Polska uszczelnia i militaryzuje granicę

Anna Widzyk

W sprawie ochrony wschodniej granicy premier Donald Tusk przejmuje język i metody poprzedniego rządu – pisze niemiecki dziennik „Handelsblatt”.

Niemiecki dziennik gospodarczy pisze o śmierci polskiego żołnierza, który pod koniec maja został ugodzony nożem przez migranta na granicy z Białorusią. „Premier Donald Tusk musiał działać. Jego rząd chce ustanowić zamkniętą strefę przy granicy z Białorusią” – relacjonuje na łamach „Handelsblatt” Ivo Mijnssen, dodając, że to reakcja na sterowaną z Mińska i Moskwy falę uchodźców.

Cytuje także słowa Tuska o „zorganizowanej wojnie hybrydowej w celu destabilizacji polskiego państwa i całej Europy”.

„A zatem liberalno-konserwatywny polityk przejmuje zarówno język, jak i metody poprzedniego nacjonalistycznego rządu” – ocenia autor. Przypomina, że w 2021 roku ówczesny rząd PiS był „zaskoczony przez tysiące migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, którzy nagle pojawili się w słabo zaludnionej północno-wschodniej Polsce”. „Rządząca partia PiS wysłała 21 tys. żołnierzy, zamknęła granicę i zbudowała zaporę. Uzasadniała to rosyjską wojną hybrydową. Ówczesna opozycja ostro skrytykowała tę politykę” – pisze Mijnssen.

Sześć tysięcy pushbacków

Po przejściowej poprawie sytuacji, w 2003 roku liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy podwoiła się, a obecnie – według polskich władz – każdego dnia ma miejsce 400 takich przypadków. To odpowiada liczbom z jesieni 2021 roku – zauważa „Handelsblatt”. 90 proc. migrantów ma rosyjską wizę.

„Warszawa przyznaje, że są to zdesperowani ludzie, którzy zostali zwabieni na zewnętrzną granicę UE fałszywymi obietnicami” – pisze niemiecki dziennik. „Nawet jeśli obecny rząd twierdzi, że prowadzi bardziej humanitarną politykę migracyjną, to nadal polega na ‚pushbackach’. Oznacza to odsyłanie migrantów z powrotem przez granicę bez sprawdzania zasadności ich wniosków o azyl. W drugiej połowie 2023 roku odnotowano ponad 6 tys. takich przypadków” – twierdzi niemiecki dziennikarz, nie podając jednak źródła tych danych.

Ściana dronów i Tarcza Wschód

Migranci mają również to nieszczęście, że Rosja wykorzystuje ich jako jeden z różnych sposobów na zwiększenie poczucia niepewności na wschodzie UE. Od miesięcy mnożą się w Polsce doniesienia o aktach sabotażu. W związku z tym rząd zaostrzył ostatnio środki bezpieczeństwa na lotnisku w Rzeszowie, które ma kluczowe znaczenie dla pomocy wojskowej dla Ukrainy” – dodaje Ivo Mijnssen.

Przypomina o ogłoszonych niedawno planach Polski, krajów bałtyckich, Finlandii i Norwegii, by wzmocnić ochronę granicy UE z Rosją za pomocą „ściany dronów”. „Wschodnia granica jest w coraz większym stopniu uszczelniana i militaryzowana. Polska jest tu pionierem” – pisze „Handelsblatt”, przypominając o polskim projekcie Tarczy Wschód.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Tusk może stać się znaczącą postacią w UE

Jacek Lepiarz

Wybory do Parlamentu Europejskiego zdecydują o losach Europy, ponieważ jej wolność zagrożona jest od zewnątrz i od środka. Kluczową postacią w nowej UE może stać się Donald Tusk – czytamy.

Donald Tusk
Donald Tusk. Fot. facebook.com/donaldtusk

„Polityczny punkt ciężkości Europy przesunął się w ostatnich dwóch latach na wschód i północ. Oczywistym powodem jest wojna w Ukrainie. Właśnie tam europejska architektura pokojowa broniona jest przed agresją Rosji. Linia, wzdłuż której pewnego dnia zatrzyma się ofensywa Rosji, będzie nową granicą Europy.” – pisze Joerg Lau w komentarzu opublikowanym w piątek w internetowym wydaniu tygodnika „Die Zeit”.

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbywają się w szczególnym momencie. Wolność i prawo do samostanowienia są zagrożone zarówno z zewnątrz, jak i od wewnątrz. W tej sytuacji, zdaniem autora, „wybiła godzina Europy Środkowej”. To od państw tego regionu zależy teraz bardzo wiele.

Małe narody między Rosją a Niemcami

Jak pisze Lau, szczególne historyczne doświadczenia krajów środkowoeuropejskich przesądzają o ich znaczeniu. Autor przywołuje opinię czeskiego pisarza Milana Kundery, który w eseju „Uprowadzony Zachód” z 1983 roku pisał o Europie Środkowej jako „niebezpiecznej strefie małych narodów pomiędzy Rosją a Niemcami”.

Mały naród – tłumaczy komentator – to naród, którego byt może być zakwestionowany w każdej chwili, który może upaść i zniknąć, i który o tym wie. Francuzi, Rosjanie, Brytyjczycy zwykle nie zastanawiają się, czy ich naród przetrwa, a ich hymny opiewają wielkość i wieczność. Natomiast polski hymn zaczyna się od słów „Jeszcze Polska nie zginęła…” – czytamy w „Die Zeit”.

