Monika Olejnik: Szacunek należy się nie tylko kanclerz Merkel, ale też premier Ewie Kopacz

Monika Olejnik w swoim felietonie dla Gazety Wyborczej komentuje prośby premier Ewy Kopacz o spotkanie z Andrzejem Dudą, na które prezydent pozostaje głuchy. Krytykuje też Ewę Kopacz, która tłumaczy się: cóż ja mogę zrobić więcej, jako kobieta, niż tylko powiedzieć „proszę”?
– Cieszy, że pan prezydent zapewnia „Bild”, że Polska chce dobrych relacji z Niemcami, i śle ukłony dla kanclerz Angeli Merkel – napisała Monika Olejnik na swoim profilu na Fecebooku cytując fragmenty swojego felietonu – Szacunek należy się nie tylko kanclerz Merkel, ale też premier Ewie Kopacz. Pan prezydent nie lekceważy Ewy Kopacz, tylko Polskę. Tak się składa, że jest ona premierem rządu, czy Andrzej Duda tego chce, czy nie. Nie wystarczają rozmowy z ministrem spraw zagranicznych i obrony narodowej. Ta pogarda naprawdę nie uchodzi.
Dziennikarce nie podobają się również słowa prezydenta, że „Premier Kopacz prowadzi kampanię wyborczą, a ja prowadzę sprawy Polski”. – Pan Duda też prowadzi kampanię wyborczą – zwraca uwagę.
Monika Olejnik przyznaje, że czuje się zażenowana argumentami premier Kopacz, która mówi: cóż ja mogę zrobić więcej, jako kobieta, niż tylko powiedzieć „proszę”? I zwraca uwagę, że jako premier rządu „nie powinna się łasić”. I sugeruje, aby Ewa Kopacz wzięła przykład z kanclerz Niemiec: – Może pani premier Kopacz wzięłaby przykład z kanclerz Angeli Merkel, która nie używa kobiecych argumentów?
Przypomniała przy okazji Andrzejowi Dudzie, że „skoro cały czas powołuje się na Lecha Kaczyńskiego, to niech sobie przypomni, że prezydent Lech Kaczyński zacisnął zęby i z Donaldem Tuskiem się spotkał.”
Źródło: Facebook
Kolejny konwój z Wielkiej Brytanii osób poszukiwanych ukrywających się przed policją

Pod eskortą polskich policjantów, na pokładach dwóch samolotów wojskowych CASA, powróciło do kraju 41 poszukiwanych, którzy za granicą ukrywali się przed organami ścigania. Drogą lotniczą od stycznia do sierpnia br. sprowadzono już do Polski z zagranicy 751 osób pozbawionych wolności.
Wydział Konwojowy Biura Prewencji i Ruchu Drogowego KGP organizuje konwoje osób zatrzymanych poza granicami kraju. Jedną z metod realizacji tego typu zadań są konwoje zbiorcze wykonywane samolotami wojskowymi. Pozwala to na jednoczesne przekonwojowanie większej liczby osób poszukiwanych przez polski wymiar sprawiedliwości oraz na obniżenie kosztów eskorty.
Wczoraj, 27 sierpnia br. zrealizowano kolejny taki konwój. Tym razem na pokładach 2 samolotów wojskowych typu CASA 295M przewieziono z terytorium Wielkiej Brytanii 41 osób pozbawionych wolności, które mają na koncie różne przestępstwa., m.in.: posiadanie i handel narkotykami, kradzieże, włamania, rozboje, bójki, pobicia czy oszustwa.
Powody ucieczki z kraju są zazwyczaj takie same. Osoby, które popełniły przestępstwa na terenie Polski, liczą na to, że za granicą będą bezpieczne – np. wtopią się w tłum w wielkich metropoliach lub znajdą schronienie w niewielkich miejscowościach, a polscy funkcjonariusze o nich zapomną. Nic bardziej mylnego. Śledztwa prowadzone są cały czas, często we współpracy z policjantami z innych krajów. Dzięki nim funkcjonariusze namierzają osoby podejrzane, ukrywające się setki kilometrów od naszych granic i zatrzymują je.
Od stycznia do 27 sierpnia 2015 roku Wydział Konwojowy Biura Prewencji i Ruchu Drogowego KGP zorganizował oraz uczestniczył w przekonwojowaniu drogą lotniczą z samego tylko terytorium Wielkiej Brytanii 397 osób pozbawionych wolności, które przetransportowano w 20 konwojach zbiorczych.
