Marzniesz w pracy? PIP może ukarać pracodawcę, gdy w biurze jest za zimno
Temperatura w biurach nie powinna być niższa niż 18 stopni Celsjusza. PIP może wydać nakaz wstrzymania pracy na stanowisku, gdzie jest zbyt zimno.

Przepisy BHP określają minimalną temperaturę w pomieszczeniach, gdzie wykonywana jest praca. Fot. pixabay
Jak zaznaczyła PIP w komunikacie, pracodawca ma obowiązek zapewnić odpowiednią temperaturę na stanowiskach pracy w budynkach i środki chroniące przed zimnem pracującym poza nimi. Za niewywiązanie się z tych obowiązków grożą mandaty.
Przepisy BHP określają minimalną temperaturę w pomieszczeniach, gdzie wykonywana jest praca. „Przy lekkiej pracy fizycznej, np. w biurach, temperatura nie powinna być niższa niż 18 stopni Celsjusza. Pozostali pracownicy, zatrudnieni np. w halach produkcyjnych, powinni mieć zapewnioną temperaturę nie niższą niż 14 stopni C” – poinformowała Państwowa Inspekcja Pracy.
Jak dodano w instrukcji, w przypadku pracowników wykonujących w okresie zimowym zadania na wolnej przestrzeni obowiązki pracodawcy są bardziej rozbudowane ze względu na większe narażenie na wychłodzenie spowodowane zjawiskami atmosferycznymi.
Podstawowym obowiązkiem zatrudniającego jest – według PIP – zapewnienie odzieży ochronnej, posiłków regeneracyjnych i ciepłych napojów, przy temperaturze powietrza zimą (od 1 listopada do 31 marca) niższej niż 10 stopni Celsjusza.
Inspekcja pracy podkreśliła, że obowiązek zapewnienia posiłków regeneracyjnych dotyczy pracowników, którzy wykonują prace na otwartej przestrzeni w okresie zimowym związane z wysiłkiem fizycznym, powodującym w ciągu zmiany roboczej efektywny wydatek energetyczny organizmu powyżej 1500 kcal (6280 kJ) u mężczyzn i powyżej 1000 kcal (4187 kJ) u kobiet.
„Stanowiska, na których mogą być wydawane ciepłe posiłki i napoje, ustala pracodawca w porozumieniu ze związkami zawodowymi bądź z przedstawicielami pracowników. Informacje takie powinien zawierać regulamin pracy” – zauważyła PIP.
Co więcej, wskazano w komunikacie, pracodawca ma obowiązek zapewnienia pomieszczenia, w którym pracownicy wykonujący prace na wolnej przestrzeni się ogrzeją lub zmienią odzież – temperatura w nich nie powinna być niższa niż 16 stopni Celsjusza.
Jak zauważyła PIP, gdy pojawią się problemy z zapewnieniem wymaganej przez prawo temperatury na stanowisku pracy albo gdy pracodawca nie zapewnia pracownikom wymaganych środków ochronnych lub posiłków, należy złożyć skargę w okręgowym inspektoracie pracy. „Inspektor może (…) wydać nakaz wstrzymania pracy na stanowisku, gdzie jest zbyt zimno, by pracować, a to zazwyczaj wiąże się także z nałożeniem kary grzywny” – podano w komunikacie.
Źródło: Kurier PAP
Duda zdecydował się na powrót do archaicznego systemu, czyli edukacja pod topór
Edukacja też pod topór
Prezydent pomimo wszystkich oczywistych argumentów zdecydował się na powrót do archaicznego systemu edukacji. To jest uderzenie w naszą przyszłość!
W obecnej rzeczywistości szybszego dojrzewania młodzieży połączenie dzieci siedmioletnich z nastolatkami będzie oznaczało rosnące zjawisko fali w podstawówkach. To znowu zwiększy falę przemocy w szkołach. Dzisiaj za ten oczywisty skutek złej zmiany odpowiedzialność wziął Prezydent RP.
Dlatego apeluję do wszystkich o poparcie inicjatywy zbierania podpisów pod referendum w tej sprawie. Również na manifestacjach KOD zbierajmy pod tym podpisy! (i przestańmy wreszcie biczować Mateusza Kijowskiego za wpadki, które są przecież na początku każdej działalności nieuniknione).
Czas do pracy!