Europa Środkowa była dla Kundery „siedliskiem małych narodów”. Dziś, w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, odnosi się to do całej UE – podkreślił Lau. „Mówiąc dosadnie, w Europie są dziś tylko małe narody oraz te, które jeszcze tego nie zauważyły” – pisze niemiecki dziennikarz.

Doświadczenie zagrożonej suwerenności łączy

Doświadczenie zagrożonej suwerenności tłumaczy solidarność między krajami, które w rzeczywistości wiele dzieli – Finlandią, Estonią, Łotwą, Litwą, Polską, Czechami, Słowacją i Węgrami – wylicza autor. Przedstawiciele tych krajów są, jego zdaniem, najbardziej interesującymi politykami w UE. Wymienił w tym kontekście Donalda Tuska, prezydenta Finlandii Alexandra Stubba, premier Estonii Kaję Kallas, prezydenta Czech Petra Pavla i premiera Węgier Viktora Orbana.

Autor podkreślił, że z wyjątkiem Orbana, wszyscy ci politycy mocno popierają Ukrainę i od dawna ostrzegali Niemców przed naiwnym podejściem do Rosji. Chwali Polskę za przeznaczanie 4% PKB na wojsko i proponuje „nowy podział ról” między Berlinem a Warszawą – „Polska broni Europy, Niemcy finansują”.

Niemcy i Francja potrzebują Polski i Tuska

Lau zwrócił uwagę na różnice między krajami środkowoeuropejskimi w podejściu do demokracji i Rosji. Jednak w kwestii Zielonego Ładu i obrony przed migracją mieszkańcy Europy Środkowej znajdują wspólny język. Tusk reprezentuje w tych sprawach podobne stanowisko co Orban i Fico – ocenił komentator. Wszystkie kraje regionu chcą też utrzymać jednomyślność w głosowaniach w UE.

Jeżeli eurowybory skończą się przepowiadanym zwrotem na prawo, Donald Tusk może stać się kluczową postacią nowej UE – przewiduje Lau. Tusk jest „insiderem” z kontaktami w Brukseli, a równocześnie jest politykiem centrum, który udowodnił w Polsce, że można pokonać narodowy populizm przy urnach wyborczych.

Macron i Scholz wyjdą z wyborów osłabieni, podczas gdy sytuacja Tuska jest bardziej stabilna. Niemcy i Francja potrzebują wsparcia polskiego premiera, który nastawiony jest proeuropejsko i ucieleśnia przesunięcia na wschód w Europie. Według komentatora z „Die Zeit”, Joerga Lau, Polska musi zająć centralną pozycję w procesie podejmowania decyzji, ponieważ obecnie centrum polityczne znajduje się bardziej na wschodzie.

thefad.pl / Źródło: dw.de

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Krzysztof Skiba: Aleja milionerów

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Powiem Państwu szczerze: ilość zawłaszczonych milionów przez cwanych dygnitarzy Jarozbawa, powoli wylewa mi się z lewego ucha i z wyobraźni. Nie mam zamiaru już dalej czytać o mafii Ziobranos, jak wydoiła miliony z Funduszu Sprawiedliwości i olała ciepłym moczem ofiary przestępstw.

Powiem Państwu szczerze: ilość zawłaszczonych milionów przez cwanych dygnitarzy Jarozbawa, powoli wylewa mi się z lewego ucha i z wyobraźni. Nie mam zamiaru już dalej czytać o mafii Ziobranos, jak wydoiła miliony z Funduszu Sprawiedliwości i olała ciepłym moczem ofiary przestępstw.

Żaden normalny, pracujący w Polsce człowiek nie jest w stanie skapować, jak fizycznie wygląda miliard złotych. Żaden! A jak wygląda dziesięć miliardów? To już panie Boże przebacz, nawet na filmach takiej kasy nie pokazują. A tyle podobno (jak oblicza mecenas Giertych) fundacje związane z PiS wyprowadziły na lewo z budżetu państwa.

Owszem widziałem kiedyś sto, a nawet dwieście tysięcy złotych w gotówce. Mój kumpel twierdzi, że widział dwa miliony w dwusetkach. Podobno to jest tyle, co karton po butach. Ale 500 milionów, które na szmelcu z Chin zarobił ten funfel Dudusia od koszulek z Polską Walczącą? To są tylko cyferki w banku. To są kwoty niewyobrażalne dla przeciętnego obywatela i dlatego nierealne.

Owszem czytamy, że Obajtek przelał z państwowej kasy Orlenu do Szwajcarii, jakiemuś kumplowi z Hamasu miliard i sześćset melonów zł, ale czy to robi na kimś wrażenie? Nie. Bo to jest abstrakcja. To jest suma nierealna.

Każdy wie, jak wygląda w portfelu tysiąc złotych, ale 1,6 mld, to przecież nawet do czterech dużych walizek Samsonite nie wejdzie. Może da się to upchnąć do kontenera?

My obywatele polscy, czujemy się obrażeni tymi artykułami dziennikarzy śledczych o aferach finansowych PiS. Dosyć pisania o kwotach, które żaden porządny człowiek i katolik nie widział nigdy na oczy. To nas obraża.

Czekamy na normalne i zrozumiałe artykuły przystające do naszej zwykłej rzeczywistości, w której my żyjemy. Tęsknimy do prostych historii. Choćby takich, że ktoś ukradł z biura długopis, że inny zwinął w sklepie słoik dżemu truskawkowego i dwa jabole, a pan poseł z Warszawy zajebał z sejmowej stołówki musztardę i widelec.

