Niemcy zalegalizowały marihuanę. Cel: powstrzymanie przestępczości

Jens Thurau

Dla zwolenników konopi jest to długo oczekiwany koniec kryminalizacji. Dla przeciwników zwiększenie ryzyka, że młodzi ludzie będą teraz chętniej niż wcześniej sięgać także po twardsze narkotyki. Głosami koalicji rządzącej: Socjaldemokratów, Zielonych i liberalnej FDP, Bundestag zdecydował w piątek, 23 lutego, o częściowej liberalizacji marihuany w Niemczech. Posłowie Lewicy również głosowali za.

Fot. Ryan Lange / Unsplash

Od 1 kwietnia 2024 r. osoby pełnoletnie w Niemczech będą mogły posiadać przy sobie 25 gramów marihuany. Ilość ta powinna wystarczyć na około 50 do 100 jointów. Entuzjaści haszyszu będą teraz mogli także uprawiać trzy rośliny konopi indyjskich i przechowywać do 50 gramów suszu w swoich domach.

Cel: powstrzymanie przestępczości

Konsumenci, ale także wielu polityków i ekspertów ds. zdrowia, od dawna wzywali do zezwolenia na używanie konopi indyjskich w małych ilościach, aby powstrzymać dilerów. W umowie koalicyjnej z 2021 r. trzy partie rządzące zgodziły się na to, co do zasady i zapisały na liście planów rządu: „Wprowadzamy kontrolowaną dystrybucję konopi indyjskich dla dorosłych do celów rekreacyjnych w licencjonowanych sklepach”.

Prywatne kluby zamiast publicznych sklepów

Jednak takie licencjonowane firmy nie są już wymienione w ustawie ministra zdrowia Karla Lauterbacha (SPD). Przynajmniej na razie. Początkowo rząd chce dopuścić i regulować prywatną konsumpcję, częściowo w celu odciążenia policji i sądownictwa. Od 1 lipca prywatne kluby zrzeszające do 500 członków będą również mogły wspólnie uprawiać konopie i rozdawać plony swoim członkom.

Sklepy komercyjne, takie jak te w niektórych stanach USA, nie będą na razie dozwolone – mimo że początkowo rząd skłaniał się ku temu. Jeśli użytkownicy będą chcieli w przyszłości bezkarnie konsumować marihuanę, nie będą mogli tego robić w pobliżu szkół, przedszkoli, placów zabaw czy publicznych obiektów sportowych. I nie w strefach dla pieszych między godz. 7:00 a 20:00. Możliwość wydawania marihuany w specjalnych sklepach, gdzie byłaby dozwolona także jej konsumpcja, została na razie odroczona.

Legalizacja nie tylko w Niemczech

Niemcy nie są osamotnione w Europie, jeśli chodzi o politykę, która chce złagodzić używanie konopi indyjskich. W Portugalii, Hiszpanii, Szwajcarii, Czechach i Belgii, ale przede wszystkim w Holandii, od dawna istnieją przepisy, które nie penalizują używania niewielkich ilości. W Holandii jednak, zgodnie z prawem sprzedaż produktów z konopi indyjskich w małych ilościach — na użytek własny, jest dozwolona wyłącznie w licencjonowanych kawiarniach — zwanych coffee shopami. Umożliwiają one władzom kontrolę nad ich obrotem.

Sprzeczne poglądy dotyczące konopii

Debata na temat możliwej liberalizacji marihuany zawsze charakteryzowała się trudnymi do pogodzenia stanowiskami. Lekarze i inni eksperci ds. zdrowia ostrzegali przed trywializowaniem marihuany. Neurolog Euphrosyne Gouzoulis-Mayfrank, przyszła przewodnicząca Niemieckiego Towarzystwa Psychiatrii i Psychoterapii (DGPPN), powiedziała: „Wiek jest kluczowym punktem w tej dyskusji”. Jej zdaniem mózgi młodych ludzi rozwijają się do 25 roku życia, a marihuana może powodować poważne szkody, zwłaszcza natury psychologicznej. Inni krytycy ostrzegają, że raczej nieszkodliwa marihuana może stać się bramą do sięgania po twardsze substancje.

Zwolennicy, tacy jak Janosch Dahmen, poseł do Bundestagu z Partii Zielonych, który sam jest lekarzem, nie zgadzają się z tym. – Dane wykazujące tendencję wzrostową konsumpcji konopi indyjskich wskazują, że polityka prohibicji ostatnich lat nie doprowadziła do zmniejszenia liczby osób spożywających konopie indyjskie. Wręcz przeciwnie, konsumpcja w szczególności przez młodych ludzi nadal rośnie – powiedział.

– Celem ustawy o konopiach indyjskich jest zatem uczynienie używania konopi indyjskich i dostępu do nich bezpieczniejszym dla świadomych dorosłych poprzez zapobieganie dystrybucji zanieczyszczonych substancji konopnych i ograniczenie czarnego rynku – dodaje Dahmen.

