Księżna Kate przerywa milczenie: „Przechodzę chemioterapię”

Księżna Kate po raz pierwszy od stycznia wystąpiła publicznie, aby przerwać spekulacje na temat swojego stanu zdrowia. W piątkowy wieczór ogłosiła za pośrednictwem mediów społecznościowych, że walczy z rakiem i przechodzi chemioterapię. — Badania po operacji wykazały obecność nowotworu…. — mówi na nagraniu.

Fot. screen shot / X, @KensingtonRoyal

Diagnoza: złośliwy guz

W styczniu Kate przeszła planowaną operację jamy brzusznej. Początkowo badania nie wykazały obecności nowotworu, jednak badania pooperacyjne ujawniły złośliwy guz. Księżna podkreśliła, że ​​jej mąż, książę William, i ona zrobili wszystko, co w ich mocy, aby chronić prywatność swoich dzieci w tym trudnym czasie.

– Ta wiadomość była oczywiście ogromnym szokiem. William i ja robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by przepracować to i zmierzyć się z tym w gronie najbliższych, dla dobra naszej rodziny – mówi Kate. Dodała, że potrzebowała czasu, by dojść do siebie po poważnej operacji i móc rozpocząć leczenie nowotworowe. – Ale co najważniejsze, potrzebowaliśmy czasu, by wyjaśnić wszystko George’owi, Charlotte i Louisowi w sposób najbardziej dla nich odpowiedni i zapewnić ich, że wszystko będzie dobrze – mówiła księżna.

Walka o powrót do zdrowia

Księżna Kate jest w dobrym stanie i każdego dnia staje się silniejsza. Skupia się na czynnościach, które pomogą jej powrócić do równowagi psychicznej, fizycznej i duchowej. W nagraniu wyraziła ogromną wdzięczność za wsparcie męża, rodziny i wszystkich osób, które przesyłają jej słowa otuchy.

– To, że mam u boku Wiliama, jest niesamowitym wsparciem i otuchą, podobnie jak miłość, wsparcie i życzliwość okazywane przez tak wielu z was. To wiele dla nas znaczy – wyznała księżna.

Apel o zrozumienie

Księżna Kate i książę William proszą o uszanowanie ich prywatności podczas dalszego leczenia. Księżna nie może się doczekać, aż wróci do swoich obowiązków, ale teraz musi skupić się na całkowitym wyzdrowieniu.

– Mam nadzieję, że zrozumiecie, że jako rodzina potrzebujemy teraz czasu, przestrzeni i prywatności – powiedziała. Podkreśliła, że jej praca zawsze dawała jej radość i dodała, że nie może doczekać się powrotu do swoich obowiązków, kiedy tylko będzie w stanie. – Ale teraz muszę skupić się na całkowitym powrocie do zdrowia – dodała.

Słowa otuchy dla innych chorych

Na koniec nagrania księżna Kate zwróciła się do osób chorych na raka:

– Chciałabym przekazać słowa otuchy dla innych chorych. Proszę, nie tracicie wiary i nadziei. Nie jesteście sami.


Woda – niezbędny element diety. Ile jej potrzebuje nasz organizm?

Gudrun Heise

Człowiek może wytrzymać trzy minuty bez tlenu, trzydzieści dni bez pożywienia, ale tylko trzy dni bez przyjmowania płynów – brzmi złota reguła. Nasz organizm nie potrafi funkcjonować bez wody.

Fot. Bob / Pixabay

Ciało noworodka składa się w mniej więcej 80 procentach z wody. Wraz z rozwojem organizmu ta proporcja się zmniejsza, osiągając ostatecznie około 60 procent.

Komórki tłuszczowe mają mniejszą zawartość wody niż inne. Stosownie do tego proporcjonalny udział wody u ludzi z nadwagą jest mniejszy niż u szczupłych, a u kobiet mniejszy niż u mężczyzn. Wszyscy jednak musimy regularnie przyjmować płyny, żeby żyć.

Niektóre organy zawierają niezwykle dużo wody – choćby nasze oczy. Ich ciało szkliste składa się z niej bez mała w 99 procentach. Mięśnie mają również wysoką zawartość cieczy – mniej więcej 80 procent. Aby zapewnić naszemu organizmowi to, czego potrzebuje, możemy robić przede wszystkim jedno: pić, pić i jeszcze raz pić.

Absolutna konieczność

Nasze ciało traci codziennie około dwóch litrów płynów – po pierwsze przez skórę, co służy regulacji temperatury ciała. Tak się dzieje przede wszystkim podczas upałów. Ale również suche ogrzane powietrze może nam się dać we znaki. Nerki, które uwalniają nasz organizm od substancji trujących, wydalają płyn w postaci moczu.

Jeśli piliśmy za mało, nasz mocz ma intensywnie żółtą barwę. Jeśli następuje brązowe przebarwienie, jest to poważny sygnał ostrzegawczy, że coś jest nie w porządku. Jelita wydalają płyny razem ze stolcem, oddychając zaś tracimy wodę w formie malutkich kropelek.

Musimy wyrównywać te straty, przyjmując codziennie około 1,5-2 litrów płynów. To zapotrzebowanie wzrasta w razie wysiłku fizycznego, aktywności sportowej, wysokich temperatur, gorączki, wymiotów i biegunki. Nie musi to jednak być zawsze woda. Zupy, owoce lub różne rodzaje warzyw również dobrze działają na organizm, pomagając uzupełnić potrzebne zapasy.

To absolutnie konieczne, ponieważ nasz organizm reaguje pierwszymi objawami już po utracie jednego do dwóch procent płynów. Jeśli stracimy ich co najmniej siedem procent, jesteśmy już mocno zagrożeni: wskazuje na to przyspieszony puls lub dezorientacja, ponieważ wszystkie reakcje i procesy chemiczne potrzebują cieczy. W razie ich niedoboru na poziomie dwunastu procent może wystąpić stan szoku lub nawet śpiączka.

