Żyjemy coraz dłużej
W krajach wysoko uprzemysłowionych jesteśmy coraz starsi i starsi – w roku 2030 możemy żyć grubo ponad 90-tkę. Także mieszkańcy Polski i Niemiec będą coraz bardziej sędziwi.
Żyjemy wprawdzie coraz dłużej, naukowcy długo jednak wątpili, by przewidywalna średnia długość życia miała przekroczyć kiedykolwiek 90-tkę. Teraz potwierdzili to naukowcy londyńskiego Imperial College.
Grupa badaczy pod kierownictwem Vasilisa Kontisa przeanalizowała dane z 35 wysoko uprzemysłowionych krajów. Naukowcy oparli się przy tym na modelu statystycznym oraz danych Światowej Organizacji Zdrowia dotyczących urodzin i śmierci. Wyniki ich analiz zostały opublikowane w czasopiśmie „The Lancet”.
Szansa na długowieczność
Kto urodzi się w 2030 roku w jednym z wysoko uprzemysłowionych krajów, ma najlepsze szanse, by przeżyć 90 lat i więcej. Ogólna prognoza naukowców: w przypadku mężczyzn z 85-procentowym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że będą żyli dłużej. W przypadku kobiet jest to 65-procentowe prawdopodobieństwo.
W czołówce Korea Południowa
W poszczególnych krajach sytuacja się jednak różni i to znacznie. Według prognoz naukowców najdłużej, bo ponad 90 lat będą żyły kobiety w Korei Południowej. Jest to efektem lepszej niż gdzie indziej profilaktyki i leczenia chronicznych chorób, jak powiedział Deutsche Welle Vasilis Kontis. W kraju tym żyje ponadto mniej ludzi z nadwagą i mniej palaczy. Coraz lepsza sytuacja ekonomiczna Korei Południowej pozwala wręcz zakładać, że oczekiwana długość życia będzie dalej rosła. Dzięki dobrej sytuacji gospodarczej bardziej zdrowo odżywiane są dzieci. Całe społeczeństwo ma ponadto coraz lepszy dostęp do opieki medycznej.
Podobnie jak w przypadku kobiet w Korei Południowej będzie się też zwiększała długość życia pań we Francji, Japonii i Hiszpanii.
Oczekiwana długość życia mężczyzn wyniesie średnio 84 lata, o ile urodzą się w Korei Południowej, która także w przypadku panów prowadzi w rankingu długowieczności. Dobre szanse na przekroczenie co najmniej 84 lat mają też mężczyźni w Australii lub Szwajcarii.
Polacy i Niemcy też będą żyli dłużej
Długość życia Polek, które dzisiaj żyją średnio 80 lat, w 2030 roku ma osiągnąć 84 lata. Panowie żyjący dziś przeciętnie 72 lata, mają doczekać w 2030 roku 77 lat.
Przewidywalna długość życia rośnie także w Niemczech. Podczas gdy dzisiaj statystyczna kobieta osiąga wiek 83 lat, w 2030 roku ma żyć o trzy lata dłużej i doczekać się co najmniej 86 lat. Mężczyźni w Niemczech żyją dziś przeciętnie 78 lat, w 2030 ich przewidywalna długość życia wyniesie 82 lata.
Oczekiwana długość życia kobiet najsłabiej rośnie w Macedonii, Bułgarii i Japonii, gdzie prognozowany do 2030 roku statystyczny wzrost długości życia ma wynieść mniej niż dwa lata. W przypadku mężczyzn długość życia zmieni się najmniej w Macedonii, Grecji, Szwecji i USA – według londyńskich naukowców ich życie wydłuży się maksymalnie o trzy lata.

Czy rzeczywiście chcemy doczekać 117 lat, tak jak w listopadzie ub.r. Włoszka Emma Morano? Fot. dw.de
Wyzwanie dla polityki
– Jeszcze na przełomie tysiąclecia wielu badaczy wierzyło, że przewidywalna długość życia nigdy nie przekroczy 90-tki – mówi Majid Ezzati, wiodący autor badania. Przedstawione prognozy potwierdzają, jego zdaniem, sukcesy osiągane w opiece medycznej.
Jednocześnie jest bardzo ważne, żeby na starzejące się i żyjące coraz dłużej społeczeństwa reagowała odpowiednio polityka. Wzmocnione muszą zostać zwłaszcza systemy opieki medycznej i społecznej. Konieczne są też alternatywne modele opieki nad starszymi. Badacze Imperial College proponują też podwyższenie wieku emerytalnego.
