12,7 mln euro dla Legii za udział w fazie grupowej rozgrywek Ligi Mistrzów

Ponad miliard trzysta milionów euro zostanie rozdzielone między kluby w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów – potwierdziła UEFA. Wśród 32 uczestników jest Legia Warszawa.

Mistrzowie Polski trafili do silnej grupy F – z broniącym trofeum Realem Madryt, Borussią Dortmund, w której występuje Łukasz Piszczek, a także ze Sportingiem Lizbona. Losowanie odbyło się w Monako.

UEFA potwierdziła w czwartek zasady premiowania klubów. Udział w fazie grupowej to dla każdego z nich zarobek w wysokości 12,7 mln euro. Wcześniej za zwycięskie kwalifikacje Legia zarobiła ponad 2 mln euro.

Po kolejne pieniądze można sięgnąć za poszczególne mecze w fazie grupowej. Każde zwycięstwo oznacza bowiem 1,5 mln euro, a remis – 500 tys. Za awans do 1/8 finału UEFA wypłaci po 6 mln euro, za ćwierćfinał – po 6,5 mln, a za półfinał – po 7,5 mln euro. Wygrana w finale LM to zarobek 15,5 mln, a pokonany w nim otrzyma 11 mln euro.

Legii nie daje się zbyt wielkich szans

Faworytami do zajęcia pierwszego miejsca są broniący tytułu Real oraz efektownie grająca Borussia. Poza zasięgiem polskiej drużyny wydaje się być też Sporting.

– To jest grupa śmierci – powiedział na piątkowej konferencji prasowej trener Legii Warszawa Besnik Hasi. Zaraz jednak dodał, że przecież to jest futbol, a w nim wszystko jest możliwe.

Besnik Hasi nie ukrywał, że chciał trafić w losowaniu na Realu Madryt – Szkoda tylko, że to nie z nimi zagramy ostatnią grę. Takie zespoły potrafią wtedy wystawiać słabszy skład, być mniej zdeterminowane, bo i tak są pewne awansu – powiedział.

– Co do drużyn z dwóch pozostałych koszyków, mogło być lepiej. Chciałbym Club Brugge, gdzie dwóch głównych zawodników jest kontuzjowanych, gdzie znam zespół… Byłoby łatwiej rywalizować z ekipami bez doświadczenia w Lidze Mistrzów. – dodał – I tak powinniśmy być szczęśliwi. To wspaniałe doświadczenie. Miałem okazję rywalizować w LM z Borussią. I to było coś wyjątkowego.

Z tego jak, trudne czeka legionistów zadanie, doskonale zdaje sobie sprawę m.in. Robert Lewandowski. „Mogliście wylosować lepiej” – napisał na Twitterze.

W obecnym sezonie rywalizacja w grupach LM rozpocznie się 13-14 września, a zakończy 6-7 grudnia. Finał zaplanowano na 3 czerwca 2017 w walijskim Cardiff.

Skład grup Ligi Mistrzów (kolejność według koszyków):

Grupa A: PSG, Arsenal, FC Basel, Łudogorec Razgrad
Grupa B: Benfica, Napoli, Dynamo Kijów, Besiktas Stambuł
Grupa C: FC Barcelona, Manchester City, Borussia Moenchengladbach, Celtic Glasgow
Grupa D: Bayern Monachium, Atletico Madryt, PSV Eindhoven, FK Rostów
Grupa E: CSKA Moskwa, Bayer Leverkusen, Tottenham Hotspur, AS Monaco
Grupa F: Real Madryt, Borussia Dortmund, Sporting Lizbona, Legia Warszawa
Grupa G: Leicester City, FC Porto, FC Brugge, FC Kopenhaga
Grupa H: Juventus, FC Sevilla, Olympique Lyon, Dinamo Zagrzeb

Mecze Legii:

Legia Warszawa rozpocznie fazę grupową Ligi Mistrzów meczem na własnym stadionie z Borussią Dortmund 14 września. 27 września poleci do Lizbony na starcie ze Sportingiem CP, a 18 października zagoszczą na Estadio Santiago Bernabeu w Madrycie.

