Kaczyński w rozmowie z PAP: trudny, ale potrzebny Polsce eksperyment

Jarosław Kaczyński. Fot. pis.org.pl
Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział w wywiadzie dla PAP, że podatek handlowy powinien obowiązywać i że rząd pracuje nad projektem dotyczącym reprywatyzacji. Oświadczył też, że b. szef MSZ Radosław Sikorski wycofał decyzję o wystąpieniu do Rosji w sprawie uznania miejsca katastrofy Tu-154M za teren eksterytorialny.
Publikujemy fragmenty wywiadu udzielonego Codziennemu Serwisowi Informacyjnemu PAP:
PAP: Sejm ostatecznie odrzucił projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne. W jaki sposób udało się Panu przekonać część posłów PiS, którzy wcześniej opowiedzieli się za skierowaniem projektu do komisji, aby zagłosowali inaczej?
J.K.: Pierwsza prawda podstawowa – to nie był projekt PiS. Ci, którzy go zgłosili – Ordo Iuris – później z debaty publicznej zniknęli. Pozostał PiS i niektórzy z naszych posłów ustawili się w debacie publicznej tak, jakby PiS był autorem tego projektu. To było nieporozumienie, oni na pewno robili to z dobrą wolą, ale przecież PiS z tym projektem nie miało kompletnie nic wspólnego.
Przyjęliśmy taką zasadę, że każdy projekt społeczny jest kierowany do dalszych prac. Stąd kierownictwo klubu, także ja, głosowaliśmy za skierowaniem do dalszych prac także projektu proaborcyjnego, a przecież wiadomo, że nie oznaczało to, że my ten projekt akceptujemy, chodziło o pewną zasadę.
Okazało się, że ktoś chce wykorzystać projekt zaostrzający przepisy aborcyjne, by stworzyć wielki ruch przeciw PiS, ale z tym może dalibyśmy sobie radę, ale też wielki ruch przeciwko Kościołowi. A Kościół w Polsce jest bardzo mocno związany z polskością, narodem, jest dzierżycielem jedynego aksjologicznego systemu wartości, który jest powszechnie w Polsce znany.
Atak na Kościół jest też w wielkiej mierze atakiem na Polskę. Myśmy sobie nie mogli pozwolić na to, by tworzyć podstawy do takiego ataku, by powtórzyły się wydarzenia, które miały miejsce na zachodzie Europy, ale także w krajach bardziej katolickich niż Polska, jak Irlandia.
PAP: Czy skala protestów podczas „czarnego poniedziałku” nie skłania PiS do zarzucenia tematu zmian w prawie dotyczących aborcji?
J.K.: Nie widzimy powodu, by wycofywać się ze zmian, ale na pewno nie wrócimy do pomysłów z ustawy Ordo Iuris, bo uważamy je za fatalne, ja bym tego nie poparł niezależnie od „czarnego poniedziałku”. Po prostu to jest sprzeczne z moim poglądem na to, co może państwo, na to, jaka jest granica, której państwo nie może przekraczać, jeśli chodzi o interwencję w życie ludzi.
PAP: Protesty wywołuje też reforma oświaty. Związek Nauczycielstwa Polskiego ostro krytykuje plany reformy edukacji, w wielu miastach odbyły się protesty. Czy Pana zdaniem zmiany nie następują zbyt szybko, czy nie należy ich rozłożyć w czasie?
J.K.: My jesteśmy atakowani na dwa sposoby – po pierwsze, że działamy za wolno, a z drugiej strony, że za szybko. Problem polega na tym, że jest taka stara prawda, że jak się chce coś zreformować, to trzeba działać dosyć energicznie, bo inaczej sprawa utknie.
A krytyka gimnazjów, bo do tego się rzecz sprowadza, była powszechna, także badania społeczne pokazywały, że 70 proc. społeczeństwa sobie tego nie życzy. System 8-4 jest systemem logicznym, to trzy cykle nauczania po cztery lata.
Po drugie tutaj chodzi także o odejście od systemu testowego, o powrót do pewnej integracji programowej, chodzi o to, by budować spójne społeczeństwo, a nie społeczeństwo, w którym dwoje ludzi, którzy ukończyli tego samego typu szkoły, w różnych sprawach nie jest się w stanie porozumieć. Nie o to chodzi. To budzi także sprzeciwy o charakterze ideologicznym.
Przesunięcie w czasie reformy mogłoby oznaczać, że tego się w ogóle nie przeprowadzi, bo nasi przeciwnicy, którzy się tego domagają, liczą, że przejmą władzę. Według mnie liczą bezpodstawnie. Trzeba być może coś poprawić, skorygować, pewnie będą jakieś kłopoty, ale taka jest cena reform.
PAP: Jak Pan ocenia reakcję Francuzów na decyzję polskiego rządu w sprawie Caracali?
J.K.: Gwałtowna, nerwowa, ale takie rzeczy zawsze trwają tylko jakiś czas.
PAP: Nie żałuje Pan niektórych nominacji? Na przykład Dawida Jackiewicza na ministra Skarbu Państwa?
