Agnieszka Holland: Obecna władza jest bardzo skuteczna w demontażu istniejących elit kulturalnych

Katarzyna Domagała-Pereira
„Gdyby tylko kobiety głosowały w wyborach, partie prawicowe nie miałyby szans” – mówi o wyborach w Polsce Agnieszka Holland.

Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” („SZ”) zamieścił w poniedziałkowym wydaniu (04.09.2023) wywiad z Agnieszką Holland. We wprowadzeniu do rozmowy z reżyserką, która w Polsce „uchodzi za zdrajczynię ojczyzny”, warszawska korespondentka gazety opisuje scenę, jak podczas udzielania wywiadu reżyserka była fotografowana przez „mężczyznę w krótkich spodenkach, militarnej koszulce i czapce”.
„Pani nie jest Polką” – miał powiedzieć do Agnieszki Holland mężczyzna. „Reżyserka, która mieszka od 1981 roku we Francji, nie ma prawa krytykować rządu PiS” – miał dodać nieznajomy. „Polska jest wielka. Można mieć różne zdania w tym kraju” – odpowiedziała.
Rząd chce „wymiany elit”
Pytana przez „SZ” o to, jak wolna jest podczas pracy w Polsce, reżyserka przyznała, że na jej drodze „pojawia się parę przeszkód” i od czasu do czasu ma do czynienia z wrogimi reakcjami ze strony zwolenników obecnego rządu. „Tendencje nacjonalistyczne i rasistowskie rosną, ale nie tylko w Polsce” – dodała.
Jako przeszkody wymieniła m.in. dotacje filmowe.
– Wielu reżyserom jest coraz trudniej niezależnie pracować – stwierdziła. I dodała: – Aby coś uzyskać, trzeba iść na kompromis. Obecny rząd zachowuje się tak, jakby do niego należało państwo i jego zasoby. Ci ludzie nie są obiektywni, decydują według swoich poglądów politycznych. Już na samym początku zdecydowali, że chcą wymienić elity.
Okazuje się jednak, że obecna władza w rzeczywistości nie ma własnych artystów, „którzy mogliby napisać, wykonać, nakręcić coś, co odniosłoby sukces”. Są za to „bardzo skuteczni w demontażu istniejących elit kulturalnych”, a „wielu unika konfliktów z rządem”. Agnieszce Holland przypomina to czas normalizacji w Czechosłowacji po Praskiej Wiośnie w 1968 roku. „Koniec z podnoszeniem się, odwrócenie się od polityki, wycofanie się do sfery prywatnej”.
Bez udziału w referendum
Pytana o swój najnowszy film „Zielona granica”, opowiadający o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, Agnieszka Holland przyznała, że „chciała dać głos tym, których nikt nie chce usłyszeć”. Uciekinierzy z Ukrainy – jak stwierdziła – nie potrzebują jej głosu, a film o nich mogą zrobić inni.
W wywiadzie zapytano ją także o jesienne wybory parlamentarne w Polsce.
– Gdyby tylko kobiety głosowały w wyborach, partie prawicowe nie miałyby szans – podkreśliła reżyserka. Zapowiedziała też, że 15 października będzie głosować w wyborach do Sejmu i Senatu, a potem „upewni się, że zostanie odnotowane, iż nie brała udziału w referendum”.
REDAKCJA POLECA
Rząd Morawieckiego zwrócił się do KE o 23 mld euro tanich pożyczek z KPO

Tomasz Bielecki
Polska zwróciła się do Komisji Europejskiej o dodatkowe 23 mld euro tanich pożyczek z KPO. Nawet po bardzo prawdopodobnej zgodzie Brukseli także te pieniądze będą uzależnione od warunków praworządnościowych.

Dotychczas zatwierdzony polski Krajowy Plan Odbudowy (KPO) to 22,5 mld euro dotacji oraz około 11,5 mld euro tanich pożyczek. Ale rząd Mateusza Morawieckiego już w marcu zasygnalizował Komisji Europejskiej, że w ramach nowego programu RePowerEU zamierza zwrócić się o całą resztę należnych Polsce tanich pożyczek z KPO (nieobjętych ugodą z ubiegłego roku), czyli o 23 mld euro. Polska dostarczyła Brukseli wszystkie niezbędne dokumenty kilka godzin przed upływem ostatniego terminu o północy.
– Polska wczoraj złożyła wniosek o modyfikację swojego KPO, do którego chce również dodać „rozdział REPowerEU” – potwierdziła w piątek (01.09.2023) Komisja Europejska. Komisja ma teraz dwa miesiące na jego ocenę, po czym Rada UE (ministrowie krajów Unii) będzie miała miesiąc na ostateczne udzielenie „zielonego światła”.
Polski rozdział RePowerEU
Program REPowerEU, który wszedł w życie wiosną tego roku, ma wspierać kraje UE we wprowadzaniu reform oraz inwestycji pozwalających na szybsze wyeliminowanie zależności Unii od rosyjskich paliw kopalnych, zintensyfikowanie wykorzystania źródeł bezemisyjnych oraz wzmocnienie odporności energetycznej. Głównym źródłem finansowania są pożyczki z Funduszu Odbudowy, ponieważ także inne państwa – tak jak Polska – pierwotnie nie złożyły wniosku o wykorzystanie całej dostępnej części pożyczkowej w ramach KPO.
Dodatkowe zadania związane z transformacją energetyczną mają być wpisane w dodatkowy rozdział KPO, którego projekt rząd Mateusza Morawieckiego przekazał Brukseli w czwartek. Ponadto państwa Unii mogą wnioskować o prefinansowanie do 20 proc. pieniędzy na inwestycje z „rozdziałów RePowerEU” w swych KPO, które powinny być wypłacane w maksymalnie dwóch transzach.
Polski „rozdział REPowerEU” zawiera m.in. nowe inwestycje w sieci dystrybucji energii elektrycznej na obszarach wiejskich oraz rozwój infrastruktury gazowej. Ponadto pięć inwestycji zostało przeniesionych z pierwotnego planu KPO do nowego „rozdziału REPowerEU”, z czego trzy zostały zwiększone dzięki zaplanowanym dodatkowym funduszom. Dotyczą m.in. sieci przesyłowych energii elektrycznej, odnawialnych źródeł energii, magazynowania energii, autobusów nisko- i bezemisyjnych oraz morskich farm wiatrowych. Całość polskiego KPO (wszystkie należne dotacje oraz tanie pożyczki) łącznie z 2,76 mld euro dla Polski z innych unijnych źródeł finansowania REPowerEU sumuje się – jak podkreśliła dzisiaj Komisja Europejska – do prawie 60 mld euro.
Łącznie dziesięć krajów Unii zwróciło się do Komisji Europejskiej (najpóźniej, bo dopiero wczoraj zrobiły to Polska i Węgry) o dodatkowe tanie pożyczki w ramach rewizji swych KPO z uwzględnieniem celów RePowerEU. To daje łączną pulę 127 mld euro, z czego największy wniosek wpłynął z Hiszpanii (84 mld euro tanich pożyczek). Węgry zwróciły się tylko o 3,9 mld euro, choć miały prawo do około 6,6 mld euro. W przypadku Niemiec pożyczki z KPO nie są atrakcyjne, bo w długiej perspektywie nie są konkurencyjne wobec oprocentowania niemieckich obligacji skarbowych.
Kamienie milowe
Niezależnie od zgody Komisji Europejskiej i Rady UE na zwiększenie polskiego KPO (i dodanie „rozdziału REPowerEU”), co wydaje się niemal pewne, całość wypłat pozostanie nadal powiązania z praworządnościowymi „kamieniami milowymi”, które rząd Mateusza Morawieckiego uzgodnił z Brukselą przed ponad rokiem.
Komisja Europejska w grudniu ubiegłego roku – wstępnie i nieformalnie – uzgodniła z rządem Polski projekt ustawy sądowej skrojonej pod odblokowanie funduszy z KPO, ale to nowe prawo utknęło w skłóconym TK, dokąd odesłał je prezydent Andrzej Duda. Ta ustawa rozszerzyłaby „test niezależności” sędziego oraz przeniosłaby postępowania dyscyplinarne i immunitetowe wobec sędziów z Sądu Najwyższego do Najwyższego Sądu Administracyjnego. Choć wielu europosłów i działaczy praworządnościowych ostro krytykuje tę ustawę, Komisja w ostatnich miesiącach regularnie sygnalizowała, że trwa przy tej ofercie kompromisu z Warszawą.
Wszystkie pieniądze z KPO muszą być wypłacone w kolejnych transzach do końca 2026 roku, po czym kraje Unii – zgodnie z obecnymi przepisami – stracą prawo do wypłat. Ponadto wszystkie fundusze powinny zostać zaprogramowane do końca tego roku; termin programowania dla 70 proc. KPO minął z grudniem ubiegłego roku, a teraz trzeba to zrobić z pozostałymi 30 proc. pieniędzy.
Polska dotychczas trzyma się tych wymogów, finansując inwestycje i reformy z KPO z własnych pieniędzy budżetowych w oczekiwaniu na odmrożenie KPO. Gdyby Warszawa uzgodniła KPO (jako harmonogram inwestycji i reform) przed końcem 2021 roku, a nie dopiero w czerwcu 2022 roku, dostałaby zaliczkę w wysokości 13 proc. KPO. Jednak taka możliwość przepadła z końcem 2021 roku, a pieniądze z zaliczki zostały rozłożone pomiędzy przyszłe raty dla Polski uzależnione do uprzedniego osiągnięcia praworządnościowych kamieni milowych.
REDAKCJA POLECA
Pierwsza zbrodnia II wojny: Prowokacja gliwicka i niewyjaśniona śmierć Franciszka Honioka

