Portal Kamila Durczoka już od 3 października. „Zamierzamy stworzyć wiodące medium na Śląsku”

Kamil Durczok. Fot. Krzysztof Dubiel / fotografiakorporacyjna.blogspot.co.uk

Kamil Durczok. Fot. Krzysztof Dubiel / fotografiakorporacyjna.blogspot.co.uk

Od pewnego czasu Kamil Durczok zamieszcza na Twitterze wpisy i zdjęcia pokazujące remont przestrzeni biurowej w Katowicach, sugerując, że coś jest na rzeczy.

19 sierpnia, Kamil Durczok, umieścił na portalu Wirtualnemedia.pl ogłoszenie, w którym on i podległa mu spółka Coal Minders informują, że szukają dziennikarzy „do współpracy przy planowanym projekcie medialnym na południu Polski”.

Start portalu internetowego – jak ustaliły wirtualnemedia.pl, ma się odbyć już w poniedziałek 3 października. Dopiero wtedy ujawniona zostanie nazwa i logo projektu. Spółka Coal Minders zarejestrowała już odpowiednie domeny oraz znaki towarowe w Polsce i za granicą.

Serwis Kamila Durczoka ma być oparty na własnych treściach wideo i skierowany głównie do osób ze Śląska. – W pewnym sensie powstaje w kontrze do wszystkich kierunków, które obejmują główne polskie portale. My idziemy w inną stronę – mówił Kamil Durczok.

Według ustaleń wirtualnemedia.pl, zespół redakcyjny jest nadal kompletowany, ale treści już powstają. W dniu startu portalu czytelnicy otrzymają dostęp m.in. do materiałów informacyjnych, lifestylowych i kulturalnych.

Nieoficjalnie formuła portalu ma się wyróżniać autorskim sposobem prezentacji treści i proponować czytelnikom unikalne treści oparte w dużej mierze na mediach społecznościowych.

– To jest projekt, który w pewnym sensie powstawał w kontrze do wszystkich projektów i kierunków, które obejmują główne polskie portale. My idziemy w inną stronę – wyjaśnia Kamil Durczok.

– Panuje obecnie trend przenoszenia telewizji do sieci. To nie jest dobry kierunek, ten pomysł jest dla mnie pomysłem chybionym. My stawiamy ogromny nacisk na treści wideo, ale chcemy produkować je w unikalny sposób, a nie powielając istniejący model i przenosząc telewizyjne formaty na ekran komputera, tabletu czy smartfona – dodaje dziennikarz.

Projekt Kamila Durczoka kierowany jest do wszystkich użytkowników mieszkających w południowej Polsce, przede wszystkim mieszkańców Śląska i Zagłębia.

– W mojej ocenie ten region zasługuje na solidne medium informacyjno-publicystyczno-lifestylowe, zwłaszcza wobec słabości mediów konkurencyjnych. Śląsk ciągle jest miejscem, które czeka na swoje wiodące medium. My takie medium zamierzamy stworzyć – potwierdza Kamil Durczok.

W marcu zeszłego roku Kamil Durczok za porozumieniem stron rozstał się z „Faktami” TVN, po tym jak powołana przez stację komisja ustaliła, że w redakcji „Faktów” dochodziło do mobbingu i molestowania.

Prace komisji były skutkiem serii publikacji tygodnika „Wprost”, w których zarzucono dziennikarzowi m.in. mobbing. Dziennikarz wytoczył wydawcy i dziennikarzom tygodnika szereg procesów. W jednym z nich, przyznał Durczokowi 500 tys. zł zadośćuczynienia. W kolejnym procesie Kamil Durczok domaga się od ich autorów i wydawcy „Wprost” przeprosin oraz 2 mln zł odszkodowania.

Kamila Durczoka po rozstaniu z TVN obowiązuje 1,5-roczny zakaz konkurencji, kończący się we wrześniu br.

