Roman Giertych: Czy jako katolik zagłosuję za finansowaniem in vitro?

Roman Giertych
Nie mi politykowi wchodzić w sumienia innych. Nie chcę być strażnikiem Waszych sumień, ja w tej kadencji chcę być strażnikiem pamięci o konieczności rozliczenia tych faryzeuszy z PiS, którzy przyklejają się do Kościoła, aby ukryć swoje złodziejstwa
Pytanie to wcale nie jest banalne, chociażby z tego powodu, że wielu pisowców swój katolicyzm traktuje jak pałkę na przeciwników i próbują swój sprzeciw wobec finansowania procedury in vitro przedstawiać jako znak swej wyższości moralnej.
Zanim oceni się wsparcie dla finansowania czegoś, należy ocenić etycznie sam przedmiot finansowania, czyli w tym przypadku procedurę in vitro. Każdy zaś czyn ludzki, aby można go uznać za etyczny winien mieć dobry cel, sposób działania oraz okoliczności tego czynu.
Celem procedury in vitro jest nowe życie. Jest to cel dobry zarówno w warstwie etycznej, jak i oczywiście społecznej oraz państwowej. Co do tego nikt nie ma wątpliwości. Dzięki tej procedurze wiele rodzin zyskuje szczęście i wielu ludzi żyje wśród nas (oraz płaci podatki) Cel jest więc dobry.
Sposobem działania jest zapłodnienie pozaustrojowe. Niektórzy uważają, że taka forma zapłodnienia zaprzecza godności ludzkiego współżycia, która łączy wyłącznie z nim ewentualne poczęcie. Można sobie jednak wyobrazić również dokonanie tej procedury poprzez działanie medyczne ustrojowe i czy to różniłoby się etycznie od nieustrojowej formy, skoro przecież i w naturze pomiędzy aktem płciowym a poczęciem mija czasem kilka dni? Mój umysł nie widzi takiej różnicy.
Nawet, jednak gdyby przyjąć, że w tym zakresie procedura jest wątpliwa etycznie, to tę wątpliwość rozstrzyga sumienie osoby poddającej się tej procedurze, a nie moje. Nadto ludzi, którzy nie podzielają tych wątpliwości nic przecież nie obchodzą moje ewentualne w tym zakresie wątpliwości. Najczęściej przecież widzą oni w in vitro jedyny sposób, aby stworzyć pełną rodzinę i traktują to jako imperatyw stanowiący czasem obiektywną potrzebę fizyczną, psychiczną i mającą zapewnić trwałość związku. Może mieć to nawet czasem etycznie charakter działania w stanie wyższej konieczności.
Te okoliczności mogą również poważnie wpływać na ocenę etyczną działania. Bo przecież jak pisał Jan Paweł II w Veritatis Splendor ostatecznie to sumienie działającego ocenia jego czyn w zakresie sposobu działania. I wreszcie przecież nikt nikogo nie zmusza do realizacji procedury in vitro, jeżeli uważa ją za nieetyczną.
Na koniec w ocenie przechodzimy do trzeciego elementu czynu, czyli okoliczności. Podzielam wątpliwości etyczne i prawne co do mrożenia zarodków i ich eugenicznej selekcji. Jednakże w obecnych procedurach nikt nie jest do nich zmuszony. Można zrobić in vitro nie mrożąc zarodków i nie stosując ich selekcji. Można też tak jak w Niemczech, mrozić materiał genetyczny tuż przed połączeniem. Jest to technicznie możliwe. I zdaje się, że to właśnie znacząco się zmieniło w ciągu ostatnich kilkunastu lat. W takiej sytuacji okoliczności czynu miałyby charakter etyczny.
Skoro więc trzy elementu czynu mogą w niektórych sytuacjach być etycznie dopuszczalne, to nikt nie może wstrzymywać procedury ich finansowania ze względu na to, że może ono oznaczać również finansowanie działań, które uznaje za nieetyczne. Trzeba bowiem pamiętać, że ustawodawca działa w interesie Państwa i interes tego Państwa winien determinować przede wszystkim jego działania. Nie mam natomiast żadnych wątpliwości, że z punktu widzenia interesu Państwa wspomaganie biedniejszych rodzin, aby miały upragnione dzieci, to działanie pożądane i potrzebne, szczególnie w dobie kryzysu demograficznego.
Nie mi politykowi wchodzić w sumienia innych. Nie chcę być strażnikiem Waszych sumień, ja w tej kadencji chcę być strażnikiem pamięci o konieczności rozliczenia tych faryzeuszy z PiS, którzy przyklejają się do Kościoła, aby ukryć swoje złodziejstwa. I z powodu tej funkcji strażnika pamięci mnie wybraliście.
W tej sytuacji, rozważając te wszystkie okoliczności zagłosuję po gruntownej analizie i w zgodzie z własnym sumieniem za finansowaniem tej procedury.

Napisałem ten tekst głównie z tego powodu, że słysząc w Sejmie Mateckiego, Brauna i innych niż przedstawiali się za reprezentantów katolików, to mi się aż niedobrze zrobiło. Prymitywizm połączony z fanatyzmem nie może być znakiem chrześcijaństwa.
Roman Giertych
Adam Mazguła: Opozycja przywitała łajdaka okrzykami „HEJTER”!!!
Dariusz Matecki, największy hejter w Polsce, który został posłem, mimo że odpowiada za zaszczucie syna posłanki i jego śmierć. Ten korzystający z bezkarności współpracownik Zbigniewa Ziobry spiął się na wyżyny swojej bezczelności i zabrał głos, a właściwie wrzeszczał z trybuny sejmowej w obronie – uwaga! – życia.
Matecki wyszedł na sejmową mównicę bronić nienarodzonych dzieci. Szkoda, że zaczuwał te już narodzone… Opozycja przywitała chama okrzykami "HEJTER"!!!