Elżbieta Stasik
Tekst powstał w ramach wspólnej akcji Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski. Ukazał się 31.08.2019.
Franciszek Honiok został zamordowany w związku z prowokacją gliwicką. Dowodzący tą akcją Alfred Naujocks uniknął kary, co więcej – po wojnie zrobił z siebie bohatera. O Honioku zapomniano.

– Zakola miał takie jak dziadek – pani Maria uważnie przygląda się zdjęciu. Nic bardziej osobistego o Franciszku już nie powie. Jakby nie było potrzeby. Jakby po długiej nieobecności wrócił do rodziny, z której wyrwano go ponad 80 lat wcześniej.
Porwanie
W porze obiadowej 30 sierpnia 1939 roku pod gospodę „Jarzombek” w Łubiu (wtedy Hohenlieben) zajechał samochód. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn w cywilu. Byli to gestapowcy Karl Nowak i nieznany z nazwiska „inspektor”.
„W towarzystwie okręgowego łowczego M. weszli do lokalu i zamówili u naszej kelnerki Heleny dwa piwa” – wspominała później szefowa gospody. – W międzyczasie byłam gotowa z obiadem i kazałam Helenie przyprowadzić naszego wtedy 18-letniego syna Friedhelma. Kiedy Helena wróciła, powiedziała, że łowczy wysłał go po Honioka. Byłam najpierw zła, że M. wysłał syna, nawet mnie nie pytając.
Friedhelm poszedł do Honioków, ale nie tych, co trzeba. „Inspektor” sam więc poszedł po Franza Honioka.
– Po mniej więcej dziesięciu minutach inspektor wrócił z niewysokim mężczyzną, między 30-tką a 40-tką, w prostym, szarym ubraniu. Z jego zachowania wnioskuję, że był zaskoczony, robił wrażenie kompletnie osłupiałego – zeznawał po wojnie Nowak.
80 lat później siedzimy w ogrodzie w Koszęcinie, niedaleko rodzinnego Łubia Franciszka: Maria, wdowa po Pawle Honioku, bratanek Franciszka i jej wnuk Damian Piskoń z partnerką Moniką Żurawską.
Damian jest stryjecznym prawnukiem Franciszka (Franza) Honioka, rocznik 1899, zamordowanego wieczorem 31 sierpnia 1939 na potrzeby prowokacji gliwickiej. Jego śmierć miała być „dowodem polskiej agresji” na III Rzeszę, podobnie jak śmierć sześciu niemieckich antyfaszystów, więźniów KL Sachsenhausen. To ta szóstka ubrana w polskie mundury miała kilka godzin później „napaść” na niemieckie placówki graniczne w Stodołach (wówczas Hochlinden) i Byczynie (Pitschen). Nazistowscy sprawcy cynicznie nazywali zamordowanych „konserwami”.
Cyngiel
Akcją w gliwickiej radiostacji dowodzi SS-Sturmbannfuehrer Alfred Naujocks z Kilonii. Rocznik 1911, z wykształcenia technik ortopeda, z dotychczasowych osiągnięć – bezwzględny, brutalny bojówkarz z Kilonii, gdzie w szeregach SS bije się na ulicach z komunistami, oraz morderca. W 1934 r. dzięki protekcji znajomego, Wernera Goettscha, zostaje w Berlinie kierowcą w formowanej przez Reinharda Heydricha SD.