Jako były minister edukacji narodowej i jako ojciec 13 latki, która miała pójść w przyszłym roku szkolnym do gimnazjum apeluję o zbieranie podpisów pod referendum, w którym to wszyscy będą mogli się wypowiedzieć w tej sprawie, a nie wyłącznie osoby, które już nie mają dzieci w wieku szkolnym.
Roman Giertych – strona oficjalna
Prezydent podpisał ustawy reformujące system oświaty

Prezydent Andrzej Duda 9 stycznia 2017 r. podpisał ustawy reformujące system szkolny w Polsce. Fot. Źródło: prezydent.pl
Prezydent Andrzej Duda 9 stycznia 2017 r. podpisał ustawy reformujące system szkolny w Polsce.
- Ustawę z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe.
- Ustawę z dnia 14 grudnia 2016 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe.
Prezydent powołał także doradcę ds. wdrażania reformy – członka Narodowej Rady Rozwoju prof. Andrzeja Waśko, który w jego imieniu będzie współpracował z resortem edukacji w koordynowaniu realizacji reformy. W MEN powstanie zespół, który będzie ją koordynował i na bieżąco monitorował sytuację w kraju przez wszelkie zgłaszane za pośrednictwem kuratorów uwagi. Prezydent wyjaśnił, że chodzi o to, by wspólnie przejść przez wszystkie problemy, aby wprowadzenie reformy było w miarę możliwości jak najmniej dotkliwe.
Reforma oznacza likwidację gimnazjów, powrót do 8-letnich szkół podstawowych, 4-letnich liceów ogólnokształcących i 5-letnich techników. W miejsce zasadniczych szkół zawodowych powstaną dwustopniowe szkoły branżowe.
– Nie ukrywam, że miałem cały szereg wątpliwości i pytań albowiem materia jednej i drugiej ustawy jest materią bardzo rozległą, trudną i niezwykle wrażliwą. Niezwykle wrażliwą z bardzo prostej przyczyny – dotyczy przyszłości naszego kraju, dotyczy przyszłych pokoleń, a przede wszystkim dotyczy dzieci i ich rodziców – podkreślił prezydent.
Dodał, że nigdy nie miał „żadnych wątpliwości, że polski system edukacji wymaga naprawy i wymaga zmiany”. – Zresztą miliony Polaków od wielu lat mówią to samo – potrzebny jest dłuższy okres kształcenia w poszczególnych szkołach – dodał Andrzej Duda.
Reforma oświaty rozpocznie się od roku szkolnego 2017/2018. Wówczas uczniowie kończący w roku szkolnym 2016/2017 klasę VI szkoły podstawowej staną się uczniami VII klasy szkoły podstawowej. Rozpocznie się tym samym stopniowe wygaszanie gimnazjów – nie będzie już do nich prowadzona rekrutacja. W roku szkolnym 2018/2019 gimnazja opuści ostatni rocznik dzieci z klas III. Od 1 września 2019 r. gimnazjów nie będzie już w ustroju szkolnym. [PAP]
Źródło: prezydent.pl
Czy takie sceny w londyńskim metrze jeszcze Was dziwią?
Pracownik metra w uniformie i kolorowym irokezem na głowie? Prezenterka telewizyjna w pidżamie? Kolorowe zwierzaki wysiadające z wagonu ? London Underground – tutaj wszystko może się zdarzyć!
Poniżej prezentujemy kilka wyjątkowo zabawnych scen z londyńskiego metra, zobaczcie sami – czy to jest normalne?
1. Pracujący na jednej ze stacji londyńskiego metra „Irokez” – nikogo już nie dziwi

2. Prezenterka w podżamie?

3. Postaci z komiksów

4. Science Fiction

5. Zwierzaki z bajek

6. Londyński dzień bez spodni w metrze

7. Pierwszy taniec…

8. Każdy może tu być sobą i czuć się dobrze we własnej skórze 🙂

Anna Frach, TheFad.pl
Czy uczniowie będą uczyć się wiersza o Jarosławie Kaczyńskim? Ministerstwo nie mówi nie..
Jest prawdopodobne, że sylwetka prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego stanie się elementem programu nauczania klas VIII szkół podstawowych po wejściu reformy edukacji – zastanawia się serwis polskatimes.pl
Reforma edukacji to główny cel minister Anny Zalewskiej. Już w grudniu Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało listę lektur dla uczniów klas VI-VIII podstawówek po zmianach.