Mózg potrzebuje cieczy do ochrony

Również nasz mózg i rdzeń kręgowy nie potrafią pracować bez płynów. Mamy około 140 mililitrów płynu mózgowo-rdzeniowego, czyli w języku medycyny liquor cerebrospinalis. To przezroczysta ciecz, w której nasz mózg jakby pływa w czaszce i która chroni go przed wstrząsami. Codziennie wytwarzamy mniej więcej pół litra tego płynu, uzupełniając tę ilość, którą tracimy.

Pierwszymi oznakami tego, że nasz organizm pilnie potrzebuje wody, są bóle i zawroty głowy, wyschnięta śluzówka w ustach i gardle, ewentualnie trudności z połykaniem. Jesteśmy zmęczeni, czujemy się apatycznie.

W razie upału i dodatkowej utraty płynów wskutek pocenia się nasze krążenie może odmówić posłuszeństwa, co prowadzi do utraty przytomności. Nasz organizm jednoznacznie komunikuje nam konieczność napicia się czegoś, ponieważ wzrasta nam również ciśnienie. Bez wystarczającej ilości płynów nasza krew robi się gęstsza, powodując problemy z krążeniem.

Z wiekiem mniejsze pragnienie

Im jesteśmy starsi, tym mniejsze odczuwamy pragnienie. Ludzie starsi nierzadko po prostu zapominają pić tyle, ile potrzebują. Może to prowadzić m.in. do zawrotów głowy, dezorientacji, zaburzeń świadomości lub utraty przytomności. W razie skrajnego niedoboru płynów lekarze muszą zapewnić ich odpowiednią ilość, stosując kroplówkę.

Niektórzy starsi ludzie świadomie rezygnują z picia wystarczającej ilości płynów, gdyż w tym wieku wielu z nich nie potrafi już tak dobrze kontrolować parcia na pęcherz, jak osoby młodsze. Z obawy przed mimowolnym popuszczaniem moczu lub koniecznością częstych nocnych wizyt w toalecie piją za mało, lub zgoła nie piją nic.

Kiedy potrzebujemy więcej wody?

Jeśli mamy wymioty lub biegunkę, nasz organizm potrzebuje więcej niż stanowiące minimum 1,5 litra dziennie. Jeśli bilans wody nie zostanie jak najszybciej wyrównany, organizm wysycha. Również w razie zażywania określonych lekarstw zaleca się przyjmowanie dużej ilości płynów. Tak jest na przykład z tak zwanymi diuretykami. Działają one moczopędnie i odwadniają organizm w celu zapobiegania m.in. obrzękom, czyli gromadzeniu się wody w pewnych miejscach ciała.

Alkohol pozbawia organizm płynów

Również alkohol pozbawia nasz organizm płynów, gdyż działa moczopędnie. Nerki próbują wypłukać z ciała trujące substancje, musimy więc odpowiednio często wychodzić do toalety, żeby oddać mocz.

Alkohol sprawia, że dochodzi do zahamowania wydzielania przez podwzgórze tak zwanej wazopresyny. Jest to hormon regulujący gęstość moczu. Jeśli w organizmie go brakuje, to nasze nerki wydalają zbyt wiele wody. Bilans wody jest wtedy zachwiany i wszystko ulega zaburzeniu.

Co za dużo, to niezdrowo

Groźne dla życia może się okazać również wypicie pięciu litrów lub więcej w ciągu kilku godzin. Dochodzi wtedy do tak zwanej hiperhydratacji, czyli przewodnienia organizmu. Nerki nie radzą sobie z regulowaniem i wydalaniem tak dużej ilości płynów. Jednym z najgorszych skutków może być obrzęk mózgu.

Pojedynki, kto wypije więcej wody, mogą być więc groźne dla organizmu. Nie tylko nerki mogą wówczas nie nadążać z pracą – zaburzeniu ulega także bilans soli. Czy i jak organizm w ogóle poradzi sobie z taką ilością wody, zależy od wieku, wagi ciała i ogólnej kondycji. Także w tym wypadku o wszystkim decyduje ilość.

Bez dostępu do czystej wody

Według najnowszego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych na świecie będzie się w najbliższych latach pogłębiał niedobór wody pitnej. Obecnie dostępu do czystej wody nie ma 26 procent ludności świata. Autorzy sprawozdania piętnują „rabunkowe” podejście do globalnych zasobów wody. W ciągu minionych 40 lat jej zużycie rosło o mniej więcej jeden procent rocznie i przewiduje się, że w zbliżonym tempie będzie się ono zwiększać do 2050 roku. Według raportu problem deficytu wody wystąpi również tam, gdzie obecnie jest jej w nadmiarze. Przyczyny to między innymi wzrost liczby ludności, rozwój społeczno-gospodarczy i zmiana wzorców konsumpcji.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Światowa Organizacja Meteorologiczna ogłasza czerwony alarm

DW

Według obliczeń ONZ ubiegły rok był najcieplejszym od rozpoczęcia pomiarów. Problem jest znany, lecz nadal brakuje woli do zdecydowanej zmiany kursu.

Fot. Photo Matt Palmer /Unsplash

W ubiegłym roku zmiany klimatyczne uwidoczniły się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bijąc kolejne rekordy. Celeste Saulo, szefowa Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), publikując raport końcowy o stanie klimatu na świecie w 2023 roku, mówiła o „czerwonym alarmie” – najwyższym stopniu zagrożenia.

– Zmiana klimatu to znacznie więcej niż tylko temperatury. To, czego doświadczyliśmy w 2023 roku, zwłaszcza bezprecedensowe ocieplenie oceanów, cofanie się lodowców i utrata morskiego lodu w Antarktyce, budzi szczególne zaniepokojenie – powiedział w Genewie.

WMO potwierdziła swoje wstępne szacunki: średnia globalna temperatura w 2023 roku wyniosła około 1,45 stopnia powyżej poziomu sprzed okresu industrializacji (1850–1900). Dotychczas najcieplejszym rokiem był 2016 – ze wzrostem o około 1,3 stopnia.

Europejski program obserwacji Ziemi Copernicus wyliczył globalne ocieplenie klimatu w 2023 roku na plus 1,48 stopnia. Raporty WMO, dotyczące zmian klimatycznych, mają szeroki zakres i uważane są za globalne wytyczne, ponieważ analizuje wszystkie dane, pochodzące zarówno z Copernicusa, jak i z innych renomowanych instytutów.