Zza kierownicy Naujocks szybko awansuje na speca od brudnej roboty. W 1935 r. w Pradze morduje razem z Goettschem Rudolfa Formisa, niemieckiego inżyniera, nadającego dywersyjne audycje radiowe. Ciało oblewają chemikaliami, żeby zatrzeć ślady.
Zacieranie śladów to specjalność Naujocksa.
Pierwsza ofiara wojny
Rodzina nie wie o losach Franciszka prawie nic.
– Mąż opowiadał, że jak rodzice coś o nim mówili, to szeptem i zawsze kazali dzieciom wyjść. Bali się – wspomina pani Maria. Najpierw było Gestapo, potem Sowieci, UB, SB.
– Wiem, że mój ojciec, brat Franciszka, był zawsze z niego dumny. Ale w domu tak naprawdę nigdy się nie mówiło, co się wówczas stało z nim albo z jego ciałem – mówił w 2009 r. Paweł Honiok. Do rodziny zapukali wówczas brytyjscy dziennikarze, pierwsi po 70 latach, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o Franciszku. Polskich dziennikarzy nigdy nie było. Po wizycie Brytyjczyków w „The Telegraph” ukazuje się artykuł „World War II’s first victim” ze zdjęciem Honioka, jedynym, jakie istnieje.
Na to zdjęcie patrzy pani Maria. Franciszek spogląda poważnie w kamerę. Takie zdjęcia się wtedy robiło. Wyraźnie widać zaawansowane zakola.
Monika i Damian o prowokacji gliwickiej w szkole dowiedzieli się niewiele. Sami pojechali więc do muzeum, żeby przynajmniej zobaczyć, gdzie został zamordowany ich stryjeczny pradziadek. To jedyny ślad – nie ma ciała, nie ma grobu.
– Krążyły plotki, że ciało Franciszka zostało zakopane w górach. Ale nigdzie nie ma żadnego nagrobka, jakby Polska się wstydziła (…) Nigdy nawet nie zaakceptowali, że był pierwszą ofiarą wojny, bo został zamordowany wieczorem 31 sierpnia, a oficjalnie wojna rozpoczęła się 1 września. Dopiero teraz ludzie to akceptują – cytował „The Telegraph” Pawła Honioka. – Długo to był temat tabu. Jakby każdy się bał otworzyć puszkę Pandory – mówi Damian i uśmiecha się smutno.
Dzisiaj Damian z Moniką starają się odnaleźć jakiekolwiek ślady. Paweł Honiok już im nie pomoże – zmarł w 2014 roku. Dokumentów nie ma, wszystko zniszczyła wojna. Pomaga metryka urodzenia z Archiwum Państwowego w Berlinie. Dzięki niej korygujemy datę urodzenia Franza Honioka – nie 4 kwietnia 1898 r., jak podaje większość źródeł, tylko 28 marca 1899. 4 kwietnia tego roku ojciec „Johann Honiok, zamieszkały w Łubiu, katolickiej religii” zgłosił w urzędzie w Kopienicy urodzonego wcześniej „syna Franza z matki Constantiny”.
„Dlaczego akurat Honiok? Dlaczego akurat on? Ale czy nie jest tak zawsze? Historia znajduje sobie ofiary wśród niewinnych” – napisał w powieści „Traeumer und Suender” niemiecki prozaik Matthias Goeritz.
Według Goeritza Honiok „uchodził za inteligentnego, był niewysoki, ale przystojny. Mówiono, że jest charyzmatyczny. Pochodził z prostej rodziny, ale miał bardzo elegancki charakter pisma, jak uważano nawet w urzędach, ale stał się tylko akwizytorem maszyn rolniczych. Może dlatego, że w 1921 r. uczestniczył w powstaniu Polaków?”.
Trochę fikcji, trochę faktów. Honiok rzeczywiście sprzedawał maszyny rolnicze, rzeczywiście brał udział w III powstaniu śląskim, najprawdopodobniej uczestniczył też w Kongresie Polaków w Berlinie w marcu 1938, słynnej manifestacji Polaków w Niemczech. I nigdy nie ukrywał swoich sympatii do Polski. Musiał być na celowniku Gestapo. I dobrze nadawał się do odegrania roli poległego w akcji polskiego dywersanta.
Po aresztowaniu Honiok najpierw trafia na policję do Bytomia. Po czterech godzinach z rozkazu „inspektora” („odpowiada pan za niego głową“) Nowak przewozi więźnia na Gestapo w Opolu. Docierają tam około północy 30 sierpnia. „Dostałem rozkaz, żeby go zamknąć w archiwum, nie w więzieniu. Nie było tam okna, tylko zakratowane drzwi na korytarz. Stała tam ławka, na której mógł przenocować. Poza tym przyniosłem od dozorcy parę koców” – zeznaje później.
31 sierpnia przed południem Nowak otrzymuje kolejny rozkaz. Ma przewieźć Honioka do policyjnego więzienia w Gliwicach, ale w ścisłej tajemnicy. Pojmany ma trafić do izolatki.
„O tym, co pan dzisiaj widzi, nie wolno panu nikomu mówić, ani dzisiaj, ani za sto lat” – przestrzega wiceszef Gestapo w Opolu, SS-Obersturmbannfuehrer Joachim Deumling.
Wszystkie elementy układanych od wielu tygodni puzzli są już na miejscu.
„Od 5:45 odpowiadamy ogniem”
Mózgiem operacji, która ma przekonać świat, że to Polska zaczęła wojnę, jest Reinhard Heydrich. „Fuehrer potrzebuje powodu do rozpoczęcia wojny” – tłumaczy 10 sierpnia dowódcom SS swój pobyt na niemiecko-polskim pograniczu.
31 sierpnia jednym z cyngli szefa SD na miejscu akcji, w Gliwicach, jest Alfred Naujocks.
Około czwartej po południu do hotelu „Haus Oberschlesien” przychodzi telefon od Heydricha. Naujocks, czekający ze swoimi ludźmi na rozkazy, ma natychmiast oddzwonić. Połączony przez adiutanta z szefem słyszy tylko: „Babcia umarła”. „Wszystko było jasne” – wspomina ponad dwa dziesięciolecia później. Hasło „Babcia umarła” jest sygnałem do rozpoczęcia hitlerowskich akcji dywersyjnych przeciwko II Rzeczypospolitej.
O godz. 20.00 ekipa Naujocksa wchodzi do radiostacji. Cała akcja trwa 20 minut i kończy się dla Niemców fiaskiem. Nie wiedzieli, że gliwicka radiostacja nie nadaje własnego programu, lecz jedynie retransmituje program stacji Breslau. Jedyny mikrofon służy do ostrzegania przed lokalnymi burzami. Słynne: „Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach” jest odbierane tylko w promieniu paru kilometrów i to z szumami. W Berlinie Heydrich nie słyszy w eterze nic. Szaleje z wściekłości. Opinia publiczna dowiaduje się o incydencie dopiero z tekstów w niemieckich gazetach – oczywiście odpowiednio zredagowanych przez hitlerowską propagandę.
„Dzisiaj w nocy Polska, w tym regularne siły zbrojne, po raz pierwszy otworzyła ogień na naszym terytorium. Od godziny 5.45 rano odpowiadamy ogniem!” – obwieszcza posłom Reichstagu 1 września 1939 Adolf Hitler. W rzeczywistości ostrzał Westerplatte ma miejsce o 4.45. Hitler myli się o godzinę. Mówi też o rzekomo sprowokowanych przez Polaków na granicy „21 incydentach podczas jednej, jedynej nocy” i „14 dzisiejszej nocy”, w tym „trzech bardzo poważnych”. Ma na myśli Stodoły, Byczynę i Gliwice. „Dlatego będę rozmawiał z Polską tym samym językiem, jakiego już od miesięcy używa wobec nas Polska” – dodaje „wódz” III Rzeszy.
– Kontekst prowokacji gliwickiej, wola nazistowskiej władzy do siania kłamstw, jest oszałamiająca. I rodzi się pytanie: dlaczego reżim nie oparł się na swojej sile militarnej, tylko próbował stworzyć pozory, że działa moralnie? Dlaczego naginał rzeczywistość, by niemiecką wojnę ofensywną usprawiedliwić jako wojnę obronną? – mówi niemiecki historyk Florian Altenhoener, autor książki o Alfredzie Naujocksie „Człowiek, który rozpętał II wojnę światową. Fałszerz, morderca, terrorysta”, wydanej po polsku u progu 80. rocznicy wybuchu II wojny.
O tym, że to Polacy dokonali napaści w Gliwicach, świadczyć ma – w planach nazistowskiej propagandy – porzucone na miejscu wydarzeń martwe ciało Franciszka Honioka. Co się z nim działo od popołudnia 31 sierpnia aż do odkrycia ciała? Jak zginął? Od śmiertelnego zastrzyku czy od kuli w głowę? I najważniejsze – kto go zabił? Czy lekarz SS Horst Strassburger, czy kierujący akcją Naujocks, dawny chuligan z Kilonii, technik ortopeda przedzierzgnięty w mordercę? Podjęta przez miejscową policję próba śledztwa natychmiast zostaje storpedowana przez Berlin. Z późniejszych zeznań naocznego świadka wynika jedynie, że Honiok, wleczony z samochodu pod budynek radiostacji, sprawiał wrażenie zamroczonego, ale żył. Nie krwawił. Tymczasem później leżał w kałuży krwi.
Jedno jest pewne – jego ciało znalezione w gliwickiej radiostacji na dziesięciolecia pozostaje bezimienną ofiarą.
Banalność zła
Hannah Arendt ukuwa to pojęcie, obserwując proces Adolfa Eichmanna w Jerozolimie. Opinia publiczna spodziewa się potwora, widzi biurokratę skwapliwie wykonującego rozkazy. Równie banalną figurą jest Naujocks. W przeciwieństwie do biurokraty Eichmanna ma jednak w zwyczaju wykonywać brudną robotę własnymi rękami.
Po prowokacji gliwickiej awansuje. Z chwilą utworzenia jesienią 1939 r. nowego urzędu SS – RSHA, zostaje szefem grupy departamentu wywiadu zagranicznego. W hierarchii jest tylko szczebel niżej niż sam Heydrich.
W Holandii i Skandynawii Naujocks i jego ludzie przeprowadzają szereg zamachów w odwecie za akcje ruchu oporu – zawsze pod pozorem działań partyzantów. Kolejne akcje to m.in. próba zdestabilizowania brytyjskiej gospodarki poprzez największe w historii fałszowanie pieniędzy („Operacja Bernhard”) czy porwanie brytyjskich agentów – „incydent w Venlo”, podczas którego od kul ginie Dirk Klop z holenderskiego wywiadu. Także to wydarzenie posłuży Hitlerowi jako pretekst do zaatakowania sąsiedniego kraju – Holandii.
– Czyny Naujocksa są w gruncie rzeczy banalnymi morderstwami. To nie jest ludobójstwo. Tu działa i zabija pojedynczy sprawca – mówi Florian Altenhoener. – Nie był on przy tym żadnym potworem – zauważa historyk. Banalność zła?
Trzy lata odsiadki
Jesienią 1944, w obliczu nadchodzącej klęski III Rzeszy, Naujocks przechodzi na stronę aliantów. Później zostaje jednak aresztowany. W tzw. małym procesie zbrodniarzy wojennych w Kopenhadze za działalność w okupowanej Danii zostaje skazany w styczniu 1949 roku na 15 lat więzienia. Sąd apelacyjny zmniejsza karę do czterech lat. Niemiec odsiaduje tylko trzy. Był to jedyny proces, w którym wykonawca prowokacji gliwickiej został za cokolwiek skazany.
Sama prowokacja gliwicka pojawiła się w procesie norymberskim. Akt oskarżenia dotyczy zbrodni przeciwko pokojowi – sprowokowanych przez Gestapo i SD tzw. incydentów granicznych. „Oskarżenie przedstawiło jednak tylko jeden incydent graniczny z udziałem służby bezpieczeństwa SS – SD. Chodzi o rzekomy zamach na radiostację w Gliwicach” – mówi jeden z adwokatów w czasie procesu.
Naujocks zeznaje pod przysięgą, prezentując swoją wersję losów Franciszka Honioka. Nie podaje nazwiska, być może go nawet nie zna. Utrzymuje, że więzień żył. „Heydrich powiedział: proszę się zameldować u Muellera ws. tych konserw. Zrobiłem to i kazałem Muellerowi dostarczyć tego mężczyznę w pobliże radiostacji. Dostałem go i kazałem położyć przy wejściu do budynku. Żył, ale był nieprzytomny. Próbowałem otworzyć jego oczy. Po oczach nie mogłem stwierdzić, czy żył, tylko po oddechu. Żadnych ran postrzałowych nie widziałem, tylko mnóstwo krwi na twarzy. Był w cywilnym ubraniu”.
Trybunał uznał SD za organizację przestępczą. Naujocks zeznawał jako świadek i odszedł wolny.
Esesmana życie po życiu
Po wojnie człowiek Heydricha do zadań specjalnych osiada w Hamburgu, gdzie prowadzi interesy. Żeni się – po raz czwarty. Podejmowane później przez lata próby dotarcia przez organy ścigania do jego krewnych nie powiodły się. Za to Naujocks chętnie opowiada o swoich „przygodach”. W opartej na rozmowach z nim, wydanej w 1960 r. książce „The Man Who Started the War”, austriackiego dziennikarza i historyka Guentera Peisa, stylizuje się na „arcyszpiega”. Także ilustrowane tygodniki „Stern” i „Quick” drukują sensacyjne wspomnienia „zawiadiaki” i „kobieciarza” Naujocksa, uwiedzionego mentalnie przez „diabelskiego” Heydricha.
W 1961 r. ukazuje się nakręcony przez enerdowską wytwórnię DEFA film „Tu Radio Gliwice”, bazujący głównie na zeznaniu Naujocksa w Norymberdze. Prapremiera odbywa się w ramach otwarcia Miejsca Pamięci i Muzeum Sachsenhausen.
W RFN obraz pojawia się tylko w klubach filmowych. W 1963 r. ma być pokazywany w szkole handlowej w Hamburgu, a o wydarzeniach w Gliwicach ma rozmawiać z publicznością sam Naujocks. W ostatniej chwili zapobiega temu hamburskie kuratorium oświaty, które nie życzy go sobie w szkole. Po procesie Eichmanna w 1961 nastawienie do nazistowskiej przeszłości w RFN powoli zaczyna się zmieniać. Dwa lata później ruszają we Frankfurcie procesy oświęcimskie. W tym samym czasie pod naciskiem opinii publicznej z kariery politycznej zrezygnować musi m.in. kat Powstania Warszawskiego, Heinz Reinefahrt.
Film i awantura wokół pokazu wywołują niezamierzony efekt – hamburska prokuratura wszczyna postępowanie przeciwko Naujocksowi. To już piąta próba pociągnięcia dawnego esesmana do odpowiedzialności. Żadna nie kończy się sprawą sądową. W 1964 roku sąd w Hamburgu nakazuje umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym. Opuszcza go na krótko przed śmiercią. Umiera w 1966 r. na atak serca.
Sprawę przejmuje prokuratura w Duesseldorfie, gdzie mieszkał były kierowca Naujocksa. Z braku dowodów w 1969 r. postępowanie zostaje umorzone, ale przynosi jeden, ważny skutek. W jego trakcie udaje się ustalić imię i nazwisko zamordowanego w Gliwicach. Bezimienna ofiara odzyskuje twarz Franciszka Honioka.
Honiok jeszcze żyje, gdy w południe 31 sierpnia 1939 roku Hitler wydaje rozkaz zaatakowania następnego dnia o świcie Polski. „Zaczyna się” – informuje Joachima Ribbentropa w Kancelarii Rzeszy. „Życzę dużo szczęścia” – odpowiada Ribbentrop.
Alfred Naujocks za morderstwo czy nawet za współudział w morderstwie na Franciszku Honioku nigdy nie odpowiedział. Nikt nigdy nie zdołał mu tego udowodnić. Nikt nie poniósł kary.
REDAKCJA POLECA
Adam Mazguła: rocznica narodowej klęski. Jej autorem był rząd napełnionych pychą ludzi prawicy

