Michnik: „PiS wie, że utrata władzy jest realna”. Strach przed Tuskiem

Były polski opozycjonista Adam Michnik ostro krytykuje antyniemiecką propagandę uprawianą przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS). Jego zdaniem rząd kanclerza Olafa Scholza zerwał ostatecznie więzi z Rosją.

Fot. Adrian Grycuk / wikipedia

„W Polsce od miesięcy trwa kampania przed październikowymi wyborami parlamentarnymi. Rządząca partia PiS widzi, że utrata władzy jest realną. Będąc w rozpaczliwym położeniu, sięga po antyniemiecką kartę i gra nią coraz częściej i coraz brutalniej” – pisze Adam Michnik w komentarzu opublikowanym w niedzielę w „Welt am Sonntag” (WamS). Współautorem tekstu jest Bartosz Wieliński.

„Kierowany przez państwo aparat propagandowy donosi niemal codziennie w najlepszym czasie antenowym o złych Niemcach, którzy dybią na Polskę” – piszą naczelny „Gazety Wyborczej” i jego zastępca.

Strach przed Tuskiem

Zdaniem autorów powodem ataków na Niemcy jest strach przed Tuskiem – „(Jarosław) Kaczyński nienawidzi Tuska i boi się go”. Przypominają, że w 2005 r. PiS rozpowszechniało informację, że dziadek Tuska służył w Wehrmachcie, pomijając fakt, że był on więźniem obozu koncentracyjnego i został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, z którego uciekł do armii polskiej.

Dzisiaj Kaczyński atakuje Tuska w każdym wystąpieniu nazywając go zdrajcą i wzywając go do wyjazdu do Niemiec. „Politycy PiS działają tak, jakby w Niemczech nadal rządzili naziści” – czytamy w „WamS”. „Obawy Kaczyńskiego są uzasadnione. W przypadku zmiany władzy, politycy PiS będą ścigani przez wymiar sprawiedliwości” – piszą Michnik i Wieliński. Autorzy podkreślili, że polskie władze, stawiając interesy partyjne nad rację stanu, kontynuują antyniemiecką propagandę pomimo wojny Rosji z Ukrainą – „Szkalowanie Niemiec trwa”.

Niemcy odrzuciły ideologiczny gorset

Zdaniem Michnika i Wielińskiego, po agresji Moskwy, Niemcy odrzuciły swój „ideologiczny gorset” i ogłosiły 27 lutego 2022 r. „przełom”, chociaż na czyny (dostawy broni) trzeba było poczekać.

„Opinia, że w tym świecie Rosja jest zagrożeniem, przed którym należy się bronić, przestało być na obszarze między Renem a Odrą tematem tabu. Niemieckie elity zrozumiały, że ich kraj musi przejąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy” – piszą autorzy.

Michnik i Wieliński krytykują błędy popełnione przez władze w Berlinie wobec Rosji. Poświęcają sporo miejsca gazociągowi Nord Stream, którego pierwsza część została oddana do użytku po rosyjskiej interwencji w Gruzji, w czasie, gdy Putin przystąpił do ostatecznego demontażu rosyjskiej demokracji. Przypominają o głosach napływających z Berlina, że nie wolno prowokować Rosji.

Nie ma powrotu do polityki Brandta

Autorzy zastrzegają, że nie robią Niemcom zarzutu z tego powodu, że stali się pacyfistami. „Ta zmiana była częścią przepracowania totalitarnej, zbrodniczej przeszłości. Nigdy więcej wojny, nigdy więcej agresji, nigdy więcej dyktatury. Takich Niemiec życzyliśmy sobie 30 lat temu – nastawionych na pojednanie, pokojowych, skutecznych w soft power” – czytamy w „WamS”.

Jednak czasy zmieniły się i powrót do polityki wschodniej kanclerza Willy’ego Brandta nie jest możliwy – podkreślili. „Poczucie winy za wojnę i strach przed wybuchem nowej wojny tworzyły mieszankę, która paraliżowała niemiecką politykę obronną” – tłumaczą dziennikarze „GW”.

„Scholz w swoim chłodnym, rzeczowym stylu zerwał z niechlubnym długoletnim dziedzictwem. Przełom oznacza, że nie powrócą dawne więzy z Kremlem, tym bardziej że Unia Europejska dobrze daje sobie radę bez rosyjskiego gazu, ropy i węgla” – czytamy w podsumowaniu.

PiS i AfD – mentalni bracia

W podobnym duchu Michnik wypowiedział się w ubiegły czwartek podczas prezentacji w Warszawie książki byłego ambasadora RFN w Polsce Rolfa Nickela.

W PiS są ludzie „opętani pewnym nacjonalistycznym oglądem świata” – powiedział Michnik. Jego zdaniem ich „braćmi z tej samej formacji mentalnej” jest niemiecka prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec. „PiS próbuje rozkołysać łódkę. Nie dlatego, że boi się Niemców. (…) Oni się Tuska boją. Dlatego najpierw z Tuska trzeba zrobić wnuka żołnierza Wehrmachtu, a potem lokaja Angeli Merkel”. „To wszystko jest bezdennie głupie i niewiarygodnie podłe. Ten typ myślenia poniża Polskę, ośmiesza nas i kompromituje” – ocenił Michnik.

REDAKCJA POLECA

 


Kryteria oceny efektywności energetycznej w różnych krajach

Wstęp: Globalne Podejście do Lokalnego Problemu

W dzisiejszych czasach, kiedy zmiany klimatyczne stanowią jeden z największych wyzwań dla ludzkości, efektywność energetyczna zdobywa na znaczeniu. Nie jest to jednak zagadnienie jednoznaczne, ani łatwo mierzalne w skali globalnej.

Różne kraje, z różnymi warunkami klimatycznymi, zasobami naturalnymi i technologicznymi oraz z różnymi priorytetami społeczno-ekonomicznymi, mają odmienne podejścia do tego, co oznacza „efektywność energetyczna”. Dlatego też, w jednym kraju największy nacisk może być kładziony na oszczędzanie energii, w innym na jej odnawialność, a w jeszcze innym na zdrowie i komfort mieszkańców. Jak więc w tak różnorodnym krajobrazie znaleźć wspólne kryteria? I jak różne kraje dostosowują te kryteria, aby pasowały do ich specyficznych potrzeb i wyzwań? To są pytania, na które postaramy się odpowiedzieć w tym artykule, w którym przyjrzymy się różnorodnym modelom efektywności energetycznej stosowanym na świecie. Dzięki temu zyskamy pełniejsze zrozumienie tego, jak różnorodne są podejścia do tego zagadnienia i jakie innowacje mogą nas czekać na przyszłość.

