Francja: zakaz noszenia muzułmańskich strojów kąpielowych
David Lisnard, burmistrz miasta Cannes na południu Francji zabronił muzułmankom noszenia na plażach tego kurortu burkini – muzułmańskiego kostiumu kąpielowego zakrywającego całe ciało. Powołał się na obowiązek dbania o bezpieczeństwo obywateli i turystów oraz porządek publiczny.

Burkini to kostium kąpielowy przeznaczony dla muzułmanek i kobiet z innych kultur, których religia zabrania odsłaniania wielu części ciała. Kostium odsłania jedynie dłonie, stopy i częściowo twarz. Nie przylega zbyt mocno do ciała w wielu miejscach, jak to ma miejsce w przypadku tradycyjnych kostiumów.
Władze Cannes zapowiedziały, że każda osoba przyłapana na noszeniu burkini, będzie karana grzywną w wysokości 38 euro. Służby pilnujące porządku mają prawo zażądać od takiej kobiety zmiany stroju na zwykłe ubranie lub tradycyjny strój kąpielowy. Jeżeli tego odmówi – otrzyma mandat.

Policja patrolująca plaże Cannes
Według burmistrza burkini stanowią „symbol islamskiego ekstremizmu, który powinien być zakazany w czasach, kiedy Francja jest celem ataków terrorystycznych”. Uważa on, że kobiety w burkini na plażach „wzbudzają niepokój”, a do władz należy dbanie o to, by wszyscy korzystający z przestrzeni publicznej czuli się w niej jak najlepiej.
– Kostiumy kąpielowe, które ostentacyjnie demonstrują wyznanie religijne, podczas gdy Francja i jej miejsca kultu są celami ataków terrorystycznych, mogą sprzyjać ryzyku zakłócania porządku publicznego – wyjaśnia David Lisnard.
Rozporządzenie w tej sprawie weszło w życie 28 lipca, zostało jednak ujawnione dopiero w czwartek, trzy dni po odwołaniu przez prywatny aquapark pod Marsylią dnia burkini. Zakaz ma obowiązywać do końca sierpnia.
Środowiska muzułmańskie we Francji wprowadzony zakaz uważają „dyskryminujący i niekonstytucyjny” i zapowiadają zaskarżenie go do sądu.

Fot. internet
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, kiedy wprowadzono restrykcje dotyczące kobiecego ubioru we Francji. W 2011 roku we Francji zabroniono zasłaniania twarzy nie tylko burką czy nikabem, ale też kominiarką lub np. kaskiem motocyklowym, w miejscach publicznych – na dworcach, w parkach, sklepach czy urzędach.
„Kończ pan ten mecz” – Tomasz Zimoch ujawnia kulisy rozstania z Polskim Radiem