W rzeczywistości konsumpcja marihuany ostatnio wzrosła zwłaszcza wśród młodych dorosłych w wieku od 18 do 25 lat. Według najnowszych danych Federalnego Centrum Edukacji Zdrowotnej połowa młodych ludzi miała w 2021 roku już doświadczenie z używaniem konopi indyjskich. Ostatni raz liczba ta była tak wysoka ponad 50 lat temu. Pomimo zakazu.

Amnestia problemem dla wymiaru sprawiedliwości

Eksperci sądowi ostrzegają przed dalszymi regulacjami związanymi z zezwoleniem na używanie marihuany. Rząd chce również wprowadzić amnestię dla wcześniej karanych przypadków, które po zmianie prawa staną się legalne. Skłoniło to prezesa Niemieckiego Stowarzyszenia Sędziów, Svena Rebehna, do zabrania głosu. – Sądownictwo spodziewa się w całych Niemczech do 100 tysięcy akt spraw, które będą musiały zostać ponownie sprawdzone” powiedział w rozmowie z „Redaktionsnetzwerk Deutschland”. Jego zdaniem trudno będzie się z tym uporać.

Temat marihuany pozostaje zatem gorącym tematem w Niemczech, nawet po pierwszym kroku w kierunku legalnej konsumpcji.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Wojna w Ukrainie. Rosyjska napaść na Ukrainę rozpoczęła się wraz z aneksją Krymu w lutym 2014

Rosyjska napaść na Ukrainę rozpoczęła się wraz z aneksją Krymu w lutym 2014 roku i przez długi czas była niedoceniana, także przez samych Ukraińców. Zmieniło się to w 2022 roku wraz z rozszerzeniem wojny na cały kraj.

Na 24 lutego 2022 roku aktorka Maryna Luszyna zaplanowała kurs gotowania czekolady. Poprzedniego wieczoru nakryła stoły i cieszyła się na dzieci, które miały przyjść do jej prywatnego teatru młodzieżowego w Konotopie na północy Ukrainy. Tej nocy źle spała. Słyszała jakieś hałasy, ale myślała, że to tramwaj. – O siódmej rano zadzwoniła do mnie przyjaciółka i powiedziała: „Włącz telewizor, mamy wojnę” – wspomina Luszyna, która z dwójką dzieci mieszka dziś w Bonn.

Konotop leży około 60 kilometrów od granicy z Rosją. Dwa lata temu miasto zostało okrążone przez rosyjskie wojska w ciągu kilku godzin. Ukraińcy stawiali opór, ale siły były nierówne. Armia ukraińska się wycofała. Maryna uciekła do swojej mamy na obrzeżach miasta i tam spotkała rosyjskich żołnierzy: – Pytam ich: „Co wy tu robicie?” Odpowiedzieli: – Przyszliśmy po prezydenta Zełenskiego.

Jakby Ukraina nie była niepodległym państwem – oburza się. – Okupanci myśleli, że będą witani, i byli zaskoczeni, że jest inaczej – mówi kobieta. Po trzech dniach uciekła na zachód Ukrainy, a stamtąd, wraz z milionami swoich rodaków, dalej do Unii Europejskiej. Jej mąż pozostał w kraju.

„Europa przyglądała się i wyczekiwała”

Dziś wciąż jeszcze czuje się bezradna. – Nie myślałam, że dojdzie do wielkiej wojny. Jak coś takiego może się wydarzyć w XXI wieku w środku Europy? – pyta.

Maryna Luszyna oskarża Zachód o traktowanie Ukrainy jak zabawki i karty przetargowej: – Europa przyglądała się i wyczekiwała, czy zostaniemy zabici, czy może jednak nie – twierdzi. Nie dotyczy to wszystkich rządów. USA, Wielka Brytania i inne kraje dostarczały broń Kijowowi jeszcze przed rosyjską inwazją. Niemcy dołączyły późno, ale teraz znajdują się wysoko na liście państw wspierających jej kraj.

Wielu było wówczas zaskoczonych, także w samej Ukrainie. Rosyjski atak rozpoczął się już osiem lat wcześniej wraz z aneksją Krymu. 27 lutego 2014 roku uzbrojeni i zamaskowani mężczyźni w mundurach bez narodowych insygniów zajęli parlament i administrację regionalną na półwyspie. Prezydent Rosji Władimir Putin przyznał później, że byli to rosyjscy żołnierze.

To nie jest zamrożona wojna

Ukraina została poważnie osłabiona. Protesty opozycji w Kijowie zmusiły prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza do ucieczki do Rosji. Nowy prozachodni rząd nie odważył się bronić Krymu zbrojnie. Zachód też doradzał Kijowowi powściągliwość, nawet jeszcze wtedy, gdy wiosną 2014 roku rozpoczęła się gorąca wojna we wschodnioukraińskim zagłębiu węglowym Donbas. W każdym razie żadnych surowych sankcji nie było. Rosja postawiła swoich własnych ludzi na czele prorosyjskich sił w Doniecku i Ługańsku i potajemnie ich coraz bardziej zbroiła. Zachód próbował zamrozić konflikt poprzez negocjacje. Ukraina nie wprowadziła stanu wojennego, a wojnę nazwała „operacją antyterrorystyczną”.