Skandynawski Model: Harmonia z Naturą

W krajach skandynawskich, takich jak Szwecja czy Dania, kluczowym kryterium jest zintegrowanie budynku z naturalnym środowiskiem. Skandynawowie dążą do tego, aby budynek zużywał jak najmniej energii, a jeśli już, to odnawialnej. W praktyce oznacza to stosowanie zaawansowanych technologii, takich jak pompy ciepła czy panele fotowoltaiczne, a także wykorzystanie lokalnych materiałów budowlanych, które zapewniają doskonałą izolację.

Amerykańska Skala: LEED i Energia Odnawialna

W Stanach Zjednoczonych popularny jest system certyfikacji LEED, który ocenia budynki pod kątem różnych kryteriów – od efektywności energetycznej po wpływ na zdrowie i samopoczucie mieszkańców. W USA duży nacisk kładziony jest na energię odnawialną. Nie tylko technologie solarne, ale również wiatrowe i geotermalne są brane pod uwagę przy ocenie.

Jeżeli zastanawiasz się, jak wpasować się w te globalne trendy i jakie kryteria będą dla Ciebie najważniejsze, zarezerwuj termin wykonania certyfikatu energetycznego w Bydgoszczy z firmą Pewny Lokal. Dzięki profesjonalnej ocenie dowiesz się, jakie działania są dla Ciebie najbardziej opłacalne.

Azja: Oszczędność i Innowacja

Kraje azjatyckie, takie jak Japonia czy Korea Południowa, również mają swoje unikalne kryteria.

W Japonii dużą rolę odgrywają technologie, które pomagają w oszczędzaniu energii, jak np. inteligentne systemy zarządzania energetyką w budynkach. W Korei z kolei nacisk kładziony jest na zrównoważony rozwój i innowacje w dziedzinie efektywności energetycznej.

Podsumowanie: Szeroka Paleta Kryteriów, Jedna Wspólna Misja

Każdy kraj ma swoje unikatowe podejście do oceny efektywności energetycznej, ale wszyscy dążą do tego samego celu: zredukowania zużycia energii i zminimalizowania wpływu na środowisko naturalne. Niezależnie od tego, czy podążamy za skandynawskim modelem, czy też interesują nas amerykańskie innowacje, warto pamiętać, że efektywność energetyczna jest nie tylko korzystna dla naszego portfela, ale również dla planety.


Czy afera wizowa podważy wiarygodność rządu PiS?

Jacek Lepiarz

Rząd PiS szczuje od lat na imigrantów z Afryki i Azji. Afera wizowa podważyła wiarygodność twardej polityki migracyjnej polskiego rządu i może doprowadzić do spadku poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

„Skandal przed wyborami” – zatytułował w sobotę swoją korespondencję z Warszawy dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. „Polska opozycja zwietrzyła szansę na zwrot w kampanii wyborczej” – pisze Viktoria Grossmann. „Prawicowo-narodowa” partia Prawo i Sprawiedliwość liczy na ponowny sukces w wyborach 15 października, ale obecnie ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego musi bronić się przed zarzutami o handel polskimi wizami na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

„Rząd PiS od lat szczuje na ludzi z tych regionów świata, a w 2015 r. wygrał dzięki temu tematowi wybory” – przypomniała autorka, dodając, że polskie władze wybudowały wzdłuż granicy z Białorusią płot, aby powstrzymać nielegalną imigrację.

Grossmann podała, powołując się na „Gazetę Wyborczą”, że mogło dojść do sprzedaży nawet 600 tys. wiz, i to osobom, które nie zostały sprawdzone. Opozycja mówi o 250 tys. wiz, natomiast prokuratura ograniczyła trwające od lipca ubiegłego roku postępowanie do kilkuset przypadków w ciągu półtora roku.

„SZ” informuje o dymisji wiceszefa MSZ Piotra Wawrzyka oraz o krokach podjętych przez resort w piątek – zwolnieniu kolejnego pracownika i kontroli konsulatów.

PO mówi o kłamstwach i hipokryzji PiS

Największa partia opozycyjna PO wykorzystała aferę w kampanii wyborczej rozpowszechniając spot, w którym zarzuca PiS-owi kłamstwa i hipokryzję. Grossmann zaznaczyła, że muzyka i język tego spotu świadczą o tym, że obie główne partie używają w kampanii podobnych słów i chwytów.

Autorka zwraca uwagę, że PiS próbuje zrzucić odpowiedzialność na Tuska i jego PO twierdząc, że to za jego rządów zamknięto wiele konsulatów i wynajęto firmy zewnętrzne do przyjmowania wniosków wizowych.

Grossmann przytacza na zakończenie opinię „Gazety Wyborczej”, że afera wizowa może doprowadzić do upadku PiS, ale tylko wtedy, gdy ludzie się o niej dowiedzą.

FAZ: Wizy na sprzedaż

„Wizy na sprzedaż” – pisze Gerhard Gnauck w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. „W centrum uwagi znajduje się pytanie, czy polskie władze udzieliły w minionych latach obywatelom krajów afrykańskich i azjatyckich kilkuset tysięcy wiz do pracy i czy przyznawały szybkie wizy za pieniądze” – pyta niemiecki dziennikarz.

Gnauck zwraca uwagę na fakt, że polski rząd zdymisjonował co prawda Wawrzyka, ale długo ukrywał prawdziwy powód jego zwolnienia. Jak dodał, wiceminister został niedawno przewieziony „w ciężkim stanie” do szpitala.

