Brexit: Do wzięcia dwie mieszczące się w Londynie agencje unijne. Państwa już walczą o łupy

Po Brexicie, dwie mieszczące się w Londynie agencje unijne będą musiały się przenieść do innych państw. Przyciągną do nich pieniądze, wpływy i ponad tysiąc miejsc pracy. Walka o nie już się rozpoczęła. Zgodnie bowiem z art. 341 Traktatu o Unii Europejskiej o przydziale lokalizacji muszą wspólnie zadecydować rządy państw członkowskich.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz szefowie rządów są zgodni: negocjacje ws. wystąpienia Brytyjczyków z UE rozpoczną się dopiero wtedy, gdy premier Theresa May oficjalnie złoży o to wniosek, zgodnie z artykułem 50 Traktatu o Unii Europejskiej.
Jednak w kuluarach już dzieli się spuściznę po Wielkiej Brytanii. W Londynie swoje siedziby mają dwa ważne organy unijne: Europejski Urząd Nadzoru Bankowego – EBA i Europejska Agencja Leków – EMA, odpowiedzialna za nadzór i ocenę leków dopuszczanych do obrotu w państwach Unii.
Każde z krajów członkowskich chciałoby mieć u siebie siedziby agencji. Dają im one wpływy, dodatkowe dochody i miejsca pracy. W przypadku EBA i EMA chodzi o przynajmniej 1044 stanowisk.
Grupy robocze już działają
Kupczenie rozpoczęło się już kilka dni przed referendum. Lobbyści szwedzcy i duńscy zachwalali w siedzibie EMA w Londynie zalety swoich krajów jako ewentualnych miejsc zastępczych. W międzyczasie do wyścigu dołączyły Włochy i Hiszpania.
Rząd Hiszpanii powołał grupę roboczą, która ma za zadanie ściągnięcie obu instytucji do Barcelony albo Madrytu.
Premier Włoch Matteo Renzi utworzył w Rzymie grupę roboczą, która ma walczyć o to, by łupy po Brexicie trafiły do Włoch. Burmistrz Mediolanu Guiseppe Sala był już w Londynie, by zareklamować gospodarcze centrum Włoch jako idealną lokalizację dla Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego.
Także Irlandia jest zainteresowana obiema agencjami. Argumentacja Dublina? Do nas macie niedaleko, a w dodatku jesteśmy anglojęzyczni.
Niemieccy europosłowie zabiegają o sprowadzenie nadzoru bankowego do Frankfurtu nad Menem, gdzie mieści się najważniejsza unijna instytucja finansowa – Europejski Bank Centralny. Nie przejmuje się tym minister finansów Bawarii Markus Söder, który reklamuje Monachium jako idealną siedzibę dla EBA.

Pomału budzą się kolejne państwa i miasta. Polska również jest zainteresowana ściągnięciem jednej z tych agencji nad Wisłę.
W unii funkcjonuje 32 Agencje Unii Europejskiej. Zajmują się określoną niewielką wydzieloną dziedziną polityki UE ,np ochronę granic (Frontex w Warszawie) czy też poprawą jakości życia (Eurofound w Dublinie).
Teraz do wzięcia są aż dwa gospodarczo znaczące organy, wspomniana Europejska Agencja ds. Leków (EMA) oraz Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA).
Komisja Europejska, która oficjalnie nie rozmawia o Brexicie, a już na pewno nie z samymi Brytyjczykami – nie wypowiada się ws. wyścigu o agencje. Jednak w czwartek w telewizji CNBC szef EBA Andrea Enria wezwał instytucje unijne, by możliwie szybko zdecydowały, o miejscu nowej siedziby jego agencja. Jego zdaniem brak przejrzystych decyzji i niepewność wpływa niekorzystnie na pracowników agencji.
Papież Franciszek w Polsce oczami internautów – nie zawsze na poważnie
Memy z papieżem Franciszkiem to aktualnie najgorętszy towar w polskim internecie.