— Pablo Morales (@PabloMoralesPL) November 22, 2023
Zero tolerancji dla takich typów! pic.twitter.com/F3O5lWVCQt
Za obecność tego zuchwałego oprawcy w sejmie odpowiada Jarosław Kaczyński. Przez tę decyzję jego wprowadzenia do sejmu wymierzył policzek demokratycznej i praworządnej Polsce. Jednak to nie wszystko. Ten drań i szczyt łajdaka zuchwałego został skierowany do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.
Organizator masowego hejtu i współsprawca zaszczucia dziecka został zgłoszony do tej samej komisji, co matka zaszczutego chłopca. Przypadek? Nie sądzę. Tak Kaczyński i Ziobro dokonali szczytowego osiągnięcia zuchwałego PiS-bestialstwa.
Jeśli publiczny przestępca reprezentuje PiS i SP w Sejmie, prowokuje, wrzeszczy i śmieje się z przyzwoitych ludzi z pozycji sejmowego członka Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, to znaczy, że PiS dokonał gwałtu na ludzkiej świadomości. Zakpił z Polaków. Okazał pogardę dla ludzi, bezczelnie pogardza zarówno prawem, jak i sprawiedliwością.
Jakich jeszcze potrzeba dowodów, że Kaczyński i Ziobro, to ludzie chorzy z nienawiści i przepełnieni pogardą do jakichkolwiek zasad i prawa. Nie zdziwię się, jak Mejzę i Kowalskiego wyznaczą do komisji etyki, a Macierewicza do spraw służb specjalnych. Przecież oni tak mają.
Mam nadzieję, że niedługo zacznie się odsiew najpierw plew od ziarna w tym zbiorze agresywnego i zepsutego plonu.
Adam Mazguła
PiS rozpoczął wdrażanie dużych projektów zbrojeniowych. Generał Różański krytykuje rządowe zakupy broni

Jacek Lepiarz
Ze względu na zagrożenie ze strony Rosji rząd PiS rozpoczął wdrażanie dużych projektów zbrojeniowych. Wysoki stopniem oficer krytykuje te plany. Jego zdaniem rząd więcej obiecał, niż jest to możliwe i celowe.

„Polska stała się pod względem wydatków na obronę liderem wśród krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego” – pisze w sobotę warszawski korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) Gerhard Gnauck zaznaczając, że Polska wyda w roku bieżącym oraz przyszłym po ok. 4 proc. PKB. W latach 2023-2026 zaplanowano zakupy broni na sumę 37 mld euro.
Autor poinformował, że Polska kupuje broń w USA i Korei Południowej, a jej celem jest zbudowanie największej armii lądowej w Unii Europejskiej.
Obawy przed Rosją
Powodem zbrojeń jest polityka Rosji, która chce stać się hegemonem w Europie Wschodniej – tłumaczy Gerhard Gnauck. Jego zdaniem zmiana rządu nie spowoduje większych zmian w planach zakupów. W umowie koalicyjnej nowego przyszłego rządu też mowa jest o „bezprecedensowym zagrożeniu” ze strony Rosji.
Wątpliwe jest, czy wszystkie dostawy broni są rzeczywiście konieczne – uważa dziennikarz „FAZ”. Czy nastawiony tak bardzo na suwerenność PiS dlatego kupowało tak szybko i tak dużo, ponieważ nie ma zaufania do NATO i do niemieckiego sąsiada? – zastanawia się autor.
Generał Mirosław Różański powiedział w rozmowie z „FAZ”, że „zdolność do analizy polityków PiS była ograniczona. Chodziło im raczej o to, aby pokazać w kraju zdolność do działania”.
Powodem zbrojeń mania wielkości?
„Mogło też chodzić o manię wielkości. Obawiam się, że wizja największej armii lądowej jest hasłem populistycznym” – dodał generał. Gnauck nadmienił, że Różański robi teraz polityczną karierę i został senatorem z ramienia Trzeciej Drogi.
Zdaniem generała zapotrzebowanie na broń powinien określać sztab generalny, a nie politycy. Różański przyznał, że istnieje luka w obronie przeciwlotniczej i rozpoznaniu. Polska kupiła nowoczesną wersję systemy Patriot. Pierwsze baterie będą gotowe do użycia jeszcze w tej zimie. Generał ocenił pozytywnie gest Berlina – rozlokowanie w Polsce niemieckich baterii Patriot, które broniły wschodniej granicy.

Gnauck przypomniał, że początkowo rząd PiS „wysyłał irytujące sygnały” w reakcji na niemiecką propozycję. Był też przeciwny udziałowi Polski we wspólnej europejskiej obronie przeciwlotniczej. Różański jest zwolennikiem przystąpienia Polski do tego projektu.
„FAZ” zwraca uwagę na zamiary kupna blisko 500 wyrzutni rakietowych HIMARS. Różański uważa, że polska armia powinna dysponować takim sprzętem, jednak przewiduje, że negocjacje o cenie oraz produkcja wyrzutni potrwa kilka lat. „A jeśli kupuje się w Ameryce, to dlaczego jeszcze sprowadza się rakiety Chunmoo z Korei Południowej?” – pyta generał.
Nie zapominać o amunicji
Realizacja zamówień na wyrzutnie HIMARS oraz samoloty F-35 przeciągnie się na lata 2028 – 2030. – Krótko mówiąc: potrzebujemy mniej wyrzutni, a więcej rakiet do zestrzeliwania. Sytuacja w Ukrainie pokazuje, jak ważna jest amunicja – mówi Różański.
Generał polemizuje też z tezą, że Polska nie może przekazywać Ukrainie broni. Jego zdaniem Polska może nadal wspierać Ukrainę przy produkcji i dostarczaniu amunicji. Polskie wojsko może ponadto szkolić ukraińskich żołnierzy. – Po trzecie powinniśmy wzmocnić nasze zdolności umożliwiające Ukrainie naprawę i modernizację sprzętu – powiedział Różański.
„Ukraina walczy nie tylko o swoją niepodległość, ale także o bezpieczeństwo Polski, Niemiec i Europy” – podkreślił rozmówca „FAZ”.
