Czy nietypowe imię pomaga czy raczej szkodzi?

Często rodzie nadając imię swojemu nowonardzonemu dziecku kierują się jedynie swoimi preferencjami. Warto jednak zastanowić się nad tym, jak dziecko z danym imieniem będzie funkcjonowało w społeczeństwie. Czy imię nie utrudni mu relacji z otoczeniem, nie sprawi, że będzie wyśmiewane. Nie sztuką jest nazwać dziecko Ahmed, Dżesika, Tytus czy Leticia. Warto jednak pomyśleć, jak będzie się czuło z tak rzadkim imieniem wśród rówieśników w przedszkolu, w szkole, na podwórku.

Często przy wyborze imienia dla swojej pociechy, rodzice kierują się nie dobrem dziecka a swego rodzaju snobizmem – chęcią zaimpomowania. Raczej minęły już mody na Dżesiki, Nicole czy Dżejsonów. Obecnie coraz częściej pojawiają się w rubrykach Urzędu Stanu Cywilnego tradycyjne polskie imiona jak Jan, Stanisław, Tomasz, Zofia czy Maria.

Niecodzienne imiona mają swoich przeciwników. I to wielu. Niektórzy mówią nawet o swego rodzaju wojnie między zwolennikami tradycyjnych imion, a tymi, którzy wybierają te oryginalne. – Mam wrażenie, że rodzice Franków, Janków, Staszków, Zoś, Maryś i Kryś to raczej ci lepiej wykształceni, „ci co nie mają telewizora” i czytają książki. Mam odczucie, że imiona zamerykanizowane nadaje tzw. Polska B. I nie chodzi mi tu o podział geograficzny, ale mentalny, często uwarunkowany statusem społecznym i sytuacją bytową – opisuje autorka bloga mamas.blog.pl. Jej opinia wzbudziła niemałe zamieszanie i stała się zaczątkiem burzliwej dyskusji.

Z teorią autorki zgadza się Grzegorz, kiedyś pracownik rejestracji w szpitalu chirurgii dziecięcej. Któregoś dnia przyszła kobieta, która chciała zarejestrować dziecko. Grzegorz zajęty papierkową robotą nawet nie spojrzał na kobietę i odruchowo zaczął zadawać pytania. Wiek, miejsce zamieszkania, imię… w odpowiedzi usłyszał: Gotard. – W tym momencie uniosłem głowę i zobaczyłem matkę dziecka. Czarne włosy, czarny makijaż, czarna szminka, wisiorek z głową kozła, na nadgarstkach pieszczochy (ćwiekowane, szerokie paski), czarna skórzana kurtka, czarna bluzka, czarne jeansy. Po jej odejściu od okienka, łapałem się za głowę z myślą „biedne dziecko” – opisuje.

Są oczywiście absolutni przeciwnicy teorii łączenia wyboru imienia dla dziecka z wykształceniem, inteligencją czy statusem społecznym rodziców. – A Maksymilian i Kajetan? To od tych patologicznych czy z wykształceniem? Ja jestem prawnikiem a mąż lekarzem, więc? – oburza się Beata. Również Iza nie akceptuje takiego toku rozumowania. Sama skończyła farmację, jej mąż jest absolwentem politechniki. Córkę nazwali Nicole. Dlaczego? – Bo tak nam się podobało. Nie muszę się chyba nikomu tłumaczyć, a na każdym kroku spotykam się z oburzeniem. Nawet panie w przedszkolu dziwnie na mnie patrzyły, gdy zapisywałam dziecko – mówi.