W rewanżach 2 listopada zagra z Realem, a 22 listopada z Borussią na Signal Iduna Park. Fazę grupową Ligi Mistrzów zakończy 7 grudnia na stadionie przy ul. Łazienkowskiej, gdzie zagra ze Sportingiem CP.

 

thefad.pl / kurier PAP


Na planecie Proxima b mogą panować zbliżone do ziemskich warunki życia

Proxima Centauri to gwiazda najbliższa względem naszego Układu Słonecznego. Naukowcy odkryli, że w okół niej krąży skalista planeta, nieco większa od Ziemi i to w strefie umożliwiającej istnienie na jej powierzchni wody w stanie ciekłym.

Wizualizacja planety Proxima b. Tak raczej nie wygląda jej powierzchnia
Wizualizacja planety Proxima b. Tak raczej nie wygląda jej powierzchnia

Planet Proxima b. znajduje się bardzo blisko swojej gwiazdy Proximy Centauri – oddalona jest od niej „zaledwie” o 7 milionów kilometrów. Dla porównania odległości Ziemi od Słońca to ponad 149 mln km. Proxima b okrąża gwiazdę Proxima Centauri w ciągu 11 dni.

Jednak Proxima Centauri jest tzw. czerwonym karłem – to chłodna gwiazda i jest o wiele mniejsza i ciemniejsza od Słońca. Oznacza to, że planeta może krążyć bliżej gwiazdy i mimo to na jej powierzchni mogą panować łagodne warunki, zbliżone do ziemskich, a temperatura w tym promieniu od gwiazdy pozwala na istnienie wody w stanie ciekłym.

– Odległość tej planety od Proximy Centauri wynosi zaledwie 5 proc. odległości Ziemi od Słońca. Jednak Proxima jest 1000 razy słabsza od Słońca. Tak więc planeta otrzymuje ok. 70 proc. energii otrzymywanej przez Ziemię – wyjaśnia dr Anglada-Escude.

– To czy na powierzchni Proximy b panuje temperatura sprzyjająca życiu zależy od tego czy ma ona atmosferę – dodaje naukowiec. Tylko bowiem tzw. gazy cieplarniane w atmosferze mogłyby spowodować ocieplenie powierzchni planety i zapewnić wystarczające ciśnienie do utrzymania się wody w stanie ciekłym.

O odkryciu poinformował w najnowszym numerze czasopisma „Nature” zespół astronomów pod kierownictwem Guillema Anglada-Escude z Queen Mary University of London.

Znaleziono już wiele egzoplanet i wiele więcej zostanie jeszcze odkrytych, ale poszukiwania najbardziej podobnej do Ziemi i kolejnych, to doświadczenie całego życia dla nas wszystkich. – komentował wyniki prac swojego zespołu Guillema Anglada-Escude.

– Po raz pierwszy mamy egzoplanetę w naszym zasięgu, która może być gospodarzem dla żywych organizmów – mówi Mikko Tuomi, astronom z University of Hertfordshire.

Mimo, że najbliższa Słońcu, Proxima odległa jest o 40 bilionów km (4,2 lat świetlnych) – przy obecnej technologii, podróż tam musiałaby trwać tysiące lat. Przebycie takiej odległości zajęłoby odrzutowemu samolotowi pasażerskiemu prawie 5 mln lat.

W odróżnieniu od gwiazd takich jak Słońce, czerwone karły, jakim jest Proxima Centauri są niebezpieczne. Wyrzucają bowiem duże ilości materii w przestrzeń, w postaci tzw. protuberancji. Emitują też znacznie więcej promieniowania rentgenowskiego.