Natomiast w pozostałych 254 zagranicznych konwojach policjanci w okresie od stycznia do 25 sierpnia br. przekonwojowali 354 osoby.
Realizacja konwojów przez policjantów z Komendy Głównej Policji nie byłaby możliwa bez pomocy Sił Powietrznych, jak również wsparcia funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej Policji.
policja.pl
Ze sklepików szkolnych znikną słodycze i słone przekąski

Od początku roku szkolnego wejdą w życie nowe przepisy dotyczące żywności sprzedawanej w szkolnych sklepikach. Ministerstwo Zdrowia przygotowało szczegółową listę zakazanych produktów, na której znalazły się te zawierające duże ilości cukru, tłuszczu, soli oraz niestanowiące tak zwanej podstawy żywieniowej.
Zgodnie z decyzją Ministerstwa Zdrowia od września z półek sklepików szkolnych ma zniknąć niezdrowe jedzenie. Nie będą więc w nich dostępne chipsy, batony, napoje gazowane i słodzone. Zastąpić je mają kanapki, sałatki, warzywa, owoce i produkty mleczne. To odpowiedź na coraz bardziej alarmujące dane o problemach najmłodszych z nadwagą. Instytut Żywności i Żywienia wskazuje, że ma ją ponad 22 proc. uczniów.
Niektórzy producenci już zrezygnowali z tego kanału dystrybucji.
– PepsiCo od 2009 roku nie sprzedaje napojów gazowanych oraz napoju Lipton Ice Tea do szkół podstawowych i gimnazjów. To była decyzja firmy. Zgodnie z założeniami, z naszymi zobowiązaniami europejskimi, nie sprzedajemy w tym kanale dystrybucyjnym – mówi Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Centralną PepsiCo. – Od września tego roku będzie to obejmowało wszystkie firmy i wszystkie produkty o wyższej zawartości soli, cukru i tłuszczów.
Przeciwnicy zmian podkreślają, że samo wycofanie tuczących produktów ze szkół nie wystarczy, bo potrzebna jest całościowa zmiana nawyków żywieniowych. Według ekspertów Konfederacji Lewiatan w wielu sklepikach chipsy i gazowane napoje już zostały zastąpione przez chrupki kukurydziane, płatki, soki, wodę i kanapki. Producenci słodyczy zadbali o to, aby sztuczne barwniki zastąpiły naturalne, a porcje proponowane dzieciom do sprzedaży były mniejsze.
Małgorzata Skonieczna podkreśla, że problemem w Polsce nie są niezdrowe produkty, lecz niezdrowa dieta.
– Każdy produkt spożywczy, który jest dopuszczony do obrotu, czyli do sprzedaży na rynku polskim, musi spełniać bardzo ostre kryteria, dotyczące zarówno bezpieczeństwa żywności, jak i jakości. Nie ma więc niezdrowych produktów. Za to są niewłaściwe diety i w tym tkwi cały problem. W każdej diecie znajdzie się miejsce dla słonej przekąski czy napoju gazowanego – mówi dyrektor w PepsiCo.
Jej zdaniem z roku na rok rośnie jednak świadomość Polaków na temat tego, jak powinna wyglądać zbilansowana dieta i jak ważna jest towarzysząca temu aktywność fizyczna. Zmiany zachodzące w podejściu konsumentów wymuszają również zmiany u producentów żywności.
– W naszej ofercie mamy produkty, które spełniają wszystkie oczekiwania klientów, czyli mamy napoje gazowane, ale i wodę Krystaliczne Źródło – zarówno gazowaną, jak i niegazowaną , również soki Toma i napoje izotoniczne Gatorade dla aktywnych – mówi Małgorzata Skonieczna.
Dziecko w wieku szkolnym jest na tyle świadome, żeby kupić sobie „tabletkę dzień po” bez recepty, ale nie może sobie kupić kanapki z majonezem?
Posted by Janusz Korwin-Mikke on Friday, 28 August 2015
newseria
F-35. Czy to ostatni myśliwiec załogowy? Czy pilotów zastąpią maszyny?

35 tysięcy wylatanych godzin, 73% ukończonych testów i wstępna gotowość bojowa w korpusie piechoty morskiej Stanów Zjednoczonych. Jak po 14 latach od pierwszego lotu prezentuje się myśliwiec F-35?
– Już teraz wiemy, na tym wczesnym etapie, że ten myśliwiec ma o wiele większe możliwości, jest o wiele bardziej skuteczny, o wiele bardziej zabójczy, niż samoloty, które ma zastąpić – mówi newsrm.tv Billie Flynn, starszy pilot doświadczalny Lockheed Martin w programach F-35 i F-16.
