Naukowcy zidentyfikowali neurony, które mogą być odpowiedzialne uzależnienia od alkoholu

Naukowcy z Texas A & M Health Science Center College of Medicine dowodzą na łamach Journal of Neuroscience, że zidentyfikowali neurony w części mózgu, które są odpowiedzialne za spożywanie alkoholu. Zdaniem prowadzącego badania, prof. Juna Wanga odkrycie to, może przyczynić się do leczenia alkoholizmu jak też i innych uzależnień – informuje portal Focus.

– Alkoholizm to bardzo rozpowszechniona choroba, ale mechanizmy jej powstawania ciągle nie są do końca poznane – powiedział prof. Juna Wanga, który wraz ze swoim zespołem nieco przyczynili się do jego zrozumienia.

Naukowcy na podstawie swoich badań stwierdzili, że spożywanie alkoholu zmienia fizyczną strukturę neuronów w tej części mózgu, która odpowiada za zachowania związane z realizacją celów. Natomiast okresowe spożywanie dużych ilości alkoholu sprawia, że zidentyfikowana grupa neuronów staje się bardziej pobudliwa.

– Gdy te neurony są pobudzone, chcemy pić alkohol – twierdzi prof Wang dowodząc, że pobudzenie zidentyfikowanej grupy neuronów sprawia, że pojawia się ochota na alkohol. – Tak powstaje cykl: picie powoduje pobudzenie neuronów, a pobudzone neurony powodują, że chcemy pić.


Monika Olejnik oburzona spotem PiS: ”To skandal! Nie życzę sobie”. TVN żąda jego usunięcia

W czwartek sztab Prawa i Sprawiedliwości zaprezentował nowy spot wyborczy, w którym wykorzystano ujęcia z programów TVN24 i Superstacji.

W pierwszej części spotu „Dzieci to nie koszt, to inwestycja” pokazano wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej Stefana Niesiołowskiego i Julii Pitery na temat głodujących dzieci w Polsce. Cytaty pochodzą z „Kropki nad i” z 5 marca 2013 roku oraz z programu Superstacji, w którym dzień później Pitera komentowała słowa Niesiołowskiego.

Od piątej sekundy w tle nagrania słychać głos prowadzącej „Kropkę nad i” Moniki Olejnik, która dopytuje posła Niesiołowskiego o niedożywione dzieci, później na ekranie odsłania się kawałek jej twarzy. W spocie PiS podpisano, że wycinek pochodzi z tego wydania.

Z kolei fragment rozmowy dziennikarza Superstacji z posłanką Julią Piterą jest wasnością jednej z firm zajmujących się produkcją telewizyjną. Nagranie jest dostępne w sieci, ale agencja kupiła od stacji licencję na jego wykorzystanie.

To skandal ! Nie życzę sobie

„Prawo i Sprawiedliwość wykorzystało BEZ MOJEJ ZGODY fragment programu Kropka nad i oraz mojego głosu w spocie wyborczym. – napisała na swoim profilu na portalu społecznościowym Monika Olejnik – To skandal ! Nie życzę sobie, żeby partie polityczne korzystały z mojej pracy wbrew mojej woli, niezgodnie z etyką! – dodała z oburzeniem.

 

Prawo i Sprawiedliwość wykorzystało BEZ MOJEJ ZGODY fragment programu Kropka nad i oraz mojego głosu w spocie wyborczym….

Posted by Monika Olejnik on Thursday, 3 September 2015

Pod postem Moniki Olejnik pojawiły się natychmiast wpisy oburzonych internautów:

– Będziemy się domagali usunięcia tych fragmentów – zapowiada TVN. – Licencję nabyła firma zajmująca się produkcją telewizyjną – wyjaśnia Superstacja.

 

Źródło: Wirtualne Media


Jaki typ pasażerów w samolocie, doprowadza Cię do szału?

Nie jeden z nas, poznał koszmar podróży z uciążliwymi współpasażerami. Niestety, towarzystwa w samolocie nie wybieramy. Siadamy obok przypadkowego sąsiada – to może okazać się zupełnie neutralne, może być szansą na nawiązanie miłej znajomości, albo – co wcale nie jest rzadkie – najgorszym koszmarem, który skutecznie uprzykrzy nam podróż.

Centerfly.pl zebrał w jednym miejscu top 10 absolutnie najgorszych i najbardziej irytujących zachowań współpasażerów, które powodują, że podróż wydaje się trwać wiecznie i z utęsknieniem wypatrujecie komunikatu o zbliżającym się lądowaniu.

Krzyk, płacz i zgrzytanie zębami, czyli niezbyt grzeczne dzieci

Wiadomym jest, że dziecko to pasażer nieco inny, niż dorosły. Inna jest również tolerancja na jego zachowania – dziecku wybacza się więcej. Można (i trzeba) więc wybaczyć dziecku, że płacze, kiedy zmienia się ciśnienie i dotkliwie to odczuwa, można dziecku wybaczyć, że znużone długą podróżą, nie umie znaleźć sobie zajęcia, można dziecku wybaczyć, że bywa czasem niesforne, bo samolot to nie jest przestrzeń stworzona z myślą o potrzebach dzieci. Nie można jednak wybaczyć rodzicom, którzy na niegrzeczne zachowania swoich pociech przystają bez słowa i udają, że nic się nie dzieje. Przyglądają się, jak maluch kopie siedzenie przed sobą, jak biega po samolocie, przeszkadzając współpasażerom i jak drze się w niebogłosy, a rodzice nawet nie próbują go uspokoić i czymś zająć.

