Co z Brexitem? Jeśli nastąpi to rozwód z Unią może przeciągnąć się nawet o kilka lat
Po wyroku Wysokiego Trybunału w sprawie zgody na opuszczanie przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej pojawiło się wiele pytań dotyczących przeprowadzenia Brexitu.
Zgodnie z wyrokiem brytyjskiego Trybunału o opuszczeniu Unii Europejskiej zdecyduje parlament. Jak wynika z orzeczenia, rząd Theresy May nie ma prawa samodzielnie podjąć takiej decyzji. Ministrowie zapowiedzieli jednak odwołanie od wyroku. Około 7 grudnia planowana jest rozprawa Sądu Najwyższego. Jeśli pomimo rządowego odwołania decyzja Wysokiego Trybunału zostanie utrzymana, rząd będzie zmuszony zaproponować ustawę, która następnie będzie musiała być uchwalona przez obie izby brytyjskiego parlamentu.
„Błąd Theresy May polega na tym, że postrzega ona siebie, jako jedyną wykonawczynię woli narodu. Natomiast Brytyjczycy w czerwcowym referendum wypowiedzieli się wyłącznie w kwestii, czy kraj powinien pozostać w UE, czy też nie. Nie głosowali na warunki wystąpienia, takie jak np. udział w europejskim rynku wewnątrzwspólnotowym, które mogą być wyjaśnione wyłącznie w drodze negocjacji z UE”. – komentuje decyzję brytyjskiego Trybunału o opuszczeniu Unii Europejskiej niemiecki „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. – Ponieważ Brexit dotyczy złożonych problemów, to „parlament” jest najbardziej kompetentne do tego, by problemy te legitymować i rozwiązywać w sposób demokratyczny. – czytamy w FAZ.
Warto jednak zaznaczyć, że choć większość członków Izby Lordów i Izby Gmin jest przeciwna wyjściu Wielkiej Brytanii z europejskiej wspólnoty, prawdopodobieństwo cofnięcia Brexitu jest niewielkie. Rząd prawdopodobnie uszanuje wolę większości obywateli, która głosowała za rozwodem z Unią.
Kolejny niemiecki dziennik „Frankfurter Rundschau” stwierdza zaś, że „Brytyjska premier i jej ministrowie od tygodni popełniają w sprawie Brexitu tylko błędy” i przypomina, że: – Minister spraw wewnętrznych Amber Rudd przedstawia plan rejestracji pracujących obcokrajowców, z którego to musi się wycofać po bezprecedensowych protestach. Premier Theresa May zasłania się tajemnicą strategii negocjacji, i nie chce dopuścić parlamentu do współdecydowania:
– Cztery miesiące po decyzji podjętej przez Brytyjczyków w referendum z 23 czerwca, brytyjski rząd nie ma rozsądnego plan działania. Tym samym sędziowie brytyjskiego Trybunału wskazując wyrokiem, że o opuszczeniu Unii Europejskiej zdecyduje parlament, wyświadczają przysługę rządowi Theresy May”. – podkreśla „Frankfurter Rundschau”
Z kolei ekonomiczny dziennik „Handelsblatt” sugeruje, że wyrok sędziów, może zostać odebrany jako „apel do rządu brytyjskiego, by ten raz jeszcze przemyślał wyjście z Unii.”
Wyrok Trybunału wpłynie na osłabienie pozycji rządu May w sprawie Brexitu, wzmocnił zaś rolę proeuropejskiego parlamentu. Może to oznaczać, że opuszczenie Unii nie będzie odbywać się na „twardych warunkach”, jak oddzielenie rynków czy ograniczenie dostępu pobytu mieszkańców UE na terenie Zjednoczonego Królestwa.
Po wyroku Trybunału prawdopodobne jest, że planowane uruchomienie Art. 50 w marcu nie nastąpi. Wiele zależy jednak od stanowiska Sądu Najwyższego, jakie przyjmie on w grudniu. Jeśli orzeknie, że brytyjski rząd nie ma prawa współdecydować o Brexicie, procedura może zostać rozpoczęta z dużym opóźnieniem. Niewątpliwie będzie ona poprzedzona dalszymi konsultacjami społecznymi i rządowymi, które mogą przeciągnąć brytyjski rozwód z Unią nawet o kilka lat.
(df) thefad.pl / Źródło: Deutsche Welle
„11 Listopada to nasze święto”. Artyści zapraszają do udziału w obchodach Święta Niepodległości
Przyjdź 11 listopada o 12:30 na pl Gabriela Narutowicza w Warszawie!#KODNiepodleglosci #KOD1111 #KODForIndependencehttps://t.co/WrPsy6R35u pic.twitter.com/DlHZ7xXaNh
— Mateusz Kijowski (@mkijowski) 4 listopada 2016
Komitet Obrony Demokracji, Platforma Obywatelska, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Partia Zieloni, Partia Demokratyczna oraz cała Koalicja „Wolność, Równość, Demokracja” namawiają do udziału w obchodach Święta Niepodległości 11 listopada. Marsz wyruszy wtedy z Placu Gabriela Narutowicza.
„11 Listopada to nasze święto. Święto wszystkich Polaków. Pokażemy światu, jak powinien wyglądać nowoczesny patriotyzm, w wolnym i demokratycznym państwie. 98 lat temu, po latach zaborów, Polacy pokazali, że tu jest Polska. Siłami całego społeczeństwa. Dziś – nasza kolej. Nie dajmy zawłaszczyć biało-czerwonej. Nie dajmy odebrać sobie naszego święta. Jeszcze Polska nie zginęła …” – zaprasza KOD na swoim profilu na Facebooku.