F-35, który jest myśliwcem 5. generacji, posiada między innymi zaawansowane czujniki wielospektralne, fuzję sensoryczną, sieciocentryczne pole walki czy technologię stealth VLO. Jednak to właśnie ta nowa technologia wzbudza najwięcej emocji – czy można być w pełni niewidocznym? Jak mówi Billie Flynn, F-35 nie znika całkowicie z radaru, ale jest bardzo trudno wykrywalny, co jest niezwykle wielkim postępem w tej dziedzinie. Może wydawać się, że nie jest to wielka zaleta, czy przewaga, jednak właśnie technologia stealth sprawia, że pilot jest bardziej skuteczny, a jednocześnie ma większe zdolności na przetrwanie.
Pojawiają się głosy, że F-35, to ostatni myśliwiec załogowy. Jaka przyszłość czeka pilotów? – Nie wyobrażam sobie jeszcze przez wiele lat przyszłości bez pilotów – mówi Billie Flynn. – Jako dowódca jednostki Kanadyjskich Sił Powietrznych w Kosowie w 1999 roku doświadczyłem tego, że pilot po prostu musi być w kabinie. Moje doświadczenie jako pilota i dowódcy pokazały mi, że to człowiek musi podejmować decyzje w ułamku sekundy. Dysponujemy olbrzymim, zabójczym potencjałem, dlatego nie sądzę, żeby piloci zostali zastąpieni maszynami.
Do tej pory zostało wyprodukowanych już 150 myśliwców F-35, nie tylko dla sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, lecz również dla Norwegii, Wielkiej Brytanii, Włoch czy Holandii. Do 2020 ma być aż 650 samolotów tego typu w eksploatacji.
newsrm.tv
Nawet 4 i pół kilograma schudniesz, pijąc wodę przed posiłkiem
Około 4.5 zbędnych kilogramów można stracić, stosując się do zaleceń naukowców z Uniwersytetu w Birmingham. Wystarczy wypijać 30 minut przed każdym posiłkiem pół litra niegazowanej wody.

Testy opracowane przez naukowców, przeprowadzono na dwóch grupach osób z nadwagą.
Grupa pierwsza, miała za zadanie na pół godziny przed posiłkiem wypić pół litra niegazowanej wody.
Grupa druga, na kilka chwil przed posiłkiem, miała sobie wyobrazić, że ich żołądek jest pełny i czują się syci.
Badani, którzy wypijali przed zjedzeniem posiłku wodę stracili w ciągu 12 tygodni średnio 4,3 kg i chudły około 1,3 kg więcej niż osoby z drugiej grupy
Dr Helen Parretti (autorka badania), zapewnia, że wyrobienie w sobie tego prostego nawyku, jakim jest picie wody przed posiłkiem , w połączeniu z aktywnością fizyczną i zdrową dietą, może pomóc tym, którzy myślą o utracie kilku zbędnych kilogramów. „Jest to prosta metoda, która nie wymaga żadnego wysiłku i nie zaburza naszego codziennego, napiętego grafika. Dodatkowo, dla każdego utrata kilku dodatkowych kilogramów w skali roku, to wspaniała perspektywa”.
Oświadczenie Kwiatkowskiego. Prezes NIK wycofuje się z działalności po publikacji o ustawianie konkursów

Prokuratura Apelacyjna w Katowicach na podstawie materiałów zebranych przez CBA sformułowała wnioski o uchylenie immunitetów prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego i szefa klubu PSL Jana Burego. Według prokuratury, szef NIK Krzysztof Kwiatkowski miał wpływać na wyniki konkursów na wicedyrektora delegatury Izby w Rzeszowie oraz dyrektora delegatury w Łodzi. – informuje TVN24.
We wnioskach o uchylenie immunitetów skierowanych do Prokuratury Generalnej śledczy z Katowic napisali, iż chcą zarzucić Kwiatkowskiemu i Buremu przestępstwa urzędnicze. Prezes NIK ma usłyszeć w sumie cztery zarzuty przekroczenia uprawnień
Sam prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskieg, kilka godzin po doniesieniach TVN24 zareagował wydając oświadczenie na stronie Najwyższej Izby Kontroli.