„FAZ” pisze o niskim bezrobociu w Polsce, o braku rąk do pracy, na co skarżą się pracodawcy. Aby ominąć kolejkę, zainteresowani pracą w Polsce, płacili 5000 dolarów. Przed polskim konsulatem w jednym z afrykańskich krajów funkcjonowały stragany, na których można było kupić już podstemplowane dokumenty – czytamy w gazecie. Jak podkreślił Gnauck, Wawrzyk opracował instrukcję jeszcze bardziej ułatwiającą system wydawania wiz. Po interwencji mediów wiceminister oświadczył, że projekt jest „błędem urzędnika” i został wycofany.

Polski rząd jako „szmugler”

Philipp Fritz w „Die Welt” podkreślił, że wielu imigrantów z Afryki i Azji z wizami wystawionymi przez polskie placówki przedostało się do UE, w tym także do Niemiec. W centrum podejrzeń stoją politycy PiS, którzy równocześnie chwalą się, że nie pozwalają na migrację” – pisze autor.

Niemiecka policja federalna, która przeprowadza wyrywkowe kontrole w pobliżu granicy z Polską dziwi się od wielu tygodni, że pomimo muru na granicy polsko-białoruskiej, liczba imigrantów ze Wschodu wzrasta. W pierwszym półroczu tego roku strona niemiecka zatrzymała 12 000 nielegalnych imigrantów. Władze polskie twierdziły, że powodem jest rosnąca presja Białorusi na obcokrajowców próbujących sforsować granicę polską. „Wygląda na to, że nie jest to cała prawda” – komentuje Fritz. „Wiele (przesłanek) wskazuje na to, że polski rząd sam działał jak „przemytnik”.

„Die Welt” zaznacza, że polskie media piszą o skorumpowanej sieci i mafii w polskich konsulatach. Nielegalny handel trwał miesiącami, a skorumpowani polscy urzędnicy i politycy czerpali z tego procederu korzyści.

Żaden inny kraj w Europie nie udzielił obywatelom spoza Europy tylu pozwoleń na pobyt co Polska – pisze Fritz. Tylko w 2021 roku wydano 970 000 takich dokumentów. Autor zwraca uwagę, że władze nie podały liczb za rok 2022, jak twierdzą krytycy rządu „nie bez powodu”.

Fritz uważa, że skandal z wizami obciąża relacje Polski z innymi krajami w Europie, ale także z USA. Autor przypomina, że politycy PiS stale krytykują UE i Niemcy za politykę migracyjną i ostrzegają przed sytuacją taką jak w Niemczech.

Rząd PiS traci wiarygodność

Gdy niedawno Polak został zgwałcony przez Afgańczyka w Monachium, premier Mateusz Morawiecki potępił publicznie europejską politykę migracyjną. „Teraz należy zapytać, czy popełniający przestępstwa imigranci (…) mogli wjechać do UE dzięki praktykom niektórych członków polskiego rządu?”

Skandal z wizami zawiera zdaniem komentatora „materiał wybuchowy”, który może doprowadzić do spadku poparcia dla PiS. W polu zainteresowania znajduje się też szef MSZ Zbigniew Rau.

PiS próbuje mimo wszystko przejść do ofensywy – pisze Fritz. Partia Kaczyńskiego wykorzystuje w tym celu dramatyczną sytuację na Lampedusie, która w spocie przedstawiona została jako ofiara „inwazji”.

„Antymigracyjna kampania wyborcza może wskutek afery wizowej stracić na wiarygodności” – podsumowuje Fritz w „Die Welt”.

REDAKCJA POLECA

 


Niemcy „domem publicznym Europy”. W ciągu roku liczba zgłoszonych prostytutek wzrosła o 19 proc

DW

Niemcy mają jedno z najbardziej liberalnych praw dotyczących prostytucji w UE. Zarejestrowanych jest tam około 30 tys. prostytutek. Oznacza to wzrost o 19 procent w porównaniu z poprzednim badanym okresem, informuje Federalny Urząd Statystyczny. Tymczasem realną liczbę osób wykonujących w Niemczech pracę seksualną szacuje się na 200-400 tys. Jak podkreśla „Die Welt”, ok. 95 proc. z nich to kobiety, większość z nich urodziła się w biedniejszych krajach.

W ciągu roku liczba prostytutek zgłoszonych w niemieckich urzędach wzrosła o około 19 procent. Pod koniec 2022 roku ogółem zarejestrowanych było 28 280 prostytutek zgodnie z ustawą o ochronie prostytutek – poinformował Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden. W roku poprzednim było to jeszcze 23 740. Jako przyczynę gwałtownego wzrostu statystycy podali całkowite zniesienie ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 do kwietnia 2022 roku.

Mimo wzrostu, liczba zarejestrowanych prostytutek nadal pozostaje znacznie poniżej poziomu sprzed pandemii. W 2019 roku zarejestrowanych było jeszcze 40 370 prostytutek. Pod koniec 2022 roku łącznie 2310 agencji towarzyskich zajmujących się prostytucją posiadało ważne lub czasowe zezwolenie, przy czym w porównaniu z poprzednim rokiem ich liczba wzrosła tylko nieznacznie. W porównaniu z rokiem 2019 jest to o 140 więcej agencji. Niezarejestrowane prostytutki i firmy świadczące takie usługi nie były uwzględniane w statystykach.

Wzrost liczby prostytutek z Ukrainy

Około trzy czwarte zarejestrowanych prostytutek miało między 21 a 44 lat. Cztery procent miało od 18 do 20 lat. Osiemnaście procent wszystkich prostytutek miało niemieckie obywatelstwo. Trzy najczęstsze obywatelstwa spoza Niemiec to rumuńskie (35 procent), bułgarskie (11 procent) i hiszpańskie (6 procent). Nastąpił też znaczący wzrost liczby prostytutek pochodzących z Ukrainy. Pod koniec 2021 roku zarejestrowanych było 180 z nich, a rok później liczba ta wynosiła 470.

Od 2017 roku działa w Niemczech ustawa o ochronie prostytutek. Od tego czasu prostytutki są zobowiązane do rejestracji, a agencje towarzyskie świadczące usługi erotyczne muszą uzyskać zezwolenie. Celem tej ustawy jest zapewnienie lepszej ochrony prostytutek.

REDAKCJA POLECA

 


Guard At One Of Putin’s Palaces Flees To Ecuador, Criticizes War And Kremlin Leader

RFE/RL's Russian Service

A guard at one of Russian President Vladimir Putin’s residences in occupied Crimea has fled to Ecuador, calling the Kremlin leader a war criminal.

