Dubienieckiemu następują zmiany. Prokurator Krajowy powołuje nowy zespół śledczych w Prokuraturze Regionalnej w Krakowie do prowadzenia sprawy Dubienieckiego. Na czele zespołu staje prokurator, który wyznacza 3 mln zł kaucji, obejmuje podejrzanego dozorem policji i zakazem opuszczania kraju, po czym wbrew opinii sądu, który uznał, że Dubieniecki może niszczyć dokumenty i nakłaniać świadków do składania fałszywych zeznań, wypuszcza go na wolność.

Ponadto – jak czytamy w”Newsweek”, w sprawie zaczyna interweniować prezes PiS Jarosław Kaczyński, który w piśmie do Zbigniewa Ziobry, załączył pytania obrońcy podejrzanego Łukasza Rumszek. Tym samy Kaczyński, dopytuje:
– dlaczego Dubienieckiego zatrzymano w czasie kampanii parlamentarnej?
– w jakim celu „wytwarzano dokumenty” mogące obciążać jego najbliższych (chodzi o graf CBA, na którym, między podejrzanymi, widnieje Marta Kaczyńska, miała ona dostać 50 tys. zł z cypryjskiej firmy Dubienieckiego)?
– dlaczego były zięć prezydenta ma zakaz opuszczania kraju?

Rzecznik Prokuratury Regionalnej Włodzimierz Krzywicki twierdzi, że to wszystko nieprawda, a w sprawie nie było też żadnych nacisków.

Do bulwersującej sprawy odniósł się również Roman Giertych, który na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych zaapelował do dziennikarzy:

 

Krótki list do dziennikarzy

Wczoraj „Newsweek” opublikował absolutnie wstrząsającą informację, że Jarosław Kaczyński – faktyczny władca Polski – interweniował w obronie męża swojej bratanicy i w obronie jej samej w sprawie, gdzie pokrzywdzonymi są tysiące inwalidów, a zięć prezydenta Kaczyńskiego jest podejrzewany o oszustwo na ich szkodę.

Byłem przekonany, że o ile informacja jest prawdziwa to będzie newsem miesiąca, albo roku. A jeżeli jest nieprawdziwa to doprowadzi do dymisji naczelnego tygodnika. Tymczasem co się okazało? Wszyscy nabrali wody w usta.

Dlaczego drodzy dziennikarze o tym nie piszecie? Bo się Jarosława Kaczyńskiego boicie. Może dla ułatwienia wyobraźcie sobie, że żona syna Donalda Tuska siedzi w areszcie za oszukiwanie tysięcy emerytów, a ten syn czerpie z tego korzyści i nagle wychodzi na jaw, że Donald Tusk – jako poseł oczywiście – napisał interwencję poselską po której ona wychodzi z aresztu.

Wyobraźcie sobie co byście napisali i podmieńcie tylko nazwiska.

A przede wszystkim nie lękajcie się, bo jak ktoś jest podszyty strachem, to nie powinien być dziennikarzem.

 

Roman Giertych

 

 

(df) thefad.pl / Źródło: Newsweek, Roman Giertych


Panie Owsiak „To, że WOŚP służy do pompowania gigantycznej kasy w prywatną kieszeń, to jasna sprawa”

„Z kim Pan kręcił WOŚP i Woodstock to jasna jak słońce sprawa. To, że WOŚP służy do pompowania gigantycznej kasy w prywatną kieszeń, to też jasna sprawa. Nikt nie żałuje Panu wygodnego życia z działalności WOŚP, tyle, że wygodne życie za połowę zebranej kasy, to troszkę za wiele” – takiej treści wpis podpisany przez: Max Janusz Marek, przytoczył Jurek Owsiak na jednym z portali społecznościowych.

Jurek Owsiak. Fot. Facebook. strona oficjalna Jerzego Owsiaka

– Drogi Panie Max – odpowiedział ze spokojem Owsiak – Jeśli ma Pan poparcie w postaci dowodów na to, co Pan pisze, to bardzo proszę niezwłocznie wykręcić numer 997 i złożyć doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Bo, drogi Panie Max, połowa tych pieniędzy, to nie w kij dmuchał, a mniej więcej 360 milionów zeta. Panie Max, a do tego jeszcze finansowanie Woodstocku. I gdyby Pan się wczytał w inne komentarze, to jeszcze by Pan porzucił z tuzin oskarżeń. Jak nic. – dodał.