Internauci z dużym przymrużeniem oka komentują Światowe Dni Młodzieży. Nieoczekiwanie jednak, cichym bohaterem Światowych Dni Młodzieży 2016 i wizyty głowy kościoła w naszym kraju stała się para prezydencka.

Memy i gify z Agatą Dudą zalewają internet. Zdjęcie Agaty Dudy, które zostało zrobione pierwszej damie podczas powitania biskupów, stało się hitem. Agata Duda jako minister głupich kroków, jako gitarzysta AC/DC czy ludzik z gier komputerowych! Nie można się nie uśmiechnąć przy oglądaniu tych obrazków!













Oferta kupna zdjęć zwłok Ewy Tylman trafiła do mediów

Fot. Źródło: YouTube, kanał Niezależny Serwis Wiadomości
Mężczyzna, który znalazł ciało należące najprawdopodobniej do zaginionej Ewy Tylman, próbował sprzedać mediom zrobione przez siebie zdjęcia zwłok. Media zapewniają jednak, że nie skorzystały z oferty.
Mężczyzna miał proponować filmy i zdjęcia dziennikarzom, którzy przybyli na miejsce odnalezienia zwłok. Miał się też chwalić, że będzie „sławny” „we wszystkich mediach”.
– Mężczyzna, który zobaczył ciało w Warcie, oferował dziennikarzom różnych redakcji zdjęcia znalezionych zwłok. Policjanci i prokuratorzy stoją na stanowisku, że dopuścił się usiłowania utrudniania śledztwa. Była to nieuprawniona próba ujawnienia materiałów pokazujących zwłoki z potencjalnego zabójstwa – wyjaśniał Polskiej Agencji Prasowej rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.
Za utrudnianie śledztwa grozi mężczyźnie do pięciu lat więzienia.
Poza osobą, która znalazła zwłoki i próbowała sprzedać mediom zdjęcia, fotografie robiły też dwie osoby transportujące zwłoki, nie wiadomo jednak czy również chciały je sprzedać.
Wieczorem Andrzej Borowiak napisał na Twitterze: „Trzej mężczyźni (od zdjęć zwłok) przyznali się do winy. Chcą poddać się karze. Jeszcze kilka dni i szybko kończymy tę sprawę”.
Policjanci ogłaszają dziś zarzuty i przesłuchują mężczyzn, którzy fotografowali zwłoki kobiety znalezione w Warcie, w Czerwonaku.
— Andrzej Borowiak (@BorowiakPolicja) 28 lipca 2016
Policjanci i prokuratorzy uznali, że było to znieważenie zwłok (transportujący) i usiłowanie utrudniania śledztwa (znalazca, sprzedawca fot)
— Andrzej Borowiak (@BorowiakPolicja) 28 lipca 2016
Trzej mezczyźni (od zdjeć zwłok) przyznali się do winy. Chcą poddać się karze. Jeszcze kilka dni i szybko kończymy tę sprawę.
— Andrzej Borowiak (@BorowiakPolicja) 28 lipca 2016
Do otrzymania oferty kupna zdjęć przyznała się wielkopolska telewizja WTK. – Kontaktował się z naszą redakcją, oferując zdjęcia, oferując filmy, chciał za te zdjęcia kilka tysięcy złotych – mówił w środę dziennikarz WTK Radosław Śledziński. WTK nie skorzystała z oferty.
„Super Expressu” zaprzecza o rzekomej ofercie kupna zdjęć. – Nikt nam nie zaoferował sprzedaży zdjęć Ewy Tylman – powiedział zastępca redaktora naczelnego „SE” Hubert Biskupski. – Gdyby nawet taka propozycja padła, oczywiście byśmy ją odrzucili jako niemoralną – dodaje
– Redakcja „Faktu” nie posiada takich materiałów i nie jest nimi zainteresowana – zapewniał Robert Feluś, redaktor naczelny dziennika „Fakt”. Nie udziela jednak informacji, czy jego redakcja otrzymała propozycję kupna zdjęć.
Kto chętniej uczy się języków obcych? Zdecydowanie nie są to faceci!