Fot. WikiImages / Pixabay

Vitaly Brizhaty, who worked on the Ukrainian peninsula for the Federal Protection Service (FSO), the Kremlin’s bodyguard agency, told Dozhd TV in an interview that he opposed the war in Ukraine.

Brizhaty is the second member of the FSO to flee and publicly criticize the president over the invasion of Ukraine.

Brizhaty worked at Olivye, one of Putin’s two palaces in Crimea, which Russia annexed in 2014. RFE/RL’s Crimea. Realities revealed the massive palace in Olivye in a 2021 report.

In the interview, Brizhaty said that Putin didn’t trust his own guards. He said the Kremlin would announce Putin’s arrival at two different airports in Crimea but that he could very well end up arriving by sea.

„That’s how much this man fears for his life,” he said.

Brizhaty claimed that FSO personnel were banned from communicating with Ukrainian relatives, citizens of the United States and European Union, or any people who oppose the war, under threat of criminal prosecution.

He said he feared punishment because one of his friends, a former classmate with whom he has remained in contact, now resides in the United States and has come out against the war. Brizhaty claimed that if his friend liked a pro-Ukrainian post on Instagram, he could come under investigation.

„It’s just insane,” he said.

A few months after the start of the war, Brizhaty said he tried to quit the FSO but was told he would be sent to fight in Ukraine if he left the service.

In the meantime, his wife, a native of Crimea, applied for a residence permit in Ecuador as a qualified worker and received it. The permit extended to him as well.

As FSO and other Russian security-service personnel are not allowed to hold a foreign passport or residency permit, Brizhaty was dismissed and he immediately left with his wife for Ecuador.


NASA o UFO: Nie ma dowodów na istnienie kosmitów, ale nie można ich wykluczy

Po ponad roku badań NASA opublikowała raport na temat niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych (UAP). Raport stwierdza, że ​​nie ma dowodów na to, aby UAP były statkami kosmicznymi obcych, ale nie można ich wykluczyć.

 

Raport zawiera analizę 120 raportów o UAP, które zostały zgłoszone do amerykańskich sił powietrznych lub marynarki wojennej w latach 2004-2021. Raporty te opisują obiekty, które wykonywały niewyjaśnione manewry, takie jak nagłe przyspieszanie lub zmiana kierunku lotu.

Większość zidentyfikowanych UAP okazała się być statkami powietrznymi lub innymi obiektami naturalnymi, takimi jak meteoryty lub balony. W kilku przypadkach jednak NASA nie była w stanie zidentyfikować pochodzenia UAP.

– Brak dowodów na to, aby UAP były statkami kosmicznymi obcych, ale nie można ich wykluczyć – powiedział Bill Nelson, administrator NASA. – Prawda jest taka, że ​​nie wiemy, co to jest – dodał.

NASA zamierza kontynuować badania nad UAP i zachęcać opinię publiczną do zgłaszania obserwacji. Agencja zamierza również wykorzystać sztuczną inteligencję do analizy danych UAP.

Oto niektóre z kluczowych wniosków z raportu NASA:

  • Nie ma dowodów na to, aby UAP były statkami kosmicznymi obcych, ale nie można ich wykluczyć.
  • Większość UAP to statki powietrzne lub inne obiekty naturalne.
  • W kilku przypadkach NASA nie była w stanie zidentyfikować pochodzenia UAP.
  • NASA zamierza kontynuować badania nad UAP i zachęcać opinię publiczną do zgłaszania obserwacji.
  • Agencja zamierza również wykorzystać sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do analizy danych UAP.

Raport NASA jest kolejnym krokiem w kierunku większej transparentności w sprawie UAP. Raport pokazuje, że NASA jest poważnie zainteresowana badaniem tych zjawisk, ale nie ma jeszcze ostatecznych odpowiedzi.

Reakcje na raport NASA

Raport NASA został przyjęty z różnymi reakcjami. Niektórzy eksperci uważają, że wyniki są rozczarowujące i że NASA nie zrobiła wystarczająco dużo, aby wyjaśnić UAP. Inni eksperci są bardziej optymistyczni i uważają, że raport jest dobrym początkiem do dalszych badań.

Niezależnie od reakcji, raport NASA jest kolejnym krokiem w kierunku większej świadomości i zrozumienia UAP. Raport pokazuje, że te zjawiska są realne i że wymagają dalszych badań.


Ponad 6,5 tys. osób dobiło do brzegów Lampedusy w ciągu zaledwie jednego dnia

Lampedia, 14 września 2023 r. – W ciągu zaledwie jednego dnia, 13 września 2023 r., do brzegów włoskiej wyspy Lampedusa dotarło ponad 6,5 tys. osób uciekających przed wojną i prześladowaniami. Jest to największa liczba migrantów, którzy przybyli na wyspę w ciągu jednego dnia od ponad dekady.

Ponad 6,5 tys. osób dobiło do brzegów Lampedusy. Fot. youtube, screen shot / @France24_en

Większość migrantów to kobiety i dzieci z Afryki subsaharyjskiej, w tym z Somalii, Erytrei i Sudanu Południowego. Przybyli na wyspę na przeludnionych łodziach i łodziach rybackich. Wielu z nich było chorych lub rannych.

W odpowiedzi na ten kryzys włoski rząd wysłał do Lampedusa dodatkową pomoc humanitarną i wojskową. Władze zapowiedziały również, że będą deportować część migrantów do krajów pochodzenia.

Kryzys migracyjny na Morzu Śródziemnym

Kryzys migracyjny na Morzu Śródziemnym trwa od kilku lat. W 2022 r. do Włoch przybyło ponad 120 tys. migrantów, co jest najwyższą liczbą od 2016 r.

Większość migrantów pochodzi z Afryki subsaharyjskiej, gdzie panują wojny i prześladowania. Wielu z nich ucieka przed biedą i brakiem perspektyw.

Morze Śródziemne jest jednym z najbardziej niebezpiecznych szlaków migracyjnych na świecie. W 2022 r. utonęło ponad 3 tys. migrantów próbujących dotrzeć do Europy.