Dalej już tylko przytacza smutny obraz nas Polaków:

„Kilka dni temu młody chłopak napisał, że skoro jadę na wakacje, to zapewne za pieniądze z WOŚP. Ponawiam dla niego zaproszenie do Fundacji – przyjdź, a najlepiej przyjedź z rodzicami, zobacz jak pracujemy, zobacz co robimy. (…)

Co w nas siedzi, żeby po 25 latach namacalnych efektów tego, co robi Fundacja, napisać taki komentarz jak pan Max? – zastanawia się Jerzy Owsak – Czy w takim razie, drodzy Rodacy, wierzycie w to, co opowiadają o nas w Niemczech, Anglii czy Ameryce, mając nas generalnie za złodziei samochodów, czy okrutnych gamoni? Sam posiadam kubek kupiony w Los Angeles, który ucho ma zainstalowane… w środku. Z wyraźnym zaznaczeniem – dla polskich gamoni. (…)

Niedługo zasiadać będziemy do zakupu kolejnych urządzeń medycznych. Nasze ogólnonarodowe programy finansujemy i prowadzimy bez żadnych perturbacji, mamy już plany związane z tegoroczną zbiórką i ze zbiórką za rok. Chcecie z nami grać – ukłony niskie. Nie chcecie – bez żalu, ale błagam, nie przeszkadzajcie. (…)

Panie Max! Jak to w znanej piosence mojej ulubionej kapeli – „Zadzwońcie po policję!”. Wiem, że kiedyś było po milicję, ale jeśli Pan coś wie…”

 

(df) thefad.pl / Źródło: Jerzy Owsiak


Polska zaproszona na szczyt G20. Eksperci: to nie dlatego, że jesteśmy bogaci

Zaproszenie Polski na marcowy szczyt grupy G20 związane jest raczej z relacjami polsko-niemieckimi, a nie ewentualnym awansem Polski do grona najbogatszych krajów świata – oceniają rozmówcy PAP. Według nich Niemcy szukają sojuszników dla swojej polityki.

Fot. g20.org

Wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki został zaproszony na marcowy szczyt G20 do Baden Baden. Zaproszenie wystosował w środę podczas spotkania ministrów finansów państw Trójkąta Weimarskiego w Paryżu szef resortu finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble.

Bogusław Fiedor z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu zauważył, że Polska nie jest członkiem G20, ani nie aspirowała do tego, żeby do niej przystąpić. „Nie widzę związku tego zaproszenia z jakimiś istotnymi tematami, które na G20 zwykle są poruszane. Dlatego uważam, że sprawa nie dotyczy udziału Polski w G20, ale relacji polsko-niemieckich” – powiedział prof. Fiedor.

Zwrócił uwagę na duży – prawie 30-proc. – udział Niemiec w polskim handlu zagranicznym, ale także istotną rolę Polski w wymianie zagranicznej Niemiec. „Poglądy ekonomiczne Wolfganga Schaeuble są bardzo odległe od poglądów ekonomicznych Morawieckiego (…). Dlatego myślę, że zaproszenie to wyraz chęci bliższego poznania premiera, uzyskania z pierwszej ręki informacji na temat Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, miejsca w niej dla kapitału zagranicznego, w tym dla inwestycji zachodnich, czy nie będzie jakiś nieformalnych ograniczeń” – uważa profesor.

Zastrzegł, że nie traktuje zaproszenia jako kroku do wprowadzania Polski do G20; nie spełniamy warunków przystąpienia i prawdopodobnie w najbliższej przyszłości to nie nastąpi. „Na pewno należy to traktować jako nobilitację. Jednak trzeba widzieć to, że gospodarka Polska jest ważna dla UE, a zwłaszcza dla relacji między Polską i Niemcami, a zaproszenie to jest tego potwierdzeniem” – dodał.

Fot. wikipedia

Prof. Leokadia Oręziak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie uważa, że zaproszenie na szczyt nie jest niczym nadzwyczajnym, raczej gestem, który wcale nie oznacza, że Niemcy specjalnie doceniają to, co w Polsce się dzieje. Radzi, by podchodzić do tego ze spokojem.

