Potrawy które odstraszają turystów.
Ser z larwami, jaja jadowitych mrówek, smażone w głębokim oleju tarantule, czyli potrawy, które odstraszają turystów. Sprawdź, w jakich krajach lepiej unikać niektórych pozycji z menu
Mówi się o trendzie związanym z podróżowaniem kulinarnym. Lubimy jeść, cenimy dania dobrze podane, regionalne smaki, lokalne trunki…

Nie zawsze bierzemy jednak pod uwagę to, że wśród lokalnych przysmaków mogą znaleźć się takie, których z pewnością nie chcielibyśmy wziąć do ust. Gdy nie wiemy, co znajduje się na naszym talerzu,próbujemy, gorzej, gdy ktoś nas uświadomi. W jakich krajach lepiej unikać pewnych pozycji w menu? Podpowiada Internetowe Centrum Podróży eSKY.pl.
– Krzywiąc się na myśl o tym, jakie rzeczy znajdują się wśród przysmaków innych nacji, musimy pamiętać, że kuchnia polska również ma potrawy, które za granicą mogą wywołać poruszenie, a w naszym kraju mają wielu amatorów – chociażby flaki, kiszki, ozorki, tatar czy czernina – mówi Magdalena Fijołek z serwisu eSKY.pl.
Gdzie można znaleźć „oryginalne” potrawy? Zacznijmy od Europy. Casu marzu – to ser produkowany na Sardynii, który znalazł się na liście produktów regionalnych Unii Europejskiej, chociaż przez długi czas jego produkcja była właśnie w Unii nielegalna. Dlaczego? Chodzi o recepturę… Proces produkcji polega na tym, że włoski ser pecorino pozostawia się na wolnym powietrzu, tak, aby muchy złożyły w nim jaja. Wykluwające się tysiące larw żywią się serem, w którym przyszły na świat, a dzięki ich kwasom trawiennym jego tłuszcz ulega rozkładowi. W efekcie ser staje się bardzo delikatny w smaku, jednak nie da się go spożywać inaczej, niż z larwami. Muszą być one żywe, gdyż martwe mogą zaszkodzić amatorom tego dania. Ser ten najlepiej podawać z mocnym, czerwonym winem.

Kawior – to przysmak znany i kojarzony głównie z Rosją, tymczasem można go skosztować także we Francji, z tą jednak różnicą, że jest to kawior z jaj ślimaka afrykańskiego lub ślimaka szarego. Usuwa się z nich wapienną otoczkę, konserwuje się je w soli, rozmarynie i gotowe! 50 g ślimaczego kawioru kosztuje od 300 PLN.
Jaja, choć tym razem nazwane nie kawior lecz escamoles – czyli jaja lub larwy dużych, jadowitych mrówek żyjących w Meksyku. Konsystencją przypominają nieco znany Polakom twarożek, a ich smak jest wyjątkowo delikatny i może kojarzyć się z orzechami. Są one dodawane do większości dań w Meksyku, więc jeśli dla kogoś nieprzyjemna jest myśl o spożywaniu mrówczych jajek, powinien zawsze pytać o składniki podawanych mu dań. Plus ze zjedzenia ich jest taki, że zawierają dużo wartości odżywczych.
Natomiast „kawior wschodu” niewiele ma wspólnego z jajkami. Pod tą nazwą kryje się chińska zupa z jaskółczych gniazd. Przysmak ten produkuje się ze śliny jaskółek, a konkretnie z przeżutych przez ptaki glonów służących im do budowy gniazd. Zdobycie gniazda nie jest proste, ponieważ ptaki budują je w jaskiniach i innych miejscach trudno dostępnych dla człowieka. Stąd wysoka cena dania – od 30 aż do 100 dolarów za miseczkę zupy. Koszt uzależniony jest od tego, z jakiego gniazda została ona przygotowana. A jest ich kilka rodzajów – białe, brązowe, czarne, różny jest też poziom ich zanieczyszczenia. Zasada jest jednak taka, że zupy z najlepszych gniazd mają najwyższą cenę. Europejczycy z reguły nie potrafią docenić jej walorów smakowych, jednak być może cenią ją ze względu na to, że zapewnia długowieczność, podnosi odporność, zaostrza wzrok i pozytywnie wpływa na trawienie.
Nie jest to jedyna oryginalna potrawa, której można skosztować w Azji. Z Japonii przywędrowała do Europy moda na sushi i dzięki niej wiele osób zaakceptowało fakt, że ryby można jeść surowe. Ale czy ktoś chciałby ich skosztować, gdyby nadal żyły? Niekoniecznie! Natomiast w innym azjatyckim państwie – Korei – żywe owoce morza uchodzą za przysmak. Sannakji to młode ośmiornice, które żywe tnie się na kawałki, doprawia octem i olejem sezamowym i podaje. Z reguły osoba, która ma tę potrawę spożywać, otrzymuje talerz z jeszcze ruszającymi się kawałkami macek. Ważne jest, by przełykać je szybko i by nie miały one możliwości przykleić się do przełyku.
