List Beaty Szydło do amerykańskich Senatorów

Prawicowe media, pełne euforii w stosunku do działań aktualnie rządzących, jak zwykle nie widzą problemu, i zaniepokojenie społeczeństwa amerykańskiego (list amerykańskich senatorów do Beaty Szydło) nazywają ”fobią rozlewającą się za Oceanem”, tudzież interweniowaniem w sprawie ”rzekomego zagrożenia”. Portal wPolityce, powołuje się na sformułowania, które jakoby miały zostać zaczerpnięte’ z wypowiedzi ”przedstawicieli elit brukselskich”. Dokładnie chodzi o fragment: ”Chcemy wyrazić nasze zaniepokojenie działaniami polskiego rządu, które zagrażają niezależności mediów i Trybunału Konstytucyjnego oraz psują wizerunek Polski, jako wzorca przemian demokratycznych”.

Na list podpisany przez 3 amerykańskich senatorów – Johna McCaina (republikanin) oraz Dicka Durbina i Bena Cardina (demokraci), Beata Szydło zareagowała szybko, to fakt – ale czy pouczający i protekcjonalny ton tego listu jest na pewno skierowany  we właściwe miejsce i czy przyniesie Polsce więcej pożytku niż szkody – to już pozostawiamy do Państwa oceny:

Szanowni Panowie Senatorowie, Drodzy Przyjaciele Polski,

Zwracam się do Panów w odpowiedzi na list, w którym wyrażają Panowie swoje zaniepokojenie sprawami Polski. Przytoczone w  nim argumenty budzą moje zdziwienie i jak sądzę są wynikiem braku rzetelnej informacji o ostatnich wydarzeniach w Polsce. Chcę wyjaśnić zaistniałe nieporozumienie i przybliżyć Państwu fakty dotyczące działań mojego rządu.

Ostatnie wybory parlamentarne w Polsce zakończyły się zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości. Po raz pierwszy od rozpoczęcia demokratycznych przemian w Polsce, obywatele zdecydowali, że zwycięska formacja polityczna ma samodzielną większość. Polacy wybrali program mojej partii i oczekują jego wdrożenia. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, na którego czele stoję, wprowadza zmiany, oczekiwane i popierane przez miliony Polaków, którzy na jesieni dali nam mandat do rządzenia.

Przedstawiona przez Panów diagnoza sytuacji wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego jest obarczona wieloma błędami i jak widzę daleką nieznajomością faktów, które są związane z tą sprawą. Pozwolę sobie je Panom Senatorom przedstawić. Otóż problem z Trybunałem Konstytucyjnym w Polsce wynika wprost z działań naszych poprzedników, którzy w obliczu zbliżającej się porażki wyborczej, naruszając prawo konstytucyjne dopuścili się wyboru sędziów ponad przysługującą im liczbę miejsc. Ten bezprawny i nieodpowiedzialny akt polityczny zachwiał równowagę i uczynił z Trybunału Konstytucyjnego element sporu politycznego. Decyzje naszych poprzedników nie tylko wprowadziły rażącą dysproporcję w Trybunale, ale również były naruszeniem Konstytucji, co stwierdził sam Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 3 grudnia 2015 roku.

Działania obecnej większości parlamentarnej miały jedynie na celu naprawę tej sytuacji. Żadne z podjętych decyzji nie naruszają zasad demokratycznego państwa prawa. Co więcej, zaproponowane przez nas rozwiązanie, by to opozycja miała większy wpływ na obsadę sędziów Trybunału Konstytucyjnego wychodzi naprzeciw regułom pluralizmu i poszanowania praw opozycji. Warto też zaznaczyć, że to nie kto inny, ale polski rząd zwrócił się o opinię w sprawie praworządności przebiegu tych zmian do Komisji Weneckiej, organu Rady Europy. Podczas swojej wizyty przedstawiciele Komisji otrzymali pełną możliwość sprawdzenia procesu zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Także przedstawiciele Parlamentu Europejskiego w Strasburgu uzyskali ode mnie wyczerpującą informację o sytuacji w Polsce.

Zmiany wprowadzane przez większość parlamentarną w kwestii mediów publicznych, w niczym nie naruszają europejskich standardów dotyczących publicznych nadawców. Wprowadzane przez nas przepisy, są próbą przywrócenia mediom publicznym w Polsce autentycznego charakteru apolityczności i bezstronności, który do tej pory był kwestionowany przez wiele środowisk w Polsce.

