Państwo drapieżcze

Patrząc na Polskę z perspektywy minionych 25 lat trudno nie zauważyć, że bez względu na ekipę pozostającą u władzy (jedynie z dwuletnią przerwą) z roku na rok utrwalana jest fasadowość organów, czemu towarzyszy narastająca fiskalizacja oraz, co trafnie ujęła Jadwiga Staniszkis, głęboka depolityzacja i utrata przez system sterowności, które nastąpiły w wyniku globalizacji, integracji z UE i komercjalizacji funduszy publicznych oraz – last but not least – dziedzictwa PRL.
Skutki? „Wchłanianie państwa” przez konglomerat interesów ukształtowanych na styku polityki i gospodarki, „funkcjonalizacja patologii”, pastisz „polityki bez władzy”, umiejscowienie władzy strukturalnej poza demokracją, sprowadzenie rządzenia do „zarządzania deficytem budżetowym i karuzelą stanowisk”, fenomen „jednoczesnego odpaństwowienia, odspołecznienia i odobywatelnienia”, wreszcie: ucieczka polityków od odpowiedzialności, ku klientelizmowi i mafijności – jako namiastkom władzy w tak zdegradowanym systemie politycznym.
(…)
Węższą, lecz znacznie bardziej nośną próbę wyjaśnienia systemowych patologii III RP zaproponował Andrzej Zybertowicz. W jego hipotezie „układu postnomenklaturowego” to PRL-owskie tajne służby występują, jako rdzeń owego „układu” i główni sprawcy transformacyjnych chorób. Prywatyzując system, który ukształtował się pod koniec PRL, stały się one najważniejszymi węzłami oplatającej i paraliżującej system polityczny sieci, której moc sprawcza redukuje demokrację i rządy prawa do fasady, skrywającej władzę nieformalnego „układu”. W sensie instytucjonalnym najważniejsza jest tu blokada kontrolnych i represyjnych funkcji sądów, organów ścigania i mediów, konstytuujących realne bezprawie i rządy silniejszych. Diagnoza profesora stała się główną przesłanką zarządzania w latach 2005–2007