Wysokie koszty modernizacji armii
Podobne wątpliwości wyrażał już wcześniej (we wrześniu) dziennik „Handelsblatt”. „Polska ze względu na wojnę w Ukrainie podwoiła swoje wydatki na obronność. Dzięki temu pozycja Polski w Europie na krótką metę uległa wzmocnieniu, ale pytania dotyczące perspektyw (rozwoju armii) pozostają niewyjaśnione” – wówczas pisał Ivo Mijnssen.
Autor przypomniał paradę wojskową 15 sierpnia w Warszawie i podkreślił, że była ona „sygnałem mającym odstraszyć Rosję”. Plany rozbudowy polskiej armii „robią wrażenie” – ocenił dodając, że środkowoeuropejski kraj chce stać się „wiodącą siłą wojskową” w Europie.
Problemem Polski jest zdaniem „Handelsblatt” pozyskanie specjalistów do zmodernizowanej armii i do przemysłu zbrojeniowego. Ponieważ rynek pracy jest pusty, wyjściem jest atrakcyjne wynagrodzenie. Jak podało Ministerstwo Obrony, podstawowe uposażenie wojskowych zostało od 2015 r. niemal podwojone, w przeliczeniu do 1040 euro. Pomimo tego płynność kadr jest wysoka. Jedną z przyczyn jest zdaniem redakcji dokonana z powodów politycznych wymiana dowództwa armii.
Na koniec dziennikarz „Handelsblatt” zacytował byłego wysokiego funkcjonariusza NATO Jamie Shea: „Znaczenie Polski w Sojuszu bardzo wzrosło. Jeżeli (Polacy) zrealizują swoje plany zakupu broni, staną się wojskową potęgą w Europie”.
REDAKCJA POLECA
Krzysztof Skiba: Wielu z nas zaczęło oglądać parlamentarne debaty jak najlepsze seriale

Krzysztof Skiba
Owszem kastrat Ziobro jeszcze coś piszczy o miękiszonach, minister Czarnek (osobnik podobny do pokoju przesłuchań na gestapo), wrzaśnie i krzyknie z trybuny sejmowej, ale wszyscy widzą, że dziurawa łajba z napisem Zjednoczona Prawica tonie jak Titanic
Wielu z nas ponownie zaczęło oglądać parlamentarne debaty jak najlepsze seriale. Cóż tam się dziś nie wyrabia?
Marszałek Szymon Hołownia, o którym Marcin Prokop powiedział, że w Mam Talent miał kija w tyłku, gasi obstrukcje i okrzyki PiS, kulturą, dowcipem i inteligencją. Przyjemnie się na to patrzy, a lekki kij w tyłku, to mu się w sejmie nawet przyda, bo tam wielu jakby z choinki się urwało.
PiS seryjne przegrywa głosowania, a Morawiecki mozolnie montuje swój rząd na całe dwie minuty trwania. Prezes nie może zabierać już głosu „bez żadnego trybu” i powoli zabiera swe ostatnie zabawki. Ostatni jego wyczyn, który zauważyli dziennikarze to fakt, że zasnął podczas przemówienia Dudy. Tak kończy wybitny strateg z Żoliborza.
Owszem kastrat Ziobro jeszcze coś piszczy o miękiszonach, minister Czarnek (osobnik podobny do pokoju przesłuchań na gestapo), wrzaśnie i krzyknie z trybuny sejmowej, ale wszyscy widzą, że dziurawa łajba z napisem Zjednoczona Prawica tonie jak Titanic.
Zaskoczeniem dla PiS jest fakt, że nawet Konfederacja głosuje przeciwko nim, a PSL nie daje się kupić stołkami. Tak finiszuje strategia budowania władzy na wzór dawnej komuny, gdzie Partia zawsze miała rację.
PĄCZKI SIĘ SKOŃCZYŁY
W oczach byłych władców Polski widać dziecięcą bezradność i zaskoczenie, że oto nagle pączki się skończyły. Ostatni lukier z pączków zrywany jest w pośpiechu. Niedawno urzędnikom Sasina Ministerstwo przyznało wysokie premie za obiecane dla Polski fundusze z KPO, których przecież nie ma.
To tak jakby przyznać złoty medal biegaczowi, który nie dobiegł nawet do linii startu
Krzysztof Skiba
NATO ma tylko „pięć do dziewięciu lat” na przygotowanie się na ewentualny atak Rosji

Frank Hofmann
Jeśli wojna w Ukrainie zostanie zamrożona, Rosja może w ciągu sześciu lat przygotować swoje siły lądowe do ataku na NATO – wynika z najnowszej analizy DGAP.

Państwa NATO w Europie mają tylko „pięć do dziewięciu lat” na militarne przygotowanie się na ewentualny atak Rosji na terytorium Sojuszu. Taki wniosek płynie z analizy opublikowanej niedawno przez Niemiecką Radę Stosunków Zagranicznych (DGAP). Autorzy Christian Moelling i Torben Schuetz z Centrum Bezpieczeństwa i Obrony w renomowanym think tanku w Berlinie są przekonani, że „tylko w ograniczonym czasie można skutecznie zapobiec kolejnej wojnie w Europie”.
Rosja zbroi się na potęgę
Twórcy raportu zwracają uwagę, że Rosja już przestawiła swoją produkcję zbrojeniową na gospodarkę wojenną. „Po prawie dwóch latach wojny w Ukrainie potencjał wojenny Rosji jest większy niż się to może obecnie wydawać. Największe straty osobowe i materialne poniosły siły lądowe” – czytamy w analizie zatytułowanej „Zapobiec kolejnej wojnie”.
Niemcy i NATO „ścigają się z czasem”, aby zmodernizować swoje konwencjonalne siły zbrojne, aby ich potencjał odstraszania przewyższał rosyjskie kalkulacje dotyczące udanego ataku na przykład na należące do NATO kraje: Litwę, Łotwę i Estonię.
Ekspert ds. bezpieczeństwa DGAP Christian Moelling powołuje się na kręgi wywiadowcze i wojskowe w Niemczech. Analiza jest zgodna z nowymi wytycznymi polityki obronnej Bundeswehry, które zostały przedstawione przez niemieckiego ministra obrony Borisa Pistoriusa na początku listopada. Po raz pierwszy publicznie użył słowa „gotowość do wojny” jako celu reorganizacji Bundeswehry.