Chociaż imię damy ładne…

Wybierając imię warto kierować się nie tylko własnym gustem, ale również tym, jak będzie ono brzmiało w połączeniu z nazwiskiem. Wielu rodziców wychodzi z założenia, że skoro nazwisko jest dość pospolite, to chociaż imię powinno być oryginalne. Takie podejście często kończy się prawdziwą mieszanką wybuchową. – Znałam kiedyś rodzinę, która swoim córkom nadawała pretensjonalne imiona jak np. Laurencja, które w połączeniu z nazwiskiem Skwarek, brzmiały co najmniej dziwnie – opowiada elizaewa1. Podobną sytuację przytacza Martulek. – Mąż opowiadał, że sąsiedzi jego rodziców, mieszkający w pewnej wielkopolskiej wsi, nadali swoim dzieciom takie imiona: Winicjusz, Liwia, Oktawian – opisuje. Można sobie tylko wyobrazić, jak imiona te brzmiały w połączeniu z nazwiskiem, które brzmi dokładnie tak samo jak bardzo znane w Polsce warzywo. Takie niefortunne nadawanie imion, może sprawić, że osoby, która je nosi nikt nie będzie traktował poważnie. – Tak jak w skrajnym przykładzie Dżesika Kukuryku. Wyobrażam sobie panią prezes Dżesikę… do momentu, w którym nie usłyszałbym jej nazwiska – dodaje Tito.

Zabawa w skojarzenia

Są takie smaki, zapachy i miejsca, które coś nam przypominają. Dokładnie tak samo jest z imionami. Każdy z nas ma z nimi własne skojarzenia. Niestety niektóre imiona kojarzą się większości osób w podobny sposób. Tak jest w przypadku imienia Wacek – zdrobnienie Wacława. Zabawną sytuację z tym imieniem w roli głównej opisuje autorka bloga calm-down.blog.pl. W sklepie, w kolejce do kasy stał mężczyzna rozmawiający przez telefon. Nagle wszyscy wokół usłyszeli słowa, które sprawiły, że w sklepie zapanowała totalna cisza. „Byłem z Wackiem u lekarza, zaczął ropieć”. Wszyscy patrząc na mężczyznę lekko się uśmiechali, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

– „No z Wackiem, z synem byłem” – mówi mężczyzna bardziej chyba do nas niż do osoby, z którą rozmawia przez telefon – dodaje blogerka. I nie tylko ona ma takie skojarzenie. – Od jakiegoś czasu Wacek kojarzy mi się jedynie z męskim przyrodzeniem – pisze Maciek. Według niego jest to tak powszechne, że niebawem już nikt nie będzie tym imieniem nazywał dzieci. Istnieją również skojarzenia bardziej absurdalne i nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Imię Teodor blogerce mamas kojarzy się z psem, a użytkowniczce Gilgamesh ze… smokiem. Również z powodu skojarzenia z psem Monika nie nazwała swojego syna Maks. – Syn znajomej ma na imię Amos. Ostatnio w parku naszczekał na mnie pies o tym samym imieniu – dodaje izatymińska.

Wielu młodych Polaków wyjeżdża za granicę. To właśnie oni bardzo często nadają swoim dzieciom obcobrzmiące imiona. Ma to swoje uzasadnienie. – Mój syn, który mieszka w Londynie, nadał córeczce imię Maya. Nie brał pod uwagę mody, ale kierował się konkretną przesłanką: takie imię i w takiej formie będzie poprawnie odczytywane zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce – pisze Henryk. Z tego samego powodu Magda dała swojemu synowi na imię Vojtek. Zdaje sobie sprawę, że niektórym wydaje się to dziwaczne, ale względy praktyczne były dla niej najważniejsze. – Nie chciałam, żeby wołali na moje dziecko „Łojtek”.

Bo tak mi się podoba!

Rodzice nadając imię dziecku, często kierują się jedynie swoimi preferencjami. Dobrze jednak przemyśleć, jak dziecko z danym imieniem będzie funkcjonowało w społeczeństwie. Czy imię nic mu nie utrudni, nie sprawi, że będzie wyśmiewane itp. – Nie sztuką jest nazwać dziecko Ahmed, Dżesika, Tytus czy Leticia. Warto jednak pomyśleć, jak będzie się czuło z tak rzadkim imieniem wśród rówieśników w przedszkolu, w szkole, na podwórku – pisze Aga.