Brakujące ogniwo
Wnioski Staniszkis i Zybertowicza, obok rozlicznych zalet, mają jedną wspólną wadę. Dobrze opisując realia schyłku PRL i pierwszych kilkunastu lat III RP, rozbijają się o problem reprodukcji systemowych patologii. Skoro to nieformalne struktury i mechanizmy z czasów komunizmu grały tu główną rolę, to jak wytłumaczyć trwanie, a w niektórych przypadkach (jak zadłużenie publiczne) nawet narastanie patologii po rozpadzie formacji postkomunistycznej?
Oczywiście, wciąż można wskazać wiele przykładów postkomunistycznych sitw żerujących na państwie. Nie sposób jednak utrzymywać, że po marginalizacji SLD, zdominowaniu sceny politycznej przez partie postsolidarnościowe, likwidacji WSI, struktury o PRL-owskim rodowodzie wciąż w Polsce dominują. Trudno przecież mówić o postkomunizmie bez postkomunistów.
Mamy, więc najwyraźniej brakujące ogniwo w teorii (politycznej) ewolucji III RP.
Kleptokratyczne peryferie
Uważam, że tym ogniwem jest – jeśli oczyścić ją z błędów i niejasności oraz zaadaptować do polskich realiów – kategoria „państwa drapieżczego” (predatory state).
Analizując w drugiej połowie XX w. kraje peryferyjne, zachodni naukowcy (Mancur Olson, Douglass North czy Deepak Lal, a później także wielu innych) odkryli, że często wymykają się one kategoriom, które zazwyczaj wystarczają do zrozumienia natury krajów zachodnich. Formalnie udają zazwyczaj demokratyczne republiki, często przekształcają się w systemy autorytarne – nie to jest jednak ich istotą. Od Trujillo w Dominikanie i Duvaliersa na Haiti, przez Mobutu w Zairze i Amina w Ugandzie, po irańskich szachów czy Ceauşescu w Rumunii, można było zaobserwować specyficzny splot interesów polityczno-gospodarczych, nadający tym państwom kleptokratyczny charakter.
III RP stosuje wszystkie najważniejsze metody charakterystyczne dla reżimów kleptokratycznych
Wspomniani badacze ukuli więc termin „państwo drapieżcze”. To „organizacja grupy lub klasy; jej funkcją jest wydobywanie dochodów z reszty populacji w interesie tej grupy lub klasy” – pisał Douglass North. Państwo takie dąży, więc do możliwie największego drenażu pieniędzy ze społeczeństwa. Skala grabieży zależy, jak zauważa Margaret Levi, od pozycji przetargowej rządzących względem rządzonych, kosztów transakcyjnych i dostępnego czasu.
W „państwie drapieżczym” patologiczne zjawisko pogoni za rentą (rent-seeking) – czyli dążenie do uzyskania korzyści gospodarczej poprzez wpływ na instytucje publiczne – nabiera charakteru systemowego. Rządzący świadomie kreują renty, używając ich, jako sposobu wzbogacenia się. Korzystają z władzy prawodawczej dla zysku swojego i swoich sojuszników. Korupcja staje się zinstytucjonalizowana.
Ta kapitalna teoria obarczona jest jednym błędem i jedną niejasnością. Już Arystoteles argumentował, że „ustroje zwyrodniałe”, czyli takie, których celem, w odróżnieniu od „ustrojów właściwych”, jest korzyść rządzących, a nie dobro ogółu – nie zasługują na miano państw. Dzisiejsza, zbyt stechnicyzowana politologia zapomniała o tym rozróżnieniu. Jednak już np. tytan ekonomii politycznej Immanuel Wallerstein skłonny jest odmawiać statusu państwowego peryferiom, w których niepodmiotowość gospodarcza idzie w parze z polityczną.
Pojęcia mają tu znaczenie nie tylko akademickie: powszechne dziś szafowanie słowem „państwo” zaciemnia rzeczywistość i utrudnia sformułowanie programu propaństwowego. Także, dlatego należy wrócić do arystotelesowskiego źródła i nazywać rzeczy po imieniu. „Państwo drapieżcze” z definicji nie może być państwem. Należy, więc mówić o ustroju lub systemie.
Z kolei pojęcie „drapieżnika” jest nieprecyzyjne i niewystarczająco jasno komunikuje istotę sprawy. Większość drapieżników zabija swoje ofiary. Tymczasem elity kleptokratyczne muszą utrzymywać resztę populacji „przy życiu”, aby móc ją nadal drenować. Jest to, więc relacja pasożytnicza, a nie drapieżcza. Tak oto otrzymujemy teorię ustroju/systemu pasożytniczego.
Tajemnica trwałości
Zagrożenia, jakie tworzy kleptokratyczna racjonalność, wydają się na tyle jaskrawe, że narzucają intuicję o nietrwałości opartych na niej reżimów. Jednak ustroje pasożytnicze nader często istnieją bardzo długo. Jak to możliwe?
Jak zauważają m.in. Boaz Moselle i Benjamin Polak, w interesie kleptokratów leży zapewnienie określonego – optymalnego z punktu widzenia stabilności ich władzy – poziomu dóbr publicznych. Na tyle wysokiego, aby ich radykalny niedobór, poprzez erupcję niezadowolenia, nie pozbawił pasożytów pozycji, a zarazem na tyle niskiego, by rządzeni nie nabyli zdolności rozpoznania niekorzyści swojego położenia (co mogłoby ich skłonić do buntu) ani możliwości samoorganizacji przeciwko panującym klikom. Nazwijmy ten mechanizm optimum kleptokratycznym.
Do takich dóbr publicznych należą przede wszystkim: praworządność, edukacja, infrastruktura, wolnokonkurencyjna gospodarka i możliwość uczciwego bogacenia się.
Problem kompetencji urzędnika czy polityka staje się w pasożytniczej logice systemowo nieistotny, ponieważ to przydatność w obsłudze żerowania na sferze publicznej jest tu głównym kryterium rekrutacji
Poprzestając, więc na razie na przykładzie rządów prawa: optymalne dla reżimu pasożytniczego będzie formalne ich wprowadzenie, ale zarazem takie ograniczenie, aby móc możliwie najswobodniej używać legalnej przemocy przeciwko politycznym przeciwnikom i gospodarczym konkurentom, zagrażającym przedsięwzięciom kleptokratycznym.
Zasada równości wobec prawa czy ochrona własności będą, więc najczęściej głoszone, lecz wybiórczo łamane.
Sama narzuca się tu teoria przemocy symbolicznej Pierre’a Bourdieu. Wedle francuskiego socjologa przemoc taka ma miejsce wtedy, gdy grupy dominujące wytwarzają takie systemy znaczeń, w których rzeczywisty układ sił, będący podstawą ich dominacji, jest szczelnie ukryty pod pozorem sprawiedliwego ładu i dzięki temu powszechnie odbierany, jako prawomocny. Z kolei grupy poddane dominacji, a tym samym skazane na odtwarzanie swojego niskiego statusu, postrzegają ten stan rzeczy, jako naturalny. I dopóki tak jest, nie są w stanie wygenerować ani alternatywnego języka opisu rzeczywistości, ani tym bardziej alternatywnego programu działania. Mówiąc inaczej, przemoc symboliczna jest tym skuteczniejsza, im bardziej jest ukryta.
To zarys wyjaśnienia trwałości systemów kleptokratycznych.
Więcej za nowakonfederacja.pl >>>
Diagnoza, przedstawiona przez red. Bartłomieja Radziejewskiego tłumaczy, chyba po raz pierwszy, zadziwiający niektórych fakt niewydolności instytucjonalnej Polski po 1990 roku i trwanie tego stanu już całe pokolenie. Bo przecież nawet najmłodsi wiekiem esbecy, którzy wedle obiegowych opinii kształtowali życie polityczo-gospodarcze RP w pierwszej dekadzie „wolności” dzisiaj przekroczyli już 60 rok życia i z biologicznych jedynie przyczyn muzą mieć następców. Nie można więc jeszcze teraz zrzucać wszystko na karb ludzi wywodzących się z dawnych służb. Tymczasem obserwacja funkcjonowania sądów i innych urzędów, nawet samorządowych, przeraża. To, co tylko rysowało się w latach 1980-tych (być może presja, wywierana przez społeczeństwo wsparte m.in. „Wolną Europą”*, hamowała system przed degenerowaniem), niczym niekrępowane z roku na rok staje się powszechną normą.
Obywatel w starciu z władzą praktycznie jest pozbawiony szans na zwycięstwo. Zupełnie oficjalnie wraz z nastaniem „ery Tuska” rozpoczęła się tzw. „druga bitwa o handel”. Znowu, jak za czasów Hilarego Minca, państwo z całą mocą wystąpiło p-ko drobnym przedsiębiorcom, tym razem jednak nie za pomocą aparatu skarbowego i niesławnej pamięci „domiarów”, ale pod pozorem troski o nasze przyszłe emerytury. Przez ZUS.