Zgnieciony pasażer i połamane kości, czyli ci, dla których jedno miejsce, to za mało

Jednym z najbardziej znienawidzonych pasażerów są ci, którzy zajmują dwa siedzenia – swoje i sąsiada obok. Rozumiemy – ludzie są różni, ale z punktu widzenia osoby pokrzywdzonej, to naprawdę nic fajnego – siedzenie obok kogoś, kto zajmuje swoje i nasze miejsce powoduje, że nawet najkrótszy lot ciągnie się w nieskończoność. W tej kategorii absolutnymi faworytami są ci, którzy bez względu na wszystko postanawiają leżeć – rozkładają więc swój fotel, nie bacząc na to, że sąsiad z tyłu będzie potrzebował pomocy ortopedy po wyjściu z samolotu, a już ból zgniecionych kolan – gwarantowany.
 

Głośniejszy, znaczy lepiej usłyszany, czyli pasażerowie powodujący głuchotę

W samolocie lubimy oddawać się różnym zajęciom – czytaniu, drzemce, pracy na komputerze, słuchaniu muzyki, czy rozmyślaniu. I wszystko jest dla ludzi, o ile nie zmuszamy połowy samolotu do tego, żeby robiła to z nami. Są bowiem tacy, dla których nie ma znaczenia, że w samolocie nie są sami. W czasie rozmowy krzyczą wniebogłosy (wszak w samolocie głośno, więc na wszelki wypadek trzeba przekrzyczeć ryk silnika); słuchanie muzyki wcale nie oznacza, że dźwięki ulubionych utworów trafiają tylko w uszy zainteresowanego – przeciwnie, urokliwie prezentują możliwości sprzętu, zmuszając wszystkich w promieniu 5 rzędów do słuchania ich playlisty; często spotykanym gatunkiem są tu również pracusie – odkrywszy dobrodziejstwo dyktafonu, krzykliwie nagrywają nań listę zadań w czasie podróży, nie przejmując się zupełnie, że słyszy to nawet pilot.

Kto pierwszy, ten lepszy, czyli przepchnę się, ale będę pierwszy

To magia kolejek na lotnisku – począwszy od odprawy, przez wejście do samolotu, na sprincie na miejsce skończywszy. Choć miejsc w samolocie jest tyle, ilu pasażerów, są tacy, którym wydaje się, że trzeba się spieszyć – co więcej, trzeba być minimum w pierwszej trójce, która stawia stopę na pokładzie samolotu. Droga do celu, choć „usłana trupami”, zwieńczona jest zdobyciem wymarzonego miejsca – rzeczy absolutnie unikalnej w samolocie… Ten typ pasażera odpowiada za tworzenie kolejek – staje, zaklepując sobie miejsce, koniecznie na froncie ogonka. Próby zajęcia jego miejsca kończą się przepychankami – będzie go bowiem bronił do ostatniej kropli krwi (swojej lub Waszej).

Podróż w aromacie, czyli „pachnący” pasażerowie

W tej kategorii zaszczytne miejsca na podium zajmują ex aequo dwa typy pasażerów. Ci, którzy nie odkryli dobroczynnego działania mydła i pod prysznic nigdy nie jest im po drodze oraz ci, którzy jako wyznacznik higieny osobistej uznają skąpanie się w 10 flakonach perfum. Zarówno obok jednych, jak i obok drugich – siedzi się tak samo nieznośnie. Czasem aromat jest tak silny, że nie trzeba wcale siedzieć obok takiego delikwenta – nozdrza wychwycą go tak samo dobrze z odległości kilku rzędów siedzeń.

Może zgłodnieję, czyli pasażerowie z wonnym menu

Wcale nie napiętnujemy tych, którzy w podróż zabierają jedzenie – wolno im. Podróż trwa czasem znacznie dłużej, niż sam lot, a czasem decydują o tym względy zdrowotne. Śmiało można więc zabrać ze sobą przekąski. Mowa tu jednak o tych, którzy dokonują niezbyt szczęśliwych wyborów tego, co w samolocie planują spożywać, nie robiąc sobie nic z wywoływanych przez ich menu mdłości współpasażerów. Kto w PRL-u jeździł publicznym transportem pamięta, że największą popularnością cieszyły się jajka na twardo. Jeśli menu wzbogacono dodatkowo kotletem mielonym i kiszonym ogórkiem – to już było spełnienie marzeń. I choć wiele lat minęło, te aromatyczne wiktuały należą wciąż do największych koszmarów współpasażerów, siedzących w okolicy zaspokajającego głód podróżnego.

Zdrówko, czyli impreza w samolocie

Stres spowodowany lotem, luz, wywołany świadomością, że stery samolotu trzyma pilot i w końcu nie musimy prowadzić – to powody, dla których wielu chętnie zagląda w czasie lotu do kieliszka. No i dobrze – wszak wszystko jest dla ludzi, o ile z umiarem. Ci, którzy alkoholu nadużyli i obok upojenia wykazują niezdrowe społecznie symptomy tego stanu, to koszmar zarówno stewardes, jak i towarzyszy podróży. Pijackie burdy, wymiotowanie – niekoniecznie w toalecie i wiele innych wybryków – to zachowania, których (słusznie) nie tolerujemy.