Szanowni Panowie, od 25 lat Polska buduje demokratyczne standardy państwa prawnego. Podstawą działania mojego rządu są wartości konstytucyjne i poszanowanie prawa. Zmiany, które wprowadzamy mogą nie podobać się naszym oponentom politycznym z opozycji i jest to naturalne w demokratycznym państwie. Jednak dziwi mnie, że wewnętrzny spór polityczny w moim kraju staje się powodem do prób ingerencji ze strony polityków innych państw.

Ostatnie dni przyniosły nam informacje o dyskusji politycznej, jaka toczy się w USA, dotyczącej wyboru na wakujące stanowisko w Sądzie Najwyższym. Trudno mi sobie wyobrazić, aby politycy z innych krajów, usiłowali dziś włączać się, czy interweniować w tej sprawie. Sytuacja w której zagraniczni politycy próbowaliby pouczać Amerykanów o ich Konstytucji, czy narzucać im swoją wizję rozwiązania wewnętrznego, amerykańskiego sporu politycznego, byłaby dla mnie czymś niezrozumiałym i nieodpowiednim. Jestem przekonana, że także w Panów opinii taka sytuacja byłaby niedopuszczalna.

Szanowni Panowie Senatorowie, Drodzy Przyjaciele Polski – Państwa troska o sprawy Polski jest ważna i cenna. Jednak zainteresowanie i dobra wola amerykańskich polityków nie może przekształcić się w pouczanie i narzucanie działań dotyczących wewnętrznych spraw mojej Ojczyzny. Przyjaźń budowana przez lata, nie może stać się ofiarą pochopnych sądów, opartych na nieprawdziwych informacjach. Naszą demokrację i wolność cenimy tak samo mocno, jak Państwo, Nasi Amerykańscy Przyjaciele. Budujemy nasz kraj, w oparciu o te wartości z poświęceniem i oddaniem od pokoleń. Chcemy by szanowano nasze suwerenne wybory i decyzje. Polska jest niepodległym państwem prawa w centrum Zjednoczonej Europy. Aktywnym uczestnikiem budowania ładu i porządku demokratycznego. Wierzę, że rzetelność oceny każdej sytuacji można zbudować tylko w oparciu o fakty i prawdę. Dlatego serdecznie zapraszam Panów Senatorów do odwiedzenia Polski.

Z poważaniem, Beata Szydło


 


Chcesz udanego związku, dobrego seksu? Rozmawiaj!

Miłość oznacza wzajemne uszczęśliwianie się, jednak abyście wiedzieli w jaki sposób sprawiać sobie nawzajem radość, powiniście głośno mówić o swoich potrzebach i głośno wyrażać uczucia – twierdzi Yahoo.com. Umiejętność prowadzenia otwartej rozmowy przełoży się nie tylko na trafiony prezent urodzinowy. Zasada ta dotyczy również seksu.

Kolejnym kluczem do sukcesu jest czas przeznaczony wyłącznie dla siebie. Wystarczy chociażby 15 minut spędzone przy stole podczas śniadania. Dzięki chwili intymności pary mogą porozmawiać o uczuciach, czy frustracjach. Szczera dyskusja każdego dnia wyładuje wszelakie napięcia oraz scali związek.

Wspólne życie dwojga ludzi absolutnie nie może być oparte o dominację jednej ze stron. Mężczyzna i kobieta to partnerzy. W efekcie razem powinni podejmować najważniejsze decyzje w życiu. Bez wypełnienia postulatu równości nie ma mowy o stworzeniu związku idealnego.

Możecie twierdzić, że to nieprawda. Ale seks jest bardzo ważnym elementem relacji damsko-męskiej. Oczywiście to wcale nie oznacza, że musicie narzucić sobie jakieś normy w łóżku. Możecie kochać się kilka razy w tygodniu, w różnych pozycjach i przez długi czas. Ważne, aby igraszki oznaczały obopólną satysfakcję. Jak o to zadbać? Nie pomijaj gry wstępnej, od czasu do czasu pomyśl o urozmaiceniu i przede wszystkim uważnie słuchaj potrzeb partnerki.

Menstream.pl
 


Dlaczego warto jeść drugie śniadanie?

Regularne spożywanie drugiego śniadania i staranne dobieranie składników sprzyja dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, zapobiega otyłości, chorobom układu krwionośnego, problemom metabolicznym oraz zaburzeniom gospodarki hormonalnej.

