Niemiecki „Bild” bez zdjęć – To odpowiedź na krytykę za publikację zdjęć chłopczyka z Syrii
We wtorek niemiecki dziennik „Bild” nie zamieścił w swoim wydaniu papierowym ani jednego zdjęcia. To odpowiedź redakcji na krytykowanie tego tabloidu i innych tytułów prasowych za publikację drastycznych zdjęć, m.in. martwego chopczyka z Syrii. – Moim zdaniem właśnie w ostatnich tygodniach bardzo wyraźnie zobaczyliśmy, dlaczego zdjęcia mają takie znaczenie – tłumaczy Kai Diekmann, naczelny „Bilda”.

W zeszłym tygodniu „Bild” tak jak wiele europejskich dzienników opublikował na pierwszej stronie zdjęcia martwego chopczyka z Syrii znalezionego na tureckiej plaży. Różne tytuły zdecydowały się zamieścić mniej lub bardziej drastyczne ujęcia ciała Syryjczyka: od przodu, z tyłu, niesionego przez ratownika, z zamazaną twarzą. Inne opublikowały je dopiero dzień później, natomiast niektóre tłumaczyły czytelnikom, dlaczego nie zdecydowały się tego zrobić.
We wtorek „Bild” na potwierdzenie swojej decyzji postanowił pokazać, jak wygląda jego wydanie bez jakichkolwiek zdjęć. Nie ukazały się one zarówno w wersji papierowej, jak i serwisie internetowym dziennika, przy czym pozostawiono przy tekstach ramki i zarysy nieopublikowanych fotografii.

W dzienniku znalazła się też rozmowa z jego redaktorem naczelnym Kaiem Diekmannem, który wyjaśnił, dlaczego opublikowano takie wydanie. – Ta gazeta nie bez powodu nazywa się „Bild” (niem. zdjęcie, obraz – przyp.red.), a nie „Tekst” czy „Tytuł”, ponieważ u nas zdjęcia grają dużą rolę w sposobie przekazu. Obraz dociera do mózgu dużo szybciej niż słowo pisane. Obraz mówi więcej nie tysiąc słów – podkreślił Diekmann. – Moim zdaniem właśnie w ostatnich tygodniach bardzo wyraźnie zobaczyliśmy, dlaczego zdjęcia mają takie znaczenie. One dokumentują rzeczywistość, są świadectwem prawdy i dlatego konieczne jest pokazanie, co się stanie, gdy nagle tych zdjęć nie będzie. Wówczas widać, jakie znaczenie mają w dziennikarstwie. W ostatnich miesiącach ciągnęły się dyskusje, czy na pewne zdjęcia należało czytelnika narażać, czy nie. Zdjęcia mordercy, zdjęcia katastrofy, biedy i nędzy wojennej. Zdjęcia były jakoby zbyt wstrząsające i nie należało ich pokazywać. To jest bzdura, totalna bzdura. Zdjęcia są odbiciem rzeczywistości i gazeta oraz dziennikarze muszą taki materiał dostarczać – ocenił naczelny „Bilda”.

Kai Diekmann zadeklarował, że kierowany przez niego dziennik nie zamierza zamazywać najbardziej drastycznych fragmentów fotografii. – My musimy pokazać zdjęcia czytelnikowi. To jest rzeczywistość, a rzeczywistość jest bezwzględna. I to jest zadanie dziennikarza. Dlatego nie może być dyskusji, czy i jak ograniczyć pokazywanie zdjęć. Rzeczywistość nie jest wypikselowana lub przykryta czarnym paskiem. Zdjęcia ją pokazują. To jest nasze zdanie – powiedział.
Z makijażem na siłownie? Dermatolodzy są zgodni: na trening bez makijażu
Lekarze dermatolodzy są zgodni: wybierając się na trening nie powinnyśmy malować się wcale. Większość jednak kobiet nie czuje się bez makijażu komfortowo i nie wyobraża sobie, aby można było wyjść z domu niepomalowaną.

Eksperci nie polecają noszenia makijażu, bowiem podczas ćwiczeń organizm pompuje więcej krwi (również do skóry), przez co staje się ona cieplejsza i rozszerzają się pory. Produkty do makijażu, takie jak podkład, czy puder wnikają wówczas w głąb skóry, zatykając pory i powodując niejednokrotnie stany zapalne, podrażniania i wysypkę.