Mały dymek, nikt nie zauważy, czyli palacze

Nie wtrącając się w szkodliwe skutki palenia papierosów podkreślamy, że nie rozprawiamy tu o nałogu ogółem. Chodzi o pasażerów, dla których podróż jest zbyt długa, aby wytrzymać bez zapalenia papierosa. Nie jest tajemnicą, że w samolocie się nie pali i nie ma żadnych, wydzielonych w tym celu stref. Po prostu – trzeba wytrzymać. Nie każdy jednak te nakazy rozumie. Wciąż zdarzają się tacy, dla których zapalenie w toalecie samolotu jest nieszkodliwą normą. I nic nie robią sobie z grożących im kar i wątpliwej przyjemności oddychania ich smrodem przez kolejnych pasażerów, którzy pochopnie zdecydują się na skorzystanie z toalety po palaczu.

Należy mi się więcej, czyli pasażerowie roszczeniowi

W tej grupie zaszczytne miejsce zajmują ci, którzy z nieznanych nikomu przyczyn uważają, że należy im się lepsze traktowanie. Czegokolwiek chcą – muszą otrzymać to natychmiast, wszystko ma być szybciej, lepiej i więcej. A z jakiego powodu? Bo tak. Głębokie przekonanie o uprzywilejowaniu pcha ich w kierunku stanowczego domagania się swojego, a jeśli nie dostają tego, czego żądają – awantura murowana. To typ pasażerów, który irytuje współtowarzyszy, a załogę pokładową doprowadza do białej gorączki.

Owacje na stojąco, czyli klaszczemy po wylądowaniu

Ostatnią kategorię należy potraktować z przymrużeniem oka. W przeciwieństwie do poprzednich bowiem, tacy pasażerowie nie czynią nikomu krzywdy i nie robią de facto nic złego. Skoro jednak powstają grupy, zrzeszające ich przeciwników, uznaliśmy, że należy im się uwaga. Klaskacze gratulując pilotowi, okazują radość ze szczęśliwego lądowania gromkimi brawami. Obserwujący proceder, nieklaszczący pasażerowie rumienią się z zażenowania – wstyd im za towarzyszy. A napiętnując ich podkreślają, że brawa to się należą baletnicy, a nie pilotowi, który – bądź co bądź – wykonał tylko należycie swoją pracę. Wszak lekarzowi nie bijemy brawa po postawieniu udanej diagnozy…

Źródło: Centerfly.pl


Komisarz Rady Europy: Ten kryzys bardziej jest związany z polityką niż z uchodźcami

Od wielu lat, państwa europejskie są krytykowane za brak odpowiedniej polityki dotyczącej uchodźców i udzielania azylu. Teraz, system wykazał swoje najsłabsze punkty wobec kryzysu wokół stale rosnącej liczby uchodźców. Zdaniem komisarza Rady Europy do spraw uchodźców Nilsa Muiznieksa, to jednak nie napływ nielegalnych imigrantów jest przyczyną tego krachu – tak naprawdę odpowiedzialna jest za to polityka, uważa komisarz Muiznieks.

Według agendy do spraw uchodźców Organizacji Narodów Zjednoczonych, w państwach Unii Europejskiej od stycznia złożono około 430 tysięcy wniosków o azyl. Blisko 40 procent – w samych Niemczech, zaś na Węgrzech – jedną czwartą pozostałej liczby. Tym samym, na pozostałych 26 członków Wspólnoty przypadło mniej więcej 180 tysięcy wniosków. To wkład, który trudno nazwać bohaterskim – pisze na łamach portalu tagesschau.de Nils Muiznieks.

– Biorąc pod uwagę tylko 300 tysięcy osób, które od stycznia przedostały się do Włoch i Grecji i poprosiły o azyl, Europa jest jeszcze daleko od takiego napływu uchodźców, z jakim już muszą sobie radzić biedniejsze i mniej stabilne kraje jak Pakistan, Liban i Etiopia, które dotychczas przyjęły około dwóch milionów syryjskich uciekinierów – zaznacza polityk.

 „Niestety, europejscy politycy ignorują te fakty o wiele chętniej niż stawiają im czoło. Z wyjątkiem Niemiec, większość europejskich polityków konkuruje w przekazywaniu opinii publicznej negatywnych komunikatów na ten temat. Francja i Wielka Brytania nie radzą sobie inaczej z trzema tysiącami uchodźców koczujących w Calais niż wysyłając tam policję i pieniądze na wzmocnienie nadzoru. I to w sytuacji, gdy liczba wniosków o azyl w Wielkiej Brytanii jest stabilna od lat” – stwierdza Muiznieks.

Komisarz Rady Europy ds. uchodźców zwraca uwagę, że w Danii, gdzie liczba wniosków o azyl w porównaniu z rokiem 2014 nie wzrosła znacząco, parlament w ubiegłą środę zredukował świadczenia socjalne dla uchodźców. Wyraźnym celem było sprawienie, by Dania wydawała się dla nich mniej atrakcyjna. – Także Polska, gdzie liczba ubiegających się o azyl w roku 2014 była mniejsza o 50 procent niż rok wcześniej, prezydent wyraźnie sprzeciwił się przyjęciu większej liczby uchodźców. Mimo że liczba wniosków spadła także w pierwszej połowie tego roku” – twierdzi Muiznieks.

Jego zdaniem wraz z olbrzymim wzrostem liczby wniosków o azyl i niewielką pomocą innych państw Unii, Bułgaria i Węgry nie mają innego wyjścia niż szczelne zamknięcie granic. „To z pewnością nie jest dobre rozwiązanie dla tych, którzy szukają międzynarodowej ochrony. Niewygodna polityczna prawda jednak jest taka, że jest to wynikiem błędów europejskiego systemu imigracyjnego, który szkodzi własnym państwom członkowskim na unijnych obrzeżach”.