Całość oświadczenia Krzysztofa Kwiatkowskiego, Prezesa NIK publikujemy poniżej:
Od ponad 20 lat funkcjonuję w życiu publicznym. Zawsze postępowałem uczciwie. Wiem jak bardzo ważna jest uczciwość, bezstronność, rzetelność i prawość. To są wartości, którym jestem każdego dnia wierny.
Katowicka prokuratura od dwóch lat wyjaśnia sprawę niektórych konkursów na stanowiska dyrektorów departamentów i delegatur. Żaden z pracowników NIK nie ma przedstawionych zarzutów. Nikt z kontrolerów nie jest o nic podejrzany. Izba zawsze w pełni wspierała i będzie wspierać wszystkie działania prokuratur zmierzające do wyjaśnienia każdej sprawy.
Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nowi dyrektorzy i wicedyrektorzy delegatur i departamentów NIK zwyciężyli w konkursach przeprowadzonych zgodnie z ustawą i wewnętrzną procedurą. Wybrani zostali najlepsi kandydaci dla poszczególnych jednostek.
W trakcie trwania konkursów pojawiały się różne trudności. Czasem wręcz, w nielicznych przypadkach, musieliśmy – oczywiście w zgodzie z przepisami prawa – konkurs unieważniać. Np. wtedy gdy zgłaszał się jeden kandydat nie prezentujący się szczególnie dobrze przed komisją, albo gdy wśród kandydatów nie było osoby, zdolnej do udźwignięcia problemów wewnętrznych w danej delegaturze czy departamencie i wyraźnie rysowała się potrzeba, aby taką jednostką pokierował doświadczony kontroler, ale wywodzący się z innej delegatury czy departamentu. Tak stało się np. w Łodzi czy Lublinie, gdzie potrzeba sięgnięcia po kontrolera z innej jednostki wystąpiła jeszcze podczas kadencji poprzedniego Prezesa NIK. Nowi dyrektorzy w tych miejscowościach – wieloletni pracownicy NIK, wybrani zgodnie z prawem, spełniający wszystkie wymogi formalne – okazali się być świetnymi menedżerami, którzy uporządkowali sytuację w podległych im jednostkach.
Przez ostatnie 20 lat kadra kierownicza w NIK praktycznie się nie zmieniała w inny sposób jak przez odejście na emeryturę. To nie była dobra sytuacja. Ustawodawca wprowadził więc konkursy. Zaczął je przeprowadzać mój poprzednik. Przyszło mi kontynuować ten proces, który w stosunku do blisko 1/3 dyrektorów przeprowadził wcześniej poprzedni Prezes wybierając dyrektorów w delegaturach np. w Krakowie albo Rzeszowie czy też w niektórych departamentach i to tak kluczowych jak bezpieczeństwa wewnętrznego czy zdrowia.
NIK ma obecnie we wszystkich jednostkach organizacyjnych nowych dyrektorów. Kadra kierownicza to w zdecydowanej większości osoby z długoletnim stażem kontrolerskim w Izbie.
Trzeba pamiętać, że ustawa o NIK pozwala stanąć do konkursu na stanowisko dyrektora osobie z co najmniej 5-letnim stażem pracy w NIK. W rzeczywistość zdecydowana większość dyrektorów ma staż w Izbie dłuższy niż 10 lat. Korzystamy z ich doświadczenia. Średnia wieku nowej kadry dyrektorskiej obniżyła się z 57 lat przed rozpoczęciem konkursów do 49 lat po ich zakończeniu.
Wzrosła liczba kobiet – dyrektorów z 15 do 25 proc. Ponad 1/5 nowych szefów jednostek kontrolnych posiada tytuł doktora.
Podobne tendencje odnotowaliśmy przy wyborze wicedyrektorów, którzy są swoistymi asystentami dyrektorów w procesie zarządzania. Większość z nich ma również wieloletni staż w NIK. Np. wicedyrektor z Rzeszowa Paweł Adamski, przyjęty do pracy w okresie Prezesury Janusza Wojciechowskiego, pracuje nieprzerwanie w NIK już od ponad 13 lat.
Zdaję sobie sprawę, że reformując NIK, dynamizując jego działalność, prowadząc konkursy, wymagając od kontrolerów bezkompromisowej pracy mogłem spowodować czyjeś niezadowolenie, naruszyć jakieś interesy i zostać pomówionym.
Gospodarzem śledztwa, w którym wyjaśniane są pomówienia dotyczące konkursów w NIK jest katowicka prokuratora i tylko ona może wypowiadać się o tej sprawie.