Kobiety stanowią 65% osób wyjeżdżających z Polski za granicę w celu nauki języków obcych. W głównej mierze są to młode osoby.
Z danych Education First, największej na świecie firmy specjalizującej się w organizowaniu zagranicznych kursów językowych, wynika, że na trzy osoby wyjeżdżające za granicę uczyć się języków przypadają dwie kobiety. Polacy zdecydowanie najczęściej uczą się angielskiego (83%). Drugim najczęściej wybieranym językiem jest niemiecki (5%), następnie francuski (4%) i hiszpański (3%).
Polacy coraz częściej chcą uczyć się egzotycznych i nieco mniej popularnych języków. Kursy doszkalające znajomość włoskiego Polacy wybierają równie często jak kursy z chińskiego i japońskiego, na które decyduje się co setna osoba.
– Coraz więcej Polaków dostrzega, że warto poznawać języki, które są popularne w innych częściach świata. Zdają sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach firmy z różnych zakątków świata inwestują swoje pieniądze w Polsce. Takie nieszablonowe podejście i nauka – na przykład chińskiego czy japońskiego – może skutkować pozyskaniem pracy, której większość Polaków nie mogłaby wykonywać z powodu nieznajomości tych języków – mówi Sylwia Rogalska, Country Product Manager Education First w Polsce.
Na naukę języków nigdy nie jest za późno
Na kursy językowe wjeżdżają nie tylko osoby, które nadal uczęszczają do szkół i studiują – choć te do 24 roku życia stanowią 78% kursantów (28% w wieku gimnazjalnym, 38% w wieku licealnym i 12% w wieku pomiędzy 19 a 24 rokiem życia). Co siódma osoba wyjeżdżająca za zagraniczne kursy językowe ukończyła 30 lat.
Konkurencja na rynku pracy
Raport „Competing across borders”, który został przygotowany w oparciu o odpowiedzi 572 szefów firm z różnych zakątków świata, pokazuje, że według 47% z nich trudności w relacjach z partnerami zagranicznymi wynikają z faktu, że firmy nie zapewniają pracownikom wystarczająco dużo szkoleń związanych z nauką języka obcego. Kluczowym czynnikiem powodzenia firm prowadzących międzynarodowy biznes jest biegła znajomość języka lokalnego i angielskiego, który jest światowym językiem biznesu – aż 68 % badanych wskazało ten język, jako niezbędny do komunikacji z zagranicznymi klientami i pracownikami.
Ze znajomości języka angielskiego Polacy mogą być dumni. Raport EF English Proficiency Index pokazuje, że Polska znajduje się na dziewiątej pozycji pod względem znajomości angielskiego w krajach nieanglojęzycznych. Wyprzedzają nas kraje skandynawskie. W tyle za nami są takie kraje jak Niemcy czy Austria.
Kobiety posługują się angielskim lepiej niż mężczyźni. Z raportu wynika również, że im osoby są starsze, tym poziom biegłości językowej jest niższy. Najlepiej po angielsku mówią osoby w wieku pomiędzy 18 a 20 rokiem życia.
Źródło: newsrm.tv
Papież: pierwszy raz odwiedzam Europę Środkowo-Wsch. cieszę się, że rozpoczynam od Polski
– Po raz pierwszy odwiedzam Europę Środkowo-Wschodnią i cieszę się, że rozpoczynam od Polski, której synem był niezapomniany św. Jan Paweł II, inicjator i promotor Światowych Dni Młodzieży. Lubił on mówić o Europie, że oddycha ona swoimi dwoma płucami. Marzenie o nowym europejskim humanizmie ożywione jest twórczym i harmonijnym oddechem tych dwóch płuc oraz wspólną kulturą, która znajduje w chrześcijaństwie swoje najsolidniejsze korzenie – powiedział papież Franciszek w witając zgromadzonych na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu.
– Cechą charakterystyczną narodu polskiego jest pamięć. Zawsze byłem pod wrażeniem żywego zmysłu historycznego Jana Pawła II. Gdy mówił o narodach, wychodził od ich dziejów, aby podkreślić ich skarby humanizmu i duchowości – mówił Franciszek.