Oczywiście, dzisiaj dostanie się tam to fantastyka naukowa. Ale myślimy nad tym i nie jest już czystym akademizmem wyobrażenie sobie, że pewnego dnia wyślemy tam sondę – powiedział dr Anglada-Escude.

thefad.pl / kurier PAP


Dlaczego niemiecki rząd zachęca obywateli do robienia zapasów?

shopping-1165437_1280

Władze Niemiec po raz pierwszy od 1989 zachęcają swoich obywateli do gromadzenia zapasów żywności na 10 dni w razie wystąpienia sytuacji nadzwyczajnej. Przy czym starają się uspokoić, że atak na Niemcy jest „nieprawdopodobny”.

„Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” zamieścił w swoim wydaniu z 21 sierpnia cytat z nowej koncepcji obrony cywilnej w Niemczech, którą rząd w Berlinie chce uchwalić na posiedzeniu 24 sierpnia. Cytowany fragment dotyczy gromadzenia przez ludność kraju zapasów żywności wystarczających na 10 dni. W ten sposób społeczeństwo niemieckie w razie wystąpienia sytuacji nadzwyczajnej będzie samowystarczalne zanim władze państwowe przystąpią do działań zapewniających mu wystarczające zaopatrzenie w środki spożywcze, wodę pitną, energię i gotówkę.

Jednak Niemieckie media krytycznie oceniają rząd, który zachęca obywateli do gromadzenia zapasów żywności na wypadek poważnego kryzysu.

„Czy myśmy aby nie zwariowali?”

„Czy myśmy aby nie zwariowali?” – pyta regionalny dziennik z Lipska „Leipziger Volkszeitung” – „Najpierw minister spraw wewnętrznych chce zakazać zabierania plecaków na festyny ludowe, a teraz, jak w latach zimnej wojny, ludność ma gromadzić w domu zapasy żywności i wody pitnej, aby przygotować się na najgorsze. Od strony polityki komunikacyjnej zakrawa to na katastrofę. Okazuje się bowiem, że teraz musimy liczyć się znowu z wybuchem wojny, a nie tylko atakiem terrorystycznym. W ten sposób szerzy się strach i panikę. Powstaje też wrażenie, że niektórzy nasi politycy nie panują nad sytuacją”.

Apel o gromadzenie zapasów nie jest przesadą. Dziwi jedynie reakcje na apel

„Przypomina to apele z dawnych czasów, gdy MSW zachęcało ludność do gromadzenia zapasów, aby przygotować się na braki w zaopatrzeniu w razie ataku terrorystycznego, albo katastrofy żywiołowej. – czytamy w dzienniku Landeszeitung” z Lüneburga – „Partia Lewica nie zawahała się zarzucić ministrowi spraw wewnętrznych panikarstwa. W istocie rzeczy przesadą jest nie tyle sam apel MSW o gromadzenie w domu zapasów na wszelki wypadek, tylko reakcje na niego. Rząd w Berlinie nie wzywa nas przecież do przygotowywania się do wojny, tylko właściwego stawienia czoła możliwym, przyszłym wyzwaniom”.

Nowy model obrony cywilnej nie ma to nic wspólnego z sianiem strachu

„Nowy model obrony cywilnej nie ma to nic wspólnego z sianiem strachu i paniki, jak twierdzą partie opozycyjne. – pisze „Straubinger Tagblatt/Landshutter Zeitung” – „Wręcz przeciwnie. Państwo, które coraz bardziej zaostrza przepisy związane z polityką bezpieczeństwa wewnętrznego i ogranicza przez to zakres swobód obywatelskich, ma obowiązek być przygotowane na wszelkie możliwe zagrożenia i sytuacje nadzwyczajne, aby móc skutecznie strzec bezpieczeństwa obywateli. A to oznacza, na przykład, że musi ono dysponować wystarczającym zapasem szczepionek i lekarstw. Wezwanie ludności do gromadzenia w domu minimalnego zapasu żywności i wody pitnej, to naprawdę minimum tego, czego można od niej wymagać”.