Do udziału w marszu zachęcają również popularni artyści. W kilkusekundowych filmikach przekazują, dlaczego uczczą Święto Niepodległości z KOD-em i opozycją.
„Idę, bo chcę, bo muszę, bo wydaje mi się to ważne. Idę nie dla siebie, idę dla innych” – wyjaśnia Krystyna Janda.
11 Listopada idę bo kocham to święto. O wolność trzeba dbać, a często nawet walczyć. A ty jaki masz powód – pyta Daniel Olbrychski
Daniel Olbrychski mówi, dlaczego idzie na marsz KOD Niepodległości. A Ty? Jaki masz powód? Chodź z nami! Polska Silna Tobą! #KOD1111 pic.twitter.com/rBTFsryqmR
— Mateusz Kijowski (@mkijowski) 4 listopada 2016
11 Listopada idę bo jestem naprawdę wkurzona obecną sytuacją w Polsce – mówi Zofia Wichłacz aktorka filmu wojennego Miasto 44.
Zofia Wichłacz mówi, dlaczego idzie na marsz KOD Niepodległości.
A Ty? Jaki masz powód?
Chodź z nami!Polska Silna Tobą!#KOD1111 pic.twitter.com/ZwGfA8Ms5V
— Mateusz Kijowski (@mkijowski) 4 listopada 2016
Idą, bo chcą silnej i mądrej Polski. A Ty? Jaki masz powód? Chodź z nami! Polska Silna Tobą!#KOD1111https://t.co/WrPsy6R35u pic.twitter.com/MsoO0Dx0NX
— Mateusz Kijowski (@mkijowski) 4 listopada 2016
11 Listopada idę bo jeszcze mam do tego prawo – wyjaśnia Magda Cielecka
Negatywne cechy Jarosława Kaczyńskiego wg marszałka Senatu to:

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski: Pan prezes Kaczyński jest wybitnym politykiem, traktuje swoją misję z wielką odpowiedzialnością. Ja nie widzę żadnych wad u pana prezesa. Fot. Radio ZET
Gość Radia ZET marszałek Senatu Stanisław Karczewski został poproszony przez jednego ze słuchaczy o wyliczenie dwóch negatywnych cech charakteru Jarosława Kaczyńskiego.
Jakie zdanie o prezesie Prawa i Sprawiedliwości ma jeden z czołowych polityków tej partii?
– Wie pan co…. Dwie cechy, tak? – rozpoczął swoją odpowiedź – Pan prezes Jarosław Kaczyński jest idealistą. Chciałby, żeby świat był idealny. Chciałby żeby choć często mówi, że w PiS nie ma samych aniołów, ale chyba chciałby, żeby w Polsce były same anioły – mówił Stanisław Karczewski.
Dopytywany czy ten idealizm rzeczywiście jest cechą negatywną odparł: – Ja to również traktuję jako cechę bardzo pozytywną – odpowiedział.
– Pan prezes Jarosław Kaczyński jest człowiekiem wybitnym. Mimo ogromnych przeżyć i wielkich ataków, doprowadził swoja partię do tego, że wygraliśmy wybory. I wygramy również następne, samorządowe wybory – chwalił „negatywne cechy” prezesa Kaczyńskiego marszałek Karczewski.
– Pan prezes Jarosław Kaczyński jest wybitnym politykiem, traktuje swoją misję z wielką odpowiedzialnością. Ja nie widzę żadnych wad u pana prezesa – oświadczył w końcu marszałek Senatu.
@Gosc_RadiaZET @YouTube Opinia dosyć typowa wsrod członków PiS-u. To się nazywa kult jednostki.
— Aleksandra Duverger (@AleksandraD18) 4 listopada 2016
@Gosc_RadiaZET Przy @StKarczewski wazelina to jest papier ścierny.
— Krzysiek F (@K_in_Warsaw) 4 listopada 2016
(df) thefad.pl / źródło: Radio ZET
Michał Figurski: Może za pół roku sam sobie ukroję kromkę chleba i posmaruję masłem

Michał Figurski opowiada o swojej chorobie. Fot. newseria
Gdy 20 września 2015 roku Michał Figurski przeszedł wylew, lekarze przygotowywali jego najbliższych na najgorsze. Przez pierwsze dwa tygodnie po operacji był utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Jego stan był tak poważny, że dawano mu minimalne szanse na przeżycie.
Dziś czuje się dużo lepiej i wraca do sprawności. Boi się, że jeśli nie będzie dbał o siebie i poddawał ciężkiej rehabilitacji, nigdy nie odzyska zdrowia. Twierdzi, że za jego ciężką pracą i determinacją by wrócić do zdrowia kryje się strach. Podkreśla, że na tym strachu zbudował plan stopniowego powrotu do sprawności.
– Człowiek wpada w panikę, w wielki strach, dlatego że czuje się niewolnikiem we własnym ciele. I na początku nie ma nic innego jak opanowanie strachu – mówi Michał Figurski agencji informacyjnej Newseria Lifestyle. Wyjaśnia, że zaraz po wylewie nie miał żadnej władzy nad własnym ciałem. Wszystkie czynności organizmu uległy zaburzeniu, ciało było częściowo sparaliżowane. Musiał opanować ogarniające go przerażenie, że nic w jego organizmie nie działa prawidłowo.