Tomasz Zimoch. Fot. Źródło: okładka księżki „Panie… kończ pan ten mecz” Wydawnictwo Fabuła Fraza
Polskie Radio ostro zareagowało na wypowiedzi Tomasza Zimocha w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Już następnego dnia, 14 maja po ukazaniu się wywiadu, Polskie Radio w oświadczeniu uznało, że jego słowa są bardzo krzywdzące, mocno jednostronne i nieobiektywne, niegodne dziennikarza i naruszające etykę zawodową. Dwa dni później Tomasz Zimoch został bezterminowo zawieszony w obowiązkach pracowniczych, a zarząd Polskiego Radia jego wypowiedzi skierował do Komisji Etyki. Dziennikarza usunięto również z ekipy wyznaczonej do relacjonowania Euro 2016 i igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.
Przypomnijmy, że w rozmowie z „DGP” Tomasz Zimoch skrytykował rządy PiS oraz obecną sytuację polityczną w Polsce. Bronił prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego i stwierdził, że za kilkanaście lat będzie on bohaterem narodowym.
Z kolei pomysł weryfikacji dziennikarzy w mediach narodowych, której przeprowadzenie zakłada nowy pisowski projekt ustawy medialnej, nazwał absurdalnym. Pytał, kto będzie sprawdzał, czy jest dobrym dziennikarzem sportowym i czy jego poglądy polityczne będą miały znaczenie.
Stwierdził również, że „jest gorzej niż w stanie wojennym, gorzej niż za komuny.” – To jest poniżanie dziennikarzy, wydawców. Ludzie są upokorzeni, zmęczeni. Co ja mam pokazać – transmisje, audycje, depesze? Wydawcą czy dziennikarzem nie powinno się zostawać za „słuszne poglądy”. – podkreślał dziennikarz.
– 36 a właściwie 38. Lat pracy. To było coś przepięknego. Ale dzisiaj rozwiązałem umowę z Polskim Radiem. Z winy pracodawcy – napisał Tomasz Zimoch 6 czerwca na swoich profilach na Facebooku i Twitterze.
36 a właściwie 38. Lat pracy. To było coś przepięknego. Ale dzisiaj rozwiązałem umowę z Polskim Radiem. Z winy pracodawcy.
— Tomasz Zimoch (@tzimoch) 6 czerwca 2016
Teraz w książce „Panie… kończ pan ten mecz” dziennikarz w rozmowie z Anną Bogusz opowiada o kulilsach o swojego zawieszenia, które były konsekwencją wywiadu udzielonego dla „Dziennika Gazeta Prawna”.
Oto kilka fragmentów książki – wywiadu Tomasza Zimocha:
– Jak to było z tym wywiadem?
– Magdalena Rigamonti z „Dziennika Gazety Prawnej” zadzwoniła do mnie w zupełnie innej sprawie. Zaczęliśmy rozmawiać o polityce, zaśmiałem się i mówię: – Ja to bym ci prawdę powiedział o przestrzeganiu prawa.
A ona: – Dobrze, to się umówmy.
Ale generalnie rozmowa miała być o piłce, bo cztery lata wcześniej, na Euro 2012, Magda też przeprowadzała ze mną wywiad. Ten potoczył się jednak w zupełnie innym kierunku.
– W poniedziałek miałem robić materiał do kroniki sportowej, umawiałem się na rozmowę i gdzieś koło godziny 11 dostałem telefon z sekretariatu:
– Pani prezes zaprasza.
Odpowiedziałem, że mam zawodowe sprawy i mogę być za jakiś czas. Późnej były kolejne telefony i ja odpowiadałem, że jestem umówiony już na nagranie.
Ale po jakimś czasie znowu telefon.
– Proszę przyjechać natychmiast.
– Co ma pan nam do powiedzenie? – zapytała pani prezes.
– Wszystko powiedziałem w wywiadzie – odpowiedziałem.
Pani prezes Stanisławczyk miała pretensję, dlaczego nikomu nic wcześniej nie zgłaszałem, skoro miałem zastrzeżenia do tego, co się dzieje w Polskim Radiu. Przypomniałem jej wtedy, że przecież rozmawialiśmy i nawet obiecała, że zaprosi mnie na spotkanie. Zaprzeczyła. To wtedy ja zwróciłem się do członka zarządu pana Kłosińskiego.
– Pan też nie pamięta, zaprzeczy pan? – Szczęśliwie, nie zapomniał. Potwierdził, że tak rzeczywiście było. W pewnym momencie pani prezes podniosła głos.
– Proszę nie krzyczeć – poprosiłem.
– Panowie, przecież ja nie krzyczę – zwróciła się do wiceprezesa i radcy, a oni jak na posiedzeniu w brytyjskiej Izbie Gmin, pokiwali głowami i potwierdzili:
– Nie, pani nie krzyczy – podbudowana tym wsparciem pani prezes powiedziała do mnie z satysfakcją:
– To panu się ręce trzęsą, to pan jest zdenerwowany, nie ja.
To mnie trochę zabolało. Popatrzyłem jej w oczy. I pomyślałem – nic pani nie wie o radiu, o Polskim Radiu. O miłości do tej firmy. O tym, co ta firma znaczy dla mnie.
3 sierpnia w Business Link na Stadionie Narodowym PGE w Warszawie odbyła się premiera książki „Mówi Tomasz Zimoch. Panie…kończ Pan ten mecz” (Fabuła Fraza). Jej autorami są Tomasz Zimoch i Anna Bogusz.
Źródło: press.pl
Smartfon w ogrodzie. Aplikacje do rozpoznawania roślin
Nie raz złapałam się na tym, że idąc przez park, albo przechodząc koło czyjegoś ogrodu mój wzrok przykuła piękna i nietuzinkowa roślina. Po powrocie do domu, wertowałam internet i posiadany księgozbiór, w celu namierzenia roślinki – lecz często bezskutecznie.
Całe szczęście zwiększa się ilość i możliwości aplikacji mobilnych. Dzisiaj, posiadając smartfona, wystarczy już tylko ściągnąć jedną z bardzo często bezpłatnych apek, dopasowaną do własnych oczekiwań i sprawa załatwiona.