Politycy nie działają w sposób przemyślany

„Istota problemu polega na tym, że w ostatnich latach w katastrofalny wręcz sposób zaniedbano u nas obronę cywilną kraju.” – komentuje „Märkische Allgemeine” z Poczdamu. – „Teraz próbuje się to nadrobić, ale robi się to chaotycznie i nieumiejętnie, ocierając się chwilami o panikarstwo. Nasi politycy nie robią wrażenia, że działają w przemyślany, celowy sposób. A potem dziwią się, że ludzie są coraz bardziej zaniepokojeni, i że im się to wszystko nie podoba”.

„Kiedy wyobrażę sobie, że nie mogę z jakichś powodów podjąć pieniędzy z bankomatu, to te 2 euro 95 centów, które mam w portmonetce raczej mi nie wystarczą do wieczora. A gdyby w mieszkaniu wyłączono mi jeszcze nagle wodę, to mogę napić się tylko resztki wódki z butelki, która cudem uchowała się w lodówce. A to akurat jest całkiem niezłym pomysłem na uporanie się z taką sytuacją. No, to na zdrowie!” – ironizuje berliński „Die Tageszeitung”

Dlaczego niemiecki rząd zachęca obywateli do robienia zapasów?

„W Polsce nie ma potrzeby robienia zapasów”

– W Polsce nie ma zagrożenia terrorystycznego – uspokajał w poniedziałek minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak, odnosząc się do informacji o niemieckim programie obrony cywilnej, w którym jest mowa o gromadzeniu zapasów na wypadek kryzysu.

Podkreślił również, że „Polska jest w tej lepszej sytuacji, że rząd PiS nie realizuje zobowiązań, jakie rząd PO-PSL przyjął na nasz kraj.” – Zobowiązań dotyczących przyjmowani imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki Północnej – dodał Błaszczak.

 

dw.de, thefad.pl


Facebook testuje w Aktualnościach na kontach użytkowników pliki wideo z włączonym dźwiękiem

facebook_video

Facebook rozpoczął próby publikowania w Aktualnościach na kontach użytkowników plików wideo z domyślnie włączonym dźwiękiem. Doniesienia o eksperymentach z dźwiękiem w plikach wideo prowadzonych przez Facebook pochodzą z serwisu Maschable, który opiera się na mailach od swoich czytelników.

Niektórzy internauci posiadający konta na Facebooku powiadomili, że w ich News feedzie publikowane pliki wideo pochodzące od znajomych lub marek mają domyślnie włączony dźwięk, choć do tej pory, zgodnie z polityką serwisu wszystkie treści wideo były wyciszone, a włączenie głosu wymagało działania użytkownika.

Wraz z wideo z włączonym dźwiękiem pojawia się przycisk pozwalający na wyłączenie go.

Problem polega na tym, że aby pozbyć się dźwięku w plikach wideo trzeba w każdym z nich używać wspomnianego przycisku lub wyciszyć dźwięk w ustawieniach swojego smartfona.

Z doniesień wynika, że z głośnym wideo na Facebooku zetknęło się na razie niewielu użytkowników serwisu, w większości pochodzą oni z Australii.

Facebook poproszony o wyjaśnienie intrygującej kwestii wideo z włączonym dźwiękiem przyznał, że rzeczywiście prowadzi testy nowej opcji, lecz dotyczą one jedynie bardzo ograniczonej liczby użytkowników.

– To próby w niewielkim zakresie, mają sprawdzić w jaki sposób użytkownicy odbiorą możliwość publikowania w ich News feedzie treści wideo wraz z dźwiękiem – wyjaśnia Facebook w komunikacie skierowanym do mediów. – Uczestnicy testów, którzy nie życzą sobie domyślnie włączonego dźwięku mogą wyłączyć go w konkretnym pliku lub w ustawieniach swojego konta. To tylko jeden z wielu testów zmierzających do poprawienia jakości treści udostępnianych użytkownikom – kończy oświadczenie Facebook.

