Zadrwił ze spamu reklamowego Volvo, firma szybko zareagowała i zaoferowała wypożyczenie samochodu

Volvo Car Poland, importer samochodów marki Volvo, odpowiedziało na zabawny komentarz facebookowy internauty zarzucającej firmie nachalne wiadomości reklamowe, proponując mu użyczenie samochodu.

W czwartek po internecie krążył zrzut ekranu z rozmową prowadzoną na profilu Volvo na Facebooku. Udostępniali je m.in. menedżerowie z agencji marketingowych, podając za przykład świetnie poprowadzonej akcji social mediowej.

 

 

Scan pokazuje, jak w środę jeden z użytkowników Facebooka, Tomek Atlowski, napisał wiadomość do administratorów profilu Volvo Car Poland, że w sobotę wybiera się na paintball. Kiedy ci wyrazili zaskoczenie, że przesłał im taką informację, wyjaśnił, że skoro firma pisze do niego regularnie o sobie (np. o nowych modelach samochodów), postanowił zrewanżować się tym samym.

Dzień później importer zaproponował Atlowskiemu wypożyczenie na weekend samochodu XC90, nawiązując do planów paintballowych internauty. Ten jednak podziękował za propozycję i odmówił.

 

Wiemy skądinąd, że Tomek Atlowski w najbliższą sobotę wybiera się na paintballa. Tomku, co prawda nie mamy…

Posted by Volvo Car Poland on Thursday, 20 August 2015

 

 

 

nie spodziewalem sie tak milej propozycji. jak juz wspominalem – nie, dziekuje. natomiast jesli chodzi o detale to: jesli bron, to tylko zabawkowa, jesli skrzynia, to tylko manualna :)pozdrawiam

Posted by Tomek Atlowski on Thursday, 20 August 2015

 

W opinii niektórych menedżerów z branży reklamowej, którzy zabierali głos na Facebooku, akcja musiała być wcześniej zaplanowana, ale mimo to chwalili marketera za takie działania, wskazując nawet za wzór do naśladowana. Tomek Atlowski w rozmowie z INNpoland.pl podkreślił jednak, że sam dla żartu wymyślił taką wiadomość przesłaną do Volvo Car Poland, a zainteresowanie nią mocno go zaskoczyło.

Co na to „zaczepiona” przez internautę firma? – Była to typowa akcja ad hoc wykorzystująca tzw. marketing responsywny. Staramy się zawsze reagować na potrzeby naszych fanów oraz użytkowników aut marki Volvo w sposób zbieżny z komunikacja marki – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Rafał Zomerfeld z biura prasowego Volvo Car Poland. Dodaje, że komentarz zawierający wiadomość wysłaną pod adresem oficjalnego fanpage’a został opublikowany z inicjatywy internauty, nie było to uzgodnione z firmą. – Jako że dostrzegliśmy duży potencjał oraz warstwę humorystyczną w tym wpisie – postanowiliśmy zareagować wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych fanów. Publikując zdjęcie wykonane w samochodzie prasowym XC90 Volvo Car Poland, jednocześnie zaproponowaliśmy użyczenie go na weekend autorowi tego jakże popularnego wpisu. Pan Tomek zareagował na nasza propozycję doceniając ją, aczkolwiek nie był zainteresowany skorzystaniem z jazdy naszym autem. Co do zasady nie chcieliśmy w zamian niczego, poza możliwością podzielenia się wspaniałymi wrażeniami z jazdy naszym autem, w uznaniu tego pełnego humoru wpisu – opisuje Zomerfeld.

Reakcję Volvo Car Poland w tej sytuacji wymyślili oraz zrealizowali Łukasz Borak i Wojciech Potoczek z działu PR i marketingu.

Ale to nie koniec historii.. Tomek Atlowski pochwalił się, że jeździ samochodem Renault. Na reakcję tej firmy również nie musiał długo czekać:

 

bylo minelo 🙂

Posted by Tomek Atlowski on Friday, 21 August 2015

 

Źródło: Wirtualne Media, Facebook


Myślisz o pracy dla ONZ? – Przeczytaj

Myślisz o karierze w Organizacji Narodów Zjednoczonych? Poznaj filmowe historie Polaków pracujących w czterech różnych agendach ONZ, w różnych państwach i na różnych kontynentach. Dowiedz się, co daje praca dla największej organizacji świata i z jakimi wyrzeczeniami się wiąże.