Obecnie w sklepach PLAY czy AppStore, dostępnych jest wiele bezpłatny aplikacji, które pomogą nam poznać świat roślin
Aplikacja na Androida „Like That Garden”, podaje również polskie nazwy gatunków roślin. Analizuje wybrane zdjęcie i pokazuje najlepsze dopasowania. Aplikacja korzysta z zasobów Wikipedii, posiada historię wyszukiwani, ma intuicyjne menu.

„Pl @ nt Net” – ta aplikacja rozpoznaje ponad 6000 gatunków roślin zasiedlających Zachodnią Europę . Rośliny można wyszukiwać wpisując znaną nazwę gatunku. Po załadowaniu zdjęcia trzeba jeszcze określić co się na nim znajduje: liść, kwiat, owoc, kora lub inne. Aplikacja posiada dużą baza gatunków, pokazuje podstawowe informacje o gatunkach roślin oraz link do Wikipedii, dostępny jest alfabetyczny spis gatunków. Niestety aplikacja dostępna jest w tej chwili tylko w języku angieslkim.

Przejrzysta i intuicyjna aplikacja „My Garden Answers”, trafnie rozpoznaje rośliny ze zdjęć. W wielu przypadkach określa tylko rodzinę, a gatunek należy już zidentyfikować samemu wybierając spośród zaproponowanych. Można też przeszukiwać bazę gatunków wpisując w wyszukiwarkę znaną nazwę. Aplikacja w języku angielskim.

„LeafSnap” to aplikacja tylko dla posiadaczy iPhone’ów, dostępna na AppStore. Służy do rozpoznawania drzew – na podstawie fotografii kwiatu, liścia lub owocu wykonanej na białym tle (co może być mało przydatne w terenie). Ładny dizajn i duża baza gatunków, chociaż przeważają w niej drzewa amerykańskie. To najlepsza aplikacja najlepsza do rozpoznawania drzew na podstawie różnych organów, zawiera w bazie piękne zdjęcia liści, kwiatów i owoców każdego drzewa.

Ostatnia z aplikacji “What’s Those Flowers?”, działa inaczej od wszystkich poprzednich. Nie wymaga wykonania zdjęcia rośliny, którą chcesz zidentyfikować. Określ kolor kwiatu, środowisko występowania rośliny i liczbę płatków, a apka pokaże ci wszystkie gatunki spełniające wybrane kryteria. Działa na zasadzie prostego/podstawowego klucza do oznaczania gatunków. Niestety nie posiada alfabetycznego spisu roślin i ma mocno okrojoną ich bazę.