– Wojna powróciła do Europy wraz z brutalnym atakiem Putina na Ukrainę. To zmieniło sytuację zagrożenia. Jako najludniejszy i najsilniejszy gospodarczo kraj w centrum Europy, Niemcy muszą być kręgosłupem odstraszania i kolektywnej obrony w Europie – powiedział niemiecki minister obrony podczas prezentacji nowych wytycznych dla sił zbrojnych RFN.
Podstawą obliczania możliwych okien czasowych dla NATO, aby zapobiec wojnie poprzez zwiększenie odstraszania, jest założenie, że Rosji uda się zamrozić wojnę w Ukrainie. Dałoby to Kremlowi czas na odbudowę sił lądowych. Ale mało kto w politycznym Berlinie spodziewa się szybkiego zakończenia wojny.
– Obie strony mają dalsze plany militarne – mówi Nico Lange, ekspert ds. Ukrainy i Rosji z Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w wywiadzie dla DW. – Myślę, że musimy założyć, że będzie to trwało jeszcze przez jakiś czas.
Zamrożony front w Ukrainie
Ukraiński głównodowodzący, Wałerij Załużny, ostrzegł niedawno, że pomoc wojskowa udzielona do tej pory przez około 50 krajów wspierających jego kraj, na czele z USA, doprowadziła jedynie do „impasu”. Przebieg frontu na wschodzie i południu Ukrainy prawie nie zmienił się od czerwca, nawet podczas ukraińskiej kontrofensywy.
– Jednak w wojnie pozycyjnej Rosja ma przewagę, ponieważ jej rozbudowany przemysł obronny dysponuje prawie nieograniczoną artylerią – ostrzega austriacki analityk wojskowy Markus Reisner w wywiadzie dla DW. Ukraina może odnieść sukces tylko w wojnie manewrowej. Aby było to możliwe wiosną przyszłego roku, Ukraina potrzebuje najnowocześniejszej broni z Zachodu.
Kilku ekspertów wojennych zakłada, że front na Ukrainie przekształca się w coraz bardziej elektronicznie kontrolowane pole bitwy. Coraz częściej mówi się o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w działaniach wojennych.
– Chodzi o kontrolowanie pola elektromagnetycznego, w którym używane są radia i kontrolowane są drony – powiedział Markus Reisner w wywiadzie dla DW.
Ekspert ds. Ukrainy Nico Lange również potwierdza, że Rosja może teraz bardzo skutecznie zakłócać ukraińską broń za pomocą kontroli satelitarnej.
Sankcje na produkty technologiczne zawiodły?
Dotyczy to nawet wyrzutni rakiet HIMARS dostarczonych przez USA, które Ukraina wykorzystała do zakłócenia rosyjskich dostaw podczas odbicia terenów rok temu. – Rosja jest bardzo skuteczna w zakłócaniu – mówi Nico Lange.
Zakłócanie odnosi się do zagłuszania sygnałów satelitarnych, radarowych i radiowych wroga. Jest to szczególnie istotne w świetle faktu, że w ciągu ostatnich dwóch lat wojna w Ukrainie w coraz większym stopniu przekształcała się w wojnę dronów. Drony nie tylko atakują bronią, ale także dostarczają obrazy i wraz z rozpoznaniem satelitarnym tworzą klarowny front. Rosja zbroi się również w tym obszarze, jak wyjaśnia ekspert.
Najwyraźniej sankcje gospodarcze nałożone przez UE i USA nie powstrzymały Rosji przed wchodzeniem w posiadanie mikrochipów i innych zaawansowanych technologicznie towarów. Rosja posiada również własny system nawigacji satelitarnej do namierzania pocisków rakietowych, mówi Nico Lange, ekspert ds. bezpieczeństwa i Ukrainy. Ta kwestia została oczywiście uwzględniona w analizie uzbrojenia NATO przeprowadzonej przez think tank DGAP.
Zwiększenie siły odstraszania NATO
Według analizy w Berlinie wzrosło przekonanie, że Rosja będzie w stanie szybko odbudować swoje siły lądowe przy obecnej produkcji obronnej. I to w taki sposób, że jej siła bojowa przekroczy obecny potencjał odstraszania NATO w przypadku wojny konwencjonalnej w Europie.
– Eksperci i służby wywiadowcze szacują, że Rosja będzie potrzebować od sześciu do dziesięciu lat na odbudowę swojej armii do punktu, w którym mogłaby odważyć się zaatakować NATO – mówi analityk DGAP Christian Moelling.
W związku z tym NATO ma tylko od pięciu do dziewięciu lat na dozbrojenie się w takim stopniu, by odeprzeć atak Rosji. – Nie można już wykluczyć ataku Rosji na terytorium NATO. Oznacza to, że pytanie nie brzmi już, czy Niemcy i NATO muszą być gotowe do wojny, tylko kiedy.
REDAKCJA POLECA
Tusk będzie rządził, jednak zmierzy się ze „ścianą nienawiści”

Jacek Lepiarz
Szef PiS Jarosław Kaczyński, pomimo przegranych wyborów, chce zapobiec zmianie władzy i podczas Święta Niepodległości szczuje na Niemców. Donald Tusk będzie rządził, ale będzie musiał zmierzyć się ze „ścianą nienawiści”.
Kaczyński: Polska jest zagrożona przez PO, która jest niemiecką partią. My jednak walczymy o niepodległość ojczyzny, choć to może wymagać od nas zapłacenia każdej ceny, ale cierpienie, a nawet śmierć dla ojczyzny, to rzecz piękna.
— Grzegorz Kot (@gfkot) November 12, 2023
To poziom paranoi, tak wysoki, że nie wszyscy… pic.twitter.com/IW6Rj5eS5R
„Pochodnie dymiące na czerwono, morze biało-czerwonych flag narodowych i syczące race wystrzeliwane w powietrze odstraszają wielu warszawiaków od udziału w marszu organizowanym z okazji odzyskania przez Polskę niepodległości” – pisze warszawska korespondentka „Tageszeitung” (TAZ).