Czy warto jest, więc malować się wybierając się na siłownię?
– Siłownia i pełny makijaż to nie jest dobry pomysł, ponieważ w trakcie ćwiczeń nasza skóra się rozgrzewa i poci, a to w połączeniu z klasycznymi kosmetykami może powodować zanieczyszczenia skóry – mówi newsrm.tv Agnieszka Wrzeszcz, kosmetolog z Przychodni Specjalistycznej High-Med.
Wiele dziewczyn nosi makijaż na siłowni, aby po prostu móc poczuć się bardziej komfortowo. Jeżeli więc już musimy, możemy wykonać prosty, delikatny makijaż. Powinny to być jednak kosmetyki o lekkich formułach. Kosmetykami, które dobrze sprawdzają się na siłowni są na przykład kremy BB, podkłady mineralne, bądź sam korektor. Jak mówi Agnieszka Wrzeszcz, baza oraz wodoodporna maskara wystarczą, żeby czuć się pewnie na siłowni. Najlepiej jest zrezygnować z używania dodatkowych kosmetyków, takich jak: róż, bronzer czy cienie do powiek.
To, że cera na siłowni rozgrzewa się i poci, może powodować powstawanie wyprysków na skórze. Dlatego najważniejszą rzeczą jest, żeby zaraz po treningu umyć twarz przy pomocy żelu antybakteryjnego, bądź chusteczek do demakijażu.
”Będziemy walczyć przeciwko wam, gdziekolwiek jesteście, aż nie powiecie: ”Nie ma boga nad Allaha” Video
Brat Richard, prowadzący program w telewizji Al Hayat, w przeszłości zagorzały wyznawca islamu, odebrał telefon od mieszkającego w Szwecji szejka Ahmeda, radykalnego muzułmanina popierającego działalność Państwa Islamskiego. Podczas rozmowy z ust szejka padają deklaracje o wierności założeniom Koranu i groźby walki z niewiernym na całym świecie i do ostatniego dnia życia. Zobaczcie sami jak potoczyła się rozmowa
Kukiz: Platforma i PiS wykorzystały referendum do gierek partyjnych

Paweł Kukiz zabrał głos w sprawie niedzielnego referendum. W rozmowie z Moniką Olejnik w porannym programie Gość Radia ZET skrytykował partie, które – jego zdaniem – wykorzystały referendum, „jako instrumentu gierek partyjnych między Platformą i PiS”. Natomiast do słabej frekwencji przyczyniło się referendum PiS i Andrzeja Dudy, którego nie będzie: – Senat nie wyraził zgody na rozpisanie tego drugiego referendum, a w związku z tym wiele osób było przekonanych, że w ogóle żadnego referendum nie będzie.
#Kukiz o publikacji @NewsweekPolska o @DudaSolidarnosc: Jeżeli to jest prawda, to on czesze naród z pieniędzy.
— GośćRadiaZET (@GoscRadiaZET) 7 września 2015
Muzyk, który jeszcze niedawno był na szczycie list sondażowych, przekonuje, że „nie mam ciśnienia na władzę” – Ja traktuję tą swoją działalność, jako działalność wręcz misyjną, edukuję naród w zakresie obywateli, w zakresie różnic między systemem anglosaskim, demokratycznym, a partiokratycznym, czyli polskim. Wielokrotnie mówiłem przecież o tym, że nie władza jest moim celem, a zmiana ustroju jest moim celem, ale jeżeli zmiana ustroju, ale zmiana ustroju wymaga partycypacji we władzy i stąd mój udział w tym wyścigu szczurów.
#Kukiz: Chcę repolonizować Polskę. Ograniczyć wypływanie kapitału, doprowadzić do kontroli obywateli nad polityką.
— GośćRadiaZET (@GoscRadiaZET) 7 września 2015
Zapytany o przerwanie wywiadu dla TV Republika i obrażenia dziennikarki słowami ”Ty PiS-owska k****”, tłumaczył, że powiedział to „w liczbie mnogiej i nie do dziennikarki, a do instytucji” – Jeżeli z danej telewizji jedna z osób, poza tym zajmuje pierwsze miejsce w jednym z okręgów na liście wyborczej, no to, jaka to jest niezależna telewizja? – mówił z oburzeniem.