Mamy złoto w Rio! Zdobyły go Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj
Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj wygrały finał wyścigu w dwójce podwójnej kobiet. To pierwsze złoto polskiej reprezentacji na Rio! Polki pokonały osadę Wielkiej Brytanii o niespełna sekundę. Trzecie miejsce zajęły Litwinki.
Po raz pierwszy w #Rio2016 podczas dekoracji medalowej zabrzmiał #POL hymn! Dziękujemy! pic.twitter.com/qA6AD5SLYv
— MSZ RP (@MSZ_RP) 11 sierpnia 2016
MAGDALENA FULARCZYK-KOZŁOWSKA i NATALIA MADAJ wymalowały wiosłami ZŁOTY MEDAL!!!
— Tomasz Zimoch (@tzimoch) 11 sierpnia 2016
Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj były jednymi z faworytek do zdobycia złota. Wygrały nie tylko swój półfinał, ale też były najlepsze spośród finalistek na tym etapie.
Wyścig był dramatyczny i rozstrzygnął się na ostatnich metrach. Polki cały czas goniły za nadającymi tempo Brytyjkami, które broniły złotego medalu z Londynu. Finisz miały jednak znakomity i wygrały finałowy bieg z przewagą prawie sekundy!
Dziób w dziób o złoty medal z Brytyjkami! Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj w walce o olimpijskie złoto na torze wioślarskim!
— Tomasz Zimoch (@tzimoch) 11 sierpnia 2016
– To był bieg życia. Było ciężko, ale wiedziałyśmy, że tak będzie, bo to igrzyska. Wierzyłyśmy do końca, mimo że warunki były straszne. Wiało, ale to zrobiłyśmy. Szok, nie wiem, co powiedzieć – powiedziała krótko po dopłynięciu do mety Magdalena Fularczyk-Kozłowska.
– Nasz czas, nasze zawody, nasza osada. My dwie na siebie trafiłyśmy i, jak to powiedział Marek Kolbowicz:”dwójka kompletna”. – dodała.
– Cieszymy się, że tak to wyglądało, bo rzeczywiście było ciężko, ale proszę mi wierzyć – cały czas wierzyłyśmy, że ostatnie 500 m jeszcze przed nami i się rozpędzimy. Magda widzi rywalki, bo siedzi z tyłu i ma szerzy kąt widzenia. Ja widziałam rufę Brytyjek. Wiedziałyśmy, że nie odpuścimy – opowiadała Natalia Madaj.

Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj wygrały finał wyścigu w dwójce podwójnej kobiet. Fot. twitter
Dla Magdaleny Fularczyk-Kozłowskiej to już drugi olimpijski krążek. Przed czterema laty wspólnie z Julią Michalską sięgnęła po brąz.
To drugi medal wywalczony przez Polskę na torze regatowym Lagoa Rodrigo de Freitas i trzeci na igrzyskach olimpijskich w Rio. Wcześniej brąz zdobyła wioślarska czwórka podwójna w składzie: Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Joanna Leszczyńska, Maria Springwald a w sobotę 6 sierpnia Rafał Majka wywalczył brązowy medal w kolarstwie i był pierwszym polskim medalistą na Igrzyskach Olimpijskich Rio 2016.
Jest 1sze złoto w #Rio2016 Brawo!🇵🇱
— Robert Lewandowski (@lewy_official) 11 sierpnia 2016
Nasze zlotka… pic.twitter.com/qVeNYneoZB
— Marcin Majewski (@MarcinMajewski5) 11 sierpnia 2016
Wyrok TK: Nawet demokratycznie wybrany parlament nie ma prawa łamać konstytucji
Czyli jednak ORZECZENIE #TK, a nie prywatne zdanie po spotkaniu towarzyskim @tvp_info pic.twitter.com/c7Tburo8Mc
— Elżbieta Rutkowska (@jabrzoza) 11 sierpnia 2016
Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie najnowszej pisowskiej ustawy o TK. Sędziowie po niejawnym posiedzeniu ws. konstytucyjności ustawy „naprawczej” uznali ją za częściowo niekonstytucyjna i stwierdzili, że narusza szereg zasad ujętych w konstytucji.
Za niekonstytucyjne sędziowie uważają:
– zapisy o generalnej zasadzie badania wniosków w kolejności wpływu,
– zakwestionowano możliwość blokowania wyroku pełnego składu przez czterech sędziów oraz
– zapis, że prezes TK „kieruje wniosek” o ogłoszenie wyroku do premiera.
Sędziowie za niekonstytucyjne uznali równie punkty zobowiązujące prezesa TK, by dopuścił do orzekania trzech sędziów wybranych przez obecny Sejm, stwierdzają również, że niezgodne z konstytucją jest wyłączenie wyroku TK z 9 marca br. z obowiązku urzędowej publikacji
Wyrok TK nie został wydany jednogłośnie. Odrębne zdanie złożyli sędziowie zgłoszeni przez Prawo i Sprawiedliwość: Piotr Pszczółkowski, Julia Przyłębska i Zbigniew Jędrzejewski.
Uzasadniając decyzję TK sędzia Andrzej zaznaczył, że „Trybunał Konstytucyjny stoi na straży trójpodziału władzy i nie może stracić zdolności funkcjonowania.”
– Konstytucja uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzona przez naród w referendum wyznacza organom państwa reguły postępowania, określając ich prawa i obowiązki względem siebie – mówił prof. Andrzej Wróbel.
– Nawet demokratycznie wybrany parlament nie ma prawa ustanawiać regulacji sprzecznych z ustawą zasadniczą – zaznaczył sędzia Trybunału Konstytucyjnego
Pisowski projekt ustawy „naprawczej” został podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę 30 lipca. Ustawa została zaskarżona do TK przez posłów PO, Nowoczesnej i PSL, a także Rzecznika Praw Obywatelskich i Pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.
Po ogłoszeniu dzisiejszego wyroku pojawiają się już pierwsze komentarze:
Pierwowzór Kaczyńskiego, Gomułka, atakował Kisiela i Szpotańskiego tak, jak dziś Kaczyński atakuje Rzeplińskiego.https://t.co/HYP9jun8XE
— Zbigniew Hołdys (@ZbigniewHoldys) 11 sierpnia 2016
Kompromitująca opinia #TK nie pozostawia złudzeń: potrzebna jest zmiana prezesa, nowa #ustawaTK, a być może nowelizacja #Konstytucja.
— Stanisław Karczewski (@StKarczewski) 11 sierpnia 2016
Słowa Marszałka Senatu są doskonałą miarą lekceważenia standardów państwa prawa i arogancji rządzących. https://t.co/3RiJQn56If
— Marcin Kierwiński (@MKierwinski) 11 sierpnia 2016
TK zmiażdżył wszystkie głupoty PIS, które miały zablokować orzekanie w sprawach zgodności z konstytucją ich radosnej twórczości
— Robert Kropiwnicki (@RKropiwnicki) 11 sierpnia 2016
@bbudka Cóż z tego. pic.twitter.com/BE3n9uLLbp
— Zbigniew Małecki (@Kot_Niepokorny) 11 sierpnia 2016
Wzrosną płace. Nowa stawka godzinowa wchodzi w życie