W efekcie tego wszystkiego wielu ludziom się wydawało, że ta wojna jest bardzo daleko. – Większość Ukraińców nie rozumiała, że to jest ich wojna – mówi Maryna Luszyna.

Ale to nie dotyczy Maksyma Kosuba, tłumacza z Kijowa, który pamięta, jak na wiecu przed rosyjską ambasadą w czerwcu 2014 roku wzywał do zerwania stosunków z Rosją. – Zrozumiałem wtedy: to jest wojna – mówi. Zgłosił się na ochotnika na front w Donbasie i został ranny. Należał do tej patriotycznej mniejszości, która stanęła Rosji na drodze. Od inwazji w lutym 2022 roku znów walczy w ukraińskiej armii.

Czy Ukraina powinna była walczyć o Krym?

Czy Ukraina powinna była walczyć o Krym? Wielu Ukraińców uważa, że tak.

– Kusi mnie, by powiedzieć, że trzeba było tego spróbować – mówi Susan Stewart, ekspertka do spraw Ukrainy w berlińskim think tanku Fundacja Nauka i Polityka (Stiftung Wissenschaft und Politik, SWP). Wskazuje jednak na „słabe przywództwo w Kijowie” w tamtym czasie. Prawdą jest również, że Rosja rozmieściła swoje wojska wzdłuż ukraińskich granic w 2014 roku i już wtedy groziła masową inwazją. Ukraińska armia na Krymie była zdemoralizowana, a duża jej część przeszła na stronę wroga.

Potrzebna jest pomoc Zachodu

W latach 2015-2022 wojna w Donbasie wydawała się zamrożona, ale w rzeczywistości była wojną pozycyjną z tysiącami ofiar. Dlaczego Zachód wierzył, że tak pozostanie, nie dostarczał Ukrainie ciężkiej broni i nadal planował takie wielkie projekty z Rosją, jak gazociąg Nord Stream 2? Susan Stewart tłumaczy to wiarą, że poprzez integrację można zapobiec wojnom w Europie.

Od 2022 roku Ukraina bardzo się zmieniła. – Nadal stoimy za Ukrainą i walczymy o nią, nawet jeśli cena jest bardzo wysoka – mówi żołnierz Maksym Kosub. Jego zdaniem armia bardzo się zmieniła i stała się profesjonalna, choć nadal istnieją problemy.

– Społeczeństwo wykazało się wielką zdolnością do samoorganizacji – mówi. Jako przykład podaje wolontariuszy, którzy od dziesięciu lat zaopatrują armię w samochody, noktowizory i leki. Maksym Kosub jest przekonany, że wojna będzie długa, z wieloma ofiarami, ale skończy się ukraińskim zwycięstwem. – Nikt z nas nie docenił Putina i jego gotowości do ignorowania zasad – podsumowuje.

Także Maryna Luszyna wierzy w zwycięstwo. Jak mówi, przez wojnę jest twardsza i bardziej bezkompromisowa wobec Rosji, rosyjskiego języka i kultury. Kiedyś chciałaby wrócić do męża, jednak nie zamieszkałaby już w Konotopie, ale w zachodniej Ukrainie: – Tam jest bezpieczniej – podkreśla. Rosja pozostanie jej zdaniem niebezpiecznym sąsiadem.

Susan Stewart nie jest gotowa do żadnych prognoz na dłużej niż jeden rok. Nie oczekuje żadnych „niespodzianek” w Rosji. Przy wsparciu Zachodu Ukraina się utrzyma, ale po dziesięciu latach wojny wyczerpanie staje się coraz bardziej zauważalne.

– Zbyt mało myśli się o tym, co się stanie, gdy Ukraina przegra – mówi ekspertka. Koszty byłyby jej zdaniem „znacznie wyższe”.

REDAKCJA POLECA

 

script type=’text/Javascript’>

Laura Breszka: W polskim kinie temat seksu był pokazywany w bardzo mocny i brutalny sposób, czuło się ciarki żenady

Jak zauważa odtwórczyni jednej z głównych ról w komedii „Cały ten seks”, nowa produkcja Amazon Prime Video opowiada o skrytych kobiecych marzeniach i męskich fantazjach erotycznych. Jej zdaniem absolutnie nie powinny to być tematy tabu. O bliskości, czułości i naszych potrzebach łóżkowych powinniśmy otwarcie rozmawiać ze swoimi partnerami, bo taka szczerość może uratować nawet taki związek, który przechodzi głęboki kryzys. Laura Breszka apeluje też do wszystkich twórców filmowych, by uwolnili się od stereotypów i nie pokazywali na ekranie seksu w sposób rubaszny i wulgarny.