– Każdy uczeń powinien znać ojczystą literaturę, kulturę i historię, żeby czuł się bezpiecznie w świecie i nie dał sobą manipulować – uzasadniała na początku kadencji ministra edukacji Anna Zalewska projekt zmian.
W szkołach ma więc być bardziej patriotycznie i bardziej narodowo. Więcej Mickiewicza, Sienkiewicza, ale też i … Na nową listę lektur obowiązkowych w klasie VIII, PiS wprowadziło twórczość eseisty, dramaturga i krytyka literackiego prof. Jarosława Marka Rymkiewicza, poety, który w ostatnich latach stał się radykalnym wieszczem prawicy.
Urodzony w 1935 roku Rymkiewicz ma w swym dorobku literackim wiersz zatytułowany „Do Jarosława Kaczyńskiego”, napisany w 2010 roku po katastrofie smoleńskiej.
Co zrobicie? – pytają nas teraz przodkowie
I nikt na to pytanie za nas nie odpowie
To co nas podzieliło – to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światuJarosławie!
Pan jeszcze coś jest winien Bratu!
Dokąd idziecie?
Z Polską co się będzie działo?
O to nas teraz pyta to spalone ciało
I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie
Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie
– to fragment wiersza Rymkiewicza z 2010 roku.
Sprawą zainteresowali się posłowie .Nowoczesnej. Katarzyna Lubnauer 2 grudnia w liście otwartym do Ministerstwa Edukacji Narodowej napisała:
„Codziennie zgłaszają się do mnie rodzice, nauczyciele, dyrektorzy a nawet uczniowie. Pojawiają się prośby o interwencje, i pytania na, które nie jestem w stanie odpowiedzieć. Wszyscy zastanawiają się jak będzie wyglądała Polska szkoła. Jakie będą programy nauczania, podręczniki, o kim i o czym będą się uczyć dzieci na lekcjach historii czy j. polskiego.”
Na prowadzoną przez nas skrzynkę mailową edukacja.interwencja@nowoczesna.org przychodzi wiele wiadomości, skarg i zażaleń. Jedna z nich dotyczy autorów wpisanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej na listę lektur obowiązkowych w klasie VIII szkoły podstawowej.
Jednym z wymienionych tam twórców jest Pan Jarosław Marek Rymkiewicz. Wśród twórczości Rymkiewicza można znaleźć wiersz o tytule „Do Jarosława Kaczyńskiego”.
(…) Kolejny wiersz zatytułowany „Krew”, przytaczam fragment:
„(…)Krew na kamiennych szarych płytach
Na białych rękawiczkach Tuska
Krew która o nic was nie pyta
Krew jak złamana w sadzie brzózka”
(…)Krew na fotelach tupolewa
Zmywana szlauchem o świtaniu
Jeszcze wam ona pieśń zaśpiewa
To będzie pieśń o zmartwychwstaniu”
W związku z powyższym proszę o odpowiedź na poniższe pytania:
Czy to właśnie te wiersze mają omawiać uczniowie klasy VIII szkoły podstawowej, w szkole która z założenia jest apolityczna?
.Nowoczesna otrzymała odpowiedź jeszcze przed Bożym Narodzeniem. W imieniu minister Anny Zalewskiej odpowiedział podsekretarz stanu Maciej Kopeć.
Z treści odpowiedzi wynika, że we wstępnym projekcie podstawy programowej zaproponowano w lekturach obowiązkowych wybrane wiersze m.in. Rymkiewicza. Kopeć, pisząc o „wybranych wierszach” autorów, nie wymienia ich tytułów, ale też nie dementuje, że wśród nich jest wiersz „Do Jarosława Kaczyńskiego”.
Zatem jest możliwe, że to ten wiersz Rymkiewicza wejdzie do kanonu lektur obowiązkowych. Decyzja ma jednak należeć do ekspertów: „wziąwszy pod rozwagę każdy głos w sprawach programowych, opracują ostateczną wersję projektu”.
(df) thefad.pl / Źródło: – polskatimes.pl
Film „Maria Skłodowska-Curie” – to nie tylko opowieść o życiu naukowca
Film „Maria Skłodowska-Curie” to nie tylko wierna faktom opowieść o niesamowitym życiu naukowca, odkrywczyni dwóch pierwiastków – polonu i radu, ale przede wszystkim portret niezwykłej kobiety, która dzięki swojej inteligencji i wiedzy oraz nieprzeciętnym umiejętnościom zdołała przekonać do siebie świat nauki, od zawsze zdominowany przez mężczyzn.