Bitwa trwa do tej pory, przeradzając się po drodze w wojnę.
Brak jest instytucji, które świadczyłyby faktyczną pomoc.
Zasada równości wobec prawa czy ochrona własności będą więc najczęściej głoszone, lecz wybiórczo łamane.
Tymczasem w III RP równość wobec prawa staje się jedynie zapisem w Konstytucji. Jednym z wielu, które zdają się raczej obowiązywać na zewnątrz. Taki swoisty pijar rządu na arenie międzynarodowej.
Atomizacja społeczeństwa, niszczenie podstawowych wartości, w których człowiek mógłby znaleźć oparcie, a więc religii i rodziny, to kolejny mechanizm, jakie społeczeństwo drenowane czyni coraz bardziej uległym.
Tych, choćby tylko nieznacznie zbuntowanych (pamiętamy, że buntownik myśli samodzielnie!), pod lada pozorem stawia się przed sądem, który w polskich warunkach praktycznie w każdym wypadku wydaje wyrok skazujący.
I nie jest ważne, że czasem jest to starsza kobieta, schorowana, która wg prokuratora miała pobić kilku rosłych policjantów.
Albo ktoś, kto trafił przed sąd za to, że miał czelność poskarżyć się na lokalnego mafioza, mającego dobry układ z tzw. władzą.
Pamiętaj chamie, gdzie twoje miejsce!
Wyroki się sypią, liczba osadzonych w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest największa w Unii, chociaż poziom przestępczości jest poniżej średniej.
Zgoda, wśród wyroków przeważają (ok. 90%) wyroki wolnościowe – czyli najczęściej grzywny, zasilające budżet państwa. Aparat sprawiedliwości, jako instrument drenażu społeczeństwa współgra z analizą Bartłomieje Radziejewskiego.
„Kleptokraci” jednak nie doceniają społeczeństwa. Otóż narastający opór trudno pozornie zauważyć, bo ludzi na ulicach jeszcze nie ma.
To, niestety, koronna zdobycz układu kleptokratycznego. Nie wiadomo, przeciw komu się buntować. Rząd nie rządzi, bo nie ma, czym, sądy są niezależne, a na dodatek ich wyroków się nie komentuje. A każdy zakład ma innego właściciela. Jednak ten opór istnieje. Widać go choćby w szarej strefie i powszechnym zrozumieniu dla jej istnienia.
Państwo musi, więc pożyczać pieniądze, aby rozdmuchany do granic wytrzymałości aparat urzędniczy z czegoś utrzymać.
To także powszechna niewiara w system sądowniczy. I nieufność.
Ba, przykład skazanego Zygmunta Miernika dobitnie wskazał, że niektórzy sędziowie są traktowani niczym postaci z jakiejś taniej komedii slapstickowej. To także dzietność naszych kobiet. Demografia jest, bowiem wyznacznikiem stopnia zaufania do Państwa.
… w interesie kleptokratów leży zapewnienie określonego – optymalnego z punktu widzenia stabilności ich władzy – poziomu dóbr publicznych. Na tyle wysokiego, aby ich radykalny niedobór, poprzez erupcję niezadowolenia, nie pozbawił pasożytów pozycji, a zarazem na tyle niskiego, by rządzeni nie nabyli zdolności rozpoznania niekorzyści swojego położenia, (co mogłoby ich skłonić do buntu) ani możliwości samoorganizacji przeciwko panującym klikom. Nazwijmy ten mechanizm optimum kleptokratycznym. Tu właśnie się znajdujemy po 25 latach „wolności”.
W lokalnym „optimum kleptokratycznym”, dla niepoznaki zwanym „zieloną wyspą”. Zamiast widocznego dla każdego łańcucha, jaki istniał w tzw. realnym socjalizmie (brak możliwości wyjazdu, nakaz pracy, przywiązanie do mieszkania itd.) system wytworzył iluzję wolności. Zabezpieczeniem przed wybuchem społecznym stała się emigracja zarobkowa, w pierwszej kolejności usuwająca z terenu Polski osoby najbardziej niezadowolone, mogące przysporzyć kłopotu tzw. władzy.
Podsumowując Bartłomiej Radziejewski pisze:
Żyjemy w systemie, którego istotna część została spenetrowana przez wpływowe siły wewnętrzne i zewnętrzne, dążące do gospodarczej eksploatacji publicznych instytucji dla celów niezgodnych z dobrem wspólnym. Używając systemu politycznego w ten sposób, siły te deformują i politykę, i gospodarkę, i społeczeństwo.
Ustrój, będąc spenetrowany przez partykularne interesy, staje się adaptacyjnie upośledzony: jego zdolność do definiowania i realizacji własnego interesu ulega poważnemu ograniczeniu. Gospodarka, obciążona priorytetem pogoni za rentą, rozwija się znacznie wolniej, niż by mogła, i sprzyja głównie bogaceniu się członków klasy pasożytniczej. Nierozwojowe cele systemu – poprzez m.in. promocję korupcji, klientelizmu i nepotyzmu, zaniedbywanie edukacji i infrastruktury, destrukcję zaufania społecznego – osłabiają społeczne więzi i ludzką kreatywność, prowadząc do atomizacji i anomii.
Upływ czasu tych patologii nie łagodzi, przeciwnie: raczej je instytucjonalizuje. Kleptokracja wiąże się, więc z tyranią status quo. Tym bardziej, że w interesie klasy pasożytniczej leży, aby jak najmniej się zmieniło. Depolityzacja i anarchizacja państwa, atomizacja i dezorientacja społeczeństwa oraz zogniskowanie debaty na kwestiach nieistotnych – to główni przyjaciele kleptokracji.
Inaczej mówiąc, system pasożytniczy karmi się słabością tego, co tworzy silną republikę. Remedium będzie, więc tak proste – i tak skomplikowane – jak republikanizm.
Opór jednak staje się coraz bardziej widoczny. Na początku roku widzieliśmy, jak walczą o swoje miejsca pracy górnicy. Dzisiaj wiemy również, że wtedy Ewa Kopacz nie powiedziała wtedy prawdy, chcąc za wszelką cenę wygasić strajki.
I obojętne jest, czy była to cyniczna gra polityczna, czy też przejaw braku elementarnej wiedzy.
Na Śląsku PO poniosło klęskę. Trudno już mówić o zaufaniu do Ewy Kopacz i całej formacji. Ewa Kopacz stałą się Ewą Kłamacz, a PO uzyskało miano Partii Oszustów. Kleptokraci jednak mają to do siebie, że tworzone przez nich problemy pozostają. Nie nikną, gdy są ujawnione przez kolejną władzę. Polsce, zatem potrzeba nie tyle zmiany rządzącej partii, ale, przede wszystkim, zmiany systemu. Bo jakiekolwiek zmiany na szczycie bez pozbycia się ukrytego „sedna”, czyli grupy naprawdę trzymającej innych w łapie, mogą jedynie dać nadzieję, trwającą góra dwa lata.
A potem kontynuację tego samego w taki sam sposób jedynie z inną oficjalną ideologią.
Człowiekowi jest jednak obojętne, czy zginie zjedzony przez tygrysa, czy też rozdeptany przez słonia.
Naprawa Polski musi rozpocząć się od sądów, bo one naprawiać powinny błędy administracji oraz chronić obywateli przed arbitralnością Państwa. I, równolegle, od przywrócenia roli rodzinie i faktycznie wzięcie jej pod ochronę, zamiast zwalczania w ten czy inny sposób.
Wszystko wskazuje jednak na to, że po 25 latach „wolności” sądy naprawić może jedynie „opcja zerowa”.
Ps. Kolejny dowód na to, że opór społeczny jest już zauważony przez tzw. władze. Tym razem jesteśmy mamieni obietnicą zwiększenia zarobków z dotychczasowych rocznych 15 tys. $ do 40 tys. $, a więc o 166%. Co prawda w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, co inflacja zniweluje do circa 2-3% wzrostu liczonego wg cen z 2015 r. (Więcej >>>)
Depresja w obiektywie Christiana Hopkinsa
Kiedy 16 letni Christian Hopkins, wyjeżdżając na wycieczkę do Chin otrzymał od swojej mamy prosty w obsłudze aparat fotograficzny, nawet nie myślał że w taki sposób go wykorzysta. Oprócz zdjęć dokumentujących podróż, postanowił skupić się na emocjach – ulotnych chwilach, pięknych i intrygujących które zazwyczaj trwają zbyt krótko. W taki sposób rozpoczął swoją pracę nad serią zdjęć pokazujących zmagania z depresją.
Zdjęcia Hopkinsa, obecnie dwudziestoparolatka są wyjątkowo dojrzałe, sugestywne i emocjonalne. Pokazują bezsilność, niemoc i ostatnie chwile walki z wszechogarniającą depresją.
Tegoroczna pokojowa Nagroda Nobla może trafić do Angeli Merkel