J.K.: Nie myli się ten, kto nic nie robi. Tu były jakieś nieporozumienia, ale trudne do przewidzenia, bo minister Jackiewicz ze wszystkich rozpatrywanych kandydatów był zdecydowanie najlepiej przygotowany. Nie chcę w tej chwili oceniać do końca roli ministra Jackiewicza.
Przyjąłem taką zasadę i premier się do tego przychyliła, że minister odpowiada za całość, nawet jeśli jego bezpośredniej winy nie ma. Tak jak to bywa nie zawsze, ale prawie zawsze na Zachodzie. To jest dymisja tego typu, a co tam się więcej zdarzyło, w tym momencie nie będę rozstrzygał, bo sprawa jest rozpatrywana.
PAP: Minister Henryk Kowalczyk zapowiedział kilkadziesiąt dymisji w spółkach Skarbu Państwa.
J.K.: Na pewno tam, gdzie podjęto decyzje niemerytoryczne, albo coś złego dzieje, będą dymisje. Będziemy bardzo zdecydowani. Nie wszystkie spółki chciały dostarczać materiały CBA, są kłopoty, trzeba sobie z tego zdawać sprawę, to jest takie oranie w ciężkiej glebie.
Tych kamieni było mnóstwo, państwo zostało doprowadzone do stanu kryzysu jeszcze cięższego niż ten, który permanentnie trwał od 1989 roku, a w gruncie rzeczy i wcześniej. Państwo praworządne może funkcjonować wtedy, kiedy jest pewna równowaga sił w państwie. Pracujemy nad tym, by siły w społeczeństwie się wyrównały; potrzebne są też bardzo daleko idące zmiany w sądownictwie.
PAP: A czy PiS zaproponuje własne rozwiązania w sprawie reprywatyzacji?
J.K.: W Ministerstwie Sprawiedliwości powstała taka propozycja, zapoznaję się z nią. Jest pytanie, czy ten projekt jest wystarczająco dobrze osadzony w całym systemie prawnym. W każdym razie rząd pracuje nad tą sprawą.
PAP: Mówił Pan wielokrotnie o konieczności zmiany prawa wyborczego w Polsce. W jakim kierunku będą zmierzały propozycje PiS?
J.K.: Mamy paradoksalny system, w którym ci, którzy są wybierani, organizują wybory. Tak być nie powinno. Trzeba się odciąć od przeszłości, nasz system wyborczy w sensie organizacyjnym jest prostą kontynuacją niby wyborów w PRL-u, niedawno także personalnie tak było, teraz to się zmieniło, ale też nie do końca. Kazimierza Czaplickiego na funkcji szefa KBW zastąpiła Beata Tokaj, która wcześniej była jego zastępczynią.
Jest też sprawa dostosowania geografii wyborczej do obecnego rozmieszczenia mieszkańców-obywateli na terenie kraju i likwidacja skutków decyzji o tworzeniu okręgów wyborczych wygodnych dla sił poprzedniej większości, a nie mających innego uzasadnienia. Przykładem jest okręg senacki w województwie podlaskim, wyraźnie wykrojony dla Włodzimierza Cimoszewicza.
Potrzebna jest pełna przejrzystość. Począwszy od przezroczystej urny i możliwości transmisji przez internet z każdego lokalu wyborczego, zwłaszcza w trakcie liczenia głosów. Potrzebne są twarde reguły, jak należy liczyć głosy.
Oczywiście trzeba uregulować sprawę przechowywania materiałów wyborczych i to przez długi czas. Można rozważyć model, że główne partie polityczne delegują swoich kandydatów do poszczególnych ciał wyborczych i mamy wówczas do czynienia z wzajemną kontrolą.
PAP: Panie prezesie, mówił pan w „korytarzowej” rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, że nie chce debatować z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem i tutaj cytat „ani o tym, żeby został świadkiem koronnym – małym, albo dużym, albo o zgodzie na karę”. Dlaczego Donald Tusk miałby zostać świadkiem koronnym? W jakiej sprawie? Za co miałby zostać ukarany?
J.K.: To był trochę żart. Nie lubię, jak mnie dziennikarze napadają na korytarzu i użyłem takiego stwierdzenia. Nie można wykluczyć zarzutów wobec Donalda Tuska w różnych sprawach. Zwykle wymieniana jest tu sprawa smoleńska, ale chodzi tu, może nawet przede wszystkim, o inne sprawy. Nie znam jego roli w sprawie afery Amber Gold, prywatyzacji Ciechu-u. Jest wiele spraw do wyjaśnienia. Ktoś taki jak Donald Tusk nie powinien być dłużej przewodniczącym Rady Europejskiej. Jestem głęboko przekonany, że byłoby to przeciwko Unii Europejskiej.
PAP: Czyli na pewno nie będzie poparcia rządu dla Donalda Tuska na kolejną kadencję?
J.K.: W polityce „na pewno” to bardzo niebezpieczne słowo.
PAP: Czy będzie nowa wersja podatku handlowego po tym, jak niektóre rozwiązania zakwestionowała Komisja Europejska?