Specjaliści do spraw żywienia tłumaczą, że batonik czy słodka drożdżówka nie zastąpią kanapki z pełnoziarnistego pieczywa z chudą wędliną, żółtym serem i warzywami. Drugie śniadanie powinno być bogate w witaminy i składniki odżywcze – najważniejsze są węglowodany i białka.

Zdaniem dietetyków osoby rezygnujące z drugiego śniadania są bardziej podatne na stres i mogą mieć zaburzony metabolizm. Przedpołudniowa przekąska uzupełnia płyny i składniki odżywcze, których w wystarczającej ilości nie dostarczył pierwszy posiłek. Ich brak może rozregulować prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

– Drugie śniadanie to jeden z kluczowych posiłków w ciągu dnia. Trzeba pamiętać o tym, że dla mózgu paliwem energetycznym jest glukoza, ale po 3–4 godzinach od pierwszego śniadania poziom cukru we krwi spada i wówczas tracimy koncentrację, przez co nie możemy się efektywnie uczyć, dlatego powinniśmy w tym momencie dostarczyć organizmowi energii oraz składników odżywczych, które pozwolą nam funkcjonować aż do obiadu – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Dorota Osóbka, dietetyk, ekspert kampanii „Jem drugie śniadanie”.

Dietetycy podkreślają, że w sumie w ciągu dnia powinno się jeść 5 posiłków – trzy duże, czyli śniadanie, obiad i kolację oraz dwie mniejsze przekąski: drugie śniadanie i podwieczorek. Specjaliści do spraw żywienia podkreślają, że drugie śniadanie powinno dostarczać mniej więcej 10–15 proc. dziennego zapotrzebowania na energię.

– Podstawą drugiego śniadania powinny być węglowodany złożone, czyli np. pełnoziarniste pieczywo, naleśniki z pełnoziarnistej mąki, sałatka z dodatkiem makaronu, musli. Drugą ważną częścią składową są białka. Ich źródłem jest wędlina, chude produkty mleczne, czyli np. twarogi, jogurty, mleko, jajka, chude ryby. Oczywiście potrzebujemy jeszcze składników mineralnych i witamin, czyli warzyw i owoców. Nie możemy także zapomnieć o odpowiedniej ilości i jakości zdrowych tłuszczów, które są bogate w kwasy nienasycone omega-3. Tutaj źródłem mogą być np. tłuste ryby, orzechy czy pestki – tłumaczy Dorota Osóbka.

Niestety, rodzice nie dość, że sami nie zabierają do pracy kanapek i owoców, które można zjeść podczas przerwy śniadaniowej, to także nie wpajają takich nawyków swoim dzieciom. Stąd pomysł na ogólnopolską kampanię informacyjno-edukacyjną „Jem drugie śniadanie”.

– Niestety, większość rodziców nie daje dzieciakom drugiego śniadania do szkoły. To jest tak naprawdę najczęściej pomijany posiłek w ciągu dnia. Więc teraz w nowej akcji na ten rok mamy za zadanie edukować rodziców i uświadamiać ich, dlaczego drugie śniadanie jest tak ważne i jakie zdrowe przekąski powinni przygotowywać swoim pociechom – mówi Dorota Osóbka.

Kampania wspiera także program dożywiania dzieci Pajacyk.

– W Polsce ponad 10 proc. dzieci żyje w skrajnym ubóstwie. W Polskiej Akcji Humanitarnej co roku otrzymujemy około 200 wniosków od szkół z prośbą o objęcie dożywianiem kilku tysięcy dzieci. Mamy też świadomość, że nie wszystkie potrzebujące placówki zwracają się do nas o pomoc. Dzięki akcji „Jem drugie śniadanie” objęliśmy dożywianiem ponad 220 dzieci i sfinansowaliśmy im 15,6 tys. posiłków – mówi Magdalena Szymczak, koordynatorka Programu Dożywiania w Polsce, partner społeczny akcji „Jem Drugie Śniadanie”.

W akcję zaangażowane są znane osoby, wśród nich Katarzyna Glinka, Anna Wyszkoni, Marek Kaliszuk i Jacek Kawalec. Wszyscy zgodnie przyznają, że drugie śniadanie to dla nich ważny posiłek – zabierają je do teatru, na próby, koncerty, a także pilnują, by ich dzieci regularnie je spożywały.