Kanclerz Niemiec pojawiła się w roli faworytki na liście tegorocznych kandydatur do Pokojowej Nagrody Nobla. Nobel ma być przyznany Angeli Merkel za podejmowane przez nią decyzje w sprawie uchodźców. Kanclerz zachęcała do przyjazd do Niemiec uchodźców, którzy dotarli na Węgrzech. „Poradzimy sobie z tym”, zapewniła wówczas szefowa niemieckiego rządu.
– Podczas kryzysu z uchodźcami podjęła imponującą decyzję – powiedziała Kristian Berg Harpviken, kierujący norweskim Instytutem Badań nad Pokojem PRIO. Harpviken, co roku spekuluje, komu przypadnie Pokojowa Nagroda Nobla. W międzyczasie Merkel znalazła się na pierwszym miejscu jego listy. Zdaniem Harpvikena Merkel ma duże szanse na tegorocznego Nobla.
– Merkel nie wycofuje się z podjętych decyzji nawet, jeśli budzi kontrowersje nie tylko na płaszczyźnie europejskiej, ale i we własnych politycznych szeregach – podkreśla Harpviken. Typowanie przez Harpvikena ma charakter czysto spekulacyjny. W poprzednich latach udawało mu się jednak trafnie wskazać laureatów.

Werdykt Norweskiego Komitetu Noblowskiego pozostaje do chwili ogłoszenia tajny. Oficjalnie wiadomo jedynie, że w tym roku do Pokojowej Nagrody Nobla zgłoszono 273 kandydatury. Wśród nich jest 68 organizacji.
Pokojowa Nagroda Nobla zostanie przyznana tradycyjnie 10 grudnia, w rocznicę śmierci jej fundatora Alfreda Nobla.
Sekwoja – drzewo tak ogromne, że trudno je ogarnąć spojrzeniem
Precyzyjne pomiary mamutowców olbrzymich (zwanych też sekwojami olbrzymimi) przyniosły zaskakującą wiedzę o tych drzewach.
Na łagodnym zboczu nad skrzyżowaniem szlaków w Parku Narodowym Sekwoi, na wysokości około 2100 m n.p.m. w południowej części łańcucha górskiego Sierra Nevada, stoi bardzo duże drzewo. Ma bardzo grubą, pofałdowaną rdzawą korę, a średnica pnia u podstawy wynosi imponujące 8 m. Chcąc zerknąć na czubek, trzeba nieźle zadrzeć głowę. Drzewo jest tak ogromne, że trudno je ogarnąć spojrzeniem. Ma swoje imię: Prezydent, które nadano mu 90 lat temu. Należy do gatunku mamutowiec olbrzymi, Sequoiadendron giganteum.

Nie jest największym drzewem na ziemi, ale – jak się niedawno okazało – dzierży zaszczytne drugie miejsce. Potwierdziły to pomiary dendrometryczne wykonane przez Steve’a Silletta i jego współpracowników z Humboldt State University. Prezydent jest wprawdzie niższy od najwyższych sekwoi wieczniezielonych (Sequoia sempervirens) czy eukaliptusów królewskich (Eucalyptus regnans), ale wysokość to nie wszystko. Prezydent ma znacznie większą miąższość drewna (masę drzewną, czyli objętość drewna) niż którekolwiek z drzew tamtych gatunków. Jego strzała (pień główny) sięga 75 m w górę, choć jej najwyższy odcinek jest martwy po uderzeniu pioruna. Cztery główne konary, każdy wielkości oddzielnego drzewa, wyrastają z głównego pnia mniej więcej w połowie wysokości i podtrzymują gęstą koronę. Wprawdzie pień Prezydenta nie jest tak gruby jak pień największego z olbrzymów, Generała Shermana, za to koronę ma potężniejszą. Policzono, że składa się na nią blisko 2 mld igieł.

Mamutowce potrafią przetrwać wszystkie przeciwności. Nie dają się powalić wiatrom. Ich drewno (twardziel) i kora przesycone są kwasami garbnikowymi i innymi związkami, które chronią przed próchnieniem. Korniki się ich praktycznie nie imają. Otacza je gruba kora odporna na ogień. Pożary poszycia leśnego mamutowcom właściwie nawet sprzyjają. W płomieniach giną bowiem konkurenci, a pod wpływem wysokiej temperatury otwierają się szyszki mamutowców, więc kiełkujące siewki po pierwsze mają pod dostatkiem słońca, a po drugie – rosną w żyznym popiele. Uderzenia piorunów uszkadzają wysokie okazy, ale zazwyczaj ich nie uśmiercają. Żyją więc mamutowce, coraz starsze i większe, tysiące lat.

Innym czynnikiem, który kończy istnienie dużych drzew, jest wyrąb. Większość ogromnych mamutowców i sekwoi padła pod ciosami siekier w końcu XIX i początkach XX w. Okazało się jednak, że drewno tych gigantów jest twarde, ale kruche. Walące się pnie często roztrzaskiwały się przy uderzeniu o ziemię, stając się surowcem mało wartościowym. Robiono z nich gonty, sztachety, paliki i inną drewnianą galanterię.
Park Narodowy Sekwoi powstał w 1890 r., a gdy rozwinęła się turystyka, okazało się, że na żywych wielkich drzewach da się zarobić więcej.
Jednym z ciekawszych odkryć Silletta jest stwierdzenie, że z wiekiem powiększa się nie tylko miąższość i wysokość drzewa, lecz także tempo wzrostu. Taki starzec jak Prezydent odkłada rocznie więcej masy drzewnej niż egzemplarz młody i zdrowy. Ustalenia te są sprzeczne z powtarzanymi od lat mądrościami leśników, że produkcja masy drzewnej spada z wiekiem drzew. Założenie to, sprzyjające obniżaniu wieku rębnego, wypadałoby dziś zrewidować przynajmniej w odniesieniu do niektórych gatunków długowiecznych.