Zawiedziona uczestniczka
„Jak podczas wojny” – cytuje jedną z uczestniczek marszu niemiecka gazeta. Ciepło opatulona młoda kobieta, skuszona hasłem „Jeszcze Polska nie zginęła”, chciała jedynie zademonstrować „trochę patriotyzmu”.
– Myślałam, że to będzie marsz solidarności z Ukrainą i przeciwko Władimirowi Putinowi i rosyjskiej agresji – powiedziała cytowana przez „TAZ” kobieta, wskazując na transparenty z hasłem „PolExit”. Przed transparentem kilku mężczyzn skakało po fladze UE. – To wstrętne. Nie biorę w tym udziału. Nigdy – oświadczyła kobieta, wyrażając nadzieję, że gdzieś w innym miejscu mają miejsce obchody innego rodzaju.
Lesser przypomniała, że 11 listopada cała Polska świętuje koniec I wojny światowej i odzyskanie po 123 latach niepodległości. W kilku zdaniach nawiązała do rozbiorów Polski oraz do ponownej okupacji kraju po wybuchu II wojny światowej w 1939 roku.
Kaczyński nie pogodził się z porażką
„Narodowi populiści w rodzaju Jarosława Kaczyńskiego z partii Prawo i Sprawiedliwość, w przeszłości stale podsycali strach przed ponowną utratą niepodległości” – pisze Lesser. Jak zaznaczyła, pomimo porażki w wyborach 15 października, Kaczyński nadal nie pogodził się z polityczną porażką.
Premier, Prezes PiS J. Kaczyński w Warszawie: W Unii Europejskiej jest plan, aby Polacy zamieszkiwali teren Rzeczpospolitej, ale to nie będzie już polskie państwo. To, co ma być przedmiotem dalszych obrad na forum unijnym jest tak naprawdę likwidacją naszej niepodległości! pic.twitter.com/zqXJ8pgySi
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) November 10, 2023
„Musimy walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć” – cytuje prezesa PiS autorka, nazywając jego wypowiedzi „szczuciem”. Jak zaznacza „TAZ”, Kaczyński mówił o „niemieckim planie”, który zagraża istnieniu Polski. „Realizacja tego planu przez UE prowadziłaby nie tylko do utraty naszej (polskiej) niepodległości i suwerenności, ale wręcz do anihilacji polskiego państwa” – cytuje Kaczyńskiego niemiecka dziennikarka.
Kaczyński oczerniał Koalicję Obywatelską Donalda Tuska, określając ją mianem „nie polskiej, lecz niemieckiej” partii. „Od lat narodowy populista twierdzi, że Tusk i KO oraz wszyscy jej wyborcy, w rzeczywistości nie są Polakami, lecz zdrajcami ojczyzny, którzy służą „niemieckim panom”” – pisze Lesser. „Musimy wygrać tę walkę, możemy ją wygrać” – powiedział Kaczyński, zapowiadając obronę wolności, niepodległości i suwerenności „za każdą cenę”.
Premier, Prezes PiS J. Kaczyński w Krakowie: Walczymy o to, aby rząd Platformy nie powstał, bo to jest tak naprawdę partia niemiecka. Ale niezależnie od tego, czy to będzie skuteczne działanie, to musimy przeprowadzić tę wielką akcję społeczną. pic.twitter.com/lqHfTnj5Ue
— Prawo i Sprawiedliwość (@pisorgpl) November 11, 2023
Tusk jeszcze nie wygrał
„Tusk jeszcze nie wygrał” – pisze Jan Sternberg z redakcji RedaktionsNetzwerk Deutschland (RND). Zdaniem autora komentarza demonstracja nacjonalistów w Warszawie oraz „wrogie wobec Europy szczucie” ze strony Jarosława Kaczyńskiego jest dowodem na to, że nowy rząd „będzie miał ciężko”. „W Polsce nie zapanuje spokój” – podkreślił Sternberg.
Prezes robi to, co wychodzi mu najlepiej. Obraża. pic.twitter.com/zlWXHKYtl0
— Szkło Kontaktowe TVN24 (@SzkKontaktowe) November 10, 2023
„Ludzie Kaczyńskiego, do których należy prezydent Andrzej Duda, próbują od czasu wyborów wszystkiego, aby tylko opóźnić zmianę rządu i podgrzewają nastroje w podzielonej Polsce” – czytamy w RND. „74-letni Kaczyński wygłosił podczas Dnia Niepodległości przemówienie, które zawierało ostrzejsze tony niż podczas kampanii wyborczej” – ocenił autor. Przyszły premier Donald Tusk jest w tej narracji „perfekcyjnym wrogiem”. Sternberg przypomniał, że nacjonaliści przedstawiali Tuska w kampanii przed wyborami jako lokaja Brukseli i Moskwy, a teraz Kaczyński i jego „wkurzeni rodacy” rozwijają ten wątek na warszawskich ulicach.
Tusk kontra ściana nienawiści
„Tusk będzie mógł rządzić, ale będzie musiał walczyć ze stałą ścianą pełną nienawiści” – przewiduje dziennikarz RND. „Premier będzie zmuszony do prowadzenia twardej polityki wobec Niemiec i UE. Sytuacja pozostanie trudna, także po zmianie władzy w Warszawie. Tusk jeszcze nie wygrał” – konkluduje Sternberg.
Wiele gazet opublikowało depeszę DPA, w której mowa jest o przesłaniu wideo lidera opozycji Donalda Tuska. Jeśli ktoś używa słowa „naród”, by dzielić i siać nienawiść, występuje przeciwko narodowi – przytacza agencja słowa lidera opozycji. DPA odnotowała też ostrzeżenie Kaczyńskiego przed „rzekomą niemiecką dominacją”. „Polacy chcą być wolni, niepodlegli i nie chcą się podporządkować Niemcom” – cytuje szefa PiS niemiecka agencja.
REDAKCJA POLECA
Szczepionka na raka? Być może już w ciągu 5 lat!