Krzysztof Skiba


Krzysztof Skiba: (Paweł) Szopa kasy

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Mam nadzieję, że prowadzone śledztwo udowodni z jakimi politykami PiS, Szopa dzielił się kasą, bo że dali zarobić małolatowi to jasne, ale swoją działkę ktoś z polityków musiał wziąć.

 

W starej szopie zwykle trzyma się narzędzia takie jak łopata, czy grabie. W młodej Szopie, a konkretnie w firmie Pawła Szopy też trzymano grabie, ale do grabienia milionów.

Okazuje się, że producent odzieży patriotycznej Paweł Szopa, założyciel firmy Red is Bad, wykorzystywał wizerunki polskich bohaterów, by kręcić z PiSowcami wielkie wałki. Jak podały media będzie tego z pięćset milionów, czyli takie nowe 500+ jeno z sześcioma zerami.

W ciuchach z patriotycznymi motywami chodzili nie tylko uczestnicy Marszu Niepodległości, ale nawet sam premier Pinokio Morawiecki i prezydent Duduś. Przy takich klientach nic dziwnego, że firma Szopy otrzymywała bez przetargów, intratne zlecenia od ludzi PiS, na zakup sprzętu medycznego, czy agregatorów prądotwórczych, mimo że sama nie miała doświadczenia na takim rynku.

Mechanizm był prosty jak pała ZOMO-wca. Patriota Szopa kupował wszystko w Chinach i sprzedawał pięć razy drożej swojej ukochanej Polsce, kierowanej przez kumpli z PiS. Marża firmy wynosiła na takich interesach grube miliony.

Po czym poznać więc prawdziwego patriotę? Po tym, że doi własny kraj. A najlepiej doić w czasie wojny na Ukrainie i pandemii, bo panuje pełna dezorientacja i pośpiech.

Jak odkryli dziennikarze, Szopa jak na zaangażowanego polskiego patriotę przystało, od razu, gdy zaczął opływać w miliony, kupił sobie niemieckie BMW za milion i siedem mieszkań w Warszawie po 20 tys. zł za metr kwadratowy.

Mam nadzieję, że prowadzone śledztwo udowodni z jakimi politykami PiS, Szopa dzielił się kasą, bo że dali zarobić małolatowi to jasne, ale swoją działkę ktoś z polityków musiał wziąć.

Trochę żal tych biednych chłopców z AK, bohaterów Powstania, rotmistrza Pileckiego i innych, których wizerunki wraz z barwami narodowymi i orłem w koronie, służyły do sprytnego kamuflażu milionowych, brudnych, partyjnych interesów. Znów oszukano ich i zdradzono o świcie. Tylko tym razem zrobili to „swoi”.

Krzysztof Skiba


Ludzkość grzewa Ziemię w rekordowym tempie

DW

W 2023 roku pobitych zostało kilka rekordów temperatury, a ten trend utrzymuje się również w bieżącym roku. Naukowcy alarmują o złowieszczych oznakach zmian klimatu.

Fot. Fiona Smallwood / Unsplash

Rok globalnych rekordów temperatury – każdego miesiąca. Ziemia nagrzewa się w coraz szybszym tempie. Dwa raporty na temat zmian klimatu wskazują na wysoce niepokojący rozwój sytuacji. Maj był 12-stym z kolei miesiącem, w którym średnia temperatura na Ziemi osiągnęła rekordową wartość dla danego miesiąca – poinformowała unijna służba ds. zmian klimatu Copernicus.

Według opublikowanego 5.06.2024 raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IGCC) globalne ocieplenie spowodowane działalnością człowieka wzrosło ostatnio szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, odkąd zaczęto rejestrować dane na ten temat.

Gorąca dekada

Tylko w ciągu ostatniej dekady (2014-2023) temperatura na Ziemi wzrosła o około 0,26 stopnia Celsjusza wskutek działalności człowieka. Jest to rekord zarejestrowany za pomocą urządzeń pomiarowych w porównaniu z danymi pochodzącymi z XIX wieku, jak pisze w magazynie „Earth System Science Data” grupa naukowców kierowana przez Piersa Forstera z Uniwersytetu w Leeds. Dekadę wcześniej (2004-2013), jak wynika z ustaleń badaczy z tej samej uczelni, wzrost globalnej temperatury wynosił około 0,20 stopnia Celsjusza.

Te rekordowe wartości uwzględniają fakt, że zjawiska szczególne, jak ocieplające naturalny klimat El Niño, odegrały ostatnio większą rolę. W raporcie IGCC stwierdzono, że wzrost temperatury jest spowodowany z jednej strony wysokimi emisjami gazów cieplarnianych, podczas gdy z drugiej strony zmniejszyła się ilość chłodzących aerozoli w atmosferze. Zawartość aerozoli siarczanowych w atmosferze gwałtownie spadła w wyniku nowych przepisów dotyczących czystszych paliw używanych w żegludze morskiej.

Najwyższy poziom w historii

Nawet jeśli nowe rekordy temperatury nie będą się powtarzać, na przykład z powodu złagodzenia El Niño, to trend zmian klimatycznych spowodowanych przez człowieka będzie trwał tak długo, jak długo będą wytwarzane gazy cieplarniane.

Dyrektor programu Copernicus Carlo Buontempo podkreślił:

Chociaż ta sekwencja rekordowych miesięcy zostanie w pewnym momencie przerwana, ogólna sygnatura zmian klimatu pozostanie i nie widać żadnej zmiany tego trendu.