Bohaterowie serii czterech filmów przygotowanych przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP są w różnym wieku, mają różne wykształcenie i różne marzenia. Wszyscy związali jednak swoją zawodową drogę z Organizacją Narodów Zjednoczonych.

Cztery opowieści, pokazują jak różnych ekspertów poszukuje ONZ. Najmłodszą bohaterką jest Marta Duda-Nyczak, laureatka programu młodych profesjonalistów ONZ (Young Professionals Programme -YPP), która obecnie pracuje w Zambii. Kasia Kot-Majewska, to przedstawicielka Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR), która działa w Sudanie Południowym. Karolina Mzyk-Callias, wspiera swoją wiedzą i pasją Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) w Stambule, a Sergiusz Sidorowicz to specjalista ds. Polityki i Planowania Rozbrojenie Dezintegracja i Demobilizacja (DDR) w Nowym Jorku.

– Jeśli ktoś chce, to znajdzie drzwi do ONZ. Pod warunkiem, że ta praca jest życiowym celem dla człowieka, a nie jedną z rozważanych opcji  – mówi Sergiusz Sidorowicz.

Polacy wciąż są nieliczną grupą wśród pracowników ONZ. Szansą na zwiększenie polskiej reprezentacji jest m.in. rekrutacja w ramach programu młodych profesjonalistów (YPP), skierowanego do osób poniżej 32 lat i pochodzących z krajów niedoreprezentowanych w ONZ. Jeszcze do 23 sierpnia 2015 roku można składać aplikacje w tegorocznej edycji programu YPP.

Filmy MSZ z cyklu „Droga do ONZ” powstały we współpracy Biura Rzecznika Prasowego z Biurem Dyrektora Politycznego.

Więcej informacji o możliwościach pracy w ONZ można znaleźć na stronie UN Careers i Polskiego Rejestru Ekspertów Międzynarodowych.

 
Źródło: MSZ

 


Giertych napisał list do Kurkiego: Dowiedziałem się, że Prezes postanowił wypróbować Twoją legendarną lojalność

LIST DO KURSKIEGO

Z dobrego źródła w PiS dowiedziałem się, że w moim okręgu wyborczym chcą wystawić Jacka Kurskiego, ale on się trochę boi. Dali mu szansę startu, ale wybrali trudny teren. W związku z powyższym postanowiłem napisać krótki list do pana posła.

Drogi Jacku!

Dowiedziałem się, że Prezes Jarosław Kaczyński postanowił wypróbować Twoją legendarną lojalność i wyznaczyć Ci trudną misję. W tej ważnej dla Ciebie chwili postanowiłem wesprzeć Cię słowami otuchy. Co jak co, ale wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć. Pamiętasz przecież nasze ostatnie polityczne spotkanie w Sejmie 2007? Czyż nie było uroczo? Czy ktoś inny sprawił, że Twoje imię nie schodziło z czołówek mediów przez kilka dni? (No, jeszcze Dziadek Tuska to zrobił, ale on nie żyje). Czyż nie mi zawdzięczasz drogi były członku ROP, ZCHN, PiS, LPR, Ziobropartii etc.etc. to, że jedyny raz w Twojej długiej historii partyjnej Twoje imię było na ustach całego Sejmu? Ten tłum skandujący wówczas Twoje drugie imię, czyż nie wywołuje w Tobie odrobinki rozkoszy? Myślę, że nie powinieneś się boczyć na prezesa i przyjąć misję. To jest jedyny sposób, aby być pewnym, że razem nie znajdziemy się parlamencie. Innego nie masz.

Twój oddany i czekający,
Roman

P.S. W tym przysłowiu, że nie należy kopać się z koniem jest sporo przesady. Jeszcze raz: odwagi!