J.K.: Wiem jedno – podatek powinien być i tutaj coś zawiodło, jeśli chodzi o jego przygotowania. Musimy nad tym pracować. Nie ma powodów, żeby tego rodzaju działalność, jaką prowadzą hipermarkety i wielkie sieci handlowe była nieopodatkowana.
PAP: W obszarze gospodarczym co Pan uznaje za najpilniejsze działanie dla rządu?
J.K.: Z całą pewnością uruchomienie planu Morawieckiego. Uruchomienie podstaw finansowych poprzez konsolidację środków, do tego, żeby pobudzić inwestycje.
PAP: Wicepremier dostał rok na to, aby plan przyniósł pierwsze, wymierne efekty.
J.K: Po roku będzie można odpowiedzieć na pytanie, czy wszystko zaczęło działać, czy nie. To jest trudny, ale potrzebny Polsce eksperyment. Będziemy musieli to oceniać. Minister wziął na siebie bardzo dużo spraw, ale nie dlatego, że nie chciał, tylko, że chciał. Wicepremier jest bardzo ambitny i energiczny.
PAP: Kto z punktu widzenia Polski będzie lepszym prezydentem – Donald Trump czy Hillary Clinton?
J.K.: Byłbym nieroztropny, gdybym się teraz na ten temat wypowiadał. Każdy prezydent Stanów Zjednoczonych jest dla nas koniecznym partnerem. Stany Zjednoczone to w tej chwili jedyne, pełnowymiarowe, demokratyczne mocarstwo. Stosunki z Amerykanami są dla nas ważne, mogą być łatwiejsze lub trudniejsze. Czekam na wyniki wyborów, zobaczymy jak będzie.
PAP: Kiedy Polska zaproponuje zmiany traktatowe w UE? Kiedy i jakie?
J.K.: Pytanie czy Unia w obecnym kształcie, przy straszliwej biurokracji i zinstytucjonalizowanym kwestionowaniu państwa narodowego jest w stanie przetrwać. Według mnie, nie. Jestem za Unią. Tylko, że musi być ona dostosowana do realnej struktury Europy, jej bogactwa. Może powstać supermocarstwo, ale nie poprzez federalizację Europy, tylko poprzez inny mechanizm.
Mamy swoje propozycje. Toczą się różne rozmowy na ten temat, na różnym poziomie, z różnymi partnerami, także prywatnymi, wpływowymi osobami w Europie. Trzeba wierzyć, że to się uda. Już dzisiaj Unia jest inna niż do tej pory. Niedawno nie było mowy o żadnych zmianach, a obecnie z różnych kierunków ten problem jest podnoszony.
Rozmawiali: Tomasz Grodecki i Agata Jabłońska-Andrzejczuk
Pełen tekst wywiadu w Codziennym Serwisie Informacyjnym PAP
wk/Kurier PAP
Polska – Armenia: „Wymęczone zwycięstwo”, „Cud w Warszawie”, „Horror”
To miało być łatwe zwycięstwo – według bukmacherów Polacy byli zdecydowanym faworytem. Zwłaszcza po porażce Armenii z Rumunią aż 0:5. Jednak spotkanie nie układało się po naszej myśli. Przez ponad godzinę Polacy grali w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce. W 30 minucie spotkania drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Gael Andonian. Jednak i to nie pomogło. Reprezentacja Polski nie mogła się się przemóc.
[KONFERENCJA] Adam Nawałka: Wyczerpaliśmy limit błędów https://t.co/W6xVgu64mb pic.twitter.com/9rBR89IvPF
— PZPN (@pzpn_pl) 11 października 2016
Po straszliwych męczarniach Polacy z trudem ale pokonali Armenię przed własną publicznością 2:1 w 3. kolejce eliminacji mistrzostw świata.
Zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry, w ostatniej akcji meczu strzelił Robert Lewandowski. Zegar wskazywał już 95 minutę. Polskie media zgodnie piszą o cudzie.
Biało-czerwoni byli zdecydowanymi faworytami. Jednak w pierwszej połowie podopieczni Adama Nawałki nie potrafili sforsować defensywy Ormian, mimo że w 30. minucie za drugą żółtą kartkę z boiska usunięty został środkowy obrońca Gael Andonian.
Kilka minut po przerwie gospodarze prowadzili już jednak 1:0 po samobójczej bramce Hrajra Mkojana. Ale odpowiedź rywali była bardzo szybka – dwie minuty później Marcos Pineiro Pizzelli dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne i nikt nie dotknął już piłki, za późno zauważył to Łukasz Fabiański i po chwili musiał wyjmować ją z siatki.
Kolejne minuty to dominacja Polski, ale i groźne kontrataki rywali. Bramkę na wagę trzech punktów i pozycji wicelidera grupy E zdobył dopiero w doliczonym czasie Robert Lewandowski. Był to jego 40. gol dla drużyny narodowej, co daje mu samodzielne czwarte miejsce w klasyfikacji wszech czasów. Więcej bramek od niego mieli tylko Włodzimierz Lubański (48), Grzegorz Lato (45) i Kazimierz Deyna (41).