Źródło: Wirtualne Media

 


Katarzyna Lubnauer: Realne i pozorne problemy edukacji

Rok szkolny 2016/17 ma być rokiem przejściowym w edukacji. Edukację już dotknęły pierwsze zmiany, bo szesciolatki nie są już objęte obowiązkową edukacją szkolną, a pięciolatki nie muszą już podlegać przedszkolnej. Coraz więcej uprawnień trafia do kuratorów. Nie będzie już testu szóstoklasisty. Zmiany, zmiany, zmiany, a za rogiem czeka reforma ustrojowa.

Tylko jest jeden problem, nie wiadomo po co nam ta reforma.

Każda zmiana powinna mieć jakiś sens i odpowiadać na konkretne bolączki systemu.

Chociaż, przynajmniej na poziomie absolwentów gimnazjum, polscy uczniowie wyróżniają się wiedzą na tle uczniów z 65 krajów badanych za pomocą testów PISA, to nasza edukacja ma szereg poważnych problemów.

  • Jesteśmy, wg tych samych badań badań PISA 2012, na 59 miejscu na 65 krajów, jeśli porównujemy jaki procent uczniów jest w szkole szczęśliwy.
  • Nauka w szkole jest koszmarnie teoretyczna i często nudna dla ucznia, nie dziwią więc powyżej przytoczone wyniki.
  • Polskie szkoły są niedoposażone, wiele ma zdezelowany sprzęt komputerowy i nie ma pracowni przyrodniczych. Nie nadążamy za zapotrzebowaniem na realną wiedzę informatyczną.
  • Na lekcjach języków nauczyciele udają, że uczą, a na maturze udajemy, że sprawdzana jest wiedza z języka na poziomie B1. Nie da się ćwiczyć praktycznie języka np. w 24 osobowej grupie.
  • Cały czas mamy problem z nauczaniem matematyki w sposób, który kształtuje logiczne myślenie i kreatywność, a nie uczy na pamięć algorytmów. Raport IBE nie pozostawił też złudzeń co do wiedzy matematycznej nauczycieli nauczania zintegrowanego.
  • Uczniowie masowo korzystają z korepetycji. Nauczyciele masowo ich udzielają.
    Nie wiadomo dlaczego przedmiotem, z którego mamy jeden z największych wymiarów godzin przez cały cykl edukacyjny, jest religia.
  • Często uczeń, licząc z pracami domowymi, pracuje dłużej niż przewiduje dla dorosłego 40 godzinny tydzień pracy i nie ma czasu na odpoczynek i pasje pozaszkolne.
  • Szkoła słabo rozwija pasje akademickie, a zupełnie gubi talenty artystyczne czy sportowe. Nie rozwija zdolności manualnych, które mogą być podstawa do wielu karier zawodowych. Edukacja nie docenia innych talentów niż akademickie i nie jest mało zindywidualizowana.
  • Pomoc psychologiczno-pedagogiczna jest niewystarczająca.
  • Dzieci udają, że czytają lektury, a wydawcy zarabiają na opracowaniach i streszczeniach.
  • Korzystanie z kart prac zabija resztki samodzielnego myślenia.
  • Sposoby i treści nauczania są korzeniami w początkach XIX w. Szkoła zabija kreatywność.

I to są realne problemy edukacji.

Które z tych problemów ma rozwiązać reforma ustroju szkolnego Minister Zalewskiej?

W momencie gdy badania PISA 2012 (wyników 2015 jeszcze nie ma) pokazują wysoki poziom wiedzy i umiejętności akademickich polskich gimnazjalistów, kiedy o lichym poziomie kandydatów na studia decyduje głównie masowość kształcenia średniego i wyższego – MEN tworzy zagadkową teorię o tym, że wszystko naprawi likwidacja gimnazjów i przedłużenie liceum z 3 do 4 lat. Tej, niepopartej niczym, poza sondażami teorii służy reforma PIS.

Reforma przeprowadzona ma być w rok, bez przygotowań, bez liczenia się z kosztami. Reforma w wyniku której pracę straci nawet 45 tys. nauczycieli i osób z administracji szkolnej. Reforma, która zlikwiduje dobre szkoły gimnazjalne z licznymi sukcesami, również niepubliczne i katolickie. Reforma, gdzie rodzic nie wie z jakich podręczników i w jakim budynku będzie za rok uczył się jego szóstoklasista. Reforma, która w 2019 roku zmusi do konkurowania o miejsca w szkołach średnich dwa roczniki.