Od początku mojej kadencji przebudowuję Najwyższą Izbę Kontroli. Systematycznie, ewolucyjnie, szanując jej dobre tradycje, szanując pracę moich poprzedników. Wprowadziłem system zarządzania jakością kontroli. Pilnuję, aby kontrole Izby były na najwyższym poziomie, bezstronne, rzetelnie oddające obraz kontrolowanej rzeczywistości. Nasze raporty o informatyzacji ZUS, o spółce Elewarr, transferze środków z OFE, o sześciolatkach, o czystości powietrza, o fermach zwierząt, o ochronie zwierząt, o gazie łupkowym, kontraktach gazowych, budowie gazoportu, jakości dróg, służbach specjalnych, billingach, bezpieczeństwie na drogach, Lasach Państwowych, bezpieczeństwie na kolei, o elektrowniach wiatrowych, o stoczni Gdańsk, o kolejkach do lekarzy czy choćby o Krajowym Biurze Wyborczym były przyjmowane przez opinię publiczną, posłów, dziennikarzy oraz ekspertów branżowych z zainteresowaniem, uznaniem i przekonaniem, że są obiektywne, bezstronne i przede wszystkim rzetelne.
Opinia publiczna to dostrzega i docenia. To dla mnie bardzo ważne, że od września 2013 roku, czyli od momentu rozpoczęcia przeze mnie pracy w NIK do chwili obecnej liczba Polaków dobrze i bardzo dobrze oceniająca pracę NIK wzrosła już o 16 procent. To jest rzeczywisty miernik podejmowanych wysiłków.
Warto pamiętać, że kierując NIK muszę rozmawiać z różnymi osobami, z szefami klubów parlamentarnych oraz członkami komisji sejmowych, w tym zwłaszcza Sejmowej Komisji do Spraw Kontroli Państwowej. NIK jest wszak organem Sejmowi podległym i działającym na rzecz Sejmu. Ale między rozmową a złamaniem prawa jest zasadnicza różnica. Nie odpowiadam za nadinterpretacje moich spotkań i rozmów, odpowiadam wyłącznie za swoje zachowanie. A ono było zgodne z prawem. Trzeba pamiętać, że zadaniem Prezesa NIK jest również przekonywanie posłów ze wszystkich ugrupowań do podjęcia prac nad wnioskami pokontrolnymi. W tym sensie każdy Prezes Izby musi zabiegać o poparcie parlamentu. Każda z moich rozmów z parlamentarzystami dotyczyła interesów Najwyższej Izby Kontroli, a nie moich spraw osobistych. Mimo zainicjowania sprawy w okresie wyborczym, ufam w dobre intencje prokuratury i wierzę, że sprawa zostanie rzetelnie wyjaśniona. Jestem spokojny o jej finał, bo nigdy nie złamałem prawa, zawsze w swoim życiu postępując uczciwie. Dowodem na to jest moja dotychczasowa służba publiczna.
Pragnę szybkiego wyjaśnienia sprawy. Dlatego jeśli Prokurator Generalny skieruje wniosek w tej sprawie do Marszałek Sejmu, wówczas sam wystąpię z prośbą o uchylenie mi immunitetu. Szanując Najwyższą Izbę Kontroli, kierując się nadrzędnym interesem dobra publicznego, przekazałem nadzór nad wszystkimi kontrolami moim zastępcom. Postanowiłem też wyłączyć się z wszelkiej aktywności zewnętrznej, w tym także z uczestniczenia w posiedzeniach komisji sejmowych oraz z prac w Kolegium NIK, po to aby wyjaśniana przez prokuraturę sprawa i towarzysząca jej dyskusja nie rzutowały na codzienną pracę Najwyższej Izby Kontroli.
Źródło: NIK, TVN24
Zwłoki nawet 50 uchodźców znaleziono w ciężarówce przy autostradzie w Austrii

Zwłoki kilkudziesięciu uchodźców znaleziono w ciężarówce zaparkowanej przy jednej z autostrad w Austrii w pobliżu miasta Parndorf (Burgenland), około 50 km na południowy wschód od Wiednia – poinformowała policja w Burgenlandzie.
Jak informuje miejscowa gazeta „Krone”, prawdopodobnie są to nielegalni imigranci, którzy udusili się w czasie podróży. Ciężarówka stała zaparkowana na poboczu autostrady przez dłuższy czas. Zaniepokojeni robotnicy drogowi wezwali na miejsce policję. Okazało się, że naczepa jest pełna zwłok. Gazeta twierdzi, że jest ich „nawet 50”. Przedstawiciele austriackiego MSW potwierdzili makabryczne znalezisko, nie podali jednak dokładnej liczby ofiar. – W środku jest wielu martwych ludzi – powiedział rzecznik resortu.