Nieosiągalne 1,5 stopnia

Podczas światowej konferencji klimatycznej w Paryżu w 2015 roku ustalono za zgodą wszystkich państw nieprzekraczalny próg globalnego ocieplenia o wartości 1,5 stopnia, przyjmując za punkt odniesienia czasy przedindustrialne. Zdaniem większości badaczy osiągnięcie takiego ograniczenia jest obecnie niemożliwe.

Według raportu WMO ​​w ciągu ubiegłego roku 90 proc. regionów oceanicznych doświadczyło fali upałów. Ponadto lodowce, zwłaszcza w Ameryce Północnej i Europie, straciły więcej lodu niż kiedykolwiek wcześniej (pomiary zaczęto prowadzić w 1950 roku). Zasięg lodu morskiego Antarktyki również osiągnął rekord ujemny. Wynosił o milion kilometrów kwadratowych mniej niż poprzedni maksymalnie negatywny wynik. Odpowiada to obszarowi wielkości Niemiec i Francji razem wziętych.

Najwyższy poziom morza od 20 lat

W zeszłym roku średni światowy poziom morza był wyższy niż kiedykolwiek (pomiary satelitarne zaczęto w 1993 roku). W ciągu ostatnich dziesięciu lat poziom morza podnosił się dwukrotnie szybciej niż w ciągu pierwszych dziesięciu lat od rozpoczęcia pomiarów. Spowodowane jest to zarówno topnieniem lodowców i lodu morskiego, jak i rozprzestrzenianiem się cieplejszych wód.

Światowa Organizacja Meteorologiczna ogłasza czerwony alarm. Ubiegły rok był najcieplejszym od rozpoczęcia pomiarów. Problem jest znany, ale nadal brakuje woli do zdecydowanej zmiany kursu. W 2023 roku zmiany klimatyczne uwidoczniły się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bijąc kolejne rekordy.
Fot. Agustín Lautaro / Unsplash

Karsten Haustein, pracownik Instytutu Meteorologii Uniwersytetu w Lipsku, krytykuje panujące w niemieckiej debacie publicznej przekonanie, że konsekwencje zmian klimatycznych można przezwyciężyć za pomocą technologii. W jego ocenie w Niemczech brakuje zdecydowanej woli, by kryzys klimatyczny traktować poważnie.

Haustein podkreśla: – Fakty są takie, że koszty wtórne zmian klimatycznych, wynikające z bierności, przekroczą koszty niezbędne do powstrzymania tych zmian w odpowiednim czasie o prawie dwukrotnie większą kwotę rocznie. Im więcej pieniędzy zainwestujemy teraz w walkę z uzależnieniem od paliw kopalnych, tym więcej zaoszczędzimy w perspektywie średnioterminowej. – Dzisiejsza bezczynność będzie drogo kosztować nasze dzieci i wnuki.

Minister ochrony klimatu w niemieckim rządzie federalnym Robert Habeck (Zieloni) również ostrzega przed niekontrolowanym ociepleniem klimatu na Ziemi. – Być może jesteśmy o krok od globalnego ocieplenia, w tym przypadku ocieplenia oceanów, które faktycznie może wymyknąć się spod kontroli – powiedział na międzynarodowej konferencji dotyczącej transformacji energetycznej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie. – Będą burze, wiatry i huragany z powodziami, nad którymi będzie nam ciężko zapanować.

Fot. Chris Gallagher / Unsplash

Potrojenie energii odnawialnej będzie trudne

Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) w raporcie opublikowanym przy okazji konferencji w berlińskim MSZ podaje, że uzgodniony na ubiegłorocznej konferencji klimatycznej cel, by do 2030 roku trzykrotnie zwiększyć ilość energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych, będzie osiągalny jedynie wtedy, gdy podjęte zostaną – i to w znacznym stopniu – dodatkowe wysiłki.

Do tego czasu trzeba będzie instalować średnio prawie 1100 gigawatów dodatkowej mocy rocznie – ponad dwukrotnie więcej niż w rekordowym roku 2023, w którym było to 473 gigawatów. W tym celu potrzebne są roczne inwestycje o wartości około 1,058 bln euro. Według wstępnych danych IRENA w ubiegłym roku moc zainstalowana na całym świecie wyniosła 3870 gigawatów.

REDAKCJA POLECA

 

 

script type=’text/Javascript’>

Historia koszulek crop top: ewolucja od kultowych lat 90. do współczesnych trendów

Krótkie koszulki w modzie damskiej pojawiają się, by po pewnym czasie zniknąć i znów wrócić na wybiegi oraz ulice. Sprawdź, jak zmieniała się moda i dowiedz się, w jakich stylizacjach warto wykorzystywać crop top obecnie. Poznaj najmodniejsze stylizacje z wykorzystaniem tego rodzaju bluzek, by uzupełnić swoją garderobę i przygotować się na nadchodzący sezon wiosna-lato 2024.

Crop top – co to za bluzka?

Wśród popularnych i modnych elementów odzieży damskiej trudno dziś nie wspomnieć o koszulkach crop top. Ich charakterystyczny krój jest dosyć skąpy, odsłania brzuch, a często ma również mocne wycięcia w okolicy ramion i dekoltu. Taki top może być noszony samodzielnie, ale również stanowić świetną bazę do tworzenia oryginalnych stylizacji. Z uwagi na jego fason, crop top pozwoli nam uzupełnić casualowy lub streetwearowy look, jednak nie będzie dobrym wyborem w przypadku formalnych okazji oraz wszędzie tam, gdzie obowiązuje służbowy dress code.

Historia krótkich koszulek crop top

Prawdziwym boom na koszulki odsłaniające brzuch obserwowaliśmy w latach 80. kiedy to spopularyzowała je słynna aktorka Jane Fonda. Jej głównym zamierzeniem było zachęcenie kobiet do uprawiania aerobiku, lecz dużą wagę przywiązywano również do atrakcyjnych, kolorowych, energetycznych stylizacji. Obok mocno dopasowanych kostiumów królowały krótkie topy w intensywnej kolorystyce.