Przysmakiem w Kambodży są natomiast smażone w całości, na głębokim oleju, z odrobiną czosnku i soli, tarantule. Bieda w kraju zmusiła niegdyś mieszkańców do wypróbowania takiego „dania” a obecnie jest ono bardzo lubiane przez mieszkańców. Poza tarantulami, które podobno przypominają w smaku kurczaka, mieszkańcy Kambodży smażą też świerszcze i karaluchy. Przekąski te, za niewielkie pieniądze, można kupić wszędzie.
W przypadku „egzotycznych” potraw często liczy się też to, by były one przyrządzane przez doświadczonych kucharzy, lub by zachowano tradycyjny sposób przygotowania dania. Tak jest chociażby w przypadku fugu, ryby uchodzącej za japoński przysmak. W swych wnętrznościach zawiera ona śmiertelną dla człowieka substancję, dlatego też spożywanie jej najbardziej toksycznych organów – wątroby i jajników, jest całkowicie zakazane. Rybę tę mogą przygotować wyłącznie doświadczeni szefowie kuchni, którzy wiedzą co zrobić, by została w niej wyłącznie minimalna ilość trucizny wywołująca jedynie uczucie kłucia i drętwienia języka. To powoduje, że danie to nie jest tanie – a im droższe tym większa pewność, że przygotowane zostało przez dobrego kucharza. Japończycy mają jeszcze jeden przysmak, który nieodpowiednio przygotowany może zaszkodzić człowiekowi – meduzy z Echizen, czyli największe ze wszystkich gatunków meduz, których waga dochodzi do 200 kg! Kucharz przygotowujący danie z meduzy musi wiedzieć w jaki sposób ją oczyścić – trudność polega na oddzieleniu części toksycznych od jadalnych.
W Europie daniem, którego przyrządzenie może mieć tragiczne skutki jest Hakarl – przysmak islandzki przygotowywany z rekina grenlandzkiego. Świeże mięso rekina posiada właściwości toksyczne i nie wolno go jeść, dlatego jest poddawane procesowi fermentacji – rekin zaraz po złapaniu zakopywany jest pod ziemią i tam leży od 2 do 6 miesięcy, po tym czasie jest wykopywany, krojony i podawany do spożycia.
– Wiedzę o potrawach innych krajów można – z jednej strony – traktować jak ciekawostki, z drugiej – Polacy coraz częściej wyjeżdżają daleko i zależy im, by maksymalnie doświadczyć danego kraju, w tym jego kuchni. Może warto by wiedzieli co mają na talerzu? – zastanawia się Magdalena Fijołek z eSKY.pl – Jestem przekonana, że nigdy bym nie skosztowała specjału ze szkockiej kuchni narodowej – haggisu, gdybym wiedziała z czego został zrobiony.
Źródło: NationalGeografic.pl
Największe włoskie zabytki objęte ”czerwonym alarmem”. Utrudnienia dla zwiedzających
Turyści wybierający się w najbliższym czasie do Włoch, mogą spotkać się ze sporymi utrudnieniami. Jak informują włoskie media, w związku z zagrożeniem terrorystycznym, w około dwudziestu najczęściej odwiedzanych przez turystów obiektach zabytkowych wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa.

Niestety ze względu na powodzenie akcji, władze nie ujawniły listy objętych ”czerwonym alarmem” obiektów, ani szczegółów działań.
Jak przekazała przedstawicielka resortu Antonella Recchia ”zaostrzono środki ostrożności w zabytkach, galeriach i muzeach, które uznano za najbardziej zagrożone”.
Komentatorzy działań we Włoszech, podkreślają, że nadzwyczajne kroki z całą pewnością dotyczą rzymskiego Koloseum, florenckiej Galerii Uffizi, wykopalisk w Pompejach, Pinakoteki Brera w Mediolanie, zamku królewskiego w Casercie. Są to miejsca, które każdego dnia są odwiedzane przez tysiące osób.
Jako środki bezpieczeństwa we wszystkich tych obiektach nasilono kontrole i patrole policji oraz wyposażono je w dodatkowe systemy monitoringu i obserwacji. Jak zapewniają władze ”wykorzystywane są najnowocześniejsze z dostępnych urządzeń”
Zgubiłeś portfel? klucze? telefon? Ten poradnik jest dla Ciebie
Pewnie nie jednego z was spotkał ten koszmar – zgubiłeś lub też skradli Ci rzeczy, które zawsze nosisz przy sobie – klucze, portfel, telefon? Jeżeli tak, to zapewne wiesz ile z tym wiąże się kłopotów.