”Zdeklarowany przyjaciel Niemiec w Warszawie”. Andrzej Duda: ”Po prostu lubię Niemcy”

Niemiecki „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zamieszcza w przeddzień wizyty polskiego prezydenta w Berlinie obszerny artykuł, którego połowa poświęcona jest sympatiom Andrzeja Dudy do współczesnych Niemiec.
„Zdeklarowany przyjaciel Niemiec w Warszawie“ – pod takim tytułem autor Konrad Schuller dzieli się w konserwatywnej, opiniotwórczej gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ), wrażeniami ze spotkania z polskim prezydentem w Warszawie.
Andrzej Duda opowiedział dziennikarzowi FAZ, że jego małżonka jest nauczycielką języka niemieckiego w gimnazjum, że w ramach polsko-niemieckiej wymiany szkolnej towarzyszył jej w podróżach do Niemiec, gdzie spotkał się z przyjaznym przyjęciem i uprzejmością i gdzie zawiązali wiele przyjaźni. Pod koniec rozmowy Andrzej Duda „zaskakuje” niemieckiego dziennikarza „osobistym wyznaniem”, że „po prostu lubi Niemcy”.
Te słowa prezydenta, pisze autor artykułu „zasługują tym bardziej na uwagę, gdyż reprezentuje on nurt polityczny, który nie jest znany z bardzo ciepłych uczuć wobec Niemiec”.
Niemiecki dziennikarz przypomina, że dawny premier Jarosław Kaczyński, prezes PiS, „zawsze atakował Berlin”, zarzucał Niemcom, że próbują zrzucić z siebie odpowiedzialność historyczną i po cichu dążą do niemiecko-rosyjskiego „kondominium” nad głowami krajów Europy Wschodniej. Z ust Andrzeja Dudy nic takiego nie pada, zaznacza „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Wręcz przeciwnie. Polski prezydent wskazuje na to, że nawet, jeśli w Niemczech czasami dochodzi do „zniekształcania historii”, to trzeba zaakceptować, że Niemcy „w dużym stopniu” wyciągnęli wnioski z historii. W rozmowie z FAZ polski prezydent wskazuje na wychowanie młodzieży niemieckiej w szkołach „w takim duchu, że nic takiego jak zbrodnie ludobójstwa nie może się powtórzyć”. Podkreśla też, że Niemcy przyznają się do tego, że to oni byli sprawcami tych straszliwych zbrodni.
Andrzej Duda chwali niemiecką kanclerz za to, że prowadzi „dość zdecydowaną polityką wobec Rosji”. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zauważa, że polski prezydent bierze w obronę dzisiejszych przywódców Niemiec przed zarzutem, że na koszt Europy Wschodniej robią interesy z Rosją.
FAZ podkreśla, że polski prezydent w zdecydowany sposób wypowiada się wypowiada się w sprawach bezpieczeństwa Polski zagrożonej, w jego opinii, przez „imperialną politykę” Rosji. Duda podkreślił, że jest przekonany o tym, że rozlokowanie wojsk NATO na terenie Polski nie spowoduje kolejnej eskalacji konfliktu, jest natomiast pewny, że przysłuży się to wzmocnieniu bezpieczeństwa Polski.
DW
Wielka Brytania: więzienie dla nielegalnych imigrantów i ich pracodawców

Wielka Brytania chce ostrzej zwalczać nielegalną imigrację. Osoby bezprawnie przybywające na wyspach muszą liczyć się z tym, że mogą trafić do więzienia i konfiskatą pieniędzy, poinformował minister ds. imigracji James Brokenshire. Imigranci nielegalnie pracujący w Wielkiej Brytanii, mogą trafić za kratki nawet na sześć miesięcy. Minister Brokenshire zapowiedział, że brytyjskie władze będą zwalczały „nadużywanie brytyjskiego systemu socjalnego”. Projekty odpowiednich ustaw trafią do parlamentu już po letniej przerwie.
– Będziemy ścigać osoby, które przebywają tu nielegalnie. Będziemy uniemożliwiać im znalezienie pracy, mieszkania, otwarcie konta w banku czy prowadzenie samochodu – podkreślał.