Fot. pixabay
Od 2017 roku za godzinę pracy nie wolno będzie płacić mniej niż 12 zł, a po waloryzacji – około 13 zł. Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o minimalnej stawce godzinowej za pracę.
W podpisanej 5 sierpnia ustawie zapisano, że minimalna stawka wyniesie 12 zł za godzinę, ale kwota waloryzowana będzie co roku – w zależności od wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę na etacie. Ponieważ w 2017 r. będzie obowiązywała nowa kwota wynagrodzenia minimalnego (zgodnie z propozycją rządu – 2 tys. zł brutto), również godzinowa stawka minimalna zostanie automatycznie zwaloryzowana.
W kolejnych latach kwota będzie podwyższana w konsultacji z Radą Dialogu Społecznego w ramach negocjacji dotyczących wzrostu minimalnego wynagrodzenia za pracę na etat i stawki godzinowej.
Zgodnie z ustawą dodatek za pracę w porze nocnej nie będzie wliczany do wynagrodzenia.
Kogo obejmie wyższa stawka godzinowa?
Stawka godzinowa ma obejmować nie tylko osoby na umowach zlecenia, ale też samozatrudnionych, którzy jednoosobowo świadczą usługi dla firm. Ustawa precyzuje, kiedy takie rozwiązanie będzie stosowane: m.in. przy zleceniach, w których wyznaczono czas ich świadczenia. Minimalna stawka godzinowa ma mieć zastosowanie do wszystkich umów, bez względu na sposób ustalania wynagrodzenia – wg stawki godzinowej, dziennej, tygodniowej, miesięcznej itp.
Wynagrodzenie wynikające z zastosowania minimalnej stawki godzinowej ma być wypłacane w formie pieniężnej, co najmniej raz w miesiącu. Wyłączenia z zasady minimalnego godzinowego wynagrodzenia za pracę mają dotyczyć m.in. rodzinnych domów pomocy i umów cywilnoprawnych przy opiece nad uczestnikami wycieczek.
Minimalna stawka nie będzie dotyczyła też m.in. zleceniobiorcy samodzielnie ustalającego miejsce i czas realizacji zadań, jeśli jego wynagrodzenie będzie zależało wyłącznie od osiągniętego rezultatu. Zdaniem twórców ustawy w praktyce oznacza to, że nowe przepisy będą dotyczyć m.in. pracowników firm ochroniarskich i sprzątających, którzy mają szczególnie niskie stawki wynagrodzeń.
Źródło: Kurier PAP
Lans Kurskiego – prezes TVP bardziej lansuje siebie niż telewizję

Jacek Kurski. Fot. TVP
W ubiegłym tygodniu, przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański komentując w wywiadzie dla PAP zamieszanie wokół odwołania Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa TVP, nadmieniał, że do Rady dopływały różne sygnały o niepokojących zjawiskach, które dzieją się w telewizji.
Jacek Kurski oświadczył,że odwołanie go z funkcji prezesa tvp zmniejszy poparcie dla PiS.Trudno o bardziej jasne określenie obecnej roli tvp
— Marek Borowski (@MarekBorowski) 8 sierpnia 2016
– Zaniepokoiło nas to, że jest dosyć niejasny, nie wiadomo według jakiego klucza, ruch kadrowy wewnątrz telewizji. W najważniejszych miejscach nie odbywają się konkursy, które są szansą na wyłonienie najlepszych kandydatów. Nie pojawiają się nowe programy, które spełniałyby warunki realizacji misji publicznej. To jest sprzeczne z wizjami mediów publicznych i TVP, jakie głosiliśmy przed wyborami. – mówił Czabańskie.
Zwracał przy tym uwagę na problemy finansowe TVP, spadek oglądalności a także niekonsekwencję Jacka Kurskiego wobec danych ośrodka badawczego Nielsen Audience Measurement. – Kurski jest niekonsekwentny: raz się chwali wynikami w Nielsenie, a drugi, gdy są niedobre, to je podważa. – zaznacza.
Jacek Kurski bardziej lansuje siebie niż TVP
– Jacek Kurski mnie rozczarował, bardziej lansuje siebie niż telewizję. Liczyłem, że jest to człowiek sprawny, który wie, czego chce – powiedział PAP Krzysztof Czabański.
Jednak od tego czasu nic się nie zmieniło. Kurski występuje w podległej mu telewizji równie często jak dotychczas.
Jak wyliczył Press-Service Monitoring Mediów na zlecenie „Presserwisu”, w lipcu br. pojawił się w TVP 98 razy.
W pierwszym tygodniu sierpnia, od 1 sierpnia do wczorajszego południa już 28 razy. W tym czasie tylko w samych „Wiadomościach” TVP 1 – cztery razy.
Co ciekawe, ostatnie wystąpienia prezesa Kurskiego nie dotyczyły próby odwołania go ze stanowiska przez RMN, bo o tym widzów TVP nie informowano.
Od początku lipca do 8 sierpnia Jacek Kurski najczęściej gościł na antenie TVP Info – 58 razy. Na antenie TVP 1 był 25 razy.
Noc Perseidów. Sprawdź kiedy możesz zobaczyć „spadające gwiazdy”