PIS robi zmianę szybko, na kolanie, na żywym organizmie. Zmian dokonuje się nie dla nowo wchodzących do edukacji, ale zmieniając zasady gry tym, którzy już są w systemie. Nikt nie wie co go czeka. W zawieszeniu czekają na zwolnienia nauczyciele gimnazjów, rodzice nie wiedzą, w którym budynku i czego za rok będzie uczyć się ich latorośl. Wydawcy nie znają tymczasowych programów, do których już powinny tworzyć tymczasowe podręczniki. Niepokój i wściekłość towarzyszy też samorządom.

Wszystko to można byłoby wybaczyć, gdyby ta reforma spełniała jeden warunek. Gdyby szła na przeciw rzeczywistym potrzebom polskiej edukacji, a nie pozornym. Zmiana dla zmiany, tak można ocenić pomysły MEN. Zmiana pochłaniająca energię i pieniądze, które można byłoby przeznaczyć na pracę nad jakością edukacji.

Wyjaśnienie jest jedno. Bo to nie jest reforma, to powrót do przeszłości. To drogi i zatruty owoc nostalgii decydentów za PRL.

KATARZYNA LUBNAUER
Posłanka .Nowoczesnej w Sejmie VIII kadencji, była radna Miasta Łodzi. Członek ostatnich władz krajowych Unii Wolności. Dr matematyki na UŁ


Roman Giertych: List w sprawie sytuacji w MEN

Szanowni Państwo!

Gdy w 2006 podjąłem (wówczas uznawaną za kontrowersyjną) decyzję o wprowadzeniu obowiązkowej matury z matematyki dla wszystkich uczniów, to termin realizacji został ustalony na rok 2009, a później przesunięty nawet na 2010. Taka odległość czasowa wynikała przede wszystkim z konieczności przygotowania szkół do tej fundamentalnej zmiany.

Dzisiaj mamy 6 września (za godzinę już 7). I nie wiemy nic jaka będzie przyszłość edukacji naszych dzieci za kilka miesięcy!

Jesteśmy z żoną w sytuacji, w której nasza córka mająca lat dwanaście nie wie, czy będą egzaminy do gimnazjum, czy będą w ogóle gimnazja, a jeżeli nie, to co będzie?

Poziom chaosu, który zapanował w polskiej edukacji przekracza nawet bałagan zrobiony przez minister Hall z sześciolatkami, w co trudno było uwierzyć, że jest możliwe.

Dlatego apeluję do osób ze wszystkich stron sceny politycznej, aby zwracali się do MEN o podjęcie decyzji o odłożeniu wszelkich decyzji w sprawie przyszłoroczonych zmian.

Wprowadzanie reformy w tak zwariowanym tempie musi się skończyć katastrofą. A cenę zapłacą nasze dzieci!

Roman Giertych


Prezydent napisał list do brytyjskich biskupów ws. sytuacji Polaków

andrzej_duda_1.jpg

– Wystosowałem dwa listy – do prymasa Wielkiej Brytanii i do biskupa Canterbury – z prośbą, by zaapelowali do Brytyjczyków o poszanowanie praw podstawowych Polaków mieszkających na Wyspach Brytyjskich – poinformował we wtorek prezydent Andrzej Duda.

Listy zostały wystosowane do prymasów: anglikańskiego Justina Welby’ego i katolickiego Vincenta Nicholsa.

Prezydent pozytywnie odniósł się zarazem do inicjatywy poniedziałkowej wizyty w Londynie szefów MSZ Witolda Waszczykowskiego oraz MSWiA Mariusza Błaszczaka, podczas której rozmawiali oni ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami – szefem dyplomacji Borisem Johnsonem i szefową MSW Amber Rudd – oraz z przedstawicielami Polonii o bezpieczeństwie polskiej społeczności na Wyspach. Andrzej Duda był pytany o opinię na temat efektów wizyty rządowej delegacji z udziałem ministrów podczas wtorkowej konferencji po spotkaniu z prezydentem Palestyny Mahmudem Abbasem.