Papież wspomniał, że niedawno w naszym kraju obchodzona była 1050. rocznica Chrztu Polski. – Było to z pewnością ważne wydarzenie jedności narodowej, które potwierdziło, że zgoda, pomimo różnorodności poglądów, jest pewną drogą do osiągnięcia dobra wspólnego całego narodu polskiego – powiedział.
– Zachęcam naród polski, aby w świetle swojej tysiącletniej historii patrzył z nadzieją w przyszłość i na problemy, którym musi stawić czoło. Taka postawa sprzyja klimatowi szacunku między wszystkimi środowiskami w społeczeństwie i konstruktywnemu dialogowi między różnymi stanowiskami – powiedział w środę papież.
Mówił też o przyszłych pokoleniach, które będą beneficjentami dzisiejszych decyzji. – Nie będą one bowiem musiały borykać się jedynie z problemami, ale będą cieszyć się pięknem natury, dobrem, które będziemy umieli pełnić i szerzyć, nadzieją, jaką potrafimy im dać – powiedział. – Życie musi być zawsze przyjęte i chronione, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, i wszyscy jesteśmy powołani, aby je szanować i troszczyć się o nie. Z drugiej strony do zadań państwa, Kościoła i społeczeństwa należy towarzyszenie i konkretna pomoc wszystkim, którzy znajdują się w sytuacji poważnej trudności, aby dziecko nigdy nie było postrzegane jako ciężar, lecz jako dar, a osoby najsłabsze i najuboższe nigdy nie były pozostawiane samym sobie – dodał.
Źródło: Kurier PAP
Kaczyński dla Bild: Merkel jest dla nas Polaków najlepszym wyjściem

Fot. Źródło: bild.de
– Polska jest demokracją. Nasza premier kieruje rządem, prezydent spełnia swoje zadania. Ale trochę władzy pozostaje też dla szefa partii – powiedział Jarosław Kaczyński w rozmowie z niemieckim tabloidem „Bild” i zapewniał, że nie jest „władcą” Polski.
Przekonywał, że polityka jego partii „nie ma nic wspólnego z dyktaturą” – przypomniał, że w 2007 roku to PiS „zaproponował nowe wybory”, po których stracił władzę. Mówił też, że za rządów PO „jego partia była systematycznie zwalczana, wykluczana i ignorowana, także przez wymiar sprawiedliwości i media”. W jego opinii to nie PiS, ale Donald Tusk był swego czasu zagrożeniem dla demokracji. – Nie słychać było wtedy ani pana Schulza, ani innych z Brukseli – dodał.
Za „oszczerstwo i manipulację” uznał pogłoski o planowanej jakoby po wizycie papieża fali aresztowań wśród opozycji. – Nikt u nas nie będzie aresztowany czy prześladowany z powodów politycznych. – powiedział.
Odniósł się również do wdrożonej przez Komisję Europejską procedury ochrony praworządności – To nic innego jak radosna twórczość ku uciesze KE i jej urzędników – ocenił. – Nasze stanowisko jest jasne: Polska jest suwerennym krajem. Chcemy mieć takie same prawa jak wszystkie inne kraje UE – nie większe, ale i nie mniejsze – zaznaczył i dodał, że Komisję Europejską porusza się całkowicie poza unijnymi traktatami”.
Prezes PiS opowiedział się za dobrym sąsiedztwem z Niemcami. Podkreślił, że oba kraje łączy sąsiedztwo i wymiana gospodarcza. Zastrzegł jednak, że na „zaleczenie ran” wynikających z historii oba narody będą potrzebowały czasu. – Nasza historia nie łączy nas, lecz raczej nas dzieli. Łączy nas natomiast sąsiedztwo i ogromna wymiana gospodarcza o wartości 100 mld euro rocznie – mówił.
– Ważne jest to, by rozliczając się z historią zachować prawdę – powiedział – Pragniemy dobrego sąsiedztwa. Musi ono jednak opierać się o prawdę i wzajemny szacunek – zadeklarował.