Potem widywaliśmy takie koszulki w latach 90. XX wieku na słynnych gwiazdach muzyki pop i to był duży przełom, w ślady Britney Spears, Madonny, Cristiny Aguilery, Spice Girls poszły bowiem całe rzesze nastolatek oraz młodych kobiet. Odsłonięte brzuchy przestały być traktowane jako gorszące, a moda codzienna zrobiła ogromny krok naprzód. Ciekawostka jest taka, że krótkie topy znalazły również swoje miejsce w modzie męskiej. Tu jednak z reguły ograniczali się do nich artyści muzyczni oraz sportowcy. Od lat 90. mogliśmy obserwować większe i mniejsze zainteresowanie tego typu bluzkami. W 2024 możemy śmiało powiedzieć, że po latach wyciszenia, ponownie wróciła moda na koszulki crop top.

Jakie są rodzaje crop top i z czym je nosić?

Słynne crop top dostępne są obecnie w bardzo rozmaitych krojach. Ich różnorodność możesz sprawdzić np. na stronie: https://www.sinsay.com/pl/pl/kobieta/ubrania/koszulki/crop-topy. Wśród dostępnych fasonów znajdujemy krótkie, odsłaniające brzuch koszulki z długim rękawem i zabudowanym dekoltem, dekoltem w kształcie litery V, crop topy na ramiączkach, z wiązaniem na karku, hiszpanki, z krótkimi rękawkami lub z jednym długim rękawem, asymetryczne, z modnymi wycięciami, ażurowe, dzianinowe, bawełniane, satynowe. W tym sezonie dużą popularnością będą się cieszyły crop topy w takich kolorach jak: czerń, biel, beż, odcienie brzoskwini, pistacja, burgund.

Krótkie koszulki zachwycają bogatą kolorystyką oraz niebanalnym wzornictwem. Uwielbia je młodzież, ale nie tylko. Z coraz większą śmiałością sięgają po nie również starsze pokolenia.

Do czego najlepiej nosić bluzki typu crop top? Przede wszystkim do jeansów z niskim stanem, szortów, długich spódnic, zwiewnych letnich miniówek, a także modnych w tym roku spodni z szerokimi nogawkami np. parachute czy cargo. Na wierzch będzie pasowała kurtka jeansowa, ramoneska, ale również bluza z kapturem w stylizacji streetwearowej lub długi wygodny kardigan.

Crop topy to koszulki dla kobiet pewnych siebie, które nie tylko lubią podążać za modowymi trendami, ale również nie boją się przyciągać spojrzeń.


Dorota Szelągowska: Dwadzieścia lat temu sięgnęłam dna

Dorota Szelągowska przyznaje, że był taki czas w jej życiu, kiedy zmagała się z nerwicą lekową i atakami paniki. W konsekwencji w ogóle nie wychodziła z domu i niemal stała się wrakiem człowieka. Na bazie własnych doświadczeń dobrze wie, że w takiej sytuacji konieczna jest pomoc specjalisty i odpowiednia terapia. Zdaje sobie też sprawę z tego, że osoby, które mają jakieś zaburzenia psychiczne, najczęściej wstydzą się do nich przyznać i tłumią wszystko w sobie, a to może tylko doprowadzić do tragedii.

Dorota Szelągowska nie tylko inspiruje swoich fanów do robienia metamorfoz w mieszkaniach, ale także zaraża widzów pozytywną energią. Niewiele osób ma jednak świadomość, z jakimi problemami borykała się w swoim życiu prywatnym.

– Jest trochę tak, że ludzie pojmują celebrytów jako jakichś bohaterów, którzy mają jedną twarz. Uwielbiają nas szufladkować i mówić na przykład: to jest ta Szelągowska, co ma wkurzający uśmiech i robi wnętrza, albo też słyszałam, że w ogóle nie robię tych projektów – mówi agencji Newseria Lifestyle Dorota Szelągowska.

„Sięgnęłam swojego dna”

– Natomiast my tak jak każdy człowiek jesteśmy różni, przeżywamy różne rzeczy, czasami to są małe lęki, czasami większe, czasami to są załamania nerwowe, depresje. Jest tego całe spektrum, więc warto o tym głośno mówić, żeby ludzie szukali pomocy, zaczęli chodzić do psychiatry, żeby też uwrażliwić ich bliskich, że to nie jest coś, co sprawia, że ktoś jest gorszy, głupszy. To nas dotyka i to jest wszędzie. Co drugi człowiek w tej chwili cierpi na różne problemy psychiczne.

Projektantka wnętrz nie wstydzi się mówić o swoich problemach i słabościach. Nie ukrywa tego, że ma za sobą trudny moment załamania, kiedy czuła się kompletnie bezsilna, odrzucona i niezrozumiana.

Dwadzieścia lat temu miałam taki moment, że przez kilka miesięcy w ogóle nie wychodziłam z domu. Po prostu bałam się wszystkiego, miałam lęk, miałam non stop ataki paniki, więc myślę, że sięgnęłam swojego dna – wyznaje.

„Idźcie do psychiatry i na terapię, dajcie sobie pomóc”

Ma też świadomość, że sama nie dałaby rady podnieść się z tego. By powrócić do codziennego funkcjonowania, musiała więc skorzystać z pomocy specjalistów.

– Znajduje się dobrego psychiatrę, zapieprza się na terapię, przechodzi się przez iks leków i robi się w sobie porządek. Wychodzenie z tego albo próba utrzymania się na powierzchni – każdy, kto dotknął problemów psychicznych własną głową, będzie wiedział, o co chodzi – to jest ciężka praca. To się nie dzieje w rok czy w dwa lata i naprawdę nie pomogą żadne afirmacje, cudotwórcy ani medytacyjne piosenki z YouTube’a, tylko trzeba iść do specjalisty – podkreśla.

Dorota Szelągowska zdecydowała się publicznie mówić o swoim stanie psychicznym ku przestrodze i by dać wskazówkę oraz nadzieję tym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. „Idźcie do psychiatry i na terapię, dajcie sobie pomóc” – napisała w swoich social mediach 23 lutego, w Światowym Dniu Walki z Depresją.