Według danych z programu Copernicus maj był o 1,52 stopnia Celsjusza cieplejszy niż okres od 1850 do 1900 roku, czyli przedindustrialny okres referencyjny. Średnia temperatura na Ziemi w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy – od czerwca 2023 do maja 2024 roku – również osiągnęła najwyższy poziom w historii. Była o 1,63 stopnia Celsjusza wyższa od poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Sekretarz Generalny ONZ António Guterres po raz kolejny wezwał społeczność międzynarodową do szybszego działania. „Bijemy rekordy globalnej temperatury i zbieramy ponure żniwo. To okres kryzysu klimatycznego. Teraz jest właściwy czas na zmobilizowanie się, podjęcie właściwych działań i realizowanie przyjętych ustaleń”.

Promyk nadziei

Według raportu IGCC ludzie mogą wyemitować jeszcze około 200 mld ton CO2, zanim globalne ocieplenie osiągnie na stałe 1,5 stopnia Celsjusza. To odpowiada mniej więcej pięciu latom obecnych emisji. Zakres szacunków jest jednak szeroki, rozciągając się od 100 do 450 mld ton. Istnieje jednak mały promyk nadziei: są dowody na to, że wzrost emisji CO2 spowolnił w ostatniej dekadzie w porównaniu do lat 2000, jak pisze zespół autorów z Uniwersytetu w Leeds. W zależności od podjętych decyzji, obecna dekada może przynieść odwrócenie niektórych negatywnych trendów.

Raporty IGCC są publikowane od 2023 roku. Wiarygodnym źródłem naukowych informacji o klimacie jest Światowa Rada Klimatyczna Narodów Zjednoczonych (IPCC). Ponieważ jednak IPCC nie planuje wydać kolejnej dużej oceny zachodzących zmian wcześniej niż w 2027 roku, powstała luka, którą ma wypełnić raport IGSC. Tym razem został on opracowany przez 57-osobowy zespół badawczy z 42 instytucji z 15 krajów.

Unijny progarm Copernicus regularnie publikuje dane dotyczące temperatury powierzchni Ziemi, pokrywy lodu morskiego i opadów. Opierają się one na analizach, które obejmują miliardy pomiarów z satelitów, statków, samolotów i stacji pogodowych na całym świecie. Wykorzystane dane sięgają 1950 roku, przy czym dostępne są częściowo również wyniki pochodzące z lat wcześniejszych.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Rosja zacieśnia więzi z talibami

Michail Buszujew

Stosunki Rosji z talibami stają się coraz bliższe. Kreml już wcześniej sugerował usunięcie ugrupowania islamistów z listy organizacji terrorystycznych. Z wielu powodów.

Fot. screen shot / youtube

Pierwsza wizyta rządowej delegacji talibów z Afganistanu na petersburskim Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w 2022 roku wywołała niemałe zamieszanie zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami. W tym roku przedstawiciele talibów ponownie są gośćmi Forum, które odbywa się w dniach 5–8 czerwca. Być może pozostałoby to niezauważone, gdyby nie to, że rosyjskie Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyszły ostatnio z inicjatywą skierowaną do prezydenta Federacji Rosyjskiej, by usunąć islamistyczne ugrupowanie Talibów z listy zakazanych organizacji. Władimir Putin nie odniósł się do tego bezpośrednio. Stwierdził, że konieczne jest budowanie „relacji” zarówno z talibami, jak i z „obecnym rządem” w Afganistanie.

Co to oznacza? Hans-Jakob Schindler, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z międzynarodowej organizacji Counter Extremism Project (CEP) twierdzi, że wprawdzie nie zna wewnętrznych procesów decyzyjnych w rosyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, przypuszcza jednak, że Rosja oczekuje od talibów „czegoś w zamian”.

Może to jednak okazać się problematyczne. – Talibowie z ochotą przyjmują korzystne propozycje, ale kwestia ustępstw napotyka na ich zdecydowany opór – komentuje.

Niemiecki ekspert ds. Afganistanu Thomas Ruttig postrzega inicjatywę Kremla jako „rodzaj strategii plasterka salami – podążania małymi kroczkami do celu, który trudno byłoby osiągnąć od razu i w zgodzie z prawem, czyli oficjalnego uznania, co z pewnością podoba się talibom”.

Prezent dla talibów?

Eksperci uważają, że kolejnym ruchem po skreśleniu z listy terrorystów mogłoby być uznanie talibów za prawowitą władzę państwową w Afganistanie. Nieformalne kontakty Rosji z talibami obserwuje się od 2015 roku. Istnieje również podejrzenie, że Rosja dostarczała im broń. Obie strony nawiązały oficjalne stosunki dyplomatyczne w marcu 2022 roku. Pół roku wcześniej, w sierpniu 2021, talibscy islamiści przejęli władzę w Afganistanie, nie napotykając na większy opór. Kontyngenty wojskowe oraz przedstawiciele państw zachodnich, którzy wspierali poprzedni rząd i przebywali w Afganistanie od około 20 lat, pośpiesznie opuścili kraj.

Talibowie rządzili już Afganistanem – od 1996 do 2001 roku. Powrót do władzy dwie dekady później oznaczał powrót szariatu i ograniczenie podstawowych praw, zwłaszcza kobiet i dziewcząt. Żadne państwo nie uznało talibów za prawowity rząd. W Rosji ugrupowanie to od 2003 roku znajduje się na liście organizacji zakazanych.

Jednakże międzynarodowy front przeciwko reżimowi trzeszczy w posadach. Sąsiadujący z Rosją Kazachstan jako pierwszy kraj ogłosił 3 czerwca tego roku, że usunie talibów z listy organizacji terrorystycznych.