– Dobrze się stało, że panowie ministrowie, jako ci, którzy bezpośrednio są odpowiedzialni za sprawy bezpieczeństwa Polaków, udali się do Wielkiej Brytanii, bardzo dobrze, że przeprowadzili tam rozmowy – ocenił we wtorek prezydent. Według niego, wizyta ministrów, „zwłaszcza odbyta w sposób tak zdecydowany, jak i nagły, w sensie natychmiastowej reakcji po tym, co się w ostatnich dniach wydarzyło, pokazuje, że (…) kwestia bezpieczeństwa i spokojnego życia Polaków w Wielkiej Brytanii jest ważna dla polskich władz”.

Prezydent Duda wyraził jednocześnie nadzieję, że rozmowy oraz ustalenia podjęte w Londynie, zostaną zrealizowane, a w konsekwencji, że „bezpieczeństwo Polakom po pierwsze zostanie przywrócone, a po drugie, że sprawcy tych napadów na Polaków i śmierci naszego obywatela, zostaną zatrzymani i w odpowiednio surowy sposób osądzeni”.

Prezydent poinformował, że aby wzmocnić to działanie ministrów wystosował w poniedziałek dwa listy, „do prymasa Wielkiej Brytanii i do biskupa Canterbury, z prośbą, żeby zwrócili uwagę na tę kwestię”. Andrzej Duda powiedział, że poprosił też hierarchów, aby zaapelowali do społeczeństwa brytyjskiego o poszanowanie praw podstawowych Polaków, którzy mieszkają na Wyspach Brytyjskich.

Jak podkreślił, Polacy mieszkający na Wyspach są „ludźmi uczciwymi, ciężko pracującymi i w istotny sposób wspierają rozwój gospodarczy Wielkiej Brytanii”. „Chciałbym, żeby to było dostrzegane” – dodał.

27 sierpnia wieczorem w miejscowości Harlow na południowym wschodzie Anglii grupa ponad 20 nastolatków napadła na dwóch Polaków. Arkadiusz J. zmarł w poniedziałek wieczorem w Addenbrooke Hospital w Cambridge w wyniku odniesionych ran głowy. Drugi mężczyzna został wypisany po krótkiej hospitalizacji. Do drugiego ataku doszło w niedzielę nad ranem – zaledwie kilkanaście godzin po tym, jak ulicami Harlow przeszedł liczący ponad 700 uczestników marsz milczenia, upamiętniający śmierć Polaka. Śledczy prowadzący obie sprawy biorą pod uwagę, że sprawcy mogli być motywowani nienawiścią na tle narodowościowym.

Według informacji przekazanych przez ambasadę RP w Londynie, w ciągu ostatnich kilku tygodni odnotowano łącznie 17 poważnych incydentów wymierzonych w Polaków mieszkających na Wyspach.

prezydent.pl


„Pielgrzymka” – tak ocenił Kukiz wyjazd do Londynu ministrów rządu Beaty Szydło

pawel_kukiz_0.jpg

– Polska pokazuje się w tym momencie jako państwo bardzo słabe, jako państwo jakiegoś drugiego czy trzeciego sortu. Wystarczyło, nie wiem, być może wezwać ambasadora brytyjskiego do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a Ministerstwo Sprawiedliwości mogło w tej chwili domagać się udziału w śledztwach. A nie wysyłanie pielgrzymki. – ocenił Paweł Kukiz, gość Porannej rozmowy w RMF FM, komentując wyjazd ministrów spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych oraz szefa policji do Londynu po serii ataków na Polaków. – robienie z tego takiej pokazówki to jest przesada. – dodał.