 

Źródło: Roman Giertych – strona oficjalna


NIK nie zostawia suchej nitki na drogowcach: to przez nich kierowcy stoją w korkach

Oddziały Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie dbają o ustalanie terminów prac i robót na drogach krajowych w taki sposób, by naprawy nie utrudniały podróżowania i nie były przeprowadzane w porach największego natężenia ruchu. W dodatku internetowy informator Dyrekcji o utrudnieniach zawiera nieaktualne i nierzetelne informacje i kierowcy zamiast skorzystać z objazdów, stoją w korkach. NIK zwraca także uwagę na łamanie zasad polityki antykorupcyjnej przez pracowników łódzkiego Oddziału Generalnej Dyrekcji.

Skontrolowane sześć oddziałów Generalnej Dyrekcji – w Łodzi, Krakowie, Wrocławiu,  Gdańsku, Szczecinie i Olsztynie – zarządza prawie 7 tys. km dróg krajowych. Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak drogowcy dbali o bieżące utrzymanie dróg, jak koordynowali remonty, i jak ich działania wpłynęły na komfort jazdy  użytkowników dróg.

Kontrolerzy NIK szczególnie dużo zastrzeżeń mają do funkcjonowania oddziału  Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi.

Tamtejszy odział nie uzgadniał z wykonawcami robót dokładnych terminów i przedziałów godzinowych prowadzenia remontów tak, by w jak najmniejszym stopniu utrudniały one kierowcom podróżowanie. W efekcie dopuszczono do zajmowania przez wykonawców robót  pasa ruchu w porach największego natężenia ruchu, uznając że  jedynymi wyznacznikami dla rozpoczęcia robót  jest dobra pogoda i fakt, by  prace nie kolidowały z innymi  na danym odcinku drogi.

NIK zwraca również uwagę, że kierowcy podróżujący po drogach krajowych nie mogą mieć pewności, że informacje o remontach i utrudnieniach w ruchu – zamieszczane na stronie internetowej Generalnej Dyrekcji są aktualne i rzetelne. Stwierdzono bowiem przypadki, w których nie poinformowano kierowców o pracach drogowych na newralgicznych odcinkach dróg, bądź zamieszczone zapowiedzi nie wskazywały na utrudnienia, które de facto powstały.

Umowy z wykonawcami na bieżące utrzymanie dróg przewidywały ich kompleksowe utrzymanie, naprawę nawierzchni, poboczy, chodników i systemu odwodnienia, ale  nie zawierały jednolitych zasad określających częstotliwość i terminy wykonywania takich prac jak: usuwanie zanieczyszczeń i martwych zwierząt, mycia i wymiany znaków oraz mycia ekranów akustycznych.

Zdaniem kontrolerów, którzy stwierdzili w trakcie kontroli uszkodzenia i usterki barier ochronnych, ekranów akustycznych, elementów konstrukcyjnych wiaduktów, a także niewyraźne oznakowanie pionowe i poziome dróg, drogowcy sprawowali niedostateczny nadzór nad firmami, które zajmowały się tymi zadaniami.

Oddział w Łodzi nie był właściwie przygotowany na wypadek wystąpienia zdarzeń nadzwyczajnych na drogach krajowych: nie miał opracowanych planów ani procedur ratowniczych (za wyjątkiem płatnych autostrad), określających sposób postępowania w takich sytuacjach (np. sposobu szybkiego dotarcia na miejsce wypadku, gdy tworzą się korki lub metody wyznaczania objazdów). Takie plany Generalna Dyrekcja w Łodzi zaczęła opracowywać dopiero w trakcie kontroli NIK.

Dyrektor Oddziału zamiast nawiązać dobrą współpracę z Państwową Strażą Pożarną, weszła z nią w spór kompetencyjny. Zdarzało się często, że strażacy w trakcie akcji ratowniczych nie mogli skontaktować się z zarządcą drogi, zarządca nie pojawiał się na miejscu zdarzenia lub odmawiał przyjęcia miejsca po wypadku. Wyniki kontroli wskazują również na niewłaściwe utrzymanie infrastruktury drogowej. Kontrolerzy ujawnili np. uszkodzone, nieoznakowane lub niewłaściwie działające hydranty oraz brak możliwości szybkiego otwarcia bram wjazdowych na Miejscu Obsługi Podróżnych.

W łódzkim Oddziale odnotowano także przypadki oczywistego konfliktu interesów. Np. w rozstrzyganiu przetargów na dyżury przy zimowym utrzymaniu dróg brały udział osoby, które powinny zostać wyłączone z takich postępowań, ze względu na uzasadnione wątpliwości co do ich bezstronności, ponieważ ich małżonkowie byli zatrudnieni u wykonawcy, który wygrał przetarg. Co więcej, osoby te złożyły wcześniej oświadczenia o braku przesłanek do wyłączenia ich z postępowania.