Newseria.pl


Niemiecka prasa o wizycie Szydło w Berlinie: ”Uprzejmość z rozsądku”, ”Coraz większy chłód”

Komentatorzy największych niemieckich gazet oceniają wizytę polskiej premier w Niemczech, jako wymianę grzeczności i uprzejmość z rozsądku. Zgodnie podkreślają, że pominięto najważniejsze sprawy dzielące oba kraje.

„Der Tagesspiegel” Z Berlina zauważa, że między Warszawą a Berlinem panuje coraz większy chłód, co można było wyczuć także podczas wizyty szefowej polskiego rządu u kanclerz Angeli Merkel.

„Beata Szydło przyjechała do Berlina z konkretną propozycją: Niemcy i Polska mogłyby razem rozpocząć projekt humanitarny, budując w krajach sąsiadujących z Syrią na przykład szpital lub szkołę. Angela Merkel zgodziła się z tym pomysłem, ale okazało się to jedyną wspólną inicjatywą obu krajów podjętą podczas tej wizyty” – pisze „Der Tagespiegel”.

Gazeta podkreśla, że choć Beata Szydło sprawuje swój urząd już od trzech miesięcy, dopiero teraz wybrała się do Niemiec, przez co można wysnuć wniosek, że dla obecnego rządu stosunki z Berlinem nie mają tej wagi jak dla poprzedniego gabinetu. Znamienne jest również – zdaniem dziennika – że polska premier kilka dni wcześniej spotkała się najpierw z premierem Węgier, podobnie jak szef jej partii, Jarosław Kaczyński, któremu nie zależy na zacieśnianiu stosunków z Niemcami i który uważa, że Niemcy mają zbyt silną pozycję w Europie.

Boński „General-Anzeiger“ podkreśla, że kanclerz Merkel i premier Szydło „starają się o powrót do dawnych, niezakłóconych stosunków niemiecko-polskich“. Obie panie – czytamy dalej – akcentowały zbieżności i wyraźnie unikały poruszania krytycznych i spornych kwestii. Gazeta zwraca uwagę na słowa niemieckiej kanclerz, która podkreśliła, że „Podczas rozmowy zdawałyśmy sobie doskonale sprawę z tego, że obie w tym samy stopniu chcemy i musimy strzec i rozwijać to szczęście”, którym cieszy się dzisiejsze pokolenie, w postaci przezwyciężenia dawnej wrogości pomiędzy narodami niemieckim i polskim po II wojnie światowej.

„General-Anzeiger” – podobnie jak „Der Tagesspiegel” – przypomina, że wizyta premier Szydło w Niemczech nastąpiła prawie trzy miesiące po objęciu przez nią urzędu szefowej polskiego rządu, zaś do tej pory nowi polscy premierzy składali wizytę w RFN już w pierwszych dniach po zaprzysiężeniu.

„Reutlinger General-Anzeiger” uważa, że pierwsza wizyta nowej polskiej premier w Berlinie pełna była wzajemnych grzeczności, zaś aktualne problemy w stosunkach polsko-niemieckich nie zostały omówione. „Obowiązywało motto: „Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię”. Polityka między przyjaciółmi wygląda zupełnie inaczej” – komentuje dziennik.

„Berliner Zeitung” zauważa: po twardych słowach nie było śladu. Angela Merkel siliła się na przyjazne gesty. Beata Szydło, która już zdążyła zaszokować Wspólnotę usunięciem unijnych flag ze swojej kancelarii, prezentowała się, jako zdecydowana zwolenniczka Europy. „Różnice zdań, przede wszystkim dotyczące polityki wobec uchodźców, nie zostały poruszone. Wspólne wybudowanie szkoły lub szpitala na syryjskiej granicy musiało wystarczyć, jako symbol” – dodaje berlińska gazeta.

„Trierischer Volksfreund” ocenia: Beata Szydło nie przejdzie do historii głównie, dlatego, że jest tylko marionetką w rękach szefa jej partii, Jarosława Kaczyńskiego. Inaczej będzie z poważnymi szkodami w stosunkach polsko-niemieckich. Dla obu narodów ma to kluczowe znaczenie: gospodarcze, społeczne, polityczne. Angela Merkel – podczas nieco spóźnionej pierwszej wizyty szefowej nowego polskiego rządu – wstrzymywała się od mocnych słów, podobnie jak minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier podczas jego wcześniejszej wizyty w Warszawie. „To taka uprzejmość z rozsądku” – podsumowuje dziennik.