Jego zdaniem Niemcy powinny prowadzić politykę „partnerstwa ze swoimi sąsiadami i innymi krajami UE”. – Niemcy powinny trzymać się tej roli. Uważam, że pani kanclerz Merkel znakomicie by się odnalazła w tej roli – powiedział prezes PiS.
Kaczyński powtórzył też, że „nie wyobraża sobie sytuacji”, by Polska przyjęła muzułmańskich uchodźców. – Chętnie dowiedziałbym się od pani kanclerz, o czym ona myślała, otwierając granice. Bo to przekracza granice mojej wyobraźni – dodał. Jak podkreślił, Polska przyjęła ponad milion Ukraińców, 100 tys. Białorusinów i kilkadziesiąt tysięcy Czeczenów.
Przyznał, że gdyby miał prawa wyborcze w Niemczech, to przyszłorocznych wyborach do Bundestagu głosowałby na Angelę Merkel. – Jako Polak mogę jedynie powtórzyć to, co ciągle mówił mój niestety zmarły brat Lech: że Angela Merkel to dla nas, Polaków, najlepsze rozwiązanie. I sądzę, że miał rację. Nie mam praw do głosowania w Niemczech. Ale mówię z polskiej perspektywy: byłoby dobrze, gdyby pani Merkel została ponownie wybrana.
Źródło: BILD, Newsweek
Bolesny raport NIK: standardem na porodówkach jest brak standardów

Choć standardy opieki nad kobietą rodzącą są jasno wyznaczone, już od czterech lat to spora część oddziałów położniczych ma problemy z ich przestrzeganiem.
Nie wszystkie dysponują odpowiednim sprzętem, nie wszędzie obsada kadrowa jest wystarczająca, aby zapewnić matce i dziecku poczucie bezpieczeństwa. Wciąż też zdarzają się szpitale, które nie gwarantują rodzącym prawa do intymności – wynika z najnowszego raport NIK.
NIK zwraca uwagę, że tylko osiem z 29 zbadanych przez oddziałów spełniało wszystkie wymogi dotyczące wyposażenia. W 16 szpitalach niektóre sale porodowe i gabinety badań zorganizowano w sposób, który nie gwarantował pacjentkom prawa do intymności: działały tam np. wielostanowiskowe sale porodowe, rozdzielane jedynie parawanami.
Jak informuje forsal.pl, choć standardy pozwalają na wieloosobowe sale, problemem jest to, że poszczególne stanowiska są od siebie oddzielane głównie parawanami, niegwarantującymi zachowania intymności ze względu na obecność w trakcie porodu osób bliskich innym pacjentkom. W jednym ze szpitali pacjentki w salach porodowych były widoczne przez okna wychodzące na korytarz.
W 10 placówkach sale porodowe lub gabinety badań były zorganizowane tak, że przy otwarciu drzwi osoby postronne mogły zobaczyć pacjentkę w niezręcznej sytuacji. Kontrolerzy dołączyli do raportu zdjęcia gabinetów, w których fotele porodowe były ustawione na wprost drzwi wejściowych.
Brak poszanowania prywatności potwierdzają pacjentki. Spośród 1142 zapytanych kobiet co piąta wskazywała na nierespektowanie prawa do prywatności.
Niewiele lepiej zorganizowane były także sale poporodowe. W przeszło połowie zbadanych oddziałów położniczych matki mogły co prawda przebywać na salach poporodowych razem z dziećmi, jednak w aż siedmiu szpitalach wszystkie sale były przeznaczone dla więcej niż dwóch matek. W skrajnych przypadkach sale były pięcio – a nawet siedmiołóżkowe. Nie były one także wyposażone w sprzęt umożliwiający mycie i pielęgnację noworodka.
Zastrzeżenia NIK dotyczyły także obsady kadrowej oddziałów położniczych. W większości skontrolowanych oddziałów zatrudniono wymaganą przez NFZ liczbę personelu medycznego. W praktyce jednak obsada kadrowa była niewystarczająca w stosunku do potrzeb. W większości (22) skontrolowanych szpitali podczas dyżuru był np. tylko jeden anestezjolog, który był przypisany do udzielania świadczeń na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii lub bloku operacyjnym.