– Polacy by nie wyjeżdżali ani do Irlandii, ani do Wielkiej Brytanii, gdybyśmy byli tak opodatkowani jak Brytyjczycy, gdybyśmy mieli tak wysoką kwotę wolną od podatku i tak dalej, i tak dalej. Wtedy by nie wyjeżdżali. – mówił Kukiz

 


Niezwykle rzadki wieloryb biskajski został nakręcony przez naukowców przy pomocy drona

Naukowcom z uniwersytetu Murdoch udało się nakręcić przy pomocy drona niezwykle rzadkiego wieloryba biskajskiego południowego. Fot. youtube / Mucru.org

Naukowcom z uniwersytetu Murdoch udało się nakręcić przy pomocy drona niezwykle rzadkiego wieloryba biskajskiego południowego. Fot. youtube / Mucru.org

Naukowcom z uniwersytetu Murdoch w zachodniej Australii udało się nakręcić przy pomocy drona niezwykle rzadkiego wieloryba biskajskiego południowego.

Materiał został nakręcony w sierpniu tego roku u wybrzeży południowo-zachodniej Australii. Naukowcy sfilmowali matkę pływającą z młodym.

Wieloryb biskajski zwany też waleniem biskajskim mierzy do 18 m długości i waży do 90 ton, jego głowa stanowi jedną trzecią długości całego ciała. Jest gatunkiem ssaka morskiego, który kiedyś był jednym z najpowszechniej występujących wielorybów. Obecnie jest jednym z najrzadszych gatunków, wieloryby te były masowo zabijane przez wielorybników. Obecnie ich populacja wynosi jedynie około 7 tysięcy sztuk i stale rośnie.

 

(df) thefad.pl / Źródło: murdoch.edu.au

 


„Dlaczego uważam, że rządzą nami idioci?” Ministrowie PiS w Londynie chcą zapewnić bezpieczeństwo Polakom

W poniedziałek po południu szefowie MSZ Witold Waszczykowski i MSWiA Mariusz Błaszczak polecieli do Londynu. Mają spotkać się ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami i Polonią. W ostatniej chwili odwołano wylot ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

Ministrowie udali się do Wielkiej Brytanii w związku z incydentami skierowanymi przeciwko polskim obywatelom.

– Chcemy sprawdzić, czy służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo wykonują swoją pracę, czy jesteśmy tam, w Wielkiej Brytanii traktowani jednakowo – tłumaczył na lotnisku przed wylotem Waszczykowski pilną podróż na wyspy.

– Jest to oczywiste, że urzędnicy państwa polskiego interesują się stanem bezpieczeństwa Polaków tam mieszkających – mówił.

Błaszczak z kolei zaznaczył, że podczas wizyty padną pytania dotyczące bezpieczeństwa, bo – jak stwierdził – jest to priorytet dla rządu PiS. Minister będzie chciał się dowiedzieć „w jaki sposób władze Zjednoczonego Królestwa zamierzają zapewnić bezpieczeństwo obywatelom naszego kraju”.

Wyjazd to PR-owska zagrywka. Nie zapewni bezpieczeństwa Polakom 

Z wyjazdu do Londynu kpią internauci, których zdaniem podróż ministrów rządu Beaty Szydło nie ma pomóc tamtejszym Polakom, ale posłuży PR-owi PiS-u.

„Trzech ministrów, nieradzących sobie z ksenofobią i rasistowską agresją u siebie, zamierza rozwiązać analogiczny problem w Wielkiej Brytanii” ocenił wyjazd ministrów redaktor naczelny „Liberte” Marcin Celiński.

 

 


„Kubeł zimnej wody”, „kompromitacja” – Polacy rozpoczęli eliminacje MŚ 2018 od remisu z Kazachstanem

Reprezentacja Polski rozpoczęła eliminacje MŚ 2018 od remisu z Kazachstanem (2:2). To był jeden z najbardziej brutalnych meczów, polskiej reprezentacji. Kazachowie faulowali aż 27 razy, a Polacy pięć. Kazachowie dostali sześć żółtych kartek, Polacy cztery, przy czym sędzia oszczędził Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika, którzy mogli zostać wyrzuceni z boiska.