Adam Mazguła
1 września, kolejna rocznica narodowej klęski. Jej autorem był rząd nieodpowiedzialnych, pełnych buty bawidamków salonowych, napełnionych pychą nadludzi prawicy i łajdaków zorganizowanej zbiorowej ucieczki z kraju ze swoim łupem.
1 września, kolejna rocznica narodowej klęski
Jej autorem był rząd nieodpowiedzialnych, pełnych buty bawidamków salonowych, napełnionych pychą nadludzi prawicy i łajdaków zorganizowanej zbiorowej ucieczki z kraju ze swoim łupem.
Doprowadzili do zupełnej ruiny wielu miast i całego kraju. Pozwolili wymordować 6 milionów Polaków, eksmitować na nieludzką ziemię kolejne miliony. Oddali Polskę w niewolę zdrady Jałtańskiej na 50 lat.

Dziś potomkowie tych nadludzi, krętaczy i wielbicieli krzyży ponownie owładnęli i okupują Polskę. Znowu rujnują, kłamią, skłócają i okradają.
Historia już pokazała, jaki jest efekt takiej zabawy, ale nas niczego jeszcze nie nauczyła.
Bo Polacy wolą wierzyć i modlić się, niż uczyć i wiedzieć.
Wolą przelewać krew za wolność, niż zwalczać nienawiść.
Wolą drażnić sąsiada, niż podawać rękę.
Wolą pielęgnować złodziejstwo, niż bogacić się pracą, wiedzą i pasją.
Wolą ginąć szaleńczo, o potędze śnić, niż z miłością, pięknie żyć.
Adam Mazguła
Relacje polsko-niemieckie. Polacy winią własny rząd za złe relacje z RFN

Jacek Lepiarz
Odsetek Polaków uznających relacje polsko-niemieckie za złe jest najwyższy od 2000 r. Za główną przyczynę kryzysu większość pytanych uznaje politykę własnego rządu. Niemcy oceniają stosunki z Polską lepiej.