Jak uważa Muiznieks, prawdziwym problemem nie jest napływ uchodźców, ale działania bez planu i w atmosferze histerii. „Ten kryzys bardziej jest związany z polityką niż z uchodźcami. By ochronić Europę opartą na solidarności i prawach człowieka, musimy przemyśleć stanowisko wobec imigrantów” – zwraca uwagę na portalu tagesschau.de. Muiznieks i apeluje, aby państwa Unii Europejskiej oraz Komisja Europejska stworzyły system, w którym „kraje dzielą między siebie przyjmowanie uchodźców, na podstawie solidarności i poszanowania praw człowieka. Poprawiłoby to ochronę imigrantów i jednocześnie odciążyłoby mniejsze, graniczne państwa członkowskie.

Zdaniem polityka „Europa musi stworzyć legalną drogę dla uchodźców, w tym ustalić warunki otrzymania wizy humanitarnej oraz zapobiegać rozdzielaniu rodzin, ułatwiać im pozostanie razem. Dzięki temu, uchodźcy nie tylko unikną niebezpiecznych przepraw do Europy, ale także znacznie zmniejszony zostanie proceder przemytników”.

Komisarz Rady Europy ds. uchodźców jest przekonany, że „ochrona uchodźców to obowiązek moralny i państwowy. Musimy robić więcej, by ratować tych, którzy uciekają przed wojną i prześladowaniami.”

Para imigrantów rzuciła się na tory kolejowe po tym, gdy zostali wyrzuceni z pociągu 40 km od Budapesztu

 

Źródło: Deutsche Welle


Tysiące uchodźców w Budapeszcie

Kryzys migracyjny będzie głównym tematem rozmów premiera Węgier w Brukseli. Viktor Orban spotka się z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Będzie rozmawiał także z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem, szefem Komisji Europejskiej Jeanem-Claude’em Junckerem.

Od początku roku władze w Budapeszcie zarejestrowały ponad 140 tysięcy osób. To o 100 tysięcy więcej niż w całym ubiegłym roku. Węgry stały się ostatnio jednym z krajów tranzytowych dla uchodźców dla uchodźców z Bliskiego Wschodu, którzy próbują przedostać się do Europy, głównie do Austrii i Niemiec.

Na dworzec kolejowy Keleti w Budapeszcie weszło w czwartek rano ponad 1000 imigrantów, plac przed stacją jest niemal pusty – podała agencja Reuters. Przez głośniki poinformowano, że z dworca nie odjedzie żaden pociąg międzynarodowy – pisze AFP.

Od dwóch dni imigranci nie byli wpuszczani na dworzec Keleti, mimo że wielu z nich miało wykupione bilety. Plac przed dworcem zamienił się w wielkie koczowisko z kilkoma tysiącami uchodźców – głównie z Syrii, Afganistanu i Pakistanu. Imigranci zamieszkali w przejściach podziemnych, na trawnikach i bezpośrednio na samym placu dworcowym.

Kilkudziesięciu wolontariuszy stara się wspierać uchodźców udzielając im pomocy medycznej, dostarczając jedzenie, picie i czyste ubrania.

Węgierski parlament ma dziś przyjąć nowelizację prawa dotyczącego azylu. Nowelizacja ma wprowadzić pojęcie „sytuacji kryzysowej spowodowanej masowym napływem uchodźców”. Gdy do niej dojdzie – policja zyskuje dodatkowe uprawnienia. Nowe prawo przewiduje też karę więzienia dla osób, nielegalnie przekraczających ogrodzenie na granicy z Serbią.

W przyszłym tygodniu szef Komisji Jean-Claude Juncker ma przedstawić pomysł utworzenia stałego systemu podziału uchodźców między unijne kraje. Niechętne temu są jak do tej pory państwa z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska.

Tymczasem premier Węgier Viktor Orban krytykuje politykę migracyjną Unii Europejskiej określając ją, jako chybioną. W gościnnym artykule opublikowanym w niemieckim dzienniku ”Frankfurter Allgemeine Zeitung” ostrzega przed eksplozją Europy.

Węgierski premier przekonuje, że Europa nie zmaga się obecnie z problemem uchodźców, tylko z nowożytną wędrówką ludów. Jak pisze, na kontynent już przybywają setki tysięcy osób, a w przyszłości mogą to być miliony. Orban krytykuje europejskich polityków, którzy robią imigrantom nadzieję na lepsze życie i zachęcają ich do ryzykownej podróży do Europy.

Zdaniem węgierskiego premiera Unia Europejska musi strzec swoich granic, bo w przeciwnym wypadku zakwestionowane zostanie istnienie strefy Schengen. Jak pisze – to deprymujące, że poza Węgrami, prawie nikt nie chce chronić granicy. Orban zwraca też uwagę, że większość uchodźców to muzułmanie, co – jego zdaniem – może zagrozić chrześcijańskim wartościom w Europie

Polskie Radio


Wałęsa krytykuje Dudę: Kalanie swojego gniazda jest nie do przyjęcia, należy wstydzić się takich postaw

– Dorn i Napieralski to są ludzie, których szkoda zgubić krótko mówiąc, a więc z tej perspektywy to dobrze. Ale z organizacyjnej, no po to są partie, że mają mieć przygotowanych swoich ludzi – stwierdził w programie Moniki Olejnik „Gość Radia ZET” były prezydent Lech Wałesa. Ocenił w ten sposób transfer byłego polityka Prawa i Sprawiedliwości Ludwika Dorna i Grzegorza Napieralskiego, byłego kandydata SLD na prezydenta, a ostatnio zawziętego krytyka polityki prowadzonej przez Leszka Millera i byłych kolegów z partii.