Oto niepełna lista tego, co właśnie się stało:
– straciłeś zawartość portfela
– złodzieje / znalazcy mają Twój adres, klucze i karty bankomatowe
– straciłeś dokumenty, które mogą zostać wykorzystane do wzięcia na Twój koszt kredytu;
– w telefonie były zapisane numery telefonów do wszystkich Twoich znajomych, czeka Cię więc trochę zbierania.
– czeka Cię masa formalności, których nie ogarniasz i nawet nie wiesz od czego zacząć. Na szczęście, za chwilę to się zmieni.
Profilaktyka
90% sukcesu leży w odpowiedniej profilaktyce. Musisz się odpowiednio zabezpieczyć, biorąc ze sobą odpowiedni zestaw przedmiotów. W kręgach survivalowych rozpowszechniona jest idea tzw. zestawów Every Day Carry, zawierających przedmioty na wszelkie niebezpieczeństwa. Niestety, takie zestawy same dosyć łatwo mogą paść ofiarą zguby czy kradzieży, ze względu na znaczne rozmiary (mieszczą się tam i podstawowe lekarstwa, środki opatrunkowe, nóż, zapalniczka, latarka itp. itd.). Osobiście proponuję niezależnie od kompletowania zestawu EDC na wszystkie możliwości, stworzenie niezależnego mini kompletu, który dużo trudniej zgubić lub ukraść.
Miejsce
Do skompletowania naszego zestawu należy znaleźć odpowiednie miejsce, musi być ono wręcz niedostępne dla złodzieja i zapewniać, że będziemy mieli je zawsze przy sobie. Ja trzymam swoje rzeczy pod wkładką do buta (mam je zawsze na sobie, i raczej rzadko je w dzisiejszych czasach kradną), o czym pisałem w tym artykule. Nie jest to jednak dobre miejsce, gdyż łatwo dostaje się tam piach, brud i wilgoć. W związku z tym planuję zakup moneybelta, to jest sekretnej kieszeni wpuszczanej do wewnętrznej strony spodni. Łatwo dostać to w sklepach dla podróżników, koszt solidnej kieszeni to kilkadziesiąt złotych. Nie kupujemy chińskiej tandety, która może się zerwać, a na pewno będzie nas drapać po gołym ciele. Dodatkowo można kupić tzw. paszportówki także zapinane saszetki na łydkę. Te pierwsze mają tą wadę, że dosyć mocno się odznaczają pod koszulą. Saszetki na nogę są idealne, bo dodatkowo można tam wepchnąć rezerwowe klucze, jednak nie nadają się do noszenia, gdy mamy szorty.
Zestaw
W zestawie należy moim zdaniem nosić przynajmniej następujące rzeczy:
– instrukcję na wypadek kłopotów.
Sprawa jest dosyć prosta – piszemy na komputerze wszystkie potrzebne dane i opis postępowania krok po kroku, drukujmy i upychamy do skrytki, dodatkowo można się zabezpieczyć przed wilgocią torebką strunową (szczególnie, jeżeli korzystamy ze skrytki w bucie). Wszystko co ma znaleźć się w instrukcji opiszę w następnej części artykułu.
– pieniądze
Powinno ich być tyle, by zapewnić nam spokojne dotarcie do bezpiecznego miejsca. Za bezpieczne miejsce uważam dom (jeżeli możemy się tam dostać), członek rodziny lub znajomy, który nam na pewno pomoże (nie okaże się po dotarciu, że jest akurat na dwutygodniowym urlopie), ewentualnie miejsce gdzie z całą pewnością zdobędziemy większą ilość szmalu. Za dotarcie spokojne uznać należy natomiast dojazd komunikacją publiczną lub taksówką, najlepiej bez jeżdżenia na gapę. To samo dotyczy łapania stopa w środku nocy. Mamy już wystarczająco dużo kłopotów. Dodatkowo warto pomyśleć o jakiejś rezerwie na coś do picia i jakąś zakąskę. W moim wypadku 50-70 złotych solidnie mnie zabezpiecza.
– karta telefoniczna
Teraz już rozumiesz, co miałem na myśli mówiąc o miejscu w miarę cywilizowanym? Ciężko nosić rezerwowy, naładowany telefon z doładowanym kontem. A musisz się jakoś skontaktować z kimś znajomym (na policje i pogotowie dzwonimy bez karty z każdego, działającego automatu). Zależnie od sytuacji może być też wymagany pilny telefon do banku w celu zablokowania karty. W każdym razie karta telefoniczna to przedmiot pierwszej potrzeby. Moim zdaniem wystarczy taka za 15 złotych, nie będziesz przecież plotkować przy automacie. Aha – pamiętaj, że karta ma termin ważności, po którym trzeba ją wymienić!