Jako pierwsza kobieta w Europie uzyskała tytuł doktora. W 1906 roku przyznano jej profesurę i równocześnie objęła własną katedrę na paryskiej Sorbonie, co we Francji było wydarzeniem bez precedensu. Była też pierwszą uczoną, która zdobyła Nobla. W dziejach tej nagrody nadal jest jedynym podwójnym laureatem, wyróżnionym w dwóch różnych dziedzinach naukowych.
Film w reżyserii Marie Noëlle to jednak przede wszystkim portret Skłodowskiej-Curie, jakiej nie znaliśmy – czułej matki, kochającej żony, kobiety charyzmatycznej, zdecydowanej, choć pełnej dylematów i sprzeczności. – czytamy w opisie dystrybutora filmu „Maria Skłodowska-Curie”.
– Często traktujemy bohaterów jak ikony i nie dopuszczamy ich ludzkiej strony życia, a Maria Curie była osobą kontrowersyjną i wielowymiarową. Chcieliśmy przedstawić ją jako człowieka, jako matkę, żonę i kochankę, odmitologizować tę postać – mówił podczas premiery filmu w Kolonii w Niemczech Mikołaj Pokromski, producent filmu.
Film prezentuje osiem lat z życia Marii Skłodowkiej-Curie – od czasu przyznania pierwszego Nobla, do chwili otrzymania drugiej statuetki. W tym czasie umiera jej ukochany mąż Pierre, a kilka lat później Maria Skłodowska wdaje się w namiętny romans z żonatym naukowcem Paulem Langevinem. W tamtych czasach był to wielki skandal. Praca bulwarowa bardzo potępiała Polkę. Przez długi czas motyw ten pozostawał szerszej publiczności nieznany.
– Jak zaczęłam zgłębiać tą historię, to odkryłam, jak trudne życie miała Curie jako kobieta. Nazywano ją nawet dziwką, a przecież była wdową. Jej kochanek natomiast w ogóle nie był za to piętnowany. To mnie oburzyło i tak narodził się ten film – mówi francuska reżyserka Marie Noelle.
Choć romans z Langevinem trwał tylko pół roku, jego znaczenie było ogromne. Zakazana miłość prawie pozbawiła Skłodowską drugiego Nobla. Kiedy po raz drugi została jego laureatką, Szwedzka Akademia obawiając się skandalu przez rok nakłaniała ją, by nie przyjeżdżała po odbiór statuetki.
– Sam nie znałem tego motywu – mówił Mikołaj Pokromski – Ale wydaje mi się, że dla współczesnego widza ciekawe jest to, że może odkryć coś nowego.
W filmie zobaczymy zmysłową Marie Curie (w którą wciela się Karolina Gruszka), jak pływa w morzu, zajada się ogórkami kiszonymi czy konfiturami z mirabelek. Miłość do nauki przeplata się z miłością do mężczyzny. Nie bez znaczenia jest też wizualna warstwa filmu. – Zdjęcia w wykonaniu Michała Englerta są miękkie i trochę rozmyte. To dodaje filmowi sensualności – tłumaczy producent filmu.
Niemieccy krytycy w swoich recenzjach podkreślają udaną kreację Karoliny Gruszki.
– Zagrana przez nią Maria Curie jest mieszanką stoickiego dystansu i emocjonalnej kruchości – pisze portal magazynu Die Zeit.
Niemicki „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) chwali film za niebanalne ujęcie tematu i skoncentrowanie się na wątku romansu.
Krytykuje jednak reżyser Marie Noëlle za użycie zbyt konwencjonalnego języka filmowego.
– Kąpiel Curie w lodowatym morzu jest raczej banalną metaforą jej duchowej wolności – pisze w swoim internetowym wydaniu FAZ. Zarzuca przy tym reżyserce, że z Marie Curie stworzyła „ubraną na czarno, płaczącą i wrażliwą męczennicę nauki”.
Emocje te doceniła jednak Berliner Zeitung, oceniając wysoko międzynarodową produkcję: „Film Noëlle jest pełen dyskrecji i delikatności, pomimo to, że opowiada o historycznej postaci. To piękny, treściwy film, którego w końcu się doczekaliśmy”.
Polska premiera filmu została zaplanowana na 20 lutego. W polskich kinach „Maria Skłodowska-Curie” pojawi się 3 marca.