– To jest jak szklanka wody wylana na klawiaturę komputera, to jest jedno wielkie zwarcie, które powoduje, że nie działają ręce, nogi, usta, mózg, wszystko – mówi Michał Figurski.
Od wylewu minął rok. W sierpniu ostatecznie wstał z wózka inwalidzkiego, wciąż jednak nie odzyskał pełnej sprawności i porusza się o kuli. Przechodzi rehabilitację, która ma usprawnić funkcjonowanie jego ciała.
Michał Figurski podkreśla, jak wiele osób wyraża swój podziw dla jego determinacji i wewnętrznej siły, dzięki którym osiągnął już znaczną poprawę stanu zdrowia.
– Zawsze odpowiadam, że to jest tylko strach, to nie jest żadna siła, żadne bohaterstwo, to jest zwykły ludzki strach, że jak czegoś nie zrobię dzisiaj, to wszystko zostanie tak, jak jest, i to jest główna siła napędowa – mówi.
Strach ten sprawia, że błyskawicznie pojawia się determinacja i zaczyna układać sobie plan działania, budowany na małych krokach. Najpierw pragnie się osiągnąć najprostsze cele, z czasem małe plany rozrastają się. – By zrobić jeden krok, potrzebujesz tygodni pracy nad sobą, która przynosi znikome efekty. Doprowadza cię to do frustracji, ale każe docenić cierpliwość. – mówił dziennikarz.
– Okej, to jutro spróbuję podnieść rękę, a pojutrze może spróbuję wyprostować nogę, a może za miesiąc uda mi się wstać, a może za pół roku sam sobie ukroję kromkę chleba i posmaruję masłem – wyjaśnia.
Po rocznej przerwie spowodowanej chorobą Michał Figurski wrócił do pracy. We wrześniu ponownie pojawił się w roli gospodarza programu „WidziMiSię” na antenie Polsat News 2.
Co jeszcze powiedział Michał Figurski? Zobacz krótki materiał filmowy:
(df) thefad.pl / newseria.pl
iPhone 8 pierwszym smartfonem na rynku z bezprzewodowym ładowaniem akumulatora

iPhone 7. Fot. pixabay
iPhone 8, który ma pojawić się na rynku jesienią 2017 r. miałby zostać wyposażony w technologię pozwalającą na bezprzewodowe ładowanie baterii. Ponadto dzięki możliwości rezygnacji przez Apple ze złącza Lightning, następca iPhone 7 może stać się pierwszym całkowicie bezprzewodowym smartfonem na rynku. – informuje nieoficjalnie serwis Wirtualne Media.
Informacje na temat technicznych szczegółów dotyczących następcy iPhone’a 8 uzyskał nieoficjalnie serwis Nikkei Asian Review, który już w przeszłości dostarczał wiarygodne doniesienia związane z nadchodzącymi urządzeniami mobilnymi.
Koncern Foxconn zajmujący się produkcją podzespołów dla Apple testuje rozwiązania pozwalające na bezprzewodowe ładowanie iPhone’a. Według źródeł od wyników tych prób zależy, czy inżynierowie zdążą wprowadzić ładowanie bez użycia przewodu w iPhonie 8 przed rozpoczęciem jego produkcji.
Pojawiły się też informacje o tym, że wraz z nadchodzącym modelem iPhone’a Apple może całkowicie zrezygnować ze stosowania złącza Lightning, które obecnie służy zarówno do ładowania smartfona, jak i podłączania słuchawek. Po tym jak model iPhone 7 nie został wyposażony w słuchawkowe złącze mini jack, Apple coraz częściej wspomina przy różnych okazjach, że najlepsze jest rozwiązanie pozwalające na słuchanie muzyki ze smartfona jedynie przez słuchawki bezprzewodowe. Jeśli producentowi udałoby się wprowadzić bezprzewodowe ładowanie i obsługę słuchawek bez użycia kabla, wówczas mógłby zaproponować pierwszy na rynku całkowicie bezprzewodowy smartfon.
Możliwość wprowadzenia bezprzewodowego ładowania to nie jedyna nowość, o której spekuluje się w odniesieniu do iPhone’a 8. Już wcześniej pojawiły się informacje o tym, że następca iPhone’a 7 może mieć ekran pozbawiony ramek i nie będzie posiadał tradycyjnego przycisku Home.
Źródło: Wirtualne Media
Szóstoklasiści 2016 – zmarnowany rocznik

Fot. pixabay
Masz dziecko lub wnuka w szóstej klasie? Nie szykujesz się na protest? To błąd!
Gdybym ja miała szóstoklasistę w domu i znała założenia „reformy” minister Zalewskiej to już szyłabym transparenty.
Dlaczego? Powodów jest kilka.
MEN nawet nie ukrywa, że kilka roczników potraktuje jak tymczasowe, a obecni szóstoklasiści będą najbardziej pokrzywdzeni. To właśnie obecne szóste klasy będą pierwszym rocznikiem, który zamiast pójść do gimnazjum, idzie do siódmej klasy, ale innej niż przyszłe siódme klasy i innej niż obecna pierwsza gimnazjalna. Do takiej przejściowej i tymczasowej.
Co to oznacza?