Ponadto pracownicy łódzkiego Oddziału Generalnej Dyrekcji wykonywali zlecenia dla firm, które wygrywały przetargi ogłaszane przez Oddział. Prace zlecane były zgodnie z prawem i wykonywane „po godzinach”, jednak także tu dochodziło do nieprawidłowości. Podczas pełnienia zleconych, stacjonarnych dyżurów przy zimowym utrzymaniu dróg dla podmiotów zewnętrznych, pracownicy wykonywali jednocześnie inne prace – na rzecz Oddziału i przypisane im przez przełożonych z Oddziału. Przykładowo drogowcy zamiast sprawdzać – w ramach zlecenia – aktualne  prognozy pogody i monitorować z dyżurek sytuację na drogach, robili objazdy lub przeprowadzali interwencje na drogach dla „podstawowego pracodawcy”. W dodatku wykorzystywali do tego służbowe samochody. Oznacza to, że zlecone wykonawcom usługi faktycznie nie zostały wykonane, choć oddział za nie zapłacił.

Przedsiębiorca z kolei opłacił w rzeczywistości nie czynności, które zlecił, ale codzienne obowiązki pracowników Oddziału (m.in. paliwo i wykorzystanie samochodów). W sumie koszty związane z używaniem samochodów służbowych oraz wydatki na niewykonane umowy wyniosły w 2014 r. ponad 17 tys. zł. Sami pracownicy wskazują, że podobne praktyki stosowane były w łódzkim  oddziale od co najmniej 2007 r., a dyrekcja o tym wiedziała.

Zdarzało się również, że pracownicy pełniący dyżury przy zimowym utrzymaniu dróg zatwierdzali protokoły odbioru za te usługi oraz jednocześnie sprawdzali faktury za ich realizację. Tym samym naruszyli zasady polityki antykorupcyjnej obowiązujące w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Nieprawidłowości w innych oddziałach Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad:

 – nierzetelnie weryfikowano oferty wykonawców na zimowe utrzymanie dróg;

– występowały opóźnienia w przygotowaniach do sezonu zimowego, drogowcy nie zapewnili odpowiednich zapasów np. soli, piasku do zimowego utrzymania dróg;

– obowiązkowe objazdy i kontrole dróg krajowych przeprowadzano niezgodnie z przyjętymi zasadami, nierzetelne dokumentowano te czynności lub wręcz wpisywano do rejestrów przypadki niewłaściwego utrzymania dróg dopiero po wskazaniu ich przez kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli;

– drogowcy z Krakowa zapłacili blisko 600 tys. zł za zlecenie, przed terminem jego faktycznego wykonania.

Wnioski

NIK zwraca uwagę na  przypadki bardzo poważnych utrudnień dla użytkowników dróg, jakie stwarzają remonty i prace drogowe na drogach krajowych przeprowadzane w porze największego ruchu, w trakcie weekendów, a także w okresie wakacyjnym, gdy Polacy tłumnie wyjeżdżają na wypoczynek. W ocenie NIK Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad powinna tak koordynować remonty i prace utrzymaniowe na drogach, by w jak najmniejszym stopniu były one uciążliwe dla użytkowników dróg. Izba zwraca również uwagę na potrzebę podawania w komunikatach internetowych aktualnych informacji o utrudnieniach, tak by kierowcy mieli szanse na optymalne zaplanowanie podróży.

Szczególny niepokój NIK budzi sytuacja w łódzkim oddziale GDDKiA. Skala nieprawidłowości w łódzkim Oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad świadczy o niewystarczającym nadzorze i kompetencjach kierownictwa Oddziału. Opierając się na ustaleniach kontroli Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła niezasadność zajmowania stanowiska przez Dyrektora Oddziału w Łodzi i wystąpiła w tej sprawie do Dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

 

NIK


Widelec w penisie..

Do szpitala w Canberra w Australii trafił 70 letni pacjent w stanie agonalnym z 10 centymentrowym widelcem w.. penisie.