Eksperymentując z domyślnie włączonym dźwiękiem w klipach wideo i oczekując reakcji użytkowników na ten krok Facebook prawdopodobnie chce poprawić sytuację reklamodawców, którzy na platformie zamieszczają treści filmowe.

Według danych z maja br. ok. 85 proc. treści wideo użytkownicy Facebooka oglądają z domyślnie wyłączonym dźwiękiem i rzadko decydują się na włączenie głosu.

Wirtualnemedia.pl


Dlaczego Gazeta Wyborcza atakuje Hannę Gronkiewicz Waltz?

gazeta wyborcza

Fot. Zrzut z ekranu, źródło: wyborcza.pl

Od kilku dni nie dawały mi spokoju pytania: dlaczego nagle Gazeta Wyborcza postanowiła uderzyć w PO i HGW? I dlaczego PiS jest taki wstrzemieźliwy w wykorzystaniu tego ataku? I dlaczego Prokuratura jest na odcinku warszawskim taka aktywna? I skąd Gazeta Wyborcza nagle posiadła taką pełną wiedzę o sprawach reprywatyzacji?

I znalazłem jedną możliwość, która rozwiązuje wszystkie te zagadki. A co jeżeli w sprawie opisywanej już wielokrotnie, a dotyczącej zwrotu nieruchomości dla rodziny HGW również są poważne nieprawidłowości? Decyzja została podjęta przez Lecha Kaczyńskiego. Wówczas wiemy dlaczego w sprawę angażuje się Gazeta Wyborcza. Wiemy dlaczego atakuje HGW, gdyż w logice wykorzystania tej sprawy przeciwko Kaczyńskiemu jest ona nieuniknioną ofiarą, a nadto jej też sprawa dotyczy więc tym bardziej jest nie do obrony.

Rozwiązuje to zagadkę dlaczego PiS jest takie powściągliwe. Pozostają jeszcze dwa pytania. Odpowiedź również wydaje się prosta.

Jeżeli prokuratura jest tak aktywna to znaczy, że chce tego Ziobro. A materiały do GW (moja wiara w dziennikarstwo śledcze bez dostępu do informacji ze służb lub prokuratury jest ograniczona) mogą pochodzić z postępowań. Kto zyskałby dzisiaj na osłabieniu HGW, PO oraz na podważeniu mitu Lecha Kaczyńskiego? To oczywiste. Zbigniew Ziobro.

Dantonie twój Robespierre zaczyna działać!

 

Roman Giertych


Europa nie skończyła się po Brexicie

 

Matteo Renzi: Europa się nie skończyła po Brexicie

– Europa się nie skończyła po Brexicie – powiedział w poniedziałek premier Włoch Matteo Renzi na konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Francji Francois Hollande’em oraz kanclerz Niemiec Angelą Merkel na wyspie Ventotene na Morzu Tyrreńskim.

Spotkanie było poświęcone przyszłości Unii Europejskiej i temu, jak nadać nowy impuls integracji europejskiej po decyzji Brytyjczyków o opuszczeniu wspólnoty.

– Wiele osób myślało, że po Brexicie Europa się skończyła. Tak nie jest – powiedział Renzi. Zapewnił, że zjednoczona Europa może „napisać kolejny rozdział” po Brexicie. Jego zdaniem, dziedziny, na których powinna skupić się UE, to polityka obrony i bezpieczeństwa oraz wzrost gospodarczy w kontekście walki z bezrobociem wśród młodzieży.

– Wierzymy, że Europa stanowi rozwiązanie poważnych problemów naszych czasów – powiedział włoski premier.

Francois Hollande przestrzega przed nacjonalizmem

– Zagrożeniem dla dzisiejszej Europy jest rozdrobnienie i podział – oświadczył z kolei Francois Hollande. Przestrzegał przed nacjonalistycznymi tendencjami w UE, namawiając do walki z egotyzmem i zamykaniem się w sobie. Również on podkreślił wspólną politykę obronną jako jedno z ważnych zadań UE.