47 proc. polskich uczestników sondażu Barometr Polska-Niemcy 2023, uznało relacje między Polską a Niemcami za dobre, a 39 proc. za złe. Rok temu pozytywnie stosunki z zachodnim sąsiadem oceniło 48 proc. Polaków, a negatywnie 35 proc. W 2000 r., na początku cyklicznie prowadzonych badań, aż 83 proc. Polaków oceniało relacje z RFN jako dobre, a jedynie 6 proc. jako złe.
Bardziej optymistycznie relacje polsko-niemieckie postrzegają obywatele RFN. 61 proc. uznaje stosunki za dobre, a 23 proc. za złe. W porównaniu z rokiem 2000 w obu przypadkach nie nastąpiły istotne zmiany. Dobrze oceniało wtedy relacje z Polską 57 proc., a źle 29 proc. Niemców.
Za główną przyczynę złych relacji między Berlinem a Warszawą zarówno Niemcy, jak i Polacy uważają politykę polskiego rządu wobec Niemiec. Tego zdania jest 51 proc. Polaków i 42 proc. Niemców. Na drugim miejscu uczestnicy ankiety wymieniają niewystarczające rozliczenia niemieckich zbrodni i brak zadośćuczynienia przez Niemcy za straty Polski w II wojnie światowej. Tak uważa 17 proc. Polaków i 26 proc. Niemców. W przypadku Niemców oznacza to ponad dwukrotny wzrost. W 2021 r. tego zdania było 12 proc. obywateli RFN.
Tylko 10 proc. Polaków i 12 proc. Niemców obarcza odpowiedzialnością politykę rządu niemieckiego. Dwa lata temu winę po stronie rządu w Berlinie widziało ponad dwukrotnie więcej Polaków – 23 proc. Niewielką rolę odgrywają rozbieżne interesy gospodarcze. Tę przyczynę wymieniło 15 proc. Polaków i 13 proc. Niemców.
Dobre stosunki są natomiast wynikiem wspólnych interesów gospodarczych (tak uważa 51 proc. Polaków i 45 proc. Niemców) i działań organizacji i obywateli obu państw na rzecz pojednania – 21 proc. Polaków i 25 proc. Niemców.
Historia nadal dzieli
Sondaż ujawnił istotne różnice między Polakami i Niemcami w odniesieniu do kwestii uznania polskich cierpień i ofiar przez niemiecką opinię publiczną. Podczas gdy 52 proc. Niemców uważa, że polskie ofiary zostały wystarczająco uhonorowane, 50 proc. ankietowanych Polaków jest przeciwnego zdania.
Opinie polskie i niemieckie różnią się diametralnie w kwestii reparacji wojennych wysuniętych przez polski rząd w ubiegłym roku. Największa grupa Polaków (38 proc.) sądzi, że działania te mają na celu realizowanie interesów w polityce wewnętrznej obozu rządowego w okresie przedwyborczym. To zdanie podziela zaledwie 12 proc. Niemców.
Największy odsetek Niemców uważa natomiast, że celem polskiego rządu jest zasilenie budżetu państwa. Do stwierdzenia, że chodzi o uznanie przez Niemcy strat i cierpień Polaków przychyla się 17 proc. Polaków i 22 proc. Niemców.
Ogromną różnicę widać w ocenie dotychczasowych działań Niemiec służących zadośćuczynieniu. Aż 60 proc. Niemców i tylko 25 proc. Polaków jest przekonanych, że Niemcy zrobiły w minionych 80 latach wystarczająco dużo, a obecnie należy się skoncentrować na wspólnych wyzwaniach. 29 proc. Polaków i 4 proc. obywateli RFN uważa, że Niemcy zrobiły zdecydowanie za mało i konieczny jest radykalny zwrot w kwestii zadośćuczynienia.
Polacy chcą reparacji, Niemcy odbudowy zabytków
Wypłacenia przez Niemcy do budżetu polskiego państwa reparacji oczekuje 36 proc. Polaków i 19 proc. Niemców. Za podjęciem działań na rzecz upowszechnienia w Niemczech wiedzy o historii Polski opowiedziało się 21 proc. Polaków i 22 proc. Niemców. Wypłacenia odszkodowań żyjącym ofiarom III Rzeszy domaga się 20 proc. Polaków i 22 proc. Niemców. Największa grupa Niemców (28 proc.), ale tylko 16 proc. Polaków chce odbudowy zniszczonych w Polsce w czasie wojny zabytków.
Autorzy zwracają uwagę na znaczenie cech demograficznych badanych dla wyników ankiety. Polscy badani z wyższym (51 proc.) lub średnim (43 proc.) wykształceniem częściej niż pozostali uważają, że żądania reparacji służą celom polityki wewnętrznej PiS. Ta grupa uważa stosunkowo częściej niż pozostałe, że Niemcy zrobiły wystarczająco dużo, a teraz należy skupić się na współczesnych wyzwaniach (32 proc. i 27 proc.).
Młodzi Niemcy: RFN zrobił za mało dla zadośćuczynienia
Najmłodsi badani (do dwudziestego dziewiątego roku życia) w Polsce rzadziej niż inni twierdzą, że Niemcy zrobiły za mało w kwestii zadośćuczynienia i rzadziej oczekują reparacji dla Polski. Najmłodsi badani z Niemiec zdecydowanie częściej niż najstarsi twierdzą, że Niemcy zrobiły za mało dla zadośćuczynienia za zbrodnie.
W Polsce opinie dotyczące rozliczeń Niemców z przeszłością wyraźnie zależą od politycznych preferencji. Ogromna większość wyborców PiS i Konfederacji uznaje, że Niemcy nie uznali w wystarczającym stopniu polskich cierpień. Stosunkowo duży odsetek wyborców Koalicji Obywatelskiej (48 proc.) i Lewicy (37 proc.) uważa, że niemiecka opinia publiczna w wystarczającym stopniu uznała polskie ofiary. Wyborcy ugrupowania Polska 2050 i PSL są bardziej sceptyczni – tylko 29 proc. uważa kwestię rozliczeń z historią za zamkniętą.
Wyborcy wszystkich głównych sił politycznych w Niemczech są w większości przekonani, że obecnie w relacjach Polski i Niemiec powinien nastąpić zwrot od historii do współczesnych wyzwań.
Kto powstrzyma proces oddalania się Niemców i Polaków
Postrzeganie historii i jej skutków dzieliło i dzieli Polaków i Niemców – piszą autorzy sondażu w podsumowaniu.
„Ponieważ pokolenia, które były świadkami najtragiczniejszego okresu w relacjach polsko-niemieckich – drugiej wojny światowej – już odchodzą, te różnice w postrzeganiu mogą się pogłębiać, jeśli będziemy – Polacy i Niemcy – uznawać własne poglądy za jedynie słuszne, bez wchodzenia w dialog z sąsiednim społeczeństwem. Obecne i nadchodzące elity polityczne Niemiec nie są, jak ich poprzednicy, wychowani w przekonaniu, że Polska powinna w niemieckiej perspektywie zajmować szczególną rolę z uwagi na wspólną przeszłość. Ta nowa perspektywa w Niemczech nakłada się na zwiększone polskie oczekiwania uznania, rekompensaty za poniesione kiedyś ofiary i straty oraz potrzebę specjalnego traktowania” – piszą autorzy i ostrzegają – „Zderzenie tych dwóch podejść musi doprowadzić do wzajemnych rozczarowań lub zniechęcenia partnerem”.
W tej sytuacji politycy, eksperci i społeczeństwa obywatelskie powinny ich zdaniem podejmować działania, które zapobiegną dalszemu oddalaniu się Polaków i Niemców na skutek rosnącej nieufności.
Badania zostały przeprowadzone w ramach cyklicznego projektu „Barometr Polska-Niemcy” przez Instytut Spraw Publicznych, Deutsches Polen-Institut, Fundację Konrada Adenauera i Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. Sondaż przeprowadzono od 16 do 26 maja br. na reprezentatywnej grupie tysiąca mieszkańców Polski i tysiąca mieszkańców Niemiec.
REDAKCJA POLECA
Giertych wystartuje z listy KO w okręgu z Kaczyńskim. „Jest gotów przeprowadzić arcy ciekawą kampanię”
W sobotę prezes Jarosław Kaczyński potwierdził, że w wyborach parlamentarnych – po raz pierwszy od ponad 30 lat – nie wystartuje z warszawskiej listy. Tłumaczył, że musi się podporządkować interesom swojej partii, dla której jego start spoza Warszawy będzie – jak ocenił – lepszy i bardziej efektywny. Politycy opozycji od razu uznali, że Kaczyński chce zmienić okręg, ponieważ boi się rywalizacji z Donaldem Tuskiem.