Laura Breszka odtwórczyni jednej z głównych ról w komedii „Cały ten seks”, zazacza, nowa produkcja opowiada o skrytych kobiecych marzeniach i męskich fantazjach erotycznych. Jej zdaniem absolutnie nie powinny to być tematy tabu. O bliskości, czułości i naszych potrzebach łóżkowych powinniśmy otwarcie rozmawiać ze swoimi partnerami, bo taka szczerość może uratować nawet taki związek, który przechodzi głęboki kryzys. Laura Breszka apeluje też do wszystkich twórców filmowych, by uwolnili się od stereotypów i nie pokazywali na ekranie seksu w sposób rubaszny i wulgarny.
Laura Breszka. Fot. newseria

– W Polsce temat seksu był w kinie pokazywany w bardzo mocny i brutalny sposób. Również w komediach romantycznych było dużo seksualnych wątków, gdzie aż czuło się ciarki żenady. W naszym filmie „Cały ten seks” tego nie ma. Mam więc nadzieję, że może przełamie on stereotyp tworzenia filmów o seksie i że twórcy kolejnych komedii romantycznych będą czerpali właśnie z naszej, myśląc sobie, że może nie tak bezpośrednio, może tak z większą czułością i z szacunkiem do kobiet. Może coś kliknie w tej polskiej kinematografii, jeżeli chodzi o pokazywanie relacji, seksu, kobiet – mówi agencji Newseria Lifestyle Laura Breszka.

Rozmowy o seksie

Aktorka wierzy też, że najnowsza produkcja, w której z dużą przyjemnością zagrała, skłoni Polaków do większej otwartości, jeżeli chodzi o rozmowy na temat seksu.

Mam wrażenie, że w ogóle nie potrafimy rozmawiać na ten temat. Odeszliśmy w ogóle od takich rozmów do tego stopnia, że jak patrzę na jakąś znajomą parę i widzę, że tak każdy sobie, to myślę „no oni chyba nie uprawiają seksu, ja to chyba jestem jedyna, która to robi”. No ale właśnie teraz nie mówi się o seksie, podobno kiedyś mówiło się więcej. Trzeba więc poruszać ten temat w codziennym życiu, tak żeby seks nie był obcą magmą, gdzieś tam zamkniętą w pokoju, w sypialni – podkreśla.

Jej zdaniem, by rozmowa o seksie miała sens, trzeba pokonać pewną barierę wstydu, nie bać się przyznać do swoich fantazji erotycznych, a także otworzyć się na potrzeby drugiej osoby.

Komedia romantyczna „Cały ten seks”

Komedia romantyczna „Cały ten seks” w reżyserii Tomasza Mandesa opowiada historię sześciu par zmagających się z szeregiem wyzwań na różnych etapach związku. Wśród nich jest para nastolatków, którzy dopiero zaczynają swoją podróż seksualną, balansując pomiędzy ekscytacją a niepewnością. Jest też dojrzała para na krawędzi rozwodu, gdzie iskra, uczucie miłości i pożądanie dawno już zgasły, a także para desperacko próbująca począć dziecko, tylko po to, by odkryć, że do nieudanych prób przyczynił się ich brak spełnienia seksualnego.

– To jest film, który mówi o tym, że nie należy się bać i w sumie każda para, która tam występuje, udowadnia, że warto było szczerze porozmawiać, mimo że efekty były różne, ale cel zawsze jest osiągnięty, no i zazwyczaj pozytywny. Chociaż moja para jako jedyna nie kończy tak bardzo pozytywnie, ale też dobrze. Tylko nie mogę nic mówić, bo nie chcę spoilerować – dodaje Laura Breszka.

W produkcji pojawia się plejada polskich gwiazd: Magdalena Lamparska, Piotr Witkowski, Anna Karczmarczyk, Piotr Stramowski, Wiktoria Filus, Mateusz Więcławek, Otar Saralidze, Nicolas Przygoda oraz Natalia Sierzputowska. Komedia miała premierę 10 listopada w Amazon Prime Video. Jest to pierwsza polska komedia produkcji własnej Amazon Prime.

 

thefad.pl / Źródło: newseria


137 miliardów euro dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy

137 miliardów euro z funduszu spójności i Funduszu Odbudowy trafi do Polski – ogłosili w Warszawie 23 lutego 2024 roku Donald Tusk i Ursula von der Leyen. To historyczny moment dla Polski, która od miesięcy czekała na zatwierdzenie KPO.

Donald Tusk podczas oświadczenia prasowego z Premierem Belgii i przewodniczącą KE. Fot. screenshot / youtube, Kancelaria Premiera

Szefowa KE: „To historyczny moment dla Polski i dla całej Unii Europejskiej”

Ursula von der Leyen podkreśliła, że ​​Komisja Europejska zatwierdziła polski Krajowy Plan Odbudowy. „To historyczny moment dla Polski i dla całej Unii Europejskiej” – powiedziała. Przyznała, że „bardzo cieszy ją plan działania rządu, który został przedstawiony państwom członkowskim”. – Jest to bardzo silne oświadczenie, jasna mapa drogowa dla Polski. Wasze wysiłki są zdecydowane, opierają się na reformach, które uruchomiliście i krokach, które podjęliście w zakresie niezawisłości sądów – zaznaczyła.