Robert Lewandowski: Zrobiliśmy krok ku mistrzostwom świata: https://t.co/zyC2McmbB6 pic.twitter.com/kXvLAdmgO6
— PZPN (@pzpn_pl) 11 października 2016
Napastnik Bayernu Monachium, który był królem strzelców eliminacji mistrzostw Europy 2016, prowadzi obecnie w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników turnieju kwalifikacyjnego MŚ 2018. Ma pięć trafień. Takim dorobkiem może pochwalić się jeszcze tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo.
Biało-czerwoni mają siedem punktów, podobnie jak Czarnogóra, która w Kopenhadze wygrała z Danią 1:0 po golu Fatosa Beciraja. Zespół z Bałkanów ma lepszy bilans bramek od podopiecznych Nawałki (7-1 wobec 7-5).
#WCQ GROUP E STANDINGS (Europe)
Kazakhstan 0-0 Romania
Denmark 0-1 Montenegro
Poland 2-1 Armenia pic.twitter.com/53NFJvdCox— FIFA World Cup (@FIFAWorldCup) 11 października 2016
Na trzecie miejsce spadła Rumunia, które niespodziewanie zremisowała bezbramkowo z Kazachstanem w Astanie. Goście mają pięć punktów, gospodarze – dwa. Między nimi z trzema „oczkami” sklasyfikowana jest Dania, a Armenia pozostaje z zerowym dorobkiem.
DF/thefad.pl / Źródło: kurier PAP
Będziemy dążyli by przypadki ciąż, kiedy dziecko jest mocno zdeformowane, kończyły się porodem

Jarosław Kaczyński: Ci którzy są przeciw nam, poza kłamstwem oczywiście, mają już tylko jedną broń. Tą bronią jest prowokacja. Fot. TVN24
– Będziemy dążyli do tego, by aborcji w Polsce było dużo mniej niż w tej chwili – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP.
„Naszym celem jest zmniejszenie aborcji” – zaznaczył prezes PiS
– W dalszym ciągu jest sprawa prawnych rozwiązań odnoszących się, na różnym poziomie, być może nawet w ramach obecnej ustawy, do aborcji ze względu na stan płodu, a w szczególności ze względu na zespół Downa. Legalnych aborcji jest teraz rocznie około tysiąca, z tego ogromna część spowodowana jest zespołem Downa. Mamy nadzieję, że niedługo już tego nie będzie, taki jest nasz cel. Trzeba to jednak odpowiednio przygotować, trzeba także przekonać społeczeństwo, w szczególności kobiety i będziemy to robić
Będziemy dążyli, by przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest mocno zdeformowane, kończyły się porodem,– przekonywała Kaczyński
– Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki
Będziemy się starać, by kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji, otrzymała bardzo poważną pomoc. – przekonywał Jarosław Kaczyński
– Będziemy rozwijać te wszystkie instytucje, takie jak m.in. hospicja prenatalne, które dzisiaj są społeczne, będziemy się starać, by kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji, otrzymała bardzo poważną pomoc. To może dotyczyć także ciąż, które są wynikiem przestępstwa, ale oczywiście i tutaj przymusu zastosować nie można, można zastosować perswazję, i to delikatną, bez presji
thefad.pl / źródło: PAP
„Tragedia smoleńska była czymś, co każdy myślący człowiek połączy z tragedią katyńską”

Jarosław Kaczyński: Ci którzy są przeciw nam, poza kłamstwem oczywiście, mają już tylko jedną broń. Tą bronią jest prowokacja. Fot. TVN24
– Naszym zadaniem jest dotarcie do prawdy, uczczenie i pamięć – mówił na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim z okazji 78 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej Jarosław Kaczyński.
– Uczynienie z pamięci czegoś trwałego, co będzie towarzyszyło naszemu narodowi nie tylko w najbliższych latach i dziesięcioleciach, ale także i później. Ta tragedia była czymś zupełnie niezwykłym. Czymś, co każdy myślący człowiek połączy z tragedią katyńską. I to niezależnie od tego, jakie były jej przyczyny – powiedział.
– Dziś wiemy coraz więcej, co miesiąc wiedzy na temat tragedii smoleńskiej jest więcej. Ale ostateczne orzeczenia, ujawnienie prawdy – jeszcze przed nami. Musimy o to walczyć, tym bardziej, że ci, którzy tę prawdę ukrywali, są znów aktywni. I nie ukrywają swoich celów – mówią, że powstanie komisja – po ich ewentualnym zwycięstwie – która będzie badała manipulacje przy zespole Antoniego Macierewicza, chcą zlikwidować IPN i CBA…
– Ostateczne ujawnienie prawdy jeszcze przed nami. Musimy o to walczyć, tym bardziej, że ci, którzy tę prawdę ukrywali, są znów aktywni. I nie ukrywają też swoich celów – mówił do zgromadzonych prezes PiS.