Po pierwsze, dla dzieci, które są obecnie w klasach 4-6 powstają teraz, w trybie ekspresowym, programy. Jeżeli MEN-owi ma udać się ta operacja na żywym organizmie, to muszą one powstać do końca listopada. Tylko wtedy wydawnictwa podejmą się wydania do tych programów podręczników. Nigdy jeszcze programy i podręczniki, tak rożne od dotychczasowych, nie powstawały w takim tempie. Nigdy jeszcze eksperci nie byli tak przypadkowi i brani z łapanki. I nigdy tak wielu nie rezygnowało. Ponadto, ci specjaliści wiedzą, że robią te programy tylko dla trzech roczników. A jednocześnie nie wiedzą jak wyglądają albo będą wyglądać programy do klasy 8 i dla szkół średnich. Czyli tworzą programy szybko, z założeniem tymczasowości, bez pełnej wizji i sztukując do dotychczasowego systemu, czyli sześcioletniej szkoły podstawowej .
Jeśli zdążą, to za tymczasowe podręczniki zabiorą się metodycy i będą mieć na pracę pół roku. Przyzwoity podręcznik powinien powstawać nawet 2 lata, a przynajmniej rok. Co będziemy mieć w efekcie? Książkę pisaną naprędce, niestarannie i zapewne z błędami. Z tych książek obecne 4, 5 i 6 klasy będą uczyć się przez najbliższe lata, kolejne roczniki będą już miały inne programy i inne podręczniki.
Po drugie, obecni szóstoklasiści już dziś powinni przygotować się do ciężkiej batalii, bo to ich rocznik, z obecnymi uczniami klas pierwszych gimnazjalnych, będzie startował równocześnie do szkół średnich w 2019. Oczywiście, będą oddzielne klasy pierwsze dla dzieci idących według starego i nowego systemu, ale szkoły nie są z gumy! W efekcie, najlepsze licea i technika zaoferują im po połowie dotychczasowych miejsc i wszędzie będzie się dwa razy trudniej dostać. W rezultacie, nie każdy znajdzie miejsce w wymarzonym liceum. A ten, kto planował, żeby być kucharzem, zostanie skazany na technikum ogrodnicze. Wielu ta reforma pozbawi marzeń.
Co więcej, tam, gdzie zabraknie miejsc na dodatkowe oddziały, liczba dzieci w klasach wzrośnie z 30 do 40 osób, a nauka będzie na zmiany. A w 2022 roku, kiedy obecni szóstoklasiści będą w czwartej klasie szkoły średniej, do klas pierwszych dojdzie półtora rocznika obecnych trzecioklasistów szkoły podstawowej. Czyli np. w liceum zamiast obecnych 3 znajdzie się równolegle 4,5 rocznika! Wyobrażacie sobie Państwo gdzie będą zajęcia wf, gdy nawet teraz brakuje sal?
Po trzecie, obecni szóstoklasiści nie wiedzą, gdzie za rok przyjdzie im iść pierwszego września do szkoły. To, że pozostaną uczniami szkoły podstawowej, nie oznacza jeszcze, że zostaną w dotychczasowej szkole. Wszystko będzie zależało od możliwości lokalowych i od woli samorządu. Przez kilka lat samorząd ma pełne pole do decyzji czy uczniów starszych klas szkół podstawowych, nie tylko siódmych i ósmych, ale też czwartych i piątych, zostawić w dotychczasowej szkole czy przenieść do dotychczasowego budynku gimnazjum. W okresie przejściowym samorząd może realizować dowolny model podziału i nawet dzieci z 4 klas przenieść do budynku dotychczasowego gimnazjum.
Obecnym szóstoklasistom z jednej strony odebrano możliwość wyboru gimnazjum, z drugiej nie zapewniono możliwości zostania w dotychczasowej szkole. Oznacza to też, że na dwa lata trafią do innego budynku, środowiska i nauczycieli. Jak skomentują to zwolennicy reformy, którzy mówili, że trzy lata to za krótki czas dla nauczycieli na poznanie dzieci, a dla uczniów do przyzwyczajenia się do nowego środowiska?
Może być jeszcze drugi scenariusz. Jeśli w podstawówce znajduje się odpowiednio dużo pracowni i taka jest wola samorządu, to obecny szóstoklasista zostanie w tej samej szkole jeszcze dwa lata. I przez te dwa lata będzie stale najstarszym rocznikiem! Oczywiście dla rodziców to bywa miła perspektywa, zwiększa poczucie bezpieczeństwa, ale dzieci zwykle dążą i chcą mieć styczność ze starszymi kolegami. Obecnym szóstoklasistom to może nie być dane przez trzy kolejne lata.
Czy to wszystkie niespodzianki dla naszych szóstoklasistów?
MEN, zdając sobie sprawę, że będą tymczasowe programy, tymczasowe podręczniki i zaskoczeni nauczyciele, postanowił, że ulży obecnym 4,5 i 6 klasom i zorganizuje dla nich tymczasowe testy ósmoklasisty. Będą zdawać trzy zamiast 4 przedmiotów: j.polski, j.obcy, matematykę, a zostanie im oszczędzony przedmiot do wyboru. Jakie to niesie skutki negatywne? Nauczyciele biologii, chemii, fizyki, geografii czy historii, będą wiedzieć, że ich praca nie zostanie sprawdzona na koniec szkoły. Z jednej strony będą mieli mniej motywacji do wysiłku, z drugiej trudniej będzie im egzekwować pracę od uczniów. Skutki tego mogą być odczuwalne dla tych dzieci na etapie szkoły średniej do matury.
Dodajmy do tego brak możliwości wyboru lepszej szkoły, klasy dwujęzycznej, artystycznej czy sportowej. Rezygnację z pójścia do gimnazjum przy dobrym liceum lub uczelni. Nauczycieli niepewnych swojego miejsca pracy, uczących w kilku placówkach i nerwowo doszkalających się do nauczania nowych przedmiotów, a będziemy mieć pełen obraz szkoły dla obecnych uczniów klas szóstych.