Alexander Freund
Za kilka lat firmy biotechnologiczne chcą wprowadzić na rynek szczepionki antyrakowe. Umożliwiła to technologia mRNA.

Technologia mRNA w ciągu kilku lat zrewolucjonizowała medycynę. Podczas pandemii koronawirusa udało się w kilka miesięcy opracować bardzo skuteczne szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV2.
I nawet jeśli ten wirus wytworzy kolejne agresywne mutacje, to dzięki technologii mRNA będzie można znów wyprodukować dokładnie dopasowane do nich szczepionki. Wyróżniona ostatnio Nagrodą Nobla w dziedzinie medycyny technologia potrafi jednak znacznie więcej.
Szczepionki antyrakowe na horyzoncie?
Technologia mRNA dała również nowe impulsy badaniom nad rakiem. Alexander Zehnder, szef przedsiębiorstwa biotechnologicznego Curevac, zapowiada wprowadzenie na rynek opartej na niej szczepionki antyrakowej najpóźniej za pięć lat.
Gdyby udało się opracować szczepionkę na określone rodzaje raka, spełniłoby się jedno z marzeń ludzkości.
– Badania nad szczepionkami na raka trwają już od 20 lat. Ale najnowsze postępy są ogromne – mówi Zehnder. – Podczas pandemii zebraliśmy wiele doświadczeń, a sztuczna inteligencja jest już tak dobrze rozwinięta, że rozwiązuje wiele problemów z programowaniem mRNA – podkreśla szef Curavac w rozmowie z gazetą „Bild am Sonntag”.
Co ciekawe, sztuczna inteligencja odgrywa coraz większą rolę w rozwoju szczepionek mRNA. AI jest wykorzystywana do opracowywania nowych technologii, które ułatwiają i przyspieszają produkcję szczepionek. AI jest również wykorzystywana do modelowania i przewidywania skuteczności szczepionek.
Szczepionki na raka pobudzają układ odpornościowy do zwalczania komórek nowotworowych przez sam organizm. W raku śmiertelne jest to, że cały czas rośnie. Szczepionka ma zakończyć ten wzrost, nawet jeśli dojdzie już do przerzutów. Rak stałby się wtedy chorobą przewlekłą, z którą będzie można żyć jeszcze przez dziesiątki lat. Rak nie będzie już wyrokiem śmierci.
Wyścig w opracowywaniu szczepionek
Badania nad szczepionką na raka prowadzą pełną parą także inne firmy. Na początku października 2023 roku koncern BioNTech opublikował obiecujące okresowe wyniki trwającego badania klinicznego. Na jego uczestnikach testowana jest skuteczność opracowanej przez BioNTech antyrakowej szczepionki mRNA o nazwie CARVac.
Ze stosownym optymizmem przewodniczący zarządu BioNTech Ugur Şahin ogłosił, że według jego oceny już w nadchodzących latach pojawią się szczepionki na raka.
– Sądzimy, że na większą skalę będą one dostępne dla pacjentów przed rokiem 2030 – powiedział Şahin w wywiadzie dla „Spiegla”.
W dłuższej perspektywie szczepionki na raka mają zastąpić standardowe terapie antyrakowe. Również to byłoby istnym błogosławieństwem, gdyż dotychczasowe radio- lub chemioterapie są bardzo często skrajnie uciążliwe dla pacjentów.
– Chemio- i radioterapie nigdy nie zwalczają tylko nowotworu, lecz również zdrowe tkanki. Dlatego jest tak wiele skutków ubocznych – tłumaczy Zehnder. – Zaletą stosowania mRNA jest to, że sam układ odpornościowy jest stymulowany do zwalczania wyłącznie raka i niczego innego.
Jak działają szczepionki na raka?
Komórki T pomagają organizmowi zwalczać infekcje, niszcząc chore komórki lub pobudzając do ataku inne komórki immunologiczne. Jednak komórki T z trudem rozpoznają komórki rakowe. Potrafią to wszelako komórki CAR-T.
Terapia CAR-T jest dopuszczona w Europie od 2018 roku. Jest stosowana przede wszystkim do leczenia białaczki, czyli raka krwi. Ta bardzo skuteczna forma leczenia uodporniającego jest jeszcze horrendalnie droga. Według Niemieckiego Centrum Badań nad Rakiem producenci żądają nawet 320 000 euro za wyprodukowanie komórek immunologicznych dla jednego pacjenta.
Ta antyrakowa immunoterapia polega na wyodrębnianiu z leukocytów, czyli białych ciałek krwi, tak zwanych komórek T. Następnie komórki te są dzięki technologii genetycznej przekształcane w taki sposób, że wytwarzają na powierzchni chimeryczny receptor antygenowy (CAR). Powstaje zatem receptor, którego rozmaite elementy właściwie do siebie nie pasują.
Dzięki szczepionkom komórki nowotworowe stają się widoczne
Kiedy wytworzone w ten sposób komórki CAR-T zostaną ponownie wszczepione pacjentowi, cumują precyzyjnie do komórki rakowej. Układ odpornościowy zostaje uaktywniony i atakuje komórki nowotworowe. Przyszłe szczepionki mogą wspierać ten proces, jeśli komórki CAR-T nie znajdą komórki nowotworowej lub będą za słabe, żeby z nią efektywnie walczyć.
Aby sprawić, żeby komórki rakowe były bardziej widoczne, do komórki rakowej przemyca się z wykorzystaniem technologii mRNA białko Claudin-6. W ten sposób w komórce rakowej powstaje antygen, który cumuje do jej powierzchni. Dzięki temu komórki CAR-T mogą łatwiej rozpoznawać i zwalczać komórki nowotworowe.
Zmodyfikowane komórki T zwalczają na razie tylko różne odmiany białaczki. Szybkie postępy technologii mRNA dają jednak nadzieję, że skuteczne i bardziej chroniące pacjenta terapie będzie można stosować także przeciwko innym rodzajom raka. Obiecujące wydają się na przykład szczepionki przeciwko rakowi skóry (czerniakowi), rakowi płuc, rakowi piersi i rakowi trzustki.