Najważniejsze to jest zobaczyć światełko w tunelu i wyjść z niego. I czasami taki post głupiej celebrytki w internecie może dać to światełko. Będąc celebrytą, dostajesz w prezencie mnóstwo rzeczy, na które w ogóle nie zasługujesz i nie zapracowałaś. Ludzie do ciebie przychodzą, dają ci prezenty, uśmiechają się do ciebie i twoją powinnością jest też coś dać. I to jest przekroczenie bańki prywatności, granicy, którą ja w sumie lubię stawiać, natomiast wiem, ilu ludziom to moje gadanie pomogło. Więc jeżeli chociaż jedną osobę by to uchroniło, to dla mnie jest to warte całego hejtu, który przyjdzie z drugiej strony – dodaje.

 

Na depresję cierpi około 280 mln ludzi na świecie. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia do 2030 roku będzie ona najczęściej występującą chorobą na świecie. Szacuje się, że w Polsce choruje na nią ok. 1,2 mln osób.

thefad.pl / Źródło: newseria


Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna w procesie rehabilitacji

W dzisiejszych czasach medycyna stale poszukuje nowych, skutecznych metod leczenia różnorodnych schorzeń. Jedną z najbardziej obiecujących technik, która zdobywa coraz większą popularność, jest Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna (GSE). Ta innowacyjna metoda terapeutyczna otwiera nowe możliwości w leczeniu wielu chorób neurologicznych i psychiatrycznych, które dotychczas były trudne do kontrolowania.

Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna, znana także jako GSE, to procedura medyczna polegająca na stosowaniu impulsów elektromagnetycznych w celu modyfikacji aktywności neuronów w mózgu. Jest to rodzaj interwencji neuromodulacyjnej, która może być wykorzystywana w leczeniu chorób takich jak choroba Parkinsona, depresja, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne oraz inne schorzenia neurologiczne i psychiatryczne.

Na czym polega działanie Głębokiej Stymulacji Elektromagnetycznej

Technika ta opiera się na precyzyjnym umiejscowieniu elektrod w wybranych obszarach mózgu pacjenta. Następnie, za pomocą generatora impulsów elektromagnetycznych, specjalnie dostrojonych do potrzeb danego pacjenta, wprowadza się impulsy, które mają wpływ na funkcjonowanie mózgu. Te impulsy są dostosowywane indywidualnie, w zależności od potrzeb terapeutycznych oraz reakcji pacjenta.

Jednym z najważniejszych obszarów, w których Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna wykazuje znaczące sukcesy, jest leczenie choroby Parkinsona. U pacjentów cierpiących na tę chorobę, GSE może pomóc w redukcji objawów takich jak drżenie, sztywność mięśni czy trudności w poruszaniu się. Dzięki precyzyjnemu wpływowi na aktywność mózgu, możliwe jest zwiększenie jakości życia tych osób oraz poprawa ich funkcjonowania codziennego.

Kolejnym obszarem, w którym Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna może przynieść rewolucyjne zmiany, jest leczenie depresji i innych zaburzeń psychicznych. Badania kliniczne wykazują obiecujące wyniki w przypadku pacjentów, którzy nie reagują na tradycyjne metody terapeutyczne, takie jak farmakoterapia czy terapia poznawczo-behawioralna. GSE może być skuteczną alternatywą, pomagającą w stabilizacji nastroju i poprawie funkcjonowania psychicznego. Poprzez regulację aktywności neuronalnej w odpowiednich obszarach mózgu, ta technika może wpływać na wydzielanie neuroprzekaźników, takich jak serotonina czy dopamina, które są kluczowe dla regulacji nastroju i emocji.

Również w leczeniu innych zaburzeń psychicznych, takich jak zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (ZOK) czy zaburzenia lękowe, Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna może przynieść pozytywne rezultaty. Poprzez korektę nieprawidłowych wzorców aktywności neuronalnej, ta technika może zmniejszyć nasilenie objawów obsesyjnych, kompulsywnych czy lękowych, umożliwiając pacjentom powrót do normalnego funkcjonowania.

Jako terapia uzupełniająca

Warto również podkreślić, że Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna może być stosowana jako terapia uzupełniająca w przypadku pacjentów, którzy nie reagują wystarczająco dobrze na inne metody leczenia, takie jak terapia farmakologiczna czy psychoterapia. W połączeniu z innymi formami terapii, GSE może zwiększyć szanse na osiągnięcie pożądanych efektów terapeutycznych i poprawić jakość życia pacjentów.

Jednakże, pomimo obiecujących wyników, istnieje potrzeba dalszych badań nad skutecznością oraz długoterminowymi efektami Głębokiej Stymulacji Elektromagnetycznej w leczeniu zaburzeń psychicznych. Konieczne jest również uwzględnienie indywidualnych różnic pacjentów oraz dostosowanie procedury do ich potrzeb i charakterystyki choroby.

Podsumowując, Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna stanowi rewolucyjną metodę terapeutyczną, która może zmienić oblicze leczenia wielu zaburzeń neurologicznych i psychiatrycznych. Dzięki precyzyjnemu wpływowi na aktywność mózgu, ta technika otwiera nowe możliwości w poprawie zdrowia psychicznego pacjentów, którzy dotychczas mieli ograniczone opcje terapeutyczne. Jednakże, aby pełni wykorzystać potencjał GSE, konieczne jest dalsze badanie i rozwój tej fascynującej dziedziny medycyny.

Więcej w artykule Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna: Rewolucja w Leczeniu i Jej Efekty Głęboka Stymulacja Elektromagnetyczna: Rewolucja w Leczeniu i Jej Efekty


Awantura z politykami PiS podczas kolejnej miesięcznicy smoleńskiej

Pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej, odbyła się kolejna miesięcznica katastrofy smoleńskiej z udziałem polityków Prawa i Sprawiedliwości, na czele z Jarosławem Kaczyńskim. Kilkanaście minut przed uroczystością z udziałem polityków PiS Zbigniew Komosa złożył wieniec z napisem „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski. Stop kreowaniu fałszywych bohaterów!”