 

Końcówka widelca wystawała z penisa, natomiast po zrobieniu zdjęć rentgenowskich lekarzom ukazał się niezwykły widok, 10 centymetrowego widelca, który miał zwiększyć przyjemności seksualne.. (?!)

 

 

Lekarzom udało sie usunąć dziwny obiekt z penisa pod znieczuleniem ogólnym. Po operacji lekarz stwierdził: niesamowite jak bardzo kreatywny jest ludzki umysł

Autorzy International Journal of Surgery Case Report podają listę wielu dziwnych przedmiotów usuniętych przez lekarzy jak, na przykład: druty, klucze imbusowe, szczoteczki do zębów a nawet żarówki, termometry, rośliny, warzywa, pijawki, węże czy też.. kleje

Wielu pacjentów próbuje samodzielnie usuwać nieporzadane przedmioty wstydząc się lekarzy, czesto jednak doprowadzają do jeszcze gorszych urazów.
 

 

DF / mirror.co.uk / thefad.pl

 


Przepisy spadkowe dotyczące postępowań po śmierci osób mieszkających w innym kraju UE

testament-229778_640.jpg

Przepisy spadkowe, które weszły w życie w sierpniu 2015 roku, dotyczą postępowań spadkowych po śmierci obywatela Polski, który na stałe lub przez dłuższy czas mieszkał w innym kraju UE. Jeśli w testamencie nie znajdzie się dokładny o zapis o wyborze prawa ojczystego, to zgodnie z nowelizacją sprawy spadkowe będą rozstrzygane według prawa kraju, w którym dana osoba przebywała. Powinno to ułatwić i ujednolicić postępowanie spadkowe, ale dla spadkobierców może oznaczać pewne utrudnienie.

– W stosunku do osób, które zmarły po 17 sierpnia, będą miały zastosowanie inne rozwiązania dotyczące prawa właściwego. Dotyczy to obywateli, którzy na stałe bądź na dłuższy czas wyjechali za granicę. Jeśli umrą na terenie państw członkowskich Unii Europejskiej i nie sporządzą wcześniej żadnego testamentu, to właściwe dla sprawy będzie prawo spadkowe zwykłego miejsca pobytu, czyli kraju, w którym zmarli – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Ostaszewska z Kancelarii Radców Prawnych Baurska, Senkowska, Szczęsna i Partnerzy.

Sierpniowa nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego wprowadza w życie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 650/2012 z 4 lipca 2012 r. Wedle nowych przepisów jeśli spadkodawca nie wskazał wyraźnie w testamencie, jakiego kraju prawo spadkowe ma być stosowane, przyjmuje się, że prawem właściwym do spraw spadkowych będzie prawo miejsca stałego pobytu. Istotne tylko, by zmarły miał z danym krajem ścisły związek, np. od dłuższego czasu tam mieszkał, pracował czy przebywał na stażu. W takim przypadku będą obowiązywały zasady dziedziczenia innych krajów Unii.

– Jedyną drogą, aby tego uniknąć, jest wcześniejsze sporządzenie testamentu, w którym dokona się wyboru prawa właściwego innego niż prawo państwa, w którym na stałe się mieszka. Można wybrać jedynie ojczyste prawo. Jeśli więc nasz obywatel mieszka w Niemczech, to w testamencie ma prawo wyboru jedynie prawa polskiego, a nie na przykład portugalskiego czy węgierskiego – wskazuje ekspertka.

Istotne jest również to, że status spadkowy nie podlega rozszczepieniu. Oznacza to, że każda część spadku podlega prawu jednego kraju, niezależnie od miejsca położenia. W sprawach spadkowych orzekać mają sądy właściwe dla miejsca stałego pobytu osoby zmarłej. Co więcej, przepisy pozwalają, by właściwy sąd zrezygnował z prowadzenia sprawy, jeśli sąd innego kraju, np. ze względu na położenie spadku, ma lepsze możliwości orzekania w danej sprawie.

– Największy plus to ujednolicenie i ułatwienie kwestii dziedziczenia. Teraz funkcjonuje to na zasadzie: jeden spadek, jedno prawo, jeden sąd. Bez względu na to, czy dana osoba ma składniki mienia porozrzucane w różnych częściach Europy, to, czy jest to nieruchomość czy ruchomość, nie ma znaczenia. O tym będzie orzekać jeden sąd – mówi Ostaszewska.