Angela Merkel: W obliczu terroru, musimy uczynić więcej dla naszego bezpieczeństwa

Z kolei kanclerz Niemiec Angela Merkel w kontekście wspólnego bezpieczeństwa poruszyła wątek dżihadyzmu.

– W obliczu terroru islamistycznego, w obliczu wojny domowej w Syrii, czujemy, że musimy uczynić więcej dla naszego wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa – powiedziała.

Spotkanie zorganizowano na niewielkiej wyspie Ventotene. Miejsce wybrano nieprzypadkowo: to tam, w faszystowskim więzieniu, dziennikarz Altiero Spinelli został w 1941 roku współautorem „Manifestu na rzecz Europy wolnej i zjednoczonej”, który stał się jednym z dokumentów ideowych integracji europejskiej, sam zaś Spinelli jest uważany za jednego z ojców Unii Europejskiej.

Komentatorzy są zdania, że poniedziałkowe rozmowy miały na celu ustalenie wspólnego stanowiska na szczyt 27 krajów UE (bez Wielkiej Brytanii), który odbędzie się 16 września w Bratysławie. Zwołano go, by omówić sytuację UE po brytyjskim referendum.

kurier PAP


Układ Warszawski

Fot. Zrzut z ekranu, źródło: wyborcza.pl

Fot. Zrzut z ekranu, źródło: wyborcza.pl

Jak donosi GW (Gazeta Wyborcza) w Warszawie od lat panowała sytuacja, gdzie z jednej strony dawni spadkobiercy nie mogli uzyskać zwrotu swoich nieruchomości, a z drugiej kupcy roszczeń uzyskiwali je błyskawicznie.

Sytuacja taka jest pochodną przede wszystkim wadliwych przepisów, które urzędnikom, a nie sądom dały prawo ostatecznych decyzji w sprawie zwrotu nieruchomości. Od lat o taką możliwość działania WSA i NSA zabiegały środowiska sędziów administracyjnych, na czele z prof. Romanem Hauserem (obecnie sędzia TK, który nie został zaprzysiężony przez Prezydenta), które postulowały wprowadzenie do procedury sądowo-administracyjnej możliwości zastępczego (za organ) wydawania wyroków-decyzji. Niestety kolejne ekipy nie zrealizowały tego postulatu.

Jak dowiadujemy się z GW urzędnicy mianowani przez Lecha Kaczyńskiego i nadzorowani przez Hannę Gronkiewicz-Waltz wchodzili w niejasne relacje z pełnomocnikiem niektórych nabywców roszczeń.

Proceder trwał wiele lat, a odpowiedzialność polityczną ponoszą przede wszystkim dwaj ostatni prezydenci Stolicy.

Dlatego do czasu wyjaśnienia afery warszawskiej powinny by wstrzymane jakiekolwiek pracy nad pomnikiem śp.Lecha Kaczyńskiego.

Nie może być tak, że honorujemy osobę, która być może powinna politycznie odpowiadać za działalność powołanych przez siebie urzędników.

Roman Giertych


W Rio to kobiety broniły honoru polskiego sportu

medale olimp

W zakończonych w niedzielę igrzyskach w Rio de Janeiro polscy sportowcy wywalczyli 11 medali. Aż osiem z nich było dziełem kobiet. Po raz pierwszy od 1956 roku i olimpiady w Melbourne na najwyższym stopniu podium nie stanął mężczyzna z Polski.

Marta Walczykiewicz srebrną medalistką igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro

Marta Walczykiewicz srebrną medalistką igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Fot. Internet

60 lat temu ze złotem z Australii wróciła tylko Elżbieta Krzesińska-Duńska, która triumfowała w skoku w dal. W Rio krążki z najcenniejszego kruszcu wywalczyły młociarka Anita Włodarczyk, która przy okazji poprawiła własny rekord świata, oraz wioślarska dwójka Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj.