W ocenie NIK obecności tylko jednego lekarza anestezjologa „w lokalizacji szpitala” jest niewystarczający, w przypadku łączenia kilku rodzajów świadczeń, np. położniczych i chirurgicznych, i może stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentek oraz noworodków.
Na skontrolowanych oddziałach problemy dotyczyły obsady lekarzy także innych specjalności. Na dwóch oddziałach pracowała mniejsza liczba lekarzy niż wymagana, a w trzech dyżury pełnione były samodzielnie przez lekarzy, którzy nie posiadali wymaganej specjalizacji. W siedmiu zaś oddziałach świadczenia medyczne były udzielane przez osoby niewymienione w umowach z NFZ.
Aż w 17 szpitalach nieprzerwany czas pracy poszczególnych lekarzy, zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych, wynosił od 31,5 do 151 godzin. Oznacza to, że niektórzy lekarze pracowali non stop przez kilka dni.
Ustalenia kontroli wskazują także, że z powodu braku odpowiedniej liczby anestezjologów, aż w 20 (z 24 skontrolowanych) Zakładach Opieki Zdrowotnej nie stosowano znieczuleń zewnątrzoponowych przy porodach siłami natury, mimo iż od lipca 2015 r. NFZ płaci szpitalom dodatkowo 416 zł za każdy poród, w trakcie którego stosuje się takie znieczulenie.
W żadnym ze skontrolowanych oddziałów nie przestrzegano wszystkich standardów opieki okołoporodowej. Zakładają one m.in. uzyskanie dobrego stanu zdrowia matki i dziecka, przy ograniczeniu do niezbędnego minimum interwencji medycznych, czyli m.in. cięcia cesarskiego, przebicia pęcherza płodowego, podawania oksytocyny, nacięcia krocza, czy podawania noworodkowi mleka modyfikowanego.
Tymczasem w kontrolowanych szpitalach skala tych interwencji medycznych była nawet wyższa niż przed wejściem w życie w 2012 r. standardów opieki okołoporodowej i kilkakrotnie przewyższała średnią w innych rozwiniętych krajach.
W Polsce znacząco zwiększa się liczba cesarskich cięć. Pod względem częstotliwości wykonywania cesarskich cięć Polska znajduje się w czołówce państw europejskich.
W kontrolowanych oddziałach stosunkowo często wykonywano także nacięcie krocza – średnio u 57 proc. pacjentek. Dla przykładu w Szwecji wykonuje się je tylko u 9 proc. pacjentek, w Nowej Zelandii u 11proc, w Wielkiej Brytanii i Danii 12 proc., a w USA ok. 33 proc. rodzących.
Źródło: NIK
Rząd ma pomysł na reformę służby zdrowia. Oto główne założenia

We wtorek minister zdrowia w rządzie Betay Szydło Konstanty Radziwiłł przedstawił „strategię zmian systemu ochrony zdrowia”. Zgodnie z założeniami nowej reformy, od 2018 roku opiekę zdrowotną w Polsce ma zapewniać Narodowa Służba Zdrowia.
NFZ do likwidacji
Od stycznia 2018 r. Narodowy Fundusz Zdrowia ma zostać zastąpiony „systemem administrowanym przez struktury ministra zdrowia i Wojewódzkich Urzędów Zdrowia”.
Minister zdrowia będzie sprawował nadzór nad działaniem całego systemu świadczeń zdrowotnych. Będzie zarządzał refundacją leków, kontraktowaniem świadczeń wysokospecjalistycznych, a także nadzorem nad Wojewódzkim Urzędami Zdrowia.
Kolejnym elementem reformy będzie utworzenie Urzędu Zdrowia Publicznego. Będzie on integrował system zarządzania zdrowiem publicznym. W jego skład mają wejść m.in. Państwowa Inspekcja Sanitarna, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii.
Opieka zdrowotna dla „wszystkich osób w Polsce”
Dostęp do świadczeń zdrowotnych w publicznym systemie ochrony zdrowia „będzie uprawnieniem obywatelskim albo nawet szerzej – rezydenckim”. – powiedział Radziwiłł.