– Nieszczęściem by było gdyby to się Kaczyńskiemu udało – podkreślił były prezydent – Są nieodpowiedzialni, to, co proponują to jest brak odpowiedzialności, to jest demagogia, to jest populizm, to nikomu nie służy. Ja już powiedziałem kiedyś, że gdyby oni zwyciężyli to dopiero przegrają, dlatego że mają wszędzie wrogów, wewnętrznych wrogów, zewnętrznych wrogów i co w takiej sytuacji można zrobić dla kraju? No nic się nie da zrobić. I w związku z tym, ja już nawet proponowałem Platformie, dajcie im władzę teraz, przygotujcie się dobrze, dajcie im zobaczymy, jak szybko znikną ze sceny. No tak, tylko, że po co Polsce takie doświadczenia, po co nam takie nieprzyjemności? – powiedział Lech Wałęsa odnosząc się do posunięć Jarosława Kaczyńskiego, który aby zwyciężyć w najbliższych wyborach parlamentarnych usunął się w cień, i wysunął na pierwszy plan Beatę Szydło, która jest kandydatką na premiera.

Były prezydent oceniając wypowiedź Andrzeja Dudy, który poskarżył się w rozmowie z prezydentem Niemiec, że „Polska nie jest krajem sprawiedliwym” zaznaczył, że „W mojej generacji to jest w ogóle nie do przyjęcia, to jest kalanie swojego gniazda, to się wstydzić należy takich postaw”.

Wypowiedział się również, dlaczego oddał święto „Solidarności” Piotrowi Dudzie i dlaczego nie było go na uroczystościach:
– Ja bym nie pozwolił na takie obrażanie, na takie zachowanie – odpowiedział były prezydent – I dlatego też ja oddałem, by pokazać jeszcze przed wyborami parlamentarnymi pokazać, z kim mamy do czynienia, co oni znaczą, jak się zachowują, oddałem to, a jednocześnie podziękowałem Francji w tym samym dniu za wielki wkład w dzieło „Solidarności”.
 

Źródło: RadioZet


Kryzys imigracyjny w Europie – Importujemy konflikty kulturowe

– Jeżeli szybko nie zintegrujemy imigrantów w społeczeństwie, grożą konflikty kulturowe – ostrzega ostrzega niemiecki socjolog Hans-Georg Soeffner w rozmowie z niemieckim Deutsche Welle. Hans-Georg Soeffner jest emerytowanym wykładowcą na uniwersytecie w Konstancji. W latach 2007-2011 był prezesem Niemieckiego Towarzystwa Socjologicznego.


DW: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych liczy się z przybyciem do RFN w bieżącym roku 800 tys. imigrantów. Czy ta liczba niepokoi Pana?

Hans-Georg Soeffner: Tak, z jednej strony budzi ona moje obawy ze względu na to, że mielibyśmy właściwie szansę uporania się z napływemim igrantów. Ale zarówno kraje związkowe jak i federacja nie radzą sobie jak dotąd z tym problemem. Wiemy już od dłuższego czasu, że będzie miał miejsce taki napływ imigrantów, i że będzie się on wzmagał. Ogarnia mnie zwątpienie, kiedy obserwuję jak powoli Niemcy działają w tej sprawie. Trzeba sobie uzmysłowić, że Republika Federalna Niemiec jest państwem, które miało największy napływ ludności po roku 1945. Większy niż dawne państwa kolonialne Francja i Wielka Brytania. W porównaniu z tymi państwami Niemcy mają społeczeństwo najbardziej zróżnicowane. Niemcy przeżywały ogromne fale migracyjne: ludzie przyjeżdżali, wyjeżdżali, do tego napływali gastarbeiterzy. Tylko do roku 2000 do Niemiec przybyły 23 miliony ludzi z zagranicy. Niemcy opuściło jednocześnie 17 milionów osób. Czyli ciągle odbywa się wymieszanie społeczeństwa i nie było to nigdy większym problemem. Obecnie odnoszę jednak wrażenie, że nikt sobie nie zdaje z tego sprawy, ile trzeba w tym względzie zaplanować.

 Jak powinna wyglądać mądra polityka, żeby poradzić sobie z obecnym wyzwaniem?

Sprawa polega na tym, że nie chodzi tylko o zapewnienie ludziom zakwaterowania, lecz o zintegrowanie ich na przykład w systemie edukacyjnym – zarówno dzieci jak i dorosłych. Trzeba oferować ludziom jak najszybciej kursy nauki języka. Jeżeli to nie nastąpi, nie będą się mogli szybko integrować. Potrzebna jest też kooperacja z Federalnym Urzędem Pracy.

Jak określiłby Pan kulturowy wymiar imigracji?

Jeżeli nie uda nam się tym ludziom przyswoić języka i przekazać wiedzy o naszej kulturze, szybko będziemy skonfrontowani z konfliktami kulturowymi, spowodowanymi odmiennością religijną imigrantów. Teraz już mamy w Niemczech 4,5 mln muzułmanów. Ich liczba rosła sukcesywnie przez lata, tak że nie wynikały z tego żadne konflikty kulturowe. Obecny napływ imigrantów ma zupełnie inny wymiar. Widać także, że przez przyjmowanie uchodźców importujemy również konflikty religijne występujące między samymi muzułmanami.