– Musimy być tutaj za miesiąc, musimy być w kolejnych miesiącach. Aż do tego momentu, kiedy usłyszymy z ust przedstawicieli państwa, co się naprawdę stało w Smoleńsku i kiedy odsłonimy tu, niedaleko stąd, pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej i pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dopiero wtedy nasza misja będzie skończona – stwierdził.
Podkreślił, że ci, „którzy są przeciw nam, poza kłamstwem oczywiście”, mają „już tylko jedną broń”. – Tą bronią jest prowokacja. Musimy wiedzieć, że ona będzie stosowana i musimy umieć ją odrzucić. To jest nasza droga do pełnego zwycięstwa i przyjdzie to pełne zwycięstwo – zapewniał.
thefad.pl / źródło: TVN24
Katarzyna Lubnauer: Incydentalny rząd

Katarzyna Lubnauer. Fot. Liberte.pl
Poparcie dla PiS zaczyna topnieć, trzy kolejne sondaże pokazują spadki. Oczywiście nie wiemy, czy tendencja jest stała, ale w gorszy sort wstępuje nadzieja. PIS przelicytował.
Prezes Kaczyński i PiS idą na czołowe zderzenie we wszystkich sprawach. Otwiera kolejne fronty, wkurzają kolejno prawników, kobiety, nauczycieli i rodziców, zaraz zaatakują lekarzy. Właściwie minister Ziobro to już robi, nasyłając na lekarzy prokuratorów o świcie.
PIS też przegrał pierwszą bitwę, w potyczce kobiety i Czarny Protest kontra PIS mamy wynik 1:0. Nigdy jeszcze nie widziałam jak szybko, nawet z pogwałceniem regulaminu można wyrzucić ustawę do kosza. Jarosław Kaczyński wyraźnie przestraszył się kobiet i ich determinacji.
Nie łudźmy się, temat aborcji wróci, gdy tylko PIS zobaczy w tym chwilową korzyść. Kiedy mocniej spadną sondaże, jeśli zechce poparcia Kościoła lub gdy będzie musiał przykryć aferę typu – „Misiewicze”. Znowu potraktuje kobiety instrumentalnie i wprowadzi ustawę ograniczającą ich i tak mały wybór.
Wygrana Czarnego Protestu ma też skutek uboczny, PIS musiał zdradzić najbardziej prawicową część swoich wyborców. Chęć odzyskania ich zmusi PIS do nerwowych ruchów, dziwnych bogobojnych uchwał, czy poparcia zakazu handlu w niedzielę. To może przekona Kościół, ale zniechęci nową grupę Polaków. Tych mających dość ideologizacji życia i tych, co lubią zakupy w niedzielę.
Inne grupy też protestują. Prokuratorzy już idą ze skargą na Zbigniewa Ziobrę do Strasburga. Sędziowie swoje oburzenie wyrazili na Kongresie Sędziów Polskich. Nauczyciele w poniedziałek organizują z pomocą ZNP pikiety w 17 miastach. Razem z nimi często protestują rodzice uczniów. Bo tak naprawdę, to głównie dzieci poniosą negatywne skutki reformy. Szczególnie czwarto-, piąto- i szóstoklasiści oraz uczniowie 1 klas gimnazjów. Tymczasowe programy i podręczniki, problemy z rekrutacją do szkół średnich w 2019 roku właśnie ich dotyczą. Negatywne efekty przyniesie też reforma dla wiejskich dzieci.
PiS robi się ostatnio nerwowy, chętnie knebluje usta opozycji i dziennikarzom, zastanawia się jak ograniczyć kontakt posłów z mediami. Pod różnymi pretekstami próbuje wyrzucić media z głównego holu w Sejmie do bocznego budynku. Jednemu z fotografów, za zdjęcie z sali sejmowej zabrał wejściówkę na rok. Zakazuje różnym środowiskom udziału w komisjach.
Ale wszystkiego nie uda się ukryć. Zamykanie Sejmu, kneblowanie opozycji nie powstrzyma topniejącego poparcia.
Polacy widzą Misiewiczów w urzędach i spółkach. Kontrakty dla swoich z publicznej kasy. Widzą kłamstwa i manipulację w publicznych mediach. Widzą degrengoladę tej władzy. Widzą, że PIS atakuje kolejne grupy społeczne i zastanawiają się kiedy dojdą do nich.
Społeczeństwo zaczyna się budzić, to już nie tylko „nawiedzeni zwolennicy demokracji” z partii opozycyjnych i KOD, a zwykli Polacy zaczynają pokazywać swój sprzeciw. Jedni wychodzą na ulicę, inni w sondażach odwracają się od rządzącej większości. Wszyscy Polacy zastanawiają się dokąd to wszystko zmierza i jaki ma cel.
Napięty budżet utrudnia realizowanie kolejnych obietnic wyborczych. Kupowanie dla PIS głosów za nasze pieniądze. Chyba, że głębiej sięgną Polakom do kieszeni. Możemy zapomnieć w 2017 roku o wyższej kwocie wolnej, czy obiecanej obniżce VAT do poziomu sprzed kryzysu.