Maria będąc w pierwszej ciąży, miała pewność, że to córka. Imię, które dla niej wybrała wraz z mężem to Berenika. Urodził się syn i z Bereniki trzeba było zrezygnować. Kilka lat później na świat przyszła upragniona córka, który dostała imię Kasia. Dlaczego nie Berenika? – Nie wiem skąd w ogóle wziął się ten pomysł. Ja twierdzę, że mąż to wymyślił, on uważa, że ja. Nie mam nic do oryginalnych imion, ale mam wrażenie, że ciężko byłoby dziecku żyć z tak dziwnym imieniem. Dobrze, że w porę się opamiętaliśmy. Córka, gdy opowiedziałam jej tę historię powiedziała, że chyba by mnie zabiła, albo zmieniła imię – mówi Maria.

Warto więc do kwestii wyboru imienia podejść poważnie i jak we wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Interia.pl


Szydło miała być premierem, Duda silnym prezydentem, a sprawy załatwia za nich Kaczyński

– PiS oszukał Polaków, pokazując twarze, które dzisiaj nie mają wpływu na cokolwiek – mówił Ryszard Petru, w „Fakty po Faktach” w TVN24. – Czy wyobraża sobie pani, że prezydent Andrzej Duda zawetuje kiedykolwiek jakąkolwiek ustawę? Ja w to nie wierzę. Jedyne, co ma, to może wybłagać u prezesa, że nie podpisze jej [ustawy] w nocy, tylko cztery dni później i nie będzie musiał wracać z urlopu po to, żeby szybko ją podpisać. To jest cała siła Andrzeja Dudy.

W ocenie Petru Beata Szydło miała być premierem, Andrzej Duda miał być silnym prezydentem, „a okazuje się, że wszystkie sprawy załatwia za nich Jarosław Kaczyński”

W środę w Niedzicy odbyło się nieformalne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i premiera Węgier Viktora Orbana. Rozmowa trwała kilka godzin, po jej zakończeniu nie wydano żadnego komunikatu ani nie poinformowano, czego dotyczyła. W spotkaniu nie brała udziału premier Beata Szydło. – Przez sześć godzin przyjmuje nauki, a następnie to, co ustalił, przekazuje im [Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie – red.] do wykonania”. – komentował Petru.

Lider Nowoczesnej przekonywał również, że ma sygnały dotyczące ewentualnego buntu w PiS. Zaznaczył jednak, że nie chciałby rzucać nazwiskami.

 

Źródło: TVN24


Nowe życie origami [Video]

Origami to pochodząca z Chin, ale rozwinięta w Japonii, sztuka składania papieru. Podczas składania origami nie wolno używać nożyczek, noży, kleju ani dodatkowo ozdabiać składanej kartki.

Robby Kraft, jest artystą origami, ale równocześnie fanatykiem matematyki. Dzięki połączeniu tych dwóch dziedzin, tworzy niezwykle misterne dzieła sztuki – jego origami przedstawiają mini struktury w 3D ale również postacie ze Star Wars, czy niesamowite  zwierzęta.

Swoje prace Robby fotografuje i umieszcza na Instagramie oraz Twitterze, gdzie ma już tysiące fanów.

 


Skuteczna metoda oczyszczania organizmu z pasożytów

Według statystyk, 95% populacji jest zarażona pasożytam i najczęściej nie zdajemy sobie sprawy ile różnego rodzaju pasożytów zamieszkuje zakamarki naszego organizmu. Najczęściej niestety nie są one wykrywane przez standardowe badania. Nawet najbardziej mikroskopijne drobnoustroje żywią się składnikami odżywczymi gospodarza i wydalają swoje produkty przemiany materii, czym dzień po dniu zatruwają nasze organizmy.