– Jestem artystą nie politykiem, gdzieś tam sobie bąknąłem w korytarzu, gdybym był kłamcą, jak większość polityków to bym po prostu się nie przyznał i tyle. Nie ma żadnego materiału, nikt tego nie nagrał i poszedłbym sobie i tyle – tłumaczył – Ja mam w domu cztery kobiety, w życiu bym tak kobiecie nie powiedział – dodał.
#Kukiz w @Radio_ZET o 500zł na dziecko: Obietnice bez znajomości finansów państwa to oszustwo. Nie chcę jałmużny!
— GośćRadiaZET (@GoscRadiaZET) 7 września 2015
Bajka o rozsądnej mrówce i leniwym koniku polnym

Wersja klasyczna
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę.
„Głupia mrówka” – myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach.
Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów. Konik polny umarł z głodu i zimna.
Wersja współczesna
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę.
„Głupia mrówka” – myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na tańcach i hulankach.
Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów.
Drżący z zimna i głodny jak wilk konik polny zwołuje konferencję prasową, na której zadaje publicznie pytanie, dlaczego na świecie są mrówki z własnym domem i pełną spiżarnią, podczas, gdy inni muszą cierpieć głód i nie mają dachu nad głową.
TVN, Polsat i Telewizja Polska pokazują zdjęcia sinego z zimna konika polnego i siedzącej przy kominku zadowolonej mrówki.
Polska jest zszokowana tym kontrastem. Jak to możliwe, że w środku Europy na początku trzeciego tysiąclecia są jeszcze takie różnice? Dlaczego konik polny musi tak cierpieć?
Rzecznik prasowy OFKP (Ogólnopolskie Forum Koników Polnych) występuje w głównym wydaniu Wiadomości i oskarża mrówkę o uprzedzenie do koników. W programie Łzy nie kłamią Główny Konik Polski razem z Głównym Konikiem Polnym śpiewają „Nie łatwo być konikiem.” Piosenka błyskawicznie zdobywa pierwsze miejsce na listach przebojów.
Lider na krajowym rynku jednorazowych chusteczek notuje rekordowy wzrost sprzedaży.
Koniki polne zapowiadają zlot gwiaździsty w Warszawie w pierwszym dniu kalendarzowej zimy. Frakcja młodych koników polnych przed domem mrówki organizuje demonstrację pod hasłem „Każdy chce godnie żyć”.
Stowarzyszenie Życie i Pracowitość publikuje na stronie internetowej memoriał o większej liczbie aktów przemocy w domach, w których mrówki mają klucze do spiżarni.
Prezydent z żoną w specjalnym oświadczeniu informują naród o ogromnym przywiązaniu do wszystkich nieszczęśliwych koników i zapewniają, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby przywrócić im nadzieję w sprawiedliwość.
Redaktor Mrówkojad w cyklicznej audycji „Kto to zrozumie?” Pyta czy nie warto sprawdzić, w jaki sposób mrówka osiągnęła tak wysoki status w kraju, w którym jest tak dużo biedy. „Należy wprowadzić podatek, który wyrówna szanse wszystkich mrówek i koników” – postuluje dziennikarz.
Następnego dnia parlament w trybie przyśpieszonym uchwala ustawę, która nakazuje wszystkim mrówkom przekazać w formie podatku nadmiar zapasów do Centralnego Spichlerza.
Główny Meteorolog Kraju prof. Koniec Polski dementuje pogłoski o rzekomym odwołaniu zimy.
20 lat później…
Konik polny zjada resztki zapasów mrówki. W telewizorze, który kupił za pieniądze ze sprzedaży jedzenia widać nowego przywódcę, który rozpromieniony mówi do wiwatujących tłumów, że bezpowrotnie mijają czasy wyzysku i teraz będzie już sprawiedliwość.
Bajka… A jaka prawdziwa – wystarczy włączyć telewizor.
opr. na podstawie bajki Ezopa. Autor wersji współczesnej nieznany
Czy wiesz czym jest ”dżihad”?
Co właściwie oznacza arabskie słowo “dżihad”? Jedna z odpowiedzi pojawiła się, gdy przywódcy islamscy na rozkaz Saddama Hussaina wezwali muzułmanów na całym świecie, aby dołączyli do jego dżihadu, żeby pokonać „nikczemnych Amerykanów” w razie ich ataku na Irak. Potem Saddam osobiście zagroził USA dżihadem.