 

Źródło: dw.de


Czy lampy LED mogą uszkodzić wzrok?

Wokół lamp LED krąży wiele mitów, które powtarzają przede wszystkim osoby sceptycznie nastawione do takiego oświetlenia. Tymczasem światło LED-owe, podobnie jak każde inne źródło światła, jest bezpieczne dla wzroku pod warunkiem spełnienia określonych wymagań technicznych. Spróbujmy obalić kilka stereotypów i rozwiać wątpliwości dotyczące popularnych ledówek.

Blue light hazard, czyli ryzyko uszkodzenia siatkówki światłem niebieskim, to najpopularniejszy straszak związany z nowoczesnymi źródłami światła LED. Jest to mit, ponieważ promieniowanie niebieskie wchodzi w skład widma zarówno światła dziennego, jak i światła wytwarzanego sztucznie.

Światło niebieskie jest niezbędne do życia, reguluje zegar biologiczny i procesy zachodzące w organizmie człowieka. Coraz więcej czasu spędzamy w pomieszczeniach oświetlonych sztucznym światłem, dlatego światło niebieskie emitowane przez lampy jest oczywiście niezbędne. Szczególnie dobrze nadają się do tego celu lampy LED – głównie ze względu na dużą elastyczność rozwiązań.

Istota problemu leży, więc w tym, czy używamy lamp LED, które zostały wyprodukowane zgodnie z wymaganiami technicznymi gwarantującymi, jakość światła i bezpieczeństwo dla wzroku.

Sedno sprawy

Jeśli wystąpił problem z negatywnym wpływem lamp LED na wzrok, to polega on wyłącznie na tym, że producent nie dotrzymał wymagań zgodnie z obowiązującym prawem i wprowadził na rynek produkt niebezpieczny – mówi Narcyza Barczak-Araszkiewicz, dyrektor Generalny Związku Producentów Sprzętu Oświetleniowego Pol-Lighting.

Lampy LED nie zagrażają naszym oczom, jeśli są wykonane zgodnie z normami technicznymi, w tym dotyczącymi bezpieczeństwa fotobiologicznego (PN-EN 62471: 2010). Zgodność lamp z tymi wymaganiami chroni nasz wzrok przed wysoką jaskrawością (luminancją) i nadmierną ekspozycją na światło niebieskie. Prawo nakłada na producenta obowiązek spełnienia norm. Przed wprowadzeniem lamp do obrotu, wytwórca wykonuje badania laboratoryjne, żeby potwierdzić, że lampy są bezpieczne dla użytkownika. Fakt ten odnotowuje w deklaracji zgodności (deklaracja producenta). Sprzedawcy hurtowi i detaliczni powinni żądać okazania deklaracji zgodności oraz wyników badań laboratoryjnych. Wszystko po to, aby upewnić się, co do bezpieczeństwa i deklarowanej, jakości lamp.

Konsumencka rzeczywistość

Rynkowa rzeczywistość nie sprzyja konsumentom. W sklepach znajduje się dużo lamp LED niewiadomego pochodzenia. Przeważają marki, które nie są identyfikowane z producentem, co najczęściej oznacza, że pod marką kryją się lampy od różnych producentów i o zróżnicowanej, jakości. Przy zakupie lampy LED należy ją dokładnie obejrzeć, a także poprosić sprzedawcę o zaświecenie kilku różnych lamp. Może to pomóc w rozpoznaniu lamp, których wysoka jaskrawość wynika ze złej konstrukcji układu optycznego, a często z jego braku. W tego typu rozwiązaniach pojedyncze diody są bezpośrednio widoczne. Światło takiej lampy oślepia, a długookresowa ekspozycja prowadzi do uszkodzenia wzroku. Nadmierna ilość światła niebieskiego emitowana przez lampy LED może także wynikać z zastosowania złej, jakości (taniego) luminoforu. Wytwarzanie światła barwy białej przez LED odbywa się na zasadzie konwersji luminoforowej, co w uproszczeniu oznacza mieszanie niebieskiego światła diody z żółtym światłem emitowanym przez luminofor. Efekt ten tworzy wrażenie światła białego. Zastosowanie taniego (o niskiej sprawności) luminoforu powoduje, że zbyt duża część światła niebieskiego wydostaje się z diody. Dobrej jakości luminofor stanowi duży udział w kosztach wytworzenia lampy LED i wpływa na cenę, po której Kowalski kupuje lampę.