Ekipa Silletta zmierzyła obwód pnia i konarów na różnych wysokościach, policzyła szyszki i pobrała próbki drewna. Gdy te informacje zostały przepuszczone przez model matematyczny sporządzony na podstawie danych z innych mamutowców, okazało się, że 3200-letni Prezydent ma nie mniej niż 1540 m3 masy drzewnej.


Michael Nichols założył olinowanie do wciągania sprzętu i ludzi na tego giganta, dzięki czemu powstały zdjęcia, które złożyły się na portret widniejący na następnych stronach.
National Geographic
Facebook testuje nowe funkcje: film zamiast profilowej fotografii oraz znikające zdjęcia
Serwis Facebook rozpoczął testy kilku nowych funkcji związanych z profilami użytkowników. Wśród nich jest możliwość dodania filmu zamiast profilowej fotografii, a także umieszczanie na koncie zdjęć, które znikną po upływie określonego czasu.

O nowych możliwościach związanych z wyglądem profilu użytkownika Facebook poinformował na swoim blogu zaznaczając, że obecnie są one w fazie testów ograniczonych do wąskiej grupy osób korzystających z systemu iOS w Wielkiej Brytanii i Kalifornii.
Pierwsza z testowanych nowości to możliwość zastąpienia tradycyjnego zdjęcia profilowego przez krótki, trwający zaledwie kilka sekund filmik przedstawiający właściciela konta. Może to być filmowe selfie lub jakikolwiek inny klip wybrany przez właściciela konta. Facebook zapewnia, że dodanie tego rodzaju wizytówki będzie bardzo proste.
Filmy profilowe mają dać fanom Facebooka możliwość lepszego, ekspresyjnego zaprezentowania siebie. Dzięki nim będą mogli pokazać swoją osobowość i kreatywność. Animacje będą wyświetlać się jednak tylko wtedy, kiedy ktoś wejdzie bezpośrednio na nasz profil na Facebooku. Na na naszej tablicy pokaże się jedynie ujęcie, które wybierzemy.

Do nagrania można będzie dołączyć też dźwięk. Ten włączy się jednak dopiero, gdy wejdziemy na czyjś profil i klikniemy w film. Nagrania nie będą miały natomiast żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o rozmiar. Film automatycznie dostosuje się do okna zdjęcia profilowego.
To jedna z największych zmian na portalu społecznościowym od czasu wprowadzenia osi czasu. Według przedstawicieli firmy filmy profilowe będą działać tak jak animowane awatary profilowe na Snapchacie.
Kolejna przewidywana zmiana w serwisie polega na możliwości stosowania przez użytkowników tak zwanych tymczasowych zdjęć. Chodzi o narzędzie, które umożliwi określenie, jak długo konkretna fotografia ma się znajdować na głównej stronie profilu. Wstawiając wybrane zdjęcie właściciel konta może zaznaczyć na przykład, że ma ono zniknąć po upływie jednego dnia lub po tygodniu. Kiedy upłynie zaznaczony termin fotografia zniknie i zostanie zastąpiona wizerunkiem, który użytkownik wybrał wcześniej.
Trzecia nowość nosi bardziej techniczny charakter i polega na zmianie sekcji, w której użytkownicy edytują wiadomości na swój temat widoczne przez innych internautów. Facebook zapewnia, że dzięki przeprojektowaniu tej części profilu stanie się ona bardziej przejrzysta i pozwoli na dokonywanie szybkich zmian w udostępnianych na profilu informacjach.
Wszystkie zapowiedziane przez Facebook nowości dotyczą na razie mobilnej wersji serwisu. Nie wiadomo, kiedy zakończą się prowadzone obecnie testy i w jakim terminie nowe funkcje zostaną udostępnione wszystkim użytkownikom.
Rozpoczął się proces Kamila Durczoka przeciw ”Wprost”

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie, 17 września rozpoczął się proces cywilny wytoczony przez Kamila Durczoka wydawcy i dziennikarzom tygodnika „Wprost” za artykuły opisujące molestowanie, którego Durczok miał się dopuszczać pracując w „Faktach” TVN.
Proces dotyczący dwóch artykułów z tygodnika „Wprost” – „Ukryta prawda” i „Nietykalny”, które zostały opublikowane w lutym tego roku.
Kamil Durczok domaga się od autorów artykułów i wydawcy „Wprost” przeprosin oraz 2 mln zł odszkodowania. We wtorek zeznawała pierwsza grupa świadków w tym procesie. Część zeznań została wyłączona z jawności.
W części jawnej procesu dwoje wezwanych przed sąd, jako świadkowie pracowników TVN potwierdziło, że byli świadkami „niepożądanych zachowań” Kamila Durczoka wobec innych pracowników stacji bądź też słyszeli o takich sytuacjach. Jeden ze świadków przyznał, że osoby te skarżyły mu się, że były molestowane przez Durczoka.
Sąd wyznaczył dziewięć terminów rozpraw, ostatni na koniec listopada. Przesłuchanych ma zostać jeszcze około stu świadków. Kolejna rozprawa odbędzie się 20 października.
To jednak nie jedyny proces cywilny wytoczony przez Kamila Durczoka przeciwko „Wprost”. Kolejny rozpocznie się 16 października, strony wymieniły się już pismami procesowymi. Tym razem pozew dotyczy tekstu pt. „Kamil Durczok. Fakty po faktach”, opisującego pobyt dziennikarza w mieszkaniu znajomej. Znaleziono tam ślady narkotyków i gadżety seksualne, opublikowane przez „Wprost”. Kamil Durczok oprócz przeprosin domaga się 7 mln zł odszkodowania.
Kamil Durczok oskarżył również dziennikarzy „Wprost” o zniesławienie. Były szef „Faktów” złożył prywatny akt oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego przeciw byłemu redaktorowi naczelnemu Sylwestrowi Latkowskiemu i autorom publikacji. Strony czekają na wyznaczenie pierwszego terminu rozprawy.
Przypomnijmy, na początku lutego „Wprost” opublikował relację znanej dziennikarki mobbingowanej przez popularnego szefa redakcji dużej stacji telewizyjnej (nie podając nazwisk osób ani nazwy stacji). Po tym jak na forach zaczęły się pojawiać wpisy mówiące, że mobbingującym jest Kamil Durczok – zaprzeczył on w Radiu TOK FM, jakoby kiedykolwiek dopuścił się mobbingu i molestowania, choć przyznał, że jego styl zarządzania i życie osobiste mogły wywołać takie zarzuty.
Po pierwszych publikacjach tygodnika zarząd TVN powołał komisję ds. zbadania pogłosek o mobbingu i molestowaniu w stacji. Komisja po rozmowach z byłymi i obecnymi pracownikami stacji ustaliła, że trzy osoby były narażone na niepożądane zachowania, jednocześnie ze skutkiem natychmiastowym zakończono współpracę z Kamilem Durczokiem.
W kwietniu kontrolę w Grupie TVN zakończyli inspektorzy Okręgowej Inspekcji Pracy, którzy nie wykryli łamania prawa pracy w firmie. W tym samym czasie warszawska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie molestowania seksualnego, do którego miało dojść w redakcji „Faktów” TVN.
Prezydent Duda nie skorzysta z zaproszenia do programu ”Kuba Wojewódzki”. ”Występ nie licuje z powagą urzędu”