„Tak naprawdę cel tego zaproszenia nie jest znany, nie wiemy co Niemcy chcą osiągnąć, jakie swoje cele zrealizować, do czego potrzebują poparcia Polski. Jak bym postrzegała to zaproszenie jak działanie taktyczne, w którym chodzi o uzyskanie przychylności Polski. Nie wierzę w szczerość intencji. W takim przypadku zawsze o coś chodzi. Teraz nie wiemy jednak o co, o jaki projekt polityczny czy gospodarczy, który Niemcy chcą forsować, do którego chcieliby uzyskać poparcie Polski” – powiedziała Oręziak.

Jej zdaniem, zaproszenia nie należy też łączyć z ewentualnym przystąpieniem Polski do G20. Według niej Polska chciałaby być w grupie najbogatszych państw świata, ale nie spełnia kryteriów. „Gdybyśmy kwalifikowali się do tej grupy, to bylibyśmy w niej na stałe, a nie incydentalnym gościem” – dodała.

Także główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka nie ma wątpliwości, że zaproszenie jest gestem Niemiec w stosunku do Polski. „Ja bym go raczej wiązał z polityką kanclerz Merkel, która zmierza do włączenia Polski w proces redefiniowania Unii Europejskiej, czy reformowania UE” – uważa Gomułka.

Członkowie G20:

  1.  Arabia Saudyjska
  2.  Argentyna
  3.  Australia
  4.  Brazylia
  5.  Chiny
  6.  Francja
  7.  Indie
  8.  Indonezja
  9.  Japonia
  10.  Kanada
  11.  Korea Południowa
  12.  Meksyk
  13.  Niemcy
  14.  Południowa Afryka
  15.  Rosja
  16.  Stany Zjednoczone
  17.  Turcja
  18.  Unia Europejska
  19.  Wielka Brytania
  20.  Włochy

(df) thefad.pl / Źródło: Kurier PAP


Wpadka na gali Oscarów. Nie La La Land, ale Moonlight najlepszym filmem

„Moonlight” Barry’ego Jenkinsa otrzymał Oscara dla najlepszego filmu podczas 89. gali rozdania tych nagród w nocy z niedzieli na poniedziałek; nastąpiło to po sprostowaniu pomyłki Warrena Beatty’ego, który początkowo błędnie odczytał „La La Land” jako zwycięzcę w tej kategorii.

Pomyłka Beatty’ego, który wraz z Faye Dunaway miał ogłosić zwycięzcę w kategorii najlepszy film, stała się najbardziej emocjonującym momentem oscarowej gali w Dolby Theatre w Hollywood. Po chwili konsternacji pomyłkę sprostowano, a Beatty przeprosił za zamieszanie.

 

„To, co się stało, było niefortunne, ale w końcu wygraliśmy w kategorii najlepszy film” – powiedział później Jenkins reporterom.

„Moonlight”, dramat społeczny z udziałem Ashtona Sandersa, Mahershali Alego i Naomie Harris, opowiada o dorastaniu ubogiego czarnego chłopca w niebezpiecznej dzielnicy Miami, który stara się odnaleźć swoje miejsce w świecie. Akademia nagrodziła Alego w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy. Film zdobył też Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany (Barry Jenkins i Tarell Alvin McCraney).

W sobotę „Moonlight” zdobył pięć nagród Film Independent Spirit Awards, nazywanych „Oscarami kina niezależnego”.

Za faworyta oscarowego wyścigu uważany był musical „La La Land” nominowany aż w 14 kategoriach. W sumie film zdobył jednak sześć Oscarów: dla najlepszego reżysera (Damien Chazelle to najmłodszy laureat w tej kategorii), najlepszej aktorki pierwszoplanowej (Emma Stone) oraz za najlepszą muzykę oryginalną (Justin Hurwitz), piosenkę („City of Stars”), scenografię (David Wasco i Sandy Reynolds-Wasco) i zdjęcia (Linus Sandgren).