REDAKCJA POLECA
„Now and Then” – Ostatnia piosenka The Beatles
Oficjalnego wydania doczekała się piosenka The Beatles – „Now and Then”. To ostatni utwór zespołu, napisany i zaśpiewany przez Johna Lennona, dopracowany przez Paula McCartneya, George’a Harrisona i Ringo Starra, który – ponad cztery dekady później – został dokończony przez Paula i Ringo. Reżyser Olivier Murray, w filmie „Now and Then – Ostatnia piosenka The Beatles” przybliża historię powstania ostatniej piosenki zespołu The Beatles. W obrazie przytacza wypowiedzi Paula, Ringo, George’a, Seana Ono Lennona, a także Petera Jacksona, twórcy serialu dokumentalnego o zespole.
Kiepską jakość demo Johna Lennona
Historia „Now and Then” sięga drugiej połowy lat siedemdziesiątych. John Lennon nagrał wówczas demo z wokalem i pianinem w swoim nowojorskim mieszkaniu w Dakota Building.
W 1994 roku Paul McCartney otrzymał od Yoko Ono kasetę, która poza „Now and Then” zawierała dema do piosenek „Free As a Bird” i „Real Love” – te zostały wydane odpowiednio w roku 1995 i 1996 przy okazji projektu „The Beatles Anthology”.
W tym samym czasie Paul, George i Ringo nagrali swoje partie i ukończyli wstępny miks „Now and Then”, jednak z uwagi na kiepską jakość nagrania porzucono pomysł jej wydania. Paul McCartney w rozmowie z dla Q Magazine mówił, że George Harrison chciał przerwania prac uważając jakość piosenki za „śmieciową”. – Nie miała zbyt dobrego tytułu, wymagała trochę przeróbek, ale miała piękny wers i śpiewał ją John – powiedział – George’owi się to nie podobało. Beatlesi to demokracja, więc tego nie zrobiliśmy – dodał.
Powrotu do nagrania
Pomysł powrotu do nagrania pojawił się dopiero w 2021 roku, podczas pracy Petera Jacksona nad serialem dokumentalnym „The Beatles: Get Back”. Dzięki technologii WingNut Films’ MAL, wyizolowano z nagrania mono poszczególne partie instrumentów oraz głosy muzyków, także podczas rozmów zarejestrowanych między nagraniami piosenek.
Dzięki tej technologii udało się uzyskać ścieżkę wokalną z krystalicznie czystym głosem Johna Lennona. W 2022 roku Paul i Ringo rozpoczęli prace nad ukończeniem „Now and Then”.
„Now and Then”
Ostatnia piosenka The Beatles poza wokalem Johna Lennona, zawiera nagrane w 1995 roku partie elektrycznej i akustycznej gitary George’a Harrisona, nową wersję na perkusji Ringo Starra, a także bas, gitarę i pianino Paula dopasowane do pianina Johna. Paul dodał też slide’owe solo na gitarze jako hołd dla zmarłego w 2001 roku Harrisona. Paul i Ringo zaśpiewali w chórkach i w refrenie.
Dodano także aranżację smyczkową napisaną z pomocą Gilesa Martina, syna zmarłego producenta Beatlesów, George’a Martina. A jakby było tego mało w piosence usłyszymy chórki z oryginalnych nagrań Beatlesów „Here, There and Everywhere”, „Eleanor Rigby” i „Because”.
„To był głos Johna, krystalicznie czysty”
– To był głos Johna, krystalicznie czysty. To było wyjątkowo emocjonujące. Wszyscy tam gramy, to jest prawdziwe nagranie Beatlesów. To niesamowite móc w 2023 roku pracować nad piosenką The Beatles. – powiedział Paul Mccartney.
– Naprawdę czuliśmy, jakby John był z nami. To było niezwykłe – dodał Ringo.
#NowAndThen is now available to listen to worldwide!https://t.co/jQtFaz5rfG pic.twitter.com/bXEgL8dGJJ
— The Beatles (@thebeatles) November 2, 2023
Światowa premiera ostatniej piosenki The Beatles
2 listopada miała światową premierę najnowsza i jednocześnie ostatnia piosenka The Beatles „Now and Then”. Następnego dnia pojawi się teledysk do piosenki. Utwór zostanie także wydany jako winylowy singiel z pierwszym kawałkiem The Beatles „Love Me Do”
PiS chce stworzyć własne media i kupić wydawnictwo Polska Press od Orlenu
Zapowiadane przez Jarosława Kaczyńskiego narodowe media, w których mieliby znaleźć zatrudnienie pracownicy obecnej TVP, PiS chce oprzeć na należącej do Orlenu grupie Polska Press. Orlen zaprzecza doniesieniom o możliwej sprzedaży wydawnictwa. Nieoficjalnie jednak słychać, że rozmowy w tej sprawie się toczą.

Po przegranych wyborach parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość planuje zbudować własne media. Jak nieoficjalnie ustalił Onet, PiS chce je oprzeć na należącej do Orlenu grupie Polska Press. Podobno wariantem rozważanym obecnie na Nowogrodzkiej ma być błyskawiczna sprzedaż grupy mediowej jeszcze przed przejęciem władzy przez partie opozycyjne. Orlen zaprzecza doniesieniom o możliwej sprzedaży wydawnictwa. Nieoficjalnie jednak słychać, że rozmowy w tej sprawie się toczą.
Kaczyński zapowiada stworzenie własnych mediów
Jarosław Kaczyński kilka dni po ogłoszeniu wyników wyborów mówił o stojącym przed PiS wyzwaniu, które ma polegać na stworzeniu własnych mediów. Jak mówi anonimowy informator Onetu, plan ten ma w partyjnej centrali na Nowogrodzkiej bardzo wielu zwolenników.