Co można radzić?

Jakość i bezpieczeństwo optyczne oświetlenia są ważne dla naszego zdrowia, samopoczucia i wydajności pracy. Warto zadbać, aby kupowane przez nas lampy LED były dobrej jakości, co najmniej na poziomie gwarantowanym przez obowiązujące przepisy. Jak wybrać lampę LED, skoro jej zgodność z wymaganiami można sprawdzić tylko przy użyciu specjalistycznego sprzętu pomiarowego? W tej sytuacji istotą wyboru staje się zaufanie do doświadczenia i wiarygodności producenta. O wiarygodność powinni zabiegać też dystrybutorzy, wykorzystując narzędzia, które pozwalają im na sprawdzenie jakości sprzedawanego towaru. Także konsument powinien korzystać z prawa do reklamacji oraz prawa zgłoszenia do organów nadzoru rynku i ochrony konsumenta podejrzenia, co do jakości czy bezpieczeństwa zakupionej lampy.

 

Ńewsrm TV


Dobry obserwator wie, jak skończy się randka

Wzrok, gesty, uśmiech – w relacjach damsko-męskich to najczęściej wykorzystywane nośniki emocji.  W trakcie randki panowie, bądźcie szczególnie wyczuleni na uwodzicielskie spojrzenia, którym towarzyszy bardzo delikatny uśmiech. Jest to jeden z ważniejszych sygnałów, że zwieńczeniem spotkania stanie się seks.

Mężczyzna musi również zwrócić uwagę na ruchy dłoni. Kobiety wyrażają swoje pożądanie poprzez subtelne przesuwanie ręki po udzie, czy szyi oraz dotykanie ust palcami. Oczywiście można zadać pytanie skąd panie mają pewność, że dostrzeżesz te sygnały. Odpowiedź jest jednak niezwykle prosta. Kobieta zawsze ma na oku faceta, którym jest zainteresowana. Nawet w momencie, w którym wydaje się, że nie patrzy. Uważajcie abyście nie pomylili subtelnych ruchów, z nerwowym poprawianiem włosów, czy sukienki.

Kolejnym, kluczowym punktem jest przestrzeń między kochankami. Każda dziewczyna będzie utrzymywać pewien dystans. Ważne, aby facet starał się nie przekraczać jego granic na siłę. W przeciwnym razie może speszyć wybrankę. Sygnałem, że spotkanie zakończy się seksem, jest stopniowe minimalizowanie przestrzeni przez kobietę. Dyskretne zmniejszanie dystansu powinno następować wraz z rozwojem rozmowy.

W trakcie zalotów przedstawicielki płci pięknej są szczególnie wyczulone na dotyk. Dlatego mężczyzna musi absolutnie unikać zbędnych pieszczot, bowiem te mogą szybko zniechęcić. Ponieważ dotyk ma tak szczególne znaczenie, staje się najbardziej wyrazistym sygnałem pożądania. Nawet muśnięcie męskiego ciała przez kobietę powinno być odczytywane jednoznacznie.

Menstream


Najlepszymi ”reproduktorami” są mężczyźni o średnim wzroście

W przeciętności siła – chciałoby się wykrzyknąć. Według holenderskich badaczy, mężczyźni o średnim wzroście (około 1.78 m) statystycznie mają w swoim życiu  2,57 dzieci.  Mężczyźni wyższi lub niżsi o sześć centymetrów mają średnio 2,52 dzieci. Różnica kolejnych sześciu centymetrów daje panom już tylko 2,36 dzieci.

Taki stan może być spowodowany tym, że panowie o średnim wzroście zwykle wcześniej znajdują żony – informuje na swoich stronach BBC.

– W przeciwieństwie do powszechnej opinii wysocy mężczyźni nie są najlepszymi reproduktorami – powiedział BBC,  Gert Stulp z Uniwersytetu Groningen. – Nawet jeśli panie wolą wyższych mężczyzn, to w rzeczywistości częściej na partnerów wybierają tych o średnim wzroście. Generalnie żenią się oni w młodszym wieku – dodał.


Pierwszy rejs statku Titanic II, planowany na 2018 rok

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowy Titanic wyruszy w swój dziewiczy rejs w 2018 roku – z różnicą, iż zamiast z Southampon do Nowego Jorku, popłynąć nim można będzie z Jiangsu we wschodnich Chinach do Dubaju.