Casey Affleck został nagrodzony za najlepszą męską rolę pierwszoplanową w dramacie „Manchester by the Sea” Kennetha Lonergana. Akademia doceniła jego interpretację roli mężczyzny, który po śmierci brata musi wrócić do rodzinnego miasteczka i zająć się bratankiem, co zmusza go do zmierzenia się z trudną przeszłością. Wcześniej za tę samą rolę Affleck dostał Złoty Glob i nagrodę BAFTA. Przed oscarową galą spekulowano, że na ocenie akademików mogą zaważyć medialne doniesienia o domniemanym molestowaniu przez Afflecka dwóch kobiet na planie innego filmu.

„Manchester by the Sea” dostał Oscara także za scenariusz oryginalny (Lonergan).

Viola Davis została nagrodzona za najlepszą kobiecą rolę drugoplanową w obrazie „Fences”. W dramacie wyreżyserowanym przez Denzela Washingtona gra żonę czarnoskórego mężczyzny z klasy robotniczej, który stara się utrzymać rodzinę mimo powszechnych uprzedzeń na tle rasowym. To już trzecia nominacja dla Davis – poprzednie otrzymała za role w „Służących” i „Wątpliwości”.

Statuetkę dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego otrzymał dramat „Klient” irańskiego reżysera Asghara Farhadiego.

Kurier PAP


Giertych w liście do Kaczyńskiego: O czym ten padalec ze Słupska gada?

List do pana Kaczyńskiego

 

Szanowny i drogi panie Jarku!

Dawno nie pisałem do Pana. To dlatego, że zajmowałem się doradzaniem Pana błyskotliwym ministrom w ich różnorakich problemach (nawet Pan nie wie, ile mi Pan zawdzięcza).

Całym moim umysłem wspieram dobrą zmianę pomny na naszą długotrwałą znajomość (ach, gdzie te czasy, gdy bawiliśmy się: Pan w polowanie na mnie, a ja w bieg po polu minowym!). Ale ad rem.

Panie Jarosławie kochany: larum grają! Te niecne pomioty zwane przez pomyłkę dziennikarzami dotarły do Pana interwencji poselskiej w obronie Marcina D. Zarzucają Panu, że wpłynął Pan na prokuratora, aby wypuścić tego krystalicznie uczciwego młodego przedsiębiorcę z pudła (jakby to jakaś hańba była pomóc niewinnemu w potrzebie!). I że Pan zakazał prowadzenia śledztwa w kierunku rzekomych pieniędzy przyjętych przez pana powabną bratanicę od podmiotów młodego przedsiębiorcy.

Jak to przeczytałem, to w pierwszej chwili strach ścisnął mi gardło i zawołałem: no nie, z tego to nawet nasz kochany prezes tak łatwo się nie wywinie. Przecież to ewidentne przekroczenie uprawnień poselskich poczynione w interesie rodziny! I od razu wiedziałem, że muszę coś wymyślić. Nie można naszego pana Jarka zostawić samego. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. I mam!

Stara adwokacka zasada brzmi: do niczego się nie przyznawaj. Ale jak tu się tego wyprzeć jak ta swołocz z „Newsweeka” dotarła do dokumentu, w którym Pan naciska na prokuraturę w interesie rodziny jak wół? To nie takie trudne! Po prostu musi Pan powiedzieć, że nie wiedział pan, że Marcin D. to mąż pana bratanicy. I już! Genialne w swej prostocie, co?

Pan jako poseł pochyla się nad każdym skrzywdzonym przez ucisk państwa młodym człowiekiem. I żadne koneksje rodzinne nie mają żadnego znaczenia.

Sprawa młodego przedsiębiorcy wygląda od początku na zaplanowaną zemstę tysięcy inwalidów, którzy nie potrafili zadowolić się skromnym, ale godziwym wynagrodzeniem i zazdroszczą, że ten, który im pracę załatwił pobierał (rzekomo im należną, sic!) drobną opłatę manipulacyjną w wysokości 80%. Ot, typowa polska zawiść.

A nadto, czy Pan zwracał uwagę na kolejnych mężów (czy prawie mężów) pana szanownej bratanicy? Pan to człowiek zajęty. Myślący o Polsce, o doli polskiego emeryta, górnika, chłopa, a romansidła Panu nie w głowie.

I na dodatek, taka linia obrony dementuje te podłe oszczerstwa Biedronia. No bo jak Pan nawet na młodych chłopaków od bratanicy nie zwracał uwagi, to o czym ten padalec ze Słupska gada? Czyli łapiemy dwie sroki za jeden ogon i jednym sprytnym posunięciem załatwiamy dwa problemy.

