”One Shot” kampania UNICEF przeciw cyberprzemocy

”One shot” to tytuł najnowszej kampanii UNICEF, która została nagrodzona złotem podczas International Festival of Creativity 2015 w Cannes.

Cyberprzemoc stanowi jedną z glównych przyczyn depresji i samobójstw wsród dzieci w wieku szkolnym. Główny przekaz kampanii brzmi: „jeśli posiadasz smartfona, używaj go mądrze, nie zabijaj czyjegoś poczucia wartości, nie wyśmiewaj, nie poniżaj”

Oto trzy kadry:

W szkolnej przebieralni, po zajęciach na  pływalni, trzy dziewczynki korzystając z aparatów fotograficznych w swoich telefonach komórkowych i robią zdjęcie zawstydzonej dziewczynce o pełniejszych kształtach.

W stołówce, czterech chłopców robi zdjęcie niezdarnemu kujonowi, który upuscil swoją tacę z obiadem.

W sali gimnastycznej, kolejna grupa chłopców robi zdjecia i upokarza slabszego, mniej sprawnego od siebie kolege.


Cimoszewicz: To jest nieporozumienie, że prezydent kiedyś zrobił doktorat z prawa. Jakiś niedouczony jest

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz rozmawiał dziś z Moniką Olejnik w programie Radia ZET o sporze dotyczącym Trybunału Konstytucyjnego, postawie prezydenta, propozycjach premier Szyło i prezesa Rzeplińskiego – To z jednej strony świadczy oczywiście o tym, że konflikt trwa i daleko do rozwiązania. Po drugie, że główni sprawcy tego konfliktu, czyli prezydent i większość pisowska, parlamentarna, więc także rząd rozumieją, że to jest niewygodna sytuacja, szukają jakiegoś wyjścia, ale wszystkie te proponowane rozwiązania są bezprawne. – stwierdził.

– Ja jestem zażenowany zachowaniem prezydenta jako prawnika, już nie tylko jako prezydenta, głowy państwa, ale jako prawnika. Albo to jest jakieś nieporozumienie, że on kiedyś zrobił doktorat z prawa, jakiś niedouczony jest, albo po prostu jest jednym z tych prawników, którzy będą całkowicie świadomie rozmijali się z wiedzą prawniczą w swoich stwierdzeniach. – dodał.

Monika Olejnik przytoczyła przy tej okazji fragment wywiadu prezydenta dla „W Sieci”. Andrzej Duda powiedział w nim, „że nie łamie Konstytucji i każdy prawnik to wie.”

– On chyba nawet powiedział, że każdy przyzwoity – dodał Cimoszewicz – W jednej z rozmów telewizyjnych, kiedy padł ten argument pozwoliłem sobie odpowiedzieć, to niech porozmawia ze swoim promotorem pracy doktorskiej, który już z definicji, jako kiedyś jego mistrz naukowy jest lepszym prawnikiem od niego, jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, to się dowie, co sądzi jego były promotor, czy on, prezydent łamie prawo, czy nie łamie prawo, czy łamie Konstytucję, czy nie łamie. W publicznych wypowiedziach prof. Zimmermann wyraźnie mówił, że czuje żal, odczuwa żal, tak to określił, ze względu na relacje osobiste ze swoim dawnym wychowankiem naukowym, że prezydent notorycznie łamie Konstytucję. W sposób zupełnie oczywisty łamie Konstytucję, zachowuje się, jako prawnik nieprzyzwoicie – powiedział. W dalszej części rozmowy stwierdził również, że prezydent, jako „doktor nauk prawnych dowodzi, że jest ignorantem.”

Włodzimierz Cimoszewicz w odniesieniu do pomysłów partii rządzącej dokonania zmiany konstytucji przypomniał, że „Konstytucja amerykańska obowiązuje od 1789 r.” – Trzeba się puknąć w głowę, Konstytucja jest od tego żeby tworzyć stabilne podstawy, fundamenty państwa i nie wolno przy niej majstrować. Czasami tego typu niedoważone pomysły biorą się z przekonania laików, ignorantów, którzy myślą, że Konstytucja to jest tak, jak instrukcja pralki, jak się zmieni model pralki to trzeba teraz ponazywać inaczej guziczki i pokazać, że inaczej się tam pierzy, czy suszy. Natomiast bardzo często, i chyba w tej chwili głównie o to chodzi, że każdy ambitny polityk, przywódca polityczny, czy środowisko chciałoby mieć własną konstytucję. Otóż to jest Konstytucja państwa polskiego. Tak, która była przyjęta kilkanaście, blisko już dwadzieścia lat temu nie była konstytucją SLD, Unii Wolności, czy czyjąkolwiek. Ona była przyjęta w referendum ogólnonarodowym przez większość Polaków i o tym trzeba pamiętać.

 

Więcej na stronie Radia Zet


Osiedla socjalne są siedliskiem patologii – twierdzi David Cameron

Wyburzenie ponad 100 osiedli socjalnych,  planuje w niedługim czasie premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Są one, jak twierdzi, głównym powodem pojawiania się zachowań patologicznych na Wyspach.