Elżbieta Stasik / Redakcja polska ![]()
POLECAMY:
⇒ Niemcy potrzebują silnej Polski respektującej państwo prawa
Reporterzy bez Granic wzywają UE do nałożenia sankcji na Polskę
– Możecie być pewni, że Was nie zostawimy – zapewniał w Warszawie sekretarz generalny Reporterów bez Granic. Jego zaniepokojenie budzi upaństwowienie mediów publicznych i rosnąca presja na media prywatne w Polsce.
– Kto jeszcze kilka lat temu mógłby się spodziewać, że znany dziennikarz sportowy zostanie zwolniony za wywiad, w którym krytykuje zamach na niezależność sądów? Że chuligani wywieszą na stadionie transparent z groźbą, że dziennikarze będą wisieć? – takie retoryczne pytania stawiał w Warszawie Christophe Deloire, sekretarz generalny pozarządowej organizacji Reporterzy bez Granic.
Ruch należy do Brukseli
Deloire jeszcze do niedawna nie mógł sobie wyobrazić, że Polskę będzie wymieniać jednym tchem z Turcją, podobnie jak tego, że zakusy na wolność prasy artykułowane przez amerykańskiego prezydenta będzie porównywać z sytuacją w Wenezueli czy w Rosji.
Jego zdaniem w kwestii Polski ruch należy teraz do Unii Europejskiej, która powinna „w sposób zdecydowany bronić swoich wartości”, w tym wolności słowa.
– Unia nie może dopuścić, by jeden z jej najważniejszych członków naruszał wartości, takie jak wolność, pluralizm i niezależność mediów, które tworzą unijną tożsamość, siłę i być może nawet rację bytu – powiedział Deloire.
Apel do Komisji Europejskiej
16 lutego 2017 r. Reporterzy bez granic tak pisali w liście otwartym do Komisji Europejskiej: „Uważamy, że na tym etapie uruchomienie art. 7 Traktatu o UE jest jedynym sposobem, by Polska odpowiedziała za nieprzestrzeganie zobowiązań”. Pod listem podpisali się także przedstawiciele Human Rights Watch i Amnesty International oraz kilkunastu polskich NGO.
Art. 7 Traktatu określa tryb wdrożenia przez Komisję Europejską procedur, które w rezultacie mogą pozbawić głosu państwo członkowskie, które nie przestrzega podstawowych wartości UE.
– To ostre żądanie, ale tylko w ten sposób można zapobiec pogarszaniu się sytuacji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – mówił Christophe Deloire w rozmowie z DW.
Nie zostawimy was
– Jesteśmy tu, by wysłać sygnał do polskich obywateli, że wierzymy w demokrację. Wiemy, że stoicie w obliczu nadejścia najczarniejszego okresu w dziejach polskiego dziennikarstwa, mówił Deloire, zapewniając, że „Reporterzy bez granic” nie zostawią Polski i od tej pory będą się temu krajowi przyglądać szczególnie uważnie.
Deloire apelował też w Warszawie do polskiego rządu o publikację orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 13 grudnia 2016, w którym uznał on przejęcie kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przez utworzoną przez PiS Radę Mediów Narodowych za niezgodne z konstytucją.
„Szykany jak w Turcji”
Przedstawiciele Reporterów bez granic są zaniepokojeni faktem, że po upaństwowieniu przez PiS publicznych mediów z pracy musiało odejść 200 dziennikarzy, a media te stały się narzędziem rządowej propagandy. Sytuacja ta przypomina ich zdaniem szykany, jakim poddawani są krytyczni wobec władzy dziennikarze w Turcji.
Podobnie niepokojąca jest ich zdaniem rosnąca presja na media prywatne, które wedle zapowiedzi rządzącego Prawa i Sprawiedliwości mają być „repolonizowane”, co w praktyce może oznaczać usunięcie z nich dominującego obecnie zagranicznego kapitału, ale także ingerowanie w treść.
– Już teraz dwie niezależne redakcje „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” poddane są ciśnieniu ekonomicznemu z powodu wycofania z nich wszelkich państwowych ogłoszeń – alarmowała Pauline Ades Mevel, odpowiedzialna w organizacji Reporterzy bez granic za region Europy Środkowo-Wschodniej. Dodała, że w ciągu sześciu pierwszych miesięcy rządów PiS „Gazeta Wyborcza” utraciła w ten sposób ponad 20 procent swych przychodów z ogłoszeń, podobnie jak „Rzeczpospolita”.
Uwierać jak kamień w bucie
Dlatego „Reporterzy bez granic” chcą być dla polskich władz jak uwierający „kamień w bucie”, który przeszkadza w ograniczaniu wolności mediów.