Roman Giertych

PS I jak dobrze Panie Jarku, że skończyły się te straszne czasy prywaty, wykorzystywania funkcji do celów prywatnych i nacisków na wymiar sprawiedliwości. Uff, że to już za nami!


Mały prezes lubi dużych, łysych chłopców, którzy modlą się w niedzielę

Wyzwiska, groźby posypały się w internecie pod adresem Magdaleny Środy. Kilka dni temu prawicowi hejterzy zarzucili ją nienawistnymi wpisami i pogróżkami.

– Ostatnio dostałam dużo postów od prawdziwych Polaków, katolików i patriotów, wyznania gorliwie pisowskiego. – napisała na swoim profilu na Facebooku etyk, filozof, publicystka, Magdalena Środa – To nie są posty anonimowe. Na przykład pan Stanisław Maruda pisze do mnie: „niech ci łeb upierdolą tacy zjebani na umysle jak ty suko, wiedz, że sa ludzie, którzy potrafią jeszcze obronić wiarę, znadziemy cię kurwo, pasozycie społeczny, kanalio ubecka”. Pan Aurel Witt z kolei: „dziwko sprzedajna kurwo, zasługujesz na stryczek”, Marek Harabin, który zamiast zdjęcia umieścił pięknego orła w koronie twierdzi: „niczym nie róznisz się od świni (…) pacierza się ucz bo w ciemnej norze (gdzie się znajdziesz) nie ma światła (…) szmatoskrobanko zacznij się modlić” – wymieniała prof. Środa.

Teraz postanowiła wrócić do tematu hejtu.

Dzięki za mnóstwo ciepłych postów, wyrazów sympatii i ciekawych komentarzy, choć nikomu nie udało się wyjaśnić, jak to sie dzieje, że katolik, ojciec rodziny zieje takim jadem i tak bardzo potrafi nienawidzić. Jakby był wyznawcą Szatana a nie miłosiernego Boga. Bo zaiste do Boga (jakiegokolwiek) mu daleko. Może więc ta nienawiść to kwestia opętania?

Mniejszy problem jest wtedy gdy ktoś nienawidzi prywatnie, ot – między pracą a modlitwą – komuś po katolicku dołoży, większy gdy się zrzesza i rusza na miasto. Na przykład na marsz w Hajnówce. Znajduje sobie wtedy różnych fałszywych bożków (przykładowo: żołnierze wyklęci; dlaczego IPN nie prześwietla ich życiorysów???) i pokazuje światu, że jest zdolny i gotowy nie tylko do hejtu w sieci, ale i do przemocy na dużą skalę.

Marsze służą manifestacji tej gotowości. Chłopaki czuja wspólnotę i razem mogą zabijać (w grupie i tylko w grupie nienawistnik i tchórz są bardzo „odważni”). W badaniach RPO wyszło, że mniej jest dziś hejtu pisanego a coraz więcej przemocy czynnej. I będzie jej jeszcze więcej, bo tej władzy to się bardzo podoba.

Mały prezes lubi dużych, łysych chłopców, którzy modlą się w niedzielę a w większe święta maszerują z pochodniami w rękach, z imionami „wyklętych” (honoru i Boga niestety też) na ustach, antycypując sny o naprawdę wielkiej potędze…

Czy my tego przypadkiem skądś nie znamy?

 

Magdalena Środa 

Fot. Facebook


Polska nie miałaby obecnie szans na członkostwo w Unii Europejskiej

– Ponieważ rząd utrudnia działanie wymiaru sprawiedliwości, Polska nie miałaby obecnie szans na członkostwo w UE – twierdzi szef dyplomacji Luksemburga w rozmowie z „Tagesspiegel”.

Jean Asselborn: Polska pod przywództwem Kaczyńskiego nie przestrzega kryteriów które dany kraj musi spełnić przez przystąpieniem do UE. Fot. dw.de

Jean Asselborn zaznacza w rozmowie z dziennikiem „Tagesspiegel” (25.02.2017), że państwa UE „muszą się przeciwstawić” naruszaniu wartości podstawowych w Polsce.

– Nie mogą one pozostawić Komisji Europejskiej w sporze z Polską samej, gdyż nie rozwiąże ona tego problemu w pojedynkę – ocenił Jean Asselborn.