Cameron z listy osiedli socjalnych, wybrał około stu, stwarzających według niego największe zagrożenie i będących siedliskiem patologii. Tysiące ludzi ma zostać przymusowo eksmitowanych ze swoich mieszkań. W miejsce blokowisk, maja powstać nowoczesne apartamentowce.

Zdaniem zwolenników likwidacji osiedli, są one byle jakie i najczęściej mocno już zaniedbane. Życie w nich to pułapka, uniemożliwiająca najczęściej zbudowanie sobie lepszego życia. Szerzy się tam przestępczość i narkomania. Ponad 75% uczestników rozruchów i rabunków w UK w 2011 roku to mieszkańcy takich osiedli.

Podczas odbywającej się debaty nad Housing and Planning Bill, politycy wygłosili przemówienia, w których wyrazili swój sprzeciw wobec planów Camerona. Angela Smith, Steve Bassam i Roy Kennedy mieszkali w dzieciństwie w lokalach socjalnych. Wszyscy wiążą z nimi dobre doświadczenia i uważają, że zniszczenie 100 osiedli tego typu wyrządzi ogromną krzywdę licznym mieszkańcom Wysp.

źródło: money.pl


Ekscentrycy w świecie mody – szafa Marka Zuckerberga

Nie często mamy okazję, aby zerknąć do szafy miliarderów. Wielkie było też zaciekawienie, kiedy Mark Zuckerberg postanowił opublikować zdjęcie swojej garderoby.

Wielu z was zapewne zastanawiało się – jakich projektantów preferuje współzałożyciel Facebooka – czy będą w niej garnitury od Toma Forda, zegarki Rolex i Patek? Nie!.

Zamiast tego ujawnione wnętrze szafy pokazało kolekcję szarych t-shirtów i bluz zapinanych na zamek w tym samym, szarym kolorze. Geniusz przedsiębiorczości, zapewne nie chce marnować czasu, na zastanawianiekażdego poranka, co ma na siebie założyć. Wybór ma prosty – szary t-shirt czy … szary t-shirt.

Dla uważnych obserwatorów trendów z Doliny Krzemowej, nie jest to zaskoczeniem. To nic innego jak nieoficjalny ”mundur” ludzi związanych z nowoczesnymi technologiami. Pamiętający Steve Jobsa z Apple wiedzą, że jego znakiem rozpoznawczym był wszechobecny, czarny, obcisły golf.

W komentarzach sympatyków Zuckerberga pojawiły się teksty, iż ”Szekspir nie przewidział generacji Doliny Krzemowej, gdy pisał, że ”szata czyni człowieka”, ale zdecydowanie gdyby potrafił spojrzeć w przyszłość stwierdziłby że ludzie sukcesu każdego dnia ubierają się tak samo”.

Dla przypomnienia:

Anna Wintour, rzadko zmienia na inny strój swoją prostą sukienkę. Nie rozstaje się też z dużymi słonecznymi okularami, a jej znakiem rozpoznawczym jest fryzura tzw bob.

Karl Lagerfeld od lat nie jest widywany inaczej niż ubrany na czarno, z białymi włosami i czarnymi okularami.

Christopher Nolan – reżyser, w wypowiedzi dla New York Times powiedział, że ”wybieranie codziennie nowego stroju to marnotrawstwo energii” – zawsze nosi ciemną marynarkę i niebieską koszulę.

Albert Einstein kupił kilka wersji garniturów w tym samym kolorze i kilka o podobnym kroju choć w różnych kolorach – kapeluszy.


W Szwecji zatrzymano 15-letniego uchodźcę, podejrzanego o zamordowanie pracownicy ośrodka dla azylantów

15 latek ubiegający się o azyl w Szwecji, został aresztowany jako podejrzany o  zamordowanie 22 letniej pracownicy ośrodka dla uchodźców w mieście Molndal niedaleko Geteborga.

Alexandra Mezher została pchnięta nożem, w ośrodku dla nieletnich, pozbawionych opieki.

Pochodząca z Libanu 22 latka, została przewieziona do szpitala, ale nie udało się jej uratować.

Policja nie chciała komentować tożsamości i narodowości domniemanego napastnika, udało się jedynie uzyskać informacje, że jest to młody człowiek, który zamieszkuje ośrodek przeznaczony dla chłopców wieku od 14 do 17 roku życia.

Nastolatek został zatrzymany i przetrzymany do czasu przyjazdu policji przez pracowników centrum pomocy.

W swojej wypowiedzi dla prasy, kuzyn zamordowanej powiedział ”to takie straszne. Była osobą, która chciała pomagać, była taka dobra, a została zamordowana, kiedy najlepiej jak potrafiła wykonywała swoją pracę. Bardzo płakałem, ona była taką miłą, ciepłą i szczęśliwą osobą”. Równocześnie dodał, że wini że ”jest to wina szwedzkich polityków”.