W pierwszej połowie podczas przypadkowego zagrania Robert Lewandowski rozbił nos łokciem jednemu z rywali, potem jednak złapał rywala za szyję w geście duszenia.

W drugiej połowie Kamil Glik po gwizdku sędziego chciał podnieść rywala nogą.

– Jesteśmy rozczarowani tym wynikiem. Nawet przez myśl nie przechodzi nam, że nie zakwalifikujemy się do mistrzostw świata. Trzeba przyjąć to na klatę, bo przed nami kolejne mecze – powiedział po meczu selekcjoner reprezentacji Polski Adama Nawałka. – Mieliśmy mecz pod kontrolą, ale zabrakło konsekwencji i cierpliwości. Kubeł zimnej wody przyda się nam wszystkim. Tak doświadczona drużyna nie może tracić dwóch goli. Nie można tracić dwóch bramek prowadząc 2:0. – dodał.

– Wszystko mieliśmy pod kontrolą. Zdobyliśmy dwa gole, dwa razy trafialiśmy w poprzeczkę, a rywale nie mieli żadnej klarownej sytuacji. Przychodzi druga połowa i wszystko się odmienia. Kazachowie nas przycisnęli, a my spanikowaliśmy. Straciliśmy dwie bramki i próbowaliśmy się podnieść, ale czegoś zabrakło – mówił Robert Lewandowski.

– Chyba prowadzenie nas rozluźniło. Nie ma co ukrywać, że wkradła się zbyt duża pewność siebie i przekonanie, że na pewno wygramy. Zimny prysznic nam się przyda. Nawet jak się prowadzi 2:0 albo 3:0, trzeba cisnąć dalej – tłumaczył. – Nie możemy tak do tego podchodzić. Nie możemy się czuć, jak drużyna, która na mundialu walczyć będzie o medale. Musimy grać w tych eliminacjach tak, jak w poprzednich. Widać, że bez pełnego zaangażowania ciężko będzie urwać punkt. Czasami trzeba będzie po prostu walczyć, przepchnąć przeciwnika

– Trzeba cały czas walczy nie na 100, ale na 110 procent. Mam nadzieję, że ten remis nie będzie nic znaczył pod koniec eliminacji. Chciałbym odrobić te dwa punkty już w najbliższych meczach w Warszawie” – dodał Robert Lewandowski.

 

 


Demonstracje w Londynie. Tysiące osób przemaszerowało przez Londyn przeciwko Brexit

© London News Pictures. 03/09/2016. London, UK. Demonstrators take part in a 'March for Europe' through central London to protest at the recent decision for the UK to leave the EU, following a referendum earlier this year. Similar events are happening at cities across the UK today (sat). Photo credit: Ben Cawthra/LNP

Demonstracje w Londynie przeciwko uruchomieniu przez brytyjski rząd artykułu 50 Traktatu Lizbońskiego, który wskazuje procedury wystąpienia z Unii Europejskiej. Fot. Ben Cawthra/LNP

 

Demonstracje w Londynie. Tysiące demonstrantów przemaszerowało w sobotę przez Londyn aby pokazać swoje niezadowolenie z polityki rządu i powstrzymać brytyjskie władze przed uruchomieniem artykułu 50 Traktatu Lizbońskiego. Artykuł ten mówi, jak postępować w przypadku uruchomienia procedury wystąpienia z Unii Europejskiej.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May, na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu gabinetu, powtórzyła że „Brexit oznacza Brexit” oraz, że wyjście z EU zapewni Wielkiej Brytanii sukces polityczny i gospodarczy.

Organizatorzy demonstracji nie podzielają jej opinii i zapowiadają marsze w największych miastach na terenie całej Wielkiej Brytanii. Marsze mają objąć Edinburgh w Szkocji, Birmingham, Oxford i Cambridge, podczas wizyty premier Theresa May w Chinach, gdzie będzie gościem  szczytu G20, który rozpocznie się 4 września w Hangzhou.