Kuba Wojewódzki od początku jesiennego sezonu zaprasza prezydenta Andrzeja Dudę do udziału w swoim talk-show w TVN. I choć TVN nie wysłało żadnego oficjalnego zaproszenie do Kancelarii Prezydenta, to Duda nie ma zamierza wystąpić w programie Kuby Wojewódzkiego – ustalił portal Wirtualnemedia.pl.
– Prezydent, tak jak ja, ma własny program. Pomyślałem, że zaproszę go, żebyśmy mogli porozmawiać o własnych programach. Panie Andrzeju, zapraszam serdecznie. Pan wzywa do odbudowania wspólnoty. To jest świetne miejsce, bo trudno chyba dzisiaj znaleźć ludzi, którzy są dalej od siebie niż my – powiedział podczas swojego programu Kuba Wojewódzki. Swoje zaproszenie ponawiał w kolejnych odcinkach.
Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, TVN nie składało w Kancelarii Prezydenta wniosku o przeprowadzenie przez Kubę Wojewódzkiego wywiadu z prezydentem.
– Do Kancelarii Prezydenta nie wpłynęło zaproszenie dla Pana Prezydenta Andrzeja Dudy do udziału w programie „Kuba Wojewódzki”. Występ w tego typu programie nie licuje z powagą urzędu – informuje portal Wirtualnemedia.pl powołując się na wypowiedź Katarzyny Adamiak-Sroczyńskiej, dyrektora biura prasowego Kancelarii Prezydenta.
Przypomnijmy, że przed drugą turą wyborów prezydenckich na kanapie u Kuby Wojewódzkiego siedział prezydent Bronisław Komorowski. Odcinek z jego udziałem, wyemitowany 19 maja, był najchętniej oglądany w sezonie wiosennym – Bronisław Komorowski przyciągnął przed telewizory 2,1 mln widzów.
Z danych Nielsen Audience Measurement wynika, że najnowszą serię „Kuby Wojewódzkiego” ogląda średnio 1,08 mln osób.
Biwakowanie pod namiotem – poradnik
Nocowanie pod namiotem pozwala na bliski kontakt z przyrodą. Niektórzy wybierają kemping, ponieważ jest to najtańsza forma noclegu na wakacjach. Dla innych – bardziej ekstremalnych turystów – jest to jedyna opcja w trakcie wędrówek po dzikich górach
Jedno jest pewne – przynajmniej raz w życiu warto w namiocie się przespać. Eksperci firmy Marabut odpowiadają na kilka podstawowych pytań, które nasuwają się przed „namiotowym” wyjazdem – zwłaszcza gdy robimy to pierwszy raz.