W ten sposób uniknie się konieczności prowadzenia postępowań w kilku państwach i przy różnych reżimach prawnych, co pozwoli zaoszczędzić czas i obniży koszty postępowania.

Nowe przepisy mogą jednak oznaczać też spore problemy dla spadkobierców. Mogą oni w mniejszym stopniu niż przewiduje to polskie prawo odziedziczyć majątek zmarłego. Jeszcze w innym przypadku majątek będzie mógł dziedziczyć partner, z którym zmarły pozostawał w związku nieformalnym.

– W przypadku, kiedy decydujące będzie prawo właściwe dla kraju zwykłego pobytu, w inny sposób mogą być regulowane pewne instytucje prawne niż te funkcjonujące w Polsce. Sąd nie tylko rozpoznaje sprawę, ale również wpływa na katalog osób uprawnionych do spadku, na wydziedziczenie czy prawo zachowku, które np. przez prawo niemieckie są w inny sposób regulowane niż w Polsce – wskazuje ekspertka.

Ostaszewska podkreśla również, że nowe przepisy mogą okazać się kosztowne dla spadkobierców. Postępowanie w innym kraju wymusza znalezienie prawnika, który zna nie tylko prawo obowiązujące w Polsce, lecz także w innym kraju.

Nowe przepisy wprowadziły również dokument Europejskie Poświadczenie Spadkowe, który będzie potwierdzać, że osoba w nim wymieniona ma określone w tym dokumencie prawa do spadku. W Polsce będzie można je uzyskać w postępowaniu prowadzonym przez sąd rejonowy albo u notariusza.

Nowe przepisy obowiązują we wszystkich krajach Unii Europejskiej, z wyłączeniem Wielkiej Brytanii, Danii i Irlandii.

 

 

Newseria


Jak przechowywać żywność aby nie traciła na jakości?

Aby kupowane przez nas produkty żywnościowe były jak najdłużej trwałe i i świeże musimy zadbać o ich odpowiednie przechowywanie.

Wędliny

Nie powinny być owijane w folię. To uniemożliwia cyrkulację powietrza i przyspiesza psucie się. Wędlinę przechowuj w naczyniach ceramicznych z pokrywkami, w przeznaczonych do tego naczyniach z plastiku (oznaczonych 2 HDPE i 5 PP) lub szczelnie owiniętą papierem pergaminowym. Suszona kiełbasa nie musi być przechowywana w lodówce. Nie trzeba jej opakowywać, ale musi być w suchym, ciemnym miejscu.

Sery

Przechowuj je szczelnie owinięte w papier pergaminowy. Biały ser owiń grubym woskowanym papierem, w którym jest sprzedawany – świetnie chroni przed wysychaniem. Można go dodatkowo posypać solą, wtedy na pewno nie wyschnie.

Świeże mięso

Bardzo szybko ulega działaniu chorobotwórczych bakterii. Przechowuj je w osobnym pojemniku plastikowym (może być ten ze sklepu) lub ceramicznym, z dala od innych produktów. W lodówce, w której panuje temperatura do 4° C, mięso w jednym kawałku powinno pozostać świeże maksymalnie do 3 dni, a mięso krojone i mielone tylko 1 dzień.

Warzywa i owoce

Mogą być krótko (kilka dni) przechowywane w lodówce, ale tylko w specjalnie do tego przeznaczonej szufladzie. Położone luzem na półce, szybko wysychają.

Nie trzymaj w lodówce olejów i oliwy z oliwek. W niskiej temperaturze tracą swoje dobroczynne właściwości, a także smak. Odpowiednim dla nich miejscem będzie zamykana szafka.

Życie na gorąco 19/2014
 


”Fronda” wzywa: Nie róbcie zakupów w Biedronce!

Serwis internetowy ”Fronda” wzywa do bojkotu Biedronki. Dlaczego? Zdaniem publicystów sprzedawana w Biedronce książeczka „Mały słownik ważnych pojęć” propaguje homoseksualizm.