– rezerwowe klucze
Obecnie nie noszę, ale jak kupię sobie sekretną saszetkę, to rozważam, żeby zacząć. Nie są Ci potrzebne jedynie wtedy, gdy mieszkasz z babcią, która nie wychodzi nigdy z domu i w razie czego Ci otworzy.
W domu
To jednak nie wszystko. Dodatkowo powinieneś wyposażyć swój dom w trzy istotne elementy:
– kopie wszystkich dokumentów i kart noszonych w portfelu;
Uwierz mi, przyda Ci się znajomość wszystkich numerów i serii, które gdzieś tam są nabite, a o których istnieniu nawet nie wiesz. Dodatkowo warto jest po prostu wiedzieć co było w portfelu, bo możesz w stresie o czymś zapomnieć, a to może mieć bardzo złe konsekwencje.
– stary telefon, ładowarka i starter
Po dotarciu do domu i zrobieniu sobie herbaty musisz, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, wykonać kilka ważnych telefonów. O tym jakie to będą telefony, napiszę w następnej części. W każdym razie dobrze byłoby je wykonywać z innego miejsca niż z budki telefonicznej (szczególnie, że to może trochę kosztować).
– kopia bezpieczeństwa danych z telefonu
Nowoczesne aparaty telefoniczne mają możliwość zgrywania wszystkich danych na dysk. Warto robić kopię co jakiś czas, żeby nie biegać po znajomych i prosić o numer. Natomiast w wypadku starszych modeli można po prostu prowadzić stary, dobry notesik z numerami i trzymać go bezpiecznie w biurku.
Autor: Rafał z bloga Kariera Rentiera
Z Londynu do Nowego Jorku … autostradą?
Taki projekt przedstawił Władimir Jakunin, rosyjski biznesmen i były prezes Kolei Żelaznych. Jego zdaniem, wszechstronny, transportowy korytarz miałby połączyć się z innymi sieciami i dotrzeć od Atlantyku do Pacyfiku przez samo serce Syberii i Daleki Wschód.

W jego zamyśle powstał plan połączenia Azji z Europą siecią dróg i szlaków kolejowych dużej prędkości – Trans-euroazjatycki pas rozwoju (TEPR), który przedstawił na spotkaniu Z Rosyjską Akademią Nauk.
Projekt zawiera pomysł nie tylko na sieć transportową, ale również budowę rurociągów ropy naftowej, gazu oraz wybudowania obiektów dostarczających energię elektryczną i wodę.
Podczas swojej prezentacji szef rosyjskich kolei powiedział, że obecnie takie rozwiązania są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek i mogą sprawić że Rosja stanie się nowym centrum świata, dla tworzenia i rozwoju przemysłu high-tech.

Jego zdaniem, globalizacja w zachodnim stylu nie jest już postrzegana jako zachęta, a raczej jako przeszkoda w rozwoju gospodarczym, naukowym, moralnym i duchowym społeczeństwa.
Projekt ma na celu wybudowanie mega szlaku komunikacyjnego, prowadzącego przez całą Rosję a następnie połączenie go z istniejącymi już sieciami komunikacyjnymi w Europie i Azji. To byłaby pierwsza w historii trasa ciągnąca się od Oceanu Spokojnego na wschodzie do Oceanu Atlantyckiego na zachodzie.
Jeśli pomysł się powiedzie – przekonuje Jakunin – oczekuje się że może stworzyć od 10 do 15 nowych gałęzi przemysłu, powstaną przy nowym szlaku komunikacyjnym kolejne miasta, ogromna ilość nowych miejsc pracy a także zapewni rozwój Syberii i Dalekiego Wschodu.
”W oparciu o nową technologię transportu kolei dużych prędkości możemy zbudować nową kolej w pobliżu Kolei Transsyberyjskiej i przejść do Cieśniny Beringa, a następnie do kontynentu amerykańskiego”.
Szacunkowe koszty projektu to biliony dolarów, ale jak twierdzi pomysłodawca – ”rentowność będzie przewyższała inwestycje”.
Źródło: SiberianTimes
Czy jesteśmy niewolnikami Europy?
Zagraniczni inwestorzy budują nowe zakłady i fabryki, wielkie korporacje otwierają kolejne oddziały… Okazuje się jednak, że nie bez przyczyny. Jesteśmy nnową siłą roboczą w Europie. Najczęściej pracujemy za kilkukrotnie niższe stawki niż Niemcy czy Anglicy, to jeszcze dużo dłużej niż pracownicy innych krajów europejskich.