Beata Mikołajczyk i Karolina Naja

Kajakarki Beata Mikołajczyk i Karolina Naja zdobyły brązowy medal w konkurencji K2 500 m igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Fot. Internet

Łącznie nasi reprezentanci 66 razy stali na najwyższym stopniu podium letnich igrzysk. Pierwszy złoty medal dla Polski w 1928 roku w Amsterdamie w rzucie dyskiem wywalczyła Halina Konopacka. Później jej rodaczki jeszcze 11-krotnie wygrywały swoje konkurencje. Trzy olimpijskie zwycięstwa ma na koncie sprinterka Irena Szewińska, a dwa rywalizująca w strzelectwie Renata Mauer-Różańska.

Anita Włodarczyk rzuca po olimpijskie złoto

Poprzednio więcej medali od swoich rodaków Polki wywalczyły 12 lat temu w Atenach – 7 z 10. Wówczas niekwestionowaną gwiazdą reprezentacji była Otylia Jędrzejczak. Pływaczka do mistrzostwa na 200 m stylem motylkowym dołożyła srebro na dystansie o połowę krótszym i na 400 m kraulem.

Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj wygrały finał wyścigu w dwójce podwójnej kobiet. Fot. twitter

Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj wygrały finał wyścigu w dwójce podwójnej kobiet. Fot. twitter

Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj

W Rio męski honor obronili srebrny medalista w rzucie dyskiem Piotr Małachowski oraz brązowi kolarz Rafał Majka i młociarz Wojciech Nowicki. Grono kobiet, które stały na podium w Brazylii uzupełniają drugie: kajakarka Marta Walczykiewicz i kolarka górska Maja Włoszczowska oraz sklasyfikowane na trzecich lokatach: zapaśniczka Monika Michalik, pięcioboistka Oktawia Nowacka, kajakowa dwójka Beata Mikołajczyk i Karolina Naja oraz wioślarska czwórka Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Joanna Leszczyńska, Maria Springwald.

Kadra Polski na Igrzyska Olimpijskie w Rio

Kadra Polski na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro 2016

 

Źródło: Kurier PAP


Ujawniono tajne polskie banknoty przygotowane w latach 70tych na wypadek wojny

Tajne polskie banknoty. Fot. PWPW

Tajne polskie banknoty. Fot. PWPW

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A. zaprezentowała w piątek 19 sierpnia banknoty o kryptonimie „E-71”, przygotowane w latach 70. na wypadek wojny i zniszczenia PWPW.

Banknoty, pochodzące z serii Miasta Polskie, objęte były klauzulą tajności do końca 2015 roku.

Pierwsza produkcja, datowana na 2 stycznia 1971 r., obejmowała dziewięć nominałów: 1, 2, 5, 10, 20, 50, 100, 500 i 1 tys. złotych. Kolejna, której pochodzenie ustalono na 2 stycznia 1977 r., objęła banknoty 200 i 2 tys. zł. Na tych o nominałach od 20 zł do 2 tys. zł widnieją wizerunki siedmiu polskich miast: Poznania, Gdańska, Katowic, Lublina, Krakowa, Warszawy i Gniezna.

Tajne polskie banknoty. Fot. PWPW

Tajne polskie banknoty. Fot. PWPW

– Jest to seria unikalna prawdopodobnie na skalę europejską, (…) pierwszy raz pokazywana światu – powiedział na piątkowej konferencji prezes PWPW S.A. Piotr Woyciechowski, dodając, że kolekcja nie była znana nawet ekspertom i kolekcjonerom. – Druk był prowadzony w warunkach tajnych, przy absolutnym zachowaniu tajemnicy państwowej, dokumenty, które temu towarzyszyły też zostały opatrzone klauzulami o najwyższym stopniu tajności” – zaznaczył.

Przygotowana do emisji seria pieniędzy miała zastąpić obowiązujące w komunistycznej Polsce środki płatnicze. Po zniszczeniu PWPW produkcję przeniesiono by w inną lokalizację, prawdopodobnie do Częstochowy.