W przyszłym tygodniu „zapadną dwie decyzje w sprawie funduszy europejskich, dzisiaj zablokowanych”. One uwolnią do 137 miliardów euro dla Polski – To około 600 miliardów złotych.

Donald Tusk: „To 600 mld złotych, góra pieniędzy”

– Trochę czekaliśmy. Mamy to. To jest naprawdę bardzo ważny dzień. Wspólnie się napracowaliśmy. Przede wszystkim Polacy, którzy 15 października na nowo wybrali demokrację i rządy prawa. To prawdziwi bohaterzy historii, która dziś znalazła finał – powiedział Donald Tusk, odnosząc się do zapowiedzi o odblokowaniu pieniędzy z UE dla Polski. – Na polskie to jest 600 mld zł, to jest góra pieniędzy, którą mądrze wykorzystamy – zapewniał.

thefad.pl / Źródło: media


Jerzy Stuhr: Kończę swoją karierę teatralną i pedagogiczną. Już nie wyjdę na scenę, jestem za stary

Jerzy Stuhr wybitny aktor, reżyser i pedagog żegna się z teatralną sceną dramatem Tadeusza Słobodzianka zatytułowanym „Geniusz”. Wyreżyserował ten spektakl, a także gra w nim jedną z głównych ról. Wciela się w niezwykle ważną dla niego postać Konstantina Stanisławskiego, mistrza metody gry aktorskiej, którą sam przez wiele lat rozpowszechniał studentom na całym świecie. To pierwsza rola Jerzego Stuhra po dłuższej przerwie i jak się okazuje – ostatnia. Tą sztuką podsumowuje bowiem swój dorobek zawodowy i kończy karierę. Przedstawienie będzie wystawiane na deskach Teatru Polonia.

Fot. newseria

„Już chyba nie wyjdę na scenę. Teatr już się dla mnie kończy”

„Geniusz” to zderzenie dwóch postaci wielkiego kalibru: Józefa Stalina – tyrana, jednego z największych zbrodniarzy w historii, ale też teatralnego konesera i gorliwego widza – oraz Konstantina Stanisławskiego – ojca nowoczesnego teatru, twórcy „Metody” – systemu reguł gry aktorskiej, po dziś dzień uważanego za kanoniczny. W ich role w tym spektaklu wcielają się Jacek Braciak i Jerzy Stuhr, który nie ukrywa, że postać Konstantina Stanisławskiego jest mu wyjątkowo bliska, bo był adeptem jego szkoły.

– Dramat „Geniusz” jest o Stanisławskim, a to jest całe moje życie, wszystko, choć głównie pedagogika, którą najbardziej kochałem, bardziej niż aktorstwo. To, co się teraz tutaj dzieje, ja traktuję jako mały hołd całemu mojemu zawodowemu życiu. Już chyba nie wyjdę na scenę, tak w pełni. Teatr już gdzieś się dla mnie kończy – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Jerzy Stuhr.

Ten spektakl artysta traktuje jako swoiste podsumowanie swojej kariery aktorskiej i pedagogicznej. Kiedy „Geniusz” zejdzie z afisza, Stuhr wybiera się na emeryturę. Zrezygnuje nie tylko z grania w spektaklach, ale też z bycia wykładowcą akademickim

– Chyba już kończę moją naukę pedagogiczną, jestem za stary na to, już są nowi, inne estetyki są. Ale ja to robiłem przez wiele, wiele lat. Jak jakieś szkoły postanowiły, żebym ja wykładał studentom propedeutykę dydaktyki, to mnie wołano. I tak zacząłem uczyć tego zawodu na całym świecie. Pracowałem od Palermo po Bolzano, po Amerykę, że niby byłem specjalistą od tej metody. Aż mnie to denerwowało czasem, bo chciałem swoje rzeczy robić, swój teatr, Gombrowicza, Witkacego. A nie, nie, nie, my prosimy o Stanisławskiego, „Trzy siostry” i tak dalej. To jest takie moje wspomnienie – mówi.

„Jeszcze mam ciągotki filmowe”

Niewykluczone jednak, że Jerzego Stuhra zobaczymy jeszcze na dużym ekranie. W swoim dorobku ma wiele znakomitych ról, miedzy innymi w takich filmach jak „Seksmisja”, „Shrek” czy „Kiler”.

 

– Jeszcze mam ciągotki filmowe. Całe życie byłem związany z filmem, z wielkimi reżyserami i jeszcze ciągle mam ciągotki filmowe, chociaż to jest trudna praca. Z filmem artystycznym to jest tak, że tu się dostanie pieniądze, tu się nie dostanie, tu się czeka na pieniądze i tak dalej. Tak że gdzieś na coś jeszcze czekam, może filmowego, a w teatrze, oj, ja wiem, na Króla Leara chyba – mówi aktor.

thefad.pl / newseria


Sejm przyjął ustawę ws. pigułki „dzień po”. Duda: chodzi o to, żeby to było bez kontroli

Andrzej Duda odniósł się do przyjętej przez Sejm w czwartek 22 lutego 2024 r. ustawy, zgodnie z którą tabletka „dzień po” ma być dostępna bez recepty dla osób powyżej 15 lat. Ocenił, że to „bardzo kontrowersyjny pomysł” i jak uważa, w nowych przepisach chodzi o to, żeby to „było bez kontroli”. Zaznaczył, że decyzję w tej sprawie podejmie, dopiero kiedy ustawa trafi na jego biurko.