Jak napisała w swojej książce pt. ”Kuracja Życia” dr Hulda Clark: „Bez względu na długość listy objawów danego pacjenta – od chronicznego zmęczenia poczynając, na bezpłodności i zaburzeniach psychicznych kończąc – jestem pewna, że istnieją tylko dwie przyczyny chorób: obecność pasożytów i/lub skażeń.”

Jednym z symptomów obecności pasożytów jest uzależnienie od cukru.  Jeśli napady silnej ochoty na słodką przekąskę zdarzają się sporadycznie, nie ma czym się martwić może to być również reakcja na stres.

Pasożyty żywią się cukrem i wszystkim innym co nasz organizm zamienia na cukier. Duża ilość  słodyczy i węglowodanów w diecie również tworzy śluz, idealne siedlisko dla grzybów, bakterii i pasożytów.

Co kilka miesięcy odrobaczamy nasze zwierzęta, a podobnie jak one my również jesteśmy narażeni na pasożyty i wcale nie z braku higieny.

Można się ich pozbyć przy pomocy prostej kuracji, po której napady głodu cukru przestaną się zdarzać i przybędzie nam dużo energii. Kuracja pomoże wyeliminować pasożyty, toksyny i zmniejszy złogi tłuszczu.

Składniki

100g siemienia lnianego
10g goździków

Zmielić obydwa składniki w młynku do kawy na proszek. Przyjmować 2 łyżki mieszanki przez 3 kolejne dni rano na pusty żołądek. Można wymieszać z ciepłą wodą lub jeszcze lepiej z jogurtem naturalnym bez dodatków, najlepiej domowym. Zrobić 3 dni przerwy i powtórzyć kolejne 3 dni. Kuracje warto przeprowadzać co kilka miesięcy.

Ciekawostka. Wróg którego nie widać – pasożyty wewnątrz nas, rosyjski dokument. W filmie m.in. jakimi drogami dostają się do organizmu.


Nagła zmiana temperatury może uszkodzić komputer

Tradycyjny sprzęt komputerowy jest wrażliwy na działanie ekstremalnych warunków atmosferycznych. Nagła zmiana temperatury czy wilgotności może spowodować, że dojdzie do jego uszkodzenia. Rozwiązaniem jest unikanie ekspozycji sprzętu na skrajne warunki lub używanie sprzętu posiadającego certyfikat MIL-STD-810G. Jest to standard gwarantujący odporność komputera nie tylko na ekstremalne temperatury, lecz także na uszkodzenia mechaniczne oraz nagłe skoki zasilania.

– Dla każdego typu urządzenia zbyt wysoka temperatura lub zbyt niska temperatura jest bardzo niekorzystna – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Polak, PC business development manager z firmy Lenovo.

Eksperci podkreślają, że w czasie silnych mrozów nasilają się przypadki utraty danych z nośników cyfrowych. Takie ryzyko wiąże się z sytuacją, gdy komputer przez długi czas wystawiony na działanie niskiej temperatury jest potem włączany w ciepłym pomieszczeniu. Po ponownym uruchomieniu urządzenia może dojść do skroplenia skondensowanej pary wodnej i uszkodzenia sprzętu. A to oznacza nie tylko koszty związane z awarią, lecz także utratę danych.

– Komputer, mówiąc kolokwialnie, po prostu się spali. Urządzenie elektroniczne zwykle nie jest przygotowane na to, żeby znosić ekstremalne temperatury i ich gwałtowną zmianę, np. z -20 do co najmniej +20 stopni Celsjusza w bardzo krótkim czasie – tłumaczy Maciej Polak.

W celu uniknięcia podobnych problemów należy przede wszystkim unikać ekspozycji sprzętu elektronicznego na ekstremalne temperatury. Eksperci radzą, by przewozić laptopy czy tablety w specjalnych futerałach, a także, by po wejściu do ciepłego pomieszczenia odczekać z uruchomieniem sprzętu.