Jak postrzega Pan rozwój tych konfliktów?

Należy przyjąć, że konflikty te będą się wzmagać. Wraz z uchodźcami do Niemiec transportowane są polityczne i religijne konflikty ich ojczystych krajów, jak np. konflikt między sunnitami i szyitami czy między liberalnymi muzułmanami i salafistami.

Znane są nam już konflikty na przykład między Turkami i Kurdami czy alewitami i resztą muzułmanów. Zasadniczo konflikty takie są nam znane, ale w obliczu dalszego spodziewanego napływu będą się one jeszcze potęgowały. Dlatego konieczne jest, by natychmiast zacząć imigrantom przekazywać wiedzę o zasadach na jakich opiera się życie społeczne w Niemczech, to znaczy na przykład o konstytucji. Wtedy imigranci będą wiedzieć, jakie reguły zachowań obowiązują u nas .

 Obecnie jesteśmy świadkami załamywania się gdzie niegdzie publicznego porządku, jak np. w Calais, na Lampedusie, w Macedonii. Mają tam miejsce bez mała archaiczne sceny. Czy państwa Europy są w stanie zapanować nad tą sytuacją? Czy jest możliwe w ogóle, żeby takim sytuacjom zapobiec?

Ta sytuacja jest dlatego tak trudna do opanowania, ponieważ Europejczycy od lat zaniedbywali problemy. Także Wielka Brytania przymykała oczy na stosunkowo niekontrolowany napływ imigrantów, podobnie jak Francja. Na Wyspach jest bardzo niedoskonały system ewidencji ludności; nie ma tam nawet obowiązku noszenia ze sobą dowodu osobistego. Brytyjczycy muszą sie teraz sporo nauczyć, ale jest to wynikiem zaniedbań narastających od wielu lat. W ten sposób Europa dopuściła do wzrostu chaosu. Niemcy są pod względem organizacyjnym – bez przechwalania się – w nieco lepszej sytuacji. Dość szybko zorientowaliśmy się, że problemy tego typu można rozwiązać nie tylko przy pomocy policji, że potrzebna jest ukierunkowana praca socjalna i odpowiednie urzędy, które na przykład mogą zająć się przydzielaniem imigrantom miejsc pracy. Z tego względu mamy jak do tej pory nieco inną sytuację i zupełnie inny potencjał. Ale nie wolno nam odwlekać rozwiązywania problemów, jak robi liśmy to do tej pory.

W obliczu tak potężnego napływu uchodźców nasuwa się pytanie, co jest elementem scalającym niemieckie społeczeństwo?

Z pewnością nie jest to żadna wiodąca kultura (Leitkultur), bo takiej już od dawna nie ma. Atutem Niemiec jest nasza konstytucja – najlepsza na świecie . Ludzie muszą ją znać i trzeba trzymać się jej zapisów.

Czyli można więc mówić o konstytucyjnym patriotyzmie, żeby posłużyć się pojęciem Dolfa Sternberga?

Tak, o to właśnie chodzi. Do niego zalicza się także wolność wyznania, jak w latach 70-tych sformułował to już Ernst-Wolfgang Boeckenfoerde: miarą rzeczywistej sekularyzacji państwa, jest to, w jakiej mierze dopuszcza ono wolność wyznania. To oznacza, że społeczeństwa z różnymi ugrupowaniami wyznaniowymi i ideologicznymi są zawsze bardzo wrażliwe i trzeba nauczyć się z tym żyć. Mają jednak tę wielką zaletę, że są społeczeństwami otwartymi. W każdym razie wtedy, jeżeli państwo jasno i prawie bezlitośnie pilnuje, żeby konstytucja była przestrzegana i żeby stosowano się do jej zapisów. Cała reszta jest iluzją.

 

Deutsche Welle


”Proszę mnie zrobić na Demi Moore….” czyli Polka u chirurga plastycznego

Demi Moore, Salma Hayek czy Kim Kardashian są uznawane za wzorzec piękna i naśladowane przez miliony kobiet na całym świecie. Nic więc dziwnego, że promowane przez nie nowości kosmetyczne i zabiegi medycyny estetycznej cieszą się dużym zainteresowaniem. Polki, które chcą zadbać o swoją sylwetkę, również zdają się na rekomendację gwiazd i pytają specjalistów o podobną ofertę.

– Klientki przychodzą do gabinetów medycyny estetycznej zwalczać cellulit i chcą stosować najlepsze metody, jakie są obecnie na rynku. Często wzorują się na gwiazdach, które w reality show reklamują jakiś rodzaj zabiegów. Oczywiście te zabiegi są też dostępne u nas w Polsce i nie są tylko zarezerwowane dla celebrytek, każdy może je wykonać – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Dorota Kliszewska, fizjoterapeuta z DermaMed.
 
Wśród gwiazd, które szczególnie promują zabiegi antycellulitowe i modelujące sylwetkę, są Kim Kardashian i Demi Moore. Klientkom, które wzorują się właśnie na nich, lekarze medycyny estetycznej polecają m.in. zabieg  VelaShape i VelaSmooth.

– Zabieg VelaShape działa w oparciu o podczerwień, masaż próżniowy oraz radiofrekwencję dwubiegunową. Jest dość przyjemny, Kim Kardashian porównała go do masażu gorącymi kamieniami. Zaraz po nim możemy wrócić do pracy, nie mamy siniaków, żadnego zaczerwienienia ani obrzęku. Wykonujemy go tylko raz w tygodniu, więc jest to również bardzo dobry sposób dla kobiet zapracowanych – tłumaczy Dorota Kliszewska.