Jak sugeruje powyższy przykład, dżihad to “święta wojna” lub bardziej ściśle: oznacza on legalny, obowiązkowy, wspólny wysiłek mający na celu ekspansję terytoriów kontrolowanych przez muzułmanów kosztem terytorialnym niewiernych. Innymi słowy, celem dżihadu nie jest rozprzestrzenianie islamu jako religii, lecz zwiększenie suwerennej władzy muzułmańskiej (oczywiście, religia podąża za nią). Dżihad jest zatem bezpardonowo agresywny w swojej naturze, mając za ostateczny cel osiągnięcie muzułmańskiej dominacji nad całym światem.

Dżihad miał w minionych wiekach dwa różne znaczenia – jedna bardziej radykalne, drugie mniej. Pierwsze z nich utrzymuje, że muzułmanie interpretujący swą religię na własny sposób są heretykami, co czyni ich prawowitymi ofiarami dżihadu. (Z tego powodu Algierczycy, Egipcjanie i Afgańczycy bardzo często są ofiarami dżihadu, tak jak Amerykanie i Izraelczycy.) Drugie znaczenie, używane przez mistyków, odrzuca prawną definicję dżihadu jako konfliktu zbrojnego i mówi muzułmanom, aby porzucili światowe troski dla osiągnięcia rozwoju duchowego.
Dżihad w znaczeniu ekspansji terytorialnej zawsze był głównym aspektem życia muzułmanina. W ten sposób muzułmanie uzyskali panowanie nad większością Półwyspu Arabskiego jeszcze przed śmiercią proroka Mahometa w 632 r. Dokładnie w ten sam sposób, wiek później, muzułmanie podbili ogromny region od Afganistanu aż po Hiszpanię. Następnie dżihad był zarówno bodźcem jak i uzasadnieniem muzułmańskich podbojów takich terytoriów jak Indie, Sudan, Anatolia i Bałkany.
W dzisiejszych czasach dżihad jest największym na świecie źródłem terroryzmu, inspirując do międzynarodowej kampanii wojennej samozwańcze grupy dżihadystów:
Międzynarodowy Islamski Front Dżihadu Przeciwko Żydom i Krzyżowcom (The International Islamic Front for the Jihad Against Jews and Crusaders): organizacja Osamy bin Ladena
Laskar Jihad: odpowiedzialny za mord ponad 10 000 chrześcijan w Indonezji;
Harakat ul-Jihad-i-Islami: główna przyczyna przemocy w Kaszmirze;
Palestyński Islamski Dżihad: najbardziej nienawistna antyizraelska grupa ze wszystkich;
Egipski Islamski Dżihad: zabił Anwar El-Sadata (prezydent Egiptu – red) w 1981 i wielu innych od tego czasu.
Jemeński Islamski Dżihad: zabił trzech amerykańskich misjonarzy w ubiegły poniedziałek (grudzień 2002).

Jednak najbardziej upiorna rzeczywistość dżihadu obecnie wydarza się w Sudanie, gdzie partia rządząca do niedawna używała hasła: „Dżihad, zwycięstwo i męczeństwo”. Przez dwie dekady, pod rządowymi auspicjami, dżihadyści w tym kraju fizycznie atakowali niemuzułmanów, rabowali ich własność i zabijali mężczyzn. Później brali w niewolę dziesiątki tysięcy kobiet i dzieci, zmuszali do zmiany wyznania na islam, prowadzili na przymusowe marsze, bili i wysyłali na przymusową katorżniczą pracę. Kobiety i starsze dziewczęta cierpiały z powodu rytualnych grupowych gwałtów, obrzezania i bycia seksualnymi niewolnicami. Sudański dżihad, finansowany przez państwo, spowodował śmierć około dwóch milionów ludzi oraz uchodźctwo dodatkowych czterech milionów, będąc tym samym największą humanitarną katastrofą naszej ery.
Pomimo, że dżihad jest historycznie udokumentowanym, największym źródłem konfliktów od czternastu stuleci, powodującym nieopisane cierpienie, akademiccy i islamscy apologeci islamu utrzymują, że zezwala on jedynie na walkę w obronie, lub nawet, że jest całkowicie nieagresywny. Trzech amerykańskich profesorów islamistyki w barwny sposób wyraża drugie z powyższych stanowisk:
“Starania skierowane przeciwko złu wewnątrz siebie oraz każdej manifestacji zła w społeczeństwie” (Ibrahim Abu-Rabi, Seminarium Hartford);
“Przeciwstawianie się aparthaidowi lub praca na rzecz praw kobiet” (Farid Eseck, Seminarium Auburn);
“Bycie lepszym uczniem, lepszym kolegą, lepszym partnerem biznesowym. Ponad wszystko – kontrolowanie własnego gniewu” (Bruce Lawrence, Uniwersytet Duke).