Minister spraw zagranicznych Luksemburga mówi, że „rząd w Polsce zatraca się coraz bardziej w ograniczeniach praworządności”, a przywódca rządu węgierskiego Viktor Orban „widocznie temu patronuje”. Asselborn podkreśla, że w Polsce pojawia się dodatkowy problem – „prezes PiS, Kaczyński jest ideologiem”, „uważa, że Unia Europejska jest dla Polski kulą u nogi” i chce „stworzyć prawicowo-konserwatywny porządek społeczny oparty na państwie narodowym”.

W opinii Asselborna, „dzisiejsza Polska pod przywództwem Kaczyńskiego nie mogłaby stać się państwem członkowskim UE”, gdyż nie przestrzega kryteriów kopenhaskich, czyli tych, które dany kraj musi spełnić przez przystąpieniem do UE, m.in. dotyczących praworządności.

Luksemburski polityk wątpi, czy uda się wymierzyć wobec Polski sankcję zawieszenia jej prawa głosu w Radzie Europejskiej. Uważa natomiast, że należy „polskiemu narodowi wskazać negatywne konsekwencje naruszania zasad państwa prawa.”

– Polska sama zwalnia tempo w UE – twierdzi Asselborn i przypomina, że Polska w dalszym ciągu korzysta z wysokich unijnych subwencji.

opr. Barbara Cöllen / Redakcja polska 

 

POLECAMY:

⇒ Szef MSZ Luksemburga: Węgry powinny zostać wykluczone z UE

⇒ Kaczyński: Merkel to dla nas najlepszy wybór


Giertych: Drzewa są wrogiem systemu. Nie mówię tutaj o brzozach – bo to oczywiste

List do PANA ministra Szyszki.

 

Szanowny Panie Ministrze!

Wiele osób zwracało mi uwagę, że lituję się nad Pańskimi kolegami i co chwilę cenną radą ich wspomagam, a o Panu zapominam. Postanowiłem więc i Pana wspomóc w tym ciężkim położeniu, gdy był Pan blisko pomników za „Zastanie Polski drewnianą, a pozostawienie betonową”, a tutaj sam Prezes zmamiony bezdusznymi radami podciął Panu skrzydła.

Dlatego też wymyśliłem Panu strategię obrony. Oto jej założenia:

  • twierdzenia, że drzewa poprawiają powietrze, a przez to zdrowie wydają się trudne do podważenia, ale czy w kontekście obniżonego wieku emerytalnego, Polska naprawdę potrzebuje dłuższego życia ludzi? Czyż system emerytalny udźwignie miliony nowych emerytów bez jednak obniżenia nieco (o parę lat) życia obywateli?
  • wszystkie działania rządu takie jak likwidacja szpitali, obniżenie płatności z NFZ na kardiologię (na serce umiera najwięcej Polaków), promocja palenia miałem węglowym, wspieranie kopalń, ograniczenie dotacji na energię odnawialną, faktyczne obniżenie emerytur do poziomu głodowego, zmierzają do szczytnego celu, aby statystycznie obywatel umierał najpóźniej rok od przejścia na emeryturę. Tutaj warto zainicjować Pana akcję pod hasłem: „Gdy emeryt nie umiera patriota w nim zamiera!”
  • wyrwanie z tego systemu zaplanowanej przez Pana części polegającej na wyrżnięciu drzew w miastach może przedłużyć życie obywateli, a to z kolei może doprowadzić do zbytniego obciążenia systemu finansów państwa.
  • drzewa jawią się jako naturalny wróg systemu. Nie mówię tutaj o brzozach (bo to oczywiste), ale zwykła lipa która stanęła na drodze pani Premier, jest tego najlepszym dowodem. Wprawdzie drzewa stanowiły element patriotyczny, gdy skrywały przed okiem wroga oddziały Żołnierzy Wyklętych, ale czy my teraz chcemy jakiś partyzantów po lasach? No oczywiście, że nie chcemy. Więc niech sobie te puszcze i inne knieje wycinają, a żaden buntownik nie skryje się przed obliczem władzy.
  • drzewa zasłaniają zwierzynę przed myśliwymi, a przecież każdy ( w tym oczywiście Pan) ciężko pracując dla dobra Ojczyzny potrzebuje trochę zdrowej, męskiej rozrywki.