Podobne efekty przynosi zabieg VelaSmooth. Pomaga pozbyć się widocznych na skórze nierówności i pozwala na znaczną redukcję tkanki tłuszczowej.

– Pozwala również napiąć skórę, obkurcza włókna kolagenowe oraz stymuluje kolagen do wzrostu. Już po pierwszym zabiegu widać pierwsze oznaki napięcia skóry. Demi Moore stosowała zabieg VelaSmooth w problematycznym miejscu, jakim są kolana. Chciała zredukować wiotką skórę wiszącą nad kolanami – wyjaśnia Dorota Kliszewska.

Z kolei Salma Hayek podczas jednego z wywiadów przyznała się do stosowania zabiegu Venus Legacy. To nowość na światowym rynku.

– Venus Legacy jest urządzeniem, które pracuje w oparciu o radiofrekwencję wielobiegunową oraz pole magnetyczne. Dociera do bardzo głębokich warstw tkanki tłuszczowej, dzięki temu redukuje jej obwód, obkurcza komórki tłuszczowe, przyspiesza procesy lipolizy oraz stymuluje kolagen do wzrostu. Modeluje sylwetkę i napina skórę, czyniąc ją niemal jak u gwiazd – mówi Dorota Kliszewska.

Dorota Kliszewska podkreśla, że wzorowanie się przy wyborze zabiegów medycyny estetycznej na gwiazdach to dobry kierunek.

– Gwiazdy wybierają najlepsze, światowe nowości, które są bezpieczne, przebadane i mają certyfikaty potwierdzające skuteczność. Dobrze jest wybierać również gabinety, które pracują na różnych technologiach, ponieważ nie jesteśmy w stanie pomóc każdej klientce jednym urządzeniem. Każda osoba przychodzi z innym problemem – dodaje Dorota Kliszewska.

Za każdy z tych zabiegów trzeba zapłacić od kilkuset złotych wzwyż. Stawka zależy od partii ciała i liczby sesji zabiegowych.

Cellulit głównie pojawia się na brzuchu, udach i pośladkach. Najczęściej ma on postać wgłębień w skórze, a w zaawansowane formie – guzków i stwardnień. Jego przyczyną są zaburzenia w mikrokrążeniu. Z problemem zmagają się zarówno osoby szczupłe, jak i otyłe.

 

Newseria
 


Uchodźcy na Węgrzech szturmują pociągi jadące na zachód. Wznoszą okrzyki „Germany, Germany!”

Kilka tysięcy uchodźców, w większości Syryjczycy koczuje na budapeszteńskich dworcach, przekształconych w ostatnich dniach w prowizoryczne obozowiska. Setki imigrantów próbuje dostać się do pociągów podążających na Zachód.

Przed dworcem duża grupa imigrantów manifestuje, domagając się możliwości podróży do Niemiec. Wymachują biletami i wznoszą okrzyki „Germany, Germany!” – dając do zrozumienia, dokąd chcą się udać.

Imigrantom z ważnymi dokumentami i biletami, oczekującym na budapeszteńskim dworcu Keleti na możliwość wyjazdu z Węgier, umożliwiono w poniedziałek wejście do pociągów jadących do Austrii i Niemiec. Policja, która dotąd uniemożliwiała wyjazdy imigrantów, wycofała się z dworca Keleti i uchodźcy setkami wsiadali do pociągów. Wielu ustawiało się w kolejce do kasy, aby kupić bilety.

Tymczasem Austria apeluje do Berlina o wyjaśnienie stanowiska Niemiec wobec przybyszów. W niedzielę z podobnym apelem w sprawie przyjmowania imigrantów zwracały się do Niemiec Węgry.

Według austriackiej minister spraw wewnętrznych, „pojawiają się pogłoski wśród imigrantów, że Niemcy wysyłają pociągi do Budapesztu, by ich zabrać”. – Najważniejsze jest, by Niemcy poinformowały przybyszów, że regulacje azylowe są w mocy – mówiła Johanna Mikl-Leitner.

Tylko w ciągu jednego dnia, w niedzielę, do Wiednia przybyła rekordowa liczba 3650 imigrantów. Głównie Syjczycy, ale także obywatele Kosowa, Iraku i Afganistanu.

Jak podaje agencja AFP – grupa osób wsiadła do pociągu jadącego do Salzburga w północno-zachodniej Austrii, a kolejna – do Monachium w Niemczech. Agencji Reutera informowała natomiast, że z Hegyeshalom w północno-zachodnich Węgier odjechały w kierunku Wiednia cztery pociągi, wśród pasażerów, których byli m.in. uchodźcy. Co najmniej jeden ze składów oczekiwał na granicy kilka godzin.

Austriackie koleje odmówiły przyjęcia jednego z pociągów z Budapesztu, ponieważ, jak wyjaśniono, był on przeładowany. Zwrócono się do węgierskiej policji o pomoc w wyprowadzeniu z pociągu części pasażerów.

Według policji imigranci, którzy nie zamierzają występować o azyl, będą mogli poruszać się swobodnie po Austrii przez dwa tygodnie, po czym będzie ich można odesłać z powrotem do ostatniego kraju tranzytowego.

Od niedzieli wieczorem Austria prowadzi na wschodnich granicach zaostrzone kontrole wszystkich pojazdów, które mogłyby być wykorzystywane do przemytu ludzi. Po węgierskiej stronie granicy utworzył się gigantyczny korek. W ramach akcji złapano już pięciu przemytników, a przechwycono ponad dwustu uchodźców – informuje Konrad Kogler, dyrektor generalny ds. bezpieczeństwa publicznego.