Kaczyński ucieka z Warszawy
Podczas spotkania z wyborcami w Sopocie Donald Tusk odniósł się do słów Kaczyńskiego. — Z niedowierzaniem przyjąłem informację, że Kaczyński ucieka z Warszawy. Że w dniu wyborów ucieknie z Żoliborza w góry Świętokrzyskie – powiedział. Jednocześnie poinformował, że na ostatnim miejscu na listach KO w Świętokrzyskiem znajdzie się Roman Giertych w przeszłości także wicepremier i szef resortu edukacji w rządzie PiS.
Poniżej cytujemy fragmenty wypowiedzi Donalda Tuska ze spotkania z wyborcami w Sopocie
„Żebyś nie czuł się samotny”
W Kielcach skarżysko-kamiennej wszędzie tam ludzie zapytają się ciebie: gdzie uciekasz chłopie, my nie jesteśmy schroniskiem dla tchórzy.
Żebyś nie czuł się samotny, żebyś poczuł się trochę lepiej i robię to tylko dla ciebie Jarosławie Kaczyński, wystawię na naszej liście twojego wicepremiera: Romana Giertycha na ostatnim miejscu.
Jak wiecie mamy bardzo różne poglądy z panem mecenasem. Zbyt długo go znam, żeby nie mieć wątpliwości, że jest z trochę innej parafii politycznej. Patrzę na Basię Nowacką liderkę naszej listy w Gdyni – to zdecydowanie bliżej mi do niej niż do jego poglądów.
Ale pomyślałem sobie, może nie trzeba czekać aż do 15 października z rozliczeniem Kaczyńskiego?
Pan Roman Giertych w czasie kampanii ciebie rozliczy bardzo dokładnie i precyzyjnie. Więc przestrzegam, jeśli jest prawdą, że zdecydowałeś się na tę ucieczkę w Góry Świętokrzyskie, to nie będziesz tam sam. Twój wicepremier twojego rządu – nie z mojego, podobno ma dla ciebie dużo ciekawych informacji. Podobno jest gotów przeprowadzić arcy ciekawą kampanię, w której wykorzysta całą wiedzę na temat waszej wspólnej i osobnej pracy.
A prosiłem. Stań do debaty, nie uciekaj.
Mogłeś kandydować tu. Byłeś kiedyś senatorem z niedalekiego Elbląga, ale rozumiem, kandydować z Gdańska lub w Gdyni, na Pomorzu, na Kaszubach, Kociewiu w Słupsku dla Kaczyńskiego mała atrakcyjne – no to postanowiłem kandydować w twoim miejscu, na Żoliborzu.
Dwa razy wynik był lekko deprymujący dla pana Jarosława. Prosiłem też o debatę. Rozumiem, o wiele przyjemniej obrażać ludzi korzystając z rządowej telewizji.
Wiecie, że wiele telewizji, nie tylko Polskich – pokazuje czasami na żywo nasze spotkania. Jest tylko jedna telewizja, która nigdy nie odważyła się na żywo transmitować tego, o czym my ze sobą rozmawiamy.
Kaczyński nie tylko dlatego, że nie jest Heraklesem, nie tylko dlatego odmawia debaty, że po prostu się boi, ale oni musieliby na żywo transmitować. Oni musieliby doprowadzić do tego, że parę milionów Polek i Polaków, którzy nie mają dostępu do innej niż rządowa telewizji, nagle by zobaczyli i usłyszeli, że ten świat, ta rzeczywistość wygląda trochę inaczej.
Ja nie wiem, czy pamiętacie – i tu zwracam się do mojego pokolenia – ten moment, właściwie jeden z przełomowych momentów, jeśli chodzi o drogę do niepodległości. To była debata Lecha Wałęsy i Alfreda Miodowicza ówczesnego lidera związków zawodowych – tych komunistycznych. Oni byli przekonani, że Wałęsa przegra te debatę. I nagle ci wszyscy, którzy oglądali tylko telewizję rządową – bo innej nie było, nie każdy miał dostęp do ulotek, nie wszędzie można było złapać Wolną Europę – nagle usłyszeli proste, czasami niezgrabne, ale prawdziwe słowa Lecha Wałęsy. Parę miesięcy później nie było śladu po komunistach w Polsce.
Dlatego PiS tak bardzo boi się konfrontacji z prawdą. Dlatego PiS i jego rządowe media nigdy nie odważyły się na bezpośrednią relację z takich spotkań jak nasze. Dlatego PiS nie jest w stanie się zdecydować na uczciwą debatę. Przecież ona może być nawet w ich mediach: między Kaczyńskim i mną. Uczciwą rozumiem w ten sposób: on ma prawo głosu, ja mam prawo głosu i że wszyscy na żywo to oglądają.
Nie chcesz, boisz się, uciekasz, będziesz miał debatę – jeśli naprawdę tego chcesz z Romanem Giertychem w Górach Świętokrzyskich.
Adam Mazguła: cywiln kontrola nad armią, w Polsce PiS przybrała postać politycznego cyrku idiotów

Adam Mazguła
Miernoty ze swoimi buciorami napełnionymi słomą i brakiem rozróżniania tego, co narodowe, a co partyjne, bawią się siłą narodu. Nie mają pojęcia o wojsku, nie rozumieją sił zbrojnych, istoty szkolenia i gotowości obronnej, bezwzględności i warunków prowadzenia wojny. Wchodzą nawet do najniższych struktur dowodzenia, aby cywilne PiS-pętaki, kapelani i komisarze mogli lokalnie budować swoją wielkość
Demokracja stworzyła cywilną kontrolę nad armią, aby zapobiegać puczom nad ambitnych generałów, którzy dysponują siłą militarną narodu.
Polega ona na kierowaniu przez cywilów polityką rozwoju i finansowania sił zbrojnych oraz odpowiadaniu na zapotrzebowanie dowódców wojskowych w celu utrzymania wysokiej gotowości bojowej i zdolności do obrony ojczyzny. W PiS-Polsce przybrała ona postać politycznego cyrku idiotów. To cywilni laicy, PiS-politycy i klechy decydują o dowodzeniu wojskiem. Bez konsultacji z fachowcami dokonują idiotycznych zakupów tego, co jest na rynku, a nie tego, co rozwojowe i możliwe do zabezpieczenia. Bez oglądania się na potrzeby i uzasadnienie walorów bojowych i logistycznych wojska, mamią naród propagandą dla politycznego poparcia, a nie dla zdolności obronnych państwa.
Miernoty ze swoimi buciorami napełnionymi słomą i brakiem rozróżniania tego, co narodowe, a co partyjne, bawią się siłą narodu. Nie mają pojęcia o wojsku, nie rozumieją sił zbrojnych, istoty szkolenia i gotowości obronnej, bezwzględności i warunków prowadzenia wojny. Wchodzą nawet do najniższych struktur dowodzenia, aby cywilne PiS-pętaki, kapelani i komisarze mogli lokalnie budować swoją wielkość.
W terenie lokalni PiS-kacykowie używają sprzętu wojskowego, panosza się w koszarach i decydują o wojskowych karierach uległych miernot w mundurach. Wszędzie tam fotografują się na tle mundurów i każą żołnierzom nosić za sobą kwiatki pod pomniki.
Dzisiaj parafrazując powojenne powiedzenie:
„Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”,
trzeba uaktualnić i nadać mu nowe brzmienie w czasach PiS-u:
Nie nauka, lecz uległość PiS-lenia, otwiera drogę do dowodzenia.
Mam też inną propozycję:
Nie da ci tyle żadna super szkoła, co wazelina dla PiS-matoła.
Czas zakończyć tę farsę żelaznej partyjnej głupoty i zdrady narodowej. Szkolony w Rosji mini ster Błaszczak, czy oficjalny ruski agent Macierewicz nigdy nie powinni mieć dostępu do armii. To, że mogą inwigilować ją i niszczyć to dowód, że PiS to agentura zdrady, współczesna Targowica rusko-religijna. Nic dziwnego, że Polska nie ma wywiadu, ani kontrwywiadu, a całe zasoby sił zbrojnych, od ilości samolotów, czołgów i amunicji na składach ujawniły służby Błaszczaka w Internecie.
Nie bez powodu Kaczyński w haśle wyborczym umieszcza bezpieczeństwo Polaków, bo wie, że jego nie ma, bo je zniszczył. Jednak „naród nie może o tym wiedzieć”.
Jesteśmy podzieleni, mamy partyjne wojsko, ruskich agentów, takie same służby specjalne i policję, śmietnik uzbrojenia i logistyki, brak wyszkolonych rezerw osobowych, brak obrony cywilnej, schronów dla ludności, świadomości obronnej Polaków i upadłe partyjne morale.
Każdy dzień władzy Kaczyńskiego w Polsce to niebezpieczeństwo dla Polaków, słabsza armia, bardziej skłócony z sąsiadami i osamotniony kraj rządzony przez partyjną propagandę.
Dlatego musimy iść do wyborów, aby daleko uniezależnić się od tej obcej agentury i zdrady.
Adam Mazguła
Rozległa lista ofiar zamachów w Rosji Putina