Ta międzynarodowa organizacja każdego roku publikuje ranking wolności prasy. W 2015 Polska spadła w porównaniu z rokiem poprzednim o 29 miejsc w dół, plasując się na 47 miejscu wśród 80 krajów na liście. Ranking za 2016 rok zostanie ogłoszony 26 lutego 2017.
Monika Sieradzka / Redakcja polska
POLECAMY:
⇒ Niemcy potrzebują silnej Polski respektującej państwo prawa
⇒ Polacy i Niemcy. Historia sąsiedztwa
Reporterzy bez Granic, to międzynarodowa organizacja pozarządowa, propagująca i monitorująca wolność prasy na całym świecie.
Organizacja Reporterzy bez Granic jest członkiem Międzynarodowej Giełdy Wolności Wypowiedzi, sieci organizacji pozarządowych, które monitorują naruszenia wolności wypowiedzi i prowadzą kampanie w obronie dziennikarzy, pisarzy i obrońców praw człowieka.
Efektem monitoringu jest na bieżąco aktualizowana lista „prześladowców wolności prasy”. Na liście umieszczane są nazwiska sprawców i inspiratorów ataków na dziennikarzy i media oraz ludzi wpływowych, których odpowiedzialność za pogwałcenie wolności prasy nie zawsze jest oczywista. Są wśród nich głowy państw, dyktatorzy, przywódcy religijni i szefowie grup militarnych na świecie, odpowiedzialni za stosowanie cenzury, uwięzienie, porwania, torturowanie, a nawet przypadki mordowania dziennikarzy.
Roman Giertych: Klątwa opozycji, czyli „Klątwa” w Teatrze Powszechnym. „Wszystko, co robimy w teatrze, jest fikcją”
W Teatrze Powszechnym w Warszawie wystawiono spektakl, w którym aktorzy powiesili figurę Jana Pawła II, rozwalali i profanowali krzyże, podcierali się flagą Watykanu, a na koniec ogłosili, ze bardzo chcieliby zbierać pieniądze na opłacenie zabójcy Jarosława Kaczyńskiego. Wydarzenie to ma cztery aspekty.
Aspekt etyczny
Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka. Żaden rodzaj wolności nie ma więc charakteru bezwzględnego. Walcząc (i ostatnio w Sądzie Najwyższym wygrywając) starałem się ustalić granice wolności słowa dla hejterów w sieci, którzy wzywają do przemocy i obrażają ludzi.
Wolność słowa, która jest wielką wartością i powinna być przez wszystkich chroniona ma jednak granice. Nie wolno lżyć i kłamać na temat innych ludzi. Podobnie wolność artystyczna. Jej granicą jest profanacja symboli, które dla ludzi są święte oraz oczywiście jej granice określa również kodeks karny.
Aspekt prawny
Jeżeli ktoś ogłasza, że chciałby zbierać pieniądze na zlecenie płatnego zabójstwa innego człowieka to tym samym nawołuje do takiego działania, a więc popełnia przestępstwo z art. 255 kodeksu karnego. To że wskazuje jako cel swego działania Jarosława Kaczyńskiego nie ma żadnego znaczenia prawnego, gdyż dotyczyłoby to każdego innego człowieka. Z tego powodu składam dzisiaj zawiadomienie w tej sprawie. Jako adwokat i obywatel mam taki obowiązek.
Aspekt estetyczny
Spektakl budzi obrzydzenie. Głosy tych, którzy mówią, że nie można oceniać tego spektaklu na podstawie emitowanych fragmentów nagrania, o ile samemu się go nie zobaczyło, są absurdalne. Ciekawe, czy któryś z komentujących w ten sposób uznałby brak możliwości oceniania Trumpa, o ile osobiście się go nie widziało?
Aspekt polityczny
W promocję spektaklu zaangażowała się posłanka Nowoczesnej wzywając do kupowania biletów i wychwalając treść przedstawienia. Teatr podlega m.st. Warszawa, które jest rządzone przez przedstawicielkę PO. Zaangażowanie Nowoczesnej i brak odcięcia się od treści przedstawienia przez PO to himalaje politycznego kretynizmu.
Szanowna opozycja chce wygrać z PiS wybory promując profanację Krzyża? Wieszanie Jana Pawła II? Podcieranie się flagą Watykanu? I zbieranie pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego? Mam wrażenie, że odbiór rzeczywistości przez część opozycji jest podobny do jej recepcji przez Macierewicza. Jestem pewien, że całemu teatrowi i tym którzy go finansują i popierają PiS chciałby pomnik wystawić, gdyż nic tak ich nie umacnia, jak tego typu szaleństwo.