 

Statek będzie mógł pomieścić 2435 pasażerów i 900 członków załogi i bedzie miał zwiększoną ilość szalup ratunkowych.

Oryginalny Titanic, nazywany statkiem marzeń, zatonął po zderzeniu z górą lodowa na północnym Atlantyku podczas swojego pierwszego rejsu w 1912 roku. Zginęło ponad 1500 pasażerów i członków załogi.

Ale dzięki wartemu ponad 300 milionów funtów (1 mld 740 milionów złotych) projektowi Australijskiego miliardera Cliva Palmera, być może uda się zwodować replikę statku.

Firma Palmera ”Blue Star Line”, planuje zbudowanie statku Titanic II, wyglądającego i urządzonego identycznie jak oryginał. Jedyne, planowane różnice to wyposażenie statku w nowoczesną nawigację oraz najwyższej jakości system bezpieczeństwa.

Podobnie jak miało to miejsce w 1912 roku, 270 metrowy Titanic będzie oferował swoim klientom, sprzedaż biletów pierwszej, drugiej i trzeciej klasy.

Tak wygląda projekt repliki Titanica w porównaniu ze zdjęciami oryginału

Przepiękne schody w pierwszej klasie

Cafe Parisienne – jadalnia w pierwszej klasie, wyposażona w białe, wiklinowe krzesła

Titanic posiadał na swoim pokładzie basen oraz łaźnię turecką. Czysta woda była pompowana prosto z oceanu i podgrzewana.

Jadalnia w pierwszej klasie

Luksusowe pokoje w pierwszej klasie, sypialnie wyposażone były w łóżka z baldachimem

Porównanie mostku kapitańskiego – oryginał i nowa wersja

Palarnia w pierwszej klasie, przeznaczona jedynie dla mężczyzn

Również wyposażenie drugiej i trzeciej klasy, będzie odzwierciedleniem oryginalnego Titanica. Tutaj pasażerowie posiłek będą spożywali przy długich stołach.

Titanic posiadał również siłownię w stylu Edwardiańskim, dla pasażerów pierwszej klasy

Inne zdjęcia pokazujące szczegóły wyposażenia nowego Titanica


Nowy podatek od sprzedaży w sklepach internetowych

Ministerstwo Finansów pracuje nad nowym podatkiem od sprzedaży w sklepach internetowych, który miałby objąć także zagranicznych e-sprzedawców.

O wprowadzeniu nowego podatku uderzającego w sklepy internetowe zrobiło się głośno, gdy w styczniu pojawiły się pierwsze informacje na temat tego projektu. Już wówczas eksperci ocenili, że nowa danina świadczy o braku wyobraźni rządzących.

Teraz okazuje się, że opracowywany właśnie projekt podatku od sprzedaży detalicznej może w perspektywie doprowadzić do odcięcia polskich internautów od oferty działających poza naszymi granicami e-sklepów i w poważnym stopniu ograniczyć transgraniczny handel w polskim internecie.

Według informacji podanych przez branżowy serwis Alizakupy.pl w nowym projekcie Ministerstwo Finansów zakłada nałożenie obowiązków fiskalnych nie tylko na polskich, ale także zagranicznych sprzedawców online, którzy wysyłają swoje towary do Polski. Każdy z takich sprzedawców będzie musiał m.in. obliczyć jak procent sprzedaży stanowią wysyłki do Polski, oddzielić sprzedaż w niedzielę i święta (w tych dniach ma obowiązywać wyższa stawka podatku), do każdej wysyłki dołączyć formularz o uiszczeniu podatku, a także wpłacić należną kwotę do odpowiedniego urzędu skarbowego wypełniając przy okazji polski PIT.

W praktyce nowe przepisy w planowanym kształcie mogą zrodzić dla zagranicznych sprzedawców ogromne problemy formalne i techniczne – konieczne może być m.in. wprowadzenie zmian w systemach informatycznych uwzględniających specyfikę opodatkowania w Polsce, na co zdecyduje się raczej niewiele podmiotów na świecie. Dodatkowym efektem będą też masowe zwroty towarów do zagranicznych sprzedawców przez Pocztę Polską, która będzie płaciła kary (40 zł za paczkę) w wypadku dostarczenia do adresata przesyłki z nieopłaconym podatkiem.