Czy w trakcie petersburskiego Forum Ekonomicznego, które właśnie się zaczyna, Kreml oświadczy, że Rosja już nie uznaje Talibów za organizację terrorystyczną? Specjaliści są zdania, że to możliwe. Kreml ma jednak dylemat. Z jednej strony, „niezdarnym posunięciem” jest ogłoszenie tego kroku bez otrzymania czegokolwiek w zamian. Z drugiej strony, nie można podpisywać wielkich kontraktów gospodarczych z organizacją, która oficjalnie nadal znajduje się na narodowej liście terroru. – wyjaśnia Hans-Jakob Schindler.

Większa wymiana handlowa między Kabulem a Kremlem

Ekspert ds. Bliskiego Wschodu z międzynarodowej organizacji Counter Extremism Project (CEP) postrzega rosyjsko-talibskie zbliżenie jako polityczny krok, który niesie za sobą przewidywalne ryzyko dla Rosji.

„To, czy talibowie zostaną teraz usunięci z rosyjskiej listy terrorystów, czy nie, jest stosunkowo nieistotne, dopóki nadal będą się oni znajdować na liście sankcyjnej Rady Bezpieczeństwa ONZ”, ponieważ właśnie to jest dla Rosji „prawnie wiążące”. Aby nie naruszyć oenzetowskich sankcji, strona rosyjska, według informacji DW z otwarcie dostępnych źródeł, zaprosiła do Sankt Petersburga tych przedstawicieli talibów, którzy nie podlegają osobistym sankcjom międzynarodowym.

Zdaniem eksperta po usunięciu talibów z czarnej listy praktycznie nic się nie zmieni. Przysłuży się to jednak wzmocnieniu przyszłych relacji. Według rosyjskich informacji tylko w ubiegłym roku obroty handlowe między obydwoma krajami wzrosły pięciokrotnie i przekroczyły granicę miliarda dolarów – powiedział Schindler. – Sprzedaż w wysokości miliarda dolarów amerykańskich jest dla gospodarki afgańskiej czymś ogromnym, lecz stosunkowo nieistotnym dla gospodarki rosyjskiej – wyjaśnił.

W opinii Thomasa Ruttiga zbliżenie z talibami jest wyrazem strategii zagraniczno-politycznych zarówno Rosji, jak i Chin. Po wycofaniu się zachodniej koalicji z Afganistanu Moskwa i Pekin chcą włączyć talibów do antyzachodniej wspólnoty, wypełniając w ten sposób pozostawioną próżnię.

Według Hans-Jakoba Schindler ma to także uzasadnienie ekonomiczne. Opiera się ono na założeniu, żew Afganistanie znajduje się mnóstwo strategicznych surowców, które można w dłuższej perspektywie eksploatować, jeśli uda się spacyfikować Afganistan i zbuduje się tam odpowiednią infrastrukturę”. Thomas Ruttig uważa, że Afganistan nie stanowi priorytetu rosyjskiej polityki zagranicznej. Jednakże Moskwa jest zainteresowana utworzeniem tam kluczowego węzła infrastrukturalnego.

Talibowie sojusznikami w walce z terroryzmem

Dużą rolę odgrywa także atak terrorystyczny w moskiewskiej hali koncertowej Crocus City Hall, do którego doszło 22 marca 2024 roku. Do zamachu przyznała się organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie – Prowincja Chorasan (ISIS-K). Zdaniem Schindlera rosyjscy przywódcy musieli uznać, że regionalne odgałęzienie Państwa Islamskiego po raz kolejny stanowi zagrożenie terrorystyczne dla innych krajów. Według Ruttiga zwiększyło to „naturalne zainteresowanie” Moskwy bliższymi kontaktami z obecnym reżimem w Kabulu.

Jednakże obydwaj eksperci odmiennie oceniają to, w jakim stopniu talibowie mogą pomóc Moskwie w powstrzymaniu zagrożenia terrorem. Ruttig podkreśla, że robią oni wszystko, co w ich mocy, by walczyć z Państwem Islamskim. Schindler zaś uważa, że w Moskwie panuje „to samo błędne przekonanie, co w wielu państwach na Zachodzie”, że talibowie odrzucają ISIS w prowincji Chorasan.

To nieprawda: po pierwsze, wielu członków ISIS-K to byli talibowie. Po drugie, wielu talibów jest ideologicznie związanych z Islamskiem Państwem w prowincja Chorasan. Wywieranie na nich presji może doprowadzić do odpływu znacznych grup do szeregów ISIS-K. Schindler konstatuje: Aby talibski reżim przetrwał, muszą oni „bardzo precyzyjnie tarować” swoją walkę z Islamskim Państwem w prowincji Chorasan.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Przewodnik po voicebotach: Jak zautomatyzować rozmowy i poprawić obsługę klienta?

W dzisiejszym świecie technologicznym firmy muszą sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów. Kluczowym elementem nowoczesnej obsługi są voiceboty, które zwiększają efektywność i jakość kontaktu z klientami. W tym artykule przedstawiamy przewodnik po voicebotach, omawiając pięć kluczowych aspektów ich wdrożenia i zastosowania.

Co to jest voicebot i jak działa?

Voicebot to oprogramowanie umożliwiające interakcję z użytkownikami za pomocą głosu. Wykorzystuje technologię przetwarzania języka naturalnego (NLP) do rozumienia i interpretowania zapytań oraz generowania odpowiedzi w sposób naturalny. Voiceboty mogą być zintegrowane z różnymi systemami komunikacyjnymi, takimi jak telefonia, aplikacje mobilne i platformy internetowe.