Brytyjskie władze przewidują także kary dla pracodawców. Za zatrudnianie nielegalnych imigrantów właścicielom pubów czy serwisów kurierskich będą odbierane licencje. Jeśli po nałożonej karze pieniężnej pracodawca nadal będzie zatrudniał nielegalnych imigrantów, będą mu grozi dalsze sankcje karne aż do kary 5 lat więzienia.

Brytyjski premier David Cameron dąży do ograniczenia napływu imigrantów. Wielka Brytania należy do krajów, które szczególnie niechętnie przyjmują uchodźców. Plany Komisji Europejskiej, by wprowadzić kwoty uchodźców dla każdego z państw członkowskich UE nie powiodły się jak dotąd ze względu na opór Wlk. Brytanii i państw środkowo- i wschodnioeuropejskich w tym Polski.
Kryzys imigracyjny
W Unii Europejskiej obowiązuje tzw. konwencja dublińska z 1990 roku, zastąpiona w 2003 roku umową Dublin II. Przewiduje ona, że procedura rozpatrywania wniosku azylowego może odbywać się tylko w jednym państwie, w tym, gdzie imgrant pierwszy raz postawił nogę na kontynencie europejskim. Chciano w ten sposób uniknąć sytuacji, w której w jednym czasie wniosek o azyl byłby rozpatrzony negatywnie w jednym z nich, a pozytywnie w innym.

Jednakże kraje basenu Morza Śródziemnego, przez które aktualnie napływa do UE najwięcej uchodźców nie radzą sobie narastającą falą imigrantów. Włochom i Grecji zarzuca się, że w ogóle zrezygnowały już z rejestracji imigrantów, pozwalając im jechać dalej, zazwyczaj do krajów Europy Północnej, gdzie dopiero ludzie ci składają wnioski o azyl. Kraje takie jak Niemcy, Austria czy Szwecja prowadzą stosunkowo liberalną politykę imigracyjną i szanse uzyskania tu azylu są większe.
W wywiadzie dla włoskiej telewizji RAI szef dyplomacji Paolo Gentiloni powiedział: – Albo Europa weźmie na swoje barki ten kryzys, albo stanie w obliczu ryzyka, że pogubi się w sprawie imigracji.
Od początku roku na wybrzeża Włoch przybyło prawie 110 tysięcy nielegalnych imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Tylko w minioną sobotę włoskie siły, z pomocą statków z Irlandii i Norwegii, uratowały 4,4 tys. osób z dryfujących łodzi i pontonów. Był to jeden z rekordowych dni pod względem rozmiaru napływu do Włoch.

Tymczasem liczba nielegalnych imigrantów u bram Europy z każdym dniem rośnie. Tylko w lipcu do granic Unii Europejskiej dotarło ich 107,5 tys. – poinformowała tydzień temu unijna agencja ds. granic Frontex. To trzykrotnie więcej, niż w tym samym miesiącu przed rokiem. Najgorsza sytuacja jest na granicach Włoch, Grecji i Węgier.
Kraje UE od kilku miesięcy próbują znaleźć sposób na rozwiązanie tego kryzysu. Jak dotąd jednak 28 państwom Unii nie udało się dojść do porozumienia w kwestii dobrowolnego rozlokowania 60 tys. uchodźców w nadchodzących dwóch latach. Kolejna runda rozmów na ten temat – tym razem z udziałem ministrów spraw zagranicznych UE – odbędzie się w połowie października w Paryżu. Następne takie spotkanie będzie miało miejsce w Berlinie.
Ekspert ds. polityki imigracyjnej z niemieckiej partii Zielonych Omid Nouripur domaga się zmiany systemu dublińskiego. Jego zdaniem system ten wyjątkowo dyskryminuje kraje śródziemnomorskie.
– Niestety jest duży opór, egoizm w wielu krajach europejskich – powiedział szef dyplomacji włoskiej Paolo Gentiloni podsumowując postawę tych państw, które przeciwne są rozlokowaniu tysięcy imigrantów, przybyłych na wybrzeża Grecji i Włoch.
– Trzeba uświadomić sobie, że, podczas gdy dzisiaj kryzys ten dotyczy Grecji, Włoch czy Serbii, jutro może dotyczyć Polski czy innego kraju – powiedział Paolo Gentiloni.

Kryzys unijnej polityki imigracyjnej
W opinii byłego niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joschki Fischera, brak porozumienia ws. unijnej polityki imigracyjnej zagraża przetrwaniu UE. Bogata Europa stoi u progu wielkiego kryzysu imigracyjnego ” i zdaje się, że jest to ponad jej siły polityczne i moralne oraz możliwości administracyjne, jak napisał polityk Zielonych w komentarzu na łamach „Sueddeutsche Zeitung”. Ten deficyt może stać się „poważnym politycznym ryzykiem dla UE, jako całości”.