Byłoby cudownie, gdyby dżihad ewoluował do formy nie bardziej agresywnej niż kontrolowanie własnego gniewu, ale same życzenia, żeby okrutna rzeczywistość odeszła, nie załatwią sprawy. Wręcz przeciwnie, pozorna dobrotliwość dżihadu poważnie utrudnia próby samokrytyki i reinterpretacji.
Ścieżka odejścia od terroryzmu, podboju i niewolnictwa wymaga, by muzułmanie wprost uświadomili sobie historyczną rolę dżihadu i przeprosili jego ofiary, rozwijali islamskie podstawy dla dżihadu nieopartego na przemocy, oraz (najtrudniejsza część) przestali prowadzić agresywny dżihad. Niestety, taki proces odkupienia nie ma miejsca w obecnej chwili; agresywny dżihad najprawdopodobniej będzie trwał, dopóki nie zostanie skruszony przez przeważającą siłę militarną. Tylko wtedy, kiedy dżihad zostanie pokonany, umiarkowani muzułmanie będą mogli odnaleźć swój wewnętrzny głos i rozpocząć ciężką pracę, jaką jest modernizacja islamu.
(Tekst archiwalny z 2002 r. – red)
Tłum. MM
źródło: www.danielpipes.org
Martwy syryjski chłopczyk na okładce ”Wprost”. Czy drastyczne zdjęcia mogą stać się symbolem sytuacji?
Tygodnik „Wprost” umieścił na okładce zdjęcie ciała trzyletniego Syryjczyka, które w ubiegłym tygodniu Morze Egejskie wyrzuciło na brzeg plaży w tureckim Bodrum. Chłopczyk utonął podczas przeprawy do Grecji. – Czasem pokazanie okrutnej prawdy jest nie tyle odwagą, co obowiązkiem redakcji – wyjaśnia portalowi Wirtualnemedia.pl Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny „Wprost”.

Rodzina Kurdi uciekała przed wojną domową w Syrii, przeprawiając się przez Morze Egejskie. Uchodźcy kierowali się na grecką wyspę Kos. W podróży utonęła Rehanna Kurdi oraz jej dwoje dzieci – trzyletni Aylan i starszy o dwa lata Galip. Zdjęcie martwego Aylana, leżącego na piasku w tureckim Bodrum, obiegło cały świat i wywołało dyskusję o konieczności pomocy uchodźcom.
W ubiegłym tygodniu fotografie chłopczyka zamieściły m.in. „Gazeta Wyborcza”, „Fakt”, „Super Express” czy „Fakty” TVN. Fotografia pojawiła się także na pierwszej stronie bieżącego numeru tygodnika „Wprost”. Redakcja opisuje w wydaniu kryzys imigracyjny w Europie. Wskazuje również na „hipokryzję zachodnich rządów”, które swoją biernością prowokuje katastrofę humanitarną uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki.
Redaktor naczelny „Wprost” Tomasz Wróblewski wyjaśnia portalowi Wirtualnemedia.pl, że Aylan Kurdi to nie jest „zwykłe dziecko”, ale symbol jednego z największych kryzysów humanitarnych i politycznych Europy. – Oczywiście można zasłaniać się polityczną poprawnością i udawać, że nie było tego zdjęcia, tak jak można udawać, że problem emigrantów to tylko przejściowy problem Syrii. A można zwrócić uwagę na rozmiar tej tragedii i zjawisko daleko większe i bardziej złożone – podkreśla naczelny „Wprost”.
– Czasem pokazanie okrutnej prawdy – zdjęcia które spowodowało zmianę biegu historii – jest nie tyle odwagą, co obowiązkiem redakcji. To zdjęcie spowodowało zmianę nastawienia większości państw Europy do obecnego kryzysu – wyjaśnia Tomasz Wróblewski. – Piszemy o tym w najnowszym numerze „Wprost”. To zdjęcie doprowadziło do zwołania szczytu europejskiego i setek tysięcy podpisów osób, które gotowe są przyjąć uchodźców – dodaje.