Tymczasem w Brzecławiu na wschodzie Czech, czeska policja podczas nocnej akcji zatrzymała ponad dwustu imigrantów w pociągu jadący z Budapesztu i Wiednia. Czesi byli przygotowani na przyjazd imigrantów, ponieważ pojawiały się informacje, że policja w Budapeszcie przestała kontrolować osoby wsiadające do międzynarodowych pociągów jadących na Zachód.

Kolejnych 115 mężczyzn, 38 kobiet i 61 dzieci, czeska policja zatrzymała w pociągu jadącym w kierunku Pragi. Byli to przede wszystkim obywatele Syrii, ale również Pakistanu, Afganistanu, Bangladeszu i Iraku.

Kraje Europy Środkowej niechętne są przyjmowaniu imigrantów.

Słowacja oznajmiła, że może przyjąć kilkuset imigrantów, ale tylko chrześcijan, tłumacząc, że muzułmanie w kraju bez ani jednego meczetu nie będą czuli się dobrze.

Premier Węgier Victor Orban niedawno tłumaczył, że jego kraj powinien pozostać jednolity kulturowo.

Natomiast prezydent Czech Milosz Zeman jest zdania, że:  – Uchodźcy to getta, choroby zakaźne i terroryzm – Według czeskiego przywódcy imigranci powinni być deportowani, a nie umieszczani w obozach dla uchodźców. W ocenie Zemana istnieje ryzyko, że w fali islamskich uchodźców organizacja Państwo Islamskie wyśle do Czech tak zwane „uśpione komórki”.

Polska prezentuje w sprawie uchodźców najbardziej otwarte stanowisko. Szef MSZ Grzegorz Schetyna powiedział, że weryfikacja stanowiska Polski ws. imigrantów jest kwestią rozmowy.

– Europa powinna być solidarna we wszystkich swoich wymiarach i problemach – powiedział z kolei szef polskiego MSZ Grzegorz Schetyna – To nie tylko kwestia migrantów czy NATO czy bezpieczeństwa; to jest debata odnośnie przyszłości, tego wszystkiego, co jest Europą i co jest naszym atutem, czyli bycie w rodzinie europejskich krajów i możliwość podejmowania wspólnych decyzji, bycia beneficjentem tego, co dobre a także podejmowania decyzji wtedy, kiedy jest sytuacja trudna – mówił szef MSZ.

 

Źródło: Polskie Radio


Duda i Kopacz nie podali sobie dłoni. Kto powinien pierwszy podać rękę?

duda_nie_podal_reki_kopacz.jpg

Ewa Kopacz i Andrzej Duda wzięli w poniedziałek udział w obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. Podczas uroczystości prezydent Andrzej Duda i premier Ewa Kopacz, mimo tego, że stali obok siebie, nie podali sobie dłoni.

Kamery zarejestrowały moment, w którym Andrzej Duda wita się z gośćmi, zerka w kierunku Ewy Kopacz, która chwilę później również zaczęła podawać dłoń innym. Następnie prezydent odwrócił głowę i, wraz z m.in. szefową jego kancelarii Małgorzatą Sadurską, oddalił się od miejsca, w którym przebywała premier.

Zdaniem Janusza Sibory, znawcy protokołu dyplomatycznego, to prezydent powinien pierwszy wyciągnąć dłoń w stronę szefowej rządu. – Zasada zgodnie, z którą to kobieta inicjuje uścisk ręki, obowiązuje jedynie w sytuacjach towarzyskich – tłumaczy ekspert.

– Prezydent źle się zachował. Inicjatywa powinna należeć do niego – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską.

– Tu mamy do czynienia z sytuacją oficjalną. Jest to uroczystość w czasie, której obowiązuje ceremoniał państwowy. W państwie polskim obowiązuje określona precedencja, czyli porządek starszeństwa osób w państwie – wyjaśnia.

Jak wytłumaczył, zgodnie z zasadami podczas uroczystości goście przybywają w kolejności od osoby najniższej rangą. – Pan prezydent, jako pierwsza osoba w państwie, kiedy przybywa, wita się z osobami oczekującymi już na niego – powiedział. Te same reguły obowiązują przy pożegnaniu.

– Nie mylmy sytuacji towarzyskich z zasadami ceremoniału państwowego – podkreślił Janusz Sibora.

– Trudno wyobrazić sobie sytuację, że prezydent (Joachim) Gauck nie wita się z kanclerz Angelą Merkel. Całe Niemcy by w posadach zadrżały – zauważył ekspert – Podczas uroczystości tak doniosłych jak te na Westerplatte należało się po prostu przywitać. Pan prezydent powinien podejść do pani premier i do osób obok.

W jego opinii nieporozumienia polityczne powinny być wyjaśniane w zaciszach gabinetów.

Ekspert zwrócił uwagę, że takie sytuacje świadczą przede wszystkim o niskiej kulturze politycznej w Polsce. – Przy „dobrej kohabitacji towarzyskiej” powinno wystarczyć spojrzenie w oczy, uśmiech i wzajemne przywitanie – powiedział – Mówimy o najważniejszych osobach w państwie, reprezentantach narodu. Takie zachowania nie świadczą o niczym dobrym i dają Polakom zły przykład – stwierdza.

– Jest takie polskie przysłowie, które mogłoby być przestrogą dla polityków: „Gdzie siła ceremonii, tam szczerości mało” – puentuje dr Sibora.