Menedżerowie zarabiają w Polsce ponad 4 razy mniej niż w Niemczech, inżynierowie 6 razy mniej, robotnicy ponad 4 razy mniej, a przeciętna płaca w produkcji jest ponad 4-krotnie niższa. A do tego pracujemy najdłużej bo ponad 1900 godzin w roku! Dla porównania Duńczycy pracują o ponad 500 godzin mniej, a Niemcy 400 godzin!
Średnia płaca menadżer – 5 lat doświadczenia:
Dania 7546 euro
Niemcy 8504 euro
Estonia 2088 euro
Czechy 2284 euro
Polska 1920 euro
Średnia płaca inżynier – 5 lat doświadczenia:
Dania 5102 euro
Niemcy 6321 euro
Estonia 1377 euro
Czechy 1391 euro
Polska 1159 euro
Średnia płaca pracownik biurowy – 5 lat doświadczenia:
Dania 2867 euro
Niemcy 3154 euro
Estonia 821 euro
Czechy 810 euro
Polska 700 euro
Średnia płaca pracownik produkcyjny:
Dania 3582 euro
Niemcy 3612 euro
Estonia 894 euro
Czechy 933 euro
Polska 831 euro
Czas pracy:
Dania 1413 godzin
Niemcy 1522 godzin
Estonia 1924 godzin
Czechy 1774 godzin
Polska 1973 godzin
dane: OECD
UK – Nagi rowerzysta ma edukować kierowców? Video
Jeśli jesteś kierowcą ale ciagle masz problem ze zwracaniem uwagi na drodze, na osoby poruszające się na rowerach – to kampania brytyjskiego stowarzyszenia motoryzacyjnego Automobile Association AA, ma za zadanie zwrócić Twoją uwagę na ten problem.
Bo czy jest lepszy sposób aby edukować kierowców, niż wypuścić na ulicę nagusa na rowerze?
Nowa kampania pod nazwą Think Bike czyli Myśl o rowerzystach , zorganizowana przez AA , ma za zadanie zwrócić uwagę użytkowników dróg – w szczególności właścicieli samochodów, na problem bezpieczeństwa kierowców jednośladów i rowerzystów.
Jednym z pytań pojawiających się przy okazji nakręconego na potrzeby kampanii materiału filmowego jest -Czy jedyna rzecz jaką mogą zrobić rowerzyści i motocykliści aby zaczęli być dostrzegani przez kierowców to jeżdżenie nago?
Anna Frach
Der Spiegel: Warszawski bolszewizm

Europa bezradnie przyglądała się paraliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Teraz Jarosław Kaczyński podporządkowuje sobie państwo – pisze w sobotnim wydaniu niemieckiego tygodnika Jan Puhl.
Dziennikarz w artykule „Warszawski bolszewizm” powołuje się na profesor Jadwigę Staniszkis, która uważa, że Jarosław Kaczyński chce władzy absolutnej, co w jej ocenie „jest archaiczne i przypomina putinowskie pojmowanie władzy”. Zdaniem Staniszkis lider Prawa i Sprawiedliwości „nie rozumie zachodniego pojmowania suwerenności, według którego mechanizmy gwarantujące zachowanie równowagi politycznej zapobiegają powstaniu dyktatury większości”.
Autor artykułu wspominając Jadwigę Staniszkis, przypomina jej antykomunistyczną przeszłość, za którą odsiadywała karę więzienia. Dziś, 27 lat po obaleniu komunizmu, znów stoi w szeregu zagorzałych krytyków systemu. Profesor Staniszkis w kolejnych wyborach wspierała Prawo i Sprawiedliwość, a o Kaczyńskim mówiła: „To być może jeden z najinteligentniejszych polskich polityków, bardzo go lubię”. Dziś jest innego zdania: „On chce w sposób nieograniczony zmonopolizować władzę. Stoi za tym bolszewickie pojmowanie polityki”.
– Kaczyński zmusił państwowe media do reprezentowania jego linii i ubezwłasnowolnił najwyższą instytucję kontrolną, jaką jest Trybunał Konstytucyjny. – pisze Jan Puhl. – Kaczyńskiego nie zatrzymują ani masowe protesty w kraju, ani krytyka z Brukseli ani też unijny mechanizm kontroli praworządności.