(df) thefad.pl / Źródło: Deutsche Welle
Ostatnie dni przyniosły cały szereg porażek wszystkim ugrupowaniom opozycyjnym
Dyrygent dla opozycji
Ostatnie dni przyniosły cały szereg porażek wszystkim ugrupowaniom opozycyjnym.
Pomimo oczywistego skandalu związanego z obecnością podczas posiedzenia Sejmu RP na Sali Kolumnowej osób postronnych opozycja nie potrafiła wykorzystać tego faktu z powodu szeregu oczywistych błędów.
Pierwszym było przeforsowanie „okupacji” Sali Plenarnej przez grupę młodych posłów PO pomimo sprzeciwu Grzegorza Schetyny.
Ze zwycięskiego starcia z PiS, które w wyniku tłumów zgromadzonych pod Sejmem w dniu 16.12.2016 roku po wykluczeniu z obrad posła Szczerby i po przegłosowaniu ważnych ustaw w Sali Kolumnowej doprowadziło do wycofania się z ograniczeń dla mediów, protest przerodził się w groteskę. Najpierw zachowanie posłów na sali plenarnej, a potem koszmarna wpadka Ryszarda Petru doprowadziła do ośmieszenia całego ruchu protestu.
Na to wszystko (jako trzeci błąd) nałożył się otwarty konflikt w stowarzyszeniu KOD, który przerodził się w publiczne pranie brudów wokół osoby Mateusza Kijowskiego.
Jakby tego wszystkiego było mało to Ryszard Petru rozpoczął nieuzgodnione z PO rozmowy z PiS, które zakończyły się tym, że ponownie zobaczył światełko w tunelu. I ponownie było to światełko nadjeżdżającego pociągu z uśmiechniętym maszynistą Kaczyńskim na czele. Tak wygląda sytuacja na kilka dni przed nowym posiedzeniem Sejmu.
Kochana Opozycjo!
Zwracam się do Was w swoim imieniu, ale myślę że wyrażę uczucia tych wszystkich, z którymi razem 16 grudnia manifestowaliśmy dla Was poparcie przed Sejmem.
Jeżeli będziecie dalej tak działać to nie PiS, ale Wy zapewnicie nam kolejną kadencję z Kaczyńskim, Macierewiczem, Ziobro i Mariuszem Kamińskim.
Drogi Grzegorzu!
Jeżeli jesteś szefem PO, a posłowie się Ciebie nie słuchają bo mają fantasmagorię okupowania sali sejmowej to znaczy, że albo powinieneś tupnąć nogą, albo nie udawaj, że jesteś szefem.
Szanowny panie Przewodniczący Petru!
Jeżeli Pan chce, aby działania opozycji zamieniały się w brazylijski serial to jest Pan na najlepszej drodze.
Jestem zresztą pewien, że prawa do każdego odcinka tego serialu wykupi z radością TVP Jacka Kurskiego i będzie emitować, emitować, emitować. Ośmieszając samą ideę opozycji wobec PiS.
Jeżeli nikt Panu tego nie powiedział to ja Panu mówię: sytuacja w której łączą Pana osobiste relacje (na tyle mocne, że porzucacie walczących posłów, aby zabawić się w Sylwestra w ciepłych krajach) z wiceprzewodniczącą Nowoczesnej i razem „idziecie po władzę” jest tak śmieszna i niepoważna, że Kaczyński mógłby mając Pana jako szefa opozycji biegać sobie wokół Sejmu poganiając batogiem nago uciekających po śniegu swoich rabów Kuchcińskiego, Suskiego i Błaszczaka, a i tak wygrałby wybory.
Szanowny Kodzie!
Cała wasza siła wzięła się tylko z tego, że stanowiliście ponadpartyjny sygnał na zbiórkę wszystkich przeciwników PiS. Jeżeli zaczęliście tworzyć stowarzyszenie i od razu pożarliście się o władzę, to wasza siła zamieniła się w słabość. Nadto zapomnieliście, że w sprawach finansowych trzeba w organizacjach społecznych transparentności. To olbrzymi błąd.
To czego dzisiaj potrzeba opozycji to dyrygent.