Czy Wy, rodzice szóstoklasistów rozumiecie już co szykuje Wam Minister Zalewska?
Chaos, tymczasowość, niepewność i eksperyment to nie są słowa przesadzone, to właśnie zacznie się dla Waszych dzieci już za rok i będzie trwać do końca ich edukacji, do matury. Staną się zmarnowanym rocznikiem, ofiarą zmiany, przez nikogo ze środowiska edukacji niepopieranej „reformy”, powody której zna tylko Minister Zalewska.
Dlatego najwyższy czas szykować się na wojnę!
Posłanka .Nowoczesnej w Sejmie VIII kadencji, była radna Miasta Łodzi. Członek ostatnich władz krajowych Unii Wolności. Dr matematyki na UŁ
Maciej Orłoś, będzie gospodarzem programu Wirtualnej Polski „#dziejesięnażywo”

Maciej Orłoś. Fot. YouTube
Wirtualna Polska oficjalnie potwierdziła, że Maciej Orłoś od listopada dołączy do jej zespołu kanału telewizyjnego.
Dziennikarz w WP będzie prowadził codzienny program informacyjny „#dziejesięnażywo”. – Mój program będzie przeglądem najważniejszych informacji – krótko, zwięźle i na temat, często z poczuciem humoru… Jeśli brzmi znajomo, to… cóż – ja inaczej nie potrafię 😉 – komentuje dziennikarz.
Kanał WP zacznie nadawanie 2 grudnia, będzie dostępny na ósmym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej. Programy w stacji będą przygotowywać i prowadzić m.in. Małgorzata Serafin, Kamila Biedrzycka-Osica i Igor Sokołowski (wszyscy pracowali poprzednio w Telewizji Polskiej), a współpracować z nią będą m.in. Małgorzata Ohme i Tomasz Machała, którzy niedawno objęli funkcje menedżerskie w Wirtualnej Polsce.
– Po 25 latach przyszedł czas na nowe otwarcie. Telewizja Wirtualnej Polski to dla mnie nowe wyzwanie, ale też inny wymiar wolności, energii, zawodowej inspiracji. Niezwykle ekscytujące połączenie telewizji z możliwościami, jakie dają internet i najnowsze technologie – uzasadnia Maciej Orłoś przejście do WP.
Maciej Orłoś w środę 31 sierpnia po raz ostatni poprowadził ”Teleexpress” w TVP. Tym samym pożegnał się z programem, którego był twarzą od ćwierć wieku.
– Dziś na zakończenie „Teleexpressu” nie mam dla państwa żadnej śmiesznostki. Muszę powiedzieć coś całkiem serio – to jest mój ostatni „Teleexpress”, żegnam się z państwem. Chciałbym bardzo podziękować ze te ponad 25 lat spotkań w „Teleexpressie” i w innych programach Telewizji Polskiej. Do zobaczenia w innym miejscu – powiedział dziennikarz i zakończył ostatni poprowadzony przez siebie „Teleexpress”.
(df) thefad.pl / źródło: Wirtualne Media
Kontrakt Garetha Bale z Realem gwarantuje mu 350 tys. funtów tygodniowo do 2022 roku
📷👔✒️ #Bale2022
¡@GarethBale11 firmó su ampliación de contrato con el Real Madrid!👉 https://t.co/JoyDmFL1OZ 👈#HalaMadrid pic.twitter.com/EtbpGSPd1J
— Real Madrid C. F. (@realmadrid) 31 października 2016
Gareth Bale w niedzielę przedłużył kontrakt z Realem do 30 czerwca 2022 roku. Na mocy nowej zawartej na pięć i pół roku umowy bedzie zarabiał 18 milionów funtów rocznie. To najwyższy kontrakt w historii piłki nożnej, biorąc pod uwagę nie tylko samą pensję, ale także bonusy i podatki.
Gareth Bale bije kolejne rekordy. We wrześniu 2013 roku Real Madryt za jego transfer z Tottenham Hotspur zapłacił gigantyczną sumę ponad 85 milionów funtów. Walijczyk miał początkowo w Hiszpanii ogromne problemy z kontuzjami. Więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich niż na boisku.
Incredible feeling to sign at the biggest club in the world for another 6 years!! #bale2022 #halamadrid pic.twitter.com/0HYnTqmc1S
— Gareth Bale (@GarethBale11) 31 października 2016
Jego tygodniówka robi wrażenie
Jak szybko policzył brytyjski tabloid „Mirror”, do 2022 roku Walijczyk będzie inkasował:
– 18 milionów funtów rocznie
– co daje mu 600 tyś funtów tygodniowo, z czego po opłaceniu podatków na jego konto wpłynie 350 tys. funtów tygodniowo
– tym samym, jego stawka na godzinę wynosi: 2,054 funta
– co minutę zarabia więc 34 funta
📝 Gareth Bale signs new deal with Real Madrid until 2022 📝#Bale2022 #UCL pic.twitter.com/01wyOt7zZh
— Champions League (@ChampionsLeague) 30 października 2016
Dotychczas najlepiej zarabiającym piłkarzem był Argentyńczyk Lionel Messi z Barcelony – 336 tys. funtów netto na tydzień.
Trzeci w zestawieniu jest klubowy kolega Bale’a Cristiano Ronaldo, który inkasuje 288 tys. netto.
Czwarty w rankingu jest Brazylijczyk Hulk, któremu Szanghaj SIGP płaci 320 tys. funtów brutto tygodniowo.