„Obecnie (Kaczyński) zabrał się za podporządkowywanie sobie państwa, łącznie ze wszystkimi jego odgałęzieniami. Znajduje się na drodze do władzy absolutnej; już teraz może w imieniu narodowo-konserwatywnej większości parlamentarnej forsować swoje pomysły. Najwidoczniej jednak chce czegoś więcej niż tylko zdominowania ministerstw, administracji i wymiaru sprawiedliwości. Państwo pod jego przewodnictwem ma spełniać rolę surowego ojca – co jest modelem autokratycznym”– pisze Der Spiegel
„Rząd PiS ignoruje orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, uznając skład obradującego gremium za niezgodny z prawem” czytamy w artykule. Autor przytacza opinię konstytucjonalisty Rafała Stankiewicza, który obawia się chaosu. W jego ocenie w Polsce „powstały dwie zupełnie niezależne od siebie sfery prawne”: stara bazuje na ustawach zaakceptowanych przez Trybunał, a nowa na paragrafach ustanowionych przez większość parlamentarną i ostrzega przed „erozją państwa prawa w Polsce”. Puhl odnosi się też do sytuacji w mediach. Jego zdaniem „telewizja państwowa” stała się obecnie „telewizją partyjną”.
Dziennikarz przypomina niedawną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który nie jest gotów na żaden kompromis w sprawie Trybunału i który spokojnie czeka na grudniowy koniec kadencji prezesa Trybunał profesora Rzeplińskiego, by obsadzić to stanowisko swoim człowiekiem. PiS nie posiada konstytucyjnej większości w parlamencie, ale zdaniem autora, przy paraliżu Trybunału nawet bez tego będzie mógł zmienić konstytucję.
Poprzez nową ustawą medialną PiS daje przedsmak tego, co jeszcze może się wydarzyć: nowela ustawy wyłącza kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, umożliwiając obsadzenie najważniejszych stanowisk w państwowych mediach swoimi ludźmi. Państwowa telewizja to teraz telewizja partyjna, nazywana TVPiS – pisze autor i podaje kolejne przykłady, jak partia zapewniła sobie kontrolę nad służbą publiczną i państwowymi firmami: „Bankier związany z PiS kieruje stadniną koni arabskich w Janowie Podlaskim, mimo że nie ma pojęcia o koniach”.
Wyjaśniając motywy postępowania szefa PiS, dziennikarz podkreśla, że Kaczyńskiemu chodzi o „dawne porachunki” a w jego przekonaniu, rewolucja 1989 roku nie dokonała się w pełni. „Zdaniem Kaczyńskiego odmienieni jedynie powierzchownie komuniści opanowali wówczas zakłady pracy i urzędy, hamując do dziś rozwój Polski. Ci ludzie muszą w sposób radykalny, do najniższego szczebla, zostać wyeliminowani” – czytamy w „Spieglu”.
„Der Spiegel” przypomina, że gdy 10 lat temu Kaczyński, będąc u władzy, próbował przepędzić komunistów, potknął się o Trybunał Konstytucyjny, który uznał to za łamanie praw człowieka. Jednak zdaniem autora artykułu „teraz droga do kolejnej próby jest wolna”.
Tygodnik pisze o kolejnych odsłonach „dobrej zmiany”: minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro chce zaostrzenia prawa karnego i procedur oraz zezwala śledczym na kontrolowanie maili i komputerów obywateli bez nakazu sądu. Ograniczone ma być prawo obrotu ziemią – w imię ochrony przed wykupowaniem jej przez cudzoziemców.
„Der Spiegel” ostrzega przed możliwością manipulowania systemem wyborczym w sposób, który zapewni PiS-owi przewagę. Obawia się także, że zaostrzenie prawa antyterrorystycznego może posłużyć do walki z opozycją. Zwłaszcza, że Jarosław Kaczyński określił demonstrantów z Komitetu Obrony Demokracji mianem rosyjskich agentów.
Analizując przyczyny utrzymującego się poparcia dla PiS, dziennikarz „Spiegla” zwraca uwagę, że partię Kaczyńskiego popierają głównie ludzie młodzi, natomiast Komitet Obrony Demokracji przyciąga starsze osoby, czyli tych, którzy pamiętają komunizm i wiedzą, ile warte są prawa obywatelskie. Natomiast dla ludzi poniżej 30-tki Polska jest w oczywisty sposób częścią Unii Europejskiej i trudno im zrozumieć, dlaczego rówieśnikom na Zachodzie powodzi się lepiej. To poczucie krzywdy PiS doskonale wykorzystuje – podsumowuje tygodnik „Der Spiegel”.
Deutsche Welle
Piotr Duda przegrał z ”Newsweekiem”. Nie będzie sprostowania do publikacji ”Hotel robotniczy”

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił wnioski szefa NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy oraz spółki Dekom o publikację sprostowań do artykułu tygodnika „Newsweek” pt. „Hotel robotniczy” z września ub.r.
We wrześniu ub.r Michał Krzymowski i Wojciech Cieśli opisali w „Newsweeku”, w jaki sposób Piotr Duda odpoczywa od zmagań z biedą i wyzyskiem pracowników.