Czy to już jest zwrotny moment dla PIS? Zobaczymy.
Ale to wszystko powoduje bunt w Polakach. To spowoduje, że rządy PIS będą jednak miały incydentalny charakter.
Posłanka .Nowoczesnej w Sejmie VIII kadencji, była radna Miasta Łodzi. Członek ostatnich władz krajowych Unii Wolności. Dr matematyki na UŁ
Agnieszka Radwańska wygrała turniej w Pekinie. To już 20 zwycięski tytuł w jej karierze

Agnieszka Radwańska. Fot. Facebook, zdjęcie profilowe
Agnieszka Radwańska wygrała w finale tenisowego turnieju WTA rangi Premier na twardych kortach w Pekinie. W finale pokonała Brytyjkę Johannę Kontę 6:4, 6:2. Zwycięstwo przypieczętowała asem serwisowym.
Dla Radwańska to już 20 wygrany turniej w karierze, szósty z rzędu i trzeci w tym sezonie. Jako zwyciężczyni chińskiej imprezy dostanie czek na 1,1 mln dolarów. W stolicy Chin triumfowała również w 2011 roku.
– To dla mnie niezwykły moment. To był trzeci finał w Pekinie i drugie zwycięstwo. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Nie mogłam zagrać lepiej, znakomicie się zaprezentowałam – powiedziała po meczu.
„Jesteśmy zaniepokojeni językiem, jakiego używają rządzący i Pan również” – napisali byli opozycjoniści do prezydenta
– Jesteśmy głęboko zaniepokojeni obecną sytuacją polityczną. Jesteśmy także zaniepokojeni językiem, jakiego używają przedstawiciele rządzącej formacji – i niestety Pan również, w stosunku do ludzi nie podzielających ich poglądów. – napisali byli działacze „Solidarności” i podziemia lat 80 w liście otwartym do prezydenta Andrzeja Dudy.
„Komuniści i złodzieje”, „oderwani od koryta”, „ludzie poprzedniej władzy, gorszego sortu”, „ci, którzy utracili przywileje”, „posiadający gen zdrady” – to tylko niektóre z epitetów. W tym samym stylu o politycznych oponentach wypowiadała się komunistyczna władza” – czytamy w liście, pod którym podpisało się 32 byłych działaczy opozycji w PRL.
Zdaniem sygnatariuszy listu „rządzący naśladuje komunistycznych władców” i wymieniają: „zablokowanie prac Trybunału Konstytucyjnego, atak na niezawisłość sędziowską, zapowiedzi usuwania niepokornych sędziów, ręczne sterowanie prokuraturą, czystki w radiu i telewizji, które stały się tubą propagandową rządzącej partii, likwidacja niezależnej prokuratury, zapowiedź wprowadzenia do szkół jedynie słusznej ideologii, groźby w stosunku do samorządu terytorialnego, obsadzanie stanowisk państwowych ludźmi, których jedyną cechą jest podległość partyjnemu bossowi”
Miała być IV Rzeczpospolita, jest PRL-bis
Autorzy listu zarzucają prezydentowi umacnianie tego system:
– To z Pana ust usłyszeliśmy pogardliwe i obelżywe określenie „teoretycznie nie zdrajcy”, jak nazwał Pan tych wszystkich, którzy ze społecznego nadania rządzili w Polsce po 1989 roku.
– To Pan wykazał lekceważenie wobec prawa, nie dopuszczając do zakończenia procesu prominentnego polityka rządzącej partii, oskarżonego o użycie służb specjalnych dla politycznych korzyści. Ten polityk jest dziś ministrem odpowiedzialnym za te służby.
– To Pan podpisuje pośpiesznie, niekiedy nocą, ustawy dyktowane przez rządzącą większość, z pominięciem konsultacji społecznych i lekceważeniem dla dobrego stanowienia prawa.
– Podczas Pańskiego przemówienia na uroczystościach symbolicznego pogrzebu żołnierzy antykomunistycznego podziemia, nacjonalistyczni bojówkarze pobili działaczy Komitetu Obrony Demokracji, zaś minister obecnego rządu stwierdził, że przybyli tam w celu „zakłócenia uroczystości”.
Byli działacze „Solidarności” i podziemia lat 80 zarzucają rządzącym wysługiwanie się „ugrupowaniami, których program i praktyka niebezpiecznie zbliża się do faszyzmu.” – Mało tego, schlebia im i chwali za patriotyzm.” – zaznaczają.
Retoryka „podnoszenia z kolan” skazuje nas na izolację
– Retoryka „podnoszenia z kolan” skazuje nas na izolację wśród narodów europejskich i niesie zagrożenia dla bezpieczeństwa politycznego oraz ekonomicznego naszej Ojczyzny. – podkreślają opozycjoniści – Realizacji strategicznych celów polskiej polityki zagranicznej, za którą jest Pan współodpowiedzialny, nie sprzyjają kuriozalne wywiady ministra spraw
zagranicznych, czy rażące prymitywną retoryką wypowiedzi ministra spraw wewnętrznych.