Wpływ kryzysu migracyjnego

Kryzys migracyjny ma znaczący wpływ na Włochy i inne kraje Europy. Władze włoskie wydały miliardy euro na pomoc humanitarną dla migrantów.

Kryzys migracyjny również wywołuje napięcia społeczne wśród Włochów. Niektórzy Włosi uważają, że migrantów jest zbyt wielu i że stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Perspektywy

Nie jest jasne, kiedy kryzys migracyjny na Morzu Śródziemnym dobiegnie końca. Władze włoskie i europejskie dążą do znalezienia rozwiązań, które pomogłyby zmniejszyć liczbę migrantów przybywających do Europy.


Krzysztof Skiba: Bicie baby

Krzysztof Skiba

Krzysztof Skiba

Michał Adamczyk został zawieszony w pełnieniu obowiązków ze względu na bicie i zastraszanie swojej partnerki. Nie bądźmy dziećmi! Bicie kobiet i ich zastraszanie jest we współczesnej Polsce absolutnie dopuszczalne, a wręcz promowane. Nawet kobiety PiS, takie jak Premier Brocha Atrapa, czy Pyszałek Bożena Kitek nigdy nie protestowały, gdy dzielni kibole i policja, bili kobiety na ulicach, bo uważają, że dopóki ich nikt nie bije po ryju i kasa się zgadza, to absolutnie wszystko jest w porządku.

Stała się rzecz niesłychana i oburzająca!

Gwiazda TVP, szef programów informacyjnych, redaktor Michał Adamczyk został zawieszony w pełnieniu swoich ważnych obowiązków, ze względu na… bicie pięściami po twarzy i zastraszanie swojej partnerki. Onet opublikował kulisy sprawy sądowej sprzed dwudziestu lat i wybuchł skandal.

Pan redaktor nie tylko bił po twarzy, ciągnął za włosy, zastraszał, ale także okradł swoją partnerkę. Skandalem jest oczywiście nie zachowanie redaktora (które przecież mieści się w standardach PiS), ale pozbawienie widzów TVP możliwości przekazywania profesjonalnych kłamstw i rzetelnie przygotowanych przez redaktora bajek oraz pomówień.

Nie bądźmy dziećmi! Bicie kobiet i ich zastraszanie jest we współczesnej Polsce absolutnie dopuszczalne, a wręcz promowane.

Policjanci z grupy specjalnej CHAOS, którzy bili pałkami teleskopowymi uczestniczki pokojowej manifestacji w trakcie Strajku Kobiet, nie tylko, że nie otrzymali żadnych upomnień czy kar, ale dostali za ten bohaterski czyn wysokie premie.

Policjant, który złamał rękę młodej dziewczynie na demonstracji, także był promowany i awansowany. Inny, który zaatakował gazem pieprzowym fotoreporterkę Wyborczej, również mógł liczyć jedynie na awanse, premie i pochwały władzy.

A gentleman wszechczasów, obśliniający dłonie kobiet poprzez wyrywanie im kończyn górnych ze stawów, czyli Dziad Żoliborski zwany Prezesem, chciał w czasach natężenia kobiecych demonstracji, wprowadzić wojsko na ulice. Zamiast kwiatków miał dla „naszych drogich pań” czołgi i tylko Mateusz, go powstrzymał w ostatniej chwili i przekonał, że to się per saldo nie opłaci.

Przypomnijmy, że radny PiS, z Bydgoszczy Rafał P. który maltretował swoją żonę, mimomimo że prawomocnym wyrokiem sądu, został za to skazany na dwa lata bezwzględnej odsiadki, uniknął kary i nie siedział w pierdlu nawet kilku godzin, bo ochroniły go mocarne wpływy polityczne.

Nawet kobiety PiS, takie jak Premier Brocha Atrapa, czy Pyszałek Bożena Kitek nigdy nie protestowały, gdy dzielni kibole i policja, bili kobiety na ulicach, bo uważają, że dopóki ich nikt nie bije po ryju i kasa się zgadza, to absolutnie wszystko jest w porządku.

W Polsce jest długa tradycja bicia kobiet, o czym świadczy słynne, ludowe przysłowie, że gdy się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije.

W samej TVP ta tradycja kultywowana jest od lat, czego przykładem, chociażby słynny redaktor Łukasz Sitek z TVP Gdańsk, który pijany bił się nie tylko z kolejarzami i funkcjonariuszami SOK, ale także ofiarnie i regularnie naparzał swoją partnerkę.

Wyrzucenie go z telewizji, odbyło się z wielką szkodą, dla jakości przekazu medialnego, bo nikt tak pięknie, jak on, nie komentował rzeczywistości w bajkowych magazynach Michała Rachonia.

Prosimy zatem władzę TVP, o przywrócenie do pracy redaktora Adamczyka, bo zarzuty sprzed lat i to za bicie baby, która pewnie sobie na to zasłużyła, nie licują z postawą prawdziwych, twardych mężczyzn.

Na udawanie kulturalnych miękiszonów jest już o wiele za późno. Dał Wam przecież przykład Ziobro jak być twardym, mimo głosu kastrata.

Krzysztof Skiba


Na przełomie roku Polska straci miliardy euro z UE, jeśli PiS nie pójdzie na ustępstwa

Katarzyna Domagała-Pereira

Na przełomie roku Polska straci prawie całą pomoc strukturalną UE, jeśli rząd PiS nie pójdzie na ustępstwa w sporze o praworządność z Komisją Europejską – pisze magazyn „Der Spiegel”.

Euro - Pieniądze za praworządność

Niemiecki magazyn „Der Spiegel” donosi o utracie przez Polskę miliardów euro z unijnych środków, jeśli rząd PiS nie pójdzie na ustępstwa w sporze o praworządność. Jeśli nie stanie się to jak najszybciej, Polska od 1 stycznia 2024 roku nie otrzyma żadnej pomocy strukturalnej z UE – pisze brukselski korespondent Markus Becker. Wyjaśnia, że w październiku 2022 roku Komisja Europejska zablokowała wszystkie fundusze strukturalne dla Warszawy z budżetu na lata 2021-2027, ponieważ Polska nie spełniła niektórych warunków, w tym zgodności z Kartą Praw Podstawowych UE.