W czwartek Sejm przyjął nowelizację ustawy dotyczącej antykoncepcji awaryjnej, czyli tak zwanej tabletki „dzień po”. Zgodnie z zawartymi w niej przepisami tabletka ma być dostępna bez recepty dla osób powyżej 15 lat. Od lipca 2017 roku pigułka „dzień po” w Polsce jest dostępna w tylko na receptę.

Duda: „Mówimy o bombie hormonalnej”

Andrzej Duda został zapytany w Polsat News o to, czy podpisze tę nowelizację ustawy. Wyraził jednak swoje oburzenie, przypominając, że proponował zakaz korzystania z solarium przez osoby poniżej 18. roku życia: „Solarium! A tu mówimy o bombie hormonalnej”. Zaznaczył, że „pigułka jest dostępna, ale rząd chce, żeby była bez kontroli”. Stwierdził przy tym, że „obecnie jest pod kontrolą”.

Fałszywe tezy

W publicznej dyskusji o tabletce „dzień po” często mowa jest o rzekomych zagrożeniach i skutkach jej zażycia. Jak wyjaśniał w rozmowie z tvn24.pl ginekolog dr n. med. Grzegorz Mrugacz, dyrektor medyczny Kliniki Bocian pigułka „dzień po” to rodzaj antykoncepcji awaryjnej, czyli stosowanej w wyjątkowych sytuacjach. Jej przeznaczeniem jest niedopuszczenie do zajścia w ciążę. Zapobiega ona temu poprzez „wywołanie zmian w błonie śluzowej macicy, uniemożliwiających zagnieżdżenie się zarodka w macicy”.

Konkret24 prostuje też fałszywe tezy, między innymi o tym, że pigułka „dzień po” to tabletka wczesnoporonna, że zabija płód, jeśli kobieta jest w ciąży oraz że jest niebezpieczna dla kobiet poniżej 18. roku życia.

Warto przypomnieć, że ustawowy minimalny wiek pozwalający na podejmowanie aktywności seksualnej w Polsce wynosi 15 lat. Oznacza to, że osoby w tym wieku są uznawane za zdolne do wyrażenia prawnie wiążącej zgody na czynności seksualne.

thefad.pl, Źródło: tvn24


Odkryto prawdopodobnie najbardziej piekielne miejsce we Wszechświecie

Najnowsze odkrycie kwazara J0529+4351 wstrząsnęło światem astronomii, odsłaniając jedno z najbardziej fascynujących zjawisk kosmicznych. Nie tylko ze względu na nadzwyczajną jasność tego obiektu, przewyższającą blask Słońca aż o 500 bilionów razy, ale także ze względu na nowe perspektywy w zrozumieniu czarnych dziur i dynamiki galaktyk. To odkrycie stanowi kamień milowy w badaniach kosmicznych, a naukowcy na całym świecie nie mogą się doczekać nowych etapów tej fascynującej podróży.

Kwazar J0529+4351: 500 Bilionów Razy Jaśniejszy od Słońca

Kwazary to aktywne galaktyki zawierające w swoim centrum supermasywne czarne dziury. Są one znane ze swojej intensywnej emisji światła, co czyni je ważnym obiektem badawczym dla astronomów. Jednak nawet w świecie kwazarów J0529+4351 wyróżnia się swoją nadzwyczajną jasnością, co sprawia, że staje się obiektem szczególnego zainteresowania. Kwazar ten wypromieniowuje tyle energii, że jest aż 500 bilionów razy jaśniejszy niż nasze Słońce.

Kwazar J0529+4351 przyciąga uwagę nie tylko swoją ekstremalną jasnością, ale także stawia pytanie: jakie mechanizmy odpowiadają za tak intensywny blask tego kosmicznego fenomenu? Jasność tego kwazara wykracza daleko poza nasze dotychczasowe zrozumienie, skłaniając naukowców do poszukiwań nowych wyjaśnień.

Patrząc w przeszłość kosmosu

Analizując dane pochodzące z teleskopów kosmicznych i naziemnych, naukowcy są w stanie zgłębić tajemnice tego nadzwyczajnego obiektu. Kwazar J0529+4351 znajduje się na odległość około 9 miliardów lat świetlnych od Ziemi, co oznacza, że obserwujemy go, patrząc w przeszłość kosmosu.