10 marca 2024 przed pojawieniem się delegacji PiS na placu Piłsudskiego, aktywiści ze Zbigniewem Komosą na czele złożyli wieniec przed pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej. Ta tradycyjna ceremonia, odbywająca się przy placu Piłsudskiego co miesiąc, zawsze wywołuje duże emocje. Na wieniec naniesiono treść krytykującą decyzje Lecha Kaczyńskiego i pilotów za katastrofę w Smoleńsku: „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski. Stop kreowaniu fałszywych bohaterów!”

Po porannym nabożeństwie w warszawskim kościele seminaryjnym, politycy PiS przeszli pod pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a następnie pod pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej. Tam zostali zasłaniani przez aktywistów trzymających transparenty z napisami „Pamiętamy” i „Smoleńsk 2010 Pamiętamy!” oraz fotografiami ofiar katastrofy.

W trakcie przechodzenia przez plac Piłsudskiego politykom towarzyszyły okrzyki, które wyrażały dezaprobatę wobec ich działań i postawy. Aktywiści domagali się prawdy i skonfrontowania z odpowiedzialnością za tragedię, kwestionując także obecność w miejscu pamięci polityków.

Zbigniew Komosa, który regularnie składa wieniec w ramach miesięcznic katastrofy smoleńskiej, opowiedział o niedzielnych wydarzeniach na placu Piłsudskiego. Wskazał, że tradycyjnie dochodziło do przepychanek z „strażą porządkową 2024” i prób odebrania wienca. Komosa podkreślił, że nikt nie zamierzał nikogo atakować, a incydent wynikał z interwencji ze strony „straży porządkowej 2024”.

Komendant Małgorzata Wersocka z Komendy Stołecznej Policji podkreśliła, że mimo emocji panujących na miejscu, sytuacja była kontrolowana i nikogo nie zatrzymano.


Viktor Orban: świat byłby lepszy, gdyby Trump powrócił do władzy

Alexandra Jarecka

Premier Węgier Viktor Orban spotkał się z byłym prezydentem USA Donaldem Trumpem w jego rezydencji Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie.

Po spotkaniu z Donaldem Trumpem w jego rezydencji na Florydzie, Viktor Orban wyznał w nocy z piątku na sobotę w swoim przesłaniu wideo na Facebooku: „My Węgrzy mamy tylko jedno do zrobienia, a mianowicie uczciwie przyznać: świat byłby lepszy, a dla Węgier byłoby lepiej, gdyby prezydent Donald Trump powrócił do władzy”.

Podczas kadencji Trumpa panował pokój na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie, i nie byłoby tych konflików dzisiaj, gdyby Donald Trump był prezydentem USA – stwierdził Orban. Według niego Trump zapewniał „szacunek na świecie, co stworzyło warunki dla pokoju”.

Orban obiecuje sobie także po powrocie Trumpa do Białego Domu ożywienie dwustronnych stosunków handlowych.

Słowa premiera Węgier w jego poście na Facebooku zostały podkreślone obrazami wideo bez dźwięku z jego spotkania z Trumpem w posiadłości Mar-a-Lago w Palm Beach.

 

Jak podała węgierska agencja prasowa MTI, powołując się na rzecznika Viktora Orbana, po rozmowie premier Węgier i były prezydent USA mieli razem zjeść kolację, a potem wysłuchać koncertu. Towarzyszył im minister spraw zagranicznych Węgier, Peter Szijjarto.

Słabość do autokratów

Przed spotkaniem z Trumpem Orban miał wystąpienie w konserwatywnym tink tanku Heritage Foundation w Waszyngtonie oraz spotkanie z byłym doradcą Trumpa, ultra-prawicowym publicystą Steve’em Bannonem.

Trump i Orban regularnie wygłaszają publiczne pochwały na swój temat. Orban był jedynym premierem kraju UE, który przed wyborem Trumpa na prezydenta w 2016 roku otwarcie poparł Republikanina. Obaj prawicowi populiści mają politycznie wiele wspólnego. Były główny doradca Trumpa, Steve Bannon, kiedyś nazwał Orbana „Trumpem przed Trumpem”. Orban rządzi na Węgrzech od 2010 roku. Zaś Trump nigdy nie ukrywał, że ma słabość do autokratów.

Viktor Orban utrzymuje również dobre relacje z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Sankcje Zachodu wymierzone w Moskwę w związku z rosyjską wojną agresji w Ukrainie przyjmuje tylko z niewielkim zaangażowaniem i często blokuje je groźbami użycia weta.

Joe Biden skrytykował spotkanie Trumpa z Orbanem. Podczas wieczoru wyborczego w piątek (czasu lokalnego) w stanie Pennsylvania Biden ponownie ostro zaatakował potencjalnego rywala, szydząc, że spotyka się akurat z tym europejskim przywódcą, „który publicznie przyznał, że nie wierzy w funkcjonowanie demokracji”.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Zbliża się Asteroida Apophis. Astronomowie obliczyli zagrożenie dla Ziemi

Asteroida Apophis, nosząca złowieszczą nazwę egipskiego demona chaosu, zbliży się do Ziemi 13 kwietnia 2029 roku. Będzie to najbliższe przeloty asteroidy o takiej wielkości w historii obserwacji! Chociaż ryzyko uderzenia jest znikome, przelot ten wzbudza wiele pytań i obaw.

Asteroida Apophis. Fot. Wikipedia

Co to jest Apophis?

Asteroida Apophis, skalny obiekt o średnicy około 370 metrów, krąży wokół Słońca w podobny sposób jak Ziemia. Odkryta w 2004 roku, początkowo szacowano, że istnieje ryzyko uderzenia w Ziemię w 2029 roku. Jednak dokładniejsze obserwacje wykluczyły to zagrożenie, a przelot w 2029 roku będzie bezpieczny. Obecnie ryzyko uderzenia Apophis w Ziemię w 2029 roku jest szacowane na 1 do 250 000. To niezwykle niskie prawdopodobieństwo, porównywalne do trafienia szóstki w Lotto kilka razy z rzędu, ale nie zerowe. Naukowcy wciąż badają trajektorię asteroidy i nie można wykluczyć, że w przyszłości ryzyko uderzenia wzrośnie.