Wprawdzie Polska nadal otrzymuje fundusze z budżetu 2014-2020, ale 93 procent tych płatności zostało już wyczerpanych i zostaną ostatecznie wstrzymane 31 grudnia – informuje „Der Spiegel”.

„Cios dla gospodarki”

Zamrożenie płatności dotyczy nie tylko środków z Funduszu Spójności, który ma wyrównywać różnice między biedniejszymi i bogatszymi regionami w UE. Polsce przysługiwałoby około 11,3 mld euro z tego funduszu na lata 2021-2027. Sprawa dotyczy także Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – EFRE (47,4 mld euro) i Europejskiego Funduszu Społecznego (12,9 mld euro). Łącznie to około 75,5 mld euro. Z tych funduszy od przyszłego roku nic nie zostanie wypłacone Polsce – z wyjątkiem mniejszych kwot na prefinansowanie i pomoc techniczną – czytamy.

Ponadto „nieprzestrzeganie Karty Praw Podstawowych UE doprowadzi również do zablokowania od 1 stycznia płatności z innych puli UE, w tym tych na rybołówstwo, azyl, migrację, zarządzanie granicami i bezpieczeństwo wewnętrzne” – donosi niemiecki magazyn. Dodaje, że „dla słabnącej gospodarki kraju byłby to poważny cios”, bo choć wątpliwe jest, czy Polsce grozi kryzys gospodarczy, to rząd PiS ogłosił właśnie „nową falę prezentów wyborczych” i – jak mówi ekspert Fundacji Nauka i Polityka – „wydaje teraz krocie na zbrojenia wojskowe”.

Prawie bez echa w kampanii wyborczej

To, że taki scenariusz z ucięciem płatności nie będzie miał miejsca, wydaje się mało prawdopodobne, bo rząd PiS w sporze o praworządność nie pójdzie na ustępstwa przed wyborami parlamentarnymi 15 października. Z kolei ponowne zwycięstwo PiS (na co wskazują sondaże) prawdopodobnie niewiele zmieni w europejskim kursie tej partii – czytamy. „Zaskakujące” dla postronnych jest to, że zbliżający się koniec funduszy strukturalnych UE nie odgrywa prawie żadnej roli w kampanii wyborczej.

„Der Spiegel” przypomina, że już teraz polityka europejska rządu PiS dużo kosztuje polskich podatników. Chodzi m.in. o kary nałożone na Polskę przez Trybunał Sprawiedliwości UE, po tym jak PiS zignorował wyrok unijnego Trybunału dotyczący reformy sądownictwa. Od początku 2022 roku Komisja Europejska potrąca kwoty z polskich dotacji. Łącznie jest to 556,5 mln euro plus odsetki w wysokości 3,5 procent rocznie.

Komisja wstrzymuje także wypłatę z Funduszu Odbudowy, z którego przysługuje Polsce 36 mld euro. Powód jest ten sam: konflikt o praworządność. „Na razie raczej nic się nie zmieni. Według unijnych urzędników nie ma obecnie żadnych oznak zmiany kursu w Warszawie” – kończy „Der Spiegel”.

„FAZ”: zaskakująca decyzja

Z kolei dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”) pisze o spadku stóp procentowych w Polsce przed wyborami. Bank centralny w Warszawie chciał obniżyć stopy procentowe, gdy inflacja spadnie poniżej 10 procent. Teraz i tak je obniżył o 75 punktów bazowych, co jest zaskakujące i budzi wątpliwości – czytamy.

Po środowej (6.9.2023) decyzji polski złoty nagle stracił na wartości na rynku walutowym. Jedno euro kosztowało 4,55 zł zamiast 4,50 zł, a trend spadkowy można było obserwować także następnego dnia. Osłabienie złotego pociągnęło w dół również inne waluty – czeską koronę i węgierskiego forinta. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) stała się mniej przewidywalna i wiarygodna oraz przeoczyła wiele ryzykownych kwestii – pisze „FAZ”, cytując ekspertów.

Przyczyn decyzji RPP dopatrują się oni w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Niektórzy członkowie rządu, w tym premier Mateusz Morawiecki, wezwali do obniżek stóp procentowych i zmniejszenia kosztów pożyczek dla sektora prywatnego – zauważa „FAZ”.

REDAKCJA POLECA

 


Konflikt w konsulacie. Spór może wpłynąć na wybory parlamentarne

Aureliusz M. Pędziwol

W Konsulacie Generalnym RP w Monachium od miesięcy narasta konflikt. Poszło o pieniądze, ale nie tylko. Spór może mieć znaczenie dla październikowych wyborów parlamentarnych.

Siedziba Konsulatu Generalnego RP w Monachium. Fot. wikipedia

Ta sprawa formalnie dotyczy tylko kilku osób – pięciu zatrudnionych w monachijskim konsulacie Polek oraz ich szefa, konsula generalnego Jana Malkiewicza. Dla dwóch pracownic konsul jest już ich byłym szefem. Jedna zakończyła pracę z końcem czerwca, druga – Aneta Lewandowska – w ostatni dzień sierpnia.

Lewandowska przez ponad pięć lat pracowała w dziale prawnym konsulatu jako referentka. Przedtem przez 20 lat była nauczycielką w działającej przy konsulacie szkole, a przez osiem lat nawet nią kierowała. To właśnie ona w czerwcu br. zwróciła się do Polskiej Redakcji Deutsche Welle, gdy straciła wiarę, że uda się cokolwiek osiągnąć. Wsparła ją Beata Pałka z działu paszportowego pracująca w konsulacie od 22 lat.

Konflikt w konsulacie

W tym sporze chodziło w pierwszym rzędzie o podwyżki płac dla pracownic monachijskiego Konsulatu Generalnego RP. Ale także – jak twierdzą obie panie – o brak szacunku, lekceważenie problemów, chaos panujący w konsulacie i w końcu o brak decyzji zarówno w sprawach zasadniczych, jak i drobnych. Zarzucają konsulowi brak rozeznania w sprawach konsularnych. Skarżą się, że są podsłuchiwane, czy aby nie prowadzą w pracy prywatnych pogaduszek.