Supermasywna czarna dziura

Ciekawym aspektem odkrycia jest również fakt, że kwazar ten nie jest statyczny. Znajdująca się w centrum rekordowego kwazara supermasywna czarna dziura jest wyjątkowo żarłoczna. Pochłania niezwykle dużo materii. Naukowcy oszacowali, że każdego dnia trafia do niej materia o masie nieco przewyższającej masę naszego Słońca. Rocznie ta czarna dziura pochłania ok. 413 „Słońc”. Tym samym jest najszybciej rosnącą czarną dziurą, jaką kiedykolwiek odkryto. W tej chwili jej masa to ok. 17 mld mas Słońca. Jest to fascynujące zjawisko, które może dostarczyć istotnych danych na temat dynamiki wewnętrznych procesów wokół supermasywnej czarnej dziury.

Wnioski z tej fascynującej obserwacji pozostaną przedmiotem dalszych badań. Astronomowie i astrofizycy na całym świecie skoncentrują się na zgłębianiu tajemnic kwazara J0529+4351, aby poszerzyć naszą wiedzę na temat ewolucji galaktyk, czarnych dziur i ogólnie struktury wszechświata. Odkrycie to otwiera nowe możliwości zrozumienia ekstremalnych zjawisk kosmicznych, rzucając nowe światło na naturę wszechświata, którego jesteśmy częścią.


Posłowie PiS zapytali rządzących czy Polska wejdzie do strefy euro? Jest odpowiedź ministerstwa

Pytanie o przystąpienie Polski do strefy euro zostało złożone przez posłów Prawa i Sprawiedliwości do rządu. Ministerstwo Finansów udzieliło odpowiedzi na te pytania.

Fot. Mufid Majnun /Unsplash

Posłowie Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości zapytali o potencjalny termin wejścia Polski do strefy euro oraz o to, czy Ministerstwo Finansów przeprowadziło analizę ryzyka związanego z przyjęciem wspólnej waluty. Odpowiedzi udzielił wiceminister finansów Jurand Drop.

Euro w Polsce

Wiceminister finansów zwrócił uwagę, że jako państwo członkowskie Unii Europejskiej „Polska jest zobowiązana do przyjęcia wspólnej waluty po spełnieniu kryteriów konwergencji określonych w Traktacie z Maastricht”. Kryteria konwergencji to wymogi, które muszą być spełnione przez kraje przed wejściem do strefy euro. Obejmują takie wskaźniki jak inflacja, deficyt i dług publiczny, stopy procentowe oraz wahania kursu waluty krajowej w stosunku do euro.

Jurand Drop zaznaczył, że Ministerstwo Finansów monitoruje poziom spełniania kryteriów konwergencji. Jednak obecne szacunki konwergencji nominalnej wskazują, że kryteria stabilności cen, stóp procentowych oraz kursu walutowego pozostają niespełnione, ze względu na nieobjęcie złotego mechanizmem ERM II.

Utworzenie mechanizmu ERM II w dniu 1 stycznia 1999 r. miało na celu zapewnienie, że wahania kursów wymiany walut między euro a innymi walutami UE nie zakłócą stabilności gospodarczej na jednolitym rynku. Ma również pomóc krajom spoza strefy euro w przygotowaniu się do uczestnictwa we wspólnym obszarze walutowym. W ERM II kurs wymiany waluty jest określany w stosunku do euro i może wahać się tylko w ustalonych granicach.

Wiceminister finansów podkreślił, że „wyjście gospodarki z trudnego okresu, jakiego doświadczyliśmy w ostatnich latach, będzie charakteryzowało się poprawą stabilności makroekonomicznej i w konsekwencji przybliży nas do spełnienia kryteriów konwergencji nominalnej i zwiększenia stopnia realnej konwergencji Polski ze strefą euro”.

Kiedy euro w Polsce?

Obecnie nie da się określić, kiedu będzie można wprowadzić euro w Polsce. Stabilizacja sytuacji gospodarczej oraz wzmocnienie potencjału i konkurencyjności gospodarki jest priorytetem polskiej polityki gospodarczej, który przyczyni się do trwałej konwergencji i jest warunkiem określenia daty przyjęcia przez Polskę euro. Ponadto, „każdy kraj musi również spełnić kryterium prawne, czyli w pełni dostosować swoje prawo do wymogów uczestnictwa w strefie euro”. W przypadku Polski wymaga to m.in. nowelizacji Konstytucji i wprowadzenia zmian w szeregu przepisów szczegółowych.

Zagrożenia dla Polski wynikających z przyjęcia wspólnej waluty

„Zagrożenia związane z wprowadzeniem euro, w tym konsekwencje rezygnacji ze swobody kształtowania polityki pieniężnej i kursowej, należy oceniać w szerszym kontekście oraz w relacji do szans i korzyści wynikających z tej decyzji. Dzięki postępującym procesom konwergencji gospodarczej bilans szans i zagrożeń będzie się poprawiał” – ocenił Jurand Drop.

Przykłady innych krajów, które weszły do strefy euro i doświadczyły negatywnych skutków gospodarczych – głównie krajów Europy Południowej – pokazują, że „przyjęcie europejskiej waluty wymaga osiągnięcia odpowiedniego poziomu konwergencji nominalnej i realnej, a także odpowiedniego przygotowania instytucjonalnego gospodarki, w tym wdrożenia niezbędnych reform strukturalnych”.