Kilka tygodni temu na okładce „Faktu” znalazła się fotografia zranionej siekierą dziewczynki z Kamiennej Góry. Publikacja była krytykowana przez czytelników, dziennikarzy i medioznawców, a redaktor naczelny dziennika Robert Feluś przeprosił za dobór takiego zdjęcia.
Po publikacji zdjęcia ciała syryjskiego chłopca na tureckiej plaży niektórzy internauci zarzucali polskim wydawcom hipokryzję, bo jeszcze kilka tygodni negatywnie oceniali redakcję „Faktu”. – Czy jakiś mądruś w @Radio_TOK_FM pytał już dziennikarzy „Wyborczej” czy ich „poenbało”??? – napisał na Twitterze Sławomir Jastrzębowski, naczelny Grupy Super Express.
Czy jakiś mądruś w @Radio_TOK_FM pytał już dziennikarzy Wyborczej czy ich „poenbało”??? 😉 #hipokryci pic.twitter.com/kJnwgO6w05
— slawek jastrzebowski (@sjastrzebowski) wrzesień 4, 2015
Tomasz Wróblewski zwraca uwagę na to, że zdjęcie martwego trzyletniego Syryjczyka znalazło się w sumie na ponad 70 okładkach gazet na świecie (m.in. „La Stampa”, „Independent”, „De Morgen”, „Mirror”, „Nieuwsblad”), w tym na około 20 w wersji znacznie bardziej drastycznej.
– Redaktorzy najwyraźniej doszli do podobnego wniosku, co i my – że mamy do czynienia z czymś bolesnym, ale nadzwyczajnym – podkreśla naczelny „Wprost”. – Hipokryzja, jaka otacza ten kryzys od samego początku, wymaga zdecydowanych słów i obrazów. Chowanie tragedii, ukrywanie i upiększanie obrazów uchodźców i unikanie pytań stanowi znacznie większe zagrożenie niż pokazanie zdjęcia na okładce – dodaje.
Naczelny „Wprost” przywołuje również przykład zdjęcia z 1972 roku, które przedstawia nagą wietnamską dziewczynkę Phan Thị Kim Phúc, uciekającą w panice po ataku napalmem. Fotografia pojawiła się wówczas na okładkach „Sun” i „Daily News”. – Wstrząsnęła opinią publiczną. Pewnie wymagało to w tamtych czasach sporo odwagi, ale dziś okładkami i tym zdjęciem, które otrzymało nagrodę Pulitzera, ilustruje się każdą historyczną publikację na temat protestów anty-wojennych w Ameryce. To zdjęcie symbolizuje zjawisko, jakim była zmiana nastawienia amerykańskiej opinii publicznej do wojny w Wietnamie.
Wirtualne Media
”Od diamentowych przycisków mojego Iphone, bolą mnie palce”, napisała na Twitterze autorka Harry Pottera
Jeden z użytkowników Twittera, podczas czytania komentarzy na temat Syryjskich uchodźców, natknął się na wpis autorki Harry Pottera – JK Rowling.
Pisarka na swoim koncie na Twitterze wyrażała poparcie dla uchodźców. Jednej z komentujących jej twitt osób, odpisała: ”Jeśli nie potrafisz wyobrazić sobie siebie w jednej z tych łodzi, czegoś ci brakuje. Oni umierają po to aby żyć” jeden z użytkowników odpisał sarkastycznie ‘’Napisała milionerka pisząc na złotym IPhonie w swojej rezydenji”
Na odpowiedź autorki nie musiał długo czekać, bez złości ale z klasą JK Rowling odpisała ”Chciałabym wpisać dłuższą ripostę, ale od diamentowych przycisków, naprawdę bolą mnie palce”.

Premiera filmu „Karbala” o największej polskiej bitwie od czasów II wojny światowej

W 14. rocznicę zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku w kinach pojawi się film „Karbala”, będący opowieścią o największej bitwie polskich żołnierzy od czasów II wojny światowej. Zdaniem gen. broni Edwarda Gruszki, byłego dowódcy Wielonarodowej Brygadowej Grupy Bojowej, której żołnierze brali udział w bitwie, obraz ten jest okazją do dyskusji na temat udziału polskich żołnierzy w misji w Iraku.