Jak dobrać namiot, aby był odpowiedni do naszych planów wakacyjnych?
Na dłuższe wyjazdy, podczas których nie będziemy się często przemieszczać, radzimy wybrać model o pojemności większej od ilości osób, które mają w nim mieszkać – podwyższa to zdecydowanie komfort wypoczynku. Jeśli planujemy wycieczkę samochodową, warto znaleźć kompromis między wielkością namiotu, co za tym idzie i komfortem, a możliwością łatwego i szybkiego złożenia namiotu (często będziemy go rozkładać i składać). Dobrym przykładem tego typu namiotu jest np. Nomada 3 Marabuta. Pomieści 3 dorosłe osoby lub 2 dorosłych i 2 dzieci.
Na wyjazdy, podczas których będziemy wędrować i nosić wszystko na „własnych plecach”, warto zabrać namiot 2-osobowy (maksymalnie 3-osobowy). Ciężar namiotu podczas wędrówki warto rozłożyć na 2 osoby (np. jedna osoba nosi stelaż i szpilki, druga tropik i sypialnię). Dobrymi przykładami namiotów trekkingowych są np. Baltoro lub Arco, natomiast namiot odpowiedni na ambitne wyprawy w najwyższe góry to Tengri.
Na wyjazdy rowerowe, jeśli chcemy, aby nasz rower był zawsze bezpieczny w nocy, warto zaopatrzyć się model z dużym przedsionkiem, np. Atacama. Pomieści 2 osoby, a w przedsionku 2 rowery.
Czy musimy coś zrobić z namiotem przed wyjazdem?
Przed wyjazdem radzimy rozłożyć namiot i sprawdzić, czy jest kompletny. Dobrze zrobić to odpowiednio wcześniej, np. tydzień przed wyjazdem, aby mieć czas na ewentualną wysyłkę namiotu do serwisu. Marabut posiada punkt naprawy namiotów i często otrzymuje prośby od desperatów, którym namiot potrzebny jest „na jutro”. Warto uniknąć takich nerwowych sytuacji. Serwis działa szybko i sprawnie, ale nie gwarantuje, że będzie w stanie naprawić namiot z dnia na dzień.
Już udało nam się wyjechać. Jak wybierać miejsca na biwak lub obozowisko?
Wybieramy je w zależności od tego, jak spędzamy czas. Jeśli planujemy dłuższy pobyt na polu namiotowym, idealne miejsce na dłuższy biwak powinno być płaskie, osłonięte od wiatru i zacienione w godzinach południowych. Silne nasłonecznienie (promieniowanie UV), pomimo doskonałej jakości używanych materiałów, może spowodować ich odbarwienie. Nie należy jednak stawiać namiotu bezpośrednio pod drzewami z dwóch powodów: po pierwsze istnieje możliwość zabrudzenia i odbarwienia tropiku przez żrące odchody ptasie, po drugie po deszczu długo jeszcze woda kapie z drzew. Przed rozbiciem namiotu wybrane miejsce należy dokładnie „posprzątać”, usuwając kamienie, gałęzie i szyszki, a w rejonach bardzo uczęszczanych – niestety także szkło, gwoździe, druty itp.
Inaczej jest, gdy wędrujemy z plecakiem na plecach i rozbijamy się codziennie w innym miejscu. Podczas takich wyjazdów często rozstawiamy namioty tam, gdzie zastanie nas zmrok. Podstawowymi kryteriami w doborze miejsca na biwak jest równość terenu oraz bliskość źródła wody pitnej. Planując wędrówkę, warto dokładnie przeanalizować mapę pod kątem możliwości rozbicia się obozem w pobliżu wody. Rozbijając namiot, należy dokładnie sprawdzić podłoże – nawet niewielka nierówność, szyszka lub spadek terenu może bardzo uprzykrzyć nocleg. Aby uniknąć wizyt strażników przyrody czy policjantów, należy również brać pod uwagę lokalne przepisy dotyczące biwakowania.
Czy powinniśmy o czymś pamiętać rozbijając namiot?
Doradzamy, w szczególności po kupieniu nowego namiotu zapoznać się dokładnie z dołączoną instrukcją jeszcze przed wyjazdem. Najlepiej, wykorzystując wolne, słoneczne popołudnie, rozbić namiot na trawniku np. w pobliżu domu i zapoznać się praktycznie z jego konstrukcją. Unikniemy w ten sposób nerwowych sytuacji w przypadku rozbijania namiotu w nocy lub deszczu. Jeśli zrobimy to wcześniej w domu – poradzimy sobie z tym znacznie sprawniej. Najnowsze namioty Marabuta mają swoje prezentacje wraz instrukcjami rozbijania na serwisie YouTube. Warto je obejrzeć.
Należy pamiętać, aby w czasie rozbijania namiotu wszystkie zamki były zasunięte. Odciągów nie należy nadmiernie napinać, natomiast w trakcie dłuższego pobytu systematycznie sprawdzać i regulować. Szczególnie starannie należy sprawdzić poprawność rozstawienia namiotu pod kątem zachowania właściwego dystansu pomiędzy sypialnią a tropikiem.
Rozbijając namiot na kamienistym podłożu, warto usunąć wszelkie kamienie o ostrych krawędziach, a jeśli mamy czas i warunki atmosferyczne na to pozwalają, można przygotować podłoże pod namiot układając płaskie kamienie. Jest to czasochłonne, ale unikniemy w ten sposób uszkodzenia podłogi namiotu.
Rozbiliśmy namiot, biwakujemy, na co zwrócić uwagę?
Biwakując na polu namiotowym przy zagospodarowaniu przestrzeni należy tak rozmieścić rozmaite przedmioty np. plecaki, torby, lodówki turystyczne, aby nie wypychały ścian sypialni (możliwość zamakania). Należy również unikać kontaktu ostrych, metalowych przedmiotów z podłogą (nogi krzeseł i stolików turystycznych). Ze szczególną uwagą należy przygotować stanowisko kuchenne. Nie może ono znajdować się wewnątrz sypialni. Materiał, z którego uszyte są namioty Marabuta, jest wprawdzie niepalny, ale pod wpływem wysokiej temperatury ulega stopieniu. Gotując w przedsionku należy uważać na zachowanie właściwej odległości palnika od ściany tropiku. Uwagi te dotyczą również grzejników i lamp gazowych.
Zabezpieczenie przed uszkodzeniami podłogi oraz dodatkową izolację można uzyskać, używając płacht namiotowych. Marabut ma w swojej ofercie plandeki zabezpieczające, które doskonale nadają się do tego celu.
Podczas biwakowania warto pamiętać o zjawisku kondensacji pary wodnej. Osoby przebywające w namiocie produkują wilgoć (oddychanie, parowanie ludzkiego ciała). Wilgoć ta jest odprowadzana przez materiał sypialni (poliamid) i skrapla się na tropiku. Niwelowanie skutków tego niemożliwego do wyeliminowania zjawiska fizycznego polega na maksymalnej wentylacji namiotu. Jeśli warunki atmosferyczne na to pozwalają, warto na noc uchylić namiot lub w namiotach ekspedycyjnych otworzyć boczne wentylatory. W przypadku pozostałych namiotów warto zdjąć górny daszek wentylacyjny (jeśli oczywiście nie spodziewamy się opadów deszczu) lub uchylić wejście od sypialni.
Wracamy do domu po wakacjach, co powinniśmy wiedzieć?
Po zakończeniu biwakowania należy gruntownie wysprzątać namiot i starać się składać go w stanie suchym. Jeżeli jest to niemożliwe, wysuszyć namiot jak najszybciej, najlepiej zaraz po powrocie do domu. Nawet składając namiot w czasie dobrej pogody, pamiętać należy, że zewnętrzna strona podłogi jest zawsze wilgotna i wymaga dodatkowego osuszenia. Jeżeli konieczne jest zmycie zabrudzeń z podłogi lub tropiku, należy stosować do tego samą wodę lub wodę z mydłem, ewentualnie specjalnie do tego przeznaczonymi środkami (np. Granger’s, Nikwax). Stelaż nie wymaga zabiegów konserwacyjnych, natomiast zamki błyskawiczne powinny być systematycznie konserwowane parafiną lub silikonem. Tak zadbany namiot Marabuta będzie nam służył wiele lat.