Teatr, który promuje płatne zabójstwo JK to nie sztuka, ale przestępstwo. Niech się tym zajmie prokuratura.
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 21 lutego 2017
PiS obronił marszałka Sejmu. „Tak, jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami w przeciwieństwie do niektórych”
W środę rano (22 lutego) rozpoczęła się debata nad odwołaniem marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.
Debatę i głosowanie dotyczące odwołania marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego zorganizowano na wniosek Platformy Obywatelskiej. Miała ona związek z grudniowym protestem PO i Nowoczesnej w Sejmie oraz blokowaniem przez opozycję sali plenarnej, w efekcie czego marszałek Kuchciński przeniósł obrady do Sali Kolumnowej. Opozycja sprzeciwiała się planowanym zmianom zasad pracy dziennikarzy w Sejmie oraz wykluczeniu z posiedzenia posła PO Michała Szczerby.
Ponadto w ocenie posłów PO ustawa budżetowa została wówczas uchwalona niezgodnie z Konstytucją – marszałek nie dochował zasady trzech czytań, a posłom opozycji uniemożliwiono zajęcie stanowiska w sprawie procedowanych ustaw. Głos w obronie Kuchcińskiego zabrał m.in. Jarosław Kaczyński, który po wystąpieniu, od razu opuścił salę plenarną.
– Wyście blokowali Sejm i postępowaliście jak Samoobrona. I kiedy to robiła Samoobrona, to nie mieliście żadnej wątpliwości, że trzeba użyć siły. Myśmy siły nie użyli, chociaż były wszelkie przesłanki prawne, żeby jej użyć. I nie użyjemy jej. – mówi Kaczyński. Na uwagę za sali, że politycy PiS są „ludzkimi panami”, Kaczyński odpowiedział:
– Tak, jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami w przeciwieństwie do niektórych ludzi.
JK zaprezentował dzisiaj PiS jako partię panów. No i nie można było tak od początku mówić, a nie udawać, że się chce służyć społeczeństwu?
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 22 lutego 2017
Rasa panów- PiS. Rasa podludzi – niePiS. I wszystko układa się w logiczną całość. Kaczyński otworzył się!
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 22 lutego 2017
– Pan marszałek Kuchciński pracuje na takiej niwie, którą można najkrócej określić: likwidacja w Polsce tego zespołu patologii społecznych, które się nazywają postkomunizmem i doskonale pracuje – powiedział – I dlatego będzie miał piękne miejsce w polskiej historii, i dlatego dzisiaj pozostanie dalej marszałkiem Sejmu – oświadczył.
– Uważacie się za panów, którzy mogą wszystko, którzy używają siły w stosunku do ludzi pod Sejmem, żeby pan prezes mógł wieczorem wyjechać. „Pan” jedzie – ludzie z drogi – powiedział szef klubu PO Sławomir Neumann, zwracając się do prezesa PiS, który przemawiał przed nim.
– Wasze kolumny rozbijają samochody ludzi na ulicach, bo czujecie się właścicielami państwa, to jest właśnie myślenie prezesa Kaczyńskiego, to jest arogancja i pycha, która was zgubi, to jest cała kwintesencja państwa PiS – dodał.
Wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego:
– Lista pana błędów jest bardzo długa, listy sukcesów nie zna nikt – zwróciła się do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego posłanka Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz. Podkreśliła, że sejmowa mównica to miejsce polemiki parlamentarnej, a nie „wybieg dla politycznych klakierów”. – Prawnicy już od dawna śmieją się z pana, że jest pan nocnym Markiem, bo odkąd stoi pan na czele Sejmu, wiele ważnych ustaw jest głosowanych ukradkiem i nocą – powiedziała posłanka.
– Jeśli nie odejdzie pan w wyniku głosowania, liczę, że odejdzie pan ze wstydu – apelowała Kamila Gasiuk-Pihowicz.
– Jak nazwać to, że marszałek nie wytrzymuje emocji, popełnia formalny błąd usuwając posła, a przede wszystkim nie wycofuje się z tego błędu w porę? Jak nazwać to, że marszałek nie zachowuje kontroli nad salą i przed jakimś posłem ucieka do Sali Kolumnowej? – pytał poseł Grzegorz Długi z Kukiz’15.