Jak donosił tygodnik, przewodniczący Solidarności relaksował się czasami z żoną w Kołobrzegu, w luksusowym apartamencie uzdrowiska „Bałtyk”, gdzie noc w penthousie kosztuje blisko 1300 zł. Według pracowników „Bałtyku”, z którymi rozmawiali dziennikarze „Newsweeka”, Duda korzystał z apartamentu za darmo albo płacił 85 złotych, czyli tyle, ile za nocleg służbowy. Nie płacił za ekstra potrawy i alkohol, które obsługa przywozi mu do pokoju. Nie płacił też za zabiegi odnowy biologicznej, a gdy przewodniczy wyruszał do domu, pracownicy pakowali mu do bagażnika kilka kilogramów świeżej ryby, za które też nie płacił.
Do publikacji dołączono skany rachunku na zero zł za odnowę biologiczną i maila ze zmianą terminu rezerwacji apartamentu dla Dudy. Nazwisko szefa „Solidarności” miało pojawiać się przy 27 rezerwacjach w systemie hotelowym, co on sam tłumaczył tym, że na jego konto przyjeżdżali inni goście.
Piotr Duda zapowiedział pozwanie tygodnika „Newsweek”, a na świadków chciał powołać m.in. Bronisława Komorowskiego, ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika, wicepremiera Janusza Piechocińskiego, szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego i marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Mieli oni poświadczyć, że w podanych przez tygodnik terminach Duda nie przebywał w hotelu „Bałtyk”.
Jak dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl, szef NSZZ „Solidarność” i spółka Dekom (właściciel hotelu „Bałtyk”) pozwali redaktora naczelnego tygodnika Tomasza Lisa i żądali opublikowania sprostowań do tekstu. Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił obydwa pozwy i zasądził na rzecz Tomasza Lisa zwrot kosztów procesowych.
Piotr Duda nie pozwał jednak „Newsweeka” cywilnie o ochronę dóbr osobistych. Nie wytoczył również Michałowi Krzymowskiemu i Wojciechowi Cieśli sprawy karnej o zniesławienie.
Źródło: Wirtualnemedia
Konflikt grup krwi – co musisz wiedzieć?
Znajomość własnej grupy krwii jest niezbędna, zwłaszcza w sytuacjach zagrażających życiu kiedy niezbędna jest transfuzja. Jednak jeśli jesteś w ciąży, może nie wystarczyć – przekonują lekarze. Właśnie ruszył specjalny program bezpłatnych badań krwi dla ciężarnych. Sprawdź, dlaczego warto je zrobić.
Morfologia to w tym czasie jedno z podstawowych badań krwi. Trzeba je wykonywać regularnie, m.in. po to, by sprawdzić, czy nie masz niedoborów kluczowych pierwiastków (wapnia, żelaza) albo kłopotów z wydzielaniem hormonów tarczycy (co grozi zaburzeniami rozwoju mózgu dziecka). Rutynowo ginekolog powinien też zalecić w pierwszym trymestrze oznaczenie tzw. czynnika Rh. To specyficzny antygen, który znajduje się na części komórek krwi – erytrocytach.

Dlaczego istotny? Bo gdy u matki wynik jest ujemny (co dotyczy ok. 15 proc. kobiet), a u ojca dodatni, organizm ciężarnej może zacząć „zwalczać” krew płodu, który odziedziczył Rh po ojcu (dziecku grozi wtedy tzw. choroba hemolityczna, prowadząca do niedokrwistości, którą trzeba leczyć od pierwszych dni życia). W podobny sposób można też zbadać inne komórki krwi – płytki. Po co to robić w ciąży?
Ważne płytki
Chodzi o to, by stwierdzić, czy występują na nich inne antygeny, tzw. HPA-1a (od ang. Human Platelet Antigens). Wynik pozytywny gwarantuje prawidłowy rozwój krwi dziecka. A jeśli jest negatywny? Według statystyk antygenu HPA-1a nie ma ok. 2 procent Polek. Jeśli jednak dziecko odziedziczyło go po ojcu, mogą wystąpić problemy, bo układ odpornościowy matki (tak samo jak w przypadku czynnika Rh) traktuje rozwijający się płód jako zagrożenie. Wytwarza przeciwciała, które mogą niszczyć płytki krwi dziecka, pojawia się ryzyko kłopotów z krzepnięciem, wybroczyn, wylewów wewnątrzczaszkowych. Szacuje się, że tzw. konflikt płytkowy między matką a dzieckiem zdarza się w przypadku jednej na półtora tysiąca ciąż.
Jak się chronić?