Dziś kłamie władza
Byli działacze podkreślają, że w PRL-u byli inwigilowani, aresztowani, skazywani na więzienie, czemu towarzyszyła „propaganda kłamstwa”.
„Jednak wówczas mieliśmy świadomość, że czyni to władza nie mająca demokratycznego mandatu, której siła bierze się obcego nadania. Dziś kłamie władza, która uzyskała mandat w wolnych wyborach. Nie negując jej prawa do wprowadzania zmian, nawet jeżeli nie wydają się nam one korzystne, nie zgadzamy się na metody, przy pomocy których obecne władza sprawuje rządy. – piszą byli działacze opozycji
Apel o przywrócenie sporom cywilizowanych ram
– Zwracamy się do Pana, jako reprezentanta godności naszej ojczyzny. Chcemy wierzyć, że znajdzie Pan w sobie siłę i stanie Pan ponad podziałami politycznymi, że podejmie Pan działania, które sporom politycznym przywróci cywilizowane ramy
Zaapelowali opozycjoniści w liście do prezydenta Dudy pod którym pospisali się: Konrad Bieliński, Jerzy Borowczak, Jan Ciesielski, Józef Duriasz, Halina Flis-Kuczyńska, Władysław Frasyniuk, Stanisław Handzik, Ewa Hałuszko, Stanisław Huskowski, Zbigniew Janas, Tadeusz Jedynak, Jan Kofman, Henryka Krzywonos-Strycharska, Waldemar Kuczyński, Bogdan Lis, Jan Lityński, Krzysztof Łoziński, Andrzej Milczanowski, Ewa Milewicz, Piotr Niemczyk, Stefan Niesiołowski, Edward Nowak, Janusz Onyszkiewicz, Wojciech Onyszkiewicz, Józef Pinior, Krzysztof Pusz, Jan Rulewski, Ernest Skalski, Grażyna Staniszewska, Barbara Toruńczyk, Henryk Wujec, Ludwika Wujec.
Abp Hoser o ciążach z gwałtu: Doskonale się na tym znam. Stres jest tak silny, że do zapłodnienia dochodzi rzadziej

Abp Hoser o lobby gejowskim w polskim Kościele: Przypuszczam, że istnieje. Fot. RMF FM
– Biskupi nie są za karaniem kobiet, ale to wcale nie znaczy, że Kościół zmienia jakąś postawę fundamentalną wobec samego problemu.- mówił arcybiskup Henryk Hoser w rozmowie w RMF FM – Wina kobiet jest sprawą tak delikatną i tak trudną do udowodnienia, że nie powinny być karane w sposób procesowy, jak to było przewidziane (w projekcie). – ocenił.
Hoser odniósł się również do swojej wypowiedzi o ciążach z gwałtu. Kilka dni temu w TVP Info stwierdził, że „fizjologia, która jest narażona na tak ogromny stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia”.
– To jest potwierdzone ogromnym materiałem klinicznym i w literaturze, a ja tego dowodziłem, dlatego że w statystykach polskich przerwań ciąży, tych oficjalnych, legalnych, było bardzo mało i jest bardzo mało w stosunku do przerwań ciąży eugenicznych, ze względu na wadę płodu. – przekonywał w RMF FM.
– Ja się doskonale na tym znam, bo przez 21 lat praktykowałem medycynę w Afryce i wcześniej w Polsce. Skończyłem Akademię Medyczną. – podkreślał duchowny – Jako lekarz, bo ja się tym zajmowałem profesjonalnie jako lekarz w kontekście afrykańskim. Właśnie zajmowaliśmy się problem płodności. I byłem w kontakcie z uniwersytetami amerykańskimi między innymi w tych badaniach.
Czarny Protest zmanipulowany przez media
Zdaniem abp. Hosera znaczna cześć kobiet, które utożsamiają się z postulatami Czarnego Protestu, jest „zmanipulowana przez media”, bo „informacje biorą z tych przekazów, które otrzymują” – Wydawało im się, że to będzie jakaś kampania prześladowania kobiet. Kampania, która będzie zagrażała ich wolności. – podkreślał.
Lobby gejowskim w polskim Kościele
Zapytany czy w polskim kościele istnieje lobby gejowskie, przyznał, że tak „przypuszczam, że istnieje dlatego, że to jest tendencja tych środowisk do tworzenia lobby.” – To są powiedzmy takie kluby zamknięte, które działają w dużej dyskrecji i nie odsłaniają się oczywiście. Jest bardzo trudna walka z takimi środowiskami. – zaznaczył
thefad.pl / Źródło: RMF FM
Kaczyński: Jedynym kandydatem na premiera mógłbym być ja, a ja takich planów nie mam

Jarosław Kaczyński. Fot. pis.org.pl
Wariant zmiany premiera na poważnie nie był rozważany, bo jedynym kandydatem mógłbym być ja, a ja takich planów nie mam – mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Jak dodaje, na razie nie ma przesłanek nawet do zastanawiania się nad takim scenariuszem.