Oliver Pieper
Jewgienij Prigożyn, szef grupy Wagnera, prawdopodobnie zginął w katastrofie lotniczej. Niemniej jednak krytycy rosyjskiego prezydenta z reguły żyją w niebezpieczeństwie. Oto przegląd przypadków śmierci w tajemniczych okolicznościach.

Wrzesień 2022 – Rawił Maganow wypada z okna
Dyrektor generalny rosyjskiego koncernu naftowego Łukoil traci życie, wypadając z okna na szóstym piętrze moskiewskiego szpitala. Policja przypuszcza, że wypadek mógł być przypadkiem samobójstwa. Oprócz problemów z sercem u Maganowa zdiagnozowano w szpitalu depresję. Łukoil, rosyjski gigant naftowy, był pierwszą dużą rosyjską firmą, która zaapelowała o zakończenie wojny na Ukrainie. Jednak Maganow nie jest pierwszą ofiarą śmiertelną w koncernie Łukoil od wybuchu wojny. Mówi się, że menedżer Aleksander Subbotin zmarł podczas kontrowersyjnej terapii okultystycznej mającej na celu leczenie uzależnienia od alkoholu.
Sierpień 2020 – trucizna w slipkach Aleksieja Nawalnego
Najzagorzalszy krytyk Putina traci przytomność podczas lotu krajowego z Tomska do Moskwy, a po awaryjnym lądowaniu przebywa w stanie śpiączki w Omsku na Syberii. Nawalny trafia następnie do berlińskiego szpitala Charité, który diagnozuje zatrucie Nowiczokiem, chemicznym środkiem paralityczno-drgawkowym opracowanym w Związku Radzieckim. Później, na platformie Youtube, Nawalny publikuje nagranie rozmowy telefonicznej z podejrzanym agentem rosyjskiego wywiadu FSB, w której przyznaje się on do ataku. Trucizna została przyczepiona do wewnętrznej strony majtek Nawalnego. Rosja twierdzi, że nagranie jest fałszywe.
Sierpień 2019 – morderstwo w Tiergarten w centrum Berlina
Zelimczan Changoszwili, Gruzin czeczeńskiego pochodzenia, który niegdyś walczył przeciwko Rosjanom na Kaukazie, zostaje zastrzelony przez wynajętego zabójcę w biały dzień w stolicy Niemiec. Otrzymał trzy kule w głowę i plecy. Sprawca, agent rosyjskich służb specjalnych Wadim Krassikow, zostaje aresztowany na miejscu zbrodni i dwa lata później skazany na dożywocie.
Kwiecień 2019 – tajemnicza choroba Dmitrija Bykowa
Poeta i satyryk Bykow, który chętnie ostro krytykuje Władimira Putina, jest na tournée literackim na Syberii, kiedy zaczyna źle się czuć w samolocie. Z wciąż niejasnych powodów przez pięć dni przebywa w śpiączce i podłączony jest do respiratora. Na pokładzie obecni byli ci sami agenci służb specjalnych, o których mówi się, że brali udział w ataku na Nawalnego.
Wrzesień 2018 – objawy zatrucia u Piotra Werziłowa
Artysta i aktywista Pussy Riot skarży się na zaburzenia widzenia, mowy i ruchu po tym, jak stawił się w sądzie w Moskwie. Podczas finału Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018 w Moskwie, Werziłow wbiegł na boisko, aby zwrócić uwagę na przemoc policji w Rosji. Później również był leczony w berlińskim szpitalu Charité, którego lekarze uważają, że przyczyną złego stanu zdrowia było otrucie.
Marzec 2018 – trucizna na klamce domu Siergieja Skripala
Rosyjski podwójny agent Siergiej Skripal i jego córka Julia zostają znalezieni nieprzytomni na ławce w parku niedaleko domu Skripala w Salisbury w Wielkiej Brytanii. Oboje przeżyli atak z użyciem Nowiczoka, w przeciwieństwie do Brytyjki Dawn Sturgess, która również weszła w kontakt ze środkiem paralityczno-drgawkowym. Brytyjska policja uważa, że trucizna została rozprowadzona jako lepka substancja na klamce drzwi.
Luty 2015 – zabójstwo Borysa Niemcowa w pobliżu Kremla
Były wicepremier Federacji Rosyjskiej za rządów Borysa Jelcyna i prominentny krytyk Putina spaceruje ze swoją przyjaciółką po moście w centrum Moskwy, kiedy samochód z czterema pasażerami zatrzymuje się tuż za nim, a Niemcow zostaje zastrzelony czterema kulami w plecy i tył głowy. Trzy godziny wcześniej ponownie ostro skrytykował Władimira Putina w audycji radiowej. W 2017 r. trzech Czeczenów zostało skazanych na długoletnie więzienie; zleceniodawca i motyw zbrodni są nadal niejasne.
Lipiec 2009 – Natalja Estemirowa znaleziona martwa w rowie
Historyk i ówczesna szefowa organizacji praw człowieka Memoriał została uprowadzona z progu swojego domu w stolicy Czeczenii Groznym i znaleziona martwa kilka godzin później w rowie w sąsiedniej republice Inguszetii. Otrzymała kilka strzałów w głowę i klatkę piersiową. Estemirowa obwiniała rosyjskie siły bezpieczeństwa i osławione szwadrony śmierci lojalnego wobec Kremla przywódcy republiki Ramzana Kadyrowa o porwania i łamanie praw człowieka. Śledztwo w sprawie morderstwa nie przyniosło wyjaśnienia.
Styczeń 2009 – mord na Stanisławie Markiełowie i Anastazji Baburowej
Prawnik zajmujący się prawami człowieka i pracownik Memoriału zostaje zastrzelony na ulicy w Moskwie. Markiełow reprezentował czeczeńskie rodziny, których krewni byli ofiarami naruszeń praw człowieka. Zwrócił on też uwagę na radykalną prawicową scenę. Baburowa, dziennikarka opozycyjnej gazety „Nowaja Gazieta”, również zginęła w ataku. Sprawcy wywodzą się z organizacji faszystowskiej. Nie wiadomo, czy było to zabójstwo na zlecenie.
Listopad 2006 – filiżanka herbaty dla Aleksandra Litwinienki
Były agent służb specjalnych, a później dezerter i przeciwnik Putina umiera w agonii w londyńskim szpitalu z powodu zatrucia radioaktywną substancją polon-210. W swojej książce „FSB wysadza Rosję” oskarżył służby specjalne o zorganizowanie eksplozji budynków mieszkalnych w 1999 r., a także kilku innych ataków terrorystycznych w Rosji w celu usprawiedliwienia wojny w Czeczenii i wyniesienia Władimira Putina do władzy. Trucizna została rzekomo dodana do herbaty Litwinienki w hotelowym barze. Nikt nie trafił za kratki za to przestępstwo.
Październik 2006 – morderstwo Anny Politkowskiej w windzie
Antyrządowa dziennikarka „Nowej Gaziety”, która w 2004 roku prawdopodobnie także miała zostać otruta herbatą w samolocie, zostaje zabita w windzie swojego domu pięcioma kulami w klatkę piersiową i głowę – w dniu urodzin Putina. Politkowska była uważana za moralnego obrońcę Czeczenii i krytykowała zarówno panujące tam warunki, jak i zbrodnie wojenne popełnione przez rosyjską armię. Pięć osób podejrzanych o udział w zabójstwie otrzymało długie wyroki więzienia, ale sprawców wciąż nie odnaleziono.
Lipiec 2003 – śmierć w męczarniach Jurija Szczekoczichina
Dziennikarz „Nowej Gaziety”, który pod koniec lat 90. był opozycyjnym deputowanym do Dumy Państwowej i potępiał korupcję i przestępczość zorganizowaną w Rosji, umiera tygodniami w męczarniach z powodu tajemniczego zatrucia. Skóra oddziela się od ciała, jeden organ po drugim zawodzi. Rosyjskie władze odmawiają przeprowadzenia sekcji zwłok, a dokumentacja medyczna znika. Późniejsze badanie próbki skóry w Londynie wskazuje na toksyczny metal ciężki – tal, który był preferowany przez radzieckie tajne służby KGB.
Kwiecień 2003 – morderstwo polityka Siergieja Juszenkowa
Były rosyjski minister informacji, lider partii Liberalna Rosja i przeciwnik Putina, Siergiej Juszenkow, zostaje zamordowany przed swoim domem w Moskwie kilkoma strzałami w klatkę piersiową. Juszenkow był członkiem komisji wywiadu Dumy Państwowej i jednym z najostrzejszych krytyków wojny w Czeczenii i następcy KGB, FSB. Jest on drugim politykiem Partii Liberalnej, który padł ofiarą zamachu. Już w sierpniu 2002 roku Władimir Gołowlow został zastrzelony podczas spaceru z psem.
REDAKCJA POLECA
Gwałt na Polaku w Monachium staje się dla rządu PiS skandalem wagi państwowej