 

„Niezwykły rodzaj encyklopedii dla najmłodszych dzieci – ułożone alfabetycznie hasła uzupełniają ciekawostki i eksperymenty oraz komiksowe omówienia”. Wszystko pięknie, prawda? Ale to zwykła ściema. Prawda jest taka, że książka propaguje homoseksualizm – oburzają się redaktorzy „Frondy”.

Zdaniem prawicowego portalu w „Małym słowniku ważnych pojęć” dzieci mogą przeczytać, że homoseksualiści to ludzie czujący pociąg do osób tej samej płci. Na domiar złego widzą zdjęcie uśmiechniętych lesbijek z pieskiem i homofoba („ktoś, kto nie lubi homoseksualistów” – wyjaśniają autorzy publikacji) wściekłego mężczyzny o czerwonej twarzy, który ma zaciśnięte pięści i patrzy z nienawiścią na spacerujące lesbijki – komentują publicyści.

„Fronda” stwierdza, że Biedronka stała się rzecznikiem ideologii homo-gender, „która ma na celu zniszczenie polskiej rodziny, obdarcie jej z obiektywnych wartości”, rzekomo propagowanej przez premier Ewę Kopacz i Małgorzatę Fuszarę, pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania.

A na koniec wzywa, aby nie kupować w Biedronce tak długo dopóki sieć sklepów będzie wspierać inicjatywy anty-rodzinne i prosi, aby rozsyłać swój artykuł na portalach społecznościowych, bo warto bronić normalności..
 

Źródło: Fronda


Ranking ”Najlepszych miejsc do życia 2015”, bez brytyjskich miast. Czas na przeprowadzkę?

Ani jedno brytyjskie miasto, nie znalazło się w tegorocznym rankingu TOP 50,  na ”Najlepsze miejsce do życia”. ”Najlepsze” odnosi się tu do najlepszej jakości życia, którą zmierzono na podstawie 30 czynników ilościowych i jakościowych a biorących pod uwagę stabilność, infrastrukturę, edukację ochronę zdrowia i ochronę środowiska.

Po raz czwarty z rzędu, pierwsze miejsce zajęło Australijskie Melbourne, a w pierwszej dziesiątce znalazły się również Sydney i Perth. W czołówce znalazły się również trzy kanadyjskie miasta – Vancouver, Toronto i Calgary, a czołówkę zamykają Austriacki Wiedeń,  Finlandzkie Helsinki i Nowozelandzkie Auckland.

Za najlepsze miasta, uważane są najczęściej te o średniej wielkości, stosunkowo niskiej gęstości zaludnienia i znajdujące się w krajach bogatych. Te miasta mają tendencję do zaoferowania swoim mieszkańcom więcej aktywności, lepszą rekreację, mają niski wskaźnik przestępczości i nieobciążoną nadmiernie infrastrukturę.

Londyn od kilku lat mocno spadł w rankingu, a to za sprawą niepokojów społecznych i słabej infrastruktury transportowej.


Czy Donald Tusk i Andrzej Duda są dla siebie wrogami?

Czy Donald Tusk i Andrzej Duda są dla siebie wrogami i o co grają obaj panowie? – pyta w najnowszym wydaniu Newsweek, cytując artykuł opublikowany w Politico.eu, jednym z najbardziej prestiżowych serwisów politycznych na świecie. I zwraca uwagę, że na linii Duda – Tusk trudno jest doszukać się przyjaznych gestów czy choćby zwykłej kurtuazji.

Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w czerwcu, największe szanse na zwycięstwo w pierwszej turze miałby obecny prezydent Andrzej Duda
Czy Donald Tusk i Andrzej Duda są dla siebie wrogami?

„Stawka w relacjach obu polityków jest bardzo wysoka. Chodzi o drugą kadencję Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej” przypomina Polityco.eu i wskazuje, że Andrzej Duda może próbować zablokować nominację Tuska na kolejną kadencję w Brukseli.

Autor artykułu podkreślił, że szef Rady Europejskiej nie skontaktował się z prezydentem Dudą od czasu jego zwycięstwa w wyborach. Przyznał jednak, że Donald Tusk pogratulował zwycięstwa na Twitterze, ale zrobił to we wpisie skierowanym do Bronisława Komorowskiego. – Co więcej Tusk był jedynym politykiem, który nie wysłał listu gratulacyjnego – powiedział portalowi Politico.eu Marcin Kędrybna, rzecznik prasowy prezydenta, choć w tym samym czasie pogratulował zwycięstwa wyborczego premierowi Finlandii oraz Davidowi Cameronowi.