Bez koordynacji bowiem dalsze działania są skazane na grzęźnięcie w jałowych protestach. Trzeba wreszcie podjąć intelektualny wysiłek, aby odnieść się programowo do zmiany wektorów polityki polskiej dokonywanej przez Kaczyńskiego. Zmiana tych wektorów polega na odejściu od zasady, że praca winna być premiowana przez państwo, na rzecz zupełnie socjalistycznej zasady, że promowane jest życie na koszt państwa. To fundamentalna zmiana fundamentów życia społecznego w naszym kraju, która w ogóle nie jest zauważana.
Jak wybrać dyrygenta?
Finis coronat opus. Koniec wieńczy dzieło. Wyobraźcie sobie koniec kampanii przeciwko PiS i ostateczną debatę wyborczą. Kto byłby lepszym przeciwnikiem Kaczyńskiego? Schetyna? Petru? Kijowski? Kosiniak-Kamysz? Wałęsa? Kwaśniewski? Czy TUSK?
Kto miałby szansę wygrać z Kaczyńskim taką debatę i wygrać wybory? Chyba oczywiste jest, że jedynie przewodniczący RE miałby szansę, aby ponownie wygrać debatę. A przecież od wyniku tej debaty i tych wyborów może zależeć cała przyszłość Polski!
Wyprawa koleją w Indiach to niezapomniane przeżycie
Sieć kolejowa w Indiach jest jedna z największych i najgęstszych na świecie. Pociągi są podstawowym środkiem transportu pasażerskiego i docierają niemal wszędzie.
Tabor bywa przestarzały, brudny, a pociągi zatłoczone, chociaż niektóre najbardziej ekstremalne zdjęcia publikowane przez mediów bywają ustawiane i nie maja wiele wspólnego z rzeczywistością. Niemniej jednak podroż pociągiem to najlepszy sposób na poznanie autentycznego oblicza Indii, mieszkańców tego kraju oraz nawiązania nowych znajomości.
Oto kilka zdjęć z codziennych zmagań podróżujących pociągami w Indiach
Film „Smoleńsk” w Berlinie. Pokaże go.. Klub Polskich Nieudaczników
Po długich zabiegach ambasadora RP o zorganizowanie pokazu filmu „Smoleńsk“ w Berlinie, 06.01.2016 pokaże go.. Klub Polskich Nieudaczników. To nie żart, jest taki klub. Ambasada polska w Berlinie sprawy nie komentuje.

Nieco spóźniona, ale jednak będzie. Premiera filmu „Smoleńsk” miała właściwie odbyć się w ubiegłym roku. Ambasador RP Andrzej Przyłębski rozesłał już nawet zaproszenia, ale berlińskie kino Delphi w ostatniej chwili wycofało się z pokazu. Oficjalny powód? Środki bezpieczeństwa i chęć ochrony gości obiektu. Potem, niczym domino, odmawiały kolejne kina, ale ambasador Polski w Niemczech nie ustawał i – jak udało nam się ustalić – nadal nie ustaje w poszukiwaniu kina, które w stolicy Niemiec pokaże film Antoniego Krauzego. Tyle tylko, że jeśli to się uda, trudno będzie mówić o premierze, bo ta odbędzie się w piątek (06.01.2017) wieczorem. Sprawę w swoje ręce wzięli Polscy Nieudacznicy.
– Byliśmy zdziwieni, że nie udało się pokazać w Berlinie tego filmu i postanowiliśmy sprawdzić, czy to takie trudne. Okazało się, że wcale nie jest to skomplikowane – mówi w rozmowie z Deutsche Welle Adam Gusowski z Klubu Polskich Nieudaczników.
W kilka tygodni udało się znaleźć kino, sprowadzić twardy dysk z filmem do Berlina. – Wydaje mi się, że ambasadorowi nie udało się doprowadzić do pokazu filmu, bo kina nie chciały dostać propagandowego stempla – twierdzi Adam Gusowski, zaznaczając, że to jego prywatna opinia, podparta wieloletnim doświadczeniem w organizacji życia kulturalnego w stolicy Niemiec.
Koszty pokazu pokryją „Nieudacznicy”. Będzie to pokaz otwarty, na który nie wysłano ani jednego zaproszenia. Przyjść może każdy, wystarczy kupić bilet.
– Film urósł do roli takiego latającego Holendra. Stał się filmem-widmo – mówi Gusowski. – Sugerowano, że Niemcy boją się prawdy, nie chcą go pokazać. Balon urósł i pomyśleliśmy, że dobrze byłoby spuścić zeń trochę powietrza. Tym napompowaniem „Smoleńska“ wszyscy już jesteśmy zmęczeni – dodaje satyryk.