Anna Widzyk
Niektóre niemieckie media odnotowują oburzenie polskiego rządu sprawą zgwałcenia 18-latka z Polski na stacji metra w Monachium.
18-Jähriger von Afghanen (20) vergewaltigt – Sex-Verbrechen empört polnische Regierung https://t.co/VBEoZ4kAP2
— BILD (@BILD) August 23, 2023
„Gwałt na stacji metra w Monachium staje się skandalem wagi państwowej, ponieważ ofiarą był 18-letni student z Polski” – pisze niemiecki dziennik „Die Welt”, relacjonując reakcję polskiego rządu na doniesienia o zgwałceniu młodego Polaka w stolicy Bawarii. Cytuje także wpis premiera Mateusza Morawieckiego na platformie społecznościowej X (dawniej Twitter), w którym szef polskiego rządu stwierdza m.in., że gwałt to „skutki otwartych granic”. Podejrzanym sprawcą jest imigrant z Afganistanu.
Młody Polak w Monachium padł ofiarą gwałtu dokonanego przez imigranta z Afganistanu. Oto skutki polityki otwartych granic.
— Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) August 23, 2023
Jesteśmy jednym z najbezpieczniejszych krajów na kontynencie i dbamy o bezpieczeństwo Polaków.
Zwrócimy się do strony niemieckiej o natychmiastowe… pic.twitter.com/AwhfcwHTBH
Dziennik „Bild” podkreśla, że „barbarzyńskie przestępstwo seksualne nie tylko w Niemczech wywołało wielkie oburzenie”, ale odbiło się głośnym echem także w polskiej polityce. Informuje, że przedstawiciel niemieckiej ambasady został zaproszony do polskiego MSZ, a premier Morawiecki zażądał włączenia polskich prokuratorów w śledztwo.
Polski rząd oburzony
„Szef rządu Mateusz Morawiecki wykorzystał tę sprawę, aby podkreślić negatywne stanowisko Warszawy wobec polityki imigracyjnej UE” – dodaje „Bild”, przypominając, że 15 października w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. „Narodowo-konserwatywny rząd PiS chce równocześnie przeprowadzić referendum o kompromisie azylowym UE i obowiązkowym przyjmowaniu uchodźców. Warszawa odrzuca kompromis azylowy i nie chce przyjmować migrantów” – dodaje gazeta w internetowym wydaniu.
REDAKCJA POLECA
Katastrofa samolotu w Rosji: Prigożyn na liście pasażerów
Jewgienij Prigożyn znalazł się na liście ofiar katastrofy lotniczej w Rosji, do której doszło w środę. Nikt nie ocalał.
⚡️The moment of the Embraer plane crash, in which #Wagner PMC #Prigozhin was allegedly in, was caught on video. pic.twitter.com/PCVwOcEC2e
— KyivPost (@KyivPost) August 23, 2023
Nie potwierdzono tożsamości ofiar
Obecność Prigożyna na liście pasażerów prywatnego odrzutowca Embraer Legacy potwierdziła rosyjska Federalna Agencja Transportu Lotniczego. Wcześniej rosyjska agencja informacyjna TASS podała, że nazwisko szefa Grupy Wagnera było na liście. Według wstępnych danych samolotem z Moskwy do Petersburga podróżowało 10 osób, w tym Prigożyn i, co wiadomo nieoficjalnie, jego prawa ręka w Grupie Wagnera Dmitrij Utkin, ps. “Wagner”. Na razie odnaleziono osiem ciał i nie potwierdzono tożsamości ofiar.
⚡️ Operative services in the Kremlin received video from cameras of Prigozhin and Utkin boarding the downed plane, Russian media reported. pic.twitter.com/N00lIK9Wf3
— NEXTA (@nexta_tv) August 23, 2023
Samolot został prawdopodobnie zestrzelony
Wg wstępnych informacji nikt nie przeżył. Rosyjskie władze oświadczyły, że wszczynają śledztwo w tej sprawie.
The leaders of "Wagner" confirm the fact of the death of Prigozhin and Utkin, – said the gauleiter of Zaporizhzhia Region, Rogov.
— NEXTA (@nexta_tv) August 23, 2023
Some Russian media, citing their sources, also claim that Prigozhin and Utkin were on board the crashed business jet.
The Russian Investigative… pic.twitter.com/RbQfAVTdtb
Jak informuje m.in. BBC, samolot został prawdopodobnie zestrzelony przez system obrony powietrznej w mieście Twer. Świadczą o tym zeznania świadków i nagrania w mediach społecznościowych.
Bunt Prigożyna przeciw władzom Kremla
W czerwcu Prigożyn zbuntował się przeciw władzom Kremla i poprowadził swoją Grupę Wagnera na Moskwę. Po zaledwie dniu od ogłoszenia buntu wycofał się po pośrednictwie Aleksandra Łukaszenki, białoruskiego dyktatora, który zaoferował Prigożynowi i wagnerowcom schronienie na Białorusi. Jednak bunt Prigożyna pokazał społeczeństwu rosyjskiemu, u którego szef Grupy Wagnera cieszy się autorytetem, podziały na Kremlu i słabość reżimu Putina.
Przed próbą puczu Prigożyn wielokrotnie atakował rosyjskie kierownictwo wojskowe, nazywając ministra obrony Siergieja Szojgu i szefa sztabu sił zbrojnych Walerija Gierasimowa skorumpowanymi i niekompetentnymi. Skarżył się na niedobór amunicji dla swoich najemników w Ukrainie. Oskarżył także Szojgu o zorganizowanie ataku rakietowego na Grupę Wagnera w tym kraju.
Are you also waiting for an hour-long video that starts with, "I'm Yevgeny Prigozhin and if you're watching this video, it means I'm already dead, now I'm going to tell you how it all happened"? pic.twitter.com/Ga2ffyow8r
— NEXTA (@nexta_tv) August 23, 2023
Powstała niemal dekadę temu pod przewodnictwem Prigożyna Grupa Wagnera przed wojną w Ukrainie działała na zlecenie Rosji w Afryce i Syrii, gdzie także dopuszczała się zbrodni.
Podczas inwazji Rosji na Ukrainę Prigożyn werbował więźniów z rosyjskich więzień. Siły Grupy Wagnera poniosły ciężkie straty w walkach o wschodnioukraińskie miasto Bakhmut.