Czyli każda osoba, która będzie potrzebować pomocy medycznej, otrzyma ją bezpłatnie i nie będzie musiała być ubezpieczona, tak jak obecnie.
Więcej pieniędzy
Minister zapowiedział wzrost nakładów na ochronę zdrowia, który ma rozpocząć się w 2018 r. i potrwać do 2025 r. by osiągnąć 6 proc. PKB.
Zmiana organizacji szpitali
Szpitali zostaną podzielone na trzy kategorie. Utworzą sieć placówek o różnych poziomach wykonywanych zakresów świadczeń. Szpital pierwszego stopnia będzie odpowiadał kilkuoddziałowemu szpitalowi powiatowemu, natomiast trzeci stopień będą tworzyły szpitale kliniczne i specjalistyczne.
Kwoty przydzielane szpitalom będą wyliczane na podstawie budżetów z poprzednich lat. Radziwiłł wyjaśnił, że z prawie 30 mld zł, przeznaczanych obecnie na świadczenia szpitalne i AOS, ok. 78 proc. będzie przekazywanych placówkom na zasadzie ryczałtowej, a tylko 22 proc. poprzez konkursy.
Kijowski jedzie do Arabii
Pan Mateusz Kijowski był łaskaw dzisiaj porównać fundamentalizm chrześcijański do islamskiego.
W kontekście tysięcy mordowanych przez muzułmanów w tym roku chrześcijan, w kontekście dzisiejszej zbrodni we Francji, w kontekście międzynarodowych starań UE o ochronę zabijanych za sam fakt bycia chrześcijanami (inicjatywa m.in. Sikorskiego) wypowiedź Kijowskiego jest wysoce fałszywa i szkodliwa.
Nadto głoszenie tego typu bzdur powoduje, że PiS może bezkarnie weryfikować prawdę historyczną (np. o Jedwabne) podając za przykład oczywiste fałszowanie prawdy ze strony opozycji. Dlatego wypowiedź ta nie może pozostać bez echa.
Panu Mateuszowi natomiast proponuję, aby pojechał sobie do Arabii Saudyjskiej i rozpoczął tam głosić swoje poglądy, a wówczas szybko się przekona, że wprawdzie za alimenty nikt go ścigać tam nie będzie (to wymysł chrześcijańskiego Zachodu), ale za to głoszenie wyborczych praw kobiet może spowodować, że będzie mógł w arabskim więzieniu czekając na łagodny wyrok – baty lub surowy – ścięcie, przekonać się na własnej skórze o różnicy pomiędzy fundamentalizmem chrześcijańskim, a islamskim.
Źródło: Facebook – Oficjalna strona Romana Giertycha
Nie potrafisz oszczędzać? Przeczytaj! Być może gdzieś popełniasz błąd?
Brak silnej woli, systematyczności i podbieranie pieniędzy – to jedne z wielu błędów, które popełniają Polacy próbując zgromadzić oszczędności. Jak się zmobilizować i czego unikać, żeby nasz kapitał się powiększał a nie malał?

– Gdybyśmy mieli do czegoś porównać oszczędzanie to jest to raczej sportowy maraton, niż sprint. Trzeba się dobrze przygotować, a po drodze czeka nas wiele przeszkód i można popełnić wiele błędów. Jeden z podstawowych to oszczędzanie jak nam coś na koncie zostanie – mówi newsrm.tv Tomasz Jaroszek, ekspert Wonga.com.
Jakie błędy popełniamy? Oto pięć najczęstszych, które powodują, że oszczędości wymykają nam się spod kontroli:
1. Odkładanie jeżeli coś zostanie
Co miesiąc powtarzasz ten sam scenariusz? Po tym, gdy na konto wpłynie wypłata (jeżeli tylko oprzesz się pokusie wielkich zakupów) zlecasz najpilniejsze przelewy – opłaty za czynsz, rachunki za prąd, internet i telefon. Następnie modlisz się by nie przesadzić z wydatkami i dotrwać do pierwszego? Co z oszczędnościami? Jeżeli na koniec miesiąca zostanie trochę pieniędzy, to z przyjemniścią przelewasz je na konto oszczędnościowe?