Szwecja, podobnie jak reszta Europy, zmaga się z największym kryzysem migracji po II wojnie światowej.

Niespełna 10 milionowa Szwecja przyjęła w 2015 roku, w ponad 160.000 osób, ubiegających się o azyl, co stawia ją wśród państw UE o najwyższym udziale uchodźców w przeliczeniu na mieszkańca. Od tego czasu zaostrzyła swoje przepisy azylowe do ograniczenia napływu imigrantów.


Uroda potrafi zestresować. Dlaczego czasem odbiera nam mowę

Rozmowa dopiero się zaczęła, a już się nie klei. On mówi trochę za szybko, śmieje się trochę za głośno, nerwowo i zaczyna się zastanawiać, co właściwie powinien zrobić z rękami.. Atrakcyjna osoba potrafi podkręcić napięcie, bo włącza się lęk przed oceną i potrzeba wypadnięcia dobrze.

Kiedy zwykła rozmowa zamienia się w egzamin

Stres nie pojawia się tylko wtedy, gdy grozi nam coś naprawdę niebezpiecznego. Organizm potrafi uruchomić alarm też podczas rozmowy kwalifikacyjnej, wystąpienia publicznego, pierwszej randki albo spotkania z kimś, kto nam się podoba. Wspólny mianownik jest prosty: poczucie, że zaraz zostaniemy ocenieni. A gdy bardzo chcemy dobrze wypaść, ciało czasem bierze sprawę poważniej, niż na to zasługuje.

W takiej chwili ciało zaczyna pracować szybciej niż zwykle. Oddech przyspiesza, serce bije mocniej, dłonie robią się wilgotne, a my próbujemy jednocześnie słuchać, odpowiadać, wyglądać swobodnie i nie powiedzieć czegoś, co będzie wracało w pamięci przez kolejne trzy lata. Jednym z hormonów biorących udział w tej reakcji jest kortyzol, często nazywany hormonem stresu. Nie jest trucizną ani wrogiem. To część systemu, który pomaga organizmowi zebrać energię, gdy uzna, że trzeba działać.

Taka reakcja zwykle szybko mija i sama w sobie nie jest powodem do niepokoju. Organizm mobilizuje się, przez chwilę działa intensywniej, a potem wraca do normalnego rytmu. Dla zdrowia większe znaczenie ma stres, który trwa długo: odbiera sen, pogarsza koncentrację i utrudnia codzienne funkcjonowanie. Dlatego kilka minut niezręcznej rozmowy z atrakcyjną osobą nie jest żadnym medycznym alarmem. To raczej drobna demonstracja tego, jak poważnie ciało potrafi potraktować sytuację, która wcale nie jest aż tak poważna.

Co wynika z badań

W przywoływanym eksperymencie naukowcy sprawdzali, jak krótki kontakt społeczny wpływa na poziom kortyzolu u 84 młodych mężczyzn. Część z nich przez kilka minut przebywała z nieznajomą kobietą, część z nieznajomym mężczyzną. U badanych, którzy spotkali kobietę ocenioną jako atrakcyjną, odnotowano zmianę poziomu hormonu stresu.

Był to pomiar reakcji organizmu w konkretnej sytuacji, a nie diagnoza relacji damsko męskich. Badanie pokazuje, że w sytuacji oceny, zainteresowania albo chęci zrobienia dobrego wrażenia organizm może zareagować mobilizacją.

W praktyce działa to podobnie jak trema przed ważnym spotkaniem. Zaczynamy pilnować słów, tonu głosu i własnych gestów, a zwykła rozmowa robi się trudniejsza, niż powinna. Sama obecność atrakcyjnej osoby nie musi być problemem. Problemem bywa presja, którą dokładamy do sytuacji. Gdy komuś zależy, łatwiej o napięcie. Gdy chce wypaść swobodnie, zaczyna tę swobodę kontrolować. A wtedy nawet prosta rozmowa może przez chwilę przypominać występ przed bardzo wymagającą publicznością.

Relacje z ludźmi nie są zagrożeniem dla zdrowia. Dobre więzi, wsparcie i regularny kontakt z innymi pomagają radzić sobie ze stresem. Znacznie bardziej obciążające są samotność, izolacja i napięcie, które trwa zbyt długo. Chwilowa trema przy atrakcyjnej osobie to nie medyczny alarm, tylko ludzka reakcja na moment, w którym za bardzo chcemy dobrze wypaść.

 


Jak pozbyć się problemów separacyjnych?

Stres związany z zostawaniem samemu w domu dotyka wielu naszych Milusińskich. Jak często po powrocie do domu zastawaliście pogryzione buty, meble i zabrudzone dywany? Jak często sąsiedzi skarżyli się na wyjącego czy szczekającego całymi godzinami psa? Problem da się rozwiązać w większości przypadków, jednak bardzo ważna będzie, jak zwykle w postępowaniu z psiakiem – KONSEKWENCJA.