Plan uruchomienia produkcji na wypadek zniszczenia zakładu, w zakładach zastępczych. Fot. PWPW

Plan uruchomienia produkcji na wypadek zniszczenia zakładu, w zakładach zastępczych. Fot. PWPW

Jak zauważył prezes spółki, ujawnienie i odtajnienie tych banknotów skłania do refleksji nad planami władz PRL.

– Jest pewna hipoteza, którą należy uprawdopodobnić poprzez szczegółowe badania, że te pieniądze miały zostać wprowadzone do obiegu na obszarze okupowanym w ramach inwazji sił Układu Warszawskiego, gdzie Ludowe Wojsko Polskie miało zająć takie kraje jak Dania, Holandia i Północne Niemcy – powiedział Woyciechowski.

Wszystkie arkusze do produkcji banknotów po zakończeniu ekspozycji trafią do zbiorów historycznych PWPW S.A.

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A. jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa o szczególnym znaczeniu dla gospodarki państwa. Zajmuje się m.in. produkcją: banknotów, banderoli, znaczków, dowodów osobistych, paszportów oraz dokumentów dla cudzoziemców, a więc materiałów objętych szczególnymi procedurami wytwarzania.

 

Źródło: kurier PAP


PiS przygotowało swój pierwszy własny budżet i bije wszelkie rekordy

Rząd PiS przygotował swój pierwszy budżet. Fot. Źródło: premier.gov.pl

Rząd PiS przygotował swój pierwszy budżet. Fot. Źródło: premier.gov.pl

Ministerstwo finansów zaplanowało budżet z prawie 60-miliardową dziurą. To pierwszy projekt budżetu, za który ekipa PiS bierze pełną odpowiedzialność. Deficyt urośnie, ale finanse będą pod kontrolą i nie narazimy się na krytykę Brukseli – pisze „Puls Biznesu„.

Według informacji uzyskanych przez „Puls Biznesu” planowany deficyt budżetu państwa w 2017 r. ma nie przekroczyć 59-59,5 mld zł. To o blisko 5 mld więcej niż na ten rok zaplanował jeszcze poprzedni rząd.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości ma ogromne wydatki, a przecież jeszcze dobrze nie rozpędził się w spełnianiu swoich obietnic wyborczych. „Same świadczenia dla rodzin mają kosztować w skali roku 22,5 mld zł, a do tego trzeba dodać uszczuplenie wpływów o około 2 mld zł, które przyniesie zaplanowana na październik obniżka wieku emerytalnego” – zwraca uwagę „Puls Biznesu”.

„Do tego trzeba dodać podwyżki w budżetówce (1,4 mld zł) i kilka miliardów na wzrost świadczeń emerytalno-rentowych – czytamy w dzienniku.

Minister finansów zaplanował, że do kasy państwa wpłynie w przyszłym roku 324 mld zł, czyli o ponad 10 mld więcej niż w tym roku. Dochody z VAT mają wzrosnąć o 11 proc. do kwoty 143 mld zł. Rząd chce też ściągnąć o 10 mld zł więcej pieniędzy z podatków dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego. 

Już w ubiegłym tygodniu pisaliśmy w thefad.pl, że rząd PiS zadłuża kraj na potęgę. Tylko przez pięć miesięcy 2016 roku dług Polski powiększył się o 56 mld zł, a przez pierwsze pół roku dług Skarbu Państwa powiększył się o 60 mld zł. Obie te kwoty są rekordowe co najmniej w ostatnich 15 latach. Jak informuje Ministerstwo Finansów, dług Skarbu Państwa na koniec maja wynosił 890,7 mld zł. I nie są to najlepsze informacje.

– Polityka szybkiego zadłużania państwa prowadzona przez PiS nie jest dla mnie zaskoczeniem – komentuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Łatwo krytykować innych, trudniej samemu podejmować działania.