– Stoi przed nami ogromne wyzwanie, żeby stworzyć jednak media dużo większe niż obecna Sfera Wolnego Słowa (Strefa Wolnego Słowa to media zgromadzone wokół Tomasza Sakiewicza, w tym “Gazeta Polska”, „Gazeta Polska Codziennie”, Niezalezna.pl i TV Republika – przyp. red.) i doprowadzić do tego, że jednak ten nasz przekaz medialny będzie mógł funkcjonować. A ludzie, którzy podjęli trud, a jednocześnie i ryzyko, funkcjonowania w polskich mediach, jak to się dzisiaj mówi, będą mieli i zatrudnienie, i możliwość przekazywania prawdy o tym, co dzieje się w Polsce w dalszym ciągu – mówił Kaczyński.
Polska Press? Sprzedać jak najszybciej
PKN Orlen kupił wydawnictwo Grupa Polska Press od niemieckiej Verlagsgruppe Passau. „Przejmujemy wydawnictwo Polska Press. Dzięki transakcji zyskamy dostęp do 17,4 mln użytkowników portali wchodzących w skład Grupy. Pozwoli nam to skutecznie wspierać sprzedaż i rozbudowywać narzędzia big data. To kluczowe zasoby w kontekście planowanego rozwoju sieci detalicznej” – pisał w grudniu 2020 r. na Twitterze prezes Daniel Obajtek. 1 marca 2021 roku została podpisana umowa kupna spółki Polska Press przez PKN ORLEN, tym samym ORLEN stał się właścicielem Polska Press.
Teraz gdy PiS szykuje się do przejścia do opozycji, partia chciałaby zbudować własne media prawicowe. Do realizacji tego planu ma przysłużyć się wydawnictwo Polska Press. Onet.pl powołując się na swoje źródła na Nowogrodzkiej przekonuje, że rozważa się błyskawiczną sprzedaż całej grupy lub poszczególnych jej tytułów jeszcze przed oddaniem władzy opozycji.
Orlen dementuje, by rozważał jego sprzedaż.
Tymczasem na pytania dziennikarza Onet.pl Dział Relacji z Mediami grupy Orlen zaprzeczył tym doniesieniom.
ORLEN nie prowadził i nie prowadzi rozmów na temat sprzedaży Polska Press. Grupa ORLEN konsekwentnie realizuje strategię, która ukierunkowana jest m.in. na rozwój nowoczesnych kanałów komunikacji z klientami, coraz większą cyfryzację formatów sprzedaży oraz budowę platformy e-commerce. Inwestycja w Polska Press wpisuje się w tę strategię, w szczególności w zakresie budowy zintegrowanej platformy usług cyfrowych – przekazał Orlen.
Jednak w nieoficjalnej rozmowie jeden z członków zarządu firmy miał potwierdzić, że taki pomysł jest omawiany. – Tak mogę to panu redaktorowi przy zachowaniu pełnej anonimowości potwierdzić. Pewne zakulisowe rozmowy z potencjalnymi chętnymi do zakupu Polski Press trwają – cytuje swoje źródło onet.pl.
thefad.pl / Źródło: Onet.pl
Politico: „Nowa Polska wzmocni Europę”

Katarzyna Domagała-Pereira
Oś Paryż-Berlin-Warszawa to największa nadzieja na bezpieczeństwo UE – pisze redaktor naczelny „Politico” Matthew Kaminski.

Wynik wyborów w Polsce pokazuje, jak może wyglądać liberalna polityka bez dogmatów. Ma też geopolityczne implikacje dla USA i Europy. – pisze redaktor naczelny „Politico” Matthew Kaminski. Jego komentarz ukazał się we wtorkowym (31.10.2023) wydaniu niemieckiego dziennika „Die Welt”.
„Demokracja zadziałała” – podsumowuje wynik wyborów parlamentarnych w Polsce. W wyborach krajowych – jak stwierdza – wyborcy skłaniają się ku normalności i kompetencji, od których „partia rządząca zbyt daleko odeszła”, pozostawiając większość polskich wyborców środka, a ci z kolei »byli gotowi głosować na dostępną alternatywę« – czytamy.
Tusk „jastrzębiem w sprawie Rosji”
Pisząc o implikacjach geopolitycznych, redaktor naczelny „Politico” zauważa, że nadchodząca zmiana rządu nie ma wpływu na Polskę w kontekście wojny w Ukrainie. Pomijając ostatnie napięcia dotyczące eksportu produktów rolnych, Kijów nie miał dotąd bliższego sojusznika niż Warszawa.
Kaminski przypomina, że podczas pobytu w Brukseli Donald Tusk zyskał miano „jastrzębia w sprawie Rosji.” „Próbował nakłonić ówczesną kanclerz Niemiec Angelę Merkel do podjęcia ostrzejszych działań przeciwko Moskwie po aneksji Krymu w 2014 roku”. „Nie udała mu się ta próba. Miało to kosztowne konsekwencje, również dla spuścizny Angeli Merkel” – podsumowuje autor.
Oś Paryż-Berlin-Warszawa
Ponadto, jak czytamy, wygrana Tuska może złagodzić napięcia w Europie o Ukrainę. Zwłaszcza w czasie, gdy amerykańskie wsparcie dla Kijowa i europejskiej obrony staje się niepewne, a Biały Dom koncentruje się na Bliskim Wschodzie.
Od czasu wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii najważniejszymi stolicami w UE, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, są Paryż, Berlin i Warszawa. „Przez ostatnie lata ta oś się złamała. Powrót Tuska na stanowisko premiera to zmieni” – przewiduje Kaminski. Dodaje, że Tusk będzie się starał przywrócić dobre stosunki z Berlinem, a z Emmanuelem Macron już ma dobre relacje. Ten trójkąt jest „największą nadzieją” UE w dziedzinie bezpieczeństwa – uważa autor. Tym bardziej że jeśli Amerykanie zmniejszą wsparcie dla NATO i Ukrainy, Europa będzie musiała to jakoś zrekompensować.
Zmiana w polskiej polityce jest „nową szansą.” Może przyczynić się do uniezależnienia europejskiego bezpieczeństwa i NATO od dwóch niebezpiecznych sił – zmieniających się wiatrów w polityce amerykańskiej i poważnego konfliktu na Bliskim Wschodzie – pisze Matthew Kaminski w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.
REDAKCJA POLECA