Pytany, czy Polska będzie popierała starania Donalda Tuska o drugą kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, powiedział: „Sądzę, że przewodniczącym Rady Europejskiej nie powinien być człowiek, wobec którego być może stawiane będą poważne zarzuty. To nie będzie wzmacniało Wspólnoty”. Jak dodał, wyraża swoje indywidualne zdanie.
Kaczyński pytany o pojawiające się informacje prasowe, że PiS planuje przyspieszenie wyborów samorządowych podkreślił, że nie ma takich planów. „Nawet się nad tym nie zastanawiamy” – zaznaczył.
„Tak samo jak nie ma planu wystawienia innego kandydata w wyborach prezydenckich za cztery lata niż Andrzej Duda. Mówiąc wprost: ani Mateusza Morawieckiego, ani nikogo innego poza urzędującym prezydentem nie zamierzamy wystawić” – oświadczył lider PiS.
„W polityce oczywiście trzeba się liczyć z jakimiś nadzwyczajnymi wydarzeniami, ale tylko one mogłyby ewentualnie skłonić nas do zmiany dzisiejszego kandydata. Stawiam na Andrzeja Dudę i ma on moje pełne i zdecydowane poparcie” – zadeklarował.
Dopytywany, czy nie były rozważane inne kandydatury na 2020 r., zaprzeczył. „Absolutnie nie. Nie było takich rozmów, nawet takich sugestii. Bo i po co? Wszelkie informacje podważające poparcie PiS dla prezydenta Andrzeja Dudy są wyssane z palca” – zapewnił.
Kaczyński był też pytany, czy była inna koncepcja zmian w rządzie, czy też od początku myślał tylko o poszerzeniu władzy wicepremiera Morawieckiego.
„Byłem zwolennikiem działań zwiększających kompetencje Mateusza Morawieckiego do poziomu, jakim kiedyś dysponował Balcerowicz, bo w mojej opinii tylko taka sytuacja daje mu narzędzia do efektywnego wdrożenia planu, który zaprezentował. Teraz może działać dynamicznie i mam nadzieję, iż odniesie sukces. Choć powierzone mu zadanie jest bardzo trudne” – podkreślił prezes PiS.
Na pytanie, czy był wariant zakładający wymianę premiera, odparł: „Na poważnie nie był rozważany, bo jedynym kandydatem mógłbym być ja, a ja takich planów nie mam”.
Polityk był też pytany, czy obawia się agresji rosyjskiej. Jak powiedział, bezpośredniej agresji się nie obawia.
„Natomiast nie wykluczam różnego rodzaju prowokacji, nawet dość daleko idących” – zaznaczył. I dlatego tak ważne jest podnoszenie siły bojowej naszej armii oraz obecność wojsk NATO wraz z siłami amerykańskimi na naszym terytorium. Oceniam, iż teraz nie stać Rosji na poważną wojnę” – dodał.
Dopytywany, czy poważna wojna to wejście do Kijowa czy wejście do Warszawy ocenił, że „próba wejścia do Kijowa to na pewno wojna, i to z czasem światowa”. „Próba wejścia do Warszawy to wojna światowa od razu” – dodał Kaczyński.
Na pytanie, czy powinniśmy się obawiać wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA lider PiS odparł, że „z każdą Ameryką, czy tą kierowaną przez prezydenta, którym będzie Hillary Clinton, czy z tą rządzoną przez Donalda Trumpa musimy mieć jak najlepsze stosunki”.
„Kandydat Republikanów jest w jakimś sensie znakiem zapytania, kandydatka Demokratów jest bardziej przewidywalna. Poczekamy, zobaczymy” – zaznaczył.
Źródło: Kurier PAP
Roman Giertych: Kaczyński – Polakożerca
Przez ostatnie osiem lat PiS i Jarosław Kaczyński przekonywali nas, że oni zawsze poza granicami Polski będą wspierać Polaków.
Obecnie jednak fobie, urazy i trauma smoleńska wzięły górę i Kaczyński zadecydował, że woli Niemca, Francuza lub Litwina na stanowisku szefa Rady Europejskiej niż Polaka.
Dlaczego?
Albowiem dla niego Polakiem jest tylko ten, kto popiera PiS.
Kto PiS-u nie popiera nie może być Polakiem, gdyż nie rozumie obowiązków patriotycznych.
Tak czy inaczej Polska nie poprze na najważniejsze stanowisko w Unii Europejskiej kandydatury Polaka.Jednocześnie Kaczyński już zadecydował, że podległa mu prokuratura (bo wszystko co rządowe jest podległe jemu) postawi zarzuty Tuskowi. Nawet komuniści u szczytu swej potęgi nie ośmielali się tak otwarcie oznajmiać swego wpływu na prokuraturę.
Jestem ciekawy, czy znajdzie się prokurator, który wykona to zadanie.
Moim zdaniem prawdopodobieństwo, że Tusk zostanie kiedykolwiek skazany za „zbrodnię dyplomatyczną” jest żadne. Natomiast prawdopodobieństwo, że za postawienie zarzutów Tuskowi pójdzie siedzieć prokurator, który to zrobi jest bliskie pewności.