Oto 20 miejsc na świecie, które zdecydowanie warto odwiedzić:

Biedroń usunął obraz z wizerunkiem Jana Pawła II. Sprawa trafiła do prokuratury
– Kieruję się konstytucją i uważam, że miejsce symboli religijnych jest w kościele – mówi prezydent Słupska Robert Biedroń. Tłumaczy w ten sposób, dlaczego usunął ze swojego gabinetu obraz z wizerunkiem Jana Pawła II. Biedroń nie spodziewał się, że ta decyzja wywołała aż tyle kontrowersji. Sprawa trafiła do prokuratury.
Obraz Jana Pawła II pojawił się w gabinecie prezydenta Słupska w 2003 roku, po tym, jak Rada Miasta nadała papieżowi tytuł Honorowego Obywatela.
– Jestem przede wszystkim urzędnikiem państwowym i powinienem się kierować najważniejszym dokumentem w naszym kraju, czyli konstytucją, a konstytucja mówi jasno i wyraźnie o rozdziale państwa od Kościoła. Uważam, że miejsce symboli religijnych jest w kościele i tam też trafił ten obraz. Mieszkańcy Słupska przyjęli to z całkowitym zrozumieniem, uznając, że to była dobra decyzja – powiedział Robert Biedroń agencji informacyjnej Newseria Lifestyle
Swoją decyzją prezydent Słupska naraził się Ogólnopolskiemu Komitetowi Obrony przed Sektami i Przemocy, którego członkowie uznali, że znieważył tym samym Jana Pawła II i obraził uczucia religijne. Ich zdaniem obraz został usunięty z gabinetu bezprawnie, po czym złożyli w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
– To nie jest jakiś fundamentalny problem, to jest przede wszystkim problem dla mediów. Bo jak pytałem mieszkańców, co oni o tym sądzą, to mówili, że bardzo dobrze, ale to dla nich też nie jest coś najważniejszego. Myślę, że ten rozdział jest zamknięty – powiedział Biedroń.
Co roku w rocznicę śmierci papieża Polaka na fasadzie Urzędu Miasta w Słupsku wywieszano obraz z wizerunkiem Jana Pawła II. W tym roku go zabrakło. Magistrat tłumaczył, że ratusz to budynek użyteczności publicznej i prezydent chce, by było to miejsce neutralne światopoglądowo.
– Słupsk jest miastem wielokulturowym, mamy protestantów, buddystów, grekokatolików, prawosławnych, chrześcijan, katolików, świadków Jehowy, niewierzących, agnostyków i im wszystkim należy się taki sam szacunek – dodaje Biedroń.
Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie usunięcia obrazu z gabinetu prezydenta Słupska.
”Duda przy jednym stole z Obamą i Putinem? Przyjemny widok ale robienie z tego sukcesu wydaje się mało poważne”

– Przyjemny widok. Aczkolwiek to jest reguła. Nie będę mówił tylko o sobie, ale Polska jest krajem poważnym i dlatego na ogół siadają prezydenci Polski przy głównym stole. Z gospodarzem. – powiedział w RMF FM były prezydent Bronisław Komorowski pytany o oficjalną kolację polskiego prezydenta w czasie 70 sesji zgromadzenia ogólnego ONZ przy jednym stole z Barackiem Obamą, Władimirem Putinem i sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki Munem. – Robienie z tego sukcesu politycznego wydaje mi się trochę niepotrzebne i mało poważne. Spotkanie w ONZ jest zawsze okazją do takich różnych gestów, gdzie Polska jest traktowana, jako kraj poważny z dorobkiem, wobec którego się stosuje politykę miłych gestów.
– Słuchałem z zainteresowaniem pochwał ministra spraw zagranicznych pod adresem prezydenta, za to, że słucha MSZ i że porusza się w ramach koncepcji przyjętej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w zgodzie z Konstytucją, która wyraźnie mówi, że prezydent wspiera politykę zagraniczną Państwa Polskiego. Myślę z nadzieją, że prezydent będzie miał też aspiracje do tego, żeby w sposób umiejętny wpływać na tą politykę, aby też łatwiej ją wspierać. – dodał były prezydent.
Bronisław Komorowski wspomniał o swoich planach na najbliższą przyszłość: zakłada instytut i chce podjąć pracę – Zarobkową, jako wykładowca. I bardzo się na to cieszę. To jest trochę powrót do moich wcześniejszych zaangażowań pozapolitycznych. No a fundacja, czyli instytut działający na prawach fundacji, to będzie oczywiście także i forma mojego uczestnictwa w życiu politycznym.
Wracając w rozmowie do wyborów parlamentarnych ujawnił, że miał propozycję startu w wyborach, ale jak zaznaczył „były prezydent nie powinien nurkować w świat politycznej walki międzypartyjnej”. – To chyba nie był szczęśliwy pomysł, aczkolwiek pokusa zawsze była. – ocenił. Dodał, zapytany o ewentualny start w kolejnych wyborach, że: „Przydatność polityczna może być zaznaczona nie tylko poprzez uczestniczenie w wyborach partyjnych.”
Przyznał również, że niektórzy wyznaczają mu rolę startu w wyborach prezydenckich za pięć lat. Zwrócił jednak uwagę, że „Sprawa jest nieaktualna w tej chwili”. Dodał jednocześnie, że „nie ma żadnego powodu, żeby zamykać jakimikolwiek deklaracjami jakiekolwiek drogi, ale też nie ma powodu, żeby wchodzić w tego rodzaju spekulacje” – Odpowiadam: spokojnie, należy zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja w Polsce. Należy życzyć nowemu prezydentowi udanej prezydentury, bo udana prezydentura to także korzyść dla Polski.
Bronisław Komorowski podkreślił, że kibicuje Platformie Obywatelskiej – Nie wyrzekam się poczucia bliskości w stosunku do środowiska, z którego się wywodzę. – powiedział. – To jest poczucie wspólnoty drogi i wspólnoty celu, ale jeśli chodzi o doraźną ocenę kampanii i szans, to powiem tak, że – życząc jak najlepiej Platformie Obywatelskiej, wspierając te osoby z Platformy Obywatelskiej, które się do mnie zwróciły – jednocześnie życzę jak najlepiej partii Nowoczesna.pl pana Ryszarda Petru, i życzę jak najlepiej Lewicy i PSL-owi.
– Dlatego, – zaznaczył – że uważam, że wejście do parlamentu tych środowisk – i Lewicy, i partii Petru, i PSL-u, i Platformy – to jedyna szansa na niedopuszczenie do monopolu władzy PiS-u. Uważam, że nie jest dobra bezalternatywność i monopol jednego środowiska politycznego. I to nie tylko jednego, ale jedynego, bo to nie byłaby koalicja. – podkreślił były prezydent.

