Jak podkreśla Maciej Polak, każde tradycyjne urządzenie przystosowane jest to pracy w tzw. temperaturze akceptowalnej, która jest określana przez producenta. Przestrzeganie wytycznych gwarantuje, że sprzęt przez długi czas będzie działał bezawaryjnie.

– Maszyny biznesowe poddawane są testom na okoliczność pracy w ekstremalnych warunkach. Temperatura jest tylko jednym kryterium, jeżeli chodzi o ekstremalne warunki – informuje przedstawiciel Lenovo.

Jak podkreśla, tego typu wyzwania są brane pod uwagę przy projektowaniu urządzeń ThinkPad. Testy dotyczą także wytrzymałości sprzętu w razie upadku z wysokości niespełna jednego metra, pracy w pomieszczeniach o dużej wilgotności (91–98 proc.) lub mocno zapylonych oraz odporności na uszkodzenia mechaniczne. Sprawdza się także jak zachowuje się komputer, kiedy pracuje w wysokich temperaturach (od +30 do +60 stopni Celsjusza), testowana jest także niezawodność i wydajność układu chłodzenia.

– Z pomocą przychodzą nam specjalne normy – to norma Departamentu Obrony armii amerykańskiej United States Military Standard 810G. Każde urządzenie, które spełnia określone wymogi z danej normy, charakteryzuje się zdecydowanie wyższą odpornością na warunki ekstremalne – wyjaśnia Maciej Polak. – Komputer wyjęty z bagażnika z temperatury -20 stopni i przeniesiony do ciepłego, ogrzewanego pomieszczenia, w którym panuje temperatura +20, będzie funkcjonował prawidłowo tuż po włączeniu. Został on zaprojektowany i wytworzony przez naszych konstruktorów z użyciem takiej technologii, która zabezpiecza go przed szokiem temperaturowym.

Przedstawiciel Lenovo dodaje, że taki certyfikat stanowi dla użytkownika informację, że jego notebook zaliczany jest do klasy business ruggedized. Oznacza to, że sprzęt jest odpowiednio wzmocniony i przystosowany zarówno do skrajnych temperatur, jak i innych niekorzystnych warunków.

Newseria.pl
 


Jak nakładać podkład?

Podkład to bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy element makijażu. Tak, jak artysta malarz przygotowuje płótno obrazu, aplikując na nie odpowiednie produkty, aby móc przystąpić do właściwego malowania – nakładania i komponowania kolorów, w podobny sposób traktujemy twarz w makijażu, nakładając podkład.

 

Cienie czy puder nałożone bezpośrednio na skórę nie będą się tak samo prezentowały, jak wówczas gdy nałożymy je na odpowiedni dla naszej cery podkład.

Przygotowanie

Przed nałożeniem podkładu myjemy dokładnie skórę twarzy, dobrze jest wykonać peeling, aby jej powierzchnia była maksymalnie gładka, a następnie nakładamy krem nawilżający.

Zabieg ten pozwoli uzyskać odpowiedni poślizg dla podkładu, a tym samym pozwoli na jego łatwiejszą i bardziej precyzyjną aplikację. Podkład nałożony na suchą, chropowatą skórę jeszcze bardziej podkreśli jej przesuszenie. Może on nierównomiernie się rozłożyć i w przesuszonych miejscach, tam gdzie skóra jest bardziej zrogowaciała, mogą powstać nieestetyczne plamy ciemniejszego, niż na pozostałej powierzchni skóry, koloru.
Z kolei posiadaczki skóry tłustej, łojotokowej, powinny oczyścić twarz odpowiednim dla cery żelem, którym umyją ją w ciepłej wodzie, a także tonikiem kosmetycznym. Nie jest konieczne użycie kremu nawilżającego w przypadku tłustej cery.

Czym nakładać?