 

Przed wylotem na szczyt G20 Theresa May oświadczyła, że jej kraj będzie odgrywać kluczową rolę na arenie międzynarodowej i zajmie pozycję lidera w handlu zagranicznym.

– Będziemy odgrywać kluczową rolę na arenie międzynarodowej. Mój cel polega na tym, by kraj stał się globalnym liderem w dziedzinie handlu zagranicznego – powiedziała szefowa brytyjskiego rządu.

May dodała, że jednym z tematów zaplanowanych rozmów z przewodniczącym Chin Xi Jinpingiem będą drogi rozwoju strategicznego partnerstwa między Zjednoczonym Królestwem a ChRL. Wyraziła nadzieję, że dla więzi między oboma państwami nadchodzą „złote czasy”.

 

 

 

 


Pierwsze zdjęcia Jowisza z orbity, na której nigdy wcześniej nie było żadnej sondy z Ziemi

Zdjęcie Jowisza wykonane przez sondę Juno 27082016

Zdjęcie wykonane przez sondę Juno z odległości 703,000 km w chwili gdy zbliżała się do północnego obszaru Jowisza 27 sierpnia 2016. Fot. NASA

Bezzałogowa sonda Juno amerykańskiej agencji kosmicznej NASA, po pokonaniu niemal 3 mld kilometrów weszła na orbitę Jowisza 5 lipca tego roku. Swoją misję sonda rozpoczęła w sierpniu 2011 r. Juno będzie badać największą planetę Układu Słonecznego do 2018 r. Jowisz jest planetą gazową i nie można na nim wylądować.

27 sierpnia sonda Juno przemknęła zaledwie 4,2 tysiąca kilometrów nad powierzchnią Jowisza. Dzień później NASA opublikowała pierwsze zdjęcie obszarów polarnych wykonane przez Juno. Po raz pierwszy uruchomiono przy okazji cały zestaw aparatury naukowej, który ma pomóc w badaniach Jowisza.

– Dostajemy z Juno cały szereg intrygujących danych. Przesłanie tych wszystkich danych na Ziemię potrwa kilka dni, jeszcze dłużej zajmą nam próby zrozumienia, co Juno i sam Jowisz chcą nam z ich pomocą przekazać – poinformował Scott Bolton kierownik badań Juno z Southwest Research Institute in San Antonio.

NASA zapowiada, że wyniki eksperymentów będą upubliczniane, kilka zdjęć wykonanych w zakresie światłą widzialnego kamerą JunoCam powinno ujrzeć światło dzienne w ciągu najbliższych tygodni. Możemy oczekiwać zdjęć atmosfery Jowisza wykonanych z największą dostępną do tej pory rozdzielczością, a także pierwszych obrazów biegunów, północnego i południowego.

– Jesteśmy na orbicie, na której nikogo wcześniej nie było – mówił Scott Bolton. Te zdjęcia dadzą nam zupełnie nową perspektywę tego świata gazowego olbrzyma. – Po raz pierwszy możemy obserwować tę planetę z tak bliskiej odległości. Zyskujemy nową perspektywę tego wielkiego, gazowego świata – dodał.

Tymczasem NASA opublikowała zdjęcie wykonane w chwili, gdy Juno zbliżała się do Jowisza, ale jego jakość nie odbiega jeszcze od tego, co wcześniej już widzieliśmy. Ciekawy jest jednak fakt, że widzimy największą planetę Układu Słonecznego od strony bieguna północnego, z orbity, na której nie było wcześniej żadnej sondy z Ziemi.

Zdjęcie Jowisza wykonane przez sondę Juno 27082016

Zdjęcie wykonane 27 sierpnia 2016 r. gdy sondę Juno dzieliło od górnych warstw atmosfery Jowisza zaledwie około 4200 kilometrów. Zdjęcie opublikowane przez NASA 02 sierpnia 2016r. Fot. NASA

Regiony polarne Jowisza, dotychczas dość słabo poznane, będą obserwowane przez Juno przez kolejne 35 orbit w ramach jej misji podstawowej. Zakończenie misji Juno obecnie zaplanowano na luty 2018 roku.