Meteor z roju Perseidów widoczny po lewej stronie Drogi mlecznej. Fot. wikipedia
Od kilku dni możemy zaobserwować rosnącą aktywność jednego z najbardziej wyczekiwanych deszczów meteorów w 2016 roku. Mowa oczywiście o popularnych Perseidach. Aktywność tego roju na nocnym niebie rozpoczęła się już 17 lipca i potrwa aż do 24 sierpnia. Miłośników astronomii czeka wtedy maksimum roju Perseidów.
W tym roku szanse na zaobserwowanie „spadających gwiazd” będą większe niż zazwyczaj. Spodziewane są bowiem aż dwa maksima Perseidów.
– Pierwsze nastąpi w nocy z 11 na 12 około godz. 2 w nocy polskiego czasu. Wtedy będzie można zobaczyć maksymalnie 200 meteorów na godzinę, choć realnie może to być 180 meteorów” – wyjaśniał PAP popularyzator astronomii Karol Wójcicki z Centrum Nauki Kopernik.
Jeśli nie uda nam się zobaczyć „spadających gwiazd” tego wieczora, to będziemy mieli jeszcze kilka szans. Już następnej nocy, z 12 na 13 sierpnia – spodziewane jest kolejne maksimum. Prawdopodobnie nie będzie jednak tak intensywne jak to pierwsze. Niestety jego pierwsza faza zacznie się ok. godz. 17 w ciągu dnia, kiedy będzie jeszcze całkiem widno, ale astronomiczny spektakl i tak będzie można oglądać przez całą noc. Dodatku Perseidów można będzie wypatrywać jeszcze niemal do końca sierpnia.
„Spadające gwiazdy” inaczej nazywane meteorami, to okruchy skalne z kosmosu, które spalają się po wejściu w atmosferę. Ślad takiego procesu obserwujemy na niebie jako krótkotrwały, szybki błysk. Najwięcej meteorów widać wówczas, gdy Ziemia zderzy się ze smugą gazu i pyłu pozostawionego przez jakąś kometę. Tak dzieje się co roku w lipcu i sierpniu, gdy nasza planeta spotyka się z materiałem pozostawionym przez kometę 109P/Swift-Tuttle. Ziemia przedziera się przez jej warkocz, a jego cząsteczki wdzierają się w ziemską atmosferę.
Najwięcej „spadających gwiazd” możemy obserwować zwykle w pierwszej połowie sierpnia. Na niebie pojawia się wtedy najpopularniejszy rój meteorów, które nazywamy Perseidami. Ich nazwa wzięła się stąd, że meteory zdają się wybiegać z konstelacji Perseusza.
Olejnik ocenia rok prezydentury Dudy: Żyrandol wisi w pałacu, a włącznik jest na Nowogrodzkiej
Jutro minie rok od zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy – przypomina Monika Olejnik na swoim profilu na Facebooku. Przez cały ten czas pan prezydent nie uczynił niczego, co świadczyłoby o jego samodzielności. Przez ten rok można było zaobserwować, że prezes Kaczyński niezbyt szanuje Andrzeja Dudę. Większą miętę czuje do Antoniego Macierewicza, o którym mówi per generał. – napisała Monika Olejnik na swoim profilu na Facebooku.