– Czy chce mieć, nie wiem, przydomek marszałka „Kolumnowego”, czy marszałka „Ucieczki”? – ironizował. – Dlaczego marszałek Sejmu nie zrobił nic dla ochrony konstytucyjnego porządku – nie wycofał się z własnych błędów i nie użył środków, którymi dysponuje? – podkreślił Długi. Nie wierzę, że marszałek się czegoś wystraszył, bo przecież ma za sobą większość sejmową – dodał.
(df) thefad.pl
Londyńskie metro – tu nic nie dziwi
Metro londyńskie – to, najstarszy system metra na świecie. Pierwsi podróżni skorzystali z niego 10 stycznia 1863 roku. Mimo, że metro po angielsku to underground (czyli pod ziemią), to większość tras w Londynie jest na powierzchni miasta. Długość całego systemu linii to ponad 400 kilometrów (dla przykładu długość autostrad Polsce, jak podaje Generalnej Dyrekcji Dróg i Mostów to na koniec 2016 roku: 1627,3 km).
Pracownik metra w uniformie i kolorowym irokezem na głowie? Prezenterka telewizyjna w pidżamie? Codziennie z metra korzysta ok. 3,67 miliona podróżnych. Nie trudno więc spotkać tutaj obok mieszkańców Londynu, turystów, szaleńców, wariatów ale sławnych ludzi. London Underground – tutaj wszystko może się zdarzyć!
Londyński dzień bez spodni w metrze
W Londyńskim metrze nie trudno spotkać szaleńców, wariatów ale sławnych ludzi
Podobno Benedict Cumberbatch kocham londyńskie metro
W londyńskim metrze można spotkać brytyjskich polityków z pierwszych stron gazet.
W warszawskim metrze polskiego polityka raczej nie uświadczysz, chyba, że jesteśmy przed wyborami.
– Ja bardzo chętnie podróżowałabym środkami lokomocji publicznej (…), ale nie mogę tego robić, dlatego, że jestem osobą chronioną – tłumaczyła po wypadku w Oświęcimiu premier Szydło, choć nie wyjaśniła, dlaczego wybiera akurat samoloty wojskowe CASA. Dodała, że jej podróże pociągami lub samolotami rejsowymi łączą się z uciążliwościami dla pasażerów wynikającymi z konieczności sprawdzenia pojazdów.
Szop w metrze pewnie też niewielu londyńczyków zdziwił
Pewnie nawet nikt nie poznał
Noel Gallagher, angielski muzyk, były gitarzysta prowadzący, okazjonalnie wokalista oraz główny autor tekstów zespołu Oasis
Emma Bunton ze Spice Girls
Eddie Redmayne
Rihanna
Tymczasem zwykła szara codzienność, dzień jak co dzień w najbardziej rozpoznawalnym metrze świata
Nagrodzony srebrnym niedźwiedziem „POKOT” Agnieszki Holland w kinach od piątku
„Pokot” Agnieszki Holland został w sobotę uhonorowany Srebrnym Niedźwiedziem na 67. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, za otwieranie nowych perspektyw w sztuce filmowej. Nagroda im. Alfreda Bauera jest przyznawana od 1987 roku filmom fabularnym wyznaczającym nowe perspektywy w sztuce filmowej. „Pokot” Agnieszki Holland powstał na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.
Agnieszka Holland i Kasia Adamik ze Srebrnym Niedźwiedziem za Pokot. Fot. B.Sadowski / newsrm.tv
– Żyjemy w czasach, w których potrzebujemy odważnych filmów – mówiła ze sceny. Polska premiera filmu już w najbliższy piątek, 24 lutego.
– Potrzebujemy dziś kina, które idzie pod prąd, filmów, które mają odwagę, pasję – mówiła reżyserka „Pokotu”. – Sama byłam uważana za twórcę w pewnym sensie klasycznego. Cieszę się, że właśnie Nagrodą im. Bauera doceniono film, w którym postanowiłam wyjść ze swojej strefy komfortu.
Agnieszka Holland podkreślała szczególne i symboliczne znaczenie, jakie ma dla niej otrzymane wyróżnienie. Takie samo dostał za „Tatarak” Andrzej Wajda, którego Holland określiła największym polskim reżyserem.
– Fakt, że otrzymaliśmy tę samą nagrodę jest dla mnie zobowiązaniem, by kontynuować jego dzieło – mówiła podczas konferencji prasowej zwycięzców Berlinale.