 

 

Zacznijmy od nie zwracania uwagi na psa. Dziwne? Nie! To, że jesteśmy w domu nie znaczy, że nasze ukochane stworzenie może nam siedzieć na kolanach, wpychać piłkę do ręki czy asystować przy każdej innej czynności. Niech kontakt z nami będzie nagrodą za dobrze wykonane ćwiczenia czy spokojne zachowanie. Pozwólmy psu kilka godzin dziennie spędzić bez ciagłego dopraszania się naszej uwagi.

Czy Wasz psiak ma swoje miejsce w domu? Nie mówię o tym na Waszym łóżku, bo i spanie z właścicielem niestety musi się zakończyć. Idealne miejsce dla psa to nic innego, jak klatka. Klatka?! Coooo?! To takie niehumanitarne! – powie wielu z Was.

Poobserwujcie Waszego psa i powiedzcie, ile razy zdarzało mu się wejść pod stół , szczególnie gdy w domu był ktoś obcy albo było zbyt głośno? No właśnie. Klatka to nic innego, jak przytulny kącik w którym Wasz pupil zawsze może się schować, jest cicho, ciemno i nikt mu nie przeszkadza.

 

Kluczową role odgrywa tutaj prawidłowo przeprowadzony trening klatkowy. Po pierwsze – klatka mus być dopasowana rozmiarem do Waszego pupila. Pies musi być w stanie obrócić się, stać i wygodnie leżeć.Ważne też, żeby nie była zbyt duża – warto zapytać sprzedawcę o radę.

Gdzie ustawić taką klatkę? W jakimś cichym miejscu, może być „z widokiem” na główną część mieszkania. Wyłóżcie dno klatki kocem albo psim posłaniem i przykryjcie górę. Pamiętajcie proszę, że klatka nie służy do karania psa. Nie wkładamy tam też miski z wodą.

Pierwszy etap treningu to zapoznanie się naszego czworonoga z nowym meblem. Bardzo często zdarza się, że psiaki same wskakują do swojego nowego domu, ale jeśli nie – wrzućmy do klatki kilka smakołyków. Najpierw bliżej wejścia, stopniowo w dalszą część. Nie zapominajmy o chwaleniu za zainteresowanie klatką – im bardziej okażemy swoją radość tym chętniej pies będzie wchodził do klatki. Kiedy Wasz pupil swobodnie wchodzi do swojego nowego domku karmcie go właśnie tam. Chcemy, aby klatka kojarzyła mu się tylko i wyłącznie z najlepszymi rzeczami a wiadomo, że często jedzenie jest numerem 1 na liście. Jeśli pies ciagle ma opory przed przebywaniem w klatce stawiajmy mu miskę przed wejściem.

Teraz możemy wprowadzić komendę: „klatka”. Kiedy psiak jest skupiony na Tobie wydaj komendę i naprowadź go smakołykiem do środka.Kiedy cztery łapki będą w środku chwalimy i dajemy jakiś ekstra smakołyk. Po zjedzeniu uzywamy sygnału zwalniającego np. „ok” (wysokim tonem głosu) i gestem bądź smakołykiem zapraszamy psa do wyjścia z klatki. Ćwiczenie powtarzamy trzy razy, po czym bawimy się ulubioną zabawką ze swoim pupilem. Po skończeniu zabawy mówimy „wystarczy”i nie zwracamy uwagi na psa – każdy z Was ma czas dla siebie. Powtórzcie to kilka razy dziennie a zobaczycie, że pies wchodzi do klatki coraz chętniej. Po kilku powtórzeniach naprowadźmy psa samym gestem, czyli komenda: „klatka” – w ręce nie ma smakołyka. Gdy pies wejdzie do klatki -to samo postępowanie co w przypadku ze smakołykiem. Zacznijmy przedłużać pobyt psa w klatce – nie zapraszajmy go od razu do wyjścia, co kilka (potem kilkanaście) sekund powtarzamy: „Dobra klatka” i wydajemy smakołyki.

Po dwóch/trzech dniach pies będzie wchodził do klatki na komendę. Oczywiście, dalej go nagradzamy, karmimy w niej etc. Dobrym rozwiązaniem jest też przywiązanie do klatki konga lub innego smakołyka,żeby pies w klatce miał ciekawe zajęcie.

 

Na tym etapie często psiaki wchodzą do klatki z własnej woli, relaksują się, śpią i bawią się. Oczywiście każdą taką interakcję chwalimy, nagradzamy, pokazujemy psu, że cieszymy się z jego zachowania. Kiedy pies czuje się już w klatce swobodnie, zamykamy na chwilkę drzwiczki. Jeśli pies jest spokojny – po sekundzie/dwóch je otwieramy (zwolnienie „ok”). Chwalimy psa, oczywiście.