Podkład nakłada się na różne sposoby. Do jego aplikacji możemy wykorzystać silikonowe gąbeczki, opuszki własnych palców, czy też płaskie, średniej grubości pędzle do makijażu z naturalnego włosia.
Silikonowymi gąbkami możemy nakładać podkład zarówno na sucho jak i na mokro. Z reguły lekko wilgotnymi gąbeczkami nakładamy podkład w sztyfcie, lub wówczas, gdy chcemy osiągnąć delikatny, transparentny efekt. Podkład w formie fluidu częściej nakłada się suchą gąbką, ale także w tym przypadku można oczywiście ją lekko zmoczyć, aby uzyskać transparentne, delikatne krycie.
O mocy krycia decyduje także to w jaki sposób manipulujemy gąbeczką podczas nakładania podkładu. Jeśli ruchy gąbki będą posuwiste uzyskamy efekt transparentny. Natomiast gdy będziemy gąbkę z podkładem lekko wklepywać w skórę, uciskając ją milimetr przy milimetrze – rezultat będzie bardziej kryjący.
 

 

Aplikacja

Ruchem wklepującym nakładamy podkład szczególnie w miejscach, gdzie znajdują się niedoskonałości skóry, które trzeba ukryć: wypryski, zaczerwienienia itp.
Aplikację podkładu zaczynamy od czoła, kierując się ku dołowi twarzy i nakładamy go od środka twarzy ku zewnątrz.
Należy zwrócić szczególną uwagę podczas nakładania podkładu w okolicy włosów, w kącikach oczu, przy nozdrzach, i w okolicy ust – te miejsca łatwo pominąć lub niewystarczająco rozetrzeć podkład (przy brwiach czy włosach).
W codziennym makijażu lepiej nie nakładać podkładu na szyję, gdyż ryzykujemy nieestetyczne zabrudzenie ubrań.

Raz nałożony podkład musi koniecznie zostać utrwalony sypkim pudrem, najlepiej transparentnym – wtedy nie zmieni on koloru podkładu. Sypki puder utrwala podkład i jednocześnie matuje skórę, pozwalając na aplikację kolejnych kosmetyków kolorowych.

Uwaga – powieki, na które nałożymy podkład, należy od razu przypudrować sypkim pudrem, gdyż ryzykujemy powstanie nieestetycznych linii podkładu odkładającego się w zagłębieniach powiek. Powieki przypudrowujemy natychmiast, nie otwierając oczu.

Odcień podkładu

Kolor podkładu dobieramy do koloru skóry naszej twarzy. Kupując podkład nie sprawdzamy koloru podkładu na skórze dłoni, czy przegubie, bo w tym miejscu skóra ma inny kolor niż skóra twarzy. Należy więc wetrzeć odrobinę podkładu bezpośrednio na skórę twarzy. Kolor podkładu powinien być dokładnie taki sam jak kolor skóry twarzy lub o ton jaśniejszy – nigdy ciemniejszy, bowiem podkład po paru godzinach na skórze odrobinę ciemnieje.

 

Zrodlo: we-dwoje.pl


Gdyby kaczka miała wąsy…

Kilka dni temu internet obiegła dyskusja na temat ”jak pies powinien nosić spodnie”. Kolejna dotyczy kaczki i …. wąsów. Otóż miesiąc temu na Twitterze ukazały się cztery rysunki kaczki z wąsami umieszczonymi w różnych częściach jej powiedzmy… twarzy. Użytkownicy Twittera zostali poproszeni o głosowanie – który z zamieszczonych obrazków przedstawiających kaczkę z wąsami jest ich zdaniem najbardziej poprawny.