Janina Duszejko (Agnieszka Mandat), główna bohaterka „Pokotu”, to emerytowana inżynierka, miłośniczka astrologii i wegetarianka. Jest uczciwa, namiętna, wielkoduszna, mądra, ale i szalona. Pełna buntu i oburzenia. Kiedyś budowała mosty na Bliskim Wschodzie, dziś mieszka samotnie w Sudetach. Pewnej zimowej nocy odnajduje ciało swojego sąsiada, kłusownika. Okoliczności śmierci mężczyzny są niezwykle tajemnicze, gdyż jedyne ślady, które znajdowały się wokół jego domu, to odciski racic saren. Duszejko, widząc niemoc policji, rozpoczyna własne, niekonwencjonalne śledztwo…
– Jest w tym filmie trochę thrillera, kryminału, ale też sporo bajki. Wszystko po to, żeby historii, którą opowiadamy, widz nie traktował dosłownie – mówi Agnieszka Holland.
Do polskich kin „Pokot” wchodzi już w najbliższy piątek, 24 lutego. W rolach głównych zobaczymy między innymi: Agnieszkę Mandat, Jakuba Gierszała, Wiktora Zborowskiego i Patricię Volny. W pozostałych rolach: Miroslav Krobot, Borys Szyc, Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, Marcin Bosak, Andrzej Konopka.
Z kolei w poniedziałek, 28 lutego, odbędzie się w warszawskim kinie Atlantic specjalny pokaz filmu, połączony z dyskusją pt.: „Czy czeka nas zemsta zwierząt?”. Rozmawiać będą Agnieszka Holland, Olga Tokarczuk, Adam Wajrak oraz Zenon Kruczyński z koalicji „Niech żyją!”.
Polski zwiastun filmu:
Newsrm.tv
Czy namiętność po latach nadal jest możliwa? Czyli „Kochanie to sztuka”
Przed nami kolejna odsłona kampanii społecznej „Kochanie to sztuka”. Tym razem bohaterami akcji są anonimowe pary z wieloletnim stażem. Partnerzy spotkali się przed kamerami, aby dowieść, że prawdziwą sztuką nie jest miłość, która przetrwa lata rozłąki, ale ta, która wytrwa w latach bliskości. Efekty tych spotkań możemy zobaczyć w filmie.
Pierwsza część kampanii „Kochanie to sztuka” miała na celu zaproszenie Polaków do rozmawiania o intymności w związkach. W filmach promujących akcję do tej pory wystąpiła plejada aktorów grających w filmie „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” oraz znanych osób, związanych ze światem mediów.
Ideą kampanii jest przypomnienie postaci i dokonań Michaliny Wisłockiej, która przekonywała, że problemy z intymnością w związkach można rozwiązywać, ale trzeba zacząć o nich rozmawiać.
Ale to był początek…
40 lat po wydaniu książki „Sztuka kochania” i po głośnej premierze filmu „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, czas na potwierdzenie dokonań Wisłockiej w nowej odsłonie.
„(…) Romans w związku nie kończy się wcale w okresie pierwszego oczarowania, z biegiem lat trzeba się zatroszczyć o to, żeby wciąż mieć romans.” Michalina Wisłocka
Tym razem twórcy kampanii dotarli do małżonków z wieloletnim stażem, których młodość przypadła na okres powstania książki „Sztuka kochania” i którym poradnik Wisłockiej pomógł w zrozumieniu swojej seksualności. Czy bohaterom udaje się podtrzymać romans w ich związku? Oceńcie sami.
Rob i Zosia:
Krystyna i Wojtek:
Ania i Romek:
„Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach, w dobie tak wielkiego dostępu do Internetu, pornografii, nadal mamy ogromny problem z wyrażaniem i nazywaniem swoich emocji, a misja, którą szerzyła Wisłocka, to wciąż jest nie zamknięty temat. Myślę również, że taka postać jak Wisłocka, nadal jest bardzo potrzebna kobietom, ciągle brak tak silnych głosów.” – Magdalena Boczarska, odtwórczyni roli Michaliny Wisłockiej.
Newsrm.tv
Wiceprezydent USA: Dzieli nas ocean, łączą wartości
Z irytacją i niepokojem wielu Europejczyków przyjęło sceptyczne komentarze prezydenta USA Donalda Trumpa na temat UE. Jego zastępca przywiózł do Brukseli uspokajające przesłanie.
Sygnał z Waszyngtonu nie pozostawia wątpliwości: administracja USA chce w przyszłości nadal ściśle współpracować z Unią Europejską. – Jest dla mnie zaszczytem przekazanie w imieniu prezydenta Trumpa, że Stany Zjednoczone czują się zobowiązane do dalszej współpracy i partnerstwa z UE – powiedział w poniedziałek (20.02.2017) wiceprezydent Mike Pence po rozmowie z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem.