Co więcej, ten konflikt nabrzmiał w szczególnym momencie, kiedy to między innymi od pracowników konsulatu będzie zależeć, czy w Monachium uda się sprawnie przeprowadzić 15 października wybory do Sejmu i Senatu. Chodzi o to, czy wszyscy Polacy, którzy pojawią się w lokalach wyborczych utworzonych przez monachijski Konsulat Generalny zdążą zagłosować przed ich zamknięciem i czy komisje wyborcze będą w stanie policzyć wszystkie oddane głosy w ciągu 24 godzin – terminie narzuconym przez ustawodawcę.

A od tego z kolei może nawet zależeć wynik polskich wyborów i to, kto będzie rządzić w Polsce przez kolejne cztery lata.

Efekt motyla

Teoretycznie wystarczy jeden głos, który przechyli wynik wyborów na drugą stronę. O takim wydarzeniu mówi się, że to „efekt motyla”. Jak niewielki błąd pomiarowy skutkujący błędną prognozą pogody, już po kilku dniach niemającą nic wspólnego z rzeczywistością.

Taki skutek może spowodować na przykład pominięcie nawet niewielkiej liczby głosów, gdy wyborcom nie uda się wejść do lokalu wyborczego przed zakończeniem głosowania. Wyborczy efekt motyla może się zdarzyć w każdej komisji, ale w tych za granicą jest większe ryzyko, że w niedzielę wyborczą do zjawi się więcej głosujących niż, komisja będzie w stanie obsłużyć. – Podczas ostatnich wyborów prezydenckich w 2020 roku w Kolonii głosowało 32 tysięcy osób, a w Monachium 22 tysiące – mówi Aneta Lewandowska. – W tym roku Kolonia będzie mieć 18 komisji, a my sześć – dodaje.

A na dodatek tym razem będą to nie tylko wybory. Ci, którzy będą domagać się odnotowania, że nie uczestniczą w referendum, będą zapewne przebywać w lokalu wyborczym nieco dłużej. Inni być może z tego powodu nie zdążą wejść do środka przed zakończeniem głosowania.

Pierwsze uderzenie obuchem

Politolog Jan Malkiewicz jest konsulem generalnym w Monachium od października 2020 roku. – Przez pierwszy rok w zasadzie nie mieszał się do tego, co robimy – mówi DW Beata Pałka. Ale po roku to się zmieniło. Jako pierwsza odczuła to Aneta Lewandowska, gdy konsul zaprosił ją do swojego gabinetu i powiedział, że ma złożyć wypowiedzenie.

„Podtrzymuję moją piątkową odpowiedź, że nie złożę wypowiedzenia. Zgodnie z opinią adwokata, z którym się skonsultowałam, nie ma Pan podstaw, aby żądać ode mnie rezygnacji” – poinformowała go e-mailem z 25 października 2021 roku. Kopię wysłała do męża zaufania i departamentu konsularnego MSZ, a ostatnio udostępniła też Polskiej Redakcji DW. – Zrobiłam to, żeby pozostał ślad, że taka rozmowa miała miejsce – podkreśla.

– Zresztą powiedział mi wtedy, że nie ma żadnych merytorycznych zarzutów wobec mnie, ale „zbiera na mnie kamyczki” – wspomina pani Aneta. – To było pierwsze uderzenie obuchem, bo do tamtej chwili nie mieliśmy żadnej scysji, żadnej negatywnej wymiany zdań, żadnego konfliktu. Ani ukrytego, ani otwartego. Wydawało mi się, że współpracujemy normalnie i że on nas ceni.

Sześć euro więcej niż minimum

W połowie lutego br. referentka Lewandowska wysłała e-mail do centrali z prośbą o podwyżki płac w imieniu wszystkich miejscowych pracownic monachijskiego konsulatu.

– Od kiedy zaczęłam pracować w konsulacie, czyli od 22 lat, żadnych podwyżek płac nie było – tłumaczy Beata Pałka. – Wprawdzie od 2019 roku zarabiam więcej, ale to był skutek użycia stosownego przelicznika przy przejściu z zatrudniania mnie według prawa polskiego na – zgodne z miejscem mojego zamieszkania – zatrudnienie według prawa niemieckiego – wyjaśnia. Pozostałe panie były od początku zatrudnione według prawa niemieckiego.

Tymczasem płaca minimalna w Niemczech wzrosła 1 października 2022 roku do 12 euro brutto za godzinę, co przy 40-godzinnym tygodniu pracy oznacza 2080 euro miesięcznie. Wynajem małego dwupokojowego mieszkania w Monachium kosztuje mniej więcej połowę tej kwoty. – W tej chwili zarabiamy jedynie o sześć euro więcej niż ustawowa płaca minimalna, a wymaga się od nas ukończenia studiów wyższych, znajomości języka niemieckiego i wielu innych rzeczy – mówiła nam Aneta Lewandowska, gdy jeszcze pracowała w konsulacie.

Podwyżki z warunkami

To Aneta wywalczyła dla nas podwyżki. I dla koleżanek w Kolonii i Hamburgu – mówi Beata Pałka, dodając, że ona sama ma kilka procent więcej niż pozostałe koleżanki.

Podwyżki w Kolonii i Hamburgu dotyczyły łącznie dwóch osób i zostały już wypłacone. W Monachium sprawa jest skomplikowana. Tam konsul generalny dostał pewną pulę na podwyżki i sam miał zadecydować, jak ją podzieli. Jak wyglądał ten podział, Aneta Lewandowska opisała szczegółowo w e-mailu z 11 maja, tym razem adresowanym do męża zaufania, departamentu konsularnego oraz biura spraw osobowych w MSZ. Referentce pracującej od trzech lat przyznał podwyżkę o 300 euro, a jej dwóm koleżankom, zatrudnionym wtedy od siedmiu miesięcy i od półtora roku, dodał po 200 euro. Zatrudniona zaś od pięciu lat inicjatorka walki o podwyżki pani Aneta miała dostać 85 euro więcej, a pracująca od 22 lat pani Beata – 89 euro.

– Podwyżka o 89 euro brutto po tylu latach pracy jest jak policzek. Dla mnie to było upokarzające – mówi Beata Pałka. Podobnie odebrała żądanie podpisania nowej umowy o pracę na czas określony, półtora roku, poczynając od 1 marca.