Apophis należy do grupy Atena planetoid bliskich Ziemi, a także do grupy potencjalnie niebezpiecznych asteroid (ang. Potentially Hazardous Asteroid, PHA). Szacuje się, że 13 kwietnia 2029 roku minie Ziemię w odległości 31 600 kilometrów, co stanowi zaledwie 1/12 odległości do Księżyca. Będzie to doskonała okazja do obserwacji asteroidy gołym okiem.

Co by się stało, gdyby Apophis uderzyła w Ziemię?

Co by się stało, gdyby potężna asteroida o imieniu Apophis uderzyła w naszą planetę? Taka sytuacja wiązałaby się z katastrofalnymi konsekwencjami, które mogłyby dotknąć życie na Ziemi. Warto przyjrzeć się tym potencjalnym scenariuszom, aby zrozumieć skutki takiego zderzenia.

Energia uderzenia

Uderzenie Apophis wyzwoliłoby ogromną ilość energii, porównywalną do wybuchu 65 000 bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę. Warto zaznaczyć, że bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę wyzwoliła energię 15 kiloton trotylu. To oznacza, że uderzenie Apophis byłoby około 4 miliony razy potężniejsze.

Zmiany klimatyczne

Uderzenie asteroidy mogłoby spowodować uwalnianie się gigantycznego pyłu, który zasłoniłby promienie słoneczne. Skutkowałoby to ochłodzeniem klimatu na Ziemi, prowadząc do zakłóceń w cyklach hydrologicznych i rolniczych oraz potencjalnie wywołując globalne zmiany klimatyczne.
Tsunami

W przypadku uderzenia w ocean, Apophis mógłby wywołać gigantyczne tsunami, zagrażając nadmorskim miastom i powodując ogromne powodzie na obszarach przybrzeżnych.

Hipotetyczny korytarz ryzyka uderzenia asteroidy w Ziemię 13 kwietnia 2029 roku, wyznaczony na podstawie symulacji przeprowadzonych w ramach ćwiczeń obrony planetarnej w latach 2020-2021. Fot. wikipedia, CC BY-SA 4.0

Zniszczenia

Siła uderzenia asteroidy o wielkości Apophis mogłaby stworzyć ogromny krater o średnicy kilku kilometrów i głębokości do 400 metrów. Fala uderzeniowa oraz wywołane przez nią upały mogłyby zniszczyć miasta i infrastrukturę na ogromnych obszarach.
Ofiary śmiertelne

Liczba ofiar śmiertelnych byłaby trudna do precyzyjnego oszacowania, ale mogłaby sięgać milionów, a nawet miliardów ludzi.

Skutki długoterminowe

Uderzenie asteroidy mogłoby wywołać długotrwałe skutki dla Ziemi, takie jak zmiany globalnego klimatu, zakłócenia w ekosystemach, zagrożenie dla bioróżnorodności, zniszczenie infrastruktury i gospodarki, a także długotrwałe problemy zdrowotne.

 

Czy jesteśmy przygotowani na uderzenie asteroidy?

Obecnie nie mamy żadnych skutecznych metod obrony przed uderzeniami asteroid. Naukowcy pracują nad różnymi koncepcjami, takimi jak odchylenie asteroidy z jej trajektorii lub zniszczenie jej przed uderzeniem w Ziemię.


Krzysztof Skiba: kryminalna historia polskiego rocka

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Przypadek gitarzysty Kultu Piotra Morawca, który ma poważne zarzuty z tytułu wyłudzania odszkodowań na podstawie fałszywych aktów zgonu, za co grozi mu kara nawet do 10 lat więzienia zszokował ostatnio opinię publiczną. Tego sympatycznego muzyka, raczej spokojnego i wycofanego towarzysko, a także sam słynny zespół Kazika, nikt nigdy nie wiązał z działalnością kryminalną. Warto być może przy tej okazji przypomnieć inne przypadki, gdy muzycy rockowi mieli kłopoty z kodeksem karnym.

 

Przypadek gitarzysty Kultu Piotra Morawca, który ma poważne zarzuty z tytułu wyłudzania odszkodowań na podstawie fałszywych aktów zgonu, za co grozi mu kara nawet do 10 lat więzienia zszokował ostatnio opinię publiczną. Tego sympatycznego muzyka, raczej spokojnego i wycofanego towarzysko, a także sam słynny zespół Kazika, nikt nigdy nie wiązał z działalnością kryminalną. Warto być może przy tej okazji przypomnieć inne przypadki, gdy muzycy rockowi mieli kłopoty z kodeksem karnym.

Niebiesko Czarni

Ojciec polskiego rocka Franciszek Walicki wspomina w swojej biografii trasę zespołu Niebiesko Czarni po Holandii w latach 60. Jeden z muzyków zespołu tak bardzo zafascynował się zachodnią motoryzacją, że ukradł samochód właściciela klubu i uciekał nim do… Polski. Pech sprawił, że rozbił auto w Niemczech. Sprawę zamieciono pod dywan, a zespół za głodowe stawki musiał grać w tym klubie wiele koncertów, by spłacić rozbite auto.

Deadlock

Krzysztof „Johnny” Mielewczyk perkusista punkowego zespołu Deadlock był latach 70. członkiem gangu Wolfa. Popisowym numerem, jaki odstawiano wówczas w Sopocie, było ściąganie na chatę pijanych szwedzkich marynarzy, których wabiły atrakcyjne panienki, a potem walenie ich w zęby i okradanie. Gdy zastrzelono Wolfa, perkusista Johnny przezornie wycofał się z gangu, by ukończyć studia, a po latach zostać cenionym dziennikarzem Radia Gdańsk.

Inni muzycy Deadlocka (który powstał w Gdańsku w 1979 roku i uważany jest za pierwszy polski zespół punkowy), Róża i Luter uciekli do Berlina i Holandii, gdzie przez jakiś czas byli dilerami narkotyków. Dla obu zakończyło się to niezbyt wesoło.

Zespół DAAB

Piotr Strojnowski był warszawskim gitem i chuliganem. Siedział w więzieniu za kradzieże i pobicia. Jego młodszy brat miał porachunki z jakimś punkiem ze środowiska Klubu Remont. Piotr odnalazł tego punka, aby spuścić mu łomot. Jednak, zamiast go pobić, jak to miał w zwyczaju, poszedł z nim na piwo i się z nim zaprzyjaźnił. Tak narodził się nowy człowiek.