Pence przebywający z inauguracyjną wizytą w Brukseli podkreślił, że „dzieli nas ocean, ale łączy wspólne dziedzictwo i zaangażowanie na rzecz pokoju, demokracji i państwa prawa”.
Tusk: „Obiecujące słowa na przyszłość”
Tusk mówił o „pozytywnym sygnale“ z Waszyngtonu. Jak powiedział, w otwartej i bezpośredniej rozmowie usłyszał „obiecujące słowa na przyszłość”, które znowu łatwiej pozwalają wierzyć w pozytywne partnerstwo między USA i UE. Unia Europejska liczy na „bezgraniczne i jednoznaczne wsparcie” ze strony rządu Trumpa. – Pilnie potrzebowaliśmy tego spotkania, bo w minionych miesiącach padło zbyt wiele nowych i czasami zaskakujących opinii na temat naszych relacji i naszego wspólnego bezpieczeństwa, by udawać, że wszystko jest po staremu – stwierdził Tusk. Według szefa Rady Europejskiej wiceprezydent USA jest również zdania, że zjednoczona Europa stanowi ogromną wartość.
Juncker: „USA zależne od handlu z UE”
Swoimi wypowiedziami na temat UE Donald Trump zirytował europejskich partnerów. Tuż przed objęciem urzędu powiedział m.in., że dla niego nie ma znaczenia, czy Europa jest podzielona czy zjednoczona. Jego zdaniem Unia Europejska powstała po to, by „pobić Stany Zjednoczone w handlu”. Planowane opuszczenie UE przez Wielką Brytanię nazwał „wspaniałą sprawą”.
Do wypowiedzi tych odniósł się podczas rozmowy z wiceprezydentem Pencem przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wskazując, że gospodarka USA „bardziej niż to się niektórym w Stanach Zjednoczonych wydaje” jest zależna od handlu z UE. Podobnie jak szereg innych czołowych polityków szef KE podkreślił przed spotkaniem z Pencem, że Europejczycy powinni „wyjaśnić” nowemu rządowi USA, czym jest Unia Europejska.
Pence: „Będziemy po stronie Europy”
Mike Pence jest pierwszym przedstawicielem nowego rządu USA, który prowadzi w Brukseli rozmowy z reprezentantami Unii Europejskiej. Późnym popołudniem planowana jest jeszcze rozmowa z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.
Prezydent Trump ma przyjechać do Brukseli pod koniec maja. NATO zamierza zorganizować w związku z tym spotkanie szefów rządów i państw członkowskich Sojuszu.
Podczas swojego wystąpienia na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w miniony weekend Pence próbował rozwiać zaniepokojenie europejskich partnerów polityką nowego prezydenta USA zapewniając w jego imieniu, że „będziemy stać po stronie Europy”. – USA chcą przyjaźni z Europą i wszystkimi narodami – podkreślił w Monachium wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. Nie wspomniał jednak w tym kontekście o UE. Nie odniósł się także do istotnych kwestii zajmujących Europejczyków, w tym wolnego handlu, sankcji wobec Moskwy czy budowy muru na granicy USA i Meksyku.
Mogherini: „Dobra podstawa”
Pence spotkał się w Brukseli także z szefową unijnej dyplomacji Federicą Mogherini. Jak powiedział, chce „zbadać nowe drogi, które by pozwoliły pogłębić nasze relacje”. Mogherini poinformowała na Twitterze, że było to „znakomite spotkanie” stanowiące „dobrą podstawę naszej współpracy”.
Elżbieta Stasik / Redakcja polska ![]()
MSZ odpowiada Komisji Europejskiej: Zmiany w TK są zgodne ze standardami europejskimi
Polskie MSZ przekazało dzisiaj do Komisji Europejskiej odpowiedź na jej zalecenia z grudnia 2016 r. w sprawie praworządności w Polsce.
„Podkreśliliśmy w niej, że utrwalenie demokratycznego porządku prawnego w Polsce, w tym ustanowienie stabilnych podstaw funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego jest nadrzędnym celem władz polskich, stąd wszelkie sugestie usprawniające działania sądu konstytucyjnego przyjmowane są z otwartością.” – poinformowało MSZ w oświadczeniu.
W ocenie resort spraw zagranicznych, przyjęte przez Parlament w ostatnim okresie zmiany dotyczące funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego „są zgodne ze standardami europejskimi dotyczącymi funkcjonowania sądownictwa konstytucyjnego”. – podkreslimi ministerstwo.