Korzyści z wdrożenia voicebotów

Voiceboty automatyzują rutynowe zadania, oszczędzając czas i zasoby ludzkie. Działają 24/7, zapewniając ciągłą obsługę klienta bez przerw, co umożliwia uzyskanie informacji o każdej porze dnia i nocy. Automatyzacja zwiększa efektywność, redukuje czas oczekiwania na odpowiedź i minimalizuje błędy.

Jak wdrożyć voicebota w swojej firmie?

Wdrożenie voicebota w firmie wymaga kilku kluczowych kroków. Najpierw należy zidentyfikować potrzeby i oczekiwania klientów oraz określić, jakie zadania voicebot ma realizować. Następnie trzeba wybrać odpowiednią platformę do tworzenia i zarządzania voicebotami. Warto również zadbać o integrację voicebota z istniejącymi systemami CRM i innymi narzędziami, aby zapewnić spójność danych. Kolejnym krokiem jest stworzenie scenariuszy rozmów, które będą odpowiadały na najczęściej zadawane pytania klientów. Na koniec należy przeprowadzić testy i optymalizację działania voicebota, aby zapewnić jego skuteczność i niezawodność.

Przykłady zastosowania voicebotów w różnych branżach

Voiceboty znajdują zastosowanie w wielu branżach. W sektorze finansowym obsługują zapytania dotyczące kont i transakcji. W e-commerce pomagają śledzić przesyłki i udzielają informacji o produktach. W zdrowiu umawiają wizyty i udzielają porad zdrowotnych. W każdej z tych aplikacji voiceboty poprawiają jakość obsługi klienta.

Przyszłość voicebotów: Trendy i wyzwania

Przyszłość voicebotów jest obiecująca, jednak istnieją wyzwania. Kluczowe trendy to rozwój sztucznej inteligencji i personalizacja, które umożliwiają bardziej naturalne interakcje i dostosowanie odpowiedzi do potrzeb klientów. Ważne są też kwestie bezpieczeństwa i prywatności danych.

Podsumowanie

Voiceboty rewolucjonizują obsługę klienta, oferując automatyzację, efektywność i ciągłość usług. Dzięki nim firmy mogą poprawić jakość obsługi i zyskać przewagę konkurencyjną. Kluczowe jest odpowiednie wdrożenie i wykorzystanie technologii, aby maksymalnie wykorzystać potencjał voicebotów, których rola w komunikacji z klientami będzie stale rosła.


Czy Bruksela powinna nagradzać Polskę 137 mld euro za same obietnice reform?

Jacek Lepiarz

„Die Welt” jest kolejną niemiecką gazetą, która krytykuje decyzję Brukseli o odblokowaniu unijnych funduszy dla Polski, chociaż nowy rząd nie przywrócił jeszcze praworządności.

Fot. screen shot / youtube, KPRM

„To musiał być dla Donalda Tuska moment satysfakcji: nowy premier polskiego rządu objął swój urząd w grudniu, a już kilka tygodni później był w stanie spełnić jedną ze swoich kluczowych obietnic wyborczych: odblokowanie unijnych miliardów, wstrzymanych przez Brukselę z powodu zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości” – pisze warszawski korespondent „Die Welt” Philipp Fritz. Jego analiza ukazała się w piątek (31.05.2024) wieczorem na portalu gazety.

Autor przypomniał, że szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przyjechała w lutym do Warszawy, aby osobiście poinformować, że Polska otrzyma zamrożone środki – 137 mld euro.

Tusk nie przywrócił jeszcze praworządności

Philipp Fritz wyjaśnił, że powodem wstrzymania wypłaty pieniędzy były działania rządu PiS, który radykalnie przebudował wymiar sprawiedliwości przejmując między innymi kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym. Co więcej, polski TK zakwestionował w 2021 r. autorytet TSUE, uznając istotną część traktatów europejskich za nie do pogodzenia z prawem polskim.

Celem Tuska było zakończenie konfliktu o praworządność, jednak w rzeczywistości „reforma reformy” nie została dotychczas zrealizowana. „Polski rząd wykazuje dobrą wolę, ale wymiar sprawiedliwości stworzony przez PiS istnieje nadal” – ocenił dziennikarz „Die Welt”. Rządowi Tuska brakuje instrumentów pozwalających na odrzucenie weta prezydenta Andrzeja Dudy i „re-demokratyzację” sądownictwa.

„Za co nagradza von der Leyen polski rząd kwotą 137 mld euro, jeżeli praworządność nie została jeszcze przywrócona?” – pyta publicysta. Jak twierdzi, jego redakcja dysponuje dokumentami Komisji Europejskiej, z których wynika, że von der Leyen i jej współpracownicy zdają sobie sprawę z tego, że rząd Tuska nie usunął szkód wyrządzonych przez PiS.

Bruksela zadowoliła się obietnicą

Plan działań zmierzających do przywrócenia praworządności przedstawiony przez polski rząd 20 lutego pozostaje „obietnicą, której nie można spełnić” ze względu na postawę prezydenta. „Komisji wystarczyła najwidoczniej obietnica” – pisze Philipp Fritz przyznając, że polski rząd uznaje znów kompetencje TSUE. Zmieniła się też kultura prawna w Polsce, a rząd nastawiony jest w kontaktach z UE na kompromis.

„Praworządność nie została jednak przywrócona” – powtarza dziennikarz „Die Welt”. „Komisja Europejska nie może sprawiać wrażenia, że stosuje kary wobec nielubianych rządów” – powiedział eurodeputowany niemieckiej FDP Moritz Koerner. Podobnego zdania jest europoseł Zielonych Daniel Freund. „Tempo, z jakim KE zakończyła wszystkie postępowania wobec Polski, zapiera dech w piersiach” – powiedział. Jego zdaniem Ursula von der Leyen pozbyła się instrumentów nacisku w zamian za jedynie obietnice reform.