Wydłużamy stopniowo zamykanie drzwiczek -od kilku, do kilkunastu sekund w jeden dzień – zależy, jak pies się będzie zachowywał. Jeśli dla niego jest to za dużo, skróćmy ten czas. Po kilku powtórzeniach zamknijmy drzwiczki do klatki, odejdźmy na kilka kroków, wracamy, otwieramy (zwolnienie „ok” na początkowym etapie kiedy pozwalamy psu wyjść z klatki. Kiedy otwieramy drzwiczki i nie wydajemy komendy zwalniającej pies powinien mimo wszystko pozostać w klatce.

Bardzo ważna jest tutaj konsekwencja: NIGDY nie otwieramy drzwiczek jeśli pies zaczyna się niepokoić, denerwować, piszczeć, warczeć. Drzwiczki otwierane są wnagrodę za spokój. Można psu zostawic w klatce smakołyk i zamknąć drzwiczki – jeśli zacznie go jeść – super!

Na drugi dzień pies powinien zostawać w klatce 5-10 minut, jeśli nie – skróćmy troszkę czas. Pamiętajmy, żeby nie zwracać uwagi na psa w klatce. Pierwszy dzień/dwa po zamknięciu czworonoga przebywajmy z nim w jednym pokoju (nawet na niego nie patrząc), kolejnego dnia możemy wyjść do innego pokoju na kilka/kilkanaście minut.

Na tym etapie możemy powoli zacząć wychodzić z domu kiedy pies jest spokojny w klatce (ze smakołykiem, kongiem etc). Dorosły pies może zostać w klatce max 6 godzin. Co zrobic, jeśli nie ma Was w domu dłużej? Może znajdzie się ktoś, kto wyprowadzi Waszego pupila na krótki spacer? Odpowiedzcie sobie teraz na pytanie : ile czasu spędzam z psem na spacerach bez smyczy? Jak często mój pies ma okazję wybiegać się na łące i pobawić z innymi psami? No właśnie… w wielu przypadkach niszczenie przedmiotów to nic innego, jak energia rozładowywana na naszym mieszkaniu.

 

Świetnym rozwiązaniem przed wyjsciem do pracy byłby godzinny spacer połączony z zabawami węchowymi, które zmęczą psa jeszcze bardziej. Po powrocie upchajmy porcję karmy do zabawki typu Kong – nie dość, że…, to w dodatku lizanie uspokaja. Taką zabawkę możecie zostawić psiakowi w klatce.

Jeśli macie taką mozliwość zostawcie włączoną kamerę – zobaczycie wtedy jak zachowuje się pies podczas Waszej nieobecności. Nie żegnajcie się z psem. On naprawdę nie rozumie, że Pańcio „idzie do pracy ale zaraz potem wraca do swojego niuniusia”. Po spacerze pies już powinien spać zmęczony, a Wy po prostu się ubierzcie, nie patrzcie co Niuniuś robi tylko idźcie i już! To samo dotyczy powrotów. Pewnie, że stęsknione psisko chce Wam dać soczystego buziaka, skacze i cieszy się na Wasz widok – któżby się temu nie oparł? Niestety, zła wiadomość, kochani – jak już pisałam wcześniej, nagradzamy psa swoją uwagą za spokój, więc witamy się tylko wtedy, kiedy Niuniuś się uspokoi. Jeśli komuś pęknie serce to tylko Wam.

Jeśli zastosujecie się do tych kilku zasad i będziecie w stu procentach konsekwentni problemy separacyjne Waszego psa powinny odejść w niepamięć, ale nic nie stanie się od razu. Nie spodziewajcie się że w ciągu tygodnia pies demolka stanie się posłusznym ciapkiem przesypiającym całe dnie w klatce. Praca, cierpliwość i konsekwencja – oto klucz do sukcesu.

Powodzenia!

 

Karolina Zasiadczuk wesolalapka.pl

 

Najlepsze artykuły w jednym miejscu. Polub TheFad na Facebooku

Jeśli masz pytanie lub potrzebujesz konsultacji w sprawie
zachowania swojego czworonoga – to jest właściwe miejsce
gdzie pomagamy rozwiązywać takie problemy.

 

Jacek Gałuszka (IACP) | behawiorysta, szkoleniowiec info@thefad.ltd.uk

 


Afganistan w czasach, gdy próbował otworzyć się na zachód, czyli życie przed rządami Talibów

Afganistan to surowy i górzysty kraj. Bogaty w złoża naturalne – jak gaz ziemny, ropa naftowa, węgiel, miedź, chrom, siarka, ołów, cynk, ruda żelaza i kamienie szlachetne jest jednym z najuboższych na świecie.

Poziom życia ludności i jej zdrowotność należą do najniższych w świecie, a analfabetyzm przekracza 62 proc. ogółu ludności.

Historia Afganistanu naznaczona jest wojnami i wewnętrznymi konfliktami, a po zamachach z 11 września 2001 celem inwazji wojsk NATO, które obaliły islamskich fundamentalistów – Talibów.