W pierwszej „20” zestawienia nie ma Polaków.
Najsłynniejsze cmentarze świata
Są parkami i galeriami sztuki pod gołym niebem. Niektóre daleko odbiegają od przeciętnych wyobrażeń, inne dostarczają aż nadto negatywnych emocji. Prezentujemy cmentarze, które wyglądają zjawiskowo zwłaszcza o tej porze – wtedy, kiedy płyty nagrobne chowają się w morzu kolorowych liści, a posępne twarze aniołów spowija jesienna mgła.
Cmentarz na Rossie, Wilno
Dzielnica Rossa odcięta od Starówki wileńskiej torami kolei warszawsko-petersburskiej, warta jest uwagi przede wszystkim ze względu na kompleks zabytkowych cmentarzy. W Polsce słynie zwłaszcza zabytkowy cmentarz katolicki – Stara Rossa, uważany za bezcenny pomnik narodowej kultury, pełniący także role mauzoleum marszałka Piłsudskiego. Nietrudno nań dotrzeć piechotą z centrum Wilna. Warto wiedzieć, że Rossa jest jedna z tych części Wilna, gdzie nadal mieszka liczna społeczność polska.

Stara Rossa
Cmentarz katolicki Na Rossie leży po obu stronach ulicy Listopadowej. Arteria dzieli nekropolie na dwie części, zwane Stara Rossa i Nowa Rossa. O wiele ciekawsza Stara Rossa rozciąga się pomiędzy ulicami Listopadową i Rossa. Jej ranga w kulturze polskiej jest doprawdy ogromna – dość powiedzieć, ze wymienia się ją zazwyczaj w gronie czterech najważniejszych polskich nekropolii, obok warszawskich Powązek, krakowskiego cmentarza Rakowickiego i lwowskiego Łyczakowa.
Historyczne i ciągle czynne wejście główne na Starą Rossę znajduje się przy ulicy Rossa. Przed główną nekropolią niewielki otoczony murem teren zajmuje założony w 1920 r. cmentarz wojskowy, pierwotnie kryjący prochy żołnierzy polskich poległych u zarania niepodległości, a w 1936 r. poszerzony o centralnie umieszczone mauzoleum z sercem marszałka Piłsudskiego i szczątkami jego matki, Marii z Bielewiczów. Grób otaczają nagrobki żołnierzy polskich poległych podczas walk w 1919 i 1920 r., a także późniejsze mogiły. Co
Pere Lachaise, Paryż
Na największym cmentarzu Paryża, którego historia sięga czasów Ludwika XIV (powstał w 1804 roku), zostali pochowani wybitni Polacy, głównie politycy i generałowie. Jan Komarzewski, Teodor Morawski, Jarosław Dąbrowski – wymieniać można jeszcze długo, bo na płytach cmentarnych Pere Lachaise wyryto co najmniej sześćdziesiąt ważnych dla Polaków nazwisk. Wśród nich znajdują się również znakomici artyści – Fryderyk Chopin i Cyprian Kamil Norwid. Na cmentarzu Pere Lachaise odnajdziemy nagrobki m.in. Balzaka, Moliera, Prousta, Wiktora Huga, Edith Piaf, Jima Morrisona i Marii Callas. Nekropolie zajmują w sumie obszar 44 hektarów. Wiele pomników stanowi przykład znakomitych dzieł sztuki. Między nimi wytyczono aleje, przy których rosną drzewa liczące nawet powyżej 150 lat.

Stare Powązki, Warszawa
Spośród wszystkich warszawskich cmentarzy najwspanialsze i najbardziej znane są katolickie Stare Powązki (Powązkowska 14). Nigdzie w Polsce nie znajdziemy tylu grobowców pisarzy, poetów, aktorów, naukowców, polityków czy artystów. Nigdzie też nie ma tak wielu wspaniałych grobowców. Tu swoje dzieła pozostawili najwybitniejsi polscy rzeźbiarze XIX i XX w., tacy jak Pius Weloński, Wacław Szymanowski czy Edward Witting.
Cmenatrz powstał w 1790 r. tuż za wałami miejskimi ciągnącymi się wzdłuż ulicy Okopowej. Początkowo był niewielki, z biegiem lat coraz bardziej rozrastał o kolejne fragmenty terenu. Znalazło to wyraz w niesłychanie zagmatwanej numeracji kwater. Dziś trudno je odnaleźć bez planu cmentarza, którego powierzchnia wynosi 44 hektary tyle, ile Pere Lachaise w Paryżu.
Aleja katakumbowa, filar 37 to miejsce pochówku wielu znanych osobistości. Pośród nich znajdziemy grobowce współczesne, m.in. Czesława Niemena (1939-2004), piosenkarza i kompozytora, który w latach 60. dokonał przewrotu w polskiej muzyce. Miejsce pochówku Niemena, łatwo poznać po złożonych tu dowodach pamięci. Obok spoczywa wybitny fotografik Edward Hartwig (1909-2003).

W połowie lat 20. XX w. utworzono Aleję Zasłużonych. Spoczywają tu sławni Polacy, głównie pisarze, malarze, rzeźbiarze, aktorzy. Pierwszym zasłużonym, którego tutaj pochowano, był pisarz Władysław Stanisław Reymont (1867-1925), laureat Nagrody Nobla za powieść „Chłopi”.