Zdaniem MSZ, wprowadzona przez PiS „ustawy w sposób kompleksowy i ostateczny regulują problematykę ustroju i funkcjonowania Trybunału, uwzględniając szereg zaleceń przedstawionych Polsce przez Komisję Wenecką.”
– W szczególności podkreśliliśmy, że powołanie przez Prezydenta RP nowego Prezesa Trybunału Konstytucyjnego w dniu 21 grudnia 2016 r. oraz wejście w życie (…) nowych regulacji prawnych stworzyło właściwe warunki dla normalnego funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Strona polska wyraża nadzieję, że od tej pory wszystkie działania Trybunału Konstytucyjnego będą zgodne z obowiązującym prawem. – czytamy w oświadczeniu.
MSZ zwraca przy okazji uwagę Komisji Europejskiej, że we wspólnym dialogu „powinny obowiązywać takie zasady, jak obiektywizm, szacunek dla suwerenności, pomocniczości i tożsamości narodowej.”
„Ostatnie wypowiedzi Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, w których nawołuje on inne państwa członkowskie do stworzenia wspólnego frontu z Komisją Europejską przeciwko Polsce są jaskrawym przykładem pogwałcenia tych reguł.” – podkreślono w oświadczeniu resortu sprawa zagranicznych.
„Strona Polska odczytuje działania i wypowiedzi Fransa Timmermansa jako motywowane politycznie i służące napiętnowaniu jednego z państw członkowskich. Apelujemy do Wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej o zaprzestanie takich działań.
„Po raz kolejny strona polska podkreśliła, że istniejący spór polityczny wokół zasad funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego nie może być podstawą do formułowania twierdzenia, że w Polsce istnieje systemowe zagrożenie praworządności.” – oceniło MSZ.
Od stycznia ubiegłego roku Komisja Europejska prowadzi wobec Polski procedurę w sprawie praworządności w związku z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. W czerwcu 2016 r. wydała opinię krytyczną wobec polskich władz, a pod koniec lipca opublikowała rekomendacje, zalecając rządowi m.in. opublikowanie wszystkich wyroków TK i zastosowanie się do nich.
Polski rząd odpowiedział 27 października 2016 r. na te zalecenia, oświadczając, że są one niezasadne i nie widzi prawnych możliwości ich wdrożenia. Ostatnie rekomendacje KE wydała 21 grudnia ub. roku.
Źródło: Biuro Rzecznika Prasowego, MSZ
O. Rydzyk wśród najbogatszych Polaków, a dzięki rządowym dotacjom PiS może być jeszcze bogatszy
„Wprost” dotarł do sprawozdań finansowych kluczowych biznesów ojca Tadeusza Rydzyka. Wg tygodnika, kontrolowane przez niego fundacje i firmy przyniosły w 2015 roku ponad 55 mln zł przychodów i 11 mln zysku netto. Szacując na tej podstawie całość majątku dziennikarze ustalili, że duchowny znalazłby się na 83. miejscu listy najbogatszych Polaków.
Teoretycznie o. Rydzyk nie posiada żadnego majątku – jako zakonnik złożył śluby ubóstwa i może posiadać tylko rzeczy osobiste. W rzeczywistości, zarządza wszystkimi stworzonymi przez siebie instytucjami.
Największe pieniądze Rydzykowi przynosi Radio Maryja, należące do zakonu redemptorystów. Zyskowne są także przedsięwzięcia działające pod fundacją Lux Veritatis, której jest prezesem, oraz fundacji „Nasza Przyszłość”, gdzie zasiada w radzie programowej. Poza tym Rydzyk związany jest ze spółkami Bonum, Scala, Geotermia Toruń, Uzdrowisko Termy Toruńskie oraz Polskie Sieci Cyfrowe.
Jak zaznacza „Wprost”, najnowszym biznesowym dziełem Rydzyka, które może okazać się bardzo dochodowe, jest produkcja filmowa i plany utworzenia katolickiej wytwórni filmowej. Na ekrany kin wszedł właśnie film „Zerwany kłos”, który opowiada historię bł. Karoliny Kózkówny. Film został wyreżyserowany przez absolwenta uczelni Rydzyka Witolda Ludwiga, producentem była fundacja Lux Veritatis i Telewizja Trwam.
„Wprost” opiera się na danych z 2015 roku, kiedy władza pozostawała w rękach PO-PSL. Po wyborach, rząd PiS chętniej dotuje instytucje związane z Rydzykiem, dzięki czemu majątek przez niego zarządzany, może wygenerować jeszcze większe przychody.
(df) thefad.pl / Źródło: WPROST
