Na szczęście powikłaniom można zapobiegać. By nie dopuścić do wystąpienia groźnych zmian u płodu, kobiety ze stwierdzonym brakiem antygenu HPA-1a poddaje się specjalnej terapii. Polega ona m.in. na powstrzymaniu reakcji układu odpornościowego (takie leczenie prowadzi na razie tylko jedna placówka w Polsce – warszawski Szpital Bielański). Jednak, by móc w porę wdrożyć profilaktykę, najpierw trzeba wiedzieć o zagrożeniu. Dlatego Instytut Hepatologii i Transfuzjologii w Warszawie namawia Polki do badań.
W ramach specjalnego programu PREVFNAIT przez najbliższe dwa lata kobiety między 10. a 14. tygodniem ciąży mogą bezpłatnie oznaczyć we krwi obecność antygenu HPA-1a.
Co trzeba w tym celu zrobić? Wystarczy zgłosić się do jednego z laboratoriów biorących udział św programie. Nie trzeba być na czczo. Należy mieć przy sobie kartę ciąży i wypełnioną deklarację zgody na udział w programie, w tym także na ewentualną terapię. Więcej informacji na temat leczenia oraz szczegółową listę placówek, gdzie można się zbadać, znajdziesz na stronie internetowej www.konfliktplytkowy.ihit.waw.pl
Grażyna Morek
TWÓJ STYL 4/2014
Jak dbać o tableta czy smartfona, aby służył nam jak najdłużej
Czas przeżycia urządzeń elektronicznych w dużej mierzy zależy od ich właścicieli, w szczególności od sposobu, w jaki je przechowuje i przewozi. Smartfony, tablety czy laptopy najlepiej trzymać w futerałach ochronnych, które zabezpieczają przed zarysowaniem czy rozbiciem na skutek upadku. Eksperci zalecają też regularne czyszczenie oraz unikanie całkowitego rozładowania akumulatorów.

Polacy nie wyobrażają sobie codziennego życia bez elektronicznych gadżetów. Z badań firmy Deloitte wynika, że dostęp do smartfonów ma obecnie blisko 80 proc. Polaków, a do tabletów – 51 proc. Ich właściciele oczekują, że kosztowne urządzenia będą działać jak najdłużej, często jednak sami przyczyniają się do tego, że odmawiają one posłuszeństwa w najmniej oczekiwanym momencie. Przyczyną są błędy w eksploatacji, często wynikające z pośpiechu. Do najczęstszych błędów należy ich nieprawidłowe przechowywanie, np. noszenie smartfona luzem w torebce.
– Warto stosować futerały ochronne, które zabezpieczają przed zarysowaniem czy rozbiciem podczas upadku. Podczas przenoszenia urządzeń warto zwrócić uwagę na to, żeby przechowywać je w specjalnie do tego przygotowanych kieszeniach toreb czy plecaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Medoń, ekspert GP Battery Polska.
Warto zaopatrzyć się także w inne gadżety zwiększające bezpieczeństwo urządzeń elektronicznych, np. folie ochronne na ekrany lub zaślepki na wejścia. Oferta tego typu produktów na rynku jest coraz większa.
Dla trwałości smartfonów, tabletów czy laptopów ważne jest także ich regularne czyszczenie. Jak podkreśla Medoń, należy przy tym pamiętać, by bez potrzeby nie rozkręcać zanadto sprzętu – nie tylko grozi to utratą gwarancji, lecz także może powodować trudności w ponownym złożeniu urządzenia w całość.
– Przy czyszczeniu warto zastosować ściereczki z mikrowłókien, które zapewniają czystą powierzchnię smartfona czy tabletu i zabezpieczają urządzenie przed zarysowaniami. Tam, gdzie trudniej dostać się taką ściereczką, można wykorzystać patyczki kosmetyczne – mówi Agnieszka Medoń.
Do czyszczenia tabletów i smartfonów warto używać także specjalnych płynów. Mają specyficzny skład, nie zawierają bowiem roztworów zasadowych, które mają negatywny wpływ na działanie sprzętu elektronicznego. Oprócz prawidłowego przechowywania i odpowiedniego czyszczenia warto zwracać także uwagę na akumulatory litowo-jonowe. Mitem jest twierdzenie, że baterię należy całkowicie rozładować, by zapewnić sprawne funkcjonowanie sprzętu.
– Ogólna zasada jest taka, że nie należy doprowadzić do pełnego rozładowania baterii litowo-jonowych, gdyż powoduje to zmniejszenie pojemności tej baterii w dłuższym okresie – mówi Agnieszka Medoń.
Przy głębokim rozładowaniu, a więc poniżej napięcia granicznego, ponowne pełne naładowanie bywa niemożliwe. O kwestii tej należy pamiętać także w przypadku sprzętu używanego sporadycznie.
Newseria.pl