Warszawiacy nie mają żalu do swoich powstańców. Za to co stało się wtedy w sierpniu, wrześniu i październiku 1944 roku – powiedział Andrzej Duda do powstańców podczas uroczystości na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Fot. Grzegorz Jakubowski / KPRP
W ocenie dziennikarki pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy nie należy do udanych.
Przypomina, że już na początku swojej prezydentury skarżył się prezydentowi Niemiec Gauckowi, że nasz kraj nie jest sprawiedliwy dla swoich obywateli. „Zasłynął też powiedzeniem o opozycji, że wśród manifestujących widzi tych, którzy wiele stracili i „można powiedzieć: ojczyznę dojną racz nam zwrócić Panie”. – napisała.
– Pan prezydent zderzył się ze swoimi obietnicami. – podkreśla Monika Olejnik i przywołuje jego przedwyborcze wypowiedzi kierowane do frankowiczów: – Banki łupią nas w sposób nieprawdopodobny”, kredyty powinny być spłacane po kursie, po którym były brane. – mówił wówczas prezydent.
Dziennikarka zwraca uwagę, że Duda jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, ale nie potrafi postawić się „generałowi” Macierewiczowi, który upokarza powstańców. – Nie stanął w obronie gen. Ścibora-Rylskiego, którego w haniebny sposób chce lustrować IPN, nie potrafi, choć apeluje o to Marta Kaczyńska, zrobić porządku z wciskaniem „apelu smoleńskiego” na każdą uroczystość. – wymienia.
Monika Olejnik pyta również czy Andrzej Duda zwrócił się do prezydenta Putina o zwrot wraku samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem. Przypomina, że w kampanii wyborczej Duda miał ogromne pretensje do poprzedniego rządu, że tego nie zrobił.
„Prezydentura Dudy jest podporządkowana naczelnikowi państwa, który go namaścił.” – zwraca uwagę dziennikarka. Podkreśla, że Andrzej Duda w czasie kampanii kpił z Bronisława Komorowskiego, „z jego niesamodzielności.” – Ale jak przyszło co do czego, to żyrandol wisi w pałacu, a włącznik jest na Nowogrodzkiej.- podsumowuje.
#RokPAD to rok niespełnionych obietnic, łamania Konstytucji i zależności od PiS. #RokDudy pic.twitter.com/wKlwJozbpf
— PlatformaObywatelska (@Platforma_org) 5 sierpnia 2016
Luksusowa posiadłość Johna Lennona wystawiona na sprzedaż

Luksusowa posiadłość Johna Lennona Kenwood w St George’s Hill, w hrabstwie Surrey
Luksusowa posiadłość Johna Lennona Kenwood w St George’s Hill, w hrabstwie Surrey na południe od Londynu został wystawiony na sprzedaż.
John Lennon kupił rezydencję 15 lipca 1964 za 20 tys. funtów. Mieszkał w niej wraz ze swoją pierwszą żoną Cynthią. To właśnie w tym okresie zespół The Beatles był u szczytu sławy. John Lennon napisał tutaj kilka największych przebojów Beatlesów, w tym takie hity, jak: „Ticket to Ride” i „I’m the Walrus”. Po rozwodzie z Cynthią, w 1968 roku sprzedał ją za 40 tyś. funtów

Jedna z sześciu sypialni w posiadłości Kenwood

Rezydencja Kenwood ma własny kryty podgrzewany basen i saunę
Pierwotnie posiadłość została wystawionona za cenę 13,75 milionów funtów, nie znalazła jednak nabywcy. Jej cena została więc obniżona do 8,95 milionów funtów.

Jeden z pokoi gościnnych

Posiadłość Kenwood wyposażona została w sześć łazienek
Położony w malowniczej okolicy dom, składa się z sześciu sypialni, sześciu pokoi gościnnych i takiej samej ilości łazienek. Ma własny kryty basen, salę bilardowa i kinową. Otacza go piękny ogród kwiatowy o powierzchni prawie pół hektara.

Luksusowa posiadłość Johna Lennona Kenwood – kuchnia

Sala bilardowa
To nie jedyna posiadłość byłych Beatlesów wystawiona w ostatnim okresie czasu na sprzedaż. Należący niegdyś do nieżyjącego już Georga Harrisona i Ringo Starr’a apartament w Londyńskiej dzielnicy a Knightsbridge jest do kupienia za cenę 3.495 millionów funtów.