Wszystkie pracownice, które były wtedy zatrudnione na czas nieograniczony, solidarnie odmówiły podpisania tych umów, gdyż uznały je za sprzeczne z prawem. I do dziś nie dostały ani centa. – Umowy naruszały obowiązującą w prawie niemieckim zasadę równego traktowania, zgodnie z którą podwyżki płac dla osób zatrudnionych na równorzędnych stanowiskach muszą być takie same – wyjaśnia Aneta Lewandowska, zatrudniona do niedawna w dziale prawnym konsulatu. A Beatę Pałkę, zatrudnioną przez jednego pracodawcę dłużej niż 15 lat, obejmuje ponadto ustawowa ochrona. Nie można jej zwolnić, o ile nie dopuści się rażącego naruszenia prawa.

Niezgodne z prawem jest ponadto – zdaniem naszych informatorek – zawarta w nowych umowach zgoda na dodatkowe nieodpłatne zatrudnienie w wymiarze dziesięciu godzin miesięcznie, także w soboty, niedziele i święta.

Wizyta z centrali

Na e-mail z 11 maja przez długie tygodnie nie przychodziła z Warszawy żadna odpowiedź. Aż niespodziewanie 18 lipca zawitało w Monachium troje dyrektorów z MSZ. Byli trzy dni, długo ze wszystkimi rozmawiali, w tym z Anetą Lewandowską i Beatą Pałką (z nią przez telefon, bo była na zwolnieniu).

W paniach z konsulatu obudziła się nadzieja na rozwiązanie sprawy, która jednak w ciągu kilku następnych tygodni rozwiała się definitywnie. Tym bardziej że podczas wizyty delegacji z centrali zostały poinformowane o rozwiązaniu z dniem 1 sierpnia br. resortowej komisji antymobbingowej i powołaniu na jej miejsce nowego ciała. A także i o tym, że jeżeli do tego dnia nie uda się rozstrzygnąć zgłoszonych do niej spraw, nie będą one już rozpatrywane.

– Nikt nawet nie zadał sobie trudu, żeby nam napisać „z takiego a takiego powodu sprawa ta nie będzie procedowana”, albo „uważamy, że zarzuty są absurdalne, a pan Malkiewicz jest fantastyczny” – mówi Aneta Lewandowska.

– Mnie chodzi głównie o to, co się stało z pieniędzmi, które przyszły na nasze podwyżki – dodaje Beata Pałka. – Podwyżki miały być przyznane od marca. Koleżanki w Kolonii i Hamburgu je dostały.

Aneta Lewandowska nie wytrzymała presji i złożyła wypowiedzenie, choć kilka miesięcy wcześniej nie przyszłoby jej to na myśl. Na jej miejsce nikt jeszcze nie został zatrudniony, a wybory coraz bliżej…

MSZ milczy

O sytuację w konsulacie zapytaliśmy także drugą stronę. Pytania wysłaliśmy zarówno do konsula generalnego RP Jana Malkiewicza, jak i do Pawła Baki i Marcina Jakubowskiego, dyrektorów Biura Spraw Osobowych i Departamentu Konsularnego w MSZ, a przede wszystkim do odpowiedzialnego za sprawy prawne, konsularne i kontakty z Polonią sekretarza stanu Piotra Wawrzyka.

Otrzymaliśmy odpowiedź na zapytanie do konsula, ale żadnej odpowiedzi z Warszawy. Zamiast odpowiedzi od wiceministra Wawrzyka media w Polsce doniosły o jego dymisji.

Konsulat Generalny RP w Monachium odmówił potwierdzenia, że zatrudnione tam pracownice zarabiają o sześć euro więcej niż płaca minimalna w Niemczech. Chodzi o „poufne informacje” – argumentowano. W kwestii zróżnicowania przyznanych podwyżek konsulat „kieruje się (…) przepisami prawa i w ramach przysługujących pracodawcy uprawnień decyduje o przyznaniu podwyżek, jak i ich wysokości” – czytamy. Ponieważ jednak referentki odmówiły podpisania nowych umów o pracę, do wypłaty podwyżek nie doszło. „Rozdysponowania niewykorzystanych środków dokonano na inne cele, związane z wynagrodzeniem pracowników placówki” – informuje konsulat.

Same umowy sporządzono na podstawie wzoru, który „został stworzony przez zewnętrzną kancelarię prawną”. Konsulat „dysponuje opinią prawną potwierdzającą zgodność zawartych we wzorze regulacji z prawem, któremu ta umowa podlega”. W odpowiedzi konsulatu zabrakło informacji, czy chodzi o prawo polskie, czy niemieckie. Jest natomiast wzmianka, że „każda umowa może być negocjowana również i w tym przypadku”.

Tuż przed wyborami

W kwestii wyborów do Sejmu i Senatu oraz referendum konsulat twierdzi, że „podejmuje wszelkie czynności zgodnie z kalendarzem wyborczym i z najwyższą starannością, aby przygotować warunki do sprawnego przeprowadzenia wyborów i referendum”. Z kolei przy odmowie odbioru kart do głosowania obowiązuje interpretacja przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, że taki fakt będzie jedynie odnotowywany w spisie wyborców, co nie wpłynie „znacząco na wydłużenie procesu głosowania”.

Konsulat informuje też, że w ostatnich wyborach parlamentarnych w 2019 roku w monachijskim okręgu wyborczym głosowało 13 tysięcy wyborców. W tym roku spodziewa się 17 tysięcy. Obwody wyborcze za granicą „tworzy w drodze rozporządzenia minister właściwy do spraw zagranicznych, po zasięgnięciu opinii Państwowej Komisji Wyborczej”. Zgodnie z kalendarzem wyborczym ich numery i granice muszą zostać opublikowane do 25 września.

Tymczasem, jak dowiedziała się DW, konsul Malkiewicz przejmie niebawem obowiązki konsula generalnego w Kolonii. Tamtejszy konsul generalny – Jakub Wawrzyniak – pożegnał się już z pracownikami i wraca do Warszawy. Do tak poważnych zmian personalnych dochodzi tuż przed wyborami. A Jakub Wawrzyniak ma opinię doskonałego organizatora, który zapewniłby, że głosy zostaną podliczone w ciągu 24 godzin.

REDAKCJA POLECA