Piotr w 1982 roku założył zespół DAAB, w którym był gitarzystą i wokalistą. Jego przebój „W moim ogrodzie” znają wszyscy z pokolenia lat 80. To niesamowite, że ten dawny uliczny chuligan pisał tak wrażliwe i uduchowione piosenki. Po latach, gdy miał kłopoty z alkoholem, rzucił nałóg i został cenionym terapeutą uzależnień.

DAAB grał muzykę reggae i śpiewał o miłości. Pewnego dnia będąc w trasie koncertowej gdzieś w Polsce, muzycy zostali zaczepieni przez grupę kiboli. Piotr przypomniał wówczas sobie swe dawne, uliczne umiejętności i wraz z kumplami skopał tyłki intrygantom. Jakież było ich zdziwienie i środowiskowa kompromitacja, gdy okazało się, że dostali lanie od uduchowionych „rastamanów”.

Darek Krupa

Poważne kłopoty z prawem miał gitarzysta Darek Krupa. Ten ceniony sesyjny muzyk nagrywał płyty m.in. z Mietkiem Szcześniakiem, Justyną Steczkowską i Edytą Górniak, której przez kilka lat był mężem i menadżerem. Jadąc samochodem, potrącił na pasach starszą kobietę, która w wyniku doznanych obrażeń zmarła. Jak wykazały badania, Darek Krupa był pod wpływem środków odurzajacych. Dostał wyrok 6 lat więzienia, z czego odsiedzial 4,5 roku.

Dr Cycos

Odsiadkę w pierdlu za handel narkotykami zaliczył też wokalista szczecińskiej formacji Dr Cycos kolega Piguła. Dziś to lider lubianej grupy Analogs. Jego przypadek można zaliczyć do tzw. błędów młodości, a sam Piguła od lat jest porządnym obywatelem i nie ma kłopotów z prawem.

Do Dna

Kratki od zewnątrz oglądał też z tego samego powodu i z tego samego miasta saksofonista formacji Do Dna.

PRL

Kwasek gitarzysta i wokalista grupy PRL, która w latach 90. nagrała kilka ciekawych i dobrze ocenianych płyt, a jego piosenki hulały w dużych stacjach radiowych, też miał kłopoty z narkotykami. To przypadek osoby uzależnionej. Kwasek zawsze miał przy sobie dragi i był karany za posiadanie. Początkowo otrzymywał wyroki w zawieszeniu, ale gdy uzbierało się tego zbyt dużo, wszystkie mu pewnego dnia odwieszono i muzyk trafił na kilka lat do ciupy.

Izrael

Zabawna historia, na szczęście niezakończona wyrokami wiąże się z kultową formacją Izrael i Robertem Brylewskim. W 1985 roku zespół zatrzymano po występie na festiwalu w Jarocinie. Milicji nie podobała się nazwa i ideologia zbuntowanej ekipy. Podczas przesłuchań usiłowano zespół oskarżyć o włamanie do sklepu futrzarskiego w Jarocinie. Prowokacja MO i SB była tak głupio przygotowana, bo szybko wyszło na jaw, że w Jarocinie nie było w tym czasie żadnego sklepu z futrami. Zarzuty były absurdalne też z tego powodu, że było upalne lato i chodzenie w futrach mijało się raczej z sensem.

Wyroki z odmowę służby wojskowej.

Skoro jesteśmy przy politycznych akcentach, to warto wspomnieć bojowników o wolność z czasów PRL. Maciej Maleńczuk został w 1981 roku skazany na kilka lat więzienia za unikanie służby wojskowej.

Przypomnę, że w tamtym czasie całkiem spora grupa młodych ludzi uciekała, przed wojskiem, gdyż po pierwsze mało kto chciał służyć pod generałem Jaruzelskim, a po drugie w wojsku obowiązywała przysięga wojskowa, w której składało się obietnice wierności… sojuszom ze Związkiem Radzieckim.

Sporo moich kumpli związanych z ruchami anarchistycznymi, np. Sławek Dutkiewicz czy Wojtek Jankowski, odsiadywała w PRL długoletnie wyroki z odmowę służby wojskowej.

Formacja Kobiety

Grzegorz Nawrocki gitarzysta trójmiejskiej formacji Kobiety zaliczył odsiadkę w więzieniu na Przeróbce za rzucanie kamieniami w ZOMO.

KAT

Mało kto wie, ale także Roman Kostrzewski legendarny wokalista metalowej grupy KAT, był w latach 80. uczestnikiem strajku w kopalni i w stanie wojennym z tego powodu trafił za kratki.

Także piszący te słowa zaliczył na trzy miesiące areszt śledczy w Kaliszu, za rozrzucanie antykomunistycznych ulotek na festiwalu w Jarocinie oraz kilkanaście krótszych zatrzymań, za która działalność nie podobała się ani SB, ani generałowi Jaruzelskiemu.

IRA

Wracamy do przygód czysto kryminalnych. Założyciel grupy IRA, Kuba Płucisz autor przeboju „Mój dom” miał do tego stopnia poważne kłopoty, że ścigała go jednocześnie policja i przestępcy z Radomia. Kuba przeniósł się na kilka lat do Holandii i mamy nadzieję, że dawne przygody Kuby, to już tylko barwne wspomnienia z młodości.

Muzycy rockowi incydentalnie sprawiali kłopoty wymiarowi sprawiedliwości. Głównie były to historie narkotykowe lub o charakterze chuligańskim (np. grupa DDT, Po prostu czy KSU). Natomiast środowisko hip hopowe i przygody kryminalne, to temat na osobny artykuł.

Warto może wspomnieć nieżyjącego już Tomasza Chadę (autora dobrze ocenianej płyty Proceder z 2009 roku), który karany był za kradzieże, pobicia i napady oraz Pawła Mikołajowa, czyli słynnego Popka z Gangu Albanii, który był kieszonkowcem i siedział kilka lat za pobicia, a potem stał się gwiazdą internetu i sceny muzycznej i nawet wziął udział w polsatowskim Tańcu z Gwiazdami.

Krzysztof Skiba