Jednak nie zawsze tak było. W latach dwudziestych XX wieku, ówczesny władca Amanullah Chan wprowadził szereg reform na styl europejski, co nie zostało dobrze przyjęte przez większość ludności. W rezultacie w 1928 roku doszło do rebelii, która zmusiła władcę do ucieczki. W latach 50-tych Afganistan ponownie próbował zerwać z polityką izolacjonizmu, jednak i tym razem zakończył to wewnętrzny konflikt.

Jak wyglądały próby zmian? Zobaczcie galerię zdjęć z czasów, gdy Afganistan próbował otworzyć się na zachód.

 


Demonstracje Komitetu Obrony Demokracji w Polsce i zagranicą ‘’W obronie twojej wolności’’

Demonstracje Komitetu Obrony Demokracji z plakietkami „Gorszy sort” i „Obywatel drugiej kategorii” przeszły ulicami wielu miast Polski. Manifestacje odbywają się również za granicą. Sobotnim marszom towarzyszy hasło „W obronie twojej wolności”.

Protestującym nie podoba się między innymi rozszerzenie praw służb specjalnych do inwigilacji, a także zmiany w Trybunale Konstytucyjnym i mediach. Pikietujący mówią, że przyszli zaprotestować przeciw łamaniu prawa i zasad demokracji, których dopuszcza się obecny rząd.

– Nie jesteśmy rewolucjonistami, rewolucjonistami są ci, którzy burzą porządek, którzy starają się siłą narzucić swój porządek. My chcemy zachować demokrację i naszą wolność – mówił do zgromadzony lider Komitetu Obrony Demokracji Mateusz Kijowski, rozpoczynając demonstrację.

– Demokracja to jest system, w którym jest wiele różnych elementów, instytucji, które wzajemnie współpracują, wzajemnie kontrolują się, monitorują i uzgadniają kierunki działania – mówił lider KOD, Mateusz Kijowski. W Polsce w tej chwili mamy jeden ośrodek władzy, który emanuje na wszystkie inne. Nie ma możliwości kontroli, weryfikacji, to zagraża naszej wolności – ocenił.

– Większość parlamentarna ma prawo zmieniać kraj, ma prawo realizować obietnice wyborcze, realizować swoje programy, ma prawo zmieniać politykę, ale nie ma prawa zmieniać podstaw ustroju demokratycznego. (…) Zagrożona jest nasza prywatność, nasza intymność, możemy być śledzeni, inwigilowani zarówno w naszych domach, jak i w internecie. Będą śledzone nasze połączenia telefoniczne bez żadnej kontroli sądowej. To jest naruszenie naszego prawa do prywatności. To jest kolejny sposób łamania naszej wolności  – mówił do zgromadzonych demonstrantów Mateusz Kijowski. W jego ocenie, jak podkreślał, zagrożony jest dostęp do informacji gdyż „zabrano nam wolne publiczne media, stały się one tubą propagandową”, a Trybunałowi Konstytucyjnemu zabrano możliwość obrony praw obywateli.

– Warszawa nie powinna być drugim Budapesztem. Jarosław Kaczyński chce naśladować Wiktora Orbana. Jesteście na początku drogi, na której my jesteśmy od 6 lat. My, Węgrzy, musimy was ostrzec: Cokolwiek Kaczyński wam obieca, będzie was to prowadziło do autokratycznych rządów. – mówił w Warszawie gość z Węgier Balazs Gulyas.

 

 


Kitesurfing – dokąd zimą?

Co roku kurs kitesurfingowy kończy w Polsce około 10 tysięcy osób. Wśród nich coraz więcej jest zapracowanych ludzi po trzydziestce, którym kitesurfing z jednej strony zapewnia tak potrzebną adrenalinę, a z drugiej jest świetnym kompresem na korporacyjną rutynę. Sport wciąga do tego stopnia, że jego miłośnicy po całym świecie szukają wiatru i ciepłych oceanów

 

Kitesurfing uprawia zarząd sopockiej spółki Blue Media, krakowski biznesmen Grzegorz Hajdarowicz, Jacek Koszel z IT Card czy Dariusz Topolewski, prezes Oponeo.pl. Ten sport nie tylko wciąga, ale – jak mówią ci, którzy już pływają – wręcz uzależnia.

 

 

Staje się stylem życia, który trudno porzucić nawet na zimowe miesiące. Dlatego coraz więcej kitesurferów amatorów w ramach zimowego urlopu wyrusza nie na ośnieżone stoki, ale nad ciepłe oceany.

I tak na piaszczystych plażach Kuby, Brazylii, Afryki czy Wysp Zielonego Przylądka całymi dniami jak w hipisowskiej komunie przesiadują ludzie biznesu z całego świata. Czasem zapominają o pracy, ale zdarza się, że w tak swobodnej atmosferze nawiązują nowe, interesujące z zawodowego punktu widzenia relacje.