Tu również pochowana została wybitna aktorka Irena Solska (1878-1958). Zadebiutowała w 1996 r. w Łodzi. Potem grała niezapomniane role w teatrach Lwowa, Warszawy, Krakowa. Miała porywającą, pełną niepokoju urodę. Zachwycała altowym głosem. Nic dziwnego, że angażowana była często do ról amantek. Jej życie miłosne było równie burzliwe jak zawodowe. Jej kochankiem był Witkacy, który nieco gniewną twarz aktorki utrwalił na portrecie. W 1938 r. zagrała po raz ostatni w „Balladynie” Juliusza Słowackiego na deskach Teatru Narodowego.
Najsłynniejszy chłopak z Sosnowca – Jan Kiepura (1902-66) – do Warszawy przybył w 1921 r., zapisując się na Wydział Prawa UW. Dwa lata później przyjęto go do Opery Warszawskiej, skąd wyleciał po pierwszej solówce. Dyrektor opery – Emil Młynarski – zapewne nie przypuszczał, że kiedyś Kiepura zajdzie na sam szczyt, stając się jednym z najpopularniejszych śpiewaków na świecie. Kiepura zmarł w Harrison pod Nowym Jorkiem. Ponad 200 tysięcy warszawiaków ustawiło się wzdłuż jego ostatniej drogi wiodącej od gmachu Teatru Wielkiego po Powązki.
Złodzieje skradli metalowe litery z nagrobka Mieczysławy Ćwiklińskiej (właściwie Mieczysławy Trapszo, 1880-1972). Ocalała na szczęście plakieta z jej wizerunkiem. Ćwiklińska była jedną z najwybitniejszych polskich aktorek komediowych pierwszej połowy XX w. Na scenie występowała aż do śmierci.
Poszczerbiona płyta z białego marmuru wnosi się nad grobowcami małżonków Stanisława Dygata (1914-78) i Kaliny Jędrusik (1931-91). Pełna wdzięku aktorka, uchodziła w latach 60. za polską seksbombę. Zagrała niezapomniane role, m.in. w filmach „Ziemia obiecana” i „Lalka”.
Wesoły Cmentarz, Sapanta Rumunia
Cmentarz w rumuńskiej miejscowości Sapanta, położonej w malowniczym regionie Maramuresz, nazywany jest „wesołym cmentarzem”. Nagrobki są tu kolorowe (z dominacją niebieskiego), a naiwne obrazki na grobach z dużym poczuciem humoru alegorycznie pokazują zalety i wady zmarłych, ich styl życia i wykonywane zawody. Namalowani są traktorzyści, pasterze, rzeźnicy, żołnierze, są tragicznie zmarłe dzieci czy matki, które osierociły rodziny, jest rysunek człowieka zabitego przez piorun i takiego, którego przejechał pociąg. Epitafia zawierają wspomnienia zmarłych, rady i pouczenia dla żyjących, prawdy o życiu oraz refleksje o śmierci, np.: „dopóki byłem krzepki, robiłem duże pieniądze. Teraz odpoczywam tutaj i nie potrzebuję żadnej fortuny”. Trafiają się też złośliwości pod adresem osób, które za życia dały innym popalić: „lubiłem wódkę i z butelką w ręce odszedłem w śmierć”.
Większość nagrobków jest dziełem miejscowego artysty, Iona Stana Patrasa. Inspirację dla niego stanowiły dawne nagrobki z kamienia i marmuru, drewniane krzyże ze starych rumuńskich cmentarzy, krzyże przydrożne, sztuka ludowa. Patras przygotował też miejsce wiecznego spoczynku i epitafium dla siebie, po śmierci więc spoczął w grobie własnego autorstwa.


Cmentarz w Szatmarcseke, Węgry
Kalwiński cmentarz w Szatmarcseke we wschodnich Węgrzech, niedaleko granicy z Ukrainą, słynie z drewnianych nagrobków w kształcie wąskich czółen wbitych pionowo w ziemię. Wprawdzie najstarsze nagrobki pochodzą z XVIII w., ale typ nagrobków ma zakorzenienie w głębokiej historii – chowanie zmarłych w łodziach było praktykowane przez ludy ugrofińskie jeszcze na terenie Syberii.
Zmarłych w Szatmarcseke do dziś grzebie się w ten nietypowy sposób, a czółna mają symbolizować wędrówkę do innego świata. Jest to jedyny taki cmentarz na świecie, a wieś Szatmarcseke znana jest tylko z niego. Nie ma tu innych zabytków, a Szatmarcseke znajduje się daleko od innych atrakcji turystycznych. Najprościej dotrzeć tu samochodem z Miszkolca albo z Debreczyna.

Cmentarz Highgate, Londyn
To jeden z najpiękniejszych cmentarzy epoki wiktoriańskiej. Chyba nie będzie przesadą opisać to miejsce jako dzikie i tajemnicze. Zwłaszcza mglistą jesienną porą stanowi ono znakomitą scenerię dla filmów grozy.
Nazwa cmentarza wzięła się od wzgórza, na którego zboczach leży. Starszą zachodnią część Highgate otwarto już w 1839 roku. Mieszczące się tu nagrobki odzwierciedlają trendy panujące w ówczesnym Londynie. W Alei Egipskiej i Kręgu Libańskim znajdują się groby wykonane w stylu egipskim, a to z powodu inspiracji pracami badawczymi, jakie archeolodzy brytyjscy prowadzili swego czasu w Kairze.
We wschodniej części Highgate pochowani są polscy żołnierze i politycy mieszkający w Londynie, jednak jego największą atrakcją jest grób Karola Marksa.