Bruksela może wbrew swej woli doprowadzić do niebezpiecznego precedensu – autokraci będą mogli niszczyć praworządność, ale nie muszą się obawiać utraty pieniędzy, jeśli tylko zapowiedzą, że naprawią szkody – podsumowuje Philipp Fritz.

W połowie maja o „politycznej transakcji”, w ramach której von der Leyen kończy wobec Polski procedurę w sprawie praworządności w zamian za poparcie Tuska przy reelekcji na stanowisku szefowej Komisji Europejskiej, pisał Klaus Bachmann na łamach „Berliner Zeitung”.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Suski nie poparł Wąsika w wyborach do Parlamentu Europejskiego: Nikt nie będzie się z nim liczył

Marek Suski, prominentny członek Prawa i Sprawiedliwości, publicznie odmówił poparcia swojego partyjnego kolegi, Macieja Wąsika, w wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE). Suski stwierdził, że Wąsik nie będzie traktowany poważnie w PE z powodu swojej przeszłości, co wywołało falę komentarzy wewnątrz partii, w tym krytyczną reakcję rzecznika PiS, Rafała Bochenka.

Fot. screen shot / youtube

Suski popiera Karskiego

Podczas konferencji prasowej w Olsztynie Marek Suski wyraził swoje poparcie dla Karola Karskiego, który startuje z drugiego miejsca na liście PiS w okręgu obejmującym województwa warmińsko-mazurskie i podlaskie. Suski podkreślił, że Karski posiada niezbędne doświadczenie, umiejętności oraz szacunek w Unii Europejskiej, co czyni go odpowiednim kandydatem do reprezentowania Polski.

– Przyjechałem tu, by poprzeć Karola Karskiego, ponieważ jego ogromne doświadczenie, umiejętności, szacunek, jaki ma w Unii Europejskiej, i skuteczność działania są gwarancją, że tacy ludzie będą służyć Polsce i mogą dokonać bardzo wielu ważnych, wspaniałych rzeczy dla naszej ojczyzny – powiedział Suski.

Krytyka Wąsika

Pytany o brak poparcia dla lidera listy, Macieja Wąsika, Suski wyjaśnił, że jego decyzja wynika z pewnych „perturbacji”. Wąsik, według Suskiego, nie ma odpowiedniego doświadczenia ani szacunku w Unii Europejskiej, a jego przeszłość – czas spędzony w więzieniu – stanowi dodatkowy problem. Suski wyraził obawę, że Wąsik nie będzie poważnie traktowany w PE, co może zaszkodzić interesom Polski.

Maciej Wąsik, Mariusz Kamiński. Fot. screenshot / yuotube

– Decyzja o tym, by jeden z naszych kolegów był na 'jedynce’, jest decyzją wynikającą z pewnych perturbacji. Ja uważam, że tam (do PE) powinni iść ludzie, którzy mają umiejętności, doświadczenie, dokonania. Osoby, które będą tam szanowane i poważane. Proszę sobie wyobrazić, jak w Unii Europejskiej kolega z 'jedynki’ będzie szanowany, gdy spędził niedawno jakiś czas w więzieniu. Nikt nie będzie się z nim liczył – argumentował Suski.

Reakcja Rafała Bochenka

Na słowa Suskiego zareagował rzecznik PiS Rafał Bochenek, który uznał je za nieuzasadnione i powielające kłamstwa koalicji 13 grudnia. Bochenek w mediach społecznościowych podkreślił, że obecność Wąsika w PE może przyczynić się do zwrócenia uwagi międzynarodowej opinii publicznej na sytuację w Polsce oraz nadużycia obecnego rządu, w tym „uniemożliwienie Wąsikowi wykonywania mandatu poselskiego”.

Bochenek napisał na portalu X: „Zachowując wobec posła M. Suskiego pełną sympatię i szacunek, dostrzegając jego polityczne doświadczenie, wobec przytoczonych wyżej okoliczności, tę wypowiedź przyjmuję z tym większym zaskoczeniem”.

thefad.pl / Źródło: TVN24


Czy skazany Donald Trump może wrócić do Białego Domu?

Carla Bleiker

Donald Trump został uznany za winnego – po raz pierwszy były prezydent USA został skazany za przestępstwo. Co to oznacza dla jego kandydatury na prezydenta? I co, jeśli będzie musiał pójść do więzienia?

Fot. screen shot / youtube

Donald Trump, prawdopodobny kandydat Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich w USA w listopadzie 2024 roku, został pierwszym byłym prezydentem USA, któremu postawiono zarzuty i którego także skazano w sprawie karnej. Ława przysięgłych sądu w Nowym Jorku uznała Trumpa za winnego wszystkich 34 zarzutów. Od 15 kwietnia nowojorski sąd bada, czy podczas kampanii prezydenckiej 2016 roku Trump płacił za milczenie, by zatuszować historię z pozamałżeńskim seksem z gwiazdą porno.

Toczący się w Nowym Jorku proces jest zaledwie pierwszym z czterech postępowań karnych przeciwko Donaldowi Trumpowi. W Georgii ma sprawę za próby odwrócenia na swoją korzyść porażki wyborczej w tym stanie w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Do tego dochodzą dwie sprawy federalne, w których oskarża się go o świadome szerzenie kłamstw wyborczych w 2020 roku w celu utrzymania władzy oraz o nielegalne przechowywanie tajnych dokumentów rządowych po opuszczeniu Białego Domu.