Politico.eu przypomina, że do pierwszych spięć doszło już w kampanii prezydenckiej, kiedy polityk bardzo bliski Dudzie, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Legutko złożył skargę na DonaldaTuska do Rzecznika Praw Obywatelskich Unii Europejskiej. Powodem miało być poparcie przez obecnego szefa Rady Europejskiej kandydatury Bronisława Komorowskiego. Zdaniem Legutki Tusk złamał zasady bezstronności wobec polityki wewnętrznej krajów członkowskich, która obowiązuje pracowników instytucji europejskich.

Ponadto w kampanii prezydenckiej Duda kreował się, jako remedium na osiem lat rządów PO, krytycznie wypowiadając się o tzw. polityce ciepłej wody w kranie, czyli ostrożnego reagowania na zaistniałe problemy, bez głębokich reform czy nerwowych ruchów, która stała się znakiem rozpoznawczym rządów Platformy. – Ta strategia, co prawda sprawdziła się w kryzysie, bo Polska nie ucierpiała tak, jak m.in. inne państwa europejskie, ale jest mocno krytykowana przez polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Krytykując Tuska Duda podkreślał konieczność „naprawy Rzeczypospolitej”. Na arenie międzynarodowej chodziło przede wszystkim o większą asertywność Polski. Z kolei na krajowym podwórku o cofnięcie reformy emerytalnej (to jedna z kluczowych reform wprowadzonych przez PO), położenie większego nacisku na politykę socjalną państwa czy należny szacunek dla chrześcijańskiej tradycji Polski.

Kilka tygodni później doszło do kolejnego zgrzytu – Donald Tusk nie pojawił się na ceremonii zaprzysiężenia Dudy. Współpracownicy tłumaczyli, że na uroczystość zaprzysiężenia zaproszeni zostali byli prezydenci, byli premierzy i byli marszałkowie Sejmu oraz Senatu, a także członkowie rządu, którzy nie są posłami lub senatorami. – Jako szef Rady Europejskiej Donald Tusk nie otrzymał zaproszenia od prezydenta elekta i tę decyzję prezydenta należy uszanować – tłumaczył wówczas doradca ds. politycznych i komunikacji w gabinecie przewodniczącego Rady Europejskiej Paweł Graś.

Politico.eu wskazuje, że relacje Tuska z Dudą mogą być kluczowe i sprzeczne w pięciu obszarach:

– Pierwszym z nich są wybory parlamentarne w Polsce, które odbędą się w październiku. Kolejnym, grudniowa konferencja klimatyczna ONZ, podczas której stoczona zostanie batalia o energetykę opartą na węglu, następnie pakiet reform wewnętrznych Unii Europejskiej, które zapowiedział premier Wielkiej Brytanii Davida Camerona i widmo Brexitu (czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE), kwestii wejścia Polski do strefy euro, jak też reelekcji Donalda Tuska na drugą dwuipółroczną kadencję na stanowisku szefa Rady Europejskie.

Obu panów czekają spore wyzwania. Duda będzie musiał udowodnić, że rzeczywiście jest „prezydentem wszystkich Polaków”, jak zapewniał w kampanii prezydenckiej, i partyjnych interesów nie stawia wyżej niż dobrego imienia Polski. Z kolei Tusk ma okazję pokazać, że potrafi wznieść się ponad uprzedzenia wobec obozu politycznego, którego nie darzy zbytnią sympatią i powściągnąć swoje ambicje wpływania na krajową politykę mimo pełnienia prominentnej funkcji w UE.

Autor przypomniał, że jeśli Tusk chciałby spędzić na stanowisku 5 lat będzie musiał otrzymać poparcie ze strony Dudy. Wskazuje, że jego brak byłby posunięciem ryzykownym dla urzędującego prezydenta Polski. Spowodowałoby by, bowiem, iż były premier wróciłby do kraju wcześniej, dzięki czemu mógłby prowadzić działania mające na celu zastąpienie go na urzędzie po wyborach w 2020 roku.  
 

Źródło: Newsweek / Politico.eu