Co powoduje, że egzotyczne wyjazdy kitesurfingo­we są tak atrakcyjne? Na pewno chęć ciągłego zdobywania nowych umiejętności, ale przede wszystkim wiatr. Na Półwyspie Helskim, ulubionym miejscu rodzimych kitesurferów, miłośnicy pływania z latawcem trwają w oczekiwaniu na silniejszy powiew wiatru. To przewodni temat rozmów. Od sprawdzenia siły wiatru zaczyna się i kończy dzień. Często pełen rozczarowań. Zdarza się, że nawet początkujący kitesurferzy nie są w stanie dokończyć tygodniowego kursu. Przyczyną jest właśnie wiatr, a raczej jego brak.

– Przygodę z kitesurfingiem, jak większość osób, rozpocząłem na Helu, ale tam w ogóle nie wiało. Dopiero jak pojechałem do egipskiej El Gouny, w końcu nauczyłem się pływać – mówi Grzegorz Bohosiewicz, dyrektor techniczny spółki LGBS Software.

Do Egiptu najlepiej wybrać się późną jesienią. W październiku i listopadzie warunki wiatrowe są tam nieco gorsze niż w egzotycznych kurortach, ale w zupełności wystarczające. Czas zaś dotarcia do bazy kró­tszy niż w przypadku Azji czy Ameryki Południowej.

– Mój ulubiony spot to RedSeaZone. Jest to polska baza z niepowtarzalnym klimatem – mówi Bohosiewicz, który ostatni raz w RedSeaZone był w drugiej połowie listopada.

– To bardzo wygodna baza wyposażona w klimatyzowany chillout room z internetem, dzięki któremu mogę przypilnować swojego biznesu – dodaje. Zimową po­rą, zwłaszcza w listopadzie i grudniu, Tomasz Janiak, dziewięciokrotny mistrz Polski w kitesurfingu, zawodnik sklasyfikowany na 5. miejscu w światowym rankingu organizacji IKA (International Kiteboarding Association), poleca Brazylię.

– To doskonałe miejsce z powodu panującej atmosfery, bo przyjeżdża tam wtedy wielu Polaków, i warunków – mówi Janiak.

Kitesurferzy żartują, że w brazylijskich spotach nie trzeba sprawdzać pogody. I nikt tu nie rozmawia o wietrze, który jest tak oczywisty jak wschód i zachód słońca.

– Brazylia jest bezkonkurencyjna. Daje idealną możliwość wyboru: po jednej stronie znajduje się laguna z płaską wodą, po drugiej fale – mówi Jacek Koszel, dyrektor departamentu sprzedaży i rozwoju biznesu IT Card.

 

Kitesurfing Brazil

Kierunek: Ameryka Południowa

W miejscowości Guajiru znajduje się „polski” hotel, w którym panuje świetna atmosfera. Tomasz Janiak poleca Guajiru zarówno tym osobom, które po raz pierwszy wybierają się na wyjazd kitesurfingowy, jak i doświadczonym surferom. Osoby początkujące mogą szkolić się na lagunie położonej w ujściu rzeki Taiba, a zaawansowani kitesurferzy mają możliwość pływania bezpośrednio przed hotelem. Wiatr wiejący od lipca do końca stycznia z siłą 4−6 stopni Beauforta zapewnia jedne z najlepszych na świecie warunków do kitesurfingu.

– Od grudnia do końca maja bardzo do­bre warunki do pływania gwarantuje wybrzeże Wenezueli – mówi Janiak.

W El Yaque, jednym z najbardziej znanych spotów w tej części globu, północno-wschodni wiatr wieje z siłą 5–7 stopni Beauforta. Marzeniem Grzegorza Bohosiewicza jest natomiast wenezuelska wyspa Coche.

Dobrym wyborem dla poszukujących egzotycznych wrażeń kitesurferów jest też niewielka filipińska wyspa Boracay, coraz chętniej odwiedzana przez Polaków. W sezonie bywa tam jednak tłoczno.

– Jednym z moich ulubionych miejsc są Wyspy Zielonego Przylądka, zwłaszcza Sal, gdzie fale osiągają wysokość nawet 7 met­rów. Raczej nie polecam tego miej­sca początkującym – mówi Janiak.

Najlepsze warunki na Sal zaczynają się w grudniu, gdy wiatr wieje ze stałą siłą 3–5 stopni Beauforta. Jedynym spotem, w którym warunki pozwalają na pływanie osobom bez większego doświadczenia, jest Santa Ma­ria. Natomiast pozostałe spoty sprawią przyjemność wy­łącznie zaawansowanym (Kitebeach) oraz bardzo doświadczonym (Punta Preta). Z zakwaterowaniem na Sal nie ma większego problemu. Nocować można w jednym z wielu dostępnych tutaj apartamentów lub w hotelu. Przejazd z lokalnego, jedynego zresztą lotniska w okolicy zajmuje około 15 minut taksówką. Na Sal najlepiej wybrać się z własnym sprzętem. Działa tutaj niewiele kitesurfingowych szkółek. Maks Żakowski, mistrz Polski w kiteresingu, zimą poleca przede wszystkim Wietnam.