Generał Edward Gruszka przyznaje, że wydarzenia z Iraku z 2004 roku były zaskoczeniem nie tylko dla polskich żołnierzy, lecz także dla samych Irakijczyków oraz Amerykanów i Brytyjczyków. Przygotowani do misji stabilizacyjnej wszyscy trafili w środek otwartego konfliktu zbrojnego.
Film w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza pt. „Karbala” opowiada o wydarzeniach, które rozegrały się wiosną 2004 roku w irackim świętym mieście Karbala. Podczas szyickiego święta Aszura bojówki Al-Kaidy i Muktady As-Sadra zaatakowały miejscowy ratusz, w którym przetrzymywani byli aresztowani terroryści. Z miasta zdezerterowała zdecydowana większość irackich oddziałów wojskowych oraz sił policyjnych. Ratusza broniło około 50 polskich
i bułgarskich żołnierzy, a także irackich policjantów.
– Od kilku miesięcy mówi się o Karbali jako o największej bitwie. Rzeczywiście, kiedy trwało pierwsze powstanie tzw. Armii Mahdiego, walka o City Hall była jedną z większych bitew, a czy największą to rozstrzygnie historia – mówi agencji informacyjnej Newseria gen. broni Edward Gruszka, dowódca 1. Wielonarodowej Brygady Grupy Bojowej z dowództwem w Karbali.
Polscy żołnierze biorący udział w bitwie w Karbali nie opowiadali o tym, co przeżyli, przeszli do dalszych działań, między innymi w Afganistanie, który również był wyzwaniem. Opinia publiczna dowiedziała się o bitwie dopiero cztery lata później za sprawą dziennikarzy. Obecnie temat ten powraca za sprawą filmu Łukaszewicza i książki „Karbala” autorstwa Piotra Głuchowskiego i Marcina Górki. Zdaniem gen. Edwarda Gruszki zmagania wojenne polskich żołnierzy w Karbali miały wyjątkowy charakter i warto o nich mówić.
– Myślę, że teraz jest czas na to. Upłynęło 10 lat od operacji w Iraku, a szczególnie od tej związanej z walkami w okresie pierwszego powstania Armii Mahdiego. To, co teraz się dzieje wokół książki oraz wokół filmu, będzie dobrym momentem, żeby do tego wrócić i spróbować to uporządkować – mówi gen. Gruszka.
W 2003 roku prezydent USA George W. Bush ogłosił zakończenie głównych działań wojennych w Iraku oraz rozpoczęcie operacji stabilizacyjnej. Irak został wówczas podzielony na cztery strefy stabilizacyjne. Odpowiedzialność za jedną z nich przejęła Dywizja Wielonarodowa pod polskim dowództwem. Zadaniem żołnierzy Dywizji było patrolowanie terenu, pomoc humanitarna dla okolicznych mieszkańców i rozbrojenie ludności. W polskiej prasie bardzo szybko pojawiły się głosy, że żołnierze Polskiego Kontyngentu Wojskowego nie są odpowiednio przygotowani do pełnienia służby w strefie stabilizacyjnej, która przejęli od Amerykanów. Zdaniem gen. Edwarda Gruszki cała Dywizja Wielonarodowa była przygotowana – zarówno pod względem struktury organizacyjnej, jak i wyposażenia – do misji stabilizacyjnej, a nie do otwartych działań wojennych.
– To, co się wydarzyło w I połowie 2004 roku, czyli nasilenie walk i wybuch powstania, zaskoczyło wszystkich. Wyposażenie, uzbrojenie, przygotowanie wojsk odbiegało do tego, co nas tam spotkało. Siły Zbrojne, nie tylko polskie, są przygotowane do tego, żeby sobie radzić w trudnych sytuacjach. Po kilku tygodniach ciężkich walk byliśmy w stanie sprostać wyzwaniom i przejść nawet do fazy działań zaczepnych w stosunku do atakujących nas rebeliantów – mówi gen. broni Edward Gruszka.
Jego zdaniem polska misja w Iraku zakończyła się sukcesem. Żołnierzom Dywizji Wielonarodowej udało się uspokoić sytuację w prowincjach Karbala, Al-Hilla, Wasit oraz Diwanija. Obecnie jednak sytuacja w Iraku jest znacznie gorsza niż w momencie, gdy wojska Dywizji Wielonarodowej opuszczały Irak. Przyczyną – według gen. Gruszki – są m.in. tarcia między ludnością szyicką a sunnicką oraz nieudolność irackich władz.