Wiceprzewodniczący parlamentu Europejskiego Alexander Lambsdorf nie widzi szansy na wspólną politykę azylową w UE. W rozmowie z niemiecką rozgłośnią NDR stwierdził, że w Unii obowiązują, co prawda jednolite standardy przyjmowania imigrantów, ale nie sprawdzają się one w praktyce.
– Wielka Brytania, ale także kraje bałtyckie i kraje Europy środkowo-wschodniej wymigują się od wspólnej, europejskiej solidarności.
Polityk postuluje by państwa gotowe do współpracy przejęły w UE rolę prekursorów – podobnie, jak było to w przypadku Schengen czy euro. Możliwe byłoby stworzenie na zasadzie dobrowolności systemu rozdziału imigrantów, do którego mogłyby się potem dołączać dalsze państwa.
Andrzej Duda: Premier prowadzi kampanię wyborczą, a ja polskie sprawy. „Kilometrówki”: To potwarz i oszustwo

Andrzej Duda był gościem w programie „Minęła dwudziesta” w TVP1 i TVP Info. Był pytany m.in. o wypowiedź ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki o tym, że nie ma potrzeby wprowadzania nowego formatu rozmów w sprawie konfliktu na Ukrainie. Wcześniej prezydent Andrzej Duda zapewniał, że o taką zmianę będzie zabiegał.
– Ta wypowiedź prezydenta Poroszenki została wycięta z szerszego kontekstu – powiedział prezydent i zapewnił, że sytuacja na Ukrainie będzie przedmiotem rozmów w przyszłości. Zaapelował, aby te sprawy odseparować od kampanii wyborczej.
– Rozumiem, że dla niektórych polityków ważne jest, aby pojawić się w tej chwili w mediach, ale prosiłbym, aby zajmować się innymi tematami – dodał. Zaznaczył, że „Sprawami polskiej polityki zagranicznej bardzo aktywnie zajmuję się ja i mój przedstawiciel we współdziałaniu z przedstawicielami ministerstwa spraw zagranicznych i przedstawicielami polskiej dyplomacji”
Prezydent odniósł się też do apelu premier Ewy Kopacz, aby zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. – RBN zwołam, kiedy uznam to za stosowne, jako prezydent – odparł – Z mojej strony, jeżeli chodzi o współpracę z rządem jest otwartość – I zwrócił uwagę, że „Pani premier prowadzi kampanię wyborczą, a ja prowadzę polskie sprawy”.
Pytany o planowane tematy rozmów podczas zbliżającej się wizyty w Berlinie, prezydent powiedział, że z pewnością będzie rozmawiał o sytuacji na Ukrainie, a także o gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski. – Na pewno będziemy rozmawiali o sytuacji na Ukrainie i o tym, jak skutecznie doprowadzić do trwałego pokoju – powiedział – Będę rozmawiał również o tym, jak zwiększyć gwarancje bezpieczeństwa dla Polski w ramach NATO – dodał.
– Będę mówił, że chcemy być solidarni z Europą, ale chcemy, aby Europa była solidarna także z nami – mówił Andrzej Duda w kontekście przybywających do Europy uchodźców. Dodał, że w przypadku ewentualnej eskalacji konfliktu na Ukrainie, to do Polski trafią imigranci. – Już dziś mamy tysiące osób z Ukrainy w Polsce – powiedział. Prezydent dodał, że oczywiście powinniśmy też rozmawiać na temat imigrantów m.in. z Syrii, bo faktycznie wymagają oni pomocy. Zdaniem prezydenta Europa powinna jednak zająć się zwalczaniem przyczyn tego, że ci ludzie muszą ratować się wyjazdem na nasz kontynent.
Prezydent Duda odniósł się również do publikacji „Newsweeka” na swój temat. Tygodnik opublikował artykuł, z którego wynikało, że Duda, jeszcze jako poseł – uzyskał refundację kosztów podróży do Poznania, które miały nie mieć związku z wypełnianiem przez niego mandatu, tylko z wykładami w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji.
Prezydent oświadczył, że podróże, których wykaz opublikował „Newsweek”, były związane wyłącznie z realizacją zadań poselskich, zaprzeczył doniesieniom tygodnika. Użył określenia „potwarz i oszustwo”. – Jestem w tym przypadku oczerniany – powiedział.