– To wciąż jeszcze nie do końca odkryty, a przez to fascynujący kierunek wypraw. Zwłaszcza dla tych, którzy mają już pewne umiejętności – mówi Żakowski.

 

Kitesurfing Wietnam

Na fali Mui Ne

Co więcej, Wietnam jest tańszy niż np. Brazylia czy Wenezuela, gwarantuje wyśmienitą pogodę, fenomenalną kuchnię i klimat, który trudno znaleźć gdzie indziej. Najlepszą bazą w Wietnamie jest Mui Ne. Z lotniska w Sajgonie dojazd tam zajmuje około 5 godzin.

To turystyczne miasteczko oddalone o ok. 5 godzin jazdy busem od Sajgonu. Mui Ne z uwagi na doskonałe warunki do uprawiania sportów wodnych nazywane jest „wietnamskimi Hawajami”. To jeden z nielicznych spotów na świecie, do których nie trzeba dojeżdżać. Wystarczy wyjść z jednego z hoteli lub domków prosto na plażę. W Mui Ne znajduje się kilka szkółek, w których bez problemu można wypożyczyć sprzęt oraz spróbować swoich sił pod okiem jednego z „zimujących” tam pols­kich instruktorów. Krótka, nie­przyjemna fala może zniechęcić początkujących ki­tesurferów, ten kierunek powinny więc wybierać osoby bardziej doświadczone.

Najlepsze miejsce do pływania na fali znajduje się kilka kilometrów na północny wschód od Mui Ne. W Malibu przez cztery dni w tygodniu można liczyć na fale dochodzące do 3 metrów wysokości. Są one znacznie dłuższe i przyjemniejsze do pływania niż te w Mui Ne. Nazwa spotu „Malibu” pochodzi od małego resortu znajdującego się tuż przy plaży, ale w okolicy bez problemu można też wynająć dwuosobowy domek za zaledwie 10 dolarów za dobę. Wybierając się do Malibu, trzeba pamiętać o tym, że nie ma tam żadnej łodzi ratowniczej ani szkółki. Każdy jest więc zdany na siebie.

Kolejnym doskonałym wietnamskim spotem jest wyspa Phu Quy. Można się na nią dostać promem, statki nie kursują jednak podczas sztormów, w związku z tym lepiej wybierać się tam, mając w zapasie kilka dni wolnego. Na Phu Quy jest spot z płaską wodą, idealny dla początkujących, a także miejsce, gdzie można poszaleć na falach. Pewną niedogodnością jest brak rozrywki na wyspie. Nie ma tam też szkółek ani wypożyczalni.

– Atutem Wietnamu jest nie tylko pogoda i wiatr, ale również przepyszne jedzenie w lokalnych barach – dodaje Tomasz Janiak.

 

Kitesurfing Zanzibar

Kite na afrykańskim brzegu

Jednym z najlepszych egzotycznych miejsc dla początkujących kitesurferów jest Zanzibar.

– Przemawia za tym chociażby płytka woda, która ciągnie się aż do rafy koralowej oddalonej o kilka kilometrów od brzegu. I tak po wszystkich nieudanych próbach czy wywrotkach wystarczy jedynie stanąć na nogi, podejść po deskę i ruszać dalej – mówi Irena Kruszewska, zapalona kitesurferka i prawniczka z firmy Noerr, która na Zanzibarze pływała w połowie listopada. Generalnie jest tu bardzo bezpiecznie. Nie można jednak zapominać o przypływach i odpływach.

– Podczas mojej przygody z Zanzibarem w ciągu kilku godzin stan wody potrafił się zmienić diametralnie. W południe fale obijały się o łydki, a po kilku godzinach, stojąc w tym samym miejscu, byłabym już z głową pod wodą – mówi Kruszewska.

Najlepszą bazą kite’ową jest działająca od roku 2006 Paje Beach. Sezon nad Oceanem Indyjskim trwa od połowy czerwca do października i od połowy grudnia do marca. Latem i jesienią wieje wiatr Kusi z południowego wschodu, a zimą oraz wiosną latawce unosi północno-wschodni Kaskasi. Dla najbardziej zaawansowanych kitesurferów najlepsza będzie pierwsza połowa sezonu i ponownie czas od grudnia do połowy stycznia. Poza sezonem wiatr się osłabia, ale nie oznacza to, że nie można pływać.

– Równy wiatr, kilometry lazurowej wody, słońce i biały piasek są warte pokonania tylu tysięcy kilometrów. Z pierwszym halsem zakochałam się w tym miejscu – mówi Kruszewska.

Listopadowy nie był może idealnym wyborem ze względu na pozamykane bazy, jednak nawet wtedy zdarzały się dni, kiedy bez problemu można było założyć trapez, napompować latawiec i ruszyć na wodę. Po takim wysiłku zostaje tylko podziwianie natury, dziewiczych plaż i poznawanie kultury. A to wszystko w towarzystwie uśmiechniętych ludzi i przepysznego jedzenia.

 

Autor: Karolina Burda