Zresztą Panie Ministrze najlepszą strategią będzie zaciągnąć na forum walki Pana Wielkiego Przyjaciela Ojca Tadeusza. Niechby on wytłumaczył swoim Wiernym Słuchaczom, że troska o dłuższe życie może być nie tylko antypatriotyczna, ale również antyreligijna. Przecież chyba każdy z Wiernych Słuchaczy chciałby się spotkać za kilkadziesiąt lat z Ojcem Tadeuszem. I po co przedłużać chwilę dostąpienia tego szczęścia? Przez jakieś czyste powietrze mieliby się ociągać z osiągnięciem tego zaszczytu?

Jeżeli Pan to tak wszystko ujmie to zapewniam Pana, że żadne prawo nie zostanie zmienione, a drwale będą nadal najbardziej poszukiwanym zawodem w Polsce.

Darzbór! –

Roman Giertych


UNESCO: Prawie połowa języków świata zagrożona wymarciem

UNESCO ostrzega, że prawie połowa z 6 tys. języków świata zagrożona jest wymarciem. Szczególnie narażone są narzecza.

UNESCO: Prawie połowa języków świata zagrożona wymarciem

Fot. dw.de

Na całym świecie są dialekty czy gwary posiadające status języków zagrożonych. W Niemczech los ten może spotkać język dolnołużycki, którym posługuje się obecnie 7 tys. osób, a w Ameryce Płn. np. narzecze indiańskie cayuga, w którym mówi tylko 250 osób. Jednym z tubylczych narzeczy dalabon posługuje się dzisiaj jeszcze tylko 11 osób, a może nawet mniej. Ostatnie statystyki pochodzą sprzed 10 lat.

W Międzynarodowym Dniu Języków Ojczystych (21.12) UNESCO poinformowało, że na świecie używa się aktualnie 6 tys. języków, z tego 2,5 tys. posiada status języków zagrożonych.

Globalizacja sprzyja zanikaniu języków

Katharina Haude z Krajowego Centrum Badań Naukowych (CNRS) we Francji zaobserwowała zjawisko, że „wyraźnym sygnałem zagrożenia dla danego języka jest sytuacja, kiedy rodzice przestają go używać w rozmowie z dziećmi”. Do wniosku tego badaczka doszła na podstawie regularnych wyjazdów przez 10 lat do miejscowości Santa Ana del Yacuma w północnej Boliwii.

Narzeczem indiańskim Kuikuro posługuje się w Brazylii tylko 500 osób. Fot. dw.de

To dwunastotysięczne miasteczko jest z lingwistycznego punktu widzenia szczególnie interesujące. Mieszka w nim 1500 osób, które posługują się językiem Indian Movima. Są to jednak zazwyczaj osoby starsze, najczęściej po siedemdziesiątce.

Naukowcy podają różne przyczyny wymierania języków. W opinii Paula Trilsbeeka, kierownika internetowego archiwum języków zagrożonych Instytucie Maxa Plancka w Nijmegen w Holandii, jedną z nich „jest zjawisko globalizacji”. Wg Trilsbeeka „ludzie uważają, że mają większe szanse w życiu, jeśli posługują się językami szeroko rozpowszechnionymi”. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że coraz więcej ludności przenosi się ze wsi do dużych ośrodków miejskich.

Zanikanie języków

Zdaniem Kathriny Haude na wymarcie narażone są szczególnie narzecza, które istnieją wyłącznie w formie mówionej.

Np. zanik języka Indian Movima w Boliwii jest następstwem rozbudowy systemu szkolnego. „W latach 50-tych XX wieku powstały w Boliwii szkoły, w których obowiązywał wyłącznie jęz. hiszpański”- wyjaśnia ekspertka. W następstwie tego rodzice dzieci przestali rozmawiać z nimi w ich własnym dialekcie. Dopiero dzięki reformie oświaty w 1994 r. 20 narzeczy idiańskich w Boliwii powróciło ponownie do szkół. Również język Indian Movima zyskał odtąd ponownie na znaczeniu.