 

Rysunki zostały oznaczone literami alfabetu od A do D. Zobaczcie rezultat głosowania:

15% z 1075 osób biorących udział w zabawie, głosowało za opcją A – Kaczka z wąsami nad dziobem

Tylko 4% głosowało za rysunkiem B – Kaczka z wąsami pod dziobem

20% oddało swój głos na rysunek C – Kaczka z wąsami dookoła dzioba 🙂

Aż 61% zagłosowało na rysunek D, przedstawiający kaczkę z wąsami … na dziobie

 


Człowiek ”Zagadka” – czyli 7 cudów Jarosława Kaczyńskiego

Życiorys Jarosława Kaczyńskiego dla wielu osób jest niezbyt klarowny i wciąż pełen niedomówień. Już kilka lat temu, opublikowano i ”wpuszczono” do sieci, tekst dotyczący tzw. 7 Cudów Kaczyńskiego, który dla przypomnienia publikujemy poniżej. Czy w ciągu ostatnich lat – któraś z poniższych zagadek się wyjaśniła?

1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie, dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR.

2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce.

3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV.

4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji, kręgu doradców Lecha Wałęsy nie zostaje internowany.

5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalki, jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989.

6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji, ujawnia swoja teczkę dopiero po naciskach prasy.

7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Kto wie? Czym aż tak bardzo mógł zaimponować władzy ludowej żołnierz AK Rajmund Kaczyński, że władza otoczyła jego samego, jego żonę z AK i dzieci szczególna troską. Opowieściami o wykańczaniu bolszewików? Kto wie, czym mógł zaimponować oficerowi SB Jarosław Kaczyński, że ten po odmowie podpisania lojalki wypuścił go wolno i nigdy już nie nękał?


Pawłowicz zwalnia komisarza Komisji Europejskiej za bezprawne wtrącanie się w sprawy polskie

– Panie unijny komisarzu ds gospodarki i społeczeństwa, Guenther’ze OETTINGER’ze – ZWALNIAM Pana. – napisała na swoim profilu na Facebooku posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Posłanka zareagowała w ten sposób na zapowiedź unijnego komisarza do spraw gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Guenther Oettinger, który opowiedział się za objęciem Polski nadzorem Komisji Europejskiej.

Oettinger, jako powód podał m. in. zapowiadane przez rząd PiS zmiany w mediach. Polityk zaznaczył, że podczas wyznaczonego na 13 stycznia posiedzenia Komisji Europejskiej opowie się za takim rozwiązaniem.

Zdaniem Pawłowicz Guenther Oettinger „bezprawne wtrącanie się w sprawy suwerennego Państwa Polskiego.” Poucza równocześnie, że „szefów polskiego radia i telewizji dwa miesiące po DEMOKRATYCZNYCH wyborach wskazujemy – MY, POLACY!”

I pyta przy okazji o uchodźców: – A jak tam sprawa uchodźców u Was, czy zabezpieczyliście swych obywateli przed zamachami? Jeszcze tego nie zrobiliście?

– No, to tym bardziej „proszę się czuć” ZWOLNIONYM. – zarządziła Krystyna Pawłowicz

 

Panie unijny komisarzu ds gospodarki i społeczeństwa,Guenther’ze OETTINGER’ze – ZWALNIAM Pana.I podaję przyczynę:poza…

Posted by Krystyna Pawłowicz on Sunday, 3 January 2016

 

Źródło: Facebook


Czy podróże w czasie są możliwe? Kip Thorne mówi, że fizyka nie zamyka tej drogi

Podróże w czasie od dekad rozpalają wyobraźnię twórców science fiction, ale dla fizyków nie są wyłącznie literacką zabawą. Prof. Kip Thorne, jeden z najwybitniejszych specjalistów od teorii względności, czarnych dziur i grawitacji, podkreśla, że same prawa fizyki nie wykluczają podróży do przeszłości. Jest jednak warunek: potrzebny byłby most przez czasoprzestrzeń, czyli obiekt, którego istnienie wciąż pozostaje domeną teorii.