Czy mimo to i ewentualnie kolejnych wyroków Donald Trump może nadal kandydować na prezydenta?

Tak. Niezależnie od tego, jakim werdyktem zakończą się te sprawy, Trump będzie mógł być kandydatem w wyborach prezydenckich. Według amerykańskiej konstytucji osoba ubiegająca się o urząd prezydenta musi spełnić zaledwie trzy warunki: musi być urodzona w Stanach Zjednoczonych, mieć co najmniej 35 lat i mieszkać w USA przynajmniej 14 lat. Nigdzie nie jest napisane, że skazany przestępca nie może ubiegać się o urząd ani zostać prezydentem.

Czy Trump może zostać zdyskwalifikowany na mocy 14. poprawki do konstytucji?

Sekcja trzecia 14. poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki stanowi, że ktoś, kto po złożeniu przysięgi na konstytucję „wziął udział w powstaniu lub buncie przeciwko niej albo udzielał jej wrogom pomocy lub poparcia” nie może piastować „w służbie Stanów Zjednoczonych lub poszczególnego stanu jakiegokolwiek urzędu cywilnego lub wojskowego”.

Aktywiści, którzy chcą dyskwalifikacji Trumpa na mocy tej klauzuli, wskazują na działania ówczesnego prezydenta w okresie poprzedzającym atak na Kapitol Stanów Zjednoczonych 6 stycznia 2021 roku. Twierdzą, że kłamstwo Trumpa, jakoby demokraci ukradli mu zwycięstwo wyborcze, zachęciło jego zwolenników do szturmu. Dlatego jego działania można sklasyfikować jako „udział w powstaniu”.

W wielu stanach na mocy tej poprawki usiłowano usunąć kandydaturę Trumpa z prawyborów. W marcu tego roku Sąd Najwyższy odrzucił taką próbę podjętą w stanie Kolorado, stwierdzając, że stany nie mają żadnych uprawnień do pozbawiania kandydatów prawa do ubiegania się o urzędy federalne.

„Odpowiedzialność za egzekwowanie sekcji 3 wobec urzędników federalnych i kandydatów spoczywa na Kongresie” – jasno stwierdził Sąd Najwyższy. Jednakże większość w Kongresie jest podzielona: Republikanie mają ją w Izbie Reprezentantów, a Demokraci, choć w niewielkim stopniu, w Senacie. Jest zatem bardzo mało prawdopodobne, aby kandydatura Donalda Trumpa mogła zostać odrzucona z powodu 14. poprawki do konstytucji.

Czy Trump może głosować w wyborach prezydenckich mimo wyroku?

Prawdopodobnie nie. Trump jest zarejestrowany do głosowania w stanie Floryda. Skazani przestępcy nie mają tam prawa głosu. „Większość przestępców na Florydzie odzyskuje prawo do głosowania po odbyciu całej kary, łącznie z zawieszeniem oraz zapłaceniem wszystkich grzywien i opłat” – wyjaśniła reporterka polityczna Maggie Astor w dzienniku „New York Times” przed ogłoszeniem wyroku w pierwszej sprawie przeciwko Trumpowi. Okres zawieszenia, jeśli Trump otrzyma wyrok w zawieszeniu, prawdopodobnie nie upłynie na czas i nie odzyska on prawa do głosowania. Werdykt zostanie ogłoszony dopiero 11 lipca. Kilka dni później rozpoczyna się konwencja nominacyjna Republikanów.

A co się stanie, jeśli Trump trafi do więzienia?

Nie wiadomo. „Jesteśmy tak daleko od wszystkiego, co kiedykolwiek wcześniej się wydarzyło” – powiedział „New York Times” Erwin Chemerinsky, ekspert prawa konstytucyjnego z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, przed rozpoczęciem procesu. „To czysta spekulacja”.

Z prawnego punktu widzenia Trump nadal miałby prawo ubiegać się o urząd, nawet gdyby przebywał w więzieniu. Jednak prezydent, który zostałby wybrany podczas odsiadywania wyroku, to duże wyzwanie logistyczne. Dziennikarka Astor spekuluje, że Trump „mógłby wystąpić z wnioskiem o zwolnienie na tej podstawie, że zatrzymanie uniemożliwi mu jako prezydentowi wypełnianie konstytucyjnych obowiązków”.

Sytuacja jest jednak na tyle bezprecedensowa, że ciężko przewidzieć bieg wydarzeń.

Czy Trump, jeśli zostanie prezydentem, będzie mógł zatrzymać toczące się przeciwko niemu sprawy lub sam siebie ułaskawić?

Teoretycznie Trump mógłby zawiesić potencjalną karę więzienia bez uchylania wyroku. Mógłby także spróbować całkowicie się ułaskawić. Oba przypadki byłyby skrajnymi formami sprawowania władzy przez prezydenta i prawdopodobnie musiałyby zostać zweryfikowane pod kątem konstytucyjności przed Sądem Najwyższym (gdzie konserwatywni sędziowie mają większość 6 do 3). Alternatywnie prezydent Joe Biden mógłby pod koniec swojej kadencji ułaskawić zwycięskiego Trumpa, aby kandydat wybrany przez Amerykanów mógł rządzić państwem.

Takie środki miałyby jednak zastosowanie wyłącznie w przypadku spraw toczących się przeciwko Trumpowi na poziomie federalnym, a nie w sprawie dotyczącej ingerencji w wybory w Georgii czy procesie za łapówki za milczenie w Nowym Jorku, w którym Trump został uznany za winnego. Prezydenci nie mają uprawnień do uchylania wyroków federalnych.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>