Doświadczenia krajów, które przyjęły euro po 2009 r., takich jak Słowacja, Estonia czy Łotwa, pokazują, że wpływ powyższego zjawiska był nieznaczny. W przypadku Chorwacji, która przyjęła euro 1 stycznia 2023 r., wstępne szacunki również nie wskazują, aby zmiana waluty miała istotny wpływ na ceny i postrzeganie cen przez konsumentów – podkreśla Ministerstwo Finansów odpowiedzi na zapytanie posłów PiS.

Źródło: TVN24


Ogromny spadek sprzedaży elektryków? Tam Tesla sprzedała tylko JEDEN samochód

Tesla zanotowała ogromny spadek sprzedaży na południowokoreańskim rynku pojazdów elektrycznych, sprzedając w styczniu zaledwie jeden egzemplarz. Był to najgorszy miesiąc dla firmy od lipca 2022 roku, kiedy to nie sprzedano ani jednego auta w tym kraju.

Fot. Tesla Fans Schweiz /Unsplash

Słabe wyniki Tesli w Korei Południowej

Według danych zebranych przez firmę badawczą Carisyou z Seulu i ministerstwo handlu Korei, Tesla sprzedała w styczniu tylko jeden samochód. Stanowi to ogromny spadek w porównaniu z grudniem, kiedy to firma sprzedała 2287 pojazdów.

Przyczyny spadku sprzedaży

Istnieje kilka czynników, które przyczyniły się do słabej sprzedaży pojazdów elektrycznych w Korei Południowej. Wymienia się wzrost stóp procentowych i inflację, które skłoniły konsumentów do zaciskania pasa i ograniczania wydatków. Obawy dotyczące pożarów baterii negatywnie wpłynęły na entuzjazm dla pojazdów elektrycznych. Brak infrastruktury szybkiego ładowania ogranicza wygodę użytkowania pojazdów elektrycznych.

Ponadto na spadek sprzedaży Tesli wpływa konkurencja ze strony lokalnych producentów, takich jak Hyundai i Kia, a także rosnąca popularność innych marek pojazdów elektrycznych, np. Ford Mustang Mach-E.

Tesla nie jest jedynym producentem, który boryka się z problemami na koreańskim rynku. Sprzedaż pojazdów elektrycznych wszystkich marek gwałtownie spadła w styczniu.


Dania chce oddać Ukrainie wszystkie swoje pociski artyleryjskie

Ukraina pilnie potrzebuje amunicji do walki obronnej przeciwko Rosji. Obecnie pociski artyleryjskie są dla Ukrainy kwestią „być albo nie być”. Dania chce przekazać Kijowowi wszystkie swoje pociski artyleryjskie.

Fot. screenshot / youtube

Jak podał w poniedziałek 19 lutego 2024 roku portal informacyjny ntv, Dania planuje dostarczyć Ukrainie wszystkie swoje pociski artyleryjskie. Obietnicę tę złożyła duńska premier Mette Frederiksen podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w sobotę 17 lutego, informuje portal ntv.

– Ukraińcy proszą nas o amunicję i artylerii – powiedziała Mette Frederiksen – Zdecydowaliśmy się przekazać całą naszą dostępną amunicję artyleryjską. W magazynach europejskich jeszcze jest dostępna amunicja. Nie chodzi tylko o produkcję. Posiadamy broń, amunicję oraz obronę przeciwlotniczą, której nie musimy obecnie używać, a którą powinniśmy dostarczyć Ukrainie. Wkrótce nasze samoloty F-16 będą patrolować przestrzeń powietrzną nad Ukrainą. – dodała.

Mette Frederiksen postulowała o utworzenie europejskiego sektora obronnego. Podkreśliła, że niezależnie od wydarzeń w USA, musimy być w stanie bronić się samodzielnie oraz wspierać Ukrainę. Jak oceniła, obecnie nie ma miejsca na retoryczne przemowy, lecz na realne i konkretne decyzje.

Premier Danii nie ujawnił liczby artyleryjskich pocisków, które są dostępne w jej kraju. Zgodnie z informacjami o wielkości PKB, Dania jest jednym z krajów, które udzielają Ukrainie największego wsparcia wojskowego, oferując kwotę 8,4 miliarda euro.

Fot. screenshot / youtube

Czeska amunicja

Serwis ntv podkreśla, że podczas konferencji w Monachium prezydent Czech Petr Pavel oświadczył, iż jego kraj ma 800 000 sztuk dostępnej amunicji, która może zostać dostarczona na Ukrainę w ciągu kilku tygodni. Jednak, jak zauważyła czeska minister obrony Jana Czernochova, transakcja mogłaby się odbyć tylko pod warunkiem zapewnienia finansowania.

W styczniu Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji, ogłosił, że po spotkaniu ministrow obrony w Brukseli, UE może dostarczyć Ukrainie tylko 524 000 pocisków, co stanowi nieco ponad połowę zadeklarowanej wcześniej liczby.