Thorne, związany przez lata z California Institute of Technology, jest naukowcem dobrze znanym także poza światem akademickim. Współpracował przy filmach „Kontakt” i „Interstellar”, dbając o to, by kosmiczne wizje Hollywood nie odrywały się całkowicie od współczesnej fizyki. To właśnie „Interstellar” pokazał szerokiej publiczności jedną z najbardziej niezwykłych koncepcji: tunel czasoprzestrzenny, który mógłby działać jak skrót między odległymi miejscami we wszechświecie.

W fizyce taki tunel nazywany jest mostem Einsteina-Rosena albo wormhole. W największym uproszczeniu można wyobrazić go sobie jako przejście łączące dwa punkty czasoprzestrzeni, które normalnie dzieliłaby ogromna odległość. Zamiast podróżować przez całą przestrzeń, obiekt mógłby teoretycznie przejść przez „skrót”. Brzmi to jak fantastyka, ale matematycznie wyrasta z rozwiązań ogólnej teorii względności.

Problem w tym, że równania to jeszcze nie rzeczywistość. Mosty czasoprzestrzenne nie zostały dotąd zaobserwowane, a wielu fizyków zakłada, że jeśli w ogóle mogą istnieć, to raczej nie pojawiają się naturalnie w kosmosie w formie przydatnej dla podróżników. Sam Thorne zwraca uwagę, że taki tunel, nawet gdyby udało się go utworzyć, prawdopodobnie zapadłby się niemal natychmiast. Aby pozostał otwarty, musiałoby działać w nim coś, co powstrzyma grawitację przed zamknięciem przejścia.

To właśnie w tym miejscu kończy się popularna fantazja, a zaczyna twarda granica naszej wiedzy. Dzisiejsza cywilizacja nie potrafi ani budować takich struktur, ani stabilizować ich w sposób wymagany przez teorię. Gdyby kiedykolwiek było to możliwe, mówilibyśmy o technologii niewyobrażalnie bardziej zaawansowanej niż wszystko, czym obecnie dysponuje ludzkość.

Dlatego odpowiedź na pytanie o podróże w czasie jest mniej sensacyjna, ale ciekawsza niż proste „tak” albo „nie”. Fizyka nie przekreśla całkowicie takiego scenariusza, lecz nie daje nam dziś przepisu na wehikuł czasu. Pozwala raczej powiedzieć, że w bardzo szczególnych warunkach, przy użyciu obiektów znanych dotąd wyłącznie z teorii, cofnięcie się w czasie nie musi być logiczną sprzecznością.

Sam Kip Thorne od lat porusza się właśnie na tej granicy: między ścisłą matematyką a pytaniami, które brzmią jak początek filmu science fiction. Urodzony 1 czerwca 1940 roku w Logan w stanie Utah, należy do grona fizyków, którzy pomogli popularyzować najbardziej wymagające idee współczesnej kosmologii. Był także wieloletnim przyjacielem Stephena Hawkinga, z którym łączyły go nie tylko naukowe dyskusje, ale też słynny zakład.

W 1974 roku Thorne i Hawking spierali się o naturę obiektu Cygnus X-1 w gwiazdozbiorze Łabędzia. Thorne uważał, że układ skrywa czarną dziurę, Hawking przez lata pozostawał sceptyczny. Gdy obserwacje coraz mocniej wskazywały, że rację miał Thorne, Hawking uznał porażkę. Zgodnie z umową miał wtedy wykupić koledze prenumeratę magazynu „Penthouse” — anegdota przeszła do historii nauki jako przykład tego, że nawet najpoważniejsze spory fizyków potrafią mieć bardzo ludzki finał.

W przypadku podróży w czasie finału jednak nie ma. Jest hipoteza, matematyczna furtka i ogromny znak zapytania. A może właśnie dlatego temat wciąż powraca: bo pokazuje, że współczesna fizyka nie tylko odpowiada na pytania, ale czasem pozwala postawić jeszcze śmielsze.

Źródło: opracowanie na podstawie materiału redakcyjnego i wypowiedzi prof. Kipa Thorne’a cytowanych przez Newsweek.