Jak podaje UNESCO od 1950 r. zniknęło na świecie 200 języków. „W ostatnich dziesięcioleciach lista języków zagrożonych wyraźnie się wydłużyła” – twierdzi Paul Trilsbeek w rozmowie z Deutsche Welle.

Decydująca jest motywacja

Internetowe archiwum języków zagrożonych w Holandii służy ich dokumentacji. W ten sposób nagrania językowe mogą posłużyć za podstawę dla materiałów do nauczania. Nie wystarczy to jednak, by zanikający język ponownie ożywić. „Najpierw trzeba stworzyć motywację do tego, by przekazać dany język następnym pokoleniom” – uważa kierownik archiwum. Pozytywny wpływ ma bez wątpienia fakt, że coraz więcej ludzi posiada smartfony oraz dostęp do Internetu. „Dzięki temu jest coraz większy dostęp do dialektów, np. na You Tube. Pomaga to zachować języki” – twierdzi Paul Trilsbeek.

Obchodzony 21 lutego Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego ustaliło UNESCO na pamiątkę wydarzeń w Bangladeszu, gdzie w 1952 r. na skutek walk o nadanie jęz. bengalskiemu statusu języka urzędowego zginęło 5 studentów.

 

 

REDAKCJA POLECA

 

 

 

 


Robert Lewandowski. Maszyna do strzelania goli

Robert Lewandowski stał się dla Bayerna Monachium najlepszą gwarancją na mistrzowski tytuł, obojętnie czy w Niemczech, czy w Europie.

Jeśli gra FC Bayern nie rozwija się w pomyślnym kierunku, wystarczy podać piłkę niezawodnemu zdobywcy goli Robertowi Lewandowskiemu z mitycznym numerem 9 na koszulce. Ostatnim dowodem jego skuteczności była strzelona w ostatniej minucie w meczu z Hertą Berlin (1:1) bramka, która uratowała drużynę z Monachium przed porażką. W styczniowym spotkaniu z SC Freiburg gol Polaka przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Bawarczyków (2:1). Sportowe znaczenie światowej klasy snajpera w wyścigu o rekordowy tytuł mistrza Niemiec, jeszcze w tym sezonie wzrosło.

Lewandowski zawsze strzeli

W okresie, kiedy wyraźnie osłabła w Bayernie rola Thomasa Muellera, za gwaranta goli w monachijskim klubie zaczął uchodzić Robert Lewandowski. W opinii trenera Carlo Ancelottiego Polak „jest fantastycznym bardzo ważnym dla zespołu graczem”.

Lewandowski zaliczany jest obecnie do 20 najdroższych piłkarzy świata, a jego wartość w bieżącym sezonie jeszcze wzrosła. W ostatnich 30 meczach Bundesligi strzelił 16 goli, w rozgrywkach Pucharu Mistrzów 6, w Pucharze Niemiec 3. – On jest za każdym razem w stanie strzelić decydującą bramkę – podkreśla prezes Bayerna Monachium Karl-Heinz Rummenigge.

Królewski transfer

Transfer Lewandowskiego z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium „uchodzi za królewski”. Zawodnik przeszedł do Monachium w 2014 r. bez odstępnego i dołączył do długiej listy słynnych strzelców bawarskiego klubu. Jak stwierdził prezes Rummenigge, „Bayern ma pod tym względem duże tradycje”. – Gerd Mueller zapoczątkował tę listę i klubowi bardzo zależy na zawodniku, który regularnie strzela bramki.

Dlatego umowę z Polakiem przedłużono do 2021 roku podnosząc mu dodatkowo gażę. Szefowie Bayernu są jednak zdania, że Robert Lewandowski jest tego wart, bo funkcjonuje niemalże jak maszyna bez większych przerw w produkcji. Jak wskazuje szef klubu, Lewandowski „nigdy nie łapie kontuzji”. 28-letni piłkarz z powodu urazów nie zagrał jedynie w kilku meczach. Bawarczycy idą więc na pełne ryzyko i jak twierdzi Karl-Heinz Rummenigge „drugi rezerwowy napastnik nie jest koniecznie potrzebny”. Opłaci się to tak długo, ja długo Lewandowski będzie grał i strzelał gole.

 

Alexandra Jarecka / Redakcja polska 

 

Socjal dla obywateli UE na nowych warunkach

Niemcy szukają rąk do pracy. Rekordowo dużo wakatów