Poprzeczka nie była postawiona wysoko
Klub Polskich Nieudaczników został założony w latach 90-tych, otwarto go w 2001 roku. Jest on krytycznym, często satyrycznym komentatorem polskiego życia.
„Nieudacznikom” nieobcy jest absurd. -Teraz jednak zostaliśmy zaskoczeni poprzez absurdalność tego filmu i wszystkiego, co wokół niego się dzieje – zaznacza Gusowski.
Według niego absurdem jest również to, że tyle zamieszania powstało wokół organizacji berlińskiej premiery, przy czym, jak zaznacza, „poprzeczka wcale nie była postawiona wysoko“.
– Kierownictwo kina zaznaczyło jedynie na początku naszych rozmów, że nie chce, by to był pokaz polityczny czy propagandowy. Nie pytano nas o żadne kwestie bezpieczeństwa – dodaje satyryk.
Film „Smoleńsk“ nie uszedł uwadze niemieckich krytyków. Media obszernie informowały zarówno o filmie jak i o nieudanych próbach ambasady, aby go w Berlinie pokazać. Wielu filmowców, pomijając polityczne tło filmu, uważa go za kiczowaty i źle zrealizowany. W niektórych programach telewizyjnych oceniano, że jest to faworyt do tytułu najgorszego filmu roku.
Po pokazie „Smoleńska“ odbędzie się dyskusja z udziałem żyjącego w Berlinie polskiego tłumacza i pisarza Piotra Olszówki i dziennikarza „Berliner Zeitung” Philippa Fritza.
– Pomysły, jak to zorganizować, kogo zaprosić, były różne. Ale wszyscy mamy dość tego krzyczenia. Chcemy zwykłą rozmową zakończyć ten pokaz – podsumowuje Gusowski.
Niemałe i niepozbawione ryzyka wyzwanie, zważywszy na to, że tragedia pod Smoleńskiem głęboko podzieliła Polaków i jest największą w historii powojennej Polski. Mimo prób, nie udało nam się uzyskać komentarza ambasady w tej sprawie.
Deutsche Welle
50 skąpo ubranych dziewczyn tańczyło na jeepach podczas pogrzebu urzędnika na Tajwanie
50 skąpo ubranych dziewcząt tańczyło na dachach samochodów konduktu podczas pogrzebu 76 letniego Tung Hsiang, urzędnika Rady miasta Chiayi w Tajwanie.
Wyjaśniając nietypowy charakter pogrzebu, syn Tung Hsianga powiedział w rozmowie z dziennikarzami telewizji SET TV należącej do CNN, że zmarły ojciec objawił mu się i prosił go aby ceremonia przebiegała w sposób „zabawny”.
– Ojciec zawsze był trochę szalony i mam nadzieję, że ta ceremonia pogrzebowa pozwoliła mu odejść w szczęściu – powiedział syn Tung’a
Podczas procesji pogrzebowej wyróżniali się tancerze, muzycy grający na tradycyjnych chińskich instrumentach perkusyjnych, specjalnie sprowadzone luksusowe samochody i skąpo ubrane dziewczyny tańczące na Jeepach.
Niezwykły pogrzeb przyciągnął tłumy gapiów – To przezabawne! Nigdy wcześniej czego takiego nie widziałem – powiedział jeden z przechodniów w rozmowie z dziennikarzami SET TV.
Jeśli wydaje nam się, że występy striptizerek na pogrzebie są trochę niezręcznym zwyczajem, to w Chinach ma swoją długą historię.
Pokazy erotyczne mają przyciągnąć na uroczystości pogrzebowe więcej żałobników. Duża liczba uczestników ostatniego pożegnania ma być oznaką szacunku dla zmarłego. W Chinach znane są też przykłady opłacanych żałobników zwanych „kusangren”, którzy mają uczestniczyć w pogrzebie w celu stworzenia sztucznego tłumu. Zaproszenie striptizerek lub tancerek egzotycznych ma pokazać także zamożność rodziny, oraz – jak mówią mieszkańcy prowincji – „dodać trochę zabawy” i „pocieszyć żałobników”.
Co ciekawe i co warto podkreślić, tańce erotyczne i pornografia są w Chinach zabronione.
(df) thefad.pl / Źródło:/shanghaiist.com


