Cmentarz Mirogoj, Chorwacja
Na cmentarzu Mirogoj spoczywa wielu wybitnych Chorwatów. Ale nie tylko z tego względu warto się tu pokwapić. Największa nekropolia Zagrzebia to jedno z najpiękniejszych założeń cmentarno-parkowych w Europie. Powstało w 1876 roku. Warte szczególnej uwagi są arkady mierzące pół kilometra długości – to właśnie tu zlokalizowane jest kolumbarium z prochami wybitnych przedstawicieli narodu chorwackiego.

Oświadczenie Towarzystwa Dziennikarskiego: „Wolnych mediów jest w Polsce coraz mniej. Brońmy wolności słowa”

Apel Towarzystwa Dziennikarskiego: Media prywatne są dziś jednym z ostatnich ośrodków krytycznej kontroli władzy, nie wolno nam pozwolić je zniszczyć. Fot. pixabay
– Wolnych mediów jest w Polsce coraz mniej. Media publiczne stały się narzędziami rządowej propagandy. (…) „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek” i „Polityka” są usuwane z widocznych miejsc na stacjach benzynowych państwowego „Orlenu” i w innych punktach sprzedaży. – czytamy w oświadczeniu Towarzystwa Dziennikarskiego.
Dziennikarze zwracają uwagę, że w światowym rankingu wolności prasy „Reporterów bez Granic” Polska spadła z 18 miejsca w 2015 r. na 47 w 2016 r.
– Mianowanie we wrześniu przez rządzącą partię nowego składu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji umożliwiło atak PiS na prywatne media elektroniczne. Jego pierwszymi objawami była „obywatelska” petycja do KRRiT o odebranie koncesji telewizji TVN i TVN24. (…) Widać wyraźnie, że KRRiT ma być narzędziem nękania prywatnych nadawców.
– Władza chce pozbawić nas wolności słowa po kawałku, a „efekt mrożący” tych działań już występuje – ostrzegają dziennikarze – dostrzegamy autocenzurę w części mediów prywatnych, formalnie wciąż niezależnych od „dobrej zmiany”.
Media prywatne są dziś jednym z ostatnich ośrodków krytycznej kontroli władzy, nie wolno nam pozwolić je zniszczyć. – apeluje Towarzystwo Dziennikarskie.
Pełna treść oświadczenia Towarzystwa Dziennikarskiego:
„Brońmy wolności słowa”.
Wolnych mediów jest w Polsce coraz mniej. Media publiczne stały się narzędziami rządowej propagandy oczerniającej opozycję, sądownictwo z Trybunałem Konstytucyjnym i organizacje pozarządowe z Komitetem Obrony Demokracji. W światowym rankingu wolności prasy „Reporterów bez Granic” Polska spadła z 18 miejsca w 2015 r. na 47 w 2016 r.
Władze dławią też wolność mediów prywatnych odcinając je od rynku reklamowego. Niezależne od władzy gazety i tygodniki zostały pozbawione ogłoszeń od spółek skarbu państwa. Wiele państwowych instytucji wycofało też prenumeraty krytycznych wobec PiS gazet i czasopism. „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek” i „Polityka” są usuwane z widocznych miejsc na stacjach benzynowych państwowego „Orlenu” i w innych punktach sprzedaży.
Mianowanie we wrześniu przez rządzącą partię nowego składu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji umożliwiło atak PiS na prywatne media elektroniczne. Jego pierwszymi objawami była „obywatelska” petycja do KRRiT o odebranie koncesji telewizji TVN i TVN24 oraz skarga ministra sprawiedliwości na tę stację za udział zamaskowanego przestępcy w jej programie. KRRiT udzieliła już TVN 24 napomnienia i wyraziła „głębokie zaniepokojenie” błędem redakcyjnym stacji, który „podważa wiarygodność tego programu informacyjnego”. W sprawie skargi ministra Ziobry brak jest jeszcze reakcji, ale widać wyraźnie, że KRRiT ma być narzędziem nękania prywatnych nadawców.
Pojawiły się informacje o planach wykupienia od niemieckich wydawców polskiej prasy regionalnej, a także odzyskania tabloidu i tygodnika opinii, co PiS zapowiadał przed wyborami jako „polonizację mediów”.
Władza chce pozbawić nas wolności słowa po kawałku, a „efekt mrożący” tych działań już występuje; dostrzegamy autocenzurę w części mediów prywatnych, formalnie wciąż niezależnych od „dobrej zmiany”.
Na Węgrzech, z których inspirację czerpie Jarosław Kaczyński, zagraniczny wydawca właśnie zamknął największy opozycyjny dziennik „Nepszabadsag”, główne źródło informacji o korupcji i nadużyciach władzy ekipy premiera Viktora Orbana. Obawiamy się, że w Polsce ma być realizowany podobny scenariusz.
Nie da się zdobyć pełnej władzy bez kontroli mediów. Wolność słowa w Polsce została poważnie ograniczona w ciągu pierwszego roku po wyborach wygranych przez PiS i wszystko wskazuje na to, że będzie dalej celem ataku rządzących.Wzywamy wszystkich do obrony tej wolności.
Każdy może coś w tej sprawie zrobić, chociażby wykupując prenumeratę niezależnych gazet, czasopism, czy ich wersji cyfrowej.
Media prywatne są dziś jednym z ostatnich ośrodków krytycznej kontroli władzy, nie wolno nam pozwolić je zniszczyć.
Towarzystwo Dziennikarskie
(df) thefad.pl / źródło: press.pl