– ISIS rozpycha się łokciami. W tej chwili panuje na obszarze o wielkości porównywalnej do terytorium Wielkiej Brytanii. Sytuacja jest bardzo trudna, wymagająca przede wszystkim decyzji politycznych, za którymi powinny też pójść bardziej zdecydowane decyzje wojskowe – mówi gen. broni Edward Gruszka.
Premiera filmu „Karbala” planowana jest na 11 września, w 14. rocznicę zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku. Na ekranie widzowie zobaczą m.in. Bartłomieja Topę, Antoniego Królikowskiego, Tomasza Schuchardta, Piotra Głowackiego i Łukasza Simlata.
newseria
Piotr Duda: Funkcjonariusz partyjny Tomasz Lis rozpoczął wendettę wobec mojej osoby

Piotr Duda wydał oświadczenie w związku z artykułem na temat jego, który ukaże się jutro w „Newsweeku”.
Tygodnik opisuje, w jaki sposób przewodniczący Solidarności odpoczywa od zmagań z biedą i wyzyskiem pracowników: relaksuje się w Kołobrzegu, w luksusowym apartamencie uzdrowiska „Bałtyk”, gdzie noc w penthousie kosztuje blisko 1300 zł. Według pracowników „Bałtyku”, z którymi rozmawiali dziennikarze „Newsweeka”, Duda korzysta z apartamentu za darmo albo płaci 85 złotych, czyli tyle, ile za nocleg służbowy. Nie płaci za ekstra potrawy i alkohol, tak zwane „wstawki”, które obsługa przywozi mu do pokoju. Nie płaci też za zabiegi odnowy biologicznej. Obsługa „Bałtyku” twierdzi, że, gdy przewodniczący wyrusza do domu, pracownicy pakują mu do bagażnika kilka kilogramów świeżej ryby. Za nie też nie płaci.
Przewodniczący Solidarności w swoim oświadczeniu nie odniósł się do publikacji na swój temat, lecz rzuca obelgami i groźbami pod adresem tygodnika:
– Tygodnik Newsweek, a tak właściwie gazetka partyjna PO, już od dłuższego czasu dołączył do grona „brukowców”. Coraz więcej publikacji w nim zamieszczanych można określić, jako nekrofilię dziennikarską. – czytamy w oświadczeniu Dudy zamieszczonym na stronie internetowej NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” – Tytuł ten dołącza do grona pro-platformowych oszczerców, którzy w sposób niczym nie poparty, próbują wmówić społeczeństwu mój udział w jednostkach znienawidzonego ZOMO. Za to pomówienie jedna osoba już przeprosiła. Resztę też do tego zmusimy – grozi Duda.
Z oświadczenia dostępnego na oficjalnej stronie NSZZ „Solidarność” dowiadujemy się, że Dudzie bardzo nie podoba się krytyka jego osoby:
„Przygotowywany artykuł, widząc już po pytaniach i pseudo dokumentach, które zostały nam przesłane, jest ewidentnie pisany na zamówienie. Ma podważyć wiarygodność i zaufanie społeczne do NSZZ „Solidarność” i jego lidera” – napisał przewodniczący i zaatakował naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa: „Funkcjonariusz partyjny/redaktor naczelny Tomasz Lis znalazł sobie wrogów w Kościele i związkach zawodowych, ze szczególnym „uwielbieniem” Solidarności. Jak widać rozpoczął prywatną wendettę wobec mojej osoby i całego NSZZ „Solidarność”, próbując odegrać się za porażkę sądową jego małżonki, która musi sprostować swoje wypowiedzi wobec mnie.
Na koniec swojego oświadczenia Duda zaprasza po publikacji „Newsweeka” na konferencję prasową, która odbędzie się we wtorek:
– Dowiecie się nie tylko jak obłudny i kłamliwy jest ten artykuł, ale także poznacie prawdę o pławieniu się w luksusach pana Tomasza Lisa i jego nepotyzmu – odgraża się szef „Solidarności”.
Jesteśmy gotowi do walki z biuletynem partyjnym PO – Newsweekiem. 8.09 konferencja w tej sprawie. Oświadczenie na http://t.co/fWw6wgo7Kz
— Piotr Duda (@DudaSolidarnosc) wrzesień 6, 2015
Źródło: Newsweek, NSZZ Solidarność