Efektem nowych koncepcji zawartych w projekcie podatkowym Ministerstwa Finansów może być masowa rezygnacja zagranicznych sprzedawców z obsługiwania klientów z Polski i wysyłania towarów do naszego kraju. Obaw dotyczących takiego scenariusza nie ukrywa w rozmowie z serwisem Wirtualnemedia.pl Bartłomiej Gola, managing partner w SpeedUp Venture Capital Group.

– Nie znamy jeszcze szczegółów – zastrzega na początku Bartłomiej Gola. – Ale historia tego projektu przebiegała według mnie w następujący sposób: chciano opodatkować sklepy wielkopowierzchniowe. Organizacje reprezentujące te podmioty powiedziały – no dobrze, ale dlaczego nie e-commerce? I pojawiło się kolejne pytanie – jeśli polski e-commerce, to dlaczego nie zagraniczny? Jeśli potwierdzą się obecne doniesienia o kształcie nowej ustawy będzie to oznaczało, że ktoś przygotowujący ten projekt kompletnie nie rozumie segmentu handlu internetowego i jego specyfiki. Obłożenie dodatkowym podatkiem towarów oferowanych w sieci rodzi bowiem zupełnie inne problemy, niż w wypadku sklepów fizycznych. To z kolei prowadzi to powstania takich potworków, z jakim możemy mieć do czynienia w tym wypadku – zaznacza Gola. Poza tym jego zdaniem samo egzekwowanie nowych przepisów podatkowych może rodzić problemy w praktyce nie do pokonania.

– Moim zdaniem wprowadzenie nowych przepisów będzie pogonią za króliczkiem, którego nie da się dogonić – przewiduje Gola. – A nie da się go dogonić dlatego, że postęp technologiczny powoduje ogromne problemy ze ściągnięciem takiego podatku. Załóżmy, że ta danina miałaby być ściągana przez kuriera dostarczającego towar. Cóż z tego, skoro obecnie coraz więcej produktów jest sprzedawanych w postaci nie fizycznej, ale elektronicznej? Jakie rozwiązania miałyby tutaj obowiązywać? Weźmy inny przykład – działający w Chinach serwis Aliexpress, który jest w Polsce jedną ze stron internetowych z najszybciej rosnącą liczbą użytkowników. Gdyby wprowadzono bardzo wysokie opłaty za dostarczanie do Polski towarów z Aliexpress, to w praktyce zabiłoby ten serwis dla polskiego odbiorcy. Poza tym trudno sobie raczej wyobrazić, aby Chińczycy nagle zdecydowali się wprowadzić zmiany w swoich rozwiązaniach technologicznych tylko ze względu na obowiązki podatkowe w Polsce. Podobna historia byłaby z Amazonem. W praktyce, więc nowy podatek mógłby odciąć internautów z naszego kraju od oferty takich dużych międzynarodowych e-sprzedawców – ocenia Gola. Zastanawia się też, jak projektowane nowe przepisy będą wyglądały na tle obecnych trendów w e-commerce kreowanych przez Unię Europejską.

– Trzeba pamiętać, że Unia Europejska pracuje właśnie nad projektami, które mają usuwać stopniowo wszelkie bariery w handlu elektronicznym na terenie wspólnoty. Jak w ten kontekst wpisuje się obecny projekt? Jeśli mam być szczery, to ja po prostu nie widzę możliwości wprowadzenia tego podatku w takim kształcie, o jakim obecnie słyszymy. To jest całkowicie nierealne – zaznacza dobitnie Bartłomiej Gola.

 


Zbyt długie narzeczeństwo to zła wróżba

Przez ponad 30 lat, naukowiec z Uniwersytetu w Austin w Teksasie, analizował losy 168 par. Obserwacje doprowadziły go do wniosku, że małżeństwa mają największą szansę na długie i szczęśliwe życie, gdy związek przed zaręczynami trwa około 18 miesięcy i od zaręczyn minie 9 miesięcy do ślubu.

Czas ma o tyle duże znaczenie, że wraz z upływem półtora roku kończy się pierwszy etap trwania relacji. Zdaniem psychologów moment ten stanowi płynne przejście z romansu do początku rzeczywistego życia razem.

Jednym z bardziej niepokojących objawów jest przeciągające się w nieskończoność narzeczeństwo. Jeżeli jego przyczyna nie leży w braku pieniędzy na zorganizowanie ślubu i wesela, rokowania dla późniejszego małżeństwa są bardzo słabe. Odwlekanie legalizacji związku oznacza bowiem, że któraś ze stron nie jest pewna swoich uczuć.
Informacje z portalu psychologytoday.com