Nie tędy droga! Podstawą oszczędzania jest systematyczne odkładanie takiej samej kwoty.
Stara zasada mówi, że powinniśmy płacić najpierw sobie – najlepiej zaraz po otrzymaniu wypłaty przelewając pieniądze na inne konto. Tylko wtedy mamy pewność, że co miesiąc odkładamy tę samą kwotę i nie kusi nas, żeby rzucić się w wir niepotrzebnych zakupów.
2. Przywiązanie do banku
Bardzo często zakładamy, że nasz bank najlepiej dba o nasze finanse. Jeśli proponuje nam lokatę na 2%, to wierzymy, że jest to dobry depozyt. Tymczasem może się okazać, że w banku obok dają 4%, a lokatę można założyć całkowicie przez Internet. Wystarczy tylko rozejrzeć się, porównać oferty i wybrać najlepszą.
Oprocentowanie ma bardzo duże znaczenie, kiedy myślimy o oszczędzaniu długoterminowym. O ile w skali kilku miesięcy różnica zazwyczaj jest symboliczna, to jednak po latach są to tysiące złotych, które mogliśmy zarobić.
3. Podbieranie z oszczędności
Wydaje się, że to dzieci podbierają pieniądze ze skarbonki, ale dorośli mają z tym taki sam problem! Różnica jest taka, że zamiast skarbonki mają konta oszczędnościowe i lokaty. Zdecydowanie lepiej jest jednak odkładać mniejszą kwotę regularnie, niż co kilka tygodni rozbijać swoją bankową skarbonkę.
Nieplanowane wydatki zdarzają się bowiem każdemu. Zepsuty samochód, cieknący kran albo nagła wizyta u dentysty.
Na nieprzewidziane koszty najlepiej stworzyć oddzielny fundusz awaryjny w postaci chociażby kilkuset złotych. W przeciwnym razie zaczniemy sięgać do oszczędności, a to całkowicie wbrew głównej zasadzie systematycznego zwiększania kapitału.
4. Nieplanowanie wydatków
Planowanie wydatków z większym wyprzedzeniem to nie tylko podstawa oszczędzania, ale również duże ułatwienie w codziennym życiu.
Chociaż rozpisanie domowego budżetu wymaga sporego wysiłku i dyscypliny, to tak naprawdę zadanie to jest trudne tylko na samym początku. Później bazujemy już na raz zaplanowanych wydatkach i wprowadzamy tylko drobne korekty.
Planowanie ułatwi nam określić nasze możliwości finansowe, pokaże, ile faktycznie możemy regularnie odkładać i jak szybko zbudujemy poduszkę finansową oraz pozwoli przygotować się na nieprzewidziane wydatki.
5. Krótkoterminowe celowanie
Zazwyczaj oszczędzamy z dwóch powodów: odkładamy na tak zwaną czarną godzinę albo zbieramy pieniądze na konkretny zakup, np. samochodu. To wszystko cele krótkoterminowe.
Powinniśmy myśleć o dłuższej perspektywie – najlepiej o emeryturze. Procent składany może bardzo istotnie powiększyć nasz portfel emerytalny, ale tylko pod warunkiem, że będziemy odkładać pieniądze przez kilkadziesiąt lat. Chociaż dzisiaj problem wydaje nam się bardzo odległy, to jednak właśnie pierwsze lata oszczędzania są kluczowe dla budowania kapitału. Odkładanie na emeryturę np. po pięćdziesiątym roku życia będzie dużo mniej efektywne.
Systematyczne oszczędzanie to prawdziwy maraton i tylko regularny trening pozwala osiągać najlepsze rezultaty. Wystrzegaj się pięciu najczęściej popełnianych błędów, a unikniesz zadyszki. Nie zniechęcaj się, jeżeli powinie ci się noga – przecież nawet mistrzowie maratonu czasem się potykają!
